Tag Archives: Łukasz Rogojsz

Pisowska Targowica boi się Brukseli z fałszywych powodów

30 Czer

Cezary Michalski

Podobno szykują się podwyżki bardzo wielu podatków. Dlatego mówię jasno, że postawię #WetoPodatkowe dla każdego podatku, który rząd będzie chciał wprowadzić, który będzie obciążeniem dla Polek i Polaków – @trzaskowski_

Szanse obu kandydatów wydają się bardzo wyrównane. Wprawdzie Andrzej Duda prowadzi 13 punktami procentowymi, ale jego możliwości pozyskiwania nowych wyborców wydają się raczej ograniczone. Podejrzewam, że będzie raczej walczył o utrzymanie obecnego poparcia, a jego sztabowcy – o zdemobilizowanie obecnych i potencjalnych wyborców Trzaskowskiego. Na pewno nic nie jest przesądzone i walka będzie zacięta, a Rafał Trzaskowski ma szanse wygrać – analizuje wynik I tury wyborów dr Jacek Kucharczyk, prezes Instytutu Spraw Publicznych. Pytamy o przepływ elektoratów, wyniki innych kandydatów, a także o fatalny wynik Roberta Biedronia, który dostał wielokrotnie mniej głosów, niż Lewica w ostatnich wyborach. – Być może to kara od wyborców za „lewicowy symetryzm”, czyli próby zachowania równego dystansu wobec PiS-u i KO czy Dudy i Trzaskowskiego. Zresztą w praktyce nie było nawet równego dystansu, a Lewica wręcz bardziej zaciekle krytykowała Trzaskowskiego, a wcześniej Kidawę-Błońską, niż atakowała Dudę.

Rozmowa z dr. Jackiem Kucharczykiem >>>

Wynik 43 do 30 byłby wymarzony przez polityków z całego demokratycznego świata. Teraz zwycięzca powinien dogadać się z którymś z przegranych kandydatów i prezydentura jego. W Polsce nie będzie tak łatwo – przekonuje prof. Jarosław Flis, socjolog i komentator polityczny, w rozmowie z Agnieszką Kublik w Wyborcza.pl. Kaczyński wydał wojnę wszystkim przeciwnikom, nic dziwnego, że teraz pozostaje sam.

PiS może przyciągnąć dwa typy wyborców: umiarkowanych konserwatystów, którzy odsunęli raz od władzy PO i są skłonni przymknąć oko na błędy partii rządzącej, byle tylko PO nie wróciło, oraz tych, których przeciwnicy PiS zrazili do siebie w trakcie kampanii. Czyli ci, którzy poczuli się gorsi, stale atakowani przez zwolenników Polski lepszej, mądrzejszej, bardziej oświeconej.

Duda stawia na dwa typy wyborców: ze skrajnej prawicy, czyli bliższych Konfederacji oraz ze skrajnej ekonomicznej lewicy. Będzie grał na tradycyjność obyczajową części Polaków oraz niechęci wobec stolicy na prowincji. Na pewno sięgnie po głosy ludzi z małych miasteczek, gdzie kampania PO nie dotarła, a kompleksy wobec dużych miast odgrywają sporą rolę. Będzie starał się o poparcie tych środowisk, gdzie sympatie wyborcze są najbardziej rozchwiane, a gdzie skoki poparcia dla PiS były największe. Dużo łatwiej bowiem  jest odzyskać wyborcę, którego się kiedyś straciło, niż zyskać takiego, którego się nigdy nie miało.

Z kolei Trzaskowskiemu też łatwiej byłoby łowić wyborców na nowych terenach niż tam, gdzie już dawno są złapani. Istotne znaczenie mają powiaty w Polsce centralnej, Śląsk i Kaszuby.

Duda uzyskał lepszy wynik, niż 5 lat temu. Być może z tych samych powodów, dlaczego PO przegrała poprzednie wybory. Wtedy część wyborców uważała, że Platforma  zasłużyła na porażkę, ale PiS nie zasłużył na zwycięstwo. Teraz jest odwrotnie: wielu uważa, że PiS powinien ponieść porażkę, ale Platforma zwycięstwo – niekoniecznie.

Żeby Trzaskowski wygrał, wszyscy wyborcy Hołowni, Kosiniaka-Kamysza i Biedronia powinni zagłosować, o ile nie za kandydatem Platformy, to przeciwko Dudzie. Na razie Hołownia ma 2 tygodnie czasu na przedyskutowanie ze swoimi wyborcami dalszych decyzji. Zobaczymy, czy ta świeża złość na PiS jest u nich silniejsza niż ta stara, trochę przykurzona niechęć do PO. Może wezmą wzór z Senatu, gdzie taka negatywna koalicja się udała?

Kaczyński odejdzie, ale ukształtowana w ten sposób prawica w Polsce pozostanie. Jako wygodne dla Putina ultrakonserwatywne narzędzie nowej Targowicy, coraz głębiej zakorzeniające się w Polsce. I właśnie dlatego wybór, jakiego Polacy mogą dzisiaj jeszcze dokonać – pomiędzy człowiekiem demokratycznego Zachodu Rafałem Trzaskowskim, a człowiekiem autorytarnego Wschodu Andrzejem Dudą – będzie rozstrzygnięciem, które daleko przekracza dzisiejsze doraźne partyjne spory – pisze Cezary Michalski.

Cały kapitalny esej Cezarego Michalskiego >>>

Trzy zarazy. Czy sobie z nimi poradzimy?

3 Kwi

Mamy trzy zarazy, dwie śmiertelne. Koronawirus dla naszej egzystencji. Druga zaraza Kaczyński – groźna dla egzystencji państwa.

No i trzecia zaraza, która jest potomstwem dwóch pierwszych – indolencja władz pisowskich wobec koronawirusa.

Nie dość, że dane o zakażeniach i ofiarach są nieprawdziwe – nie tylko z powodów, że za mało jest przeprowadzanych testów, nieprzygotowania do zarazy, to przede wszystkim świadomego zaniżania danych – to taki Kaczyński ma w dupie Polaków, jemu tylko zależy na tym, aby chwycić naród za mordę, bo niedługo odejdzie i inni też mają pożegnać się z życiem.

Rządzi nami wariat z kompleksami bez większych intelektualnych możliwości, bez żadnych osiągnięć (chyba, że pośrednio obarczymy go za współwinę Lecha Kaczyńskiego, który posłał 96 ludzi na tamten świat).

Jak sobie z tym poradzimy? Czy w ogóle sobie poradzimy?

Rzeczywiście [Jarosław Gowin] mówi o tym, że jest przeciwnikiem wyborów w tej chwili. Uzasadniał to zawsze zawsze różnego rodzaju zagrożeniami medycznymi. Te wybory, o których w tej chwili mowa, czyli wybory korespondencyjne, nie stwarzają takich zagrożeń. Jaką podejmie decyzję, trudno mi w tej chwili powiedzieć, ale mam nadzieję, że to będzie decyzja racjonalna i zgodna z konstytucją, a w tej chwili jedyna decyzja racjonalna i zgodna z konstytucją to jest decyzja o przeprowadzeniu wyborów” – mówił w radiowej Jedynce prezes PiS Jarosław Kaczyński.

Rozmowa z Kaczyńskim w „Sygnałach dnia” >>>

Światowa Organizacja Zdrowia prawdopodobnie już wkrótce zmieni zalecenia i zachęci do noszenia maseczek ochronnych w miejscach publicznych – donosi brytyjski dziennik „The Guardian”. Przymierzają się do tego również Brytyjczycy i Amerykanie. Do zmiany zdania miały skłonić WHO nowe dane z Hongkongu, które wkrótce zostaną opublikowane.

O modelu chińskim, który może u nas obowiązywać >>>

– Jarosław Kaczyński jest bardzo nakręcony na to, by zrobić wybory jak w Bawarii – mówi nam polityk PiS bliski kampanii. Czyli w pełni korespondencyjne. Przeciwko wyborom 10 maja jest Jarosław Gowin, który odrzucił już drugie ultimatum stawiane mu przez PiS. Nowogrodzka chce więc nakłonić posłów Gowina, by głosowali w Sejmie wbrew swojemu szefowi.

O nakręconym Kaczyńskim >>>

Organizacyjnie możliwe do przeprowadzenia, politycznie uzasadnione, ale obarczone potężnym ryzykiem prawnym i epidemiologicznym. Ponadto korespondencyjne wybory prezydenckie, które forsuje Prawo i Sprawiedliwość, może storpedować Senat. Wystarczy, że wprowadzający je projekt ustawy przetrzyma u siebie, zgodnie z uprawnieniami, przez 30 dni.

Więcej o chorej demokracji kopertowej >>>

„Zamknięcie granic państwowych uważam za największą porażkę tego marnego czasu – wróciły stare egoizmy i kategorie „swoi” i „obcy”, czyli to, co przez ostatnie lata zwalczaliśmy z nadzieją, że nigdy więcej nie będzie formatowało nam umysłów”, pisze Olga Tokarczuk. 

Cały felieton noblistki >>>

„My na pewno nie będziemy robić koalicji z PiS-em. Nigdy! Natomiast odsunąć od władzy rząd, który usiłuje po trupach przeprowadzić wybory, warto nawet z diabłem” – mówi posłanka PO Izabela Leszczyna w gorącym komentarzu po doniesieniach o możliwym rozpadzie koalicji rządowej.

Więcej o możliwym rozpadzie koalicji pisowskiej >>>

Wierzę, że nawet jeśli nie Gowin, to ktoś się w obozie władzy opamięta i zauważy, że prezes odkleił się od rzeczywistości. Wybory w środku epidemii to jest za gruba akcja, nawet jak na ten elektorat i tych polityków – mówi OKO.press Katarzyna Lubnauer. – Chyba, że Kaczyński pójdzie do końca w stronę dyktatury jak Orbán. I nadejdą żniwa Ziobry i Kamińskiego.

Więcej Katarzyny Lubnauer >>>

Przyznam, że od pewnego czasu patrzę na większość rządzącą jak na sektę religijną, która ma guru. Jak wiadomo, w sekcie wszyscy muszą się podporządkować i mamy tak w obecnej sytuacji. Sekta ma też swoich najwyższych kapłanów, ma swoją świątynię – to specjalna willa wykupiona obok tej prezesa i tam podobno są relikwie zmarłego brata, czyli sarkofag, który został podmieniony w wyniku ekshumacji. Miejmy świadomość, że znaleźliśmy się w rękach groźnej sekty, która nie myśli, jest zdana na łaskę i niełaskę swojego guru – mówi Jerzy Stępień, były prezes Trybunału Konstytucyjnego. – Dziś liczy się nie norma konstytucyjna, a wola rządzących. Jak będą chcieli, bo im to będzie pasować, to się zastosują, a jak nie, to nie będą. Mamy do czynienia już nie z władzą, która funkcjonuje w porządku konstytucyjnym, tylko w oparciu o swoją czystą wolę. To dyktatura – podkreśla.

Rozmowa z prof. Jerzym Stępniem >>>

W Polsce najwięcej ofiar śmiertelnych od początku epidemii i zatrważająca liczba zakażeń wśród lekarzy. W USA ekspert Donalda Trumpa dostał ochronę, bo chichotał po bzdurach opowiadanych przez prezydenta. Dyktatorzy wykorzystują epidemię, by dokręcać śrubę: Putin robi cyfrowy gułag, Duterte chce strzelać.

O przebiegu kolejnego dnia zarazy >>>

Partia pana prezesa właśnie dowiodła, że jedno potrafi na pewno. Mianowicie – walczyć o władzę do upadłego biznesu i upadłej służby zdrowia.

Nie wiem, jak Państwo, ale ja zawsze się wzruszam, kiedy kobieta płacze. A już zwłaszcza, gdy płacze z mojego powodu. A przecież łamiący się głos pani marszałek Witek, to przeze mnie.

Kiedy tak, niemal łkając, błagała marszałka Senatu, żeby pilnie procedował najważniejszą ustawę pandemii, to czyniła to przecież w trosce o mnie i o miliony rodaków. Żebyśmy mogli bezpiecznie spełnić najważniejszy obowiązek, jaki spada na nas wszystkich w czasach zarazy. Głosować!

Felieton Bożeny Chlabicz-Polak  >>>

Morawiecki i koronawirus. Niczego PiS się nie nauczył

13 Mar

PiS niczego się nie nauczył. „Nauczył” mam na uwadze dla dobra Polaków i Polski. Morawiecki to mistrz rżnięcia, udawania, czysty mitoman.

Udaje, że coś robi. Szpitale są zamykane, środków do walki z koronawirusem mało, dobrze tylko się ma kibel publiczny – kiedyś telewizja publiczna TVP.

Grozi nam scenariusz włoski, zmarło tam już 1000 osób. U nas testów przeprowadza się niewiele, ukrywa prawdę o pandemii, epidemii.

Tak złej sytuacji małych szpitali jeszcze nie było. Koronawirus może nas dobić. Musimy stale prosić właścicieli lub organy założycielskie o pomoc finansową. Koszty stale rosną: ZUS, płaca minimalna, inflacja. A teraz jeszcze wirus. I bankruci w postaci szpitali powiatowych mają ratować Polaków przed zarazą – mówi dyrektor szpitala w Nowym Mieście Lubawskim.

O bankructwie szpitali tutaj >>>

O zarazie Karczewskim tutaj >>>

W najbliższych sondażach zaobserwujemy gromadzenie się ludzi wokół władzy, niczym oddanie się we władanie rządzących ze szczególnym uwzględnieniem Andrzeja Dudy. Tylko że w dłuższym terminie efekt będzie odwrotny. Skoro władza zamknęła państwo na klucz i zachęca, aby zostawać w domach, a mimo tego liczba zachorowań wzrasta i nie daj Bóg pojawią się pierwsze zgony, to będzie to dowód na to, że Andrzej Duda, obóz rządzący, premier Morawiecki przedsięwzięli działania, które nie zapobiegły epidemii – uważa prof. Marek Migalski, politolog z Uniwersytetu Śląskiego. – Jeśli w kwietniu sondaże spadną, to sądzę, że władza może zagrać w odsunięcie wyborów, gdyby okazało się, że Andrzej Duda ma większe prawdopodobieństwo na przegraną. Nie mam wątpliwości, że nie zawahają się użyć wszelkich sposobów, aby nie przegrać wyborów – dodaje.

Wywiad z Migalskim tutaj >>>

Felieton Zegadły tutaj >>>

Historia daje liczne, poparte archiwaliami świadectwa, że – generalnie – nie warto być bardziej papieskim od papieża, nawet jeśli jest się akurat prawicowym redaktorem.

Po decyzji Watykanu o zamknięciu kościołów do kwietnia, w Polsce prawicowe media urządziły włoskim duchownym małe palenie czarownic. Było o porzuceniu wiernych w potrzebie, o sprzeniewierzeniu się misji i wreszcie o utracie wiary w moc sakramentów i modlitwy. I że nie tak to dawniej w czasach zarazy bywało.

Cały esej Bożeny Chlabicz-Polak tutaj >>>

Więcej >>>

Z powodu epidemii koronawirusa decyzją rządu zostały zamknięte wszystkie placówki kulturalne w Polsce: teatry, muzea i kina, koncerty są odwołane. „Artyści, którzy pracują tylko w teatrze, nie grają spektakli, nie będą mieli za co żyć” – napisała Barbara Kurdej-Szatan. Część środowiska zapowiada, że będzie występować o rekompensatę od ministra Glińskiego.

O sytuacji artystów w czasie zarazy tutaj >>>

W przypadku koronawirusa mamy do czynienia z „kontrolowaną pandemią” – ocenił szef Światowej Organizacji Zdrowia. Tedros Adhanom Ghebreyesus wyraził zaniepokojenie niewystarczającymi w jego ocenie działaniami niektórych państw w związku z wirusem. Zaapelował o przeprowadzanie testów na obecność SARS-CoV-2 we wszystkich podejrzanych przypadkach.

Więcej >>>

Sytuacja  u nas, w Europie i na świecie staje się dramatyczna. Możliwe, że pandemia koronawirusa spustoszy ludzkość, na pewno dojdzie do olbrzymiego kryzysu ekonomicznego.

Co się stanie? Trudno przewidzieć, bo za kryzysem ekonomicznym zawsze idzie jeszcze gorszy – kryzys społeczeństw, kryzys polityczny – w podobnej atmosferze narodził się nazizm.

Strach się bać.

Kronika epidemii. W Hiszpanii scenariusz włoski – dużo zarażeń i wysoka śmiertelność, w Niderlandach spokojnie, w Wielkiej Brytanii zarażona wiceminister zdrowia i szykowane środki nadzwyczajne, Słowacja, Czechy i Węgry wprowadzają stan wyjątkowy.

Niemcy: 2318 wykrytych przypadków, cztery osoby zmarły

Niemcy to jeden z tych krajów, gdzie mimo stosunkowo dużej liczby zarażonych śmiertelność jest bardzo niska. Kanclerz Angela Merkel przygotowuje jednak współobywateli na najgorsze – w środę 11 marca na konferencji prasowej ostrzegła, że wirusem SARS-CoV-2 może zostać zarażonych nawet 70 proc. mieszkańców Niemiec, czyli nawet 58 mln ludzi.

Jej deklaracja jest zgodna z przewidywaniami niektórych epidemiologów, jednak podkreślają oni, że do takiej sytuacji może dojść najwcześniej w ciągu kilku miesięcy i że środki podjęte w celu powstrzymania epidemii mogą zmienić obraz sytuacji.

Więcej o dramatycznej sytuacji dotyczącej koronawirusa w Europie tutaj >>>

 

Polski Kościół idzie w zaparte – choć lekarze apelują, by w dobie epidemii koronawirusa dla dobra wszystkich radykalnie ograniczyć kontakty z innymi, nabożeństwa nadal się odbywają. M.in. msza w Świątyni Opatrzności, podczas której nie przestrzegano podstawowych zasad unikania zakażenia.

„Z całą pewnością nie chcę obrażać niczyich uczuć religijnych, ale uważam, że w obecnej sytuacji należy zamknąć kościoły i ograniczyć do nich dostęp wiernych. Modlić można się wszędzie i na różne sposoby – nie tylko osobiście uczestnicząc w Mszy. Kościół pełen modlących się ludzi, narażonych na bardzo bliski i bezpośredni kontakt, z całą pewnością stanowi doskonałe miejsce do rozprzestrzeniania się wirusa”, mówi rektor Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, prof. Mirosław Wielgoś.

Tego samego dnia – w czwartek 12 marca 2020 – minister zdrowia Łukasz Szumowski wprowadził w Polsce stan zagrożenia epidemicznego. A Kościół? Idzie w zaparte.

O ciemnocie Kościoła kat. w kwestii wiedzy o koronawirusie tutaj >>>

 

– Zmierzamy w kierunku modelu włoskiego – stwierdził na antenie TVN24 prof. Robert Flisiak, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Lekarz dodał też, że w jego klinice „sprzętu starczy na trzy dni”, a „dyrekcja szpitala i wojewoda są bezsilni”.

O tym jak rząd PiS jest nieprzygotowany do walki z pandemią koronawirusa tutaj >>>

– Jeśli władza zracjonalizuje oczekiwania wyborców, to później ma większe szanse, żeby zostać przez nich pozytywnie ocenioną – o tym, jak epidemia koronawirusa może wpłynąć na sytuację rządzących rozmawiamy z politologiem dr. hab. Sławomirem Sowińskim z Instytutu Nauk o Polityce i Administracji UKSW.

Więcej >>>

Adwokatka, Ewa Stępniak z Lublina jest jedną z osób, która miała kontakt z pracownicą Sądu Rejonowego w Janowie Lubelskim. Pracownicą, u której w środę potwierdzono obecność koronawirusa i która leży w szpitalu zakaźnym w Lublinie. Kwarantanną objęto pracowników sądu, choć nie tylko.

O kwarantannie tutaj >>>

Duda podpisał wyrok

7 Mar

Podpisanie się pod ustawą 2 mld zł dla szczujni TVP to podpisanie się pod wyrokiem.

Duda przejdzie do historii jako mentalny chłystek, człowiek złamany, ale przede wszystkim zaprzaniec.

Co z tego, że poleciała głowa Jacka Kurskiego. Na jego miejsce przyjdzie podobny troll.

Media publiczne stały się mediami gadzimi, jak onegdaj Polacy ochrzcili media wrogie Polsce. A takie są media pod zarządem PiS. Szczują na Polaków i największe osiągnięcia w historii, jakim był prestiż Polski po 89 roku i członkostwo w Unii Europejskiej.

Historia da kopa w dupę Dudzie, czyli sprowadzi go do Dupy i wyśle na śmietnik.

Małych ludzi mieliśmy multum, to oni doprowadzali kraj do upadku, do utraty niepodległości.

Pomóżmy sobie, pomóżmy historii i dajmy kopa w dupę temu niedojdzie, wykopmy go na śmietnik.

Prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę o 2 mld dla mediów narodowych. Uzasadnił to troską o „byt rodzin pracowników telewizji” i funkcjonowanie ośrodków regionalnych. W zamian za podpis Duda zażądał głowy prezesa TVP Jacka Kurskiego – i po ostrej walce na śmierć i życie głowa Kurskiego spadła.

Więcej o dekapitacji Jacka Kurskiego i podpisie ustawy 2 mld zł dla TVP >>>

„Mają ludzi za kompletnych kretynów”, „przegrał wybory”, „obrzydliwe, wstyd” – to niektóre z komentarzy po wieczornej decyzji prezydenta Andrzeja Dudy, który podpisał ustawę przyznającą blisko 2 miliardy złotych na media publiczne. Jednocześnie rozpoczęła się procedura odwoływania ze stanowiska szefa TVP, Jacka Kurskiego. Miało to być jednym z warunków prezydenta.

O skretynieniu pisowskim w kwestii TVP – czytaj tutaj >>>

Obóz Zjednoczonej Prawicy mógł sprawę 2 mld zł na media publiczne rozegrać tak, żeby każda ze stron na tym zyskała. Zamiast tego wszyscy rzucili się sobie do gardeł, zupełnie zapominając o politycznej racji stanu swojego środowiska.

Tekst Łukasza Rogojsza o wojnie w PiS tutaj >>>

Andrzej Duda podpisał ustawę, która przekazuje mediom państwowym 1,95 mld zł. Ogłaszając decyzję w piątek w nocy w towarzystwie premiera, prezydent zaznaczył, że ustalił z nim „pewne warunki”. Wiadomo, że najważniejszym warunkiem była dymisja Jacka Kurskiego. A pozostałe?

O pozostałych warunkach Dudy w stosunku do rządu Morawieckiego tutaj >>>

„Pewien układ”, „pewne idee”, „pewien polityk”, „pewna grupa ludzi” – to od lat ulubione związki frazeologiczne prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. W rozmowie w TV Trwam Andrzej Duda pokazał, że wiernie śledzi językoznawcze dokonania lidera obozu władzy.

O tym jak Duda nauczył się pluć od Kaczyńskiego tutaj >>>

W wywiadzie dla Telewizji Trwam prezydent Andrzej Duda pokazuje się jako pretorianin obozu Zjednoczonej Prawicy. Zaciekle broni zmian w sądach, w tym Izby Dyscyplinarnej w SN. Atakuje „część środowiska” sędziowskiego i instytucje unijne. Tłumaczy się ze swoich dwóch wet i pozuje na prezydenta wszystkich Polaków. I mija się z prawdą.

Opisanie Dudy u Rydzyka czytaj tutaj >>>

Więcej tutaj o wspaniałym sędzi Pawle Juszczyszynie >>>

Stan gry na dzień 7 marca 2020 tutaj >>>

Nie wolno nam zapominać, że jesteśmy w trakcie kampanii wyborczej – niezwykle ważnej, bo od jej wyniku zależy, jaka będzie Polska.

Gdyby ktoś zapytał, czym żyje dzisiejsza Polska, to wiadomo – koronawirusem. Nic w tym dziwnego, bo to zjadliwa bestia, z wysokim wskaźnikiem śmiertelności. Społeczeństwo jest już lekko spanikowane, a władza pokazuje, jak serio traktuje nadchodzące zagrożenie i nawołuje, by nie wykorzystywać go politycznie, zjednoczyć siły i wspólnie z nim walczyć.

Cały felieton Tamary Olszewskiej tutaj >>>

Kto w piątek oglądał w telewizji nocną konferencję prezydenta i premiera, musiał dojść do wniosku, że „dobra zmiana” weszła w fazę schyłkową.

Na godzinę przed upływem konstytucyjnego terminu Andrzej Duda zwołał dziennikarzy, by ogłosić, że podpisuje ustawę o dwóch miliardach na propagandę PiS, a na osłodę oferuje ludowi igrzyska w postaci odwołania Jacka Kurskiego. Towarzyszył mu nie tylko premier, który – jak twierdzą poinformowani – należy do krytyków prezesa TVP, ale i szefowie Krajowej Rady Radiofionii i Telewizji Witold Kołodziejski oraz Rady Mediów Narodowych Krzysztof Czabański.

Wojciech Maziarski w całości tutaj >>>

Mordy zdradzieckie. 14 przykładów języka pogardy obozu rządzącego

2 Mar

Anna Mierzyńska w OKO.press zebrała 14 przykładów hejterskich ataków obozu prorządowego z ostatnich pięciu lat.

Niby się przyzwyczailiśmy się do języka jadu Kaczyńskiego i jego służalców, pogodziliśmy się, że zło ma miejsce we wspólnej przestrzeni publicznej.

Zły zawsze oczekuje, że przyzwyczaisz się do zła, a jak „kupisz” to zło, odwracając jego kierunek, Kaczyńskiego nazywając zły, ten zaciera ręce i się cieszy.

W tym miejscu wszak Kaczyńskiego nazwałem złym. Ale usprawiedliwieniem niech będzie, że on faktycznie jest zły, a my reagujemy, jesteśmy reakcją na akcję zła.

Reakcja jest wtórna i nie jest źródłem zła.

Zaniedbania w służbie zdrowie za rządów PiS osiągnęły poziom niespotykany do tej pory. Wiadomym jest, że koronawirus będzie w Polsce poczynał sobie swobodnie, bo nie mamy opracowanych procedur, ani środków (nie tylko finansowych), ale przede wszystkim infrastrukturalnych i personalu medycznego. Do tego upadające szpitale i oddziały zakaźne.

PiS chce przekuć propagandowo owe złodziejskie cwaniactwo: łapać złodzieja, albo „wina Tuska”. To ten sam mentalny sowiecki chwyt.

Umysł sowieta zagospodarował umysł Kaczyńskiego. Ten przeszczep się udał.

Aby w dyskusji o „szacunku w polityce” odnosić się do faktów, przygotowaliśmy zestawienie hejterskich ataków obozu prorządowego z ostatnich pięciu lat. Zawarliśmy w nim najbardziej bulwersujące zdarzenia, mające związek z szerzeniem nienawiści w sieci, ataki, systemowe kampanie hejtu oraz dyskredytowania osób publicznych i grup zawodowych.

  1. „Mordy zdradzieckie”

W lipcu 2018 roku, a dokładnie w nocy z 17 na 18 lipca w Sejmie odbyła się debata nad ustawą o Sądzie Najwyższym. Wypowiedzi opozycji bardzo zdenerwowały Jarosława Kaczyńskiego. Wstał, wszedł na mównicę i powiedział słowa, które stały się symbolem „szacunku PiS” w polityce – właśnie dlatego to od nich zaczynamy zestawienie:

„Przepraszam bardzo, panie marszałku, ale ja bez żadnego trybu. (Dalej do opozycji) Wiem, że boicie się prawdy, ale nie wycierajcie swoich mord zdradzieckich nazwiskiem mojego świętej pamięci brata, niszczyliście go, zamordowaliście go, jesteście kanaliami!”

Analiza języka pogardy Kaczyńskiego i 14 przykładów z ostatnich 5 lat, czytaj tutaj >>>

Typowym demagogicznym chwytem ludzi dążących do rządów autorytarnych jest stosowanie kwantyfikatora ogólnego tam, gdzie powinien być stosowany szczególny. Są to na przykład zwroty: „wszyscy kradną”, „wszyscy politycy to złodzieje”, „wszyscy politycy grają tylko pod siebie”, „każda władza jest nieuczciwa” i inne podobne.

Esej Krzysztofa Łozińskiego tutaj >>>

Media publiczne mogą obejść się smakiem i jednak nie otrzymać opiewającej na niemal 2 mld zł rekompensaty z budżetu państwa. Przynajmniej przed wyborami – wynika z informacji Gazeta.pl.

Jak po goebbelsowsku PiS che orżnąć propagandowo publikę >>>

Dlaczego do polskiej praworządności pretensje mają wszyscy, a do norweskiej tylko PiS?

Nieskoordynowane ruchy palców dłoni, gorączkowa nadpobudliwość, nagłe zmiany nastroju, ataki agresji i otępienia, bełkotliwa mowa… Można by te objawy nazwać „kaczą grypą”, gdyby nie powaga prawdziwej choroby, przyczajonej pod granicą Polski albo już buszującej po kraju, unikając z łatwością rzadkich posterunków wystawionych przez słabnące państwo PiS. Jak zwał tak zwał, ale faktem jest, że w szeregach PiS rośnie niepokój i zamęt. Nawet prezes wysyła sprzeczne sygnały, a co dopiero prości wyrobnicy produkujący propagandę „dobrej zmiany”.

Cały felieton Andrzeja Karmińskiego tutaj >>>

 

Od pięciu lat rządzą w Polsce środowiska, które konsekwentnie budują antydemokratyczny, ksenofobiczny, homofobiczny katofaszyzm

29 Lu

Kandydatka Koalicji Obywatelskiej na prezydenta RP Małgorzata Kidawa-Błońska ma się coraz lepiej, Duda czuje jej oddech na plecach. A gdy doda się do jej procentów innych kandydatów opozycyjnych, to raczej Duda pożegna się z Pałacem Prezydenckim i będzie musiał myśleć o zapłaceniu ceny za łamanie Konstytucji.

Trybunał Stanu może być dla tego niedojrzałego człowieka za mało.

A kampania Kidawy-Błońskiej dopiero teraz ma oficjalny start (29. lutego, sobota).

Jak to w polityce, może się dużo zdarzyć, bo nawali kandydat, albo zostanie wrobiony. Widać jednak obsuwę Dudy, a odwrócenie trendu raczej jest niemożliwe, mimo że zostanie rzucony szmal na przekupstwo elektoratu.

Polska potrzebuje normalności, aby się rozwijać. Pamiętajmy, że wiele lat zajmie nam czyszczenie z pisowskiego brudu. Kurduple nabroili, jakby kraj najechali sowieccy Hunowie.

1.

Sztabowcy Koalicji Obywatelskiej wciąż nie uważają się za faworytów prezydenckiego wyścigu, ale zaznaczają, że zmiana nastrojów społecznych wśród Polaków jest zauważalna. – Czuć coś w powietrzu. Zmianę, nastrój rewolucyjny – mówi nam jeden z nich. Sobotnia konwencja Małgorzaty Kidawy-Błońskiej ma ten rewolucyjny nastrój dodatkowo podsycić.

2.

Małgorzata Kidawa-Błońska – mimo sceptycyzmu, który w jej kontekście wyrażali prawicowi dziennikarze – jest dziś tą kandydatką opozycji, która ma największe szanse na wejście do II tury wyborów prezydenckich. Mało tego, to ona może pokonać w niej Andrzeja Dudę i zostać pierwszą kobietą-prezydentem w historii Polski.

Więcej o możliwej wygranej Małgorzaty Kidawy-Błońskiej tutaj >>>

Jeszcze pół roku temu sztab PiS był niedościgłym dla opozycji wzorem profesjonalizmu. Dziś jego członkowie zachowują się tak, jakby kampania prezydencka spadła na nich niespodziewanie.

Więcej Wojciecha Szackiego tutaj >>>

Dzień po ogłoszeniu tej informacji sekretarz stanu norweskiego ministerstwa spraw zagranicznych Audun Halvorsen ogłosił, że Norwegia wycofuje się ze współpracy z polskim resortem i przekazania mu blisko 300 mln zł: „W świetle ostatnich wydarzeń w Polsce jasne jest, że władze norweskie nie podpiszą umowy z Polską w sektorze wymiaru sprawiedliwości w sprawie finansowania z funduszy EOG. Jest to silny sygnał dla polskich władz, który świadczy o trosce rządu norweskiego o stan praworządności i niezależności sądów w Polsce”.

Więcej Ewy Siedleckiej >>>

Od pięciu lat rządzą w Polsce środowiska, które konsekwentnie budują antydemokratyczny, ksenofobiczny, homofobiczny katofaszyzm, środowiska katolicko-prawicowe, które demolują system prawny, chronią pospolitych przestępców, umarzają postępowania przeciwko zwykłym bandytom szykanując ich ofiary oraz sędziów i prokuratorów, którzy chcą tych bandytów ścigać.

Więcej Marcina Zegadło >>>

Gdy sędzia Tuleya zostanie zaaresztowany, to na pewno nie zostanie sam, ale wszyscy mamy świadomość, że za obronę zasad przyjdzie nam zapłacić i nie można wykluczyć również i takiej sytuacji, że może być to nawet i aresztowanie pod jakimkolwiek pretekstem – mówi sędzia Bartłomiej Przymusiński ze stowarzyszenia sędziów Iustitia. – Ustawa kagańcowa dała zielone światło na tego typu działanie, bo o uchyleniu immunitetu decyduje teraz Izba Dyscyplinarna SN, a nie sąd dyscyplinarny przy sądzie apelacyjnym, wobec tego system się w pełni domknął i sprawa może być załatwiona przez kilku lojalnych funkcjonariuszy Zbigniewa Ziobry. Trzeba jasno powiedzieć, że ten cały aparat represji ma imiona i nazwiska i ci, którzy biorą w tym udział, zostaną odnotowani – podkreśla

Rozmowa z sędzią Bartłomiejem Przymusińskim tutaj >>>

Ekonomiści zajmujący się konsekwencjami gospodarczymi zmiany klimatu często nie doceniają – czasami nawet bardzo poważnie – wynikających z nich szkód. Niedoszacowania występują zwłaszcza w scenariuszach, w których temperatura Ziemi wzrasta o więcej niż 2°C, a więc powyżej celu uzgodnionego w Porozumieniu Paryskim.

Więcej 0 cenie obrony klimatu i przetrwania ludzkości >>>

W pisowskiej Polsce narzucanie obywatelom, jak mają żyć już nie jest fikcją. 

To nie jest bajka z gatunku fantasy. Każdy, kto dobrze zna historię, widzi to podobieństwo do totalitaryzmów, które już miały miejsce. Zakazane księgi, wykluczenie części społeczeństwa, które po prostu nie pasuje do wizji Panów Narodu, tworzenie „stref wolnych od…”, narzucanie obywatelom, jak mają żyć – to już nie jest fikcją. To naprawdę się dzieje.

Cały felieton Bożeny Olszewskiej tutaj >>>

Macierewicz wraca, Morawiecki uprawia swoje mitomaństwo, a Duda schował się za Jolantą

22 Lu

Za rządów PiS wszystko się waży. Ważą się losy Polski, niestety Kaczyński i jego ancymonki (mitoman Morawiecki i złamany Duda) działają na szkodę kraju, obywateli.

Nie mają wizji. Pieprzą o niej, bo wizją nie jest przekupswo (rozdawnictwo), niektórzy niedorobieni intelektualnie dziennikarze nazywają to transferem. Nasi durnie nie mają za wiele wiedzy, to typowo polskie niedoróbki, jakich przez dzieje mieliśmy nadto.

PiS to partia koryta i załatwiania kompleksów. Kaczyński zaś mentalny – nie tylko fizyczny – kurdupel. Świetnie te barachło ujął Zbigniew Herbert (Potęga smaku).

Morawiecki – mitoman, jako się rzekło – negocjuje budżet Unii Europejskiej. Ponoć jest w stanie oddać 100 mld za to, aby Bruksela nie przyczepiała się do praworządności ( istocie bezprawie) pisowskiego w Polsce.

Skończy się, jak to ancymonki potrafią: odda 100 mld, a TSUE weźmie się tym kurduplowatym autokratom do dupy.

A tak poza tym PiS czyni swoje idiotyzmy. Chory człowiek Macierewicz wraca na tapetę. Tak jak on przekazuje swoją wodę z mózgu elektoratowi PiS nikt nie potrafi, zbliża się kolejna rocznica katastrofy smoleńskiej, za którą odpowiada Lech Kaczyński, byle jakie xero Jarosława.

Szefowa sztabu Dudy Turczynowicz-Kieryłło to kobieta słup, mentalnie zacofana (inaczej nie może być, aby wdać się w interesy polityczne z Dudą), a przy tym kobieta piękna, przynajmniej jak na mój gust.

Kogoś tam pogryzła ta pani. Mniejsza o zgryz, ale gdy ona się odezwie to gryzie nie tylko demokracje, ale i rozum. Niedokształcona w literaturze i w tym, co czyni nas interesującymi (bądź nie) osobowościowo.

Był palec Lichockiej, jest sobaka Dudy.

OKO.PRESS Z BRUKSELI. W piątek 21 lutego, w drugim dniu negocjacji nowego budżetu Unii Europejskiej, liderzy państw nie zdołali wypracować porozumienia. Po zaledwie 30 minutach rozmów i przy braku szans na konsensus, głowy państw przerwały nadzwyczajny szczyt Rady Europejskiej. Polska w gronie państw sprzeciwiających się budżetowym cięciom.

Więcej jak mitoman Morawiecki walczy w Brukseli >>>

2,75 mln zł – tyle na swoje działania w 2020 roku dostanie podkomisja smoleńska. „Mają rozmach… Pan Antoni zapowiadał koniec, a tu kolejne miliony złotych w błoto” – komentuje dr Maciej Lasek, jeden z autorów raportu Millera, wyjaśniającego przyczyny katastrofy z 10 kwietnia. Zaś Antoni Macierewicz już zapowiada swój kolejny raport i przekręca fakty.

O zbuku Macierewiczu, który znowu żywi się naszymi milionami >>>

Sędziowie z Olsztyna, którzy postawili się nominatowi Ziobry Maciejowi Nawackiemu, dostają listy poparcia od innych sędziów. Wspiera ich Adam Strzembosz z grupą sędziów, którzy założyli „Solidarność” w sądach w PRL-u oraz duża grupa sędziów z Warszawy.

O walce sędziów o praworządność w kraju >>>

Zakrojone na ogromną skalę przeszukania w sprawie majątku Mariana Banasia tylko w drobnej części dotyczą słynnej kamienicy w Krakowie. Z informacji Onetu wynika, że śledczy wiążą sprawę szefa NIK z gigantycznym praniem pieniędzy — chodzi o ponad 5 mln zł.

Więcej o wojnie mafijnej w PiS >>>

Dzisiejsze działania wyglądają z jednej strony jak próba zastraszenia, a z drugiej jak jakiś rodzaj zemsty. Trudno założyć, że Marian Banaś przez tyle miesięcy nie zabezpieczył jakichś dokumentów, które miałyby o nim źle świadczyć, tym bardziej, że kwestia dotyczy nieprawidłowego oświadczenia majątkowego. Oczywiście, że to niedopuszczalne, że prezes NIK-u ma problem ze swoim oświadczeniem, ale środki, które są do tego teraz używane, są niewspółmierne. Prawdziwych przestępców, z twardymi zarzutami nie ściga się w ten sposób, że kilkudziesięciu agentów w tym samym czasie wchodzi do kilku mieszkań, zatrzymuje dzieci itd. To jest bezceremonialne psucie państwa w biały dzień i jestem przekonany, że to dopiero początek, a nie koniec – mówi Tomasz Siemoniak, wiceprzewodniczący PO. – To wielka klęska PiS-u, także moralna, bo pokazuje, że nic z tego, co zapowiadali – ani wzmocnienie państwa, ani zasad elementarnej uczciwości – nie zostało wprowadzone. Przypomnę, że okazało się, że politycy PiS-u rabowali kontenery PCK, a pieniądze wykorzystywali na swoje cele lub kampanię wyborczą. To kompletne bankructwo moralne partii, która wyrosła na walce z domniemaną korupcją, a tymczasem wszystko jest na odwrót i to PiS jest korumpującym ugrupowaniem – dodaje.

Wywiad z Tomaszem Siemoniakiem tutaj >>>

Prezydent Duda wielokrotnie okazywał swoją tchórzliwą naturę. W sytuacjach, kiedy naprawdę potrzeba było podejmować decyzję, on uciekał, kierował sprawy do Trybunału Konstytucyjnego. Na marginesie to pokazuje, jaką rolę pełni TK dziś. To organ przyboczny dla PiS-u, dla prezydenta, który wykonuje działania potrzebne władzy w danym momencie – mówi senator Marek Borowski. – Odnoszę wrażenie, że Kaczyński przestaje panować nad tą całą sytuacją. To już nie jest ten wszechmocny wezyr, który wszystkim steruje, a poszczególne części tego aparatu, który budował, zaczynają grać przeciwko sobie. To jest dość typowe dla autorytarnych reżimów, gdzie główny wódz słabnie – dodaje.

Wywiad z Markiem Borowskim tutaj >>>

– Obecny rząd żyje na koszt pierwszych 100 dni gabinetu premier Szydło i pierwszego rządu premiera Morawieckiego. Dokonane wówczas reformy, przyjęte ustawy na długo określiły sposób postrzegania tej władzy, wypracowały pewne stereotypy na jej temat – o 100 dniach drugiego rządu Mateusza Morawieckiego w rozmowie z Gazeta.pl opowiada politolog prof. Rafał Chwedoruk z Uniwersytetu Warszawskiego.

Wywiad Łukasza Rogojsza z prof. Chwedorukiem tutaj >>>

O Jolancie Turczynowicz-Kieryłło tutaj >>>

Ich ostatnią szansą na utrzymanie się przy korycie jest kontynuacja prezydentury Dudy. Jeśli Duda wygra, wołami ich się od władzy nie odciągnie.

A miało być tak pięknie. Zjednoczona Prawica wygrywa jedne wybory, potem kolejne. Wreszcie cała władza w ręce prezesa, Ziobry i spółki. Trzeba przyznać, że w 2015 roku byli oni świetnie przygotowani, by dorwać się do koryta i utrzymać się przy nim jak najdłużej

Esej Tamary Olszewskiej tutaj >>>

Buraki PiS

26 Wrz

Politycy PiS zaatakowali profil społecznościowy – SOK Z BURAKA krytykujący ich rządy. Jest to reakcja na pisowskie afery związane z hejtem w ich obozie.

Rządzący zareagowali na artykuł Sieci w którym czytamy, że zarządzający Sokiem z Buraka pracuje w warszawskim ratuszu.

– Powszechnie uważa się za stronę z memami, żartami związanymi z polityką. Ale do śmiechu jest tam tylko tym, którzy nienawidzą PiS, uwielbiają PO, nie przeszkadza im knajacki język publicznej debaty i nie silą się na weryfikowanie prawdziwości tego, co czytają. Bo Sok z Buraka to mieszanka drwin, manipulacji i kłamstw – opisuje propisowska gazeta.

Patryk Jaki postanowił zawiadomić prokuraturę. – Warszawski ratusz wycofał się z obietnic wyborczych. Nie było pieniędzy na żłobki, czy niepełnosprawnych, ale znalazły się pieniądze dla osoby, która organizuje Sok z Buraka, największe fekalia, ściek, fabrykę fejków w internecie, finansowaną z pieniędzy warszawiaków. To jest coś nieprawdopodobnego. Jutro skieruję zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa – używania pieniędzy publicznych do zorganizowanego hejtu na wielką skalę – zapowiedział europoseł PiS.

– „Sok z Buraka” to internetowa fabryka hejtu i nienawiści, której machina w sposób obrzydliwy dehumanizuje polityków Prawa i Sprawiedliwości oraz osoby wspierające Rząd RP. Administracja tego profilu posługuje się dezinformacją i fake newsami. „Sok z Buraka” powinien po prostu zniknąć – wypowiada się wiceminister cyfryzacji Adam Andruszkiewicz.

– Uprzejmie informuję, że ratusz Warszawy nie posługuje się mową nienawiści. Jesteśmy i będziemy konsekwentni w walce z hejtem. Proszę wybaczyć, ale nie będę odnosić się do propagandowych akcji osób, które same celują w posługiwaniu się manipulacją – skomentował rzecznik prezydenta Warszawy Kamil Dąbrowa, który poinformował także, że opisany przez „Sieci” Mariusz Kozak-Zagozda jest zatrudniony przez miasto na umowę zastępstwo, ale trudno powiedzieć, czy będziemy kontynuować współpracę, musimy przeanalizować i podsumować dotychczasowe pół roku”.

Kozaka-Zagozda miał zakupić domenę w 2014 roku. Jak deklaruje pozbył się jej w 2017 roku.

Jan Szyszko nie daje o sobie zapomnieć… Były minister środowiska w rządzie Beaty Szydło postanowił odnieść się do zagrożeń dla klimatu. Krytykował też działalność 16-letniej aktywistki ekologicznej Grety Thunberg i innych młodych ludzi, którzy niedawno przeprowadzili w miastach całego świata Młodzieżowy Strajk Klimatyczny.

W wywiadzie dla Radia Wnet Szyszko wygłosił taką oto opinię: – „Dwutlenek węgla jest gazem życia. Przez niego powstaje drewno, pokarm. Bez niego nie ma życia na świecie. To powinien wiedzieć każdy uczeń szkoły podstawowej”.

– „Profesor-głuptas nie wspomniał tylko, że przyroda potrzebuje tylko określonej ilości dwutlenku węgla w atmosferze…. jego nadmiar jest zbrodniczy…”; – „Może Pan spróbuje wdychać CO2 zamiast tlenu i zobaczy, czy rzeczywiście jest tak wspaniale?; – „Za takie opinie Szyszko powinien mieć stan oskarżenia, za lekceważenie faktycznego zagrożenia, o wycince kilkusetletnich dębów nawet nie wspomnę”; – „Ignorancja tego gościa jest dramatyczna. Wstyd, że ktoś taki był ministrem. Nikodem Dyzma przy nim to tuz intelektu” – komentowali internauci wypowiedzi Szyszki.

A co miał do powiedzenie o Grecie Thunberg i Młodzieżowym Strajku Klimatycznym? – „Serdecznie jej współczuję. To dziewczę na pewno oszukano, to dziewczę chyba nie wie, co mówi, bo jest ciężko, aby w tym wieku rozumieć dokładne meandry polityki i gospodarki – one się tu nawzajem łączą. I to samo było w Warszawie niedawno, jechałem na spotkanie do Pałacu Staszica, gdzie nie mogłem się dostać, gdyż młodzież spontanicznie w wieku kilkunastu lat protestowała przeciwko temu, że Polska ma węgiel kamienny i go używa, a chyba nie wiedzieli w gruncie rzeczy, co tak naprawdę mówią” – stwierdził były minister środowiska.

Swoją drogą, można odnieść wrażenie, że atakowanie Grety Thunberg staje się powoli jednym z ulubionych zajęć prawej strony sceny politycznej. Przypomnijmy choćby nasz artykuł „Internauci do Barbary Nowak: „Aż dziw bierze, że jest pani kuratorem oświaty”.

PAD: Nie mamy właściwie takich tematów, w których nie mielibyśmy wspólnego stanowiska z Trumpem

– Nie mamy właściwie takich tematów, w których nie mielibyśmy wspólnego stanowiska. Ja bardzo lubię słuchać też opinii pana prezydenta Donalda Trumpa na różne kwestie właśnie związane z wielką polityką światową – mówił prezydent Andrzej Duda w rozmowie z Michałem Adamczykiem w programie „Gość Wiadomości” TVP Info, pytany czy były takie momenty, że była różnica zdań, że nie mieli wspólnego stanowiska podczas spotkania w cztery oczy.

Syn Mariana Banasia, prezesa NIK, a wcześniej ministra finansów w rządzie PiS, przez kilka lat prowadził własne biznesy. Zawodowa kariera Jakuba Banasia nabrała przyspieszenia w listopadzie 2017 r., kiedy zaczął pracować w państwowych spółkach Skarbu Państwa – poinformowały „Fakty” TVN.

Najpierw trafił do Polskiej Grupy Zbrojeniowej, podległej ministrowi obrony narodowej. Był tam dyrektorem, a po pięciu miesiącach został doradcą zarządu. Po kolejnych kilku miesiącach został pełniącym obowiązki prezesa w podległej PGZ spółce Maskpol, produkującej sprzęt dla wojska. Tam też nie zagrzał długo miejsca i „przerzucił” się na bankowość. Obecnie jest dyrektorem i pełnomocnikiem zarządu w państwowym banku Pekao S.A.

Dziennikarka „Faktów” chciała się dowiedzieć, na jakich zasadach Jakub Banaś został zatrudniony w każdej ze spółek? W odpowiedzi Pekao S.A. i PGZ poinformowały o „ochronie danych osobowych” i tajemnicy przedsiębiorstwa „co do sposobu i technik rekrutacji”.

– „Uważam, że mamy do czynienia z takim nepotyzmem, w którym wysoko postawiony ojciec załatwia pracę synowi, a ten syn nie ma najmniejszych kompetencji do tego, żeby od razu zaczynać karierę od kierowania firmą” – powiedział „Faktom” Tomasz Siemoniak z PO.

Problemu nepotyzmu nie dostrzega natomiast szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Michał Dworczyk. – „Nie mam wiedzy na temat kariery syna pana Banasia. Natomiast sam fakt tego, że dziecko jakiegoś polityka pracuje w spółce Skarbu Państwa, wydaje mi się, że jest niewystarczające, żeby stawiać taką tezę” – stwierdził Dworczyk.

Tacy właśnie jesteśmy: mówimy o wolności, ale kiedy trzeba zastosować ją w praktyce, wrzeszczymy, tupiemy i gotowi jesteśmy ukamienować każdego, kto myśli inaczej.

Nie mamy pojęcia, czym jest wolność, nie czujemy jej, nie rozumiemy, że przychodzi nie pod postacią kwiecistych sztandarów i romantycznych haseł, ale jako „człowiek, z którym się nie zgadzamy” i o którym myślimy „po co on/ona aż tak prowokuje?”. Wrzeszczymy jak obdzierani ze skóry za każdym razem, gdy wolność trzeba dać sobie i innym i gdy ktoś korzysta z niej w sposób, który nam się nie podoba.

Klaudia Jachira, kandydatka PO na posłankę z Warszawy, stanęła ostatnio przed pomnikiem żołnierzy AK z transparentem „Bób, hummus, włoszczyzna”. Obrazek prowokacyjny, bo nad jej głową mogliśmy przeczytać „Bóg, Honor, Ojczyzna”.

Ja odebrałam ten happening jako ostrą, ale uzasadnioną w świetle tego, co wyprawiają różni politycy z Bogiem i Ojczyzną na ustach kpinę z hipokryzji, z ludzi mających gęby pełne frazesów o wartościach (które zresztą wcale nie każdemu muszą być drogie, bo przecież nie ma takiego obowiązku), na co dzień poniżających, oczerniających i okradających innych. (Na marginesie i dla jasności: gdyby nawet kpina Jachiry była nieuzasadniona, to też ok, bo w końcu satyra i dowcip uzasadnione być nie muszą).

I co? I rozpętało się polskie dulskie, bogoojczyźniane piekło. „Jachirę usunąć z list!”, „Przez takich jak Jachira KO przegra!”, „Jak śmiała!” i oczywiście – „Idiotka!”, „Kretynka!” i takie tam chrześcijańskie, katolickie epitety, pełne miłości bliźniego.

Klaudię Jachirę podziwiam od dawna jako nieustraszoną, samotną satyryczkę, pozytywnie zakręconą. Nie wiem, jaką byłaby posłanką i nie jest to moja sprawa, ale wiem jedno: ma prawo do własnej ekspresji, także takiej, która mi i wszystkim innym się nie podoba. Także, a może przede wszystkim takiej, która uraża czyjeś uczucia. (Nigdy zresztą nie sądziłam, żeby rzeczy i ludzie naprawdę wielcy mogli zostać „obrażeni”, przeciwnie, uważam, że im rzecz mniej ważna i rozdęta, tym łatwiej o obrazę, a prawdziwa wielkość satyry i kpiny, nawet najgłupszej, się nie boi, bo jakżeby mogło być inaczej?)

Wolność to nie teoria, to praktyka, to działanie. To rozumienie, że inni mają prawo postępować w przestrzeni publicznej jak uważają za stosowne, oni, a nie ty, dopóki nie łamią prawa. I choć niektórym trudno to pojąć, nic bardziej nie służy demokracji i debacie publicznej.

Odwrotnie: stawiam tezę, że im bardziej ktoś obraża czyjeś „święte” rzekomo uczucia, tym lepiej robi to świadomości społecznej, bo pobudza myślenie i pozwala spojrzeć na „świętości” z innej perspektywy.

W Polsce to teza rewolucyjna, dlatego na jej uzasadnienie przytoczę fragment orzeczenia amerykańskiego Sądu Najwyższego w jednej z najsłynniejszych amerykańskich spraw sądowych, dotyczących wolności słowa – Hustler Magazine versus Jerry Falwell. „Istotą ochrony wolności słowa (…) jest uznanie fundamentalnej wagi, jaką ma dla społeczeństwa swobodna wymiana idei i opinii na wszelkie tematy leżące w sferze publicznego zainteresowania. Aby swobodny przepływ opinii był możliwy, ludzie muszą mieć możliwość swobodnego wyrażania swoich poglądów bez obawy, że narażą się przez to na odpowiedzialność prawną. Należy więc chronić także wypowiedzi wynikające z niskich pobudek, chronić też ekspresję głęboko obraźliwą dla niektórych ludzi lub nawet dla większości członków społeczeństwa. Fakt, że społeczeństwo może uznać jakąś wypowiedź za obraźliwą nie jest dostatecznym powodem, by jej zakazać. Przeciwnie, jeśli to opinia wyrażona przez autora jest czymś, co wywołuje obrazę, to jest to właśnie powodem do tego, by zapewnić jej konstytucyjną ochronę. (…) Pojęcie „obraźliwości” w politycznym i społecznym dyskursie cechuje się nieuchronną podatnością na subiektywne interpretacje, co sprawiałoby, że przysięgli mogliby nakładać odpowiedzialność w oparciu o własne poglądy lub poczucie smaku, lub – co też jest możliwe – w oparciu o ich niechęć wobec konkretnej wypowiedzi”.

A przecież my w Polsce to właśnie robimy! Ciągle nakładamy na innych sankcje ze względu na własne poczucie smaku, jesteśmy na własnym punkcie przeczuleni i drażliwi, a później płaczemy, że nie ma świeżych nowych liderów, że młodzi nie chcą iść do polityki, że duszno i że inteligencji „trudno się oddycha!”. Po czym idziemy tłuc mentalnym młotkiem każdego, kto nie mieści się w naszych ramach pojmowania świata i „dobrego smaku”.

Nie można mieć wszystkiego. Nie można mieć wolności i jednocześnie gwarancji, że niczyje uczucia nie zostaną urażone, że wszyscy będą się ze sobą zgadzać (swoją drogą, jakie to byłoby koszmarne, zabijające umysł i cholernie nudne) i posuniętej do absurdu poprawności politycznej. Jeśli chcecie wolności, poluzujcie warkoczyki i nabierzcie dystansu, nie nadymajcie się jak purchawki i nie czujcie „obrażeni” i mentalnie zgwałceni za każdym razem, kiedy ktoś powie lub zrobi coś, czego wy byście nie powiedzieli lub nie zrobili.

Chyba że chcecie mieć kraj ciasnoty umysłowej, ludzi myślących tak samo, bojących się własnego cienia i autocenzurujących z obawy przed „zgorszeniem”.

Kopnięty Kuchciński przez Kaczyńskiego złożył dymisję

8 Sier

Czy poseł Stanisław Piotrowicz kłamał? Być może minął się on z prawdą przy swoich tłumaczeniach dotyczących podniebnych rejsów w towarzystwie marszałka Kuchcińskiego?

Piotrowicz twierdził, że leciał samolotem tylko ze względu na chorą żonę, która miała mieć ze sobą leki otrzymane w warszawskim Instytucie Hematologii i Transfuzjologii. Lek – zdaniem Piotrowicza – znajdował się w stanie silnego zamrożenia. Podróż motywowana była więc jak najszybszą potrzebą umieszczenia cennego lekarstwa w zamrażarce.

Portal gazeta.pl o zasadność tłumaczeń Piotrowicza zapytał doktora Pawła Grzesiowskiego, specjalistę z zakresu terapii zakażeń i immunologii. „Wyobrażam sobie, że w grę wchodzą jakieś preparaty stosowane w chorobach krwi. Obecnie nie wydaje się pacjentowi preparatów krwiopochodnych w stanie zamrożonym. Osocze czy krioprecypitat są przechowywane w stanie zamrożenia, ale stosowane wyłącznie w obszarze medycznym, bo może to zrobić jedynie uprawniona służba krwi” – stwierdził dr Grzesiowski.

Nie wydajemy leków pacjentom w postaci niegotowej do użycia (…). Natomiast są wyjątki, biorąc pod uwagę kwestie ściśle medyczne – istnieją leki, głównie z zakresu czynników krzepnięcia krwi stosowane w hemofilii, które wymagają rozpuszczenia przed podaniem w przypadku krwotoku.

Powiem szczerze, że taki argument jako uzasadnienie podróży rządowym samolotem, jest według mnie niejasny, bo takie leki można przewieźć pociągiem, albo samochodem. Wszystkie preparaty termowrażliwe transportowane są w specjalistycznych opakowaniach termoizolacyjnych i czas transportu nie jest liczony w minutach” – kontynuował lekarz.

W starciu argumentów Piotrowicz kontra Grzesiowski, lekarz specjalista wypada znacznie poważniej i to jemu wiarę dają internauci. „Ktoś wywozi za granicę leki z Polski, dlatego brakuje ich w aptekach. Samolotami wywożą?” – skomentował ironicznie jeden ze stałych użytkowników serwisu Gazeta.pl.

Sekwencje zwalania winy na innych przez Kuchcińskiego, Kaczyńskiego i rzecznika PiS. Konferencja prasowa do trzewi krętacza. Kaczyńskiego boli dupa, Kuchciński to wrzód na niej, ale kopiąc Kuchcińskiego, kopnął w siebie w zadek.

To bodaj punkt zwrotny kampanii wyborczej PiS. Dołowanie. Coś jak kiedyś afera Rywina dla SLD.

Sekwencje konferencji prasowej:

Prezes PiS: My uregulujemy tę sprawę, bo do tej pory zasad kto z kim mógł latać nie było.

Skoro opinia publiczna domaga się tutaj rygorów, to te rygory obowiązywać będą – podkreślił Jarosław Kaczyński.

Po raz kolejny podkreślono, że media i opinia publiczna powinny przyjrzeć się lotom, które zostały wykonane w trakcie rządzenia poprzedniej ekipy. Zapowiedziano, że zostanie przekazany wykaz lotów poprzedniego rządu. Rzecznik rządu Piotr Muller wyciągnął i pokazał plik dokumentów, które mają zawierać te informacje i dodał, że zostaną one rozdane wszystkim obecnym podczas konferencji dziennikarzom.

Co ciekawe, Marek Kuchciński obchodzi 9 sierpnia 64. urodziny. Oznacza to, że w dniu urodzin złoży dymisje.

Oburzenie u wielu osób budzi nawiązanie do poprzedniej ekipy rządzącej. – Podsumowanie konferencji Kaczyńskiego: „Wina Tuska!” – napisał Przemysław Pospieszyński, rzecznik prasowy opolskiego PO.

Wątpliwości budzi fakt, że PiS z łatwością ustalił, jakie loty odbyli Donald Tusk i Ewa Kopacz, a mieli ogromne trudności w sprecyzowaniu wykazu lotów Marka Kuchcińskiego i Stanisława Karczewskiego.

Opozycja domaga się dymisji urzędników, którzy przekazywali nieprawdziwe informacje opinii publicznej w sprawie lotów Marka Kuchcińskiego. – Czas na dymisje szefowej Kancelarii Sejmu i szefa Centrum Informacyjnego Sejmu – napisał Sławomir Neumann.

Według Arkadiusz Myrchy konferencja „była idealnym podsumowaniem 4 lat Marszałka Kuchcińskiego”.

– Zasłanianie się Tuskiem przez Kaczyńskiego jest żałosne. Brak odpowiedzi na pytania dziennikarzy to tchórzostwo – pisze Joanna Scheuring-Wielgus.

Do ciekawych informacji dotarł Onet.pl. Według portalu, Marek Kuchciński nie zamierzał podawać się do dymisji. Zdecydować miał o tym Jarosław Kaczyński, który uznał, że kilka dni temu w rozmowie marszałek Sejmu okłamał go co do liczby lotów, również tych z rodziną.

Podczas konferencji kilkakrotnie zaznaczono, że Marek Kuchciński nie złamał prawa, a mimo to w piątek złoży rezygnację z funkcji Marszałka Sejmu. – (…) czyli dymisja jest podyktowana nie złamaniem standardów i procedur tylko sondażami (opinią publiczną, jak mówią panowie Kuchciński i Kaczyński) – snuje wnioski Renata Grochal.

 Marszałek, o którym właśnie słuchaliśmy, jaki jest wspaniały, jednak wylatuje. Czyli kryzys został uznany za poważny – napisał Łukasz Warzecha.

Ciekawa uwaga dziennikarza radia TOK FM. Jakub Medek pisze: „Skoro w przypadku marszałka Kuchcińskiego wszystko odbyło się zgodnie z „prawem i obyczajem”, to o co chodzi z tym Tuskiem?”.

Wpłaty na Caritas to kpina z obywateli

Tak, jak nie można być trochę w ciąży, tak nie można też trochę przestrzegać prawa. Jeśli ktoś złamał prawo, powinien ponieść tego konsekwencje, niezależnie od aktualnie piastowanej funkcji… wróć – właściwie zależnie: we wszystkich normalnych demokracjach im wyżej jesteś, im ważniejsze stanowisko piastujesz, konsekwencje są większe i bardziej dolegliwe. Bo komu więcej dano, od tego – i słusznie – więcej się wymaga.

Marszałka Marka Kuchcińskiego, drugą osobę w państwie, człowieka, który rządziłby krajem, gdyby coś się stało prezydentowi, ta zasada obowiązuje z pewnością. I pan marszałek wydaje się być jedyną osobą, która tego nie dostrzega, co nie wystawia najlepszego świadectwa jego kwalifikacjom do tej zaszczytnej funkcji.

Loty o statusie HEAD mają swoją wyjątkową procedurę i wyjątkowe koszty, ponieważ zgodnie z instrukcją HEAD, dokumentem określającym zasady organizacji i zabezpieczenia lotów z najważniejszymi osobami w państwie, realizowanych przy użyciu statków powietrznych lotnictwa Sił Zbrojnych RP, loty te dotyczą – no właśnie – najważniejszych osób w państwie.

Tych osób jest zaledwie kilka: oprócz marszałka sejmu są to: prezydent i premier RP i marszałek senatu. Czasem z lotem samolotem wojskowym mogą polecieć także dyplomaci wskazani przez najważniejsze osoby w państwie, niezbędne do zrealizowania konkretnej misji, ale powinny to być przypadki sporadyczne i precyzyjnie opisane w odpowiednich dokumentach.

Loty o statusie HEAD mają też swoją instrukcję bezpieczeństwa, jak wymóg zgłaszania zapotrzebowania na lot HEAD nie później niż 48 godzin przed lotem, co umożliwia odpowiednim służbom bezpiecznie i zgodnie z zasadami sztuki przygotować taką podróż. Jak opisał portal Onet, ważne jest, z oczywistych względów, żeby samoloty były stuprocentowo sprawne, a piloci odpowiednio przeszkoleni i najlepsi z najlepszych.

Marszałek Kuchciński i kancelaria sejmu złamali wszystkie te zasady. Wiemy już, dzięki dziennikarskiej pracy telewizji TVN i portalu Onet, że loty zgłaszane były nie tylko z dnia na dzień, ale czasem z godziny na godzinę, a na pokładzie przebywały osoby zupełnie do tego nieuprawnione, jak krewni marszałka, jego partyjni koledzy, jak minister Ziobro, poseł Piotrowicz czy prof. Krasnodębski i ich żony.

Marszałek złamał prawo. Nie „trochę”. Po prostu złamał i powinien zostać zdymisjonowany (gdyby wcześniej sam nie podał się do dymisji co zrobiłaby w tej sytuacji większość urzędników państwowych w cywilizowanych krajach).

Wpłaty na Caritas to kpina z obywateli. Dlaczego przypadkowo wybrane kwoty wpłacane na wybrany przez winowajcę cel, zamiast zwrotu kosztów do budżetu państwa?

Czy marszałek łamał prawo na koszt Caritasu czy obywateli?

Ponadto nie tylko marszałek, ale i oficjele, którzy uczestniczyli w łamaniu prawa, jak minister Ziobro i reszta powinni ponieść służbowe konsekwencje – także w postaci zwolnienia ze stanowiska.

Skutki powinny być zresztą nie tylko zawodowe, ale i prawne, bo w taki sposób przeprowadzane loty narażały zdrowie i życie ludzie, wprost, jak słusznie napisała prasa, narażając ich na powtórkę ze Smoleńska.

Marszałek Sejmu nie jest jedyną osobą w obozie rządzącym, która nadużywała przywilejów władzy. Kaczyński, broniąc kolegi, zaprzecza partyjnym wartościom.

– Kłamaliśmy rano, nocą i wieczorem – mówił w 2006 r. urzędujący premier Węgier Ferenc Gyurcsány, przyznając się, że jego rząd kłamał tylko po to, aby wygrać wybory i zdobyć władzę w kraju. Podobnie, po obnażeniu kolejnych kłamstw drugiej osoby w państwie, wygląda dzisiaj sytuacja w Polsce. Jarosław Kaczyński chciał mieć w Polsce Budapeszt, to ma. Tylko nie o taki Budapeszt chodziło prezesowi.

Kampania PiS z lotami marszałka Kuchcińskiego

Kampania wyborcza PiS miała wyglądać inaczej. Narzucanie tematów, partyjne pikniki, spotkania parlamentarzystów z wyborcami, spijanie śmietanki z programów socjalnych, z 500+ na czele. Dzisiaj politycy PiS chowają się przed mediami, a wśród Polaków też jest ich mniej. I bynajmniej problemem nie są wakacje. Afera marszałka Kuchcińskiego zatacza coraz szerszy krąg. Drugiej osobie w państwie nie mogą już nawet wierzyć partyjni koledzy. Codziennie opinia publiczna zaskakiwana jest obnażaniem kłamstw marszałka Sejmu. Marszałek Kuchciński oszczędne gospodarowanie prawdą podniósł do rangi sztuki. Rzecznik Centrum Informacyjnego Sejmu i sam marszałek zachowują się, jakby byli w sztabie opozycji. PiS, broniąc w Sejmie notorycznego kłamcy, osłabi się wyborczo. Obrazki z Kuchcińskim będą wracać we wrześniu i październiku.

Kuchcińskich w PiS jest wielu. Marszałek Senatu zaprzeczył, że zabierał w delegacje swoją rodzinę. Zmianę zdania ogłosił kilka godzin później podczas konferencji. Czy ministrowie rządu Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego traktowali rządowe samoloty jak taksówki? Czy rządowe samoloty były używane do kampanii samorządowej, europejskiej i parlamentarnej PiS? Wkrótce się dowiemy, tak jak wiemy już, że premier Szydło wojskową Casą latała do domu. Bulwersowały już loty szefa Kancelarii Premiera, który w listopadzie poleciał do stolicy Dolnego Śląska, by namawiać Bezpartyjnych Samorządowców do podpisania umowy koalicyjnej z PiS. Kiedy media pytały o cel i koszt lotu, a także prosiły o wykaz służbowych lotów ministrów, odpowiedzi nie otrzymały. Dopiero kiedy do Kancelarii z interpelacją wystąpili posłowie opozycji, KPRM udzielił odpowiedzi w sprawie lotu ministra.

Dzisiaj problemem PiS nie są już nawet same loty marszałka, ale notoryczne okłamywanie opinii publicznej. Kto ma wierzyć marszałkowi Sejmu, Kancelarii Sejmu i politykom PiS, którzy jeszcze tydzień temu zapewniali o krystalicznej uczciwości Kuchcińskiego, który ma być „jedynką” PiS w Krośnie?

Jarosław Kaczyński nie zdecyduje się teraz na pozbawienie Kuchcińskiego funkcji marszałka Sejmu ze względów lojalnościowych. Kuchciński był wierny Kaczyńskiemu jak mało kto, kiedy prezes był na politycznym marginesie. Kaczyński poświeci druha, gdy temat będzie żył medialnie przez kolejne tygodnie. Jeśli Polacy wrócą z wakacji, a afera marszałka wciąż będzie rozpalać opinię publiczną, wewnętrzne sondaże partii pokażą, że Kuchciński ciągnie partię w dół, wtedy prezes zetnie marszałka. I tu pojawi się kolejny problem. Takich Kuchcińskich, nadużywających władzy, jest w PiS więcej. Kaczyński grzebiąc zaufanego druha, musiałby pogrzebać wielu z PiS, a to zdziesiątkowałoby listy wyborcze partii. PiS ma większy problem niż się wydaje, tym bardziej że temat jest rozwojowy. Kolejne przypadki będą wypływać również jesienią.

W środę odbyły się dwie narady w siedzibie PiS z udziałem najważniejszych osób w partii. Jedną z obecnych osób był premier Mateusz Morawiecki. Jak podaje „Fakt”, polityk miał czekać dwie godziny na spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim. Rzecznik prasowy rządu Piotr Müller.

Pierwsze spotkanie kierownictwa PiS rozpoczęło się o godzinie 14.00 w środę. Jak powiedziała potem rzeczniczka partii Anita Czerwińska, nie miało ono charakteru nadzwyczajnego i dotyczyła tegorocznych wyborów parlamentarnych.

Nieoficjalne źródła donoszą jednak, że druga narada – wieczorna – dotyczyła lotów rządowymi samolotami, które wykonał Marek Kuchciński. Udział w niej wzięli najważniejsi członkowie PiS, m.in. Beata Szydło, Stanisław Karczewski, Mariusz Błaszczak czy Mateusz Morawiecki. Jak donosi „Fakt”, ten ostatni miał spędzić dwie godziny pod siedzibą PiS, czekając na spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim.

Zaprzecza temu rzecznik prasowy rządu Piotr Müller. „Informacja „Faktu” dot. rzekomego oczekiwania Premiera na spotkanie w siedzibie PiS jest perfidnym kłamstwem. Gdy wczoraj redakcja mnie o to zapytała jednoznacznie zdementowałem ten fakenews” – napisał.

Kaczyński zapowiada czwartkowe oświadczenie

Po zakończeniu wieczornej narady Jarosław Kaczyński zapowiedział, że w czwartek o 12.30 wygłosi oświadczenie. Oficjalnie jego temat nie jest znany, wiele jednak wskazuje na to, że będzie dotyczył kwestii poruszonej podczas spotkania przy ul. Nowogrodzkiej.

Kuchciński latał rządowymi samolotami

W środę dziennikarze TVN 24 ujawnili listę osób, z której wynika, że wśród pasażerów rządowych lotów o statusie HEAD latających z marszałkiem Sejmu Markiem Kuchcińskim byli: Zbigniew Ziobro, Stanisław Piotrowicz i jego żona Maria, minister infrastruktury Andrzej Adamczyk, Zdzisław Krasnodębski z małżonką oraz Karol Karski i szefowa Kancelarii Sejmu Agnieszka Kaczmarska.

Marek Kuchciński w poniedziałek przeprosił wszystkich, „którzy poczuli się urażeni” doniesieniami o jego lotach, jednak zaznaczył, że działał zgodnie z prawem.

Przyznał również, że zdarzyło się, że samolotem leciała również jego żona – lot nie miał statusu HEAD i miał nie być specjalnie zamówiony. Marszałek Sejmu postanowił w związku z tym wpłacić kwotę pokrywającą pełen koszt lotu, a wyliczoną przez Ministerstwo Obrony Narodowej, tj. 28 tysięcy złotych na Fundusz Modernizacji Sił Zbrojnych. Jak jednak ujawnił TVN 24, dzień przed jego wykonaniem zostało złożone zamówienie na lot dla Doroty Kuchcińskiej.

W ramach zadośćuczynienia Marek Kuchciński w ubiegłym tygodniu przekazał również 15 tysięcy złotych rekompensaty na cele charytatywne – Caritas i fundację „Budzik” Ewy Błaszczyk.

Fakt opisał wczorajszą naradę polityków PiS w siedzibie partii rządzącej przy ulicy Nowogrodzkiej w Warszawie.

Po krótkim briefingu prasowym, podczas którego marszałek Sejmu Marek Kuchciński odniósł się do zarzutów o nadużywanie prawa do rządowego samolotu, nie brakowało opinii, że brak dymisji prominentnego polityka Prawa i Sprawiedliwości może się tej partii odbić czkawką. Dziś już gołym okiem widać, że opublikowana lista przelotów formalnie drugiej osoby w państwie potwierdziła jedynie, że ujawnione przez media przy pomocy posła PO Sławomira Nitrasa rewelacje to wierzchołek góry lodowej.

– “Do listy pasażerów dołączane były, moim zdaniem kompletnie nieuprawnione, osoby takie jak Stanisław Piotrowicz, Maria Piotrowicz, Zdzisław Krasnodębski, Anna Krasnodębska, wielokrotnie poseł Bogdan Rzońca, wielokrotnie posłanka Wróblewska i wielu innych, w tym asystenci marszałka Kuchcińskiego. Żadna z tych osób nie spełnia kryterium instrukcji HEAD, która wyraźnie mówi o członkach oficjalnych delegacji” – mówił Robert Kropiwnicki podczas konferencji prasowej w Sejmie.

– “Informacje, które…

View original post 448 słów więcej

 

Drożyzna, oszustwa, propaganda goebbelsowska – oto PiS

31 Lip

Z sondażu pracowni IBRiS dla RMF FM i „Dziennika Gazety Prawnej wynika, że aż 51,3 proc. respondentów uważa, iż ceny ceny „wzrosły wyraźnie mocniej” niż w poprzednich latach. 17,5 proc. jest zdania, że „wzrosły nieco mocniej”, a 22,1 proc., że wzrosły „nieznacznie”.

Przeprowadzone badania dowodzą, że najmocniej podwyżki cen w sklepach odczuwają kobiety, bo to one decydują o priorytetach domowych budżetów.  Wyższe rachunki odczuwają głównie ludzie w przedziale 30-40 lat.

Oceniając sytuację z pozycji partyjnych elektoratów drożyznę boleśnie odczuwają zwolennicy PSL-u i aż 96 proc. spośród nich nich mówi o bardzo wyraźnym wzrośnie cen. Podobnego zdania są zwolennicy Lewicy i Platformy Obywatelskiej.

I tylko wyznawcy PiSu nie mają większych zastrzeżeń, bo jedynie 33 procent z nich mówi o wyraźnym wzroście, a drugie tyle o niewielkim.

Tymczasem według ankietowanych najmocniej podrożały ubrania i obuwie – 18 proc. Następnie – opłaty mieszkaniowe, które wzrosły dla 16 proc. badanych „znacznie”, a 26 proc. ankietowanych mówi o „nieco” mocniejszym wzroście. Podobnie jest z cenami paliw.

Jak wynika z przeprowadzonej ankiety Polacy dostrzegają także problemy na rynku żywnościowym. 1 proc. spośród nich mówi o wyraźnie mocniejszej podwyżce, ale aż 55 proc. mówi o nieco mocniejszej niż zwykle, 33 proc. o niewielkim wzroście.

Wyniki najnowszego badania IBRiS dla „Rzeczpospolitej” pokazują, że zmalała społeczna akceptacja dla realizacji postulatów osób LGBT. Wcześniej w podobny sposób zmianie uległo nasze nastawienie do innych grup społecznych i narodowych. Polityka wskazywania wroga i straszenia Polaków „obcym” zaczyna zbierać swoje żniwo.

– Osoby LGBT stały się „nowymi uchodźcami” – mówi w rozmowie z Gazeta.pl socjolożka prof. Iwona Jakubowska-Branicka z Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego. – Mechanizm kreacji wroga jest zawsze ten sam: trzeba wskazać „obcego”, który chce nas zniszczyć, który nam zagraża. Mogą to być Żydzi, uchodźcy, ludzie innej kultury czy wyznania – wyjaśnia ekspertka od psychologii propagandy politycznej.

– Następuje ubiegunowienie, silna polaryzacja społeczeństwa na coraz większej liczbie obszarów – dodaje psycholog społeczny prof. Bogdan Wojciszke z Uniwersytetu SWPS. Jego zdaniem, „władza skrzętnie z tego korzysta, bo konstrukcja wroga przydaje się w twardej kampanijnej walce politycznej”.

Odwrót od LGBT

Zmianę nastawienia Polaków do społeczności LGBT i jej praw pokazuje najnowsze badanie IBRiS dla „Rzeczpospolitej”. Pytano w nim Polaków o akceptację dla głównych postulatów środowisk LGBT: związków partnerskich, małżeństw par jednopłciowych i adopcji dzieci przez takie pary.

Co wynika ze wspomnianego sondażu? 44 proc. społeczeństwa popiera wprowadzenie związków partnerskich. Niemal co trzeci Polak (32 proc.) nie widzi problemu w legalizacji małżeństw osób tej samej płci, natomiast 12 proc. badanych chce dopuszczenia adopcji dzieci przez pary jednopłciowe. Przeciwnych tym postulatom jest odpowiednio: 46, 56 i 76 proc. respondentów.

O te same kwestie w końcówce lutego Polaków pytali ankieterzy IPSOS. Wyniki badania, które przeprowadzili na zlecenie OKO.press mocno się jednak różnią. Związki partnerskie popierało wówczas 56 proc. Polaków, małżeństwa jednopłciowe 41, a adopcję dzieci przez takie pary – 18. Przeciwko tym rozwiązaniom było wówczas odpowiednio: 39, 54 i 77 proc. badanych.

LGBT, czyli wróg

W obu przytoczonych badaniach pytano Polaków o to samo – akceptację dla trzech głównych postulatów społeczności LGBT. Oba przeprowadzono tą samą metodą – wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych (CATI). Także próba badawcza w obu przypadkach była zbliżona – ogólnopolska, reprezentatywna, licząca odpowiednio 1004 (IPSOS) i 1100 (IBRiS) osób. Zważywszy, że oba sondaże dzieli raptem pięć miesięcy, zmiana jest zauważalna. Tym bardziej, że wcześniej tendencja dla akceptacji postulatów środowisk LGBT była – umiarkowanie – ale jednak rosnąca. Co zmieniło się w ostatnim czasie? Mówiąc wprost: polityczna użyteczność mniejszości seksualnych.

O ile wcześniej wiadomo było, które partie popierają ich postulaty, a które są im przeciwne, o tyle od momentu podpisania w połowie lutego przez prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego karty LGBT+ geje, lesbijki, biseksualiści i transseksualiści znaleźli się w samym środku politycznej wojny polsko-polskiej. A więc w miejscu, w którym nikt nie bierze jeńców.

Osoby LGBT i ich postulaty stały się dla rządzących idealnym narzędziem do rozmontowania mającej olbrzymie problemy ze światopoglądową spójnością Koalicji Europejskiej (sojuszu PO, Nowoczesnej, SLD, PSL i Zielonych). Sytuację osób LGBT dodatkowo pogorszyła wypowiedź wiceprezydenta stolicy Pawła Rabieja o adopcji dzieci przez pary jednopłciowe w wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawnej”.

Skrót „LGBT” nie schodził z ust polityków Prawa i Sprawiedliwości oraz przekazów mediów sprzyjających „dobrej zmianie” (ze szczególnym uwzględnieniem Telewizji Polskiej). Podczas kampanijnego objazdu kraju był nawet taki okres, że temat LGBT pojawiał się na niemal każdej konwencji regionalnej partii władzy. – My chcemy jasno powiedzieć: tu mówimy nie, a już w szczególności jeżeli chodzi o dzieci. Wara od naszych dzieci – grzmiał podczas spotkania z wyborcami w Katowicach prezes partii rządzącej.

Jak pisały wówczas Wirtualna Polska i „Newsweek”, nie było to dziełem przypadku. Kompleksowe analizy socjologiczne zamawiane przez PiS wskazały bowiem, że temat LGBT mocno aktywizuje wyborców „dobrej zmiany”. Do tego dawał szanse na poróżnienie chadecko-konserwatywnego PSL z bardziej progresywną częścią Koalicji Europejskiej. W nieoficjalnych rozmowach sztabowcy PiS-u przyznawali, że choćby z tych dwóch powodów ofensywa przeciwko LGBT będzie trwać.

Naruszenie sfery sacrum

Prof. Henryk Domański, socjolog z Polskiej Akademii Nauk, stawia hipotezę, że za zmianą nastrojów społecznych stoi sympatia i zaufanie, jakim Polacy darzą rząd. A skoro politycy rządu bardzo krytycznie czy wręcz napastliwie wypowiadali się o osobach LGBT, wywarło to oczywisty wpływ także na wyborców. W rozmowie z Gazeta.pl socjolog przewiduje, że jeśli PiS utrzyma się przy władzy na kolejne cztery lata, postulaty mniejszości seksualnych będą spotykać się z coraz mniejszym zrozumieniem i akceptacją ze strony Polaków.

– Wskazanie jako wroga osób LGBT jest z punktu widzenia autorów tego przekazu szczególnie wygodne i skuteczne. Skonstruowano opowieść, że wróg ten zagraża nam w sposób wyjątkowo niebezpieczny, niszcząc najistotniejsze tradycyjne wartości takie jak rodzina, wielowiekowa tradycja, kanony wiary i wreszcie bezpieczeństwo dzieci – wyjaśnia prof. Iwona Jakubowska-Branicka. Jej zdaniem, efekt ataku na mniejszości seksualne dodatkowo spotęgowało zaangażowanie się w to części polskiego Kościoła, który „z definicji przez dużą część ludzi postrzegany jest jako funkcjonujący w obszarze sacrum, czyli świętości”.

Prof. Bogdan Wojciszke zwraca uwagę na jeszcze jedną ważną rzecz, o której w tym kontekście zapominamy. – Jesteśmy niesłychanie jednorodnym społeczeństwem pod względem narodowym i religijnym. To wręcz ewenement na skalę Europy, o ile nie świata – mówi w rozmowie z Gazeta.pl. I dodaje: – Ma to też jednak swoje ciemne strony. Jako społeczeństwo nie jesteśmy przyzwyczajeni do inności, do odmienności. Nie rozumiemy jej, nie mamy z nią kontaktu. Dlatego łatwo nas nią nastraszyć i do niej zniechęcić.

LGBT nie było pierwsze

Przypadek środowisk LGBT i zmiany społecznego postrzegania tej grupy nie powinien dziwić, bo to nie pierwszy raz, kiedy jakaś grupa zostaje wzięta na celownik przez rządzących i sympatyzujące z nimi media. Jeszcze przed wyborczą wygraną w 2015 roku, PiS rozpętało nagonkę na uchodźców i imigrantów. We wrześniu 2015 roku prezes Kaczyński mówił w Sejmie, że uchodźcy to „problem niemiecki, a nie nasz”, straszył prawem szariatu we Francji, kościołami przerabianymi na toalety we Włoszech czy szwedzkimi strefami no-go, do których nie zapuszcza się nawet policja. Na ostatniej prostej przed wyborami jeszcze wzmocnił antyimigrancką retorykę, strasząc Polaków pasożytami i zakaźnymi chorobami przenoszonymi przez przybyszów z Afryki i Bliskiego Wschodu.

Taką linię wobec uchodźców Nowogrodzka kontynuowała także po przejęciu władzy, czyniąc z nich etatowego wroga i symbol nacisków Unii Europejskiej, która rzekomo chce narzucić Polsce przyjęcie uchodźców. Antyimigrancki spot PiS-u z kampanii przed wyborami samorządowymi spotkał się z powszechnym potępieniem. Nawet niektórzy politycy PiS-u komentowali, że był to krok zły i niepotrzebny. Na efekty takiej polityki nie trzeba było długo czekać. Nastroje społeczne zmieniły się zauważalnie. O ile w czerwcu 2015 roku przeciwko przyjmowaniu uchodźców z Afryki i Bliskiego Wschodu było 53 proc. Polaków, o tyle w lipcu 2018 roku wskaźnik ten wynosił już 72 proc. (w obu przypadkach badanie przeprowadzał CBOS).

Los uchodźców i osób LGBT w pewnym stopniu podzielili też Żydzi. W trakcie potężnego kryzysu dyplomatycznego na linii Warszawa – Tel Awiw, wywołanego nowelizacją ustawy o IPN, to właśnie ta nacja była celem prorządowej propagandy i medialno-eksperckiego zaplecza rządu. Cel był oczywisty: odeprzeć oskarżenia o spektakularnej klęsce w polityce zagranicznej, a także zanegować fakt, że Polska w swojej historii zapisała także mniej chlubne karty.

Głośnym echem odbił się chociażby incydent w emitowanym na antenie TVP Info programie „Studio Polska”, gdzie na pasku wyświetlane były antysemickie wpisy internautów. Spotkało się to z tak dużą i tak powszechną krytyką, że od sprawy musiał odciąć się sam prezes Telewizji Polskiej Jacek Kurski. Także w szeregach PiS-u były przypadki zachowań antysemickich. Wystarczy wspomnieć senatora Waldemara Bonkowskiego, który w mediach społecznościowych udostępniał obraźliwe wobec Żydów treści. Także tutaj fala krytyki spowodowała ostrą reakcję przełożonego – prezes Kaczyński zawiesił Bonkowskiego w prawach członka partii i klubu parlamentarnego.

Kryzys dyplomatyczny pomiędzy Polską i Izraelem kilkukrotnie przygasał i wybuchał z nową siłą. Nawet wtedy, gdy kwestia nowelizacji ustawy o IPN była już dawno rozwiązana (np. po zorganizowanym w Warszawie szczycie bliskowschodnim, gdzie izraelski premier Benjamin Netanjahu stwierdził, że Polacy kolaborowali z Niemcami). Propagandowa ofensywa antysemicka z czasem jednak wyhamowała. Być może dlatego stosunek Polaków do Żydów pogorszył się umiarkowanie – w lutym 2017 roku niechęć do nich deklarowało 26 proc. naszych rodaków, a w lutym 2019 roku 33 proc.; w tym samym czasie sympatia spadła z 37 do 31 proc. (wyniki za CBOS).

– Zastępczych wrogów udaje się zaszczepić społeczeństwu, kiedy brakuje tych prawdziwych. Nie mamy dziś zagrożenia z zewnątrz ani z wewnątrz, więc łatwo tego fikcyjnego wroga wymyślić – zauważa prof. Bogdan Wojciszke. – Najlepszym sposobem na przełamanie swojego strachu przed obcym, innym jest bezpośredni z nim kontakt. W ten sposób wyleczyliśmy się z naszej antyniemieckiej fobii – przekonuje psycholog.

Podobnego zdania jest prof. Iwona Jakubowska-Branicka, jednak ma dużo większe obawy, co do tego, jak sytuacja potoczy się w przyszłości. – Figura wroga jest w socjotechnice propagandy politycznej bezcenna. Pozwala zbudować prostą wizję świata, w którym jesteśmy „my” i „oni”. To z kolei umacnia spoistość danej grupy, która wspólnie musi walczyć z nieprzyjacielem. Wreszcie umocniona zostaje też tożsamość grupy i wewnątrzgrupowe więzi, bo przecież walczymy w obronie tych samych wartości – analizuje.

Jej zdaniem, w schemacie konstrukcji wroga pod matematyczne „x”, którym dziś są osoby LGBT, podstawić można kogokolwiek. Mechanizm będzie działać w ten sam sposób, z tą samą efektywnością. – W ten sposób buduje się syndrom oblężonej twierdzy. W polityce to potężna broń – podkreśla socjolożka. I przestrzega: – Na końcu, jak już zabraknie wrogów zewnętrznych, jako wróg będzie prezentowany każdy, kto ma odmienne poglądy, każdy „myślący inaczej”.

W Polsce ludzie zwalniani są z pracy za krytykę rządu, dziennikarzom uniemożliwia się rzetelne wykonywanie ich pracy, zachęca się całą polityką państwa do przemocy wobec całych grup obywateli uważanych za gorsze, czego efekty widzieliśmy w Białymstoku. Jeśli PiS wygra wybory, z pewnością będzie ciąg dalszy.

Największa trudność w dostrzeżeniu, że dekonstruuje się państwo prawa polega na tym, że odbywa się to powoli, małymi krokami, afera po aferze, bezprawie po bezprawiu, kłamstwo po kłamstwie. Nie ma jednego przerażającego aktu zdrady stanu, wstrząsu, który pozostawi obywateli w niemym zdumieniu. Przeciwnie, życie toczy się jak zawsze, ludzie jak zawsze zajęci są swoimi sprawami i gdzieś w tym wszystkim marszałek Kuchciński wykorzystuje służbowe loty, opatrzone wyraźną instrukcją, kto i jak może z nich korzystać, do prywatnych celów (rzecz, która nadaje się na dymisję) i mówi, że nic się stało, a jego partyjni koledzy śmieją się wyborcom w twarz, mówiąc, że już po fakcie te loty trzeba będzie zalegalizować.

Gdzieś tam między suszą a urlopami Kancelaria Sejmu mówi, że nie uzna wyroku NSA nakazującego ujawnienie list poparcia dla kandydatów „nowej” pisowskiej już KRS, co właściwie oznacza, że Polska oficjalnie staje się państwem bezprawia. Gdzie indziej z kolei trwa już w najlepsze prowadzona między innymi w kościołach i TVP Info kampania wyborcza, której prowadzić nie wolno, bo zgodnie z prawem jest to dozwolone dopiero od momentu zarejestrowania komitetów wyborczych. I co? I nic? Ponieważ większość ludzi tak jest skonstruowana, że docierają do nich tylko wielkie zdarzenia, akty strzeliste i trzęsienia ziemi.

Tym razem jednak sytuacja polityczna, dobro i bezpieczeństwo nas wszystkich i kraju, jak górnolotnie by to nie brzmiało, wymaga większej przenikliwości i umiejętności dostrzeżenia prawdy wśród wielu małych zdarzeń. A prawda jest taka, że na naszych oczach, rodzi się, a właściwie już się narodziła, a teraz tylko pogłębia dyktatura, czyli państwo, w którym nie akty prawne tylko słowo jednego człowieka decyduje o losie ludzi i działaniu instytucji. W którym służby porządkowe i resort siłowe nie bronią obywateli, tylko chronią partię przed konsekwencjami ich niezadowolenia. W którym Sejm nie jest już miejscem debaty i ścierania się opinii, tylko miejscem opresji dla posłów opozycji i wymyślania kolejnych sposobów jak obejść Konstytucję i ustawy niewygodne dla PiS.

W Polsce ludzie zwalniani są z pracy za krytykę rządu, dziennikarzom uniemożliwia się rzetelne wykonywanie ich pracy, czyli informowanie opinii publicznej o nadużyciach władzy, zachęca się całą polityką państwa do przemocy wobec całych grup obywateli uważanych za gorsze, czego efekty widzieliśmy w Białymstoku.

To już się dzieje i jest ogromną sztuką umieć to zobaczyć i zdać sobie sprawę z powagi sytuacji i z tego, że jeśli PiS wygra wybory, z pewnością będzie ciąg dalszy – to dopiero początek.

Dane osobowe mają chronić osobę, a nie jej działalność, w szczególności publiczną. Podpisanie wniosku zgłaszającego kandydaturę na członka KRS to jest typowa działalność publiczna, która nie ma nic wspólnego z ochroną danych osobowych. Wyrok NSA jest jasny: opublikować. Chcę podkreślić bardzo mocno, że są przepisy Kodeksu karnego dla osób, które bojkotują wykonanie wyroków sądowych – mówi Jerzy Stępień, były prezes Trybunału Konstytucyjnego. Rozmawiamy nie tylko o sprawie list KRS, ale też o stanie praworządności, pytamy o nową nomenklaturę władzy i wydarzenia w Białymstoku. – To jakiś obłęd, karykatura, gombrowiczowska rzeczywistość się ujawniła. Jeżeli tego nie uda nam się powstrzymać, to ciągle będziemy udowadniali, że nie umiemy się dobrze i odpowiedzialnie rządzić – mówi nasz Stępień

JUSTYNA KOĆ: Listy poparcia do KRS miały być ujawnione, ale okazało się, że – jak poinformowało Centrum Informacyjne Sejmu – “prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych zbada zgodność z prawem polskim i europejskim procedury udostępnienia list poparcia kandydatów do KRS”. Wszystko mimo decyzji NSA.

JERZY STĘPIEŃ: Tego rodzaju argumentacja jest upowszechniana od pewnego czasu. Oczywiście jest kłamliwa, wykrętna i nie ma nic wspólnego z ochroną danych osobowych. Dane osobowe mają chronić osobę, a nie jej działalność, w szczególności publiczną. Podpisanie wniosku zgłaszającego kandydaturę na członka KRS to jest typowa działalność publiczna, która nie ma nic wspólnego z ochroną danych osobowych. To kłamstwo obliczone na niewiedzę ludzi. Wyrok NSA jest jasny: opublikować, a przecież sąd w pierwszej kolejności musiał badać, czy istnieje negatywna przesłanka do wydania orzeczenia w postaci ochrony danych osobowych, czy innych instytucji, które chronią praw człowieka.

SĄD TO WSZYSTKO BADAŁ, WYDAŁ WYROK I TERAZ TEN WYROK MUSI ZOSTAĆ WYKONANY.

Chcę podkreślić bardzo mocno, że są przepisy Kodeksu karnego dla osób, które bojkotują wykonanie wyroków sądowych.

Żyjemy w kraju, gdzie każdy wyrok można podważyć, zwłaszcza ten, który władzy nie odpowiada?
Dlatego nie żyjemy już w państwie prawa, pojawiła się grupa ludzi, która stawia się ponad prawem, ponad orzeczeniami sądów. Przypomnę tu pierwsze posiedzenie Sejmu tej kadencji, kiedy Kornel Morawiecki powiedział, że są pewne wartości ważniejsze, niż prawo, a tą wartością jest dobro narodu. Wówczas nieomal cała sala biła mu brawo. To jest najlepszy dowód, jaki jest poziom mentalności naszych parlamentarzystów. Ciągle mamy do czynienia z myśleniem przedstawionym wówczas przez Kornela Morawieckiego: my jesteśmy reprezentacją narodu i najlepiej rozumiemy, czym jest dobro narodu, w związku z tym jeżeli uznamy, że jakiś wyrok godzi w to dobro narodu, to oczywiście nie będziemy go wykonywali.

TO KLASYCZNE POSTAWIENIE SIĘ PONAD PRAWEM. JAKIE TO WYWOŁUJE SKUTKI, EUROPA WIELOKROTNIE UKAZYWAŁA W SWOJEJ HISTORII.

Co jest w tych listach, że PiS tak bardzo broni się przed ich opublikowaniem?
Muszą być tam bardzo kompromitujące rzeczy, bo inaczej dawno by te listy opublikowali. Być może są tam nawet jakieś fałszerstwa, może ktoś zgłosił kandydata w nieświadomości, potem napisał oświadczenie, że wycofuje się z poparcia, może brakuje podpisów. Sądzę, że chodzi o fundamentalną sprawę, bo gdyby to był drobiazg, to listy dawno zostałyby upublicznione

Zobaczymy w końcu te listy, czy musi się zmienić władza?
Wcześniej czy później wyciekną, tak jak wyciekają materiały z prokuratury, instytucji ochrony państwa, najbardziej tajne informacje. To też w końcu wypłynie, tylko po jakimś czasie. Proszę zwrócić uwagę, że

JEŻELI OKAŻE SIĘ, ŻE SĄ NA TYCH LISTACH JAKIEŚ BŁĘDY FORMALNE, TO CAŁY PROCES POWOŁYWANIA KRS STAJE POD ZNAKIEM ZAPYTANIA; JEŚLI TAK, TO TAKŻE NOMINACJE SĘDZIÓW, KTÓRE TA NEO-KRS WYSUNĘŁA.

Listy KRS to nie jedyny problem PiS-u z prawem. Prokuratura nie przesłucha Marka Falenty w związku z listami szantażującymi premiera i prezydenta. Listy, gdzie pisze: “nie będę umierał w samotności, ujawnię swoich mocodawców”.
I pewnie w końcu to zrobi, ale ja nie chcę tego komentować, bo nie znam szczegółów.

Na pewno tą sprawą w całości, całą aferą podsłuchową powinna się zająć komisja śledcza w nowej kadencji. W tym przypadku wyraźnie widać, że inne instytucje powołane do ochrony porządku prawnego nie są w stanie uporać się z tą sprawą.

To, co zrobił Falenta, jest szantażem i powinno się to spotkać z reakcją prokuratury. Niestety, jaka dziś jest prokuratura, każdy widzi.

STRUKTURY WŁADZY PUBLICZNEJ POSTAWIŁY SIĘ PONAD PRAWEM, SĄ NIEUDOLNE W WIELU ASPEKTACH, SĄ PRZEKONANI, ŻE TEN NARKOTYK W POSTACI 500 PLUS BĘDZIE DZIAŁAŁ. JAK KAŻDY NARKOTYK, MUSI MIEĆ KOLEJNE DAWKI, ABY DALEJ DZIAŁAĆ, TYMCZASEM NA DAWKI WZMACNIAJĄCE NIE MA ŚRODKÓW.

Jeszcze niedawno CIS oficjalnie pisało, że nie było lotów marszałka Kuchcińskiego z rodziną. Potem, że było ich 6, dziś już wiemy, że ponad 20.
Niezależnie, czy członkowie rodziny byli, czy nie, to czy te loty były w ogóle uzasadnione? Jeśli podaje się w uzasadnieniu lotu, że to jest misja oficjalna, a lata się na weekend do domu, to samo to jest już skandalem. To, że nie zapłacili członkowie rodziny za loty, jest sprawą groszową w porównaniu do tego, ile kosztuje sam lot o statusie HEAD. To jest jakiś obłęd, ja widzę tu styl bizantyjski – skoro jestem na stanowisku marszałka, to całe państwo powinno mi służyć, moim prywatnym interesom. To jest to samo myślenie, które występowało przy premiach dla członków rządu. Niezależnie, czy wpłacili je potem na cele charytatywne, czy nie, to te pieniądze wzięli bez podstawy prawnej i powinny one zostać zwrócone do Skarbu Państwa. Ministrowie nie mają podstawy prawnej, aby dostawać premie.

TO URZĘDNICY, PRACOWNICY MOGĄ JE DOSTAWAĆ, POLITYCY NIE MAJĄ PRAWA BRAĆ NAGRÓD. ONI PO PROSTY PRZYWŁASZCZYLI SOBIE MIENIE PAŃSTWOWE I TO MIENIE, KTÓRE PODLEGAŁO ICH OCHRONIE. W PRZYSZŁOŚCI MUSI SIĘ TO SPOTKAĆ Z OSTRĄ REAKCJĄ ORGANÓW ŚCIGANIA.

Czy to nie świadczy o tym, że ukształtowała się w Polsce nomenklatura rodem z PRL?
Oczywiście, że tak, to jest typowe zachowanie nomenklatury dla tamtych czasów. Zresztą panujący pan prezes Kaczyński sam mówił, że “jesteśmy nowa elitą”, a wy jesteście “gorszym sortem”. To jest nowa “szlachta”, nowa nomenklatura. Wydawało się, że doświadczenia PRL uchronią nas przed tym, ale widać, że to jakaś głębsza, psychologiczna sprawa wynikająca być może z jakichś kompleksów, niedomogów w wykształceniu, w wychowaniu, że w pewnym momencie jedna z grup uważa się za lepszą.

Dla mnie klasycznym tego przykładem jest pan poseł Suski, który kiedyś opowiadał, że on jest “genetycznym patriotą”. Proszę zwrócić uwagę, co to znaczy – to nieważne, jakie mam wykształcenie, predyspozycje do pełnienia funkcji w państwie, ważne jest to, że moi przodkowie zasłużyli się dla państwa, więc jako dziedzic dorobku moich pokoleń mam prawo do funkcjonowania w warstwie uprzywilejowanej.

Pan Suski skończył, o ile dobrze pamiętam, technikum teatralne i jest perukarzem. To jest ważny zawód, bo bez perukarza żaden teatr nie może istnieć, ale nie to zdaniem pana Suskiego jest istotne, tylko to, że jego przodkowie dokonali jakichś patriotycznych czynów.

To jakiś obłęd, karykatura, gombrowiczowska rzeczywistość się ujawniła. Jeżeli tego nie uda nam się powstrzymać, to ciągle będziemy udowadniali, że nie umiemy się dobrze i odpowiedzialnie rządzić.

Co o nas samych powiedział nam Białystok?
Jest pewna część społeczeństwa, wcale nie mała, która opowiada się za władzą silną, dyktatorską i

TAKIE SKRAJNIE PRAWICOWE POSTAWY POKAZUJĄ, ŻE NIE DEMOKRACJA JEST WAŻNA, TYLKO SILNA WŁADZA.

Te środowiska uważają, że jeżeli będą blisko silnej władzy, pokażą, że potrafią bić i brutalnie się zachowywać, to władza będzie ich potrzebować. To także jest wynik niedomogów w edukacji i rodzinie, w systemie wartości, pewnych rzeczy nie przerobiono także historycznie. Oczywiście w każdym społeczeństwie jest grupa ludzi, którzy w taki sposób myślą, ale w latach 70. i 80. wydawało mi się, że jeżeli w przyszłości będzie wolność i demokracja, chociaż wtedy sam w to nie wierzyłem, to na pewno ton będą nadawać postawy demokratyczne. Niestety, okazało się, że część społeczeństwa opowiada się za dyktaturą, silną władzą, i to jest bardzo smutne.

Kiedyś powiedziałem, że sytuacja, która wytworzyła się po 2015 roku, przypomina czasy Republiki Weimarskiej, czyli czas przed dojściem Hitlera do władzy. Ostro mnie wtedy zaatakowano, m.in. pan prof. Antoni Dudek.

NIE UWAŻAM, ŻE W NASTĘPSTWIE MOŻE DOJŚĆ DO CZEGOŚ NA KSZTAŁT “DRUGIEGO HITLERA”, ALE TEN CHAOS JEST KOMUŚ POTRZEBNY, KOMUŚ, KTO CHCE SILNĄ RĘKĄ PROWADZIĆ RZĄDY, I JA BARDZO SIĘ TEGO BOJĘ.

Całe szczęście, że jesteśmy w Unii, bo to ta zbiorowa świadomość społeczeństwa europejskiego w pewien sposób nas zabezpiecza przed tym, co wydarzyło się w Europie w latach 30., potem w 50. Wydarzenia z Białegostoku moim zdaniem pokazują, że jesteśmy o krok od wydarzeń z nocy kryształowej. Nie ma Żydów, ale przeciwnika zawsze się znajdzie. Teraz to LGBT.