Tag Archives: Marek Kapselski

Dudy wpadki, propozycja dla Kaczyńskiego, pisowska głupawka w Kaszmirze i dziady, dziady, dziady

1 List

Taki dzień.

Apel do pazernych klechów

„Brak wpadek odróżnia prezydenta Dudę od Bronisława Komorowskiego – ogłosił w „Kropce nad i” Kamil Bortniczuk z Porozumienia Jarosława Gowina. To ciekawa opinia. Z tym, że nie ma oparcia w faktach

Goszcząc w programie Moniki Olejnik, poseł Porozumienia Jarosława Gowina wygłosił laurkę dla prezydenta Andrzeja Dudy – jego zdaniem to najlepszy prezydent, jaki mógł się Polsce przytrafić.

Rzeczywiście, im bliżej było końca kadencji prezydenta Bronisława Komorowskiego, tym bardziej kojarzył się on wyborcom jako chodząca gafa. Po części była to etykieta zasłużona, po części – krzywdząca.

Natomiast jeśli uznamy, że Komorowskiemu często przydarzały się wpadki, Duda z całą pewnością mu nie ustępuje.

1. Wpadki zagraniczne

Bronisławowi Komorowskiemu pamięta się niefortunną wypowiedź podczas wizyty w Stanach Zjednoczonych w grudniu 2010 r. Podczas spotkania z Barackiem Obamą Komorowski stwierdził:

„Fundamentem naszych relacji jest umiłowanie – amerykańskie i polskie – wolności. Jeśli mamy razem iść na wielkie polowanie, to najpierw musimy mieć pewność, że nasz dom, nasze kobiety, nasze dzieci są bezpieczne”.

Oprócz lekkiego zażenowania Obamy te słowa nie miały poważniejszych skutków.

Podobnie jak ta wypowiedź Andrzeja Dudy:

„Przyjechałem też po to, żeby za to podziękować. Podziękować społeczeństwu irlandzkiemu, podziękować władzom irlandzkim. Złożyłem dzisiaj podziękowania na ręce pani premier za właśnie ten wielki akt człowieczeństwa i tę wspaniałą postawę, że ci mali Polacy zostali tutaj przyjęci”

– stwierdził prezydent Duda w sierpniu 2018 r. w… Nowej Zelandii.

2. Wpadki Twitterowe

Ten tweet z oficjalnego konta Bronisława Komorowskiego wzbudził w lutym 2015 r. powszechną wesołość w sieci:

„Wysłanie sił rozjemczych ma sens, jeżeli jest rozejm, bo jak jest wojna, to trudno tam wysyłać żołnierzy”.

To jednak nic w porównaniu z szarżami Twitterowymi prezydenta Andrzeja DudyJak na początku 2016 r. odkryli dziennikarze, z niemal 800 osób, które obserwuje prezydent, większość stanowią nastolatki. Duda obserwuje i konwersuje z internautami o tak wdzięcznych ksywkach jak „Seba sra do chleba”, „Ruchadło leśne” i „Gejowa Łafka z sosny”.

3. Wpadki z żartem

W lutym 2015 r. Bronisław Komorowski był z oficjalną wizytą w Japonii. Media obiegła scena, jak prezydent wchodzi na krzesło przeznaczone dla szefa japońskiego parlamentu i woła do ówczesnego szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego gen. Stanisława Kozieja: „Chodź, szogunie!”.

Później okazało się, że wpadki dyplomatycznej nie było: miejsce wskazali Komorowskiemu sami Japończycy. Ale rzeczywiście, żart o Szogunie nie należał do specjalnie wyszukanych.

„Mało wyszukany” to jednak ogromny eufemizm w przypadku żartu Andrzeja Dudy, opowiedzianego 20 października 2019 r. podczas obchodów 100-lecia Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Żart był następujący:

„Jest ogólnoświatowa konferencja rektorów w Południowej Afryce i z Europy leci samolot pełen rektorów i niestety, nastąpiła awaria, samolot w okolicach Afryki Równikowej spadł do dżungli. Na szczęście większość pasażerów jakoś przeżyła, ale miejscowe plemię ogarnęło wszystkich rektorów. Wszyscy rektorzy zostali zjedzeni, poza jednym. Poza panem profesorem Ryszardem Tadeusiewiczem, rektorem AGH. Dlaczego? Bo wódź plemienia był jego kolegą, na elektrycznym na AGH”

Jak pisaliśmy w OKO.pressdowcip był zwyczajnie rasistowski.

4. Wpadki merytoryczne

Słynny stał się błąd ortograficzny Bronisława Komorowskiego. W marcu 2011 r. po tsunami w Japonii prezydent napisał w księdze kondolencyjnej: „Jednoczymy się w imieniu całej Polski z narodem Japonii w bulu i w nadzieji na pokonanie skutków katastrofy”.

Ale Andrzej Duda w błędach na poziomie szkoły podstawowej nie pozostaje dłużny poprzednikowi: w OKO.press udowadnialiśmy, że prezydent ma kłopot z policzeniem polskich powstań przeciwko zaborcom.

5. Wpadki referendalne

Bronisław Komorowski walcząc przed drugą turą o głosy wyborców Pawła Kukiza, zarządził referendum dotyczące m.in. jednomandatowych okręgów wyborczych. Komorowski wybory i tak przegrał, a referendum kosztowało prawie 72 miliony zł. Frekwencja wyniosła oszałamiające 7,8 proc.

Andrzej Duda również wymyślił swoje referendum: konstytucyjne. W tym wypadku upokorzenia prezydentowi oszczędzili senatorowie PiS, którzy odrzucili wniosek głowy państwa i referendum się nie odbyło.

Jak widać, wpadki nie były tylko domeną Bronisława Komorowskiego, a prezydent Duda dzielnie dotrzymuje kroku poprzednikowi. Nawet biorąc pod uwagę sympatię dla Dudy w jego zapleczu politycznym, faktom zaprzeczać nie wypada, a te są jasne: Andrzeja Dudy nie odróżnia od Bronisława Komorowskiego brak wpadek.

Były wicepremier znany prawnik mecenas Roman Giertych wpadłszy na genealogiczny wywód Minakowskiego dokonał epokowego odkrycia: jest blisko skoligacony z liderem Prawa i Sprawiedliwości Jarosławem Kaczyńskim, a z tego w praktyce winno jego zdaniem coś wynikać. Niewiele myśląc „wysmażył” więc do prezesa szczery list:

Drogi Jarku!” – zwrócił się poufale do „kuzyna” oznajmiając mu, że prapraprapradziadek Kacper Kazimierz Sas był prapradziadkiem Jadwigi Sarć, która wyszła za Stanisława Święckiego, którego brat Czesław Święcicki ożenił się z Kazimierą Jasiewicz, która była siostrą Aleksandra Jasiewicza – jak dowodzi – w prostej linii dziadka Kaczyńskiego.

Nawiązując do konstruowania obecnie nowego rządu Rzeczpospolitej Roman Giertych zasugerował, że prezes powinien przy tej ważnej okazji uwzględnić osobę nowo odnalezionego kuzyna, argumentując:

Cały list tutaj >>>

Skoro tatuś naszego prezydenta, kuzynka premiera, siostry, bracia, szwagierki, wujowie, siostrzenice, bratanice, fryzjerki, kierowcy, koleżanki fryzjerek etc.etc. naszych kochanych posłów PiS zajmują poczesne miejsca w obozie dobrej zmiany, to i ja pomyślałem, że dla mnie jakieś miejsce się znajdzie” – napisał z nadzieją.

Podkreślając „ciężar gatunkowy” odkrytego powinowactwa Giertych upomniał się o szczególne względy, przymierza się do stanowiska prokuratora generalnego i przekonuje świeżo upieczonego kuzyna:

„Przecież nie jestem kuzynem zwykłego posła, który może liczyć jedynie na jakąś radę nadzorczą tylko jestem kuzynem samego Ciebie. Wicepremierem już u Ciebie byłem (brrr, aż mi się zimno robi na samo wspomnienie), ale Prokuratorem Generalnym to byłbym idealnym, tym bardziej, że Ziobro w ogóle nie jest spokrewniony, czy spowinowacony ani z Tobą ani z premierem i nie wiadomo jak się znalazł w dobrej zmianie” – podsumował swój wywód.

Na koniec Giertych poprosił Kaczyńskiego o kontakt, zakładając że prezes nie wątpi w jego obiektywizm, którego wszyscy oczekują od prokuratorów.

Zapewnił Kaczyńskiego, że „we wszystkich sprawach mógłbyś liczyć na moją niezależność, szczególnie w sprawie, która boli Cię tak bardzo. Byłbym ślepy jak Temida i realizowałbym prawo i sprawiedliwość” – szczerze zadeklarował mec. Roman Giertych.

Mylił się ten, kto sądził że pani Elżbieta Witek przejmując pałeczkę po marszałku Marku Kuchcińskim cokolwiek zmieni w stylu sprawowania tego urzędu. Niedawno mianowana marszałkini dopiero co zapowiadała usunięcie kompromitującej kotary z sejmowego korytarza, lecz jak śmieją się internauci „nie zawiodła”. Okazała się godną kontynuatorką „myśli” swojego poprzednika.

Zasłona, która odgradzała PiSowskich polityków od dziennikarzy i telewizyjnych kamer – pewnie została tylko oddana do pralni – bo już triumfalnie wróciła na swoje dawne miejsce.

Opinia publiczna nie zapomniała, że tuż po objęciu urzędu marszałka Sejmu, Elżbieta Witek zorganizowała spotkanie z dziennikarzami, na którym zapowiedziała zmianę stylu urzędowania.

PiSowska funkcjonariuszka zadecydowała wtedy o demontażu kotary oraz wprowadziła konferencje prasowe przed posiedzeniami Sejmu.

Sprzed budynku na Wiejskiej miały zniknąć także barierki, które stoją w tym miejscu od protestów z grudnia 2016 roku.

To nie Parlament Europejski stał za organizacją wizyty grupy europosłów w Kaszmirze – podkreśliła na czwartkowej konferencji prasowej rzeczniczka KE ds. międzynarodowych Maja Kocijancic. Jak informuje „GW”, do Kaszmiru udało się m.in. kilkoro europarlamentarzystów Prawa i Sprawiedliwości.

– To była prywatna wizyta niektórych europarlamentarzystów, nie jest ona oficjalną wizytą zarówno Parlamentu Europejskiego, jak i Unii Europejskiej. Oznacza to, że uczestnictwo miało charakter indywidualny, a wygłaszane poglądy posłów są ich własnymi – tak o wizycie grupy europosłów w Kaszmirze mówiła na czwartkowej konferencji rzeczniczka prasowa Komisji Europejskiej ds. międzynarodowych Maja Kocijancic.

– Stanowisko Unii Europejskiej w sprawie Kaszmiru nie zmieniło się: uważamy, że obustronne polityczne rozwiązanie jest jedynym sposobem, by zaprzestać długotrwałego sporu powodującego niestabilność i brak bezpieczeństwa – dodała.

Wyjazd europarlamentarzystów do Kaszmiru

„Gazeta Wyborcza” opisała w czwartek, że co najmniej pięcioro posłów PiS – Ryszard Czarnecki, Grzegorz Tobiszowski, Joanna Kopcińska, Elżbieta Rafalska i Bogdan Rzońca – uczestniczyło kilka dni temu w wizycie w Kaszmirze na zaproszenie indyjskiego rządu. W delegacji znaleźli się również m.in. działacze niemieckiej prawicowej partii Afd.

Wizyta wzbudziła spore kontrowersje ze względu na panującą na tym terenie napiętą sytuację wywołaną ostatnimi decyzjami indyjskiego rządu. Zamieszkany przez muzułmanów Kaszmir jest terytorium spornym między Indiami a Pakistanem, który kontroluje jego część. W walkach o Kaszmir zginęło dotychczas łącznie kilkadziesiąt tysięcy ludzi.

W sierpniu indyjskie władze zdecydowały o zniesieniu autonomii i podziale stanu Dżammu i Kaszmir, co wywołało masowe protesty jego mieszkańców. W jego miejsce powstanie terytorium Dżammu i Kaszmir oraz Ladakh. Obie te jednostki będą zarządzane przez władze w Delhi.

Odebranie regionowi regionowi autonomii wiązało się m.in. z aresztowaniami polityków, aktywistów czy naukowców. Odcięto też telewizję, a na ulicach pojawiły się tysiące żołnierzy

Premier Indii Narendra Modi oświadczył, że podział stanu przyczyni się do rozwoju tego terytorium. Zapowiedział budowę nowych dróg, linii kolejowych, szkół i szpitali. Tej decyzji sprzeciwiają się Pakistan i Chiny.  „Zdaniem krytyków wizytę celowo zorganizowano w tym okresie, aby pokazać, że do Kaszmiru powróciła „normalność” – czytamy w „Gazecie Wyborczej”.

Europoseł Ryszard Czarnecki w rozmowie z PAP podkreślił, że wizyty nie można określać jako „wycieczki”, bo w przeddzień i w dniu wyjazdu doszło tam do zamachów terrorystycznych. Stwierdził, że wizyta miała na celu „próbę zobaczenia sytuacji na miejscu”.

Bez względu na to, czy jesteśmy wierzący czy nie, czy praktykujemy czy nie bardzo, w te dni nie tylko fizycznie, ale i myślą wędrujemy na cmentarze. To jest postawa, która jeszcze długo się nie zmieni – mówi ks. Wojciech Lemański. – Żaden normalny człowiek, a zwłaszcza katolik, nie powinien godzić się na karę śmierci, a zwłaszcza na karę śmierci wynikającą z przekonań drugiego człowieka, jego postawy czy preferencji politycznych czy seksualnych – podkreśla

JUSTYNA KOĆ: Czy w dzisiejszej rzeczywistości ktoś się jeszcze zastanawia nad sensem życia i śmierci?

WOJCIECH LEMAŃSKI: Oczywiście, że tak. Wystarczy 1 listopada wyjrzeć przed okno przejeżdżając obok cmentarza i zobaczy pani, że żadna sytuacja – ani okupacji hitlerowskiej, ani rządu komunistycznego w kraju, ani wybór tej czy innej opcji w demokratycznych wyborach – tej naszej postawy wobec tych, którzy odchodzą, nie zmienia. Bez względu na to, czy jesteśmy wierzący czy nie, czy praktykujemy czy nie bardzo, w te dni nie tylko fizycznie, ale i myślą wędrujemy na cmentarze. To jest postawa, która jeszcze długo się nie zmieni.

To ważne święto w naszej tradycji, ale zastanawiam się, na ile jest w tym prawdy, a na ile chęci zapalenia zniczy kupionych na promocji w markecie, zjedzenia pańskiej skórki…
Nie zgadzam się z panią. To są moim zdaniem fałszywe truizmy.

DZIEŃ WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH W HISTORII POLAKÓW JEST ZAPISANY, ZWŁASZCZA W OSTATNICH DZIESIĘCIOLECIACH, JAKO DZIEŃ PAMIĘCI O ZMARŁYCH. TO NIE JEST DZIEŃ WOŻENIA ZNICZY I KWIATÓW, CHOĆ TAK TO WYGLĄDA NA ZEWNĄTRZ, BO TRUDNO JEST CZŁOWIEKOWI WSPOMINAĆ „Z PUSTĄ RĘKĄ”.

Chcielibyśmy coś po sobie na grobie zostawić, lampkę, znicz, kwiat czy cały bukiet, ale to nie jest najważniejsze. Niektórzy mówią, że to chęć pokazania się przed innymi. Kolejny truizm. Jeśli na grobach płonie kilka czy kilkanaście zniczy to znak, że kilkanaście osób przyszło na to miejsce. To dostrzegalny znak, że o tych, którzy odeszli kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu, wciąż pamiętamy. A to jest coś, czego żadną pańską skórką, blichtrem czy kwiatami nie da się streścić ani strywializować. Nie odbierajmy Polakom tego, co przez te dziesiątki lat w sobie ukształtowali.

Kiedyś i w tradycji Kościoła, do której należy większość Polaków, uroczystość Wszystkich Świętych nie miała nic wspólnego z pamięcią zmarłych. To ważne święto religijne, podobnie jak Boże Ciało czy Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny. Uroczystość Wszystkich Świętych to święto radosne. Natomiast następny dzień to dzień zaduszny, czyli dzień wspominania zmarłych. Ponieważ władze komunistyczne nie pozwalały świętować dnia zadusznego, a 1 listopada był dniem wolnym od pracy, to ludzie ten dzień wykorzystywali, aby odwiedzać cmentarze i wspomnieć zmarłych. Kościół się do tego dostosował.

W WIELU PARAFIACH WIECZOREM, PO NIESZPORACH, BYŁA PROCESJA NA CMENTARZ, DZIŚ CZĘSTO TAKA PROCESJA ODBYWA SIĘ JUŻ PRZED POŁUDNIEM. TO NIE WYNIKA Z ŻADNEJ TRADYCJI KOŚCIOŁA. NIE SPOSÓB JEDNAK ZAMKNĄĆ OCZU NA TO, ŻE NA CMENTARZE PRZYJECHAŁY DZIESIĄTKI TYSIĘCY LUDZI.

Polscy europosłowie podczas ostatniego głosowania nie poparli rezolucji wzywającej do wsparcia operacji poszukiwawczo-ratowniczych na Morzu Śródziemnym. Podobnie w sprawie głosowania odnośnie do sytuacji homoseksualistów w Ugandzie. Rozumie to ksiądz?
Widzę, że odbiegliśmy daleko od tematu uroczystości Wszystkich Świętych.

Ale pozostajemy w temacie śmierci…
To prawda i myślę, że dobrze by było, gdybyśmy wspominając tych, którzy odeszli zazwyczaj naturalną śmiercią, bo Pan przeciął ich nić życia, zdali sobie sprawę, że czasem śmierć przychodzi za naszą przyczyną lub z powodu naszej obojętności. Ja od dawna uważam, że warto byłoby przy okazji przepowiadania w kościołach Ewangelii przypominać, że bierzemy na siebie jako katolicy i Polacy współodpowiedzialność za tych uchodźców, których nie chcemy wpuścić w granice naszego domu i których część ginie na Morzu Śródziemnym. Głos polskich eurodeputowanych nie musiał być przeważający, ale z całą pewnością był głęboko niestosowny. Ja uważam, że wszyscy polscy europosłowie powinni się opowiedzieć za ratowaniem życia. Oczywiście to rodzi masę złych skojarzeń. Z pewnością Polakom wypominano by, że głosują, żeby uchodźców ratować, ale dać im schronienia nie chcą. Cóż, taka jest niestety prawda, ale z nią trzeba umieć się zmierzyć. Najgorsze, co można zrobić, to nabrać wody w usta i udać że wstrzymując się od głosu, de facto milczymy w tej trudnej sprawie.

Co do Ugandy to równie trudna dla nas sprawa, bo chyba żaden normalny człowiek, a zwłaszcza katolik, nie powinien godzić się na karę śmierci, a zwłaszcza na karę śmierci wynikającą z przekonań drugiego człowieka, jego postawy czy preferencji politycznych czy seksualnych.

KARANIE LUDZI ZA TO, ŻE SĄ INNI NIŻ MY, CZY INNI NIŻ CHCE TEGO PRAWODAWCA W JAKIMŚ KRAJU – TU CHODZIŁO O UGANDĘ – JEST ABSOLUTNIE WOŁAJĄCE O REAKCJĘ SPOŁECZNOŚCI MIĘDZYNARODOWEJ.

Ta decyzja nic nie kosztowało polskich europosłów, tymczasem zachowali się haniebnie.

Czy nie jest tak, że dzielimy tych, którzy odeszli, na bardziej i mniej wartościowych? Niedawno mieliśmy rocznicę śmierci ks. Jerzego Popiełuszki i samospalenia Szarego Człowieka, czyli Piotra Szczęsnego. Te śmierci podzieliły chociażby polityków.
Myślę, że gdy zajrzy się na cmentarz w Krakowie i na grób księdza Jerzego przy kościele św. Stanisława Kostki, to zobaczymy, że zarówna jedna, jak i druga śmierć bardzo Polaków porusza. Będzie mnóstwo zniczy na obu grobach. Oczywiście są tacy, którzy uważają, że te śmierci są różnej wartości, ale ja tak nie uważam. Dla mnie obie były strasznym męczeńskim wołaniem o zadumę nad Polską, o refleksję i opamiętanie.

PIOTR SZCZĘSNY WPROST MÓWIŁ „OBUDŹCIE SIĘ”, KSIĄDZ JERZY POPIEŁUSZKO WZYWAŁ, BY ZŁO, KTÓRE NAS ZALEWA, ZWYCIĘŻAĆ DOBREM.

Myślę, że wołanie obu pozostaje w naszym kraju ciągle bardzo aktualne. Niestety.

Szkoda, że żadnemu księdzu nie udało się wnieść chrześcijańskiej atmosfery w mroczne obrzędy trwających latami miesięcznic smoleńskich. Upolitycznienie żałoby czyniło modlitwę narzędziem walki z przeciwnikiem.

Nowy Testament głosi, że oścień śmieci został pokonany przez zmartwychwstanie Jezusa, dlatego chrześcijański stosunek do śmierci powinien mieć charakter paschalny. Wiara powinna wyzwalać z lęku i chronić przed nienawiścią. Niestety, zbyt często tak nie jest. Bardzo wielu z nas nie obchodzi ani zmartwychwstanie, ani życie wieczne, umarli stają się zakładnikami w ziemskich porachunkach. Wtedy dokucza nam już nie oścień śmierci, lecz wykorzystujemy umarłych, aby ranić żywych.

W przekonujący sposób wiwisekcji tej ciemnej strony polskiej religijności dokonuje Jan Komasa w swym najnowszym filmie „Boże Ciało”. Bohater, pozorujący księdza wychowanek poprawczaka, zastaje we wsi żałobę przeżartą zbiorową nienawiścią. Ból po stracie dzieci i rodzeństwa, które zginęły w wypadku jest tak samo silny jak nienawiść do nieżyjącego sprawcy tragedii i jego żyjącej żony.

Nieprawdziwemu księdzu udaje się psychologiczna terapia i osuszenie bagna religijnej nienawiści, doprowadza do pochówku prochów człowieka, któremu wiejska społeczność nie chciała wybaczyć winy. Nie jest to dramat obyczajowy z happy endem, film Komasy ma siłę poetyckiego marzenia, jego realizm nie ulega pokusie fatalizmu. Doświadczenie śmierci, a zwłaszcza śmierci tragicznej, ściąga wiele demonów, ale dzięki prawdziwie chrześcijańskiej postawie można je pokonać.

Szkoda, że żadnemu księdzu nie udało się wnieść chrześcijańskiej atmosfery w mroczne obrzędy trwających latami miesięcznic smoleńskich. Nie sposób nie myśleć o tym w kontekście filmu Komasy. Upolitycznienie żałoby odbierało powagę śmierci, czyniło modlitwę narzędziem walki z przeciwnikiem. Trudno zapomnieć te gorszące sceny świadczące o systematycznym dobijaniu powszechnej – nikogo nie wykluczającej, nie dzielącej na swoich i obcych – wspólnoty żywych i umarłych. Miesięcznice spowodowały profanację pamięci, może nawet bardziej szkodliwą niż uporczywe lansowanie, bez wiarygodnych dowodów, tezy o zamachu smoleńskim.

Akurat otrzymałem z prośbą o podpis apel środowisk obywatelskich w sprawie zniszczonych grobów ukraińskich w Polsce. Słyszałem o zniszczeniu grobów w Werchracie i Monasterzu koło Horyńca w 2014 r. Sądziłem jednak, że już je odbudowano i przywrócono do właściwego stanu. Okazuje się, że niszczenie ukraińskich miejsc pamięci na terenie Polski do tej pory nie spotkało się z żadną reakcją ze strony władz polskich. Sygnatariusze apelu piszą: „Pomimo upływu 4-5 lat od czasu poszczególnych prowokacji i dewastacji, władze centralne RP ani Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, IPN, ani też jakiekolwiek inne organy, w kompetencjach których leży ochrona miejsc pamięci, nie podjęły żadnych działań, by naprawić wyrządzone zło”.

Co gorsza, w ciągu ostatnich 5 lat liczba sprofanowanych grobów jeszcze się powiększyła. Oburza mnie obojętność katolickich duchownych na tych terenach, dla których profanacja grobów ukraińskich nie jest problemem. Ich milczenie jest pożywką dla nacjonalistycznego szaleństwa. Grobów nie da się podzielić na swoje i obce. Ludzkie szczątki w każdym grobie są tak samo święte, należy się im szacunek, pamięć i modlitwa.

Gwałty kleru na dzieciach. Komisja ds. ich pedofilii musi powstać

17 Maj

Chcę bardzo wyraźnie powiedzieć, że haniebny styl prowadzenia przez marszałka Kuchcińskiego, uniemożliwianie zadawania pytań, zmanipulowane wypowiedzi ministrów, prowadzenie debaty w sposób urągający standardom parlamentarnym i zwykłej ludzkiej przyzwoitości. To jedno. Ale drugie to bardzo wyraźnie chcę powiedzieć, że nie można traktować tej ustawy jako coś co wystarczy, jako wystarczającą odpowiedź parlamentu polskiego na tę sytuację, która dzisiaj w tak dramatyczny sposób ujawnia się, a która dotyczy ludzkich tragedii, pedofilii, przypadków które dzisiaj dochodzą do świadomości publicznej, wiadomości” – powiedział Grzegorz Schetyna po przyjęciu przez Sejm głosami PiS nowelizacji Kodeksu karnego. Szef PO stwierdził, że „ta ustawa nie po to, żeby skutecznie walczyć z pedofilią. – „Zgłosiliśmy wiele poprawek, mówiliśmy o wielu rzeczach, które nie zostały w tym uwzględnione” – dodał. 

Schetyna zapowiedział złożenie przez PO projektu ustawy o utworzeniu państwowej komisji do spraw pedofilii w polskim Kościele. – „Dzisiaj wiemy, że Kościół jako instytucja nie poradzi sobie sam z tym problemem. Uważamy, że powinna powstać państwowa komisja i taki wniosek przedstawimy w przyszłym tygodniu. Tylko komisja wzorem krajów, które radziły sobie z tym okrutnym problemem i z tymi sprawami, które toczyły Kościół, tak jak w Irlandii czy Chile czy teraz w Niemczech, tylko komisja państwowa może skutecznie odpowiedzieć na pytania, które będą zadawane, które zadają ofiary, opinia publiczna” – stwierdził Schetyna. Dodał, że jeżeli PiS nie poprze utworzenia komisji w obecnej kadencji Sejmu, to Platforma przeprowadzi ustawę o jej utworzeniu po październikowych wyborach parlamentarnych.

„To hańba, że po raz kolejny wykorzystujecie tę sprawę do drastycznego i absolutnie niezgodnego z polską Konstytucją zaostrzenia Kodeksu karnego w innych miejscach. My chcemy rzetelnej i realnej walki z tym problemem. Bez specjalnej komisji, którą chcemy powołać nie ma szans wyjaśnić tej sprawy, bo wy jesteście w ciągłym sojuszu również z tymi, którzy ukrywali te przypadki. Czy stoicie po stronie ofiar, czy stoicie po stronie tych, którzy ukrywali tego typu przestępstwa?” – mówił do posłów PiS Borys Budka. Kilku posłów opozycji podczas obrad trzymało tablice z napisem „Komisja natychmiast” i „Stop pedofilii”.

>>>

Sławomir Nitras, schodząc z mównicy sejmowej, podszedł do miejsca, w którym siedzi Jarosław Kaczyński i położył przed nim dziecięce buciki. Siedzący obok prezesa PiS wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki chwycił je i rzucił w Nitrasa.

Poseł PO je podniósł i próbował ponownie położyć go przy Kaczyńskim. I tu wyrośli przed nim posłowie PiS w roli ochroniarzy Kaczyńskiego, a wśród nich Marek Suski i Mariusz Błaszczak. Patryk Jaki zszedł nawet z położonych wyżej ław rządowych.

Dziecięce buciki to symbol akcji „Baby Shoes Remember”. Zaczęły one być wieszane przed kościołami najpierw w Irlandii jako znak protestu przeciw księżom pedofilom. Od jakiegoś czasu pojawiają się także w naszym kraju.

Wcześniej w Sejmie Nitras mówił, że według raportu Episkopatu w sprawie pedofilii, 382 księży po 1989 roku dopuściło się molestowania nieletnich. Tymczasem w więzieniach za te przestępstwa karę odsiaduje dwóch księży. – „To gdzie jest 380, o których mówi raport kościelny?” – pytał poseł PO. Prowadzący obrady marszałek Marek Kuchciński wyłączył mu mikrofon.

„Ależ się dzielnie rzucili bronić Jarosława. Przed bucikami”; – „Przecież Nitras chciał jedynie postawić symboliczne buciki. Ile agresji jest w posłach PiS. Rzucili się jak secret service chroniąc niepokalanego, kryształowego guru”; – „Co robi JK – biernie siedzi i czeka aż jego świta będzie go chronić. Jakie to żałosne”;

Marek Suski wykidajłem. Wreszcie się odnalazł w roli życia. To jest prawdziwe powołanie!”; – „Kaczyński pewnie płaci swoim dwórkom za ochronę. Stanowiskami. Suski-Caryca nigdy by żadnego stołka nie dostał gdyby nie stał na warcie przed prezesem jak na tym filmie. Żenada” – komentowali internauci.

… internet aż huczy radując się ostatnim sondażem Instytutu Badań Spraw Publicznych, wykonanym na zamówienie „Newsweeka” i Radia ZET.

 

Wynika z niego, że Koalicja Europejska zyskała w ostatnim czasie 10 – procentową przewagę nad partią rządzącą, która w ciągu ostatniego tygodnia straciła aż 6 procent.

I tak oto kończy się „Sojuz” Tronu z Ołtarzem. Dzisiaj Kościół w obliczu swoich grzechów woła „Choj z Pis-em, ratujmy się kto może”– napisał pod artykułem gazeta.pl. ksiadz.teofil.

Sondaż dla Newsweeka: Wielkie tąpnięcie PiS. „To efekt filmu Sekielskiego” dlvr.it/R4slqS

Gdyby wybory do Parlamentu Europejskiego odbywały się dziś, KE mogłaby liczyć na 43,63 proc. poparcia, a Prawo i Sprawiedliwość musiałoby się zadowolić tylko 32,93 proc. głosów. „To są słupki, na których można powiesić dziecięce buciki” – komentują internauci na Twitterze.

Jak dowiadujemy się z dalszej części sondażu, próg wyborczy przekroczyłyby jeszcze tylko dwie formacje. Wiosna Roberta Biedronia – 9,06 proc., oraz Konfederacja (koalicja KORWiN, Liroya, Brauna i Narodowców), którą dziś popiera 6,86 proc. potencjalnych wyborców.

W najnowszym sondażu pod progiem znalazło się ugrupowanie Kukiz’15.

„Jeśli rzeczywiście KE wygra wybory z taką przewagą, będzie to znak, że przyzwoici Polacy dali im zielone światło do wysprzątania stajni Augiasza i oddzielenia ziarna od plew w instytucji pt. Kościół…”– napisał pod artykułem gazeta.pl czytelnik podpisujący się biesczad1.

Z wypowiedzi niektórych polityków prawicy można by wręcz wyciągnąć wniosek, że tolerowanie pedofilii w Kościele to działanie dla dobra Narodu.

No, nareszcie. Po trzech długich dniach milczenia mamy w końcu oficjalne stanowisko rządu w kwestii pedofilii. Otóż według premiera Morawieckiego, który zaprezentował w Sejmie projekt zmian w Kodeksie karnym, winni rozprzestrzenienia się w Polsce tego obrzydliwego zboczenia są „esbecy” i ich protektorzy – komuniści. Lewactwo znaczy. Oraz – osobiście – profesor Jan Hartman, autor obrazoburczej tezy, że poziom moralności społeczeństw nie jest wcale pochodną ich pobożności, a już zwłaszcza gorliwego katolicyzmu.

Teraz po zmianie prawa wszyscy oni – bez przedawnienia i bez wyjątku, zostaną przykładnie ukarani. Podobnie, jak murarze, którzy – jak wyszło panu premierowi za statystyk – są grupą zawodową o szczególnej skłonności do molestowania małoletnich.

Członkowie, zwolennicy i sympatycy partii aktualnie rządzącej nareszcie mogą więc odetchnąć z ulgą. Nie będą już dłużej musieli „iść w zaparte” i wygłaszać komentarzy w sprawie „pedofilii w Kościele”, unikając – jak diabeł święconej wody – słów „Kościół” i „księża”. Bo po wypowiedzi premiera – który też nie użył inkryminowanych zwrotów ani razu – już wiadomo, że coś takiego po prostu nie istnieje. Jest, owszem, pedofilia na placach budowy, wydziałach filozofii oraz wiecach PO.

Teraz wszystko jest już jasne i – jak zwykle – winni są inni. Kto? Profesor Hartman! A poza tym ofiary, bo prowokowały, wodząc duchownych na pokuszenie. Zresztą, jak był uprzejmy objaśnić Narodowi prof. Legutko, w przypadku 12–letnich chłopców nie ma już mowy o żadnej tam „pedofilii”, zwłaszcza że chłopaki „same tego chciały”. Po drugie, winne jest liberalno-lewackie zepsucie i „seksualizacja”. A po trzecie – opozycja, która za pomocą brudnych oskarżeń prowadzi bezpardonowy atak na Kościół – „gwaranta naszej tożsamości i szafarza wartości”.

Natomiast co do dokumentu braci Sekielskich to beneficjentom sojuszu tronu z ołtarzem nikt przecież nie wmówi, że „białe jest białe, a czarne – czarne”. Więc te wszystkie opowiedziane w filmie historie to są albo kłamstwa albo zwykłe nieporozumienia. Poza tym coś się przecież kapłanom za lata walki o wolność i demokrację od życia należy. Restytucja mienia, dokonana za sprawą Komisji Majątkowej oraz sute dotacje z budżetu to jedno, ale pozostaje jeszcze cała niezaspokojona sfera potrzeb – nazwijmy to – „emocjonalnych”. Toteż jak ksiądz małoletniego na kolanach posadził, a nawet „dał ciumka”, to czymże są te drobne i opacznie zrozumiane gesty osobistej sympatii wobec ogromu zasług tej szacownej instytucji i jej tytanicznej pracy dla dobra Narodu.

Takie rzeczy rozumieli nawet starożytni krakowianie, kiedy co roku składali Smokowi w Jamie dziewicę na pożarcie. Cudza cnota (i sumienie) nieraz bywała u nas poręczną walutą w rozliczeniach między tronem i ołtarzem. Taka tradycja, a tradycję szanujemy. Bo skoro nawet sam Adam Michnik uznał za stosowne przypomnieć wszystkim, że Kościół to filar polskości, a bez wiary nie ma moralności…

W tej sytuacji nawet i rzeczywiste molestowanie to kwestia bez znaczenia w obliczu domyślnych (tylko profesor Hartman pisze otwarcie, że raczej domniemanych) zasług Kościoła – strażnika nadwiślańskiej tożsamości i szafarza „wartości”. No nijak, sami przyznacie. Z wypowiedzi niektórych polityków prawicy można by wręcz wyciągnąć wniosek, że tolerowanie pedofilii w Kościele to działanie dla dobra Narodu.

Na pociechę ofiarom warto więc może przypomnieć, że przez całe lata najbardziej znani „kremlinolodzy” opowiadali i pisali o komunizmie, że historyczna konieczność i geopolityka, no i „głową muru nie przebijesz”, więc niech już bierze te swoje „dziewice na pożarcie”. I nawet nie zauważyli, kiedy upadł Związek Radziecki.

Znajdujemy się na początku drogi odsłaniania piekła urządzonego dzieciom przez kapłanów. Nie powstrzymają tego polityczni pomocnicy Kościoła z PiS.

Więcej >>>