Tag Archives: Maria Nurowska

Jak skończy Kaczyński? Scenariusze fuererka

5 Maj

Gowin daje popalić Kaczyńskiemu. Wszystko prezesowi PiS się popieprzyło.

Dzisiaj każdy scenariusz jest możliwy. Zaskakuje mnie, iż może dojść do przedterminowych wyborów parlamentarnych.

Faktycznie, bo PiS może zostać zabity przez koronawirusa. Na zarazę PiS najlepsza jest inna zaraza.

Och, gdyby ona nie zabijała nas, Polaków. Wystarczy nam jeden zabójca – Kaczyński i jego partia.

Najważniejsza stawka, o jaką gra dziś PiS, to odzyskanie kontroli nad polityczną rzeczywistością. Politycy obozu władzy i media państwowe przygotowują opinię publiczną na wybory prezydenckie 23 maja, ale terminu 10 maja nie przekreślają. Winą za chaos obarczają opozycję. Czy Kaczyński blefuje? Ma sejmową większość? Zrobi przedterminowe wybory?

Więcej o scenariuszach snutych przy Nowogrodzkiej >>>

 

Jak skończy Kaczyński? >>>

Rozważania Marii Nurowskiej o Gowinie i Kaczyńskim >>>

Zdobywszy monopol partia rządząca podporządkowała sobie administrację, gospodarkę, sądownictwo, media, związki zawodowe, szkoły i uniwersytety. Zmierzający do dyktatury komuniści oskarżali swoich demokratycznych przeciwników o to, że liczą na wsparcie „zagranicy” – Londynu i USA. Jak daleko jest dziś PiS od tego modelu – zastanawia się prof. Jan Skórzyński.

Zmiany w kodeksie wyborczym wprowadzone w tym celu przez większość sejmową łamią wszystkie reguły demokratycznego państwa prawnego, jakim wciąż według konstytucji jest III RP. Powszechne głosowanie korespondencyjne, organizowane przez jednego z wicepremierów i Pocztę Polską kierowaną przez polityka PiS, nie spełnia żadnego kryterium wolnych wyborów – równości, powszechności, tajności i bezpośredniości.

Próba przeforsowania wyborów w takich warunkach jak obecne zostałaby przed rokiem 2015 udaremniona przez instytucje kontrolne: Sąd Najwyższy i Trybunał Konstytucyjny. Od czterech lat obóz Kaczyńskiego buduje jednak konsekwentnie system, w którym w państwie nie będzie już niezależnych od rządu instytucji, które mogłyby przeciwstawić się „centralnemu ośrodkowi dyspozycji politycznej”.

Esej prof. Skórzyńskiego tutaj >>>

Kaczyński straszy, aby PiS w drugiej kadencji mógł zaprowadzić katolicki szariat

18 Maj

„Ładnie się musi palić, żeby iść już w takie bzdury totalne… To już jest walenie na oślep. Raz weszło straszenie uchodźcami, to pójdziemy jeszcze raz. Mam złą wiadomość: ten temat już wygasł” – skomentował jeden z internatów powrót prezesa PiS do retoryki sprzed prawie czterech lat. Na konwencji w Łodzi Kaczyński znowu wywołał temat zagrożeń, które stanowią uchodźcy.

„Co się dzieje na zachód od naszych granic, to państwo wiecie. Nie chcę tego opowiadać, bo znów będą mówili, że mam jakieś uprzedzenia. A ja mówię po prostu o faktach. Faktach, którym się nie da zaprzeczyć” – twierdził Kaczyński. Jak zwykle – nie przytoczył ani jednego rzekomego faktu. Zapytał działaczy PiS zebranych w sali 4-gwiazdkowego hotelu w Łodzi: – „Czy chcecie państwo, żeby w Polsce były strefy, gdzie rządzi szariat?”. Oczywiście, usłyszał chóralnie „Nie”.

Przypomnijmy – w 2015 r. Kaczyński w Sejmie podczas debaty na temat uchodźców stwierdził, że „W Szwecji są 54 strefy, gdzie obowiązuje szariat i nie ma żadnej kontroli państwa”. Tę wypowiedź prostował ambasador tego kraju w Polsce, podkreślając na Twitterze: – „W Szwecji obowiązuje szwedzkie prawo”.

„Im się już naprawdę tematy do straszenia innych skończyły”; – „Znowu ta zdarta płyta… zieeeeew…. Ale swoją drogą to te sondaże na Nowogrodzkiej muszą być naprawdę dramatyczne”; – „Pan Jarek brzmi jak stara, zdarta płyta. Po raz kolejny usiłuje uczynić Polskę zakładnikiem swoich strachów i lęków. Ale to już nie działa:)”; – „Ten znowu ze swoimi wariactwami? Póki co nie grozi nam szariat, tylko mamy coraz bardziej katolickie państwo wyznaniowe” – komentowali internauci.

„Kaczyński ucieka od problemu kościelnej pedofili i straszy „strefami, gdzie rządzi szariat”! Panie Prezesie, w strefie bezkarności dla co najmniej 380 kościelnych pedofili rządzicie Wy. Macie ich na tacy! Są wymienieni w raporcie! Trzymacie nad nimi i ich szefami parasol ochronny!” – podsumował na Twitterze Michał Szczerba z PO.

Hierarchowie Kościoła katolickiego tuszowali przestępstwa pedofilii wśród księży. Jedną z postaci, która musi mierzyć się z takimi oskarżeniami, jest kardynał Stanisław Dziwisz. Duchowny do tej pory nie zabrał głosu w sprawie.

>>>

Waldemar Kuczyński wypowiedział się na temat pedofilii w Kościele katolickim w kontekście zbliżających się wyborów.

Z takim hasłem absolwenci I LO im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu przywitali dziś abpa Matka Jędraszewskiego przed kościołem św. Michała Archanioła. Zapowiadany protest w artykule „Nauczyciele i absolwenci nie chcą, by abp Jędraszewski odprawił mszę z okazji 100-lecia szkoły”. Metropolita krakowski także uczył się w tym liceum.

Przemówienia protestujących słychać było w kościele. – „Wstydzimy się za Jędraszewskiego i za jego wypowiedzi: o konwencji antyprzemocowej, o in vitro, o raporcie fundacji „Nie lękajcie się”, o skazaniu George Pelle’a, o miłosierdziu wobec sprawców i zadośćuczynieniu ofiarom pedofilów w sułtanach. Powinien podać się do dymisji” – powiedziała jedna z organizatorek pikiety Maria Bąk-Ziółkowska.

„Oficjalne wypowiedzi abp Jędraszewskiego są bardzo krzywdzące dla wielu osób i grup społecznych, ale przede wszystkim stoją w sprzeczności z tymi wartościami, który wynieśliśmy z naszej szkoły. Nam, absolwentom, jest z tego powodu po prostu przykro” – stwierdziła absolwentka poznańskiego liceum Joanna Lorenz. – „Jako absolwentka „Marcinka” nie chcę, aby abp Jędraszewski mnie reprezentował. Razi mnie jego hipokryzja. Ale nie chcę o tym mówić. Myślę, że ostatni film braci Sekielskich mówi na ten temat wszystko” – dodała w rozmowie z onet.pl Jolanta Danielewicz.

Drzwi kościoła zostały zamknięte. Podczas kazania abp Jędraszewski nie odniósł się do trwającego przed świątynią protestu.

PiS liczy na dozgonną wdzięczność i zapewne jeszcze większe zaangażowanie duchownych w ich obie kampanie wyborcze, co przynieść powinno wymierny efekt po wyborach.

Miniony tydzień został zdominowany w Polsce przez film braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu”. Do chwili obecnej miał on 18 508 456 wyświetleń na youtube, jest newsem numer jeden we wszystkich mediach. Trudno się po nim otrząsnąć, trudno przejść obok, a jednak odnoszę wrażenie, że politycy PiS starają się ugrać na nim jak najwięcej. Starają się wykorzystać ogólnonarodowy szok, by rozegrać własną gierkę, odwrócić ten koszmar na swoją stronę.

Swoją reakcją wyraźnie przekazują kościołowi, że nie dadzą skrzywdzić tej instytucji. Zrobią wszystko, by odwrócić kota ogonem i wyciszyć emocje. Przekaz jest wyraźny i mówi „Bracie w sutannie! Głowa do góry. PiS nie zostawi ciebie w potrzebie. Nie da na pożarcie”. Przypominają więc na prawo i lewo o wprowadzonym przez siebie rejestrze osób, skazanych za przestępstwa seksualne, w tym i pedofilię. O tym, że obejmuje przestępstwa dokonane po 1 października 2017 roku, że dzieli się na część jawną i tajną, a w tej jawnej księży pedofilii brak, to już nawet nie wspominają. Marek Lisiński z Fundacji „Nie lękajcie się” jest przekonany, że ministerstwo „dzieli pedofilów na złych i dobrych, na równych i równiejszych”. Na pytanie, ilu księży zostało skazanych za gwałty lub molestowanie seksualne, odpowiedź pada krótka „Ustawa o z dnia 13 maja 2016 r. o przeciwdziałaniu zagrożeniom przestępczością na tle seksualnym (Dz. U. poz. 862 i 1948), na mocy, której wprowadzony został Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym, nie przewiduje kategoryzowania sprawców według zawodu, czy wykonywanego zajęcia” i koniec tematu. Ważne, że jest rejestr, że można nim pomachać obywatelom przed oczami i pokazać dbałość PiS o ofiary tych przestępstw. A że w niczym on nie pomaga, to już mało istotne.

Jednocześnie, biegusiem politycy PiS wzięli się za poprawkę w prawie karnym, zaostrzając ostro kary za pedofilię. Co niektórzy dają się na to nabrać, ale wielu pyta, po co nowe prawo, jak stare nie było egzekwowane? Co w ogóle da podniesienie kary do 30 lat więzienia? Czy rzeczywiście księża pedofile mogą bać się najwyższego wyroku? PiS nie zamierza odpowiadać na te pytania, bo liczy się sam fakt. Zaostrzone prawo to kolejny wielki plus dla partii rządzącej, tak troskliwej, tak dbającej o dobro obywateli. O tym prezes i jego ludzie są przekonani i święcie wierzą, że ta inicjatywa poniesie ich do zwycięstwa w wyborach do europarlamentu i potem, naszych krajowych.

Warto też zwrócić uwagę na retorykę PiS w tej sprawie. Rzadko który z polityków tej partii odniesie się do księdza pedofila. Jeśli w ogóle zabierają głos to mówią o pedofilii bardzo ogólnie, wskazują na środowiska „pedofilolubne” czyli np. nauczycieli, a ksiądz pedofil ginie w gąszczu informacji. Staje się malutki i prawie niezauważalny. Ot, taki tam tyci wypadek przy pracy i nic więcej.

Oczywiście to podejście do pedofilii w kościele jest bardzo czytelne. PiS liczy na dozgonną wdzięczność i zapewne jeszcze większe zaangażowanie duchownych w ich obie kampanie wyborcze, co przynieść powinno wymierny efekt po wyborach. Można rozgrywać tragedię dzieci na swoją korzyść? Jak widać, można.

Ogólnopolska debata nad pedofilią w kościele ma jeszcze jeden plus dla PiS. To zasłona dymna, temat wiodący, który fantastycznie zakrywa to, czym Polacy powinni być szczególnie mocno zainteresowani. Gdzieś tam rozgrywa się los nauczycieli, których rządzący zamierzają wrzucić do korpusu służb cywilnych, co odbierze im prawo do strajku. Prawie nikt nie zwrócił uwagi na inicjatywę wojewody lubelskiego Przemysława Czarnka, który z okazji Międzynarodowego Dnia Rodziny, przyznał medale i dyplomy osobom, podejmującym działania na rzecz walki z ideologią LGBT. Niewiele mówi się o najpoważniejszym kandydacie na nowego ministra MEN, Dariuszu Piontkowskim, który z ogromnym zapałem chroni dzieci przed ideologią homoseksualną. Ginie gdzieś temat Srebrnej, o SKOK-ach nawet nie wspomnę. Prawie niezauważalnie przeszło odwołanie przez stronę polską spotkania z urzędnikami Izraela, co zapewne pogorszy i tak już nie najlepsze stosunki między nami. Podobnie jak nie komentuje się kolejnej dotacji dla Telewizji Trwam w wysokości 1,5 mln zł, oczekiwania na wyrok TSUE w sprawie uchodźców, przyjacielskich relacji wodza narodu z panią prezes TK, obrona KRS przed Trybunałem Sprawiedliwości UE i opowieści o „złodziejach w togach”, głodowe emerytury dla Polaków czy też wspólny marsz narodowców i rolników pod hasłem „Nie dla roszczeń żydowskich”.

Czy PiS-owi rzeczywiście uda się odwrócić uwagę obywateli od tego, co wyprawia? Czy rzeczywiście zasłona z filmu braci Sekielskich jest na tyle szczelna, że ukryje wszystko, o czym PiS głośno mówić nie chce? Przekonamy się już w następną niedzielę.

Znajdujemy się na początku drogi odsłaniania piekła urządzonego dzieciom przez kapłanów. Nie powstrzymają tego polityczni pomocnicy Kościoła z PiS.

Więcej >>>

Obalenie Kaczyńskiego – polska racja stanu

11 Lu

Racja stanu (fr. raison d’État, łac. ratio status) – nadrzędny interes państwowy, interes narodowy, wyższość interesu państwa nad innymi interesami i normami, wspólny dla większości obywateli i organizacji działających w państwie lub poza jego granicami, ale na jego rzecz!

W tej chwili racją stanu jest obalenie rządów Kaczyńskiego i jego popleczników, bo tak należy nazwać ten chór, który suto nagradzany, gotowy jest usprawiedliwić każdą decyzję wodza, nawet najbardziej absurdalną i szkodliwą dla naszego państwa. Przez trzy lata patrzyliśmy., jak zgraja pochlebców ochoczo realizuje pomysły emerytowanego zbawcy narodu!

W Sejmie nocami, niczym zgraja złodziei, posłowie uchwalali ustawę, za ustawą, i każda kolejna byla bardziej szkodllwa od poprzedniej. Kaczyński miał w Sejmie i w Senacie większość. Właśnie on, bo posłowie i senatorowie byli i są w jego rękach marionetkami.

Po kolei dewastowano to, czego dorobiły się kolejne wolnościowe rządy. Polska podnosiła się z kolan, po tylu latach nieszczęść, wojna, okupacja sowiecka… i nagle znowu byliśmy u siebie. Zadziwiliśmy inne narody bezkrwawą rewolucją! Lech Wałęsa otrzymał Nobla, spotykał się z wielkimi tego świata.

Wszystkie kolejne rządy miały na celu wyprowadzenie naszej Ojczyzyny z izolacji i to się dokonało, Polska znalazła się w Europie! I jeden człowiek był w stanie to wszystko zniszczyć, w ciągu kilku lat. Wykorzystał katastrofę smoleńską do wprowadzenia w życie swojej obłędnej wizji narodowego państwa!

Zaczęło się polowanie na Lecha Wałęsę, niszczono jego autorytet oskarżając o współpracę z SB pod pseudonimem Bolek. Poszło to oczywiście w świat… i trwało latami, aby teraz miało się okazać, że podpis Lecha na esbeckich dokumentach był fałszywy.

Przez te kilka lat Kaczyński z premedytacją niszczył ludzi, uważając ich za wrogów swoich wizji. Zaczęły się czystki jak w latach 50-tych. Rozwalił Służby Cywilne, obsadzajac etaty swoimi, w ministerstwach zasiadali ludzie, którzy mieli tylko jedną zaletę – byli wierni wodzowi.

Rozwalono resort zdrowia, szkolnictwo, wojsko. Macierewicz, jako minister narobił wiele nieodwracalnych szkód. Zamachnął się na Sądy, bo to on stał za decyzjami Ziobry i wyselekcjonowanych prawników. O prezydencie nie wspomnę…

Po trzech latach dyktatury Kaczyńskiego Polska jest naprawdę w ruinie!!!
Obudźcie się Rodacy!

>>>

Tekst dostępny tutaj. Warto, warto przeczytać >>>

Jak Jacek Kurski robi gadzinówkę za publiczne pieniądze

22 Sty

Prof. Wojciech Sadurski i Krzysztof Skiba o pozwie TVP.

Jak podały media, znalazłem się w znakomitym gronie osób, które TVPiS zamierza ścigać karnie za opinie, dotyczące związku między uprawianą przez tę telewizję propagandą a stworzeniem atmosfery, sprzyjającej mordowi w Gdańsku:

Nie zamierzam tu się tłumaczyć ani bronić. Jeśli będzie trzeba, uczynię to w sądzie. Ale już teraz chciałbym zauważyć, że z komunikatu TVPiS wynika, że jesteśmy oskarżani „w pierwszej kolejności” lub że jesteśmy „w pierwszej grupie”. Czyli że TVPiS zamierza (a w każdym razie straszy, że zamierza) oskarżać większą liczbę osób, publicznie wypowiadających się na swój temat.

To skłania mnie do trzech obserwacji.

Po pierwsze: wytaczając działo oskarżenia prawno-karnego, TVPiS stawia się jednoznacznie po jednej stronie politycznego sporu w Polsce. Jest to, rzecz jasna, oczywiste dla każdego, kto obserwował choćby przez minutę jakikolwiek program „informacyjny” lub „publicystyczny” w TVP1 lub TVPInfo, ale nigdy sama TVP tego tak otwarcie nie przyznała. Jest to więc, paradoksalnie, przyznanie racji krytykom TVP: jest to telewizja partyjna, działająca jak ogniwo partii władzy.

Po drugie, oskarżenie jest potężnym przyznaniem się do bezradności argumentacyjnej. Normalnym odruchem każdego człowieka mediów – dziennikarza, redaktora, wydawcy – jest odpowiedź krytykom metodami właściwymi dla mediów, czyli kontr-argumentacją. Grożąc oskarżeniami karnymi, TVPiS przyznaje, że już nie ma siły argumentów więc musi uciekać się po argument siły.

I po trzecie – grożąc oskarżeniem w trybie prawnokarnym Prezes Kurski najwyraźniej liczy na uciszenie swych krytyków. Jest to tzw. „efekt mrożący”: sam fakt zagrożenia procesem i w perspektywie – karą, ma skłonić krytyków do powstrzymywania się ze swymi ocenami. Nie mogę mówić za mich szanownych współ-oskarżonych, ale w moim przypadku mam jedną odpowiedź. Niedoczekanie Pańskie, Panie Prezesie Kurski. Pańskie pohukiwanie stwarzają dla mnie dodatkowy bodziec, by Pana i Pańskich podwładnych krytykować – komentuje prof. Sadurski. 

Tak naprawdę to należałoby bronić TVP przed Kurskim.

Kurski zapowiedział, że Telewizja Polska (podkreślam jej tylko nominalną nazwę, bo w istocie jest to telewizja PiS, partyjna) też zapowiada, że zostanie „skierowany pozew lub akt oskarżenia w trybie kk”  (przepisuję z komunikatu, bo nawet w tym fragmenciku są błędy nazewnictwa) „przeciwko osobom, które absurdalnie wskazywały na związek przyczynowy pomiędzy treściami publikowanymi na antenach Telewizji Polskiej a śmiercią pana Pawła Adamowicza”. Jacek Kurski – w imieniu Telewizji Polskiej – zapowiada pozew lub akt oskarżenie „w trybie kk” przeciw m.in. Krzysztofowi Skibie, Wojciechowi Czuchnowskiemu, Adamowi Bodnarowi i Wojciechowi Sadurskiemu.

W oficjalnym komunikacie nominalna Telewizja Polska używa słowa „absurdalnie” – to tak jakby Latający Cyrk Monthy Pytona oficjalnie komunikował, że Ministerstwo Śmiesznych Kroków nie istnieje, bo taka instytucja byłaby absurdalna.

I taka jest TVP z punktu konstruowania informacji – absurdalna. TVP wypełnia w przestrzeni publicznej coś na kształt formatu Monthy Pytona. Czy tak skonstruowana informacja może zabić? Ależ tak! Wcale nie musi dochodzić do komunikatu: „Stefanie W., zabij!”, bo taki komunikat podany 100 razy „zabiłby” tegoż Stefana W. z nudów. Do Stefanów W. konstruuje się zohydzające, szkalujące, manipulujące komunikaty o Pawle Adamowiczu, Grzegorzu Schetynie, Donaldzie Tusku i tysiącu polityków opozycyjnych.

I w ruletce nienawiści padło na Pawła Adamowiczu, który dostał śmiertelne ciosy nożem. Jacek Kurski na swoją zgubę zasłania się nominalną Telewizją Polską, której imienia chce bronić. Otóż Kurski zniszczył TVP i tak naprawdę TVP należałoby bronić przed Kurskim.

Stefan W. to powielenie Eligiusza Niewiadomskiego – w Polsce powtórzony został mord na prezydencie, tym razem na prezydencie Gdańska Pawle Adamowiczu. Wszystkie cechy narracyjne są porównywalne i podobne. A Jacek Kurski – cóż – też nadaje się do prozy jako postać o wybitnie czarnym charakterze i zaznaczam nieciekawa intelektualnie, bo jak napisała Hanna Arendt – zło tak naprawdę jest banalne.

Więcej >>>

Tekst dostępny tutaj. Warto, warto przeczytać >>>

Pisowski Kopernik Bogdan Pęk orzekł, że ocieplenie globalne to ściema Donalda Tuska

28 Gru

Przeciwko Jackowi Międlarowi – narodowcowi i antysemicie – toczyło się lub toczy kilka postępowań w prokuraturze. Jak dotąd byłemu księdzu nie postawiono zarzutów w toczących się śledztwach. Zdaniem reporterów TVN 24, roztoczono nad nim parasol ochronny.

Jednym z przykładów jest sprawa wystąpienia Międlara na obchodach 82 rocznicy powstania ONR. – „Ciemiężyciele i pasywny żydowski motłoch będzie chciał was rzucić na kolana, przeczołgać, przemielić, przełknąć, przetrawić, a na koniec będzie chciał was wypluć, bo jesteście niewygodni” – mówił do zebranych były ksiądz.

Prokuratura w Białymstoku, która najpierw zajęła się sprawą, umorzyła postępowanie. Jednak później prokuratura z Wrocławia włączyła ten wątek do własnego śledztwa w sprawie innych wypowiedzi byłego księdza. Według TVN 24, śledczy z Wrocławia chcieli postawić Międlarowi zarzuty dotyczące mowy nienawiści. Odebrano im jednak śledztwo i przekazano do prokuratury w Białymstoku, czyli tam, gdzie tak łagodnie go potraktowano.

Prokuratorzy białostoccy zażądali „kompleksowej opinii z zakresu tzw. mowy nienawiści”, mimo że wrocławscy śledczy dostarczyli im opinie biegłych. Jak informuje TVN24, od kilku miesięcy prokuratura w Białymstoku nie może znaleźć biegłego, który podjąłby się sporządzenia tejże opinii. Śledztwo utknęło więc w martwym punkcie.

TVN przypomina też inną historię dotyczącą Międlara. We wrześniu warszawska prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania w sprawie felietonu, który były ksiądz opublikował na swojej stronie internetowej. – „Dość tego! Czas na żniwa. Czas oddzielić kąkol od pszenicy. Przeproście za antypolonizm i wynoście się z Polski!” – napisał narodowiec i antysemita. W uzasadnieniu odmowy prokurator napisała, że Międlar „korzystał z prawa do wyrażenia swoich poglądów, wolności słowa”.

„Cała ta opowieść o tzw. globalnym ociepleniu jest, moim zdaniem, największą mistyfikacją w historii ludzkości. (…) W przestrzeni publicznej jest kłamstwo, perfidne kłamstwo i narracja PO w sprawie globalnego ocieplenia i dyrektywy klimatycznej” – to opinia obecnego radnego PiS z Krakowa Bogdana Pęka, a kiedyś senatora tej partii. Te „prawdy objawione” głosił w TVP Info. Nie wiemy, jakie ma kompetencje, żeby wypowiadać się na ten temat. Z jego życiorysu, umieszczonego w Wikipedii wynika, że zanim zajął się polityką, specjalizował się w… trzodzie chlewnej.

Internautom nie umknął jeszcze jeden fakt z życia Bogdana Pęka. – „Pan Pęk dziwnie wygląda w pionie” – to oczywiście do aluzja do jego zachowania, kiedy kilka lat temu znaleziono Pęka leżącego na korytarzu sejmowego hotelu. Ówczesny senator PiS twierdził, że… zasłabł i nie wiedział, jak znalazł się w tym miejscu. – „Dobrze, że Bogdan Pęk po wiadomym zdjęciu z korytarza sejmowego hotelu nie zaprzecza już istnieniu grawitacji…” – skomentował Roman Imielski z „GW”.

Internauci obśmiewali „rewelacje naukowe” Bogdana Pęka. – „A to co Kopernik opowiadał o tym wstrzymywaniu Słońca i ruszaniu Ziemi to dopiero były bajki…”; – „W następnej kolejności o globalnym ociepleniu na antenie TVP info wypowiedzą się wodzirej, flisak, konserwator zabytków, operator dźwigu oraz kompozytor muzyki do wind”;

Tak jest! Donald Tusk narzucił kłamliwą narrację całemu światu i przekabacił najlepszych naukowców. I w ogóle całe zło tego świata to wina Tuska i jego rodziny, pięć pokoleń wstecz A II WŚ wywołał dziadek z Wermachtu. I prawie na 100% są winni wyginięciu dinozaurów”; – „Ponoć też twierdzą, że Ziemia jest okrągła, pieprzeni wywrotowcy”.

– mówi reżyserka „Via Carpatii”, laureatka studenckiego Oskara przyznanego przez Amerykańską Akademię Filmową, w rozmowie z Magdą Jethon

Magda Jethon: Miesiąc temu odbyła się polska premiera „Via Carpatii”, filmu, który wyreżyserowała Pani wraz z mężem Kasprem Bajonem. Jest to film o kryzysie emigracyjnym, czyli właściwie o beznadziei… Czy beznadziejni są politycy, czy zwykli ludzie?

Klara Kochańska: Część polskich polityków na pewno jest „beznadziejna”. To znaczy ich przekonania, które są przejawem głębokiego braku humanitaryzmu i pogardy do innych oraz jakiegoś niezrozumiałego poczucia wyższości. A co do zwykłych ludzi…, co do mnie samej… Często uważam swoje próby buntu czy niektóre reakcje za „beznadziejne”, w tym sensie, że jak nie ma rozwiązań systemowych, to trzeba poświęcić bardzo wiele, żeby zrobić coś naprawdę sensownego… Większości na to nie stać. Robimy więc małe rzeczy. Robimy je niekonsekwentnie. Przez to niewiele one znaczą. Pozwalamy, by świat się zmieniał w złym kierunku. Godzimy się z naszym brakiem wpływu, z tym, że mechanizmy tego obecnie skomplikowanego świata totalnie nas przerastają.

Fabuła „Via Carpatii” jest prosta. Młode małżeństwo, namówione przez matkę głównego bohatera Piotra, zamiast na wakacje jedzie na granicę grecko-macedońską w poszukiwaniu niewidzianego od 30 lat ojca Piotra, który prawdopodobnie przebywa w którymś z obozów. Zamiarem jest zabranie go do Polski. Młodzi podejmuję bohaterską próbę, ale robią to bez entuzjazmu. Dlaczego?

Piotr nie widział ojca od dziecka. Wychował się tylko z matką. Ojciec jest dla niego obcą osobą. Zapewne też ma mu coś do zarzucenia. Nie wierzy w sens tego przedsięwzięcia. Julia, jego żona zaś – nie dość, że zna stosunek Piotra do sprawy, to przede wszystkim boi się nowego, nieznanego. Jakiejś utraty gruntu pod nogami. Trudności. Planowała tak zwane „zasłużone” wakacje, po ciężko przepracowanym roku. Wakacje dla przeciętnego Polaka na dorobku to chwila całkowitego zapomnienia.  Moment, kiedy wypieramy wszystko. Zapominamy o troskach. Widzę ludzi pijanych już na lotnisku, kiedy odbierają bagaż. A tu nagle nasza bohaterka musi poświęcić ten przywilej na podróż w nieznane, pełną niewygody i trudności. Musi zaryzykować swoje bezpieczeństwo. Poza tym cała sprawa jest dla niej totalnie wirtualna. Ona nawet nie umie sobie wyobrazić, o co tu chodzi. Problem zna z radia i telewizji. Jest zaprzątnięta swoimi sprawami, jak zresztą większość z nas.

W Polsce kryzys uchodźczy pokazywany jest przez partię rządzącą oraz media zbliżone do PiS wyłącznie jako zagrożenie dla Polaków… Czy właśnie dlatego, że nasze państwo odcięło się od problemu Europy spowodowało, że podjęliście ten temat?

Tak. To był pierwszy impuls. Nie mogliśmy uwierzyć w ten przejaw ksenofobii, nietolerancji, strachu i braku solidarności. Nie zgadzaliśmy się z tą wstydliwą dla nas decyzją rządu, ale też niewiele mogliśmy na to poradzić.

Dla rządu nie jest wstydliwa, jest tylko trochę niewygodna, bo zakłóca budowaną przez PiS polską pozytywną mitologię…

To prawda, odmowa pomocy nie pasuje do obrazu gościnnego Polaka, Polaka chrześcijanina. Dlatego rządzący próbują w imieniu nas wszystkich powiedzieć, że to po prostu nie jest nasz problem… Albo, co jest o wiele bardziej niebezpieczne, wmówić nam, że to nie są ludzie tacy jak my. Że to są podludzie –  brudni, chorzy, agresywni, którym nie warto pomagać. Czyli bez zająknięcia wprowadzają w swojej kampanii dyskurs wykluczający.

Co was bardziej porusza obojętność Polaków, czy tragiczny los uchodźców?

Wiadomo, że cierpienie tych ludzi jest niewyobrażalne i przeraża mnie. Nie wyobrażam sobie uciekać w nieznane, pod ostrzałem celników, z małym dzieckiem na rękach. Ryzykować, nie mogąc zagwarantować mu bezpieczeństwa. Na granicy serbsko-węgierskiej widzieliśmy mały obóz. Nie mogliśmy go sfilmować. Po drugiej stronie drutu kolczastego dzieci w starych ciuchach grały w piłkę. Ścieżka, która prowadziła do ich namiotów od ogrodzenia, miała może z 50 m. Wyobraża sobie Pani, że przez miesiące, a czasem lata, to jest w zasadzie cały spacer, który może Pani zaproponować dziecku? Od namiotu do ogrodzenia. A po drugiej stronie tysiące samochodów, w których siedzą ludzie z paszportami, swobodnie przekraczający granice. Na Pani oczach jadą sobie właśnie na wakacje. Ale film zrobiliśmy o sobie, o nas, o tych właśnie, co mają te paszporty. Ci, którzy uciekają w końcu sami opowiedzą swoje historie. Dużo ciekawiej i prawdziwiej.

Mówicie, że to jest film o hipokryzji. W jakim sensie?

O tak zwanej hipokryzji „niezawinionej”. O tym, że uważamy się za świadomych, wrażliwych społecznie, oczytanych, ale ta aktywność w zasadzie sprowadza się do dyskusji przy porannej kawie czy na bankiecie. I niestety dla wielu z nas na tym się kończy. Trudno nam jest zaryzykować, porzucić naszą strefę komfortu na rzecz bardziej radykalnych działań. Nasze przyzwyczajenia są bardzo silne. To jak z wyjściem z wieloletniego związku, który może budzi w nas już poczucie niesmaku, ale zapewnia nam bezpieczny byt i strukturę, więc tkwimy w nim dalej.

Powiedziała Pani kiedyś, że „filmy, które w nas zostają, mają w sobie pewien rodzaj zgrzytu”. Co jest zgrzytem w tym filmie?

Żyjemy w kulturze audiowizualnej. Ona tworzy nasze potrzeby, gusta, pragnienia. Narracja fabularna jest znana podświadomie większości z nas. Bohater ma jakieś życie, napotyka przeszkody, musi je przezwyciężyć, ma cel, przegrywa albo wygrywa, ale uczy się czegoś o sobie. Nawet nie wiemy, że w kółko oglądamy ten sam film. Nie konfrontujemy się z sumieniem, bo kino dostarcza nam mocnych emocji i wirtualnie zapewnia nam szybkie oczyszczenie. Popłaczemy nad swoim lub cudzym losem. Przestraszymy się. Pomyślimy, jaki ten świat jest straszny, jak mogliśmy tego nie widzieć? Uff – ale teraz już wiemy… Wydaje mi się, że jedyny sposób, żeby naprawdę dotrzeć do widza z jakąś niewygodną dla niego myślą, nie emocją właśnie, bożyszczem świata reklamy, to wywołać u niego dyskomfort. Dać film,  który trudno się ogląda, bo odbiega jakoś od schematów, które dobrze znamy. To kino jest inne – brzydkie, nudne albo zwyczajne, pozbawione wielkich efektów, ale ma może większą szansą zostać w widzu na dłużej. Nie daje się tak łatwo przetrawić. Problem jest tylko taki, że to kino trafia do bardzo wąskiego grona odbiorców. Taka jest cena.

Przed „Via Carpatią” w 2016 roku dostała Pani studenckiego Oskara, przyznawanego przez Amerykańską Akademię Filmową, za znakomity film dyplomowy „Lokatorki”, zrobiony w łódzkiej filmówce. Odbierając Oskara w Los Angeles, powiedziała Pani kilka słów o Polsce… publiczność żywo reagowała …

Tego dnia w Polsce odbywał się jeden z Czarnych Marszów przeciwko próbom zaostrzenia prawa aborcyjnego, które i tak jest już dość restrykcyjne. Nawiązałam do tego. To był taki gest solidarności i próba nagłośnienia sprawy. Mój film „Lokatorki” m.in. porusza temat kobiet w Polsce, ich sytuacji życiowej i finansowej. Dotyka też niepełnosprawności, strachu przed nią oraz braku środków do radzenia sobie z nią. Sama jestem matką dziecka, które boryka się z niepełnosprawnością. Życie w rodzinie, w której jeden z jej członków na co dzień musi się zmagać z chorobą jest niezwykle obciążające dla wszystkich pozostałych. Kocham swojego syna nad życie. Ale jeśli podobna sytuacja przydarzyłaby mi się jeszcze raz, pewnie dla dobra moich obecnych dzieci, przede wszystkim syna, którego już mam, ale też męża oraz naszych wzajemnych relacji nie pozwoliłabym sobie na urodzenie kolejnego dziecka z problemami zdrowotnymi. Myślę, że już nie udźwignęlibyśmy tego. Każda dorosła kobieta powinna mieć prawo do tego, by zadecydować, czy może przyjąć za kogoś odpowiedzialność na całe życie. Nie da się ludzi zmusić do miłości. Takie rzeczy kończą się jeszcze większymi tragediami. Nie chodzi o prawo do usuwania ciąży. Chodzi o prawo wyboru.

Pani dokonała wyboru i opuściła Polskę. Tu nie dało się żyć?

Polska z wielu powodów jest trudnym krajem do życia, ale pewnie nie dla wszystkich. Może bardziej dla takich ludzi jak my – lewicowo myślących. Nie akceptuję pod wieloma względami polityki partii rządzącej. A przede wszystkim w 100% jej retoryki oraz ideologii, która za tym stoi. Nigdy nie było dla mnie ważne, czy „jestem prawdziwą Polką”, wręcz myślę, że w dużej mierze ukształtowała mnie i wzbogaciła w dzieciństwie możliwość przebywania w innych krajach i kulturze.

Jak zmieniło się Wasze życie?

Przede wszystkim zobaczyliśmy, jak niewiele trzeba mieć. Że są miejsca na świecie, gdzie konsumpcjonizm ma się słabo, bo natura rekompensuje potrzebę kupowania atrakcji i przedmiotów. W Polsce od lat 90-tych króluje gdzieś podskórnie przekonanie, że trzeba się dorobić i mieć. Teraz żyjemy w miejscu, gdzie wolny czas spędza się za darmo, a ludzie są zaangażowani w ekologię. Poza dziedzicami fortun zza granicy ludzie żyją tutaj skromnie. Nawet nie chodzimy do kina, bo na całą wyspę jest tylko jedno, daleko od nas. Nie ma na co wydawać, no może na poranną kawę. Robi mi ją codziennie Larissa, która uciekła z mężem z północnych Włoch przed kryzysem ekonomicznym. Mają tutaj swój mały bar z sokami, kawą i kanapkami. Przynoszę jej szklankę, ona robi mi kawę za 1,2 euro. Nie ma kubków z logotypem. Za produktami i usługami stoją ludzie. To strasznie fajna równowaga… Uspokaja system nerwowy. Tak jak widok horyzontu, czyste powietrze i zupełnie inne tempo życia. Ale takie życie nie jest dla wszystkich. Poza książkami i może muzyką trudno obcować tutaj ze sztuką. Mieszkamy w sumie na pustyni. Dla nas to wielki przywilej, że mogliśmy w życiu zrobić taki ruch, ale znam też wielu, którzy widzą nasze życie jako dobrowolne zesłanie i dobrze się tu czują tylko przez maksimum 2 tygodnie. A potem wariują z braku bodźców, dobrego ciśnienia wody i możliwości zafundowania sobie długiej kąpieli w wannie.

Zero komercji. To jest to, co na wyspie cenicie najbardziej?

Nie tylko to. W Polsce zapanowało teraz przekonanie, że każdy może każdego obrażać w imię swoich przekonań, że można pogardzać drugim człowiekiem. Mój mąż wziął ostatnio panią „na stopa” w Warszawie (nasze przyzwyczajenie z wyspy). Pani zamiast podziękować opieprzyła go z góry na dół za to, że… słucha w aucie TOK FM. Ja byłam świadkiem innej sytuacji – zepsuł się tramwaj; zimny marzec; nikt nie wie, co się dzieje. Motorniczy  zamiast przeprosić ludzi wydarł się na zdezorientowane starsze panie, że mają natychmiast opuścić pojazd i wyrzucił je z przekleństwami na ulicę. Żadnych słów wyjaśnień. Po prostu dosłownie „wypier…”. W miejscu, w którym mieszkamy teraz, ludzie są wolni od tego typu napięć. Nie mówię, że się nie kłócą między sobą – problemy materialne są w stanie zrujnować ludziom spokój na każdej szerokości geograficznej. Ale tutaj nikt by sobie nie pozwolił na takie zachowanie wobec drugiego człowieka, bez jasnego powodu. Wyspa jest mała. Wszyscy się znają. Wszyscy bierzemy za nią odpowiedzialność i staramy się żyć w harmonii mimo różnic.  Wyjątkiem są turyści dużych biur podróży, którzy uważają, że wszystko im wolno. Znów syndrom Edka z „Tanga” Mrożka…

Myśli Pani, że ten świat, w którym teraz Pani żyje jest lepszy?

To bardziej złożona sprawa i bardzo indywidualna. Dla mnie pod wieloma względami lepszy, choć oczywiście nie idealny. Jednak to, co obecnie dzieje się w Polsce – w sensie politycznych działań systemowych – zupełnie rozmija się z moją wizją tego, co istotne. Na świecie najważniejsza powinna być teraz ekologia. Z nią łączy się wszystko. Również sytuacja państw na Bliskim Wschodzie, sytuacja Afryki, ale też przyszłość naszego świata i naszych dzieci. W Polsce mieszkałam w dużym, zanieczyszczonym mieście – Warszawie, gdzie moje dziecko bez przerwy chorowało. Pół roku nie mogliśmy wychodzić na dwór z powodu smogu i pogody. Dodatkowo, po zmianach PiS w edukacji, miałabym również problem, by zapewnić mu dobrą naukę. Byłby ofiarą zmian w trybie edukacji indywidualnej i szkół integracyjnych. Już dwa lata temu przedszkole społeczne, do którego chodził przestało dostawać dofinansowanie na dzieci z orzeczeniem o niepełnosprawności. W całym systemie edukacji nastąpił bałagan i regres oraz niebezpieczne próby upolitycznienia programu.

A co z filmami, z realizacją planów zawodowych?

Również niektóre filmy, które chcę robić, nie spełniają wymogów „polityki historycznej” PiS, o czym wprost w recenzji mojego projektu scenariusza, tak zwanego treatmentu,  poinformował mnie ekspert komisji PISF pan Maciej Pawlicki, producent m.in. „Smoleńska”. Zarzucił mi, że napisałam „perwersyjną agitację genderową” i próbuję oczernić pamięć Polaków, którzy w ofierze złożyli swe życie za Polskę. A mnie po prostu interesuje reinterpretacja pewnych zdarzeń. Inny nowy punkt widzenia – niekoniecznie patriotyczny i fallogocentryczny, a feministyczny i pacyfistyczny.

Czy młoda utalentowana artystka, reżyserka, laureatka wielu międzynarodowych nagród, również tego studenckiego Oskara nie pasuje do Polski Kaczyńskiego? Jest Pani na tę Polskę obrażona?

Nie jestem obrażona. To byłoby głupie i niedojrzałe. Jednak wyrastam z pewnego kontekstu kulturowego – jako człowiek i artysta. Zdaję sobie sprawę z tego, skąd pochodzę i nie odrzucam tego. Nie da się. Po prostu w Polsce PiS dominują wartości, które mnie nie interesują. Np. budowanie jakiejś legendy Polaków jako narodu, który był wielki, wybrany i tę wielkość i ważność musi znów potwierdzić, bo przez czynniki zewnętrzne ją kiedyś stracił. Retoryka partii rządzącej zakłada jakąś ideę oczyszczenia kraju z tych, którzy szkodzą. Mamy pilnować porządku i czystości na swoim podwórku. Nie wpuszczać tych, którzy mogą przynieść jakąś nie do przewidzenia zmianę. A mnie przeciwnie akurat pociągają zmiany, ale też samokrytyka. Tylko zderzenie z innym pozwala nam zobaczyć siebie na nowo. Na tym polega rozwój. Nie wierzę w kategorię stałej tożsamości jako takiej, a tym bardziej w jakąś nadrzędną wartość kategorii tożsamości narodowej. Ale nie dlatego wyjechałam z Polski, że rządzi nią Kaczyński. Natomiast dlatego, że rządzą nią tacy, a nie inni ludzie, możliwe, że nie będę miała dokąd wracać. Nie ja jedna zresztą mam takie refleksje. Wiele osób w moim wieku i z mojego otoczenia albo myśli o wyjeździe z Polski, albo już to zrobiło.

Jesteśmy świadkami wybuchu nowego skandalu wokół Narodowego Banku Polskiego. Kontrowersyjne okazują się bowiem nie tylko związki prezesa instytucji z byłym szefem KNF, ale także jego polityka kadrowa. “Gazeta Wyborcza” opisała oburzające praktyki w banku centralnym, gdzie najbliższe współpracowniczki Adama Glapińskiego, nie bacząc na zarzuty braku wystarczających kompetencji otrzymują bajeczne wręcz wynagrodzenia. Przykładowo Martyna Wojciechowska ma zarabiać miesięcznie 65 tys. zł, a to więcej niż były prezes Banku Marek Belka, który otrzymywał dla porównania 57 tys. zł wynagrodzenia. Pensja obecnego prezesa NBP nie jest znana opinii publicznej, jednak nie ma wątpliwości, że musiała poszybować w górę. Smaczku całej sytuacji dodaje fakt, że współpracowniczka Glapińskiego pracuje w NBP od 11 lat, ale wraz z przyjściem dobrej zmiany jej zarobki wzrosły niemal czterokrotnie w momencie objęcia funkcji dyrektora Departamentu Komunikacji i Promocji NBP.

Przyczyny nagłego awansu nie jest trudno szukać. Wojciechowska zasiadała z ramienia partii rządzącej w sejmiku województwa mazowieckiego, z której to funkcji zrezygnowała dopiero w maju 2018 roku.

Warto tutaj podkreślić, że mimo swoich partyjnych powiązań za urzędowania Marka Belki urzędniczce w NBP nie spadł włos z głowy, co pokazuje różnice standardów pomiędzy obecną a poprzednimi ekipami rządowymi.

Kwestia kompetencji osób do sprawowania funkcji staje się szczególnie zasadna w przypadku innej bliskiej współpracowniczki prezesa – Kamili Sukiennik. Poza pracą w NBP zasiada ona także w radzie nadzorczej Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych. Tymczasem informacje gazety wskazują, że ta studiowała w Wyższej Szkole Promocji, która nie daje dyplomu, który predysponowany do pełnienia takiej funkcji.

Widać zatem wyraźnie, że dobra zmiana okazała się tradycyjnie najkorzystniejsza dla przedstawicieli obozu władzy. NBP jest kolejnym uosobieniem prawdziwego znaczenia hasła PiS kryjącego się w słowach “umiar, praca, pokora”. Hipokryzja rządzących sięga tym samym szczytu. Niestety wiele wskazuje, że wychodzące na jaw skandale wciąż są zaledwie czubkiem góry lodowej.

Waldemar Mystkowski pisze o najważniejszej cesze Kaczyńskiego.

Jarosław Kaczyński musiał się w polskiej polityce zdarzyć, tak jak dochodzi do zaistnienia zła, abyśmy mogli docenić dobro. Na szczęście nie doszło do zagarnięcia władzy przez niego na początku transformacji, choć wówczas było gotowe Porozumienie Centrum, którego członkowie skupiali się jednak na budowaniu siły finansowej przyszłej partii Kaczyńskiego. Choćby sprzedanie  najpopularniejszego tytułu gazety codziennej „Expressu Wieczornego” (który przypadł w nowym podziale mediów po 1989 roku właśnie PC), a następnie zainwestowanie pieniędzy z tej transakcji, między innymi przez obecnego prezesa Narodowego Banku Polskiego Adama Glapińskiego, pozwoliło Kaczyńskiemu wyczekiwać dobrego momentu, gdy wreszcie dorwie się do władzy.

Jarosław i Lech Kaczyńscy zawdzięczają niemal wszystko dwóm politykom: Lechowi Wałęsie i Jerzemu Buzkowi. O ile Lech Kaczyński był średnio rozpoznawalny wśród elity solidarnościowej, o tyle Jarosław podczepił się pod brata jako manipulator. I to jest najważniejsza umiejętność prezesa obecnego PiS – manipulacja. Lech Wałęsa szybko braci Kaczyńskich wyrzucił z Kancelarii Prezydenta, Jarosław był głównym autorem jego programu wyborczego, ale to mu nie wystarczało, potrzebował Wałęsy jako narzędzia, aby sięgnąć po władzę dla siebie.

Porozumienie Centrum praktycznie nic nie znaczyło, gdy rządziła pod koniec ubiegłego wieku i na samym początku obecnego Akcja Wyborcza Solidarność – Kaczyńscy byli poza nią, ale w drugiej połowie kadencji po kryzysie w rządzie Jerzego Buzka spowodowanego dziurą budżetową ministra finansów Jarosława Bauca wypromował się Lech Kaczyński. To wówczas powstało Prawo i Sprawiedliwość.

Lech Kaczyński miał praktycznie jeden punkt programu jako minister sprawiedliwości i następnie jako pierwszy prezes PiS: zaostrzyć prawo, włącznie z wpisaniem do niego kary śmierci. To zadziałało. PiS pod sam koniec rządów AWS był jedną z dwóch głównych sił politycznych – obok Platformy Obywatelskiej – które powstały na gruzach ruchów solidarnościowych.

Ten stan układu politycznego jest aktualny do dzisiaj. Wówczas i szczególnie dzisiaj widać talenty manipulatorskie Jarosława Kaczyńskiego. Na początku manipulował bratem Lechem, teraz – prezydentem i premierem. Prezes PiS nie nadaje się na premiera ani prezydenta – do tych dwóch funkcji się przecież przymierzał, krótko był premierem – bo Jarosław Kaczyński potrafi tylko jedno i to najlepiej – zarządzać poprzez manipulację, jest reżyserem i głównym aktorem w swoim teatrze lalek.

Andrzej Duda i Mateusz Morawiecki to jego kukiełki, pacynki, marionetki, nabija sobie je na palec bądź pociąga za sznureczki i grają tak jak on chce, a chce autokracji, więc prezydent i premier podporządkowują się decyzjom prezesa.

Premier rządu AWS Jerzy Buzek w wywiadzie dla tygodnika „Wprost” mówi o pierwszym prezesie PiS Lechu Kaczyńskim, którego sylwetka jest zupełnie inna niż PiS go dzisiaj przedstawia i inna niż brat Jarosław. Wystarczy tylko wspomnieć o roli Trybunału Konstytucyjnego i sądownictwa. – „Lech Kaczyński miał zdrowe poglądy na wymiar sprawiedliwości, przecież to on powtarzał, że Trybunał Konstytucyjny jest nie do ruszenia, że generalnie mamy dobrze skonstruowany system sądownictwa i że trzeba strzec jego niezależności” – powiedział Buzek.

PiS na początku opowiadał się za przestrzeganiem standardów demokratycznych, ale gdy Jarosław Kaczyński odkrył, że nie nadaje się na funkcje prezydenta i premiera wybrał formę autokratyzmu – na razie wersję miękką (republiki bananowej), aby rządzić za pomocą dowolnie wybranych przez siebie polityków. Przecież na miejscu Dudy mógłby być ktoś inny, a zamiast Morawieckiego nadal rządzić Beata Szydło. Oni nie są ważni, ale on – manipulator. Taką mamy formę zarządzania krajem – poprzez manipulacje.

Korupcja polityczna za pieniądze publiczne winna być napiętnowana, włącznie z kiciem

19 Gru

– To był akt ordynarnej zdrady wyborców i oszustwa wyborczego, ale naszym zdaniem to zachowanie i działania określonych osób wyczerpują także znamiona przestępstwa – mówi Borys Budka z PO. Przypomnijmy, tuż po wyborach samorządowych reprezentujący Nowoczesną Wojciech Kałuża przeszedł z Koalicji Obywatelskiej do Prawa i Sprawiedliwości, czym zapewnił PiS-owi większość w sejmiku województwa śląskiego. Politycy PO chcą, aby przesłuchany w tej sprawie został także szef KPRM Michał Dworczyk, który negocjował przejście Kałuży do PiS-u.

„Ordynarna zdrada wartości”

Według polityków PO doszło do naruszenia przepisów Kodeksu karnego. Przede wszystkim art. 228 i 229, mówiących o czynnej i biernej korupcji politycznej.

– Pan Wojciech Kałuża za określone zachowanie, czyli przejście do innego obozu politycznego, otrzymał korzyść majątkową, w postaci wynagrodzenia wicemarszałka i korzyść osobistą w postaci funkcji, którą obecnie sprawuje – tłumaczył na konferencji prasowej Borys Budka, członek zarządu regionu.

„W okresie bezpośrednio przed pierwszą sesją VI Kadencji Sejmiku Michał Dworczyk, Szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, wraz z innymi bliżej nieustalonymi osobami, działając wspólnie i w porozumieniu, z góry powziętym zamiarem, chcąc przekonać Wojciecha Kałużę do zmiany ugrupowania politycznego i do związania się z Prawem i Sprawiedliwością, a w konsekwencji głosowania w określony sposób co do wyboru władz województwa, co z kolei umożliwiało Prawu i Sprawiedliwości uzyskanie większości w Sejmiku, udzielił obietnicy korzyści osobistej osobie pełniącej funkcję publiczną, tj. radnemu Sejmiku Wojciechowi Kałuży, w związku z pełnioną funkcją, w postaci obietnicy objęcia stanowiska Wicemarszałka Województwa Śląskiego, a także obietnicy korzyści majątkowej w postaci wynagrodzenia przysługującego Wicemarszałkowi Województwa Śląskiego” – czytamy w uzasadnieniu do zawiadomienia złożonego przez polityków PO.

– Obiecaliśmy, że ta sprawa zostanie wyjaśniona. Nigdy w sejmiku nie doszło do przypadku tak ordynarnej zdrady wartości, z którymi szło się do wyborów, i korupcji politycznej z oszustwem ponad 25 tysięcy wyborców. Mamy nadzieję, że prokuratura podejmie wszelkie działania – przyznaje Budka.

Kto oprócz Michała Dworczyka?

Politycy PO domagają się, aby prokuratura sprawdziła, którzy funkcjonariusze rządzącej partii byli zaangażowani w tę aferę, oprócz szefa Kancelarii Premiera Michała Dworczyka. – Sam minister chwalił się, że został oddelegowany przez kierownictwo partii. Miał jeździć, a nawet latać i negocjować warunki poparcia radnych sejmiku, którzy nie byli kandydatami PiS-u. Te okoliczności powinny zostać zbadane – mówi Borys Budka. I dodaje: – Cały pisowski aparat został zaangażowany w to, aby z Wojciecha Kałuży zrobić z jednej strony męczennika, a z drugiej wielkiego bohatera, który dla bliżej nieokreślonych wartości zdecydował się na taki ruch.

Politycy PO chcą, aby na świadków byli wezwani: Wojciech Kałuża, Michał Dworczyk i Wojciech Saługa, szef śląskiej PO i były marszałek województwa.

– Mieliśmy do czynienia z wieloma przykładami tego, jak funkcjonariusze PiS wykorzystują swoje stanowiska, aby zmienić werdykt wyborczy albo uzyskać określone korzyści polityczne – podsumowuje Borys Budka.

Krótka historia zdrady

Wojciech Kałuża to były wiceprezydent Żor. Przed wyborami samorządowymi związał się z Nowoczesną i w niejasnych okolicznościach został wskazany jako jedynka Koalicji Obywatelskiej w okręgu rybnickim. W wyborach zdobył dokładnie 25 109 głosów i został radnym. Wtedy jeszcze wszystko wskazywało na to, że w sejmiku rządzić będzie Koalicja Obywatelska wraz z SLD i PSL – posiadając w sumie 23 głosy, PiS miał 22. I wiadomo było, że zrobi wszystko, aby „przejąć” sejmik.

Na dwie doby przed pierwszą sesją sejmiku do radnych Koalicji Obywatelskiej zaczynają docierać nieoficjalne sygnały, że Wojciech Kałuża może zdradzić. W końcu przestaje odbierać telefony i kontaktować się z politykami KO. Rozmawia za to z PiS-em, a konkretnie z Michałem Dworczykiem, szefem Kancelarii Premiera.

Wszystko staje się jasne godzinę przed sesją sejmiku na konferencji prasowej. Wojciech Kałuża w towarzystwie ministra Dworczyka potwierdza, że przechodzi na stronę PiS-u. W ten sposób zmienia układ sił w sejmiku śląskim, oddając władzę PiS-owi. Wybiera swojego marszałka i zarząd województwa, a Wojciech Kałuża otrzymuje funkcję wicemarszałka. Na posiedzeniu sejmiku słychać głośne okrzyki „zdrajca”! Kałużę szczelnie otaczają politycy PiS-u. Cały czas tłumaczy, że podjął taką decyzję dla dobra Śląska.

– Każdy, nawet wyborca PiS-u, wie doskonale, że w tej sprawie nie chodzi o żadne wartości. Wojciech Kałuża nie uzyskał niczego oprócz stanowiska i wynagrodzenia za to stanowisko. Będziemy też prosili o zbadanie, czy ktoś z kręgu bliskich nie otrzymał określonych korzyści. Tym też powinna zająć się prokuratura – mówi Borys Budka.

Na Górnym Śląsku żałoba będzie długa

Więcej >>>

Pisowski Rywinland, czyli o trzymających władzę

13 List

„Bankier Leszek Czarnecki oskarża szefa KNF: 40 milionów złotych i nie będzie kłopotów” – tekst o takim tytule ukaże się w jutrzejszej „Gazecie Wyborczej”. Jarosław Kurski opublikował na Twitterze fotografię pierwszej strony „Gazety”. „To zbyt gruba sprawa, by ją przemilczeć” – ocenił zastępca redaktora naczelnego dziennika.

„Ujawniamy: Marek Chrzanowski, przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego, zaoferował przychylność dla Getin Noble Banku w zamian za ok. 40 milionów złotych – twierdzi właściciel banku Leszek Czarnecki” – możemy przeczytać na zdjęciu pierwszej strony „GW”.

Według nieoficjalnych ustaleń Onetu zawiadomienia w tej sprawie trafią już jutro do Prokuratora Generalnego. Mogą one dotyczyć przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego Marka Chrzanowskiego, premiera Mateusza Morawieckiego i przedstawiciela Andrzeja Dudy w KNF Zdzisława Sokala.

Autorami materiału, który juro ukaże się w „Gazecie Wyborczej” są Wojciech Czuchnowski i Agnieszka Kublik.

„No ładnie. Szef Komisji Nadzoru Finansowego, członek prezydenckiej Narodowej Rady Rozwoju Marek Chrzanowski oskarżony przez Leszka Czarneckiego – właściciela Getin Noble Banku, jednego z najbogatszych Polaków – o złożenie propozycji korupcyjnej. Czarnecki nagrał rozmowę z Chrzanowskim – jutro szczegółowo napisze o tym nie tylko „Gazeta Wyborcza”, ale i „Financial Times”, a zapisu audio będzie można posłuchać w internecie na stronie GW” – napisał na Facebooku publicysta „GW” Wojciech Maziarski.

„Nie ma odwrotu. Jutrzejsza „Gazeta Wyborcza” pojechała do drukarni. To zbyt gruba sprawa, by ją przemilczeć… Miało się nie nagrać, a jednak – co za pech – się nagrało, ujawniając…. Zapraszam do lektury >Wyborczej<. #aferaKNF” – napisał Jarosław Kurski, publikując zdjęcie pierwszej strony gazety na Twitterze.

ajpierw starcie z sejmową komisją śledczą w sprawie afery Amber Gold, później przemówienie na „Igrzyskach Wolności” w Łodzi, a w końcu udział w obchodach 11 listopada (rano przyciągnął media i wielbicieli pod pomnik Piłsudskiego, w południe zajął wskazane mu miejsce w tylnych rzędach zaproszonych na państwowe uroczystości, choć jako przewodniczący Rady Europejskiej był niewątpliwie gościem najwyższym rangą). Intensywne to było i dało przedsmak tego, co może nas czekać w przyszłym roku, o którym spekuluje się, że Donald Tusk skróci brukselską kadencję, by stanąć na czele polskiej opozycji.

Zapowiadało to zwłaszcza łódzkie przemówienie – ze wszystkim, co w nim było. Kontekstem międzynarodowym, gdzie jako polityk z Brukseli mówił do audytorium znacznie szerszego niż polskie. Wiecowością, na której karb należy złożyć frazę o „współczesnych bolszewikach” i która nie wróży raczej obniżenia temperatury debaty. Sprawnym połączeniem tematów historycznych z bieżącym sporem – także ustawieniem obok siebie Piłsudskiego i Wałęsy (oraz wspomnieniem Kuronia). Pomysłem politycznym: wezwaniem, by powstał komitet, który przygotuje przyszłoroczne obchody 3 Maja (czyżby właśnie wtedy miał oficjalnie ogłosić powrót?).

Tych sześć dni pokazało, że wśród polskich polityków Tusk nie ma sobie równych w kwestii medialnej charyzmy („Nie, ja umiem” – odpowiedział przed komisją śledczą na uwagę, że lubi występować przed kamerami) i że wielu z tych, których zmęczyło się jego stylem podczas ośmiu lat rządów, dziś tęskni. Pokazało jednak także marazm opozycji, która poza jego powrotem nie ma nadziei, zasobów ani koncepcji. Jako miłośnik futbolu były premier wie, że nawet najbłyskotliwszy drybler nie wygra meczu w pojedynkę – i pewnie dlatego wciąż jeszcze nie powiedział, czy w kolejnym sezonie zagra na polskich boiskach.

Wybitna pisarka Maria Nurowska, były wojewoda mazowiecki (w latach 2007-2015) Jacek Kozłowski, były minister Kultury Bogdan Zdrojewski i Joanna Senyszyn odnieśli się do zapowiedzi prezydenta Andrzeja Dudy o odbudowie Pałacu Saskiego.

Kup sobie młotek, aby mieć używanie na pomniku Kaczyńskiego!

8 List

Wybitna pisarka Maria Nurowska o pomniku Lecha Kaczyńskiego.

A Kuba Wątły – dziennikarz Superstacji – zachęca do kupowania młotków.