Tag Archives: Paweł Kowal

Symptomy autorytaryzmu

4 Maj

Andrzej Duda miał ogłosić dzisiaj dymisję z urzędu prezydenta, bo Jarosław Kaczyński wymyślił jakiś „genialny plan” („plana” – jak mówi jego mentalny pobratymiec, Ferdynand Kiepski).

Rozesłane po mediach zostały wici, a niektórzy dziennikarze już srali pod siebie. Co to będzie? Co to będzie? „Gówno będzie” – chciałoby się odpowiedzieć.

Tak zasranej formacji po 89 oku nie mieliśmy u władzy. Niestety, szambo to leci na nas i Polskę, obyśmy nie obudziliśmy się w gównie utraty niepodległości.

Przygotowania do niekonstytucyjnych wyborów prezydenckich przebiegają wg przestępczego scenariusza. Ale tym Corleone Kaczyński się nie przejmuje.

To nie wy zbojkotujecie cokolwiek, to władza bojkotuje Konstytucję. Nasza wierność Konstytucji polega więc właśnie na tym, że nie możemy wziąć udziału w czymś, co trudno uznać nie tylko za demokratyczne wybory, lecz w ogóle za wybory – pisze Jerzy Zajadło, filozof prawa.

W normalnych warunkach ustawa zasadnicza oczekuje ode mnie, że spełnię swój obywatelski obowiązek udziału w demokratycznym akcie wyborczym. Ale warunki nie są normalne i w związku z tym nasza Konstytucja oczekuje od nas czegoś dokładnie przeciwnego – nie wolno nam swoim udziałem legitymizować pozoru demokracji, ponieważ podważymy w ten sposób całą konstytucyjną aksjologię.

Więcej prof. Jerzego Zajadły >>>

Więcej >>>

W obozie władzy poważnie rozważana jest dymisja prezydenta — potwierdził Onet w trzech niezależnych źródłach. Gdyby Andrzej Duda dobrowolnie zrzekł się stanowiska, to PiS mogłoby na nowo rozpisać wybory prezydenckie w dowolnym terminie do połowy lipca. I uciszyć zarzuty o naruszanie prawa podczas organizacji głosowania.

Więcej o dymisji Dudy >>>

 

Pewnie jest tak, że Jacek Sasin jeszcze tego nie wie, ale Jarosław  Kaczyński ma opracowane warianty działania i wie, że wyborów nie uda się przeprowadzić 10 maja – mówi dr hab. Paweł Kowal, politolog, poseł Koalicji Obywatelskiej. – Sądzę, że mamy do czynienia z państwem autorytarnym o niskiej intensywności. Na skali od 1-10 powiedzmy 2, ale nie da się uciec przed poważną dyskusją o tym, co się dzieje, bo mamy poważne, „słownikowe” symptomy autorytaryzmu. Trzeba też podkreślić, że jest to pewien proces – dodaje.

Wywiad z Pawłem Kowalem >>>

Różnice w poglądach i emocjach Polaków wobec UE są wyraźne. Przebiegają wzdłuż głównego podziału politycznego między zwolennikami PiS (zwłaszcza jego najtwardszym elektoratem) a wyborcami partii opozycyjnych (poza Konfederacją). Co więcej, dzielą silniej niż wiele innych poglądów, np. na gospodarkę czy priorytety państwa – wynika z sondażu na zlecenie ECFR.

Analiza sondażu na temat sympatii Polaków do UE >>>

Zdumiewa i zawstydza, że przedstawiciel rządu, człowiek gruntownie wykształcony z niegdyś ciekawym dorobkiem naukowym, podpisał ten bałamutny, rozgadany, fatalnie napisany tekst i opublikował jako ogłoszenie płatne w gazecie amerykańskiego biznesu. W dodatku zapłacił za to z publicznych pieniędzy.

O Glińskim robiącym „światową” karierę >>>

Mało kto wybiega dziś wyobraźnią poza datę wyborów. Tymczasem pytanie, w jakiej kondycji będzie Polska po zakończeniu epidemii, wydaje się ważniejsze nawet od tego, kto będzie naszym prezydentem.

Rządzący usiłują nas zapewnić, że recesja nie przekroczy 3 proc., ale wierzą w to jedynie najwierniejsi widzowie TVPiS. Międzynarodowy Fundusz Walutowy przewiduje globalną zapaść głębszą niż podczas kryzysu finansowego 2008-2009. Największa gospodarka narodowa świata – USA skurczyć się ma w 2020 r. o 5,9 procent, gospodarka eurostrefy o 7,5 procent, a we Włoszech i w Hiszpanii przewidywany jest spadek PKB o prawie 10 procent. Wobec wyczyszczonej do dna państwowej kasy, pomijając nawet skutki suszy, szanowani ekonomiści prognozują w Polsce recesję jeszcze większą niż w Europie. Przed nami skokowe wzrosty cen,  galopująca inflacja i ponad dziesięcioprocentowe bezrobocie. Mówiąc wprost, czeka nas załamanie gospodarcze, którego nie zatrzyma żadna tarcza Morawieckiego. Wie o tym Kaczyński, wie premier i wie rezydent Belwederu, któremu niedawno wypsnęło się wezwanie, by Polacy nie brali 500 zł na dziecko, bo budżet świeci pustkami i „ojczyzna nasza znalazła się nad przepaścią”. Nie przeszkodziło mu to potem, w swoim historycznym przemówieniu (historycznym, bo dłuższym nawet od pamiętnego wystąpienia Gomułki w 1956 roku), obiecać Polakom kolejne prezenty, zapewniając równocześnie, że pod jego kierownictwem „straty epidemiczne” odrobimy w trzy miesiące…

Cały felieton Andrzeja Karmińskiego >>>

Jędraszewski i Kaczyński idą drogą fanatycznych imamów

7 Paźdź

Na Marszu Równości w Lublinie tydzień temu zatrzymano małżeństwo z domowej roboty ładunkiem wybuchowym. Miał zostać użyty przeciwko uczestnikom manifestacji. Czyżby głoszenie z ambon o „tęczowej zarazie” wywołało efekt „samotnych wilków” prowadzących prywatny dżihad po tym, czego nasłuchali się od radykalnych imamów w meczetach Londynu czy Paryża?

„Przyzwolenie na język pogardy stwarza zagrożenie dla bezpieczeństwa”

RPO Adam Bodnar czuje rosnące zagrożenie homofobicznym terroryzmem. Zaraz po zatrzymaniu małżeństwa z Lublina wydał oświadczenie „STOP homofobicznej i transfobicznej przemocy!”:

„Wzywam do zaprzestania działań, które prowadzą do realnego zagrożenia osób LGBT. (…) Nie możemy nadal tolerować wykluczania ze wspólnoty tworzonej przez wszystkich mieszkańców naszego kraju całej grupy społecznej. Pamiętajmy też, że nieprzekraczalną granicą wolności słowa jest godność drugiego człowieka. (…)

Z wielkim niepokojem obserwuję narastanie uprzedzeń, nienawiści, a także słownej i fizycznej agresji wobec osób LGBT. Moje obawy i stanowczy sprzeciw tym bardziej wzbudza fakt, że te niebezpieczne napięcia społeczne nie tylko nie są postrzegane jako wymagające reakcji i eliminacji zagrożenia, ale zdają się być podsycane i potęgowane w toku debaty publicznej – w tym również przez osoby pełniące wysokie funkcje publiczne.

(…) Przyzwolenie na język pogardy i wykluczenia zawsze stwarza zagrożenie dla bezpieczeństwa i fundamentalnych praw człowieka. Prowadzi do eskalacji nienawiści, agresji fizycznej i społecznej zgody na zachowania bezsprzecznie nieakceptowalne i przekraczające przyjęte normy”.

Adam Bodnar przypomina zamieszki wywołane przez katolickich nacjonalistów w Białymstoku:

„Niestety, wydarzenia związane z II Marszem Równości w Lublinie pokazały, że zagrożenie dla bezpieczeństwa i podstawowych praw człowieka wzrasta, zamiast maleć. Zabezpieczone przez policję ładunki wybuchowe mogły bowiem pozbawić życia lub zdrowia osoby uczestniczące w zgromadzeniu. Zdarzenie to powinno skłonić nas wszystkich do głębokiej refleksji i pozytywnej reakcji”.

RPO dziękuje policji za udaremnienie zamachu i ochronę uczestników marszu. I trzeba przyznać, że po doświadczeniach z Białegostoku policja wywiązuje się ze swoich obowiązków wzorowo.

Adam Bodnar swoje oświadczenie sformułował w sposób wyważony, językiem praw człowieka i dialogu. Tak jak powinien, bo jest rzecznikiem praw wszystkich, także tych wsłuchanych w słowa abp. Jędrzejewskiego i Jarosława Kaczyńskiego. I rolę bycia rzecznikiem wszystkich obywateli traktuje poważnie.

Idą drogą radykalnych imamów

Ale niepokojąca analogia z dżihadem samotnych wilków sama się nasuwa. Do tej pory mieliśmy pojedyncze akty agresji: wyzwiska i ataki fizyczne na osoby rozpoznawalne, jak Robert Biedroń, na dwóch mężczyzn trzymających się za ręce, dewastacje pomieszczeń Kampanii Przeciw Homofobii czy Lambdy, hejt i groźby karalne (zgwałcenia, zamordowania) wobec poszczególnych działaczy ruchu LGBT.

Teraz mamy typowy zamach terrorystyczny przeciwko nieokreślonej liczbie przypadkowych osób. Na szczęście udaremniony, ale następny może się powieść. Osoby nieheteroseksualne nie tylko są ustawiane w roli wrogów narodu, rodziny i wiary. Są też odczłowieczane – by przypomnieć pomysł ks. Tomasza Kancelarczyka „odkażania” miejsc, po których miał przejść Marsz Równości w Szczecinie. Wtedy Kościół zorientował się, że taka dehumanizacja to krok za daleko i nakazał księdzu wycofać się z akcji. Odbyło się jednak „sprzątanie” po marszu polegające na szorowaniu chodnika.

Czy abp Jędraszewski i Kościół katolicki w Polsce, czy Jarosław Kaczyński i jego partia zdają sobie sprawę, że idą drogą radykalnych imamów?

Prokuratura w Londynie czy Paryżu stawia takim imamom zarzuty. Sprawy trafiają przed sąd i niektórzy imamowie mają zakaz publicznych wystąpień. W Polsce prokuratura jest pod kontrolą partii rządzącej. A hierarchowie Kościoła utworzyli coś w rodzaju partii sojuszniczej. Telewizja rządowa zaś ma, w dużym stopniu, monopol informacyjny.

Nie ma więc mechanizmów powściągających. W tej sytuacji przywódcy Kościoła i partii powinni – w imię odpowiedzialności – zastosować autokontrolę, bo ich przekaz ma nieporównanie większą siłę rażenia niż radykalnych imamów w Londynie czy Paryżu.

Małgorzata Kidawa-Błońska – miodzio. Czytaj tutaj >>>

„Dzisiaj jest czas, żeby złożyć hołd polskim nauczycielom, polskim przedsiębiorcom, polskim lekarzom” – mówił Paweł Kowal podczas konwencji Koalicji Obywatelskiej. Małgorzata Kidawa-Błońska obiecała, że połowę tek w swoim rządzie odda kobietom, a Katarzyna Lubnauer, że KO zakręci kurek dla Rydzyka

Pod sam koniec kampanii parlamentarnej Koalicja Obywatelska popełniła być może największy błąd: pozwoliła Lechowi Wałęsie wygłosić przemówienie. Ponieważ były prezydent mówi co chce, można zakładać, że jego treść nie była uzgodniona z organizatorami. A mówił rzeczy, od których odcięli się nawet kandydaci KO. Przede wszystkim nazwał pochowanego z państwowymi honorami w sobotę Kornela Morawieckiego zdrajcą, co w niedzielę stało się głównym tematem w wielu mediach.

Dzień wcześniej inny były prezydent, Aleksander Kwaśniewski, był gościem Lewicy. Pisaliśmy o tym w tekście „Ole, Olek!”: Kwaśniewski mobilizuje elektorat Lewicy i wzywa, by przewietrzyć Polskę.

Wybraliśmy najciekawsze naszym zdaniem momenty z konwencji Koalicji Obywatelskiej. O tym, co powiedział Lech Wałęsa, przeczytacie na samym końcu.

1. „Więcej kobiet w rządzie”. Kidawa-Błońska i Nowacka

„Rząd przełomowy pod względem liczby resortów, jakie obejmą kobiety”, czyli połowę – obiecała Małgorzata Kidawa-Błońska. Podkreślała, że to Polki i Polacy obiecują większej liczby kobiet u władzy, a KO odpowiada na te oczekiwania, bo ma w swoich szeregach kompetentne kandydatki. Kobiety są przygotowane i umieją powściągnąć swoje ego – zapewniała kandydatka KO na premiera.

Koalicja, która ma wysokie poparcie wśród kobiet (zwłaszcza wśród tych przed czterdziestką – 38 proc.), walczy dziś o to, by poszły one zagłosować.

O kobietach było na konwencji bardzo dużo. Do kobiet zwracały się i Katarzyna Lubnauer: „Kobiety, dziewczyny, siostry, idziemy na wybory!”, i Barbara Nowacka: „Wierzymy w kobiety, w ich siłę i mądrość, bo Koalicja jest kobietą, bo Polska jest kobietą, bo Małgorzata Kidawa-Błońska jest kobietą”

Postulat, by połowę składu rządu stanowiły kobiety, nie wyróżnia KO – pisze o tym w swoim programie również Lewica. Ale nie uczyniła z tej obietnicy pierwszoplanowego postulatu, a wystawiając na front mężczyzn (Biedronia Czarzastego, Zandberga), naraża się na łatwe ataki i zarzuty o hipokryzję. W niedzielę wykorzystała to Barbara Nowacka, ironizując: „Nie da Wam tego trzech tenorów, którzy obiecają, a potem zostanie Ogórek”.

2. „Zakręcimy kurek dla Rydzyka”. Bon moty Katarzyny Lubanuer

Katarzyna Lubnauer zapowiedziała „Dość kreatywnej księgowości” i obiecała, że państwo nie będzie już dotować Tadeusza Rydzyka. Obietnica znalazła się punkcie „F jak forsa”,  przemówienie Lubnauer było bowiem zbudowane wokół kolejnych liter alfabetu.

Było bardzo żywe, momentami zabawne i zawierało najwięcej bon motów:

„Listy wyborcze PiS przypominają drzewa genealogiczne”.

„Polska to nie może być interes w stylu hoteliku na rodziny”.

Lubnauer po raz kolejny obiecała przywrócenie handlu w niedziele, ale zarazem zagwarantowanie dwóch wolnych niedziel dla pracowników.

3. „Złowrogie hasło nowej elity”. Mocny występ Pawła Kowala

Paweł Kowal, kiedyś związany z PiS, a dziś jedynka KO w Krakowie, wygłosił poruszające przemówienie, w którym odnosił się do zapowiedzi Jarosława Kaczyńskiego, że powstanie „nowa, inna elita ekonomiczna„.

„Zastanówmy się, do kogo to było powiedziane? Do przedsiębiorców, do firm rodzinnych, do tych, którzy w wielkim trudzie 30 lat – a czasem więcej – wolnej Polski tworzyli 40 procent polskiego PKB. Do tych, którzy zatrudniają połowę polskich pracowników. Do tych, którzy sprzedawali w tych słynnych szczękach, stali przed łóżkami polowymi, marzli i liczyli na lepszą Polskę. I wyśnili tę Polskę. A dzisiaj słyszą, że będą wymienieni, że to nie jest już ich Polska.

Zastanówcie się państwo wszyscy: tu nie chodzi o interes przedsiębiorców, tu chodzi o tych, którzy dzięki nim mają pracę.

Hasło nowej elity to jest złowrogie hasło dla polskich nauczycieli. Widzieliśmy w ostatnich latach nagonki na polskich nauczycieli. Niech sobie każdy dzisiaj przypomni swoją najlepszą nauczycielkę, swojego najlepszego nauczyciela. Dzisiaj jest czas, żeby złożyć hołd polskim nauczycielom, polskim przedsiębiorcom, polskim lekarzom.

(…) Dzięki pracy tych ludzi można dziś dzielić 500 plus. Dlatego dziś zaczynamy od głębokiego pokłonu wobec tych ludzi, ludzi pracy (…)

My jesteśmy po stronie sprawiedliwości, a oni są po stronie władzy partii. My tworzymy szanse dla wszystkich, dla tych, którzy chcą się wykształcić, chcą pracować, chcą wstawać godzinę wcześniej. Chcą stać za barem i nalewać piwo, chcą tworzyć nowe miejsca pracy. A oni mówią: elitą będziesz, jeśli będziesz popierać naszą partię.

My mówimy tym, którzy pracowali: dziękujemy.
A oni mówią: my cię zweryfikujemy”.

4. „Idziemy na rekord w dużych miastach”

Konwencję otworzyli i zamknęli samorządowcy.

„Tak jak w boksie najważniejsza jest ostatnia runda. Dajcie z siebie wszystko. Patrzy na nas cała Europa, cała Europa patrzy na was” – zagrzewał działaczki i działaczy Jacek Jaśkowiak, prezydent Poznania.

„Pełna mobilizacja!” – ogłosił Rafał Trzaskowski.

To właśnie prezydent Warszawy zapowiedział bicie rekordu frekwencji. Przypomnijmy, że w wyborach samorządowych w Warszawie frekwencja wyniosła 66,59 proc., a w Poznaniu 57,19 proc. (w całym kraju: 48,83 proc.)

5. „Dziękujemy”.

Tym, którzy udostępniają swoje płoty i balkony na banery Koalicji Obywatelskiej, podziękowała Małgorzata Tracz, współprzewodnicząca Zielonych. „Jesteście zmianą” – mówiła. To ważne słowa, bo osoby angażujące się w kampanię opozycji, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach, muszą się liczyć z tym, że plakaty będą zrywane. Nierzadko takie osoby są narażone na akty agresji. Takie sygnały docierają też do redakcji OKO.press.

O wolontariuszach wspomniał też Paweł Kowal: „To jest najważniejsze zadanie tych, którzy dzisiaj na placach polskich miast rozdają ulotki, niosą ludziom pokrzepienie.

To jest nasze najważniejsze zadanie: zanieść ludziom nadzieję. Powiedzieć: Polska naprawdę może być lepsza, to nie jest puste hasło”.

Podczas konwencji pojawił się też Rafał Lipski, kandydat KO wyrzucony w sobotę ze studia TVP. Zarzucił prowadzącym, Magdalenie Ogórek i Jackowi Łęskiemu, że szczują na osoby LGBT. Ogórek najpierw powiedziała: „Jest pan bezczelny”, potem zaczęła krzyczeć: „‚Moment, teraz ja mówię człowieku!”. W końcu Jacek Łęski wyprosił Lipskiego ze studia. „Takie osoby mają prawo być szanowane i wysłuchane w mediach publicznych” – mówiła Barbara Nowacka o Lipskim. O TVP wspomniał też Paweł Kowal: „Patrzcie w swoje sumienia, myślcie o Polsce, nie czytajcie tych pasków”.

Co powiedział Lech Wałęsa

  • Kornelu Morawieckim: „Co oni z niego robią? Bohatera! A on w środku – stan wojenny, atakują nas ze wszystkich stron – a on kozak zakłada Solidarność Walczącą. Co to było? Zdrada proszę panów. Zdrajca. Taka jest prawda. Wybaczamy mu to”.
  • fałszerstwach wyborczych: „Nie wierzcie, że oni oddadzą wam władzę. Jak oni zamach robili. Pytanie, w jaki sposób oni was oszukają i nie dadzą wam zwycięstwa, mimo że wygracie. Mam informację, że oni w internecie was przekręcą. Że w wyborach do PE już was przekręcili”.
  • błędach Koalicji Obywatelskiej: „daliście się wciągnąć na pola niewygodne. Na aborcję, na konkordat. Specjalnie was na to wciągnęli. Nie tak się zwycięża. To się załatwia w inny sposób, nie w wyborczy”.

Program Koalicji Obywatelskiej >>>

Podczas warszawskiej konwencji Koalicji Obywatelskiej kandydatka na premiera, Małgorzata Kidawa-Błońska, wystąpiła z bardzo mocnym przemówieniem.

Liderka KO powiedziała m.in., że rząd PiS jest niczym Tytanic, który tonie, choć wciąż jeszcze gra na nim orkiestra. W wystąpieniu nie zabrakło odwołań do głośnych afer. „Jeśli ktoś urządza dom schadzek, okłamuje urząd podatkowy i zadaje się z gangsterami, to w swych mętnych tłumaczeniach niech nie odwołuje się do Armii Krajowej, bo to niegodne, obrzydliwe i ludziom pęka serce!” – słowa Kidawy-Błońskiej o aferze prezesa NIK spotkały się z ogromnym aplauzem.

Podobnie zresztą, jak krytyka ministra sprawiedliwości: „jeśli prokurator generalny nadzoruje postępowanie wobec samego siebie, to polityka nie może tego usprawiedliwić. To też jest niegodne.”

Wicemarszałek Sejmu obiecała, że rząd KO będzie oparty na równym podziale resortów pomiędzy kobiety i mężczyzn, a do poprawy sytuacji życiowej będzie dążyć pracą a nie samymi dekretami.

Bez względu na region, zarobki, poglądy, ludzie w kraju mają podobne obawy i troski. Nam, w Polsce, potrzebny jest polityczny detoks. Dlatego tu jestem. Mamy dość politycznej masakry. Wszyscy zasługujemy na dobre państwo” – mówiła do zebranych w Warszawie Małgorzata Kidawa-Błońska.

Kontynuacja, którą PiS grozi w swoim programie, oznaczać może ostateczną likwidację konstytucyjnego trójpodziału władzy

Program PiS ma 232 strony. Ponad 90% tego tekstu to propagandowe opowiastki o niebotycznych osiągnięciach partii Kaczyńskiego, która podniosła Polskę z kolan, dźwignęła kraj z marazmu gospodarczego i ratuje nas przed moralną degrengoladą. Jeśli na cokolwiek warto tu zwrócić uwagę, to na wyjątkowo bezczelne nicowanie rzeczywistości i przypisywanie oponentom swoich własnych ułomności. Bo okazuje się, że to rządy PO-PSL zniszczyły dobre obyczaje parlamentarne, które PiS stara się pieczołowicie chronić. Poprzednia władza zawłaszczyła też media publiczne, ograniczała wolność słowa, manipulowała propagandą, szczuła na politycznych przeciwników i była siedliskiem wszelakich afer, które przy uczciwej obecnej władzy zdarzyć by się nie mogły, bo obecnie wszelkie naruszenia prawa (ludzie są ułomni) tępione są w zarodku.

W powodzi półprawd i zwykłych kłamstw trafiają się sformułowania prawdziwe – jak choćby takie, że podczas rządów PiS dobór kadr na kluczowe stanowiska „zyskał nowy standard”. Rzeczywiście – takich standardów polityki personalnej nigdy dotąd w Polsce nie było. Nawet za komuny, która utworzyła tzw. „nomenklaturę” obsadzającą towarzyszami wszystkie ważne stanowiska w gospodarce i administracji, nie było tylu bezczelnych cyników, pazernych kombinatorów i niedouczonych amatorów jak obecnie.

Jedynie 12 stron programu PiS nie zawiera propagandowego bełkotu. W części jest to jakby mapa drogowa powrotu do planowej gospodarki PRL. Projektowany jest więc rozwój przemysłu ciężkiego, inwestycje w zakłady zbrojeniowe, repolonizacja (czyli po raz kolejny nacjonalizacja) banków, reindustrializacja przemysłowa i wsparcie dla wybranych terenów kraju – tym razem nie Górnego Śląska jak w epoce Gierka, ale jednak rejonów, gdzie partia rządząca cieszy się największym poparciem.   Dalszą część fragmentu, zawierającego rzeczywiste tezy programowe PiS, nazwać można listą przyczajonych zagrożeń demokracji. Te niebezpieczeństwa trafnie zidentyfikował prof. Wojciech Sadurski, publikując w Wyborczej swoje „Ostatnie poważne ostrzeżenie przed wyborami parlamentarnymi”.

Pomysły partii Kaczyńskiego nie są groźbami wprost i na pierwszy rzut oka miewają nawet pozory sensu. Od dawna mówiło się na przykład o ograniczeniu immunitetu posłów i senatorów, którzy czasem łamią przepisy drogowe, wszczynają awantury, stosują przemoc domową i nie ponoszą za to konsekwencji, bo koledzy mają sejmową większość i nie pozwolą odebrać swojakowi przywileju nietykalności. Program PiS przewiduje teraz, że o odebranie immunitetu występował będzie prokurator generalny. A zatem to Zbigniew Ziobro oceni, czy np. w wystąpieniu Michała Szczerby („panie marszałku kochany”) lub śledczego posła Krzysztofa Brejzy zawarte było coś karygodnego, jakieś – powiedzmy – pomówienie. Kiedy minister wytypuje już odpowiedni paragraf, wystąpi z wnioskiem do Sejmu, gdzie większość stanowią ludzie alergicznie reagujący na obu wymienionych parlamentarzystów. Po przewidywalnym głosowaniu przeciwnik polityczny stanie bezbronny przed obliczem prokuratora, wyznaczonego przez prominentnego polityka partii rządzącej i przypadkowo prokuratora generalnego. Prokurator uszczęśliwiony zadaniem zleconym mu w zaufaniu przez głównego szefa, podejmie właściwą decyzję. Ściganych przez Ziobrę opozycjonistów może uniewinnić sąd, ale droga na salę rozpraw może być tak długa, że i do końca kadencji niewygodny parlamentarzysta chodzić będzie z etykietką OSKARŻONY.

Podobny bat kręcony jest na nieposłusznych sędziów i prokuratorów, których zakres ochrony prawnej również budził dotychczas pewne wątpliwości. Na oko zmiana nie wygląda groźnie: prokurator generalny kieruje wniosek o pozbawienie immunitetu do Sądu Najwyższego i ostateczną decyzję o ewentualnym odebraniu przywileju podejmą sędziowie. Haczyk jest w tym, że wniosek prokuratora Ziobry, oskarżającego np. znienawidzonego przez funkcjonariuszy „dobrej zmiany” sędziego Tuleję, nie trafi pod obrady „plenarne” Sądu Najwyższego, ale do Izby Dyscyplinarnej SN, gdzie sprawy nie rozpatrzą niezależni sędziowie, ale prokuratorzy i ministerialni prawnicy, którymi wiceprezes PiS Zbigniew Ziobro obsadził ten nowy niekonstytucyjny organ.

Przeszkodą w zagarnięciu pełni władzy są wolne media – w większości spółki z kapitałem zagranicznym. Nie udało się ich „zrepolonizować”, bo nawet sojusznik zza oceanu stanął sztorcem przeciw przejęciu amerykańskich firm przez partię rządzącą w Polsce. Kaczyński wymyślił więc inny sposób na okiełznanie dziennikarzy. W programie sformułował to niewinnie: dla podkreślenia rangi i specyficznej misji zawodu dziennikarze powinni się stowarzyszyć w nowej organizacji, która dbałaby o status profesji i rzetelność publikacji. Ot, taka samoregulacja poprzez dziennikarski samorząd. Tyle tylko, że jeśli wczytać się w treść projektu, to okazuje się, że wcale nie chodzi o to, by ów samorząd wprowadził jakieś tam regulacje wymyślone przez dziennikarzy. Regulacje mają być TAKIE, które wykluczą stosowanie art. 212 KK przewidujący karanie za pomówienie. Wyraźnie zapisano: regulacje nowego samorządu muszą być takie właśnie, a zadaniem nowej korporacji MUSI być zwalczanie pomówień, a w praktyce tego, co władza za pomówienie uważa. Oczywiście przynależność do tej rządowej korporacji będzie dobrowolna, ale wyobrazić można sobie sto sposobów, by dziennikarzom nie opłacała się nieobecność w szeregach stowarzyszenia.

Prof. Sadurski, a także inni obserwatorzy życia politycznego zaniepokojeni są szczególnie enigmatycznym sformułowaniem z programu PiS, że „dokończona zostanie reforma sądownictwa”. Bo jest się czego bać. Wystarczy uświadomić sobie dotychczasowe skutki owej pożal się Boże reformy, która miała na celu skrócenie procedur, sprawniejsze zarządzanie i transparentne, bardziej sprawiedliwe orzecznictwo. Po czterech latach wdrażania szalonego projektu skutek jest odwrotny: procedury i procesy trwają znacznie dłużej , nowi prezesi bez doświadczenia i kwalifikacji mnożą bezsensowne decyzje konfliktując się z sędziami, a obywatele obawiają się, że wyroki zależą od tego, czy sądzi „normalny” sędzia, czy funkcyjny nominat ministra. Prawdziwym celem nibyreformy okazało się podporządkowanie sądów woli partii rządzącej, na wzór wcześniej przejętej przez PiS prokuratury. Kontynuacja, którą PiS grozi w swoim programie, oznaczać więc może jedynie przejęcie przez rządzących pełnego nadzoru nad wymiarem sprawiedliwości, dokończenie procesu obsadzenia „swoimi” wszystkich stanowisk w wymiarze sprawiedliwości i ostateczną likwidację konstytucyjnego trójpodziału władzy.

Groźba kontynuacji pseudoreform ustrojowych jest moim zdaniem największym zagrożeniem dla Polski. Kaczyński nie jest człowiekiem niepoczytalnym ani ostatnim durniem, już wie, jak reaguje Unia na osłabianie praworządności, i musi przewidywać, co czeka Polskę, jeśli nie zawróci z drogi wiodącej od demokracji do dyktatury. Jeśli mimo to w ogłoszonym publicznie programie otwarcie planuje kontynuację demolki państwa prawa, to znaczy, że już się zdecydował pójść z Unią na zderzenie czołowe. Choćby teraz sto razy deklarował swoje najgłębsze przywiązanie do członkostwa w UE, choćby na spotkania w terenie jeździł spowity szczelnie w błękitną gwiaździsta flagę, to mało kto uwierzy, że nie planuje wyprowadzenia Polski z zachodniej wspólnoty cywilizowanych krajów europejskich – gdzieś na wschód, bliżej Azji. Między Rosję, której Kaczyński jakoś się nie czepia i nie żąda od niej reparacji, a Białoruś, gdzie chętnie jeździli funkcjonariusze PiS i wracali z przeświadczeniem, że tym ciekawym krajem rządzi „miły, ciepły człowiek”.

Syn Kuchcińskiego, Zero Morawiecki i łapy Kremla

7 Sier

Polityk PSL podzielił się tymi informacjami w programie Poranek Radia TOK FM. „Jeżeli dzisiaj dyskutujemy o demoralizacji marszałka Kuchcińskiego, to może warto by było zapytać, gdzie mieszka pracujący syn marszałka. Czy w mieszkaniu sejmowym, które marszałek Kuchciński ma ze środków sejmowych, nie zamieszkuje cała jego rodzina? Zapytajcie państwo, czy przypadkiem w mieszkaniu służbowym Kuchcińskiego nie mieszka cała jego rodzina. Jeśli osoba pracująca, korzysta z mieszkania, które należy do posła, to jest kolejne nadużycie władzy” – stwierdził poseł.

Doniesienia Sawickiego wywołały spore zamieszanie na Twitterze. Większość internautów jest po prostu oburzona postawą Kuchcińskiego. „Panie Krzysztofie Brejza czy można sprawdzić kto mieszka w służbowym mieszkaniu, marszałka Kuchcińskiego? Jak podaje Radio TOK FM podobno lokal na nasz koszt zamieszkuje syn marszałka z rodziną. Czy ich też podatnik ma utrzymywać” – zapytała jedna z użytkowniczek serwisu.

To nie koniec szokujących doniesień. Jak się okazuje, „afera samolotowa” marszałka jeszcze się nie zakończyła. Do nowych informacji w tej sprawie dotarli dziennikarze „Faktu” i RMF FM. W drogich wyprawach Kuchcińskiemu towarzyszyć mieli prominentni politycy partii rządzącej, w tym Stanisław Piotrowicz, Krystyna Wróblewska, Bogdan Rzońca i Zdzisław Krasnodębski. W podniebnych podróżach uczestniczyły również małżonki Krasnodębskiego i Piotrowicza.

Wspólne loty Kuchcińskiego i Wróblewskiej były już wcześniej opisywane w mediach. Wszystko za sprawą głównej zainteresowanej, która opublikowała w social mediach zdjęcia z pokładu samolotu. Na fotografiach widoczny był także poseł Piotrowicz.

Także te informacje nie przyniosły PiS-owi pochlebnych wypowiedzi. „Loty marszałka zamieniają się w loty rodzinne PiS. – Kuchciński z żoną – Piotrowicz z żoną – Krasnodębski z żoną Oraz Krystyna Wróblewska i Bogdan Rzońca. Zapamiętajcie te nazwiska. Codziennie pracujemy, płacimy podatki żeby oni mogli się bawić. Praca, pokora, umiar” – tymi słowami jedna z internautek skomentowała wyczyny polityków „dobrej zmiany”.

O lotach Kuchcińskiego – jak podaje Wirtualna Polska – wiedziano już dwa lata temu, kiedy o sprawie poinformowano kierownictwo Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Formacja jednak zignorowała doniesienia i nie zajęła się sprawą.

Od czasu, gdy premier Morawiecki został jedynką na liście kandydatów do Sejmu w Katowicach, częściej można go spotkać na Śląsku niż gdziekolwiek indziej. Wystarczy zajrzeć w jego grafik, a widać wzmożoną aktywność Morawieckiego właśnie w jego okręgu wyborczym. Stadion Górnika Zabrze, wizyta w Tychach, Jasna Góra, spotkanie z policjantami w Katowicach i harcerzami w Mysłowicach. Truskolasy, gdzie obiecał zbudować boisko, Gliwice i obietnica budowy czołgów, otwarcie autostrady A1, centrum medyczne w Zabrzu, rodzinny piknik w Bojszowach, Tour de Pologne w Katowicach.

Przyglądając się licznym podróżom premiera, zastanawiam się nad źródłem ich finansowania. Trudno nie zadać sobie pytanie, czy te wizyty są związane z obowiązkami premiera czy też to już jego kampania wyborcza.

A jeśli kampania to kto za to płaci? Borys Budka jest przekonany, że „ta niebywała aktywność na Śląsku premiera Morawieckiego to de facto kampania wyborcza i to robiona za środki publiczne”, a jeśli tak, to jest to chyba dość nieuczciwe, bo w tym przypadku całość kosztów powinna pokrywać partia, z której listy premier startuje do Sejmu. Niestety, nie można uzyskać odpowiedzi na te pytanie, bo Morawiecki nie odpowiada na pytania dziennikarzy i, jak to zwykle bywa w czasach rządów PiS, po prostu milczy.

A ja zastanawiam się jeszcze nad jednym. Jak udaje mu się połączyć obowiązki szefa rządu z aktywnością kandydata do Sejmu.  Czy to kandydowanie nie odbywa się kosztem pracy wynikającej z pełnionej funkcji?

Przyznam się, że podobne wątpliwości miałam i w odniesieniu do pani Ewy Kopacz, gdy była premierem i jednocześnie kandydatem do Sejmu, więc to nie jest tak, że się czepiam.

Po prostu chciałbym wiedzieć, kto płaci za podróże Morawieckiego i jak one się mają do jego pracy jako premiera.

Niecodziennym zainteresowaniem cieszy się jedna z najnowszych depesz Associated Press sugerująca, że w obaleniu rządu PO-PSL w 2015 roku „maczali” palce Rosjanie. Informację opublikowały już czołowe amerykańskie dzienniki: „The New York Times” i Washington Post„, odwołując się do książki dziennikarza „Polityki” Grzegorza Rzeczkowskiego.

Autor opisał jak dalece w aferę podsłuchową w latach 2014-2015 zamieszane były polskie służby. Nagrania miały według tych informacji zostać wykorzystane do zdobycia władzy przez PiS.

To zbiegało się z planami Rosji, dla której ówcześnie rządzący byli przeszkodą w sprawach eksportu surowców i realizacji polityki zagranicznej więc ochoczo wykorzystano okazję. Agencja dopuszcza, że mogło to być rosyjskim testem dla kampanii w 2016 roku, w wyniku której Donald Trump został prezydentem USA.

Na dowód, AP powołuje się na słowa Donalda Tuska z 2014 r. „Nie wiem, jakim alfabetem został napisany ten scenariusz, ale wiem dokładnie, kto mógłby być beneficjentem” – ocenił były polski premier w Sejmie tonem sugerującym rosyjski spisek.

W tym kontekście agencja napisała też o aresztowaniu Falenty i jego staraniach o ułaskawienie. W listach do Kaczyńskiego, Dudy i Morawieckiego, odgrażał się on, iż ujawni nazwiska członków rządu PiS, którzy stali za jego rekrutacją.
Aresztowany twierdził, że o podsłuchach w restauracjach wiedzieli politycy PiS, a grupa osób powiązana z prawicą zachęcała do ich kontynuowania, by doprowadzić do upadku rządu PO-PSL.

W listach do prezydenta, premiera i prezesa PiS biznesmen ujawnił szczegóły spotkań. Na razie bez oczekiwanego skutku.

Kończy się druga dekada XXI wieku, a my jesteśmy na etapie „państwa dziadowskiego”! Moralno – etyczna zgnilizna władzy zaczęła rozprzestrzeniać się również na obywateli, którzy zaczynają wsiąkać w bagno owego dziadostwa. Podajmy tu, jako dobry przykład, zdeptanie demokracji i państwa prawa, rozpadającą się armię, ale również niezdolność do przeprowadzenia reformy służby zdrowia, finansów, oświaty, szkolnictwa wyższego i deprecjację wszystkich niemalże uniwersalnych wartości. Podobne przykłady można byłoby mnożyć! Wszystko to nabrało tempa po wygranych przez PiS wyborach z 2015 r. Nie to jest jednak myślą przewodnią tych rozważań! Jest nią kwestia niszczenia morale oraz silnej do niedawna patriotycznej świadomości narodu polskiego. Postępując już od niemal czterech lat haniebnie, pisowska władza dała społeczeństwu przyzwolenie na to, by zatraciło wartości charakteryzujące wszystkie społeczeństwa cywilizowane! Zbrodni, przeciw narodowi, a tym jest to działanie, się nie wybacza! Co takiego się wydarzyło?!

Zbrodnią przeciwko narodowi polskiemu, określoną w tytule tego tekstu jest to, że:

Jarosław Kaczyński i PiS uruchomili mechanizm pozwalający ludziom słabym zerwać z przyzwoitością! Ich sumienia są więc „czyste”, bo akceptacja i przykład dziadostwa idącego z samej góry usprawiedliwia każde, nawet najbardziej podłe, działanie! Brak przyzwoitości połączona ze spolegliwością pisowskiej władzy stał się dziś w kraju nad Wisłą atutem predestynującym do najwyższych nawet zaszczytów, a już na pewno do dostatniego, kosztem reszty społeczeństwa, życia! Za moralny upadek społeczeństwa polskiego odpowiada obecny, niezwykle szkodliwy dla Polski oraz jej bezpieczeństwa, układ rządzący. To hydra, której dotąd nie odcięto jeszcze nawet jednej głowy! Za to przestępstwo zniszczenia wartości narodowych wymienianych, jako niezwykle ważne w procesie tworzenia bezpieczeństwa państwa polskiego powinna spotkać winnych bardzo surowa kara! Tylko głupiec nie rozumie jak ważne są takie kwestie dla więzi i spoistości narodu, jako całości!

Kaczyński lekceważy wszystkich i wszystko; sugeruje publicznie samej prokuraturze czy ta ma go przesłuchać, czy nie! Oczywiste niby przestępstwo, które polegało na wzięciu od austriackiego dewelopera nie ma tu najmniejszych podstaw, aby to poddawać w wątpliwość) koperty z 50 „tysiącami” złotych w ramach łapówki. Druga osoba w państwie, marszałek Sejmu Marek Kuchciński, traktując Polskę jak zwykły folwark „fruwa sobie” luksusowym samolotem za aż 2 miliardy złotych „na rosół” z Warszawy do Rzeszowa, zaś jego żona już sama wraca do stolicy tym samym środkiem lokomocji. Mało tego, ten facet nie ma sobie nic do zarzucenia! Za czasów MON Antoniego Macierewicza, pomocnik aptekarski zwalniał z pracy generałów! Istnieje niemal pewność co do tego, że PiS (nie mówię, że sam o to prosił, ale miał wiedzę o podsłuchach bardzo wysokich przedstawicieli poprzedniej władzy) wygrał wybory parlamentarne przy poparciu służb specjalnych Federacji Rosyjskiej i „mafii sołncewskiej”! Pisze o tym bardzo szczegółowo Tomasz Piątek w swoich dwóch książkach!

Prokuratorzy: generalny Ziobro i krajowy, Święczkowski systemowo oraz permanentnie niszczą organa ścigania i wymiar sprawiedliwości. Stworzyli (według słów prokuratora Krzysztofa Parchimowicza „układ od Tatr do morza”! Najnowszy Raport Prokuratorów Lex Super Omnia udowadnia to i prezentuje w sposób merytoryczny oraz nie budzący najmniejszych wątpliwości. Pytanie nasuwa się samo: gdzie my żyjemy? Czy to jeszcze Polska, czy matrix, w którym za chwilę obudzić się możemy w gułagach i obozach pracy?

Aby naród przetrwał i mógł się pokojowo rozwijać, we współpracy z demokratycznymi państwami Europy i świata, musi mieć podstawy moralno – etyczne na wymaganym w tych czasach poziomie! Poziom obozu rządzącego, tzw. zjednoczonej prawicy – dobrej zmiany – jest prawdopodobnie poziomem najniższym w Unii Europejskiej. Przykłady, niemal codzienne, łamania konstytucji i prawa pochodnego, prześladowanie środowisk prawniczych, w tym zwłaszcza przyzwoitych sędziów i prokuratorów są dowodem na kolejne zbrodnie popełniane na Polakach. Tak popularna już i powszechna polityczna korupcja uwolniła u wielu ludzi najniższe instynkty, na czele z nienawiścią do innych. Zwłaszcza do tych, którzy są inni lub nie godzą się na łamanie przez władzę (przy ścisłej współpracy z hierarchią Kościoła Katolickiego), ogólnie przyjętych i głoszonych przez prawdziwych katolików (choćby Papieża) zasad; wynikających zarówno z przepisów, norm i zwyczajów prawnych, jak też z Dekalogu! Za to grozi odpowiedzialność karna, bo wobec prawdziwego (a nie pisowskiego) prawa, my wszyscy jesteśmy równi! Warto o tym pamiętać panowie Kaczyński, Ziobro, Kuchciński, Święczkowski etc!

Chyba wszyscy eksperci od PR są na wakacjach, a tekst napisał marszałkowi praktykant, ponieważ oświadczenie było raczej z gatunku beznadziejnych. W sytuacji kryzysowej nie postępuje się tak, jak to zrobił marszałek, a dziś słyszymy jeszcze, że zdejmowane są materiały odnośnie do lotów ze strony sejmowej. To zaczyna wyglądać jak taniec paralityków, którzy próbują wyjść z ciemnego pokoju – mówi ekspert od wizerunku i marketingu politycznego dr Mirosław Oczkoś. Rozmawiamy nie tylko o losach marszałka Kuchcińskiego, ale też zastanawiamy się, co powinna zrobić opozycja. – Wystarczy, żeby sięgnęła 4-5 lat wstecz i zobaczyła, co robiło PiS, jak jego politycy wypowiadali się w mediach. Myślę, że wystarczy to skopiować, rozedrzeć szaty i pokazywać, co się dzieje. Ośmiorniczki, które kosztowały 35 zł, są śmieszne, a stanęły w gardle ówczesnej koalicji. Duży rządowy samolot na razie w gardle jeszcze nie stanął – twierdzi rozmówca

JUSTYNA KOĆ: Jak ocenia pan z punktu widzenia marketingu politycznego “przepraszam tych, którzy czują się urażeni” marszałka Kuchcińskiego?

MIROSŁAW OCZKOŚ: Przyznam, że jestem zaskoczony nie tylko bezradnością marszałka, bo on rzeczywiście sobie nie radzi w wystąpieniach publicznych i tu mieliśmy tego świetny przykład. Marszałek przeczytał coś z kartki, ale jego mowa ciała pokazywała, że robi to pod przymusem. Pewnie kierownictwo PiS-u przystawiło mu pistolet do głowy, może nawet sam Jarosława Kaczyński, i

MARSZAŁEK MUSIAŁ PRZEPROSIĆ, CHOCIAŻ NIE BARDZO SAM CHCIAŁ.

Po drugie, chyba wszyscy eksperci od PR są na wakacjach, a tekst napisał marszałkowi praktykant, ponieważ oświadczenie było raczej z gatunku beznadziejnych. W sytuacji kryzysowej nie postępuje się tak, jak to zrobił marszałek. Można oczywiście zastanowić się, do kogo było adresowane oświadczenie marszałka, bo to też jest ważne, ale bez przesady. W sytuacji kryzysowej jest kilka punktów, nad którymi warto się zastanowić: co się dzieje, dlaczego i co z tego wynika? Nie widzę refleksji nad żadnym z nich, a dziś słyszymy jeszcze, że zdejmowane są materiały odnośnie do lotów ze strony sejmowej. To zaczyna wyglądać jak taniec paralityków, którzy próbują wyjść z ciemnego pokoju.

JEŻELI NAZYWAMY RZECZY PO IMIENIU, A PIS MIAŁ GĘBĘ PEŁNĄ FRAZESÓW W STYLU “WYSTARCZY NIE KRAŚĆ”, “TANIE PAŃSTWO” ITP., TO PAN GRZEGRZÓŁKA PUBLICZNIE KŁAMIE, BO TEGO JUŻ NIE MOŻNA NAZWAĆ MIJANIEM SIĘ Z PRAWDĄ, TYLKO KŁAMSTWEM,

a pani szefowa Kancelarii Sejmu tłumaczy, że “mieliśmy taką wiedzę na stan obecny”, to są to ludzie, którzy nadają się do wymiany.

Usuwanie informacji ze strony to strzał w stopę?
Przyznam, że gdy przeczytałem, że loty nie zgadzają się z wykazem i dokumenty są zdejmowane ze strony Sejmu, to mi ręce opadły. To znaczy, że druga osoba w państwie ma, mówiąc delikatnie, słabe kwalifikacje mentalne i intelektualne do sprawowania tej funkcji. Teraz rozumiemy, dlaczego marszałek się odgrodził w Sejmie: kotary, chodzenie w ochronie, nawet dziennikarze nie mogą podejść do marszałka z pytaniem i już wiemy, dlaczego. Każde pytanie dziennikarskie kładzie pana marszałka na łopatki.

Tu sytuacja jest dużo gorsza dla partii rządzącej, bo niedługo są wybory. Być może tak jak ośmiorniczki były niszczące dla rządu PO-PSL, tak Kuchciński będzie dla PiS-u. Nic tak nie wkurza elektoratu jak nadużywanie władzy, a tu mamy do czynienia z paroma rzeczami na raz. Przede wszystkim

PRZEZ 4 LATA PIS NIE MIAŁ POWAŻNEJ SYTUACJI KRYZYSOWEJ, JEŻELI JUŻ SIĘ COŚ SZYKOWAŁO, TO W ZARODKU BYŁO WYCINANE.

Pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to “dwie wieże” Kaczyńskiego, ale ponieważ prezes uznał, że nie widzi sensu, aby go przesłuchiwać, sprawa została zamieciona pod dywan. Przypuszczam, że ludzie z PiS-u uwierzyli, że są nieśmiertelni, zresztą każda władza w pewnym momencie tak sądzi i PiS nie jest tu wyjątkiem. Teraz może się okazać, że o jeden raz za dużo, bo samoloty zostały kupione bez przetargu, za co PiS, będąc w opozycji, krytykował bardzo mocno. Pomijam już, że wycięto przy okazji Caracale i nikt już nawet nie jest w stanie zliczyć wszystkich dat, które Antoni Macierewicz podawał jako datę zakupy nowych maszyn.

Teraz kupiono Boeinga i Gulfstreamy bez przetargu i PiS-owi znowu się upiekło, nikt tego nie wałkował. A przypominam, że do tej pory po 1989 roku jak chciano kupić samoloty dla VIP-ów, to natychmiast tabloidy rozpisywały się, ile inkubatorów można za to kupić. Ponadto

MAMY W PRZESTRZENI PUBLICZNEJ KŁAMSTWO.

W PR zawsze powtarzamy, że możesz nie powiedzieć całej prawdy, ale nie kłam, bo kłamstwo prędzej czy później zawsze wypłynie. Do tego wszystkiego bezradność pana marszałka, która zaczyna być porażająca.

Sytuacja rozwija się w taki sposób, że marszałek zaczyna nie dawać wyboru prezesowi Kaczyńskiemu, bo teraz zaczyna to przypominać wielką skórkę od banana, na której PiS może się poślizgnąć. Doradzanie, żeby zdejmować dokumenty ze stron Sejmu, jest absurdem, bo dziś nic w sieci nie ginie.

To nie pierwsza wpadka kancelarii, która wcześniej okłamywała opinię publiczną.
Marszałek Kuchciński wpisuje się tu w szerszy kontekst, i to jest ta druga sprawa, na którą warto zwrócić uwagę. Moim zdaniem ludzie zaczną się przyglądać pozostałym wysoko postawionym ludziom władzy, którzy chyba zapomnieli przestawić wajchę i nie pamiętają, że już nie są w opozycji.

CIĄGLE MÓWIĄ, ŻE “CI RZĄDZĄCY ZA PO TO BYLI STRASZNI”, ALE TO BYŁO 4 LATA TEMU. TERAZ CI RZĄDZĄCY TO ONI.

Proszę zwrócić uwagę, jak wygląda w tym kontekście zaginięcie dokumentów z wypadku pani Szydło, gdzie zaatakował ją seicento. To wszystko zaczyna być groteskowe, a mówimy o 36-milionowym kraju w środku Europy, będącym w NATO itd. To nie jest podwórko z czasów hipisowskich panów marszałków, że szef komuny powie, dokąd idziemy. To jest zarządzanie państwem i jako mieszkaniec tego kraju boję się, że wszyscy ulegli takiemu ubezwłasnowolnieniu Jarosława Kaczyńskiego, który za nich wszystko robi.

Za nich myśli?
Przede wszystkim. I przez to nikt nie musi się zastanawiać, co zrobić, bo i tak zrobi tak, jak uważa prezes. Najpierw mamy 23 loty, marszałek wpłaca 15 tys. na Caritas, teraz okazuje się, że leciała sama żona, to wpłaca 28 tys. I najważniejsza sprawa;

CZĘŚĆ LOTÓW MIAŁA ODBYWAĆ SIĘ ZE STATUSEM HEAD. TO OZNACZA, ŻE NIE WYCIĄGNĘLI ŻADNYCH WNIOSKÓW Z KATASTROFY SMOLEŃSKIEJ. TO, CO SIĘ DZIEJE, TO LEKCEWAŻENIE INSTRUKCJI.

Zresztą minister Błaszczak najpierw napisał jedną instrukcję HEAD, teraz zapowiedział, że w obliczu kontrowersji lotów marszałka napisze drugą. Naprawdę gratuluję pomysłu. Szczególnie pomysłu, że rodziny mogą latać, jak zapłacą stawkę za bilet tanich linii lotniczych. Powiem szczerze, że jak się na to patrzy, to bardzo wiele pan marszałek i jego otoczenie zrobili, aby sami się kopać po łydkach. I to prezent dla opozycji, która musi tylko to pokazać. Zresztą strategia obrony, że marszałek Borusewicz i Donald Tusk też latali, jest kuriozalna, bo o tym już dziś nikt nie pamięta, a poza tym za tej władzy miało być inaczej.

A może Kuchcińskiemu i PiS-owi to ujdzie na sucho, jak wiele innych afer, bo PiS kupił społeczną moralność transferami socjalnymi?
Oczywiście, że możemy tu spekulować, ale do tej pory wszystko, co wypływało na światło dzienne, co kompromitowało władzę, nie było tak namacalne.

TU POJAWIA SIĘ EWIDENTNE NADUŻYCIE WŁADZY. DODATKOWO LOTY ŻONY BEZ MARSZAŁKA TO ZŁAMANIE PRAWA. PROSZĘ ZWRÓCIĆ UWAGĘ, CO WIDZI PRZECIĘTNY POLAK – MARSZAŁEK KRĘCI.

Skoro nie złamał prawa, jak twierdzi, to po co te wpłaty na Caritas i na fundusz modernizacji sił zbrojnych. Według logiki PiS-u z czasów opozycji, gdy czegoś nie ma, to znaczy że “skradziono” albo “dowody zniszczono”. To wizerunkowa bomba i może się okazać, że to będzie miało znaczenie. Być może marszałek będzie zmuszony do podania się do dymisji.

Wielu spodziewało się, że w poniedziałek poda się do dymisji. To byłoby rozbrojenie tej bomby?
Ja nie spodziewałem się dymisji, bo rzeczywiście wiele rzeczy uchodziło PiS-owi na sucho i uważam, że woda sodowa uderzyła jednak PiS-owi do głowy.

Co się takiego z nami stało, że kiedyś minister Nowak za sprawę zegarka wyleciał z polityki, a marszałek Kuchciński za airtaxi nawet nie podaje się do dymisji?
To jest pytanie bardziej do socjologa, niż specjalisty od wizerunku, ale konstatacja jest smutna, dlatego że przesunęliśmy “granice bólu”.

TO ŚWIADCZY NIESTETY FATALNIE O NAS WSZYSTKICH I WYGLĄDA NA TO, ŻE RACJĘ MIAŁ MATEUSZ MORAWIECKI, ŻE WYSTARCZY DOSTAĆ MISKĘ RYŻU I ŚWIĘTY SPOKÓJ. JAK WŁADZA SIĘ TROCHĘ Z NAMI PODZIELI, TO WSZYSTKO MOŻNA WYBACZYĆ.

To rzeczywiście wygląda na pewne przesilenie i chyba Kaczyński znalazł na to klucz i kupił Polaków ich własnymi pieniędzmi, bo przecież nie swoimi i nie partii. Ogólnie jakość życia publicznego skarlała, co widać chociażby po przeklinaniu w miejscach publicznych. Proszę też pamiętać, do kogo skierowany jest ten przekaz marszałka, np. do chuliganów, których nazywa się dziś patriotami.

Drugą sprawą jest edukacja. Żyjemy w czasach fake newsów i nikt nie uczy nas, jak odróżnić źródła wiarygodne od tych niewiarygodnych. Każdy żyje w swojej bańce informacyjnej, jedni czytają wyłącznie “Gazetę Polską”, inni “Wyborczą”.

Co powinna robić opozycji?
Wystarczy, żeby sięgnęła 4-5 lat wstecz i zobaczyła, co robiło PiS, jak ich politycy wypowiadali się w mediach. Myślę, że wystarczy to skopiować, rozedrzeć szaty i pokazywać, co się dzieje. Ośmiorniczki, które kosztowały 35 zł, są śmieszne, a stanęły w gardle ówczesnej koalicji, a duży rządowy samolot na razie w gardle jeszcze nie stanął.

Morawiecki ma kwalifikacje na bajkopisarza, w banku był zwykłym słupem

9 Mar

Powołanie przez rząd Prawa i Sprawiedliwości spółki celowej Aplikacje Krytyczne Sp. z o.o. w 2016 roku miało być remedium na nieskuteczne działanie polskiego fiskusa w walce z oszustami podatkowymi. Głównym zadaniem tej spółki było stworzenie “zaawansowanych technologii informatycznych”, które przy pomocy algorytmów i narzędzi analizy baz danych w dużej mierze zastąpią “niedoskonałych” urzędników urzędów skarbowych w wykrywaniu nieprawidłowości w rozliczeniach podatkowych. Żeby zaznaczyć determinację rządzących, ówczesny minister finansów Paweł Szałamacha sięgnął głęboko do kasy państwa i postanowił nadać spółce kapitał w wysokości 20 mln złotych.

W 2017 roku kapitał spółki został podniesiony o kolejne 15 mln złotych, choć swoje pierwsze pół roku działalności zakończyła ona z ok. 3,2 mln straty. Najwyższa Izba Kontroli, kontrolująca wykonanie budżetu za 2017 rok była dla tej spółki bezwzględna, podkreśliła, że jej działalność jest skrajnie niedochodowa, a pieniądze, które płyną z MF na jej funkcjonowanie nie są w żaden sposób powiązane z rzeczywistymi efektami działań jej pracowników.

Jak donosiła wówczas była wiceminister finansów, a obecnie posłanka PO Izabela Leszczyna, raport to “interesująca lektura o niekompetencji, nieudolności i skoku na kasę działaczy PiS, którzy rządzą w resorcie finansów. NIK zwróciła uwagę, że spółka notowała straty, które kolejny minister finansów Mateusz Morawiecki zasypywał poprzez podwyższenie kapitału zakładowego. Najbardziej istotna jest jednak uwaga, że do końca 2017 roku koszty funkcjonowania spółki były blisko trzykrotnie wyższe niż uzgodniona wartość realizowanych zadań, a resort w żaden sposób nie udokumentował analizy zasadności zlecenia ich właśnie tej jednostce.

W lipcu 2017 roku nasza redakcja pytała Krajową Administrację Skarbową i przedstawicieli spółki o koszty zatrudnienia jej pracowników oraz zadania, jakie wykonuje dla resortu. Wówczas dowiedzieliśmy się, że spółka zatrudnia na stanowiskach pracowniczych 28 osób, w tym dwóch członków zarządu. Średnie wynagrodzenie pracownicze wynosi natomiast 13.616,57 zł brutto, czyli jest zbliżone do pensji premiera polskiego rządu. Informacje na temat działów, w jakich zatrudnieni byli pracownicy (Dział Zarządzania Projektami, Dział Zespoły Produktowe, Dział Techniczny, Biuro Zarządu, Dział Prawny, Dział Organizacyjny) pokazywały jednak, że mimo wszystko spółka skupiała swoje funkcjonowanie na zadaniach przed nią postawionych.

Na przełomie 2017 i 2018 roku trwała tam intensywna karuzela kadrowa, a przez blisko pół roku nie udawało się znaleźć nowego prezesa. Finalnie od lipca minionego roku szefem tej najważniejszej spółki IT podległej resortowi finansów jest Maciej Wardaszko, wcześniej pracownik rządowego Centralnego Ośrodka Informatyki. Sama spółka natomiast, oprócz nowych zadań, bardzo intensywnie zajęła się zwiększaniem zatrudnienia. Jak udało nam się właśnie ustalić, na dzień dzisiejszy na stanowiskach pracowniczych pracuje blisko trzy razy więcej osób, niż jeszcze półtora roku temu. Średnie wynagrodzenie na poziomie 11.770 zł brutto otrzymuje 80 osób oraz trzech członków zarządu. W sumie zatem na pensje pracownicze Aplikacje Krytyczne wydają blisko milion złotych.

Jak informuje spółka, pracują oni w dziesięciu działach, z których tylko część obejmuje zadania postawione przed spółką. Są to Dział Zarządzania Projektami, Dział Technologii Informatycznych, Dział Rozwoju i Jakości Usług, Dział Komunikacji, Dział Biuro Zarządu, Dział Zakupów, Dział Kontrolingu, Dział Księgowości, Dział HR, Dział Prawny oraz Pełnomocnik ds.Bezpieczeństwa. Każdy, kto choć raz widział strukturę państwowych urzędów, gdzie w postępie geometrycznym przybywa pracowników niemerytorycznych, zajmujących się obsługą samego urzędu, a nie jego zadaniami, zobaczy tu oczywistą analogię do patologii, która od dekad toczy polskie urzędy państwowe. Takie działanie doprowadza do skrajnej niegospodarności funkcjonowania sektora publicznego, czemu powierzenie informatyzacji resortu finansów spółce prawa handlowego miało przecież zapobiec.

Spółka pochwaliła się także liczbą dziesięciu aplikacji, które stworzyła i wdrożyła w KAS oraz ujawniła nad jakimi jeszcze rozwiązaniami dla polskiego fiskusa nadal pracuje. Są to

  • e-Mikrofirma,
  • STIR 2,
  • VAT Marża,
  • Mandatory Disclosure Rules (MDR),
  • e-Sprawozdania – rozwiązanie dla US,
  • e-Sprawozdania – rozwiązanie dla podatników,
  • JPK Klient 2.0,
  • Lunetka,
  • JPK Analizator,
  • Fundament Danych,
  • Bazy UE,
  • Zefir2

Co ciekawe, spółka Aplikacje Krytyczne, przy całej swojej potędze informatycznej i olbrzymim zapleczu w zakresie nowych technologii, nie brała udziału w przygotowywaniu ani wdrażaniu najbardziej rozpoznawalnego rozwiązania e-administracji podatkowej czyli systemu e-PIT, dzięki któremu wielu z nas może przestać się martwić rozliczeniami podatku dochodowego od osób fizycznych.

W 2006 r. – miesiąc po objęciu przez Jarosława Kaczyńskiego stanowiska szefa rządu – teczkę Kazimierza Kujdy przeglądano na zlecenie lub za wiedzą Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego – służby podlegającej premierowiW teczce Kujdy, znajdującej się w IPN, na dole spisu dokumentów znajduje się napis: „Sprawdzono. 17.08.2006 r.”.  Ówczesnym szefem ABW był gen. Witold Marczuk. Według gazeta.pl, zaufany człowiek braci Kaczyńskich.

„Nie mam wątpliwości, że jeżeli Kaczyński chciałby sprawdzić w 2006 r. jako premier przeszłość kogokolwiek, to – podobnie jak poprzednicy i następcy – mógł to bez problemu zrobić, pytając szefów służb, a jeśli nie miałby do nich zaufania, to dodatkowo także przez prezesa IPN” – powiedział portalowi gazeta.pl rozmówca, opisany jako „osoba znająca praktykę w IPN i kontakty ze służbami”.

Wtedy szefem IPN był Janusz Kurtyka, który według informatora portalu, był w latach 2006-07 częstym gościem w gabinecie premiera. – „Osobiście nie wierzę, że Kaczyński tego nie zrobił” – podsumował informator.

Sam Kaczyński powtarza, jak mantrę, że nie miał pojęcia o współpracy Kujdy (wieloletniego prezesa powiązanej z PiS spółki Srebrna) z aparatem bezpieczeństwa PRL.  – „Nie ukrywam, że ta informacja spadła na mnie jak grom z jasnego nieba.  Nigdy nie zauważyłem niczego, co by wskazywało na to, że Kazimierz Kujda działa przeciwko nam, czy spółce, a spółka była atakowana. Zawsze się sprawdzał” – mówił np. w wywiadzie dla PAP. Paweł Kowal, który był wiceministrem spraw zagranicznych w rządzie Kaczyńskiego, nie ma jednak żadnych wątpliwości: – „Oczywiście, że wiedział i moim zdaniem to jeden z największych problemów PiS-u”.

Więcej >>>

W PiS w sprawie strajku nauczycieli sięgnęli po jedną z metod stalinowskich i rozgrywają jedną grupę przeciwko drugiej.

Kiedy jeszcze pracowałam w gimnazjum, jeden z uczniów zapytał mnie, „dlaczego taka osoba jak pani, z takim potencjałem, pracuje w szkole? To przecież fucha dla miernot, bo nikt inteligentny za takie grosze nie będzie marnował swego czasu i życia”. Roześmiałam się i powiedziałam, że mogę poświęcić się swojej pasji zawodowej, bo mąż zarabia przyzwoite pieniądze. Z jednej strony rozbawiło mnie to pytanie, połechtało moje ego, jednak z drugiej pokazało, co sądzą o nauczycielach uczniowie. Jak bardzo wiążą sprawy finansowe z wykonywanym zawodem, jak mocno są przekonani, że do szkoły trafiają byle jakie jednostki, nieudacznicy, którzy nie są w stanie znaleźć lepszej pracy.

Przypomniała mi się ta rozmowa teraz gdy nauczyciele wreszcie postanowili ostro powalczyć o docenienie ich pracy nie tylko stekiem pustych słów, ale przede wszystkim odpowiednim wynagrodzeniem. Pieniędzmi, które powinny być adekwatne do pracy, jaką wykonują, do odpowiedzialności, jaką ponoszą, wkładając tyle wysiłku i trudu nie tylko w edukację młodego pokolenia, ale i jego wychowanie.  Nie powiem, miałam żal do nauczycieli, gdy nie znaleźli w sobie siły, by ostro przeciwstawić się deformie edukacji, jednak teraz całym sercem jestem za nimi. Jestem, bo wiem, ile czasu poświęcają dzieciakom, ile wydają na dokształcanie, ile energii i pasji trzeba, by być dobrym nauczycielem.

Patrzę więc z oburzeniem na to, jak do sprawy podchodzi obecny rząd i politycy PiS. Sięgnęli po jedną z metod stalinowskich i wzięli się ostro za rozgrywanie jednej grupy przeciwko drugiej, czyli… ci straszni nauczyciele, a biedne dzieci… Taki przekaz idzie w Polskę i wielu rodziców to kupuje. Straszni, bo chcą strajkować w okresie, gdy egzaminy i matury za pasem. Straszni, bo dzieci nie zrealizują podstawy programowej, nie będzie miał się nimi kto zająć, rodzice zamiast do pracy, będą musieli zorganizować opiekę dla swoich pociech. Zapewne najlepiej by było, gdyby, jeśli już, nauczyciele zastrajkowali w wakacje, a im się chce właśnie teraz. Skandal! Po prostu skandal!

Nad sytuacją pochylił się z troską Joachim Brudziński, który nie jest w stanie sobie wyobrazić „aby jakikolwiek pedagog, znakomici, kochani nauczyciele, wzięli na swoje sumienie odpowiedzialność za dzieciaki”, dla ministra Glińskiego to nic innego jak zwykła „awantura polityczna”, a Adam Bielan upatruje w tym chęć obalenia rządu PiS i przejęcia władzy przez PO. Premier Morawiecki bardzo prosi „nauczycieli, aby powstrzymali się od akcji protestacyjnej, ponieważ na strajku ucierpią dzieci” i zwala winę na samorządy, które dostały kasę na podwyżki, ale nic z nią nie robią. Minister Zalewska macha narodowi przed oczami jakimiś wykresami, planszami i udowadnia, że to wszystko bujda, bo PiS tak dba o nauczycieli, tyle już dobrego dla nich zrobił, a jeszcze więcej planuje, jak tylko wygra wybory. Pominę milczeniem słowa Szczerskiego, który zaproponował, by nauczyciele wzięli się za reprodukcję, to załapią się na 500 plus. Szkoda czasu i energii na komentarz.

Przerażające jest to, że rodzice dają się nabrać na te demagogiczne bzdurki. Internet pełen jest wpisów potępiających nauczycieli, nazywających ich nierobami, leniami, którzy za odsiadywanie raptem 18 godzin tygodniowo chcą zarabiać kupę kasy. No właśnie, jak nauczyciel śmie stawiać rodziców pod ścianą? Jakiś taki niedouczony, byle jaki, a teraz jeszcze do strajku się przygotowuje? Kosztem dzieci?

Rodzic wie lepiej, co się nauczycielom należy, a co nie. Szczególnie ten, który namawia swojego potomka do nagrywania lekcji, bo chce wiedzieć, czy przypadkiem nauczyciel nie przekazuje treści niezgodnych z jego poglądami i religią. Ten, który pozwala sobie na ostrą krytykę nauczyciela w obecności dziecka i ten, który uważa, że w szkołach uczą tylko tacy, co to do innych zawodów się nie nadają, bo są zbyt tępi, mało przebojowi, mało inteligentni. Dla takich rodziców słowa polityków PiS to jak miód na serce.

Mam jednak nadzieję, że dla większości jasne jest, iż podstawą motywacji, przyciągnięcia do szkół dobrych nauczycieli, zatrzymania tych najwartościowszych, są właśnie odpowiednie pieniądze. Pieniądze, dzięki którym nauczyciel nie będzie już typem współczesnego samarytanina. Będzie mógł przestać kombinować, by jakoś przetrwać od pierwszego do pierwszego, móc się rozwijać zawodowo i wreszcie przypomnieć sobie, że zawód nauczyciela to również, a może przede wszystkim, pasja.

Chcę też wierzyć, że nauczyciele nie ulegną temu szantażowi emocjonalnemu, nagonce. Nie dadzą sobie wmówić, że nie zasługują, że krzywdzą dzieci, że są mało warci, a ich praca to luz. Chcę wierzyć, że do grona strajkujących dołączą również nauczyciele z Solidarności, bo chociaż władze ich związku są zbratani z rządem, to jednak czas na podjęcie własnych decyzji już nadszedł.

Trzymam mocno kciuki za nauczycieli, a tym, którzy tak ich krytykują i potępiają proponuję, by spróbowali przetrwać w szkole choć jeden dzień. Może wtedy zrozumieją, na czym polega praca nauczyciela i przestaną wreszcie opowiadać bzdury.

PiS oplótł Polskę pajęczyną korupcji

18 List

Sukces protestu policjantów wywołał frustrację w innych środowiskach, które także walczą o podwyżki i dziś w ustępstwach władzy widzą nadzieję na ugranie czegoś dla siebie. Wyrazem walki o poprawę warunków pracy potrafią być nietypowe formy protestu. Boleśnie o jednej z nich przekonał się szef Krajowej Administracji Skarbowej, wiceminister finansów, Marian Banaś. Jego podwładni w postanowili go bowiem… skontrolować. Wyniki okazały się zaskakujące, ponieważ zdaniem podwładnych ujawnione wątpliwości nadają się do sprawdzenia nawet przez służby antykorupcyjne.

Funkcjonariusze KAS przekonują, że znaleźli luki w oświadczeniach majątkowych wiceministra. Urzędnicy mówią o niechlujstwie i wytykają kolejne wątpliwości. To, co rzuciło się w oczy na wstępie, to brak oświadczenia majątkowego za rok 2017. Jest to istotne, ponieważ w 2016 minister wykazał posiadanie nieruchomości wynajętej pod usługi hotelowe o powierzchni 400 m2, którą planował zbyć. Szef skarbówki, mimo że prowadził wynajem, to jednak nie wykazał dochodu z tego tytułu. Tymczasem robiąc to w latach poprzednich wskazywał na kwoty rzędu 40 tys. zł.

Jakby tego było mało, pojawiły się rażące rozbieżności jeśli chodzi o posiadane przez wiceministra działki. W dwóch oświadczeniach złożonych w 2015, w punkcie dotyczącym posiadanych działek minister wskazuje bowiem powierzchnię nieruchomości na 370 i 380 m2. Równocześnie jednak już w oświadczeniu z grudnia 2016 r. i marca 2017 działka ma powierzchnię aż 3600 m2. Mogła być to pomyłka lub efekt zakupu, choć stan oszczędności Banasia nie wskazuje na tę ostatnią możliwość.

Urzędnicy wskazują, że inni ministrowie znacznie rzetelniej uzupełniają swoje oświadczenia, a od najważniejszego urzędnika nadzorującego służby podatkowe i tytułującego się pełnomocnikiem rządu ds. zwalczania nieprawidłowości finansowych można oczekiwać bycia w takich sprawach wzorem.

Podwładni wsadzili Mariana Banasia na minę, ponieważ walczą o warunki emerytalnej podwyżki analogiczne do tych, które nagrali policjanci. W KAS obecnie wrze i rozważana jest eskalacja protestu z zamknięciem granic włącznie, stąd kontrola oświadczenia może być ledwie początkiem kłopotów ministra.

Wskazane nieprawidłowości w oświadczeniach szefa skarbówki pokazują niestety, że ponownie “najciemniej jest pod latarnia”, a rządzący tak dużo mówiący o sprawiedliwości, rozliczaniu afer i oszustów, sami nie potrafią przestrzegać standardów, których oczekują od innych, pokazując tym samym wyraźnie, że czują się, jakby stali de facto ponad prawem.

>>>

Stanisław Barańczak

Burdel się szykuje na 100. lecie odzyskania niepodległości

9 List

A może Jarosław Kaczyński w marszu Dudy i Morawieckiego uratowałby napiętą sytuację i powstrzymał nacjonalistów?

To oznacza, że Sąd Okręgowy w Warszawie uwzględnił odwołanie złożone przez Stowarzyszenie Marsz Niepodległości od decyzji Hanny Gronkiewicz-Waltz. W środę prezydent Warszawy zakazała organizacji Marszu Niepodległości 11 listopada, który organizowany jest przez Stowarzyszenie Marsz Niepodległości współtworzone przez m.in. Młodzież Wszechpolską, Obóz Narodowo-Radykalny i Ruch Narodowy. – „Przy obecnych kłopotach policji trudno uwierzyć, że uda się je zapewnić podczas marszu 11 listopada. Po drugie historia – historia Polski, a w szczególności Warszawy. Warszawa dość już wycierpiała przez agresywny nacjonalizm” – mówiła o swojej decyzji prezydent Warszawy.

Sędzia Michał Jakubowski z XXV wydziału cywilnego Sądu Okręgowego w Warszawie w uzasadnieniu uchylenia decyzji Hanny Gronkiewicz-Waltz mówił, że prawo do zgromadzeń jest zagwarantowane w Konstytucji. Zaznaczał, że można zakazać zgromadzenia, ale trzeba to „przekonująco uzasadnić”. – „Odnosząc się do argumentacji prezydenta Warszawy, organ gminy nie może zakazać zgromadzenia z powodu możliwości zagrożenia życia, zdrowia lub mienia w dużych rozmiarach, które mogły wynikać z tego, że 40 proc. policjantów jest na zwolnieniach lekarskich. MSWiA i Komenda Stołeczna Policji zapewniają, że mimo to są w stanie zapewnić bezpieczeństwo. Oczywiście nikt nie może przewidzieć, czy na tegorocznym marszu pojawią się hasła rasistowskie czy ksenofobiczne, ale nie możemy udowodnić, że to może zagrażać życiu czy zdrowiu” – powiedział sędzia Jakubowski.

Od postanowienia sądu przysługuje zażalenie do sądu apelacyjnego, które należy złożyć w ciągu 24 godzin od wydania postanowienia.  – Miasto stołeczne Warszawa szanuje wyroki sądów, ale mamy jeszcze ścieżkę odwoławczą. Decyzję o szczegółach dalszego postępowania w tej sprawie podejmiemy po zapoznaniu się z uzasadnieniem sądu” – powiedział Onetowi Bartosz Milczarczyk, rzecznik stołecznego Ratusza.

Czyżby szykował się jakiś mały stan wojenny? Hę?

Amerykanie przerażeni, ostrzegają swopich obywateli.

Paweł Kowal o marszu.

Więcej >>>

PO, PSL, Nowoczesna, SLD, IP i UED: Spotykają się ludzie i spotykają się partie, które dochodzą do wniosku, że w imię rozsądku powinny współpracować

2 List

>>>

— JĘDRZEJ BIELECKI W RZ O ZBLIŻENIU Z NIEMCAMI: “Po Merkel długo może nie być tak przychylnego nam przywódcy.
rp.pl

— ZUPEŁNIE INACZEJ GW: “Z tego, co dowiadujemy się w naszych źródłach dyplomatycznych w Berlinie, wynika, że podczas przygotowania wizyty Merkel w Warszawie pojawiły się głosy, by konsultacje przesunąć – ze względu na ataki na Niemcy prowadzone przez polityków PiS i podległe mu media. Ale dzień przed wizytą w Warszawie zaplanowano wizytę Merkel w Kijowie – i trzeba by było odwołać oba spotkania, a to zaś nie wchodziło w grę.  – Plan na te rozmowy to minimalizacja szkód. Nic nie załatwimy, miejmy to po prostu za sobą – mówi nasz rozmówca”.
wyborcza.pl

— WARZECHA O TYM, ŻE ZIMNA WOJNA Z NIEMCAMI TO GŁUPOTA – pisze w WP: “A może tak już musi być – prosty, by nie rzec: prostacki przekaz na kraj, ale pragmatyczne działanie na zewnątrz? Tyle że to tak nie działa. Nasi partnerzy nie dostają wyraźnego sygnału, że to tego typu kombinacja i nie wiedzą, jak interpretować kolejne antyniemieckie szarże polityków PiS. Co gorsza, obsesyjnie antyniemiecka retoryka wytworzyła już tak potężne oczekiwania wyborców, że zaczyna działać sprzężenie zwrotne: politycy, którzy być może traktowali swoje pokrzykiwania tylko jako środek retoryczny do zagrzewania elektoratu, będą musieli zacząć spełniać oczekiwania, które sami wytworzyli. A to może nas naprawdę wiele kosztować”.
wp.pl

— OBCHODY NIEPODLEGŁOŚCI W SPRZECZNOŚCI Z TYM CO GŁOSI PIS – Jakub Majmurek: “Hojnie wspierany z publicznych środków, produkowany przez twórców „Smoleńska” rocznicowy film o Legionach Piłsudskiego, premierę będzie miał najpewniej dopiero w 2019 roku. Państwo, jak się okazuje, nie jest w stanie zorganizować ponadpartyjnych, prawdziwie otwartych dla wszystkich, uroczystych obchodów. Wszystko to pod rządami formacji, która o rocznicy 1918 roku mówiła przez ostatnia trzy lata bez przerwy. Której przedstawiciele przy każdej okazji powtarzają, że w przeciwieństwie do swoich politycznych konkurentów, będą prowadzić politykę historyczną przywracającą Polakom dumę z ich państwa i jego historii”.

— WŁADZA DAJE POKAZ NIEUDOLNOŚCI – DALEJ MAJMUREK: “Tymczasem w trakcie wyjątkowej, zdarzającej się raz na stulecie rocznicy, władza, zamiast okazji do przeżycia dumy z polskiej historii daje rodakom pokaz własnej nieudolności. Rocznica 11.11. zaskoczyła ją, jak przysłowiowa zima drogowców. Przy tym, o ile w naszym klimacie czasem faktycznie trudno przewidzieć dokładny początek zimy, to o tym, że w niedzielę 11.11. przypadnie setna rocznica odrodzenia państwa po latach zaborów, wiadomo było od dawna i naprawdę można było się przygotować”.
newsweek.pl

— LUDWIK DORN O GUMKOWANIU PSL PRZEZ PIS: “To oznacza, że w zależności od zasięgu czystki, którą w zdobytych urzędach marszałkowskich przeprowadzi PiS, wygumkowanych zostanie od kilkuset do nawet dwóch tysięcy zielonych kropek. Ale to tylko połowa biedy. Druga połowa, może nawet większa, to starostwa powiatowe”.

— DORN O HIPOTETYCZNEJ LUDOWEJ PRZYSTAWCE PIS: “Powołanie ludowej przystawki i wzięcie jej na swoje listy wyborcze to dla PiS zysk 1-2 proc. wyborców. Wypchnięcie PSL poza Sejm oznacza, że mandatami po ludowym trupie będą się dzielić PiS i KO z grubsza proporcjonalnie do stosunku sił między nimi, więc PiS zyska na tym więcej niż KO. Utrzymanie bezwzględnej większości staje się zatem wielce prawdopodobne”.
wyborcza.pl

Schetyna: PAD wprost angażuje się w kampanię w sposób mało wyrafinowany. To źle wróży

– To szczególny dzień, 1 listopada, dla nas wszystkich. Jeżeli widzę takie zachowania, reakcje, jeżeli w taki sposób zachowuje się prezydent RP, który wprost angażuje się w kampanię w sposób mało wyrafinowany, to źle wróży. Nie tylko tej kandydatce w czasie wyborów, ale w ogóle prezydentowi. Tak nie można robić, realizować zapisów Konstytucji i spełnia zapisów Konstytucji – stwierdził Grzegorz Schetyna w rozmowie z dziennikarzami w Sejmie, komentując wizytę prezydenta Dudy w Nowym Sączu.

Neumann: Ci, którzy robią kampanię na grobach, powinni być eliminowani z polityki

– Rozumiem, że można być w jakiejś desperacji, ale pójść na cmentarz i robić tam kampanię, we Wszystkich Świętych, to już jest gruba przesada. Myślę, że nie powinno tak być – stwierdził Sławomir Neumann w rozmowie z Piotrem Witwickim w „Politycznym Graffiti” Polsat News. – Nie chodzi się na cmentarz robić kampanii – taka zasada. Ci, którzy robią kampanię na grobach, raczej powinni być eliminowani z polityki – dodał szef klubu PO.

Na pytanie, gdzie jest granica, Neumann opowiedział: – Jeżeli Andrzej Duda ma groby w Nowym Sączu i zawsze tam był, to ok, ale nie ma tam grobów i poszedł tam tylko dlatego, że kandydatką na prezydenta Nowego Sącza jest żona posła Mularczyka. Chodzili i spacerowali po cmentarzu. Nie mam słów na to.

Jak dodał, Andrzej Duda “jeszcze przez jakiś czas będzie prezydentem i będzie nam taki obciach przynosił“.

Kowal: Wewnątrz rządu uznano, że wynik wyborczy jest dla PiS zły i nikt mi nie powie, że jest inaczej

– To nie jest historia o jakichś prawnych aspektach. Ona jest chyba o sprzątaniu po wyborach samorządowych. Moje podsumowanie jest takie. Wewnątrz rządu uznano, że wynik wyborczy jest dla Prawa i Sprawiedliwości zły i nikt mi nie powie, że jest inaczej. Zdecydowanie poniżej oczekiwań – mówił Paweł Kowal w rozmowie z Beatą Lubecką w programie „Gość Radia Zet”.

– Tam jest jedna gorsza rzecz, na którą nikt nie zwraca uwagi. Uważam, że nie ma sensu tego porównywać do wcześniejszych wyborów, np. parlamentarnych, bo to są inne wybory, ale też nie ma do wcześniejszych samorządowych, bo Polska jest innym krajem w ciągu tych kilku lat. Nie ma się co łudzić, że wszystko będzie tak jak cztery lata temu. Kluczowa sprawa to analizować jak jest dzisiaj, czyli jak w dzisiejszych warunkach radzi sobie opozycja, np. w warunkach odcięcia od mediów rządowych, a ona sobie nieźle poradziła – dodał Kowal.

Wspólny apel i deklaracje PO, PSL, Nowoczesnej, SLD, IP i UED: Spotykają się ludzie i spotykają się partie, które dochodzą do wniosku, że w imię rozsądku powinny współpracować, bo są sobie w tej współpracy potrzebne

– Jesteśmy gotowi do tego, żeby dzisiaj powiedzieć o intencji współpracy między naszymi ugrupowaniami, tam gdzie mamy swoich przedstawicieli w samorządzie. Na wszystkich szczeblach samorządu. Oczywiście najbardziej polityczne, partyjne, to wybory do sejmików. Tam gdzie są nasi reprezentanci, będziemy chcieli chronić samorządy. Tak jak deklarowaliśmy, walczyliśmy o to w kampanii samorządowej – mówił Grzegorz Schetyna na wspólnej konferencji prasowej w Sejmie.

– Jesteśmy w sześć ugrupowań. Jest Platforma Obywatelska, Nowoczesna, Inicjatywa Polska, Polskie Stronnictwo Ludowe, Sojusz Lewicy Demokratycznej, Unia Europejskich Demokratów. To są środowiska, które zdobyły kilka milionów głosów w ostatnich wyborach, które chcą ze sobą współpracować. To jest pierwsza deklaracja, wszystkich sześciu ugrupowań, środowisk politycznych, o chęci współpracy na poziomie sejmików wojewódzkich – dodał Władysław Kosiniak-Kamysz.

– Te wybory się jeszcze nie skończyły. W ponad 600 gminach będzie druga tura wyborów. Bardzo ważne jest, żeby nie tylko w dużych miastach, takich jak Kraków czy Gdańsk, ale również w mniejszych miejscowościach pójść i zagłosować – stwierdziła Katarzyna Lubnauer.

– Spotykają się ludzie i spotykają się partie, które dochodzą do wniosku, że w imię rozsądku powinny współpracować, bo są sobie, w tej współpracy potrzebne. Namawiam wszystkich, którzy głosowali na listę SLD, na listę Lewica Razem, do udziału w drugiej turze głosowania, oraz o poparcie wszystkich kandydatów strony demokratycznej, tzn. nie PiS-owskiej – powiedział Włodzimierz Czarzasty.

– To wy wybierzecie czy będzie to zamknięcie PiS-owskie czy proeuropejskie otwarcie, które my ze swojej strony, jako strona prodemokratyczna, od PO, Nowoczesnej, PSL, SLD i UED i IP deklarujemy. Mądra współpraca na programie i wspólnych wartościach – dodała Barbara Nowacka.

– Samorząd w demokracji, dobrze osadzony w Polsce, jest istotą, sensem demokracji, dlatego nie dopuścimy do tego, żeby przejęła ją siła antydemokratyczna i antysamorządowa. Budujemy wspólnotę, wspólnotę ponad podziałami – mówiła Elżbieta Bińczycka.

>>>