Tag Archives: Polsat

Drożyzna, do takiej sytuacji doprowadził rząd PiS. Platforma proponuje rozwiązania, które polepszą sytuację Polaków

15 Gru

Obniżenie obecnych stawek PIT z 18 i 32 proc. do 10 i 24 proc. – to jeden z głównych punktów  programu PO.  – „Program „Wyższe płace” składa się z dwóch filarów, które pozwolą podwyższyć wynagrodzenia wszystkich Polaków. Pierwszy filar to obniżka opłat i podatków, żeby nie było tak jak dzisiaj – 50% obciążeń, z których cieszy się premier Morawiecki – my chcemy, żeby to obniżyć z 50% do 35%. Drugi filar to wsparcie dla osób pracujących, bo to praca popłaca. To ma być program, który tym wszystkim, którzy pracują, daje większe dochody niż korzystanie z systemu pomocy społecznej. Ma aktywizować ludzi na rynku pracy” – powiedział przewodniczący klubu PO Sławomir Neumann.

Platforma proponuje także comiesięczne 500-złotowe wsparcie dla osób otrzymujących płacę minimalną. – „Chcemy zwiększyć wynagrodzenia Polaków i ograniczyć skutki drożyzny, która szaleje w Polsce w związku z działaniami tego rządu. Premier Morawiecki wielokrotnie mówił o wyrwaniu Polaków z pułapki średniego wzrostu, tak naprawdę efektów nie widać. Program „Wyższe płace” ma przebić szklany sufit niskich zarobków w Polsce” – dodał szef klubu PO.

Neumann przypomniał, że PO złożyła w Sejmie projekty, dotyczące m.in. 5-proc. VAT na całą żywność oraz obniżki akcyzy na energię elektryczną.

— DOMINIKA WIELOWIEYSKA PYTA CZY SOLORZA ŁĄCZY Z WŁADZĄ MISTERNA SIEĆ ZALEŻNOŚCI – jak pisze w GW: “Próbujemy wyjaśnić, czy Zygmunta Solorza, jednego z najbogatszych przedsiębiorców, który dostarcza Polakom rozrywkę, telewizję, usługi telekomunikacyjne, zapewnia internet i prąd, łączy z władzą misterna sieć zależności”.

— W POLSACIE NIE MA TOTALNEJ PROPAGANDY, ALE POLITYCY PIS TRAKTOWANI SĄ ŁAGODNIE – TWIERDZI WIELOWIEYSKA: “Dziś w serwisach informacyjnych i publicystyce Polsat News nie ma topornej propagandy w stylu TVP, ale czołowi politycy obozu władzy pojawiają się na antenie częściej, są przepytywani łagodnie, a dziennikarze krytycznie wypowiadający się o PiS w mediach społecznościowych albo tacy, których na Nowogrodzkiej się nie lubi, powoli schodzą z wizji albo znikają z firmy. Strategia PiS jest przemyślana: z jednej strony telewizja rządowa wali opozycję pałką po głowie i uprawia propagandę sukcesu, zaspokajając emocje twardego elektoratu PiS. Z drugiej strony ofertę dla umiarkowanych, nieprzekonanych i obojętnych ma przyjazny władzy, ale stonowany Polsat”.

— WIELOWIEYSKA O RÓŻNYCH OPINIACH O MODELU SOLORZA: “Od ludzi z kręgów biznesowych słyszę różne opinie. Jedni mówią: nie ma nic złego w tym, że państwo pójdzie Solorzowi na rękę, choćby w opłacie za częstotliwość. Musimy wspierać rodzimych przedsiębiorców, wszystkie kraje to robią. Solorz buduje swój biznes tu, w Polsce, i to długofalowo. To nie jest ten typ biznesmena, który tanio kupuje od rządu, a drogo sprzedaje zagranicznym inwestorom. Jeśli coś kupuje, to żeby w tę firmę inwestować. A poza tym miliarder gra tak, jak przeciwnik pozwala. Inni kontrują: za chwilę stworzymy w Polsce system oligarchiczny na wzór węgierski. Współpraca państwa z wielkim biznesem jest korzystna i potrzebna, ale jeśli przekroczy pewną granicę i splecie się z władzą, przerodzi się w patologię. Wtedy Polska zamieni się w kraj bez równych szans w biznesie, w którym do przodu idą tylko, ci, którzy wykonują polecania władzy. A jeśli robią interesy w mediach, finansach, telekomunikacji – to zniszczą nie tylko gospodarkę wolnorynkową, ale również demokrację”.

— WIELOWIEYSKA PRZYTACZA ANEGDOTĘ O PRZEDSIĘBIORCZEJ NATURZE SOLORZA: „Dobre kilka lat temu ówcześni właściciele TVN Mariusz Walter i Jan Wejchert postanowili odwiedzić swojego kolegę z branży w jego willi w południowej Francji. Solorz przyjął gości w chińskich klapkach i w stroju niezobowiązującym, który można nabyć na bazarze Różyckiego. Na stole postawił trzy białe plastikowe kubki i polał tanie wino z kartonu. Anegdota pokazuje charakter Solorza. Tak, prestiż musi być, więc wartą fortunę willę we Francji trzeba mieć. Każdy szanujący się polski miliarder ma. Ale Solorz nie jest nadętym snobem, on tworzy i inwestuje, a nie trwoni grosz na konsumpcyjne luksusy”.
wyborcza.pl

— PAWEŁ WROŃSKI O DELFINIE MORAWIECKIM – pisze w GW: “Premier Mateusz Morawiecki właśnie przejmuje przywództwo w PiS i zapewne poprowadzi obóz władzy do wyborczego maratonu w 2019 r. Sobotnia konwencja partii może odpowiedzieć na pytanie, na jakich zasadach ta generacyjna zmiana będzie zachodzić”.

— WROŃSKI O MORAWIECKIM JAKO LIBERALE NARODOWYM: “W istocie Morawiecki usiłuje przekonać, że on, liberał narodowy, nie jest „moralnie lepszym”, ale znacznie skuteczniejszym  gospodarzem niż liberał europejski, czyli Tusk. I dyscyplinuje partię, rozsiewając pogłoski o przyspieszonych wyborach, np. poprzez rozwiązanie Sejmu, jeśli nie uchwali budżetu na czas”.

— WROŃSKI O ROLI KACZYŃSKIEGO: “Nadal jest jednak zagadką, jaką rolę dla siebie widzi Kaczyński. Czy w roku wyborczym pozostanie w cieniu, godząc się na bycie „ideowym patronem”? Jest pewne, że tym razem zmiana pokoleniowa odbywa się za jego zgodą i aprobatą. Granica tej zmiany jest jedna – skuteczność wyborcza”.
wyborcza.pl

>>>

Konwencja PiS >>>

>>>

Solorz robi z Polsatu gadzinówkę, bo chodzi na pisowskim pasku

15 Gru

„Dziwię się pozwowi Z. Solorza, właściciela Polsatu, przeciw GW w sprawie artykułu o jego spotkaniu z M. Morawieckim w Świątyni Opatrzności Bożej. Przecież każdy Polak rozumie, że spotkali się, by się wspólnie pomodlić!” – skomentował na Twitterze prof. Leszek Balcerowicz. Chodzi o artykuł „Solorz, Sferia i łaska państwa”, w którym Dominika Wielowieyska pisze m.in. o spotkaniu Solorza z premierem, do którego doszło w październiku, krótko przed wybuchem afery KNF. Rozmowy miały, według dziennika, dotyczyć rozłożenia na raty 1,7 mld zł – tyle za rezerwację częstotliwości ma zapłacić należąca do Cyfrowego Polsatu firma Sferia.

Autorka artykułu otrzymała wezwanie przedsądowe, w którym pełnomocnik Zygmunta Solorza chce, aby materiał został usunięty z internetu „z powodu „czytelnej sugestii”, ale nie kwestionuje żadnego podanego tam faktu” – napisała Dominika Wielowieyska na Twitterze. A podczas spotkania biznesmena z premierem, do którego doszło w Świątyni Opatrzności Bożej, rozmawiano – jak twierdziła rzeczniczka rządu Joanna Kopcińska – o… obchodach 100 rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości.

>>>

„Adam Glapiński chciał usunąć teksty Gazety Wyborczej o NBP, a teraz Zygmunt Solorz chce usunięcia tekstu o swoich związkach z władzą. Panowie zapomnieli, że nie mieszkają w Rosji czy innym Kazachstanie. Reakcja świadczy o tym, że Gazeta Wyborcza trafiła w sam środek tarczy”;

„Te wezwania przedsądowe to taka nowa forma życzeń świątecznych anno domini 2018?”; – „Działania Solorza podobne do Glapińskiego. Kto od kogo się uczył demokracji?” – komentowali internauci. O próbach zablokowania przez NBP materiałów dziennikarskich na temat afery KNF w artykule   „Wniosek do prokuratury w sprawie Glapińskiego – prezes NBP „tłumi krytykę prasową”?”.

Więcej o konwencji PiS >>>

Czy PiS jest partią zorganizowanej przestępczości?

28 List

„Zmienił on formację na Koalicję Obywatelską wrogą Bogu, Krzyżowi, Ewangelii i Kościołowi i pokazał to na bilbordach, gdzie kandydował w wyborach. Radny już nie jest katolikiem i nie może być radnym, bo będzie nam mieszał w naszej wierze. Przez to sam się wyłączył z Boga” – mówił w kościele podczas mszy ksiądz Józef Wędzikowski, proboszcz parafii w Stróżewie koło Poznania. Chodzi o Adriana Urbańskiego, który był kandydatem Koalicji Obywatelskiej na radnego powiatu chodzieskiego.

Ks. Wędzikowski na tym nie poprzestał. Stwierdził, że ci, którzy głosowali na Koalicję Obywatelską też mogą być „wyłączeni z wiary”. Dla wielu słowa proboszcza były nie do zaakceptowania – część wiernych opuściła kościół.

„Skandalem jest dzielić mieszkańców względem opcji politycznych. Jest mi ogromnie przykro, że mieszkańcy naszej parafii, którzy poparli mnie w wyborach samorządowych, tak jak i ja, zostali uznani przez naszego proboszcza za ludzi, którzy wyparli się swej religii” – napisał na Facebooku Adrian Urbański. Do swojego wpisu dołączył tekst ogłoszeń parafialnych ze skandaliczną wypowiedzią proboszcza.

Kuria Metropolitalna w Gnieźnie upomniała księdza Józefa Wędzikowskiego.  – „Ksiądz proboszcz został poproszony o wyjaśnienia w związku z zaistniałą sytuacją. Został też upomniany i pouczony, że ambona nie jest miejscem agitacji politycznej i że winien wystrzegać się takich zachowań w przyszłości” – poinformował kanclerz rzecznik prasowy Kurii ks. Zbigniew Przybylski.

Z okazji naszego Naprawdę Wielkiego Święta🎈życzę nam , żebyśmy zawsze pamiętały o tym, co już one wiedziały tak świetnie. A to ilustracja do rozdziału „Prawa kobiet” w 🦋Oczywiście od 💪🏻

Politycy partii rządzącej są mistrzami w piętnowaniu powiązań rodzinnych członków opozycji z poprzednim ustrojem, tym sprzed 1989r. Stąd wciąż opowiadają o „wykształciuchach”, skażonej PRL-em inteligencji, przodkach w służbach specjalnych, najbliższej rodzinie, aktywnej w szeregach PZPR, jednocześnie zapominając, skąd sami pochodzą, jakie są ich powiązania rodzinne i w jakiej Polsce zdobywali wykształcenie.

Od wczoraj krąży po internecie list otwarty emerytowanego oficera Wojska Polskiego, Dionizego Sołobodowskiego. Adresatem jest Mariusz Błaszczak, minister obrony narodowej. Autor listu powołuje się na swoje polskie korzenie. Jego przodkowie walczyli w Legionach H. Dąbrowskiego i Insurekcji Kościuszkowskiej. On sam służył w Wojsku Polskim w czasach PRL. Służył Ojczyźnie, bo chociaż miała ona inną barwę, to jednak wciąż pozostawała Ojczyzną.

Sołobodowski twierdzi, że w czasie stanu wojennego poznał ojca Mariusza Błaszczaka i jak pisze „Tenże towarzysz, który ostentacyjnie (nawet na fartuchu warsztatowym) na co dzień nosił znaczek PZPR (ja go wbrew zaleceniom ówczesnego mi-stra nie nosiłem), z racji produkcji na potrzeby obronności Państwa (produkcja dla WP oraz MSW) – współpracował jawnie i bez oporów z SB oraz WSW (WSI), bo (chyba) czuł się Patriotą”.

Nawet jeżeli postać pułkownika jest fikcyjna a przytoczone przez nią fakty nie miały miejsca, to nad odpowiedzią na wiele postawionych w nim pytań warto się zastanowić. Opisany scenariusz był bowiem udziałem wielu Polaków. Idąc dalej tym tropem autor listu pyta Ministra:

Czy potępia Pan swojego ojca za służbę „tamtej Ojczyźnie”??
Czy zamierza Pan zdegradować ojca (porucznika WP) za ten czyn??
Czy zamierza Pan odebrać swojemu Ojcu emeryturę??
Czy zamierza Pan oddać swój dyplom uzyskany w wyniku bezpłatnych studiów w „tamtej Ojczyźnie”.
Czy służył Pan w wojsku, a jeżeli tak: to w jakim? A jeżeli NIE- to co Pan robi na zajmowanym stanowisku??
Czemu ma służyć nadruk na pismach MON: „Służymy Niepodległej” (czyli PODLEGŁEJ NATO, a właściwie USrAelowi)? No to jakiej OJCZYŹNIE służył Pana Ojciec??
Czy zamierza Pan zwrócic pieniążki, jakie „tamta Ojczyzna” łozyła na Pana darmowe przedszkole, szkołę podstawową, szkołe średnia oraz studia??
Czy pełne podporządkowanie firm ochroniarskich „chroniących” obiekty wojskowe pod IDF oraz Mossadowi to dowód, że służycie niepodległej???
Czy Pan ma aktualne badania lekarskie??? (przedtem wymagane od ministra ON)?? Antoś walnięty o brzozę miał: jedno z Rybnika (oddział zamknięty) i drugie z „Dziekanki” w Gnieźnie…”

Jest takie stare przysłowie, które mówi, że „przyganiał kocioł garnkowi”. Rzeczywiście, politycy PiS, grzebiąc w drzewkach genealogicznych swoich wrogów, wbijając ludowi do głowy, że wykształcenie w latach PRL-u jest nic nie warte, sami na siebie ukręcili bicz. Choćby nie wiem, jak się zapierali, mają w swoich rodzinach osoby o niechlubnej przeszłości, uczyli się sami w niewłaściwych szkołach, zdobywali tytuły magisterskie na tych strasznych, pełnych socjalizmu, uczelniach.

Przewodniczący PO Grzegorz Schetyna, odnosząc się do żądań PiS, by przeprosił m.in. za sformułowanie o układzie mafijnym PiS, powiedział w TVN 24: – „Zabolało”. Sprawa ma związek z grafiką opublikowaną na oficjalnym profilu PO na Facebooku. Widać na niej zdjęcia premiera Mateusza Morawieckiego, wicepremier Beaty Szydło, b. szefa KNF Marka Ch. i ministra sprawiedliwości, prokuratura generalnego Zbigniewa Ziobry. Opatrzono ją podpisem: „Mafijny układ PiS nie dopuści do ujawnienia prawdy! Domagamy się komisji śledczej w sprawie afery KNF!”.

„Rzeczywiście wiele rzeczy wskazuje, że ten układ ma ze sobą powiązania, że ten układ jest koordynowany na poziomie politycznym. My będziemy walczyć o prawdę. Jeżeli chcą procesu sądowego, bardzo proszę, będziemy udowadniać, w jaki sposób powiązania polityczne, partyjne, PiS-owskie mają wpływ na pieniądze publiczne i ile to kosztuje Polaków. Będziemy o tym mówić” – powiedział Schetyna. Zapytany, czy uważa, że to układ mafijny odpowiedział: – „To będziemy udowadniać. Chcieliśmy i chcemy powołania komisji śledczej, żeby tę tezę udowodnić”.

Dodał, że za aferę KNF odpowiedzialny jest także prezes NBP Adam Glapiński. – „On jest odpowiedzialny za to wskazanie personalne [czyli byłego już szefa KNF Marka Ch. – przy. red.], on jest politycznie za to odpowiedzialny i powinien być przesłuchany przez prokuraturę i powinien stanąć przed komisją śledczą” – podsumował Schetyna.

Układ wydaje się prosty – Polsat staje się telewizją sprzyjającą władzy w zamian za spokój Zygmunta Solorza w interesach. Jeden z wątków afery KNF to klocek pasujący do tej układanki.

Biznesy miliardera Zygmunta Solorza od lat rozpalają zbiorową wyobraźnię. Inni ważni gracze pojawiają się i znikają, on trwa. Ostatnio znów o Solorzu głośno za sprawą afery KNF. Okazało się, że mało znany prawnik z Częstochowy, Grzegorz Kowalczyk, jeden z kluczowych bohaterów afery, zasiada w radzie nadzorczej Plus Banku należącego do Solorza. Rekomendował go tam osobiście szef KNF Marek Chrzanowski.

Plus to mały bank, który na początku roku miał problemy z KNF.

Czy zatrudnienie prawnika związanego z obozem władzy miało zapewnić biznesmenowi spokój w interesach?

Ostatni Mohikanin

– Piotrek [tak o Solorzu mówią współpracownicy – red.] ma ważną cechę – opowiada jeden z byłych współpracowników Solorza. – Nie spoczywa na laurach. Umie i lubi zarabiać pieniądze. Polsatu, z którym kojarzy go cała Polska, szczerze mówiąc nigdy do końca nie rozumiał. Jego oczkiem w głowie są poważniejsze biznesy.

Na przykład Zespół Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin? Solorz ma w nim ponad 50 proc. akcji. Rynek energii robi się coraz trudniejszy, część elektrowni jest za stara, żeby je dostosować do unijnych norm. Do tego energetyka jest powiązana z polityką. Solorz myśli o sprzedaży przynajmniej części tego biznesu. PAK odpowiada za 7 proc. krajowej energii. Kto mógłby kupić część lub całość kolosa? Najlepiej któraś z państwowych spółek.

Mówi były współpracownik Solorza: – On jest jak ostatni Mohikanin. Nie ma już ludzi, którzy robili gigantyczne pieniądze w III RP. Kulczyk nie żyje, Krauze się schował. A Piotrek jest jak mastodont z wyborczych klipów PiS: były TW, oligarcha, teoretycznie dla PiS „układ” w czystej postaci.

Ale Solorz słynie z elastyczności wobec władzy. Każdej. Na początku 2016 r. prezesem PAK został Aleksander Grad, były minister skarbu w rządzie PO. Po paru miesiącach musiał odejść, bo Solorz rozpoczął negocjacje w sprawie PAK z rządem PiS. Minister skarbu Dawid Jackiewicz nie chciał siadać do stołu z Gradem.

Z rozmów niewiele na razie wyszło, w styczniu 2018 r. Solorz musiał zamknąć jedną z elektrowni – Adamów. – PiS ma go wciąż na muszce – mówi nasz rozmówca.

(…)

Poglądy, za które płacimy

Jesień 2017 r. Solorz na spotkaniu z pracownikami Polsatu zapewnia, że nikt nie przejmuje się żadnymi naciskami i Polsat przetrwał już niejedną władzę. Ale w kwietniu 2018 r. dyrektorem informacji i publicystyki Polsatu zostaje Dorota Gawryluk. Nadzoruje „Wydarzenia”, serwisy informacyjne oraz programy publicystyczne w Polsacie, Polsat News. Co oznacza, że kontroluje informacje, które codziennie dostarcza telewidzom stacja. Gawryluk nie ukrywa sympatii dla PiS („Żelazna dama polskiego dziennikarstwa” – śmieje się jeden z jej współpracowników). Wkrótce po jej awansie swoje programy i funkcje zaczynają tracić dziennikarze o nieprawicowych poglądach.

– Dorota zaczęła urzędowanie od zwołania zebrania, na którym usłyszeliśmy sugestię, aby przytemperować polityczne komentarze w mediach społecznościowych – opowiada jeden z dziennikarzy.

Inny po ostrym wpisie w sieci słyszy od przełożonego: – Jakie ty masz poglądy?! A właściwie to nieważne. Masz takie, za jakie ci płacimy.

Reporterzy zapewniają jednak, że rzadko ktoś naciska otwarcie, za to coraz powszechniejsza staje się autocenzura. – Miałem niedawno dwie setki [wypowiedzi rozmówców – red.], ostrzejszą i letnią. Zdecydowałem, że daję letnią, bo uznałem, że tego oczekuje ode mnie szefowa – przyznaje jeden z dziennikarzy. – W moim kanale zostało może troje ludzi, którzy myślą inaczej.

Jasno widać, że podlegająca ministrowi sprawiedliwości prokuratura wybrała taką linię oskarżenia, według której Marek Ch. działał sam. Dla korzyści wskazanego przez siebie prawnika z Częstochowy złożył korupcyjną propozycję Leszkowi Czarneckiemu, kontrolującemu Getin Noble Bank i Idea Bank. Za 40 mln zł (suma nie pada na nagraniu, podaje ją bankier) były szef KNF zobowiązuje się, że plan Zdzisława (Sokala, szefa Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, ale też wskazanego przez prezydenta członka KNF), polegający na przejęciu banków Czarneckiego za przysłowiową złotówkę, nie będzie realizowany. Z przedstawionych zarzutów wynika, że Ch. najwyraźniej tę imponującą sumę miał zamiar zgarnąć do kieszeni znajomego. Tylko że koncepcja prokuratury nie bardzo trzyma się kupy.

Kim są główni bohaterowie afery opisanej przez „Wyborczą”

Co trzeba wyjaśnić w aferze KNF

Dlaczego bowiem Zdzisław Sokal miałby odstąpić od realizacji planu, skoro według słów byłego szefa KNF był bardzo zdeterminowany? Czy działania prezesa KNF, usiłujące banki Czarneckiego przed nim obronić, nie wydawałyby się Sokalowi podejrzane? To niejedyne pytania, które muszą się nasuwać. Trzecie, jeszcze ważniejsze, brzmi: po co, skoro działał wyłącznie dla korzyści znajomego prawnika, Marek Ch. po nagranej przez Czarneckiego ukradkiem rozmowie udał się z nim do Adama Glapińskiego, prezesa Narodowego Banku Polskiego? Bank centralny do banków Czarneckiego nic nie ma, nadzoruje go wyłącznie KNF, która także od NBP jest niezależna. W każdym razie teoretycznie.

Co PiS chce ukryć, oskarżając Marka Ch.?

Odpowiedzi na te pytania liderzy Prawa i Sprawiedliwości najwyraźniej nie mogą albo po prostu nie chcą udzielić. Może dla partii rządzącej byłyby one jeszcze gorsze niż ich brak. Odkryłyby bowiem – i tak już nie do ukrycia – skandaliczne mechanizmy zarządzania państwem. Układ, który PiS przez lata tak usiłował demaskować. Tego układu nie stworzył Marek Ch., on był tylko elementem.

Tak jak nie chcą wyjaśnić, jak to możliwe, że syn Mariusza Kamińskiego, koordynatora służb specjalnych, które także aferę mają wyjaśniać, dzięki rekomendacji NBP dostał świetnie płatną posadę w Banku Światowym. Była żona zaś zadowoliła się stanowiskiem w NBP. To nie wygląda jak polisa ubezpieczeniowa prezesa? Kolejne elementy układu?

PO zaczyna działać w sprawie KNF, ale w niefortunnym momencie

Co dalej z byłym prezesem Komisji Nadzoru Finansowego

Dalsze losy Marka Ch. zależeć będą od tego, jak się w wybranej dla niego roli odnajdzie. Jeśli przyzna się do winy i całą weźmie na siebie, może będzie mógł liczyć na łagodniejszy wymiar kary. Gdyby jednak zaczął sypać… wtedy niech Bóg ma go w swojej opiece.

Sprzątanie po aferze. KNF ma nowego szefa

Na jaw wychodzą nowe fakty związane z wyborem Wojciecha Kałuży na lidera listy do sejmiku śląskiego. Człowiek, który dał władzę w regionie Prawu i Sprawiedliwości, został „jedynką” w ostatniej chwili. Zastąpił Bartłomieja Gabrysia, wiceprzewodniczącego Nowoczesnej na Śląsku. – Na 40 minut przed zatwierdzeniem zostałem „zdjęty” z listy – mówi Gabryś. Co stało za tą decyzją? I kto poniesie polityczną odpowiedzialność za woltę Kałuży?

  • – Radny KO, który zmieniając barwy klubowe, zapewnił PiS władzę w woj. śląskim został „jedynką” w ostatniej chwili
  • – Jeden z ważnych polityków Koalicji Obywatelskiej mówi w rozmowie z Onetem, że Kałuża nie został zaproszony na jedno z nieformalnych spotkań, podczas którego ustalany był kształt przyszłego zarządu województwa
  • – – To Monika Rosa jest za to odpowiedzialna. Kałuża poczuł się, jakby na jego plecach inni wspinali się po władzę – dodaje

Od przejęcia władzy w woj. śląskim przez Prawo i Sprawiedliwość minął niespełna tydzień. Najgorętszym nazwiskiem w dyskusji na ten temat jest Wojciech Kałuża – człowiek, który dał PiS większość w sejmiku śląskim, a w rewanżu otrzymał stanowisko wicemarszałka. Kałuża wszedł do sejmiku jako „jedynka” na liście Koalicji Obywatelskiej. Był człowiekiem Nowoczesnej, a mimo to stanął po stronie PiS.

Gabryś dostał „jedynkę” na liście Koalicji i ją przyjął. Co się stało?

Tydzień po wolcie, która obaliła 12-letnie rządy PO na Śląsku, na jaw wychodzą nowe fakty związane z wyborem Kałuży na lidera listy Koalicji Obywatelskiej. W ustalaniu „jedynek” uczestniczyli szefowie regionów: dotychczasowy marszałek województwa Wojciech Saługa, szefowa Nowoczesnej w regionie Monika Rosa, a także przedstawiciele władz partii: wiceprzewodniczący PO Borys Budka oraz sekretarz generalny Nowoczesnej Adam Szłapka.

Nowoczesnej – jako koalicjantowi – przypadło wytypowanie jedynek w dwóch z siedmiu okręgów wyborczych w woj. śląskim. Jednym z nich był okręg obejmujący Jastrzębie-Zdrój, Rybnik, Żory oraz powiaty: mikołowski, raciborski, rybnicki i wodzisławski.

To okręg, z którego kandydował – i to skutecznie – Kałuża. Nie był on jednak, o czym na łamach Onetu już pisaliśmy, pierwszym wyborem Koalicji Obywatelskiej. Potencjalnych kandydatów było trzech. Oprócz Kałuży, propozycję „jedynek” otrzymali: współpracujący z Nowoczesną Łukasz Kohut z Demokratycznej Unii Regionalistów Śląskich, niegdyś związany z Ruchem Palikota, a obecnie tworzący struktury nowej partii Roberta Biedronia na Śląsku, a także wykładowca akademicki Bartłomiej Gabryś, który jest również wiceszefem regionu oraz członkiem rady krajowej Nowoczesnej.

O ile wybór Łukasza Kohuta (pierwszy typ posłanki Moniki Rosy) był nie do przyjęcia dla Platformy – ze względu na jego współpracę z Robertem Biedroniem, tak wybór Bartłomieja Gabrysia wydawał się satysfakcjonujący obie strony. Gabryś tworzył struktury Nowoczesnej na Śląsku od początku jej istnienia. Jako ekonomista znalazł wspólny język z założycielem partii, dostał nawet propozycję startu w wyborach do Sejmu, jednak ze względu na sytuację rodzinną nie przyjął jej. Angażował się natomiast podczas kampanii Moniki Rosy, późniejszej posłanki.

Nowoczesna miała trzech kandydatów. Dlaczego wybrała Wojciecha Kałużę?

„Uprzedzałem, że Kałuża to nie jest dobry wybór”

Jako kandydat Koalicji Obywatelskiej w wyborach do sejmiku woj. śląskiego Gabryś został oficjalnie przedstawiony 10 września tego roku. Dostał propozycję startu z pierwszego miejsca wspólnej listy i ją przyjął. Wszystko zmieniło się jednak w ostatniej chwili. Jak wynika z naszych informacji, decyzja na ostatniej prostej została zmieniona przez Adama Szłapkę i przypieczętowana przez Katarzynę Lubnauer. O zmianę zabiegać miała Monika Rosa.

– Na 40 minut przed zatwierdzeniem, zostałem „zdjęty” z listy. Trzy lata naszej pracy powinny być zupełnie inaczej wykorzystane. Decyzję podjął sekretarz partii, poseł Adam Szłapka. Od tego czasu nie kontaktował się ze mną. Nie usłyszałem: „Bartek, przepraszam, pomyliłem się” – mówi w rozmowie z Onetem Bartłomiej Gabryś.

– Uprzedzałem, że Kałuża to nie jest dobry wybór. Przypominałem, że jego rezygnacja ze startu w wyborach prezydenckich w Żorach, mimo poparcia KO, powinna dawać do myślenia. Mam ciągle w pamięci rozmowę z przewodniczącą Katarzyną Lubnauer, która chwilę po wydarzeniach w sejmiku przyznała mi rację. To będzie trudne, ale trzeba sobie teraz zadać pytanie o przyszłość Nowoczesnej w kontekście przyszłych wyborów i posiadanych zasobów ludzkich. Osobiście ognia nadziei jeszcze nie zgasiłem – dodaje.

Radny Wojciech Kałuża: moją partią jest Śląsk

Czyja głowa poleci za Wojciecha Kałużę?

Monika Rosa przyznaje, że zawiodła się na Kałuży. Podkreśla jednak, że wybór był przynajmniej w teorii słuszny, bo kandydat legitymował się dużym „potencjałem wyborczym”. – W wyborze na lidera list kierowałam się tym, czy dana osoba ma pewną rozpoznawalność, „przetarcie” w wyborach samorządowych, czy jest akceptowalna przez wszystkie strony Koalicji – tłumaczyła.

Kto zatem weźmie na siebie polityczną odpowiedzialność za woltę Wojciecha Kałuży? Jeden z czołowych polityków Platformy Obywatelskiej w rozmowie z Onetem jednoznacznie wskazuje, że polityczną odpowiedzialność za sytuację na Śląsku ponosi Katarzyna Lubnauer, która przystała na kandydatury wysunięte przez Szłapkę i Rosę.

– Dla PO lepszą kandydaturą był Gabryś. Szefostwo stara się unikać takich ludzi, jak Kałuża, bo nimi rządzą dziwne emocje – twierdzi.

Inny z polityków Koalicji Obywatelskiej ujawnia w rozmowie z Onetem, że zaważyć mogły kwestie ambicjonalne. Kałuża nie został bowiem zaproszony na jedno z nieformalnych spotkań, podczas którego ustalany był kształt przyszłego zarządu województwa. Jego zdaniem to mógł być jeden z powodów, dla których ten zdecydował się na negocjacje z PiS-em.

– To Monika Rosa jest za to odpowiedzialna. Kałuża poczuł się, jakby na jego plecach inni wspinali się po władzę – kwituje.

Decyzje o tym, kto odpowie za dramatyczną „wpadkę” na Śląsku oraz w którym kierunku powinna pójść po tej spektakularnej porażce Nowoczesna, prawdopodobnie zostaną podjęte jeszcze w tym tygodniu. Na 29 listopada (najbliższy czwartek) zaplanowano posiedzenie klubu poselskiego Nowoczesnej.

Emocje wokół decyzji Wojciecha Kałuży. Protest w Żorach

Waldemar Mystkowski pisze o machlojkach Ziobry w sprawie Piotra Wacowskiego (fragment).

Reportaż TVN zastąpił służby państwa i pokazał im jak na dłoni, czego nie dopatrzyli, czego nie potrafią. W „podzięce” ABW – rzecz jasna za sprawą Prokuratury Krajowej – zamierzało wezwać Wacowskiego i postawić mu absurdalny zarzut propagowania faszyzmu.

Ale już następnego dnia pisowskie mędrki wycofały się. Prokuratura wydała komunikat, iż „przedwczesne jest stawianie zarzutów operatorowi TVN” i jednocześnie odwołuje termin przesłuchania.

Ten komunikat opatrzyć można tylko frasobliwym rechotem. Na tyle zasługuje prokuratura, za którą odpowiedzialny jest magister prawa Ziobro, autor sporej ilości kompromitacji, a ta wcale nie jest największym jego „osiągnięciem”.

To, że materiał TVN nie nosi żadnych znamion przestępstwa, że nie ma w nim szkodliwości społecznej (wręcz przeciwnie), nie ma żadnych podstaw do ścigania dziennikarza, ani tym bardziej stawiania mu zarzutów, wie byle aplikant, byle kauzyperda.

Więcej: winien jest ten, kto ściga bez podstawy – a ściganym był Piotr Wacowski – przekracza uprawnienia i tłumi krytykę prasową (prawo prasowe). I to powinno być zbadane, kto stoi za zleceniem ABW, aby zastraszać.

W tym sensie głupota przykryła aferę KNF, ale tylko na chwilę. Zresztą większość decyzji politycznych PiS przykrywają się nawzajem, są nieustannym kompromitowaniem się, niestety – w imieniu Polski.

>>>