Tag Archives: podwyżki elektryczności

Gowin, Kopernik ekonomii i przydupas Rydzyka

8 Gru

Taką „rewelacją” podzielił się dziś wicepremier i – nomen omen – minister nauki Jarosław Gowin. – Jeśli chodzi o indywidualnych odbiorców, pewnie one będą nieuchronne, ale skala podwyżek będzie o wiele mniejsza. Wzrost cen energii nie musi się wprost przekładać na podniesienie cen innych usług” – powiedział w RMF FM.

Internauci nie szczędzili słów krytyki pod adresem wicepremiera w rządzie PiS. – „Panie Gowin, gdzie pana takich bzdur nauczono, że wzrost energii nie musi się przekładać na podnoszenie cen usług? W marksistowsko-leninowskiej szkole ekonomii? No chyba że będzie pan dokładał ze swoich? Obaj wiem, że tak nie będzie, bo panu zawsze brakuje do pierwszego” – napisał jeden z nich. To oczywiście aluzja do wypowiedzi Gowina w Radiu Zet, kiedy podczas afery z przyznanymi przez Szydło nagrodami, utyskiwał, że kiedy był ministrem w rządzie PO-PSL miał zbyt małą pensję.

Inni internauci komentowali kpiąco: – Noż kuźwa murowany kandydat do Nagrody NOBLA z Ekonomii”; – „Ma chłop rację! To proste! Uzyskać to można dwoma sposobami. Prośbą: „uprasza się o niepodnoszenie cen” lub groźbą: „zabrania się podnoszenia cen”; – „Jak długo ten „geniusz” z Krakowa myślał nad tą wypowiedzią?? Ciekawe, kto mu udzielił tej cennej informacji, może inni „tytani” wiedzy ekonomicznej?”; – „Jarosław Gowin wyda rozporządzenie i ceny usług nie zmienia się , pogoda będzie już tylko słoneczna, a ks. Jankowski dostanie pośmiertnie Order Uśmiechu”.

Więcej o przemówieniu Jarosława Kaczyńskiego w Jachrance tutaj >>>

– POMASKA ZDECYDOWANIE WS POMNIKA KSIĘDZA JANKOWSKIEGO – NIE MOŻEMY HONOROWAĆ PEDOFILA: “Henryk Jankowski ma w Gdańsku pomnik, plac i honorowe obywatelstwo miasta i trudno mi sobie wyobrazić, żeby ten stan się utrzymał. Nie możemy w Gdańsku honorować pedofila, który zniszczył życie wielu osobom. Dla mnie artykuł „Dużego Formatu” był szokujący, musiałam go czytać na raty, bo nie dałam rady na raz. Mam duży szacunek do autorki za jego napisanie, bo wyobrażam sobie, że nie było to łatwe, a to bardzo ważna sprawa. Nie mam wątpliwości, że to, co napisano, jest prawdą. Fakt, że ofiary księdza Jankowskiego milczały tyle lat, wynikał z tego, że nie miały wyjścia. Pochodziły z biednych rodzin, a zderzały się z człowiekiem, który mógł wszystko, i były wobec niego bezbronne. Dlatego martwią mnie głosy, typu „poczekajmy, zastanówmy się, może to nieprawda”, bo trzeba pamiętać, gdzie są ofiary, a gdzie jest kat. Każdy głos wątpliwości w tej sprawie to głos, który nie pomaga ofiarom, tylko katom. Politycy PO stoją na stanowisku, że ksiądz Jankowski nie może mieć w Gdańsku pomnika i honorowego obywatelstwa, ale uważam, że należy to przeprowadzić spokojnie i zgodnie z prawem. Nie można na ten temat milczeć, a postawa musi być jednoznaczna – stać po stronie ofiar, a nie katów”.
trojmiasto.wyborcza.pl

— JAK NIE WIADOMO O CO CHODZI, TO CHODZI O PIENIĄDZE – PIOTR GŁUCHOWSKI W GW O O. RYDZYKU: “Dosyć więc tego dziadowania. Politycy związani z redemptorystą tworzą Ruch Prawdziwa Europa. Chcą powtórzyć skok na kasę, który udał się LPR. A gotówka jest pilnie potrzebna, bo ojciec Tadeusz podkręcił tempo inwestycji. W najbliższych latach obok gmachów szkoły wyższej, akademika, świątyni z mauzoleum, nowej kawiarni i starej wiertni geotermalnej (siedziby RM i Trwam są w innych punktach Torunia) staną termy ze zjeżdżalniami, hotel spa z 70 apartamentami oraz wielkie Muzeum Pamięć i Tożsamość imienia Jana Pawła II. Wykonawca szacuje koszty na 140 mln, a rząd obiecał tylko 70 mln”.
wyborcza.pl

— PRZYBOCZNI OJCA DYREKTORA – Rafał Wójcik w GW:“Oprócz Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry i Porozumienia Jarosława Gowina są trzecim, choć nieoficjalnym, koalicjantem PiS. Ich centralą jest nie Nowogrodzka, ale Toruń, gdzie swoim zapleczem medialnym dowodzi ojciec Tadeusz Rydzyk”.
wyborcza.pl

>>>

Zajady Kaczyńskiego nie pozwolą na wystawienie przez Polskę komisarza KE

23 List

Prawo i Sprawiedliwość może utracić wpływ na strategiczną decyzję o obsadzeniu funkcji przysługującego Polsce komisarza w Komisji Europejskiej. Na Nowogrodzkiej zacierano już bowiem ręce na wyznaczenie następcy Elżbiety Bieńkowskiej, jednak rozgrywki polityczne w Brukseli mogą opóźnić rozpatrzenie kandydatury wysuniętej przez rząd do tego stopnia, że ta stanie się niebyła.

Kluczem do problemu PiS są przyszłoroczne wybory do europarlamentu i bardzo krótki czas dzielący je od krajowych wyborów parlamentarnych. Decyzje personalne w Brukseli będą mogły przeciągnąć się aż do czasu tych ostatnich, co sprawi, że jeśli PiS nie utrzyma większości, to opozycja będzie mogła wycofać i zastąpić kandydata obozu władzy. Po wiosennych wyborach szykuje się bowiem długi proces negocjacji wspólnego kandydata na stanowisko szefa Komisji Europejskiej, a dopiero po jego wyborze kraje członkowskie mogą zgłaszać propozycje komisarzy, których czeka następnie jeszcze przesłuchanie w Parlamencie Europejskim.

W efekcie opisanych warunków lekka gra na zwłokę Brukseli oznacza pokrzyżowanie planów PiS.

Jednak jakby tego było mało, na drodze Nowogrodzkiej stoi kolejna przeszkoda. Jak donosi “Rzeczpospolita”, PiS może mieć problem uzyskaniem aprobaty w Europarlamencie. Źródła gazety wskazują, że kandydatura kogokolwiek, kto choćby głosował za łamiącymi praworządność ustawami, nie będzie mile widziana. W efekcie w obsadzeniu polskiego komisarza może nastąpić polityczny impas. Wysunięcie zaś przez PiS kontrowersyjnej kandydatury może wywoływać kolejną awanturę. Wiele jednak wskazuje, że mimo to prezes może nie zawahać się tego zrobić.

Po raz kolejny okazuje się, że polityka europejska jest dużym politycznym wyzwaniem, gdzie standardowe zagrywki władzy okazują się całkowicie nieskuteczne. Opisana sytuacja pokazuje jednak, że referendum ws. Polexitu nie będą tylko eurowybory, ale także wybory parlamentarne. Nic tak nie zaszkodzi bowiem Polsce i integracji europejskiej jak antyunijny komisarz. Stosując standardy dyplomacji PiS, torpedowałby on prace komisji od środka i nieustannie narażał Polskę na śmieszność. Strategiczne dla naszego kraju jest zatem uniknięcie takiego czarnego scenariusza.

* * *

Zajady Kaczyńskiego pogarszają naszą sytuację w UE, nawet komisarza KE może Polska nie wystawić, bo nie chcą antyunijnego polityka, co jest zrozumiałe.

Raskolnikow

Trzy teksty Waldemara Mystkowskiego.

Wybitnym prawnikom Sądu Najwyższego przyznano nie tylko rację – odzyskali oni autorytet, który prezes Kaczyński starał się za wszelką cenę zdeprecjonować.

Co znaczy nowelizacja ustawy o Sądzie Najwyższym, która jest przyznaniem się do ogromnej porażki PiS w kwestii reformowania sądownictwa? Przede wszystkim PiS w walce ze wszystkimi znalazł się w narożniku ringu, z którego partia Kaczyńskiego sprowadziła na Polskę nieszczęścia, ale to nie koniec porażek. Nowela ustawy dotyczy wąskiego wycinka tzw. reformy sądownictwa, która w istocie jest deformą. Na pewno to sukces I prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Gersdorf, która zostaje na stanowisku, jak nakazuje Konstytucja – do końca kadencji. Także inni sędziowie nie będą wysłani na emeryturę, aby PiS mógł powsadzać na ich miejsce posłusznych sobie prawników.

PiS nie walczy o lepsze prawo, ale o dyktowanie swoich warunków. Ostatnie słowa przed głosowaniem pilotującego ustawę posła PiS Łukasza Schreibera: – „Ustawa o Sądzie Najwyższym była zgodna…

View original post 1 212 słów więcej

Porażka PiS z TSUE, ale to dopiero początek, bo złodziej PiS skradł samochód i zegarek, na razie oddał zegarek

21 List

Lotem błyskawicy obiegła wszelkie środki przekazu złowieszcza wiadomość o 30 procentowej podwyżce cen prądu, a w ślad za nią podążyły natychmiast uspokajające zastrzeżenia „dobrego” PiS-owskiego rządu, który znalazł na to sposób.

Ustami swoich ministrów zapewnia, że przeciętny Kowalski nawet tego nie zauważy, bo otrzyma 100–procentową rekompensatę… Jakim cudem? To tylko wie rząd, bo dla reszty lansowana kalkulacja jest raczej księżycowa, żeby nie powiedzieć oszukańcza.

>>>

W każdym kto choć trochę rozumie funkcjonowanie rynku wzbiera wściekłość, bo czuje się robiony w „balona”. Swej złości najlepiej dał upust na Facebooku Jerzy Sempowicz, który nie przebierając w słowach obnaża hipokryzję PiS–owskiej władzy.

„Jakim trzeba być debilem skończonym, żeby takie coś wymyślić? Ja wiem, kolejne wybory za pasem i trzeba rozdać chleb i zrobić igrzyska” – pisze Sempowicz.

Dalej dowodzi, że to z czym mamy do czynienia to precyzyjnie zaplanowana akcja. „Przy tym całym szumie o rozdawaniu kasy i niepodwyższaniu rachunków za prąd, ludzie będą cieszyć się jak debile, że ten dobry rząd tak dba o obywatela” – zauważa i pyta:

NAPRAWDĘ nikt nie widzi, ze jak podrożeje prąd dla przemysłu i paliwa, to podrożeje WSZYSTKO !!!!!!!!!!!! Co z tego, ze zapłacisz tyle samo za prąd co przed podwyżką, jak ZA WSZYSTKO ZAPŁĄCISZ 40% do 50% więcej??” uświadamia użytkowników Facebooka-  Sempowicz

K…a mać, bo już inaczej nie mogę. W jakim nienormalnym kraju ja żyję? – woła z uzasadnioną wściekłością.

Te 30 PLN z rachunku za prąd oddasz kilka razy w miesiącu na produktach ( i ZAWARTYCH W NICH PODATKACH (O WIELE WYŻSZYCH), które są Ci niezbędne do życia! Czy ekonomia pieniądza jest taka trudna, żeby to pojąć?

Naprawdę dalej cieszysz się, że minister energetyki dołoży Ci w przyszłym roku 30 PLN miesięcznie do prądu? Może wypadałoby sie obudzić?”, i tu podpiera się ociekającym obłudą oświadczeniem PiS–owskiego ministra:

„Krzysztof Tchórzewski wyjaśnił, że ceny prądu trzeba rekompensować, bo są… „niesłuszne”. „Są niepodyktowane żadnymi uwarunkowaniami zewnętrznymi, a jedynie wzrostem kosztów emisji CO2”– mówił Krzysztof Tchórzewski. „Z szacunków które znam, ceny paliwa na 2019 r. w polskiej energetyce nie mają większego wpływu na wzrost cen energii” – zaznaczył.

Na giełdach towarowych ceny prądu skoczyły o niemal 50 proc. w stosunku do zeszłego roku. Drożeje też węgiel, a nasz system energetyczny jest w 72 proc. oparty właśnie na nim. Tymczasem do Urzędu Regulacji Energetyki wpływają wnioski o zgody na nowe cenniki na przyszły rok. Państwowe spółki chciałyby podnieść ceny dla odbiorców indywidualnych nawet o 30 proc.” – zwraca uwagę Jerzy Sempowicz na Facebooku.

Inny kamyczek, jeżeli nie syzyfowy kamień dla wielu, wrzuca każdemu z nas – bo każdy jest konsumentem elektryczności – minister energii Krzysztof Tchórzewski. Prąd zdrożeje w przyszłym roku i to niebotycznie – 30-40 proc., a może nawet więcej.

Otóż bojąc się protestów, Tchórzewski zapewnia, że państwo zrekompensuje każdemu gospodarstwu 100 proc. podwyżki.

Gdzie tu haczyk? Jak zwykle u PiS w rozumie, tzn. w liczeniu na brak rozumu u ciemnego ludu. Jeżeli państwo jest takie opiekuńcze i chce zwracać podwyżki w całości, czy nie może tego dokonać jednym kliknięciem? Podmioty wystawiające rachunki wszak w jednej rubryce mogłyby ujmować podwyżki, które wędrowałyby internetem do centrali i się tam sumowały, a minister jednym kliknięciem dokonywałby przelewu z budżetu na rachunki elektrowni.

Proste? Oczywiście, ale znowu chcą nas orżnąć, bo nie potrafią rządzić, więc znajdą wyjście, aby nie pokrywać podwyżek.

Podwyżki w PRL powodowały w społeczeństwie ruchawki na ulicach m.in w grudniu 1970 roku, zmiotły jedną komuszą władzę zastepując drugą. I tego boi się PiS. Bo gdzie z Nowogrodzkiej ewakuowałby się dzisiejszy Gomułka? Na Żoliborz? Gniew ludu i tam by go dopadł.

>>>

Zmiany w ustawie o SN mogą wydawać się kapitulacją – zwłaszcza dla elektoratu PiS-u – czy powtórką z ustawy o IPN, ale w gruncie rzeczy to pozory. Bo choć Małgorzata Gersdorf pozostanie I prezesem SN, a czystka zostanie odwrócona (zwłaszcza w porównaniu z pierwotną wersją projektu), to obóz rządzący ws. zmian w sądownictwie i tak osiąga przynajmniej część zamierzonych celów. W sporze o polskie sądownictwo w dalszym ciągu pojawia się jednak kilka pytań – przede wszystkim czy propozycje polskiej strony usatysfakcjonują UE.

Nowelizacja o ustroju sądów powszechnych (według Małgorzaty Gersdorf najgorsza ustawa), Izba Dyscyplinarna w Sądzie Najwyższym oraz skarga nadzwyczajna, nowa KRS powołana przez Sejm czy wcześniej TK – wszystkie te zmiany, przynajmniej na chwilę obecną, zostaną utrzymane i trudno spodziewać się, by PiS był zdolny do kolejnych ustępstw. Tzw. reforma sądownictwa w przynajmniej jakiejś części i tak zostanie zrealizowana po myśli PiS-u. Małgorzata Gersdorf swoją kadencję dokończy, ale ta kończy się za półtora roku.

Zrobienie kroku wstecz, choć faktycznie może wyglądać na prestiżową porażkę – wszak politycy partii rządzącej od miesięcy mówią o byłej I prezes SN – jest przejawem politycznego pragmatyzmu. – Nie ginąłbym za odwołanie prezes Gersdorf – powiedział ostatnio Jarosław Gowin. To zdanie dobrze oddaje taktykę obozu rządzącego – stanowisko I prezesa SN nie jest bowiem aż tak kluczowe, by ryzykować pogorszenie się stosunków z UE, co mogłoby mieć wpływ na nadchodzącą kampanię do PE. Zresztą – nawet jeżeli PiS miało dalsze plany zmian w sądownictwie, to ich wdrożenie przed wyborami do PE i tak nie byłoby możliwe.

W najbliższym czasie, w nadchodzących godzinach i dniach kluczowa będzie reakcja KE – czy zaproponowane zmiany będą do zaakceptowania i czy ten front zostanie zamknięty. „Przywróceni” sędziowie SN nie będą musieli przechodzić żadnej procedury, a nawet mogą złożyć oświadczenie o woli przejścia w stan spoczynku z zachowaniem pełnego uposażenia. Można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że na progu wyborczego maratonu i kampanii do PE wygaszenie akurat tego sporu z KE jest w interesie rządzących, bo ogranicza zarzuty o zamiar wyprowadzenia Polski z UE. Poza tym po ewentualnym niekorzystnym dla KE werdykcie TSUE i tak pewnie wszystko zostałoby odkręcone.

Inna sprawa to pozostałe zmiany w sądownictwie zaproponowane przez PiS. Trochę zapomnianą sprawą jest to, że wysłane przez SN pytania prejudycjalne dotyczą nie tylko tego sądu, ale także KRS. – Sąd Najwyższy zastanawia się, czy sposób powoływania sędziów do KRS jest zgodny z polską konstytucją i standardami europejskimi. Problem polega m.in. na tym, że TK dwukrotnie wypowiadając się w tej sprawie, raz orzekł, że sędziów-członków KRS wybierać powinni sędziowie, za drugim razem TK uznał, że tryb przewidziany obecnie w ustawie – czyli, że sędziów KRS wskazuje parlament – jest zgodny z konstytucją – mówił Michał Laskowski na briefingu we wrześniu.

– Kiedy TSUE orzeknie, że nie jest to zgodne ze standardem, bo wtedy powstaje pytanie jaki jest status sędziów wskazanych przez nową KRS wyłonioną w taki, a nie w inny sposób. To jest pytanie, czy są to sędziowie prawidłowo powołani na swoje stanowiska – podkreślił rzecznik SN. Jak dodał, “jeśli dojdzie do uznania przez TSUE, że KRS jest powołana w sposób nieprawidłowy, to będzie trzeba się zastanawiać nad szerszymi konsekwencjami”.

Jeżeli KE nie będzie usatysfakcjonowana realnymi ustępstwami ws. SN poczynionymi przez rząd i uzna, że Polskę należy dalej grillować, sytuacja może stać się dla PiS-u bardzo kłopotliwa. Zwłaszcza, że Frans Timmermans zdaje się kwestionować KRS w obecnym kształcie, a także Izbę Dyscyplinarną. Chyba, że uzna wspomniane ustępstwa za wystarczające.

>>>

— IDEAŁ DOBREJ ZMIANY SIĘGA BRUKU – MICHAŁ SZUŁDRZYŃSKI W RZ: “Dobra zmiana” niosła ze sobą obietnicę nie tylko naprawy państwa, ale też podniesienia standardów. Rozwój afery KNF pokazuje, że ideał coraz częściej sięga bruku. I to jest największe polityczne ryzyko dla wizerunku PiS. Grając na przeczekanie, partia rządząca traci szansę na to, by przedstawić własną wiarygodną narrację dotyczącą tych wydarzeń. A jej sympatycy będą musieli podczas obiadu przy niedzielnym stole albo w windzie zmierzyć się z pytaniami o 40 mln zł dla prawnika – znajomego szefa KNF, czy pół miliona dla syna ministra”.
rp.pl

— SAMOBÓJCZA TAKTYKA PIS – DOMINIKA WIELOWIEYSKA – w GW: “Pozostaje jednak pytanie, dlaczego Glapiński – w sprzeczny ze zdrowym rozsądkiem sposób – broni swego wychowanka Marka Chrzanowskiego. Racjonalna odpowiedź jest taka, że został wysłany mocny sygnał do byłego szefa Komisji: nie martw się, nic nie mów, nic nie zeznawaj, będziemy cię bronić jak niepodległości. Kaczyński na to przyzwala, bo zrozumiał, że znalazł się w pułapce – każdy ruch jest ryzykowny. Wybrał więc wersję, że „afery nie ma”, a priorytetem jest spokój na rynku bankowym”.

— BANKRUCTWO BANKÓW CZARNECKIEGO TO BYŁABY KATASTROFA – DALEJ WIELOWIEYSKA: “Ta katastrofa poszłaby na konto PiS, a Polacy drogo by za to zapłacili. Z tego powodu w niedzielę późnym wieczorem zebrał się Komitet Stabilności Finansowej i wydał komunikat, że z polskim systemem finansowym jest wszystko w porządku. Sam Glapiński sto razy wypowiedział zdanie, że sytuacja jest stabilna”.
wyborcza.pl

— NOMINACJA SOKALA BEZ PODPISU SZEFA RZĄDU – jedynka RZ: “Tę opinię łagodzi nieco prof. Ryszard Piotrowski z UW. – Niestety, praktyka konstytucyjna, mająca pewne cechy zwyczaju, dopuszcza wydawanie przez prezydenta aktów indywidualnych dotyczących powoływania jego przedstawicieli w różnego rodzaju organach bez kontrasygnaty premiera – twierdzi, dodając, że byłby w tej sprawie bardzo ostrożny”.
rp.pl

>>>

Dość symboliczny obrazek udało się uchwycić…

PiS zapowiada, że weźmie się za nas

21 List

Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro nie pojechał do Brukseli, by bronić swojego rządu przed oskarżeniami o łamanie w Polsce praworządności i fundamentalnej w demokracji zasady niezależności sądownictwa. Na publicznym wysłuchaniu przed komisją Parlamentu Europejskiego rządu RP nie reprezentował w efekcie nikt.

Polska dalej gra z TSUE na zwłokę

Albo stchórzył, albo idzie w zaparte

Przyczyny nieobecności ministra mogą być dwie. Albo Zbigniew Ziobro nie ma argumentów na swą obronę (bo to przecież on forsuje plan osłabienia pozycji sądów i sędziów w Polsce) i w obawie przed kompromitacją zwyczajnie stchórzył. Albo minister sprawiedliwości rządu PiS ma Parlament Europejski, by tak rzec, gdzieś. I ekipa PiS próbuje w tej kwestii nadal iść w zaparte.

Nie bez powodu wypowiadający się eurodeputowani z PiS próbowali zwekslować przesłuchanie na kwestię… dopuszczalności aborcji (Marek Jurek) lub dumy narodowej i win poprzednich ekip rządzących w kwestiach emerytalnych (Jadwiga Wiśniewska).

Czy Trybunał Sprawiedliwości może oceniać polskie sądownictwo

Wykład Timmermansa

Znamienny – i symboliczny – był miniwykład, jakiego kolejny raz udzielił rządowi w Warszawie wiceszef Komisji Europejskiej Frans Timmermans. Przypomniał rzecz podstawową – o której, zdawałoby się, wstyd nie wiedzieć. Otóż Unia – jak żadna inna organizacja międzynarodowa – zabezpieczyła obywateli krajów członkowskich przed uzurpatorskimi zakusami władz tych państw. W tym celu wprowadziła zasadę jednolitości stosowania prawa europejskiego, a na jej straży postawiła m.in. Trybunał Sprawiedliwości UE oraz inne procedury przed organami Unii. I właśnie ten mechanizm zadziałał wobec Warszawy, gdy pojawiły się obawy o zamiar zdominowania sądownictwa w Polsce przez ekipę PiS. Równocześnie, co też charakterystyczne, nie próbowała ona skorzystać z funkcjonujących z powodzeniem w Unii rozmaitych procedur koncyliacyjnych.

Wymowna była wreszcie skierowana do europarlamentarzystów z PiS sugestia (a może ostrzeżenie i przytyk), by zwrócili uwagę, że nadzwyczaj ochoczo wspierają ich teraz akurat ci deputowani z innych krajów, którzy znani są jako sympatycy Władimira Putina.

Czy Polska podda się orzeczeniu unijnego Trybunału

Czas na ostrzejszą reakcję?

Szczęśliwie nie zabrakło merytorycznego głosu niezależnej polskiej instytucji – a mianowicie rzecznika praw obywatelskich. Adam Bodnar punkt po punkcie opisał zagrożenia dla niezależności sądów i niezawisłości sędziów. I zwrócił uwagę, jakie mogą one mieć skutki dla przestrzegania praw i wolności każdego obywatela.

Trudno się dziwić, że ciała monitujące rozwój wypadków – tak krajowe (Helsińska Fundacja Praw Człowieka), jak międzynarodowe (m.in. Komisja Wenecka i Europejska Sieć Rad Sądownictwa) – przekonują mniej lub bardziej wprost: sytuacja jest kryzysowa. A skoro Warszawa nie zamierza poważnie rozmawiać o rozwiązaniu tego kryzysu, to czas na ostrzejszą reakcję Unii.

Przypominamy władzy na czym polega członkostwo w Unii

Eliza Michalik na koduj24.pl pisze o przejmowaniu banków przez PiS.

„Weźmiemy się za was” – to jedyny sposób tej władzy, która rozmawiać nie lubi i nie chce oponentów.

Afera KNF dopiero nabiera rumieńców, ale określenie „plan Zdzisława” już weszło do kanonu powiedzonek Polaków, na równi z innymi tekstami, na przykład z „Psów”. Znam ludzi, którzy nawet w obliczu tej niebywałej sprawy mówią: „mnie to nie dotyczy”, „Co mnie obchodzi jakaś KNF”, ale moim zdaniem sądzą tak, bo jeszcze do nich nie dotarło, że plan Zdzisława nie był pułapką zastawioną na prywatnego przedsiębiorcę Leszka Czarneckiego. Bynajmniej! Plan Zdzisława to pułapka zastawiona na nas wszystkich.

Adam Bodnar, Rzecznik Praw Obywatelskich, powiedział, że dokładnie przyjrzał się zmianom w prawie bankowym autorstwa PiS pod kątem korupcji. Okazało się, że w pierwszym czytaniu była wersja ustawy bez ani jednego słowa o przejmowaniu banków za złotówkę. Za to kolejna wersja ustawy o wzmocnieniu nadzoru i ochrony inwestorów na rynku finansowym zawierała już poprawkę złożoną nagle przez posła PiS, umożliwiającą przejmowanie prywatnych banków przez państwo właściwie pod byle pretekstem.

I myślę, że niezależnie od tego, jak by się to nazywało w języku prawnym i jak bardzo nie zostałoby zalegalizowane przez głosowanie większości PiS w Sejmie – to i tak nadal byłaby to próba okradania prywatnych przedsiębiorców przez polityków, uwłaszczających się na majątku innych.

Tak to sobie ponoć, zgodnie z rozmową nagraną przez Leszka Czarneckiego, wymyślił pan Zdzisław Sokal, szef Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, w tym wypadku – dla banków. Ale zapewniam was, że po bankach przyjdzie kolej na inne branże, inne firmy, innych właścicieli i przedsiębiorców, innych obywateli. Zapewniam was, że jeśli zgodzimy się na takie posunięcia w stosunku do bankiera, posunięcia zresztą, zdaniem prawników, niezgodne z Konstytucją (ale czy to powstrzyma posłów PiS?), to nikt już nigdy w Polsce nie będzie mógł czuć się bezpieczny.

Oczywiście, skutkiem ubocznych zmian w prawie zapewniających rządowi całkowitą władzę nad przedsiębiorcami i możliwość niszczenia ludzi i firm z powodu „widzimisię” będzie ucieczka rodzimych przedsiębiorców z kraju i odpływa zagranicznego kapitału. Nikt przy zdrowych zmysłach nie zaryzykuje przecież, że z byle powodu jakiś polityk uweźmie się na jego firmę i zrujnuje mu życie.

Takie „plany Zdzisława” funkcjonują już w rozmaitych branżach – najbliższą, zagrożoną podobnym losem co bank Czarneckiego, są prywatne media krytyczne wobec rządu (co w normalnym kraju jest podstawową rolą wszystkich normalnie funkcjonujących mediów). Posłanka Krystyna Pawłowicz używana w PiS do mówienia tego, czego nikomu innemu mówić nie wypada, kilka razy groziła już dziennikarzom „weźmiemy się za was”. Nie wiem, jak państwo, ale ja Pani posłance wierzę.

„Weźmiemy się za was” to w ogóle jedyny sposób tej władzy, która rozmawiać nie lubi i nie chce na oponentów. Nie będę powtarzać banałów, że afera KNF jest testem sprawności państwa, bo jakież to niby miałoby być państwo? Katowicka prokuratura obsadzona ludźmi Zbigniewa Ziobry? CBA, które powinno było aferę wykryć i ogłosić, a dowiedziało się z niej z mediów, a później pozwoliło prezesowi KNF, co do którego istniały podejrzenia o korupcję buszować w gabinecie i (ewentualnie) zacierać ślady? Mariusz Kamiński, minister koordynator ds. służb, który powinien się już podać do dymisji? Premier, który milczy? Prezydent, który milczy? Szef PiS, który także milczy? Adam Glapiński, szef NBP, który mówi, że nadal bardzo szanuje Marka Chrzanowskiego i uważa go za moralnego człowieka i dobrego patriotę?

Nie, to będzie test takiego państwa. To będzie test państwa niezależnych mediów i dziennikarzy, którzy – mimo że często za marne pieniądze i bez wsparcia swoich redakcji – robią swoje. Badają, nagłaśniają sprawę, nie kupują rządowej propagandy i pozwalają ludziom poznać prawdę.

I test dla wyborców – na ile obchodzi ich bezpieczeństwo gospodarcze własnego kraju, na ile obchodzi ich, gdzie właściwie żyją i za chwilę mogą żyć.

Waldemar Mystkowski pisze nie tylko o cenach prądu.

Władza PiS nie tylko wywołuje perturbacje polityczne zarówno w kraju, jak i na świecie, ale przede wszystkim konflikty na poziomie podstawowym: prawnym, logicznym i międzyludzkim. Syzyfowy kamień wrzuca każdemu z nas – bo każdy jest konsumentem elektryczności – minister energii Krzysztof Tchórzewski. Prąd zdrożeje w przyszłym roku i to niebotycznie – 30-40 proc., a może nawet więcej. Otóż bojąc się protestów, Tchórzewski zapewnia, że państwo zrekompensuje każdemu gospodarstwu 100 proc. podwyżki.

Gdzie tu haczyk? Jak zwykle u PiS – w liczeniu na brak rozumu u ciemnego ludu. Jeżeli państwo jest takie opiekuńcze i chce zwracać podwyżki w całości, czy nie może tego dokonać jednym kliknięciem? Podmioty wystawiające rachunki wszak w jednej rubryce mogłyby ujmować podwyżki, które wędrowałyby internetem do centrali i się tam sumowały, a minister jednym kliknięciem dokonywałby przelewu z budżetu na rachunki elektrowni. Proste? Oczywiście, ale znowu chcą nas orżnąć, bo nie potrafią rządzić, więc znajdą wyjście, aby nie pokrywać podwyżek.

Podwyżki w PRL powodowały zamieszki, m.in w grudniu 1970 roku. Zmiotły jedną komuszą władzę, zastępując drugą. I tego boi się PiS. Bo gdzie z Nowogrodzkiej ewakuowałby się dzisiejszy Gomułka? Na Żoliborz? Gniew ludu i tam by go dopadł.

Kolejnym przejawem kluczenia PiS jest sprawa jednego z „bohaterów” afery Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) Zdzisława Sokala, który w jej skład został powołany przez prezydenta Andrzeja Dudę. To była jedna z pierwszych nominacji Dudy, który ma prerogatywę powołania swojego przedstawiciela. Już 24 września 2015 roku wręczył Sokalowi nominację.

Sokal to ten, od którego wzięła się nazwa przejmowania banków – „plan Sokala”, o którym jest mowa w słynnej zanotowanej na taśmie rozmowie między byłym już szefem KNF Markiem Chrzanowskim a właścicielem Getin Noble Banku Leszkiem Czarneckim. Chrzanowski straszy owym Sokalem, a konkretnie jego planem i mówi do Czarneckiego, że musi zrobić audyt, „bo inaczej to Sokal go zje”.

Otóż ten „ludojad” Sokal został powołany do KNF nieprawnie, gdyż nominacja Dudy winna otrzymać kontrasygnatę (drugi podpis) premiera rządu. Duda ma w Konstytucji – którą tak lubi łamać – zapis mówiący (art. 144, ust. 2 i ust. 3), na które to stanowiska może powoływać swoich ludzi i nie potrzebuje podpisu premiera. Nie ma wśród nich wymienionego przedstawiciele prezydenta w KNF. Każdy konstytucjonalista – nawet Julia Przyłębska – stwierdzi niekonstytucyjność nominacji Sokala.

Dlaczego zatem Duda nie udał się do premiera, a wówczas tę funkcję sprawowała Ewa Kopacz, aby uzyskać podpis? Za to prezydent nie pójdzie pod Trybunał Stanu, ale to kamyczek do jego skopanego ogródka pod TS.

I teraz mamy kłopot prawny. Czy decyzje i dokumenty podpisane przez Sokala są obowiązujące, czy należy je wycofać? W sferze bankowości może to pociągać za sobą nieobliczalne perturbacje. Polska w tym bardzo ważnym segmencie – ważnym dla inwestorów zagranicznych i lokalnych – jawi się jako państwo operetkowe.

Duda mógłby zaśpiewać strawestowaną arię Jontka (z „Halki”):

Szumią jodły na gór szczycie,

a umysł Dudy jest w niebycie”.

Koleś Dudy bezprawnie powołany do KNF

20 List

„Nie ma dnia czy nawet godziny, żeby ci dyletanci się nie skompromitowali” – tak podsumował jeden z internautów doniesienia rp.pl. o powołaniu przez Andrzeja Dudę Zdzisława Sokala do KNF bez wymaganej Konstytucją zgody premiera. Prawnicy, z którymi rozmawiali dziennikarze rp.pl, twierdzą, że w związku z tym, akt powołujący Sokala do KNF jest nieważny. Sokal podejrzewany jest o lobbowanie w KNF za doprowadzeniem do upadłości Getin Noble Banku i przejęcie go za „złotówkę”.

Sokal został przedstawicielem prezydenta w Komisji Nadzoru Finansowego we wrześniu 2015 r. – niedługo po zaprzysiężeniu Dudy. Na akcie jego powołania brakuje wymaganej przez Konstytucję kontrasygnaty premiera, a wtedy była nim jeszcze Ewa Kopacz. Art. 144 ust. 2 Konstytucji stanowi bowiem: „Akty urzędowe Prezydenta Rzeczypospolitej wymagają dla swojej ważności podpisu Prezesa Rady Ministrów, który przez podpisanie aktu ponosi odpowiedzialność przed Sejmem”.

Prawnicy, na których powołuje się rp.pl, uważają więc, że powołanie Sokala można uznać za nieważne. Zaznaczają, że Komisja Nadzoru Finansowego podlega premierowi, więc podpis premiera „ma tu fundamentalne znaczenie nawet w przypadku przedstawiciela głowy państwa”.

Co na to Kancelaria Prezydenta? – „Takie działanie nie jest konieczne ani praktykowane, gdyż odbierałoby to prezydentowi jego niezależność” – brzmiała odpowiedź dla „Rzeczpospolitej”.

>>>