Tag Archives: Łukasz Szumowski

Koronawirus służy PiS do Polexitu

27 Mar

Virus corona służy władzy PiS do wyjścia z Unii Europejskiej. Morawiecki odreagowuje poniżenie przez Brukselę, gdzie musiał się tłumaczyć z bezprawia pisowskiej władzy, z łamania Konstytucji i niszczenia trójpodziału władzy.

Morawiecki to mały człowiek, ale widocznie na takiego kurdupla zasłużyliśmy.

Premier kłamca, taka jego hierarchia wartości, aksjologia oszustwa, orżnięcia, przekrętu.

Ministrem zdrowia jest następny oszust. Dla tego konowała od wartości chrześcijańskich najważniejszy jest klęcznik.

Ciemnogród u koryta rozdał publiczny szmal i nie ma już z czego czerpać.

Minister Zdrowia Łukasz Szumowski zapewnia opinię publiczną, że Polska „nie ogląda się na Europę” i samodzielnie robi zakupy najpotrzebniejszego sprzętu ochronnego i medycznego. Bo Unia nie jest solidarna. Minister świadomie wprowadza opinię publiczną w błąd.

Więcej o Szumowskiego krętactwie >>>

Przed wejściem mierzenie temperatury, w środku posłowie w maseczkach rozrzuceni w kilku salach: w historii Polski parlament jeszcze tak nie obradował. A to nie koniec precedensów: Sejm przegłosował zmiany w regulaminie i następne posiedzenie dotyczące tzw. tarczy antykryzysowej odbędzie się zdalnie, przez internet.

Więcej o ostatnim takim posiedzeniu Sejmu >>>

Gdy inne kraje zadłużają się, by ratować gospodarkę, polski rząd oferuje plan skąpy i nietrafiony. Związkowcy i przedsiębiorcy podsuwają rozwiązania, ale rząd nie chce wydać zbyt dużo. Dlaczego? Bo musiałby przełożyć wybory. „To narażanie obywateli w imię krótkowzrocznych politycznych kalkulacji” – mówi Anna Karaszewska, menedżerka, prezeska Kongresu Kobiet.

O zbliżającym się kryzysie >>>

Sejm obraduje nad pakietem antykryzysowym rządu PiS. Są w nim pomysły, jak pomóc pracodawcom zachować miejsca pracy. Co, jeśli się nie uda? Rząd nie ma na to pytanie żadnej odpowiedzi. Czeka nas gwałtowny wzrost bezrobocia. Państwo dla bezrobotnych ma dziś niskie zasiłki, a żeby je dostać, trzeba się przebić przez administracyjny koszmar.

O bezrobociu, które nas czeka >>>

„Polski pakiet już powinien działać, a zacznie może za miesiąc. To będzie za późno. Premier Morawiecki mówi, że po kryzysie za odbudowę kraju po epidemii będą odpowiedzialni solidarnie przedsiębiorcy i pracownicy, to ja się pytam – jacy? Splajtowani? Na bezrobociu?” – rozmawiamy z przedstawicielem branży turystycznej oraz eventowej Bartoszem Bieszyńskim.

Więcej o krętactwie Morawieckiego >>>

Podawana przez ministerstwo zdrowia liczba ofiar koronawirusa jest zaniżona, bo nie ma procedur, które pozwalałyby na przeprowadzenie testów po śmierci w przypadku ludzi, którzy zmarli zanim zdążono pobrać od nich próbki. Przedsiębiorcy pogrzebowi pytają, czy mogą się zarazić od osoby zmarłej.

Więcej o zaniżaniu liczby ofiar koronawirusa i śmierci, której życzy ci ten rząd >>>

Pozostaje wierzyć, że w godzinie próby minister Szumowski okaże się jednak bardziej lekarzem niż ministrem.

W mediach trwa akcja pod hasłem „pacjencie, nie kłam lekarzom!” Medycy, pielęgniarki i ratownicy apelują o mówienie prawdy, zwłaszcza na SOR-ach. Nieszczerość chorych w kwestii kontaktów z osobą zakażoną skazuje cały oddział szpitala, karetki czy izby przyjęć na obowiązkową kwarantannę. A to zagraża nam wszystkim. Tak więc – pacjencie, nie kłam lekarzom!

Cały felieton Bożeny Chlabicz-Polak >>>

Cynizm Kaczyńskiego ws. wyborów, zagrożenie śmiercią nic nie znaczy dla tego tchórza

21 Mar

Aż Jarosław Kaczyński dał głos w RMF FM, tylko dlatego, że upychają kolanem datę wyborów majowych na prezydenta.

Teraz wszystko będzie z tym związane. Aby wytrwać do 10 maja. Nawet liczba zakażonych i ofiar koronawirusa będzie zaniżana, a może nawet nie podawana, jak już stało się w jednym województwie.

W Polsce nie jest zdecydowanie mniej zakażonych wirusem niż w Niemczech, u naszych sąsiadów testy na koronawirusa są powszechne, a u nas bardzo, bardzo niewiele dla nielicznych. Stąd tak mało u nas zakażonych, a zmarłych wpisuje się po inną przyczynę zejścia.

Na pewno idzie kryzys gospodarczy, upadną przedsiębiorstwa i nawet całe branże. Na pewno zmienią się zachowania społeczne, takie doświadczenie zarazy dostaje trwały stempel zachowań.

PiS zostanie wywieziony z pałaców władzy taczkami, bo sobie nie poradzą ze strachem ludzi i zarazą. Kaczyński na taczce wywijający nóżkami jak żuczek przewrócony na grzbiet (obrazek prima sort), Morawieckiemu nie pomogą miliony skręcone z Kościołem i bankami, nie spieprzy do jakiegoś raju podatkowego, tylko taczka i tabliczka na szyi: „Mitoman”.

Czy tak będzie? To możliwy scenariusz.

Premier Morawiecki i minister Szumowski proklamowali w Polsce stan epidemii. Daje on władzom centralnym nowe uprawnienia w walce z pandemią koronawirusa. To kolejny krok w stronę rzeczywistości stanu nadzwyczajnego bez jego formalnego wprowadzenia: teoretycznie rząd może ogłosić Warszawę zamkniętą „strefą zero”, a wybory 10 maja i tak się odbędą.

Więcej o stanie epidemii >>>

Duńczycy pokrywają 75 proc. pensji pracownikom, Brytyjczycy – 80 proc. Francja i Hiszpania zwalnia z opłat za prąd i gaz. Szwedzi odraczają spłatę podatków dla firm o rok, co będzie ich kosztować 6 proc. PKB. Na tle innych krajów polskie recepty dla firm i pracowników to mało. Co nie przeszkadza rządowemu samochwalstwu.

Zamrożenie kontaktów to jedno, a ratowanie gospodarki to zupełnie inna sprawa. Tymczasem premier Mateusz Morawiecki twierdzi, że:

Więcej o mitomaństwie Morawieckiego >>>

„Mimo tego, że nigdy jeszcze czegoś takiego nie doświadczyliśmy, musimy pokazać, że umiemy działać z sercem i racjonalnie, a tym samym ratować życia. Zależy to od absolutnie każdego z nas, bez wyjątków” – mówiła w orędziu kanclerz Niemiec Angela Merkel.

Angela Merkel: Ludzie muszą rozumieć, co robi władza

Drodzy współobywatele,

Koronawirus dramatycznie zmienia teraz życie codzienne w naszym kraju. Nasze ideały normalności, życia publicznego, wspólnoty społecznej, przechodzą próbę jak nigdy dotąd.

Miliony z was nie mogą chodzić do pracy, wasze dzieci nie mogą chodzić do szkół czy przedszkoli; teatry, kina i sklepy są zamknięte. A co być może najtrudniejsze, brakuje nam wszystkim interakcji społecznych, które do tej pory traktowaliśmy jako rzecz oczywistą. Zrozumiałym jest, że każdy z nas ma w takiej sytuacji wiele pytań i niepokojów na temat nadchodzących dni.

Pełne orędzie męża stanu Angeli Merkel >>>

Koronawirus atakuje nie tylko układ oddechowy, ale całą tkankę społeczną. Prowokuje rozmaitych polityków do snucia wizji o państwie nieustannego stanu wyjątkowego, gdzie kontroli poddaje się wszystkich pod pretekstem zapewnienia im bezpieczeństwa – mówi Donald Tusk, przewodniczący Europejskiej Partii Ludowej, były szef Rady Europejskiej i premier Polski.

Wywiad z Donaldem Tuskiem >>>

Wywiad z Kaczyńskim >>>

Tadeusz Rydzyk zaapelował o pomoc finansową dla założonych przez niego mediów, zwłaszcza Radia Maryja i Telewizji Trwam. Duchowny podkreśla, że coraz trudniej jest im przetrwać, zwłaszcza w czasie epidemii koronawirusa.

Tutaj definicja skurwysyna >>>

Dziś ktoś, kto robi skrajne pod względem prymitywizmu maseczki za 25 złotych, zarobi majątek. Przyjdą tacy ludzie. W Polsce nie ma starych pieniędzy, ale w Ameryce są. Stare pieniądze padną, nowe pieniądze przyjdą. To jest właśnie wielka zmiana społeczna. A nowi ludzie to są jednak zawsze trochę barbarzyńcy – mówi w rozmowie z Przemysławem Szubartowiczem prof. Marcin Król, filozof, historyk idei, publicysta. – Ujawni się pewien stopień ukrytego barbarzyństwa. Będą więc nowi barbarzyńcy i ludzie niepotrzebni, którzy nie znajdą nowej pracy, nawet gdy minie zaraza – dodaje

Wywiad z prof. Marcinem Królem >>>

Prawdopodobnie w Polsce wzrost PKB spadnie w okolice zera, ale nie będzie to długotrwała recesja. Nastąpi potężny wzrost zadłużenia publicznego i oczywiście kompletny rozpad fikcji, jaką jest stwierdzenie, że finanse publiczne w Polsce były w bardzo dobrym stanie – mówi ekonomista, prof. Witold Orłowski. Pytamy też o tarczę antykryzysową rządu. – Kluczowa jest szybkość działania. Kilka tygodni zajęło rządowi opracowanie pakietu, ma być wdrożony za kolejne 2 tygodnie, pytanie, ile czasu minie zanim do przedsiębiorstw dotrą pierwsze pieniądze. Jeśli mówimy o zagrożeniu bankructwem, to szybkość działania jest często ważniejsza, niż skala tego działania – podkreśla. I dodaje: – Przez ostatnie lata zostały przejedzone wszystkie rezerwy, które były w finansach publicznych, i w związku z tym dzisiaj finansowanie walki z epidemią może się odbywać tylko w drodze zaciągania długów.

Wywiad z prof. Witoldem Orłowskim >>>

Duda nie dość, że lansuje się na epidemii w sensie nadchodzących wyborów, to także naraża siebie i otoczenie.

Kiedy wszyscy siedzą w domu i słuchają komunikatów o testach, co to ich u nas dostatek, ale na razie starcza dla zaledwie 16 procent potencjalnie zarażonych, pan prezydent peregrynuje po kraju. A to wstąpi przejazdem do szpitala Garwolinie. A to znów odwiedzi z gospodarską wizytą zakład Orlenu w Jedliczach.

Cały felieton Bożeny Chlabicz-Polak >>>

Rząd PiS bawi się z nami w ciuciubabkę i funduje pokaz pozoranctwa na najwyższym, partyjnym szczeblu.

Mija już kilka dni od konferencji panów Morawieckiego i Dudy, na której zaprezentowali oni z dumą tzw. tarczę antykryzysową, która ma nam pomóc przejść przez gospodarkę ostro nadgryzioną koronawirusem. Nie ukrywam, że wciąż pozostaję w szoku i nie rozumiem, jak rząd może tak bawić się z nami w ciuciubabkę. Padło tyle pięknych słów, tyle obietnic, ale pod nimi niewiele się kryje. Czy naprawdę ci panowie uważają, że te ogólniki, które nam przedstawili wystarczą, by uwierzyć, że wreszcie wymyślili coś sensownego i rzeczywiście dobrego?

Felieton Tamary Olszewskiej >>>

Zaraza PiS wita koronawirusa

4 Mar

Koronawirus oficjalnie jest w Polsce. Przybył do nas jak w czarnej komedii, grotesce braci Coen.

Kojarzy mi się z „Fargo”, ze specyfiki w jakie grupy wiekowe uderza, istotniejsze jest nawet odwołanie do „To nie jest kraj dla starych ludzi”. Koronawirus uderza w pierwszym rzędzie w seniorów.

Koronawirusa przywitał minister zdrowia Łukasz Szumowski, który służbę zdrowia doprowadził do stanu swojej wyznawanej ideologii, mianowicie najskuteczniejszym lekarstwem na chorobę jest modlitwa do Bozi.

Czarna komedia to także definicja zarazy podana tydzień temu przez Donalda Tuska, a dzisiaj przeze mnie trawestowana: „zaraza wita zarazę”. PiS wita koronawirusa.

PiS to zaraza, polityczny koronawirus, który niszczy trójpodział władzy, jeden z trzech filarów demokracji jest pod bezustannym atakiem – sądownictwo.

Więcej o zarazie PiS, która jednak może nie przetrwać koronawirusa – tutaj >>>

Koronawirusa etyczngo zdefiniował swego czasu Jarosław Kaczyński:

PILNE: Jest pierwszy przypadek koronawirusa w Polsce – poinformował minister zdrowia Łukasz Szumowski. Pacjent przebywa w szpitalu w Zielonej Górze, według ministra ma się dobrze. OKO.press podsumowuje, co wiadomo o koronawirusie wg najnowszych ustaleń lekarzy i naukowców.

Więcej o pierwszym przypadku koronawirusa w PL tutaj >>>

O zarazie pisowskiej – koronawirusie, jako tutaj zdefiniowałem – mówił jeden z wybitnych polskich intelektualistów prof. Marcin Król.

Złodzieje ducha, złodzieje polskości, złodzieje wolności – don Corleone Kaczyński i jego mafijka.

Więcej o rozmowie z prof. Marcinem Królem tutaj >>>

Włączenie do strategii wyborczej kwestii koronawirusa może okazać się pułapką. Jeśli za 4-5 tygodni to zagrożenie zostanie opanowane, wtedy z czym zostaną politycy? Jeśli natomiast rozwinie się ono w niespotykaną w swoich konsekwencjach epidemię, to rząd zmuszony będzie przyznać się do niemożności ochrony obywateli, ale też i opozycja zmuszona będzie do wspierania działań rządu – mówi dr Robert Sobiech, dyrektor Instytutu Polityk Publicznych Collegium Civitas. – Tak jak cały rząd nie ma planu pójścia do przodu, jak jeszcze pokazywał nam 4 lata temu, tak i Andrzej Duda nie ma takiego planu. Hasło, że będziemy robić wszystko, żeby Polacy byli coraz bardziej bogaci, nie wystarcza – podkreśla

Wywiad z Robertem Sobiechem tutaj >>>

Pałac Prezydencki ma kłopot. Ustawa o 2 mld zł dla mediów państwowych urasta do rangi najważniejszego aktu prawnego kadencji Andrzeja Dudy. We wtorek prezydent ma się spotkać w tej sprawie z Jarosławem Kaczyńskim. To, czy zawetuje ustawę, jak papierek lakmusowy pokaże, czy chce zadowolić gorących zwolenników PiS, wyborców umiarkowanych czy prezesa PiS.

O picowaniu Dudy i Kaczyńskiego na temat 2 mld dla gadzinówki TVP tutaj >>>

I Prezes Sądu Najwyższego nie zjawiła się w Trybunale Konstytucyjnym na posiedzeniu 3 marca 2020. Jej zdaniem TK Julii Przyłębskiej nie ma kompetencji, by sensownie odnieść się do rzekomego sporu kompetencyjnego między SN a Sejmem oraz SN a Prezydentem. W Trybunale dyskutowało więc kółko wzajemnej adoracji. W jednej z głównych ról – Krystyna Pawłowicz.

Więcej o grotesce w Trybunale Konstytucyjnym tutaj >>>

Morawiecki, Szumowski i pozostali pisowcy mają Polskę głęboko w de. Święta z tymi postaciami to spieprzone święta

24 Gru

Czym może zajmować się premier Polski, gdy w kraju prezydent obraża Pierwszą Prezes Sądu Najwyższego? Gdy partia rządząca usiłuje zakneblować usta niepokornym sędziom? Gdy prezes NIK Marian Banaś spokojnie – mimo poważnych zarzutów – urzęduje sobie na stanowisku? Gdy w przyszłym roku rząd PiS zafunduje nam podwyżki m.in. prądu czy paliwa?

Otóż Mateusz Morawiecki uważa, że – jak sam obwieścił na swoim Facebooku – „najgorętszy spór ostatnich dni wcale nie dotyczy polityki czy sportu, ale stosunku Polaków do… majonezu”.

W dalszej części wpisu rozwodzi się nad zaletami i wadami różnych produkowanych w naszym kraju majonezów oraz musztardy. – „I mnie próbowano wciągnąć w ten gorący spór, ale mam w tej sprawie stanowisko odrębne” – napisał (w jego mniemaniu żartem) Morawiecki. Boki zrywać, prawda?

A to odrębne stanowisko brzmi: – „Otóż od lat robimy majonez własnoręcznie i przyznam, że w naszej rodzinie jest bardzo ceniony” – pochwalił się premier.

Internauci kpili i oburzali się: – „Wreszcie Morawiecki zajął się kluczową kwestią z punktu widzenia bezpieczeństwa Polski!”; – „Myślę, że na rodzinnej produkcji majonezu i pan, i cały naród zyskałby znacznie więcej niż na pańskim premierostwie”; – „Jak tam obniżka podatków idzie, panie premierze? Inflacja w górę, akcyza w górę, podatek od cukru… Degresja podatkowa zamiast regresji, a liczba osób żyjących w skrajnym ubóstwie wzrosła mimo ogromnych programów socjalnych”; – „Panu premierowi idzie dobrze, szczególnie jak się spojrzy na jego i przepisany małżonki majątek… Reszta niech zap***la za michę ryżu”.

Minister zdrowia Łukasz Szumowski uważa, że liczba lekarzy w Polsce w przeliczeniu na 1000 mieszkańców jest na poziomie średniej europejskiej. To nieprawda. Szumowski wziął liczbę Naczelnej Izby Lekarskiej, która stosuje inne definicje i porównał je z europejskimi danymi. Tymczasem Polska jest w europejskim ogonie

Minister zdrowia mówi: jest super, więc o co chodzi. W niedzielę 22 grudnia w rozmowie w radiu Zet powiedział, że problem liczby lekarzy w Polsce istnieje, ale źle nie jest:

„Diagnoza do niedawna oparta była na przeświadczeniach, że mamy dramatycznie niską liczbę lekarzy, że masowo wyjeżdżają, a to mit. A problemem nie jest ich mała liczba, lecz rozproszenie.

Niestety minister Szumowski mówi tutaj podwójną nieprawdę: po pierwsze zawyża liczbę lekarzy na 1000 mieszkańców o 50 proc. Po drugie, Polska jest w tej klasyfikacji na szarym końcu Europy.

Więcej o manipulacjach katolickiego ministra w istocie od śmierci Polaków Szumowskiego tutaj >>>

„Czas skończyć z narracją, że w tym całym sporze sędziowie walczą o swój status, że są niechętni zmianom i występują przeciw władzy.” A „Prezydent jak każdy organ władzy publicznej, musi działać »na podstawie i w granicach prawa«” – dobitnie przypomniała Andrzejowi Dudzie I Prezes SN Małgorzata Gersdorf. Duda obraził i prowokował Gersdorf w TVP Info

Gersdorf przypomina Dudzie, kto jest winny anarchizowania Rzeczpospolitej

W swoim oświadczeniu prof. Gersdorf wzniosła się ponad inwektywy, manipulacje i kłamstwa przedstawiane przez głowę państwa w TVP Info. Odpowiedziała chłodno i merytorycznie – przypominając, kto jest winny anarchizowania Rzeczpospolitej.

Podstawowym problemem jest fakt powołania i funkcjonowanie nowej KRS

Pierwsza Prezes SN zaczęła od uwagi, że gdyby nie doszło do niezgodnego z Konstytucją RP wygaszenia kadencji członków KRS i powołania w ich miejsce nowych członków przez Sejm, nie pojawiłby się w ogóle problem wykładni art. 179  – mówiącego o tym, że sędziowie są powoływani na wniosek KRS przez Prezydenta RP na czas nieokreślony – oraz znaczenia ważności uchwał KRS.

Więcej o odpowiedzi I prezes SN prof. Gersdorf tutaj >>>

Czy Kaczyński weźmie ze sobą Polskę do grobu?

3 Gru

UJAWNIAMY powiązania członków nowej KRS z ministrem sprawiedliwości Ziobrą. Na 15 członków aż 10 zgłosiły osoby powiązane z ministerstwem, 9 dostało od Ziobry funkcję wice/prezesa sądu, 9 działało w komisjach i zespołach ministerstwa, a 4 było tam zatrudnionych. To poważne zarzuty w myśl wyroku TSUE z 19 listopada. I mocne argumenty dla Sądu Najwyższego

Na czwartek 5 grudnia zaplanowano posiedzenie Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych SN, podczas którego zapaść ma tzw. orzeczenie wykonujące wyrok TSUE z 19 listopada 2019, który dotyczy m.in. statusu neo-KRS.

Przez ponad 18 miesięcy funkcjonowania, nowa KRS po wielokroć udowodniła, że nie jest organem niezależnym od władzy politycznej. Niejasności dotyczące wyboru jej członków, tajne listy poparcia, nieujawnione do dziś mimo wyroku NSA i żądań sądów, przesłuchania kandydatów trwające ledwie kilkanaście minut czy próba legalizacji własnego statusu przy pomocy TK Julii Przyłębskiej – to tylko kilka jaskrawych przykładów działania ramię w ramię z władzą.

Jednym z kluczowych wątków, jakie rozważać będzie Sąd Najwyższy wykonując wyrok TSUE są powiązania członków nowej KRS z ministrem Zbigniewem Ziobrą i jego ministerstwem sprawiedliwości (patrz dalej – analiza wyroku TSUE).

Przedstawiamy poniżej wszystkie dostępne obecnie informacje o tych powiązaniach. Korzystamy z trzech źródeł:

  • stron internetowych sądów. Z nich wiadomo, kto jest prezesem lub wiceprezesem sądu z nadania Zbigniewa Ziobry i czy uzyskał delegację z sądu niższej instancji;
  • informacji udostępnianych przez samą KRS – część jej członków, ubiegając się o awans, miała obowiązek przedstawić swój życiorys i wykaz zajmowanych stanowisk;
  • Dziennika Urzędowego Ministra Sprawiedliwości, gdzie są dane o udziale sędziów z nowej KRS w ministerialnych zespołach i komisjach.

Lista jest rozwinięciem wcześniejszej publikacji Patryka Wachowca, a także analizy 18 kandydatów do KRS przygotowanej przez Iustitię. Zawiera nowe ustalenia i jest najpełniejszą informacją o powiązaniach neo-KRS z władzą wykonawczą.

Patryk Wachowiec jest analitykiem prawnym Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR), a także współpracownikiem naszego Archiwum Osiatyńskiego.

Na czym polegają powiązania członków neo-KRS z ministerstwem Ziobry

Analizujemy powiązania każdego z 15 sędziów neo-KRS z ministerstwem Ziobry. W grę wchodzi:

  • zgłoszenie sędziego do neo-KRS przez osobę powiązaną z ministrem/ministerstwem sprawiedliwości. Kandydata do nowej KRS reprezentował pełnomocnik, który zbierał podpisy poparcia i składał komplet dokumentów w Kancelarii Sejmu; aż 10 z członków rady zgłosiły osoby powiązane z ministrem: inni prezesi z nadania Zbigniewa Ziobry lub politycy z kierownictwa resortu;
  • zgłaszający powiązany rodzinnie lub towarzysko – wśród zgłaszających kandydatów na członków KRS znalazły się minimum trzy osoby powiązane z nimi rodzinnie lub towarzysko, które same są beneficjentami zmian w sądownictwie – bracia, rodzice lub partnerzy życiowi, którzy zawdzięczają ministrowi Ziobrze stanowiska prezesów sądów czy też delegacje do resortu sprawiedliwości;
  • delegacja do ministerstwa – czworo z członków nowej KRS, chwilę przed objęciem stanowiska, pracowało w resorcie sprawiedliwości, wykonując czynności urzędnicze jako podwładni ministra;
  • delegacja do innego sądu – minister sprawiedliwości delegował pięcioro sędziów do pracy w innym sądzie (głównie wyższej instancji – w sądach okręgowych lub apelacyjnych;
  • (wice)prezes sądu – minister Ziobro dał aż dziewięciorgu członkom neo-KRS kierownictwo sądów, wcześniej zwolnione w ramach „czystki”. Wielu prezesów i wiceprezesów sądów Ziobro odwoływał faksem przy braku merytorycznych podstaw;
  • członkostwo w komisji egzaminacyjnej – minister sprawiedliwości powoływał siedmioro członków nowej KRS do zespołów prowadzących egzaminy na radców, adwokatów czy prokuratorów;
  • członkostwo w zespole problemowym w ministerstwie sprawiedliwości, np. w zespole ds. postępowań dyscyplinarnych wobec sędziów i asesorów czy zespole przygotowującym system mierzący obciążenie prac sędziów. Łącznie czworo członków KRS pełni/ło taką funkcję;
  • rekomendacja przez KRS – mimo ewidentnego konfliktu interesów, dwoje sędziów nowej KRS starała się również o awans do sądu wyższej instancji;
  • domniemany udział w „aferze hejterskiej”, w której centralną rolę odgrywał wiceminister Piebiak. Według mediów zamieszanych być mogło trzech członków neo-KRS.

Sędzia po sędzi, prześwietlamy

1. Leszek Mazur – sędzia Sądu Okręgowego (SO) w Częstochowie, przewodniczący KRS

Zgłosił go brat – Witold Mazur, prezes Sądu Apelacyjnego w Katowicach, powołany przez ministra Ziobrę.

2. Dariusz Drajewicz – sędzia Sądu Rejonowego (SR) dla Warszawy-Mokotowa, wiceprzewodniczący KRS

  • Zgłoszony przez Łukasza Kluskę, prezesa SR w Pruszkowie, powołanego przez ministra Ziobrę, delegowanego do SO w Warszawie i rekomendowanego przez KRS na stanowisko sędziego SO w Warszawie;
  • Sam Drajewicz z kolei zgłosił innego członka KRS, Macieja Miterę.
  • Wiceprezes SO w Warszawie, powołany przez ministra Ziobrę.
  • Delegowany przez ministra Ziobrę do pełnienia obowiązków sędziego w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie.
  • Przedstawiciel ministra sprawiedliwości w komisjach do przeprowadzenia egzaminu radcowskiego w latach 2016-2019.
  • Członek komisji egzaminacyjnej ministra sprawiedliwości do spraw aplikacji radcowskiej 2017-2019.
  • Członek komisji egzaminacyjnej przy ministrze sprawiedliwości do spraw odwołań od wyniku egzaminu radcowskiego 2018.
  • Wymieniany przez media jako uczestnik tzw. „afery hejterskiej”.

3. Jarosław Dudzicz – sędzia SR w Słubicach

  • Zgłoszony przez Annę Kuśnierz-Milczarek, prezesa SR w Gorzowie Wielkopolskim, powołaną przez ministra Ziobrę.
  • Prezes SO w Gorzowie Wielkopolskim, powołany przez ministra Ziobrę.
  • Delegowany przez ministra Ziobrę do pełnienia obowiązków sędziego w SO w Gorzowie Wielkopolskim.
  • Przedstawiciel ministra sprawiedliwości w komisji egzaminacyjnej do przeprowadzenia egzaminu adwokackiego 2020.
  • Były członek zespołu do spraw czynności ministra sprawiedliwości podejmowanych w postępowaniach dyscyplinarnych sędziów i asesorów sądowych.
  • Wymieniany przez media jako uczestnik tzw. „afery hejterskiej”.

4. Grzegorz Furmankiewicz – sędzia SO w Krośnie

  • Zgłoszony przez Marcina Romanowskiego, podsekretarza stanu w ministerstwie sprawiedliwości, kandydata PiS w wyborach do Sejmu w 2019 roku.
  • Członek komisji egzaminacyjnej ministerstwa sprawiedliwości do spraw aplikacji adwokackiej 2019.
  • Delegowany przez ministra Ziobrę do pełnienia obowiązków sędziego w SO w Krośnie.
  • Wiceprezes SO w Krośnie, powołany przez ministra Ziobrę.
  • Rekomendowany przez KRS na stanowisko sędziego SO w Krośnie.

5. Marek Jaskulski – sędzia SR Poznań-Stare Miasto w Poznaniu

[brak informacji o powiązaniach]

6. Joanna Kołodziej-Michałowicz – sędzia SR w Słupsku

  • Zgłoszona przez męża, Andrzeja Michałowicza, prezesa SO w Słupsku, powołanego przez min. Ziobro.
  • Rekomendowana przez KRS na stanowisko sędziego SO w Słupsku.

7. Jędrzej Kondek – sędzia SR dla m.st. Warszawy

  • Zgłoszony przez Marcina Romanowskiego, podsekretarza stanu w ministerstwie sprawiedliwości, kandydata PiS w wyborach do Sejmu w 2019 roku.
  • Były członek zespołu do spraw ochrony praw pracowniczych  ministerstwie sprawiedliwości.

8. Teresa Kurcyusz-Furmanik – sędzia WSA w Gliwicach

[brak informacji o powiązaniach]

9. Ewa Łąpińska – sędzia SR w Jaworznie

[brak informacji o powiązaniach]

10. Zbigniew Łupina – sędzia SR w Biłgoraju

  • Prezes SR w Biłgoraju, powołany przez ministra Ziobrę.

11. Maciej Mitera – sędzia SR dla Warszawy-Śródmieścia

  • Zgłoszony przez sędziego Dariusza Drajewicza, członka KRS.
  • Prezes SR dla Warszawy-Śródmieścia w Warszawie, powołany przez ministra Ziobrę.
  • Przedstawiciel ministra sprawiedliwości w komisji egzaminacyjnej do przeprowadzenia egzaminu radcowskiego 2018.
  • Członek komisji egzaminacyjnej ministerstwa sprawiedliwości do spraw aplikacji radcowskiej 2018.
  • Były sędzia delegowany do ministerstwa sprawiedliwości.
  • Były członek zespołów do opracowania systemu mierzenia obciążenia pracą sędziów (ważenia spraw) i do spraw zapobiegania przestępstwom wynikającym z nienawiści religijnej i rasowej w ministerstwie sprawiedliwości.

12. Maciej Nawacki – sędzia SR w Olsztynie

  • Zgłoszony przez sędziego Michała Lasotę, obecnie zastępcę rzecznika dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych, prezesa SR w Nowym Mieście Lubawskim powołanego przez ministra Ziobrę.
  • Prezes SR w Olsztynie, powołany przez ministra Ziobrę
  • Przedstawiciel ministerstwa sprawiedliwości w komisji egzaminacyjnej do przeprowadzenia egzaminu radcowskiego 2018.
  • Wymieniany przez media jako uczestnik tzw. „afery hejterskiej”.

13. Dagmara Pawełczyk-Woicka – sędzia SR dla Krakowa-Podgórza

  • Zgłoszona przez sędziego Dariusza Pawłyszcze, rekomendowanego przez KRS na stanowisko sędziego Sądu Najwyższego, delegowanego do pełnienia czynności w ministerstwie sprawiedliwości.
  • Powiązania towarzyskie z sędzią Dariuszem Pawłyszcze.
  • Prezes SO w Krakowie, powołana przez ministra Ziobrę.
  • Delegowana przez ministra Ziobrę do pełnienia obowiązków sędziego w SO w Krakowie.
  • Członkini Rady Programowej Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury, wskazana przez ministra Ziobrę.
  • Były członek zespołów do opracowania systemu mierzenia obciążenia pracą sędziów (ważenia spraw) i do opracowania rozwiązania informatycznego wspomagającego realizację przydziału spraw w sądach powszechnych, oba – w ministerstwie sprawiedliwości.

14. Rafał Puchalski – sędzia SO w Rzeszowie

  • Zgłoszony przez sędziego Michała Bukiewicza, rekomendowanego przez KRS na stanowisko sędziego SO Warszawa-Praga w Warszawie, prezesa SR dla Warszawy Pragi-Południe w Warszawie powołanego przez ministra Ziobrę.
  • Prezes SO w Rzeszowie, powołany przez ministra Ziobrę.
  • Członek komisji egzaminacyjnej ministerstwa sprawiedliwości do spraw aplikacji radcowskiej 2017-2019.
  • Były sędzia delegowany do ministerstwa sprawiedliwości.
  • Przedstawiciel ministra sprawiedliwości do przeprowadzenia egzaminu radcowskiego.

15. Paweł Styrna – sędzia SR w Wieliczce

  • Wiceprezes SO w Krakowie, powołany przez ministra Ziobrę.
  • Delegowany przez ministra Ziobrę do pełnienia obowiązków sędziego w SO w Krakowie.
  • Były sędzia delegowany do ministerstwa sprawiedliwości.
  • Członek komisji konkursowej ministerstwa sprawiedliwości do przeprowadzenia egzaminu na aplikację sędziowską i aplikację prokuratorską 2019.
  • Członek zespołu nadzorującego przebieg testu w konkursie na aplikację sędziowską i aplikację prokuratorską 2018-2019.

Wyrok TSUE, kryteria do oceny neo-KRS

wyroku z 19 listopada 2019 roku Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) przypomniał, że gwarancje niezawisłości i bezstronności sądu wymagają m.in., by

zasady powoływania jego członków „pozwalały wykluczyć wszelką uzasadnioną wątpliwość co do niezależności tego organu od czynników zewnętrznych oraz co do jego neutralności względem ścierających się interesów” (punkt 123)

Te zasady mają na celu ochronę przed ingerencją lub naciskami z zewnątrz. Powinny zapewniać, że „wykluczony jest nie tylko bezpośredni wpływ w postaci zaleceń, ale również bardziej pośrednie formy oddziaływania, które mogą zaważyć na decyzjach sędziów” (punkt 125).

Podobne zasady oceny niezawisłości sądu znajdują oparcie w orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (punkt 127).

Wśród obowiązków nałożonych na sąd odsyłający, czyli Izbę Pracy i Ubezpieczeń Społecznych Sądu Najwyższego, TSUE wskazał m.in. na konieczność upewnienia się, że „materialne warunki oraz zasady proceduralne odnoszące się do decyzji o powołaniu [sędziów] są sformułowane w taki sposób, że nie dają powodów do uzasadnionych wątpliwości co do niezależności sędziów od czynników zewnętrznych oraz ich neutralności […] po tym, jak zostaną oni powołani” (punkt 134).

O ile, zdaniem TSUE, sam fakt uczestnictwa Krajowej Rady Sądownictwa (KRS) w procesie powoływania sędziów przyczynić się może do obiektywizacji tej procedury, to może być tak

jedynie wtedy, gdy sama KRS będzie „wystarczająco niezależna od władzy ustawodawczej i wykonawczej oraz od organu, któremu ma przedłożyć taki wniosek o powołanie” – czyli prezydenta RP (punkty 137-138).

W ocenie TSUE warunek niezależności i bezstronności konkretnego sądu może bowiem zależeć od stopnia niezależności KRS od władzy politycznej (punkt 139). W konsekwencji sąd odsyłający ma obowiązek ocenić wszystkie okoliczności faktyczne i prawne dotyczące okoliczności wyboru członków KRS i sposobu, w jaki organ ten konkretnie wypełnia swoją rolę (punkt 140).

Powyższa ocena powinna uwzględniać wszystkie wątpliwości wyrażone przez Sąd Najwyższy, gdyż – jak stwierdził TSUE – jedynie „ich zbieg, w połączeniu z okolicznościami, w jakich wyborów tych dokonano, może prowadzić do powzięcia wątpliwości co do niezależności [KRS], nawet jeżeli taki wniosek nie nasuwałby się, gdyby czynniki te były rozpatrywane oddzielnie” (punkt 142).

W konsekwencji, TSUE – posiłkując się wskazaniami SN – wskazał kilka czynników, które należy wziąć pod uwagę w procesie oceny niezależności KRS (punkty 143-5). Podkreślenia wymaga jednak fakt, że z uwagi na obowiązek uwzględniania „wszystkich okoliczności” nie jest to katalog zamknięty.

W tym kontekście istotne dla stwierdzenia stopnia niezależności KRS od władzy wykonawczej wydaje się przedstawienie powiązań członków-sędziów tego organu, wybranych przez Sejm w 2018 roku, z ministrem sprawiedliwości. Na potrzeby tej oceny należy wziąć pod uwagę tak okoliczności ujawnione w momencie wyboru i objęcia tych stanowisk, jak i w toku prac KRS w nowym składzie. W tym celu warto aktualizować istniejące w obiegu publicznym informacje o powiązaniach członków KRS z szefem resortu sprawiedliwości.

Do czego doszliśmy, że podanie ręki drugiej osobie staje się rzeczą wyjątkową? Najbliższe lata nie tylko w Polsce, będą należały do kobiet. Kobiety zaczynają walczyć o lepszy świat. My to mamy w sobie. Bierzemy odpowiedzialność za dzieci, za rodzinę, za słabszych i coraz bardziej za zmiany. Jeżdżę po Polsce i wiem, że ludzie chcą zmiany. Duda daje im teatr

„Sprawy zdrowia i klimatu, tak bardzo ze sobą połączone, są jednymi z najważniejszych dla poczucia bezpieczeństwa wszystkich Polek i Polaków. Oglądałam niedawno film dokumentalny, w którym młodzi ludzie opowiadają o tym, czego się boją. Oni zdają sobie sprawę z tych zagrożeń, a my, starsze pokolenie, nie mamy takiej wyobraźni” – mówi OKO.press Małgorzata Kidawa-Błońska, konkurentka Jacka Jaśkowiaka w prawyborach prezydenckich w PO.

Mówi też o tym, czy podałaby rękę Jackowi Międlarowi, czy podpisałaby ustawę aborcyjną zezwalającą na przerwanie ciąży do 12. tygodnia i co ma do powiedzenia mieszkańcom Białostocczyzny.

Z Jackiem Jaśkowiakiem Potrafię się bić, jestem autentyczny. Wykorzystam sztuczność i śmieszność Dudy”.

To między Jaśkowiakiem a Kidawą-Błońską będą wybierać kandydata/kandydatkę na prezydenta członkowie Koalicji Obywatelskiej w styczniowych prawyborach.

Teksty OKO.press o Małgorzacie Kidawie-Błońskiej przeczytasz tu.


Kidawa-Błońska: Chciałam być premierem, chce być prezydentem

Agata Szczęśniak, OKO.press: Wygra pani z Andrzejem Dudą?

Małgorzata Kidawa-Błońska: Wygram. Wierzę w siebie. Jak dotychczas wygrywam wybory, w których startuję. Wszyscy mówią, że pan prezydent Duda jeździ po Polsce…

Wszystkie powiaty objechał.

Ja również objechałam Polskę wzdłuż i wszerz przez ostatnie cztery lata. Jeździłam też wcześniej jako rzecznik rządu i Marszałek Sejmu. Byłam na spotkaniach z mieszkańcami miast, ale też mniejszych miejscowości, wielokrotnie na trudnych dla mojej formacji terenach, czyli Lubelszczyźnie i Podkarpaciu.

Widzę, że wszędzie Polacy chcą zmiany. Chcą innej polityki, chcą być przez rządzących szanowani i dumni z prezydenta, z tego co sobą reprezentuje i jak reprezentuje Polskę na świecie. Chcą prezydenta, dla którego każda obywatelka i każdy obywatel będą jednakowo ważni. Widzimy obrazki ze spotkań prezydenta Dudy z Polakami, ale staram się tam doszukać rozmowy, odpowiadania na pytania i, niestety, nie znajduję. To wszystko teatr.

OKO.press nagrało spotkania Andrzeja Dudy w Jarocinie. Ludzie są zachwyceni, młodzież i dzieci garną się do niego. Duda przytula niemowlęta.

Robią zdjęcia, chcą zobaczyć z bliska znaną osobę, ale chcą też przedstawić swoje problemy szukać rozwiązań. A tego nie ma. Prezydent boi się trudnych pytań, a gdy takie otrzymuje, szczególnie o sądownictwo, reaguje nerwowo i odpowiada wręcz krzykiem. Dziś w Polsce głowa państwa nie wypełnia przypisanych mu zadań. Nie wykorzystał szansy współpracy z opozycją w najistotniejszych dla naszego państwa sprawach. Przez pięć lat odbyła się tylko jedna Rada Bezpieczeństwa Narodowego, a to jest podstawowy – konstytucyjny – organ doradczy w zakresie bezpieczeństwa państwa. Przez całą kadencję jedno spotkanie!

Kto komu podaje rękę

Ostatnio zszedł z trybuny sejmowej i podawał rękę opozycji.

Proszę zobaczyć, do czego doszliśmy, że podanie ręki drugiej osobie staje się rzeczą wyjątkową? Czy nie powinno to być standardem? Prezydent nie robił tego do tej pory, stąd pytanie o szczerość tego gestu. Prezydent powinien wychodzić ponad podziały nie tylko w czasie kampanii wyborczej. Ale w końcu sam powiedział, że nie jest prezydentem wszystkich Polaków.

Pani podaje rękę wszystkim?

Każdej osobie podaję rękę.

Jarosławowi Kaczyńskiemu?

Tak i choć diametralnie się różnimy, to jest posłem polskiego Sejmu, dostał głosy warszawiaków.

Januszowi Korwin-Mikkemu?

Gest podania ręki to sygnał, że możemy porozmawiać. A rozmawiać zawsze warto.

Jackowi Międlarowi?

Może nie będzie takiej okazji.

Jaśkowiak bokserem, ja zagrałabym w coś zespołowego

Zanim przyjdzie czas na Dudę musi Pani wygrać z Jackiem Jaśkowiakiem.

Trwają prawybory, jestem codziennie w podróży. Spotykam się z koleżankami i kolegami z Platformy Obywatelskiej, rozmawiamy o planach na kampanię, prezydenturę i o tym, co chcielibyśmy, by zmieniło się w Polsce. Mam ogromne wsparcie z ich strony. My bardzo chcemy wygrać wybory prezydenckie, dlatego trzeba wybrać osobę, która ma największe szanse pokonać Andrzeja Dudę.

Jacek Jaśkowiak podkreślał w OKO.press, że jest bokserem…

Wiemy o tym nie od dziś. Rzeczywiście, bokser potrafi się bić, wie jak użyć siły do pokonania przeciwnika. Ale to sport indywidualny, a formy walki i dochodzenia do zwycięstwa są różne. Siłowe rozwiązania bywają na ogół nieskuteczne.

Szachy? Ping-pong? Skoki narciarskie?

Lubię gry zespołowe, bo w zespole można na sobie polegać, wspierać się i budować zaufanie. W dobrze zorganizowanym zespole jest lider, który bierze na siebie odpowiedzialność, ale ważni są wszyscy zawodnicy, a każdy ma do spełnienia ważną rolę. W zespole wola walki jest ogromna, każdego z osobna i wszystkich razem.

Jacek Jaśkowiak powiedział nam też, że Polacy są zmęczeni politykami, którzy są w polityce od 20, 25 lat. Takimi jak Pani.

A od ilu lat Jacek Jaśkowiak jest w polityce?

Od 2010 roku? Do PO wstąpił w 2013.

Jacek Jaśkowiak nie jest debiutantem w polityce. Nigdy nie aspirował jednak do polityki krajowej.

Uważam, że zarówno nowe spojrzenie, jak i doświadczenie są jednakowo ważne i się uzupełniają. Dlatego to zawsze korzyść dla wszystkich, gdy do Sejmu dostają się młodzi posłowie, z nową energią i pomysłami, ale by pracować skutecznie muszą wspierać się doświadczeniem tych parlamentarzystów z dłuższym stażem. I tu znów wracamy do tematu gry zespołowej. Musimy umieć ze sobą rozmawiać i współpracować, by w warunkach różnorodności poglądów wypracowywać rozwiązania.

Z jednym się zgodzę, że Polacy są zmęczeni politykami, którzy zajmują się głównie sobą i walką polityczną, a nie tym, czym powinni, czyli tworzeniem dobrego prawa.

Jaśkowiak powiedział też, że ważne jest, żeby mieć doświadczenie poza warszawską polityką. Sam był biznesmenem, jest samorządowcem.

Ja zdecydowałam się na wejście do polityki dla wspierania i rozwoju kultury, miałam pomysły jak to zrobić, potrzebowałam jedynie skutecznego narzędzia. Warto jednak mieć gdzie wrócić. Jest też życie poza polityką.

Wróciłabym do robienia filmów

Pani jest i była: marszałkiem, wicemarszałkiem, rzeczniczką rządu, posłanką… 

Także Radną Warszawy.

Miałaby Pani, gdzie wrócić?

Z pewnością mogłabym wrócić do pracy w filmie. Zawsze to lubiłam i wciąż, dzięki mężowi i synowi, mam bliski kontakt z produkcją filmową. Przyznam, że to czasem trudniejsze niż polityka.

Jaśkowiak ma poparcie w Platformie?

Myślę, że to będzie ciekawe doświadczenie zarówno dla mnie, jak i dla niego, choć

mam tę przewagę, że ja już się dobrze znam ze strukturami w całym kraju. Nie muszę się im przedstawiać, a mogę skupić na mówieniu o tym, co chciałabym zrobić.

Decydująca będzie jednak siła przekonywania kandydatów. W demokratycznej partii ludzie wybierają świadomie, nie pod presją. Jestem przekonana, że moje pomysły na kampanię i prezydenturę spodobają się koleżankom i kolegom.

To proszę powiedzieć: dlaczego powinni wybrać Panią, a nie Jaśkowiaka?

Zadaniem dla nowego prezydenta będzie zatrzymanie wojny polsko-polskiej.

W pojedynkę tego nie zrobi. Jesteśmy w takim momencie, że dla odbudowy polskiej wspólnoty, naprawy wielu ważnych dla naszego życia obszarów, potrzebna jest umiejętność gry zespołowej. Wiem, że to trudne zadanie, ale nie boję się go podjąć.

Na naszych oczach świat, do którego byliśmy przyzwyczajeni, coraz szybciej się zmienia. To, co kiedyś widzieliśmy tylko w filmach, zaczyna być rzeczywistością. Tracimy poczucie  bezpieczeństwa w szerokim znaczeniu tego słowa. Brakuje poczucia, że nasze zdrowie i życie jest chronione, bo stan systemu ochrony zdrowia jest dramatyczny i wciąż się pogarsza. Młodzi strajkują na ulicach miast na całym świecie, bo politycy mówią o konieczności ochrony środowiska i klimatu, ale nie podejmują zdecydowanych działań. A tu chodzi o przyszłość przyszłych pokoleń. I czy dziś w Polsce jesteśmy odpowiednio przygotowani na ataki cybernetyczne? Co z bezpieczeństwem w sieci?

Młodzi mają prawo być inni

To są największe zagrożenia stojące przed Polską?

Wyzwań jest więcej. Ale są sprawy pilne, które wymagają zdecydowanych działań tu i teraz. Jeszcze niedawno w Brukseli, podczas mojego spotkania z ówczesną przewodniczącą-elekt Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen, rozmawiałyśmy także o smogu w Polsce. Jakież było jej zdziwienie, że mamy w Polsce ten problem, a w Europie Zachodniej już sobie z nim poradzono.

Dlatego uważam, że sprawy zdrowia i klimatu, tak bardzo ze sobą połączone, są jednymi z najważniejszych dla poczucia bezpieczeństwa wszystkich Polek i Polaków. Oglądałam niedawno film dokumentalny, w którym młodzi ludzie opowiadają o tym, czego się boją. Oni zdają sobie sprawę z tych zagrożeń, a my, starsze pokolenie, nie mamy takiej wyobraźni.

Młodzi chcą przyjaznych miast, które nie izolują, nie zamykają w odgrodzonych przestrzeniach, ale zachęcają do aktywności i kontaktu z innymi ludźmi. Betonowe place bez zieleni i przestrzeni wspólnej to nie jest ten kierunek. Młodzi chcą mieć poczucie, że nie pieniądze są najważniejsze, ale harmonia. Chcą pracować, realizować się, działać w dobrej współpracy, a nie w walce i rywalizacji. Chcą żyć swoim życiem. Bez nacisku, presji, że coś muszą, że mają żyć w taki, a nie inny sposób. Ten dokument zrobił na mnie duże wrażenie. Głos pokolenia, który do nas wciąż zbyt słabo dociera.

I jak Pani odpowie na te oczekiwania jako prezydentka?

W moim przekonaniu rolą i wręcz obowiązkiem osoby pełniącej urząd prezydenta jest tworzenie warunków do dialogu i inicjowanie akcji edukacyjnych, które pozwolą oddać głos tym, którzy dziś nie mogą się z nim przebić.

Czyli zapraszać do kancelarii.

Młodzi powinni być stałymi gośćmi w Kancelarii Prezydenta. A przecież prezydent ma też konkretne prerogatywy, między innymi przygotowywanie projektów ustaw i kierowanie ich do Sejmu.

To jakie inicjatywy ustawodawcze podejmie Pani w dziedzinie ekologii, cyberterroryzmu czy innych spraw nękających młodych ludzi?

Często mówi się, że politycy nie słuchają głosu młodego pokolenia. Uważam, że trzeba to koniecznie zmienić jeśli mamy przygotowywać rozwiązania, które wpłyną na przyszłe pokolenia. O projektach ustaw z pewnością jeszcze porozmawiamy.

Andrzej Duda zdobył w 2015 roku ponad 60 proc. głosów młodych ludzi. Dlaczego?

Był z pewnością bardziej energiczny w kampanii. W jasny sposób przedstawiał plany i zamierzenia, które chciał realizować.

Pani umie mówić takim językiem? Jasno przedstawi Pani młodym swoją wizję?

Tak. I będę rozmawiać ze wszystkimi środowiskami. Ale wiem, że

młodzi są ważni i nie możemy od nich wymagać, żeby byli tacy, jak my. Chęć układania młodym życia ich odstraszy, bo odbiorą to jako ograniczanie swobody. Mają prawo żyć po swojemu.

Najbliższe lata będą należały do kobiet

Są inni, zwłaszcza młode kobiety są inne. Częściej popierają związki partnerskie, rzadziej ulegają antysemickim kliszom, bardziej zdecydowanie opowiadają się za edukacją seksualną. Boją się kryzysu klimatycznego i katastrofy w ochronie zdrowia, a nie „ideologii gender” i osób LGBT. 

To prawda, wzrasta świadomość młodych ludzi dotycząca tego, co jest dziś dla nich zagrożeniem, a co tylko straszeniem. Zwłaszcza kobiety w Polsce poczuły swoją siłę, także dlatego, że wobec prób ograniczania naszych praw pokazujemy solidarność i wolę walki. To przed czarnymi protestami ugiął się prezes Kaczyński i PiS. Działania tej partii doprowadziły do tego, że zjednoczyły się kobiety o różnych poglądach, razem stanęły w obronie swoich praw i wolności, spraw, które nas dotyczą.

Dużo zmieniło się dzięki temu, że kobiety zaczęły się wspierać. Od lat robi to Kongres Kobiet, także przez organizowanie letnich akademii, powstają organizacje kobiece, także w mniejszych miejscowościach, gdzie kobiety stają się liderkami społecznymi.

Najbliższe lata nie tylko w Polsce, ale i na świecie będą należały do kobiet.

We wszystkich prawie krajach kobiety zaczynają walczyć o lepszy świat. My to mamy w sobie. Bierzemy odpowiedzialność za dzieci, za rodzinę, za słabszych, a teraz, coraz bardziej za zmiany zachodzące w kraju i na świecie.

Młode kobiety są w większości za tym, by to kobieta decydowała o przerwaniu niechcianej ciąży, 80 proc. elektoratu PO jest za liberalizacją ustawy. Pani w kwestionariuszu „Mam prawo wiedzieć” znaczyła odpowiedź „nie mam zdania”.

To jest trudny kwestionariusz, bo na wiele pytań trudno odpowiedzieć jednym słowem…

Aborcja na biurku prezydentki Kidawy

Można: „tak” albo „nie”. Czy jest Pani za tym, żeby do 12. tygodnia ciąży kobieta mogła ją przerwać?

Każda decyzja o przerwaniu ciąży, to zawsze dramat.

Nie, nie zawsze. Dla wielu kobiet jest to trudna decyzja, ale opowieści, że wszystkie tego żałują to bzdura.

Zgadzamy się, że to zawsze jest bardzo trudna decyzja. Gdyby obecnie obowiązująca ustawa była wykonywana, dyskusja na ten temat byłaby w innym miejscu. Wciąż nie ma w Polsce edukacji seksualnej, wycofano antykoncepcję awaryjną bez recepty. Lekarze zasłaniają się klauzulą sumienia, mają do tego prawo, ale szpital musi wskazać miejsce, gdzie kobieta może znaleźć pomoc. A często tak się nie dzieje.

To, że lekarze mają prawo do klauzuli sumienia, to dobrze czy źle?

Wywalczyli to sami lekarze. Uważam, że klauzulę sumienia trzeba przejrzeć na nowo, nie może być zasłoną do niepodejmowania decyzji przez lekarza. Mamy ustawę, którą jedni chcą zaostrzać, inni liberalizować. Przez ostatnie lata nie było większości, żeby tę ustawę zmienić, a ta, która obowiązuje, nie jest wykonywana. Prawo nie może działać przeciwko kobietom.

Liczba legalnych dziś aborcji to nieco ponad 1000 rocznie. Dziesiątki tysięcy kobiet przerywają ciążę nielegalnie, w szarej strefie, albo w ramach turystyki aborcyjnej. Zapytam jeszcze raz: jest Pani za prawem kobiet do aborcji do 12. tygodnia?

Obecne rozwiązanie prawne powinno być przestrzegane.

Na biurko prezydent Kidawy-Błońskiej wpływa przyjęta przez Sejm ustawa liberalizująca prawo aborcyjne. Podpisuje Pani?

Proszę pamiętać, że rolą prezydenta nie jest narzucanie własnego światopoglądu, ale bycie organizatorem życia publicznego.

Jeżeli taka ustawa zyska większość w parlamencie, i będzie miała szeroką akceptację społeczną, to jest to możliwe.

Ale chciałabym, żeby jednym z pierwszych kroków była dobrze przygotowana i zorganizowana edukacja seksualna. Bez tego trudno rozmawiać o innych rozwiązaniach.

Żeby wygrać trzeba bardzo chcieć

Dlaczego Platforma Obywatelska ma takie słabe kampanie wyborcze?

Ostatnie kampanie można było przeprowadzić lepiej pod względem organizacyjnym. Ale w jesiennej kampanii parlamentarnej wydarzyło się coś, czego wcześniej nie doświadczyłam, a przecież w wielu kampaniach brałam udział. Zaangażowanie osób, które były na listach, nawet na dalszych miejscach, bo nie mówię tylko o liderach, było ogromne. Ludzie dawali z siebie wszystko, wierzyli, że każdy głos ma znaczenie. Wyborcy to docenili i zaangażowali się udostępniając ogrodzenia i balkony na banery, pomagali rozklejać plakaty, roznosić ulotki, widać było duże wsparcie w mediach społecznościowych. Potrafiliśmy zmobilizować wielu ludzi i przekonać, że warto się zaangażować, wziąć udział w kampanii i oczywiście w wyborach.

Gdybyśmy jeszcze popracowali nad kilkoma elementami, to nasz wynik mógłby być lepszy.

Czasami kandydaci, a zwłaszcza kandydatki, angażowały się wbrew warunkom, jakie im stworzono. W Szczecinie pierwsza kobieta była na 5. miejscu: Magdalena Filiks.

Za pierwszym razem [w 2005 r. – red.] startowałam w wyborach do Sejmu z 11. miejsca. Z tego powodu postanowiłam, że pomogę osobom znajdującym się na wyższych miejscach. Zależało mi na ogólnym wyniku całej Platformy. W pewnym momencie koleżanka mnie zapytała: „Małgorzata, chcesz te wybory wygrać, czy nie?” Mówię: „No tak, ale…”. Ona na to: „Masz uwierzyć, że się uda. Jesteś na liście, a teraz do roboty!”. Uzyskałam z tego 11. miejsca piąty wynik na naszej liście i od tamtej pory, w każdych wyborach, zdobywam coraz więcej głosów.

Pierwsze miejsce na pewno pomaga, ale też zobowiązuje do pracy na całą listę. Jedynka bierze na siebie odpowiedzialność za wygraną bądź przegraną partii w danym okręgu. Każde kolejne miejsce jest niepewne, a sukces zależy od wkładu pracy w kampanię. Dalsze miejsce nie przekreśla perspektywy na uzyskanie mandatu. Michał Szczerba w 2007 roku wszedł do Sejmu z 26. miejsca na liście.

Dlaczego kampania Bronisława Komorowskiego w 2015 roku była taka zła?

Pierwsza kampania Bronisława Komorowskiego, przy której pracowałam, była bardzo udana.

Ale druga – nie. Na czym polegała różnica?

Osoby zaangażowane w prowadzenie kampanii muszą wierzyć, że kampania jest do wygrania. I chcieć ją wygrać.

Chyba wszyscy uważali, że kampania Komorowskiego jest do wygrania.

W kampanii trzeba wykorzystać każdy dzień, cały czas mocno pracować. Nie można czekać, aż coś samo przyjdzie.

Czyli za mało pracy było?

Wiele osób uwierzyło, że kampania jest już wygrana.

Czyli Pani kampania też jeszcze nie jest wygrana?

Żeby wygrać, niezbędna jest wiara w zwycięstwo. I każdy dzień musi być wykorzystany na maksa, nie można się ani na chwilę zatrzymać. Ja lubię kampanie, wygrałam sześć swoich i pracowałam przy wygranej kampanii Bronisława Komorowskiego w 2010 roku.

To możliwość sprawdzenia siebie, nauka czegoś nowego każdego dnia, poznawanie nowych ludzi i ich opinii. To jest najcenniejsze doświadczenie.

Uwielbiam jeździć po Polsce

Lubi pani jeździć po Polsce?

Uwielbiam.

Na Podkarpacie też?

W poprzedniej kadencji to był region, który chyba najczęściej odwiedzałam i muszę powiedzieć, że było rewelacyjnie. Wiele razy słyszałam: „na Podkarpaciu nic nie zyskacie, odpuśćcie sobie”, a my potrafiliśmy jednego dnia rozdać kilkaset konstytucji, godzinami rozmawiać w małych miejscowościach z ludźmi.

Rozmawiacie, a potem ludzie i tak głosują na PiS.

Nasi kandydaci zdobyli mandaty na Podkarpaciu, choć mówiono, że nie mają większych szans. Niektórzy poprawili swoje wyniki w stosunku do najlepszych czasów Platformy. Czyli jest sens rozmawiać i warto przekonywać, bo ludzie muszą zobaczyć, że nam na nich zależy.

Elżbieta Łukacijewska…

Także do niej przyjeżdżałam w kampanii.

opowiadała OKO.press o – delikatnie mówiąc – braku wsparcia z centrali partyjnej, o „ciągle tych samych facetach zamkniętych w jakimś pokoju”. Polegała głównie na sobie.

W każdej kampanii kandydat polega na sobie i z takiego założenia trzeba wychodzić. Kampania opiera się na wysiłku swoim i najbliższych współpracowników. Nie można czekać, aż coś samo przyjdzie, ale wsparcie partii też jest oczywiście potrzebne. Centrala nadaje kierunek działaniom. Elżbieta Łukacijewska wykonała wielką pracę, zdobyła mandat, to jej sukces i nikt jej tego nie odbierze.

Małe miejscowości będą kluczowe w kampanii prezydenckiej.

Wszystkie będą kluczowe. Ktoś, kto czyta badania i z nich wnioskuje, że walczymy tylko w małych miejscowościach, bo one zdecydują, jest w błędzie. Wyborcy wszędzie są tak samo ważni.

Jeżeli się gdzieś odpuszcza, to ja się nie dziwię reakcjom wyborców: Nie chciało się wam przyjechać? Nie chcieliście z nami rozmawiać? Dlaczego więc mamy na was głosować? Albo jeszcze gorzej – po co mamy w ogóle iść na wybory?

Nie wiedzą, że z nami można rozmawiać

Jak Pani przekona do siebie mieszkańców Białostocczyzny?

Każdy region w Polsce ma swoją specyfikę, jest różny, ale jednakowo ważny. Nie może być tak, że jeden region jest faworyzowany kosztem drugiego. Teraz jesteśmy w trakcie prawyborów i wkrótce pojadę także do Białegostoku. Będziemy rozmawiać o tym, jakie są oczekiwania wobec Prezydenta RP, opowiem jak ja wyobrażam sobie pełnienie funkcji głowy państwa, co moglibyśmy wspólnie zrobić. Chciałabym, by ludzie się otworzyli i szczerze opowiadali o problemach, które napotykają w swoim otoczeniu. W kampanii parlamentarnej dowiedziałam się, że

w województwie podlaskim są miejsca, których mieszkanki muszą pokonać kilkadziesiąt kilometrów na wizytę u ginekologa. Takie tematy pojawiają się na moich spotkaniach w całej Polsce.

Mam też doświadczenia z trudnymi dyskutantami. Zdarzają się twardzi panowie, którzy mówią, że „nie ma sensu z Wami rozmawiać, nie głosuję na Was, bo Wy jesteście zdrajcami”. Nie odpuszczam w takiej sytuacji i dopytuje o konkrety. Ludzie otwierają się, dzielą spostrzeżeniami i na koniec robimy sobie wspólne zdjęcie. „Nie wiedziałem, że z wami można rozmawiać, że z panią można rozmawiać” – mówią.

Jakie wspólne tematy znajduje Pani z wyborcami o prawicowych poglądach?

Takie tematy jak godność, sprawiedliwość i bezpieczeństwo nie mają barw partyjnych.

Zdrowie?

Zdrowie także. Ludzie budują swoją tożsamość w lokalnych wspólnotach, integrują się wokół wspólnych interesów i zagrożeń. Chcą wiedzieć, że w Warszawie jest dla kogoś ważne, że oni tutaj, we wsi czy miasteczku, mają potrzeby, których nie można lekceważyć.

Czy lewica jest coś warta?

Powiedziała pani o lewicy, że jest nic nie warta.

Tak nie powiedziałam.

Powiedziała Pani, że jeśli zagłosuje za projektem PiS w sprawie zniesienia limitu 30-krotności, to jest nic nie warta.

PiS zaczęło nową kadencję od projektów podnoszących podatki i ściągających środki z funduszu dla niepełnosprawnych. Bardzo im zależało na ustawie znoszącej 30-krotność składki ZUS, bo pilnie potrzebują miliardów na realizację obietnic wyborczych. Sięgając po pieniądze podatników podważają, już nie po raz pierwszy, zaufanie do instytucji państwowych. Zostałam zapytana przez Monikę Olejnik „Kropce nad i” o ocenę planów lewicy, która zastanawiała się nad poparciem tego pomysłu.

Dla mnie działanie w opozycji to analiza projektów, które składa partia rządząca, dyskusja z ekspertami i konsultacje, czego przez ostatnie lata unikało PiS. Szczególnie w przypadku projektów, których skutki odczujemy dopiero w przyszłości. W tym przypadku są to skutki negatywne. Opozycja musi nad tym czuwać. Dobrze, że ostatecznie skończyło się wycofaniem tego projektu z porządku obrad.

Miałam taką sytuację któregoś dnia w podróży, kiedy podeszła do mnie kobieta i powiedziała, żebyśmy w tej sprawie walczyli, bo jeśli zniesienie 30-krotności wejdzie w życie, to podejmie decyzję o wyjeździe z Polski. Jestem przekonana, że stracilibyśmy wtedy wielu specjalistów, których potrzebujemy tu, w kraju.

Co do lewicy to dodałam, że mam nadzieje, że tak się nie stanie i nie poprze tej propozycji.

Czyli nie jest nic niewarta?

Oczywiście, że nie jest.

To zostało tak odebrane: Małgorzata Kidawa-Błońska mówi, że lewica – politycy, wyborcy – są nic nie warci. W sytuacji, gdy głosy lewicy mogą decydować o wyborze w II turze wyborów prezydenckich.

Nigdy nie użyłam takich słów. Zresztą, o żadnej formacji nie powiedziałabym w ten sposób. Skoro ludzie wybierają swoich przedstawicieli do Sejmu, to znaczy, że ci ludzie ich przekonują i są dla nich ważni.

To, co ostatecznie zrobiła Lewica w sprawie 30-krotności, było w porządku?

Myślę, że ten temat nie jest jeszcze ostatecznie zamknięty.

Podatki mogą zniechęcić do aktywności

Lewica nie podjęła jeszcze decyzji, kto będzie ich kandydatem lub kandydatką na prezydenta, czekają na wasze prawybory…

A ja myślałam, że nie czekają na naszą decyzję, ale już to ustalają między sobą.

Kto byłby dla Pani groźniejszym kandydatem Lewicy: Robert Biedroń, Adrian Zandberg czy Gabriela Morawska-Stanecka?

Kontrkandydat w tych wyborach, którego chcę pokonać, jest gdzieś indziej, w Pałacu Prezydenckim.

Jeśli wygra Pani prawybory, i przejdzie przez I turę, będzie Pani chciała przekonać osoby o lewicowych poglądach do głosowania na Panią?

Nie zwracam się tylko do wyborców Platformy Obywatelskiej. To, o czym będę mówić od początku kampanii, dotyczy wszystkich Polaków.

Lewica chce przywrócić trzeci próg podatkowy. Poparłaby Pani podniesienie podatków dla najbogatszych?

Osoby dobrze zarabiające płacą wyższy podatek od dochodów powyżej 85,5 tys. zł rocznie, a osoby zarabiające więcej niż 127 tys. zł rocznie nie mają w ogóle kwoty wolnej, bo PiS ją zlikwidował. Co więcej, obecny rząd wprowadził de facto III próg podatkowy dla dochodów powyżej 1 mln zł. To tzw. danina solidarnościowa w wysokości 4 proc.

Kolejne podatki dochodowe mogą tylko zniechęcić do aktywności najbardziej kreatywnych Polaków, dzięki którym gospodarka Polska się rozwija i jest konkurencyjna. A tylko wtedy możemy pomagać najsłabszym i zapewnić wszystkim obywatelom wysoki poziom ochrony zdrowia, edukacji i innych usług publicznych.

Mówi się o emeryturze minimalnej i maksymalnej…

Dobry pomysł?

Emerytura minimalna w polskim systemie emerytalnym powinna być wyższa i musi zapewniać  emerytom godne życie. Jej poziom w długim horyzoncie zależeć będzie nie od woli polityków, ale od stanu naszej gospodarki, wydajności pracy, a także liczby osób pracujących, bo to one muszą odprowadzić składki na te emerytury.

Pomysł emerytury maksymalnej może być interesujący, ale pod warunkiem, że zmienimy system. Nie można przecież powiedzieć ludziom, którzy płacili wysokie składki, że część pieniędzy, które zgromadzili na swoją emeryturę, nie zostanie im wypłacona.

Dlatego zniesienie limitu trzydziestokrotności i jednocześnie wprowadzenie maksymalnej emerytury, czyli projekt lewicy, to po prostu podniesienie podatku. A jeśli tak, to

uczciwym byłoby powiedzenie wprost: podnosimy podatki.

Trybunał Konstytucyjny potwierdził to, co powtarza lewica: emerytury to nie są pieniądze poszczególnych obywateli, tylko wspólne pieniądze.

Trybunał nie powiedział, że wspólne, tylko publiczne, ale są to pieniądze, które każdy pracownik odprowadza na swoje indywidualne konto emerytalne, żeby korzystać z nich po przejściu na emeryturę, bo taki jest polski system emerytalny.

Emerytury nie są prywatną własnością, są zasobem społecznym.

Nie w tym modelu – tzw. zdefiniowanej składki – jaki przyjęliśmy. Wysokość emerytury zależy od tego, ile pieniędzy odłożyła Pani na swoim koncie emerytalnym, a to zależy od tego, jak długie były okresy składkowe, czyli przez jaki czas pani pracowała, odprowadzając składki. Jeżeli pani pracuje długo i odprowadza składki na emeryturę, to ma pani wyższą emeryturę. Jeżeli pracuje pani krócej albo zarabia mniej – ma pani mniejszą emeryturę, bo składki były odpowiednio niższe.

Podnieśliśmy wiek emerytalny myśląc o naszych dzieciach i wnukach

Andrzej Duda pewnie zaatakuje Panią za to, że w 2013 roku rząd PO podniósł wiek emerytalny.

To była trudna decyzja, ale podjęliśmy ją w poczuciu odpowiedzialności za Polskę w perspektywie wieloletniej, a nie jednej, czy dwóch kadencji.

Coraz mniej Polaków pracuje, bo rodzi się coraz mniej dzieci i żyjemy coraz dłużej. Wzięliśmy odpowiedzialność, tak jak inne państwa Europy, za przyszłość naszych dzieci i wnuków.

Chcemy przecież, żeby system emerytalny był bezpieczny, żeby ludzie dostawali pieniądze po przejściu na emeryturę i żeby była suma, za którą da się godnie żyć. Państwo musi zagwarantować bezpieczeństwo ekonomiczne swoim obywatelom. Warto pamiętać zresztą, że wydłużanie aktywności zawodowej kobiet rozłożyliśmy na 25 lat! Przegraliśmy wybory, PiS cofnął ustawę. Teraz były wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej w rządzie PiS, Bartosz Marczuk, sam przyznaje, że Polki i Polaków czekają głodowe emerytury.

Ustawa z wyższym wiekiem emerytalnym trafiła na Pani biurko prezydenckie. Podpisuje Pani?

Nie sądzę, żeby ktokolwiek planował teraz podwyższenie wieku emerytalnego. Na pewno trzeba zachęcać ludzi, żeby chcieli dłużej pracować, żeby im się to naprawdę opłacało. Koalicja Obywatelska ma taki projekt motywujący do dobrowolnego pozostania na rynku pracy.

Kobieta w wieku 60 lat przechodząca na emeryturę ze swoim doświadczeniem, umiejętnościami to nie jest tylko strata świetnego pracownika. Jeśli nic z tym nie zrobimy, to ona będzie miała drastycznie niską emeryturę.

Z tzw. Tablic Trwania Życia GUS wynika, że 60 letnia kobieta pożyje jeszcze średnio 24-25 lat. 

60, 70-letnie kobiety są często bardzo aktywne. Dla mnie oburzające jest, że na uczelniach kobieta profesor w wieku 60 lat ma przechodzić na emeryturę, kiedy właśnie teraz może poświęcić nauce cały swój czas, ma odchowane dzieci i stabilizację życiową.

Antykomunista Duda przyjmie przysięgę od prokuratora Piotrowicza

Jak prezydent Kidawa-Błońska poradzi sobie Pani z kryzysem praworządności? Ma Pani konkretny pomysł?

Powinniśmy mieć w Polsce prawdziwego strażnika konstytucji. Przypomnę, że kryzys praworządności rozpoczął się od złamania przez obecnego prezydenta ustawy zasadniczej. Ułaskawił Mariusza Kamińskiego przed wydaniem przez sąd prawomocnego wyroku. Przyjął przysięgę od sędziów Trybunału Konstytucyjnego wybranych na miejsca już obsadzone.

Prezydent Duda jeżdżąc po powiatach występuje z płomiennymi mowami, że orzekający sędziowie są związani z komunistycznym reżimem, że są skorumpowani. I teraz będzie odbierać ślubowanie od komunistycznego prokuratora, Stanisława Piotrowicza?

Jak już wspomniałam,

nie użył weta, by zapobiec niszczeniu sądownictwa, bo nie jest prezydentem samodzielnym. Ja nigdy bym na to nie pozwoliła.

A konkretnie?

Przede wszystkim korzystanie z prezydenckich prerogatyw – weta i inicjatywy ustawodawczej.

Czy Andrzej Duda jest samodzielnym politykiem?

Nikt już nie ma złudzeń o choćby minimalnej samodzielności prezydenta Dudy. Jest nie tylko niesamodzielny, ale całkowicie skrępowany oczekiwaniem na partyjne wytyczne.

Nie potrafię wskazać jakiegokolwiek obszaru samodzielności pana prezydenta.

Ma instrumenty, z których nie korzysta, nie realizuje obietnic, bo te zarezerwowane są dla partii. Nie pomógł frankowiczom, choć obiecywał w czasie kampanii prezydenckiej wsparcie. Skapitulował w sferze bezpieczeństwa i obronności na rzecz ministra obrony narodowej.

Chciałam być premierem, chce być prezydentem

A Pani jest samodzielnym politykiem?

Oczywiście. Dlaczego Pani pyta?

Bo Grzegorz Schetyna…

Dlaczego Grzegorz Schetyna?

…wymyślił, że Pani będzie premierem.

Żeby zostać premierem, trzeba najpierw wygrać wybory.

To jak to było?

Grzegorz Schetyna zaproponował mi kandydowanie w wyborach parlamentarnych z Warszawy, a zgodnie z naszą tradycją lider listy w stolicy jest również kandydatem na Premiera. Te wybory były dla nas bardzo ważne i tu nie chodziło o czyjeś ambicje, ale o odpowiedzialność.

Chciała Pani być premierem?

Tak, chciałam się podjąć tej odpowiedzialności.

A prezydentem?

Tak, chcę. Wiem, że mogę zawalczyć o zwycięstwo w wyborach prezydenckich i wygrać. To byłby kolejny krok, po wygranej w Senacie, do zakończenia wszechwładzy jednej opcji politycznej, przywrócenia godności urzędu Prezydenta, a także początek powrotu do przestrzegania Konstytucji RP i stania na jej straży. Kiedy nie jedna, ale każdego dnia wiele osób zwraca się do mnie i mówi, że warto podjąć tę decyzję, wystartować w tych wyborach, oni pomogą, zrobią co w ich mocy, to nie można wobec takich oczekiwań przejść obojętnie.

Andrzej Duda chciał przeprowadzić referendum konstytucyjne. Co Pani o tym myśli?

I nic z tego nie wyszło. Żeby prowadzić dyskusję o zmianie konstytucji należy zacząć od jej przestrzegania. Pamiętam, jak duże wrażenie zrobiła na mnie wizyta w Waszyngtonie, gdzie wyłożony dla wszystkich jest najważniejszy dla Amerykanów dokument – konstytucja. I wszyscy zjeżdżają się z całego kraju, by zobaczyć te pożółkłe karty.

Pamiętam najważniejsze w moim życiu referendum: za przystąpieniem do Unii Europejskiej i to przerażenie w sobotę [7 czerwca 2003 roku – red.], że jest tak bardzo niska frekwencja.

Dla nas było to spełnienie marzeń wielu pokoleń i bycia w europejskiej rodzinie. Tymczasem tego dnia dochodziły do nas sygnały, że frekwencja gwarantująca ważność referendum może nie zostać przekroczona. Pamiętam ten dzień i nie chciałabym sytuacji, gdy otworzy się furtka do instrumentalnego wykorzystywania referendum w zależności od zmiany partii rządzącej, czy po prostu politycznych motywacji.

Referenda mają uzasadnienie, jeśli ważą się sprawy fundamentalne z punktu widzenia państwa i obywateli. Kiedy waży się nasza dalsza przyszłość. W czasach szalejącego populizmu to może być groźne narzędzie. Brytyjczycy przeprowadzili referendum w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z UE i już następnego dnia obudzili się przerażeni jego wynikiem. Nie mogą się z tym uporać do dziś.

Kiedy Polacy mobilizują się w wyborach?

W stanach zagrożenia. Kiedy boją się, że mogą stracić coś dla nich ważnego.

Teraz mamy taki stan?

Tak, teraz mamy taki stan. Proszę spojrzeć na mobilizację przy wyborach parlamentarnych – bardzo wysoka frekwencja i poparcie dla partii opozycyjnych. Polacy zmobilizowali się też przy wyborach samorządowych. Pokazaliśmy, że doceniamy to, co daje nam samorządność.

Moim marzeniem jest, żeby Polacy chętnie brali udział w wyborach nie dlatego, że coś stracą, tylko dlatego, że chcą wybrać między jednym a drugim rozwiązaniem. Nie ze strachu.

Čaputová, Merkel, Thatcher

Co wybiorą, jeśli wybiorą Panią?

Wybiorą przywrócenie urzędowi Prezydenta RP powagi i należnej rangi. A przede wszystkim wybiorą prezydenta wszystkich Polek i Polaków.

Marzy mi się Polska otwarta, bezpieczna, z szacunkiem dla innych, z podkreśleniem różnorodności. Moja opowieść o Polsce to opowieść o Polsce różnorodnej. Chcę zatrzymać tę tendencję, którą obserwujemy od kilku lat, że rządzą nami ludzie z ambicjami na urządzanie nam wszystkim życia. Trzeba zagwarantować wolność i szansę rozwoju każdemu.

Kto Pani zdaniem w tej chwili w Polsce albo na świecie najbardziej czuje wyzwania, o których Pani mówiła? Kto panią inspiruje?

Jest kilka takich osób. Polityka się zmienia. Był czas mocnych, silnych mężczyzn. Teraz w polityce na pierwszy plan wychodzą kobiety. Jest Słowacja z Čaputovą, Chorwacja z Grabar-Kitarović, w krajach skandynawskich rządzi coraz więcej kobiet. Niosą ze sobą inny model prowadzenia polityki.

Jaki?

Spokojniejszy, co nie znaczy, że nie stanowczy. Te kobiety inaczej prowadzą politykę, nie wiecową, ale pozytywną, skupioną na zadaniach.

Zuzana Čaputová Panią inspiruje?

Tak, bardzo. To aktywistka społeczna, która przeciwstawiła się trucicielom środowiska. Wydawało się, że wygrana jej konkurenta w II turze jest pewna. Okazało się inaczej.

A Angela Merkel?

Angela Merkel, od lat najbardziej wpływowa kobieta świata. Z zaskoczeniem usłyszałam ostatnio, że zarzuca się jej brak charyzmy. Naprawdę nie jest charyzmatyczna?

Jest?

Jeżeli polityk przez tyle lat potrafi nie tylko rządzić swoim krajem, ale mieć ogromny wpływ na cały świat, to nie jest charyzmatyczny? Przecież ona była najbardziej wpływową kobietą w światowej polityce od wielu lat, może tylko Margaret Thatcher jej dorównuje. W trudnych i skomplikowanych dla jej kraju czasach Merkel potrafiła znaleźć sposób, by przekonać do siebie ludzi. Tylko my rozumiemy to „porywanie tłumów” w sposób bardziej ostentacyjny, dosłowny. Naszym wyzwaniem dzisiaj jest odbudowa wzajemnego zaufania. Jakiego rodzaju charyzmy potrzeba, by tego dokonać? Angela Merkel tyle osiągnęła, wszyscy ją szanują, to znaczy, że ona ma tę charyzmę, bo ludzie za nią poszli.

Była też bezwzględną graczką polityczną.

I bez płomiennych przemówień, widowiskowego, „charyzmatycznego” skakania po trybunie.

A w Polsce, kto Panią inspiruje? Kogo chciałaby Pani mieć w swojej drużynie?

Wielu polityków. Moja współpraca z Donaldem Tuskiem to ciekawe doświadczenie. Pokazał inny, odpowiedni na te czasy rodzaj uprawiania polityki.

Z europejskiej polityki interesuję się postacią Margaret Thatcher, choć nie wszystkie jej decyzje budzą mój entuzjazm.

Dlaczego?

Będę bardziej prospołeczna niż ona w tamtych czasach, nie odważyłabym się…

Nasłać uzbrojonych policjantów na górników?

…zamykać kopalń w taki sposób. Szukałabym innego rozwiązania, Anglicy jej to ciągle pamiętają. Oceniając z perspektywy czasu, zgadzam się większością komentatorów, że polityczne dokonania Margaret Thatcher są godne podziwu i wymagały odwagi.

Zasypywać podziały, budzić zaufanie

Co jest najważniejszym problemem w Polsce?

W sferze wspólnoty cierpimy na brak zaufania. Brakuje nam zaufania do innych, do instytucji, nie ma zaufania w Kościele, w szkole i innych sferach naszego życia.

Co może z tym zrobić prezydent?

Tu akurat dużo. Pokazać własnym przykładem, że można i należy przełamywać bariery, unikać dezawuowania przeciwników. Bez zaufania nic nie można stworzyć, jedynie zniszczyć.

Musimy zaufać też osobom, które dziś głosują na PiS?

Nikogo nie wolno wykluczać.

Mają swoje powody, żeby głosować na PiS?

Każdy może głosować na tę osobę, do której jest mu bliżej. PiS mówił do ludzi i o ludziach w inny sposób. Powody wyborów są różne, ale wykluczanie i dzielenie ludzi jest czymś złym. Polacy ciągle mają nadzieję, że wreszcie pojawi się ktoś, kto zacznie zasypywać te podziały.

Więcej Tuska >>>

Tusk: Obiecałem i tutaj w jakimś sensie pierwszeństwo będzie miała kobieta, bo obiecałem Kidawie-Błońskiej, że będę ją wspierał z całego serca, zanim pojawiła się kandydatura Jaśkowiaka

– Chyba rzeczywiście jednak ta pierwsza tura będzie tą formą realnych prawyborów i ważne jest, żeby ci, którzy nie chcą kontynuacji tej prezydentury, która momentami wydaje się – powiem brutalnie – karykaturą prezydentury przez tę nadzwyczajną zupełnie podległość prezydenta wobec PiS-u i prezesa Kaczyńskiego, więc tak czy inaczej z pełnym przekonanim zagłosuję w II turze z pełnym przekonaniem na kandydata opozycji i proponowałbym, żeby przyjąć oczywiście dla tej części, która podziela mój pogląd, żeby przyjąć tę zasadę jako oczywistą – stwierdził Donald Tusk w rozmowie z Grzegorzem Kajdanowiczem w „Faktach po faktach” TVN24.

– Jak wiemy, jesteśmy przed rozstrzygnięciem tej kwestii [kandydata PO] i nie chciałbym tu wpływać własnym publicznym sądem na ten temat. Nie jest to ucieczka od odpowiedzi na to pytanie. Jestem przekonany, że Małgorzata Kidawa-Błońska i Jacek Jaśkowiak mają, to są różne atuty, ale oboje mają poważne szanse żeby… Obiecałem i tutaj w jakimś sensie pierwszeństwo będzie miała kobieta, bo obiecałem Małgorzacie Kidawie-Błońskiej, że będę ją wspierał z całego serca, zanim pojawiła się kandydatura Jacka Jaśkowiaka. Więc niestety nie będę w tym czasie w Polsce. Będę w Polsce, ale dopiero wieczorem tego samego dnia. Tak się ułożyły obowiązki, ale z równą satysfakcją przyjmę inny werdykt, bo znajduje dobre powody, żeby wspierać i Małgorzatę Kidawę-Błońską i prezydenta Jaśkowiaka w tych wyborach – mówił dalej.

W poniedziałek lider Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński „wylądował” w szpitalu w Otwocku. Z nieoficjalnych informacji zdobytych przez redakcję WP wynika, że prezes przeszedł zabieg wszczepienia endoprotezy w stawie kolanowym.

Pierwotnie zabieg miał odbyć się w styczniu, jednak Jarosław Kaczyński, ze względu na napięty harmonogram kampanijny, zdecydował się go przełożyć. Poważny zabieg wymaga parodniowego okresu rekonwalescencji, a na to lider PiS nie może sobie pozwolić…

Tymczasem do kolejnych wyborów – tym razem prezydenckich – jest jeszcze pół roku i być może szef PiS uznał, że czas pomyśleć o swoim zdrowiu.

Jak podaje dziennik „Fakt”, prezesa PiS około godziny 21:00 odwiedził minister zdrowia Łukasz Szumowski, gdzie podjechał rządową limuzyną, by spędzić tam około godziny. Niecodzienność tej sytuacji ściągnęła na głowę szefa resortu cała serię kpin i prześmiewczych komentarzy.

Z ostatniej chwili: Narodowe Kolano odwiedził w szpitalu Minister Zdrowia Łukasz Szumowski Przyszedł zapytać się co może zrobić dla Kolana” – zadrwił z miejsca internauta na Twitterze.

„Szumowski wie, że to w zasadzie jedna z nielicznych chwil, kiedy może dostać się do Prezesa na audiencje. Nie krytykujmy go za to” – apelują inni użytkownicy Twittera i z drwiną sugerują, iż „Szumowski przekonywał Kaczyńskiego, że w każdym szpitalu w Polsce każdy pacjent ma – jak prezes – do dyspozycji całe piętro, a w odwiedziny przyjeżdża przynajmniej naczelnik wydziału zdrowia z województwa”.

Nie od rzeczy jest też spostrzeżenie, iż „Kaczyński zawsze ucieka do szpitala jak jest afera w jego KAŚCIE tak było też w przypadku rodzin osób niepełnosprawnych. TCHÓRZ I EGOISTA” – komentuje internauta na Twitterze.

Rydzyk pasie brzuch, Kaczyński chce trzymać naród za mordę. Tak wygląda Polska pisowska

4 Sier

„Ministerstwo ZDROWIA przelało fundacji o. Rydzyka prawie 1 mln zł. Tak wynika z odpowiedzi na moje zapytanie. Umowy Ministerstwa z fundacją Rydzyka dotyczyły… kampanii INFORMACYJNEJ nt. walki z nowotworami. I to w czasie, gdy brakuje pieniędzy na LECZENIE raka” – napisał na Twitterze Krzysztof Brejza. Tak wynika z pisma, które poseł PO otrzymał w odpowiedzi na pytania zadane ministrowi Łukaszowi Szumowskiemu.

W piśmie wyszczególniono kwoty, które zostały przekazane fundacji Rydzyka. I tak w 2016 r. przelano 182 940 zł, rok później było to 488 604,26 zł, a w 2018 r. – 202 439,02 zł. Krzysztof Brejza zapowiedział, że wystąpi w tej sprawie do prokuratury oraz Najwyższej Izby Kontroli.

„A ludzie umierają w ciszy”; – „Nie ma na leczenie, zamykane oddziały, ale wychodzi na to, że „kampania edukacyjno – informacyjna” będzie leczyć nowotwory. To się w głowie nie mieści”; – „PiS kupuje głosy, następnie spłaca dług za te glosy…wszystko z naszych kieszeni. Ludzie chorujący są dla PiS niewygodni…”; –

„Taka kampania powinna być przeprowadzana w mediach docierających do jak największej liczby odbiorców. Powinny w niej uczestniczyć „różne” media, żeby zapewnić dostęp do informacji WSZYSTKIM. To co robi Ministerstwo zdrowia to zwykłe płacenie za poparcie” – komentowali oburzeni internauci.

W czasie spotkania z prezesem Prawa i Sprawiedliwości pojawili się nie tylko zwolennicy partii rządzącej, ale także osoby popierające opozycję. Jarosław Kaczyński zwrócił uwagę, że grupka trzyma kartki z napisem „konstytucja”. – Bardzo dobrze. Przyjdzie taki dzień, że zmienimy konstytucję na potrzebną. Na taką, która będzie gwarantowała prawdziwą demokrację, prawdziwą wolność i prawdziwą równość – mówił Kaczyński. Wskazał jednocześnie, że nie jest to obietnica przedwyborcza, ale „przyjdzie czas, że to zrobimy”.

Lider partii rządzącej w swoim wystąpieniu nawiązał do sytuacji, w której znalazło się Pomorze Zachodnie w latach 90. – Bardzo wielu mieszkańców tego regionu znalazło się bez pracy, bez nadziei, bez dostępu do kultury – mówił Kaczyński, zaznaczając, że zasada solidarności była na tamtych ziemiach łamana.

„Piękna idea liberalizmu”

Zdaniem prezesa PiS prawdziwy kryzys przyszedł jednak później, gdy wiele firm zostało sprywatyzowanych. – Chciano sprzedać nawet Lotos. Przez sprzedaż zakładów farmaceutycznych pojawiły się niedawne trudności z dostępem do leków, szczęśliwie dziś opanowane. Postanowiono także likwidować posterunki policji, zostawiając Polaków samym sobie – powiedział Kaczyński, podkreślając, że poprzednie rządy uzasadniały swoje działania „piękną ideą liberalizmu”.

Nie zabrakło także pochwał dla wywodzącego się z PiS prezydenta Andrzeja Dudy. – Mamy wspaniałego prezydenta i powinien być wybrany na kolejną kadencję, najlepiej w pierwszej turze – wskazał Kaczyński. Nie wiadomo jednak, czy jest to zapowiedź, że Duda będzie kandydatem PiS w najbliższych wyborach prezydenckich.

Prezes Prawa i Sprawiedliwości zapowiedział także, że rząd zamierza walczyć z wykupywaniem ziem i firm przez zagraniczny kapitał. – Sądzę, że ten dobry czas już jest, ale on powinien trwać, tak abyśmy za jakiś czas mogli powiedzieć: „nawet w tych bogatych Niemczech nie jest lepiej niż w Polsce” – przekonywał Kaczyński.

– Całe Pomorze Zachodnie to strategiczny punkt naszego kraju – mówił Jarosław Kaczyński, przypominając jednocześnie słowa swojego brata: „nie ma silnej Polski bez silnego Pomorza Zachodniego”.

Chwalenie się rodzinnymi lotami Kuchcińskiego do Rzeszowa jest nawet na rękę PiS-owi. Bo trudno nie kojarzyć „samobójczej” śmierci Kosteckiego, skazywanego za prowadzenie podkarpackich burdeli, z aferą w którą jest zamieszany Marszałek. CBA tuszowało przecież skandal – nagranie „ważnego polityka PiS-u” w agencji towarzyskiej, gdzie korzystał z usług nieletnich Ukrainek.

Kostecki powiesił się przedwczoraj pod kocem, tak, że nikt w celi nie zauważył. Majstersztyk cudu więziennego. Marszałka, też nikt nie zauważył nad Polską jak rozpylał wartości rodzinne podróżując odrzutowcem z rodziną. A że latał za często? Najwidoczniej za potrzebą. Sex (z nieletnimi ), drugs (władzy) & rock’n’roll patriarchalnej chujni. Najłatwiej go uprawiać tam gdzie Kościół i PiS rządzą niepodzielnie – na Podkarpaciu.

Być może Kuchciński gnała do Rzeszowa potrzeba chronienia dzieci przed pedofilami. Założyć małoletnim elektroniczne kajdanki na nogę. Wtedy wiadomo by było gdzie się włóczą, w jakiej odległości od kościoła. Nieletnim Ukrainkom też zakłada się kajdanki albo elektroniczną smycz, na wypadek gdyby chciały uciec z burdelu.

>>>

Pikniki rodzinne PiS przyciągają tłumy? Frekwencja sobotniej imprezy w Dygowie budzi wiele wątpliwości, gdyż na scenie pojawił się zespół przybyszów z odległych o 100 km Kaszub.

Okazało się również, że wielu uczestników dowożono spod Szczecina.

Partii rządzącej zależało na tłumach, gdyż w tym regionie PiS nie cieszy się wysokim poparciem. W wyborach europejskich obóz władzy zwyciężył jedynie w 4 z 14 powiatów leżących w granicach kaszubskich.

W zorganizowanie imprezy zaangażowali się lokalni działacze. Jak mówi wiceprzewodniczący Rady Miasta Kołobrzeg w celu podniesienia frekwencji został wynajęty autokar oraz rozwieszano plakaty by zainteresować ludzi eventem.

Faktycznie, wyglądało na to, że publika dopisała. Jednak, wśród Polaków pojawiają się poważne wątpliwości dotyczące tego, czy to spontanicznie zgromadzeni ludzie. Podejrzenia budzą między innymi stroje artystek, które wyglądają na kaszubskie.

Czarna niewdzięczność i niesprawiedliwość spotyka Marka Kuchcińskiego, który nawet żonę i dzieci nakłonił do patriotycznej służby na pokładzie Gulfstreama.

Sprawa rodzinnych lotów marszałka Kuchcińskiego jest wykorzystywana przeciw Dobrej Zmianie. A przecież nie ma tu żadnego skandalu. Marszałek jest człowiekiem rodzinnym, jego partia głosi prymat wartości rodzinnych – to i loty były rodzinne.

W Warszawie dzieci w podstawówkach (do niedawna też w gimnazjach, ale gimnazjów już nie ma) dostają kartę miejską, z którą mogą za darmo jeździć metrem, tramwajem i autobusem. Ratusz im ją funduje. To, co się dziwić, że dzieci marszałka latają Gulfstreamem? W końcu Sejm jest bogatszy od jakiegoś tam ratusza, nawet stołecznego, i stać go na to, by zapewnić dzieciom marszałka godziwe warunki rozwoju.

Pierwotnie była mowa o sześciu przypadkach, ale sam marszałek, przyciśnięty przez media i opozycję, przyznał się do 23 rodzinnych lotów. Jak pisze „Wyborcza”, Kuchciński w 2018 r. i w pierwszym kwartale 2019 r. w sumie ok. 100 razy korzystał z usług rządowego przewoźnika.

Wrogowie insynuują i pytają: a właściwie, dlaczego pan marszałek latał rządowym samolotem? No jak to dlaczego? Przecież to wszystko były niesłychanie istotne misje państwowe. Bardzo ważnymi ośrodkami, w których koncentruje się polskie życie polityczne są Rzeszów i Huwniki – i właśnie tu latał. Akurat w Huwnikach (wieś licząca ok. 700 mieszkańców) Kuchciński ma nieruchomość, ale nie ma się co dziwić. To oczywiście nie jest przypadek – po prostu pan marszałek jako doświadczony polityk kupił działkę tam, gdzie bije puls ziemi, tej ziemi.

Nic dziwnego też, że latał z reguły w weekendy i święta – przecież w tygodniu nie mógł się wybrać na Podkarpacie z ważną misją państwową, bo harował jak wół. Musiał odbierać głos warchołom z opozycji, którzy wykorzystują sejmową mównicę do sączenia trucizny w duszę ludu i rzucania Dobrej Zmianie kłód pod nogi. Musiał zarządzać skrócenie wypowiedzi w debacie do 30 sekund, musiał nakładać kary na posłów-nikczemników, musiał odbierać diety niejakiemu Nitrasowi. I dopiero po całym tygodniu takiej harówki mógł się udać w misję polityczną do Huwnik.

Jego koledzy w tym czasie byczyli się, pijąc piwo i śmiali się do rozpuku, oglądając przezabawny program „W tyle wizji”. A pan marszałek nie. On wiedział, że ojczyzna go wzywa, więc wsiadał do samolotu lub helikoptera, zapinał kurtkę, żeby go nie przewiało – i leciał. Często nawet zabierał ze sobą rodzinę, by i ona mogła mieć swój udział w służbie narodu. Żona z reguły się opierała, a dzieci protestowały: „Tato, fajny film jest dziś w telewizji, może zostaniemy w domu?”. Ale on pozostawał niewzruszony: „Bez dyskusji. Lecicie i już!”.

I teraz różni niewdzięcznicy, zamiast podziwiać pana marszałka i wyrażać uznanie dla jego ofiarności, próbują się go czepiać i odwracać kota ogonem. Wmawiają narodowi, że jego wytężona praca na ołtarzu ojczyzny to nadużywanie stanowiska i wykorzystywanie instytucji i majątku państwowego do celów prywatnych.

Oczywiście nie jest przypadkiem, że ta brudna kampania oszczerstw ma miejsce właśnie teraz, na niespełna trzy miesiące przed wyborami. To dzieło podstępnego lobby LGBT, które w ten sposób chce odwrócić uwagę od seksualizacji dzieci i obalić Dobrą Zmianę przy urnach.

Ale niedoczekanie wasze! To się wam nie uda. Ręce precz od naszych dzieci i Gulfstreamów!

>>>

PiS skręci wybory. Z życia pasqud 23

18 Lip

Krystyna Pawłowicz po raz kolejny zadziwiła obserwatorów życia politycznego. Kiedy PiS dokonuje kolejnego skoku na Sąd Najwyższy, tym razem za pomocą fasadowego orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, posłanka PiS ogłasza wszem i wobec tezę, że to sędziowie wykorzystują politycznie sądy do… nękania obozu władzy. Co jeszcze bardziej absurdalne, ta niecodzienna teza jest poparta argumentami w postaci przegranych procesów przez polityków PiS. Pawłowicz utrzymuje bowiem wypowiedzi w tonie, jakby każdy wyrok nie na rękę władzy był działaniem “stronniczym”. W myśl polityk Prawo i Sprawiedliwość, niczym niegdyś władza ludowa, jest nieomylne, a decyzje niekwestionowalne. W oczach posłanki sądy działają w celu “ochrony agresorów” – sił, jak mamy się domyślać, nękających obóz władzy – czyli “obrońców demokracji”. Obywatelski sprzeciw wobec skandalicznego skoku na instytucje wymiaru sprawiedliwości jest zatem dziś wyrazem nękania. Choć wśród protestujących znajdują się też postawy co najmniej etycznie wątpliwe, to jednak posłanka Pawłowicz jest ostatnią osoba, która może wytykać tego typu przykłady. Niewielu jest bowiem w obecnej kadencji posłów, którzy z taką chęcią i łatwością obrażają wszystkich naokoło. Poniekąd polityk w kategoriach używanego języka może uchodzić za polskiego Donalda Trumpa.

Ujęcie sprawy w powyższy sposób jest trudnym do uwierzenia postawieniem rzeczywistości na głowie. Faktem jest przecież to, że PiS wymienia prezesów sądów, upolitycznia KRS, przejął Trybunał Konstytucyjny i zaczął wybierać posłusznych sobie sędziów, szykanując krytyków reform Ziobry. To w końcu PiS już wielokrotnie próbował majstrować przy ustawie o Sądzie Najwyższym, aby pozbawić stanowisk ludzi od władzy niezależnych, czemu towarzyszyło oczernianie polskiego wymiaru sprawiedliwości, a tym samym i samego państwa polskiego za granicą przez “patriotów” z PiS. Powyższe nie są kwestią interpretacji czy sympatii politycznych, ale rzeczywistością. Polacy mogą debatować zatem długo o sensowności i celu działań rządzących, jednak ich metody nie podlegają większej wątpliwości. PiS jednak nie od dziś stosuje strategie zamieniania kata z ofiarą.

Co jednak najbardziej zaskakujące, posłanka z lubością wykorzystuje jako przykład upolitycznienia sądów swoje potyczki z Jurkiem Owsiakiem. Przypomnijmy zatem, że tak upolityczniony warszawski sąd w październiku zeszłego roku uznał, że to lider WOŚP musi przeprosić posłankę PiS za słowa “niech pani spróbuje seksu” oraz zapłacić 10 tys. zadośćuczynienia. Niedługo potem Owsiak przegrał drugą sprawę, kiedy także musiał przeprosić posłankę. Z racji apelacji i toczących się spraw karnych spór między wspomnianymi nie jest jeszcze ostatecznie rozstrzygnięty, jednak beneficjentkę dwóch korzystnych wyroków ciężko nazwać ofiarą zmowy upolityczniony sądów. Posłanka natomiast wyprawia zwyczajną oderwaną od faktów demagogię.

W systemie ochrony zdrowia narasta kryzys, który staje się coraz trudniejszy do zatuszowania. Braki kadrowe nie są bowiem niczym nowym w naszych realiach, jednak obecnie ich skala przybrała taki rozmiar, że z zatrważającą wręcz regularnością zamykane są w Polsce kolejne oddziały szpitalne, a pacjenci są kierowani do przepełnionych placówek. To ostatnie zaś dokłada kolejną cegiełkę do i tak niełatwych warunków pracy tamtejszych kadr, co tylko napędza spiralę zwolnień lekarzy i kolejnych zamknięć. Jak donosi tygodnik “Polityka”, w samym województwie zachodniopomorskim w ciągu ostatniego pół roku liczba łóżek w placówkach zmniejszyła się już o ponad 10% (827 szt.). Scenariusz w całym kraju jest podobny, liczba specjalistów w placówkach spada, do tego stopnia, że w momencie pozostania tylko jednego z nich nie jest możliwe dalsze funkcjonowanie placówki z powodu problemów w unormowaniu czasu pracy, urlopów i obsady dyżurów. Taki los spotkał m.in, oddział hematologii i onkologii dziecięcej w Chorzowie, którego działalność została zawieszona na początku wakacji. O skali problemu świadczy fakt, że w samym tylko województwie śląskim w ciągu roku zamknięto w sumie 17 oddziałów szpitali. Na horyzoncie jednak są zwolnienia w kolejnych placówkach, min. wojewódzkim szpitalu psychiatrycznym w Gdańsku, co może sparaliżować i ten podmiot.

Powody są tutaj oczywiste. Lekarze nie chcą pracować w ciężkich warunkach polskich szpitali i nawet jeśli nie emigrują, to decydują się na pracę wyłącznie w poradniach, przychodniach czy prywatnych praktykach, co sprawia, że obsada oddziałów szpitalnych staje się dramatycznie niska, a ich reputacja zniechęcająca do pracy absolwentów kierunku lekarskiego. Ten stan rzeczy nie dziwi jednak w świetle raportu “Health at a Glance 2018” OECD i Komisji Europejskiej, który mówi, że w Polsce brakuje około 30 tys. lekarzy.

Lekarze jednak nie chcą czekać na zawalenie się systemy z powodu bierności polityków i postanowili działać. Członkowie Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy i Porozumienia Rezydentów wznowili bowiem swój protest w postaci wypowiadania klauzuli umożliwiających wykonywanie obowiązków w nienormowanym czasie pracy. Spełnienie idei “jeden lekarz – jeden etat” nieuchronnie pokaże braki i logistyczną zapaść, co zmusi władze do działań.

Kiedy bowiem rząd oszukał młodych lekarzy i dzięki sztuczkom księgowym zabrał z budżetu NFZ 7 mld zł na swoje populistyczne obietnice, to w tym samym czasie rosły kolejki do lekarzy. Jeszcze sześć lat temu na wizytę u specjalisty czekaliśmy ok. 60 dni, a dziś niemal dwa razy dłużej.Tymczasem rząd obiecywał, że skróci kolejki, w tym do końca 2018 r. na badania w trybie pilnym, na których realizację przewidywano maksymalnie do 30 dni. W przypadku badań obrazowych takich jak rezonans magnetyczny czas ten wynosi jednak czasem aż ponad trzy miesiące. Takie oczekiwanie opóźnia postawienie diagnozy i zmniejsza niestety skuteczność leczenia.

Widać zatem wyraźnie, że zdrowie jest obszarem, który wymaga pilnej uwagi opinii publicznej. Bez priorytetu na ochronę zdrowia opieka nad polskim pacjentem będzie coraz bardziej teoretyczna i nawet dobra wola personelu medycznego niewiele pomoże na tę sytuację.

Politycy PiS chcą zmian w kodeksie wyborczym. W tym celu rozpoczęli proces w Sejmie zmiany sposobu zatwierdzania wyborów.

Nikt przy zdrowych zmysłach nie powinien się nabrać na zapewnienia prezesa PiS, „abyśmy się wszyscy porozumieli”, bo jego partia  „nie chce wojny w Polsce”.

Więcej >>>