Tag Archives: Karol Guzikiewicz

Mordoklejka Kaczyńskiego. Kto chciał se podupczyć?

29 Mar

„Panie wojewodo, apeluję o to, żeby był pan urzędnikiem państwowym przestrzegającym prawa, a nie kacykiem politycznym działającym na zlecenie Prawa i Sprawiedliwości albo pana Karola Guzikiewicza” – powiedziała prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz. To reakcja władz miasta na – jak to określiła prezydent – skandaliczną decyzję Dariusza Drelicha, który przyznał „Solidarności” Stoczni Gdańskiej prawo do zgromadzenia cyklicznego 4 czerwca.

Dulkiewicz domaga się od Drelicha uchylenia tego postanowienia. Wniosek o zgodę na cykliczne zgromadzenie złożył do wojewody wiceszef stoczniowej „S” i radny PiS Karol Guzikiewicz. 4 czerwca w Gdańsku odbędą się obchody 30. rocznicy wyborów z 1989, które organizują w tym mieście samorządowcy.

Prezydent Gdańska stwierdziła, że ta decyzja wojewody dzieli społeczeństwo: – „Dzieli gdańszczan, dzieli Polaków”. Przypomniała, że „Solidarność to był 10-milionowy ruch”. – „Ruch ludzi, którzy odważnie zdecydowali się na pokojową rewolucję, bez przelewu krwi, podczas której walczyli o swoją godność, także godność moją, wtedy jako małego dziecka. Co robi Karol Guzikiewicz? Karol Guzikiewicz pisze: „wszystko co się dzieje pod pomnikiem Poległych Stoczniowców musi być uzgodnione z NSZZ Solidarność”. Język, którego używa Karol Guzikiewicz, język wykluczenia, język nienawiści, przykro, że muszę to powiedzieć – ale doprowadził do wielkiej tragedii 13 stycznia na nieodległym Targu Węglowym. Wtedy zginął Paweł Adamowicz. I święto 4 czerwca zawsze miało być dedykowane jego pamięci, pokojowej wizji budowy wspólnoty” – powiedziała Dulkiewicz.

Bogdan Lis, działacz opozycji w PRL, zapowiedział, że „bez względu na to, co będzie pan Guzikiewicz wyprawiał, to 4 czerwca spotkamy się tutaj na Placu Solidarności i przed bramą Stoczni Gdańskiej i będziemy świętować ten dzień”. Według Lisa, wniosek o cykliczne zgromadzenie musi być poprzedzony pismem do Miejskiego Centrum Zarządzania Kryzysowego. – „W tym przypadku stoczniowa „S” zwróciła się bezpośrednio do swojego politycznego mentora, czyli wojewody pomorskiego z PiS-u. Nie uznaję tej decyzji; ta decyzja jest sprzeczna z prawem, jej nie ma po prostu”– podkreślił Lis.

Minęło już grubo ponad dwa tygodnie od momentu ujawnienia przez reporterów Radia Zet szczegółów raportów byłego agenta Centralnego Biura Antykorupcyjnego Wojciecha J., który zapewne wbrew swojej woli wykrył aferę obyczajową z udziałem prominentnego polityka Prawa i Sprawiedliwości. Po poinformowaniu o tym fakcie swoich przełożonych stał się ofiarą bezpardonowej operacji podważania jego wiarygodności i dyskredytowania jego osoby poprzez robienie z niego osobę chorą psychicznie, a dowody na poparcie jego zarzutów wobec polityków w tajemniczych okolicznościach zostały mu odebrane z jego służbowej szafy pancernej.

Sprawę opisywaliśmy od początku, zarówno jej wątek poboczny tj. próba przekupstwa funkcjonariusza przez asystenta posła Matuszewskiego, jak i skandaliczne próby dotarcia do informatora Wojciecha J., by pozyskać oryginały kompromitujących ważnego polityka PiS nagrań. Już wcześniej pojawiały się pogłoski, że sprawa ma dotyczyć “marszałka” z Podkarpacia i może być jedynie wierzchołkiem góry lodowej, o którą rozbije się konserwatywne ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego. Punktem zwrotnym w tej sprawie może się jednak okazać zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego Ernesta Bejdę oraz dyrektora Biura Kadr i Szkolenia CBA Jarosława Wrzoskowicza, które adwokat Wojciecha J. złożył w ostatnich dniach do prokuratury. W jego treści, do której dotarł Andrzej Rozenek z tygodnika “NIE” pojawia się konkretne nazwisko jednego z najważniejszych polityków partii rządzącej, który miał być tą osobą, która została nagrana na seksualnych igraszkach z nieletnią prostytutką narodowości ukraińskiej.

Jak pisze Rozenek, do zawiadomienia dołączone są liczne dokumenty i dowody w postaci nagrań, m.in. trwające godzinę i 33 minuty nagranie przesłuchania/rozmowy J. z funkcjonariuszami Departamentu Operacyjno-Śledczego (DOŚ) CBA z 23 maja 2018 r. Fragment zawiadomienia: „W trakcie przesłuchania Wojciech J. ujawnia, że jego OZI nie jest politykiem, ale jest umocowane w strukturach Podkarpacia. Zdradza także, iż politykiem, który został uwieczniony na jednym z nagrań z agencji towarzyskich jest Marszałek Sejmu Marek Kuchciński”.

To, co w sprawie jest dla partii rządzącej największym zagrożeniem jest nieznana skala nagrań oraz brak wiedzy o tym, kto jest faktycznym ich posiadaczem. Zarówno służby specjalne, jak i najważniejsi politycy obozu władzy wydają się być sparaliżowani tym, co ma nastąpić i poza kilkoma lakonicznymi komunikatami ze strony CBA, które ustaleniom Wojciecha J. zaprzeczają, milczą jak zaklęci. W innym fragmencie zawiadomienia do prokuratury można przeczytać, że “W trakcie prowadzonych czynności operacyjnych Wojciech J. uzyskał dodatkowo informację, iż nagrań tego typu jest dużo więcej, a zarejestrowani na nich są przede wszystkim politycy PiS oraz powiązani z nimi biznesmeni z Podkarpacia”Sprawa jest zatem bardzo poważna, tym bardziej że na terenie Podkarpacia toczy się bezpardonowa walka pomiędzy obecnymi i byłymi oficerami służb. Jeśli dysponentem oryginałów nagrań lub choćby części ich kopii są osoby, które mają na pieńku z obecnym kierownictwem tamtejszych delegatur CBA, ABW, CBŚP itd. to bomba na Prawo i Sprawiedliwość może spaść w najmniej spodziewanym, ale i najgorętszym okresie walki o wyborcze zwycięstwo.

U nas, zwłaszcza wśród przedstawicieli i zwolenników partii aktualnie rządzącej, idiotów nie ma  żadnych. A już na pewno żadnych „pożytecznych”

Amerykanie odetchnęli z ulgą. Może i sztab wyborczy prezydenta Trumpa robił jakieś deale na boku z ludźmi Władimira Putina, ale zakończone właśnie śledztwo w sprawie zdrady , bo do tego sprowadzało się postępowanie prokuratorskie, wykazało, że prezydent USA był w relacjach z Rosją jedynie (lub aż) „pożytecznym idiotą”.

Cała ta awantura, i nie ona jedna zresztą, dowiodła jednak że kiedy Zachód śpi, w Rosji rodzą się populistyczne upiory. I krążą nad światem, jak- z przeproszeniem – widmo komunizmu, zarażając wirusem sowietyzacji coraz liczniejszych polityków.

Zjadliwość tej toksyny, szerzącej się poprzez Internet, prawicową prasę i telewizje nazywane „publicznymi”, jest ogromna, bo „lud” przeważnie kocha porządek, „godność”, kasę i święty spokój, a władza kocha… władzę. I pieniądze.

Tak rządzi się Rosja, Białoruś, od niedawna Turcja, a w Unii Węgry. Czyli wirus sowietyzacji radzi sobie nawet lepiej, niż zarazki odry, które też powróciły do gry po latach uśpienia, obudzone przez antyszczepionkowców, też sponsorowanych – jak się okazało – z kasy Kremla.

Jak się tak przyjrzeć wyborom w Stanach, Brexitowi, czy działalności skrajnej prawicy na Wyspach, w USA i w Europie, to wszystkie te wydarzenia są – w głębokim tle – jakoś powiązane z kontaktami i pieniędzmi z Moskwy. Follow the money. No bo w czyim niby interesie leży dewastacja demokratycznego porządku na świecie? Osłabienie USA, ośmieszenie i gra na rozpad Wielkiej Brytanii, czy antagonizmy w Unii, też –być może – prowadzące do jej rozwiązania? Ogłupianie reszty świata masową produkcją rozpuszczanych w Internecie fake newsów i sponsorowanie co bardziej idiotycznych teorii spiskowych, które kupuje „ciemny lud”? No komu?

Co innego Polska. My się wirusów sowietyzacji nie boimy. My, a konkretnie partia aktualnie rządząca, sami z siebie „stawiamy na węgiel” (rosyjski), dołączamy do obozu eurosceptyków żeby zmienić Unię „od środka” na obraz i podobieństwo własne, traktujemy Europę jako „wyimaginowaną wspólnotę” i publicznie głosimy tezy o „brukselskiej okupacji|” ,flagę unijną konsekwentnie nazywając „szmatą” całkiem suwerennie. Nie potrzebne nam moskiewskie inspiracje, żeby ignorować wstrząsające publikacje Tomasza Piątka na temat Antoniego Macierewicza i jego działalności w MON. A i niejaki Marek Falenta, handlarz rosyjskim węglem i współautor afery taśmowej prowadzącej do zwycięstwa PiS, też rozpłynął się we mgle zupełnym przypadkiem. Nawet nasze fejk newsy i nasi antyszczepionkowcy to dokonania oryginalne, wyłącznie domowej roboty.

U nas bowiem, a już zwłaszcza wśród przedstawicieli i zwolenników partii aktualnie rządzącej, idiotów nie ma przecież żadnych. A już na pewno żadnych „pożytecznych”.

>>>

Pedofilia, zawodowe skrzywienie kleru

24 Lu

W przekazanym papieżowi raporcie fundacji Nie Lękajcie Się, ujawniającej skandale pedofilskie, znalazło się 20 nazwisk polskich biskupów, którzy chronią księży oskarżonych o nadużycia seksualne – informuje „Wyborcza”.

Dziennik podkreśla, że wśród nich figuruje nazwisko abp Marka Jędraszewskiego, który jest najwyższym rangą polskim duchownym, biorącym udział w trwającej w Watykanie konferencji o pedofilii.

Na przedstawiony papieżowi dokument odpowiedziała krakowska kuria. W informacji, która pojawiła się na stronie archidiecezji, czytamy: „W Raporcie (…) zostały przekazane nieprawdziwe i zmanipulowane informacje. (…) Abp Marek Jędraszewski jako wiceprzewodniczący Konferencji Episkopatu Polski jest w pełni zaangażowany w tworzenie mechanizmów prewencji i obrony ofiar wykorzystywania seksualnego przez niektórych kapłanów w polskim Kościele”.

Sam hierarcha nie zabrał głosu w tej sprawie. W wywiadzie udzielonym KAI stwierdził natomiast: „Nie wyobrażam sobie biskupa, który by nie był na te problemy otwarty i nie starał się ich zrozumieć”.

Tymczasem – jak przypomina gazeta – metropolita krakowski pojawia się w kontekście sprawy abp. Juliusza Paetza, oskarżonego w 2002 r. o molestowanie kleryków i księży. „Jednym z najbardziej aktywnych obrońców arcybiskupa Paetza był arcybiskup Marek Jędraszewski, obecnie metropolita krakowski, który uparcie ignorował delegacje kleryków, którzy przychodzili do niego z prośbami o pomoc. Organizował też akcję podpisywania listów poparcia dla Paetza” – czytamy w raporcie.

Nie jedyny to jednak „feler” Jędraszewskiego. Dziennik przypomina, że hierarcha nie od dziś znany jest ze stosowania w wypowiedziach publicznych języka nienawiści: „Ludzi starających się o respektowanie w Polsce zapisów konwencji o zapobieganiu przemocy wobec kobiet i przemocy w rodzinie nazwał publicznie „lewacką zarazą” i porównywał ich do stalinowców. Atakował też niepłodne pary starające się o dziecko metodą in vitro.”

Na spotkanie z papieżem Franciszkiem osobiście przybyli przedstawiciele fundacji Nie Lękajcie Się. To oni: Marek Lisiński (w dzieciństwie wykorzystany seksualnie przez duchownego) wraz z Joanną Scheuring-Wielgus przekazali papieżowi raport z nazwiskami polskich hierarchów, którzy chronili księży oskarżanych o pedofilię.

Podczas gdy w Watykanie papież Franciszek ostro potępia pedofilię w Kościele, na niedzielnej mszy w Gdańsku została odprawiona msza w intencji ks. Henryka Jankowskiego.

Tłum wiernych w Kościele św. Brygidy modlił się o „zwycięstwo prawdy” i mógł wysłuchać osobliwego kazania proboszcza Ludwika Kowalskiego, który świadectwa pedofilii ks. Jankowskiego nazwał „pomówieniami pieniaczy”, a jego samego porównał do Jezusa.

Chrześcijanin zapomina o tym, że ma być znakiem sprzeciwu. Czynimy wiele, by przypodobać się ludziom. Ludziom, którzy popełniają błędy. Brakuje nam wierności Jezusowi. Ceną, którą płacimy, jest zdrada. Nie wolno nam ulec nienawiści. Jezus był otoczony przez wrogów, a jednak nigdy nie odpowiedział złem na zło. Odrzucił logikę odwetu i zemsty. Jego uczeń nie może się narazić nienawiścią. Jezus ze spokojem przyjmował oskarżenia, że działał z mocy diabła. Nieprzyjaciel posługuje się kpiną, plotką. Nie możemy chorować na chorobę nienawiści, na którą niektórzy zachorowali. Módlmy się w intencji kochanego nam prałata ks. Henryka Jankowskiego, kapelana Solidarności, który wyniósł świątynię z gruzów.” – grzmiał z ambony proboszcz Kowalski, oskarżając media o złe przedstawianie sprawy ks. Jankowskiego.

Na ogół zajmują się pieniaczami i krzykaczami, którzy nie znali ks. Jankowskiego.” Wśród wiernych w gdańskim kościele byli także przedstawiciele świata polityki: Piotr Duda, przewodniczący Solidarności, Karol Guzikiewicz, działacz związkowy i radny PiS w pomorskim sejmiku oraz Kazimierz Koralewski, radny PiS.

Po mszy wszyscy obrońcy oskarżonego o molestowanie i wykorzystywanie nieletnich, a także o współpracę z SB ks. Jankowskiego, złożyli kwiaty pod na nowo postawionym nielegalnie pomnikiem duchownego. Tam głos zabrała między innymi związana z Radiem Maryja Gertruda Szumska, przyjaciółka prałata, a jeden z przemawiających mężczyzn stwierdził, że ten kto uważa za winnego ks. Jankowskiego nie powinien „stanąć z Polakami”. Na zakończenie tego manifestu poparcia dla duchownego odśpiewano Mazurka Dąbrowskiego.