Tag Archives: Józef Moneta

Zaraza PiS nie panuje nad zarazą koronawirusa

9 Paźdź

Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego w poniedziałek debatowała w sprawie uchylenia immunitetu sędziego Igora Tulei. Przypomnijmy: w 2017 roku sędzia Tuleja zezwolił mediom na rejestrację ustnego uzasadnienia postanowienia sądu ws. obrad Sejmu w Sali Kolumnowej z 16 grudnia 2016 r . Według prokuratury, naraziło to prawidłowy bieg dalszego śledztwa.

Atmosfera wokół sędziego jest pełna napięć i kontrowersji, które dotyczą przede wszystkim samego statusu Izby Dyscyplinarnej. Na początku czerwca Izba ta, orzekając w I instancji, ostatecznie nie uchyliła immunitetu sędziemu Tulei. Kolejne spotkanie w tej sprawie miało odbyć się w poniedziałek, ale zostało odroczone.

Tego samego dnia przed budynkiem Sądu Najwyższego zebrał się tłum, który hasłami i transparentem „Murem za Igorem” udzielał poparcia represjonowanemu przez władze sędziemu. Przemawiał m.in. prezes stowarzyszenia sędziowskiego „Iustitia” Krystian Markiewicz. Ostro powiedział o sędziach Izby Dyscyplinarnej powiedział, że „chcą zabawiać się w sędziów” i „przebierając się za sędziów, decydować kto będzie sędzią, a kto nie”.

Przeciwko tym słowom zaprotestowała pierwsza prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Manowska, mianowana na to stanowisko w maju bieżącego roku. Napisała list otwarty do Krystiana Markiewicza. „Nazywanie sędziów, powołanych przez prezydenta RP do pełnienia urzędu ‚panami przebranymi za sędziów’ i straszenie, że zostaną oni zapamiętani, przekracza granice dobrego smaku i nosi znamiona niedozwolonego nacisku na osoby pełniące służbę publiczną” – stwierdziła w nim.

Więcej o przestępcy Czarnku >>>

Więcej o Tusku ośmieszającym PiS >>>

Więcej o konroli pisowskiej władzy >>>

Coming out 2.0. Od Beaty Mazurek wolę niemiecką lesbijkę Terry Reintke, a od Beaty Kempy wolę Katarinę Barley. A Państwo z kim wolelibyście pójść na kolację?” – napisał na swoim Twitterze europarlamentarzysta Radosław Sikorski z KO.

We wpisie porównał, oczywiście, europosłanki PiS z tymi zza granicy. Terry Reintke jest niekryjącą swojej orientacji homoseksualistką i członkinią niemieckich Zielonych. Katarina Barley natomiast zaliczana jest do grona najwyżej postawionych polityczek Socjaldemokratycznej Partii Niemiec (SPD). Obie polityczki słyną z krytycznego stosunku względem populistycznego rządu Zjednoczonej Prawicy w Warszawie.

O K. Barley ostatnio głośno stało się za sprawą wywiadu zmanipulowanego przez dziennikarzy, w którym miała rzekomo powiedzieć o tym, że Polskę i Węgry powinno się „zagłodzić finansowo”. W rzeczywistości socjalistka mówiła tylko o Węgrzech.

W pierwszej wersji sfałszowaliśmy oświadczenie Katariny Barley, wyolbrzymiając je. Naprawiliśmy ten błąd i przepraszamy” – poinformowali dziennikarze-manipulatorzy.

T. Reintke w Polsce znana jest głównie za sprawą częstego solidaryzowania się z naszymi środowiskami LGBT, które, jej zdaniem, nie maja się najlepiej…

Czasem zastanawiam się, czy ten rząd nie działa w myśl zasady, że po nas choćby potop – mówi dr Ewa Pietrzyk-Zieniewicz, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. Rozmawa o działaniach rządu, kryzysie w koalicji i kryzysie w służbie zdrowia. Czy COVID złamie teflonowy PiS? – Pytano mnie już, kto przegra na tym, że władza skupia wzrok na niej samej, i ja od maja konsekwentnie powtarzam, że przegrają Polacy, przeciętny Kowalski, który będzie miał podstawowe kłopoty z opieką medyczną, a przecież nie tylko na COVID chorujemy – mówi.

Pojawiają się głosy, że PiS będzie chciał wprowadzić stan nadzwyczajny, może nawet na 3 lata do wyborów, i będzie spokojnie rządził. To realny scenariusz?

Zacytuję senatora Marka Borowskiego, który jest bardzo mądrym człowiekiem: jeszcze dwa lata temu powiedziałbym, że to niemożliwe, teraz wszelkie tego rodzaju próby są możliwe, ale czy to da się zrobić, to już inna sprawa. Podejrzewam, że

Rozmowa z dr Ewą Pietrzyk-Zieniewicz >>>

Polska blisko autorytaryzmu

23 Maj

Może szokować,że w najwyższych kręgach władzy w Polsce są same marionetki Kaczyńskiego: A.Duda, E.Witek, M.Morawiecki itp. Ale to nie wynika z charakteru narodowego Polaków…

Inne komitety robią kampanię, a Andrzej Duda przez przypadek pojechał do Garwolina po truskawki. Rafał Trzaskowski udał się w objazd po kraju zaniedbując obowiązki w warszawskim ratuszu, a Andrzej Duda swoje obowiązki wykonuje na targu w Garwolinie. Czego nie rozumiecie?

Jest pięć kroków na drodze od demokracji do autorytaryzmu. Polska jest w okolicach czwartego. Bierzemy udział w rozłożonym na kilka etapów procesie zmiany ustroju państwa. Za 10 czy 15 lat nasze dzieci mogą myśleć: „demokracja – ustrój Polski w latach 1989-2015”, a nie: „demokracja w Polsce – stan oczywisty” – ocenia profesor Maciej Kisilowski w rozmowie z reporterką TVN24 Karoliną Wasilewską.

Bianka Mikołajewska, wicenaczelna OKO.press i szefowa zespołu śledczego, opowiada Maćkowi Piaseckiemu o szczegółach dziennikarskiego dochodzenia, które ujawniło, jak minister zdrowia Łukasz Szumowski prowadził interesy z Danielem O., dziś oskarżonym m.in. o kierowanie grupą przestępczą i objętym policyjnym dozorem z zakazem opuszczania kraju.

Z audycji dowiesz się, jaka była rola ministra Szumowskiego i jego rodziny w utracie 600 milionów złotych przez inwestorów, co mógł na ten temat wiedzieć premier Mateusz Morawiecki wręczając mu tekę i jak media finansowane przez władzę PiS próbują umniejszyć niewygodne doniesienia.

Podcast tutaj >>>

„Po to to wszystko robimy, żeby Sąd Najwyższy pozostał bastionem sprawiedliwości, a nie stał się po prostu lokalem do wynajęcia przez polityków” – mówił sędzia Włodzimierz Wróbel podczas Zgromadzenia Ogólnego SN.

Całe wystąpienie Wróbla >>>

W chaosie komentarzy oraz zmęczeniu prawnym bezhołowiem wprowadzonym przez PiS umyka kwestia związana z nadchodzącymi wyborami prezydenckimi, a istotna nie tylko ze względu na przestrzeganie litery prawa, lecz wręcz decydująca o prezydenturze. To groźba zamachu, który może unieważnić porażkę p. Dudy.

Czy Kaczyński, cały czas podkreślający, że konstytucyjnie nie można przeprowadzić wyborów po dniu 23 maja, nie liczy aby na to, że w wypadku porażki p. Dudy (coraz bardziej prawdopodobnej), doprowadzi do katastrofy? Bo Sąd Najwyższy w naturalny sposób będzie mógł stwierdzić nieważność wyboru prezydenta ze względu na złamanie art. 128 pkt b Konstytucji RP? Tym bardziej, że, jak wiadomo trwa walka o podporządkowanie Sądu właśnie Kaczyńskiemu.

Cały artykuł Beresia >>>

PiS nie lubi demokracji i inaczej ją rozumie, niż większość z nas. Myśli, że wszędzie może decydować i zagrabiać w sposób bezwzględny – tak działo się przecież z Trybunałem Konstytucyjnym, tak dzieje się z Sądem Najwyższym, próbuje to samo w sądownictwie i to samo jest w mediach. To bardzo smutne kolejne potwierdzenie tego, co PiS wyczynia z demokracja, w tym przypadku z radiem – mówi Tomasz Zimoch, poseł Koalicji Obywatelskiej, wcześniej wieloletni dziennikarz Polskiego Radia. Rozmawiamy nie tylko o polityce, ale też o ostatnich wydarzeniach w radiowej Trójce i zachowaniu szefostwa radia. – To jest przykład pogłębionej i poszerzonej głupoty, tym bardziej, że ciągle zmieniają zdanie. Najpierw piosenka była nielegalna, potem już była legalna, ale sfałszowano głosowanie, potem różne inne dziwne dodatkowe tłumaczenia. To naprawdę żenujące – podkreśla.

Wywiad z Zimochem >>>

Słabo znam panią profesor Manowską. Znamy oczywiście jej życiorys, bo jest szeroko omawiany. Pani profesor jest sędzią od wielu lat, równolegle zajmowała się też działalnością naukową i to jest dobra wiadomość z mojego punktu widzenia, bo w tych warunkach i na tym stanowisku to ważne doświadczenie. Wiemy też, że była wiceministrem sprawiedliwości, że pełniła i pełni nadal różne funkcje związane z ministerstwem – mówi sędzia SN Michał Laskowski, jeden z tzw. starych sędziów, były rzecznik SN. Rozmawiamy o wyborze I Prezesa SN i groźbach dyscyplinarek dla sędziów, którzy “blokują” wybór kandydatów. – W mojej ocenie nie jest to materia do postępowań dyscyplinarnych. Tu wszyscy działają w granicach określonych prawem, a to, że mają inne poglądy niż szereg decydentów, to przynajmniej na razie nie jest podstawą do wszczęcia postępowania dyscyplinarnego. Póki co, to nie ma chyba u nas karania za poglądy. Oczywiście słyszymy te głosy i rozumiem, że jest to chęć postraszenia i pogrożenia palcem, że jeżeli dalej będą składanie wnioski i protesty, to pewnie skończy się to wnioskami o dyscyplinarkę. To efekt mrożący, nic nowego – dodaje.

Wywiad z sędzią Lskowskim >>>

Prezydent poślizgnął się ostro na pandemii, choć jeszcze to do niego nie dotarło.

Muszę przyznać, że coś mi w maju było mało pana Dudy jako prezydenta RP. Z czystej ciekawości weszłam sobie na stronę Kancelarii Prezydenta RP i przejrzałam dokładnie, jak spędził on czas w ostatnich trzech tygodniach. Okazało się, że nie ma się czym pochwalić – praktycznie od 2.05. do 11.05. aktywność zerowa. Machnął sobie jakiś urlop czy co? Potem przez kilka dni było trochę lepiej, bo odwiedził Muzeum – Dom Rodzinny Ojca Świętego Jana Pawła II w Wadowicach, złożył kwiaty przy pomniku Papieża Polaka, wpadł do stojącej tuż obok domu rodzinnego bazyliki Ofiarowania NMP, napisał list z okazji setnej rocznicy urodzin JPII, który został odczytany na mszy św. w Toruniu, a jego ministrowie zaliczyli msze z tej okazji w Poznaniu i na Jasnej Górze. Oprócz tego wręczył nominacje generalskie trzem oficerom Straży Granicznej, wymienił Zaradkiewicza na Stępkowskiego jako p.o I prezesa SN., wpadł do Tarchomina i spotkał się z marszałkami Sejmu oraz Senatu w sprawie kolejnej już ustawy o wyborach prezydenckich. Wyraźnie widać, że się nie przepracował, prawda?

Felieton Tamary Olszewskiej >>>

PiS ma podcięte skrzydła

28 Sty

Wzmożenie pseudo-patriotyzmu na prawicy jest szczególne, im się gotują umysły z nienawiści, a nie z żadnej miłości.

Z nienawiści do mniemanych wrogów i do tych, którzy widzą ich nienawiść.

Nienawiść prawicę (pisowców) uskrzydla i latają jakoby świnie nad korytem.

Kapitalne przemówienie z okazji rocznicy wyzwolenia Auschwitz wygłosił Marian Turski, b. więzień tego obozu koncentracyjnego.

Zachowanie pisowskich polityków jest szczególne, to ludzie bez empatii, zapatrzeni tylko w koryto, z którego na chybcika siorbają, bo zostaną prędzej niż później odsunięci.

Jakiś matołek zamówił mszę za neo-KRS. Ależ trzeba być ćwokiem, aby takie rzeczy czynić. Niejaki Jarosław Dudzicz ma nasrane w łepetynie.

Tak samo jak poseł od Gowina, Wypij, wypisz-wymaluj osiołek, który nie ma wiedzy o przedmiocie, w którym się wypowiada.

Niektórzy sędziowie, mianowańcy nielegalnego KRS, potrafią zachować się przyzwoicie, jak Michał Kluska z Łodzi.

Nie bądźcie obojętni, gdy widzicie kłamstwa historyczne. Gdy przeszłość jest naciągana do potrzeb polityki. Gdy jakakolwiek mniejszość jest dyskryminowana. Gdy jakakolwiek władza narusza przyjęte umowy społeczne. Pamiętajcie o XI Przykazaniu: „Nie bądź obojętny” – mówił Marian Turski w czasie pięknej uroczystości 75-lecia wyzwolenia Auschwitz.

Więcej o Turskim tutaj >>>

W dniu pamięci ofiar Holokaustu, poseł Porozumienia Michał Wypij stwierdził, że „Niemcy zbudowali sobie mit, na szczęście są świadkowie Zagłady, którzy świadczą, jak było”. Trudno zrozumieć, o jaki mit chodzi posłowi, bo niemieccy przywódcy od lat niezmiennie deklarują: nazizm i Zagłada to niemieckie dzieło, za które się wstydzimy.

Więcej Wypija tutaj >>>

Sędziowie z Krakowa i Słupska oraz stowarzyszenie sędziowskie chcą, by sędziowie awansowani przez nową KRS przestali orzekać. W Łodzi taki sędzia (Michał Kluska) sam przestał sądzić, a prezes sądu wstrzymał przydzielanie mu nowych spraw. To reakcja na historyczną uchwałę pełnego składu Sądu Najwyższego.

Więcej o odważnym Klusce tutaj >>>

O patologii w służbach, do jakich dopuścili Mariusz Kamiński i Wąsik, och ten wąsik – tutaj >>>

We wtorek o godzinie 9 rano w warszawskim kościele pw. św. Andrzeja Boboli odbędzie się msza św. w intencji Krajowej Rady Sądownictwa. Informację potwierdził nam wicerzecznik Rady. Sędzia Jarosław Dudzicz zapewnił jednocześnie, że zamierza w tej mszy uczestniczyć.

Więcej o matołku Dudziczu tutaj >>>

Znam z historii taki naród, który wykorzystał naukę do tworzenia pseudoteorii i fatalnie na tym wyszedł.

Był sobie kiedyś uczony. Nazywał się Iwan Pietrowicz Pawłow. Prowadził eksperymenty na psach i odkrył, że podawanie zwierzakom jedzenia powoduje u nich wydzielanie śliny. Taką reakcję nazwał odruchem bezwarunkowym. Z czasem do tego eksperymentu Pawłow włączył dźwięk. Okazało się, że psiaki na samo jego brzmienie zaczynały się ślinić, nawet jeśli na jedzenie się nie załapywały. I tak właśnie rosyjski uczony odkrył odruch warunkowy, tak zwaną reakcję nabytą poprzez regularne, systematyczne powtarzanie konkretnej czynności i skojarzenie jej z inną. Z czasem odkryto, że konkretna reakcja danego obiektu może zostać wymuszona poprzez przyzwyczajenie. Na przykład zwierzę, które jest nagradzane przez pokarm, chętniej wykonuje daną czynność niż zwierzę, które jest karane za nieposłuszeństwo. Warunkiem jest skojarzenie czynności z inną i świadomość korzyści.

(…)

Znam z historii taki naród, który wykorzystał naukę do tworzenia pseudoteorii, który również zastosował eksperyment Pawłowa do podporządkowania sobie narodu i fatalnie na tym wyszedł. Mówi się, że historia lubi zataczać koło, więc wydaje się, że właśnie historycznie losy PiS są już przesądzone… mimo tej wiary w dziedziczenie czerwonego genu czy w pozytywny i trwały skutek utrwalania odruchu warunkowego w narodzie.

Więcej Tamary Olszewskiej tutaj >>>

PiS organizuje seanse nienawiści w stosunku do Tomasza Grodzkiego, opozycji i społeczeństwa obywatelskiego

7 Sty

Kogo ewentualnie miałby na myśli wielki Honore de Balzac, gdy pisał o zerach poprzedzających nazwisko.

„Niektóre istoty są jak zera. Trzeba im cyfry, która by ich poprzedzała, a wówczas nicość ich nabiera dziesięciokrotnej wartości.”.

Najlepszy plan posegregowania śmieci.

Tomasz Sakiewicz i media, którymi kieruje, rozpoczęły kolejną ohydną kampanię. Tym razem jej celem ma być szkalowanie marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego.

Ta obrzydliwa akcja ma polegać na wysyłaniu marszałkowi kopert. Nagonka na prof. Grodzkiego od kilku tygodni trwa też w kontrolowanych przez PiS państwowych mediach.  – „We wtorek na konferencji prasowej obnażę kłamstwa i pokażę, że to nie jest atak na doktora Grodzkiego, który przez 36 lat lekarskiej praktyki nie miał najmniejszej sprawy o naruszenie etyki czy korupcję. To atak na polski Senat i funkcję marszałka” – zapowiedział w „Gazecie Wyborczej” Tomasz Grodzki.

– „Obrzydliwe. Szczujecie na człowieka. Mało wam śmierci Adamowicza? Jak można tak kłamać, niszczyć czyjeś życie, bez grama dowodów?!”; – „Sakiewicz potrzebuje lekarza lub pozwu”; – „Ciekawe, jakie koperty w sądzie pokażecie. Jak będziecie płakać, gdy przyjdzie zapłacić odszkodowanie za pomówienie w wysokości 1.000.000 zł!”;

– „Gazeto rosyjska, inaczej Was nie można nazwać, bo swym przekazem wpisujecie się w putinowski ton! Jak śmiecie szykanować porządnego człowieka! Z naszych podatków żyjecie, z naszych pieniędzy wydalacie nienawiść! Już niedługo Wasz byt skończy się spektakularnym krachem! To pewne!”; – „Jak Gazeta mająca w nazwie Polska może pisać takie oszczerstwa i głupoty? Czy waszym celem jest jedynie obrażanie wartościowych ludzi i hejtowanie?” – pisali internauci.

Przypominają też Sakiewiczowi pisowskie afery: – „Koperta z nazwiskiem córki leśniczego? Koperta księdza Sawicza? Koperta od pewnego Austriaka? Czy może koperta z zaległymi pensjami dla pana pracowników? Chłopie, ty się na ZPTy zapisz no widzę chorowałeś w szkole i ci prac ręcznych brakuje”.

Zgłosili też wpisy „Gazety Polskiej” i Telewizji Republika administratorom Tweetera jako nękanie marszałka Senatu: – „Mam nadzieję, że Pan Grodzki z mec. Dubois puści was w skarpetkach. Zgłaszam was za nękanie”. Jedna z internautek postanowiła rów

Instytut Ordo Iuris w 2019 roku wnikał coraz głębiej w struktury władzy w Polsce. Widać, że jego celem jest stworzenie szerokiego środowiska, które będzie miało wpływ na polityczne decyzje i kształt polskiego prawa – oczywiście zgodnego z linią ideologiczną religijnych fundamentalistów.

Ordo Iuris dąży do wpływu na obecną władze z rozmachem. Z jego środowiska wywodzi się już dziś:

  • dwóch nowych sędziów Sądu Najwyższego,
  • wiceminister spraw zagranicznych,
  • krajowy konsultant ds. genetyki,
  • członek Rady Narodowego Instytutu Wolności
  • i członek Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP.

O Ordo Iuris czytaj tutaj >>>

To już nawet nie jest walka o rząd dusz. Ta została przegrana. To walka o etaty, statystyki, ideologiczny wpływ na szkołę. Jeśli MEN posłucha abp. Skworca, można składać serdeczne wyrazy współczucia katechetom.

Jak młodzież zareagowałaby na przymusową katechezę? Nietrudno się domyślić. Już od lat słychać pojedyncze głosy hierarchów, że z katechezą coś poszło nie tak. Wprowadzenie religii do szkół odarło ją z wymiaru duchowego, doprowadziło do zerwania związku młodych ze swoimi parafiami, w żadnym wymiarze nie wpłynęło na wyznawane wartości ani też nie zwiększyło poziomu wiedzy religijnej. Jednak twarde jądro episkopatu mówi „nie” wszelkim propozycjom zmian.

O młodzieży, która odrzuca katechezę >>>

„Domagamy się uchwalenia przez spółki medialne deklaracji rzetelnego informowania o zmianach klimatu” – czytamy we wspólnym liście środowisk naukowych i organizacji oraz ruchów ekologicznych do mediów. Media liberalne tę misję realizują już całkiem nieźle. Ostoją denializmu jest dziś prasa prawicowa i media prorządowe.

Więcej o apelu do prawicowych mediów w sprawie klimatu >>>

Technologia rozpoznawania twarzy stała się źródłem wielu obaw dotyczących ochrony prywatności. Używane do tego celu oprogramowanie pojawia się w coraz częściej w codziennym życiu: na przejściach granicznych, w samochodach policyjnych, na stadionach, lotniskach, uczelniach. I po prostu na ulicach. Jednak dążenia do kontroli tego zjawiska spotykają się ze stanowczym oporem rządów po obu stronach Atlantyku – piszą Janosch Delcker i Cristiano Lima z POLITICO.

O niebezpieczeństwie technologii „rozpoznawania twarzy” czytaj tutaj >>>

Trzej Królowie z wizytą w Pałacu N.

Role główne:
Kacper – hinduski zwolennik hindutwy
Melchior – irański członek strażników rewolucji
Baltazar – indyferentny światopoglądowo Arab w drodze do Europy
Andrzej – Polak katolik

Statyści:
Agata – żona Andrzeja

Rozmowa odbywa się w Pałacu N., w którym Andrzej podejmuje swoich gości udających się do stajenki. Rozmowa trwa już chwilę, więc mamy za sobą nudne konwenanse powitań.

– „Jakże się cieszę, że Panowie zechcieli odwiedzić przedmurze chrześcijaństwa i kolebkę najwyższych galaktycznych wartości” – Andrzej uśmiecha się trochę, jakby myślami był gdzie indziej, bo pewno jest. – „A jak trafiliście do nas, do serca Europy, w pępek świata?”

– „Nie wiem jak koledzy, ale ja osobiście, jechałem do Niemiec” – Baltazar zerka na pozostałych. – „Wystąpiły chwilowe trudności… musiałem się zatrzymać na kilka dni”.

– „A czemu do Niemiec?” – dziwi się Andrzej. – „Do germańskiego najeźdźcy? Stajenka jest przecież w drugą stronę”. Andrzej odpala Google mapę, żeby się upewnić.

– „Bo w Niemczech dobrze płacą i poza tym jakoś tak mniej obco” – Baltazar orientuje się, że popełnił być może delikatne faux pas, więc dodaje: – „To znaczy nie żeby tu jakoś było coś nie tego, ale jednak oni euro mają i w ogóle, wie Pan”.

– „Euro, euro” – do rozmowy włącza się Melchior strażnik rewolucji islamskiej. – „Wam tylko to w głowie. A gdzie idee, gdzie fundamentalizm, religia i w ogóle duchowość?”

– „No właśnie, gdzie?” – przytakuje Andrzej, po czym dodaje, bo akurat namierzył stajenkę w Google mapach. – „O, mam. Do Betlejemki pięć godzin dziewięć minut, na Kraków trzeba jechać, potem Zakopane, no i trzeba dojść kawałek niestety pod górę…”.

– „Ale po co mamy tam iść?” – pyta nagle Kacper, który do tej pory wydawał się przysypiać.

– „Jak to po co?” – dziwi się Andrzej. – „Po epifanię, po objawienie”.

– „A daj pan spokój z tą epifanią, co ja z niej będę miał?” – Baltazar zaczyna się chichrać.

– „A do Mekki, to po co chodzicie niby?” – Andrzej ciśnie swoje.

– „Ja tam do żadnej Mekki nie chodzę, do Niemiec jadę i nie będę się uganiać za jakimiś marami” – kontruje Baltazar.

– „I dlatego tylko Iran może ocalić świat” – Melchior wstaje gwałtownie jakby szykował się do przemowy, ale nie przemawia.

– „Jaki świat, jaki Iran?” – teraz Kacper dziwi się nie na żarty. – „Kolebka świata jest u źródeł Gangesu”.

– „A nigdy w życiu panie, co pan opowiada?” – Melchior z Iranu jest wyraźnie poddenerwowany. – „Z Gangesu pan do Dżanny nie trafisz”.

– „Do kogo?” – Andrzej sięga po telefon, żeby sprawdzić, ale akurat pisze do niego Leśne ruchadełko na Tweeterze, więc znów gubi wątek.

– „Nie do kogo, a do czego. Do raju oczywiście, między wiecznie młode hurysy” – Melchior zerka na Baltazara i pyta z przekąsem. – „Pan wie, mam nadzieję, o czym mówię?”

– „Wiem, wiem, ale ja na razie do Bremen jadę, miasto portowe, tam też są wie pan te…” – Baltazar uśmiecha się porozumiewawczo do kolegi z Iranu.

– „To oburzające” – Pers traci kompletnie dystans. – „Widzę, że my sami będziemy musieli zaprowadzić mahometański ład na świecie. Cały ten Wasz dżihad to kiszka z wodą jest. Tylko szyici”.

– „Tylko hinduizm” – Kacper przerywa czytanie wedy na FB. – „Nas jest, proszę pana, już tyle w tej chwili, że was czapkami nakryjemy”.

– „Panowie, panowie” – Andrzej odkłada komórkę, bo weszła właśnie Agata, która skarciła go wzrokiem, bo zrobiło się za głośno i nie mogła już oglądać swojego ulubionego programu kulinarnego. – „Przecież do stajenki mieliście iść, do Jezusa, wszyscy poganie muszą się w końcu nawrócić”.

– „A weź pan przestań z tym Jezusem Waszym, przecież to niemowlę jest” – Melchior śmieje się trochę na siłę.

– „Może i niemowlę, ale starsze od Waszego Mahometa o sześćset lat, zresztą przypominam, że jesteście w sercu, w kolebce, w pępku” – Andrzej, najwyraźniej też zaczyna tracić nerwy.

– „A od naszego też niby starsze? Mahabharatę, proszę Pana, zaczęli pisać trzysta lat przed Waszym niemowlakiem, zresztą z mapy widać, że to my jesteśmy pępkiem, a nie Wy, w końcu to u nas ten Wasz cały Eden leżał” – Kacper z Bombaju wyraźnie staje się prowokacyjny.

– „Przepraszam bardzo, ale może i niemowlę mamy młodsze od tej całej Waszej księgi, ale zapowiadał je już Stary Testament, który, jak sama nazwa wskazuje, jest stary” – Andrzej nie daje za wygraną. – „Więc zapraszam do Betlejemki. Tam zrozumiecie, dlaczego my mamy rację”.

– „A stamtąd bliżej do Niemiec będę miał?” – Baltazar najwyraźniej skupiony jest tylko na jednym.

– „Panie Baltazarze, weź pan no się trochę skup” – Melchior z Iranu gani swojego kolegę w wierze, po czym zerka na Andrzeja podejrzliwie. – „Sercem świata to my jesteśmy wedle mojej wiedzy. A swoją drogą to Wasze niemowlę to Żyd jest chyba, o ile mnie pamięć nie myli?”

– „Jak Żyd? Z Zakopanego, z Wiktorówek Żyd, coś pan na głowę upadł?” – obrusza się Andrzej. – „Poza tym jak Żyd, skoro Polska jest Chrystusem narodów”.

– „On był u nas” – ni stąd, ni zowąd do rozmowy powraca Kacper, który wcześniej sprawdzał w specjalnej aplikacji, który z rozlicznych bogów Wisznu ma dziś swoje święto.

– „Kto?” – pyta zdziwiony Andrzej.

– „No ten Wasz cały Jezus, a kto?” – Kacper odpowiada ze złośliwą satysfakcją.

– „Jak był, kiedy?” – Andrzej nie może uwierzyć w taką zuchwałość.

– „No przez te trzydzieści lat, co go nie było, co to niby zbiegł do Egiptu i nikt go nie widział, a on u nas był, nauki pobierał od naszych” – Kacper z sarkazmem wykłada swoją hipotezę.

– „A to ja chyba akurat przez Egipt jechałem” – ciszę przerywa Baltazar, który sprawdzał w telefonie, jak z Zakopanego przejechać do Niemiec. – „Ładny kraj, piramidy, trochę sucho”.

– „No zaraz, ale to co wy w ogóle tu robicie Panowie?” – Andrzej próbuje przypomnieć im cel wizyty.

– „Ja przejazdem jestem” – najszybszy z odpowiedzią jest Baltazar. – „Zresztą już mówiłem. Swoją drogą, może by mi kolega pomógł jakoś przyspieszyć sprawy z tymi Niemcami” – zwraca się do Andrzeja. – „Słyszałem, że ma kolega tu pewne – powiedzmy – wpływy”.

– „Na kierunku niemieckim to akurat najsłabsze” – kręci głową Andrzej.

– „Ja z odzieżą przyjechałem” – przyznaje się hinduski Kacper. – „Mamy tu z żoną kilka sklepów”.

– „Ja, jako strażnik rewolucji mam tu swoje punkty kontaktowe, przyjechałem na spotkanie z kolegami z Hezbollahu” – uśmiecha się Melchior. – „Tak się złożyło”.

– „A gwiazda?” – Andrzej melancholijnie zerka za okno.

– „Gwiazda czego?” – zaciekawia się Kacper, bo jego żona występuje w większości produkcji w Bollywoodzie.

– „Gwiazda na niebie, betlejemska” – Andrzej ciśnie swoje. – „To ona Was tu przecież doprowadziła”.

– „To kwiat taki, dobrze mówię?” – uśmiecha się Kacper, który z racji posiadania sklepów z odzieżą jest najbardziej oblatany.

Andrzej nie może uwierzyć. Przygląda się tamtym, jakby byli z innej planety. Właściwie nie wie, co ma dalej zrobić. W tym momencie do salonu wchodzi Agata.

– „Jadę do Arkadii” – stwierdza bez ogródek. – „Kluczyki to gdzie są?”

– „Jakie kluczyki? Przecież kierowców mamy” – Andrzej czuje się coraz bardziej zagubiony. – „Zawiozą Cię”.

– „Nie, to już wolę sama, jeszcze mi życie miłe” – Agata podchodzi do komody i wyciąga z niej kluczyki do prezydenckiej limuzyny.

– „A do jakiej pani arkadii jedzie, jeśli można wiedzieć?” – pyta nieśmiało Baltazar. – „Do tej słynnej krainy wiecznej szczęśliwości?”

– „Czy ja wiem?” – zastanawia się Agata. – „Wiecznej to może przesada, ale promocje są, więc do końca tygodnia powinno starczyć”.

– „No to ja bym się chętnie zabrał” – wstaje arabski Baltazar, który chce do Niemiec.

– „A to i ja dołączę” – uśmiecha się Kacper, Hindus pachnący kadzidłem. – „Obiecałem mamie buty kupić”.

– „Jak wszyscy, to wszyscy” – dodaje bojownik strażników rewolucji Melchior z Iranu.

– „Ale jak panowie, a Betlejemka, a stajenka, mirra, kadzidło, złoto?” – denerwuje się Andrzej, który dostał wyraźne wytyczne od pewnego księdza z Torunia.

Po chwili w salonie nie ma już jednak nikogo. Wszyscy wyszli, więc Andrzej nie bacząc dłużej na wytyczne, zzuwa kapcie, zakłada buty, porywa pugilares leżący na komodzie i biegiem rusza za nimi.

W końcu Jezus nie zając, a promocje zaraz się kończą.

Polska pisowska posklejana taśmą przylepną. Oto ojczyzna nam się rozpada

31 Sier

Prezydent Andrzej Duda rozmawiał z niemieckim dziennikiem “Bild”. Stwierdził, że Polska i Niemcy są “wzorem pojednania”. Mimo tego, prezydent wciąż przywołuje kwestie reparacji, czy w zasadzie przeczy wcześniejszemu twierdzeniu.

– “Reparacje to kwestia odpowiedzialności i moralności. Wojna, o której dziś mówimy, spowodowała w Polsce ogromne straty” – powiedział prezydent RP w rozmowie z dziennikarzem najpoczytniejszego niemieckiego dziennika. Duda dodał, że już Lech Kaczyński zlecił “opracowanie raportu, z którego jasno wynika, że straty te nie zostały nigdy wyrównane”.

Skutki wojny

Prezydent Duda uważa, że na pewno uda się znaleźć rozwiązanie problemu reparacji. Jego zdaniem skutki II wojny światowej skończyły się dla Polski tak naprawdę dopiero w 1989 roku. – “Dziś mogę całym sercem powiedzieć: Polska jest wolna. Nigdy nie zapomnieliśmy historii. Ale Polska i Niemcy całkowicie się pojednały. Jesteśmy przykładem dla innych narodów. Powstało partnerstwo i przyjaźń, która nie ma sobie równych” – uważa.

Podkreślił, że powyższe jest zasługą Kościoła katolickiego, polityki Willego Brandta, Helmuta Schmidta i Helmuta Kohla, ale też zaangażowanie zwykłych Niemców, którzy popierali “Solidarność”. Mimo wszystko dodał, że II wojna światowa była dla Polski katastrofą. – “Staliśmy się państwem satelickim sowieckiego imperium – jeńcami komunizmu. Chociaż zawsze odważnie walczyliśmy po dobrej stronie. Podczas wojny ani rząd, ani polska elita nie kolaborowała. Ani z Hitlerem, ani ze Stalinem. A mimo to zostaliśmy gorzko ukarani. Członkowie armii państwa podziemnego, którzy walczyli o prawdziwie wolną Polskę, aż do lat 60. byli prześladowani, więzieni i mordowani przez reżim komunistyczny” – mówi Duda.

“Fort Merkel”

Andrzej Duda ma wobec Niemiec określone oczekiwania. Wymienił wśród nich np. rezygnację z budowy gazociągu Nord Stream 2 i więcej zrozumienia dla reformy wymiaru sprawiedliwości. – “Co Niemcy by zrobiły, gdyby w Trybunale Konstytucyjnym wciąż siedzieli wysoko postawieni sędziowie z NRD, którzy orzekali przeciwko działaczom na rzecz praw obywatelskich? Ci starzy komuniści nigdy nie zostali pociągnięci do odpowiedzialności. Chcemy to zmienić – tłumaczy Andrzej Duda.

Nasz prezydent zachęca też do budowy „Fortu Merkel: – Nie mielibyśmy nic przeciwko rozszerzeniu niemieckiej obecności w ramach NATO. Ale jedno jest pewne: armia amerykańska jest najsilniejsza na świecie. Stała obecność wojsk amerykańskich w Polsce przyczyniłaby się do zwiększenia bezpieczeństwa całej Europy, w tym Niemiec” – mówił. W to wszystko wpisał polskie doświadczenia z lat 30. XX w. – “gdyby Anglia i Francja zaatakowały Niemcy we wrześniu 1939 r. (…) wojna skończyłaby się w ciągu kilku tygodni. One jednak pozwoliły Polsce się wykrwawiać. Dlatego życzymy sobie dzisiaj poważnych sojuszników, którzy dotrzymają słowa i nie uciekają” – spuentował.

Czy to ma sens?

Czy domaganie się przez rząd PiS reparacji wojennych od Niemiec ma sens? W istocie to tylko gra obliczona pod kampanię wyborczą, która ma pokazać, że „wstaliśmy z kolan”. Tego typu reparacje są nierealne w obecnych warunkach i w oczach trzeźwo myślących osób Duda raczej się kompromituje.

– To zaproszenie się pojawiło wczoraj (29 sierpnia) na moim biurku. Pewne reguły, standardy, obowiązują. Jeśli kogoś chce się traktować jak gościa, to powinno się go traktować poważnie. (…) Nie mam żadnych wątpliwości, że organizatorzy tej bardzo ważnej uroczystości postępują w taki sposób, by dać mi do zrozumienia, że nie chcą mnie tam widzieć. A ja nigdy nie narzucam się ze swoją obecnością, gdy wiem, że nie jestem mile widziany – powiedział w „Faktach po Faktach” przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk.

Komentując sposób, w jaki został potraktowany przez PiS-owskich organizatorów uroczystości 80 rocznicy wybuchu II wojny światowej, Donald Tuska zwrócił uwagę, że przyjętym standardem jest wysyłanie zaproszeń wcześniej. – Zaproszenie na uroczystości narodowe Francji 14 lipca wysyła się do mnie i do kolegów, z którymi współpracuję, prezydentów, premierów, na trzy miesiące przed takimi uroczystościami. Na uroczystości do Izraela prezydent Izraela wysyłał z rocznym wyprzedzeniem i to są pewne standardy – zaznaczył.

Tusk przypomniał również, że gdy 2009 roku organizował obchody 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej to na Westerplatte pierwszy przemawiał ówczesny prezydent Lech Kaczyński. – Nasze relacje nie były łatwe, spór polityczny był wówczas też bardzo gorący, ale szczerze powiedziawszy do głowy by mi nie przyszło, żeby łamać reguły i traktować kogoś w sposób taki nieprzystający do dyplomacji.

Zamieszanie wokół zaproszenia Donalda Tuska

– Donald Tusk nie jest przywódcą żadnego państwa – mówił w środę Błażej Spychalski, rzecznik prezydenta. Tłumaczył, że na uroczystości „zostali zaproszeni przywódcy państw”, a „Tusk nie jest przywódcą żadnego państwa”. – Klucz zaproszeń był prosty, zapraszani byli przywódcy państw Unii Europejskiej, NATO i Partnerstwa Wschodniego – stwierdził w rozmowie z gazeta.pl.

Już po rozmowie z Gazeta.pl, Spychalski na Twitterze sprostował swoją wypowiedź: W związku z licznymi pytaniami informuję, że zawsze na ważne uroczystości państwowe zapraszamy wszystkich byłych Prezydentów i Premierów. Tak jest i tym razem – na uroczystości 1.09 do Warszawy zaprosiliśmy wszystkich byłych Prezydentów RP i Premierów RP. – napisał.

„Tymczasem w Szczecinie super komedia, czyli „stępka do kwadratu”. Min. Gróbarczyk odbierał przed wyborami kadłub lodołamacza, miał być zwodowany – nie zdążyli. Ale żeby było widać, że skończony – pokleili go papierową taśmą i pomalowali” – napisał na Twitterze Łukasz zach-pom. Dołączył do wpisu zdjęcia opublikowane na Facebooku przez Rafała Zahorskiego.

Internauci kpili z poczynań rządzących: – „Taśma klejąca wytrzymała! A tak serio. Jakby żył Bareja, byłby z was strasznie dumny”; – „Po co prezesowi lodołamacz?”;

„Pamiętacie model dostawczaka elektrycznego Ursusa, wydrukowany drukarką 3D? To tu mamy kolejny hit: statek z tektury. To lepsze, niż Monty Python”; – „Czy nadano także imiona kołom ratunkowym? No chyba, że nie ma kół, bo już wiecie, że ta skorupa nigdzie nie popłynie???”.

Przypomnijmy, słynną stępkę pod prom samochodowo-pasażerski uroczyście położył Mateusz Morawiecki w czerwcu 2017 r. „Miało być pięknie, a jest jak zwykle. Po dwóch latach od położenia stępki kupujemy gotowy projekt”.

Przepraszam, że nie wpadam w dziki zachwyt nad umiejętnością zamiatania afer pod dywan i wciąż żądam wyjaśnienia sprawy Srebrnej, dwóch wież, SKOK-ów, afery w KNF czy hejterskiej w Ministerstwie Sprawiedliwości.

Jarosław Kaczyński zawitał wczoraj na konwencję Zjednoczonej Prawicy do Poznania. Okrzykom „Jarosław! Jarosław!” nie było końca. Kółeczko wzajemnej adoracji aż puchło z podziwu nad sobą, a samozadowolenie aż biło po oczach. No i oczywiście padło wiele wielkich słów. O drodze do zwycięstwa, która jeszcze trochę musi potrwać, o szkołach wolnych od eksperymentów, bo muszą wychowywać młode pokolenie w duchu chrześcijańskim, o sukcesach, prawdzie, ble ble ble… Biedny prezes przyznał też, że ma z nami, poznaniakami i Wielkopolanami problem, bo „znaczna część społeczeństwa w tej części Polski jeszcze nie do końca zrozumiała nasz program i nasze idee”.

I teraz nie wiem, mam się kajać, że zbyt głupia jestem, bo nie załapałam wielkości partii rządzącej? Mam się ukorzyć, błagać o wybaczenie i biegiem zrozumieć, że bez PiS-u czeka nas kanał, że tylko PiS uchroni nas… chwilowo nie wiem, przed czym, ale na bank, uchroni?

Jako że jestem zawsze pełna pokory i umiem przyznać się do popełnionych błędów, przepraszam więc. Przepraszam zawiedzionego mną prezesa, że czepiam się, zamiast uznać, iż prawdziwa Polska to taka, klerykalizująca się na potęgę. Polska, w której nagłaśnianie pedofilii wśród duchownych, piętnowanie Jędraszewskiego za haniebne słowa o zarazie LGBT, zniesmaczenie spowodowane ostrym upolitycznieniem hierarchów, potraktowanie ambony jako miejsca propagandy politycznej, narzucanie ideologii kościelnej, nie mającej nic wspólnego z zasadami wiary, wzrastająca dominacja prawa katolickiego nad prawem stanowionym, nazywa się atakiem na Kościół. Przepraszam, że nie rozumiem, jak można ładować miliony w nienażartych kleryków, gdy zamyka się szpitale, emeryci ledwo przędą, drożyzna szaleje.

Błagam o wybaczenie, że nie mogę pojąć, dlaczego partia rządząca stawia na kłamstwo i manipulowanie ludźmi. Dlaczego – patrząc mi w oczy – wciska kit o coraz mocniejszej pozycji Polski w świecie, kwitnącej gospodarce. Dlaczego opiera swoje rządy na dyletantach, którzy nie mają pojęcia, co mówią i co czynią, czego dowodem rozwalona edukacja, wojsko oparte na antykach z epoki Układu Warszawskiego, kolejne wpadki, pokazujące niewiedzę z zakresu podstawowych nauk, takich jak historia, ekonomia, geografia czy prawo.

Proszę mi wybaczyć, że wkurzam się, gdy słyszę o potędze polskich stoczni, wreszcie odzyskanych przez państwo, włączeniu się w walkę o zatrzymanie umierania ziemi, dbałości o klimat, wykorzystywaniu zasady „Bóg Honor Ojczyzna”, by robić ludziom wodę z mózgu, wspieraniu ideologii rodem z faszystowskich Włoch i nazistowskich Niemiec, sprowadzeniu pojęcia „patriotyzm” tylko do umierania za Polskę i poszatkowaniu historii tak, by wyciągnąć z niej tylko to, co staje się świetnym narzędziem do utrzymania obywateli w ryzach.

Przepraszam, że nie wpadam w dziki zachwyt nad umiejętnością zamiatania afer pod dywan i wciąż żądam wyjaśnienia sprawy Srebrnej, dwóch wież, SKOK-ów, afery w KNF czy też ostatniej, hejterskiej w Ministerstwie Sprawiedliwości. Że nie podziwiam Kuchcińskiego za loty rodzinne, obrzydza mnie język i agresja, tak ochoczo wprowadzone przez polityków PiS do przestrzeni publicznej, a które wcześniej czy później doprowadzą do rozlewu krwi. Że ze wstrętem słucham wypowiedzi, w których partyjni kolesie Kaczyńskiego pokazują, za jakich idiotów mają naród.

Przepraszam, że nie pozostaję bierna, widząc, jak wyciągają z mojej kieszeni każdy grosz, byle tylko zapewnić sobie poparcie tej grupy społeczeństwa, której nic więcej poza darmówką w łapie nie trzeba, by kochać wielbić i pozostać wiernym do końca. Widząc, jak władza szczodrze rozdziela między sobą pieniądze, które ciężko zarobiłam, a do tego jest przekonana, że tak ma być, bo przecież „te pieniądze jej się należą”.

Przepraszam, że w ogóle jestem jak taki wrzód na zdrowym, pisowskim organizmie społecznym. Nie podporządkowuję się, nie wierzę w te gruszki na wierzbie, nie przymykam oczu na łamanie prawa w imię pisowskiego prawa, nie wyrażam zgody na bezprawne działania policji, na rządy miernot, które mają o sobie znacznie większe mniemanie niż jest naprawdę. Mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa.

I cóż teraz prezes zrobi z takimi jak ja? Co się stanie, gdy jednak nadal nie zrozumiemy, czym jest program i idee PiS-u? Odbierze nam prawa obywatelskie, stłamsi poczucie wolności na maksa czy też podda długoletniej resocjalizacji? No cóż, panie prezesie, czarno to widzę. Choćby na uszach pan stanął, nie ma pan szans. Tak długo, jak uda się panu utrzymać przy władzy, ja i mnie podobni nie odpuszczą. Dlaczego? Bo „Polak to brzmi dumnie”. Przepraszam więc bardzo, że nie poddaję się indoktrynacji, populizmowi. Przepraszam, że jestem i będę. Przepraszam…

Żegnajcie, wolne wybory

1 Sier

Politycy PiS przeprowadzili w Sejmie w ostatni dzień lipca – wieczorem – zmiany w kodeksie wyborczym.

Była premier, a obecnie europosłanka PiS Beata Szydło postanowiła uczcić 75 rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Umieściła na swoim koncie na Twitterze zdjęcie fragmentu Pomnika Bohaterów Powstania Warszawskiego. W cudzysłowie dołączyła podpis: „Wolność ja kocham i rozumiem. Wolności to ja oddać nie umiem”.

Wpis Szydło oburzył wielu internautów: – „Proszę nie zmieniać tekstu: Wolność kocham i rozumiem Wolności oddać nie umiem Wolność kocham i rozumiem Wolności oddać nie umiem!!!! autor tekstu Bogdan Łyszkiewicz”;

„Jeśli chciała Pani podać cytat, warto sprawdzić, jak on faktycznie brzmi, bo trochę wstyd. Poza tym podaje się autora. Swoją drogą, to dziwne, jak można się tak pomylić, w naszym kraju to wszystkim dokładnie w głowie gra…. Przyznam, iż ja też jej oddać nie umiem…Wam”; – „Nie ma pani wstydu, posługując się tym tekstem”.

Internauci przypominali też Szydło nieopublikowanie wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 9 marca 2016 r., który uznał, że PiS-owska nowelizacja ustawy o TK jest niezgodna z ustawą zasadniczą: – Pani nie zna tekstu, żenada, wstyd! Fałsz i udawanie, aż biją po oczach, próbuje się pani podszywać. Jednak za brak publikacji orzeczeń TK czeka panią stosowna kara”;

„I dla tej wolności nie drukowała pani wyroku TK. Ciekawa ta pani wolność”; – „To nie trzeba było wstrzymywać pewnej publikacji. Bo z wolnością w dalszej perspektywie może być kłopocik”.

Gromkim śmiechem i drwinami zareagowały media społecznościowe na wywiad jakiego udzielił „Dziennikowi Gazety Prawnej” redaktor naczelny prawicowej „Gazety Polskiej” – Tomasz Sakiewicz.

Z miną prawdziwego znawcy tematu oświadczył w rozmowie z Magdaleną Rigamonti, że każdy absolwent wyższych studiów powinien wiedzieć, iż LGBT w języku polskim oznacza ideologię i …wpadł. Rozmówczyni wypaliła bowiem z miejsca:

„Pan nie skończył studiów wyższych, choć wielokrotnie pan twierdził, że tak” – zauważyła. Broniąc się dziennikarz odpowiedział, że nigdy tego nie mówił. „Mam absolutorium na psychologii (…) A poza tym czy to jest argument w dyskusji?” – zapytał zirytowany zupełnie tracąc zimną krew.

Dalej było już tylko gorzej. Na uwagę, że sam nawiązał do wykształcenia mało już miał do powiedzenia: „Pani naprawdę tak chce rozmawiać? Argumenty ad personam są typowe dla języka agresji” – oburzył się Sakiewicz. I wtedy dowiedział się, że to właśnie on chce doprowadzić do agresji, rozdając naklejki „Strefa Wolna od LGBT”. Ależ nie, jego redakcja nie nakłaniała nikogo do naklejania nalepek – zapewniał. „To po co mają klej?” – padło pytanie dziennikarki. „Znaczki też mają” – odparł zdesperowany publicysta.

Wypowiedź prawicowego dziennikarza nie pozostała bez echa w mediach społecznościowych. „Nie ma to jak dobry wywiad, gdzie już na samym początku oczy pieką” – skomentował na Twitterze jeden z użytkowników. „Dramat” – dodał inny.

Kaczyński rozsypuje się w proch. Tyle po nim zostanie – zgnilizna

7 Mar

W tym samym czasie, gdy rząd Prawa i Sprawiedliwości wszem i wobec ogłaszał program “zero tolerancji” dla kombinowania przy podatkach, prezes Jarosław Kaczyński, faktycznie zarządzający spółką Srebrna, polecił taki właśnie schemat stworzyć i zastosować w inwestycji K-Towers, które miały stanąć przy ul. Srebrnej 16 w Warszawie. Dzisiejsza publikacja “Gazety Wyborczej”, ujawniająca poufną umowę z renomowaną kancelarią Baker McKenzie i zeznania Geralda Bigrfellnera w tej kwestii, pokazuje nowy wątek przedsięwzięcia, którego upublicznienie miało być “politycznie nie do obrony”. 

W 2016 roku Unia Europejska przyjęła dyrektywę wprowadzającą zalecenia Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) w sprawie obligatoryjnego raportowania schematów podatkowych. Nasze Ministerstwo Finansów, w myśl strategii walki z oszustami podatkowymi, pracowało i wciąż pracuje nad wdrożeniem unijnych rozwiązań, jednak w wersji najdalej idącej, obejmującej raportowanie wszystkich rozwiązań w spółkach powiązanych, które mają charakter sztuczny i nastawiony na korzyść podatkową. Tymczasem, pod koniec 2017 roku w zaciszu gabinetu prezesa PiS przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie trwały przygotowania do rozpoczęcia wielkiej inwestycji K-Towers, która miała na wiele długich lat zapewnić bezpieczne finansowanie zaplecza partii rządzącej. Jak to dziś tłumaczy Jarosław Kaczyński, budowa wpływowego prawicowego think tanku, miała być przeciwwagą dla “lewackiej” Fundacji Batorego, co miało być korzyścią nie tylko dla jego środowiska, ale wręcz dla całej Polski. Żeby korzyść dla jego najbliższych współpracowników była jednak możliwie największa, strategia biznesowa i podatkowa została obmyślona tak, by faktyczny beneficjent budowy bliźniaczych wieżowców miał zagwarantowane maksimum zysku z inwestycji przy minimalnym ryzyku gospodarczym i podatkowym.

Jak pisze “GW”, ustalony model biznesowy opiera się na dwóch spółkach powołanych do przeprowadzenia inwestycji. Obie nazywają się Nuneaton (jedna z o.o., druga komandytowa) i obie mają minimalny kapitał. Srebrna – właściciel wartej miliony działki – wnosi symboliczny wkład do spółki komandytowej, prawdopodobnie 5 tys. zł, stając się w niej komandytariuszem, dzięki czemu jedynie do tej kwoty ogranicza się jej odpowiedzialność. W przypadku fiaska inwestycji działka przy Srebrnej jest bezpieczna. Nie mogliby po nią sięgnąć potencjalni wierzyciele, bo przed nimi odpowiadałby Nuneaton. Sprawa zysków z inwestycji przedstawiać się miała zgoła odmiennie, bo 99,9% zysków trafiać miało do Srebrnej, a jedynie 0,1% do Nuneatona.

O tych okolicznościach Gerald Birgellner informował prokurator, która wciąż nie zdecydowała o wszczęciu śledztwa w sprawie oszustwa. – Wielokrotnie omawialiśmy strukturę z Kaczyńskim i Baker McKenzie. Żeby przy projekcie kwestia podatkowa była dobrze dopracowana (…), by ustawić ten projekt optymalnie pod względem podatkowym, aby zaoszczędzić na podatkach – miał mówić Austriak. – Odbyliśmy wiele spotkań, w których brał udział pan Kaczyński (…). Birgfellner podkreśla także, że prezes Kaczyński nalegał na to, by takie sprawy załatwiać bezpośrednio z nim i by nie wprowadzać zarządu spółki Srebrna w szczegóły umów. Bardzo interesujące dla prokuratury powinno być jednak uzasadnienie tej prośby. „Słyszałem, że (…) ludzie ze spółki Srebrna »kręcą własne lody«, dlatego pan Kaczyński powiedział, że mam ich o tym nie informować. (…) Pomysł dwóch wież podobał się Kaczyńskiemu, bo wyglądałyby jak bliźniacze wieże, jak bliźniacy Kaczyńscy”.

Ujawnione przez “GW” rewelacje o machinacjach prawnych, mających na celu ograniczyć odpowiedzialność rzeczywistego beneficjenta, kluczowej z punktu widzenia przyszłości obozu władzy inwestycji, rzucają kolejny cień na “kryształowość” prezesa Jarosława Kaczyńskiego, co nie umknęło też uwadze komentatorów politycznych.

Niestety dla Jarosława Kaczyńskiego, model zarządzania państwem, który stworzył po 2015 roku jest bliźniaczo podobny do modelu działalności Srebrnej, Prędzej czy później będzie miało dla sądu kluczowe znaczenie w ocenie wiarygodności zeznań Geralda Birgfellnera. W końcu, jeśli lider PiS zarządza dziś nieformalnie całym państwem z tylnego siedzenia, w sposób zupełnie wolny od odpowiedzialności za te działania, to dokładnie tak samo mógł zarządzać spółką Srebrna, choć przepisy Konstytucji mu tego zabraniają.

>>>

W sprawie ogłoszonej dziś decyzji Rady Miasta Gdańska naprawdę trudno nie zgodzić się z radnym PiS Janem Kanthakiem. Tak, „decyzja o odebraniu honorowego obywatelstwa czy usunięcia pomnika to tylko zamiatanie sprawy pod dywan”, by odwołać się do jego słów.

Radni miejscy usuwają w cień trudny temat. Na pewno zyskają poklask części tytułów prasowych. Łatwiej też im będzie spojrzeć w lustro; przecież przez tyle lat tolerowali ten mocno chwiejący się kult. Dziś mogą odetchnąć. Ale czy na pewno?

Prałat Jankowski stracił honorowe obywatelstwo Gdańska

Kłopoty z wiarygodnością oskarżyciela prałata Jankowskiego

„Solidarność” sama rozbierze pomnik ks. Jankowskiego

Bo przecież – idę o zakład – nie wszyscy z tą decyzją się zgodzą. Z kręgów gdańskiej Solidarności już nieoficjalnie dochodzą głosy, że związek pomnika tak łatwo nie odpuści. Znajdą się i inni, bardziej radykalni, którzy (to już wróżby) sprzeciwią się fizycznie usuwaniu pomnika i wymianie tabliczek na skwerze. To ci, co szukają zadym, a zadymy w okresie przedwyborczym to niezły oręż polityczny.

Należy spodziewać się więc na skwerze Guzikiewicza, narodowców, Młodzieży Wszechpolskiej, ONR-u itp. Wszystkich, którzy swą „niepokorną” postawą będą chcieli zaistnieć w kampanii. Obawiam się, mówiąc już całkiem otwarcie, że Gdańsk zafundował sobie kolejną polską bitwę o pomnik. A jak bywają bolesne takie bitwy, jak głębokie zostawiają rany wiemy dokładnie od czasów Krakowskiego Przedmieścia.

Zarazem rozumiem radnych Gdańska, którym ciężko był podjąć inną decyzję. Presja była zbyt wielka. Czy ktoś można nas uratować przed takim scenariuszem? Nie mam wątpliwości, że tylko gdańska Kuria. Arcybiskup L.S. Głódź powinien w trybie pilnym powołać komisję, która ustali fakty w sprawie Jankowskiego. Jeśli tego nie zrobi, zachowa się nieodpowiedzialnie, zwłaszcza w świetle tego, o czym ostatnio dyskutowano w Watykanie. Wie, jak ważnym tematem dla papieża Franciszka jest pedofilia wśród kapłanów. Wie, że czasy tolerancji skończyły się ostatecznie. A jeśli gdański hierarcha nie zdecyduje się na powołanie komisji?

Jest jeszcze jedna ścieżka. Nuncjusz, który posiada mocne instrumenty wpływu na polskich biskupów. Ma nie tylko prawo, ale obowiązek ich uruchomienia. Apeluję jednak najpierw do arcybiskupa. Niech pomoże uniknąć tej groźnej konfrontacji. Niech podejmie odważną decyzję. Bez niej będzie miał ten potencjalny konflikt na sumieniu.

„Nie będziemy budować aliansu w Parlamencie Europejskim z partiami, które są za niszczeniem lub osłabianiem UE” – stwierdził Mateusz Morawiecki. Ale PiS układa się z eurosceptycznymi populistami z Włoch, Francji i Holandii, rozważa współpracę ze skrajną prawicą z Austrii i Hiszpanii i marzy o sojuszu z Viktorem Orbánem. To jak to jest, Panie Premierze?

W wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” 6 marca 2019 roku Mateusz Morawiecki mówił niemal o wszystkim, niewiele natomiast o planie Prawa i Sprawiedliwości na zbliżające się eurowybory. Premier zaprzeczał jedynie, jakoby PiS planowało nawiązać współpracę z partiami o profilu „antyeuropejskim i antyunijnym”.

Morawiecki albo nie wie, z kim układa się PiS, albo próbuje wprowadzić w błąd opinię publiczną.

Dzisiejszy eurosceptycyzm to głęboki brak zaufania do unijnych instytucji, brukselskich elit i wpisanej jeszcze w rzymskie traktaty idei budowania „coraz ściślejszej Unii”.

Wszystkie formacje, z którymi partia Kaczyńskiego prowadzi rozmowy o sojuszu mają w programie mniej lub bardziej wyraźne osłabienie centralnej roli Komisji Europejskiej i powrót do luźnego związku państw członkowskich. Do tego sprowadza się lansowana także przez PiS idea „Europy ojczyzn” lub „Europy narodów”.

Potwierdził to zresztą sam Morawiecki, zapytany o to, jaki będzie PE po wyborach:

„Spodziewam się osłabienia głównych, mainstreamowych partii i wzmocnienia centroprawicowych, konserwatywnych, które chcą tak jak my mocniejszej Europy ojczyzn” – odpowiedział.

Tymczasem nowi potencjalni sojusznicy PiS to nie niewinna centroprawica, a walczący o przejście do mainstreamu populiści lub wręcz prawica skrajna.

O jakie partie chodzi? Lista potencjalnych nowych partnerów PiS ciągle się wydłuża, a jej skład nie zachwyca:

  • włoska „Liga” Matteo Salviniego,
  • francuska „Powstań Francjo” (DLF),
  • holenderskie Forum na rzecz Demokracji (FvD),
  • hiszpański „Głos” (Vox),
  • Wolnościowa Partia Austrii (FPÖ),
  • a także, oczywiście, węgierski Fidesz.

Wszystkie łączą dwie kluczowe sprawy: chęć osłabienia Unii Europejskiej oraz budowanie kapitału politycznego na pogardzie dla elit, „tradycyjnych wartościach” i lęku przed obcymi. Oto w jakim gronie widzi dziś siebie PiS.

Przetasowania w PE

Nowi sojusznicy są im dziś niezbędni, bo wielkimi krokami zbliża się brexit, a wraz z nim partię Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (EKR) opuszczczą brytyjscy Torysi.

Jak na razie wydaje się, że PiS planuje po wyborach pozostać w EKR i formować ją według własnego pomysłu, skręcając przy tym ostro w prawo. Taktyka polega na przyciąganiu potencjalnych sprzymierzeńców w budowaniu „Europy ojczyzn”, nawet tych o podejrzanej reputacji.

PiS wspierają obecni partnerzy w EKR, m.in. Czesi z Obywatelskiej Partii Demokratycznej (ODS). Ale partia Kaczyńskiego szuka sojuszników także w innych frakcjach w Parlamencie Europejskim, zwłaszcza w „Europie Narodów i Wolności” (ENF).

ENF to dziś zbiorowisko partii „egzotycznych” – antyimigranckich, populistycznych i głęboko nieufnych wobec Europy. Są w niej m.in. posłowie włoskiej Ligi Matteo Salviniego, brytyjskiego UKIP Nigela Farage’a (partia powstała, by wyprowadzić Wielką Brytanię z UE), francuskiego Zjednoczenia Narodowego (RN) Marine Le Pen, Holendrzy z Partii Wolności (PVV) Geerta Wildersa oraz Wolnościowa Partia Austrii (FPÖ).

Dla nich przyłączenie się do EKR to szansa na zmianę wizerunku z niebezpiecznych radykałów na zatroskanych o losy UE konserwatystów.

PiS szuka też w Europie ugrupowań pokrewnych ideologicznie, które mają szanse po raz pierwszy trafić do PE, jak francuskie Powstań Francjo (DLF), holenderskie Forum na rzecz Demokracji (FVD) i hiszpański Głos (Vox). Nie ustaje też w wysiłkach, by przyciągnąć do siebie węgierski Fidesz, któremu coraz poważniej grozi wykluczenie z Europejskiej Partii Ludowej.

Prorosyjski Salvini

W OKO.press pisaliśmy, że na początku stycznia 2019 roku Polskę odwiedził wicepremier i minister spraw wewnętrznych Włoch Matteo Salvini. Spotkał się wówczas z Jarosławem Kaczyńskim, by rozmawiać o sojuszu w wyborach do PE.

Partia Salviniego – Liga – ma szanse znacznie powiększyć swoją reprezentację w Brukseli i Strasburgu. Większość sondaży wskazuje, że to właśnie partia Salviniego zwycięży w majowych wyborach. Jeżeli prognozy się potwierdzą, Liga wyśle do PE drugą największą reprezentację – aż 27 eurodeputowanych. Liczniejsi będą tylko niemieccy chadecy.

Obecnie sześcioro eurodeputowanych z Ligi zasiada w grupie „Europa Narodów i Wolności” (ENF). Europosłem był zresztą także sam Matteo Salvini.

Jakie poglądy reprezentuje Liga? Partia Salviniego jest dziś najczęściej określana jako „populistyczna skrajna prawica”. Jest partią prorosyjską, nacjonalistyczną i skrajnie antyimigrancką. To właśnie na podsycaniu lęku przed obcymi zbudowała swoją dzisiejszą popularność.

Relacje Ligi z UE? Burzliwe. Przed wyborami w 2018 roku Salvini nakręcił we Włoszech kampanię rewizji unijnych traktatów i wyprowadzenia Italii ze strefy euro. Zdanie zmienił, gdy wszedł do rządu i okazało się, że rezygnacja ze wspólnej waluty doprowadziłaby kraj do gospodarczej katastrofy. Musiał też ustąpić, gdy Bruksela nakazała Rzymowi rewizję budżetu tak, by dostosować się do unijnych limitów.

Z antybrukselskiej agendy Salviniego dziś pozostaje przede wszystkim obietnica „zmieniania UE od środka”, czyli budowania luźnej formacji „Europy narodów”.

Francuzi za przywróceniem granic

PiS dogadało się już za to z francuską „Powstań Francjo” (fr. Debout la France, DLF), której liderem jest Nicolas Dupont-Aignan. W grudniu 2018 roku Dupont-Aignan podpisał z EKR deklarację stowarzyszeniową, jednocześnie odrzucając zaproszenie Marine Le Pen do tworzenia wspólnej listy.

Tym samym najpewniej oddaliła się perspektywa współpracy między Le Pen a Kaczyńskim, na którą wyraźnie zanosiło się jeszcze w 2017 roku.

Dupont-Aignan, obecnie jedyny poseł DLF we francuskim parlamencie, dwa lata temu kandydował na prezydenta Francji. Otrzymał 4,7 proc. głosów. W drugiej turze poparł Le Pen, która zapowiedziała, że jeśli wygra wybory, Dupont-Aignan zostanie premierem w jej rządzie.

Choć DLF dopiero po raz pierwszy ma szanse wysłać do Parlamentu Europejskiego swoich przedstawicieli, dwóch jej posłów zasiada już w PE. To byli eurodeputowani od Le Pen, którzy postanowili przejść do DLF. Najnowsze sondaże dają partii Dupont-Aignana ok. 6 proc. głosów i 6 mandatów w PE.

Samych siebie członkowie DLF lubią plasować gdzieś pomiędzy „ekstremistami” pokroju Marine Le Pen a „systemem”, czyli centroprawicą. Z Le Pen nadal mają jednak wiele wspólnego. Podobnie jak RN, DLF jest partią konserwatywną i eurosceptyczną. Chce wyprowadzić Francję ze strefy euro, osłabić rolę Komisji Europejskiej w UE, przywrócić kontrole graniczne i ograniczyć migrację. Jest również prorosyjska.

Forum na rzecz Demokracji

PiS dogadało się także z partnerami w Holandii. W lutym 2019 wolę przystąpienia do EKR po majowych wyborach 36-letni Thierry Baudet, szef holenderskiego Forum na rzecz Demokracji (FvD).

To partia dość młoda, podobnie jak jej przewodniczący. Powstała w 2015 jako think tank. W 2016 zyskała rozgłos, gdy włączyła się w kampanię na rzecz referendum w sprawie umowy stowarzyszeniowej między UE a Ukrainą. Niedługo później, bo w 2017 roku, wysłała do holenderskiego parlamentu dwóch posłów.

W sondażach FvD jest obecnie na czwartym miejscu – może liczyć na ok. 11 proc. głosów i 3 miejsca w PE.

Formacja Thierry’ego Baudeta ma wiele wspólnego z Partią Wolności (PVV) Geerta Wildersa, który dziś blisko współpracuje z Marine Le Pen. Podobnie jak Wilders, Baudet chce ograniczenia imigracji i osłabienia roli UE. Swoją kampanię opiera przede wszystkim na niechęci do elit – także tych w Brukseli.

Zbliżenie EKR i FvD nie spodobało się holenderskiej Unii Chrześcijańskiej (CU), której jeden eurodeputowany zasiada dziś w EKR. Zdaniem CU Baudet nakręca w Holandii kampanię Nexitu, co jest sprzeczne z celami EKR, która miała „zmieniać Unię Europejską od środka”. CU może jednak liczyć na znacznie mniej głosów w nadchodzących wyborach. PiS bardziej opłaci się sojusz z silniejszym FvD.

Legutko: a może FPÖ?

Z kim jeszcze swoją przyszłość potencjalnie wiąże Prawo i Sprawiedliwość?

Europoseł PiS Ryszard Legutko wspominał o toczących się rozmowach z hiszpańskimi radykałami z Głosu (Vox). Popularność Vox w Hiszpanii rośnie od momentu, gdy w grudniu 2018 roku zdobyła 12 miejsc w andaluzyjskim parlamencie regionalnym. Sondaże wskazują, że może liczyć na ok. 12 proc. głosów i 7-8 miejsc w nowym PE.

Vox powstała w 2013 roku. Jest określana jako populistyczna skrajna prawica – chrześcijańska i nacjonalistyczna. Jej politycy sprzeciwiają się autonomii hiszpańskich regionów, lansują społeczny konserwatyzm i, oczywiście, „większą niezależność państw członkowskich w ramach UE”.

Legutko stwierdził również, że osobiście „wziąłby na poważnie pod uwagę zaproszenie Wolnościowej Partii Austrii (FPÖ) do EKR”.

FPÖ to partia o długiej i niezbyt chlubnej historii. Powstała jeszcze w latach 50. XX wieku. Zawsze określana była mianem skrajnej prawicy, a jej pierwszym liderem był nazista Anton Reinthaller, były oficer SS. Od tego czasu porzuciła pangermańskie idee i zwróciła się w stronę prawicowego populizmu.

Dziś reprezentuje podobny zestaw poglądów co większość potencjalnych sojuszników PiS. Jest eurosceptyczna, antyimigrancka i prorosyjska. Ostatnie sondaże dają FPÖ 23 proc. głosów i 5 miejsc w PE.

Jak na razie nie wiadomo nic na temat planowanych rozmów między FPÖ a EKR. Obecnie Austriacy zasiadają w EFD razem Francuzami od Marine Le Pen i Holendrami od Geerta Wildersa.

Fidesz Orbana? Wspaniała nowina

Nie ulega wątpliwości, że PiS nadal liczy na sformalizowanie związku z węgierskim Fideszem poprzez przyciągnięcie go do EKR.

Do tej pory szanse na to, że Viktor Orbán opuści Europejską Partię Ludową, były niewielkie. Pozostali członkowie EPL nabierali wody w usta, gdy pytano ich, kiedy wreszcie pozbędą się Węgrów. Milczeli także wówczas, gdy Orbán zdecydował wyrzucić z Budapesztu Uniwersytet Środkowoeuropejski.

Ostatnio jednak Fidesz zaostrzył antyunijny kurs. W najnowszej kampanii węgierskiego rządu na plakatach pokazano szefa Komisji Europejskiej Jeana-Claude’a Junckera i amerykańskiego miliardera George’a Sorosa. Podpis głosi, że chcą oni „wprowadzić obowiązkowe kwoty relokacyjne”, „osłabić prawa państw członkowskich do ochrony granic” i  „ułatwić imigrację poprzez wizę migracyjną”.

Kilkanaście partii – członków EPL, oburzonych tą kampanią, wystąpiło do przewodniczącego z wnioskiem o wykluczenie Fideszu z członkostwa w formacji. Poparcie wniosku rozważają posłowie PO i PSL. Większość komentatorów jest jednak zdania, że EPL nie wyrzuci Fideszu przed majowymi wyborami. Decyzja ma zapaść na zlocie EPL 20 marca.

O tym, żeby Orbán już wkrótce był „do wzięcia” marzą natomiast politycy PiS.

„Orbán potrzebował EPL jako tarczy. To dlatego Fidesz tak długo był członkiem tej partii” – mówił Ryszard Legutko w rozmowie z Politico. Dodał, że gdyby Fidesz zechciał dołączyć do EKR, dla polskiego rządu byłaby to „wspaniała nowina”.

Chaos w podwyżkach cen prądu. PiS szykuje bubel stulecia

28 Gru

To, co dzieje się wokół specustawy, mającej powstrzymać nieuchronne podwyżki cen prądu dla gospodarstw domowych, przedsiębiorców oraz samorządów w roku wyborczym woła o pomstę do nieba. Jesteśmy właśnie świadkami ordynarnego wejścia państwa w sferę gospodarki i podjęcia próby ręcznego korygowania mechanizmów cenowych w bardzo istotnym przecież sektorze energetyki. Gdyby jeszcze przeprowadzone zostało to z głową, po przeprowadzeniu głębokich analiz i w myśl szerszej i bardziej długofalowej strategii, można by jeszcze uznać to za usprawiedliwione, jednak po oczach aż bije stricte polityczny cel planowanej ustawy z widoczną perspektywą jedynie na nadchodzący rok.Co gorsza, ustawa pisana jest na kolanie i uchwalana w niedorzecznym trybie, w którym jest wszystko, oprócz szacunku dla standardów tworzenia dobrego prawa.

Jeszcze dziś rano plan uchwalania przedstawionej w miniony piątek ustawy rządowej wyglądał następująco. Jak podsumowywał to Krzysztof Berenda z RMF FM, o 11 w Sejmie zbiorą się posłowie i przez godzinę będą debatować na temat zaprezentowanego pomysłu. Potem odbędzie się krótkie posiedzenie komisji ze zgłoszeniem poprawek. Następnie planowane jest 45-minutowe rozpatrywanie poprawek. Już o 14 ma być po głosowaniu w Sejmie. O 17 z kolei zbiera się Senat, który nie może wprowadzić żadnych poprawek, bo nie przewidziano dodatkowego posiedzenia Sejmu podczas którego zatwierdzono by poprawki. Jeszcze dziś ustawę ma podpisać także prezydent, by weszła w życie już za 4 dni. Tyle harmonogramu czasowego.

Dziś rano okazało się jednak, że zamiast dwustronnicowej ustawy, z którą od kilku dni mogli zapoznać się posłowie, Sejm będzie procedował zupełnie inną, mającą 11-stron, wprowadzającą szereg nowych rozwiązań z olbrzymimi skutkami dla budżetu. W autopoprawce do projektu ustawy o zmianach w akcyzie na prąd zapisano m.in. rekompensaty dla firm obrotu, a na ten cel przeznaczono 4 mld zł – wynika z uzasadnienia do projektu autopoprawki. Autopoprawka zakłada także, że spółki energetyczne: PGE, Energa, Enea i Tauron będą musiały na nowo złożyć do Urzędu Regulacji Energetyki wnioski o podwyżki cen prądu. To oznacza konieczność wycofania wniosków o ok.20-procentowe podwyżki. Oprócz tego, jeżeli elektrownie zawarły już jakieś umowy z firmami lub samorządami na dostawy droższego prądu niż w tym roku, to do 1 kwietnia muszą je anulować i renegocjować. Dodatkowo tworzy się również krajowy system zielonych inwestycji (kpina, bo przecież mówimy o rządzie, który wypowiedział wojnę farmom wiatrowym) oraz Fundusz Wypłaty Różnicy Ceny (pewnie po to, by kolejnych znajomych królika obsadzić w ich zarządzie i radzie nadzorczej).

Skąd tak radykalna zmiana planów nie wiadomo, bowiem obsługa prasowa premiera nie potrafi tego wytłumaczyć. Komentatorzy nie mają jednak wątpliwości, że to, co dzieje się dziś w Sejmie zakrawa na kabaret, a biorąc pod uwagę, że uregulowania dotyczą spółek giełdowych może skutkować prawdziwym trzęsieniem ziemi i dużymi spadkami ich notowań. 

W sprawie uderza również kompletne ignorowanie faktu, że wobec oczywistej próby wprowadzenia zapisów, gwarantujących firmom energetycznym duże wsparcie z budżetu, stanowisko w sprawie takiej pomocy publicznej powinna wyrazić Komisja Europejska. Bez niej, już wkrótce rząd będzie musiał się z przyjętych rozwiązań wycofywać z podkulonym ogonem, być może płacąc także finansowe kary.

Ziobro i biskup Tyrawa

9 Gru

Profesor Tadeusz Gadacz o Ziobrze.

Czasem wystarczy jedna niedziela, jeden hierarcha i jedno kazanie, by się przekonać, że gorzej może być zawsze.  „Niewiarygodny głupiec. Jak taki człowiek mógł zostać biskupem? Tam w KK nie wymaga się umiejętności myślenia?” – napisał pod artykułem wyborczej.pl, czytelnik podpisujący się, NieMaZgodyNaGlupote – komentując kazanie bydgoskiego biskupa Jana Tyrawy, wygłoszonego podczas mszy jubileuszowej Radia Maryja.

„Putin buduje ogromne cerkwie, rząd Rumunii współfinansuje świątynię wartą 110 mln euro” – przekonywał duchowny i w ostrych słowach zwrócił uwagę wiernym, że oto postuluje się zerwanie konkordatu, zmarginalizowanie „wpływów” Kościoła /…/ wyparcie go z przestrzeni publicznej, wyrzucenie religii ze szkół” i to głównie po to, by zdaniem hierarchy „wprowadzić coś z radykalnych ujęć genderyzmu”.

„Tak się realizuje dziś na świecie rozdział państwa od Kościoła” – ocenił Tyrawa. Z ironią dodał, że „dopiero wówczas Polska miałaby być nowoczesna i demokratyczna, bo liberalna”.

„Tak na marginesie chcę zaznaczyć, że głosi się te postulaty w czasie, kiedy prezydent Turcji otwiera w Kolonii największy meczet w Europie” – dowodził biskup.  „Kosztował, częściowo także i państwo tureckie, 150 mln, mieści 4,5 tys. wiernych i minarety najwyższe w Europie. W tej Europie, w której kościoły i katedry chrześcijańskie zamienia się na kina, teatry, muzea czy na coś gorszego”. Z nieukrywanym żalem dodał: „kopuła /meczetu w Kolonii/ jest wyższa niż Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie”.

„Nie tak dawno też prezydent Putin wraz z metropolitą całej Rosji Cyrylem I wmurowali, wcześniej poświęcony, kamień węgielny pod cerkiew prawosławną, odległą o 50 km od Moskwy w miasteczku Kubina – zwrócił uwagę hierarcha.

Państwo mafijne. Taki mamy ustrój

7 Gru

CBA zatrzymało szefów Komisji Nadzoru Finansowego z czasów rządu PO-PSL. Urzędnicy ci tropili nadużycia w systemie SKOK. Wśród nich jest Wojciech Kwaśniak, wiceszef KNF, którego omal nie zabili gangsterzy wynajęci przez SKOK-Wołomin.

– Krew była na podwórku, w łazience, na płaszczu i marynarce. Kiedy to zobaczyłam, nie mogłam uwierzyć, że mąż przeżył. Miał pękniętą czaszkę, złamaną rękę, którą się bronił, tylko na głowie założono mu kilkadziesiąt szwów – wspomina Agata Kwaśniak wydarzenia z 16 kwietnia 2014 r.

W 2014 Kwaśniak przeżył „dzięki zbiegowi okoliczności”

Tego dnia Wojciech Kwaśniak został napadnięty przed swoim domem w Warszawie przez gangstera. Zamach zlecił członek władz SKOK-Wołomin, drugiej co do wielkości Kasy systemu SKOK. Była to zemsta za wykrycie nadużyć w tej Kasie. Napastnik dopadł wiceszefa KNF po jego powrocie z pracy i bił po głowie pałką teleskopową. Bandyta wycofał się, gdy usłyszał nadjeżdżający samochód sąsiada. Pobiegł do lasu. Zostawił ślad: zakrwawioną pałkę, którą porzucił w czasie ucieczki.

Biegły lekarz sądowy napisze potem w opinii, że mając na uwadze obrażenia czaszki, jakich doznał poszkodowany, „można stwierdzić, że jedynie dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności oraz podjęciu czynnej obrony” Kwaśniak przeżył.

„Ruch Prawdziwa Europa – Europa Christii” – tak będzie się nazywać nowa partia polityczna, oczekująca na zarejestrowanie przez Sąd Okręgowy w Warszawie. Jej liderem ma być europoseł Mirosław Piotrowski, reprezentujący w PiS interesy o. Tadeusza Rydzyka. Dlatego też można uznać nową partię za partię Rydzyka po prostu. Był Ruch Palikota, a teraz jest Ruch Biedronia i Ruch Rydzyka. I niech sobie będzie. Postęp i reakcja w ruchu. O taką Polskę wszak walczyliśmy. Parlament Europejski też nie upadnie – od początku ma swój Wydział Średniowiecza. Skamieliny epoki feudalnej i teokracji są w polityce potrzebne, abyśmy pamiętali, skąd się wzięliśmy i jaką drogę musieliśmy przejść, by po kilku stuleciach rewolucji zwanej nowoczesnością znaleźć się tu, gdzie teraz jesteśmy.

Rydzyk jest tylko tym, czym jest

Jeśli Rydzyk jest patologią, to w tym tylko sensie, że nowoczesne państwo pada przed nim na kolana i składa mu wasalne hołdy – jednak sam w sobie ten człowiek jest tylko reliktem. Dawniej tacy ludzie po prostu rządzili światem i już. Patologiczna jest Polska płaszcząca się przed kościelnym Ubu królem, a on sam jest tylko tym, czym jest.

Prasa spekuluje, że zakładając nową formację przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, o. Rydzyk chce wymusić na Jarosławie Kaczyńskim cztery dobre jedynki na listach do PE. Bo jak nie, to pójdzie sam i wydrze te mandaty PiS. Bardzo możliwe, że tak się sprawy mają, lecz wiązałbym inicjatywę Rydzyka raczej z wyborami do parlamentu krajowego. Mandaty europejskie są sute i przynoszą firmie Rydzyka trochę grosza, lecz prawdziwe eldorado to własny klub parlamentarny. I wcale nie jest to takie głupie.

Gdyby Kaczyński zdołał pozbyć się Ziobry, to ten miałby gdzie przejść. Tym trudniej jednak będzie mu teraz usunąć niesfornego księcia z dworu. Poza Ziobrą Rydzyk może sobie jeszcze sprowadzić Mariana Piłkę, Marka Jurka i paru innych bardziej czy mniej zapomnianych liderów reakcji i fanatyzmu religijnego. W razie pogorszenia stosunków z Kaczyńskim bądź jego odejścia z polityki niedogadany z PiS Rydzyk mógłby spokojnie liczyć na przekroczenie progu. Jego „rodzina Radia Maryja” nie jest może wielka, lecz karna. Odejście tego elektoratu od PiS byłoby bardzo bolesne.

Partie przykościelne zawszy były i są

Reakcja w polityce parlamentarnej ma długą historię, która jest częścią liberalnej historii Europy i świata. Wprawdzie Kościół już dawno zauważył, że bezpośrednie uczestnictwo w walce politycznej nie przynosi spektakularnych efektów, to jednak mniejsze efekty też są warte grzechu. Oficjalne partie kościelne, np. w Ameryce Południowej, nie wygrywają wyborów, lecz mimo to mogą być cennym uzupełnieniem dla kontrolowanych przez Kościół partii prawicowych oraz wewnątrzparlamentarnym przyczółkiem, pozwalającym moderować poczynania „endeckiego” reżimu. Nic dziwnego, że Rydzyk bierze pod uwagę odrębną partię w miejsce swoich ludzi w klubie PiS. Bo jednak co własny klub, to własny. A w razie gdyby nie szło lub nie było potrzeby, to partię zawsze można zamrozić.

Rydzyk poucza lekarzy ws. „zarabiania kokosów”. Wie, co mówi!

Ruch Rydzyka z założeniem Ruchu Rydzyka wydaje się dość racjonalny. Nie ma tu nic do stracenia, a partia może się przydać. Poza tym zawszę będą jacyś sponsorzy, a nowe konto z paroma milionami też jest nie do pogardzenia. Tu na waciki, tam na waciki, aż zbierze się na buciki.

Po co Rydzykowi kolejne miliony?

Najbardziej zagadkowy w sprawie Rydzyka, który od dwóch dekad potrząsa polską polityką, jest jego prawdziwy cel. Oczywiście generalnie chodzi o pieniądze – o pieniądzach mówi się wszędzie i zawsze, gdy tylko w polu widzenia pojawiają się firmy Tadeusza Rydzyka. Nic dziwnego, bo firmy służą do zarabiania. A model biznesowy Rydzyka też jest dość przejrzysty – szantażować rządzących zbuntowaniem wyznawców i wymuszać gigantyczne dotacje. Tyle że nie wiadomo właściwie, po co są te pieniądze i czemu mają służyć kolejne „dzieła”. Brakuje w tym wszystkim jakiejś wizji konsumpcji. Bo na co Tadeusz Rydzyk może wydawać pieniądze? Po co mu więcej i więcej?

Na imperium o. Rydzyka poszło ponad 80 mln zł z państwowej kasy

Na to pytanie nie odpowiem, za to chętnie po raz kolejny wyrażę swój podziw dla dziwnego talentu tego niewątpliwie bardzo prostego i niezdolnego do zbornego wyrażania się, acz jakże charyzmatycznego człowieka. Jak to się dzieje, że ktoś taki jest w stanie omotać nie tylko miliony podobnych sobie, lecz i całe zastępy cwanych polityków? Jakże bym chciał poznać tajniki ludzkiej duszy, w których kryje się odpowiedź. Też bym sobie wtedy zarobił, a nawet i porządził. Zawiść mnie aż pali. Mimo to nie zapiszę się do Ruchu Rydzyka. Może założę Ruch Hartmana – Libertyńska Europa. Sponsor mile widzialny.

Po wybuchu afery taśmowej w czerwcu 2014 roku Donald Tusk mówił, że „część scenariusza była na pewno pisana cyrylicą”. Z byłym premierem zgadza się Grzegorz Rzeczkowski, dziennikarz tygodnika „Polityka”, który w rozmowie w „Studiu Newsweeka” opowiedział, jak trafił ten temat. – Nikt mną nie sterował. Nikt mnie nie inspirował z kręgów PO. Nie dostałem ani zlecenia na PiS, ani na Falentę. To zwykła dziennikarska, żmudna robota, która polega na składaniu rozsypanych i wybrakowanych puzzli – mówi Rzeczkowski. Podczas jednej z rozmów ze swoimi informatorami na początku tego roku dowiedział się, że Marek Falenta, główny organizator podsłuchów, miał kontakty z rosyjskimi oligarchami, którzy współpracowali z GRU, rosyjskim wywiadem. Dziennikarz przez pół roku zbierał i weryfikował informacje. We wrześniu w tygodniku „Polityka” opublikował tekst: „Rosyjski ślad na taśmach”, w którym pokazał także związki Marka Falenty z politykami PiS, w tym z Mariuszem Kamińskim, obecnym koordynatorem służb specjalnych.

Nie ma dowodów na to, że PiS inspirował nagrywanie polityków PO. – Raczej zawarł „umowę handlową” z Markiem Falentą i część tych nagrań przejął. Podobnie zresztą jak Rosjanie, którym Falenta przekazał część nagrań w zamian za węgiel – ustalił Rzeczkowski.

Strategia: odczekanie

– Po opublikowaniu tekstu, władza nabrała wody w usta, wzięła kurs na przeczekanie. Zadałem pytania wszystkim najważniejszym instytucjom, które powinny być zainteresowane wyjaśnieniem sprawy, łącznie z prokuraturą i prezydenckim Biurem Bezpieczeństwa Narodowego, i wszędzie usłyszałem to samo: „Sprawa została wyjaśniona” – relacjonuje nam Rzeczkowski. – Pojawiały się próby atakowania mnie, ale dysponuję zbyt silnymi dowodami i poszlakami, które nie tak łatwo obalić – dodaje. – Prokuratura wyjaśniła tylko wąski fragment tej sprawy, czyli kwestie finansowe, w ogóle nie zabrała się za wyjaśnienie udziału Rosjan, nie próbowała nawet postawić zarzutów udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, a przecież Falenta miał współpracowników – mówi Rzeczkowski. Mąż głównej oskarżycielki w sprawie Falenty, po tym jak PiS doszedł do władzy, zaczął robić karierę w KGHM na stanowisku kierowniczym, ustalił autor „Polityki”. – Zaskakujące, że młodzi prokuratorzy, a nie starzy wyjadacze, dostali tę sprawę do wyjaśnienia, i jej nie wyjaśnili – twierdzi dziennikarz. – Ta historia ma wciąż białe plamy które chciałbym, żeby kiedyś zostały wypełnione treścią, by można było zobaczyć pełny obraz tej sprawy – dodaje.

Grzegorz Rzeczkowski ma nadzieję, że w przyszłości powstanie sejmowa komisja śledcza, która zajmie się wyjaśnieniem afery podsłuchowej. Dziennikarz zwraca także uwagę na bierną postawę opozycji. – Platforma ma wciąż problem z tą sprawą. Być może obawiają się, że są na nich jeszcze jakieś taśmy i dlatego wolą siedzieć cicho, nie drażnić lwa – mówi Rzeczkowski. W politycznej Warszawie od lat nie cichną plotki, że w rezydencji premiera przy ul. Parkowej został nagrany także Donald Tusk i biznesmen Jan Kulczyk. – W aktach sprawy są ślady na to, że Tusk mógł zostać podsłuchany – twierdzi dziennikarz „Polityki”. – Nie wiadomo w czyich rękach są te taśmy, kto nimi dysponuje, skąd wysyła i kiedy znowu „wystrzelą” – dodaje.

Życie na podsłuchu

– Czuję, że jestem inwigilowany. Mogę zaryzykować stwierdzenie, że mój telefon jest na podsłuchu. Moje połączenia są sprawdzane – wyznaje Rzeczkowski. – Miałem sygnały, że Służba Kontrwywiadu Wojskowego (SKW) interesowała się tym, co robię – dodaje. I opowiadam nam historię, jak podczas spotkania się ze swoimi informatorami do restauracji wszedł funkcjonariusz SKW. – My kontynuowaliśmy rozmowę, a ten pan się ulotnił – relacjonuje dziennikarz.

– Niektórzy próbują zastraszyć moich potencjalnych informatorów – mówi nam autor „Polityki”, który, by chronić swoje źródła nie podaje ich personaliów: – Bez tego byliby narażeni na postawienie im zarzutów karnych.

– Dzisiaj mamy sytuację bez precedensu. Służby są zakneblowane. Dziennikarzom jest niesłychanie trudno spotkać się, na stopie nieformalnej, z przedstawicielami służb i dowiedzieć się czegoś istotnego, ważnego dla bezpieczeństwa państwa – twierdzi Rzeczkowski.

Polska spadła na 58 miejsce w Rankingu Wolności Prasy, który każdego roku opracowuje organizacja Reporterzy Bez Granic. – To wiąże się z tym, że dziennikarze są zastraszani i hejtowani. Państwo stało się wrogiem dziennikarzy – mówi o rządzie PiS Grzegorz Rzeczkowski. W wielu instytucjach nie ma dzisiaj rzeczników prasowych, a często, jak już są, to nie odpowiadają na zadane pytania, łamiąc w ten sposób ustawę o dostępie do informacji publicznej.

Rząd PiS utrudniając prace dziennikarzy i przekształcając media publiczne w partyjną propagandę, w rzeczywistości ogranicza dostęp Polaków do informacji o stanie państwa.

Wojciech Maziarski na koduj24.pl pisze o państwie mafijnym.

Zatrzymanie byłego szefa Komisji Nadzoru Finansowego i jego współpracowników to szczyt PiS-owskiej bezczelności.

Były szef KNF Andrzej Jakubiak i grupa jego współpracowników zostali zatrzymani przez CBA. By zrozumieć rzeczywistą wymowę tej akcji, trzeba się cofnąć o ładnych kilka lat. Sekwencja zdarzeń jest następująca: najpierw ludzie z obozu PiS zakładają sieć SKOK-ów, stanowiącą autonomiczne imperium finansowe wspierające przedsięwzięcia służące partii Jarosława Kaczyńskiego. Na czele tego imperium stoi jeden z jego głównych twórców, szef Krajowej Kasy, polityk PiS Grzegorz Bierecki.

Nadzór finansowy i fachowcy od finansów alarmują jednak, że imperium to jest oparte na glinianych nogach i ulokowane tu depozyty ludzi nie są bezpieczne – trzeba więc SKOKi poddać nadzorowi KNF, tak jak inne banki.

SKOKi bardzo się przed tym bronią, a politycy PiS dokładają starań, by KNF nie wtykał nosa w finanse, które służą celom tej partii. Dopiero gdy wybucha kilka głośnych afer z aferą SKOK Wołomin na czele i gdy okazuje się, że wiele kas trzeba ratować przed upadkiem gigantycznym zastrzykiem ze środków bankowych, udaje się je poddać kontroli KNF.

Kilka lat lat później PiS dochodzi do władzy i przejmuje Komisję Nadzoru Finansowego. Na jej czele stawia człowieka gotowego dyskretnie spełniać życzenia politycznych protektorów.

„Gazeta Wyborcza” ujawnia jednak przypadek próby skorumpowania przez niego bankiera Leszka Czarneckiego i plan przejęcia jego banku „za złotówkę”. Dekonspiruje plan rządzących, którego elementem jest uchwalenie w zdumiewającym trybie ustawy pozwalającej na takie przejęcia.

Skandal zmusza rządzących z PiS do wyrzucenia szefa KNF (formalnie on sam podał się do dymisji), odcięcia się od niego i stworzenia wrażenia, że próba korupcyjna była jego prywatną inicjatywą.

Następnie zaś specsłużby kontrolowane przez PiS, na których czele stoi człowiek skazany w I instancji za przestępstwo nadużycia władzy i ułaskawiony po znajomości przez PiS-owskiego prezydenta, zatrzymują byłego szefa KNF Andrzeja Jakubiaka pod zarzutem, że przed laty nie dopełnił obowiązków przy kontroli SKOK Wołomin. Tego samego Jakubiaka, który długo zabiegał o to, by wbrew protestom i oporom PiS móc kasy kontrować.

Podkreślmy to jeszcze raz: człowiek postronny, niezwiązany z obozem PiS ląduje za kratkami, bo ponoć nie dość starannie kontrolował SKOK stanowiący element finansowego imperium obozu PiS, na którego kontrolę politycy PiS nie chcieli się zgodzić. Wobec senatora PiS Grzegorza Biereckiego, który to imperium budował, nikt żadnych zarzutów nie wysuwa. CBA najwyraźniej nawet się nim nie interesuje. Bierecki swobodnie bryluje w parlamencie i mediach, domagając się cenzurowania gazet publikujących niewygodne dla niego materiały.

Zatrzymanie byłego niepisowskiego szefa KNF sprawia więc wrażenie zasłony dymnej, mającej stworzyć pozór, że patologie zdemaskowane przez „Gazetę Wyborczą” nie obciążają partii rządzącej, lecz ludzi z szeroko rozumianego środowiska bankowo-finansowego. Że jest tu jakaś sitwa, z którą PiS nie ma nic wspólnego.

Podsumujmy i wyciągnijmy narzucający się wniosek: specsłużby zostały użyte, by dać alibi partii władzy i odwrócić od niej uwagę opinii publicznej. Były szef KNF znalazł się w celi z powodów politycznych.

PiS bardzo się ostatnio denerwuje słysząc sformułowania „państwo mafijne” czy „gangsterskie metody”. Ale jeśli to nie są metody gangstersko-mafijne, to co nimi jest?

>>>

Waldemar Mystkowski też pisze o państwie mafijnym.

Eliot Ness dostał wolną rękę do walki z mafią Ala Capone, którego posadził nie za przestępczość zorganizowaną, ale za podatki. Ness był nietykalny – nawet dla Capone, gdyż był przedstawicielem państwa, które reprezentowało dobro. To nie tylko jeden z mitów popkultury, ale i mit założycielski nowoczesnych Stanów Zjednoczonych, który nie został dotychczas podważony.

Gdyby przy tak pojętej walce dobra ze złem próbowano majstrować, jedno z najpotężniejszych państw wszech czasów rozpadłoby się. Społeczeństwa scala tego typu narracja, tak jak kiedyś mity Greków. Chrześcijaństwo zaś nigdy nie było tak użyteczne, bo to kultura hierarchiczna, feudalna, namaszcza władców, a jak im się chwieje tron, chrześcijaństwo udziela krzyża do walki z rzeczywistym bądź wyimaginowanym wrogiem.

Odwołuję się do Eliota Nessa nieprzypadkowo. Władza PiS zachwiała się w wyniku afery KNF, której korupcji jeszcze nie poznaliśmy, tylko wierzchołek góry lodowej. Od początku jest zamiatana pod dywan. Nieudane to próby, co rusz wypada jakiś trup z szafy.

I chyba mamy owe „podatki”, które w wyniku zamiatania wyszły na wierzch. Mianowicie aresztowany został bogu ducha winny poprzedni zarząd KNF z szefem Andrzejem J. Typowy zabieg rozmycia, zabieg względności, który polega na tym, że jeżeli „nasi” kradną („nasi” – pisowscy), to dlaczego nie mieliby kraść poprzednicy. Ta względność – w moralności nazywa się relatywizmem – ma zaciemnić obraz, a nawet zastraszyć.

I oto mamy wśród aresztowanych naszego Eliota Nessa – wcale nie przesadzam – Wojciecha Kwaśniaka, który walczył z mafijnymi układami, gdy w poprzednim KNF był wiceszefem. Walczył do tego stopnia, że nie był „nietykalny” dla lokalnych Al Caponów, mianowicie – nie podlega to raczej dyskusji – członek zarządu SKOK Wołomin nasłał na Kwaśniaka bandytę z Wołomina z wieloletnim stażem w więzieniach.

Kwaśniak ledwo przeżył, a dzisiaj w ramach zamiatania pod dywan, w ramach pisowskiego relatywizmu prawnego i moralnego, został aresztowany. Jankes Eliot Ness miał za sobą siłę państwa i prawo, nasz Ness Kwaśniak ma przeciw sobie państwo.

Aresztowanie Kwaśniaka Andrzej S. Nartowski (prawnik z praktyką w organach spółek handlowych, publicysta, ekspert corporate governance) użył porównania i snuje oskarżycielskie przypuszczenia: – „Zatrzymać Wojciecha Kwaśniaka za SKOKi to jak papieża ekskomunikować za herezję. Potępiam tych, którzy wydali taką decyzję, i tych, co wcześniej zlecili pobicie/zabójstwo Kwaśniaka. Może to ci sami, kto wie?”

Taka jest siła odśrodkowa afery KNF, ze wszystkimi podanymi przeze mnie konsekwencjami ujętymi w metafory, ale przede wszystkim z głównym zarzutem, które samo się formułuje: państwo polskie reprezentuje zło.