Tag Archives: kataryna

Ziobro, prawny dyletant

27 Sier

Ziobro o wyroku sądu w Częstochowie: To przykład anarchizacji części środowiska sędziowskiego

Nieudacznik Ziobro nadal rozwala polskie sądownictwo >>>

Kmicic z chesterfieldem

Upadek katolicyzmu, którego syndromy wskazywałem w „Kulturze” ponad 30 lat temu, nie zmierza w stronę wskazań Marcina Lutra: „grzesz mocno, lecz wierz jeszcze mocniej”, lecz Sodomy: „grzesz mocno, wiarą się nie przejmuj”. Kop słabszego i pokłoń się nisko, a władza cię rozgrzeszy.

W „GW” o sprawie migrantów wypowiada się Ekspert. A konkretnie – Mirosław Oczkoś, ekspert ds. marketingu politycznego.

„ten tweet został usunięty“

UE hybrydowo atakuje Polskę, a USA zrzuca nam stonkę.

Mieszkance Wałbrzycha policja postawiła zarzuty za skandowanie popularnego okrzyku podczas Strajku Kobiet. Sąd ją uniewinnił. „Nie było społecznej szkodliwości czynu” – uzasadniła decyzję sędzia.

Marta Wosak, znana działaczka opozycyjna, jest także liderką Strajku Kobiet w Świdnicy. Sprawa dotyczy październikowych strajków, gdzie poza hasłami: „prawa kobiet” i „rewolucja jest kobietą” były także te bardziej popularne, a mniej grzeczne.

Protest zaplanowany był pod świdnicką katedrą i ściągnął nie tylko sympatyczki i sympatyków praw kobiet…

 

View original post 152 słowa więcej

 

Schyłek Kaczyńskiego i Kościoła kat.

20 Paźdź

„Mamy takiego swojego Jankowskiego teraz, w naszych czasach” – oznajmiła na antenie TOK FM posłanka opozycji Joanna Scheuring-Wielgus w rozmowie Piotrem Kraśko. – „To jest ksiądz Dymer ze Szczecina, który ma powiązania ze wszystkimi politykami, od prawa po Platformę Obywatelską, a który robi rzeczy niewyobrażalne, jeśli chodzi o przestępstwa seksualne. Jest cały czas kryty przez władzę, przez polityków, przez biznesmenów ze Szczecina. Musimy o tym mówić” – oświadczyła.

O duchownym pisała także szczecińska „Gazeta Wyborcza”, ujawniając, że prokuratura wszczynała śledztwa dwukrotnie. Oba zostały umorzone. Także kilkuletni proces, do którego w końcu doszło, zakończył się uniewinnieniem duchownego.

Polityczka zapowiedziała, że w tej sytuacji powoła zespół parlamentarny, który będzie zajmować się Kościołem. – „Mogę zagwarantować, że to będzie jeden z głównych tematów, którymi się zajmę” – zapewniła.

Przy okazji nawiązała do toczącej się obecnie w Sejmie debaty na temat edukacji seksualnej, zwracając uwagę

To ona apelowała w Sejmie, by odrzucić obywatelski projekt, który zawiera kontrowersyjne przepisy. Jak mówiła w TOK FM, statystyki jednoznacznie pokazują, jak bardzo potrzebna jest w Polsce edukacja seksualna.

– „Różaniec jak kastet. Jeśli Episkopat nie wystąpi przeciwko użyciu symbolu religijnego do propagandy neofaszystowskiej, będzie to oznaczało, że sam używa tych symboli instrumentalnie i nimi pomiata” – tak jeden z internautów skomentował opublikowany przez narodowców motyw przewodni kolejnego Marszu Niepodległości. Przejdzie on ulicami Warszawy 11 listopada.

W tym roku hasłem marszu będą słowa z pieśni ku czci Matki Boskiej Częstochowskiej: „Miej w opiece naród cały”. W internecie organizatorzy umieścili plakat, który ma zachęcać do udziału w marszu. A na nim widać zaciśniętą pięść oplecioną różańcem, który do złudzenia przypomina kastet.

– „Różaniec jako kastet. Wielu moich znajomych mocno zaangażowanych katolików trafnie rozjechało już ten idiotyzm. Wobec tej oczywistej obrazy uczuć religijnych nasz Episkopat oczywiście będzie milczał (bo boi się silnych, wojowniczy jest wobec słabych), ale mi gdy na to patrzę bardziej niż reakcja, której nie będzie, po głowie chodzi dzisiejsza Ewangelia. Jezus wysyła w niej uczniów, jak „owce między wilki”. Nie jak „wilki między owce. Różnica poważna, ale nie do wszystkich, jak widać, przez te 2 tysiące lat dotarł” – napisał na swoim profilu facebookowym Szymon Hołownia.

Pomysł skrytykowała także prawicowa blogerka Kataryna. – „Ten kto wpadł na pomysł wpisania różańca w symbol „white power” bardzo brzydko się bawi” – napisała na Twitterze.

Szykuje się przewrót w PO. Młodzi posłowie chcą odebrać partię G. Schetynie. Polecam tekst Renaty Grochal w najnowszym „Newsweeku”, który już dziś można przeczytać tutaj

newsweek.pl/schetyna-strac

– „Pan Horała w Polsacie świetnie się bawi mówiąc, że ha ha pan Banaś to ma tylko zarzuty od dziennikarzy śledczych TVN ha ha ha… Tak, pan Horała przewodniczył komisji VAT” – skomentowała jedna z internautek dzisiejszy występ posła PiS.

Jednak nie po raz pierwszy ten poseł PiS zachowuje się – eufemistycznie rzecz nazywając – przedziwnie. „We francuskim Sevres Horała będzie kiedyś wzorcem bezczelnej manipulacji”.

– „Wszak naczelnik państwa, a mentor Horały powiedział kiedyś: „Nikt nam nie powie że białe jest białe a czarne jest czarne”. A chłop ufa mentorowi bezgranicznie…”; – „Swoją drogą,, jakie trzeba mieć poczucie humoru, żeby swoją partię nazwać Prawo i Sprawiedliwość, a rządy dobrą zmianą” – pisali o zachowaniu Horały internauci.

A wracając jeszcze do samego Horały. Ma on ponoć w nowym rządzie zostać ministrem infrastruktury. O takich planach pisze „Nasz Dziennik” wydawany przez fundację Tadeusza Rydzyka.

– „Do niedawna myślałem, że „krótka ławka” w PiS-ie sprawia, że nominacje na urzędy wszelakie są więcej, niż groteskowe. Przykład Pana Horały zatrwożył mnie i zasmucił. Oni tam w ogóle ławki nie mają…”; – „Dla Horały powinni specjalnie stworzyć Ministerstwo Żenady”; – „Skoro już tak się stoczyliśmy, to niech PiS powoła kilka arabów z Janowa na senatorów, żeby mieć większość. Przy ministrze Horale nikt nie zauważy, że konie głosują na cztery ręce…” – komentowali internauci.

Państwo mafijne PiS.

Elektorat PiS uwierzył, że budżet państwa ma nieograniczone możliwości. Tymczasem w gospodarce idą ciężkie czasy.

Główną przyczyną niespodziewanych sukcesów Prawa i Sprawiedliwości w ostatnich czterech latach jest gospodarka. W 2015 roku, gdy PiS przedstawiał swoje obietnice socjalne, mało kto przewidywał, że koniunktura potrwa tak długo, a gospodarka okaże się odporna na populistyczną politykę partii rządzącej. Przypomnijmy, że nawet Mateusz Morawiecki ostrzegał, że program 500+ finansowany będzie długiem, który będzie spłacać przyszłe pokolenie. Prognozy większości instytutów naukowych przewidywały, że w 2017, a najpóźniej w 2018 roku wzrost gospodarczy spadnie, zwłaszcza, że w 2016 roku przedsiębiorcy wstrzymali się z inwestowaniem.

Także wyborcy nie bardzo wierzyli, że będą pieniądze na obietnice PiS. Pod koniec 2016 roku rządząca partia miała poparcie nieco przekraczające 30 proc., a suma poparcia dla Nowoczesnej i PO wynosiła 35 proc. Słupki PiS zaczęły rosnąć, gdy okazało się, że gospodarka jest w dobrym stanie, a budżet jest stabilny mimo rosnących transferów socjalnych.

Wprawdzie rząd wycofał się z kilku pomysłów – nie było podniesienia kwoty wolnej od PIT do 8 tys. zł, przewalutowania kredytów frankowych, darmowych leków dla osób starszych, a przede wszystkim nie zostały zrealizowane szumnie zapowiadane obietnice wielkich inwestycji państwowych, ale transfery pieniężne – 500+, „trzynasta emerytura” – dały PiS-owi poparcie ponad 40 proc. elektoratu.

PiS rzecz jasna twierdzi, że utrzymujący się wysoki wzrost gospodarczy to jego zasługa, choć nie jest w stanie pokazać działań, które wzrostowi pomagały. Wprawdzie transfery socjalne pozwoliły zwiększyć konsumpcję, ale to działa tylko na krótką metę. Nie było działań propodażowych. Przeciwnie – wprowadzane regulacje przeszkadzały gospodarce (zakaz handlu w niedziele, ograniczenie działalności aptek, podatek bankowy) i zniechęcały do dłuższej pracy (obniżenie wieku emerytalnego, wypchnięcie z rynku pracy tysięcy kobiet).

Gospodarce pomogli imigranci zarobkowi – setki tysięcy przybyszów z Ukrainy, Białorusi, Nepalu i Bangladeszu. PiS na szczęście nie zrealizował zapowiedzi zamknięcia Polski na imigrację, choć też w żaden sposób jej nie sprzyjał. Napływ Ukraińców był znacznie większy, niż przewidywano, w dużej mierze na skutek wojny w tym kraju. Azjaci zostali ściągnięci przez przedsiębiorców, który odczuwali brak rąk do pracy. Bez fali imigrantów wzrost gospodarczy byłby o jakiś 1 punkt procentowy niższy, gorsza byłaby sytuacja ZUS i budżetu.

Polska jako kraj o niższych kosztach pracy jest beneficjentem outsourcingu – przenoszenia fabryk i centrów usługowych z państw bogatszych. Dlatego choć u naszego najważniejszego partnera handlowego – Niemiec – zaczyna się recesja, w Polsce gospodarka wciąż rośnie. Podobnie było w czasie głębokiej recesji 2009 roku. Korporacje, szukając oszczędności, przesuwały produkcję do krajów tańszych, między innymi Polski.

Nie ma jednak możliwości, by utrzymał się wysoki wzrost, gdy jedynym jego motorem jest konsumpcja. Działania rządu są nieprzyjazne dla biznesu – wkrótce większość przedsiębiorców płacących VAT obejmie mechanizm podzielonej płatności, co ograniczy ich płynność. Mogą też stracić swoje przedsiębiorstwa, gdy wejdzie w życie ustawa o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych za czyny zabronione. Zresztą Jarosław Kaczyński jawnie zapowiedział, że będzie dążył do wymiany elit biznesowych, czyli usunięcia części przedsiębiorców obecnie czynnych i zastąpienia ich ludźmi związanymi z PiS-em.

Trudno utrzymać stabilny wzrost w kraju, w którym instytucje słabo działają. Według najnowszego raportu World Economic Forum „The Global Competitiveness Report” Polska utrzymała 37. miejsce pod względem konkurencyjności na 141 ocenianych gospodarek. Wyraźne pogorszenie nastąpiło w kategorii jakość instytucji. Zajmujemy tu 60. miejsce.

Spadek na 118. miejsce nastąpił w podkategorii niezależność sądownictwa, zaś w podkategorii skuteczność ram prawnych w regulacjach zajęliśmy dopiero 121. miejsce, czyli blisko końca. Źle wypadamy pod względem: ciężarów regulacyjnych nakładanych przez państwo (miejsce 113.), skuteczności prawa w rozwiązywaniu sporów (miejsce 107.), ochrony praw własności (miejsce 90.), stabilności polityki rządowej (miejsce 123.) i długookresowej wizji rządu (miejsce 102.).

To, że ekonomiści wcześniej się pomylili, gdy przewidywali załamanie gospodarki w roku 2018 lub 2019, nie oznacza, że ono nie nastąpi – raczej wcześniej niż później. To uruchomi całą falę problemów, przed którymi stanie rząd PiS. Wyższa inflacja na krótką metę zwiększy dochody budżetu, ale na dłuższą zwiększy też wydatki. NBP będzie musiał podnieść stopy procentowe, by inflacja nie wymknęła się spod kontroli, co zwiększy wydatki na obsługę długu. Beneficjenci 500+ wkrótce się zorientują, że ich dochody z zasiłków socjalnych realnie spadają, i zażądają indeksacji, a słabnąca gospodarka nie da budżetowi wystarczających dochodów.

Wyborcy PiS, przekonywani dotychczas, że rząd ma na wszystko pieniądze, będą rozczarowani, a ich rozbudzone apetyty nie dadzą się łatwo pohamować. W czasie rządów PO-PSL (2008-15) średnie wynagrodzenie w gospodarce narodowej wzrosło o 44,9 proc., a realnie o 21 proc. Wybudowano setki kilometrów autostrad i dróg, bezrobocie, które w czasie spowolnienia gospodarczego w latach 2009-13 rosło, w ostatnich dwu latach rządów PO-PSL spadło o 3,5 punktu procentowego. Ale apetyty były większe niż możliwości ich zaspokojenia, więc w 2015 roku Platforma przegrała.

PiS będzie musiał według słów Mateusza Morawieckiego „wygaszać oczekiwania” społeczeństwa, co jest znacznie trudniejsze niż rozbudzanie apetytów. W dodatku będzie to musiał robić w warunkach politycznych znacznie trudniejszych niż dotychczas.

Okazuje się, że ani podlizywanie się prezesowi, ani ślepe posłuszeństwo już nie gwarantują kariery.

Przed wyborami Jarosław Kaczyński żył w świecie własnych urojeń i iluzji podsycanych przez spin doktorów z jego otoczenia. Chyba naprawdę wierzył, że PiS zwycięstwo ma w kieszeni, a pytaniem jest tylko jego skala. Czy uda się zdobyć większość pozwalającą obalić weto prezydenckie? A może wręcz – kto wie – większość konstytucyjną? Wynik wyborów – dla ludzi trzeźwo myślących łatwy do przewidzenia – przyniósł mu srogi zawód. Jak to, tylko tyle nam daliście?! Przecież zasługujemy na więcej.

Nie tylko Jarosław Kaczyński doświadczył tego rozczarowania. Zawiedli się też ci, którzy ślepo podążali za wodzem, wierząc, że prowadzi ich od jednego oszałamiającego sukcesu do kolejnego. „Trzymajmy się z Kaczyńskim, on wie, co robi” – myśleli, zatykając uszy na wszelkie argumenty. Odwracając oczy od ewidentnych naruszeń prawa i standardów przyzwoitości. Zatykając nosy, by nie czuć moralnej zgnilizny. „Nie ciesząc się”, ale głosując za ustawami sprzecznymi z Konstytucją.

Tak działa psychologia systemu wodzowskiego – dopóki wódz odnosi sukcesy, dopóki roztacza aurę chwały i triumfu, dopóty tłum ochoczo drepcze za nim, bijąc brawo i rywalizując o to, by znaleźć się jak najbliżej umiłowanego przywódcy. Gdy jednak dobra passa się kończy, w szeregi obozu wkrada się zwątpienie, a gumowe kręgosłupy sztywnieją. Zaczadzeni entuzjazmem zaczynają trzeźwieć i dyskretnie rozglądać się na boki, wypatrując wyjścia ewakuacyjnego. Bo jakby co…

Dziś właśnie znaleźliśmy się w tym miejscu. Nie tylko strata Senatu okazała się zimnym prysznicem. Indywidualne losy takich ludzi jak Stanisław Piotrowicz, który nie załapał się do Sejmu, pokazały, że wierność Kaczyńskiemu nie gwarantuje kariery. Ten sam los spotkał Annę Sobecką, Bernadetę Krynicką i Krzysztofa Czabańskiego. Ba, do Senatu nie wszedł nawet ojciec prezydenta Jan Duda.

Szczególne znaczenie może mieć porażka w wyborach byłego posła Zbigniewa Gryglasa, który w poprzedniej kadencji został wybrany z ramienia Nowoczesnej, ale później przeszedł do PiS. Teraz nie dostał się do Sejmu – i to niewątpliwie będzie nauczką dla jego potencjalnych naśladowców. Przy ocenie korzyści i strat płynących z przyjęcia politycznej łapówki punktem odniesienia nie jest już tylko wicemarszałek województwa śląskiego Wojciech Kałuża, platformerski renegat, za którego sprawą to województwo przypadło PiS-owi, lecz także były poseł Zbigniew Gryglas, który znalazł się na lodzie.

W tym samym czasie gruchnęła sprawa Mariana Banasia, który tym, że odmówił podania się do dymisji, okazał nieposłuszeństwo prezesowi. A prezes nic nie może na to poradzić. Co więcej, nie tylko jest to demoralizujący przykład indywidualnej niesubordynacji, lecz także można przypuszczać, że pozostanie Banasia na stanowisku oznacza dla PiS utratę politycznej kontroli nad NIK. Jest prawdopodobne, że prezes Izby będzie teraz próbował się podlizywać opozycji, licząc na łagodniejsze potraktowanie, gdy już przestanie mu przysługiwać immunitet.

Z obozu „dobrej zmiany” dochodzą pierwsze trzaski sygnalizujące, że niedawny monolit monolitem być przestaje. Oto Jarosław Gowin zapowiada, że jego posłowie (których teraz ma więcej niż w poprzedniej kadencji) nie zagłosują za ustawą znoszącą w składkach ZUS barierę tzw. 30-krotności. To problem dla premiera Morawieckiego i dla budżetu państwa. Oto Zbigniew Ziobro, który teraz też ma więcej posłów niż w poprzedniej kadencji, domaga się dodatkowych tek w rządzie i stanowiska wicepremiera dla siebie…

W szeregi karnego wcześniej obozu wkraczają chaos, rywalizacja i niesubordynacja. A mit niezwyciężonego Prezesa Tysiąclecia, który prowadzi swój lud ku władzy i chwale, zaczyna się kruszyć.

Oczywiście Kaczyński będzie dokładał starań, by zatrzeć to wrażenie, możemy więc z jego strony spodziewać się kroków brutalnych, mających ratować jego wizerunek. Jednak jeśli nawet będzie to bolesne dla opozycji, społeczeństwa obywatelskiego i polskiego państwa prawa, miejmy świadomość, że apogeum PiS-owskiego autorytaryzmu jest już za nami. Weszliśmy w jego okres schyłkowy.

Komentarz Waldemara Mystkowskiego tuż po ogłoszeniu wyników wyborów (fragment):

PiS wygrało wybory, partia Jarosława Kaczyńskiego będzie formowała rząd. Czy nadal premierem będzie Mateusz Morawiecki, czy jednak Jarosław Kaczyński zdecyduje się ziścić swoje marzenia i wziąć rząd w swoje ręce, z punktu opozycji nie jest ważne.

Mimo, że PiS osiągnął najlepszy wynik wyborczy po 1989 roku, nie jest on lepszy od całej opozycji – pomijając Konfederację Korwin-Mikkego. Koalicji Obywatelskiej, SLD-Lewicy i PSL-owi należy się solidna refleksja, gdyż osiągnęli razem (wg latte poll) poparcie 48,9 proc. wyborców wobec 43,6 PiS.

Trudno więc będzie propagandowo motywować bezprawie i łamanie Konstytucji przyzwoleniem mitycznego suwerena, bo akurat większy suweren jest po stronie opozycji.

Mniejszy suweren wysyła na Wiejską więcej przedstawicieli niż większy. I to jest ten paradoks przeliczenia głosów wg metody d’Hondta.

Więcej >>>

Z życia pasqud: Pislam

27 Czer

Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego nie spełnia wymogów niezawisłości sędziowskiej ustanowionych prawem Unii – głosi opinia rzecznika generalnego unijnego Trybunału Sprawiedliwości.

Opinia rzecznika generalnego unijnego Trybunału Sprawiedliwości jest odpowiedzią na pytania Sądu Najwyższego, który wyrażał wątpliwości co do niezależności KRS i wyłonionej przez nią Izby Dyscyplinarnej.

Analiza prawna rzecznika generalnego to tylko sugestia dla Wielkiej Izby Trybunału. Może ona wziąć ją pod uwagę, ale nie musi. W większości przypadków sędziowie posiłkują się opiniami przygotowując werdykty. Orzeczenia w tej konkretnej sprawie należy się spodziewać za kilka, kilkanaście tygodni.

Izba nie spełnia wymogów niezawisłości sędziowskiej

„Istnieją uzasadnione podstawy do tego, by obiektywnie wątpić w niezależność Izby Dyscyplinarnej” – napisał rzecznik generalny unijnego Trybunału Sprawiedliwości. W jego opinii czytamy, że Izba nie spełnia wymogów niezawisłości sędziowskiej, ponieważ organ ją powołujący, czyli Krajowa Rada Sądownicza, jest w całości uzależniony od władzy wykonawczej i ustawodawczej. Takie argumenty podnosiła podczas dwóch rozpraw w Trybunale także Komisja Europejska, oraz adwokaci inicjatywy „Wolne Sądy”, pełnomocnicy sędziów Sądu Najwyższego, negatywnie zaopiniowanych przez Izbę Dyscyplinarną.

Argumentowali oni, że Krajowa Rada Sądownictwa jest wybierana przez większość sejmową, a nie przez środowiska sędziowskie, co nie gwarantuje niezależności. Z tymi zarzutami nie zgadzali się pełnomocnicy polskiego rządu, przedstawiciele Krajowej Rady Sądownictwa i Prokuratury Krajowej. Nazwali je kuriozalnymi i podkreślali, że KRS została wybrana zgodnie z prawem, że nie ma wątpliwości co do legalności, czy niezawisłości i to samo dotyczy Izby Dyscyplinarnej.

Falę gniewnych komentarzy wywołał poranny wpis Lecha Wałęsy na Facebooku. Były prezydent RP opublikował zdjęcie zniszczonej szyby w jego biurze, komentując krótko: „poranek z kamieniem”.

Lech Wałęsa ma swoje biuro na drugim piętrze Europejskiego Centrum Solidarności. Szyba została zniszczona w pomieszczeniu, zajmowanym zwykle przez pracowników jego biura. Były prezydent przyjmuje gości w sąsiednim pomieszczeniu.

„Prowadzone są czynności wyjaśniające m.in. z ochroną budynku” – powiedział Onetowi – Marek Kaczmar z Instytutu Lecha Wałęsy.

„Takie klimaty są teraz w Polsce, brak szacunku do wszystkich którzy inaczej myślą”; „Panie Prezydencie. To znaczy że nadal jest Pan ważną figurą której trzeba sie bać” – piszą m.in. użytkownicy Facebooka.

Niektórzy zastanawiają się: „Ciekawe czy na Żoliborzu też latają kamienie? Ale podejrzewam, że nim taki kamień doleci, to już leci grupa policjantów i kilkunastu ochroniarzy”.

Filmy Patryka Vegi słyną z brutalnego języka i wstrząsających scen. Jego nowy film „Polityka” – co chętnie sam sugeruje poprzez stopniowe ujawnianie ściśle strzeżonych informacji – może przekroczyć wszelkie granice, bo pokazuje postacie wzorowane na politykach z pierwszych stron gazet. Jak ujawnił portal Fakt24, reżyser sugeruje np. erotyczne fascynacje postaci wzorowanych na Antonim Macierewiczu i szefie jego gabinetu Bartłomieju M. Premiera filmu planowana jest na 6 września. Postać wzorowaną na Macierewiczu zagra Janusz Chabior, Bartłomieja M. natomiast Antek Królikowski.

Wielką zażyłość filmowego szefa MON ze swym podwładnym, pokazaną w filmie, Vega opiera na rzetelnym riserczu. – Przez 18 miesięcy prowadziłem dokumentację, rozmawiałem z wieloma politykami. Oni opowiedzieli mi o kulisach tej relacji. Dlatego pokażę w filmie fascynację między ministrem a jego podwładnym – mówi reżyser. Jak pamiętamy, relacja Bartłomieja M. i Macierewicza od początku wywoływała wiele plotek. Młodzieniec z podwarszawskiej apteki stał się nagle jedną z najważniejszych postaci w polskiej polityce. Do czasu. Ostatecznie został wyrzucony z PiS, potem stanowisko stracił jego promotor, a w końcu Misiewicz trafił do aresztu, podejrzany o przestępstwa korupcyjne.

Tadeusz Cymański, poseł klubu PiS z przecieków wysnuwa wniosek, że film Vegi to „przekroczenie pewnego Rubikonu”. Jak deklaruje, sfera intymna ludzi polityki nie powinna być przedmiotem takich filmowych działań i broniłby w tej sprawie dobra polityka, niezależnie od przynależności partyjnej. Aneta Wrona, specjalistka do spraw wizerunku, pytana przez portal Fakt24 nie ma wątpliwości, że taktyka, przyjęta przez reżysera jest genialna. Oto dzięki niej o filmie pisze się i mówi, choć ten jeszcze nie powstał. Jej zdaniem wcale nie jest oczywiste, jaki będzie wpływ filmu na życie polityczne kraju.

Jarosław Kaczyński jest natomiast przekonany, że film został zaplanowany jako cios w jego partię. – Mamy do czynienia z przygotowaniem do wielkiego hejtu. Ma nas pokazać jako złych. W nieoficjalnych rozmowach politycy PiS nie krył przekonania, że „ktoś Vegę kupił”.

„Idziemy w zupełnie innym kierunku niż reszta państwa europejskich. Co to jest, jak nie Polexit w faktach czy zachowaniach? Do takich myśli skłania mnie to orzeczenie” – tak postanowienie Trybunału Konstytucyjnego ws. drukarza, który odmówił wydrukowania plakatów fundacji LGBT, skomentowała w TOK FM prof. Ewa Łętowska. Trybunał orzekł, że „karanie za odmowę świadczenia usług umyślnie bez uzasadnionej przyczyny stanowi ingerencję w wolność podmiotu świadczącego usługi, w szczególności w prawo do postępowania zgodnie z własnym sumieniem”. TK uwzględnił tym samym wniosek złożony przez Zbigniewa Ziobrę.

Była Rzecznik Praw Obywatelskich i sędzia Trybunału Konstytucyjnego stwierdziła, że jest „zasmucona takim rozstrzygnięciem TK”. – „W praktyce oznacza to mniej więcej tyle, że przyznaliśmy klauzule sumienia wszystkim usługodawcom. Boję się, że za chwilę powstaną apteki tylko dla katolików czy hotele tylko dla ludzi rasy białej. Bo każdy usługodawca powie, że nie będzie obsługiwać tych, którzy mu się nie podobają, mają inny kolor skóry, inaczej mówią” – podkreślała w TOK FM.

Według prof. Łętowskiej, „mamy do czynienia z obniżeniem standardów walki z dyskryminacją”. – „Takie orzeczenie TK może doprowadzić do tego, że osoby nietolerowane czy społecznie nielubiane, będą spotykały się odmową udzielenia świadczeń, których inne osoby nie miałyby problemy uzyskać. Ubolewam nad tym, bo prawo powinno minimalizować liczbę tego typu konfliktów, a takie rozstrzygnięcie tylko je zwiększy. Więcej spraw będzie trafiać do Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu” – podsumowała była sędzia TK.

Kilka dni temu Waldemar Mystkowski pisał o wyroku TSUE.

Polskie sądownictwo broni swojej niezależności dzięki unijnym instytucjom.

Władze PiS przegrały i to dubeltowo sprawę w Trybunale Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Rzecz dotyczy Sądu Najwyższego, obniżenia wieku emerytalnego sędziów SN. TSUE uznał, iż obniżenie wieku emerytalnego i przyznanie prawa arbitralnego decydowania przez prezydenta RP w sprawie przedłużenia urzędowania sędziów jest sprzeczne z prawem unijnym, stanowi uchybienie artykułu 19, ustęp 1 Traktatu o UE.

PiS argumentował, że organizacja wymiaru sprawiedliwości należy do kompetencji krajów unijnych. Owszem, twierdzi TSUE, ale musi być zachowane dotrzymanie zobowiązania wynikające z prawa unijnego, mianowicie prawo do skutecznej ochrony sądowej, czyli niezależności sądownictwa. TSUE rozumie nieusuwalność sędziów jako gwarant ich niezawisłości.

Zauważmy, że TSUE wydał wyrok po skardze wniesionej przez Komisję Europejską, która dotyczy polskiej ustawy z lipca 2017. PiS z części zarzutów KE się wycofał, zmienił przepisy, ale mimo to wyrok TSUE podtrzymuje zarzuty KE, bo nie wszystkie problemy zostały rozwiązane.

Dlaczego TSUE wydaje taki wyrok? Po pierwsze, to bojaźń, iż dojdzie do recydywy i ponownego złamania prawa unijnego w kwestii niezależności sędziów w Polsce, a po wtóre opinia TSUE o władzy PiS jest fatalna. Można to porównać z wyrokiem dla recydywisty, któremu odwiesza się wyrok za poprzednie przestępstwo.

Ważny jest inny kontekst tego wyroku, mianowicie za trzy dni wydana zostanie opinia przez rzecznika generalnego TSUE w sprawie neo-KRS, która w obecnym kształcie jest batem na sędziowską niezależność.

Można zatem stwierdzić, iż polskie sądownictwo broni swojej niezależności dzięki unijnym instytucjom. Wiemy jednak, że Jarosław Kaczyński chce je podporządkować sobie. Jakie zatem ma wyjście? Jeżeli prezes PiS nie podporządkuje się wyrokom TSUE i będzie postępował z ustawami tak, jak dotychczas, stanowiąc prawo wbrew unijnym standardom, zapisanym w Traktacie o UE, to będzie oznaczało faktyczny Polexit.

A może jest tak, iż Kaczyński już zadecydował o Polexicie? Kwestią pozostaje jego forma i za pomocą jakiej argumentacji Polska ma być wyprowadzona z UE.

Błaszczak ogłosił, że jesteśmy mocarstwem militarnym

10 Mar

Mariusz Błaszczak totalnie oderwał się od rzeczywistości. Kiedy z nieba spada kolejny polski samolot, uziemia się wszystkie Migi-29, a zastępstwa za latający złom nie widać, to minister w tym samym czasie uznał za stosowane wygłosić swoje mocarstwowe ambicje. Szef MON obwieścił bowiem, że to kraje Grupy Wyszehradzkiej stanowią o sile NATO, stojąc na jego pierwszej linii, tym samym usuwając na bok obecne w sojuszu mocarstwa atomowe, od supermocarstwowych Stanów Zjednoczonych zaczynając. Z racji potencjału gospodarczego i demograficznego, który w udziale większościowym wnosimy do grupy, oznaczałoby to w gruncie rzeczy tezę, że to nasz kraj stanowi o sile sojuszu.

Oświadczenie Mariusza Błaszczaka zadziwia swoją arogancją. Obecnie bowiem poza Stanami Zjednoczonymi ciężko szukać kraju, który rzeczywiście w ramach sojuszu prezentuje adekwatną do swojego potencjału siłę militarną. Nie liczę tutaj Turcji, której lojalność wobec NATO jednak jest co najmniej wątpliwa. Jeśli Polska jest tak silna, to dlaczego nasi politycy tak desperacko walczą o powstaniu nad Wisłą “Fort Trump”? PiS przecież walczy o stałą obecność Amerykanów jako ostateczną gwarancję bezpieczeństwa, będąc bardziej gotowym zapłacić za stacjonowanie sojusznika niż realnie zmodernizowanie własnych sił zbrojnych. Sprawa całej serii wypadków Mig-29 jest bowiem zaledwie czubkiem góry lodowej. Nasz przemysł obronny po desancie Misiewiczów stał się niezdolny do przyjęcia offsetu wielkich zamówień, które i tak okazują się, jeden po drugim, kapiszonem względem pierwotnych założeń resortu.

Pięknie się chwalić siłą, ale realia są takie, że nasze siły zbrojne wciąż są wielkim muzeum, gdziejak raportował NIK jest nawet problem z dostępnością strzelnic na potrzeby szkoleniowe. Równocześnie zaś w 2020 roku ostatni sprawny okręt podwodny zostanie wycofany ze służby, co po klęsce programu budowy nowych korwet czyni marynarkę wojenną siłą czysto teoretyczną.

Zastanawia także, gdzie podziewa się polityczna siła Grupy Wyszehradzkiej w sojuszu. Czy prorosyjski Orban może być uznawany za pierwszą linię NATO w odpieraniu rosyjskiego ekspansjonizmu? Grupa Wyszehradzka nawet w tak elementarnym obszarze jak obronność wobec zagrożeń na wschodzie nie mówi jednym głosem.

Tym samym Mariusz Błaszczak kontynuuje politykę obronnego imposybilizmu. Jesteśmy co rusz karmieni festiwalem ambitnych obietnic i megalomańskich projektów, w których przysłowiowo “z wielkiej chmury powstaje mały deszcz”. Zamiast rzucać puste hasła w MON potrzeba realnej pracy u podstaw nad racjonalną, a nie ideologiczną modernizacją naszego potencjału obronnego. Jest to jednak trudniejsze niż tani polityczny PR.

>>>

Zamach na Adamowicza 5

15 Sty

„Wiadomości” TVP informując o śmierci Pawła Adamowicza,  przekroczyły kolejne już granice. Wczorajsze wydanie prowadził z Gdańska Krzysztof Ziemiec. W jednym z materiałów zarzucono Jurkowi Owsiakowi, że po ataku na prezydenta Adamowiczanie przerwał licytacji w głównym studiu WOŚP w Warszawie. Można było też usłyszeć, że ”to policja miała rację, mówiąc, że organizowany przez Owsiaka festiwal Pol’and’Rock to impreza podwyższonego ryzyka”. Autorem materiału był Maksymilian Maszenda.

W innym materiale Maciej Sawicki mówił o mowie nienawiści. Pokazał, jak Jerzy Owsiak, wychodząc z sali po ogłoszeniu swojej rezygnacji z szefowania WOŚP, mówił: – „Szanowni państwo, dziki kraj, dziki kraj”. Sawicki przypomniał zabójstwo działacza PiS Marka Rosiaka przez byłego członka PO Ryszarda Cybę. Autor materiału przypomniał przykłady wypowiedzi polityków PO Nie ma nadziei dla programu o 19:30. Jedyne pokazane przykłady mowy nienawiści to politycy PO i przyjaciele. Jedyne. Pozostali politycy to najwyraźniej aniołki. Brak słów. Brawo szanowni państwo” – skomentował na Twitterze Krzysztof Berenda z RMF FM. – „Na takie coś mam nieelegancki termin „dziennikur…two”. #KurskiMusiOdejść” – napisała prawicowa blogerka Kataryna.

Większość dziennikarzy też dawała wyraz swojemu oburzeniu. – Głosem władzy i PiS-u są „Wiadomości”. Zero refleksji, zero pokory, zero powściągliwości. Hejt w służbie partii i władzy. Tacy są, takich ich stworzyła ich partia. Będzie tylko gorzej” – napisał Tomasz Lis z „Newsweeka”.

Nawet w dniu śmierci Pawła Adamowicza, w głównym wydaniu „Wiadomości” z mottem „Nie wykorzystywać tragedii politycznie”, funkcjonariusze Jarosława Olechowskiego nie zrezygnowali z narracji, że „PO wyhodowała Cybę”. Nie ma granic. Nie ma dna” – to wpis Krzysztofa Leskiego.

Mam nadzieję, że wykładowcy omawiają teraz ze studentami to, co się dzieje w TVP. Że wskazują przykłady materiałów łamiących wszelkie zasady tego zawodu i uczą, że dziennikarstwo to przekazywanie rzetelnych, zweryfikowanych informacji, bez emocji, apolitycznie, odpowiedzialnie, a kiedy trzeba przekazać tę najgorszą z wiadomości – zawsze z poszanowaniem rodziny pokrzywdzonych lub osób, które odeszły” – podsumowała Marta Bellon z „Business Insider Polska”.

„JUREK, nie możesz rezygnować z zarządzania swoim Dziełem. Naszym, wspólnym Polaków, Dziełem. Tragedia śmierci Prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza nie ma nic wspólnego z finałem, świętem dobra. Jurek, jesteś nam potrzebny!!!” – napisała na Twitterze szefowa Polskiej Akcji Humanitarnej Janina Ochojska.

Owsiak złożył rezygnację. Zachował się jak polityk, który poczuwa się do odpowiedz. za swój resort, choć sam nie zawinił. Gdy minister tak uczyni (jakże rzadko!) – premier, jego szef, może dymisji nie przyjąć. Szefem Owsiaka jesteśmy my, obywatele. Ja tej dymisji nie przyjmuję! A wy?” – to wpis senatora Marka Borowskiego.

Niejako w odpowiedzi w sieci utworzono specjalny hasztag #MuremZaOwsiakiem. Internauci przekonują twórcę WOŚP, że „mieliśmy grać do końca świata i o jeden dzień dłużej”. – „Proszę rozważyć prośby o pozostanie na czele WOŚP!!! Niech Pan nie pozbawia nas tego, co Pan zbudował – z czym jest Pan utożsamiany!”; – „Wg mnie, WOŚP, który czyni dobro nie może przegrać ze złem, które czynią źli ludzie. Mam nadzieję, że Jurek cofnie swoją decyzję. Nie dziś, nie jutro… Ale do kolejnego finału jest rok, dużo czasu na przemyślenia. To nie WOŚP winna jest śmierci P. Adamowicza, prezydenta Gdańska”; – „Jurek Owsiak jest teraz bardziej potrzebny niż nam wszystkim się wydaje. Orkiestra Świątecznej Pomocy jest tym z czego wszyscy jesteśmy dumni od lat. Ze względu na pamięć dla Pawła Adamowicza i wszystkich, którzy tworzą naszą orkiestrę Owsiak powinien zostać” – pisali internauci.

Głos w sprawie zabrał również metropolita poznański Stanisław Gądecki. – „Działalność Owsiaka przyniosła dobro. Rezygnacja w czynieniu dobra pod wpływem impulsu to nieroztropność” – powiedział abp Gądecki.

Przez lata finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy był narodowym świętem dobra.
Jeden taki dzień oczyszczał nas z nalotu nienawiści.
Telewizja, wtedy publiczna, transmitowała przebieg wieczoru aż do nocy.
Ludzie byli razem, czuli się dobrze pomagając najsłabszym.

Pieniądze zawsze były uczciwie rozliczane.
Setki tysięcy dzieci i dorosłych korzystało ze sprzętu z serduszkiem.
Owsiak był uważany za super lidera Orkiestry.
Gdy PiS objął rządy wszystko się zmieniło. Po katastrofie smoleńskiej podzielili nas “bez żadnego trybu”.
Partia nie mogła wytrzymać, że tego dnia jesteśmy razem. Czujemy wspólnotę, choć przez jeden dzień w roku.
Zaczęła się plugawa kampania anyowsiakowa, antyorkiestrowa.

Przez ostatnie trzy lata wynajęci spece od pisowskiej propagandy robili wszystko by zohydzić WOŚP.
Zakazali pokazywania koncertów, przekazywania wspaniałej atmosfery.
Publikowano kłamliwe wypowiedzi posłów PiSu oraz posłanki Pawłowicz.
W zeszłym roku przekaz telewizyjny na temat WOŚP trwał 14 sekund.
W tym roku pojawiła się odrażająca dobranocka, rodem z lat trzydziestych w Niemczech, w której Owsiak i Gronkiewicz Walz, z nosami (wiadomo) pochylają się nad górą pieniędzy. Banknoty mają gwiazdę Dawida.

Zrobił się hałas, więc “zawieszono” wydawcę, jednak przekaz poszedł w lud, w tę jego najbardziej nienawistną część.
PiS mrugnął do swojego suwerena, tego przekonanego o światowym spisku. Wicie – rozumicie!
Rzeczniczka rządu po skopaniu kodowca przez narodowców, mówi: to nie powinno się wydarzyć, ale poniekąd ich rozumiem.
Na swoje szczęście kopanemu udało się uciec, uratował życie.
Teraz posłanka Pawłowicz obwinia Owsiaka o tragedię.
Rządzącym do głowy uderzyła mieszaniny władzy z wodą sodową.
Zakazali udziału w imprezach WOŚP wojska, służb, straży pożarnej… Zupełnie jakby to był ich folwark, a pracujący w służbach byli chłopami pańszczyźnianymi. Może do tragedii by nie doszło, gdyby te służby były obecne?

Szczuli na Orkiestrę, szczują na sędziów.
Genetyczny patriota, jak mówi sam o sobie, Suski, bredzi coś o złocie zakopanym w ogródkach sędziów.
Może znajdzie się kolejny bandzior, który napadnie na któregoś znienawidzonego przez PiS sędziego, tak jak wcześniej na Kwaśniaka?
Minister Spraw Wewnętrznych, Joachim Brudziński mówiąc o dramacie Pawła Adamowicza, wydawał się autentycznie przejęty. W tamtej chwili. Na gorąco. Czy to się zmieni, czy też wejdą kalkulacje, co się opłaca, a co nie?

Na razie nie ma wypowiedzi najważniejszego prezesa wszystkich prezesów Jarosława Kaczyńskiego. Podobno jest niedysponowany.
Ciekawe jakie przyjdą rozkazy z Nowogrodzkiej.
Czy pisowscy oficjele mogą współczuć, wyrażać oburzenie z powodu tej zbrodni, jak normalni ludzie?
Czy mają mówić, że to nie powinno się wydarzyć, ale “poniekąd rozumieją”?
Następne godziny i dni pokażą do czego zostanie wykorzystana tragedia…

Uniwersalnie pisze Waldemar Mystkowski o konwencji partyjki Jarosława Gowina (fragment).

Czy wicepremier Jarosław Gowin będąc członkiem PO i rządu PO-PSL donosił Jarosławowi Kaczyńskiemu, jak robił to Mateusz Morawiecki? Jeszcze nie pochwalił się delatorstwem, może ten atut trzymać na czarną godzinę.

Gowin znany jest z jednego pomysłu politycznego – deregulacji. Kiedyś chciał deregulować profesje i zawody, aby do ich wykonywania był łatwiejszy dostęp, szczególnie profesji prawniczych. Jak to w Polsce, skończyło się na szczytnych chęciach, czyli chciejstwie.

(…)

Czy Gowin chce też deregulować Unię Europejską? Freud pewnie tak by orzekł, albowiem Gowin był użyć zwrotu: „Polska  weźmie na siebie rolę strażnika wolności gospodarczej w Zjednoczonej Europie”. Kto zatem należałby do tej Zjednoczonej Europy? Używamy dalej Freuda – Gowin był powiedzieć: „Skoro Brytyjczycy za chwilę opuszczą UE…”. Po Brexicie i Polexicie utworzona zostanie ta prawicowa Zjednoczona Europa? Można też się uśmiać z tej wolności gospodarczej, bo PiS póki co nacjonalizuje, a to jest odwrotnością wolności.

Przemawiała też Beata Szydło. Nie wiadomo, co chciała przekazać, gdyż była premier ma zderegulowaną retorykę, nazywa się ona po prostu logoreą, słowotokiem. Ponoć deżurnalizacja reportera „Wyborczej” nastąpiła, gdy chciał zrobić fotkę byłej premier znanej z „sukcesu” 1:27.

Wiceminister przedsiębiorczości Jadwiga Emilewicz ogłosiła program Energia Plus. Kilka dni temu ją już poznaliśmy poprzez używanie limuzyny rządowej do wożenia męża i dzieci. Energia z plusem jest sama w sobie pokracznością, bo w energii występuje plus i minus, a jak dodamy jeszcze jeden plus, to w ogóle nie popłynie prąd, bo nastąpi spięcie. Z Emilewicz wyszedł Freud, mianowicie zapewniała: „programy z plusem po prostu się udają”. Otóż nie udał się program Mieszkanie Plus.

Obawiam się, że Porozumieniu i koalicji pisowskiej wyjdzie na końcu ostateczna deregulacja – degeneracja.

. w Poranku TOK FM u Jana Wróbla

. w Poranku TOK FM u Jana Wróbla: Prawo jest od tego, aby hamować zjawiska ludzkich emocji, które przekształcają się w czyny

PiS otwiera kurki z gnojem. Kazimierz Kutz ohydnie potraktowany przez pisowca Pietrasza

2 Gru

„Szanowni Państwo, kochani Artyści. Kazimierz Kutz – wielki polski reżyser, przyjaciel wielu z nas – jest ciężko chory. Potrzebuje naszej pomocy. Po rozmowach z kolegami i rodziną, udostępniłam w mojej fundacji »Mimo Wszystko« specjalne subkonto o numerze 65 1090 1665 0000 0001 0373 7343. Można na nie wpłacać pieniądze, dopisując hasło »Kazimierz Kutz«. Każda wpłata to konkretna pomoc. Bądźmy razem z Kaziem w tych trudnych chwilach” – napisała aktorka Anna Dymna na Facebooku. Apel nie w każdym przypadku padł na właściwy grunt.

Znanego reżysera 89-letniego Kazimierza Kutza, byłego posła i senatora, przebywającego obecnie w stanie ciężkim w szpitalu, zaatakował katowicki radny i szef lokalnych struktur – PiS Piotr Pietrasz, który na swoim profilu na Facebooku opublikował oświadczenie majątkowe Kutza sprzed trzech lat.

Policzył, że roczny dochód Kutza wynosi – jego zdaniem – 212 171, 94 zł (dwieście dwanaście tysięcy zł). Obliczył, że „z tytułu emerytury 38 132,35 zł (trzydzieści osiem tysięcy) i praw autorskich 57 481,93 zł (pięćdziesiąt siedem tysięcy). Te dwa źródła dochodu zapewne ma do dzisiaj. Rocznie 95 614,28 zł (prawie sto tysięcy). Miesięcznie Kazimierz Kutz otrzymał w 2015 r. z tych dwóch tytułów 7 967,86 zł (prawie osiem tysięcy)” – oznajmił Pietrasz na Facebooku.

Kim trzeba być, by w takim momencie „uderzać” w bezbronnego?

Internauci nazwali ten wpis „Himalajami żenady”. „Rozumiem, że teraz czuje się pan spełnionym człowiekiem. Gratuluję zatem przeciętnych celów w życiu… Jakże małym i słabym trzeba być, żeby coś takiego w takim momencie publikować. A może pochwali się pan swoimi osiągnięciami?” – napisała jedna z internautek.

Kolejny użytkownik sieci przypomniał Pietraszowi, że „zazdrość to jeden z grzechów głównych”. Inny dodał: „Wstyd Panie Radny. Proszę jak najszybciej skasować ten haniebny post i przeprosić”.Nieugięty PiS – owiec nie skomentował tych wpisów i nie przeprosił za nie.

Afera KNF zatacza coraz szersze kręgi

14 List

„Przepraszam, bo nie chce mi się wierzyć. CBA weszło do KNF zabezpieczyć dokumenty kilka godzin po tym, jak zdymisjonowany szef KNF był tam i buszował w tejże siedzibie KNF?!? – napisał na Twitterze Jacek Nizinkiewicz z „Rzeczpospolitej”. Okazuje się bowiem, że agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego pojawili się w biurach Komisji dopiero wczesnym popołudniem. Tymczasem rano były już szef KNF pojawił się w siedzibie firmy po powrocie z Singapuru.

„To nie szef KNF-u, którego tak de facto śledztwo dotyczy, powinien być w tym gabinecie pierwszy, tylko służby powinny zabezpieczyć ten gabinet, dokonać zatrzymania określonych dokumentów. Trzeba zakładać, że pewne rzeczy mogą zostać utracone” – powiedział RMF FM były Prokurator Krajowy Janusz Kaczmarek.

Inni prokuratorzy, z którym rozmawiał reporter stacji dodawali: – „To, jak działają służby, zakrawa na skandal” .

Nawet prawicowa blogerka kataryna kpiła: – „To miłe z ich strony, że poczekali z tym aż Chrzanowski wróci z Singapuru i wpadnie rano uporządkować papiery”. W kolejnym wpisie dodała: – „Pewnie mam wygórowane oczekiwania ale IMO CBA powinno być w KNF wczoraj bladym świtem, a prezesa zgarnąć na przesłuchanie prosto z lotniska. Wizyta CBA 1,5 dnia po wybuchu afery i kilka godzin po wizycie prywatnego już obywatela Chrzanowskiego w swoim biurze to kpiny”.

Inny internauta też ironizował: – „Ależ PiS zaskoczył wszystkich standardami przejrzystości! Wczoraj zdymisjonował się Chrzanowski, dziś od rana czyścił w panice biuro, a ledwie skończył, wpadło tam rozjuszone CBA. Normalnie wpadają o 6, ale kurczę, zaspali. Taki przypadek jakiś właśnie dziś. Cholercia…”.

Markowi Chrzanowskiemu, byłemu już szefowi KNF, nie udało się umieścić prawnika Grzegorza Kowalczyka w banku należącym do Leszka Czarneckiego. Opisane w artykule „Prawnik, któremu pracę „załatwiał” były już szef KNF, znalazł się w radzie nadzorczej banku Solorza”. Kowalczyk nie chciał odpowiedzieć na pytanie, kto go rekomendował do banku właściciela Polsatu.

„Gazeta Wyborcza” publikuje dziś oświadczenie rzecznika prasowego Polsatu Tomasza Matwiejczuka.

W celu zapewnienia pełnej transparentności działań banku właściciel, jak i przedstawiciele Rady Nadzorczej wyrazili pełną chęć i gotowość do współpracy z urzędem, jakim jest Komisja Nadzoru Finansowego, w tym między innymi poprzez wyznaczenie przez KNF swojego przedstawiciela w Radzie Nadzorczej banku. Przewodniczący KNF rekomendował pana Grzegorza Kowalczyka. Pan Grzegorz Kowalczyk został powołany w skład Rady Nadzorczej banku w końcu lipca bieżącego roku po wygaśnięciu kadencji poprzedniej rady” – czytamy w oświadczeniu.

„Nie wnikaliśmy w to, jakie ten pan ma kompetencje. Plus jest małym, skromnym bankiem, nie lubi rozgłosu i nie chce problemów” – powiedział „GW” bliski współpracownik Zygmunta Solorza. Kowalczyk zaczął pracę od września.

Zarabia tak jak każdy członek rady – 4 tys. zł miesięcznie. – „Traktowaliśmy go jak człowieka KNF” – stwierdził inny informator „Wyborczej”.

Bożena Chlabicz-Polak na koduj24.pl pisze o możliwości „kupna” banku za złotówkę.

Czy bank Czarneckiego jest pierwszą instytucją, która otrzymała od przedstawicieli aktualnej władzy ofertę opłaty „za ochronę”, po tym, jak profilaktycznie lekko „zdemolowano” jej lokal?

Zamiast pracować, wolę politykować. Ale żyć z czegoś trzeba przecież. Akurat mam wolną złotówkę. Więc chętnie przejmę za to jakiś bank. Jak to zrobić? To łatwe. Wystarczy być… A konkretnie – wystarczy być politykiem partii aktualnie rządzącej. Instrukcja, jak potem wyjąć niezłą kasę z dowolnego banku czy innej przynoszącej duże zyski firmy prywatnej jest zapisana step by step na „taśmach Czarneckiego”.

1. Najpierw trzeba umieścić zaufanych ludzi w naczelnych instytucjach kontrolujących sektor, w tym wypadku – bankowy. Co jest proste, jeśli skupia się w swoim ręku odpowiednie ministerstwa oraz dysponuje większością ustawodawczą.

2. Potem wystarczy upatrzyć sobie konkretny bank i wysłać tam kontrolę. Już ona, jak dobrze poszuka, zawsze znajdzie coś, co można wykorzystać   do postawienia zarządowi i właścicielowi jakichś zarzutów. Zwłaszcza, jeśli zleceniodawcy postawią sprawę jasno: albo biegli wykażą przekręty,   albo już nigdy nie dostaną kolejnego intratnego, państwowego zlecenia. Równocześnie w przestrzeń publiczną wypuszcza się komunikat, że z taki   to, a taki bank prowadzi „podejrzaną działalność” i czekają go poważne kłopoty.

3. Następnie powstaje raport pokontrolny, niekorzystny dla wizytowanej instytucji, ma się rozumieć. A przynajmniej sugerujący jakieś   nieprawidłowości.

4. W tak zwanym międzyczasie większość sejmowa przygotowuje grunt pod „wykończenie” wybranej firmy, uchwalając po cichutku z pozoru nic       nieznaczącą poprawkę do ustawy o instytucjach finansowych. Że – mianowicie – prywatny bank, który „ ma kłopoty” można znacjonalizować. No,   dla bezpieczeństwa sektora i klientów. Już wcześniej zresztą – w zasadzie – można było. Ale teraz określenie „ma kłopoty” zmieniono na niemal   identycznie brzmiące „może mieć w przyszłości”. No, a kto – kiedyś tam – nie może? Zwłaszcza, jeśli w dyspozycji chętnych na przejęcie banku   pozostają instytucje kontrolne, a każdy bank można przecież „wykończyć” napisaną specjalnie „pod niego” kolejną ustawą. „Może mieć” – w miejsce „ma”. Niby nic. Ot takie „lub czasopisma” (jeśli ktoś jeszcze pamięta szczegóły „afery Rywina”).

5. Na tym etapie można już zacząć negocjacje. Pod biurkiem montowane są „szumidła”, a na stole – jak w każdym porządnym filmie gangsterskim   – kładzie się dwie propozycje. Jedna – to wrogie przejęcie „za złotówkę”, czyli – jak to zwięźle ujął zagrożony bankier – „kradzież instytucjonalna”.   Druga – to oferta „pomocy” (wycofanie zarzutów, korzystne zasady restrukturyzacji), no ale nie za darmo przecież. Wystarczy drobny jeden procent   od kapitalizacji, i to nie w jednym kawałku, tylko w płatnościach rozłożonych na trzy lata. Jakieś skromne 40 milionów…

Tak naprawdę, to od początku chodziło – zdaje się – nie o bank, tylko o tę kasę. Bo po co się trudzić prowadzeniem niełatwej przecież działalności i narażać na kłopoty, skoro dyskretnie i bez żadnego wysiłku można, ot tak sobie, wyjąć z tego tylko jednego biznesu jakieś 40 milionów.

Prawdopodobieństwo, że postawiony wobec takiego wyboru właściciel odmówi haraczu jest znikome. No, chyba że trafi się na takiego „zawodnika”, jak Leszek Czarnecki. A „szumidła” nie zniszczą wszystkich ewentualnych dowodów politycznej gangsterki i mafijnego układu, gdzieś „na górze”.

Tak oto – w skromnych pięciu krokach – wygląda instrukcja, jak wyciągnąć z prywatnej firmy dowolną ilość pieniędzy. Pod stołem, ma się rozumieć. Można przypuszczać, że bank Czarneckiego nie jest pierwszą instytucją, która otrzymała od przedstawicieli aktualnej władzy ofertę opłaty „za ochronę”, po tym, jak profilaktycznie lekko „zdemolowano” jej lokal.

Wiele do myślenia daje tu okoliczność, że prawnik rekomendowany przez szefa KNF do zatrudnienia w holdingu Czarneckiego już „pracuje” w banku innego znanego biznesmena – Zygmunta Solorza. A gdyby tak dobrze poszukać, to podobni emisariusze formacji rządzącej odnaleźliby się – być może – także w innych prywatnych, dobrze prosperujących biznesach.

Działają oni – jak dowodzą „ taśmy” – w KNF, więc czemu by i nie na giełdzie czy w funduszach inwestycyjnych? Weźmy GetBack. Przecież firma cieszyła się rekomendacjami giełdowego nadzoru nawet, gdy była już na krawędzi niewypłacalności, dopóki tylko dotowała, nagradzała i fetowała zwolenników aktualnej formacji rządzącej. W jej ratowanie angażował się zresztą osobiście ojciec aktualnego premiera.

A że banki, spółki giełdowe i inne intratne biznesy po cichu utrzymują – jak się okazuje – opłacane w milionach delegatury władzy z pieniędzy klientów i depozytariuszy (czyli naszych), więc kto wie, czy najbezpieczniejszą lokatą nie będą teraz papiery producentów skarpet oraz fabryki materaców.

>>>

Koniec władzy PiS?

13 List

Głośna już propozycja szefa KNF Marka Chrzanowskiego dla szefa Getin Noble Banku Leszka Czarneckiego może oznaczać największą aferę czasów PiS – sugerują dziennikarze „Gazety Wyborczej”.

O powadze sytuacji najlepiej świadczy fakt, że Morawiecki zapowiedział konsekwencje, jeśli medialne doniesienia się potwierdzą i jak informuje Onet zażądał wyjaśnień od Chrzanowskiego. Sprawę skomentował też Roman Giertych, który jest pełnomocnikiem Leszka Czarneckiego.

„Podanie przez urzędnika państwowego nazwiska osoby do zatrudnienia przez przedsiębiorcę oraz negocjowanie wysokości wynagrodzenia powiązanego z wynikami działań firmy, które zależą od decyzji tego urzędnika (zgody, decyzje etc.) jest samo w sobie przestępstwem korupcji” – napisał mecenas na Twitterze.

„Podanie precyzyjnej wysokości tego wynagrodzenia poprzez określenie procentu jest tylko uszczegółowieniem tej korupcji” – uzupełnił Giertych w kolejnym wpisie.

Jak już pisaliśmy, Marek Chrzanowski, przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego, miał zaoferować przychylność dla Getin Noble Banku w zamian za mniej więcej 40 mln zł, co ujawniła „Gazeta Wyborcza” we wtorkowym artykule powołując się na nagrania rozmowy Czarneckiego z Chrzanowskim.

Szef KNF złożył ponoć Czarneckiemu kilka propozycji. W zamian bankier miał zatrudnić wskazanego przez Chrzanowskiego prawnika, który został wymieniony z imienia i nazwiska. To Grzegorz Kowalczyk, radca prawny z Częstochowy. Wynagrodzenie dla niego miało być powiązane z wynikiem banku, czyli wynosić około 40 mln zł.

Dla dobra Polski PiS należy przegnać od koryta kołkiem osikowym, tych wampirów wykrwawiających kraj

Schetyna o sprawie KNF: Czysta korupcja. To są rzeczy i sprawy, przez które upadają rządy w krajach demokratycznych. Komisja śledcza z udziałem opozycji najlepszym pomysłem

Czysta korupcja. To jest przecież Komisja Nadzoru Finansowego – organizacja, która ma gwarantować depozyty Polaków. Tutaj jest wpisana w korupcyjną propozycję. Autorem jest osoba, która została nominowana przez premier Szydło. To jest skandal. To są rzeczy i sprawy, przez które upadają rządy w krajach demokratycznych. Mam nadzieję, jestem przekonany, że premier Morawiecki będzie reagował w tej kwestii. Najlepszym pomysłem dzisiaj jest powołanie komisji śledczej z udziałem także posłów opozycji, żeby zapoznać się z tymi kwestiami” – mówił w rozmowie z TVN24 przewodniczący PO, Grzegorz Schetyna.

Zamykanie tego tylko do poziomu prokuratorskiego, która jest prowadzona przez polityka rządzącej partii, jest niewystarczające. Ta sprawa bulwersuje i musimy usłyszeć, jaka jest odpowiedź i przyczyny takiego skandalu” – dodawał. 

Platforma daje premierowi i Kaczyńskiemu 24 godziny na złożenie wniosku o powołanie komisji śledczej. Neumann o działaniach KNF: Jak Vito Corleone. Tak działają gangsterzy

Dzisiaj wiemy o aferze, która jest o niebo większa [od poprzednich] i pokazuje gangsterski system działania tej władzy. Wiemy, że jeden z przedstawicieli władzy zajmującej się nadzorem nad rynkiem finansowym, próbuje różnego rodzaju sztuczkami prawnymi, przepisami doprowadzić do upadłości jeden z polskich banków, żeby go przejąć za złotówkę. Drugi z przedstawicieli władzy mówi szefowi tego banku, że za drobną opłatą kilkudziesięciu milionów złotych może pozbyć się tych kłopotów i będzie bezpieczny. Polacy, którzy oglądali film „Ojciec chrzestny”,  widzieli jak Vito Corleone za ochronę sklepów na ulicach Nowego Jorku taką opłatę pobierał. Tak działają gangsterzy. Jeden straszy, że zabierze komuś firmę, a drugi dobry mówi: jak zapłacisz, to tę firmę utrzymasz” – mówił na konferencji prasowej w Sejmie szef klubu PO, Sławomir Neumann.

Oczekujemy, żądamy od Mateusza Morawieckiego, który ma usta pełne frazesów o uczciwym państwie, od prezesa Kaczyńskiego, który w co drugim słowie mówi o uczciwym państwie i ściganiu korupcji, złodziei. Nie chcemy dzisiaj sami składać wniosku o komisję śledczą. Oczekujemy, że ci dwaj ludzie, Kaczyński z Morawieckim, którzy tyle razy mówili o uczciwym państwie i ściganiu złodziei, sami zaproponują komisję śledczą, jak Leszek Miller kiedy, będąc premierem, przy aferze Rywina zaproponował komisję śledczą” – dodawał. Neumann oczekuje, że PiS wniosek złoży dziś lub jutro.

 

Więcej >>>