Tag Archives: Piotr Surmaczyński

Z kupionym zwycięstwem PiS jest jak z kupionym prawem jazdy, które doprowadzi do katastrofy

28 Maj

Patryk Jaki zapowiedział w TVP info, co niebawem zrobi prokuratura z internetowymi stronami, na których kwitnie satyra z PiS i jego polityków.

Minister jest przekonany, że przeciwnicy PiS wciąż mają przewagę w mediach i dodał, że są też „nowe przewagi w mediach społecznościowych”. – Instytucjonalne przewagi, nieuczciwe, uważam. To nielegalne finansowanie kampanii wyborczej, prokuratura się za to naprawdę weźmie – zapowiedział w rozmowie z Magdaleną Ogórek, dziwnie „zapominając” o działalności TVP (w tym programu, w którym gościł) i „instytucjonalnej przewagi” rządu, w którym zasiada.

„Ja też już sobie obiecałem, że po kampanii weźmiemy się za takie rzeczy jak „Sok z Buraka”. To się teraz skończy. Ja chwilę odpocznę i się tym naprawdę zajmę” – zapowiedział.

Czyżby zdecydowane zwycięstwo Zjednoczonej Prawicy dawało zdaniem wiceministra sprawiedliwości mandat, by ukrócić „nieprawomyślną działalność”?

„Budowanie, a nie rozbijanie jest wartością; gdybyście mieli się podzielić, to zastanówcie się trzy razy, czy na pewno podzieleni macie pomysł na zwycięstwo. Nie warto marnować tego wielkiego wysiłku. Nawet, jak z moimi dziećmi rozmawiam, to nie jest łatwo dokonać wyboru koalicji, w której jest tyle odcieni i pomysłów na Polskę. Trzeba uszanować determinację, wolę i odwagę tych milionów ludzi głosujących na tę Koalicję. Byłbym ostrożny na miejscu ich liderów przed podjęciem kroków” – powiedział dziennikarzom w Brukseli przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk.

„Moją pierwszą radą do polityków w Polsce, szczególnie opozycyjnych, jest to, by starali się o sobie mówić pozytywnie. Zrobili wielki wysiłek. Nie ma miejsca na euforię, ale wykonali kawał dobrej roboty. To, co jest niezbędne, by myśleć o zwycięstwie, to szukanie ludzi nie tylko w dużych miastach i partiach, ale wyjść daleko szerzej” – stwierdził były polski premier.

Analizował też powody wygranej PiS. – Wynik KE jest wysoki, wyższy niż wskazywały na to badania, natomiast wynik PiS-u jest wyraźnie lepszy niż można było się spodziewać. Obóz rządzący bardzo skutecznie użył narzędzi przekonywania Polaków: polityka socjalna, czasem wręcz takie bezpośrednie prezenty tuż przed wyborami. Dzisiaj sytuacja gospodarcza pozwala na taką politykę, a PiS korzysta z tego pełnymi garściami. Opozycja nie ma na to szans, nie ma tych narzędzi ani mediów publicznych. Media publiczne to ukierunkowana i agresywna propaganda rządowa” – stwierdził Tusk.

Skomentował też głosy polityków PiS na swój temat, o czym w artykule „Beata Szydło: „Czas Donalda Tuska w polskiej polityce się skończył”. – „Sygnały ze strony PiS, że „już po Tusku”, traktuję jako mało elegancki, ale wciąż komplement, że mają ze mną problem” – stwierdził. Zapytany o plany na przyszłość, Tusk odparł: – „Jestem absolutnie przekonany, że wielu Polaków ma jakieś oczekiwania, jeśli chodzi o moją aktywność. Kalendarz jest dość precyzyjny. Moja kadencja dobiega końca po wyborach parlamentarnych – to określa moją rolę w tych wydarzeniach. Nie będę się narzucał z rolą czy radą, jeśli ktoś uzna, że nie jestem pomocny”.

W skali kontynentu pisopodobni przegrali. PiS w Polsce w zasadzie nie wygrał, tylko zwycięstwo kupił. Ich wygrana jest tyle warte co kupione prawo jazdy czy matura.

Będą rządzić w Parlamencie Europejskim ze swoimi niemymi w większości kukłami? Tak jak do tej pory. Stronie demokratycznej udało się wprowadzić kilka wspaniałych osób. Co zdziałają? Same nic, ale w sojuszu z innymi progresywnymi partiami w Europie sporo.

Musimy mieć świadomość, że wyniki wyborów pokazują, że jesteśmy odległą europejską prowincją, która w większości ciągle ma problem ze zrozumieniem swojej sytuacji i woli głosować na mity o własnej potędze niż tę potęgę współtworzyć razem z resztą naszego kontynentu.

Dziś wygrała w Polsce korupcja, pedofilia i głęboka wiara w kościół. Wygrała także obywatelskość, wiara w postęp, Polskę i jej mieszkańców. Nawet jeśli te siły postępowe zdobyły mniej mandatów, to udało im się wprowadzić do Europarlamentu ludzi mądrzejszych, którzy będą gwarantować, że przetrwamy do wyborów, po których będziemy mogli rozliczyć kaczystów z tego, co Polsce zrobili.

Po politycznym i ekonomicznym przyłączeniu Polski do Unii pozostaje nam zadanie najważniejsze. Musimy przystąpić do Unii Europejskiej mentalnie. To prawdopodobnie najtrudniejsze zadanie, ale osiągniemy to z takimi Postaciami jak europosłowie KE i Wiosny, którzy będą reprezentować Polaków w Brukseli i pomimo pisowskich europosłów, którzy w stolicy zjednoczonej Europy reprezentują partię braci Kaczyńskich.

Europejczykiem nie jest się dlatego, że się mieszka w Europie, ani dlatego, że ma się konto w euro. Europejczykiem jest się dlatego, że chce się nim być.

W 1992 r. wyrokiem Sądu Najwyższego Amerykanie znieśli ciszę wyborczą, bo uznali, że narusza gwarantowaną w konstytucji wolność słowa i swobodę wypowiedzi. Rok wcześniej cisza wyborcza wprowadzona została w Polsce. Służyć miała niczym niezmąconej refleksji nad właściwym wyborem najlepszych kandydatów. Gdyby ten cel był naprawdę realizowany, optowałbym za tygodniowym, albo i miesięcznym zakazem wyborczej agitacji.

Niemal każdy Polak pytany, jaki powinien być kandydat do Europarlamentu, odpowie bez wahania, że musi być wykształcony, znający zachodnie języki, lojalny wobec swoich wyborców, oraz na tyle kulturalny i przyzwoity, żeby już więcej nie kompromitował nas chamskimi wypowiedziami, pijackimi ekscesami czy przekrętami w obliczaniu diet i kosztów podróży. Takich ludzi chcemy widzieć w Brukseli przed wyborami. Ale potem dostajemy do ręki arkusz wyborczy i wielu zakreśla krzyżykiem nazwisko kogoś, o kim doskonale wie, że wykształcenie ma bardzo średnie, w języku obcym potrafi najwyżej kupić paczkę Marlboro, lojalny jest wyłącznie wobec kierownictwa swojej partii, a jego moralne kwalifikacje charakteryzują liczne przypadki naginania faktów, wciskania ciemnoty i odwracania kota ogonem.

Odpytywani podczas kampanii o znajomość języków obcych odpowiadają najczęściej, że radzą sobie nieźle, albo że właśnie odświeżają sobie język, lub że akurat kończą intensywny kurs. W praktyce większość kandydatów jedynie „słyszało wiele dobrego” o angielskim, francuskim, czy niemieckim. Fatalnie wypadł sprawdzian znajomości języków obcych przeprowadzony wśród kandydatów do Europarlamentu przez radio RMF.  Spośród kilkunastu regionalnych kandydatów odpytanych przez „Gazetę Lubuską” tylko jeden władał angielskim w stopniu umożliwiającym konwersację. „Gazecie Pomorskiej” udało się znaleźć na swoim terenie raptem dwóch kandydatów władających językiem zachodnim. Nie lepiej było w innych regionach, może poza Warszawą i kilkoma dużymi miastami. Ale kwalifikacje językowe to ani jedyny ani najważniejszy problem polskiej reprezentacji w UE.

Obok ludzi wybitnych, polityków zasłużonych dla Polski i doświadczonych w międzynarodowych relacjach, reprezentować nas będą w Brukseli także funkcjonariusze partyjni, wysłani tam zarówno w nagrodę za dotychczasowe zasługi, jak i wypchnięci na boczny tor, przesunięci z państwowych stanowisk, gdzie narobili szkód, do których wstyd się teraz przyznać.  Oni czują się jak ambasadorzy delegowani do obcego kraju, którzy wobec tamtejszych władz reprezentować muszą nasze polskie interesy, sprzeczne z unijnymi. I niestety – będą się bardziej rzucać w oczy, niż ci, dla których tamtejsze władze są jak najbardziej tutejsze, dla których jest oczywistością, ze rozbudowanie i wzmacnianie wspólnoty europejskiej to jak najbardziej polski interes.

Nasi unijni przyjaciele nie zobaczą jednolitej polskiej reprezentacji gotowej do pracy nad realizacją wspólnych europejskich celów. Nie zobaczą, bo poprzedzać ją będzie chmara harcowników wywijających szabelkami, wykrzykujących niezrozumiałe hasła i zrozumiałe epitety. Są wśród nich ochotnicy – misjonarze, gotowi „rechrystianizować” Europę, czyli zapewne przyklejać trony do ołtarzy, walczyć o dotacje i przywileje dla wyłącznie katolickiego Kościoła i chronić jego hierarchów.  Są detaliści, którzy poszli do Brukseli po proszek do prania, który powinien być taki sam jak u nas, i są pragmatyczni hurtownicy, którzy wiedzą, że unijne dotacje dla Polski kiedyś się skończą, więc póki co trzeba brać, ile się da, albo jeszcze więcej, nawet kosztem innych, biedniejszych krajów, bo to się Polsce po prostu należy.  Żaden z nich nie chce i nie potrafi rozmawiać w sposób cywilizowany i przyjazny, bo ich formacja zmilitaryzowała słownik, umundurowała go i wysłała na wojnę z wrogami zaczajonymi na nas w Brukseli. Chcieliby Unii krytej gontem, podobnej do Polski z ich marzeń: siermiężnej, zapyziałej, zamieszkałej przez lud ciemny, prosty i posłuszny.  Ludzie, którzy nie potrafią żyć swoim życiem, więc żyją cudzym, będą w imieniu Polski formułować tezy rodem z naszego ciemnogrodu. W imię swoich wartości włazić będą do cudzych głów, a w trosce o wypaczoną moralność – do europejskich sypialni i dziecięcych pokoi.

Świat pełen jest ludzi nawiedzonych, zawodowych zbawiaczy, ogarniętych swoją misją lub manią. Wśród europarlamentarzystów wszystkich krajów znaleźć można ludzi o krańcowych poglądach. Ale nie mam wątpliwości, że wśród polskich kandydatów wystąpiła zdecydowana nadreprezentacja politycznej ekstremy. Tej, która pcha się do Unii tylko po to, by ją opluwać i szkalować, a w końcu zdemolować – za unijne pieniądze, rzecz jasna. Wśród polskich kandydatów szczególnie donośnie rozbrzmiewały deklaracje, że oto idziemy do Brukseli po to, by Unię wykiwać, oszukać, wykorzystać, albo przechytrzyć.

Powyższe refleksje naszły mnie podczas głębokiej ciszy wyborczej, gdzie w ukryciu pisałem niniejszy felieton. Nie sugeruję w nim, kto wygra wybory, bo nie mam miliona na grzywnę. Nie optuję za żadnym ugrupowaniem ani nie wymieniam nazwy żadnej partii, bo nie mam nawet 5 tysięcy na zbyciu.  To tylko, zgodna z intencją ustawodawcy, niczym niezmącona refleksja nad właściwym wyborem najlepszych kandydatów. Dopowiedziałbym tylko, że Europejczykiem nie jest się dlatego, że się mieszka w Europie, ani dlatego, że ma się konto w euro. Europejczykiem jest się dlatego, że chce się nim być. Ja na przykład chcę.