Tag Archives: Robert Kropiwnicki

Z Kaczyńskim Okrągłego Stołu nie będzie

23 Kwi

Karty do korespondencyjnego głosowania są już drukowane, choć nie ma prawnego zezwolenia. Jacek Sasin za ten akt pójdzie prędzej czy później siedzieć.

Obecna władza jest proweniencji kryminalnej. Rządzi krajem margines.

Po upadku komuny wydawało się to niemożliwe, ale nie doceniliśmy Kaczyńskiego. Ten tchórz, który przyczaił się w demokracji, zebrał zgraję podobnych sobie mentów (ment – od mentalny).

W czasie zarazy koronawirusa zaraza polityczna dewastuje nam kraj.

Wyraźnie trzeba rzec, iż nie będzie z PiS-em żadnego Okrągłego Stołu. Kaczyński musi iść siedzieć. Sytuacja wszak jest zupełnie inna niż z Jaruzelskim, który w PRL-u był złem narzuconym z Moskwy.

Może mniejszym złem. Kaczyński jest złem, który zagraża naszemu życiu, bytowi Polski (bo zostaniemy porzuceni przez sojuszników), a ponadto szybko nas relegują z Unii Europejskiej.

Po koronawirusie nie zatriumfuje na świecie żadna ideologia totalitarna, nastąpi powrót do wartości demokratycznych, liberalnych, bo tylko one gwarantują rozwój i społeczną stabilizację.

Drukowane są karty do głosowania, chociaż nie ma jeszcze przepisów, a ustawa, według której mają się odbyć wybory, jest dopiero w Senacie. Posłowie opozycji zapowiedzieli w tej sprawie złożenie zawiadomienia do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa wyborczego przez ministra aktywów państwowych Jacka Sasina. – Nasze państwo funkcjonuje dziś na podstawie decyzji ośrodka politycznego na Nowogrodzkiej. Tym decyzjom wszyscy się podporządkowują, nie zważając na to, że to jest działanie bezprawne – komentuje mec. Michał Wawrykiewicz z inicjatywy Wolne Sądy.

Minister łamie prawo

Chodzi o środową wypowiedź wicepremiera Jacka Sasina, że karty do głosowania są już drukowane na jego polecenie w Drukarni Papierów Wartościowych.

– Dzisiaj wicepremier polskiego rządu mówi wprost: złamię prawo. To sytuacja niebywała, ale to też sytuacja, która obrazuje, w jakim miejscu w kraju jesteśmy. To też moment, kiedy należy powiedzieć jasno, że dzisiaj wszystkie partie opozycyjne powinny w pierwszym rzędzie zrobić wszystko, żeby te wybory odbyły się w bezpiecznym terminie, w bezpieczny sposób – mówił Cezary Tomczyk z Koalicji Obywatelskiej.

Zawiadomienie składają z art. 248 Kodeksu karnego, który odnosi się do nadużyć przy przebiegu wyborów.

Więcej o zarządzaniu Polską przez Kaczyńskiego >>>

Jak dowiaduje się OKO.press, rząd dysponuje analizami, z których wynika, że do wygaszania epidemii daleko. Kluczowy wskaźnik reprodukcji R nie chce zejść poniżej 1. Inne źródła potwierdzają, że R = 1,2. Dlatego poluzowanie restrykcji, nie mówiąc o wyborach – nawet korespondencyjnych to duże ryzyko. Zamiast politycznych manipulacji, potrzeba więcej informacji.

O fałszowaniu rzeczywistości przez Dudę, Szumowskiego, Morawieckiego >>>

W imieniu Fundacji Obrony Demokracji składam zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez p. Jacka Sasina z art. 231§2 kk poprzez zlecenie kart wyborczych bez uprawnienia w przepisach prawa, czym zamierza on osiągnąć korzyść osobistą w postaci uzyskania przychylności władz swojej partii.

Doprowadzę wcześniej lub później do posadzenia pana Jacka Sasina na ławie oskarżonych i będę się w imieniu instytucji społecznej, którą reprezentuję domagał się, aby została wobec niego orzeczona maksymalna kara przewidziana za to przestępstwo przez kodeks karny.

Więcej o bezprawiu Sasina i innych pisowców >>>

Wszystko wskazuje na to, że w obecnym tempie wzrostu zachorowań milionowy przypadek zakażenia w USA zostanie odnotowany w najbliższy weekend. Sondaże pokazują duże poparcie dla obostrzeń. Szef WHO ostrzega świat przed samozadowoleniem. W Polsce smutna norma: znów fala zachorowań w domach opieki, a PiS wbrew prawu przygotowuje wybory.

Dzień przyniósł 313 nowych zachorowań na koronawirusa (zmarły 22 osoby), tym samym przekroczyliśmy w Polskę liczbę 10 tys. zakażonych. Łącznie od początku epidemii odnotowano 10 169 przypadków. Liczba zachorowań zdiagnozowanych 22 kwietnia jest nieco wyższa niż dzień wcześniej (263) jednak wzrost zakażeń w naszym kraju utrzymuje się na dość optymistycznym poziomie: po rekordzie z 19 kwietnia (545 przypadków) kolejne dni przyniosły dużo mniej nowych zachorowań.

Więcej o stanie koronawirusa w Polsce i na świecie >>>

Mieliśmy sami sobie dać radę i opanować świat, który miał nam być posłuszny. Mieliśmy poczucie omnipotencji, a tu nagle okazuje się, jak kruchą istotą jest człowiek. I że do pełnego człowieczego bytowania potrzebuje innych – mówi psychiatra prof. Andrzej Cechnicki.

Rozmowa z prof. Cechnickim >>>

KO składa wniosek do NIK. Chodzi o zbadanie legalności działań KPRM, MAP, Poczty Polskiej i PWPW w związku z wyborami prezydenckimi.

Opozycja nie odpuszcza. Walka o równe i demokratyczne wybory trwa. Na konferencji prasowej poseł Robert Kropiwnicki i Kamila Gasiuk-Pihowicz stwierdzili, że NIK musi zająć się ostatnimi działaniami władz, by sprawdzić, czy nadal możemy liczyć w naszym kraju na “wolne wybory”.

Wolne wybory zostaną zlikwidowane?

 Panowie [premier Morawiecki i wicepremier Sasin] uparcie dążą do likwidacji wolnych wyborów w Polsce z uporem godnym pionierów radzieckich, którzy utrwalali komunistyczną władzę, dążą do tego, żeby zrobić wybory w trybie kopertowym – uważa Kropiwnicki.

Więcej >>>

Jacek Sasin powiedział, że trwają już przygotowania do wyborów korespondencyjnych, w tym drukowanie kart do głosowania. W reakcji na te słowa posłowie KO zapowiedzieli, że złożą do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu dokonania przestępstwa wyborczego.

Zgodnie z planem PiS, wybory mają odbyć się 10 maja w trybie korespondencyjnym. Na ich przygotowanie nie zostało więc wiele czasu. Choć ustawy wciąż ostatecznie nie przyjęto – obecnie pracuje nad nią Senat – to odpowiedzialny za organizację wyborów minister aktywów państwowych Jacek Sasin przyznał, że prace nad ich przeprowadzeniem już się rozpoczęły.

– Dzieje się to przede wszystkim na podstawie decyzji marszałek Sejmu, która wyznaczyła wybory prezydenckie zgodnie z konstytucją na 10 maja i na podstawie decyzji premiera wydanej na podstawie ustawy „antyCovidowej”, która nakazała państwowym firmom takim jak Państwowa Wytwórnia Papierów Wartościowych oraz Poczta Polska przygotowanie do tych wyborów, tak aby mogły się odbyć w trybie korespondencyjnym – tłumaczył Sasin.

Więcej >>>

Fragmenty Morawieckiego w FAZ >>>

Ostatnie posunięcia polityków Lewicy są tak bardzo nieracjonalne i nie dające się wytłumaczyć, że robią wręcz wrażenie jakiejś umowy z partią Kaczyńskiego

Reakcja Lewicy na propozycję, skądinąd sensowną, Borysa Budki, żeby wybory prezydenckie przełożyć o rok, a następnie przeprowadzić je, używając zwiększonych środków ostrożności, pokazała, że nie ma nadziei dla polskiej sceny politycznej w jej obecnym kształcie.

Cały felieton Elizy Michalik >>>

Zaraza w zarazie

5 Kwi

Pod osłoną zarazy Jarosław Kaczyński dokonuje zamachu stanu. Jego interesuje tylko władza dla władzy, zamordyzm. Jego marionetki, jak Duda i Morawiecki, korzystają z tego, nie posiadając żadnego zaplecza ideowego, charakterologicznego.

Mamy więc do czynienia z pisowską matrioszką: zaraza w zarazie.

Zaraza pisowska przed nastaniem zarazy virusa corona spustoszyła polską demokrację i zdegradowała nasz kraj. Niby przerabialiśmy to już w historii pod koniec XVIII wieku i przed 1939 rokiem, a potem z trudem się odbudowaliśmy – ale teraz dopadła nas zaraza pisowska.

Spustoszona została kasa państwa na wyborcze przekupstwa, więc nie dziwmy się, że nie zostanie ogłoszony stan wyjątkowy (klęski żywiołowej), bo władza musiałaby realnie pomagać przedsiębiorcom i pracobiorcom.

Plan ratunkowy rządu PiS to plan kreacyjny, wyssany z brudnych palców Kaczyńskiego i Morawieckiego.

Co po zarazach? Oto jest pytanie. Jeżeli koronawirus potrwa dłużej, partia Kaczyńskiego zostanie przegoniona.

I nie dokonają tego elity, ale ciemny lud, który nie będzie miał co wrzucić do gara, pójdzie z kosami, sztachetami, łomami na Nowogrodzką, pod siedziby PiS w każdym mieście.

Tym razem żaden Kuroń nie rzuci hasła „zamiast palić komitety, zakładajcie własne”. Sytuacja jest zupełnie inna: historycznie, ideologicznie, a nawet estetycznie.

Opozycja też zbyt anemicznie przedstawia swoje projekty, które są konkretne, ale nie przebijają się do społeczeństwa.

W piątek do Sejmu trafił projekt Koalicji Obywatelskiej, zakładający pomoc przedsiębiorcom m.in odszkodowaniami za straty jakie ponieśli w związku z epidemią. Wśród głównych założeń projektu jest także finansowe wsparcie pracowników szpitali, jak dodatek w wysokości 50 proc. wynagrodzenia za pracę w godzinach nadliczbowych. Testy na SARS-CoV-2 dla personelu medycznego mają być obowiązkowe.

Więcej >>>

Pieniądze, jakie deklaruje rząd Morawieckiego, to księgowe oszustwo. Wystarczyłoby 70 miliardów realnych pieniędzy, a można by utrzymać miejsca pracy i uratować gospodarkę. O rządowej „tarczy antykryzysowej” mówi posłanka PO Izabela Leszczyna.

Jakub Szymczak, OKO.press: Jak się Pani podoba forma, która przybrały ustawy, nazywane przez PiS „tarczą antykryzysową”?

Izabela Leszczyna: Czytając je miałam wrażenie, że napisał je Jarosław Kaczyński, czyli człowiek, który niewiele wie o realnym świecie. A już na pewno nie wie nic o gospodarce, o przedsiębiorstwach, o funkcjonowaniu firm. To brzmi, jakby prezes powiedział: macie zrobić wrażenie, że robimy bardzo dużo, że dbamy o ludzi, ale macie napisać to tak, żeby prawie nikomu nie dać żadnych pieniędzy, bo ich nie mamy, a musimy mieć na 13 emeryturę i inne moje obietnice.

Rozmowa z Izabelą Leszczyną >>>

Zachowanie Jarosława Kaczyńskiego w dniach epidemii każe sformułować dość oczywiste pytanie. Czy prezes PiS jest politycznym psychopatą (gdyż jego zachowania, w tym kliniczny wręcz brak empatii wobec rządzonych przez niego obywateli, przekroczyły już granicę „politycznego pragmatyzmu” czy nawet cynizmu)? – pisze Cezary Michalski. Było takich w historii niemało, począwszy od czasów rzymskich, aż po wiek XX. Wielu z nich – właśnie dzięki psychozie, którą ich zwolennicy mylili z charyzmą – było bardzo skutecznych. Zarażali nią swoich wyznawców, budowali bańki, w których pogrążały się całe narody.

Esej Cezarego Michalskiego >>>

Kryzys wywołany epidemią koronawirusa będzie inny niż dotychczasowe. Wiele wskazuje na to, że będzie głębszy niż którykolwiek z kryzysów, które pamiętamy. Być może trwałe zmieni nasze nawyki i przyzwyczajenia, być może po epidemii odnajdziemy się w innym gospodarczo porządku. Ważne jest, aby zauważyć, że tym razem reagujemy inaczej, niż podczas kryzysu 2008 roku. Po tamtym kryzysie pozostało nam poczucie niesprawiedliwości i zawodności funkcjonowania państwowej pomocy – zbyt wielu biednych dramatycznie zubożało, zbyt wielu bogatych się wzbogaciło.

Dzisiaj wszystkie rządy jednym głosem zdają się mówić, że najważniejsza jest obrona pracowników niezależnie od formy zatrudnienia. Specyfika tego kryzysu w naturalny sposób kieruje strumienie pomocy rządowej do pracowników zatrudnionych w usługach – czyli tam, gdzie umowy o pracę mają najmniej stały charakter.

Cały artykuł Joanny Muchy >>>

System działa nieźle, ale ma luki, które mogą grozić ekspansją choroby, a dla niektórych koniec odosobnienia to nie koniec problemów. „Jestem w pierwszym trymestrze ciąży, powinnam pójść na wizytę kontrolną do ginekologa, ale lekarz nie chce mnie przyjąć na wizytę kontrolną, bo niedawno zakończyłam kwarantannę” – mówi OKO.press Joanna.

O sytuacji ludzi na kwarantannie >>>

W zasadzie sytuacja już jest jasna: pod osłoną koronawirusa Jarosław Kaczyński – podobnie jak jego węgierski bratanek – przeprowadza w Polsce zamach stanu.

Jeszcze kilka dni temu większość komentatorów – w tym także ja – prognozowała, że 10 maja wyborów prezydenckich nie będzie, ponieważ w warunkach epidemii nie da się ich zorganizować. Okazuje się, że nie doceniliśmy determinacji prezesa, który ostatecznie przestał się przejmować zachowaniem pozorów. Już nawet nie udaje, że dotrzymuje choćby minimalnych standardów demokracji i praworządności.

Można wymienić dziesiątki powodów, dla których korespondencyjne głosowanie w maju nie będzie mogło zostać uznane za rzeczywisty i demokratyczny akt wyborczy: kodeks wyborczy został zmieniony wbrew prawu, głosowanie zorganizowano w warunkach faktycznego stanu nadzwyczajnego, w czasie którego kandydaci opozycyjni nie mogli prowadzić kampanii, epidemia i narodowa kwarantanna sprawiają, że demokratyczny nadzór nad procesem oddawania i liczenia głosów jest niemożliwy, frekwencja będzie znikoma, bo znaczna część obywateli albo nie będzie mogła, albo nie będzie chciała uczestniczyć w tej pocztowej parodii wyborów… I tak dalej. Długo można by jeszcze wymieniać.

Cały felieton Wojciecha Maziarskiego >>>

Ziobrze za każdego skrzywdzonego sędziego należy się rok więzienia, czyli do pierdla powinien iść na tysiące lat. I to jest prawo i sprawiedliwość, jak rozumieją Amerykanie

29 List

„Jego działanie stanowi niedopuszczalną ingerencję w działania konstytucyjnych organów oraz prowadzić może do chaosu i anarchii” – tak resort Ziobry tłumaczy odwołanie z delegacji sędziego Juszczyszyna, który zastosował się do wyroku TSUE. „To propaganda. Sędzia musi sprawdzać, czy sąd niższej instancji był właściwie obsadzony” – mówi prof. Marcin Matczak

„Minister Sprawiedliwości, korzystając z przysługujących mu uprawnień, odwołał z delegacji do Sądu Okręgowego w Olsztynie sędziego Sądu Rejonowego w Olsztynie Pana Pawła Juszczyszyna” – czytamy w komunikacie na stronie resortu we wtorek 26 listopada 2019.

Jako pierwsi napisaliśmy, że odważny sędzia, który zastosował się do wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE z 19 listopada, będzie musiał wrócić na niższe stanowisko w Sądzie Rejonowym. Ministerstwo sprawiedliwości poinformowało o tym w poniedziałek 25 listopada, faksem. Nie podało powodu, a jedynie podstawę prawną.

W środę 27 listopada w Olsztynie odbyła się pierwsza demonstracja w obronie sędziego. Kolejne, w całej Polsce, zaplanowane są na niedzielę, 1 grudnia. OKO.press będzie relacjonowało przebieg manifestacji w Warszawie pod budynkiem ministerstwa sprawiedliwości o 16.00.

Tymczasem resort Zbigniewa Ziobry w oficjalnym komunikacie tłumaczy się z powodów wycofania delegacji.

„[Sędzia Juszczyszyn – red.] w toku postępowania w sposób nieuprawniony podważył on status powołanego przez Prezydenta RP sędziego. W ocenie Ministerstwa […] takie działanie stanowi niedopuszczalną ingerencję w działania konstytucyjnych organów oraz prowadzić może do chaosu i anarchii. Żaden sędzia nie ma prawa oceniać statusu innego sędziego, wykorzystując do tego celu postępowanie dowodowe w konkretnej sprawie” – czytamy na stronie ministerstwa.

„To prawnicza propaganda ministerstwa sprawiedliwości” – komentuje w rozmowie z OKO.press prof. Marcin Matczak z WPiA UW.

„Sędzia sądu wyższej instancji zawsze musi sprawdzać, czy sąd niższej instancji był właściwie obsadzony. To wymóg, który obowiązywał w polskim prawie jeszcze zanim zapadł wyrok TSUE. A wyrok ten wyraźnie instruuje polski Sąd Najwyższy. Na mocy skutków tego wyroku każdy sąd w Polsce i za granicą może, a wręcz musi, oceniać sposób powołania sędziów. To wyraźna instrukcja” – dodaje.

Matczak: działanie na mocy polskiej Konstytucji

„Sędzia nie może samowolnie stawiać się ponad władzę ustawodawczą, wykonawczą i ponad Prezydenta RP. Tego typu działania nie są związane z niezawisłością sędziowską” – pisze resort Zbigniewa Ziobry.

Profesor Matczak jest zdania, że to niebezpieczny argument.

„»Samowolnie stawiać się« to szkodliwe sformułowanie. Sugeruje, że sędziowie są anarchistami, dokonują zamachu stanu. Ministerstwo wykorzystuje nieznajomość prawa opinii publicznej w tak złożonym aspekcie, jakim jest relacja prawa międzynarodowego do prawa polskiego” – tłumaczy.

I dodaje, że sędziowie stosują się do wyroku TSUE i działają na mocy polskiej Konstytucji.

„Konstytucja mówi, że prawo międzynarodowe ma pierwszeństwo przed polskimi ustawami, jeżeli nie da się z nimi pogodzić. Nie ma mowy o stawianiu się ponad władzą ustawodawczą. Sąd wykonuje wolę tej władzy. Tej, która przyjęła Konstytucję i prawo UE jako nasze wewnętrzne prawo” – podkreśla Matczak.

Ministerstwo w komunikacie próbuje zatrzeć złe wrażenie, jakie zrodziło ekspresowe odwołanie sędziego Juszczyszyna.

„Sędzia delegowany do orzekania w innym sądzie może być odwołany z delegacji w każdym czasie” – przypomina resort Ziobry.

To kuriozalne tłumaczenie, bo problemem nie jest tu brak podstawy prawnej. A fakt, że do odwołania doszło zaraz po niekorzystnej z punktu widzenia władzy decyzji sędziego, bez podania powodu.

„Kluczowe dla oceny wskazanej sytuacji jest to, że mimo odwołania z delegacji, sędzia Paweł Juszczyszyn jest zobowiązany do zakończenia wymienionej sprawy, jak też wszystkich innych przydzielonych mu spraw w Sądzie Okręgowym w Olsztynie” – tłumaczy się ministerstwo.

Fakt, że sędzia będzie mógł zakończyć przydzielane mu dotychczas sprawy, to marna pociecha.

Odważny sędzia

Historię olsztyńskiego sędziego Juszczyszyna, który niezwłocznie zastosował się do wyroku TSUE z 19 listopada, opisaliśmy w OKO.press jako pierwsi.

Sędzia postanowił samodzielnie zbadać, czy nowa KRS, której członków-sędziów po „reformie” PiS powołała w marcu 2018 roku sejmowa większość, jest gwarantem niezależnego sądownictwa.

W tym celu wnioskował do Kancelarii Sejmu o udostępnienie mu:

  • zgłoszeń oraz wykazów obywateli i wykazów sędziów popierających kandydatów na członków KRS;
  • oświadczeń obywateli lub sędziów o wycofaniu poparcia dla tych kandydatów.

Dokumenty te stanowią jeden z najlepiej strzeżonych sekretów „państwa PiS”. Choć Naczelny Sąd Administracyjny nakazał ich ujawnienie, wykonanie wyroku w lipcu 2019 wstrzymał nominowany przez partię Kaczyńskiego prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Na pomoc wezwano także TK.

Niedługo po złożeniu wniosków sędzia Juszczyszyn został odwołany z delegacji w olsztyńskim Sądzie Okręgowym. Jak mówił, spodziewał się tego. Podczas konferencji prasowej nazajutrz po odwołaniu powiedział, że prawo stron do rzetelnego procesu jest dla niego ważniejsze od jego sytuacji zawodowej.

„Sędzia nie może bać się polityków, nawet jeśli mają wpływ na jego karierę” – podkreślił.

Wyrok TSUE

Sędzia Juszczyszyn zwrócił się do Kancelarii Sejmu na podstawie przełomowego wyroku TSUE z 19 listopada.

Jak pisaliśmy w OKO.press unijny Trybunał odniósł się w nim do pytań prejudycjalnych Izby Pracy SN. Pytania dotyczyły statusu Izby Dyscyplinarnej SN, której wszystkich członków rekomendowała nowa KRS. TSUE nakazał SN samodzielnie zbadać niezależność ID i niezawisłość jej sędziów.

W tym celu podał szereg szczegółowych kryteriów. To na ich podstawie SN powinien dokonać swojej oceny.

TSUE potwierdził tym samym, że organizacja sądownictwa podlega ocenie z niewygodnego dla władz punktu widzenia: czy ma wpływ na niezależność i niezawisłość sądów. Dotyczy to także organów powołujących sędziów, czyli np. KRS.

W wyroku TSUE wymienił główne wątpliwości dotyczące statusu Rady:

  • skrócenie kadencji poprzedniego składu KRS;
  • obsadzenie aż 23 z 25 miejsc w KRS przy pomocy sił politycznych;
  • „występowanie ewentualnych nieprawidłowości, jakimi mógł zostać dotknięty proces powoływania niektórych członków KRS w nowym składzie”, czyli utajnione listy poparcia.

Zdaniem 13 organizacji broniących praworządności w Polsce – konsekwencje wyroku są jednoznaczne.

Każdy sąd powszechny i administracyjny w Polsce powinien odmówić stosowania przepisów, które skutkowałyby rozpoznaniem spraw przez sędziów nominowanych przez neo-KRS.

Tak właśnie postąpił sędzia Juszczyszyn, badając apelację w sprawie cywilnej, która trafiła do Sądu Okręgowego w Olsztynie. Chodziło o sprawę konsumencką, w której zastosowanie ma prawo UE, a sędzia który wydał wyrok w pierwszej instancji był rekomendowany przez neo-KRS.

Kaleta: „KRS lepsza niż Rada Państwa PRL”

Ale wtorkowy komunikat to nie koniec medialnej ofensywy ministerstwa sprawiedliwości. W czwartek 28 listopada rano w poranku radia TOK FM wystąpił wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta. Komentował oświadczenie Prezesa Izby Cywilnej SN wydane poprzedniego dnia.

W OKO.press podaliśmy je jako jedni z pierwszych. Prezes Dariusz Zawistowski również postanowił zastosować się do wyroku TSUE i napisał, że

do czasu orzeczenia SN na podstawie wyroku TSUE z 19 listopada, osoby rekomendowane przez neo-KRS do zarządzanej przez niego Izby nie będą wyznaczane do składów orzekających.

„Ten wyrok jest adresowany do wszystkich sądów w Polsce, […] zatem do wszystkich osób powołanych na stanowiska sędziowskie z udziałem obecnej KRS” – napisał Zawistowski.

„Pan sędzia Dariusz Zawistowski został powołany przez Radę Państwa PRL. Jego działania są bezprawne i kuriozalne” – denerwował się Sebastian Kaleta w rozmowie z Dominiką Wielowieyską.

Sędzia Zawistowski trafił do Sądu Najwyższego w 2005 roku. 30 sierpnia 2016 prezydent Andrzej Duda powołał go na stanowisko prezesa SN kierującego Izbą Cywilną.

Argumenty Kalety odpiera w rozmowie z OKO.press profesor Matczak.

„Minister Kaleta próbuje wmówić opinii publicznej, że wyrok TSUE za jedyny dowód zależności politycznej sędziów powołanych przez KRS uznaje sposób powołania KRS. A to nieprawda, to jeden z elementów. Trybunał mówi o całokształcie, także o późniejszej działalności Rady. O tym, jak ten organ się zachowuje, dlaczego nie staje w obronie sędziów. To wszystko razem decyduje o wadliwym powołaniu sędziów” – tłumaczy.

„Idąc drogą tego rozumowania, należałoby zapytać, czy pan sędzia Zawistowski obawia się Wojciecha Jaruzelskiego. Czy generał ma na niego wpływ? Czy może go zdegradować? Wytyczyć mu dyscyplinarkę? Czy Rada Państwa decyduje wciąż o awansach sędziów?

To absurd. Nawet jeżeli Rada Państwa PRL powoływała sędziów kiedyś, to nie ma żadnego wpływu na ich orzekanie dzisiaj. A neo-KRS i minister Zbigniew Ziobro ten wpływ mają. To podstawowy problem”

– podkreśla Matczak.

„Przed chwilą zakończyło się spotkanie Prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego oraz wiceprezesa PiS Mariusza Kamińskiego z prezesem Najwyższej Izby Kontroli. Władze partii wyraziły wobec prezesa Banasia oczekiwanie złożenia dymisji z zajmowanej funkcji” – napisał na Twitterze wicerzecznik PiS Radosław Fogiel.

Spotkanie odbyło się oczywiście w siedzibie PiS przy ul. Nowogrodzkiej. Jak pamiętamy,  Mariusz Kamiński to nie tylko wiceprezes partii, ale także minister spraw wewnętrznych, a przede wszystkim koordynator ds. służb specjalnych.

W internecie zawrzało. – „Jak? Taki kryształ?”; – „Czy Prezes Kaczyński wyraził oczekiwanie złożenia dymisji również wobec premiera Morawieckiego, który dopuścił do nominacji pana Banasia mimo, że urzędnicy MF i KAS ostrzegali go przed nieprawidłowościami? To dowodzi, że szef rządu nie panuje nad obsadą najważniejszych stanowisk”;

„Ale jak to? Przecież prezes Banaś jest kryształowy!”; To partia nie wiedział kogo wybiera??????? A od czego są służby w Polsce kierowane przez Kamińskiego??? Sutenerzy, kamienicę, podatki…..wszystko jest w tej sprawie co śmierdzi”; – „Jak to? Wczoraj mówił, że to kłamstwa, oszczerstwa, że nagonka…”.

Śmierdzi coraz bardziej. I to nie tylko w Polsce śmierdzi, ale jakby śmierdzi Polska. To już nie tylko smog z opalanych plastikiem i szmatami pieców. To już nie tylko nielegalne, gnijące wysypiska śmieci w lasach, to już nie tylko fekalia wylewane do rzek i jezior, przemysłowo zabijane zwierzaki, których resztki producenci w pośpiechu zakopują pod ziemią, to już nie tylko syf sprowadzany masowo z zagranicy w ramach przekrętu mafii śmieciowej (obecny rząd zezwolił na sprowadzanie gówna i chemicznych odpadów z całego świata), ale śmierdzi polityka polska.

Gdy słyszysz, że parlamentarzyści PiS w UE głosują za mordowaniem gejów w Ugandzie (tak wiem nie poprali protestu przeciwko mordowaniu, ale to przecież tak jakby popierali, bo rozumieją motywy morderców), gdy do głosu wyrywa się anemik w okularach, poseł Winniczek, dawny działacz Młodzieży Wesz-polskiej, miłośnik hitlerowskich plakatów i mówi z trybuny sejmowej, że etniczna jedność Polaków jest ważniejsza niż gospodarka, gdy czytasz te napastliwe i kłamliwe artykuły w jawnie antysemickiej Gazecie Warszawskiej, gdy widzisz te marsze z pochodniami, w których jedność tworzą jad i nienawiść i gdy dowiadujesz się, że wieszanie portretów znanych parlamentarzystów na szubienicach, to niewinny happening, to czujesz ten zgniły naziolski smród, który z premedytacją rozlano w polskie serca, którym zatruto umysły głupków, który rozlewa się po Polsce jak brudna woda w czasie powodzi.

Śmierdzi ta nasza kochana Polska. Śmierdzi coraz bardziej. I nie pomogą tańce na rurze, ani tańce z gwiazdami, ani puder, ani cukier, ani wygrana na Eurowizji, ani uśmiechnięty Kurski, ani ładna pani z „Pytania na śniadanie”. Bo ona też śmierdzi. Śmierdzi kłamstwem. Im bardziej elegancko ubrany jest Prezes z Nowogrodzkiej, im bardziej ma wyglancowane buty pan Gowin, im bardziej nerwowo uśmiecha się minister Ziobro, i im bardziej radośnie piszczy pani Holecka w „Wiadomościach”, tym bardziej to wszystko śmierdzi i szambem jedzie tak, że nawet nowoczesne maski p-gas nie pomogą.

Według katowickich śledczych, wieszanie na szubienicy portretu nielubianego polityka to… działanie artystyczne jednoczące elementy sztuk wizualnych i teatralnego spektaklu.

Zdolną mamy młodzież. Po reformie oświaty nasze pacholęta są nie do pobicia nie tylko w konkursach biograficznych o Janie Pawle II i Lechu Kaczyńskim, ale także na polu… sztuki współczesnej.

Byłe elity, rugowane systematycznie z teatrów i galerii, utrzymują wprawdzie, że nowi mecenasi od kultury zamiast Nowosielskiego, wolą Kossaka, nawiązując złośliwie do upodobań pana prezydenta, ale rzeczywistość przeczy temu na każdym kroku. Ostatnio zaprzeczyła w Katowicach.

Po dwóch latach śledztwa z udziałem licznych choć przeważnie anonimowych (RODO) ekspertów, tamtejsza prokuratura okręgowa wydała opinię w sprawie młodych patriotów, którzy powiesili na szubienicach portrety europosłów z opozycji. I się okazało, że inkryminowani „opozycjoniści” nie tylko są przewrażliwieni na punkcie swoich wizerunków, ale – choć niby tacy nowocześni i proeuropejscy – w ogóle nie znają się na sztuce współczesnej.

Zamiast docenić kreatywność i kunszt artystyczny młodych narodowców, zrobili aferę i polecieli się skarżyć do prokuratury. A było do krytyka jakiegoś zadzwonić.

Inna sprawa, że krytycy i to wszyscy, którzy liczą się w branży, należą do byłych elit, więc ich rolę, chcąc nie chcąc – musieli wziąć na siebie podwładni ministra Ziobry. Ale cóż to za problem dla młodych, prężnych prokuratorów z nadania tegoż ministra. Im żaden tam happening niestraszny. Przecież sami występują w comedii dell’arte. I czasami nawet mylą im się role.

Może się wydać trochę dziwne, że śledztwo poszło od razu w kierunku sztuki, zamiast skupić się na znacznie bardziej oczywistym wątku historycznym. Od lat narasta wszak moda na rekonstrukcje, a i sami młodzi patrioci z Katowic oświadczyli, że ich spektakl miał za temat Konfederację Targowicką.

No, ale wtedy trzeba by wytłumaczyć państwu spod szubienic, że dwa, trzy wieki temu wieszano na nich nie demokratów od Konstytucji, którzy chcieli Polskę zmodernizować i uczynić z niej normalny kraj europejski, tylko „obrońców tradycji”, co dla swoich interesów sprzymierzyli się z największym wrogiem kraju – Rosją. I że Targowica była przez wieki symbolem zdrady, jakiej wobec demokratycznych i wolnościowych dążeń światlejszej części społeczeństwa dopuścili się konserwatyści w przymierzu z Kościołem. No, niestety.

Jak widać historia nie jest najmocniejszą stroną naszych młodych patriotów, no ale co się dziwić, skoro nawet pan premier, z wykształcenia historyk, ma z tym spore problemy. Co innego sztuka współczesna. Na niej znają się wszyscy, bo tutaj bardziej od dat i faktów liczą się interpretacje. A opinię to mamy przecież na każdy temat. I takie nasze prawo!

Tak więc, to już oficjalne. Wieszanie na szubienicy portretu nielubianego polityka to… performance, czyli działanie artystyczne jednoczące elementy sztuk wizualnych i teatralnego spektaklu. A jako takie, podlega ono – zdaniem katowickiej prokuratury – ochronie nie tylko z paragrafu o swobodzie wypowiedzi, ale też kolejnego – o wolności artystycznej ekspresji. Po takim orzeczeniu tylko czekać na kolejne „działania artystyczne” młodych adeptów sztuki z obu stron sceny politycznej. Chodzi nie tylko o szubienice z portretami albo i bez. W zakresie swobody wypowiedzi mieszczą się też – jak rozumiemy – tarcze strzelnicze. Oraz nekrologi.

Brawo prokuratorzy! Dzięki wam każdy Polak wie, albo już za chwilę będzie wiedział, co to takiego „happening” i o co chodzi z tym całym „performansem”. Jeszcze nikt dotąd nie zrobił w Polsce tak wiele dla upowszechnienia sztuki współczesnej!

Ruja i poróbstwo. Pisowski stygmat amoralności i korupcji

18 Paźdź

BEATA I MAŁOLATA

Jeśli matka powie swojej 17-letniej córce o tym, co to jest prezerwatywa i że niekoniecznie używa się jej podczas balu maskowego, może dostać pięć lat więzienia. Takie kary za „edukację seksualną skierowaną do osoby poniżej 18 roku życia” przewiduje popierany przez PiS projekt, fałszywie przedstawiany jako oręż do „walki z pedofilią”.

Ciekawe, co na ten temat powie Beata „Brocha” Szydło, której syn ksiądz, jak głosi internetowa „wieść gminna”, uwiódł 16-letnią parafiankę i zrobił jej dzidziusia?

W rodzinie Szydło pewne zamieszanie, ale przecież z księdzem to nie grzech, a poza tym jaka radość, bo w Brzeszczach urodzi się kolejny wyborca PiS! Może Prezes, dla ocieplenia swego wizerunku zgodzi się być matką chrzestną potomstwa?

JANUSZ W RUI

Zakała polskiej polityki Janusz Korwin Mikke, po latach wraca do parlamentu i to w otoczeniu dziarskiej młodzieży. Gdy po ogłoszeniu wyników wyborów TVN nadawał relacje z siedziby Konfederacji, byłem przekonany, że to jest jakiś reportaż z przedszkola.

Korwin, aby się przypodobać kibolom zamienił muszkę na szalik, ale własnego wieku i tak nie przeskoczy i to choćby miał żonę w wieku własnej wnuczki. Korwin wśród narodowców wygląda jak stara opiekunka do dzieci na spacerze z podopiecznymi. Korwin już taki jest, po prostu lubi, gdy pcha go młodzież.

ZA MAŁO WAZELINY!

Odlot w stylu PiS! Weteran opozycji z lat 80. Krzysztof Wyszkowski oskarżył w Internecie szefa TVP Jacka Kurskiego o to, że PiS nie zdobył większości konstytucyjnej w sejmie. Wyszkowski liczył na 350 posłów, a tymczasem się nie udało. W opinii Wyszkowskiego winna jest PUBLICZNA telewizja. No to pięknie! Nikt już nawet nie udaje, że materiały TVP to rzetelna robota dziennikarska, bo wiadomo, że moloch z Woronicza, to utrzymywane z naszych podatków i abonamentu Ministerstwo Propagandy Rządu, ale jak widać dla niektórych szpakowatych jastrzębi, wazeliny i agitki było jeszcze za mało.

Wniosek? Prezesie Kurski! Zwiększyć smarowanie, bo się machina zacina.

ZAKUPY TRWAJĄ

PiS zatkał się w senacie. Nie ma tam większości i próbuje przekupić stanowiskiem oraz pieniędzmi posłów z opozycji do przejścia w szeregi Jedynej Słusznej Partii. Zakupy idą szerokim frontem. Podobno jednemu obiecali ministerstwo, drugiemu burdel po Banasiu.

ANTONI NA POWIERZCHNI

Po raz setny z piwnicy wyszedł (ukrywany tam na czas wyborów) Antoni Macierewicz. Po otrzepaniu piwnicznej pleśni, Antoni i jego topowy produkt rozrywkowy, czyli Komisja Smoleńska Fun Company ruszą zapewne jak ferrari na wiejskiej autostradzie pod Lubartowem.

Na zakończenie środowego 86 posiedzenia Sejmu VIII kadencji marszałkini Elżbieta Witek i wicemarszałek Stanisław Tyszka podziękowali posłom za pracę.

„Chciałbym przeprosić obywateli za to, że może nie do końca są zadowoleni ze swoich pracowników, czyli nas (posłów) i wyrazić nadzieję, że może uda się poprawić jakość pracy Sejmu i jego wizerunek w przyszłej kadencji” – mówił samokrytycznie Tyszka.

Jakie konkretne zdarzenia z minionej kadencji Sejmu wzbudziły refleksję odchodzącego wicemarszałka – nie wiemy. Wszystkie kompromitacje z pewnością nie zmieściłyby się w jednym artykule. Wśród posłów, za których zachowanie niewątpliwie należałoby przeprosić, palmę pierwszeństwa przyznać należy „szaremu posłowi”, który nawet na wczorajszym posiedzeniu popisał się pychą, lekceważeniem i pogardą,  opuszczając salę obrad w momencie, gdy na mównicy pojawił się jeden z Prezesów Sądu Najwyższego

Wejścia i wyjścia stały się w czasie VIII kadencji, specjalnością poruszającego się nawet po korytarzach sejmowych, w towarzystwie uzbrojonego ochroniarza – „emerytowanego zbawcy narodu”.

Wchodzi do Sejmu drzwiami przeznaczonymi dla Marszałka po czym, wkracza na mównicę, kiedy tylko chce – bez żadnego trybu i obraża posłów opozycji, by w końcu ostentacyjnie wyjść z sali, w czasie gdy czci się pamięć Wajdy, Szczęsnego czy Adamowicza.

Jest więc za co przepraszać, bo takiego pokazu buty, chamstwa i arogancji jeszcze nie było w historii naszego parlamentaryzmu.

Nie mogę się doczekać chwili, kiedy wyjdzie…  zatrzaśnie za sobą drzwi i już nie wróci!!!

czyli żul z gigantycznym majątkiem, pochodzącym cholera wie skąd, wmieszany w prowadzenie burdelu stoi na czele, uwaga, Najwyższej Izby Kontroli, a czytam tu, że włosy są rwane z głowy bo się tańczy przed kościelnym budynkiem, uwaga, w rocznicę wyboru Wojtyły na papieża…

„W czwartek przystąpiłem do wykonywania konstytucyjnych i ustawowych obowiązków w NIK; będę bronił niezależności i bezstronności Najwyższej Izby Kontroli jako naczelnego organu kontroli państwowej” – zapowiedział Marian Banaś.

Szef NIK, który dotychczas przebywał na bezpłatnym urlopie, pojawił się dziś w siedzibie Najwyższej Izby Kontroli. Poinformował o tym w komunikacie przekazanym PAP.

W ostatnich dniach, jeszcze przed wznowieniem posiedzenia Sejmu w tym tygodniu, pojawiły się sprzeczne informacje związane z ewentualną dymisją Banasia – jakoby szef NIK miał ją złożyć osobiście. Jednak Izba zdementowała te doniesienia medialne. CBA zakończyło kontrolę oświadczeń majątkowych Banasia.

Jak czytamy w portalu GW, postępowanie obejmowało oświadczenia majątkowe złożone w latach 2015-2019. Teraz CBA prowadzi czynności pokontrolne. Zgodnie z prawem, kontrolowany może złożyć teraz zastrzeżenia do protokołu kontroli, ma na to siedem dni.

Formalnie, jeśli szef NIK sam nie złoży rezygnacji, Sejm może go odwołać tylko w wyjątkowych sytuacjach, m.in. jeśli z wyniku choroby zostanie uznany za trwale niezdolnego do pełnienia funkcji lub zostanie prawomocnie skazany za przestępstwo.

– „Ależ to jest fajne – PiS wsadził Banasia do NIK, a teraz nie chce mieć z tym nic wspólnego!” – napisał na Twitterze jeden z internautów. Trudno się z nim nie zgodzić, kiedy słyszy się choćby wypowiedź Joachima Brudzińskiego, europosła PiS i szefa kampanii wyborczej tej partii.

– „Wierzę, że prezes NIK Marian Banaś w sytuacji, w której okazałoby się, że są poważne zastrzeżenia i zarzuty wobec niego, zachowa się tak, jak trzeba. Prezes NIK pracuje już na swój wizerunek” – powiedział Brudziński. Dziennikarze zapytali europosła o doniesienia „Rzeczpospolitej”, która napisała, że Marian Banaś miał złożyć dymisję, ale „postawił się”. – „Nie wiem, co to znaczy „postawił się”, bo pan Marian Banaś nie jest członkiem PiS i z tego co wiem nigdy nie był” – odpowiedział Brudziński. Stwierdził także, że „nie ma takiej wiedzy, aby ktoś z kierownictwa partii, czy pan premier, czy prezes w tej sprawie z panem prezesem Banasiem rozmawiał i takie oczekiwania stawiał”.

– „W sytuacji, w której funkcjonuje takie prawo jak obecnie, możliwości odwołania prezesa NIK są naprawdę właściwie niemożliwe. Trzeba by tu zmieniać prawo. Jak sytuacja by tego wymagała, to absolutnie takich działań nie wykluczam” – dodał Brudziński.

– „Pan Brudziński jest w głębokim błędzie, otóż pan Banaś pracuje na wizerunek PiS, bo to PiS wsadził go na stanowisko prezesa NIK i PiS ponosi za to odpowiedzialność”; – „Kim jest Banaś dla PiS? Od dziś: NIKim”;  – „A to nie jest według takiego scenariusza: To my Cię teraz tak na niby wezwiemy do rezygnacji, ty powiesz, że zarobiony jesteś. My wzruszymy ramionami, bo co tu można zrobić. A za miesiąc jakoś się uklepie i ludzie zapomną?”; – „Ewolucja banasiowa. Wczoraj – Banaś to kryształ Dzisiaj – Banaś nie jest z PiS i działa na własny rachunek Jutro – Banaś? Coś słyszałem, ale nie znam człowieka” – komentowali internauci.

Dodajmy tylko, że Marian Banaś do kręgu bliskich współpracowników braci Kaczyńskich należał jeszcze w epoce Porozumienia Centrum, poprzedniczki PiS. Doradzał też Antoniemu Macierewiczowi jako szefowi MSW w rządzie Jana Olszewskiego. A w obecnie urzędującym rządzie PiS najpierw był wiceministrem, a potem ministrem finansów. Głosami posłów i senatorów PiS został powołany na szefa NIK.

Po dokonaniu analizy doniesień medialnych oraz wyjaśnień złożonych na posiedzeniu plenarnym KRS przez sędziów KRS, Rada przyjmuje, że nie ujawniono w dostępnych i analizowanych źródłach wypowiedzi sędziów członków KRS, które pozwalałyby na sformułowanie wobec nich zarzutów naruszenia prawa, ślubowania sędziowskiego ani zasad etyki sędziowskiej” – brzmi przyjęte w czwartek przed południem stanowisko Krajowej Rady Sądownictwa.

Jednocześnie potępiła ona i uznała za naganne zachowanie sędziego, który mając uzasadnione podejrzenie czynu naruszającego prawo i zasady etyki sędziowskiej przez innego sędziego, poinformował o tym media bez jednoczesnego zawiadomienia organów ścigania. W stanowisku Rada podkreśliła, że uważa za naganne zachowanie sędziego, który uczestniczy w zorganizowanej akcji insynuacji i fałszywych oskarżeń – czytamy w portalu Polsat News.

Przypomnijmy: chodzi o członków KRS Jarosława Dudzicza, Macieja Nawackiego i Dariusza Drajewicza, którzy mieli brać udział w koordynowanej w resorcie akcji dyskredytowania i hejtowania sędziów sprzeciwiającym się zmianom w sądownictwie. Proceder ten opisał w sierpniu portal Onet.

Zaangażowany miał być w niego m.in. także ówczesny wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak, oraz Tomasz Szmydt z biura prawnego Rady. Po medialnych doniesieniach o kontaktach Piebiaka z kobietą o imieniu Emilia, która miała prowadzić akcje dyskredytujące za wiedzą wiceministra, podał się on do dymisji. Z kolei sędzia Szmydt został odwołany z funkcji dyrektora i czasowo odsunięty od orzekania przez prezesa WSA, a następnie przywrócony do obowiązków przez Sąd Dyscyplinarny NSA.

Tymczasem do działania przystąpił także minister Zbigniew Ziobro, tyle że wcześniej. Dziesięć dni po pierwszych tekstach o działalności hejterskiej sędziów, czyli 29 sierpnia 2019 r. bez rozgłosu podjął decyzję w sprawie zespołu, który zajmował się dyscyplinarkami dla niepokornych sędziów. Dlaczego? Otóż większość sędziów uczestniczących w procederze oczerniania innych sędziów była także członkami tego zespołu.

Minister sprawiedliwości powołał go 10 września 2018 r. na mocy zarządzenia, pod kierownictwem wspomnianego Łukasza Piebiaka. Nazwano go „zespołem do spraw czynności Ministra Sprawiedliwości podejmowanych w postępowaniach dyscyplinarnych sędziów i asesorów sądowych”.

Jak czytamy w portalu GW, początkowo chciano, aby zajął się weryfikacją sędziów nadal aktywnych zawodowo, a w przeszłości orzekających w sprawach politycznych. Wkrótce jednak poszerzono zakres zainteresowań specgrupy tak, aby zajmowała się wszystkimi sędziami, których zachowania naruszały zasady etyczne. Decyzją Ziobry zespół został rozwiązany.

Prezes PiS jest dziś słabszy niż kiedykolwiek i nie tylko opozycja, ale ludzie z jego otoczenia, jego najbliżsi dotąd współpracownicy jak Zbigniew Ziobro, próbują na tej słabości coś ugrać.

Słabość Jarosława Kaczyńskiego to coś, co widzimy niezwykle rzadko. Szef PiS konsekwentnie nosi maskę stratega i ojca narodu, spod której jego prawdziwa natura wyziera niezwykle rzadko: jak wtedy, gdy krzyczał o zdradzieckich mordach i posłowie PiS musieli otoczyć go szpalerem, żeby ukryć przed społeczeństwem jego gniew i histerię oraz jak dziś, po wyborach, kiedy niezadowolenie, irytacja i frustracja widoczne były w każdym niemal słowie i geście pierwszego powyborczego przemówienia.

Nie ma wątpliwości, że Jarosław Kaczyński jest dziś słabszy niż kiedykolwiek i nie tylko opozycja, ale ludzie z jego otoczenia, jego najbliżsi dotąd współpracownicy jak Zbigniew Ziobro, próbują na tej słabości coś ugrać. Jeśli im się uda, zmieni się nie tylko układ sił w Prawie i Sprawiedliwości, ale (także z tego powodu) układ sił politycznych i sytuacja w Polsce. I pierwsze tego symptomy już się pojawiły.

Wybory nie przebiegły tak jak chciał PiS. Udało się zdobyć tyle samo mandatów co cztery lata temu, ale zważywszy na ilość wydanych kosztem zadłużania Polski pieniędzy, zmasowaną, nachalną, łamiącą wszelkie standardy propagandę TVP, liczbę nadużyć i przypadków złamania czy obejścia prawa przez członków i nominatów PiS, skalę kompromitacji tego ugrupowania wewnątrz i na zewnątrz Polski, nie jest to wynik, z którego PiS może się cieszyć.

Mówiąc najprościej: najgorsze już zrobiono. Upodlono kraj i własną partię, wyrzucono publiczne pieniądze w błoto, złamano prawo, narażając partię na delegalizację, a konkretnych jej członków na odpowiedzialność karną lub konstytucyjną w przyszłości, kłamano rano, w południe i wieczorem także za pomocą skrajnie zepsutych i upolitycznionych mediów, których misję zaprzepaszczono – i nic. Nie zrobiono ani jednego kroku do przodu! Nic więcej już zrobić się nie da, teraz PiS może tylko starać się utrzymać zdobyte wcześniej pozycje, ale wobec nowego składu parlamentu (lewica – agresywna, recenzująca PiS i kłótliwa, infantylna Konfederacja), będzie to skrajnie trudne.

Jeśli do tego dodamy nikłą co prawda, ale jednak większość opozycyjną w Senacie i niepewny dla PiS wynik wyborów prezydenckich, nerwowość prezesa i niepewność posłów PiS, którzy w sposób widoczny złagodnieli w mediach, stają się w stu procentach zrozumiałe.

Oczywiście, nie oznacza to że opozycja może spocząć na laurach, przeciwnie, teraz właśnie zaczyna się jej prawdziwa praca. Rozliczenie winnych wyborczej porażki, szybkie wyciągnięcie z niej wniosków, stworzenie długoterminowej politycznej strategii, współpraca i zjednoczenie w czasie kolejnych wyborów, postawienie (czego dotąd wyraźnie brakowało) dobra kraju ponad dobrem szefów partii, konkretna, pozytywna wizja Polski, stanowczość, konsekwencja w działaniu i wymiana liderów na nowych, młodszych, bardziej lotnych i energicznych – to jest moim zdaniem plan niezbędny.

Komentarz Waldemara Mystkowskiego tuż po ogłoszeniu wyników wyborów (fragment):

PiS wygrało wybory, partia Jarosława Kaczyńskiego będzie formowała rząd. Czy nadal premierem będzie Mateusz Morawiecki, czy jednak Jarosław Kaczyński zdecyduje się ziścić swoje marzenia i wziąć rząd w swoje ręce, z punktu opozycji nie jest ważne.

Mimo, że PiS osiągnął najlepszy wynik wyborczy po 1989 roku, nie jest on lepszy od całej opozycji – pomijając Konfederację Korwin-Mikkego. Koalicji Obywatelskiej, SLD-Lewicy i PSL-owi należy się solidna refleksja, gdyż osiągnęli razem (wg latte poll) poparcie 48,9 proc. wyborców wobec 43,6 PiS.

Trudno więc będzie propagandowo motywować bezprawie i łamanie Konstytucji przyzwoleniem mitycznego suwerena, bo akurat większy suweren jest po stronie opozycji.

Mniejszy suweren wysyła na Wiejską więcej przedstawicieli niż większy. I to jest ten paradoks przeliczenia głosów wg metody d’Hondta.

Więcej >>>

Kiedy Kancelaria Sejmu zapytała, czy kupić mu bilet na lot z Poznania do Warszawy, nowo wybrany poseł-elekt Koalicji Obywatelskiej Franciszek Sterczewski odpowiedział: „Wystarczy PKP, druga klasa”. W swoim wpisie na Instagramie i w rozmowie z Polsat News wytłumaczył, że to rozwiązanie bardziej ekologiczne.

Franciszek Sterczewski w wyborach startował z ostatniego miejsca na liście KO w Poznaniu. Uzyskał ponad 25 tys. głosów, co dało mu trzeci wynik wśród jego partyjnych kolegów. W rozmowie z polsatnews.pl powiedział, że lubi latać samolotem, jednak jest świadomy, że nadmiar lotów oznacza zwiększenie emisji dwutlenku węgla, co przyczynia się do ocieplenia klimatu. Stwierdził, że jest ono wielkim wyzwaniem dla Polski i świata.

Franciszek Sterczewski stawia na kolej

– Chciałbym się poruszać głównie koleją, która w ciągu ostatnich 30 lat była zaniedbana. Jako poseł w swojej pracy chciałbym przyczynić się do odbudowy i rozwoju dworców w całej Polsce z Dworcem Głównym w Poznaniu na czele – dodał Sterczewski.

Nowy poseł-elekt Koalicji Obywatelskiej stwierdził również, że kolej to najtańszy i najbardziej przyjazny środowisku środek transportu. Po mieście natomiast porusza się na rowerze. Nie wyklucza jednak, że w przyszłości będzie korzystał również z samolotu. – Zrobię to w ostateczności. Imponuje mi Greta Thunberg, która do Stanów Zjednoczonych popłynęła zeroemisyjnym jachtem – powiedział.

Jak pokonać PiS i Kaczyńskiego?

18 Czer

Dlaczego nikt nie rozważa takiego scenariusza?

A dlaczego nikt nie rozważa takiego scenariusza, na zwycięstwo demokratów w wyborach parlamentarnych?

Donald Tusk już teraz, jutro, za tydzień, składa swoj urząd w Radzie Europejskiej, wraca do Polski i przejmuje kierownictwo polityczne nowej Koalicji Demokratycznej (PO, Nowoczesna, miejmy nadzieję że też PSL i Wiosna). Jeździ po całym kraju, wygłasza swe świetne, energetyzujące przemówienia. Hasła wyborcze:

1. Porządek i nowoczesność w oświacie. Język angielski dla wszystkich, w zwiekszonym zakresie. Bałagan szkolny wprowadzony przez PiS – do ogarnięcia tylko przez opozycję.

2. Ochrona zdrowia – priorytetem.

3. Demokratyczna Polska w silnej Europie – tylko rząd Koalicji Demokratycznej odkręci zmiany, które prowadzą nas na margines Europy, skąd żadnych przyzwoitych dotacji nie dostaniemy.

Dla samego Tuska to oczywiście duże ryzyko osobiste. Jeśli Koalicja przegra – naderęży to (choc nie zniweczy) jego szanse prezydenckie. Ale co nam po Prezydencie Tusku przy rządzie PiS? A poza tym, chwila jest taka, że osobiste koszty należy odłożyć na dalszy plan.

Niesmak w UE? Nie będzie. Wszyscy zrozumieją, że nadzwyczajny czas wymaga nadzwyczajnych działań.

– Zbigniew Ziobro chce mieć swoją sędziowską policję polityczną do tego, aby wnioskować o kary dla sędziów, którzy orzekają niezgodnie z linią partii – ostrzega poseł PO Robert Kropiwnicki. Chodzi o nowych, powoływanych przez ministra rzeczników dyscyplinarnych i stosowanie wobec niepokornych sędziów represji. Jakich? M.in. przenoszenie do innego wydziału bez zgody zainteresowanego. – Nie godzimy się na zastraszanie sędziów – dodają posłowie PO. Chcą, aby sprawą zajęła się komisja sprawiedliwości.

„Kolejne podporządkowanie sędziów”

– Do tej pory rzecznicy dyscyplinarni byli poważnymi autorytetami w środowisku sędziowskim. Dzisiaj okazuje się, że stają się komisarzami partyjnymi Zbigniewa Ziobry do musztrowania sędziów w rejonach i okręgach. To jest bardzo niebezpieczna rzecz – mówił na konferencji prasowej Robert Kropiwnicki.

Poseł PO oskarża ministra sprawiedliwości o stworzenie sędziowskiej „policji politycznej” i w ten sposób kolejne podporządkowanie sędziów. – To jest rzecz niebywała, aby sędziowie mieli bać się prokuratora generalnego czy każdego innego prokuratora, który przychodzi na salę rozpraw – dodaje.

Poza tym nie ma wątpliwości, że „Zbigniew Ziobro nie dba o jakość orzecznictwa, tylko o wymiar osobistego wpływu na linię orzeczniczą poszczególnych sędziów”. A to jest niebezpieczne dla całego systemu wymiaru sprawiedliwości.

Posłowie PO będą wnioskować do komisji sprawiedliwości, aby w ramach kontroli Sejmu nad władzą wykonawczą przyjrzała się „przestrzeganiu zasady niezawisłości sędziowskiej”.

Zbigniew Ziobro stosuje represje

Powołują się na konkretny przykład sędziego, który został ukarany, bo nie zastosował się do wytycznych Zbigniewa Ziobry i jego politycznych popleczników.

To sprawa sędziego Łukasza Bilińskiego, który został przeniesiony z wydziału karnego do wydziału rodzinnego. To on orzekał w takich sprawach jak protest przed Sejmem 16 grudnia 2016 roku. Powołując się na konstytucję i międzynarodowe akty prawne uniewinnił uczestników tego zgromadzenia. Poza tym uznał, że miesięcznice smoleńskie były „prywatnymi spotkaniami”.

– Przenoszenie sędziów bez ich zgody to praktyka znana bezpośrednio z PRL-u – mówi poseł Michał Szczerba. I dodaje: – Wyrażamy nasz stanowczy sprzeciw wobec praktyk zastraszania sędziów. To niedopuszczalne. To jest też przykład tego, po co potrzebna była ministrowi możliwość powoływania własnych prezesów i wiceprezesów, aby ręcznie sterować tym, gdzie dany sędzia ma orzekać.

Jak można zaszkodzić na arenie międzynarodowej Polsce i Polakom? Prezentując ignorancję i tromtadrację jako rację stanu – pisze o zachowaniu Andrzeja Dudy Henryk Szlajfer, ekonomista i politolog, mianowany przez premiera RP Jerzego Buzka ambasadorem ad personam, były ambasador-szef Stałego Przedstawicielstwa RP przy OBWE, MAEA i innych organizacjach międzynarodowych w Wiedniu, w 1968 roku wraz z Adamem Michnikiem relegowany z uczelni za działalność opozycyjną

Wśród wielu ekspertów w takiej działalności, wyłonionych przez „dobrą zmianę”, znajdujemy również panów Andrzeja Dudę, prezydenta RP, oraz Mateusza Morawieckiego, premiera rządu polskiego. O działalności drugiego innym razem, wystarczy tylko przypomnieć, że w swoim wystąpieniu na prestiżowym New York University zapewnił publiczność, że w trakcie II wojny światowej Polacy uratowali ok. 300 tys. Żydów. Że ten szacunek, aby zbliżyć się do historycznej rzeczywistości, należy podzielić co najmniej przez 5, to już detal. Reakcja była do przewidzenia: wzruszenie ramion. Zaś kilka dni temu w retorycznym zapale premier zapisał Polaków (tylko tych z PiS-u i PiS popierających) do grona spadkobierców starożytnych Greków (powstrzymujących, w domyśle, jak pod Salaminą, barbarzyńskich Persów, czytaj: nie-PiS).

Prezydent Duda jest zdecydowanie bardziej kreatywnym politykiem, gdy chodzi o kształtowanie na nowo już nie tylko historii Polski, ale również historii porównawczej. Jakiś czas temu błyskotliwie zinterpretował w trakcie wizyty w centrum im. M. Begina w Izraelu historię Powstania w Getcie Warszawskim, nie wymieniając w ogóle nazwy głównego organizatora oporu, tj. ŻOB. Już w Warszawie, 19 kwietni 2018 r., stanął natomiast bez jakichkolwiek problemów czy wahań przed pomnikiem żydowskich powstańców (głównie z ŻOB), na placu ograniczonym z jednej strony ulicą noszącą imię przywódcy ŻOB – Mordechaja Anielewicza. Stał wspólnie z dyrektorem Muzeum Polin, a jakże, którego sekuje jego ideowy i polityczny komiliton – minister kultury. Elastyczność godna podziwu. Natomiast kilka dni temu, w trakcie wspólnej konferencji prasowej z prezydentem Donaldem Trumpem, w krótkim bryku z historii stosunków polsko-rosyjskich zawarł również i taką myśl tyczącą komparatystki historycznej: wśród wielu przewag Rosji nad Polską brakuje jednej, mianowicie „uważam, że jest w nas więcej męstwa, my po prostu jesteśmy odważniejsi. Potrafimy walczyć do końca, niezależnie od wszystkiego. Pokazaliśmy to w czasie II wojny światowej pod Monte Cassino, pokazaliśmy to w Powstaniu Warszawskim, w wielu innych miejscach na świecie” (cyt. wedle portalu wPolityce.pl).

Co można powiedzieć na takie dictum? Idiotyzm, ignorancja, arogancja? Zapewne mieszanka wszystkich. Notabene, jak na skali odwagi pan Andrzej Duda, prezydent RP, umieściłby Anglików, Amerykanów, Chińczyków, Serbów, Czarnogórców, ale także Niemców i Japończyków? O Żydów nie pytam, aby nie pogłębiać konfuzji. Jak oceniać poziom odwagi polskich asów lotnictwa, Stanisława Skalskiego i Witolda Urbanowicza, z 18-19 zestrzeleniami w porównaniu z sowieckim asem Iwanem Kożedubem (62 zestrzelania), Amerykaninem Richardem I. Bongiem (40), Brytyjczykiem Jamesem Edgarem Johnsonem (38) czy Francuzem Pierre Clostermannem (33)? O niemieckich i japońskich asach już nie wspominam. Podpowiadam: niech pan, panie prezydencie, raczej nie odpowiada na te pytania i nie pogarsza sytuacji.

Natomiast nie ulega wątpliwości, że Rosjanie, a w istocie Rosjanie, Ukraińcy, Białorusini i inne nacje, które składały się w latach II wojny na sowiecką armię, jedyne, co mogą zrobić, to popukać się, symbolicznie, w czoło. Z uprzejmości amerykańscy dziennikarze, którzy uczestniczyli w konferencji, milczeniem zbyli rewelacje polskiego gościa. Ci, którzy mają jakie takie pojęcie o dziejach Rosji i Polski, a przede wszystkim o II wojnie światowej, nie kupią takiej beznadziejnie głupiej retoryki. O Stalingradzie czy zapiekłej wręcz obronie Leningradu wie każdy, kto dotyka dziejów wielkiej wojny. Zaś Niemcy testowali na własnej skórze poziom „odwagi” sowieckiego sołdata. Nie trzeba kupować nachalnej poststalinowskiej, putinowskiej propagandy na temat II wojny, aby wiedzieć, że to właśnie odwaga i determinacja tych sołdatów i niedoszkolonych młodych oficerów, którzy ostali się po „czystce” z okresu 1937-39, łagodziła katastrofalne skutki stalinowskiej polityki i dowództwa w pierwszej fazie wojny z Niemcami.

Odwaga, czasami szaleńcza, polskich żołnierzy w armiach na Zachodzie i Wschodzie, w AK i innych ugrupowaniach partyzanckich, nie wymaga potwierdzenia za pomocą nadętych, wręcz żenujących porównań.

Dziś, gdy większość polityków i wyborców opozycji jest zawiedziona jej wynikiem w wyborach do europarlamentu, lider PO Grzegorz Schetyna nadal się nie poddaje. „Newsweek” informuje, że partia ma plan na to, jak odbić Sejm i Senat, a także pomysł awaryjny, na wypadek jakby się to nie udało.

Komentatorzy są podzieleni. Część uważa, że Koalicja Europejska poniosła druzgocącą porażkę i na pewno przegra też jesienią. Inni widzą subtelne światełko w tunelu. To samo tyczy się członków największej partii opozycyjnej. Jedna z parlamentarzystek ze Śląska rozpowiada ponoć w kuluarach, że zgodzi się na kolejny start w wyborach do Sejmu, ale tylko pod jednym warunkiem. „Schetyna albo ja!” – mówi ponoć buńczucznie w prywatnych rozmowach. Inny polityk – tym razem z Nowoczesnej – mówi “Newsweekowi”, że trzeba postawić na “Scheta”, bo nikt inny nie podoła temu zadaniu.

Marzenia a rzeczywistość

Jasne, że lepiej byłoby gdyby obecna opozycja miała lidera, który porywa tłumy. Młodego, dobrze wyglądającego, będącego skrzyżowaniem gwiazdy filmu z uczniem Sun Tzu, twórcy słynnej „Sztuki wojny”. Rafał Trzaskowski? Nowe sondaże prezydenckie pokazują, że jego gwiazda lśni mocno, ale tylko w Warszawie. Cała Polska chce jednak kogoś bardziej swojskiego.

Z drugiej strony robienie dziś w PO przewrotu pałacowego byłoby szaleństwem i skazaniem ugrupowania na pewną klęskę. Co więc zostało? Granie tymi figurkami, które pozostały na planszy, szukanie nowych sojuszników i… przygotowywanie planu B.

Jak odbić Senat?

W obozie PO jest ponoć plan na sukces w Senacie. Sam Sejm jest ponoć nieosiągalny, więc Schetyna myśli o zbudowaniu jak najsilniejszej ekipy kandydatów do izby wyższej. W jego głowie pojawił się pomysł zaangażowania samorządowców, np. Wadima Tyszkiewicza, prezydenta Nowej Soli, Zygmunta Frankiewicza (prezydent Gliwic), Tadeusza Ferenca (prezydent Rzeszowa) czy prezydenta Sopotu Jacka Karnowskiego. Ten ostatni ponoć aktywnie pomaga liderowi PO w budowaniu tej listy.

Wspólna lista

To jednak nie wszystko. Schetyna chce, by Koalicja Obywatelska nadal istniała i to w jeszcze szerszej formule, niż miało to miejsce jesienią. Chciałby dalszej współpracy z SLD, a nawet Wiosną. Jest otwarty na PSL, ale ludowcy, jak widać po ich ostatnich ruchach, licytują bardzo wysoko. Ponoć chcą do nowego Sejmu wprowadzić aż 30 posłów, ale też obawiają się, że PO ostatecznie wchłonie wszystkich sojuszników.

Plan B

Schetyna buduje podobno też plan B, rozpisany jednak na parę aktów. Zakładając, że opozycja przegra wyścig do Sejmu, ale wygra do Senatu, może tym samym zbudować ostatni bastion do kontrataku. Jeśli do tego prezydentem zostałby ktoś z jej obozu (np. Donald Tusk), można byłoby skutecznie blokować rządy PiS. Tym samym zmusić po kilkunastu miesiącach Jarosława Kaczyńskiego do wywieszenia białej flagi i ogłoszenia nowych wyborów. To z kolei byłyby trzecią połową meczu o władze. Tym razem może ze sporą szansą na sukces zjednoczonej opozycji.

Europoseł PiS Zdzisław Krasnodębski zdaje się, że usiłował zająć pierwsze miejsce w uczczeniu Jarosława Kaczyńskiego z okazji jego urodzin. Rano na Twitterze oznajmił światu: – „Dzisiaj 70 urodziny najwybitniejszego żyjącego polskiego polityka”.

„No nie może być, Donald Tusk jest przecież młodszy!” – odpowiedział mu Bartłomiej Sienkiewicz, były minister spraw wewnętrznych w rządzie PO-PSL.

Pozostali internauci również kpili z Krasnodębskiego: – „Nie tylko polskiego. Co tam! Pieśni o nim śpiewają nawet delfiny w oceanie. Makaki zaś przywdziewają odświętne ubranka z palmowych pnączy…”; – „Słońce galaktyki, no po prostu kryształ”; – „Dziś wszystkie ptaki, wszystkie kwiaty, wszystkie zioła, cała przyroda o Kaczyńskim głośno woła. A ty maszeruj, głośno krzycz: Niech żyje nam Wołodia Iljicz”; – „Proszę Pana. Cóż za niedoszacowanie! Może być potraktowane jako obelga! Powinno być w historii świata i okolic!”.

Krasnodębski miał sporą konkurencję, bo z życzeniami spieszyli bliżsi i dalsi współpracownicy prezesa PiS. Konta poszczególnych regionów PiS na Twitterze także pełne były życzeń dla Jarosława Kaczyńskiego. Nikt jednak „nie przebił” europosła PiS.

Duda i Morawiecki: padaczka władzy

13 Czer

Zbigniew Hołdys skomentował wystąpienie prezydent Andrzeja Dudy w Waszyngtonie. Prezydent zaatakował w obecności prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa sędziów Sądu Najwyższego.

Prof. Jadwiga Staniszkis o Dudzie:

Więcej >>>

O Dudzie jako Dupie tutaj >>>

ALARM! Dobry Znajomy premiera, miliarder Tomasz Misiak chce zakazać sprzedaży książki „Morawiecki i jego tajemnice”. Misiak twierdzi, że obrażają go informacje o jego powiązaniach z Mateuszem Morawieckim, Markiem Falentą i Rosją” – napisał na Facebooku Tomasz Piątek autor książki „Morawiecki i jego tajemnice”.

Okazało się bowiem, że – choć trafiła już ona na półki księgarskie – do sądu wpłynął właśnie wniosek o zakazanie jej sprzedaży. Nie złożył go jednak ani sam premier, ani nikt z jego partii tylko właśnie Tomasz Misiak przedsiębiorca, były senator i „dobry znajomy premiera”.

Warto podkreślić, że miliarder nie złożył do sądu żadnego pozwu, ale jedynie wniosek o wstrzymanie sprzedaży, a ten nie został jeszcze rozpatrzony.

Jak zapewnia sam Piątek w rozmowie z portalem naTemat fakty i informacje zawarte w publikacji pochodzą m.in. z Krajowego Rejestru Sądowego, ze strony internetowej firmy Misiaka (Work Service) oraz z opublikowanych rozmów Morawieckiego, nagranych w restauracji „Sowa & Przyjaciele”.

Dziennikarz zaapelował również o czytanie jego książki „póki jeszcze można”.

W komentarzach internauci spekulują jednak, że być może przyczyna takiej decyzji przedsiębiorcy jest całkiem inna, niż ta oficjalna. „Boją się”, „Muszą nieźle portkami trząchać, że chcą zakazać sprzedaży książki”, „Początkowo udawali spokój, a teraz działają. Wydaje im się, że nikt nie zauważy. Trzeba o tym trąbić” – brzmią niektóre z nich.

Nie ma praktycznie tygodnia, żeby Mateusz Morawiecki nie chwalił się, jak Polska pod rządami PiS to kraj mlekiem i miodem płynący.

Tym razem Mateusz Morawiecki nie omieszkał pochwalić się, że za czasów rządów dobrej zmiany pensja minimalna wzrosła już o 700 złotych. Szef rządu nie wspomniał oczywiście, że rząd nie daje Polakom swoich pieniędzy, lecz środki własne pracodawców i pracowników, a najbardziej zyskuje na tym… budżet państwa.

W opublikowanym na Twitterze filmie premier chwali się, że rządy Prawa i Sprawiedliwości podwyższyły pensję minimalną już o 700 złotych. W jej efekcie od 2020 roku najniższe świadczenie nie będzie mogło być niższe niż 2450 złotych miesięcznie. To o 200 złotych więcej niż obecnie.

Mowa oczywiście o kwocie brutto. Dziś pensja minimalna wynosi 2250 zł brutto, co oznacza realną wypłatę w wysokości 1634 zł. Po jej podniesieniu od 2020 roku do 2450 złotych brutto, najmniej zarabiający dostaną 1774 zł na rękę. To oznacza realną podwyżkę w wysokości 140 złotych miesięczne.

Szef rządu chełpi się tym, że będzie to de facto jak dodatkowa, 13. pensja w skali roku.

„Przed nami czasy europejskiego poziomu życia i gospodarki na europejskim poziomie” – kwituje premier.

Trzeba sobie jasno powiedzieć, że premier ma o swojej ekipie rządowej wyjątkowo wysokie mniemanie. Ale z tym europejskim poziomem życia to jednak trochę przesadził…

Czy w 2014 r. mieliśmy do czynienia – jak stwierdził Bartłomiej Sienkiewicz – z „zamachem stanu przeprowadzonym w demokratycznym kraju”?

Taśmy Marka Falenty od początku ich ujawnienia, czyli od 2014 roku, miały co najmniej podwójny zapaszek i wpisują się w epikę PiS, której oblicze raczej znamy, ale treść szczegółowa jest na razie ukryta, choć się coraz bardziej ujawnia.

Więcej >>>

Pisowska piękna katastrofa ws. Sądu Najwyższego

22 List

Presja ma sens – i to ogromny.

Więcej >>>

Nowelizacja o Sądzie Najwyższym została przepchnięta przez Sejm w trybie ekspresowym. Poprawka przywraca do orzekania sędziów SN, którzy ukończyli 65 lat. Dotyczy to również pierwszej prezes Małgorzaty Gersdorf.

To było dynamiczne posiedzenie Sejmu. W ciągu zaledwie kilku godzin odbyły się trzy czytania projektu nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym.

PiS przyjął nowelizację ustawy o Sądzie Najwyższym

Nie podobało się to opozycji, której posłowie podnosili, że nie mieli czasu, by zapoznać się z poprawkami. – Takiego tempa prac jeszcze nie było – komentowała na sejmowej mównicy Barbara Dolniak z Nowoczesnej. – Pisanie przepisów na kolanie jest złem, o którym mogę się przekonać od początku pracy w tym parlamencie. Państwo unikacie ścieżki projektu rządowego, która wymaga konsultacji i opinii – podnosiła posłanka.

– Podkreślę raz jeszcze, ustawa o Sądzie Najwyższym, była zgodna z konstytucją i traktatami unijnymi – mówił Łukasz Schreiber z PiS, dodając, że nowelizacja stanowi kompromis z unijnym trybunałem.

„PiS goni strach”

Ustawa po ok. dwóch godzinach obrad trafiła do drugiego czytania, a niedługo po tym do trzeciego. Pominięto przy tym prace komisji. Marszałek Sejmu Marek Kuchciński podnosił, że nie jest to konieczne. Posłowie z PO i Nowoczesnej podnosili, że pośpiech w pracach nad nowelizacją to wynik strachu PiS przed orzeczeniem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. – PiS goni strach – stwierdziła Gasiuk-Pihowicz.

Nowelizacja ustawy o SN. 215 posłów „za”

Tymczasem okazuje się, że skarga na Polskę w związku ze zmianami w Sądzie Najwyższym wcale nie zostanie automatycznie wycofana z unijnego TSUE.

W trzecim czytaniu odrzucono wszystkie poprawki zgłoszone przez opozycję. Ostatecznie nowelizację przyjęto. „Za” głosowało 215 posłów, przeciw było 161, wstrzymało się 24.

Wystąpienie w Sejmie Stefana Niesiołowskiego w stosunku do pokraki Ziobry to, co najlepsze można usłyszeć.

Prawo i Sprawiedliwość ma poważny dylemat – jak zareagować na aferę KNF, żeby odzyskać kontrolę na biegiem politycznych wydarzeń i jednocześnie odciągnąć uwagę opinii publicznej od niewygodnego dla siebie tematu. Z informacji medialnych i kuluarowych spekulacji wynika, że w grze jest kilka scenariuszy. Analizujemy każdy z nich.

Scenariusz nr 1: Dymisja premiera Morawieckiego; szanse: 1 proc.

Polityczne science-fiction, ale po wybuchu afery KNF nawet taka opcja pojawiła się w mediach. Na Nowogrodzkiej taką narrację chętnie podchwycili przeciwnicy obecnego premiera, których w PiS-ie nie brakuje. Wszelkie spekulacje zostały jednak szybko ucięte. – To chwila na zwarcie szyków – miał według ustaleń „Faktu” stwierdzić podczas partyjnej narady prezes Kaczyński.

Inna rzecz, że nawet gdyby Kaczyński chciał wymienić Morawieckiego, trudno znaleźć kandydata, który mógłby bez szkód dla notowań partii go zastąpić. Tym bardziej, że w tej kadencji już jedną roszadę na stanowisku szefa rządu mieliśmy. Gdyby Morawieckiego miał ktoś zastąpić, musiałby to być sam prezes PiS-u. A ten, jak wiemy, nie jest do tego chętny. Na dzisiaj pytanie brzmi więc nie „Czy Kaczyński zdymisjonuje Morawieckiego?”, a raczej: „Czy wzmocni jego pozycję po aferze KNF, pozwalając mu na przykład wybrać nowego szefa Komisji?”.

Scenariusz nr 2: Wcześniejsze wybory parlamentarne; szanse: 15 proc.

Ucieczka do przodu, ale bardzo mało prawdopodobna. Orędownikiem takiego rozwiązania miałby być człowiek numer dwa w PiS-ie – wiceprezes partii oraz szef MSWiA Joachim Brudziński. On sam, przynajmniej oficjalnie, jednak zaprzecza. Kiedy temat zaczął się roznosić po mediach, PiS ustami Jacka Sasina wygłosiło stanowcze dementi. – To kaczka dziennikarska. Różni informatorzy plotą różne głupstwa. Umówiliśmy się z Polakami na cztery lata – zapewnił na antenie Radia ZET przewodniczący Komitetu Stałego Rady Ministrów.

Niechęć Nowogrodzkiej do wcześniejszych wyborów jest zrozumiała. Przeszło dekadę temu właśnie w taki sposób PiS na własną prośbę straciło władzę. Dziś jest jednak w znacznie lepszym położeniu – rządzi samodzielnie, ma lepsze notowania, wyciągnęło wnioski z błędów przeszłości. Dodatkowo, zorganizowanie wyborów parlamentarnych w bezpośrednim sąsiedztwie głosowania do europarlamentu niosłoby ze sobą poważne ryzyko, że motywem przewodnim kampanii będą kwestie europejskie i pozycja Polski na arenie międzynarodowej. A, delikatnie mówiąc, nie jest to najmocniejsza karta w talii prezesa Kaczyńskiego.

Scenariusz nr 3: Szybka rekonstrukcja rządu; szanse: 33 proc.

Idealny sposób na odwrócenie uwagi społeczeństwa i odbicie od afery KNF. Rzecz w tym, że już jedna duża rekonstrukcja rządu – na czele z wymianą premiera – w tej kadencji była. Inflacja takich ruchów mocno zbija ich polityczną wartość. Druga sprawa, ławka rezerwowych na Nowogrodzkiej jest krótka, więc prezes Kaczyński musiałby się mocno nagłowić, żeby politycy wchodzący do rządu rzeczywiście stanowili wartość dodaną dla obozu „dobrej zmiany”.

Rozmówcy Gazeta.pl z partii władzy zgodnie podkreślają, że w PiS-ie nie ma dziś tematu zmian w rządzie. Oficjalnie potwierdził to też na antenie Radia ZET minister Jacek Sasin: – To fake newsy wyssane z palca. Nie ma takiego pomysłu. Czym innym jest szykowanie się do Europarlamentu. W każdej partii są takie rozmowy.

Rekonstrukcji rządu w niedalekiej przyszłości nie sposób jednak wykluczyć. Z dwóch powodów. Po pierwsze, jeśli prezes Kaczyński zechce wzmocnić pozycję premiera Morawieckiego po aferze KNF, może dać mu zielone światło dla kilku zmian w rządzie. Nie od dziś wiadomo przecież, że nie ze wszystkimi ministrami jest Morawieckiemu po drodze. Druga ewentualność jest dla PiS-u mniej optymistyczna, bo zakłada, że sprawa KNF stanie się dużym wizerunkowym obciążeniem, a przez to także politycznym zagrożeniem. Wówczas partyjna centrala będzie musiała zareagować, żeby ratować szanse PiS-u na wygraną w wyborach do europarlamentu i parlamentu krajowego.

Scenariusz nr 4: Dymisja prezesa NBP i szefa BFG; szanse: 40 proc.

Jedna z najtrudniejszych decyzji prezesa Kaczyńskiego, ale – zdaniem cytowanych przez Wirtualną Polskę informatorów z PiS-u – jeśli będzie taka konieczność, to głowa prof. Adama Glapińskiego poleci. Ta chwila była już bardzo blisko pod koniec zeszłego tygodnia, kiedy wydawało się, że Leszek Czarnecki ma jeszcze całą kolekcję nagrań z prominentnymi urzędnikami sektora bankowego. Koniec końców okazało się, że (na razie) żadnej taśmy z Glapińskim, starym druhem Kaczyńskiego z czasów Porozumienia Centrum, nie ma. Prezes NBP mógł odetchnąć z ulgą. Podobnie jak Zdzisław Sokal (szef BFG), którego odwołanie byłoby dla PiS-u tylko formalnością.

Tyle że to wszystko perspektywa krótkoterminowa. Związani z sektorem finansów publicznych rozmówcy Gazeta.pl zwracają uwagę na to, co może się wydarzyć na dłuższą metę. Chodzi o utratę zaufania do kluczowych instytucji państwa z sektora bankowego – Komisji Nadzoru Finansowego (jej szefem był Marek Chrzanowski), Bankowego Funduszu Gwarancyjnego (jego prezesem jest Zdzisław Sokal, znany obecnie dzięki „planowi Zdzisława”) czy Narodowego Banku Polskiego (jego prezesem jest wspomniany Glapiński, który wcześniej był protektorem Chrzanowskiego). W prosty sposób przełożyłoby się to na zniszczenie największych atutów naszego sektora bankowego – stabilności i przewidywalności. Realizacja czarnego scenariusza sprawiłaby, że dymisje Sokala i Glapińskiego byłyby po prostu konieczne. A i tak nie jest powiedziane, że wystarczyłyby do naprawy sytuacji.

Scenariusz nr 5: Polityczna dywersja; szanse: 60 proc.

Polityka to teatr, więc istnieje duże prawdopodobieństwo, że zamiast wykonywać kosztowne politycznie ruchy, PiS zdecyduje się dać ludziom igrzyska – odwrócić ich uwagę od afery KNF lub czymś ową aferę „przykryć”. Czym? W jaki sposób? Kiedy? To kwestie absolutnie drugorzędne, ale z pewnością musiałaby to być rzecz dużego kalibru. Zatrzymanie (i ew. zarzuty) dla prominentnego polityka opozycji? Ogłoszenie nowego, spektakularnego programu społecznego? Ujawnienie i nagłośnienie w mediach jakiegoś skandalu/afery z udziałem polityków opozycji? To wszystko dobrze pasowałoby do tego scenariusza. Pytanie, czy doczeka się on realizacji.

Scenariusz nr 6: Gra na przeczekanie; szanse: 90 proc.

Czas leczy rany. Także te polityczne. PiS wskutek afery KNF, paradoksalnie, na razie dotkliwych strat nie poniosło. Sondaże wciąż są dobre, światowe rynki nie spanikowały wskutek informacji z Polski, sprawa nie „rozlała się” na członków rządu czy kluczowe figury w partii. Ergo – jest szansa, żeby chwilowe trudności przeczekać.

Wszystkim, którzy uważają taką możliwość za niedorzeczną, należy przypomnieć, że właśnie czekanie i pozwolenie opozycji na „przegrzanie” tematu było główną strategią PiS-u podczas największych kryzysów i protestów na przestrzeni ostatnich trzech lat. Szerzej ten fenomen pod koniec maja. – PiS liczy na to, że wystarczy nie złamać się do pewnego momentu, a potem szala przechyli się na ich korzyść i siła protestu zacznie słabnąć – tłumaczył nam wówczas politolog prof. Antoni Dudek. Niewykluczone, że podobnie będzie i teraz.

PiS i przyzwoitość – toż to sprzeczność, oksymoron

21 List

W pisowskim stylu, czyli w ciągu kilku godzin i przy zastrzeżeniach Biura Legislacyjnego Sejmu, posłowie PiS przepchnęli kolejną – siódmą już – nowelizację własnej ustawy o Sądzie Najwyższym.

Zadekretowano to, co od początku było oczywiste, że ani I Prezes SN, ani pozostali sędziowie nie powinni przejść w stan spoczynku. – „Ta ustawa to nieudolna próba wykonania orzeczenia TSUE, które jest stosowane bezpośrednio. To nie jest żaden dobry gest ze strony PiS” – podsumowała Kamila Gasiuk-Pihowicz z Nowoczesnej.

W Sejmie posłowie opozycji krytykowali narzucone przez PiS tempo nad tym projektem. – „Kiedyś było takie pojęcie, jak zasada przyzwoitej legislacji, dzisiaj nawet nie to, że nie ma przyzwoitej legislacji, a zwykłej przyzwoitości wam brakuje” – mówił Robert Kropiwnicki z PO do posłów PiS. Zwracał uwagę, że na debatę nad projektem noweli ustawy o SN nie zaproszono ani I Prezes Małgorzaty Gersdorf, ani legislatorów sejmowych. – „Dzisiaj ścieżka legislacyjna powinna wyglądać tak, że z Nowogrodzkiej – do Dziennika Ustaw. Ignorujecie procedury i elementarną przyzwoitość parlamentarną. I wy mówicie o godności Sejmu? To jest upadlanie Sejmu. Czy wy tego nie widzicie? – pytał polityk Platformy.

„Wstydzicie się waszej porażki. Ale mam dla was dobrą radę – radzę się do porażek przyzwyczaić, bo teraz już tak będzie. Szliście na Europę silni, zwarci i gotowi i jak się skończyło? Ani silni, ani zwarci, ani gotowi. Wasza niemądra polityka – mówiąc najdelikatniej – upokarza państwo polskie” – stwierdził Michał Kamiński z PSL-UED.

„Wy nawet nie jesteście partią Prawo i Sprawiedliwość. Wy jesteście partią, która się nazywa Pycha i Synekury. Nie ma oczywiście posła Kaczyńskiego, który jest tchórzem i za każdym razem boi się tutaj występować i słuchać tego, co mamy do powiedzenia – mówiła z kolei Joanna Scheuring-Wielgus z Teraz!.

Ustawa została przegłosowana: 215 posłów było za, 161 było przeciw, 24 posłów wstrzymało się od głosu. Teraz ustawa trafi do Senatu.

>>>