Tag Archives: Michał Szułdrzyński

PiS od 5 lat szykuje katastrofę

26 Sty

Wbrew pozorom mediów obiektywnych mamy, jak na lekarstwo. Mediów takich, do których sięgasz po informację, aby wiedzieć, co się dzieje i nie sprawdzać, co kryje się pod powierzchnią.

Sprawdzać, kto im płaci? Jak niedawno przekonaliśmy się z Wirtualną Polską, która miliony czerpała z resortu Ziobry.

Tak zwani symetryści stosują metodę „rżnięcia w krocze”, siadają na mniemanej barykadzie i relacjonują w stylu: PiS jest faktycznie złe, ale Platforma była nie lepsza.

Takie jaja, takie zbuki stosują dziennikarze z „Rzeczpospolitej”, szczególnie beztalencie Michał Szułdrzyński, a czasami naczelny Bogusław Chrabota.

PiS stoi aferami, codziennie ujawnia się kilka, a nie tylko jedna. To swoisty rekord świata godny Księgi Guinnessa. Przypomnijmy sobie PO: zegarek Nowaka warty 30 tys. zł, który kupił za swoje, ale nie ujął w zeznaniu majątkowym.

Symetryzm to choroba, która nazywa się dupizm. Daję PiS-owi dupy, który dyma, ale udaję, że nie jestem dymany.

Symetryzm świetnie ujmuje Przemysław Szubartowicz, który ustosunkowuje się do wyborów w Platformie relacjonowanych przez „Rzepę”:

– „Rzepowcy” szukają przegranych i wygranych w PO. To polski kryzys: politykę opisuje się infantylnie jako konkursy piękności lub starcia frakcji, jakby nie było pisowskiego bezprawia, ani wyzwania, jakim dla naszego pokolenia jest ocalenie Polski w UE. Wszystkie ręce na pokład!

Zamiast walczyć z uchwałą SN i decyzją TSUE, polskie władze powinny je wykorzystać dla naprawy tego, co zostało zepsute. Siłę polityczną naprawdę można pokazać w inny sposób niż poprzez krzyczenie, że ma się w nosie 60 sędziów SN – pisze prof. Marcin Matczak.

Naprawdę warto przeczytać prof. Matczaka – Czas się cofnąć – tutaj >>>

„Sędziowie nie mają prawa badać powołań innych sędziów”, „to chaos i wzruszanie dziesiątek tysięcy wyroków”, „trwa spór kompetencyjny”, „uchwała jest bezprawna”, „delikt dyscyplinarny”… OKO.press weryfikuje przekaz władzy podważający historyczną uchwałę Sądu Najwyższego z 23 października.

Jak Ziobro i jego funfle rżną publikę ws. sądownictwa tutaj >>>

Bielan wychwala znajomość angielskiego Dudy, by umocnić wizerunek nowoczesnego prezydenta, który przynosi Polsce dumę także swobodą w kontaktach z przywódcami świata. Nagranie z Forum Ekonomicznego w Davos, które krąży po internecie, pokazuje, że prezydencki English napotyka na barierę tzw. swobodnej wypowiedzi.

Angielski Dudy kulawy na obie nogi. Czytaj tutaj >>>

A teraz Go @bbudka go.

Platforma Obywatelska wybrała Borysa Budkę na swojego przewodniczącego – wygrał ogromną większością głosów już w pierwszej turze partyjnych wyborów. To sygnał, że partia chce się skupić na przygotowaniu kampanii prezydenckiej Małgorzaty Kidawy-Błońskiej i ewidentna zmiana pokoleniowa w partii.

O sytuacji w Platformie czytaj tutaj >>>

Więcej o sypaniu przez agenta Tomka tutaj >>>

To już jest koniec mydlenia oczu. Pisowskie bezprawie i naga przemoc wyszły na światło dzienne, zrzuciły maskę i ujawniły się w swej pełnej krasie.

To już nie jest polityka. To jest wojna domowa. Na szczęście zimna, choć Piotr Szczęsny, który już w 2017 r. wiedział, do czego to prowadzi, i by nas obudzić, dokonał samospalenia przed Pałacem Kultury w Warszawie, był jej ofiarą śmiertelną. Dziś widzimy jasno, że przeczucie go nie myliło, a jego dramatyczny gest nie był na wyrost. Starcie między pisowską władzą a sądami nie jest zwykłym w demokracjach parlamentarnych sporem pomiędzy rywalami, którzy trzymają się jakichś pisanych i niepisanych reguł. Tu już nie ma żadnych reguł. Wszystkie chwyty są dozwolone i wszystkie prawa, z Konstytucją włącznie, są podeptane.

(…)

Oni naprawdę mają w nosie Sąd Najwyższy, Konstytucję, prawa krajowe i europejskie. Dotąd wstydzili się do tego przyznać, ale dłużej już nie mogą się z tym kryć. Są jak smok opisany przez Ursulę Le Guin w opowiadaniu „Prawo imion”: nazwany swym prawdziwym imieniem musi porzucić przybraną postać, pod którą się ukrywa, i ujawnić światu prawdziwą naturę.

Sędziowie właśnie zawołali na pisowskiego smoka po imieniu.

Cały felieton Wojciech Maziarskiego tutaj >>>

Duda i Morawiecki: padaczka władzy

13 Czer

Zbigniew Hołdys skomentował wystąpienie prezydent Andrzeja Dudy w Waszyngtonie. Prezydent zaatakował w obecności prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa sędziów Sądu Najwyższego.

Prof. Jadwiga Staniszkis o Dudzie:

Więcej >>>

O Dudzie jako Dupie tutaj >>>

ALARM! Dobry Znajomy premiera, miliarder Tomasz Misiak chce zakazać sprzedaży książki „Morawiecki i jego tajemnice”. Misiak twierdzi, że obrażają go informacje o jego powiązaniach z Mateuszem Morawieckim, Markiem Falentą i Rosją” – napisał na Facebooku Tomasz Piątek autor książki „Morawiecki i jego tajemnice”.

Okazało się bowiem, że – choć trafiła już ona na półki księgarskie – do sądu wpłynął właśnie wniosek o zakazanie jej sprzedaży. Nie złożył go jednak ani sam premier, ani nikt z jego partii tylko właśnie Tomasz Misiak przedsiębiorca, były senator i „dobry znajomy premiera”.

Warto podkreślić, że miliarder nie złożył do sądu żadnego pozwu, ale jedynie wniosek o wstrzymanie sprzedaży, a ten nie został jeszcze rozpatrzony.

Jak zapewnia sam Piątek w rozmowie z portalem naTemat fakty i informacje zawarte w publikacji pochodzą m.in. z Krajowego Rejestru Sądowego, ze strony internetowej firmy Misiaka (Work Service) oraz z opublikowanych rozmów Morawieckiego, nagranych w restauracji „Sowa & Przyjaciele”.

Dziennikarz zaapelował również o czytanie jego książki „póki jeszcze można”.

W komentarzach internauci spekulują jednak, że być może przyczyna takiej decyzji przedsiębiorcy jest całkiem inna, niż ta oficjalna. „Boją się”, „Muszą nieźle portkami trząchać, że chcą zakazać sprzedaży książki”, „Początkowo udawali spokój, a teraz działają. Wydaje im się, że nikt nie zauważy. Trzeba o tym trąbić” – brzmią niektóre z nich.

Nie ma praktycznie tygodnia, żeby Mateusz Morawiecki nie chwalił się, jak Polska pod rządami PiS to kraj mlekiem i miodem płynący.

Tym razem Mateusz Morawiecki nie omieszkał pochwalić się, że za czasów rządów dobrej zmiany pensja minimalna wzrosła już o 700 złotych. Szef rządu nie wspomniał oczywiście, że rząd nie daje Polakom swoich pieniędzy, lecz środki własne pracodawców i pracowników, a najbardziej zyskuje na tym… budżet państwa.

W opublikowanym na Twitterze filmie premier chwali się, że rządy Prawa i Sprawiedliwości podwyższyły pensję minimalną już o 700 złotych. W jej efekcie od 2020 roku najniższe świadczenie nie będzie mogło być niższe niż 2450 złotych miesięcznie. To o 200 złotych więcej niż obecnie.

Mowa oczywiście o kwocie brutto. Dziś pensja minimalna wynosi 2250 zł brutto, co oznacza realną wypłatę w wysokości 1634 zł. Po jej podniesieniu od 2020 roku do 2450 złotych brutto, najmniej zarabiający dostaną 1774 zł na rękę. To oznacza realną podwyżkę w wysokości 140 złotych miesięczne.

Szef rządu chełpi się tym, że będzie to de facto jak dodatkowa, 13. pensja w skali roku.

„Przed nami czasy europejskiego poziomu życia i gospodarki na europejskim poziomie” – kwituje premier.

Trzeba sobie jasno powiedzieć, że premier ma o swojej ekipie rządowej wyjątkowo wysokie mniemanie. Ale z tym europejskim poziomem życia to jednak trochę przesadził…

Czy w 2014 r. mieliśmy do czynienia – jak stwierdził Bartłomiej Sienkiewicz – z „zamachem stanu przeprowadzonym w demokratycznym kraju”?

Taśmy Marka Falenty od początku ich ujawnienia, czyli od 2014 roku, miały co najmniej podwójny zapaszek i wpisują się w epikę PiS, której oblicze raczej znamy, ale treść szczegółowa jest na razie ukryta, choć się coraz bardziej ujawnia.

Więcej >>>

Pisowcy popuszczają po butach, szykuje się wyborczy wpieprz

10 Maj

Wyniki trzech dzisiejszych sondaży przynoszą PiS złe wieści. We wszystkich partia rządząca wypada dużo poniżej oczekiwań rządzących. W złe notowania nie wierzy Beata Mazurek, rzeczniczka prasowa Prawa i Sprawiedliwości.

W sondażu przygotowanym przez pracownię Kantar na zlecenie „Faktów” TVN, partia rządząca jest o krok od przegranej. Według sondażu PiS zdobyłby zaledwie 34% głosów poparcia, podczas gdy Koalicja Europejska 33%.

Ostatnie miejsce na podium przypadło Wiośnie, na którą swój głos oddać chce 8% wyborców. Skrajnie prawicowa Konfederacja może liczyć na 6% głosów, a populistyczny ruch Kukiz’15 na 5%.

Jeszcze gorsze wieści dla PiS niesie sondaż Instytutu Badań Spraw Publicznych dla „Newsweeka” i Radia Zet. Koalicja Europejska zdobyła w nim 41,94%, Prawo i Sprawiedliwość zaś 39,04%. Na trzecim miejscu znalazło się ugrupowanie Roberta Biedronia z 9,57%.

Obydwa sondaże nie są wiarygodne dla Beaty Mazurek. „Ten »wzrost« poparcia dla KE musi mieć mocne podstawy. Prawdopodobnie jest to wynik blamażu Jażdżewskiego i Tuska oraz brutalnego ataku na Kościół i wizerunek Matki Bożej. Pewnie Cimoszewicz odjeżdżając z miejsca wypadku dołożył swoje. Śmieszny sondaż” – napisała w swoim stylu polityczka.

Kontrowersyjny post Mazurek skrytykowany został przez internautów. Rzeczniczce rządu odpisał m.in. Krzysztof Bukiel, lekarz i przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Lekarzy. „A może to, że »polski pacjent« umiera w kolejkach do leczenia, a pieniądze publiczne szerokim strumieniem płyną na wszystko inne, tylko nie na zdrowie?” – napisał pochodzący ze Szczecina doktor.

Dzisiejsza okładka „Super Expressu” wywołała niemałe emocje. Przypomnij, że na okładce tabloidu umieszczono napis „Morawiecki adoptował dwoje dzieci” i zdjęcie przedstawiające premiera wraz z dwójką pociech.

Informacje podane przez dziennik mają pochodzić z książki „Delfin” autorstwa Jakuba i Piotra Gajdzińskich.

„Super Express” został mocno skrytykowany przez przedstawicieli innych mediów oraz polityków wszystkich opcji politycznych. Zdaniem dziennikarzy portalu natemat.pl sprawa może być jednak polityczną ustawką.

Redakcja internetowego portalu miała dotrzeć do jednego z polityków PiS, który stwierdził, że treść okładki dzisiejszego numer „SE” została uzgodniona z głównym zainteresowanym.

Sytuacja wzbudziła również reakcje ze strony innych dziennikarzy. „Pan Dworczyk udaje, że nie wie, iż sprawę rozdmuchał tabloid? Notabene bardzo przychylny obozowi władzy? O adopcji pisała w 2016 »Gazeta Wyborcza«, trudno więc mówić o naruszeniu jakiejś wielkiej tajemnicy. Czy to uprawdopodobnia tezę o PR-owej zagrywce? Jak uważacie?” – zapytała na swoim Twitterze dziennikarka telewizyjna Hanna Lis.

Także publicysta „Gazety Wyborczej” Bartosz T. Wieliński skomentował zamieszanie. „W sierpniu 2016 r. w obszernej sylwetce @MorawieckiM autorstwa Witolda Gadomskiego pisaliśmy o adoptowanym dziecku premiera. Nie przypominam sobie, by zamieszczenie tej informacji wywołało jakąkolwiek negatywną reakcję” – stwierdził Wieliński.

Liczni internauci wskazują, że tabloid częściowo utrzymuje się z reklam Skarbu Państwa i od dłuższego czasu jest powiązany z PiS-em. Krytycy wskazują, że gazeta zwyczajnie nie odważyłaby się na taką publikację bez zezwolenia z góry.

W jutrzejszym numerze „SE” ma ukazać się wywiad z szefem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Michałem Dworczykiem. Część wywiadu udostępniona została na Twitterze przez Grzegorza Zasępę, redaktora naczelnego bulwarówki. Dworczyk w swoich wypowiedziach nie zaatakował dziennikarzy odpowiedzialnych za dzisiejsze wydanie „SE”, oberwało się za to autorom książki „Delfin”… Czy ta sprawa faktycznie ma drugie dno?

„Z dużym zaniepokojeniem zauważyliśmy wczoraj na stronach sejmowych projekt ustawy o budowie Muzeum Westerplatte i Wojny 1939. W naszej ocenie, w ocenie władz miasta Gdańska, jest to kolejna próba przejęcia Westerplatte dla celów bardzo jasno określonych, dla celów politycznych” – mówi na filmiku dodanym przez siebie na Twitterze Aleksandra Dulkiewicz.

„Złożyła ten projekt grupa posłów na czele z posłem Kazimierzem Smolińskim, posłem Prawa i Sprawiedliwości z województwa pomorskiego. Nie wiemy oczywiście, jaka będzie droga Sejmowa tego projektu ustawy. Natomiast dzisiaj ja jako prezydent miasta Gdańska mogę wyrazić głębokie zaniepokojone, że tylnymi drzwiami, skróconą ścieżką legislacyjną prowadzoną przez grupę posłów, próbuje się zabrać gdańszczankom, gdańszczanom, Polkom i Polakom Westerplatte pod określone cele polityczne” – kontynuuje prezydent Gdańska.

Inicjatywa posłów PiS to kolejna już próba zmierzająca do zawłaszczenia historii Trójmiasta. Obecne działania partii rządzącej poprzedziły już propagandowe manewry prowadzone wokół Muzeum II Wojny Światowej oraz Placu „Solidarności”.

Opisywany przez Dulkiewicz projekt ma zakończyć się budową na Westerplatte punktu należącego do pisowskiego Muzeum II Wojny Światowej.

„Pomimo 79 lat, jakie upłynęły od pierwszych strzałów oddanych z pokładu niemieckiego okrętu Schleswig-Holstein do polskich żołnierzy stacjonujących w Wojskowej Składnicy Tranzytowej, Westerplatte nie zostało zagospodarowane w sposób adekwatny do swojej ogólnonarodowej rangi oraz międzynarodowego znaczenia” – czytamy na łamach projektu ustawy „O inwestycjach w zakresie budowy Muzeum Westerplatte i Wojny 1939 – Oddziału Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku”.

>>>

Po nabożeństwie z okazji kolejnej miesięcznicy smoleńskiej i uroczystym złożeniu kwiatów u stóp pomnika ofiar tej tragedii, na pl. Piłsudskiego w Warszawie, na monument wspiął się mężczyzna pragnący rozwinąć na szczycie transparent i krzyknął w stronę Kaczyńskiego: „Kiedy wreszcie skończysz tę szopkę? Dziewięć lat, kiedy przestaniesz oszukiwać ludzi; gdzie jest wrak?”

Arkadiusz Sz. działacz organizacji Obywatele Solidarni w Akcji (OSA), został zatrzymany przez policję.

Jak ustalił FAKT24 wcześniej organizował on „kontrmiesięcznice” smoleńskie w proteście przeciw wykorzystywaniu katastrofy do celów politycznych.

Przypomnijmy: 10 kwietnia 2010 r. w katastrofie samolotu Tu-154 wiozącego delegację na uroczystości 70. rocznicy zbrodni katyńskiej, zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński i jego małżonka, najwyżsi dowódcy wojska i ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski.

Filozof prof. Tadeusz Gadacz odniósł się do zatrzymania przez policję Elżbiety Podleśnej za przerobienie obrazu Matki Boskiej (kobieta domalowała tęczową aureolę).

Morawiecki na wykopie, antysemita Kukiz i Kaczyński szukający swoich Zaleszczyk

25 Lu

„No to się doczekaliśmy. Będą sprawdzać na nowo historię pod kątem kto Żyd, a kto nieŻyd. Ale wszyscy będą zapewniać, że nie ma u nas antysemityzmu. Wpis Kukiza podkreślając żydowskość sprawców sugeruje, że zabójcy Nila zabili nie dlatego, że byli złymi ludźmi, stalinowskimi zbrodniarzami, ale dlatego, że byli Żydami” – napisał Michał Szułdrzyński z „Rzeczpospolitej”. To reakcja na najnowszy wpis Pawła Kukiza na Twitterze: – „Dziś 66 rocznica zamordowania Augusta Fieldorfa „Nila”. Na karę śmierci skazany został przez „sąd” pod przew. Żydówki Marii Gurowskiej, córki Moryca i Frajdy z Eisenmanów. W składzie „sędziowskim” było jeszcze dwóch Żydów – Emil Merz i Gustaw Auscaler”.

Internauci zareagowali blokowaniem Kukiza i zgłaszaniem jego wpisu do administratorów Twittera. – „Z wielką przyjemnością pana blokuję, pan jest obrzydliwym antysemitą! narodowość sędziów niczego nie wyjaśnia, oni czuli się polskimi komunistami, więc podkreślanie ich narodowości, nie przekonań ideologicznych, służy wzbudzaniu nienawiści rasowej i rozgrzeszaniu tej ideologii” – napisał na Twitterze jezuita Krzysztof Mądel.

Chcę, żebyś wiedział, że zgłosiłam tego twiita, jest nienawistny i antysemicki. Wstyd mi, że ktoś taki jest posłem”; – „Człowieku, toż to antysemityzm w najczystszej postaci. Nie jesteś anonimowym trollem, myśl, co piszesz! Za to jest odpowiedzialność! I tacy właśnie przynoszą potworny wstyd krajowi”; – „Serio pan przeprosił za wprowadzenie narodowców do sejmu czy po prostu zawsze podzielał pan ich antysemityzm? Obrzydliwy wpis” – pisali oburzeni.

Niektórzy sugerowali, że polityk znowu „utracił kontrolę nad kontem”, o czym w artykule „Kukiz popłynął, bo „piątkowa noc” przejęła jego konto na Twitterze. – Panie Kukiz, jest niedziela, a pan znów stracił kontrolę nad kontem? Chłopie, ogarnij się, piątek był przedwczoraj. A na poważnie – to jest haniebne. Ci ludzie byli komunistami i ich pochodzenie nie miało tu żadnego znaczenia. Byli ateistycznymi komunistami”; – „Przed robieniem wpisów na tt nie pijemy C2H5OH, nie palimy żadnych Kasiek, Marysiek czy Zosiek i myślimy, myślimy myślimy”.

Od dwóch dni programy informacyjne TVP wręcz prześcigają się w wychwalaniu złożonych przez PiS w sobotę kosztownych obietnic wyborczych. Wcześniej o propozycjach partyjnych mówiono „piątka Morawieckiego” – teraz stosowane jest określenie „piątka Kaczyńskiego”.

Internauci różnie to tłumaczą: – „Zaczęli wmawiać ciemnemu ludowi, że kryształowy deweloper to ich dobrodziej i dobroczyńca”; – „Piątka Morawieckiego magicznie zmieniła się w Piątkę Kaczyńskiego. Albo Morawiecki przestał być dla elektoratu wiarygodny, albo za bardzo urósł i prezes go wyrównuje do poziomu podnóżka”; – „Wydaje mi się, że to raczej próba poprawienia wizerunku naczelnika”; – „Piątka Kaczyńskiego jest po, by przykryć taśmy Kaczyńskiego”.

Co do jednego natomiast są zgodni – rzeczona „piątka” to rozdawanie przez PiS naszych wspólnych pieniędzy: – „Za Piątkę Kaczyńskiego zapłacą pracujący Polacy 3 pokolenia do przodu”. Internauci zwracali też uwagę na brak w składanych przez PiS obietnicach jednego ze sztandarowych programów: – „Spytajcie, ile developer Kaczyński wybudował mieszkań 500+?”.

Coraz częściej mówi się, że dzisiaj, w przededniu wyborów do europarlamentu, PiS znajduje się w głębokim kryzysie. Trwa walka o wpływy i władzę.

Czuje to na własnej skórze Morawiecki, który nigdy nie był tak bliski utraty swego stanowiska. Od dawna wiadomo, że jest on solą w oku Zbigniewa Ziobry, który wykorzysta każdą sytuację, by zminimalizować wpływy premiera w partii. Morawiecki podpadł Jarosławowi Kaczyńskiemu za konferencję bliskowschodnią, o której ponoć prezes dowiedział się, gdy już nie można było sprawy odkręcić. Dla Kaczyńskiego było to złamanie zasady, według której nic nie może się dziać bez jego wiedzy i zgody.

Na zwołanym w trybie pilnym spotkaniu w cztery oczy z prezesem, 15 lutego, Morawiecki zwalił całą winę na Jacka Czaputowicza, który przyjechał z tym pomysłem z USA, zauroczony kolacją z   sekretarzem stanu Mikiem Pompeo i obietnicą, że w zamian za szczyt, amerykanie większą liczebność swoich wojsk, stacjonujących w Polsce. Oczywiście, Pentagon zaprzecza takim ustaleniom.

Najbliżsi współpracownicy Kaczyńskiego nie ukrywają, że z Morawieckim im nie pod drodze. Nawet Jarosław Gowin, do tej pory jeden z jego najwierniejszych stronników, coraz częściej przebąkuje, że Morawiecki jest obciążeniem dla obozu zjednoczonej prawicy. Premier może liczyć już chyba tylko na ministra Glińskiego, ale i on ma coraz niższe notowania w partii. Jego posunięcia w okresie przedwyborczym, związane chociażby z Europejskim Centrum Solidarności czy muzeum Polin, oceniane są negatywnie. Politycy PiS nie ukrywają, że właśnie teraz niepotrzebne jest wzniecanie kolejnych konfliktów, bo może to się odbić na wynikach wyborczych.

W czasie rozmowy z dziennikarzem „Newsweeka” polityk PiS, zajmujący dość ważne stanowisko we władzach partii przyznał, że „co chwilę wybuchają afery, z których coraz trudniej wytłumaczyć się wyborcom”. Afera w KNF, wysokie pensje w NBP, afera z chrześniakiem Adama Lipińskiego, zatrzymanie Bartłomieja M., taśmy Kaczyńskiego. Rzeczywiście trochę dużo tego w ostatnim czasie.

Tak więc partia rządząca, ogarnięta coraz większym chaosem, prezes Kaczyński zajęty „gaszeniem pożarów”, ale wierna rzesza jego wielbicieli, śpiewając sobie „Polacy, nic się nie stało” wciąż stoi wiernie u jego boku…

Więcej >>>

Program PiS: Polacy, dajcie nam dalej doić Polskę, a wam też coś skapnie

23 Lu

Wór obietnic, którymi partia rządząca chce „uszczęśliwić” czy raczej kupić wyborców jest naprawdę pokaźny. Problem w tym, że aby spełnić choć część z nich będą musieli zapłacić wszyscy bez wyjątku.

Pisowskie mamienie wyborców spotkało się z ostrą krytyką dziennikarzy i opozycji. Lider partii Teraz!, Ryszard Petru napisał na Twitterze, że tylko dwie z przedstawionych przez PiS deklaracji będą kosztowały budżet państwa 56 mld złotych rocznie (500+ na pierwsze dziecko – 45 mld, a 13 emerytura – ok. 11 mld). „Dla władzy są w stanie zniszczyć gospodarkę” – twierdzi Petru.

Do wspomnianych wyżej dwóch obiecanek dodać należy jeszcze obniżenie kosztów pracy i likwidację podatku PIT dla pracowników przed 26 rokiem życia. „Będzie tak, jak musi być: jedną ręką się zabierze, żeby drugą rozdawać. A ja przez moment myślałem, że już więcej rozdawać się nie da.” – komentuje pisowskie rozdawnictwo Łukasz Warzecha.

Podobnego zdania jest Robert Gwiazdowski, twórca ruchu Polska Fair Play: „Żeby prezes Kaczyński mógł coś komuś dać, premier Morawiecki musi to komuś odebrać – a są to ci sami ludzie”.

Uwagę komentujących przykuł również fakt, że główne punkty programu wyborczego wygłosił prezes partii a nie premier. „To jednak znamienne, że nowy program ogłasza JK a nie PMM” – pisze publicysta Michał Szułdrzyński.

Politycy opozycji zwracają także uwagę, że część z przedstawionych na konwencji PiS pomysłów jest żywo skopiowana z programu PO: „Do tej pory działacze PiS zabierali odzież z kontenerów PCK i żywność z paczek dla ubogich. Teraz zabierają pomysły z programu PO. Totalna desperacja.” – skomentował Tomasz Siemoniak.

Wydaje się, że szeroki gest partii rządzącej nie zna granic. Aby więc jak najmniej osób nabrało się na populistyczny lep, warto przypominać słowa Margaret Thatcher: „Nie ma czegoś takiego jak publiczne pieniądze. Jeśli rząd mówi, że komuś coś da, to znaczy, że zabierze tobie, bo rząd nie ma żadnych własnych pieniędzy.”

Wbrew pozorom PiS nie zamierza emigrować do Brukseli. Po prostu robi wyborców w balona.

Jeden z najgłośniejszych skandali w rockowym świecie muzycznym miał miejsce w roku 1980, kiedy to słynna w latach 70. supergwiazda – zespół hardrockowy Deep Purple – ogłosiła, że rusza w trasę koncertową obejmującą USA, Kanadę i Meksyk. Tłumy fanów rzuciły się, by kupić bilety na występ swych idoli, którzy od jakiegoś czasu już nie występowali, nie dawali koncertów i nie nagrywali nowych płyt. To dodatkowo podsycało apetyty słuchaczy, którzy myśleli, że będą świadkiem triumfalnego powrotu Deep Purple.

Jakież jednak było zdziwienie publiczności, gdy na scenę wychodzili kompletnie nieznani osobnicy i zaczynali dość nieudolnie wykonywać utwory słynnego zespołu. Jedynie wokalista Rod Evans miał kiedyś coś wspólnego z Deep Purple – śpiewał w tym zespole na samym początku jego istnienia, zanim jeszcze grupa zrobiła wielką karierę i nagrała najsłynniejsze przeboje. Koncerty fałszywego Deep Purple nieodmiennie kończyły się zamieszkami, bo oszukani słuchacze zaczynali gwizdać i rzucać na scenę butelki, puszki, a nawet kamienie.

Prawdziwy zespół Deep Purple dał do gazet ogłoszenie informujące, że jego członkowie nie biorą udziału w koncertach zorganizowanych pod jego nazwą, a następnie wytoczył organizatorom trasy koncertowej proces. Wokalista Rod Evans został skazany na zapłacenie 672 tys. ówczesnych dolarów (uwzględniając inflację, to ponad 2 mln dzisiejszych). Ponieważ takich pieniędzy nie miał, musiał się dożywotnio zrzec tantiem od wszystkich wznawianych płyt Deep Purple z jego udziałem i zrezygnować z jakichkolwiek honorariów za swoje ewentualne przyszłe występy.

To zakończyło jego karierę – nigdy już nigdzie nie wystąpił i wszelki ślad po nim zaginął. Po latach znaleźli się świadkowie twierdzący, że ponoć widzieli go pracującego w jakimś szpitalu w charakterze sanitariusza.

Przypomniała mi się ta historia, gdy usłyszałem, że na listach PiS w wyborach do Europarlamentu znalazły się partyjne supergwiazdy: Joachim Brudziński, Anna Zalewska, Beata Szydło, Beata Mazurek i inni. Zdziwieni komentatorzy zaczęli się zastanawiać, dlaczego partia rządząca Polską zamierza emigrować do Brukseli. Przecież trudno będzie stamtąd kierować krajem. Rychło jednak się okazało, że wcale nie zamierza emigrować. Chodzi tylko o zdobycie głosów wyborców – po uzyskaniu mandatu zwycięzcy nie zamierzają go obejmować. Zrezygnują z zasiadania w Europarlamencie i ich miejsca zajmą osoby umieszczone na listach na kolejnych pozycjach. Jak na koncertach fałszywego Deep Purple zdumiona i oszukana publiczność ujrzy na scenie jakichś nieznanych osobników.

Jest jednak zasadnicza różnica: tamten przewał odbył się bez wiedzy, zgody i udziału członków prawdziwego zespołu. W Polsce natomiast prawdziwi gwiazdorzy PiS-u sami biorą udział w tym wyborczym oszustwie i wcale się z tym nie kryją. Przeciwnie – sprawiają wrażenie, jakby byli z siebie niezwykle zadowoleni i cieszyli się, że udało się im wykręcić taki numer.

Ciekawe, czy dalej będą tacy uśmiechnięci, gdy rozlegną się gwizdy, a na scenę polecą puszki i butelki.

Macierewicz, ks. Jankowski, Morawiecki i Duda – szczyty kompromitacji

3 Gru

Doszło do tego, że dziś całkiem otwarcie można mówić, iż tzw. Wojska Obrony Terytorialne to zwykły niewypał. Ujawniony dokument potwierdza to, a internauta w swoim komentarzu, opublikowanym pod artykułem portalu naTemat, z nieukrywaną pogardą ocenia nie tylko te działania twórcy tej formacji: „Antoni Maciarek ma potencjał destrukcyjny kilku bomb atomowych” –  pisze Janusz Borowczyk.

W październikowym planie działania MON na 2019 rok zapisano, że „liczebność stanów osobowych” tej formacji ma wynosić 31,6 tys. żołnierzy, w tym 27 tys. osób pełniących Terytorialną Służbę Wojskową. Miesiąc później sprawa wygląda już zupełnie inaczej.

Z ujawnionego pod koniec listopada rozporządzenia Rady Ministrów, które MON przesłało do kancelarii premiera dowiadujemy się, że liczbę żołnierzy rezerwy, którzy mogą być powołani w 2019 roku do odbycia lub pełnienia służby w ramach terytorialnej służby wojskowej, ustalono na poziomie nieco ponad 17 tys. żołnierzy.

Podobna liczba pada w Programie Rozwoju Sił Zbrojnych, do którego dotarł „Dziennik Gazeta Prawna”. Dokument przyjęty przez Mariusza Błaszczaka zakłada, że liczba „terytorialsów” będzie zbliżona do 20 tys.

Dlaczego WOT – która, jak można wyczytać z dokumentów MON opracowanych w czasach Macierewicza – miała: „nasycić pole walki patriotyzmem”– to klapa? Dlatego, że brakuje bazy szkoleniowej oraz wydzielonych funduszy na WOT. Ponadto brakuje oficerów, a wyszkolenie żołnierza WOT to praca na kilka lat. Na dodatek okazało się, że utrzymanie żołnierza WOT jest droższe niż… żołnierza zawodowego.

Trudno zapomnieć, że Antoni Macierewicz planował, iż jeszcze w 2016 roku stan osobowy WOT wyniesie 53 tys. żołnierzy.

„Który tu z nas jest taki, jak na tym filmie „Kler”? – w histerycznym tonie, podczas uroczystości z okazji 27. rocznicy powstania Radia Maryja pytał o. Tadeusz Rydzyk. Odpowiedź mogła uderzyć jak obuchem. I to zaraz.

W ostatnim „Dużym Formacie” „Gazety Wyborczej” autorka Bożena Aksamit wyciąga na światło dzienne wstydliwie skrywane tajemnice parafii p.w. „Świętej Brygidy” w Gdańsku i jej pasterza.

Słynny duchowny, kapelan „Solidarności” nie żyje już od 8 lat, ale żyją jego ofiary, które chcąc uwolnić się od traumatycznych wspomnień – mówią.

Barbara Borowiecka milczała 50 lat. Teraz wspomina, że jej koleżanka z podwórka miała popełnić przez Jankowskiego samobójstwo. „Ojciec pobił ją, gdy powiedziała, że jest w ciąży. Miała 16 lat.

Barbara Borowiecka twierdzi, że sama też była molestowana przez duchownego. Jak powiedziała, dzieci uciekały, chowały się przed ks. Jankowskim. Myślała o samobójstwie. Wspomnienia prześladują ją po dziś dzień.

Bożena Aksamit wspomina też o gromadce nastolatków, którzy przebywali na plebanii kościoła św. Barbary w Gdańsku, a ich zachowanie dziwiło gości.

Gdy w 2004 roku prokuratura prowadziła śledztwo w sprawie księdza Jankowskiego w związku z zarzutem „doprowadzania do obcowania płciowego i poddania innej czynności seksualnej wobec małoletniego”, ksiądz Krzysztof Czaja zeznał, że chłopcy nocowali u ks. Jankowskiego i całował ich w usta.

Z kolei ks. Józef Paner powiedział wówczas: „Nikomu z księży tam mieszkających nie podobało się, że chłopcy podają gościom alkohol. Nie reagowałem, bo to było niezależne ode mnie. Jednak kiedyś przy stole w jadalni specjalnie sprowadziłem rozmowę na temat całowania w usta między mężczyzną a chłopcem. W odpowiedzi ksiądz Jankowski zapytał mnie: „A co w tym złego czy dziwnego?”

Wszystko to było tajemnicą publiczna, niemniej, po śmierci ks. Jankowskiego abp. Głódź zdecydował, że prałat zostanie pochowany w bocznej nawie św. Brygidy, a 31 sierpnia 2012 roku postawiono pomnik duchownemu.

Ks. Jankowski był wikarym w Kościele św. Barbary od 1968 do 1970 roku, następnie do 2004 r. był proboszczem parafii św. Brygidy w Gdańsku.

Remont – po prostu – mamy. I wszystko jasne! Było tak od razu… Teraz przynajmniej wiadomo, że – co wyjaśnił pan premier Morawiecki na konferencji „Praca dla Polski” – wszelkie niedogodności, których obywatele doświadczyli od ostatnich wyborów to tylko uboczne skutki programu generalnej przebudowy. A jak plac budowy, to cóż – jest kurz (który za chwilę opadnie). I wiele hałasu (o nic).

Na szczęście jesteśmy już na finiszu, bo po etapach rozwalania i rozbiórki starego układu, a potem majstrowania przy fundamentach i betonowania politycznego przedmurza, trwają właśnie ostatnie już prace wykończeniowe. A jak się już wszystko (i wszystkich) pięknie wykończy, to będziemy wreszcie mogli poczuć się komfortowo we własnym Mieszkaniu Plus!

W tej sytuacji wypada się cieszyć, że odkąd na budowie zmienił się generalny wykonawca, to już po zaledwie trzech latach nie dość, że podniesiono chałupę z ruiny, to jest już nawet pomalowane. No i gruntownie przemeblowane. Ba, pan prezes spółki budowalnej (z ograniczoną odpowiedzialnością) zadbał też o bezpieczeństwo mieszkańców, więc mamy stały dozór oraz monitoring, a też straż obywatelską patrolującą okolicę. Dla lepszej widoczności ekipa wycięła również w pień okoliczne chaszcze i wciąż rozważa postawienie solidnego płotu na granicy posesji.

Firma dokonała więc prawdziwego deweloperskiego cudu, co przyznać musi każdy, kto choćby raz miał u nas do czynienia z ekipą remontowo- budowlaną. W tej sytuacji wyciąganie dzielnym robotnikom z biało-czerwonej drużyny jakichś drobnych usterek czy niedoróbek to – doprawdy – skrajna małostkowość, do jakiej zdolni są wyłącznie „totalsi”. No, ale podmiejskie wille postawione na krzywdzie ofiar transformacji najlepiej świadczą o społecznej alienacji i nieznajomości reguł (i języka), jakie obowiązują na placu budowy.

Może trochę naruszono – tu i ówdzie – fundamenty i pomajstrowano przy ścianach nośnych i podporach, ale przecież nadzór budowlany z Brukseli na razie nie zatrzymał budowy. I to się liczy. A co do szczegółów, to owszem, firmie groziły kary finansowe, ale poprawiła to i owo według oryginalnego projektu, więc na razie nie musi płacić. Sprawa ciągle jest zresztą w arbitrażu. Damy radę.

Tym bardziej, że w przeciwieństwie do fundamentów, ekipa zadbała o solidne dachy (z rosyjska – krysza). A raczej chciała zadbać, zanim głównemu podwykonawcy w trakcie negocjacji kontraktu na finansowanie inwestycji nie została z nazwiska tylko pierwsza litera. I teraz mówi się o nim Marek Ch.

Zdarzyły się też – jak to na budowie – inne drobne potknięcia. Na przykład, zamiast grzejników elektrycznych zamontowano na salonach koksowniki. Trochę może siermiężne, ale za to pięknie mieszczące się w ramach powrotu do narodowej tradycji i zgodne z programem wsparcia dla przemysłu wydobywczego. Każdy Kowalski dołoży więc do naszego wspólnego domu swój kamień węgielny. Bo węglem osiedle stoi i stać będzie, dopóki ostatnie ofiary smogu nie trafią na Wólkę Węglową. No, a poza tym prąd właśnie podrożał o 75 procent.

Na szczęście nie będzie przeciągów, bo okna są wyłącznie na wschód. No, żeby nie czuć smrodu zachodniej zgnilizny. A też zapobiec pokusie podglądania brukselskich patologii zza firanek. Na zaduch muszą wystarczyć odświeżacze powietrza wypełnione kadzidłem. A na dobrą atmosferę – kablówka z TVP i „Republiką” oraz Radiem z Torunia. Bo ściany są cienkie, więc nie można ryzykować informacyjnej kakofonii.

Materiałami gospodarowano wszak oszczędnie, bo musiało ich jeszcze wystarczyć na liczne pomniki oraz sąsiednie osiedle o podwyższonym standardzie, dla obywateli „lepszego sortu” (z oknami na Międzymorze i kablem „Polsatu”). Natomiast plotki, że drzwi nie mają tam klamek to fake news kolportowany przez propagandę z TVN-u.

Pomimo kolorowych elewacji (ale bez czerwonego, bo red is bad) i nowych porządków, co nieco zostało też jeszcze ciągle do zrobienia. Na przykład kanał. Wciąż nieprzekopany. Co zapowiada poważne kłopoty. Bo, niestety – jeszcze przez czas jakiś będziemy musieli brodzić w szambie… Natomiast głęboki rów w poprzek podwórka to już na stałe. Nie udało się go zasypać, tym bardziej, że nikt nawet nie próbował. Przeciwnie – ekipa jeszcze poszerzyła mu koryto i zdecydowanie pogłębiła dno.

No, ale budowlańcy bardzo się starali i naprawdę zrobili, co mogli. Co tym bardziej godne uznania, że większość nie ma pojęcia o tej robocie. Za to cieszą się uznaniem nadzoru jako prawdziwi patrioci. No i posiadają liczne talenty naturalne, odziedziczone po rodzicach z zarządu firmy. Bo wszak dzieci podwykonawców, majstrów i prezesów też muszą gdzieś pracować, nieprawdaż?

Ale dajmy już spokój i skupmy się na pięknie odmalowanej fasadzie, bo jeszcze się ekipa zdenerwuje i porzuci plac budowy. No, chyba że mieszkańcy osiedla – w uznaniu licznych zasług firmy „Paździerz i Styropian” – sami wcześniej wywiozą budowlańców na taczkach. I wtedy zostaną po nich tylko wory ze śmieciami, gumofilce potopione w błocie oraz wykręcone krany i żarówki.

>>>

— DOMINIKA WIELOWIEYSKA O GRZE ZAOSTRZENIEM USTAWY W RAZIE PODZIAŁU W OBOZIE RZĄDZĄCYM – pisze w GW: “Czy Kamiński nie będzie chciał teraz za wszelką cenę dowieść swojej bezstronności i pokazać, że posada w Banku Światowym dla jego syna Kacpra, którą sprezentował mu Glapiński, nie ma znaczenia? I czy to nie oznacza, że nie będzie litości dla członków obozu rządzącego, jeśli okaże się, że są zamieszani w aferę? Czy to prosta droga do podziału w obozie rządzącym? Ziobro z Biereckim przyciśnięci do muru mogą straszyć rozłamem, używając zresztą sprawy aborcji. Jarosław Kaczyński musi pamiętać przestrogi Leszka Millera po aferze rywinowskiej i orlenowskiej. A Miller zawsze utrzymywał, że głównym powodem degradacji SLD były nieprzyjazne media i podziały wewnątrz Sojuszu”.
wyborcza.pl

— WIADRA MIŁOŚCI PREMIERA MORAWIECKIEGO – Michał Szułdrzyński w RZ: “Sobotnie deklaracje przypominały jednak solenne zapewnienie alkoholika, że od jutra nie będzie pił. Pytanie, czy tym razem obietnica zostanie spełniona, czy też za kilka dni PiS powróci do swego poprzedniego stylu rządzenia? Co teraz zrobią PiS-owscy harcownicy od Zbigniewa Ziobry, przez Krystynę Pawłowicz, na Stanisławie Piotrowiczu skończywszy? Jak ma się zapowiedź polityki miłości do ciągłego seansu nienawiści w telewizji publicznej? Jak uwierzyć w słowa premiera o tym, że teraz będzie stabilny wzrost, gdy tuż przed tą deklaracją rząd poszedł na wojnę z ambasador USA, a tuż po zaproszeniu do zasypania podziałów premier na urodzinach Radia Maryja zarzuca przeciwnikom, że nie kochają Polski?”
rp.pl

— WIECZOREM TROSKLIWY JAK GIEREK, RANO UPIORNY JAK RYDZYK – Piotr Pacewicz w Oku: “Na 27. urodzinach rozgłośni Rydzyka premier modlił się za tych, „którzy nie kochają Polski aż tak mocno, jak my tutaj, jak Rodzina Radia Maryja” – wykluczył z polskości wszystkich poza ultrakatolicką zbiorowością i zapisał do niej obóz władzy. Kilka godzin wcześniej w show „Praca dla Polski” był za to łagodny jak jakiś Gierek, godził się z opozycją i Europą. (…) Morawiecki przejawia cechy fanatyka, a jego wiara – przy pozorach wszechogarniającej dobroci i poszukiwania „dogłębnego szczęścia” dla wszystkich – ma cechy okrutnego wykluczania myślących inaczej. Ale on tylko w skrajnej postaci – premier zresztą uwielbia przesadę  – realizuje program PiS, który przypisywał Kościołowi kluczową rolę w historii Polski i ukazywał znaczenie religii dla wartości „wolności, która współtworzy sens bycia Polakiem”.
oko.press

>>>

PiS upokorzone przez ambasador USA Georgette Mosbacher

28 List

„Nie zamierzamy bezpośrednio odnosić się do treści listu ambasador USA Georgette Mosbacher ani faktu jego opublikowania w mediach; Polska i Stany Zjednoczone pozostają w bardzo dobrych relacjach i nie zmieni tego jeden incydent” – oświadczyła dziś rzeczniczka rządu Joanna Kopcińska, odnosząc się do głośnego już listu amerykańskiej ambasadorki, skierowanego do premiera Mateusza Morawieckego.

„Naszym zdaniem dyplomacja wymaga spokoju i rozwagi” – powiedziała Kopcińska. „Polska – tak samo, jak USA – ceni sobie wolność słowa” i „w żaden sposób nie ogranicza wolności mediów”.Dodała: „Rynek medialny w Polsce jest pluralistyczny, a media prezentują pełne spektrum opinii”.

Ponadto rzeczniczka rządu zapewniła, że prokuratura pracuje nad weryfikacją każdego szczegółu postępowania dotyczącego haniebnego wydarzenia pod Wodzisławiem Śląskim, niezależnie od tego, kto był jego inspiratorem. „Polska podchodzi do takich spraw bardzo poważnie” – podsumowała Kopcińska.

Kopcińska: Nie zamierzamy bezpośrednio odnosić się do treści listu ambasador Mosbacher ani faktu jego opublikowania w mediach

Witczak: Wnosimy do NIK by w trybie pilnym sprawdziła zasadność wydawania pieniędzy przez PFN

– Wnosimy do NIK, do Najwyższej Izby Kontroli, o to by w trybie pilnym i poza planem swojej pracy sprawdziła zasadność wydawania pieniędzy Polaków przez Polską Fundację Narodową. By sprawdziła legalność wydawanych środków. Fundacja dysponuje milionami złotych, to jest potężny kapitał, który może być wykorzystywany, jak się okazuje, w rozmaity sposób, w tym na działalność polityczną – mówił Mariusz Witczak podczas konferencji prasowej w Sejmie.

— PRZYGOTUJMY SIĘ NA KOLEJNE POGORSZENIE RELACJI Z WASZYNGTONEM – MICHAŁ SZUŁDRZYŃSKI w RZ: “Awantura, jaka wybuchła w związku z listem ambasador USA Georgette Mosbacher, każe nam się przygotowywać na kolejne pogorszenie relacji z Waszyngtonem. Uczciwie trzeba przyznać, że list nie jest najszczęśliwszy i może świadczyć, iż nowa wysłanniczka Waszyngtonu nie poznała jeszcze wszystkich tajników dyplomacji. Literówki w nazwiskach adresatów, pomylenie funkcji, zwracanie się do premiera polskiego rządu „Ministrze Moraweicki” dały polskiej stronie powody, by uznać list za przejaw arogancji. I gdy w imię wolności słowa amerykańska ambasador pisze, że politykom nie wolno atakować mediów, ktoś może złośliwie powiedzieć, że identyczny list trzeba by wysłać do prezydenta Donalda Trumpa, który wciąż je łaje w USA”.

— CZY POLITYCY PIS NA PEWNO NIE ZAWINILI? – DALEJ SZUŁDRZYŃSKI: “Ale oburzający się polscy politycy powinni się zastanowić, czy na pewno nie zawinili. Czy krytyka mediów w wykonaniu polityków PiS nie może być odbierana jako próba ograniczania wolności słowa? Nie od dziś wiadomo, że gdyby tylko rządzący mogli, zrobiliby z mediami to samo co Viktor Orban”.
rp.pl

— SŁAWOMIR SIERAKOWSKI O POLCE NA CZELE PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO: “Jest pewien sposób na to, żeby Bruksela utarła nosa PiS-owi. Prawdopodobny rozkład sił w Parlamencie Europejskim pokazuje, że jeśli wygra opozycja, to Polska może dostać szefa Parlamentu Europejskiego. Europejska Partia Ludowa, do której należy Platforma Obywatelska i PSL, mogłaby już dziś ogłosić, że jej kandydatem jest np. Róża Thun i tym samym pomóc zwyciężyć opozycji. Zamiast więc przyjmować umizgi wysłanników Kaczyńskiego, centroprawica europejska powinna pomóc Polsce. Dlaczego już teraz do Niemca z Bawarii nie dołączyć na zasadzie parytetu kandydatki znad Wisły i walczyć nie o jedno, ale o dwa kluczowe stanowiska w Europie? Mogłaby to być Róża Thun albo była komisarz Danuta Hubner – bardzo doświadczone i cenione europarlamentarzystki. Komisja pokazałaby wszystkim populistom w Europie, że potrafi sobie z nimi radzić”.
onet.pl

— KOMISJA ŚLEDCZA TO MUS – DOMINIKA WIELOWIEYSKA w GW: “Na pytanie, o co tak naprawdę chodziło w tej historii i kto grał w niej role, powinna odpowiedzieć prokuratura. Tyle że jest całkowicie zależna od rządu i ministra sprawiedliwości-prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry, który jest częścią politycznej układanki związanej z biznesowym imperium PiS. Bo Ziobro ma swoich ludzi choćby w spółkach skarbu państwa. Dlatego to Sejm powinien wejść do gry. O wiele mniejsze znaczenie ma to, czy PiS będzie miał większość w komisji śledczej. Niech ma nawet swojego przewodniczącego. Najważniejsze, aby kluczowi urzędnicy stanęli przed posłami i pod przysięgą odpowiadali na pytania, o co w tej aferze chodzi. Tego wymagają przejrzystość życia publicznego i standardy demokratycznego państwa”.
wyborcza.pl

— MAREK C. KOZŁEM OFIARNYM – JOANNA SOLSKA: “Po wielogodzinnym przesłuchaniu w prokuraturze Marek Ch., były szef Komisji Nadzoru Finansowego, usłyszał zarzuty przekroczenia uprawnień w celu osiągnięcia korzyści przez inną osobę. Grozi mu do 10 lat więzienia. Zanosi się na to, że czarna owca PiS zostanie jego kozłem ofiarnym. (…) Dalsze losy Marka Ch. zależeć będą od tego, jak się w wybranej dla niego roli odnajdzie. Jeśli przyzna się do winy i całą weźmie na siebie, może będzie mógł liczyć na łagodniejszy wymiar kary. Gdyby jednak zaczął sypać… wtedy niech Bóg ma go w swojej opiece”.
polityka.pl

— ZUZANNA DĄBROWSKA W RZ O AFERZE KNF I WYSTARCZY NIE KRAŚĆ SZYDŁO: “Afera KNF pokazuje, że słowa premier Beaty Szydło z początku rządów PiS o tym, że „wystarczy tylko nie kraść”, pozostały tylko słowami. Ktoś przecież chciał kraść. Obecna władza osiągnęła punkt, w którym nic nie daje gwarancji, że teraz będzie już uczciwa. Co bowiem można odpowiedzieć na pytanie, „czy przestał pan już kraść w naszym sklepie?”. Nie jest pocieszeniem to, że kolejna afera z urzędnikami i politykami nie jest nadzwyczajną sytuacją w historii kolejnych rządów III RP”.
rp.pl

>>>

Wścieklizna Kaczyńskiego na Konstytucję – konstrytucjowstręt

23 List

W czwartek w Sądzie Okręgowym w Gdańsku odbyła się rozprawa w procesie o ochronę dóbr osobistych Jarosława Kaczyńskiego. Pozwanym w sprawie jest Lech Wałęsa, a prowadzi ją sędzia Weronika Klawonn. Prawicowe media podają w wątpliwość jej bezstronność.

W związku z czwartkową rozprawą prawicowe media zarzucają sędzi, że od początku sprzyjała stronie pozwanej – Lechowi Wałęsie. – Sędzia właściwie zamieniła powoda na pozwanego – powiedział podczas prowadzenia „Rozmowy Poranka” dziennikarz Stanisław Janecki. Chodzi m.in. o mało asertywną postawę sędzi i jej przyzwolenie, kiedy np. Lech Wałęsa stwierdził, że nie będzie odpowiadał na więcej pytań o katastrofę smoleńską i jego wpisy z nią związane. Całą sprawę w  Polskim Radiu 24 skomentował Jan Kanthak, rzecznik Ministerstwa Sprawiedliwości. – Tego typu procesy udowadniają tylko potrzebę przeprowadzanie głębokiej reformy wymiaru sprawiedliwości – podkreślił na antenie.

Zdjęcie w koszulce „Konstytucja” ma świadczyć o sprzyjaniu Wałęsie

Kolejnym argumentem, którego używają prawicowe media, jest znalezione w sieci zdjęcie, na którym prawdopodobnie widać pracowników Sądu Rejonowego Gdańsk-Południe oraz Sądu Okręgowego w Gdańsku trzymających napis „Powodzenia Polsko”. Wśród sfotografowanych osób ma znajdować się również sędzia Weronika Klawonn w koszulce z napisem „Konstytucja”.

Jak poinformował Gazeta.pl rzecznik prasowy ds. cywilnych Sądu Okręgowego w Gdańsku, sędzia Łukasz Zioła, zdjęcie to zostało zrobione z okazji 100-lecia odzyskania niepodległości. Na zdjęciu są sędziowie z terenu apelacji gdańskiej. Podobne fotografie wykonali pracownicy wielu sądów w Polsce – m.in. w: Elblągu, Szczecinie, Łodzi, Warszawie czy Krakowie.

– Jeśli sędzia jest w tej samej koszulce, w której przyszedł pozwany, i później swoim zachowaniem pokazuje pewne faworyzowanie strony pozwanej, traktowania strony pozwanej jakby była powodem, czyli zupełnie odwrócenie o 180 stopni tego, jak to powinno wyglądać, to mamy pewne wątpliwości. Uważam, że strona powoda, czyli prezesa Jarosława Kaczyńskiego, czyli jego pełnomocnik, mógłby podnieść, jeśli chodzi o wyłączenie sędziego, ze względu na podejrzenie braku bezstronności – dodał Jan Kanthak w Polskim Radiu 24. Rzecznik MS odwołał się do zdjęcia, które krąży po sieci, przedstawiającego sędzię Klawonn w koszulce z napisem „Konstytucja”.

Sędzie Klawonn o brak bezstronności oskarżał Latkowski

Przy okazji, media wskazują na inne sytuacji, w których brała udział sędzia Weronika Klawonn, a które również mogą budzić wątpliwości. Jedną z nich jest sprawa dziennikarzy Sylwestra Latkowskiego i Michała Majewskiego, którzy zostali uznani za winnych zniesławienia trójmiejskiego biznesmena Mariusza Olecha (napisali oni w tygodniku „Wprost” o jego rzekomych kontaktach z prezesem Amber Gold Marcinem P.; Olech miał też ustalać plany uruchomienia linii lotniczych – przyp. red.). Dziennikarze złożyli apelację, i to właśnie sprawę apelacyjną prowadziła sędzia Klawonn. W maju 2018 roku Sylwester Latkowski złożył wniosek o wyłączenie jej ze sprawy z powodu braku bezstronności.

Sędzia Weronika Klawonn wydała postanowienie o zabezpieczeniu na majątku dziennikarza w wysokości 20 tys. złotych – podaje portal wpolityce.pl.

Wraca sprawa sprzed kilku lat

Próba podważenia wiarygodności sędzi sięga jeszcze dalej. Konsekwentnie portale prawicowe przypominają o sprawie ośmiorga mieszkańców Łężyc przeciwko spółce Eko Dolina, która prowadzi wysypisko śmieci. Powodzi oskarżali tam firmę o naruszenie godności osobistej z powodu odoru, który rozchodził się po okolicy. Sędzia Klawonn nie przyznała im wtedy racji. Portale prawicowe przypominają jej uzasadnienie: „zapach wydobywający się kompostowni stanowi dyskomfort i przykrość. Nie stanowi to jednak naruszenia sfery psychicznej i emocjonalnej powodów”. Jest to jednak jedynie część argumentacji.

Poniżej słowa sędzi Klawonn w wersji, która prezentuje pełniejszy kontekst:

Jak wynika z dokonanych przez Sąd ustaleń uciążliwości odorowe występujące na obszarze składowiska odpadów prowadzonego przez pozwaną (…) sp. z o.o. rozprzestrzeniają się poza teren zakładu sporadycznie. Częstotliwość oraz intensywność przykrych zapachów docierających do powodów uzależniona jest od wielu czynników: prowadzenia określonych prac modernizacyjnych, awarii systemów, warunków pogodowych, kierunku wiatru, czy wreszcie miejsca zamieszkania poszczególnych powodów.

Przebywanie w obszarze oddziaływania uciążliwości odorowych, które nie mają charakteru permanentnego i które nie przekraczają wysokiego progu odczuwalności w żadnym razie nie stanowi o naruszeniu ludzkiej godności. Nie pozbawia ono powodów istoty ich człowieczeństwa. Dla przykładu: nie można porównywać sytuacji powodów, zamieszkujących w zazwyczaj nowoczesnych domach, na posesję których okresowo docierają uciążliwe zapachy, z sytuacją osób koczujących w lepiankach, czy pseudonamiotach na obrzeżach wysypisk i utrzymujących się z tego, co na tych wysypiskach znajdą. Takie bowiem warunki naruszałby, w ocenie sądu, godność człowieka.

Niewątpliwie odory docierające z (…) D. stwarzają powodom dyskomfort, prowadzą do irytacji. Jednak nie każda dolegliwość, której doznaje osoba ludzka nawet wbrew swej woli, stanowi naruszenie jej godności.

Podkreślić należy, że rozwój cywilizacyjny niesie za sobą, oprócz rozwiązań ułatwiających życie także pewne koszty. Do takich należy hałas ulic, czy zakładów produkcyjnych, dym z kominów fabryk, czy wreszcie uciążliwości odorowe. Narażenie ludzi na oddziaływanie tych czynników normalnie występujących na określonym obszarze jest niewątpliwie pewną niedogodnością, lecz w żadnym razie nie stanowi o naruszeniu godności ludzkiej.

(…) Dostające się do domów powodów odory niewątpliwie stwarzają dyskomfort, ale nie stanowią o naruszeniu sfery psychicznej i emocjonalnej. Takie naruszenie należy także oceniać w aspekcie obiektywnym, niezależnym od indywidualnej wrażliwości poszczególnych osób.

Trzeba jednak zaznaczyć, że Eko Dolina przynajmniej trzykrotnie przegrała podobne sprawy. Sędziowie uzasadniali, że dostawanie się do domów nieprzyjemnych zapachów może powodować naruszenie godności osobistej. Zaznaczali jednak, że są to niedogodności, z którymi da się żyć.

Na sędzię Klawonn wylała się fala hejtu

Narrację prawicowych mediów szybko podchwycili użytkownicy mediów społecznościowych. W sieci znajduje się wiele komentarzy negatywnie oceniających prowadzenie rozprawy przez sędzię Klawonn.

„Sądy trzeba zaorać! Weronika Klawonn to lewacka sędzia! Grilluje Jarosława Kaczyńskiego (prawie 70-cio letniego). Sąd nie jest miejscem na zarabianie na nowe procesy! HAńba!” – (pisownia oryginalna) napisał jeden z nich.

„najlepiej pójść za sugestią wynikającą z jej nazwiska Weronika klaWONn” – napisał inny.

„Weronika klawonn to sędzina na Telefon, następna kodziara z koszulką konstytucji na piersi. Ta obłuda idzie w parze z jej sowiecką urodą i stalinowskimi formami sądownictwa. Wstyd i hańba, jak można się aż tak zeszmacić!” – brzmiał kolejny komentarz.

Na falę hejtu, jaka wylała się na sędzię Klawonn, zwrócił uwagę dziennikarz i publicysta Michał Szułdrzyński. „Coraz bardziej martwią mechanizmy hejtu w sieci. To co w ostatnich dniach spotyka radnego Kałużę i sędzię Klawonn to po prostu internetowy lincz. Igranie z hejtem to brzydka zabawa” – napisał.

Sąd Okręgowy w Gdańsku nie może komentować

O komentarz w sprawie medialnego zamieszania, które się rozpętało wokół sędzi Klawonn, poprosiliśmy jej przełożonych. Zostaliśmy poinformowani, że ponieważ sprawa Jarosława Kaczyńskiego przeciwko Lechowi Wałęsie nie została zakończona, „wszelkie komentarze dotyczące podejrzeń o brak bezstronności, reakcji mediów czy też sposobu prowadzenia czwartkowej rozprawy ze strony władz Sądu Okręgowego w Gdańsku nie mogą mieć miejsca”. Z tego samego powodu sędzia Klawonn również nie udziela wypowiedzi mediom.

Każdej ze stron postępowania cywilnego przysługuje zgodnie z art. 49 kodeksu postępowania cywilnego wniosek o wyłączenie sędziego, jeżeli istnieje okoliczność tego rodzaju, że mogłaby wywołać uzasadnioną wątpliwość co do bezstronności sędziego w danej sprawie. W przedmiotowej sprawie taki wniosek, według mojej wiedzy na chwilę obecną, nie wpłynął

– zaznaczył jednocześnie rzecznik prasowy.

Sędzia Weronika Klawonn została sędzią Sądu Okręgowego w Gdańsku 9 listopada 2010 roku – taka data widnieje na stronie www.prezydent.pl (większość mediów błędnie podaje tu 2014 rok). Wcześniej, od 1999 roku, była sędzią Sądu Rejonowego w Wejherowie w 1999 roku.

Porażka PiS z TSUE, ale to dopiero początek, bo złodziej PiS skradł samochód i zegarek, na razie oddał zegarek

21 List

Lotem błyskawicy obiegła wszelkie środki przekazu złowieszcza wiadomość o 30 procentowej podwyżce cen prądu, a w ślad za nią podążyły natychmiast uspokajające zastrzeżenia „dobrego” PiS-owskiego rządu, który znalazł na to sposób.

Ustami swoich ministrów zapewnia, że przeciętny Kowalski nawet tego nie zauważy, bo otrzyma 100–procentową rekompensatę… Jakim cudem? To tylko wie rząd, bo dla reszty lansowana kalkulacja jest raczej księżycowa, żeby nie powiedzieć oszukańcza.

>>>

W każdym kto choć trochę rozumie funkcjonowanie rynku wzbiera wściekłość, bo czuje się robiony w „balona”. Swej złości najlepiej dał upust na Facebooku Jerzy Sempowicz, który nie przebierając w słowach obnaża hipokryzję PiS–owskiej władzy.

„Jakim trzeba być debilem skończonym, żeby takie coś wymyślić? Ja wiem, kolejne wybory za pasem i trzeba rozdać chleb i zrobić igrzyska” – pisze Sempowicz.

Dalej dowodzi, że to z czym mamy do czynienia to precyzyjnie zaplanowana akcja. „Przy tym całym szumie o rozdawaniu kasy i niepodwyższaniu rachunków za prąd, ludzie będą cieszyć się jak debile, że ten dobry rząd tak dba o obywatela” – zauważa i pyta:

NAPRAWDĘ nikt nie widzi, ze jak podrożeje prąd dla przemysłu i paliwa, to podrożeje WSZYSTKO !!!!!!!!!!!! Co z tego, ze zapłacisz tyle samo za prąd co przed podwyżką, jak ZA WSZYSTKO ZAPŁĄCISZ 40% do 50% więcej??” uświadamia użytkowników Facebooka-  Sempowicz

K…a mać, bo już inaczej nie mogę. W jakim nienormalnym kraju ja żyję? – woła z uzasadnioną wściekłością.

Te 30 PLN z rachunku za prąd oddasz kilka razy w miesiącu na produktach ( i ZAWARTYCH W NICH PODATKACH (O WIELE WYŻSZYCH), które są Ci niezbędne do życia! Czy ekonomia pieniądza jest taka trudna, żeby to pojąć?

Naprawdę dalej cieszysz się, że minister energetyki dołoży Ci w przyszłym roku 30 PLN miesięcznie do prądu? Może wypadałoby sie obudzić?”, i tu podpiera się ociekającym obłudą oświadczeniem PiS–owskiego ministra:

„Krzysztof Tchórzewski wyjaśnił, że ceny prądu trzeba rekompensować, bo są… „niesłuszne”. „Są niepodyktowane żadnymi uwarunkowaniami zewnętrznymi, a jedynie wzrostem kosztów emisji CO2”– mówił Krzysztof Tchórzewski. „Z szacunków które znam, ceny paliwa na 2019 r. w polskiej energetyce nie mają większego wpływu na wzrost cen energii” – zaznaczył.

Na giełdach towarowych ceny prądu skoczyły o niemal 50 proc. w stosunku do zeszłego roku. Drożeje też węgiel, a nasz system energetyczny jest w 72 proc. oparty właśnie na nim. Tymczasem do Urzędu Regulacji Energetyki wpływają wnioski o zgody na nowe cenniki na przyszły rok. Państwowe spółki chciałyby podnieść ceny dla odbiorców indywidualnych nawet o 30 proc.” – zwraca uwagę Jerzy Sempowicz na Facebooku.

Inny kamyczek, jeżeli nie syzyfowy kamień dla wielu, wrzuca każdemu z nas – bo każdy jest konsumentem elektryczności – minister energii Krzysztof Tchórzewski. Prąd zdrożeje w przyszłym roku i to niebotycznie – 30-40 proc., a może nawet więcej.

Otóż bojąc się protestów, Tchórzewski zapewnia, że państwo zrekompensuje każdemu gospodarstwu 100 proc. podwyżki.

Gdzie tu haczyk? Jak zwykle u PiS w rozumie, tzn. w liczeniu na brak rozumu u ciemnego ludu. Jeżeli państwo jest takie opiekuńcze i chce zwracać podwyżki w całości, czy nie może tego dokonać jednym kliknięciem? Podmioty wystawiające rachunki wszak w jednej rubryce mogłyby ujmować podwyżki, które wędrowałyby internetem do centrali i się tam sumowały, a minister jednym kliknięciem dokonywałby przelewu z budżetu na rachunki elektrowni.

Proste? Oczywiście, ale znowu chcą nas orżnąć, bo nie potrafią rządzić, więc znajdą wyjście, aby nie pokrywać podwyżek.

Podwyżki w PRL powodowały w społeczeństwie ruchawki na ulicach m.in w grudniu 1970 roku, zmiotły jedną komuszą władzę zastepując drugą. I tego boi się PiS. Bo gdzie z Nowogrodzkiej ewakuowałby się dzisiejszy Gomułka? Na Żoliborz? Gniew ludu i tam by go dopadł.

>>>

Zmiany w ustawie o SN mogą wydawać się kapitulacją – zwłaszcza dla elektoratu PiS-u – czy powtórką z ustawy o IPN, ale w gruncie rzeczy to pozory. Bo choć Małgorzata Gersdorf pozostanie I prezesem SN, a czystka zostanie odwrócona (zwłaszcza w porównaniu z pierwotną wersją projektu), to obóz rządzący ws. zmian w sądownictwie i tak osiąga przynajmniej część zamierzonych celów. W sporze o polskie sądownictwo w dalszym ciągu pojawia się jednak kilka pytań – przede wszystkim czy propozycje polskiej strony usatysfakcjonują UE.

Nowelizacja o ustroju sądów powszechnych (według Małgorzaty Gersdorf najgorsza ustawa), Izba Dyscyplinarna w Sądzie Najwyższym oraz skarga nadzwyczajna, nowa KRS powołana przez Sejm czy wcześniej TK – wszystkie te zmiany, przynajmniej na chwilę obecną, zostaną utrzymane i trudno spodziewać się, by PiS był zdolny do kolejnych ustępstw. Tzw. reforma sądownictwa w przynajmniej jakiejś części i tak zostanie zrealizowana po myśli PiS-u. Małgorzata Gersdorf swoją kadencję dokończy, ale ta kończy się za półtora roku.

Zrobienie kroku wstecz, choć faktycznie może wyglądać na prestiżową porażkę – wszak politycy partii rządzącej od miesięcy mówią o byłej I prezes SN – jest przejawem politycznego pragmatyzmu. – Nie ginąłbym za odwołanie prezes Gersdorf – powiedział ostatnio Jarosław Gowin. To zdanie dobrze oddaje taktykę obozu rządzącego – stanowisko I prezesa SN nie jest bowiem aż tak kluczowe, by ryzykować pogorszenie się stosunków z UE, co mogłoby mieć wpływ na nadchodzącą kampanię do PE. Zresztą – nawet jeżeli PiS miało dalsze plany zmian w sądownictwie, to ich wdrożenie przed wyborami do PE i tak nie byłoby możliwe.

W najbliższym czasie, w nadchodzących godzinach i dniach kluczowa będzie reakcja KE – czy zaproponowane zmiany będą do zaakceptowania i czy ten front zostanie zamknięty. „Przywróceni” sędziowie SN nie będą musieli przechodzić żadnej procedury, a nawet mogą złożyć oświadczenie o woli przejścia w stan spoczynku z zachowaniem pełnego uposażenia. Można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że na progu wyborczego maratonu i kampanii do PE wygaszenie akurat tego sporu z KE jest w interesie rządzących, bo ogranicza zarzuty o zamiar wyprowadzenia Polski z UE. Poza tym po ewentualnym niekorzystnym dla KE werdykcie TSUE i tak pewnie wszystko zostałoby odkręcone.

Inna sprawa to pozostałe zmiany w sądownictwie zaproponowane przez PiS. Trochę zapomnianą sprawą jest to, że wysłane przez SN pytania prejudycjalne dotyczą nie tylko tego sądu, ale także KRS. – Sąd Najwyższy zastanawia się, czy sposób powoływania sędziów do KRS jest zgodny z polską konstytucją i standardami europejskimi. Problem polega m.in. na tym, że TK dwukrotnie wypowiadając się w tej sprawie, raz orzekł, że sędziów-członków KRS wybierać powinni sędziowie, za drugim razem TK uznał, że tryb przewidziany obecnie w ustawie – czyli, że sędziów KRS wskazuje parlament – jest zgodny z konstytucją – mówił Michał Laskowski na briefingu we wrześniu.

– Kiedy TSUE orzeknie, że nie jest to zgodne ze standardem, bo wtedy powstaje pytanie jaki jest status sędziów wskazanych przez nową KRS wyłonioną w taki, a nie w inny sposób. To jest pytanie, czy są to sędziowie prawidłowo powołani na swoje stanowiska – podkreślił rzecznik SN. Jak dodał, “jeśli dojdzie do uznania przez TSUE, że KRS jest powołana w sposób nieprawidłowy, to będzie trzeba się zastanawiać nad szerszymi konsekwencjami”.

Jeżeli KE nie będzie usatysfakcjonowana realnymi ustępstwami ws. SN poczynionymi przez rząd i uzna, że Polskę należy dalej grillować, sytuacja może stać się dla PiS-u bardzo kłopotliwa. Zwłaszcza, że Frans Timmermans zdaje się kwestionować KRS w obecnym kształcie, a także Izbę Dyscyplinarną. Chyba, że uzna wspomniane ustępstwa za wystarczające.

>>>

— IDEAŁ DOBREJ ZMIANY SIĘGA BRUKU – MICHAŁ SZUŁDRZYŃSKI W RZ: “Dobra zmiana” niosła ze sobą obietnicę nie tylko naprawy państwa, ale też podniesienia standardów. Rozwój afery KNF pokazuje, że ideał coraz częściej sięga bruku. I to jest największe polityczne ryzyko dla wizerunku PiS. Grając na przeczekanie, partia rządząca traci szansę na to, by przedstawić własną wiarygodną narrację dotyczącą tych wydarzeń. A jej sympatycy będą musieli podczas obiadu przy niedzielnym stole albo w windzie zmierzyć się z pytaniami o 40 mln zł dla prawnika – znajomego szefa KNF, czy pół miliona dla syna ministra”.
rp.pl

— SAMOBÓJCZA TAKTYKA PIS – DOMINIKA WIELOWIEYSKA – w GW: “Pozostaje jednak pytanie, dlaczego Glapiński – w sprzeczny ze zdrowym rozsądkiem sposób – broni swego wychowanka Marka Chrzanowskiego. Racjonalna odpowiedź jest taka, że został wysłany mocny sygnał do byłego szefa Komisji: nie martw się, nic nie mów, nic nie zeznawaj, będziemy cię bronić jak niepodległości. Kaczyński na to przyzwala, bo zrozumiał, że znalazł się w pułapce – każdy ruch jest ryzykowny. Wybrał więc wersję, że „afery nie ma”, a priorytetem jest spokój na rynku bankowym”.

— BANKRUCTWO BANKÓW CZARNECKIEGO TO BYŁABY KATASTROFA – DALEJ WIELOWIEYSKA: “Ta katastrofa poszłaby na konto PiS, a Polacy drogo by za to zapłacili. Z tego powodu w niedzielę późnym wieczorem zebrał się Komitet Stabilności Finansowej i wydał komunikat, że z polskim systemem finansowym jest wszystko w porządku. Sam Glapiński sto razy wypowiedział zdanie, że sytuacja jest stabilna”.
wyborcza.pl

— NOMINACJA SOKALA BEZ PODPISU SZEFA RZĄDU – jedynka RZ: “Tę opinię łagodzi nieco prof. Ryszard Piotrowski z UW. – Niestety, praktyka konstytucyjna, mająca pewne cechy zwyczaju, dopuszcza wydawanie przez prezydenta aktów indywidualnych dotyczących powoływania jego przedstawicieli w różnego rodzaju organach bez kontrasygnaty premiera – twierdzi, dodając, że byłby w tej sprawie bardzo ostrożny”.
rp.pl

>>>

Dość symboliczny obrazek udało się uchwycić…

PiS jest do pokonania, ale czy opozycja jest zdolna do tego?

21 List

Cezary Michalski obawia się o opozycję.

Schetyna wykonuje ciężką pracę przy lepieniu koalicji z ludzi, którzy często własne ambicje uważają za rzecz ważniejszą, niż uratowanie demokracji w Polsce. Nie jest jednak wystarczająco „charyzmatyczny” i ma zbyt wielu przeciwników w mediach, żeby obronić całe liberalne skrzydło przed „polskim Macronem”. Lubnauer i Nowacka też mogą się okazać za słabe, żeby uniemożliwić nadgryzienie przez Biedronia centrowego elektoratu. Ich „atrakcyjność medialna” znacznie spadła, od kiedy okazało się, że zamiast niszczyć jedność opozycji, same ją lojalnie budują.

Wszelkie złudzenia co do intencji Biedronia można było stracić oglądając „polskiego Macrona” w programie Michała Rachonia w telewizji Jacka Kurskiego. Robert Biedroń, korzystając z danej mu przez czołowego propagandystę PiS-u okazji, atakował tam wyłącznie liberalną opozycję i PO. Nie przeszkadzało mu nawet to, że stałym gościem i obiektem kultu Rachonia jest Wojciech Cejrowski, dzielący się tam z Polakami swoimi przemyśleniami na temat „zboczeńców”. Zarówno PiS-wskie media, jak też pisowscy sponsorzy uznali jednak Roberta Biedronia za najskuteczniejszą broń przeciw Koalicji Obywatelskiej. Wspierają go już dzisiaj, a w momencie odpalenia jego inicjatywy to wsparcie stanie się jeszcze bardziej widoczne.

Donald Tusk pozostaje dla liberalnego elektoratu autorytetem. Zarówno jako były premier i lider PO, jak też jako obecny Przewodniczący Rady Europejskiej świetnie dający sobie radę w wizerunkowych potyczkach z polską prawicą. Jego jednoznaczne działanie na rzecz obrony jedności centrowego elektoratu pod sztandarem Koalicji Obywatelskiej (zapraszającej kolejnych koalicjantów na wspólne listy) miałoby decydujące znaczenie dla wyniku wyborów europejskich i parlamentarnych. Torując samemu Tuskowi drogę do prezydentury. Tylko on może wiarygodnie zaapelować o pójście Biedronia na jednej liście z KO, a kiedy Biedroń odmówi, tylko Tusk może jasno powiedzieć, że to po stronie Koalicji Obywatelskiej budowana jest jedność demokratycznej opozycji i nadzieje na odsunięcie Kaczyńskiego od władzy.

Czas gra na niekorzyść PiS z jeszcze jednego powodu. Brak przekonującej kontrnarracji ze strony partii rządzącej oraz ujawnianie przez media różnych smacznych historii, jak choćby ta opisana w „Rzeczpospolitej”, a dotycząca szczegółów habilitacji byłego już prezesa KNF, uderzają w jeden z najważniejszych projektów, jakie miał PiS. Partia Jarosława Kaczyńskiego chciała przeprowadzić nie tylko zmiany instytucjonalne i prawne w Polsce, ale miała ambicję doprowadzenia do całkowitej przebudowy społecznej. Jej ukoronowaniem miało być stworzenie nowych elit, szerokiego grona swoich, bardziej merytorycznych i bardziej moralnych fachowców i ekspertów, którzy będą stanowili nie tylko zaplecze kadrowe „dobrej zmiany”, ale też zrąb nowego ładu społecznego. Dymisja Marka Chrzanowskiego nie jest zapewne pierwszą ani ostatnią dymisją człowieka powołanego na wysokie stanowisko przez rządy PiS. Ale chyba jest – obok historii Bartłomieja Misiewicza – najbardziej spektakularnym przykładem fiaska koncepcji budowy nowych elit.

Partia rządząca po aferze KNF i wyborach samorządowych łapie zadyszkę. Notowania wyborcze są wciąż jeszcze dobre, ale jak długo to potrwa?

W maju odbędą się wybory do Parlamentu Europejskiego, a na jesieni do Sejmu i Senatu. A gdyby je połączyć?

(…)

Niektórzy podnoszą też argument, że gdyby wybory połączyć, kampania nabrałaby charakteru europejskiego – bardziej, niż stałoby się to, gdyby do parlamentu krajowego głosować jesienią. A to nie przyniesie raczej głosów PiS.

Poza tym, uprzedzony do skracania kadencji jest – jak mówi się w PiS – prezes Kaczyński. Wtedy, w 2007 roku, ów manewr zaowocował utratą władzy na rzecz PO. Czy PiS przetrwałby w tamtym układzie, gdyby nie podjęcie ryzyka przyspieszonych wyborów? Nie wiadomo, ale mógłby na pewno dłużej korzystać z owoców sprawowania władzy.

Przy obecnych propozycjach, tym razem kadencja byłaby krótsza najwyżej o ok. 5 miesięcy, więc owoce do zagospodarowania przez władzę byłyby znacznie skromniejsze niż ponad 10 lat temu. Pokusa jest więc poważna. Ale często ucieczki do przodu okazują się skokiem w otchłań.

W Parlamencie Europejskim obradowała dziś komisja zajmująca się tematem praworządności w Polsce. Wiceszef Komisji Europejskiej nie szczędził gorzkich słów pod adresem polskiego rządu.

Połączenie stanowiska prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości, upolitycznianie KRS, podważanie niezależności sadownictwa, rozmontowanie TK – – to niektóre zarzuty, jakie padały pod adresem polskich władz na wtorkowym wysłuchaniu ws. praworządności w PE. PiS przekonywało, że sytuacja w Polsce ma się dobrze.

W trwającym ponad trzy godziny wysłuchaniu z udziałem wiceszefa KE Fransa Timmermansa, przedstawicieli Komisji Weneckiej, Europejskiej Sieci Rad Sądownictwa, polskiego RPO, a także akademików nie zdecydował się wziąć udziału minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Stanowiska polskiego rządu bronili europosłowie PiS.

Spotkanie przeprowadzone na posiedzeniu komisji wolności obywatelskich, sprawiedliwości i spraw wewnętrznych Parlamentu Europejskiego było konsekwencją wizyty studyjnej jej europosłów we wrześniu w Polsce. Praktycznie wszyscy wypowiadający się jego trakcie krytykowali wprowadzane przez rządzących w Warszawie zmiany dotyczące sądownictwa.

Timmermans przypominał o powodach uruchomienia art. 7 unijnego traktatu wobec Polski, wskazując, że reforma przeprowadzona przez rządzących ogranicza niezależność systemu sprawiedliwości i podział władz w Polsce.

– Do dziś żadna z obaw Komisji nie została rozwiązana przez stronę Polską. Systemowe zagrożenie praworządności nadal istnieje – oświadczył. Mówił też o nowych wydarzeniach, w tym rozpoczynaniu postępowań dyscyplinarnych wobec sędziów, którzy uczestniczą w debacie publicznej krytykując reformy. Ubolewał, że sędziom wzywanym na przesłuchania z tego powodu odmawia się możliwości korzystania z pełnomocników prawnych.

Wiceszef KE podkreślał, że z obawą odnotowuje stanowisko polskiego rządu o tym, że do wykonania decyzji Trybunału Sprawiedliwości ws. zawieszenia przepisów ustawy dotyczącej SN potrzebne są zmiany w prawie. Zwrócił jednocześnie uwagę, że do chwili obecnej taka nowelizacja nie została przedstawiona. Z obawą odnotował też niedawną uchwałę KRS stwierdzającą, że sędziowie SN, którzy przeszli w stan spoczynku w świetle kwestionowanych przepisów, nadal są emerytami (a nie, jak zdecydował TSUE w swoich środkach tymczasowych, sędziami SN).

>>>