Tag Archives: Marek Kacprzak

Tarcza antykryzysowa zakończy się wyjazdem na tarczy rządu PiS

18 Mar

Rząd pisowski wraz z Dudą przedstawił tarczę antykryzysową. Rada Gabinetowa w istocie wpisuje się w kampanię prezydencką, w której bierze udział tylko Duda.

Przyjrzyjmy się owej tarczy. To tylko 1/10 tego, co przeznaczają Niemcy, a wspomaganie przedsiębiorców to odroczenia płatności.

Żadna tarcza, tylko odroczony wyrok. Morawiecki wraz z Dudą skłamali, że Unia Polsce nie pomaga. To pisowska gówno prawda.

Słyszeliśmy zatem o kolejnym alienowaniu Polski w Unii Europejskiej, co przyspiesza Polexit.

Do tego sprowadzona zostanie zaraza koronawirusa, bo PiS sobie nie radzi z pandemią.

Rząd przeznaczy ok. 212 mld zł na tak zwaną tarczę antykryzysową, czyli na pomocy dla przedsiębiorców, pracowników oraz służby zdrowia. A w pakiecie ochrona miejsc pracy, pomoc finansowa dla firm, wakacje kredytowe dla Polaków, przesunięcie spłaty składek ZUS i innych płatności.

O tarczy antykryzysowej >>>

„W najbliższych dniach i tygodniach zmierzymy się z najtrudniejszymi sytuacjami, bo wszyscy będą mogli powiedzieć „sprawdzam” oglądając wypowiedź jednego czy drugiego ministra sprzed tygodnia” – mówi ekspertka Anna Gołębicka.

Więcej o katastrofalnej, czyli zakłamanej komunikacji pisowskich ministrów >>>

Prezydent Andrzej Duda i premier Mateusz Morawiecki wystąpili na konferencji prasowej w środę 18 marca wyłącznie na tle biało-czerwonych flag. Flagi Unii Europejskiej nie pasowałyby do ich przekazu dnia: Polska musi radzić sobie sama, bo UE nam nie pomaga i reaguje wolniej niż państwa narodowe. Solidarność i współpraca w ramach Unii? O tym ani słowa.

Myśl Dudy rozwinął Morawiecki. Podkreślił, że nowy projekt „tarczy antykryzysowej”, która ma chronić gospodarkę przed uderzeniem recesji, jest „całkowicie niezależny od jakichkolwiek funduszy europejskich”.

Więcej o konferencji prasowej podszytej Polexitem >>>

Dwóch pracowników laboratorium Państwowego Zakładu Higieny czeka na wyniki testu na koronawirus. Jeśli wynik testów będzie pozytywny, cała załoga laboratorium może trafić do kwarantanny. Rząd szykuje plan na taki czarny scenariusz.

Więcej o tej horrendalnej sytuacji – mrożkowskiej >>>

Rząd dał sobie czas kosztem społeczeństwa i Polacy nie zawiedli – okazali się solidarni i gotowi ponosić wyrzeczenia w imię wspólnego bezpieczeństwa.

Tyle, że ich postawa to zaledwie połowa sukcesu. Żeby walka z koronawirusem była skuteczna, drugą połowę roboty musi zrobić rząd. Szkoły, galerie i kina nie będą i nie mogą być zamknięte wiecznie. Już za moment, prawdopodobnie za maksymalnie dwa, trzy tygodnie ludzie zaczną oczekiwać, że ich życie wróci do normy i rozliczać polityków z efektów swoich ogromnych wyrzeczeń. Tymczasem już widać, społeczny wysiłek związany ze znoszeniem restrykcji, może pójść na marne.

Cały felieton Elizy Michalik >>>

Prawo PiS wzmacnia ochronę pedofilów w Kościele katolickim

16 Maj

Prawniczka prof. Monika Płatek wypowiedziała się na temat zaostrzenia – przez polityków Prawa i Spraeidliwości – prawa karnego ws. przestępstw na tle seksualnym.

Duchowni Kościoła katolickiego są niemal bezkarni ws. przestępstw na tle seksualnym. Dobitnie lekceważące podejście instytucji państwa do przestępstw księży-pedofilów obrazują statystyki.

 „Czytam projekt zmian kk druk 3451. To jest oszustwo! To nie jest o pedofilii! Jest m.in. o kradzieży tablic sam., przestępstwach przeciw mieniu, bankowych, zmowach przetargowych, kradzieżach paliw, terroryzmie. Ziobro wykorzystuje sytuację. PiS nie czyta, co uchwala” – napisał na Twitterze Sławomir Nitras. Rzeczony druk sejmowy to zgłoszony przez PiS projekt zmian w Kodeksie karnym.

Wcześniej problem, o którym pisze poseł PO, sygnalizował też jeden z internautów: – Pilny projekt zmian w prawie karnym w zakresie pedofilii stwarza okazję do zmiany szeregu innych przepisów, które zostaną przepchnięte „przy okazji”. Ofc wiecie, że czekali z tym projektem akurat na taką chwilę, w której nikt nie będzie zwracał uwagi na pozostałe zmiany”.

„To jest bat na opozycję. Jeżeli są tam niekorzystne zmiany prawa, które nie mają związku z pedofilią i nie zagłosujecie za nimi, to jeszcze przed 26.05. mogą sprzedać narrację, że KE jest przeciw karaniu pedofilii” – „Proste, jak ktoś zaprotestuje, to przypiszą mu obronę pedofilów” – komentowali internauci.

W kolejnym wpisie poseł Nitras dodał: – „Marek Kuchciński łamie Regulamin Sejmu: – Zmiany kodeksów można procedować 14 dni po przedstawieniu posłom projektu. Dzisiaj przedstawiono projekt, który zmienia ponad 100 art. kodeksu karnego. Jutro Sejm go uchwali. Dostałem karę, gdy próbowałem marszałkowi to przypomnieć”.  – „To się w pale nie mieści – kara dla posła za to, że wskazuje na przepisy, które marszałek ordynarnie łamie! Już nie można mówić, że Polska to „państwo prawa”. Co najwyżej to „państwo Prawa i Sprawiedliwości. Prywatne”!” – podsumował jeden z internautów.

„Mieliśmy już maczugę antysemityzmu, nazizmu, nacjonalizmu, faszyzmu, teraz wyciągnięto maczugę pedofilii” – powiedział w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” ks. T. Rydzyk, dyrektor Radia Maryja – komentując dokument braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu”.

Redemptorysta uważa, że mamy teraz do czynienia ze zorganizowanymi działaniami wcześniej przetestowanymi już za granicą.

Stwierdził jednocześnie, że co prawda to nie usprawiedliwia niczego, ale odsetek księży wśród pedofilów „jest nikły”.

Tymczasem – jego zdaniem – z dramatu pokrzywdzonych przez księży zrobiono „przemysł pedofilii, a osoby w ten rzekomy proceder zaangażowane chcą nie tylko zarabiać na oskarżeniach o pedofilię, ale też zniszczyć Kościół”.

Toruński duchowny – wbrew oficjalnym danym – oświadczył, że przez 30 lat znaleziono tylko kilka przypadków przestępstw seksualnych wśród księży, a nikt nie mówi o tym, ile dobra dokonali ludzie Kościoła.

„To jest walka z Kościołem, obliczona na jego zniszczenie. Grzech należy wyrywać, ale nie niszczyć człowieka, nie niszczyć Kościoła” – ocenił dyrektor Radia Maryja.

Tadeusz Rydzyk nie przestaje szokować. W czasie, gdy Kościół przeprasza za akty pedofilii, on nadal atakuje.

– Pedofilia jest czymś obrzydliwym, nie ma na to słów. Zauważmy jednak, że najpierw ktoś współczesny świat od lat seksualizuje. Gdzie są głosy oburzenia przeciwko deprawacji dzieci? – przekazał za pośrednictwem „Naszego Dziennika” twórca Radia Maryja.

Dodaje, że problem pedofilii “nie może nam zasłaniać tego wszystkiego, co Kościół robi dobrego”.

– To, co dzieje się dziś, nie może nam przyćmić wielkiego dobra, które przez dwadzieścia wieków działo się za sprawą Kościoła – podkreśla o. Rydzyk.

Pycha i brak refleksji?

Z jego słowami można się zgodzić, ale jeśli mielibyśmy analizować całą historię Kościoła, można w niej znaleźć sporo innych ciemnych plam.

Na potrzeby tego tekstu darujmy sobie jednak wyciąganie wszelkich brudów kapłanów. Film „Tylko nie mów nikomu” braci Sekielskich ponownie wywołał jednak w Polsce dyskusję na temat pedofilii w Kościele. Co zaskakujące, hierarchowie postanowili tym razem szybko posypać głowy popiołem i przeprosić za owe patologie.

Rydzyk przyjął jednak inną strategię. Pełny pychy rozpoczął wręcz atak. Twierdzi, że obecna rzeczywistość “epatuje dzieci i młodych obrzydliwościami”.

– Nie ma sztuki, ale antysztuka, nie ma pedagogiki, ale antypedagogika. Dlaczego nad tym się nie ubolewa? – uważa.

– Gdyby za tym, co dziś się dzieje, stała troska o dobro i rzeczywista chęć walki z pedofilią, pokazywano by to zjawisko w innych stanach i zawodach, mówiono, jaki procent osób w innych grupach społecznych dopuszcza się tej zbrodni. Nie usprawiedliwiamy niczego, ale trzeba mówić prawdę, że odsetek księży jest nikły – twierdzi dyrektor Radia Maryja.

“Przemysł pedofilii”

Dalsze jego słowa dotyczą już “przemysłu pedofilii” i są szczególnie skandaliczne.

– To są zorganizowane działania, które już przetestowano za granicą. Mieliśmy już maczugę antysemityzmu, nazizmu, nacjonalizmu, faszyzmu, teraz wyciągnięto maczugę pedofilii. Za tym wszystkim stoi nienawiść – dodaje.

Cios w PiS?

Rydzyk od lat jest nieoficjalnym sojusznikiem PiS. Tym razem – może nieświadomie – chyba zaszkodzi Jarosławowi Kaczyńskiemu. Ostatnimi wypowiedziami duchowny staje się bowiem obciążeniem tej wagi co odsunięty Antoni Macierewicz. Czy to świadome działania i mobilizowanie ekstremalnego elektoratu. Czy może pierwsze oznaki tracenia kontaktu z rzeczywistością?

„To największa afera finansowa ostatnich lat, która kosztowała nas wszystkich wiele miliardów złotych. Myślę, że film dokumentalny pokazujący mechanizmy i ludzi, którzy stali za tą aferą spotka się z uznaniem widzów. Tym bardziej, że tam mieszają się wpływy służb specjalnych, polityki, biznesu i mafii. Afera wciąż jest niewyjaśniona i wiele rzeczy jest jeszcze do ujawnienia” – powiedział Tomasz Sekielski w TOK FM.

„To, co ludzie PiS-u wyczyniają wokół sprawy SKOK-ów, to inżynieria kłamstwa”.

Pieniądze na dokument o SKOK-ach bracia Sekielscy chcą zebrać dzięki zbiórce publicznej. Podobnie sfinansowany został ich film „Tylko nie mów nikomu” o pedofilii w polskim Kościele.

Komentarz i grafika Andrzeja Pągowskiego. Teraz już wszystko będzie inne,ale by udało się zmienić KK potrzeba odwagi i determinacji tych wszystkich ,którzy doświadczyli podobnych sytuacji…

Pisowcy popuszczają po butach, szykuje się wyborczy wpieprz

10 Maj

Wyniki trzech dzisiejszych sondaży przynoszą PiS złe wieści. We wszystkich partia rządząca wypada dużo poniżej oczekiwań rządzących. W złe notowania nie wierzy Beata Mazurek, rzeczniczka prasowa Prawa i Sprawiedliwości.

W sondażu przygotowanym przez pracownię Kantar na zlecenie „Faktów” TVN, partia rządząca jest o krok od przegranej. Według sondażu PiS zdobyłby zaledwie 34% głosów poparcia, podczas gdy Koalicja Europejska 33%.

Ostatnie miejsce na podium przypadło Wiośnie, na którą swój głos oddać chce 8% wyborców. Skrajnie prawicowa Konfederacja może liczyć na 6% głosów, a populistyczny ruch Kukiz’15 na 5%.

Jeszcze gorsze wieści dla PiS niesie sondaż Instytutu Badań Spraw Publicznych dla „Newsweeka” i Radia Zet. Koalicja Europejska zdobyła w nim 41,94%, Prawo i Sprawiedliwość zaś 39,04%. Na trzecim miejscu znalazło się ugrupowanie Roberta Biedronia z 9,57%.

Obydwa sondaże nie są wiarygodne dla Beaty Mazurek. „Ten »wzrost« poparcia dla KE musi mieć mocne podstawy. Prawdopodobnie jest to wynik blamażu Jażdżewskiego i Tuska oraz brutalnego ataku na Kościół i wizerunek Matki Bożej. Pewnie Cimoszewicz odjeżdżając z miejsca wypadku dołożył swoje. Śmieszny sondaż” – napisała w swoim stylu polityczka.

Kontrowersyjny post Mazurek skrytykowany został przez internautów. Rzeczniczce rządu odpisał m.in. Krzysztof Bukiel, lekarz i przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Lekarzy. „A może to, że »polski pacjent« umiera w kolejkach do leczenia, a pieniądze publiczne szerokim strumieniem płyną na wszystko inne, tylko nie na zdrowie?” – napisał pochodzący ze Szczecina doktor.

Dzisiejsza okładka „Super Expressu” wywołała niemałe emocje. Przypomnij, że na okładce tabloidu umieszczono napis „Morawiecki adoptował dwoje dzieci” i zdjęcie przedstawiające premiera wraz z dwójką pociech.

Informacje podane przez dziennik mają pochodzić z książki „Delfin” autorstwa Jakuba i Piotra Gajdzińskich.

„Super Express” został mocno skrytykowany przez przedstawicieli innych mediów oraz polityków wszystkich opcji politycznych. Zdaniem dziennikarzy portalu natemat.pl sprawa może być jednak polityczną ustawką.

Redakcja internetowego portalu miała dotrzeć do jednego z polityków PiS, który stwierdził, że treść okładki dzisiejszego numer „SE” została uzgodniona z głównym zainteresowanym.

Sytuacja wzbudziła również reakcje ze strony innych dziennikarzy. „Pan Dworczyk udaje, że nie wie, iż sprawę rozdmuchał tabloid? Notabene bardzo przychylny obozowi władzy? O adopcji pisała w 2016 »Gazeta Wyborcza«, trudno więc mówić o naruszeniu jakiejś wielkiej tajemnicy. Czy to uprawdopodobnia tezę o PR-owej zagrywce? Jak uważacie?” – zapytała na swoim Twitterze dziennikarka telewizyjna Hanna Lis.

Także publicysta „Gazety Wyborczej” Bartosz T. Wieliński skomentował zamieszanie. „W sierpniu 2016 r. w obszernej sylwetce @MorawieckiM autorstwa Witolda Gadomskiego pisaliśmy o adoptowanym dziecku premiera. Nie przypominam sobie, by zamieszczenie tej informacji wywołało jakąkolwiek negatywną reakcję” – stwierdził Wieliński.

Liczni internauci wskazują, że tabloid częściowo utrzymuje się z reklam Skarbu Państwa i od dłuższego czasu jest powiązany z PiS-em. Krytycy wskazują, że gazeta zwyczajnie nie odważyłaby się na taką publikację bez zezwolenia z góry.

W jutrzejszym numerze „SE” ma ukazać się wywiad z szefem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Michałem Dworczykiem. Część wywiadu udostępniona została na Twitterze przez Grzegorza Zasępę, redaktora naczelnego bulwarówki. Dworczyk w swoich wypowiedziach nie zaatakował dziennikarzy odpowiedzialnych za dzisiejsze wydanie „SE”, oberwało się za to autorom książki „Delfin”… Czy ta sprawa faktycznie ma drugie dno?

„Z dużym zaniepokojeniem zauważyliśmy wczoraj na stronach sejmowych projekt ustawy o budowie Muzeum Westerplatte i Wojny 1939. W naszej ocenie, w ocenie władz miasta Gdańska, jest to kolejna próba przejęcia Westerplatte dla celów bardzo jasno określonych, dla celów politycznych” – mówi na filmiku dodanym przez siebie na Twitterze Aleksandra Dulkiewicz.

„Złożyła ten projekt grupa posłów na czele z posłem Kazimierzem Smolińskim, posłem Prawa i Sprawiedliwości z województwa pomorskiego. Nie wiemy oczywiście, jaka będzie droga Sejmowa tego projektu ustawy. Natomiast dzisiaj ja jako prezydent miasta Gdańska mogę wyrazić głębokie zaniepokojone, że tylnymi drzwiami, skróconą ścieżką legislacyjną prowadzoną przez grupę posłów, próbuje się zabrać gdańszczankom, gdańszczanom, Polkom i Polakom Westerplatte pod określone cele polityczne” – kontynuuje prezydent Gdańska.

Inicjatywa posłów PiS to kolejna już próba zmierzająca do zawłaszczenia historii Trójmiasta. Obecne działania partii rządzącej poprzedziły już propagandowe manewry prowadzone wokół Muzeum II Wojny Światowej oraz Placu „Solidarności”.

Opisywany przez Dulkiewicz projekt ma zakończyć się budową na Westerplatte punktu należącego do pisowskiego Muzeum II Wojny Światowej.

„Pomimo 79 lat, jakie upłynęły od pierwszych strzałów oddanych z pokładu niemieckiego okrętu Schleswig-Holstein do polskich żołnierzy stacjonujących w Wojskowej Składnicy Tranzytowej, Westerplatte nie zostało zagospodarowane w sposób adekwatny do swojej ogólnonarodowej rangi oraz międzynarodowego znaczenia” – czytamy na łamach projektu ustawy „O inwestycjach w zakresie budowy Muzeum Westerplatte i Wojny 1939 – Oddziału Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku”.

>>>

Po nabożeństwie z okazji kolejnej miesięcznicy smoleńskiej i uroczystym złożeniu kwiatów u stóp pomnika ofiar tej tragedii, na pl. Piłsudskiego w Warszawie, na monument wspiął się mężczyzna pragnący rozwinąć na szczycie transparent i krzyknął w stronę Kaczyńskiego: „Kiedy wreszcie skończysz tę szopkę? Dziewięć lat, kiedy przestaniesz oszukiwać ludzi; gdzie jest wrak?”

Arkadiusz Sz. działacz organizacji Obywatele Solidarni w Akcji (OSA), został zatrzymany przez policję.

Jak ustalił FAKT24 wcześniej organizował on „kontrmiesięcznice” smoleńskie w proteście przeciw wykorzystywaniu katastrofy do celów politycznych.

Przypomnijmy: 10 kwietnia 2010 r. w katastrofie samolotu Tu-154 wiozącego delegację na uroczystości 70. rocznicy zbrodni katyńskiej, zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński i jego małżonka, najwyżsi dowódcy wojska i ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski.

Filozof prof. Tadeusz Gadacz odniósł się do zatrzymania przez policję Elżbiety Podleśnej za przerobienie obrazu Matki Boskiej (kobieta domalowała tęczową aureolę).

Pisowski senator Bierecki chce, aby PiS stało się jak NSDAP

11 Kwi

Polityka dzielenia społeczeństwa i nastawiania jednych przeciwko drugim nie jest w wykonaniu Prawa i Sprawiedliwości żadną nowością. Nikt chyba jednak nie spodziewał się, że do postawienia silnego akcentu w tej kwestii dojdzie akurat w czasie kampanii wyborczej, w której to zwykle partia Jarosława Kaczyńskiego próbuje grać o wyborców centrum, a sam lider partii nakłada maskę “miłego wujka”, który łączy, a nie dzieli.

Tym razem w roli głównej wystąpił jednak nie naczelnik z Żoliborza, tylko szara eminencja Prawa i Sprawiedliwości, twórca SKOK-ów i senator PiS Grzegorz Bierecki, który wziął udział w obchodach 9. rocznicy katastrofy w Smoleńsku w Białej Podlaskiej.

– Nie ustaniemy, aż nie doprowadzimy do pełnego oczyszczenia Polski z ludzi, którzy nie są godni należeć do naszej wspólnoty narodowej – powiedział.

Słowa niewątpliwie skandaliczne, jednak wpisujące się w retorykę nienawiści do przeciwników politycznych, uznające osoby nie popierające partii rządzącej, jako gorsze i pozbawione pewnych praw, które przysługują wyłącznie “prawdziwym Polakom” na modłę Prawa i Sprawiedliwości. 

Warto zauważyć, że w tym samym czasie, gdy Bierecki wypowiadał swoje oburzające słowa, w Warszawie prezes Jarosław Kaczyński znów próbował przekonywać, że celem jego partii jest budowanie zwartego narodu.

– Pamiętajcie o tej tragedii. Pamiętajcie o tych, którzy zginęli, bo choć różniło ich wiele, to w tym momencie byli zjednoczeni w tym jednym celu, tak ważnym dla naszego narodu. Ale pamiętajcie także o tym, że musimy jeszcze bardzo wiele uczynić, by nasze społeczeństwo, nasz naród był zwarty, miał poczucie siły, miał poczucie znaczenia, miał poczucie wewnętrznej sprawiedliwości – powiedział Kaczyński.

Sprawa słów senatora PiS wywołała falę komentarzy na portalach społecznościowych, gdzie nie przebierano w słowach by opisać ogromne oburzenie.

Tego jeszcze nie wiadomo, na razie prezydent nadał bieg wnioskowi o ułaskawienie biznesmena – podaje RMF FM.

Procedury są takie: Prezydent przekazuje prośbę o ułaskawienie, która do niego wpłynęła, do Prokuratury Krajowej, następnie dokumenty trafiają do sądu, który w tej sprawie orzekał, a sąd wydaje opinię w sprawie wniosku. Jeśli okaże się pozytywna, zostanie przekazana prezydentowi. Jeśli negatywna, sprawie nie będzie nadany dalszy bieg.

Minister w Kancelarii Prezydenta Błażej Spychalski twierdzi, że jest to standardowa procedura i wszczęcie jej nie oznacza, że prezydent zamierza ułaskawić Marka Falentę.

Jak podaje w ogólnym informatorze Kancelaria Prezydenta RP: „Nadanie prośbie skazanego biegu (…) nie przesądza jednak o decyzji Prezydenta RP dotyczącej ułaskawienia. Prezydent – po analizie wszystkich przedstawionych dokumentów – podejmuje merytoryczną decyzję w sprawie ułaskawienia, pozytywną bądź negatywną”.

Marek Falenta w styczniu 2017 roku został prawomocnie skazany na 2,5 roku więzienia, za zlecenie nagrywania rozmów polityków Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego w warszawskich restauracjach. Obecnie przebywa w Walencji w Hiszpanii, gdzie został zatrzymany.  Na początku lutego nie stawił się w zakładzie karnym i był poszukiwany przez policję od prawie dwóch miesięcy.

Polskie władze zwrócą się o przekazanie biznesmena do Polski, aby tu odbył karę pozbawienia wolności.

Nauczyciele ze szkoły, w której uczyła Pierwsza Dama, piszą gorzki list otwarty. II Liceum Ogólnokształcącego w Krakowie jest jedną ze szkół, która bierze udział w strajku. Nauczyciele piszą w mocnych słowach o wstydzie za postawę Pierwszej Damy. – W obecnej sytuacji nazwa „Szkoła Prezydencka”, która wyróżniała nas spośród innych placówek, przestała już być powodem do chluby – piszą nauczyciele.

Nauczyciele z II Liceum Ogólnokształcącego w Krakowie w liście otwartym do Agaty Kornhauser-Dudy zarzucają jej, że jako Pierwsza Dama nie okazuje solidarności ze strajkującymi. Nauczyciele z krakowskiego liceum piszą o rozczarowaniu i żalu do dawnej koleżanki. Przekonują także, że ich list nie jest inspirowany przez żadne środowiska zewnętrzne.

List na swoich stronach opublikowało Radio Kraków.

„List otwarty do Koleżanki, Pierwszej Damy, Pani Agaty Kornhauser-Dudy.

Zwracamy się do Ciebie, pragnąc wyrazić nasz żal, rozczarowanie i narastający gniew. Decyzja o rozpoczęciu strajku w dniu 8 kwietnia 2019 r. w II Liceum Ogólnokształcącym im. Króla Jana III Sobieskiego w Krakowie nie była dla nas łatwa.

Przez długi czas mogłaś liczyć na nasze wsparcie. Cieszyliśmy się Twoim sukcesem, a nawet byliśmy dumni, że mogliśmy z Tobą pracować. Tym większe jest nasze rozgoryczenie Twoim brakiem solidaryzmu ze środowiskiem nauczycielskim, z którego się wywodzisz i do którego tak często deklarujesz swoje przywiązanie. W obliczu obecnego kryzysu, związanego nie tylko ze strajkiem nauczycieli, lecz także z całkowitym załamaniem systemu szkolnictwa, a w konsekwencji podzieleniem i skłóceniem nauczycieli, rodziców oraz uczniów, nie możemy już dłużej milczeć.

Czujemy wstyd i upokorzenie, będąc zmuszonymi do tłumaczenia się, w jaki sposób traktujesz całe środowisko nauczycielskie, a między innymi nas, swoje koleżanki i kolegów, wyrażając milczeniem aprobatę dla destrukcyjnych działań i przekłamań rządu, w obliczu największego powojennego kryzysu edukacji. Jesteśmy zbulwersowani sposobem, w jaki degradowany jest cały system szkolnictwa, tak ciężko wypracowany przez ostatnie dekady. Czy naprawdę nie czujesz potrzeby zabrania głosu w naszej obronie i przeciwstawienia się medialnej fali nienawiści uderzającej w godność zawodu nauczyciela?

Jako wieloletnia nauczycielka doskonale znasz realia szkolne, wiesz ile czasu i pracy należy poświęcić, aby być dobrym nauczycielem i sprostać oczekiwaniom uczniów i rodziców. Pamiętamy doskonale, że mając w sercu dobro szkoły umiałaś zajmować stanowisko w rozwiązywaniu problemów i bronić go rzeczowymi argumentami.

Szanowna Pierwsza Damo, nauczyciele V Liceum Ogólnokształcącego im. Augusta Witkowskiego w Krakowie w sposób precyzyjny wypunktowali najważniejsze kwestie oświatowe, pod którymi i my się podpisujemy. Chcemy wierzyć, że nasz list i zawarte w nim emocje skłonią Panią do przemyśleń i podjęcia stosownych działań. W obecnej sytuacji nazwa „Szkoła Prezydencka”, która wyróżniała nas spośród innych placówek, przestała już być powodem do chluby.

Chcielibyśmy też podkreślić, że nasz list nie jest inspirowany przez nikogo z zewnątrz.

„Semper fidelis” (Zawsze wierny)

Strajkujący Nauczyciele
II Liceum Ogólnokształcącego
im. Króla Jana III Sobieskiego w Krakowie

Symboliczne kary i parasol ochronny nad prawdziwymi bohaterami seksafery, która dziś wstrząsa polską polityką.

Sprawa rzekomych sekstaśm z agencji towarzyskich na Podkarpaciu, na których nagrani mają być m.in. ważni politycy, to pokłosie tajnego śledztwa, w którym dzieją się zaskakujące rzeczy. Główny podejrzany – policjant CBŚP – został otoczony wyjątkową „opieką” i jakby nigdy nic jest dziś nadal detektywem. Z kolei Ukraińcy mający trudnić się sutenerstwem zostali skazani na zaledwie rok więzienia – ustaliła „Rzeczpospolita”. To wszystko zdumiewa – dlatego konieczne jest pełne wyjaśnienie wszystkich faktów w tej sprawie.

Skala ma być szokująca – według nieoficjalnych informacji jest 4 tys. nagrań, na których utrwalono wizyty w agencjach towarzyskich m.in. polityków, wiceministra obrony, arcybiskupa i szefa jednej z komend policji. Taśmy miały trafić na Ukrainę, a do jednej z nich dotarł były agent CBA Wojciech J. (co ujawniło Radio Zet). Teraz między nim a szefostwem CBA trwa otwarta wojna, w której obie strony przerzucają się argumentami.

Tymczasem wszystko wskazuje na to, że sprawy taśm – jeśli nośniki istnieją – mogą zagrażać bezpieczeństwu państwa, ale nikt tego nie bada. A prawdziwi „bohaterowie” seksafery – jak ustaliła „Rzeczpospolita” – wychodzą z niej obronną ręką.

Cofnijmy się do lutego 2016 r., kiedy to funkcjonariusze ABW urządzili spektakularny nalot na agencje towarzyskie prowadzone przez dwóch braci Ukraińców – Aleksieja i Jewgienija R. Zatrzymali także dwóch naczelników Centralnego Biura Śledczego Policji, w tym Daniela Ś. – szefa wydziału gospodarczego.

Prowadząca wtedy śledztwo Prokuratura Okręgowa w Krakowie ujawniła, że Daniel Ś. miał przyjmować korzyści majątkowe, pomagał lub obiecywał pomoc w czerpaniu korzyści z nierządu – mówiąc wprost, miał ochraniać biznes Ukraińców.

Śledztwo szybko jednak przejął małopolski wydział ds. przestępczości zorganizowanej i korupcji Prokuratury Krajowej. Dziś nie odpowiada nam na żadne z pytań – milczy o tym, czy Daniel Ś. ma utrzymane zarzuty i czy badana jest kwestia nagrań.

A to ważne, bo właśnie z agencji braci R. miały pochodzić sekstaśmy z VIP-ami, m.in. z Podkarpacia, którzy byli klientami domów publicznych (m.in. agencji Olimp z Budziwoja i Imperium ze Świlczy).

Według wersji Wojciecha J. służby wiedzą o taśmach i, co więcej, to jemu szef CBA miał polecić zweryfikowanie krążących na ich temat informacji.

Wojciech J. twierdzi dziś, że widział jedno z 4 tys. nagrań powstałych w latach 2013–2015. Taśmę przekazał mu OZI (informator). Potwierdza to mec. Beata Bosak-Kruczek, pełnomocniczka J. – Mój klient widział nagranie. Był to oryginał. Kopia zapewne jest zabezpieczona, ale dla dobra śledztwa nie możemy udzielić żadnych informacji – twierdzi mec. Bosak-Kruczek. Dodaje, że dziewczyna miała ok. 14–15 lat. „O tym, że jest nieletnia, powiedział OZI , tj. on zwrócił uwagę na jej wiek, odtwarzając mojemu klientowi nagranie. On także poinformował, że to nagranie dotyczy posła PiS” – odpowiada nam mec. Bosak-Kruczek. Podaje również jego inicjały. J. twierdzi, że nagranie skradziono mu z sejfu w CBA.

CBA zaprzecza wersji byłego agenta. „31 sierpnia 2017 r. w obecności Wojciecha J. została otwarta szafa pancerna, w której nie było opisywanej przez byłego funkcjonariusza koperty z nagraniami” – twierdzi Temistokles Brodowski, rzecznik CBA. Podkreśla, że agent „nie informował przełożonych o tym, że wszedł w posiadanie takich informacji, jak i nośników. Nie sporządził także żadnych dokumentów na tę okoliczność. CBA zweryfikowało informacje kolportowane przez J., które okazały się kłamstwem” – stwierdza CBA.

Dziś trudno ocenić, kto ma rację. Co jest pewne?

Według naszych informacji w prokuratorskim śledztwie potwierdzono, iż bywalcami agencji towarzyskich braci R. były VIP-y z różnych kręgów – m.in. polityki i biznesu, nie tylko lokalni. Z naszych dziennikarskich ustaleń wynika, że małopolska prokuratura nie posiada jednak żadnych nagrań z agencji. Czy o nich wie i czy próbuje je odnaleźć? To całkiem prawdopodobne, że biznes kręcił się latami właśnie dzięki nagraniom, które mogły służyć do szantażu.

Prokurator prowadzący śledztwo nie zgadza się na przekazanie żadnej odpowiedzi – słyszymy w Prokuraturze Krajowej. Nam udaje się ustalić zaskakujące fakty.

Daniel Ś., były oficer CBŚP, który dostał zarzuty zagrożone karą dziesięciu lat więzienia, szybko wyszedł z aresztu. Jest obecnie prywatnym detektywem w agencji licencjonowanej przez MSWiA. Nie chce rozmawiać o sekstaśmach i swoich kłopotach z prawem. – Proszę kierować pytania do prokuratury. Śledztwo jest tajne, nie mogę ujawniać żadnych informacji – mówi nam Ś.

Według Wojciecha J. to właśnie Daniel miał stać za całym procederem nagrywania VIP-ów w przybytku braci R.

Obronną ręką ze sprawy, do której na wstępie zaangażowano nawet ABW, wychodzą inni „bohaterowie” – czyli bracia R. Jak ustaliliśmy, ich wątek wyłączono ze śledztwa i już zostali skazani. Wyrok jest prawomocny – zapadł 8 maja 2018 r. Wobec JewgienijaR. prokuratura wnioskowała o dobrowolne poddanie się karze (w przypadku Aleksieja wniosek złożył jego obrońca), a sąd się do tego przychylił. Mimo że za te przestępstwa grozi od minimum trzech (nie może być niższa) do dziesięciu lat pozbawienia wolności.

R. zostali skazani za kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą czerpiącą zyski z handlu ludźmi (sutenerstwa i stręczycielstwa, zmuszanie do nierządu), a także za przekupstwo funkcjonariusza publicznego (były to m.in. darmowe usługi hotelowe). Tymczasem Aleksiej został skazany na 1,5 roku więzienia, jego brat – za udział w grupie przestępczej – na rok. Do tego m.in. grzywny (40 tys. zł i 50 tys. zł) oraz wypłaty nawiązek dla prostytutek zmuszanych do nierządu. Skąd tak niskie kary?

– Uzasadnienie wyroku ma klauzulę ściśle tajne – mówi sędzia Tomasz Kozioł, rzecznik ds. karnych Sądu Okręgowego w Tarnowie. Potwierdza, że wobec Aleksieja R. wykorzystano art. 60 par. 3 kodeksu karnego, a więc instytucję tzw. małego świadka koronnego. To przepis, który pozwala wymierzyć łagodniejszą karę temu, kto ujawni „informacje dotyczące osób uczestniczących w popełnieniu przestępstwa oraz istotne okoliczności”.

Jaką wiedzą podzielił się ze śledczymi Aleksiej R.? – Sprawa jest tajna, nie mogę wyjaśnić tych okoliczności. Powiem tylko, że w swojej wieloletniej karierze jako sędzia karny nie spotkałem się z taką sprawą jak ta. Zawiera ona wyjątkowe materiały – mówi nam sędzia Kozioł, który skazywał braci R.

Bracia R. nie trafili do więzienia – zaliczono im areszt na poczet kary, a Aleksiej wystąpił o warunkowe przedterminowe zwolnienie. Nadal prowadzą biznes w Polsce (czynią to od lat 90., dotąd dorobili się hoteli). Dlaczego nie zostali wydaleni? Bo, jak ustaliła „Rzeczpospolita”, mają polskie obywatelstwo.

Pytań jest więcej. Np. dlaczego wszystko w tej sprawie – łącznie z wyrokiem – jest ściśle tajne. Tego nikt – prokuratura ani sąd – nie wyjaśnia.

Wojciech J., który wyciągnął na światło publiczne sprawę taśm, będzie musiał udowodnić, że nagrania istnieją. – Musiałby być samobójcą, żeby odpalać takie petardy, a nie mieć kopii nagrania – zaznacza nasze źródło.

PiS nie rozwiązuje problemów. PiS je zwalcza. W tej chwili zwalcza strajk nauczycieli. Kontynuuje zwalczanie niezawisłości sędziów i niezależności systemu wymiaru sprawiedliwości. Udało mu się zwalczyć Trybunał Konstytucyjny, zwalcza Komisję Europejską.

Ale to, jak zwalcza strajk nauczycieli, może być gwoździem do jego wyborczej trumny. Popełnił wszelkie możliwe błędy, poczynając od tzw. wizerunkowych, jak porady, by nauczyciele się mnożyli, to dostaną 500 zł na każde dziecko, czy ogłoszenie programu „tucznik plus” (dość niefortunne, zważywszy na to, jak już utuczył się u władzy). Czyni sobie wrogów z kolejnych grup społecznych: nauczycieli, rodziców i uczniów, czyli przyszłych wyborców – uczniowie zorganizowali we wtorek protest przed MEN, popierając postulaty nauczycieli. Rośnie lista grup zaliczanych przez PiS do „obywateli gorszego sortu”.

Nauczyciele to akurat grupa zawodowa, o którą PiS powinien dbać szczególnie, bo na szkole, realizującej narodowo-katolicki program kształcenia i wychowania, oparł ideę mentalnej przebudowy społeczeństwa. Tymczasem zamiast ich dopieszczać – potraktował gorzej niż wspomniane tuczniki, na które obiecał (co prawda nie swoje, ale zawsze) pieniądze. Teraz wygląda na to, że powtórzy się scenariusz wobec sędziów: miał ich skłonić do posłuszeństwa, mamiąc awansami, strasząc postępowaniami dyscyplinarnymi i napuszczając na nich opinię publiczną, a sprowokował ruch oporu: sędziowski i społeczny. Miał podzielić, a scementował.

Argument „brak pieniędzy” przypomina ten z protestu osób niepełnosprawnych i ich rodziców w Sejmie rok temu. Całkowicie niewiarygodny, skoro jednocześnie PiS rozdaje „prezenty Kaczyńskiego” innym grupom, na których wyborczym poparciu więcej zyska. Podobna jest też metoda rozwiązania sporu: rok temu było to zawarte pokątnie „porozumienie” z własnym organem opiniodawczo-doradczym działającym przy pełnomocniku rządu ds. osób niepełnosprawnych. Tym razem jest to porozumienie z własnym politykiem (Ryszardem Proksą) działającym w imieniu posłusznej PiS centrali związkowej.

Historia zatoczyła koło: „Solidarność” powstała w PRL jako odpowiedź na marionetkową CRZZ (Centralna Rada Związków Zawodowych), realizującą interesy PZPR. Teraz to „Solidarność” stała się CRZZ III RP.

PiS może się więc okazać grabarzem „Solidarności”. Rozbił solidarność: tę przez małe, ale też tę przez duże „S”. Posłużył się związkiem „Solidarność” jako łamistrajkiem, obnażając publicznie wasalną rolę, jaką „S” pod przewodnictwem Piotra Dudy pełni wobec rządzącej partii.

Jaki interes mają teraz w trwaniu w tym związku szeregowi członkowie? Liczyli, że „S” – dzięki bliskim relacjom z władzą polityczną – będzie skuteczniej niż inne związki realizować pracownicze postulaty. Tymczasem kierownictwo centrali „S” ponad głowami przedstawicieli strajkujących nauczycieli podpisało kwit przywieziony w teczce przez rząd. Do tej pory najliczniejszy związek zawodowy w Polsce został zredukowany do grupy związkowych bossów dysponujących majątkiem i prawami do logo „Solidarności”. Logo, które po autokompromitacji związku nie będzie już wiele warte.

Trudno się dziwić, że nauczyciele składają rezygnację z członkostwa w „Solidarności” (w Widuchowej rozwiązano nauczycielską „S”, bo po poniedziałkowym „porozumieniu” wystąpili z niej wszyscy nauczyciele).

PiS – jak PZPR w PRL – wasalizując partnerów społecznych, unieważnia mechanizmy dialogu społecznego i hoduje sobie ruch społecznego oporu. Uczynił kpinę z idei dialogu społecznego. Reklamuje się jako partia, która „słucha ludzi”, w odróżnieniu od opozycji, która słucha ponoć bliżej nieokreślonych „elit”. Tymczasem szef kancelarii premiera Michał Dworczyk przyznał w TVN24, że możliwości „dosypywania” pieniędzy do systemu oświaty się wyczerpały. Tym samym przyznał, że rozmowy na forum Rady Dialogu Społecznego – ustawowego ciała powołanego do dialogu władzy z interesariuszami społecznymi w celu „realizacji zasady partycypacji i solidarności społecznej w zakresie stosunków zatrudnienia” – były teatrem i polityczną hucpą.

PiS liczy zapewne, że przedłużający się strajk nauczycieli spowoduje zniecierpliwienie społeczne: rodzice będą mieli dość, że muszą organizować opiekę nad dziećmi. Do tego nieprzeprowadzone egzaminy, niezrealizowany program nauczania. Więc uda się jednak napuścić opinię publiczną na nauczycieli.

Zniecierpliwienie może nastąpić. Ale pojawiło się nowe zjawisko: samorząd lokalny zaczyna brać odpowiedzialność za „zagospodarowanie” uczniów. Organizuje zajęcia kulturalne i edukacyjne. To może być np. świetna okazja do edukacji obywatelskiej. I to niekoniecznie zmierzającej do sformatowania uczniów według planu PiS. Zajęcia dzieją się poza szkołami, więc nie trzeba na nie zgody politycznie podporządkowanych PiS kuratorów oświaty. Na przykład prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak prowadził zajęcia z religii w Teatrze Polskim. Razem z poznańskim imamem Youssefem Chadidem. Będą zajęcia z języka migowego, czytanie książek o Harrym Potterze i „Ślimaku Samie” – wyklętym, bo jest jednocześnie chłopcem i dziewczynką, więc ucieleśnia „gender”.

Fundacja Szkoła z Klasą przewrotnie proponuje scenariusze zajęć edukacyjnych o roli strajków w najnowszej historii Polski. Bo warto pamiętać, że strajk jest przewidzianą prawem formą rozwiązywania sporów zbiorowych pomiędzy pracownikami a pracodawcami. Dla nauczycieli pracodawcą jest państwo. A prawo nie odbiera im tej formy walki o swoje prawa.

PiS jest na najlepszej drodze do zmobilizowania przeciwko sobie kolejnych grup i struktur społecznych. Ma wmontowany gen autodestrukcji.