Tag Archives: Norman Davies

Ofiary pedofila Jankowskiego zdają się nie mieć końca

14 Gru

Do fundacji „Nie lękajcie się” zgłosiły się trzy kolejne ofiary księdza Henryka Jankowskiego. – Opisują, jak ksiądz Jankowski się przy nich masturbował czy dotykał ich w miejscach intymnych – mówi prezes fundacji w rozmowie z „Super Expresem”.

Jak informuje „Super Express”, do fundacji „Nie lękajcie się” od momentu nagłośnienia sprawy prałata Jankowskiego zgłaszają się kolejne ofiary, które opisują, że w przeszłości były przez niego molestowane.

Henryk Jankowski. Kolejne zarzuty o pedofilię

Zgłoszenia od kolejnych ofiar księdza Jankowskiego przychodzą do fundacji „Nie lękajcie się” między innymi w formie listów. Nie wszystkie z ofiar chcą ujawniać swoje dane osobowe. W ostatnich dniach do „Nie lękajcie się” zgłosiło się trzech mężczyzn z Gdańska, Anglii i Niemiec, którzy opisują, że byli przez niego molestowani.

– To trzech dorosłych mężczyzn, którzy na przełomie lat 80. i 90. mieli po kilkanaście lat – mówi prezes fundacji „Nie lękajcie się” Marek Lisiński w rozmowie z „Super Expressem”.

Jak dodaje, obaj należeli do parafii świętej Brygidy w Gdańsku, gdzie posługę pełnił Henryk Jankowski.

– Opisują, jak ksiądz Jankowski się przy nich masturbował czy dotykał ich w miejscach intymnych – precyzuje Lisiński.

Sprawa ks. Henryka Jankowskiego

Przypomnijmy, że 6 grudnia w „Dużym Formacie” ukazał się reportaż opisujący relacje ofiar wykorzystywanych seksualnie przez księdza Henryka Jankowskiego.

– Dopadł mnie, gdy szarpałam się z klamką. Dotykał piersi, powiedział, że pokaże mi, co to znaczy od tyłu. Wkładał ręce w majtki i próbował je zdjąć – relacjonowała wydarzenia sprzed lat jedna z bohaterek reportażu.

Również „Fakty” TVN dotarły do kobiety, która twierdzi, że była molestowana przez duchownego. – Każde z dzieci podchodziło i ksiądz Jankowski niektórych sadzał sobie na kolano, głaskał. (…) Pamiętam tylko, że mi wtedy włożył rękę, bo miałam taką krótką sukieneczkę. Włożył mi wtedy rękę pod tę sukieneczkę i ściskał, dotykał moje pośladki – wspominała.

Ks. Henryk Jankowski zmarł w 2010 r. W latach 1970-2004 był proboszczem parafii św. Brygidy w Gdańsku, znany był przede wszystkim jako kapelan „Solidarności”. W związku z reportażem „Dużego Formatu” część mieszkańców Gdańska domaga się usunięcia pomnika prałata.

Jerzy Hausner był gościem Jarosława Kuźniara w „Onet Rano.”. Były minister gospodarki wyraził zaniepokojenie „upartyjnieniem prokuratury”. – Psucie naszego państwa postępowało za czasów różnych rządów. Bardziej lub mniej, ale to działanie to już niszczenie państwa, jego podstaw. Jestem tym przygnębiony – mówił Hausner. – Sytuacja jest naprawdę niebezpieczna. „Dobra zmiana” zafundowała nam daleko idące zmiany instytucjonalne, które prowadzą nas w kierunku antydemokratycznym i niepraworządnym – dodał.

Po tym wywiadzie powinno rozpaść się państwo. Bo to nie był tylko wywiad z urzędnikiem skazanym na skatowanie za uczciwość. To było powiedzenie wprost gdzie żyjemy.

W kraju rządzonym przez polityczne mafie z Wołomina, Pruszkowa, Wiejskiej. SKOK założył senator PiS-u , zarządzał Wołominem facet z WSI, korzystali z kasy politycy różnych partii. W pomniejszeniu struktura Polski. Rządzą nami mafiozi i pedofile stawiający sobie pomniki albo kościoły.

Gdybyśmy nie byli w UE musielibyśmy prosić pisowskich bezpiekoli o wydanie paszportu. Demokrację łatwo rozwalić w kraju, gdzie jej prawie nigdy nie było. Stąd 40 % poparcia dla głupoty i bezprawia. Starczy go na 200 lat jak i węgla.

Ziobro bez obciachu oskarża ofiarę – rozjuszyła morderców tropiąc ich przestępstwa. Zabijając uczciwego, wymierzyliby słuszną karę, jak obłąkany prokurator.

Smog to opary trucizny politycznej i moralnej produkowanej przez rządy wolnej Polski, to nasze pierdy z zaczadzonych głów. Więc czapki z głów panowie, a panie się nie liczą.

Ciekawie w świetle ujawnionych taśm Leszka Czarneckiego, na których wyraźnie słychać propozycję szefa KNF, obiecującego w zamian za zatrudnienie jego człowieka pomoc w rozwiązaniu problemu banku, wygląda dzisiaj relacja pana Solarza z przedstawicielami władzy.

Zacznijmy najpierw od pana Kowalczyka, człowieka, którego chciał wcisnąć do banku Czarneckiego –  Marek Chrzanowski i to z pensją, która miała zamknąć się ostatecznie w kwocie ok. 40 mln. zł. Okazało się, że od pewnego już czasu pan Kowalczyk jest zatrudniony w radzie nadzorczej Plus Banku, należącego do Zygmunta Solorza. Kowalczyk początkowo zapierał się jakichkolwiek kontaktów z Chrzanowskim, w końcu jednak przyznał, że nową posadę otrzymał dzięki jego właśnie rekomendacji.

W tym samym czasie Solorz prowadzi rozmowy z państwem w sprawie transmisji danych w sieci komórkowej o częstotliwości 800 MHz. Spółka Sferia, należąca do Cyfrowego Polsatu nie tylko chce ją zarezerwować na okres 2019 – 2033, ale również złożyła wniosek o rozłożenie opłaty za tę rezerwację na 15 rat czyli po 115 mln rocznie.

12 października prezes UKE przyznał Sferii ową częstotliwość jednocześnie nakazując dokonanie całej opłaty w wysokości 1,7 mld zł do ok. połowy listopada. W dwa dni później Solorz spotyka się z premierem Morawieckim w Świątyni Opatrzności Bożej. Spotkanie to utrzymane było w tajemnicy, ale pod naciskiem dziennikarzy, rzeczniczka rządu Joanna Kopcińska przyznała, że rzeczywiście do niego doszło, jednak jej zdaniem, tematem rozmowy były tylko obchody stulecia niepodległości.

15 listopada spółka Sferia złożyła ponownie wniosek o rozłożenia płatności za otrzymaną częstotliwość na raty, co automatycznie wstrzymało bieg terminu wpłaty owych 1,7 mld zł. Według Matwiejczuka z Polsatu, nie ma co szukać drugiego dna w tej sprawie, bowiem „płatności ratalne są czymś standardowym zarówno w sferze gospodarczej, jak i w życiu przeciętnego Polaka”.

Na pytanie, czy „spłata ratalna jest w UKE standardem” rzecznik UKE, Martin Stysiak, przyznał, że do tej pory rozkładanie płatności za częstotliwość na raty, nie było praktykowane. Tak na marginesie warto przypomnieć, że szefem UKE jest od września 2016 Marcin Cichy. Wcześniej kierował on biurem analiz Ministerstwa Cyfryzacji, gdzie zajmował Strategią na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju w dziedzinie cyfryzacji. Na stanowisko prezesa UKE powołała go Beata Szydło.

Czy to wszystko jest tylko zbiegiem okoliczności, czy pan Solorz „sprzedał się” obecnej władzy? Czy zastosowano wobec niego takie same procedury jak wobec Leszka Czarneckiego? Pojawia się sporo pytań. Obserwując zmianę postawy dziennikarzy Polsatu, ich linii politycznej, coraz lepsze relacje z przedstawicielami rządzącej partii, narasta przekonanie, że coś tu jest na rzeczy. Może więc rzeczywiście przypadek Czarneckiego nie był odosobniony?

Waldemar Mystkowski pisze o wyczynach Morawieckiego i pisowców.

Czy Jarosław Kaczyński, przewidując kolejne afery, zdecyduje się na przyspieszone wybory?

Mateusz Morawiecki nikomu nie wywrócił stolika, jak chcą niektórzy publicyści, odnosząc się do sejmowej bufonady premiera z wotum zaufania. Niezależnie od tego, jak wypadnie piątkowe wotum nieufności wobec niego, które zgłosiła Platforma Obywatelska, afera KNF nie zostanie zamieciona pod dywan. Walczący z mafijnymi układami w SKOK-ach Wojciech Kwaśniak niemal zapłacił życiem, dzisiaj jasno artykułuje, z jakimi osobnikami się mierzył. Zaś stając przeciw niemu Grzegorz Bierecki i Zbigniew Ziobro – bez umawiania się – mówią językiem przestępców z Wołomina.

Morawiecki swoją bufonadę przeniósł do Brukseli, gdzie o sporze z Komisją Europejską ws. Sądu Najwyższego i w ogóle sądownictwa w Polsce stosuje sztuczkę z wyciągniętą ręką. Premier uważa, że jedną nowelą PiS cofnął demolkę sądownictwa i oczekuje od Komisji Europejskiej, a w szczególności od wiceszefa KE Fransa Timmermansa wycofania skargi z Trybunału Sprawiedliwości UE. Morawiecki jednak mówi to do naszej publiki, bo na unijnych salonach podkula ogon, tam takie prostackie manipulacje nie działają.

PiS ma kłopot z podwyżką cen prądu, różne płyną na ten temat komunikaty, zarówno od ministra energii Krzysztofa Tchórzewskiego, jak i spółek energetycznych. Podwyżki będą i to bardzo duże, zarówno dla przedsiębiorców, którzy już podpisują umowy na dostarczenie energii z nowymi cenami, jak i dla gospodarstw indywidualnych. W tej chwili mamy chaos informacyjny, ale to jest jedna z metod pisowskich.

Głowę może dać Tchórzewski i być zdymisjonowany, na kogoś trzeba zwalić winę. Może być jednak i tak, że PiS, przewidując kolejne afery, zdecyduje się na przyspieszone wybory i zechce z podwyżkami cen prądu przeczekać do okresu powyborczego. Tak pomyślana była sztuczka z wotum zaufania. Po nich choćby potop.

Jarosław Kaczyński nie może jednak spać spokojnie. Tadeusz Rydzyk całkiem poważnie myśli o starcie swojej partii w wyborach. Ruch Prawdziwa Europa kuma się z Ruchem Narodowym, z tego może powstać koalicja przypominająca neofaszystowski podmiot polityczny księdza Jozefa Tiso. Gdyby tak miało się stać, to Mateusz Morawiecki na 28. urodzinach Radia Maryja skakałby hopsasa w hołdzie ojcu dyrektorowi.

Nawet jeżeli ceny prądu nie zabiją PiS, to na pewno ich nie wzmocnią, bo elektrowstrząsy społeczne będą miały miejsce, gdyż Polacy obawiają się – i słusznie – że podwyżki cen prądu są nośnikami podwyżek cen w ogóle.

Подчинённый перед лицом начальствующим должен иметь вид лихой и придурковатый, дабы разумением своим не смущать начальство.

Piotr I Wielki

Jarosław Kaczyński to zombie polskiej polityki

11 List

Przemówienie Donalda Tuska iskrzyło od odniesień do współczesnej sytuacji w Polsce. Szef Rady Europejskiej mówił o „współczesnych bolszewikach” i antyeuropejskich postawach. – To dla niego początek kampanii i już widać, jakie będą jej główne kierunki – mówi w rozmowie z Gazeta.pl dr Bartłomiej Biskup z Uniwersytetu Warszawskiego.

Donald Tusk w ramach Igrzysk Wolności wygłosił wykład pod tytułem „11 Listopada 2018. Polska i Europa. Dwie rocznice, dwie lekcje”. Szef Rady Europejskiej po historycznym wprowadzeniu płynnie przeszedł do współczesności. Kreśląc obraz współczesnej Europy były premier mówił o „brunatnym, jednoznacznie antyeuropejskim” i „nacjonalistycznym” nurcie w Europie. Jednak jedno z najmocniejszych sformułowań padło, gdy mówił o Polsce:

Liczcie przede wszystkim na siebie. Józef Piłsudski, kiedy pokonywał bolszewików, a więc bronił zachodu, to miał trochę trudniejszą sytuację niż my dzisiaj. Kiedy Lech Wałęsa pokonywał bolszewików w symbolicznym sensie, to miał o wiele trudniejszą sytuację. Skoro oni dali radę pokonać bolszewików, dlaczego wy nie mielibyście pokonać współczesnych bolszewików

– usłyszeliśmy podczas wykładu.

Dr Bartłomiej Biskup: To dla niego początek kampanii

Według dra Bartłomieja Biskupa, politologa z Uniwersytetu Warszawskiego, łódzkie wystąpienie to dowód na to, że Tusk nie myśli o emeryturze. – Po raz kolejny potwierdza się teza, że Donald Tusk chce wrócić do polskiej polityki i odegrać w niej znaczącą rolę. Dzisiejsze wystąpienie można nazwać manifestem politycznym, który bardziej niż do wolności, odnosił się do krajowego konfliktu. Pokazał, że zamierza walczyć z PiS-em i rządem – mówi w rozmowie z Gazeta.pl dr Bartłomiej Biskup, dodając, że w Łodzi szef Rady Europejskiej po raz pierwszy od objęcia stanowiska w Brukseli pokazał się „z podniesioną przyłbicą”. – To dla niego początek kampanii – stwierdza politolog.

Opozycja będzie „grała” wyjściem Polski z UE

Według Biskupa, to, o czym mówił Tusk, pozwala prognozować główne wątki, jakie pojawią się w kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego. – Te kierunki są widoczne. Dla opozycji dominującym komunikatem będzie PiS wyprowadzający Polskę z Unii Europejskiej. Wczoraj premier mówił w orędziu o Unii Europejskiej, to dzisiaj Tusk po raz kolejny mówił o Cameronie, który też twierdził, że nie chce wyprowadzić Wielkiej Brytanii ze wspólnoty, a w końcu to zrobił. PiS będzie miał problem, żeby się od takiej narracji odciąć.

Biskup przyznaje, że od czasu, gdy Tusk zaczął kierować radą, w takim wydaniu go nie słyszeliśmy – To było zaskakujące wystąpienie, bo z zapowiedzi wynikało, że przyjedzie, złoży kwiaty, pójdzie na uroczystość. A mieliśmy wykład o dyktaturze bolszewickiej i faszystowskiej, brunatny nacjonalizm – mówi Biskup i dodaje:

To jest wystąpienie przełomowe. Przełomowe w tym sensie, że Tusk zaczął nim coś większego – włączył się w politykę polską na 100 procent. Te sformułowania były bardzo ostre i patrząc racjonalnie, za ostre w stosunku do tego, co się dzieje w Polsce, ale retorycznie wcale nie takie wyjątkowe, bo dzisiaj wszyscy tak mówią i wszyscy idą w populizm. Jeśli Tusk ma się włączyć do polityki to musi grać ostro

– przekonuje Biskup.

Jedenasty Listopada za pasem, co poznać po tym, że totalna opozycja bije rekordy Guinessa w perfidii i hipokryzji. Że – niby – z obchodami stulecia, to kompromitacja na miarę epoki. Że jakieś akademie dęte, wieńców składanie i jeszcze ten marsz, co to pan prezydent sam się na niego zaprosił, potem nie przyjął zaproszenia, aż wreszcie zdecydował, że jednak owszem, stanie dzielnie, w tej wojnie polsko-polskiej na marsze narodowe pod flagą biało-czerwoną. Nawet premiera weźmie z sobą, chociaż ten dopiero co twardo zapowiadał, że nie będzie nigdzie chodził, bo się boi.

Z tego strachu, to wprawdzie niektórym Jedenasty Listopada może się w tym roku pomylić z Grudniem Trzynastego, a to ze względu na obecność mundurowych i pojazdów opancerzonych na stołecznych ulicach. Ale po pierwsze – tym razem nie będzie koksowników, po drugie Apokalipsa została odłożona na po przyszłorocznych wyborach do Sejmu, a po trzecie i najważniejsze, problemy z datami to teraz taka nasza nowa świecka tradycja. Też – skądinąd – zapoczątkowana przez pana prezydenta, w którego osobistym kalendarzu listopad ma 31 dni. No ale za to grudzień zaledwie 30, i bilans się zgadza. A zresztą – papież Sylwester, którego huczne imieniny wyprawialiśmy dotąd w ostatnim dniu roku nie był Polakiem, więc nie ma czego żałować.

No ale marsz marszem, tymczasem opozycja za nic ma heroizm obozu władzy, która zdecydowała się świętować stulecie Niepodległej ręka w rękę z setką tysięcy patriotów (bo kto jest patriotą – zapytał w telewizji europoseł PiS, Tadeusz Cymański, i zaraz odpowiedział – nacjonalista!). Mało tego, totalsi stawiają prowokacyjne pytania, jakie to wielkie i ambitne inicjatywy rządu uświetnią stulecie Rzeczypospolitej, i na co wydano te dwieście milionów z okładem, na które obywatele zrzucili się (za pośrednictwem budżetu) by sfinansować owe wiekopomne dzieła.

Obcojęzyczne media można – oczywiście – zignorować, bo powołują się na niepolskie, obce nam kulturowo i mentalnie przykłady takich zamierzeń. No, że na przykład w Norwegii powstała z podobnej okazji monumentalna Biblioteka Narodowa. Albo że w takim Breslau, na stulecie Bitwy pod Lipskiem, wzniesiono perłę architektury modernistycznej – Jahrhunderdhalle, która do dzisiaj stoi we Wrocławiu, już jako Hala Stulecia, stanowiąc jeden z najbardziej atrakcyjnych obiektów miasta. Ba, ale pierwszą postawili Norwegowie, którzy właśnie odmówili rządowi góry pieniędzy (w formie tak zwanych Funduszy Norweskich) a, drugą Niemcy, czyli wiadomo…Natomiast co do komunistów i osobiście Leszka Millera, który bezczelnie przywołał w telewizji przykład peerelowskiej, całkiem udanej skądinąd, akcji „tysiąc szkół na tysiąclecie”, to po pierwsze to lewak, a po drugiej mówił o tym w TVN, więc jest nadzieja, że suweren nic o „tysiąclatkach” nie usłyszał.

Poza wszystkim, oskarżenia o brak wielkich, ambitnych projektów formacji władzy na okrągłe urodziny Rzeczpospolitej to kłamstwo i potwarz, bo przecież właśnie z tej okazji nastąpi odsłonięcie Pomnika Stulecia, postawionego Prezydentowi Stulecia – Lechowi Kaczyńskiemu! Bo wszak Polska to Oni. Owszem, był już jeden król Słońce, co też tak uważał w sprawie Francji, ale za to bracia ukradli Księżyc!

Pomnik prezydenta Lecha będzie – co już wiadomo – najwyższy na całym Placu Piłsudskiego (więc po świętach trzeba będzie urealnić sytuację, nazywając plac imieniem bohatera najwyższego monumentu w okolicy). Będzie też – ale to chyba oczywista oczywistość – ze wszystkich warszawskich, ba – polskich nawet – pomników najważniejszy. Tym bardziej, że niektórzy już, jeszcze przed jego uroczystym odsłonięciem – uważają, że jest to jedyny taki na świecie, pierwszy w dziejach sztuki pomnikowej „monument podwójny”. Po prostu unikat.

Skąd to podejrzenie, skoro monument jest – a przynajmniej miał być – realistyczny (choć postać na cokole wyszła, jak się to mówi, „podobna do nikogo”, a Internet zobaczył w niej portret posła Suskiego)? Otóż, pomijając talent wykonawcy, bohaterowi pomnika brakuje kilku elementów, identyfikujących uwiecznioną tam osobę jako tragicznie zmarłego prezydenta. Nie ma charakterystycznego „pieprzyka” ani obrączki, której Lech Kaczyński ponoć nigdy nie zdejmował. Poza tym prezydent stosował się do dyplomatycznego dress code’u  rozpinał marynarkę) i dbał o elegancję stroju, czego nie da się powiedzieć o postaci z monumentu.

Czyli Lech to, ale jakby nie Lech zarazem. Chyba więc mamy „dwa w jednym”, a na Placu, tuż obok Marszałka, stanął właśnie monument Lecha i Jarosława – Dwóch Zbawców Narodu (jednego Emerytowanego, ale zawsze), toteż lepiej by było, żeby artysta od razu wykonał panom portret podwójny. Już się zdarzały w historii takie przypadki. Było – na przykład – takie bóstwo, skądinąd rzymskie, nazywane Janus, co miało dwie twarze – jedną łagodną, a druga surową. Wypisz wymaluj – pan prezes przed i po wyborach. Albo – gdy prezydent Lech Kaczyński był jeszcze z nami – obaj Bracia, kiedy występowali razem publicznie. Wśród bliższych nam kulturowo bóstw słowiańskich mamy też Światowida, który posiada aż cztery oblicza. Po dwa na każdego z Bliźniaków.

Ale może trzymajmy się Janusa, bo to bóg zmiany (więc pewnie także tej „dobrej”) oraz… wojny. Natomiast Światowid kojarzy się z Białym Koniem (na którym Tusk może niedługo wrócić z Brukseli) oraz Złotym Rogiem. Więc lepiej to zostawmy…

No dobrze, ale co ma konfliktowy rzymski Janus do pomnika na Placu? Cóż, istnieją wszak liczne przesłanki świadczące o utrwalonym już w polskiej tradycji ludowej kulcie panów Kaczyńskich – ubóstwianych przez wszystkich naszych „januszów”, tudzież ich „grażynki”. Dość wspomnieć o „religii smoleńskiej” oraz wyniku wyborów samorządowych. Tak więc, Norwegowie dostali na stulecie bibliotekę narodową, wrocławianie Halę Stulecia, dzieci ubeków – na tysiąclecie – tysiąc szkół z wielkiej płyty, a Naród Polski, z okazji okrągłych urodzin Niepodległej –Pomnik Braci.

Trochę później z inicjatywy szefa partii aktualnie rządzącej w tle stanie jeszcze wieżowiec „Srebrna”. Jak niegdyś dworek w Oblęgorku dla pisarza Sienkiewicza czy Kopiec Kościuszki dla generała Kościuszki, będzie to zbiorowy dar Polaków z budżetu dla prezydenta i prezesa Kaczyńskich, w podzięce za niepodległość i odrodzenie moralne Narodu. Się należy!

Zważywszy na zasługi Braci, tak, jak je widzi Suweren oraz obaj redaktorzy Karnowscy, wieżowiec będzie pewnie większy niż tysiąc tysiąclatek razem wziętych.

Natomiast wracając do Rzymian starożytnych, to jeden z nich, zawodowy poeta, napisał nawet poemat na podobną okazję – „Stawiłem sobie pomnik, trwalszy niż ze spiżu, od królewskich piramid sięgający wyżej”. Nazywał się Horacy. Prorok jakiś…

Wojciech Maziarski pyta, dokąd zmierza PiS.

Po wyborach samorządowych PiS już wie, że miejska klasa średnia go nie poprze, więc będzie próbował nakręcić emocje ludu populizmem i demagogią nacjonalistyczną.

W setną rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości politycy obozu władzy pomaszerowali ramię w ramię z narodowcami i skrajną prawicą. To nie przypadkowy incydent, lecz zapowiedź trendu. Sygnał wskazujący, jakiej polityki możemy się w najbliższym czasie spodziewać – zwłaszcza przed wyborami do parlamentu europejskiego.

Porażka w wyborach samorządowych była dla partii Kaczyńskiego dzwonkiem alarmowym. Wprawdzie liderzy PiS przekonują, że wrażenie, jakoby przerżnęli, jest błędne, ponieważ osiągnęli wielki sukces, jednak wszyscy doskonale wiemy, jaka jest prawda: na ponad 100 miast prezydenckich zdobyli 4, z których największym jest Otwock. Miasta – i to nie tylko największe metropolie – powiedziały dobitnie i wyraźnie, że nie życzą sobie „dobrej zmiany”.

To może zapowiadać klęskę PiS w wyborach do parlamentu europejskiego, w których uczestniczy głównie elektorat wielkomiejski. A ta porażka mogłaby z kolei wywrzeć wpływ na wynik znacznie ważniejszych wyborów parlamentarnych za rok. To dla władzy śmiertelne zagrożenie i dlatego musi czym prędzej podjąć środki zaradcze. Pytanie tylko, jakie.

Umiarkowany PiS? To naiwne rojenia pięknoduchów

Niektórzy politycy obozu rządzącego dają do zrozumienia, że chcieliby złagodzić kurs i zabiegać o odzyskanie wpływów w środowiskach umiarkowanych, wielkomiejskich, centrowych – tych, które od PiS-u się odwróciły. „Musimy przesunąć się do centrum” – mówił w niedawnym wywiadzie dla „Wyborczej” wiceprezes PiS Adam Lipiński. Zapewne to samo miał na myśli Jarosław Gowin, gdy bezpośrednio po ogłoszeniu sondażowych wyników głosowania sugerował, że konieczna może być rewizja kursu politycznego.

Pytanie jednak, czy taka zmiana jest w ogóle wykonalna i czy może zakończyć się sukcesem. Wszak próbkę już mieliśmy: w Warszawie Patryk Jaki próbował udawać w kampanii polityka umiarkowanego, zapowiadał, że nie będzie zakazywać Parad Równości, uciekał od wizerunku twardogłowego zamordysty. Efektem była przegrana w pierwszej turze, bo nikt się na to nie dał nabrać.

Wiele wskazuje na to, że sprawy zaszły za daleko i PiS jest już skazany na pozostawanie na prawym skraju sceny politycznej – choćby stanął na głowie, zrobił szpagat i przemówił ludzkim głosem, nikt nie uwierzy w jego przemianę. „PiS stracił umiarkowane centrum. I raczej go nie odzyska” – diagnozował niedawno publicysta „Rzeczypospolitej” Michał Szułdrzyński.

Sytuacja przypomina nieco schemat znany z bajki o pastuszku, który wielokrotnie oszukańczo wołał „wilki!” – Jarosław Kaczyński w kolejnych kampaniach udawał polityka cywilizowanego, zapowiadał politykę rozsądku i umiarkowania, chował na zapleczu powszechnie znanych oszołomów i wystawiał w wyborach ludzi nowych, z czystym kontem, którzy mówili, że Macierewicz nie będzie ministrem obrony i że po wyborach trzeba odbudować wspólnotę Polaków. A co było potem za każdym razem – wszyscy wiemy: kanalie, mordy zdradzieckie i łamanie konstytucji.

Dlatego właśnie, z powodu skrajnej nieufności tych, na których pozyskaniu PiS-owi by zależało, dziś już zmiana kursu i przesunięcie się do centrum wydaje się nawet jeśli nie niewykonalne, to skrajnie trudne i mało prawdopodobne. Jaka zatem pozostaje alternatywa?

Trzeba sięgnąć po populizm i nacjonalizm

Jeśli nie da się pozyskać głosów wykształconej klasy średniej w miastach, trzeba sięgnąć do innych rezerwuarów. Trzeba zmobilizować niżej wykształcony elektorat ludowy, który w wyborach – zwłaszcza do parlamentu europejskiego – zazwyczaj nie uczestniczy. Już dziś mówi o tym Adam Bielan, który w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” zapowiada, że przed wyborami 2019 r. PiS będzie musiał zmobilizować wieś.

Ale przecież nie tylko wieś chodzi – celem będzie znacznie szerzej rozumiany elektorat ludowy: małomiasteczkowy, prowincjonalny, a także ci wyborcy w wielkich miastach, którzy dotąd pozostają poza polityką i do urn nie chodzą. To miliony potencjalnych głosów. Są to często ludzie o nastawieniu antyeuropejskim, antyestablishmentowym i antyinteligenckim, wykazujący cechy osobowości autorytarnej, podatni na populizm, demagogię i hasła nacjonalistyczne. Trzeba ich emocjonalnie „nakręcić” i sprawić, by zrobili to, czego najczęściej nie robią – poszli do urn.

Niespodziewany sukces Kukiza w wyborach 2015 r. pokazuje, że w tej części sceny politycznej kryją się spore rezerwy, a obecna erozja klubu parlamentarnego i struktur Kukiz 15 sprawia, że gra jest tym bardziej warta świeczki. Trzeba odwołać się do tych samych resentymentów i emocji, by przejąć osieroconych wyborców, którzy się zawiedli, pokładając nadzieje w Kukizie. I trzeba przejąć elektorat narodowców.

Dlatego marsz rozpoczęty 11 listopada nie zakończy się tego samego dnia wieczorem – będzie trwać aż do następnych wyborów. W nadchodzących miesiącach możemy się spodziewać wzmożonej fali nacjonalizmu, obrzydliwych kampanii szczucia i podburzania przeciw „wrogom narodu”, opluwania liderów opozycji, mieszania z błotem autorytetów społecznych. Atakowane będą mniejszości, a ich konstytucyjne prawa będą łamane.

Krótko rzecz biorąc, zapewne czeka nas wszystko to, z czym dziś na co dzień mają do czynienia społeczeństwa orbanowskich Węgier i putinowskiej Rosji. Pierwszym tego zwiastunem jest deklaracja Andrzeja Dudy, który chciałby uchwalenia w Polsce zakazu „homoseksualnej propagandy”, jaki obowiązuje w Rosji. Pan prezydent zaczął już swój długi marsz.

Waldemar Mystkowski pisze o Tusku.

W drugą setkę odzyskania niepodległości wkraczamy jeszcze bardziej izolowani od świata niż zamykaliśmy pierwszą setkę. Politycy PiS legitymizowali nacjonalizm i neofaszyzm, bo takim zapowiada się tzw. Marsz Niepodległości.

Jest jeszcze gorzej niż w latach 30. ubiegłego stulecia, gdy Polska nie miała sojuszników i była skazana na przegraną. Wówczas ONR był zdelegalizowany, a dzisiaj spadkobiercy faszystów pójdą obok prezydenta Andrzeja Dudy i premiera Mateusza Morawieckiego.

Świat to widzi i „doceni”. PiS może się łudzić, iż istnieje jakaś międzynarodówka prawicowa, w której znajdą popleczników. Otóż nigdy takiej nie było, wojny i wrogowie definiują się właśnie poprzez wyższość własnego nacjonalizmu. Dwa nacjonalizmy wchodzą zawsze w konflikt, najpierw zimny, a następnie gorący – wojnę.

My, Polacy możemy liczyć, iż górę weźmie demokratyczność krajów Unii Europejskiej i płynące z niej standardy, które będą przekonujące dla większości Polaków. Mamy czego bronić, gdyż przeciw nam z kartką wyborczą staje tylko 30 kilka procent wyborców PiS. I to należy uzmysławiać, obecna władza może mówić o suwerenności swoich decyzji w imieniu tych 30 procent.

Od trzech lat władza PiS wszystko robi, aby zdemolować ustrój demokratyczny i wydalić nas z UE. Ale ma przeciw sobie zdecydowaną większość, co udowodniły ostatnie wybory samorządowe, w wyniku mobilizacji wyborców partia Kaczyńskiego zobaczyła figę, która zostanie jeszcze bardziej zobrazowana podczas wyborów parlamentarnych, gdy zostaną odsunięci od władzy.

Nie możemy jednak dać sie dzielić, a będą to robić poprzez różnego rodzaju akty prawne i zaniechania w stosunku do instytucji Unii Europejskiej, aby nastawić wrogo Brukselę.

Sojusz PiS z nacjonalistami Marszu Niepodległości to nie przypadek. Do ostatniej chwili ten pakt sojuszniczy był trzymany w tajemnicy, przecież można było jeszcze miesiąc temu aktem prawnym zdelegalizować Marsz Niepodległości.

Racja jest jednak po stronie opozycji, która musi przekuć ją na odsunięcie PiS od władzy. Wybitny historyk Norman Davies, który zna naszą historię jak nikt na świecie, życzy Polsce szybkiego powrotu do zdrowia i spokoju.

Jak nic nie stanie się nieprzewidzianego i politycy opozycji nie popełnią kardynalnych błędów, Polska w następnym roku powinna wstać z łoża boleści i mieć się tak, jak przed 2015 rokiem. Ale temu pacjentowi musimy pomóc my wszyscy.

Donald Tusk twierdzi, że wszystko, co złe jest do odwrócenia, acz po wygranej będziemy musieli żyć obok wyborców PiS, którzy jeszcze bardziej zostaną napuszczeni i szczuci przeciw społeczeństwu obywatelskiemu.

Wystąpienie Tuska w Łodzi podczas Igrzysk Wolności wejdzie do historii polskiej retoryki politycznej, już dzisiaj można je porównać z wystąpieniem innego Polaka, który zwrócił się do nas: „Nie lękajcie się!”. Teraz też mamy do czynienia z podobną wagą słów, dlatego musimy je docenić: „Brońcie tych praw, tej wolności i brońcie polskiej niepodległości. To wasze zadanie”.

Tusk, Donald Tusk

10 List

Donald Tusk w czasie Igrzysk Wolności w Łodzi wygłosił płomienne przemówienie, w którym odniósł się do wyzwań Polski w obliczu 100. rocznicy odzyskania niepodległości. Były premier skoncentrował się na Polsce jako części wspólnoty europejskiej, w której dziś, tak jak 100 lat temu, czy w pokoleniu Solidarności, wciąż mamy ważną rolę do odegrania w nieustająco trwającej walce z wrogami wolności:

“Józef Piłsudski, kiedy pokonywał bolszewików, a de facto bronił wspólnoty zachodu przed polityczną barbarią, to miał trudniejszą sytuację niż my dzisiaj. Kiedy Lech Wałęsa pokonywał bolszewików symbolicznie, kiedy wydobywał z nas to, co europejskie, wolnościowe, to miał trudniejszą sytuację. Ale dał radę. Dlaczego wy nie mielibyście pokonać współczesnych bolszewików?”

Donald Tusk koncentrował się na wyzwaniach wspólnoty europejskiej i znaczeniu naszego członkostwa w niej dla naszej niepodległości. Polityk w swoim wystąpieniu oskarżył bowiem de facto PiS o utworzenie stronnictwa anty-niepodległościowego. W Łodzi padły znamienne słowa: “Kto dzisiaj w Polsce występuje przeciwko naszej pozycji w Zjednoczonej Europie, tak naprawdę występuje przeciwko naszej niepodległości”.

Nie były to jednak luźno rzucone słowa w celu wywołania awantury politycznej. Było to podsumowanie precyzyjnie określonej mapy zagrożeń, które stoją dziś przed Polską i całą Europą. Polityk nawiązał do rosnącej rywalizacji chińsko-amerykańskiej i sporów w osi transatlantyckiej, które będą miały wielki wpływ na przyszłość kontynentu. Tusk z zagrożeń przywołał także m.in. agresję Rosji wobec Ukrainy, a także wzrost nacjonalizmów i anty-europejskich emocji wewnątrz UE: “Te siły na naszych oczach rosną. Jeżdżąc po Europie mam takie wrażenie, że w wielu europejskich stolicach są politycy i partie, które czekają na taką swoją wizytę arcyksięcia Ferdynanda. Czekają na wydarzenie, które zmieni układ sił i konieczność przestrzegania wspólnoty wartości”.

Zdaniem Tuska dążenia do obalenia obecnego porządku za wszelką cenę mogą mieć jednak katastrofalne skutki dla Polski. Wskazał na krótkowzroczność tych, którzy dziś “z entuzjazmem wypowiadają się o Brexicie, o postępującym izolacjonizmie Waszyngtonu, kokietują Władimira Putina”, ponieważ takie działania “nieuchronnie doprowadzą do zagrożenia najbardziej fundamentalnego dla naszej niepodległości”.

Zdaniem byłego premiera “Mamy wszystkie narzędzia, by na to wpływać, by geopolityczne szczęście (z czasów odzyskania niepodległości – red.) trwało również w naszych czasach”.Jednak głównymi platformami osiągania strategicznych dla naszego bezpieczeństwa celów jest nasza obecność w UE i NATO, które polityk określa mianem “geopolitycznego farta”.

W kontekście działań polityków niszczących proces integracji europejskiej, Tusk mówił o braku rozumienia konsekwencji swoich działań, co powoduje, że w przypadku wielu polityków “Im bardziej oni mówią, że nie chcą wyjść z UE, tym bardziej z niej wychodzą”.

Słowa te padły w kontekście Brexitu, jednak nie ma wątpliwości, że były one adresowane do polityki rządu w Warszawie.

Swoim łódzkim wystąpieniem były premier starał się w sposób pośredni dać do zrozumienia, że działania rządu PiS i środków, którymi ten pierwszy się zachwyca, prowadzą do rezultatów, które mogą zagrozić naszej niepodległości i bezpieczeństwu. Tym samym, niezależnie od intencji, swoimi lekkomyślnymi działaniami PiS może stać się prawdziwym zagrożeniem dla polskiej państwowości.

Więcej >>>

Całe wystąpienie Tuska >>>

>>>

Obywatel Duda Piszczyk

10 List

>>>

Obywatel Piszczyk na pewnym marszu:

Postanowiłem wykrzykiwać na przemian jedno hasło dla tych z przodu pochodu, a jedno dla tych z tyłu, już tylko dla samoobrony:

-Wodzu prowadź!

-Żydzi na Madagaskar!

-Niech żyje marszałek Śmigły Rydz!

-Precz z Sanacją!

>>>