Tag Archives: Ordo Iuris

Władza w rękach prostaka. Z życia pasqud 25

20 Lip

Ultrakatolicka organizacja Ordo Iuris rozesłała do stowarzyszeń i fundacji, działających na rzecz środowisk LGBT czy wspierających ofiary przemocy wnioski o udostępnienie informacji publicznej. Domaga się od nich „wyszczególnienia i opisania wszystkich projektów”, którymi się zajmują i dostarczenia kopii wszystkich umów, zawartych od początku ich istnienia aż do 17 lipca 2019 r., czyli dnia wysłania wniosku przez Ordo Iuris.

„Dostaliśmy pismo od organizacji posiadającej ogromne zasoby, organizacji, która domaga się od nas przegrzebania dokumentów sprzed lat. Mamy na to 14 dni. Nikt w Fabryce Równości nie pracuje na nawet skrawku etatu. Od lat usilnie walczymy z wiatrakami i próbujemy zagwarantować podstawowe prawa człowieka osobom LGBT. Jest to w dużej mierze akcja przemyślana na dręczenie naszego środowiska, być może w jakimś stopniu próbę zastraszania. Zbiegło się to niezwykle fortunnie z akcją pewnej prawicowej gazety, która postanowiła dołączyć do swojego najnowszego numeru naklejki „Strefa wolna od LGBT+” – napisali na Facebooku działacze Stowarzyszenia Fabryka Równości z Łodzi. O wspomnianej akcji w artykule „Tygodnik Sakiewicza z homofobiczną naklejką – „Jakie to uczucie nawiązywać do spuścizny nazistów?”.

Pismo ultrakatolickiej organizacji trafiło także do Stowarzyszenia na Rzecz Kobiet BABA z Zielonej Góry. – Jeżeli Ordo Iuris chce wiedzieć o nas wszystko i musimy udostępnić im więcej informacji niż prokuraturze, ministerstwom, kontrolerom ZUS, NIK i kto nas tam jeszcze sprawdzał ostatnimi laty, to znaczy, że jesteśmy w ścisłej czołówce ogólnopolskich organizacji pozarządowych broniących praw człowieka i praworządności w Polsce” – czytamy na Facebooku Stowarzyszenia.

W rozmowie z „GW” prezes BABY Anita Kucharska-Dziedzic dodała: – „My nie mamy nic do ukrycia. Wszystkie sprawozdania publikujemy regularnie na naszych stronach. Będziemy dopytywać, co chcą wiedzieć konkretnie, bo pismo jest dość niejasno sformułowane. Materiałów, o jakie wnioskują jest tak dużo, że chyba prościej będzie zaprosić ich do nas, by na miejscu przejrzeli sobie wszystkie segregatory”.

>>>

Jeżeli ktoś w tych wyborach będzie prawdziwą koalicją, to właśnie Koalicja Obywatelska. W jej skład wchodzi kilka niezależnych podmiotów, reprezentowane są środowiska samorządowe, a to dopiero początek – mówi Tomasz Siemoniak, wiceszef Platformy Obywatelskiej, były minister obrony narodowej. – Do pokonania PiS-u potrzeba znacznie większej mobilizacji, niż “składanie” partii politycznych. PO wzięła odpowiedzialność za Koalicję Europejską, będąc jej największym podmiotem, ale pozostawiając przestrzeń dla partnerów, teraz chcemy stworzyć nową przestrzeń w horyzoncie obywatelskim – dodaje

KAMILA TERPIAŁ: Zacznę od najtrudniejszego pytania: dlaczego nie udało się znowu zjednoczyć opozycji? Co poszło nie tak?

TOMASZ SIEMONIAK: Duże znaczenie miała decyzja PSL-u, aby opuścić Koalicję Europejską. Tym samym szeroki blok stworzony na wybory europejskie przestał istnieć. Po rozmowach i próbach stworzenia go na nowo uznaliśmy, że jest to sytuacja, w której pewne sprawy trzeba przeciąć. Zdecydowaliśmy się nie kontynuować formuły partyjnej, która najwidoczniej się nie sprawdza, i zmienić formułę na obywatelskie listy ze społecznikami, członkami organizacji pozarządowych, samorządowcami. Do pokonania PiS-u potrzeba znacznie większej mobilizacji, niż “składanie” partii politycznych. PO wzięła odpowiedzialność za Koalicję Europejską, będąc jej największym podmiotem, ale pozostawiając przestrzeń dla partnerów, teraz chcemy stworzyć nową przestrzeń w horyzoncie obywatelskim. Chcemy, aby nasze listy przyciągnęły jak najwięcej wyborców, dały powiew świeżości i obywatelskiej energii.

ODWOŁUJEMY SIĘ NIE TYLKO DO KONKRETNYCH ŚRODOWISK, ALE TEŻ DO TYCH, KTÓRZY PRZEZ 4 LATA PROTESTOWALI W OBRONIE DEMOKRACJI. LICZYMY, ŻE TU JEST OGROMNY POTENCJAŁ, BO TO SĄ LUDZIE, KTÓRZY CHCĄ ZMIANY.

Dlaczego politycy PO nagle stwierdzili, że formuła partyjna się nie sprawdza? Wcześniej słyszeliśmy, że to najlepsze rozwiązanie.
Ta formuła pokazała jednak swoje ograniczenie, bo nie wygraliśmy w maju. Przyniosła co prawda dobry wynik i współpracę różnych środowisk politycznych, które wcześniej były podzielone, ale widać, że do zwycięstwa z PiS-em potrzeba czegoś więcej. Mamy swój program i nie chcemy, żeby teraz wszystko skupiło się na negocjacjach międzypartyjnych. Na posiedzeniu zarządu partii poczuliśmy, że dalsze negocjacje byłyby jałowe. W życiu i w polityce czasami tak bywa, że przychodzi moment, w którym trzeba zrobić śmiały krok do przodu.

PAROKROTNIE POKAZALIŚMY, ŻE POTRAFIMY PRZYCIĄGNĄĆ RÓŻNE ŚRODOWISKA. ZNOWU POKAZUJEMY, ŻE JESTEŚMY GOTOWI ZREZYGNOWAĆ Z WŁASNEGO SZYLDU DLA DOBRA WIĘKSZEGO PROJEKTU.

To nie jest jednak krok do tyłu? Włodzimierz Czarzasty, komentując decyzję PO, mówi, że “ze zdziwieniem patrzy, jak został rozwalony największy i najlepszy projekt po transformacji”.
To są emocjonalne oceny. Bywały jednak projekty, które miały wyższe wyniki wyborcze, niż ten wynik Koalicji Europejskiej.

Ale była to jednak najszersza koalicja, jaką udało się stworzyć.
Szerokość koalicji wyznacza wynik wyborczy. Tak naprawdę przesądza nie liczba partii, tylko liczba głosów i zdolność do zwycięstwa. Broniliśmy idei Koalicji Europejskiej i szerokiego bloku, ale w momencie, kiedy zdecydowanie wyszedł z niego PSL, sytuacja się zmieniła.

WYDAJE MI SIĘ, ŻE ANI PSL, ANI SLD NIE PÓJDĄ DO WYBORÓW JAKO KOALICJE, TYLKO POD WŁASNYMI SZYLDAMI.

Powstanie przecież lewicowa koalicja SLD, Wiosna i Razem.
Skończy się tak, że na listach SLD pojawią się działacze Wiosny i Partii Razem. Przecież Włodzimierz Czarzasty nie zaryzykuje po raz drugi tego, aby nie przekroczyć progu wyborczego. A PSL nawet nie ma z kim zawrzeć takiej koalicji. PiS też idzie do wyborów jako partia, biorąc na listy przedstawicieli dwóch innych partii. Więc jeżeli ktoś w tych wyborach będzie prawdziwą koalicją, to właśnie Koalicja Obywatelska. W jej skład wchodzi kilka niezależnych podmiotów, reprezentowane są środowiska samorządowe, a to dopiero początek.

W takiej konfiguracji przecież trudniej będzie wygrać z PiS-em.
Wierzyliśmy w szeroki blok i walczyliśmy o to do końca, ale nikogo nie można do niczego zmusić.

LICZYLIŚMY, ŻE KOLEDZY I KOLEŻANKI Z PSL-U, BIORĄC POD UWAGĘ INTERES POLSKI, ZDECYDUJĄ SIĘ JEDNAK DO NAS PRZYŁĄCZYĆ. OSTATECZNIE STAŁO SIĘ, JAK SIĘ STAŁO. ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZA TO BIERZE PSL. MÓWIĘ TO NIE PO RAZ PIERWSZY – TAKA DECYZJA LUDOWCÓW TO OGROMNY BŁĄD.

Od dzisiaj mamy nową sytuację i skupiamy się na pracy jako Koalicja Obywatelska. Za tydzień chcemy pokazać dużą część list.

Może trzeba było przyjąć pod skrzydła KO chociaż polityków lewicy?
Uważaliśmy, że to nie jest dobry pomysł, bo szeroki blok ma sens tylko wtedy, kiedy znajdą się w nim wszystkie podmioty, które były w KE. Przyjęliśmy według nas najlepsze i optymalne rozwiązanie. Decyzja zarządu partii była jednomyślna. Współpraca w przyszłości jest jednak zawsze możliwa.

W NASZYM PRZEKONANIU WYBRALIŚMY ROZWIĄZANIE, KTÓRE DAJE NAJWIĘKSZĄ SZANSĘ NA WYGRANĄ Z PIS-EM.

Jest to skutek pewnej sekwencji zdarzeń, ale także przekonania, w którym miejscu na scenie politycznej jest PO i KO.

To jest ostateczna decyzja?
Tak. Nie ma czasu na zmiany. W sensie konstrukcji koalicji decyzja jest ostateczna, ale jesteśmy otwarci na współpracę z demokratami i patriotami, ze wszystkimi, którym dobro Polski leży na sercu. Będziemy pracować jeszcze nad konkretnym kształtem list wyborczych.

Zgłasza się na nie dużo osób spoza polityki?
Z tego, co wiem, to tak. Rozmowy na razie toczą się na poziomie regionalnym. Ale do mnie czy przewodniczącego PO też zgłaszają się osoby, które chcą do nas dołączyć. Czasami są to znane nazwiska, ale czasami po prostu obywatele, którzy nie godzą się na to, co się w Polsce dzieje. Pełny obraz będziemy mieli w ciągu najbliższych dni.

MAM POCZUCIE, ŻE NOWY PROJEKT KOALICJI OBYWATELSKIEJ JEST CIEKAWY I PRZYCIĄGAJĄCY LUDZI.

Politycy będą w stanie oddać dobre miejsca takim bezpartyjnym kandydatom?
Oczywiście. Tak było już w wyborach europejskich. Na przykład jedynkę w ważnym okręgu dolnośląsko-opolskim dostała pani Janina Ochojska, a w okręgu podlaskim Tomasz Frankowski. Mamy świadomość, że w polityce warto otwierać się na nowe osoby i obdarzać je zaufaniem. Potrzeba reagowania i szukania nowych twarzy, a nie obracania się w tym samym gronie, bo tylko wtedy można coś osiągnąć.

Pan będzie kandydował?
Zamierzam kandydować.

Wiadomo z którego miejsca i gdzie?
To okaże się w przyszłym tygodniu. Musimy jeszcze wszystko dopracować, tak aby listy były jak najbardziej optymalne.

PATRZĄC NA JEDYNKI PIS-U, WIEM, ŻE NASZE LISTY BĘDĄ SILNIEJSZE W SENSIE JAKOŚCI PERSONALNEJ.

Wierzy pan, że uda się opozycji wystawić wspólnych kandydatów do Senatu?
Mam nadzieję, że bez względu na wszystko zobowiązują nas wcześniejsze ustalenia. W okręgach jednomandatowych jest tak, że jeżeli kandydaci opozycyjni będą między sobą konkurować,to przyniesie jeden skutek – wygra kandydat PiS-u. A poparty przez wszystkich kandydat opozycji ma szansę w wielu miejscach wygrać. Pokazały to już wybory w 2015 roku. Jednomandatowe okręgi po prostu wymuszają współpracę. Chcemy zresztą oddać duże pole samorządowcom, aby proponowali kandydatów do Senatu. To ma być też wyjście naprzeciw ich postulatowi, aby Senat stał się izbą samorządową.

Pytanie, czy inni się na to zgodzą.
Od dawna zapowiadaliśmy to publicznie. Myślę, że się dogadamy.

SAMORZĄDOWCY ZGODZĄ SIĘ NA DOBREGO OBECNEGO SENATORA, A MY NA ŚWIETNEGO SAMORZĄDOWCA.

Nie boi się pan, że kłótnia i podział po stornie opozycji zamiast zmobilizować wyborców przyniesie odwrotny skutek? Ludzie chyba mają już dość politycznych sporów i wierzyli w zjednoczenie.
Wyborcy byli już zniecierpliwieni tym, że mijają tygodnie, a cały czas nie wiadomo, w jakim kształcie opozycja idzie do wyborów. Te decyzje kończą dyskusje i niepewność. Wiemy już, co dalej. Za parę dni te spory będą już odległą historią. Zaczynamy walkę o głosy Polaków.

Problem zacznie się wtedy, jak opozycja będzie o te głosy walczyć między sobą.
Jest takie ryzyko, ale mam nadzieję, że kapitał wypracowany w KE pozwoli nam się pięknie różnić. Będziemy rywalizować w wyborach, ale wierzę, że nie będziemy się jednocześnie atakować i używać języka agresji. Ze strony Koalicji Obywatelskiej jest taka wola, bo wiemy, że mamy wspólny cel – odsunąć PiS od władzy.

MUSIMY TEŻ MYŚLEĆ O PRZYSZŁOŚCI.

Po wyborach świat się nie kończy. Wierzę, że po pierwszych emocjach zwycięży jednak zdrowy rozsądek i poczucie, że więcej nas łączy, niż dzieli.

Sejmowa komisja śledcza ds. VAT miała w planach ponownie przesłuchać byłego premiera Donalda Tuska. Wielu spodziewało się zatem, że niedługo po raz kolejny może dojść do żenującego widowiska kompromitacji nieprzygotowywanych polityków PiS, tak jak miało to miejsce podczas poprzedniego starcia 17 czerwca, czy głośnego przesłuchania szefa Rady Europejskiej przez komisję ds. afery Amber Gold. Do takiego wydarzenia ku zaskoczeniu dziennikarzy jednak nie dojdzie, ponieważprzewodniczący komisji poseł Marcin Horała niespodziewanie oświadczył, że rezygnuje z planów przesłuchania byłego premiera.

Polityk stwierdził, że “Wszystko wskazuje na to, że Donald Tusk nie będzie już przesłuchiwany”Powodem takiej decyzji ma być unikanie przez szefa Rady Europejskiej stawienia się przed komisją. Marcin Horała konkluduje, że Tusk “ma pewne narzędzia, żeby to zrobić do pewnego czasu skutecznie”.

Chodzi przede wszystkim o fakt, że komisja śledcza planowała przesłuchać przewodniczącego Rady Europejskiej we wtorek 16 lipca, jednak mecenas Roman Giertych w imieniu Donalda Tuska złożył wniosek o usprawiedliwienie jego “nieobecności na posiedzeniu komisji ds. VAT” w oparciu o natłok obowiązków na końcu kadencji szefa Rady Europejskiej. W oparciu o powyższe przewodniczący komisji wysunął wniosek:
“Było jedno przesłuchanie, wiele najistotniejszych pytań padło.Uznaliśmy, że nie będziemy się bawić w króliczka, to jest niepoważne. Musielibyśmy wygenerować kilka terminów, a każdy co mniej więcej trzy tygodnie, tak żeby dotrzymać terminów doręczeń”.

Powyższe tłumaczenia zastanawiają jednak w świetle tego, jak bardzo zdeterminowany jest PiS w doprowadzaniu do końca spraw, które są mu politycznie na rękę. Taki ruch wskazuje bowiem jasno, że przesłuchanie Tuska nie jest dla rządzących dłużej priorytetowe. Powodów ku temu jest zaś co najmniej kilka. Pierwszym oczywistym jest to, że były premier nie jest łatwą ofiarą i próby zastawienia na niego zasadzki już parę razy skończyły się większymi szkodami dla samych przesłuchujących. Drugim równie ważnym elementem jest dążenie PiS, aby komisja złożyła raport przed jesiennymi wyborami. Poseł Horała przekazał, że dokument już powstaje teraz, aby zostać zaprezentowanym w sierpniu, co pokazuje, że członkowie komisji już stworzyli wizję, którą chcą przedstawić opinii publicznej, a co za tym idzie potrzeby zdobycia nowych faktów w komisji nie ma. Również warto mieć na uwadze, że Tusk nie otwierając ruchu politycznego po eurowyborach przestał być dla władzy tak palącym zagrożeniem, przynajmniej na najbliższe kilka miesięcy.

W świetle powyższych kolejne przesłuchanie nie dawało PiS większych korzyści, a wiązało się z politycznym ryzykiem, stąd decyzja Marcina Horały z tego punktu widzenia wpisuje się w strategię obozu władzy.

Zmiany w systemie podatkowym i emerytalnym, finansowanie pisowskiego eksperymentu oświatowego, realizacja wielu innych zadań to nic innego, jak obietnice wyborcze PiS załatwiane kosztem samorządów.

Tydzień temu przyznałam się, że życie w kraju nad Wisłą przestało być moim szczęściem, a stało się pechem. Bycie teraz polskim obywatelem niesie ze sobą spore wyzwanie, bo prawo, jakie znamy faktycznie nie obowiązuje, a na dodatek partia rządząca bardzo dba, by zapewnić nam takie rozrywki, które podkopują nasze poczucie bezpieczeństwa, stabilizacji i spokoju społecznego. Nie ma takiego obszaru życia publicznego, w którym by nie namieszała, nie skłóciła ludzi, nie zepsuła relacji obywatelskich.

Spójrzmy na samorządy – jednostki terytorialne, niesamowicie ważne dla dobrego funkcjonowania regionów, czyli nas, mieszkańców. I cóż się dzieje? PiS, realizując własne, autorytarne cele, sprowadza władzę samorządową do podłogi, mając w nosie jej rolę w rozwoju państwa i obrzucając winą za każde własne, fatalne posunięcie. Obniża podatek z 18% do 17%, ludzie wariują ze szczęścia, a przecież oznacza to stratę dużych pieniędzy. Tych pieniędzy, które samorządowcy ładowali w szpitale, oświatę, kulturę, infrastrukturę i wiele takich inwestycji, dzięki którym ich mieszkańcom powinno żyć się lepiej. Jak obliczono, obniżenie podatku oznacza 6,2 mld zł mniej w przyszłym roku, co spowoduje regres w finansach samorządowych i jednocześnie wpłynie na pogorszenie jakości życia w regionach. Może dojść nawet do takiej sytuacji, że nie uda się spiąć budżetu i… klapa. Kto za to odpowie? Oczywiście samorząd, bo przecież PiS wie, co robi, wszystko skalkulował i wiadomo, że jeśli coś pójdzie nie tak, to dlatego, że w regionach kiepsko rządzi wroga opcja.

Podobnie jest z zerowym PIT-em dla młodych do 26 roku życia. Ci się cieszą, bo więcej będą mieli w kieszeni, ale dla samorządowców to kolejny cios w plecy – to ok. 1 mld złotych mniej w budżetach. To strata kolejnych pieniędzy, które są niezbędne, by poziom życia mieszkańców rósł. Kto będzie odpowiedzialny za spadek inwestycji, niemożność przeprowadzania wszystkich, niezbędnych prac remontowo-naprawczych itp., itd.? Oczywiście wredne samorządy…

Co więc przyjdzie ludziom z obniżonego podatku lub „zerówki dla młodych”, gdy koszty życia w ich regionie znacznie wzrosną, zabraknie inwestycji, a to, co już zrobiono, będzie sobie niszczało z braku kasy, zamiast służyć mieszkańcom?

Nie zapominajmy też o tym, czym przez ostatnie tygodnie żyje cała Polska, czyli kumulacją roczników w szkołach ponadpodstawowych. To, co władza zafundowała młodym ludziom woła o pomstę do nieba. Tysiące dzieciaków nie dostało się do wybranych szkół i mogą być skazani na takie, które zupełnie nie odpowiadają ich planom na przyszłość czy oczekiwanemu poziomowi nauczania.

Kto winny tej sytuacji? Oczywiście samorządy. Krąży już nawet teoria spiskowa, którą politycy PiS ochoczo rozpowszechniają, jakoby z naborem absolwentów było wszystko w porządku, a tylko samorządowcy, będący przeciwnikami partii rządzącej, próbują rozegrać sprawę politycznie i dowalić PiS-owi. Jarosław Gowin np. piętnuje postawę samorządowców, podając przykład genialnego potomka swoich przyjaciół, który bez problemu dostał się tam, gdzie chciał i przy okazji z obrzydzeniem piętnując młodych ludzi za zrobienie sztucznego tłumu, bo złożyli papiery do wielu szkół i klas. Cóż, pan Gowin kłamie, bo nie wie lub nie chce wiedzieć, jakie były zasady rekrutacji do szkół i nie ma opcji, by jeden uczeń przyblokował ileś tam miejsc.

Wszyscy pamiętamy, jak w trakcie kampanii samorządowej politycy PiS wręcz straszyli wyborców, usiłując ich przekonać, że głosowanie na gospodarzy miasta, gminy czy powiatu spoza partii rządzącej, odbije się wielką czkawką. Widać wyraźnie, że to nie były puste słowa. Już teraz wiadomo, czym dla samorządów skończy się polityka władzy, która skupiona jest na grze tylko do swojej bramki. Władzy, która zapewne znajdzie sposób, by „swoje” samorządy dopieścić kasą, mając pozostałe głęboko gdzieś.

Już wiadomo, że zmniejszenie podatków płynących do samorządów, podwyżki cen prądu, niedofinansowanie zadań zleconych przez władze centralne to gwóźdź do trumny i kilkaset samorządów stanie u progu bankructwa. Zmiany w systemie podatkowym i emerytalnym, finansowanie pisowskiego eksperymentu oświatowego, realizacja wielu innych zadań to nic innego, jak obietnice wyborcze PiS załatwiane kosztem rozwoju lokalnego.

Jeszcze trochę, a wszyscy na własnej skórze odczują to, co funduje im partia prezesa. Dzisiaj jeszcze się cieszą, chwalą, wspierają, ale bliski ten czas, gdy nie będą mogli dostać się do szpitala w swoim mieście, bo będzie on zamknięty z powodu braku kasy na niezbędny remont. Gdy nie będą mogli nigdzie dojechać, bo nieremontowana droga będzie straszyła dziurami. Gdy deszcze podniosą stan wód, a samorządy niewiele będą mogły zrobić, bo nie będą miały pieniędzy na zabezpieczenie przed powodziami. Gdy ich dziecko nie załapie się do przedszkola, bo samorządu nie będzie stać na utrzymywanie tych placówek. Pojawią się problemy z dostępem do kultury czy dobrych szkół. Marzenia o nowym mieszkanku staną się fikcją, bo nie będzie miał kto dofinansować budowy, a w krajobrazie zaczną straszyć stare, niewyremontowane budynki, bo nie będzie jak przywrócić ich do świetności. O nowej kanalizacji i innych udogodnieniach, ułatwiających życie też trzeba będzie zapomnieć, podobnie jak o pomocy osobom chorym, zniedołężniałym, starym.

Jestem przekonana, że w tym szaleństwie jest metoda. W końcu politycy PiS to mistrzowie manipulacji i zapewne uda im przekonać swój elektorat, że partia jest super, tak bardzo „proobywatelska”, a całą winą za gorsze życie ponoszą tylko samorządy, które udają, że niczego nie rozumieją i prowadzą swoją wydumaną wojenkę z prawdziwymi wartościami i fantastycznym zarządzaniem prezesa i jego ludzi. Samorządom na pohybel, nawet kosztem swoich ukochanych obywateli… to jedno z haseł PiS, które idzie po władzę autorytarną, a nam funduje coraz większą huśtawkę społeczną.

Ciąg dalszy za tydzień.

Nikt przy zdrowych zmysłach nie powinien się nabrać na zapewnienia prezesa PiS, „abyśmy się wszyscy porozumieli”, bo jego partia  „nie chce wojny w Polsce”.

Więcej >>>

Reklamy

Krystyna Pawłowicz dostała zajadów, szczekaniem mając obrzmiałe usta

3 Sty

„6 stycznia ogłosimy projekt dotyczący rozdziału Kościoła od państwa. W Konstytucji jest zapisany rozdział Kościoła od państwa. Doskonale wiemy, że zupełnie nie jest to przestrzegane, dlatego niektóre zapisy trzeba będzie wzmocnić, niektóre trzeba będzie wprowadzić jako nowe rzeczy” – poinformowała w Radiu RMF FM przewodnicząca Inicjatywy Polska Barbara Nowacka. Zapowiedziała zbieranie podpisów pod projektem tej ustawy.

Według Nowackiej, Polacy coraz częściej mówią o rozdziale Kościoła od państwa. – „Społeczeństwo chce uciąć finansowanie Kościoła, chce wyprowadzenia religii ze szkół lub jej niefinansowania. To są coraz głośniejsze postulaty… Rozliczenia przestępstw dokonywanych chociażby przez księży-pedofilii” – argumentowała szefowa Inicjatywy Polska.

Nowacka dodała, że w pracach nad projektem współpracuje z Nowoczesną, która  „też jest bardzo zainteresowana rozdziałem Kościoła od państwa” – stwierdziła Nowacka.

A miała przecież zamilknąć, a przynajmniej się wyciszyć… Jednak Krystyna Pawłowicz po raz kolejny nie wytrzymała. – „To chamstwo lewackie zgłoszę do sejmowej Komisji Etyki” – poinformowała na Twitterze posłanka PiS. Poszło o wpis Joanny Scheuring-Wielgus z Teraz, która tak podsumowała wycofanie projektu pisowskiej ustawy o przemocy domowej: – „To Pan Morawiecki nie wiedział, że taki gniot (zresztą nie pierwszy) wychodzi z Pana Rządu? Pan jest dzbanem czy premierem RP? Powiedzieć wstyd to mało”.

Pawłowicz na tym nie poprzestała. – „Pewnie ta Komisja jej krzywdy nie zrobi, bo lewacy mają w niej większość. 3 do 1 przeciw PiS. Każdy Klub ,są obecnie 4, mają po jednym przedstawicielu w tej całkowicie zbędnej Komisji. Zgłoszę mimo to, by to zachowanie tej chuliganki nagłośnić” – dodała w kolejnym wpisie.

„Szanowna Pani Poseł, mordo moja zdradziecka, jechać po tych lewakach, niech się nauczą kultury. A najlepiej to niech im Pani podręcznik napisze – taki właśnie o kulturze i dobrym wychowaniu, wie Pani, o tym, na czym się Pani tak dobrze zna. Już się nie pozbierają” – kpiąco skomentował wpis Pawłowicz jeden z internautów.

Przypomnijmy  tylko, że słowo „dzban” w plebiscycie Wydawnictwa Naukowego PWN uznane zostało Młodzieżowym Słowem Roku 2018. Stosowane jest przez młodych ludzi na określenie osoby niezbyt inteligentnej, niemiłej, nierozgarniętej.

„Jesteśmy w kraju autorytarnym, bo widać ten moment strachu, widać, co się dzieje z instytucjami, widać w samym PiS-ie i widać poza tym, co się dzieje z instytucjami, z poszczególnymi publicznymi rolami. Ludzie się boją, ci urzędnicy się boją i takie manipulowanie państwem jest oznaką autorytaryzmu” – stwierdziła prof. Jadwiga Staniszkis w TVN24. Dodała, że „widać, że PiS i Kaczyński próbują się cofnąć; widać, że już nie ma takiego rozpędu w niszczeniu państwa”.

Prof. Staniszkis namawia Komisję Europejską na wywieranie ciągłej presji na rząd PiS. – „To jest jedyny czynnik, na jaki PiS jakoś jeszcze reaguje”– powiedziała. Według niej, Polska jest coraz bardziej osamotniona w Europie. – „Zdaniem Zachodu, stajemy się coraz bardziej podobni do Rosji. Ja się z tym zgadzam. I to nawet nie do Rosji współczesnej, ale bolszewickiej” – powiedziała.

Krytycznie podsumowała poczynania Andrzeja Dudy. – Zachowuje się fatalnie, podpisując te ustawy. Jest ignorowany w polityce zagranicznej. Nie sprostał temu zadaniu. Jest ignorowany w polityce międzynarodowej, na Zachodzie, w USA. Gdyby doszło do konkurencji Tusk-Duda, osobiście popierałabym Tuska, bo po prostu jednak on by pewnych rzeczy nie robił, bo już otarł się o Europę, zdaje sobie sprawę, co znaczą rządy prawa,  indywidualizm i szacunek” – stwierdziła Jadwiga Staniszkis.

Projekt pisowskiej ustawy o przemocy domowej został ponoć napisany w fundacji Ordo Iuris.

PiS z hukiem zaczął Nowy Rok, bynajmniej nie fajerwerkami czy też petardami, ale jednym dozwolonym pobiciem w domu. W pisowskiej nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu przemocy domowej uznano, że jednorazowy akt agresji jest dopuszczalny. Na tym nie koniec – ustawa dopuszczała naruszenie godności ofiary, ograniczenia jej wolności, szczególnie seksualnej i pozwalała na przemoc psychiczną, znęcanie.

Wcale nie jest to wielka niespodzianka, iż PiS dopuszcza tak rozumiany rejwach w życiu domowym, leży to w filozofii tej partii i wyznawanych wartościach. Mateusz Morawiecki podobno – piszę podobno, bo jednym tweetem – wycofał się z tej ustawy.

Lecz ona zaistniała na papierze, w decyzyjności odpowiedzialnych polityków w rządzie PiS, w świadomości Polek i Polaków żyjących na początku 2019 roku. Projekt tej ustawy został ponoć napisany w sławetnej kościelnej przybudówce, w fundacji Ordo Iuris. Przewędrował przez biurka minister Elżbiety Rafalskiej i Beaty Szydło. Został przez nie klepnięty i czekał swojej procedury parlamentarnej. Z pewnością dostałby błogosławieństwo kleru, bo rodzina jest najważniejsza.

Ta ustawa o przemocy przypomina mi autentyczny dialog, który wieki temu usłyszałem w pociągu. Naprzeciw mnie jechały dwie kobiety, które dzisiaj mogę określić, iż były odpowiednikami pań Szydło i Rafalskiej. Jedna z nich niedawno została wdową i chlipała, jakiego to dobrego pochowała męża. A ta druga miała już dosyć tych wspominek i przypomniała jej, że bił ją i ciągnął za włosy po podwórku. Wdowa się obruszyła na takie dictum: – „A ileż było tego podwórka?”.

PiS w przemocy dopuszcza się wielkości podwórka całkiem sporego. Zostało obcięte  dofinansowanie „Niebieskiej Linii”, prowadzonej przez Ogólnopolskie Pogotowie dla Ofiar Przemocy w Rodzinie. Ministerstwo Sprawiedliwości obcięło dofinansowanie Centrum Praw Kobiet, pomagające ofiarom przemocy, czyli bitym kobietom.

Oczywiście, że Morawiecki przestraszył się, a w zasadzie Jarosław Kaczyński, siły Czarnego Protestu, który szykował się do oprotestowania tej pisowskiej ustawy.  Spointuję niekoniecznie satyrycznie, w konwencji czarnego humoru. Ta ustawa jest nie tylko pisowska, jest wyjęta z mentalności Morawieckiego i jego podwórka rechrystianizacji. W nowelizacji co prawda nie było mowy o paleniu kobiet na stosie, które uznane byłyby za czarownice, lecz to leży w logice podwórka rechrystianizacji Morawieckiego, który gdyby mógł cofnąłby się do tradycji Inkwizycji. Wycofał się, bo obleciał go tchórz.

Ziobro się boi, więc straszy prof. Marcina Matczaka

2 Sty

„Minister Sprawiedliwości polecił wszcząć postępowanie dyscyplinarne wobec radcy prawnego, prof. Marcina Matczaka. To nie zabawa – minister może doprowadzić do usunięcia z zawodu” – poinformowała na Twitterze Ewa Siedlecka z „Polityki”. Zbigniew Ziobro chce ukarania prawnika za jego wpis, dotyczący córki kontrowersyjnego prawicowego blogera Piotra Wielguckiego („Matka Kurka”). – „Matczak przeprosił córkę Wielguckiego. Został publicznie skrytykowany – i słusznie. Ale co ma do tego minister sprawiedliwości? Wypowiedź nie miała nic wspólnego z działalnością prof. Matczaka jako radcy prawnego” – dodała Ewa Siedlecka.

„Jeśli do tego dojdzie, zrobię wszystko by nagłośnić ten skandal w uczelniach światowych, z jakimi mam kontakt. To kampania represji przeciwko wybitnemu prawnikowi za użyty przez niego eksperyment myślowy wyjaśniający trollowi, co to „hate speech” – napisał prof. Wojciech Sadurski.

„Atak na Marcina Matczaka dowodzi, że władza się go boi i uważa, że jest dla niej niebezpieczny. I słusznie uważa. Błyskotliwy, charyzmatyczny, odważny obrońca demokracji i państwa prawa. Ta dyscyplinarka, tylko go wzmocni” – to komentarz Jarosława Kurskiego z „Gazety Wyborczej”.

Prof. Marcin Matczak zaangażował się w obronę polskich sądów i protestował przeciw pisowskiej „reformie” sądownictwa. Na jego temat w artykule „Profesor Matczak „solą w oku” PiS?”.

>>>