Tag Archives: Kaczyński na rybach

Kaczyński i jego ancymonki łowią wyborców idiotów

13 Maj

„Dzisiejsza wizyta Jarosława Kaczyńskiego na Pomorzu Zachodnim dla dwóch złowionych szczupaków, była wyjątkowo szczęśliwa” – napisał na Twitterze Joachim Brudziński. Prezes PiS w towarzystwie ministra spraw wewnętrznych zajmował się łowieniem ryb, a konkretnie szczupaków, którym łaskawie darował życie, wrzucając je z powrotem do jeziora.

Nie tylko wędkowanie zajmowało szanownego prezesa. Brudziński na Twitterze zamieścił prawdziwą fotorelację z piknikowania Kaczyńskiego na łonie natury. Było więc ognisko, pieczenie kiełbasek i „świeża ryba na brzozowym ogniu”.

Internauci bezlitośnie wyśmiali Kaczyńskiego, który „ułaskawił” szczupaki: – „Ukochany Przywódca daruje życie dwóm lewackim szczupakom” – zdjęcie nadające się na czołówkę północnokoreańskiej prasy”; – „Raczej powinny czuć się wyróżnione, że to „emerytowany zbawca narodu” je złapał”; – „Co robi PiS, by zagłuszyć temat #TylkoNieMówNikomu? Zaczyna robić cyrk obwoźny z Jarosławem Kaczyńskim w roli głównej. Kaczyński na rybach, Kaczyński w Pytaniu na Śniadanie. Może jeszcze zgłoszą go do „Rolnik szuka żony”?”; – „Kapliczkę postawić i pomnik z tablicą pamiątkową. Wódz się zadumał oczywiście na tej łódce?”; – „Zalew imienia Jarosława teraz będzie”.

Wielu powątpiewało w umiejętności wędkarskie prezesa: – „Fajna ustawka. Przecież prezes nawet nie widzi spławika”; – „Ta fajtłapa nie jest w stanie nabrać śledzia z puszki widelcem bez asysty goryli, których mu fundujemy, więc w te ustawki mogą wierzyć wierni fani Wiadomości”;

„Przerażony, pewno pierwszy raz w życiu coś takiego robił… a wszystko dla głosów. Żałość”. Dopytywali też, czy Kaczyński ma kartę wędkarską, czy kłusował.

Film braci Sekielskich wstrząsnął Polakami. Nie pozwolił przejść obojętnie, wzbudził ogromne emocje. Szymon Hołownia nie obejrzał filmu do końca, bo nie dał rady, „zwyczajnie rzygać się chce”, jednak z szacunku dla ofiar, wróci do niego.

Ma on nadzieję, że po tym filmie hierarchowie kościelni wreszcie rozpoczną walkę z patologią i przestaną upolityczniać problem, nazywając go atakiem na kościół.  Zwrócił się do nich bezpośrednio, mówiąc, że „to Wy, swoim tchórzostwem, ignorancją i koniunkturalizmem niszczycie życie nie tylko ofiarom tych przestępstw, ale i setkom uczciwych księży, tysiącom katolików na których spadnie społeczne odium za cały ten bajzel, za ofiary odpowiedzialności zbiorowej”.

>>>

Zapewnił jednocześnie, że mimo tego, co się wydarzyło, mimo postawy duchownych, nie zamierza odejść z kościoła, bo „to mój dom. I właśnie to daje mi prawo do gniewu i do stanowczego domagania się od zarządzających jego instytucjonalnym wymiarem, by wreszcie posprzątali ten syf i przestali chrzanić (by nie powiedzieć mocniej) o tym, że Sekielski jest stronniczy (…)”.

Bardzo ostro na wypowiedź Hołowni zareagowała pisarka Manuela Gretkowska. Nazwała go „Woody Allenem polskiego katolicyzmu”, przypomniała, że od wieków kościół boryka się z ogromnymi problemami, czego przyczyną są jego „przegniłe fundamenty, zmurszałe mury i dziurawy dach” i nie widzi szans na to, by cokolwiek się zmieniło. Według niej słowa Hołowni są „kolejną zapowiedzią pucowania ruiny, w której już nikt normalny nie chciałby zamieszkać (…) Jak bardzo bezdomnym duchowo trzeba być, żeby nie czuć smrodu jej zgnilizny? Lewych finansów, prześladowania kobiet, zakłamania, pychy i chciwości. Ale Polak potrafi. Za pomocą polskiego hydraulika naprawimy watykańskie szambo, które teraz wybiło. Nie życzę nikomu renowacji gówna”.

Więcej Gretkowskiej:

Sekta, smród zgnilizny, watykanskie szambo. O Kościele po filmie „Tylko nie mów nikomu”

Polski katolik to nie tylko wyznawca Polskiej Instytucji Kościelnej

Na śmietnikach „wylądowały” tylko nazwiska hierarchów odpowiedzialnych za krycie pedofilii, nie wizerunek Madonny…

…zapewniała aktywistka Ewa Podleśna w rozmowie z TOK FM i zapowiedziała – Dzisiaj będziemy wysyłać zażalenie na zatrzymanie mnie przez płocką policjęjako bezzasadne, nielegalne.”

Nie rozklejałam naklejek na przenośnych toaletach ani na śmietnikach” – zapewniła, wyjaśniając: „Wlepki nie są skonstruowane w ten sposób, że nie można ich zdjąć i przekleić. Naklejki nie były też rozrzucane. Były naklejane na kierunkowskazach, tak aby wskazywały kościół” – powiedziała pani Ewa.  „Właściwie cały szlak dojścia do kościoła był obklejony, natomiast z zachowaniem odpowiedniej formy”  podkreśliła.

Wyjaśniała: „Ta akcja składała się przede wszystkim z dwóch elementów: jednym był wizerunek z tęczową aureolą, drugim elementem była lista hierarchów kościelnych, którzy dopuścili się krycia czynów pedofilskich w Kościele. Owszem, na koszach na śmieci widniały listy nazwisk hierarchów odpowiedzialnych za krycie pedofilii, ale nie wizerunek Matki Boskiej” – podkreśliła Podleśna.

Teraz, „zmieniają się zarzuty, ponieważ minister Brudziński zdaje sobie sprawę z tego, jak kuriozalny jest zarzut ścigania mnie z powodu tęczowej aureoli” – oceniła Podleśna, dodając, że zarzuty wobec niej zostały sprecyzowane dopiero wówczas, kiedy była przesłuchiwana.

Przegramy wszyscy, jeśli tak bardzo się podzielimy, że połączenie będzie już niemożliwe.

Donald Tusk przekazał Polakom swoje przesłanie. Ważne przesłanie, bo chodziło w nim o ratowanie Polski pękniętej na pół, gdzie wciąż trwają próby palenia mostów przerzuconych nad przepaścią, dzielącą walczące obozy. Tusk przywiózł gałązkę oliwną ludziom, którzy nie chcą ze sobą gadać, a jeśli muszą, to już nie mówią, tylko krzyczą. Wezwał do zgody rodaków, od kilku lat umiejętnie podburzanych i szczutych na siebie wzajemnie. Nawoływał do opamiętania i otrzeźwienia zarówno tych, którzy Polskę traktują jak łup należny im w podbitym kraju, jak i tych, którzy planują wyciąć w pień najeźdźców, bo pozbawieni wolności i godności nie potrafią żyć obok.

Słowa Donalda Tuska skłaniają do myślenia. A jest o czym myśleć. – Zwycięstwo wyborcze to nie anihilacja, wygrana nie może oznaczać eliminacji oponentów – mówił Donald Tusk. Od zawsze był tego zdania. Kiedy został premierem nie zrobił generalnej czystki w urzędach.  Pozwolił, by na ważnych stanowiskach państwowych przetrwało wielu funkcjonariuszy Kaczyńskiego. Pozostawił na czele służb Mariusza Kamińskiego, mimo że ten, wbrew etycznym standardom urzędnika państwowego, publicznie sugerował, że na Platformę głosować nie należy. Donald Tusk nie palił się też do rozliczenia prominentnych działaczy PiS za ich bezprawne decyzje. W konsekwencji ewidentne naruszenia prawa, które dały początek obecnemu bezprawiu, pozostały bezkarne.

Czy nasz były premier chciałby po wyborach powtórnej abolicji? Jeśli tak, ryzykujemy nie tylko przetrwanie antydemokratycznego „układu”, ale także upowszechnienie i praktycznie usankcjonowanie bezkarności za przestępstwa motywowane politycznie. Jeśli nie – chciałbym usłyszeć wyraźną wskazówkę, że „rezygnacja z odwetu” nie oznacza tym razem odpuszczenia grzechów i powszechnej amnestii dla ewidentnych przestępców łamiących prawo i że odstąpienie od rewanżu nie oznacza pozostawienia na stanowiskach państwowych skompromitowanych funkcjonariuszy PiS oraz ich niekompetentnych pociotków.

– Z pokonanym przeciwnikiem trzeba znaleźć nić porozumienia. Musimy wyjść sobie naprzeciw – apelował Donald Tusk.  Niełatwo przychodzi mi wyobrazić sobie to „wyjście naprzeciw”, które złośliwie kojarzy mi się z popularnym hasłem w stanie wojennym: WSTĄP DO ZOMO – WYJDZIESZ NA LUDZI.  Owszem, potrafię zrobić krok w kierunku myślących niesamodzielnie.  Tylko co miałbym powiedzieć stając naprzeciw licznych rodaków ślepo wierzących w idiotyczne teorie smoleńskie, tajne związki Tuska równocześnie z Merkel i Putinem oraz przekonanych, że edukacja seksualna wystawia dzieci i młodzież na pastwę pedofilów?  Jak porozumieć się z tymi, którzy za nic nie chcą odłączyć się od Matrixa? Próbuję też wyobrazić sobie rozmowę z PiS-owskimi inżynierami dusz, z cynicznymi oszustami nazywającymi Polaków „ciemnym ludem”, któremu wcisnąć można najgłupszą nawet ściemę. Kiedy próbuję sformułować przyjazne przesłanie do tych, którzy z premedytacją zaczadzili swoich rodaków oparami absurdu i zapędzili ich w świat alternatywny, to nie potrafię znaleźć innych słów, niż powszechnie uznane za obelżywe.

Donald Tusk namawia mnie, bym nie traktował przeciwników politycznych jak śmiertelnych wrogów, bo niezależnie od wyniku wyborów przyjdzie nam żyć obok siebie.  Mam z tym problem. No bo – jak żyć, panie premierze? Jak żyć w towarzystwie ludzi, dla których partyjne wytyczne są jedynym źródłem norm prawnych i reguł etycznych? Jak żyć obok tych, którzy zdecydowali się przekroczyć granicę zdrowego rozsądku i egzystować odtąd w świecie nierealnych nonsensów? Jak przekonać posła Mularczyka, że jego żądanie wypłacenia Polsce prawie biliona dolarów odszkodowania za straty wojenne są absolutną mrzonką, która może zepchnąć Polskę z powrotem do przedpokoju Europy, w pobliże drzwi wyjściowych? Jaki kompromis mógłbym osiągnąć z europosłem Legutką, pasożytującym na europejskiej wspólnocie, który za unijne pieniądze chciałby Unię rozwalić i na jej gruzach przywrócić dawną wspólnotę węgla i stali? Co miałbym powiedzieć kurator Barbarze Nowak sugerującej, że to ludzie z ZNP wywołują alarmy bombowe w szkołach? Jak rozmawiać z prezesem Kaczyńskim, który zapisał Episkopat do swojej partii, broni Kościoła przed nim samym i odmawia patriotyzmu występującym przeciw zarazie pedofilii wśród kleru? Co miałbym powiedzieć ministrowi Brudzińskiemu, który nie zna podstaw demonstracyjnie głoszonej wiary, nie ma pojęcia, że cześć oddawana obrazom to bałwochwalstwo i który łatwiej kojarzy swastykę z hinduskim symbolem szczęśliwości, niż tęczę z biblijnym znakiem początku nowego życia po zakończenia czasu trwogi? Byłbym wdzięczny za wskazówkę – czy chodzi o to, by rozpocząć debatę z takimi jak Legutko, Nowak, Kaczyński, Brudziński, lub Mularczyk i życzliwie roztrząsać ich „argumenty”, czy o to, by wyjść im naprzeciw, prostować ich kłamstwa, polemizować z propagandowymi idiotyzmami, obnażać cyniczne szyderstwo sentencji „do polityki nie idzie się dla pieniędzy” – czyli stawać przed nimi, z odkrytym czołem, w prawdzie i w języku, który nie wyklucza?

Wątpliwości i pytania do byłego premiera, a przyszłego prezydenta, nie umniejszają wagi jego przesłania dla Polaków. Bo prawdą jest, że najlepsze 30 lat w historii Polski miało swoje źródło w kompromisie między obozami podzielonymi jeszcze bardziej niż obecnie.  Prawdą jest, że nienawidzący się nawzajem usiedli kiedyś do okrągłego stołu i doszli do porozumienia.  I prawdą jest również, że przegramy wszyscy, jeśli tak bardzo się podzielimy, że połączenie będzie już niemożliwe. Tylko jak temu zapobiec? I czy możliwa jest narodowa zgoda, jeśli tylko jedna strona pójdzie drogą kompromisu? A jeśli nie, to jak żyć, panie premierze? Jak żyć?

Reklamy