Tag Archives: Ordo Iuris

Pisokracja 2

27 Lu

Problem z PiS jest w zasadzie prosty, to patologiczni kłamcy. Tak jak występują zabójcy z urodzenia, tak politycy PiS są amoralni z urodzenia, kłamcy.

Mistrzem w tej dyscyplinie jest prezes Kaczyński, nie gorszy od niego Mateusz Morawiecki, który nie ma za dużo talentów, ale takie nagromadzenie złych cech i ciąg na zło, iż był prezesem banku, a teraz wdarł się w łaski prezesa i realizuje jego wizję demolowania Polski.

Ciągle warto mieć na uwadze słowa Donalda Tuska.

„PiS już wie, że niedługo straci władzę. Mimo nadciągającego kryzysu rozda jeszcze trochę pieniędzy (głównie swoim), aby zbudować mit złotej epoki Kaczyńskiego. Winę za bankructwo i drożyznę zrzuci na następców. Taka strategia” (tutaj więcej >>>).

Tusk w wykładzie o prowincjonalizmie i czym grozi władza PiS, przejdzie do historii myśli politycznej, Daje w nim wykładnię, jaka polityka dla nas jest najlepsza, a jaki skansen proponuje PiS, prowincjonalizm (czytaj tutaj >>>). PiS jest dla Polski zabójczy.

Tusk a Kaczyński to antypody, ten pierwszy nowoczesnośc, otwartość, demokracja, ten drugi proponuje zapaść cywilizacyjną.

A jeszcze do tego PiS podpiera się ideologią katolicką, która winna skończyć w Średniowieczu, ale Ordo Iuris odkryła w kraju średniowieczne umysły i wraz z nimi szerzy Ciemnogród.

Najnowszy raport Wielkiej Koalicji za Równością i Wyborem podsumowuje działalność Ordo Iuris, szczegółowo analizując strategie, które stosuje w walce o „przywrócenie naturalnego porządku”. Nie ma w nim miejsca dla osób nieheteronormatywnych czy wolności reprodukcyjnej kobiet.

O manipulacjach Ordo Iuris czytaj tutaj >>>

Adam Bielan, spec od kampanii wyborczych i rzecznik sztabu Andrzeja Dudy, mówił w „Kropce nad i”, że Małgorzata Kidawa-Błońska „obściskiwała się” w Pucku z hejterami, którzy krzyczeli wulgarne hasła w stronę prezydenta. Bielan w propagandowo zręczny sposób wplótł prawdziwe zdarzenia w fałszywą opowieść.

W tej wypowiedzi nic się nie zgadza. W skrócie:

  • poseł Joanna Lichocka powiedziała przepraszam, ale nie przeprosiła,
  • w Pucku nie było hejterów tylko zwyczajni kontrdemonstranci,
  • słowa „Duda, ty ch..ju” padły, ale nie były skandowane,
  • wulgarnego sformułowania użył jeden mężczyzna, a nie „grupa hejterów”,
  • Kidawa-Błońska nie mogła słyszeć tych słów,
  • kandydatka na prezydenta nie ma więc za co przepraszać.

Telewizyjna legenda o Pucku

Arkadiusz Szczurek z Lotnej Brygady Opozycji był jednym z kontrdemonstrantów w Pucku. Słuchał wywiadu z Adamem Bielanem.

„Pan Bielan bzdury opowiada. Trudno powiedzieć nawet, żeby słowa o Dudzie i ch..ju były wykrzyczane. Po prostu jeden mężczyzna rzeczywiście wypowiedział takie zdanie, nikt go nie podchwycił, a już całą pewnością Małgorzata Kidawa-Błońska nie mogła ich słyszeć.

Podeszła później przywitać się do kilkudziesięciu osób, które protestowały przeciwko Dudzie, kilka z nich uściskała i tyle. Cała ta historia opowiadana przez polityków PiS to czysty absurd” – mówi Szczurek OKO.press.

Wcześniej w wywiadzie dla OKO.press Szczurek mówił jeszcze: „Prezydent – trochę skonfundowany naszymi gwizdami – skończył przemowę, Małgorzata Kidawa-Błońska podeszła do demonstrantów. I wtedy jakaś osoba – chyba z niepełnosprawnością – zaczęła ją obcałowywać, co teraz TVP Info puszcza to w kółko”.

Więcej o manipulacjach sowieckich Bielana tutaj >>>

Prokuratura Krajowa wystąpiła o uchylenie immunitetu sędziemu Igorowi Tulei za to, że nakazał śledztwo w sprawie głosowania PiS w Sali Kolumnowej Sejmu. Tuleya będzie pierwszym sędzią, wobec którego zastosowano ustawę kagańcową. Bo o jego immunitecie zdecyduje nielegalna Izba Dyscyplinarna.

O pierwszej ofierze ustawy kagańcowej Igorze Tulei tutaj >>>

PiS dostał polecenie, żeby wszędzie mówić, że to jest »historyczny budżet«, »zerowy deficyt«. Pognębmy jeszcze bardziej nauczycieli, zdrowie, niepełnosprawnych, biednych, to będziemy mieli nadwyżkę w budżecie. Takie gadanie jest bez sensu” – senator Marek Borowski opowiada OKO.press o debacie nad budżetem. Tłumaczy, jakich poprawek chce opozycja.

Marek Borowski o oszustwach budżetowych Morawieckiego, kreatywnej księgowości, tutaj >>>

Roman Giertych pisze, jak wymuszano zeznania przeciw senatorowi Stanisławowi Gawłowskiemu, tutaj >>>

Liczba osób zarażonych we Włoszech wzrosła do 453, 12 zmarło. Dotarcie wirusa do Polski jest kwestią czasu. Czy należy się go bać bardziej niż np. grypy? Co mają zrobić osoby, które niedawno wróciły z Włoch? Jak możemy skutecznie zabezpieczyć się sami? OKO.press odpowiada na najważniejsze pytania.

O koronawirusie czytaj tutaj >>>

Czy Patrycja Kotecka miała jedenaście lat temu kontakty z półświatkiem? Czy to przestępcy kazali jej zbliżyć się do Zbigniewa Ziobry?

Takie zarzuty stawia żonie ministra sprawiedliwości jeden z byłych członków gangu pruszkowskiego, świadek koronny Piotr K., pseudonim „Broda”, który dla środowiska PiS jeszcze niedawno był bardzo wiarygodnym człowiekiem.

Eliza Michalik pisze o żonie Zbigniewa Ziobry tutaj >>>

Władza PiS przed alternatywą: demokracja albo Polexit

14 Sty

Wchodzimy w decydujące momenty dla naszego kraju. Albo demokracja w Polsce powróci do obowiązujących standardów w Unii Europejskiej, albo nastąpi to, co najgorsze – Polexit, a w jakiejś perspektywie utrata niepodległości.

PiS zniszczył nam ojczyznę, jest jednak ona do odbudowania, myślę o prestiżu i godnym miejscu w Europie.

Skierowanie przez Komisję Europejska do Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu o zastosowanie  wstrzymania w Polsce działania ustaw sądowniczych, które są kagańcem na wolność władzy sądowniczej, są radykalnym krokiem Brukseli.

Sytuacją mamy albo-albo. Albo demokracja, albo autokracja.

„Komisja zwróci się do Trybunału Sprawiedliwości UE o zarządzenie środka tymczasowego ws. reżimu dyscyplinarnego dla sędziów” – ogłosiła KE po spotkaniu komisarzy 14 stycznia. Środkiem ma być zawieszenie funkcjonowania Izby Dyscyplinarnej SN. „Jeśli TSUE się zgodzi, postępowania w Izbie powinny zostać wstrzymane” – tłumaczy dr hab. Piotr Bogdanowicz z UW.

„Kolegium komisarzy dało zielone światło służbom prawnym Komisji, by wnioskowały do TSUE o zarządzenie tzw. środka tymczasowego w sprawie dotyczącej reżimu dyscyplinarnego dla sędziów” – poinformował po wtorkowym spotkaniu władz KE komisarz Nicolas Schmit.

Wiceprzewodnicząca KE Věra Jourová napisała na Twitterze, że w ramach środka tymczasowego Komisja będzie domagała się zawieszenia pracy Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego.

Więcej tutaj >>>

Filozof prawa prof. Jerzy Zajadło przypomina klasyczną książkę „The Dual State” Ernsta Fraenkela – wnikliwą i trafną analizę istoty systemu państwa i prawa III Rzeszy. Znajduje w niej bardzo aktualny instruktaż jak stopniowo wygasić demokratyczne państwo prawa i zastąpić je zupełnie innym porządkiem polityczno-prawnym.

Wielce ciekawy esej prof. Zajadło czytaj tutaj >>>

Agnieszka Kaczmarska z Kancelarii Sejmu nie przyjedzie do Olsztyna, by pokazać w sądzie tajne listy poparcia do KRS. Ale udostępni je sędziemu Juszczyszynowi do wglądu na miejscu w Warszawie już 21 stycznia. Jest tylko jedno „ale”. Kancelaria chce pokazać listy z podpisami obywateli, nie sędziów.

O wyprawie Juszczyszyna do Kancelarii Sejmu tutaj >>>

Radykalnie katolicki Instytut Ordo Iuris chwali się tym, że finansuje swoje działania z darowizn i nie bierze pieniędzy z budżetu państwa. Jednak dwie inne organizacje, powiązane z Ordo Iuris personalnie i projektowo – owszem. W 2019 r. otrzymały one dotacje z budżetu państwa na prawie 2 mln zł.

O tej islamskiej organizacji katolickiej tutaj >>>

Pytanie, ile wytrzyma marszałek Grodzki i jego otoczenie, ale ten czarny marketing polityczny przekłada się też na osoby, które na co dzień nie zajmują się polityką. Takiej wersji jeszcze nie mieliśmy.

NISZCZY SIĘ WSZYSTKIE STRUKTURY SPOŁECZNE, NISZCZY AUTORYTETY, JASNE WIDZENIE ŚWIATA, CO POWODUJE ZABURZENIE RELACJI I KOMUNIKACJI, KTÓRE SĄ FAŁSZYWIE ODCZYTYWANE, CO PROWADZI DO BEZRADNOŚCI.

Dzieje się tak, bo ludzie nie mają narzędzi, żeby to nazwać i sprawdzić, zaczną więc udawać się na emigrację wewnętrzną. Pozostali bliżej władzy, np. obsadzeni w spółkach Skarbu Państwa, zaczną się urządzać w przysłowiowej “d”, o której mówił Kisielewski. Zatem znowu zaczynamy produkować na skalę państwową ludzi, którzy dla świętego spokoju będą konformistami.

Marszałek Grodzki jest jaskrawym przykładem, jak działa ta machina – to szukanie haków, apele CBA o donosy. Wobec sędziów od dawna prowadzona jest ta sama działalność, tylko w wersji trochę bardziej soft?
Sędziów jest po prostu więcej. Jesteśmy świadkami kuriozalnych sytuacji, kiedy funkcjonariusze państwowi, jak ministrowie, obrażają publicznie sędziego za to, że przeszedł się w naszej sprawie – wszystkich obywateli – w marszu. Za to jest postponowany przez urzędników państwowych i dziennikarzy usłużnych władzy, którzy opowiadają steki bzdur. U sędziów ma to jeszcze jedną konsekwencję – sprawy dyscyplinarne. To są tzw. miękkie represje, które będą się sprowadzały do tego, że ludzie będą tracić pracę albo będą musieli się naginać do systemu.

Czytaj cały wywiad z dr. Oczkosiem >>>

JUSTYNA KOĆ: Został pan przewodniczącym senackiego zespołu doradców ds. kontroli konstytucyjności. Czym będzie się zajmował?

MAREK CHMAJ: Zespół powołał marszałek Grodzki. Kierując się kwestiami merytorycznymi, wybrał 15 znakomitych naukowców mających bogaty dorobek z zakresu prawa konstytucyjnego i pokrewnych gałęzi prawa. Zadaniem zespołu będzie badanie zgodności ustaw z konstytucją oraz z traktatami unijnymi.

Czyli będziecie zajmować się tym, czym powinien Trybunał Konstytucyjny?
Tak jest. Marszałek chciał, aby niezależny zespół składający się z wybitnych ekspertów badał ustawy, które będą, ale też obowiązują w porządku prawnym RP. Zespół będzie wydawał opinie w pełnym składzie, tzn. podpisywane będą przez wszystkich członków bądź w składach pięcioosobowych.

OPINIE BĘDĄ WYKORZYSTYWANE PRZEZ MARSZAŁKA W PROCESIE LEGISLACYJNYM PRZY UWZGLĘDNIANIU I PLANOWANIU POPRAWEK SENATU DO USTAWY, ZAŚ W PRZYPADKU OBOWIĄZUJĄCYCH USTAW OPINIE ZESPOŁU BĘDĄ MOGŁY BYĆ WYKORZYSTYWANE DO PRZYGOTOWYWANIA PROJEKTÓW I ZMIAN NOWELIZACJI USTAW W KIERUNKU NADANIA IM ZGODNOŚCI Z POLSKĄ KONSTYTUCJĄ.

Sporo pracy będzie miał zespół…
Zespół jest gotowy do podjęcia pracy. Chciałbym jeszcze podkreślić, że zespół pracuje społecznie, zatem uczestnictwo w składach orzekających, jak również w posiedzeniach plenarnych, jest nieodpłatne. Jedynie osoba, która będzie sporządzała daną opinię, otrzyma honorarium na zasadach obowiązujących dla wydawania opinii w Sejmie i Senacie. To są niewielkie kwoty.

Wywiad z prof. Chmajem tutaj >>>

PiS organizuje seanse nienawiści w stosunku do Tomasza Grodzkiego, opozycji i społeczeństwa obywatelskiego

7 Sty

Kogo ewentualnie miałby na myśli wielki Honore de Balzac, gdy pisał o zerach poprzedzających nazwisko.

„Niektóre istoty są jak zera. Trzeba im cyfry, która by ich poprzedzała, a wówczas nicość ich nabiera dziesięciokrotnej wartości.”.

Najlepszy plan posegregowania śmieci.

Tomasz Sakiewicz i media, którymi kieruje, rozpoczęły kolejną ohydną kampanię. Tym razem jej celem ma być szkalowanie marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego.

Ta obrzydliwa akcja ma polegać na wysyłaniu marszałkowi kopert. Nagonka na prof. Grodzkiego od kilku tygodni trwa też w kontrolowanych przez PiS państwowych mediach.  – „We wtorek na konferencji prasowej obnażę kłamstwa i pokażę, że to nie jest atak na doktora Grodzkiego, który przez 36 lat lekarskiej praktyki nie miał najmniejszej sprawy o naruszenie etyki czy korupcję. To atak na polski Senat i funkcję marszałka” – zapowiedział w „Gazecie Wyborczej” Tomasz Grodzki.

– „Obrzydliwe. Szczujecie na człowieka. Mało wam śmierci Adamowicza? Jak można tak kłamać, niszczyć czyjeś życie, bez grama dowodów?!”; – „Sakiewicz potrzebuje lekarza lub pozwu”; – „Ciekawe, jakie koperty w sądzie pokażecie. Jak będziecie płakać, gdy przyjdzie zapłacić odszkodowanie za pomówienie w wysokości 1.000.000 zł!”;

– „Gazeto rosyjska, inaczej Was nie można nazwać, bo swym przekazem wpisujecie się w putinowski ton! Jak śmiecie szykanować porządnego człowieka! Z naszych podatków żyjecie, z naszych pieniędzy wydalacie nienawiść! Już niedługo Wasz byt skończy się spektakularnym krachem! To pewne!”; – „Jak Gazeta mająca w nazwie Polska może pisać takie oszczerstwa i głupoty? Czy waszym celem jest jedynie obrażanie wartościowych ludzi i hejtowanie?” – pisali internauci.

Przypominają też Sakiewiczowi pisowskie afery: – „Koperta z nazwiskiem córki leśniczego? Koperta księdza Sawicza? Koperta od pewnego Austriaka? Czy może koperta z zaległymi pensjami dla pana pracowników? Chłopie, ty się na ZPTy zapisz no widzę chorowałeś w szkole i ci prac ręcznych brakuje”.

Zgłosili też wpisy „Gazety Polskiej” i Telewizji Republika administratorom Tweetera jako nękanie marszałka Senatu: – „Mam nadzieję, że Pan Grodzki z mec. Dubois puści was w skarpetkach. Zgłaszam was za nękanie”. Jedna z internautek postanowiła rów

Instytut Ordo Iuris w 2019 roku wnikał coraz głębiej w struktury władzy w Polsce. Widać, że jego celem jest stworzenie szerokiego środowiska, które będzie miało wpływ na polityczne decyzje i kształt polskiego prawa – oczywiście zgodnego z linią ideologiczną religijnych fundamentalistów.

Ordo Iuris dąży do wpływu na obecną władze z rozmachem. Z jego środowiska wywodzi się już dziś:

  • dwóch nowych sędziów Sądu Najwyższego,
  • wiceminister spraw zagranicznych,
  • krajowy konsultant ds. genetyki,
  • członek Rady Narodowego Instytutu Wolności
  • i członek Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP.

O Ordo Iuris czytaj tutaj >>>

To już nawet nie jest walka o rząd dusz. Ta została przegrana. To walka o etaty, statystyki, ideologiczny wpływ na szkołę. Jeśli MEN posłucha abp. Skworca, można składać serdeczne wyrazy współczucia katechetom.

Jak młodzież zareagowałaby na przymusową katechezę? Nietrudno się domyślić. Już od lat słychać pojedyncze głosy hierarchów, że z katechezą coś poszło nie tak. Wprowadzenie religii do szkół odarło ją z wymiaru duchowego, doprowadziło do zerwania związku młodych ze swoimi parafiami, w żadnym wymiarze nie wpłynęło na wyznawane wartości ani też nie zwiększyło poziomu wiedzy religijnej. Jednak twarde jądro episkopatu mówi „nie” wszelkim propozycjom zmian.

O młodzieży, która odrzuca katechezę >>>

„Domagamy się uchwalenia przez spółki medialne deklaracji rzetelnego informowania o zmianach klimatu” – czytamy we wspólnym liście środowisk naukowych i organizacji oraz ruchów ekologicznych do mediów. Media liberalne tę misję realizują już całkiem nieźle. Ostoją denializmu jest dziś prasa prawicowa i media prorządowe.

Więcej o apelu do prawicowych mediów w sprawie klimatu >>>

Technologia rozpoznawania twarzy stała się źródłem wielu obaw dotyczących ochrony prywatności. Używane do tego celu oprogramowanie pojawia się w coraz częściej w codziennym życiu: na przejściach granicznych, w samochodach policyjnych, na stadionach, lotniskach, uczelniach. I po prostu na ulicach. Jednak dążenia do kontroli tego zjawiska spotykają się ze stanowczym oporem rządów po obu stronach Atlantyku – piszą Janosch Delcker i Cristiano Lima z POLITICO.

O niebezpieczeństwie technologii „rozpoznawania twarzy” czytaj tutaj >>>

Trzej Królowie z wizytą w Pałacu N.

Role główne:
Kacper – hinduski zwolennik hindutwy
Melchior – irański członek strażników rewolucji
Baltazar – indyferentny światopoglądowo Arab w drodze do Europy
Andrzej – Polak katolik

Statyści:
Agata – żona Andrzeja

Rozmowa odbywa się w Pałacu N., w którym Andrzej podejmuje swoich gości udających się do stajenki. Rozmowa trwa już chwilę, więc mamy za sobą nudne konwenanse powitań.

– „Jakże się cieszę, że Panowie zechcieli odwiedzić przedmurze chrześcijaństwa i kolebkę najwyższych galaktycznych wartości” – Andrzej uśmiecha się trochę, jakby myślami był gdzie indziej, bo pewno jest. – „A jak trafiliście do nas, do serca Europy, w pępek świata?”

– „Nie wiem jak koledzy, ale ja osobiście, jechałem do Niemiec” – Baltazar zerka na pozostałych. – „Wystąpiły chwilowe trudności… musiałem się zatrzymać na kilka dni”.

– „A czemu do Niemiec?” – dziwi się Andrzej. – „Do germańskiego najeźdźcy? Stajenka jest przecież w drugą stronę”. Andrzej odpala Google mapę, żeby się upewnić.

– „Bo w Niemczech dobrze płacą i poza tym jakoś tak mniej obco” – Baltazar orientuje się, że popełnił być może delikatne faux pas, więc dodaje: – „To znaczy nie żeby tu jakoś było coś nie tego, ale jednak oni euro mają i w ogóle, wie Pan”.

– „Euro, euro” – do rozmowy włącza się Melchior strażnik rewolucji islamskiej. – „Wam tylko to w głowie. A gdzie idee, gdzie fundamentalizm, religia i w ogóle duchowość?”

– „No właśnie, gdzie?” – przytakuje Andrzej, po czym dodaje, bo akurat namierzył stajenkę w Google mapach. – „O, mam. Do Betlejemki pięć godzin dziewięć minut, na Kraków trzeba jechać, potem Zakopane, no i trzeba dojść kawałek niestety pod górę…”.

– „Ale po co mamy tam iść?” – pyta nagle Kacper, który do tej pory wydawał się przysypiać.

– „Jak to po co?” – dziwi się Andrzej. – „Po epifanię, po objawienie”.

– „A daj pan spokój z tą epifanią, co ja z niej będę miał?” – Baltazar zaczyna się chichrać.

– „A do Mekki, to po co chodzicie niby?” – Andrzej ciśnie swoje.

– „Ja tam do żadnej Mekki nie chodzę, do Niemiec jadę i nie będę się uganiać za jakimiś marami” – kontruje Baltazar.

– „I dlatego tylko Iran może ocalić świat” – Melchior wstaje gwałtownie jakby szykował się do przemowy, ale nie przemawia.

– „Jaki świat, jaki Iran?” – teraz Kacper dziwi się nie na żarty. – „Kolebka świata jest u źródeł Gangesu”.

– „A nigdy w życiu panie, co pan opowiada?” – Melchior z Iranu jest wyraźnie poddenerwowany. – „Z Gangesu pan do Dżanny nie trafisz”.

– „Do kogo?” – Andrzej sięga po telefon, żeby sprawdzić, ale akurat pisze do niego Leśne ruchadełko na Tweeterze, więc znów gubi wątek.

– „Nie do kogo, a do czego. Do raju oczywiście, między wiecznie młode hurysy” – Melchior zerka na Baltazara i pyta z przekąsem. – „Pan wie, mam nadzieję, o czym mówię?”

– „Wiem, wiem, ale ja na razie do Bremen jadę, miasto portowe, tam też są wie pan te…” – Baltazar uśmiecha się porozumiewawczo do kolegi z Iranu.

– „To oburzające” – Pers traci kompletnie dystans. – „Widzę, że my sami będziemy musieli zaprowadzić mahometański ład na świecie. Cały ten Wasz dżihad to kiszka z wodą jest. Tylko szyici”.

– „Tylko hinduizm” – Kacper przerywa czytanie wedy na FB. – „Nas jest, proszę pana, już tyle w tej chwili, że was czapkami nakryjemy”.

– „Panowie, panowie” – Andrzej odkłada komórkę, bo weszła właśnie Agata, która skarciła go wzrokiem, bo zrobiło się za głośno i nie mogła już oglądać swojego ulubionego programu kulinarnego. – „Przecież do stajenki mieliście iść, do Jezusa, wszyscy poganie muszą się w końcu nawrócić”.

– „A weź pan przestań z tym Jezusem Waszym, przecież to niemowlę jest” – Melchior śmieje się trochę na siłę.

– „Może i niemowlę, ale starsze od Waszego Mahometa o sześćset lat, zresztą przypominam, że jesteście w sercu, w kolebce, w pępku” – Andrzej, najwyraźniej też zaczyna tracić nerwy.

– „A od naszego też niby starsze? Mahabharatę, proszę Pana, zaczęli pisać trzysta lat przed Waszym niemowlakiem, zresztą z mapy widać, że to my jesteśmy pępkiem, a nie Wy, w końcu to u nas ten Wasz cały Eden leżał” – Kacper z Bombaju wyraźnie staje się prowokacyjny.

– „Przepraszam bardzo, ale może i niemowlę mamy młodsze od tej całej Waszej księgi, ale zapowiadał je już Stary Testament, który, jak sama nazwa wskazuje, jest stary” – Andrzej nie daje za wygraną. – „Więc zapraszam do Betlejemki. Tam zrozumiecie, dlaczego my mamy rację”.

– „A stamtąd bliżej do Niemiec będę miał?” – Baltazar najwyraźniej skupiony jest tylko na jednym.

– „Panie Baltazarze, weź pan no się trochę skup” – Melchior z Iranu gani swojego kolegę w wierze, po czym zerka na Andrzeja podejrzliwie. – „Sercem świata to my jesteśmy wedle mojej wiedzy. A swoją drogą to Wasze niemowlę to Żyd jest chyba, o ile mnie pamięć nie myli?”

– „Jak Żyd? Z Zakopanego, z Wiktorówek Żyd, coś pan na głowę upadł?” – obrusza się Andrzej. – „Poza tym jak Żyd, skoro Polska jest Chrystusem narodów”.

– „On był u nas” – ni stąd, ni zowąd do rozmowy powraca Kacper, który wcześniej sprawdzał w specjalnej aplikacji, który z rozlicznych bogów Wisznu ma dziś swoje święto.

– „Kto?” – pyta zdziwiony Andrzej.

– „No ten Wasz cały Jezus, a kto?” – Kacper odpowiada ze złośliwą satysfakcją.

– „Jak był, kiedy?” – Andrzej nie może uwierzyć w taką zuchwałość.

– „No przez te trzydzieści lat, co go nie było, co to niby zbiegł do Egiptu i nikt go nie widział, a on u nas był, nauki pobierał od naszych” – Kacper z sarkazmem wykłada swoją hipotezę.

– „A to ja chyba akurat przez Egipt jechałem” – ciszę przerywa Baltazar, który sprawdzał w telefonie, jak z Zakopanego przejechać do Niemiec. – „Ładny kraj, piramidy, trochę sucho”.

– „No zaraz, ale to co wy w ogóle tu robicie Panowie?” – Andrzej próbuje przypomnieć im cel wizyty.

– „Ja przejazdem jestem” – najszybszy z odpowiedzią jest Baltazar. – „Zresztą już mówiłem. Swoją drogą, może by mi kolega pomógł jakoś przyspieszyć sprawy z tymi Niemcami” – zwraca się do Andrzeja. – „Słyszałem, że ma kolega tu pewne – powiedzmy – wpływy”.

– „Na kierunku niemieckim to akurat najsłabsze” – kręci głową Andrzej.

– „Ja z odzieżą przyjechałem” – przyznaje się hinduski Kacper. – „Mamy tu z żoną kilka sklepów”.

– „Ja, jako strażnik rewolucji mam tu swoje punkty kontaktowe, przyjechałem na spotkanie z kolegami z Hezbollahu” – uśmiecha się Melchior. – „Tak się złożyło”.

– „A gwiazda?” – Andrzej melancholijnie zerka za okno.

– „Gwiazda czego?” – zaciekawia się Kacper, bo jego żona występuje w większości produkcji w Bollywoodzie.

– „Gwiazda na niebie, betlejemska” – Andrzej ciśnie swoje. – „To ona Was tu przecież doprowadziła”.

– „To kwiat taki, dobrze mówię?” – uśmiecha się Kacper, który z racji posiadania sklepów z odzieżą jest najbardziej oblatany.

Andrzej nie może uwierzyć. Przygląda się tamtym, jakby byli z innej planety. Właściwie nie wie, co ma dalej zrobić. W tym momencie do salonu wchodzi Agata.

– „Jadę do Arkadii” – stwierdza bez ogródek. – „Kluczyki to gdzie są?”

– „Jakie kluczyki? Przecież kierowców mamy” – Andrzej czuje się coraz bardziej zagubiony. – „Zawiozą Cię”.

– „Nie, to już wolę sama, jeszcze mi życie miłe” – Agata podchodzi do komody i wyciąga z niej kluczyki do prezydenckiej limuzyny.

– „A do jakiej pani arkadii jedzie, jeśli można wiedzieć?” – pyta nieśmiało Baltazar. – „Do tej słynnej krainy wiecznej szczęśliwości?”

– „Czy ja wiem?” – zastanawia się Agata. – „Wiecznej to może przesada, ale promocje są, więc do końca tygodnia powinno starczyć”.

– „No to ja bym się chętnie zabrał” – wstaje arabski Baltazar, który chce do Niemiec.

– „A to i ja dołączę” – uśmiecha się Kacper, Hindus pachnący kadzidłem. – „Obiecałem mamie buty kupić”.

– „Jak wszyscy, to wszyscy” – dodaje bojownik strażników rewolucji Melchior z Iranu.

– „Ale jak panowie, a Betlejemka, a stajenka, mirra, kadzidło, złoto?” – denerwuje się Andrzej, który dostał wyraźne wytyczne od pewnego księdza z Torunia.

Po chwili w salonie nie ma już jednak nikogo. Wszyscy wyszli, więc Andrzej nie bacząc dłużej na wytyczne, zzuwa kapcie, zakłada buty, porywa pugilares leżący na komodzie i biegiem rusza za nimi.

W końcu Jezus nie zając, a promocje zaraz się kończą.

Głódź, Ordo Iuris, Jacek Kurski

30 Paźdź

16 księży archidiecezji gdańskiej w oświadczeniu wysłanym do nuncjusza apostolskiego w Polsce abpa Salvatore Pennacchio potwierdziło prawdziwość informacji zawartych w reportażu TVN24 „Czarno na białym” na temat metropolity gdańskiego Sławoja Leszka Głódzia. „Ksiądz o abp Głódziu: „Publiczne poniżanie – on jest w tym naprawdę niezły”.

W swoim oświadczeniu duchowni wyrażają gotowość powtórzenia zarzutów wobec abpa Głódzia nuncjuszowi apostolskiemu w Polsce. Mówią o publicznym poniżaniu przez metropolitę gdańskiego, wymuszaniu pieniędzy i ubliżaniu im za zbyt niskie datki.

Nazwiska 16 księży zostały podane do wiadomości nuncjusza. Treść oświadczenia przekazano też do wiadomości Sekretariatu Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski.

Z reportażu TVN24 wynikało, że składane wcześniej przez księży skargi na postępowanie Głódzia pozostały bez echa. Nie zareagował na nie ani poprzedni, ani obecny nuncjusz  apostolski w Polsce.

– „W tym wypadku tylko systematyczna akcja typu: nie idziemy do kościoła (i nie dajemy na tace i inne) wywoła jakiś efekt, na reakcję z wewnątrz KK nie ma co liczyć, nawet na samego papieża Franciszka”; – „W wojsku jest fala, ale to, co wyprawiał Leszek to było tsunami”; – „Im się wydaje, że są niezatapialni. Przykład Irlandii wskazuje, że są w błędzie” – komentowali internauci.

– „W 2013 roku mówił, że zapłodnienie in vitro grozi autyzmem i upośledzeniami, a „z punktu widzenia genetyki zapłodnienie pozaustrojowe może stanowić zagrożenie dla człowieka” – tak o prof. Andrzeju Kochańskim – nowym krajowym konsultancie ds. genetyki klinicznej – pisze na Facebooku posłanka Lewicy Daria Gosek-Popiołek. Został on właśnie powołany na to stanowisko przez ministra zdrowia i będzie zajmował się m.in. programami leczenia niepłodności.

Kochański związany jest z Instytutem Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej im. M. Mossakowskiego Polskiej Akademii Nauk w Warszawie. Jest także ekspertem zasiadającym w Radzie Naukowej Ordo Iuris oraz Zespołu ds. Bioetyki Konferencji Episkopatu Polski.

W Ordo Iuris Kochański zajmował się m.in. sporządzaniem opinii na temat aborcji, badań prenatalnych i tabletek „dzień po”. Twierdził, że nierzadko badania prenatalne stanowią pretekst do późniejszego „zabicia dziecka”.

Polska Akademia Nauk miała odcinać się od jego poglądów i wypowiedzi.  Bartosz Arłukowicz, który w rządzie PO-PSL był ministrem zdrowia, domagał się, aby antynaukowe wypowiedzi Kochańskiego zbadała komisja etyki PAN.

Nominacją Kochańskiego jest zaskoczona prof. Olga Haus, prezes Zarządu Polskiego Towarzystwa Genetyki Człowieka. – Niestety, nikt nie konsultował z nami kwestii zmiany konsultanta, co było dotychczas dobrym obyczajem w relacjach naszego Towarzystwa z Ministerstwem Zdrowia. Nikt ze mną na ten temat nie rozmawiał, dowiedziałam się – tak jak cały zarząd – w dniu, w którym zmiana nastąpiła. Odwołanie poprzedniej konsultant prof. Marii Sąsiadek uważam za dużą stratę dla całego środowiska, a moment został wybrany wyjątkowo niefortunnie – tuż przed egzaminami specjalizacyjnymi, nie wspominając o tym, że również przed końcem kadencji” – powiedziała prof. Haus w rozmowie z tygodnikiem „Polityka”.

Jest wicedyrektorem Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, wicedyrektorem TVP ds. korporacyjnych i na dodatek podczas ostatnich wyborów pełnił funkcję pełnomocnika zarządu TVP ds. wyborów. Wszystkie te stanowiska piastuje Paweł Gajewski, a ma zaledwie 26 lat…

Jest też… świeżo upieczonym maturzystą. Według informatorów tygodnika „Polityka” Gajewski niedawno zdał ją eksternistycznie.

Jest uważany w TVP za prawą rękę Jacka Kurskiego. Nazywany jest „parasolem” – ponoć tak zwracał się do niego prezes TVP. „Ksywka” pojawiła się po opublikowaniu zdjęcia, zrobionego podczas festiwalu w Opolu. Na fotografii Gajewski trzyma rzeczony parasol nad Jackiem Kurskim i jego żoną.

Z danych – na podstawie sprawozdań finansowych TVP – opublikowanych przez portal Wirtualne Media wynika, że dyrektorzy i ich zastępcy zarabiają ok. 22 tys. zł miesięcznie brutto. Gajewski ma także do dyspozycji służbowy samochód.

Jego znajomość z Jackiem Kurski zaczęła się, kiedy obecny prezes TVP i Zbigniew Ziobro powołali do istnienia Solidarną Polskę. Gajewski został szefem młodzieżówki tej partii. Teraz – według rozmówców „Polityki” – jako wiceszef TAI Gajewski „dba, by ludzie Ziobry i on sam mieli zarezerwowany odpowiedni czas antenowy”.

Dziennikarce „Polityki” nie udało się skontaktować ze świeżo upieczonym maturzystą. Paweł Gajewski nie odbierał telefonu i nie odpowiedział na SMS.

Władza w rękach prostaka. Z życia pasqud 25

20 Lip

Ultrakatolicka organizacja Ordo Iuris rozesłała do stowarzyszeń i fundacji, działających na rzecz środowisk LGBT czy wspierających ofiary przemocy wnioski o udostępnienie informacji publicznej. Domaga się od nich „wyszczególnienia i opisania wszystkich projektów”, którymi się zajmują i dostarczenia kopii wszystkich umów, zawartych od początku ich istnienia aż do 17 lipca 2019 r., czyli dnia wysłania wniosku przez Ordo Iuris.

„Dostaliśmy pismo od organizacji posiadającej ogromne zasoby, organizacji, która domaga się od nas przegrzebania dokumentów sprzed lat. Mamy na to 14 dni. Nikt w Fabryce Równości nie pracuje na nawet skrawku etatu. Od lat usilnie walczymy z wiatrakami i próbujemy zagwarantować podstawowe prawa człowieka osobom LGBT. Jest to w dużej mierze akcja przemyślana na dręczenie naszego środowiska, być może w jakimś stopniu próbę zastraszania. Zbiegło się to niezwykle fortunnie z akcją pewnej prawicowej gazety, która postanowiła dołączyć do swojego najnowszego numeru naklejki „Strefa wolna od LGBT+” – napisali na Facebooku działacze Stowarzyszenia Fabryka Równości z Łodzi. O wspomnianej akcji w artykule „Tygodnik Sakiewicza z homofobiczną naklejką – „Jakie to uczucie nawiązywać do spuścizny nazistów?”.

Pismo ultrakatolickiej organizacji trafiło także do Stowarzyszenia na Rzecz Kobiet BABA z Zielonej Góry. – Jeżeli Ordo Iuris chce wiedzieć o nas wszystko i musimy udostępnić im więcej informacji niż prokuraturze, ministerstwom, kontrolerom ZUS, NIK i kto nas tam jeszcze sprawdzał ostatnimi laty, to znaczy, że jesteśmy w ścisłej czołówce ogólnopolskich organizacji pozarządowych broniących praw człowieka i praworządności w Polsce” – czytamy na Facebooku Stowarzyszenia.

W rozmowie z „GW” prezes BABY Anita Kucharska-Dziedzic dodała: – „My nie mamy nic do ukrycia. Wszystkie sprawozdania publikujemy regularnie na naszych stronach. Będziemy dopytywać, co chcą wiedzieć konkretnie, bo pismo jest dość niejasno sformułowane. Materiałów, o jakie wnioskują jest tak dużo, że chyba prościej będzie zaprosić ich do nas, by na miejscu przejrzeli sobie wszystkie segregatory”.

>>>

Jeżeli ktoś w tych wyborach będzie prawdziwą koalicją, to właśnie Koalicja Obywatelska. W jej skład wchodzi kilka niezależnych podmiotów, reprezentowane są środowiska samorządowe, a to dopiero początek – mówi Tomasz Siemoniak, wiceszef Platformy Obywatelskiej, były minister obrony narodowej. – Do pokonania PiS-u potrzeba znacznie większej mobilizacji, niż “składanie” partii politycznych. PO wzięła odpowiedzialność za Koalicję Europejską, będąc jej największym podmiotem, ale pozostawiając przestrzeń dla partnerów, teraz chcemy stworzyć nową przestrzeń w horyzoncie obywatelskim – dodaje

KAMILA TERPIAŁ: Zacznę od najtrudniejszego pytania: dlaczego nie udało się znowu zjednoczyć opozycji? Co poszło nie tak?

TOMASZ SIEMONIAK: Duże znaczenie miała decyzja PSL-u, aby opuścić Koalicję Europejską. Tym samym szeroki blok stworzony na wybory europejskie przestał istnieć. Po rozmowach i próbach stworzenia go na nowo uznaliśmy, że jest to sytuacja, w której pewne sprawy trzeba przeciąć. Zdecydowaliśmy się nie kontynuować formuły partyjnej, która najwidoczniej się nie sprawdza, i zmienić formułę na obywatelskie listy ze społecznikami, członkami organizacji pozarządowych, samorządowcami. Do pokonania PiS-u potrzeba znacznie większej mobilizacji, niż “składanie” partii politycznych. PO wzięła odpowiedzialność za Koalicję Europejską, będąc jej największym podmiotem, ale pozostawiając przestrzeń dla partnerów, teraz chcemy stworzyć nową przestrzeń w horyzoncie obywatelskim. Chcemy, aby nasze listy przyciągnęły jak najwięcej wyborców, dały powiew świeżości i obywatelskiej energii.

ODWOŁUJEMY SIĘ NIE TYLKO DO KONKRETNYCH ŚRODOWISK, ALE TEŻ DO TYCH, KTÓRZY PRZEZ 4 LATA PROTESTOWALI W OBRONIE DEMOKRACJI. LICZYMY, ŻE TU JEST OGROMNY POTENCJAŁ, BO TO SĄ LUDZIE, KTÓRZY CHCĄ ZMIANY.

Dlaczego politycy PO nagle stwierdzili, że formuła partyjna się nie sprawdza? Wcześniej słyszeliśmy, że to najlepsze rozwiązanie.
Ta formuła pokazała jednak swoje ograniczenie, bo nie wygraliśmy w maju. Przyniosła co prawda dobry wynik i współpracę różnych środowisk politycznych, które wcześniej były podzielone, ale widać, że do zwycięstwa z PiS-em potrzeba czegoś więcej. Mamy swój program i nie chcemy, żeby teraz wszystko skupiło się na negocjacjach międzypartyjnych. Na posiedzeniu zarządu partii poczuliśmy, że dalsze negocjacje byłyby jałowe. W życiu i w polityce czasami tak bywa, że przychodzi moment, w którym trzeba zrobić śmiały krok do przodu.

PAROKROTNIE POKAZALIŚMY, ŻE POTRAFIMY PRZYCIĄGNĄĆ RÓŻNE ŚRODOWISKA. ZNOWU POKAZUJEMY, ŻE JESTEŚMY GOTOWI ZREZYGNOWAĆ Z WŁASNEGO SZYLDU DLA DOBRA WIĘKSZEGO PROJEKTU.

To nie jest jednak krok do tyłu? Włodzimierz Czarzasty, komentując decyzję PO, mówi, że “ze zdziwieniem patrzy, jak został rozwalony największy i najlepszy projekt po transformacji”.
To są emocjonalne oceny. Bywały jednak projekty, które miały wyższe wyniki wyborcze, niż ten wynik Koalicji Europejskiej.

Ale była to jednak najszersza koalicja, jaką udało się stworzyć.
Szerokość koalicji wyznacza wynik wyborczy. Tak naprawdę przesądza nie liczba partii, tylko liczba głosów i zdolność do zwycięstwa. Broniliśmy idei Koalicji Europejskiej i szerokiego bloku, ale w momencie, kiedy zdecydowanie wyszedł z niego PSL, sytuacja się zmieniła.

WYDAJE MI SIĘ, ŻE ANI PSL, ANI SLD NIE PÓJDĄ DO WYBORÓW JAKO KOALICJE, TYLKO POD WŁASNYMI SZYLDAMI.

Powstanie przecież lewicowa koalicja SLD, Wiosna i Razem.
Skończy się tak, że na listach SLD pojawią się działacze Wiosny i Partii Razem. Przecież Włodzimierz Czarzasty nie zaryzykuje po raz drugi tego, aby nie przekroczyć progu wyborczego. A PSL nawet nie ma z kim zawrzeć takiej koalicji. PiS też idzie do wyborów jako partia, biorąc na listy przedstawicieli dwóch innych partii. Więc jeżeli ktoś w tych wyborach będzie prawdziwą koalicją, to właśnie Koalicja Obywatelska. W jej skład wchodzi kilka niezależnych podmiotów, reprezentowane są środowiska samorządowe, a to dopiero początek.

W takiej konfiguracji przecież trudniej będzie wygrać z PiS-em.
Wierzyliśmy w szeroki blok i walczyliśmy o to do końca, ale nikogo nie można do niczego zmusić.

LICZYLIŚMY, ŻE KOLEDZY I KOLEŻANKI Z PSL-U, BIORĄC POD UWAGĘ INTERES POLSKI, ZDECYDUJĄ SIĘ JEDNAK DO NAS PRZYŁĄCZYĆ. OSTATECZNIE STAŁO SIĘ, JAK SIĘ STAŁO. ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZA TO BIERZE PSL. MÓWIĘ TO NIE PO RAZ PIERWSZY – TAKA DECYZJA LUDOWCÓW TO OGROMNY BŁĄD.

Od dzisiaj mamy nową sytuację i skupiamy się na pracy jako Koalicja Obywatelska. Za tydzień chcemy pokazać dużą część list.

Może trzeba było przyjąć pod skrzydła KO chociaż polityków lewicy?
Uważaliśmy, że to nie jest dobry pomysł, bo szeroki blok ma sens tylko wtedy, kiedy znajdą się w nim wszystkie podmioty, które były w KE. Przyjęliśmy według nas najlepsze i optymalne rozwiązanie. Decyzja zarządu partii była jednomyślna. Współpraca w przyszłości jest jednak zawsze możliwa.

W NASZYM PRZEKONANIU WYBRALIŚMY ROZWIĄZANIE, KTÓRE DAJE NAJWIĘKSZĄ SZANSĘ NA WYGRANĄ Z PIS-EM.

Jest to skutek pewnej sekwencji zdarzeń, ale także przekonania, w którym miejscu na scenie politycznej jest PO i KO.

To jest ostateczna decyzja?
Tak. Nie ma czasu na zmiany. W sensie konstrukcji koalicji decyzja jest ostateczna, ale jesteśmy otwarci na współpracę z demokratami i patriotami, ze wszystkimi, którym dobro Polski leży na sercu. Będziemy pracować jeszcze nad konkretnym kształtem list wyborczych.

Zgłasza się na nie dużo osób spoza polityki?
Z tego, co wiem, to tak. Rozmowy na razie toczą się na poziomie regionalnym. Ale do mnie czy przewodniczącego PO też zgłaszają się osoby, które chcą do nas dołączyć. Czasami są to znane nazwiska, ale czasami po prostu obywatele, którzy nie godzą się na to, co się w Polsce dzieje. Pełny obraz będziemy mieli w ciągu najbliższych dni.

MAM POCZUCIE, ŻE NOWY PROJEKT KOALICJI OBYWATELSKIEJ JEST CIEKAWY I PRZYCIĄGAJĄCY LUDZI.

Politycy będą w stanie oddać dobre miejsca takim bezpartyjnym kandydatom?
Oczywiście. Tak było już w wyborach europejskich. Na przykład jedynkę w ważnym okręgu dolnośląsko-opolskim dostała pani Janina Ochojska, a w okręgu podlaskim Tomasz Frankowski. Mamy świadomość, że w polityce warto otwierać się na nowe osoby i obdarzać je zaufaniem. Potrzeba reagowania i szukania nowych twarzy, a nie obracania się w tym samym gronie, bo tylko wtedy można coś osiągnąć.

Pan będzie kandydował?
Zamierzam kandydować.

Wiadomo z którego miejsca i gdzie?
To okaże się w przyszłym tygodniu. Musimy jeszcze wszystko dopracować, tak aby listy były jak najbardziej optymalne.

PATRZĄC NA JEDYNKI PIS-U, WIEM, ŻE NASZE LISTY BĘDĄ SILNIEJSZE W SENSIE JAKOŚCI PERSONALNEJ.

Wierzy pan, że uda się opozycji wystawić wspólnych kandydatów do Senatu?
Mam nadzieję, że bez względu na wszystko zobowiązują nas wcześniejsze ustalenia. W okręgach jednomandatowych jest tak, że jeżeli kandydaci opozycyjni będą między sobą konkurować,to przyniesie jeden skutek – wygra kandydat PiS-u. A poparty przez wszystkich kandydat opozycji ma szansę w wielu miejscach wygrać. Pokazały to już wybory w 2015 roku. Jednomandatowe okręgi po prostu wymuszają współpracę. Chcemy zresztą oddać duże pole samorządowcom, aby proponowali kandydatów do Senatu. To ma być też wyjście naprzeciw ich postulatowi, aby Senat stał się izbą samorządową.

Pytanie, czy inni się na to zgodzą.
Od dawna zapowiadaliśmy to publicznie. Myślę, że się dogadamy.

SAMORZĄDOWCY ZGODZĄ SIĘ NA DOBREGO OBECNEGO SENATORA, A MY NA ŚWIETNEGO SAMORZĄDOWCA.

Nie boi się pan, że kłótnia i podział po stornie opozycji zamiast zmobilizować wyborców przyniesie odwrotny skutek? Ludzie chyba mają już dość politycznych sporów i wierzyli w zjednoczenie.
Wyborcy byli już zniecierpliwieni tym, że mijają tygodnie, a cały czas nie wiadomo, w jakim kształcie opozycja idzie do wyborów. Te decyzje kończą dyskusje i niepewność. Wiemy już, co dalej. Za parę dni te spory będą już odległą historią. Zaczynamy walkę o głosy Polaków.

Problem zacznie się wtedy, jak opozycja będzie o te głosy walczyć między sobą.
Jest takie ryzyko, ale mam nadzieję, że kapitał wypracowany w KE pozwoli nam się pięknie różnić. Będziemy rywalizować w wyborach, ale wierzę, że nie będziemy się jednocześnie atakować i używać języka agresji. Ze strony Koalicji Obywatelskiej jest taka wola, bo wiemy, że mamy wspólny cel – odsunąć PiS od władzy.

MUSIMY TEŻ MYŚLEĆ O PRZYSZŁOŚCI.

Po wyborach świat się nie kończy. Wierzę, że po pierwszych emocjach zwycięży jednak zdrowy rozsądek i poczucie, że więcej nas łączy, niż dzieli.

Sejmowa komisja śledcza ds. VAT miała w planach ponownie przesłuchać byłego premiera Donalda Tuska. Wielu spodziewało się zatem, że niedługo po raz kolejny może dojść do żenującego widowiska kompromitacji nieprzygotowywanych polityków PiS, tak jak miało to miejsce podczas poprzedniego starcia 17 czerwca, czy głośnego przesłuchania szefa Rady Europejskiej przez komisję ds. afery Amber Gold. Do takiego wydarzenia ku zaskoczeniu dziennikarzy jednak nie dojdzie, ponieważprzewodniczący komisji poseł Marcin Horała niespodziewanie oświadczył, że rezygnuje z planów przesłuchania byłego premiera.

Polityk stwierdził, że “Wszystko wskazuje na to, że Donald Tusk nie będzie już przesłuchiwany”Powodem takiej decyzji ma być unikanie przez szefa Rady Europejskiej stawienia się przed komisją. Marcin Horała konkluduje, że Tusk “ma pewne narzędzia, żeby to zrobić do pewnego czasu skutecznie”.

Chodzi przede wszystkim o fakt, że komisja śledcza planowała przesłuchać przewodniczącego Rady Europejskiej we wtorek 16 lipca, jednak mecenas Roman Giertych w imieniu Donalda Tuska złożył wniosek o usprawiedliwienie jego “nieobecności na posiedzeniu komisji ds. VAT” w oparciu o natłok obowiązków na końcu kadencji szefa Rady Europejskiej. W oparciu o powyższe przewodniczący komisji wysunął wniosek:
“Było jedno przesłuchanie, wiele najistotniejszych pytań padło.Uznaliśmy, że nie będziemy się bawić w króliczka, to jest niepoważne. Musielibyśmy wygenerować kilka terminów, a każdy co mniej więcej trzy tygodnie, tak żeby dotrzymać terminów doręczeń”.

Powyższe tłumaczenia zastanawiają jednak w świetle tego, jak bardzo zdeterminowany jest PiS w doprowadzaniu do końca spraw, które są mu politycznie na rękę. Taki ruch wskazuje bowiem jasno, że przesłuchanie Tuska nie jest dla rządzących dłużej priorytetowe. Powodów ku temu jest zaś co najmniej kilka. Pierwszym oczywistym jest to, że były premier nie jest łatwą ofiarą i próby zastawienia na niego zasadzki już parę razy skończyły się większymi szkodami dla samych przesłuchujących. Drugim równie ważnym elementem jest dążenie PiS, aby komisja złożyła raport przed jesiennymi wyborami. Poseł Horała przekazał, że dokument już powstaje teraz, aby zostać zaprezentowanym w sierpniu, co pokazuje, że członkowie komisji już stworzyli wizję, którą chcą przedstawić opinii publicznej, a co za tym idzie potrzeby zdobycia nowych faktów w komisji nie ma. Również warto mieć na uwadze, że Tusk nie otwierając ruchu politycznego po eurowyborach przestał być dla władzy tak palącym zagrożeniem, przynajmniej na najbliższe kilka miesięcy.

W świetle powyższych kolejne przesłuchanie nie dawało PiS większych korzyści, a wiązało się z politycznym ryzykiem, stąd decyzja Marcina Horały z tego punktu widzenia wpisuje się w strategię obozu władzy.

Zmiany w systemie podatkowym i emerytalnym, finansowanie pisowskiego eksperymentu oświatowego, realizacja wielu innych zadań to nic innego, jak obietnice wyborcze PiS załatwiane kosztem samorządów.

Tydzień temu przyznałam się, że życie w kraju nad Wisłą przestało być moim szczęściem, a stało się pechem. Bycie teraz polskim obywatelem niesie ze sobą spore wyzwanie, bo prawo, jakie znamy faktycznie nie obowiązuje, a na dodatek partia rządząca bardzo dba, by zapewnić nam takie rozrywki, które podkopują nasze poczucie bezpieczeństwa, stabilizacji i spokoju społecznego. Nie ma takiego obszaru życia publicznego, w którym by nie namieszała, nie skłóciła ludzi, nie zepsuła relacji obywatelskich.

Spójrzmy na samorządy – jednostki terytorialne, niesamowicie ważne dla dobrego funkcjonowania regionów, czyli nas, mieszkańców. I cóż się dzieje? PiS, realizując własne, autorytarne cele, sprowadza władzę samorządową do podłogi, mając w nosie jej rolę w rozwoju państwa i obrzucając winą za każde własne, fatalne posunięcie. Obniża podatek z 18% do 17%, ludzie wariują ze szczęścia, a przecież oznacza to stratę dużych pieniędzy. Tych pieniędzy, które samorządowcy ładowali w szpitale, oświatę, kulturę, infrastrukturę i wiele takich inwestycji, dzięki którym ich mieszkańcom powinno żyć się lepiej. Jak obliczono, obniżenie podatku oznacza 6,2 mld zł mniej w przyszłym roku, co spowoduje regres w finansach samorządowych i jednocześnie wpłynie na pogorszenie jakości życia w regionach. Może dojść nawet do takiej sytuacji, że nie uda się spiąć budżetu i… klapa. Kto za to odpowie? Oczywiście samorząd, bo przecież PiS wie, co robi, wszystko skalkulował i wiadomo, że jeśli coś pójdzie nie tak, to dlatego, że w regionach kiepsko rządzi wroga opcja.

Podobnie jest z zerowym PIT-em dla młodych do 26 roku życia. Ci się cieszą, bo więcej będą mieli w kieszeni, ale dla samorządowców to kolejny cios w plecy – to ok. 1 mld złotych mniej w budżetach. To strata kolejnych pieniędzy, które są niezbędne, by poziom życia mieszkańców rósł. Kto będzie odpowiedzialny za spadek inwestycji, niemożność przeprowadzania wszystkich, niezbędnych prac remontowo-naprawczych itp., itd.? Oczywiście wredne samorządy…

Co więc przyjdzie ludziom z obniżonego podatku lub „zerówki dla młodych”, gdy koszty życia w ich regionie znacznie wzrosną, zabraknie inwestycji, a to, co już zrobiono, będzie sobie niszczało z braku kasy, zamiast służyć mieszkańcom?

Nie zapominajmy też o tym, czym przez ostatnie tygodnie żyje cała Polska, czyli kumulacją roczników w szkołach ponadpodstawowych. To, co władza zafundowała młodym ludziom woła o pomstę do nieba. Tysiące dzieciaków nie dostało się do wybranych szkół i mogą być skazani na takie, które zupełnie nie odpowiadają ich planom na przyszłość czy oczekiwanemu poziomowi nauczania.

Kto winny tej sytuacji? Oczywiście samorządy. Krąży już nawet teoria spiskowa, którą politycy PiS ochoczo rozpowszechniają, jakoby z naborem absolwentów było wszystko w porządku, a tylko samorządowcy, będący przeciwnikami partii rządzącej, próbują rozegrać sprawę politycznie i dowalić PiS-owi. Jarosław Gowin np. piętnuje postawę samorządowców, podając przykład genialnego potomka swoich przyjaciół, który bez problemu dostał się tam, gdzie chciał i przy okazji z obrzydzeniem piętnując młodych ludzi za zrobienie sztucznego tłumu, bo złożyli papiery do wielu szkół i klas. Cóż, pan Gowin kłamie, bo nie wie lub nie chce wiedzieć, jakie były zasady rekrutacji do szkół i nie ma opcji, by jeden uczeń przyblokował ileś tam miejsc.

Wszyscy pamiętamy, jak w trakcie kampanii samorządowej politycy PiS wręcz straszyli wyborców, usiłując ich przekonać, że głosowanie na gospodarzy miasta, gminy czy powiatu spoza partii rządzącej, odbije się wielką czkawką. Widać wyraźnie, że to nie były puste słowa. Już teraz wiadomo, czym dla samorządów skończy się polityka władzy, która skupiona jest na grze tylko do swojej bramki. Władzy, która zapewne znajdzie sposób, by „swoje” samorządy dopieścić kasą, mając pozostałe głęboko gdzieś.

Już wiadomo, że zmniejszenie podatków płynących do samorządów, podwyżki cen prądu, niedofinansowanie zadań zleconych przez władze centralne to gwóźdź do trumny i kilkaset samorządów stanie u progu bankructwa. Zmiany w systemie podatkowym i emerytalnym, finansowanie pisowskiego eksperymentu oświatowego, realizacja wielu innych zadań to nic innego, jak obietnice wyborcze PiS załatwiane kosztem rozwoju lokalnego.

Jeszcze trochę, a wszyscy na własnej skórze odczują to, co funduje im partia prezesa. Dzisiaj jeszcze się cieszą, chwalą, wspierają, ale bliski ten czas, gdy nie będą mogli dostać się do szpitala w swoim mieście, bo będzie on zamknięty z powodu braku kasy na niezbędny remont. Gdy nie będą mogli nigdzie dojechać, bo nieremontowana droga będzie straszyła dziurami. Gdy deszcze podniosą stan wód, a samorządy niewiele będą mogły zrobić, bo nie będą miały pieniędzy na zabezpieczenie przed powodziami. Gdy ich dziecko nie załapie się do przedszkola, bo samorządu nie będzie stać na utrzymywanie tych placówek. Pojawią się problemy z dostępem do kultury czy dobrych szkół. Marzenia o nowym mieszkanku staną się fikcją, bo nie będzie miał kto dofinansować budowy, a w krajobrazie zaczną straszyć stare, niewyremontowane budynki, bo nie będzie jak przywrócić ich do świetności. O nowej kanalizacji i innych udogodnieniach, ułatwiających życie też trzeba będzie zapomnieć, podobnie jak o pomocy osobom chorym, zniedołężniałym, starym.

Jestem przekonana, że w tym szaleństwie jest metoda. W końcu politycy PiS to mistrzowie manipulacji i zapewne uda im przekonać swój elektorat, że partia jest super, tak bardzo „proobywatelska”, a całą winą za gorsze życie ponoszą tylko samorządy, które udają, że niczego nie rozumieją i prowadzą swoją wydumaną wojenkę z prawdziwymi wartościami i fantastycznym zarządzaniem prezesa i jego ludzi. Samorządom na pohybel, nawet kosztem swoich ukochanych obywateli… to jedno z haseł PiS, które idzie po władzę autorytarną, a nam funduje coraz większą huśtawkę społeczną.

Ciąg dalszy za tydzień.

Nikt przy zdrowych zmysłach nie powinien się nabrać na zapewnienia prezesa PiS, „abyśmy się wszyscy porozumieli”, bo jego partia  „nie chce wojny w Polsce”.

Więcej >>>

Krystyna Pawłowicz dostała zajadów, szczekaniem mając obrzmiałe usta

3 Sty

„6 stycznia ogłosimy projekt dotyczący rozdziału Kościoła od państwa. W Konstytucji jest zapisany rozdział Kościoła od państwa. Doskonale wiemy, że zupełnie nie jest to przestrzegane, dlatego niektóre zapisy trzeba będzie wzmocnić, niektóre trzeba będzie wprowadzić jako nowe rzeczy” – poinformowała w Radiu RMF FM przewodnicząca Inicjatywy Polska Barbara Nowacka. Zapowiedziała zbieranie podpisów pod projektem tej ustawy.

Według Nowackiej, Polacy coraz częściej mówią o rozdziale Kościoła od państwa. – „Społeczeństwo chce uciąć finansowanie Kościoła, chce wyprowadzenia religii ze szkół lub jej niefinansowania. To są coraz głośniejsze postulaty… Rozliczenia przestępstw dokonywanych chociażby przez księży-pedofilii” – argumentowała szefowa Inicjatywy Polska.

Nowacka dodała, że w pracach nad projektem współpracuje z Nowoczesną, która  „też jest bardzo zainteresowana rozdziałem Kościoła od państwa” – stwierdziła Nowacka.

A miała przecież zamilknąć, a przynajmniej się wyciszyć… Jednak Krystyna Pawłowicz po raz kolejny nie wytrzymała. – „To chamstwo lewackie zgłoszę do sejmowej Komisji Etyki” – poinformowała na Twitterze posłanka PiS. Poszło o wpis Joanny Scheuring-Wielgus z Teraz, która tak podsumowała wycofanie projektu pisowskiej ustawy o przemocy domowej: – „To Pan Morawiecki nie wiedział, że taki gniot (zresztą nie pierwszy) wychodzi z Pana Rządu? Pan jest dzbanem czy premierem RP? Powiedzieć wstyd to mało”.

Pawłowicz na tym nie poprzestała. – „Pewnie ta Komisja jej krzywdy nie zrobi, bo lewacy mają w niej większość. 3 do 1 przeciw PiS. Każdy Klub ,są obecnie 4, mają po jednym przedstawicielu w tej całkowicie zbędnej Komisji. Zgłoszę mimo to, by to zachowanie tej chuliganki nagłośnić” – dodała w kolejnym wpisie.

„Szanowna Pani Poseł, mordo moja zdradziecka, jechać po tych lewakach, niech się nauczą kultury. A najlepiej to niech im Pani podręcznik napisze – taki właśnie o kulturze i dobrym wychowaniu, wie Pani, o tym, na czym się Pani tak dobrze zna. Już się nie pozbierają” – kpiąco skomentował wpis Pawłowicz jeden z internautów.

Przypomnijmy  tylko, że słowo „dzban” w plebiscycie Wydawnictwa Naukowego PWN uznane zostało Młodzieżowym Słowem Roku 2018. Stosowane jest przez młodych ludzi na określenie osoby niezbyt inteligentnej, niemiłej, nierozgarniętej.

„Jesteśmy w kraju autorytarnym, bo widać ten moment strachu, widać, co się dzieje z instytucjami, widać w samym PiS-ie i widać poza tym, co się dzieje z instytucjami, z poszczególnymi publicznymi rolami. Ludzie się boją, ci urzędnicy się boją i takie manipulowanie państwem jest oznaką autorytaryzmu” – stwierdziła prof. Jadwiga Staniszkis w TVN24. Dodała, że „widać, że PiS i Kaczyński próbują się cofnąć; widać, że już nie ma takiego rozpędu w niszczeniu państwa”.

Prof. Staniszkis namawia Komisję Europejską na wywieranie ciągłej presji na rząd PiS. – „To jest jedyny czynnik, na jaki PiS jakoś jeszcze reaguje”– powiedziała. Według niej, Polska jest coraz bardziej osamotniona w Europie. – „Zdaniem Zachodu, stajemy się coraz bardziej podobni do Rosji. Ja się z tym zgadzam. I to nawet nie do Rosji współczesnej, ale bolszewickiej” – powiedziała.

Krytycznie podsumowała poczynania Andrzeja Dudy. – Zachowuje się fatalnie, podpisując te ustawy. Jest ignorowany w polityce zagranicznej. Nie sprostał temu zadaniu. Jest ignorowany w polityce międzynarodowej, na Zachodzie, w USA. Gdyby doszło do konkurencji Tusk-Duda, osobiście popierałabym Tuska, bo po prostu jednak on by pewnych rzeczy nie robił, bo już otarł się o Europę, zdaje sobie sprawę, co znaczą rządy prawa,  indywidualizm i szacunek” – stwierdziła Jadwiga Staniszkis.

Projekt pisowskiej ustawy o przemocy domowej został ponoć napisany w fundacji Ordo Iuris.

PiS z hukiem zaczął Nowy Rok, bynajmniej nie fajerwerkami czy też petardami, ale jednym dozwolonym pobiciem w domu. W pisowskiej nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu przemocy domowej uznano, że jednorazowy akt agresji jest dopuszczalny. Na tym nie koniec – ustawa dopuszczała naruszenie godności ofiary, ograniczenia jej wolności, szczególnie seksualnej i pozwalała na przemoc psychiczną, znęcanie.

Wcale nie jest to wielka niespodzianka, iż PiS dopuszcza tak rozumiany rejwach w życiu domowym, leży to w filozofii tej partii i wyznawanych wartościach. Mateusz Morawiecki podobno – piszę podobno, bo jednym tweetem – wycofał się z tej ustawy.

Lecz ona zaistniała na papierze, w decyzyjności odpowiedzialnych polityków w rządzie PiS, w świadomości Polek i Polaków żyjących na początku 2019 roku. Projekt tej ustawy został ponoć napisany w sławetnej kościelnej przybudówce, w fundacji Ordo Iuris. Przewędrował przez biurka minister Elżbiety Rafalskiej i Beaty Szydło. Został przez nie klepnięty i czekał swojej procedury parlamentarnej. Z pewnością dostałby błogosławieństwo kleru, bo rodzina jest najważniejsza.

Ta ustawa o przemocy przypomina mi autentyczny dialog, który wieki temu usłyszałem w pociągu. Naprzeciw mnie jechały dwie kobiety, które dzisiaj mogę określić, iż były odpowiednikami pań Szydło i Rafalskiej. Jedna z nich niedawno została wdową i chlipała, jakiego to dobrego pochowała męża. A ta druga miała już dosyć tych wspominek i przypomniała jej, że bił ją i ciągnął za włosy po podwórku. Wdowa się obruszyła na takie dictum: – „A ileż było tego podwórka?”.

PiS w przemocy dopuszcza się wielkości podwórka całkiem sporego. Zostało obcięte  dofinansowanie „Niebieskiej Linii”, prowadzonej przez Ogólnopolskie Pogotowie dla Ofiar Przemocy w Rodzinie. Ministerstwo Sprawiedliwości obcięło dofinansowanie Centrum Praw Kobiet, pomagające ofiarom przemocy, czyli bitym kobietom.

Oczywiście, że Morawiecki przestraszył się, a w zasadzie Jarosław Kaczyński, siły Czarnego Protestu, który szykował się do oprotestowania tej pisowskiej ustawy.  Spointuję niekoniecznie satyrycznie, w konwencji czarnego humoru. Ta ustawa jest nie tylko pisowska, jest wyjęta z mentalności Morawieckiego i jego podwórka rechrystianizacji. W nowelizacji co prawda nie było mowy o paleniu kobiet na stosie, które uznane byłyby za czarownice, lecz to leży w logice podwórka rechrystianizacji Morawieckiego, który gdyby mógł cofnąłby się do tradycji Inkwizycji. Wycofał się, bo obleciał go tchórz.

Ziobro się boi, więc straszy prof. Marcina Matczaka

2 Sty

„Minister Sprawiedliwości polecił wszcząć postępowanie dyscyplinarne wobec radcy prawnego, prof. Marcina Matczaka. To nie zabawa – minister może doprowadzić do usunięcia z zawodu” – poinformowała na Twitterze Ewa Siedlecka z „Polityki”. Zbigniew Ziobro chce ukarania prawnika za jego wpis, dotyczący córki kontrowersyjnego prawicowego blogera Piotra Wielguckiego („Matka Kurka”). – „Matczak przeprosił córkę Wielguckiego. Został publicznie skrytykowany – i słusznie. Ale co ma do tego minister sprawiedliwości? Wypowiedź nie miała nic wspólnego z działalnością prof. Matczaka jako radcy prawnego” – dodała Ewa Siedlecka.

„Jeśli do tego dojdzie, zrobię wszystko by nagłośnić ten skandal w uczelniach światowych, z jakimi mam kontakt. To kampania represji przeciwko wybitnemu prawnikowi za użyty przez niego eksperyment myślowy wyjaśniający trollowi, co to „hate speech” – napisał prof. Wojciech Sadurski.

„Atak na Marcina Matczaka dowodzi, że władza się go boi i uważa, że jest dla niej niebezpieczny. I słusznie uważa. Błyskotliwy, charyzmatyczny, odważny obrońca demokracji i państwa prawa. Ta dyscyplinarka, tylko go wzmocni” – to komentarz Jarosława Kurskiego z „Gazety Wyborczej”.

Prof. Marcin Matczak zaangażował się w obronę polskich sądów i protestował przeciw pisowskiej „reformie” sądownictwa. Na jego temat w artykule „Profesor Matczak „solą w oku” PiS?”.

>>>