Tag Archives: Joanna Scheuring-Wielgus

Schyłek Kaczyńskiego i Kościoła kat.

20 Paźdź

„Mamy takiego swojego Jankowskiego teraz, w naszych czasach” – oznajmiła na antenie TOK FM posłanka opozycji Joanna Scheuring-Wielgus w rozmowie Piotrem Kraśko. – „To jest ksiądz Dymer ze Szczecina, który ma powiązania ze wszystkimi politykami, od prawa po Platformę Obywatelską, a który robi rzeczy niewyobrażalne, jeśli chodzi o przestępstwa seksualne. Jest cały czas kryty przez władzę, przez polityków, przez biznesmenów ze Szczecina. Musimy o tym mówić” – oświadczyła.

O duchownym pisała także szczecińska „Gazeta Wyborcza”, ujawniając, że prokuratura wszczynała śledztwa dwukrotnie. Oba zostały umorzone. Także kilkuletni proces, do którego w końcu doszło, zakończył się uniewinnieniem duchownego.

Polityczka zapowiedziała, że w tej sytuacji powoła zespół parlamentarny, który będzie zajmować się Kościołem. – „Mogę zagwarantować, że to będzie jeden z głównych tematów, którymi się zajmę” – zapewniła.

Przy okazji nawiązała do toczącej się obecnie w Sejmie debaty na temat edukacji seksualnej, zwracając uwagę

To ona apelowała w Sejmie, by odrzucić obywatelski projekt, który zawiera kontrowersyjne przepisy. Jak mówiła w TOK FM, statystyki jednoznacznie pokazują, jak bardzo potrzebna jest w Polsce edukacja seksualna.

– „Różaniec jak kastet. Jeśli Episkopat nie wystąpi przeciwko użyciu symbolu religijnego do propagandy neofaszystowskiej, będzie to oznaczało, że sam używa tych symboli instrumentalnie i nimi pomiata” – tak jeden z internautów skomentował opublikowany przez narodowców motyw przewodni kolejnego Marszu Niepodległości. Przejdzie on ulicami Warszawy 11 listopada.

W tym roku hasłem marszu będą słowa z pieśni ku czci Matki Boskiej Częstochowskiej: „Miej w opiece naród cały”. W internecie organizatorzy umieścili plakat, który ma zachęcać do udziału w marszu. A na nim widać zaciśniętą pięść oplecioną różańcem, który do złudzenia przypomina kastet.

– „Różaniec jako kastet. Wielu moich znajomych mocno zaangażowanych katolików trafnie rozjechało już ten idiotyzm. Wobec tej oczywistej obrazy uczuć religijnych nasz Episkopat oczywiście będzie milczał (bo boi się silnych, wojowniczy jest wobec słabych), ale mi gdy na to patrzę bardziej niż reakcja, której nie będzie, po głowie chodzi dzisiejsza Ewangelia. Jezus wysyła w niej uczniów, jak „owce między wilki”. Nie jak „wilki między owce. Różnica poważna, ale nie do wszystkich, jak widać, przez te 2 tysiące lat dotarł” – napisał na swoim profilu facebookowym Szymon Hołownia.

Pomysł skrytykowała także prawicowa blogerka Kataryna. – „Ten kto wpadł na pomysł wpisania różańca w symbol „white power” bardzo brzydko się bawi” – napisała na Twitterze.

Szykuje się przewrót w PO. Młodzi posłowie chcą odebrać partię G. Schetynie. Polecam tekst Renaty Grochal w najnowszym „Newsweeku”, który już dziś można przeczytać tutaj

newsweek.pl/schetyna-strac

– „Pan Horała w Polsacie świetnie się bawi mówiąc, że ha ha pan Banaś to ma tylko zarzuty od dziennikarzy śledczych TVN ha ha ha… Tak, pan Horała przewodniczył komisji VAT” – skomentowała jedna z internautek dzisiejszy występ posła PiS.

Jednak nie po raz pierwszy ten poseł PiS zachowuje się – eufemistycznie rzecz nazywając – przedziwnie. „We francuskim Sevres Horała będzie kiedyś wzorcem bezczelnej manipulacji”.

– „Wszak naczelnik państwa, a mentor Horały powiedział kiedyś: „Nikt nam nie powie że białe jest białe a czarne jest czarne”. A chłop ufa mentorowi bezgranicznie…”; – „Swoją drogą,, jakie trzeba mieć poczucie humoru, żeby swoją partię nazwać Prawo i Sprawiedliwość, a rządy dobrą zmianą” – pisali o zachowaniu Horały internauci.

A wracając jeszcze do samego Horały. Ma on ponoć w nowym rządzie zostać ministrem infrastruktury. O takich planach pisze „Nasz Dziennik” wydawany przez fundację Tadeusza Rydzyka.

– „Do niedawna myślałem, że „krótka ławka” w PiS-ie sprawia, że nominacje na urzędy wszelakie są więcej, niż groteskowe. Przykład Pana Horały zatrwożył mnie i zasmucił. Oni tam w ogóle ławki nie mają…”; – „Dla Horały powinni specjalnie stworzyć Ministerstwo Żenady”; – „Skoro już tak się stoczyliśmy, to niech PiS powoła kilka arabów z Janowa na senatorów, żeby mieć większość. Przy ministrze Horale nikt nie zauważy, że konie głosują na cztery ręce…” – komentowali internauci.

Państwo mafijne PiS.

Elektorat PiS uwierzył, że budżet państwa ma nieograniczone możliwości. Tymczasem w gospodarce idą ciężkie czasy.

Główną przyczyną niespodziewanych sukcesów Prawa i Sprawiedliwości w ostatnich czterech latach jest gospodarka. W 2015 roku, gdy PiS przedstawiał swoje obietnice socjalne, mało kto przewidywał, że koniunktura potrwa tak długo, a gospodarka okaże się odporna na populistyczną politykę partii rządzącej. Przypomnijmy, że nawet Mateusz Morawiecki ostrzegał, że program 500+ finansowany będzie długiem, który będzie spłacać przyszłe pokolenie. Prognozy większości instytutów naukowych przewidywały, że w 2017, a najpóźniej w 2018 roku wzrost gospodarczy spadnie, zwłaszcza, że w 2016 roku przedsiębiorcy wstrzymali się z inwestowaniem.

Także wyborcy nie bardzo wierzyli, że będą pieniądze na obietnice PiS. Pod koniec 2016 roku rządząca partia miała poparcie nieco przekraczające 30 proc., a suma poparcia dla Nowoczesnej i PO wynosiła 35 proc. Słupki PiS zaczęły rosnąć, gdy okazało się, że gospodarka jest w dobrym stanie, a budżet jest stabilny mimo rosnących transferów socjalnych.

Wprawdzie rząd wycofał się z kilku pomysłów – nie było podniesienia kwoty wolnej od PIT do 8 tys. zł, przewalutowania kredytów frankowych, darmowych leków dla osób starszych, a przede wszystkim nie zostały zrealizowane szumnie zapowiadane obietnice wielkich inwestycji państwowych, ale transfery pieniężne – 500+, „trzynasta emerytura” – dały PiS-owi poparcie ponad 40 proc. elektoratu.

PiS rzecz jasna twierdzi, że utrzymujący się wysoki wzrost gospodarczy to jego zasługa, choć nie jest w stanie pokazać działań, które wzrostowi pomagały. Wprawdzie transfery socjalne pozwoliły zwiększyć konsumpcję, ale to działa tylko na krótką metę. Nie było działań propodażowych. Przeciwnie – wprowadzane regulacje przeszkadzały gospodarce (zakaz handlu w niedziele, ograniczenie działalności aptek, podatek bankowy) i zniechęcały do dłuższej pracy (obniżenie wieku emerytalnego, wypchnięcie z rynku pracy tysięcy kobiet).

Gospodarce pomogli imigranci zarobkowi – setki tysięcy przybyszów z Ukrainy, Białorusi, Nepalu i Bangladeszu. PiS na szczęście nie zrealizował zapowiedzi zamknięcia Polski na imigrację, choć też w żaden sposób jej nie sprzyjał. Napływ Ukraińców był znacznie większy, niż przewidywano, w dużej mierze na skutek wojny w tym kraju. Azjaci zostali ściągnięci przez przedsiębiorców, który odczuwali brak rąk do pracy. Bez fali imigrantów wzrost gospodarczy byłby o jakiś 1 punkt procentowy niższy, gorsza byłaby sytuacja ZUS i budżetu.

Polska jako kraj o niższych kosztach pracy jest beneficjentem outsourcingu – przenoszenia fabryk i centrów usługowych z państw bogatszych. Dlatego choć u naszego najważniejszego partnera handlowego – Niemiec – zaczyna się recesja, w Polsce gospodarka wciąż rośnie. Podobnie było w czasie głębokiej recesji 2009 roku. Korporacje, szukając oszczędności, przesuwały produkcję do krajów tańszych, między innymi Polski.

Nie ma jednak możliwości, by utrzymał się wysoki wzrost, gdy jedynym jego motorem jest konsumpcja. Działania rządu są nieprzyjazne dla biznesu – wkrótce większość przedsiębiorców płacących VAT obejmie mechanizm podzielonej płatności, co ograniczy ich płynność. Mogą też stracić swoje przedsiębiorstwa, gdy wejdzie w życie ustawa o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych za czyny zabronione. Zresztą Jarosław Kaczyński jawnie zapowiedział, że będzie dążył do wymiany elit biznesowych, czyli usunięcia części przedsiębiorców obecnie czynnych i zastąpienia ich ludźmi związanymi z PiS-em.

Trudno utrzymać stabilny wzrost w kraju, w którym instytucje słabo działają. Według najnowszego raportu World Economic Forum „The Global Competitiveness Report” Polska utrzymała 37. miejsce pod względem konkurencyjności na 141 ocenianych gospodarek. Wyraźne pogorszenie nastąpiło w kategorii jakość instytucji. Zajmujemy tu 60. miejsce.

Spadek na 118. miejsce nastąpił w podkategorii niezależność sądownictwa, zaś w podkategorii skuteczność ram prawnych w regulacjach zajęliśmy dopiero 121. miejsce, czyli blisko końca. Źle wypadamy pod względem: ciężarów regulacyjnych nakładanych przez państwo (miejsce 113.), skuteczności prawa w rozwiązywaniu sporów (miejsce 107.), ochrony praw własności (miejsce 90.), stabilności polityki rządowej (miejsce 123.) i długookresowej wizji rządu (miejsce 102.).

To, że ekonomiści wcześniej się pomylili, gdy przewidywali załamanie gospodarki w roku 2018 lub 2019, nie oznacza, że ono nie nastąpi – raczej wcześniej niż później. To uruchomi całą falę problemów, przed którymi stanie rząd PiS. Wyższa inflacja na krótką metę zwiększy dochody budżetu, ale na dłuższą zwiększy też wydatki. NBP będzie musiał podnieść stopy procentowe, by inflacja nie wymknęła się spod kontroli, co zwiększy wydatki na obsługę długu. Beneficjenci 500+ wkrótce się zorientują, że ich dochody z zasiłków socjalnych realnie spadają, i zażądają indeksacji, a słabnąca gospodarka nie da budżetowi wystarczających dochodów.

Wyborcy PiS, przekonywani dotychczas, że rząd ma na wszystko pieniądze, będą rozczarowani, a ich rozbudzone apetyty nie dadzą się łatwo pohamować. W czasie rządów PO-PSL (2008-15) średnie wynagrodzenie w gospodarce narodowej wzrosło o 44,9 proc., a realnie o 21 proc. Wybudowano setki kilometrów autostrad i dróg, bezrobocie, które w czasie spowolnienia gospodarczego w latach 2009-13 rosło, w ostatnich dwu latach rządów PO-PSL spadło o 3,5 punktu procentowego. Ale apetyty były większe niż możliwości ich zaspokojenia, więc w 2015 roku Platforma przegrała.

PiS będzie musiał według słów Mateusza Morawieckiego „wygaszać oczekiwania” społeczeństwa, co jest znacznie trudniejsze niż rozbudzanie apetytów. W dodatku będzie to musiał robić w warunkach politycznych znacznie trudniejszych niż dotychczas.

Okazuje się, że ani podlizywanie się prezesowi, ani ślepe posłuszeństwo już nie gwarantują kariery.

Przed wyborami Jarosław Kaczyński żył w świecie własnych urojeń i iluzji podsycanych przez spin doktorów z jego otoczenia. Chyba naprawdę wierzył, że PiS zwycięstwo ma w kieszeni, a pytaniem jest tylko jego skala. Czy uda się zdobyć większość pozwalającą obalić weto prezydenckie? A może wręcz – kto wie – większość konstytucyjną? Wynik wyborów – dla ludzi trzeźwo myślących łatwy do przewidzenia – przyniósł mu srogi zawód. Jak to, tylko tyle nam daliście?! Przecież zasługujemy na więcej.

Nie tylko Jarosław Kaczyński doświadczył tego rozczarowania. Zawiedli się też ci, którzy ślepo podążali za wodzem, wierząc, że prowadzi ich od jednego oszałamiającego sukcesu do kolejnego. „Trzymajmy się z Kaczyńskim, on wie, co robi” – myśleli, zatykając uszy na wszelkie argumenty. Odwracając oczy od ewidentnych naruszeń prawa i standardów przyzwoitości. Zatykając nosy, by nie czuć moralnej zgnilizny. „Nie ciesząc się”, ale głosując za ustawami sprzecznymi z Konstytucją.

Tak działa psychologia systemu wodzowskiego – dopóki wódz odnosi sukcesy, dopóki roztacza aurę chwały i triumfu, dopóty tłum ochoczo drepcze za nim, bijąc brawo i rywalizując o to, by znaleźć się jak najbliżej umiłowanego przywódcy. Gdy jednak dobra passa się kończy, w szeregi obozu wkrada się zwątpienie, a gumowe kręgosłupy sztywnieją. Zaczadzeni entuzjazmem zaczynają trzeźwieć i dyskretnie rozglądać się na boki, wypatrując wyjścia ewakuacyjnego. Bo jakby co…

Dziś właśnie znaleźliśmy się w tym miejscu. Nie tylko strata Senatu okazała się zimnym prysznicem. Indywidualne losy takich ludzi jak Stanisław Piotrowicz, który nie załapał się do Sejmu, pokazały, że wierność Kaczyńskiemu nie gwarantuje kariery. Ten sam los spotkał Annę Sobecką, Bernadetę Krynicką i Krzysztofa Czabańskiego. Ba, do Senatu nie wszedł nawet ojciec prezydenta Jan Duda.

Szczególne znaczenie może mieć porażka w wyborach byłego posła Zbigniewa Gryglasa, który w poprzedniej kadencji został wybrany z ramienia Nowoczesnej, ale później przeszedł do PiS. Teraz nie dostał się do Sejmu – i to niewątpliwie będzie nauczką dla jego potencjalnych naśladowców. Przy ocenie korzyści i strat płynących z przyjęcia politycznej łapówki punktem odniesienia nie jest już tylko wicemarszałek województwa śląskiego Wojciech Kałuża, platformerski renegat, za którego sprawą to województwo przypadło PiS-owi, lecz także były poseł Zbigniew Gryglas, który znalazł się na lodzie.

W tym samym czasie gruchnęła sprawa Mariana Banasia, który tym, że odmówił podania się do dymisji, okazał nieposłuszeństwo prezesowi. A prezes nic nie może na to poradzić. Co więcej, nie tylko jest to demoralizujący przykład indywidualnej niesubordynacji, lecz także można przypuszczać, że pozostanie Banasia na stanowisku oznacza dla PiS utratę politycznej kontroli nad NIK. Jest prawdopodobne, że prezes Izby będzie teraz próbował się podlizywać opozycji, licząc na łagodniejsze potraktowanie, gdy już przestanie mu przysługiwać immunitet.

Z obozu „dobrej zmiany” dochodzą pierwsze trzaski sygnalizujące, że niedawny monolit monolitem być przestaje. Oto Jarosław Gowin zapowiada, że jego posłowie (których teraz ma więcej niż w poprzedniej kadencji) nie zagłosują za ustawą znoszącą w składkach ZUS barierę tzw. 30-krotności. To problem dla premiera Morawieckiego i dla budżetu państwa. Oto Zbigniew Ziobro, który teraz też ma więcej posłów niż w poprzedniej kadencji, domaga się dodatkowych tek w rządzie i stanowiska wicepremiera dla siebie…

W szeregi karnego wcześniej obozu wkraczają chaos, rywalizacja i niesubordynacja. A mit niezwyciężonego Prezesa Tysiąclecia, który prowadzi swój lud ku władzy i chwale, zaczyna się kruszyć.

Oczywiście Kaczyński będzie dokładał starań, by zatrzeć to wrażenie, możemy więc z jego strony spodziewać się kroków brutalnych, mających ratować jego wizerunek. Jednak jeśli nawet będzie to bolesne dla opozycji, społeczeństwa obywatelskiego i polskiego państwa prawa, miejmy świadomość, że apogeum PiS-owskiego autorytaryzmu jest już za nami. Weszliśmy w jego okres schyłkowy.

Komentarz Waldemara Mystkowskiego tuż po ogłoszeniu wyników wyborów (fragment):

PiS wygrało wybory, partia Jarosława Kaczyńskiego będzie formowała rząd. Czy nadal premierem będzie Mateusz Morawiecki, czy jednak Jarosław Kaczyński zdecyduje się ziścić swoje marzenia i wziąć rząd w swoje ręce, z punktu opozycji nie jest ważne.

Mimo, że PiS osiągnął najlepszy wynik wyborczy po 1989 roku, nie jest on lepszy od całej opozycji – pomijając Konfederację Korwin-Mikkego. Koalicji Obywatelskiej, SLD-Lewicy i PSL-owi należy się solidna refleksja, gdyż osiągnęli razem (wg latte poll) poparcie 48,9 proc. wyborców wobec 43,6 PiS.

Trudno więc będzie propagandowo motywować bezprawie i łamanie Konstytucji przyzwoleniem mitycznego suwerena, bo akurat większy suweren jest po stronie opozycji.

Mniejszy suweren wysyła na Wiejską więcej przedstawicieli niż większy. I to jest ten paradoks przeliczenia głosów wg metody d’Hondta.

Więcej >>>

Osądzić Kościół, nie pozwolić mu stać ponad prawem

15 Maj

Kolejny, który idzie w zaparte i udaje, że nie ma problemu pedofilii w polskim kościele. To ksiądz Sławomir Marek, proboszcz parafii w Stanowicach na Dolnym Śląsku.

Duchowny wyrobił sobie opinię o filmie, choć nawet go nie obejrzał. Po co, jeśli on i tak wie, że „w filmie WSZYSCY zboczeńcy to księża. w życiu 1 na 1000… Nie będę oglądał tego gniota, bo nie ma tam dziennikarzy, lekarzy, sędziów itd. A zboczonych księży nie bronię”.

Ksiądz Marek należy do tych, którzy usiłują przekonać opinię publiczną, iż pedofilia w kościele to tylko malutki margines, a tak naprawdę problemem są ci, którzy „dziś walczą z pedofilią Sekielski, Morozowski, Kopacz, Schetyna i Biedroń… promując pederastię, aborcję, upadek sztuki i moralności. Chodzą w pochodach dla zboczeńców a przechodząc koło kościoła głośno krzyczą no pasaran! Żałosne to i tyle!”.

Kiedy jedna z internautek zareagowała na wpisy księdza, ten w swej odpowiedzi przekroczył wszelkie granice, pisząc „A pani jest wstyd za prostytutki z Grójca??? powinno pani być przecież jest pani kobietą! mało tego jako kobieta jest pani potencjalna prostytutką”.

Reakcja Diecezji Świdnickiej była natychmiastowa. Ksiądz Marek obiecał panować nad swoimi emocjami, a „Świdnicka Kuria Biskupia oświadcza, iż Ksiądz Proboszcz Parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Stanowicach po rozmowie z Księdzem Biskupem Ignacym Decem, Biskupem Świdnickim, przeprasza wszystkich, którzy mieli prawo poczuć się tymi wypowiedziami urażeni”.

Prawdziwą burzę wywołał na Twitterze artykuł Jacka Karnowskiego („Jażdżewski „antycypował”? Dobry żart. Scenariusz jest więcej niż precyzyjny, to poważna operacja socjotechniczna”),opublikowany w portalu wpolityce.pl, który nawiązując do obecnej kryzysowej sytuacji w polskim Kościele, znalazł proste jej wytłumaczenie:

„Scenariusz jest więcej niż precyzyjny: najpierw Jażdżewski, z błogosławieństwem Donalda Tuska, przygotowuje grunt, później profanacje Matki Bożej Jasnogórskiej, a teraz film Sekielskiego i towarzysząca mu histeria z elementami zorkiestrowanej nagonki” – pisze Karnowski.

Następnie pomijając sedno sprawy i tragedię ofiar ludzi Kościoła, autor insynuuje: „Tu chodzi o sprzężenie zmiany kulturowej, cywilizacyjnej, ze zmianą polityczną…”

Przenosząc się z kolei na Twittera Karnowski apeluje do społeczeństwa: „Najbliższa niedziela to będzie ważna data w historii Polski. Nie zawiedziemy naszych kapłanów, i będziemy tam, gdzie należy być w niedzielę, prawda? Nie zagramy w scenariuszu Sorosa, prawda? PODAJ DALEJ” –zwraca się do użytkowników portalu.

W odpowiedzi, na Twittere zawrzało:

„Ci co pójdą do kościoła, pójdą do kościoła. I nie zagrają tym ani w scenariuszu Sorosa, co jest czystym kretynizmem, ani w scenariuszu Kaczyńskiego/Karnowskiego” – zareagował Tomasz Lis.

„Kompletna kpina z wiernych. Tak jak gdyby chodzenie do Kościoła nie było pójściem na spotkanie z Bogiem, ale manifestacją tego albo owego. Wyjątkowy cynizm plus wredny emocjonalny szantaż” – dodał w innym wpisie szef Newsweeka.

Nie zawiedli w tej polemice duchowni: „Co to znaczy: idźmy się pomodlić, nie zawiedźmy naszych kapłanów?” – napisał o. Grzegorz Kramer „Eucharystia jest jakimś manifestem poparcia? Na serio chce Pan teraz rozgrywać świat Eucharystią? Na serio uważa Pan, że za pedofilami w sutannach stoi mityczny Soros? Przecież to jest kpina z ofiar.”

„… to jest potwierdzenie tego, czego tak się wypiera kościół i PiS – że żyją w symbiozie, obleśnym konkubinacie. PiS sponsoruje kościół i systemowo ukrywa kościelne brudy a kościół gna owieczki do urn wyborczych. W oparach antysemityzmu, walki z LGBT i neofaszyzmu” – zareagował na to Paweł Kania,

a Mszwed mocno podsumowuje tę dyskusję:

„Jesteśmy 4 dni po emisji „Tylko nie mów nikomu”. Dowody są bardzo mocne. Osób, które czują się odpowiedzialne w ramach episkopatu – zero. Nikt. Liczba dymisji – zero. Wierni powinni raczej pokazać KK żółtą kartkę i w niedzielę zostać i pomodlić się w domu zamiast w kościele”.

Dostaje się też przy okazji osobiście samemu autorowi:

„Jesteś przykładem tego, jak nisko może upaść dziennikarz dla paru groszy. Przypominam, że twarz ma się jedną, co w zawodzie dziennikarza jest dość istotne. Chyba zostanie wam tylko tv Republika albo Trwam. Niestety obie chyba nie będą tak hojne, jak podatnik” – skomentowała postawę autora Agnieszka Kobylarz, a Andrzej Jeczen rozwiewa jej ewentualne wątpliwości:

„Karnowski akurat ma dwie twarze. Nigdy nie wiem, kto jest kto :)” – ocenił.

Marek Lisiński, prezes Fundacji „Nie Lękajcie Się” powiedział w środę w „Rozmowie Piaseckiego”, że „instytucji Kościoła nic nie oczyści”. „Im trzeba wszystko wyrwać” – ocenił, mówiąc o potrzebie społecznej i politycznej presji. Podkreślił, że „dopiero wtedy Kościół daje jakieś dokumenty…”

Odwołał się do przykładu Stanów Zjednoczonych, przypominając, że w zeszłym roku sąd w Pensylwanii opublikował raport, w którym opisał przypadki molestowania seksualnego w tamtejszym Kościele katolickim i niewiele to pomogło, bo w dalszym ciągu ukrywa akta, boi się pokazania skali zjawiska. „W Polsce jest podobnie” – ocenił prezes Fundacji „Nie Lękajcie Się”.

Pytał „gdzie do tej pory byli hierarchowie”. „Dlaczego do tej pory dawali przyzwolenie na to, a wiedzieli doskonale o tym, co się dzieje w Kościele?”

Opowiadał, że teraz do fundacji dzwonią ludzie, skarżąc się, iż 20, 10 lat temu zgłaszali swoje problemy do lokalnych biskupów, a oni pozostawali na to głusi. „Mamy dowody, że biskupi ukrywali (przypadki nadużyć seksualnych – red.) i przenosili (księży – red.)” – powiedział.

Lisiński pytany, czy spodziewa się, że teraz nastąpi jakiś zwrot w podejściu do pedofilii w Kościele, ocenił, że „wszystko będzie inaczej wyglądało, ale w społeczeństwie” i wielką zasługę przypisał w tym względzie braciom Sekielskim.

Powiedział, że ludzie już mają odwagę mówić, co ich spotkało.

Mówiąc o danych dotyczących pedofilii w polskim Kościele przedstawionych przez Konferencję Episkopatu Polski 14 marca stwierdził, że te liczby są dalekie od prawdy. „Nie ma to przełożenia na to, co mamy (w zgłoszeniach – red.) w fundacji” – oświadczył.

Jak powiedział, obawia się, że na tysiąc księży, „10 procent” ma na sumieniu nadużycia seksualne.

Jego zdaniem, „95 procent przypadków nie było zgłoszonych, a jedynie 5 procent”.

W tej sytuacji uważa, że „skali zjawiska pedofilii w Kościele nikt nie zbada, dopóki nie powstanie niezależna komisja” i dlatego mówi: „chcemy powołania komisji eksperckiej (…) Chcemy, żeby ta komisja miała nawet uprawnienia prokuratorskie”.

Uważa, że powinno się „zmienić wewnętrzne prawo tak, żeby ofiary miały wgląd w akta” i że nie jest rozwiązaniem wydalenie księdza ze stanu kapłańskiego oraz przenoszenie z miejsca na miejsce. „Oni trafiają w różne miejsca. A też nie wiemy, czy nie trafiają do Brazylii, Afryki (…) czy Dominikany” – zauważył.

Lisiński oczekiwałby ponadto oddania się biskupów do dyspozycji papieża, bo uważa, iż „na pewno dałoby to poczucie ofiarom, że Kościół zareaguje w taki sposób, jaki one oczekują”.

Powiedział, że spodziewa się, iż Kościół utworzy fundusz, żeby wypłacać zadośćuczynienie ofiarom.

„Wg IMF polska gospodarka po raz pierwszy w historii jest większa od szwedzkiej, nasz PKB to 586 mld US, Szwecji 551. Rozwój jest dla nas najważniejszy” – napisała pani Szydło na Twitterze, podkreślając w jak dobrym Polska zmierza kierunku – oczywiście pod rządami PiS i że „to pomaga polskim rodzinom”.

Dane Międzynarodowego Funduszu Walutowego są jak najbardziej prawdziwe, ale była premier nie uwzględniła ważnych szczegółów.

Sęk w potraktowaniu wskaźnika PKB.

Uwzględniając ten sam wskaźnik w przeliczeniu na głowę mieszkańca jednego i drugiego kraju, okazuje się, że pani Szydło uciekła się do nieprzyzwoitej manipulacji, którą wytknęli jej internauci.

Zwrócili oni uwagę na fakt, że w Szwecji żyje niecałe 10 mln obywateli, zaś w Polsce mieszkańców jest aż 38 mln.

Faktycznie według wskaźnika PKB per capita – prezentowanego na stronie Międzynarodowego Funduszu Walutowego w 2018 r.- w Szwecji to 53 870 dol. na mieszkańca, zaś w Polsce to zaledwie 15 430 dol. Ciekawe jak pani Szydło zechce wytłumaczyć tę wpadkę?

Powołajmy do życia niezależną komisję do sprawy zbadania rozmiarów i skali pedofilii w Kościele, a później postawmy przestępców w sutannach przed sądami. Tego wymaga szacunek do ofiar.

Nie istnieje w Polsce grupa społeczna czy zawodowa, nie istnieją ludzie, którzy w sytuacji takiej, jak pokazana w filmie „Tylko nie mów nikomu”, mogliby pozostać bezkarni. Nie pójść do więzienia. Oprócz księży. Oprócz biskupów. O tym, jak bardzo Kościół stoi ponad prawem, świadczy fakt, że tak przyzwyczailiśmy się do rzeczy kompletnie nienormalnych i bezprawnych w funkcjonowaniu tej instytucji, że już nawet nie zwracamy na nie uwagi, przestaliśmy je zauważać.

Wiele wymiarów działań Kościoła to kompletna patologia, którą, o zgrozo, traktujemy jak zwykłą codzienność.

Wyobrażacie sobie na przykład, że w mojej redakcji działa szajka pedofilów, wychodzi to jaw i okazuje się, że ja, podobnie jak większość pracowników stacji, o tym wiedziałam i pomagałam kryć sprawcę moim milczeniem? Że mój szef, zamiast wyrzucić pedofilów z pracy i zgłosić sprawę policji, po prostu przeniósł ich do gdańskiego albo krakowskiego oddziału firmy, gdzie pedofile nadal bezkarnie gwałcili dzieci?

I że po tym wszystkim, po wyjściu sprawy na jaw, wszyscy mówią: – „Liczymy na to, że Superstacja sama się oczyści, że stworzy specjalną komisję złożoną z pracowników Superstacji do zbadania przestępstw swoich kolegów i swoich szefów?”. Że prezes Superstacji robi konferencję prasową, na której ogłasza, że ujawnienie tej sprawy to atak na media i wolność prasy? Że pyta, jakie właściwie intencje mieli ci, którzy ośmielili się ujawnić te przestępstwa? Że on sam nie traci pracy i nie trafia do aresztu? A później do więzienia? Że dziennikarze, którym udowodniono pedofilię nadal pracują? I pouczają opinię publiczną o tym, co jest słuszne? A policja i prokuratura, mimo, że znają nazwiska przestępców z mikrofonami i ich szefów, którzy te przestępstwa kryli, nie robią kompletnie nic?
Wyobrażacie sobie, że ci pedofile z mojej redakcji mogliby pozostać na wolności?
Nie. Prawda? Bo to jest niewyobrażalne.

Nie istnieje w Polsce grupa społeczna czy zawodowa, nie istnieją ludzie, którzy w takiej sytuacji mogliby pozostać bezkarni. Nie pójść do więzienia.

Oprócz księży. Oprócz biskupów. Wiecie, co to jest pomocnictwo? W prawie karnym pomocnictwo jest jedną z form popełnienia przestępstwa, polegającą na ułatwieniu innej osobie popełnienia czynu zabronionego. Kodeks karny wyraźnie mówi, że pomocnictwo jest zachowaniem umyślnym, karanym tak samo surowo jak sprawstwo. Pomocnictwo może przybierać różne formy: działania lub zaniechania działania, może być aktywną pomocą w zbrodni lub po prostu chronieniem zbrodniarza poprzez milczenie, ułatwienie i pomoc w ukryciu się lub/i uniknięciu kary. Pomocnictwo zachodzi także wtedy, gdy poprzez swoje milczenie i ochronę ułatwia się komuś popełnianie kolejnych przestępstw.

I najważniejsze: w przypadku, kiedy rola osoby ułatwiającej innemu popełnienie czynu zabronionego była tak istotna, że bez jej udziału przestępstwo nie byłoby możliwe.

Zgodnie z art. 200 Kodeksu karnego uprawianie seksu z małoletnim poniżej lat 15 roku życia, nakłanianie go do poddania się innym czynnościom seksualnym lub masturbowanie się w jego obecności jest zagrożone karą więzienia od 2 do 12 lat. W artykule 200 b jest nawet mowa o tym, że za same wypowiedzi przychylne pedofilii lub w jakiś sposób ją propagujące można iść do więzienia nawet na 2 lata.

To wszystko oznacza, że nie tylko księża gwałcący dzieci, ale wszyscy biskupi, o których wiemy (a po raporcie Fundacji Nie Lękajcie Się i dokumencie braci Sekielskich znamy częściowo ich nazwiska), powinni stanąć przed sądem, a po udowodnieniu im winy i skazaniu trafić za kratki. To oznacza, że powinni tam również trafić pracownicy, duchowni i świeccy, ze wszystkich parafii i diecezji, którzy nie zgłosili na policję wiadomych sobie przypadków pedofilskich zachowań wśród księży (wiemy, że takie diecezje były, bo biskupi wprost przyznali to na niesławnej konferencji prasowej Episkopatu Polski).

To także oznacza, że prokuratura ma obowiązek zbadać, czy słowa arcybiskupa Michalika: – „Słyszymy nieraz, że często wyzwala się niewłaściwa postawa czy nadużycie, kiedy dziecko szuka miłości. Ono lgnie, ono szuka. I zagubi się samo i jeszcze tego drugiego wciąga” – nie były usprawiedliwianiem i propagowaniem pedofilii. A słowa księdza Ireneusz Bochyńskiego, rektora kościoła akademickiego Panien Dominikanek w Piotrkowie Trybunalskim, na co dzień pracującego z dziećmi i młodzieżą (!): – „Postawienie tezy, że czasem dzieci prowokują do czegoś, nie jest tak do końca bezpodstawne. (…) Mamy dzieci dziesięcioletnie i znam przypadki, gdzie ich życie intymne potrzebowało wcześniejszego zaspokojenia. Same wchodziły do łóżek dorosłych, chcąc być spełnionym. I to był wybór dziecka” – czy nie są pochwałą pedofilii i jawnym nawoływaniem, namawianiem do niej? Czy po takiej wypowiedzi policja i prokuratura nie powinny wziąć tego księdza pod lupę i zmusić go, że opowiedział o tych dorosłych, o których wie, że dziesięcioletnie dzieci wchodziły im do łóżek?

Nie mówiąc o tym, że te słowa brzmią, jakby sam miał pedofilskie inklinacje i moim zdaniem, nikt przy zdrowych zmysłach po tej wypowiedzi nie zostawiłby z nim dzieci sam na sam i nie pozwolił mu z dziećmi pracować.

Tymczasem ani arcybiskupowi Michalikowi, ani księdzu Bochyńskiemu, ani żadnemu innemu księdzu, który wiedział o przypadkach pedofilii i nie zawiadomił o nich organów ścigania nie spadł włos z głowy. Funkcjonariusze Kościoła katolickiego stoją w Polsce ponad prawem, łamiąc konstytucyjną zasadę równości obywateli wobec prawa, podobnie zresztą jak policjanci i prokuratorzy, którzy im na to pozwalają, mimo że przepisy zobowiązują ich do działania i do traktowania duchownych tak samo, jak wszystkich innych obywateli.

Prawda jest taka, że przed ową, słusznie postulowaną niezależną komisją do sprawy zbadania rozmiarów i skali pedofilii w Kościele, powinni stawać nie tylko księża i biskupi, ale także policjanci i prokuratorzy, którzy mając informacje, choćby z mediów, o możliwych przestępstwach duchownych, nic w tych sprawach nie zrobili. Lub politycy, którzy zabraniali im podejmowania takich działań – bo taka wersja zdarzeń także powinna być brana pod uwagę.

Kościół katolicki w Polsce jest głęboko zdegenerowaną i zdemoralizowaną instytucją, dla której nie ma już najmniejszej nadziei na samodzielną poprawę, a dowodzą tego systemowe, konsekwentne i wieloletnie działania: popełnianie przestępstw przez księży i celowe ich ukrywanie oraz ochronę sprawców przez biskupów.
Mało tego – Kościół nie powinien mieć szansy na samodzielną poprawę poza państwowym systemem wymiaru sprawiedliwości, ponieważ nie ma jej żadna inna instytucja. Zgodnie z polskim prawem, każdy przestępca musi zostać osądzony i skazany, ksiądz i biskup też. Skończmy więc z bezprawiem i zacznijmy traktować księży i biskupów tak, jak wszystkich innych obywateli. Powołajmy do życia komisję, a później postawmy przestępców w sutannach przed sądami.

Tego wymaga szacunek do ofiar. Tego wymaga prawo i sprawiedliwość.

Znajdujemy się na początku drogi odsłaniania piekła urządzonego dzieciom przez kapłanów. Nie powstrzymają tego polityczni pomocnicy Kościoła z PiS.

Więcej >>>

Krystyna Pawłowicz dostała zajadów, szczekaniem mając obrzmiałe usta

3 Sty

„6 stycznia ogłosimy projekt dotyczący rozdziału Kościoła od państwa. W Konstytucji jest zapisany rozdział Kościoła od państwa. Doskonale wiemy, że zupełnie nie jest to przestrzegane, dlatego niektóre zapisy trzeba będzie wzmocnić, niektóre trzeba będzie wprowadzić jako nowe rzeczy” – poinformowała w Radiu RMF FM przewodnicząca Inicjatywy Polska Barbara Nowacka. Zapowiedziała zbieranie podpisów pod projektem tej ustawy.

Według Nowackiej, Polacy coraz częściej mówią o rozdziale Kościoła od państwa. – „Społeczeństwo chce uciąć finansowanie Kościoła, chce wyprowadzenia religii ze szkół lub jej niefinansowania. To są coraz głośniejsze postulaty… Rozliczenia przestępstw dokonywanych chociażby przez księży-pedofilii” – argumentowała szefowa Inicjatywy Polska.

Nowacka dodała, że w pracach nad projektem współpracuje z Nowoczesną, która  „też jest bardzo zainteresowana rozdziałem Kościoła od państwa” – stwierdziła Nowacka.

A miała przecież zamilknąć, a przynajmniej się wyciszyć… Jednak Krystyna Pawłowicz po raz kolejny nie wytrzymała. – „To chamstwo lewackie zgłoszę do sejmowej Komisji Etyki” – poinformowała na Twitterze posłanka PiS. Poszło o wpis Joanny Scheuring-Wielgus z Teraz, która tak podsumowała wycofanie projektu pisowskiej ustawy o przemocy domowej: – „To Pan Morawiecki nie wiedział, że taki gniot (zresztą nie pierwszy) wychodzi z Pana Rządu? Pan jest dzbanem czy premierem RP? Powiedzieć wstyd to mało”.

Pawłowicz na tym nie poprzestała. – „Pewnie ta Komisja jej krzywdy nie zrobi, bo lewacy mają w niej większość. 3 do 1 przeciw PiS. Każdy Klub ,są obecnie 4, mają po jednym przedstawicielu w tej całkowicie zbędnej Komisji. Zgłoszę mimo to, by to zachowanie tej chuliganki nagłośnić” – dodała w kolejnym wpisie.

„Szanowna Pani Poseł, mordo moja zdradziecka, jechać po tych lewakach, niech się nauczą kultury. A najlepiej to niech im Pani podręcznik napisze – taki właśnie o kulturze i dobrym wychowaniu, wie Pani, o tym, na czym się Pani tak dobrze zna. Już się nie pozbierają” – kpiąco skomentował wpis Pawłowicz jeden z internautów.

Przypomnijmy  tylko, że słowo „dzban” w plebiscycie Wydawnictwa Naukowego PWN uznane zostało Młodzieżowym Słowem Roku 2018. Stosowane jest przez młodych ludzi na określenie osoby niezbyt inteligentnej, niemiłej, nierozgarniętej.

„Jesteśmy w kraju autorytarnym, bo widać ten moment strachu, widać, co się dzieje z instytucjami, widać w samym PiS-ie i widać poza tym, co się dzieje z instytucjami, z poszczególnymi publicznymi rolami. Ludzie się boją, ci urzędnicy się boją i takie manipulowanie państwem jest oznaką autorytaryzmu” – stwierdziła prof. Jadwiga Staniszkis w TVN24. Dodała, że „widać, że PiS i Kaczyński próbują się cofnąć; widać, że już nie ma takiego rozpędu w niszczeniu państwa”.

Prof. Staniszkis namawia Komisję Europejską na wywieranie ciągłej presji na rząd PiS. – „To jest jedyny czynnik, na jaki PiS jakoś jeszcze reaguje”– powiedziała. Według niej, Polska jest coraz bardziej osamotniona w Europie. – „Zdaniem Zachodu, stajemy się coraz bardziej podobni do Rosji. Ja się z tym zgadzam. I to nawet nie do Rosji współczesnej, ale bolszewickiej” – powiedziała.

Krytycznie podsumowała poczynania Andrzeja Dudy. – Zachowuje się fatalnie, podpisując te ustawy. Jest ignorowany w polityce zagranicznej. Nie sprostał temu zadaniu. Jest ignorowany w polityce międzynarodowej, na Zachodzie, w USA. Gdyby doszło do konkurencji Tusk-Duda, osobiście popierałabym Tuska, bo po prostu jednak on by pewnych rzeczy nie robił, bo już otarł się o Europę, zdaje sobie sprawę, co znaczą rządy prawa,  indywidualizm i szacunek” – stwierdziła Jadwiga Staniszkis.

Projekt pisowskiej ustawy o przemocy domowej został ponoć napisany w fundacji Ordo Iuris.

PiS z hukiem zaczął Nowy Rok, bynajmniej nie fajerwerkami czy też petardami, ale jednym dozwolonym pobiciem w domu. W pisowskiej nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu przemocy domowej uznano, że jednorazowy akt agresji jest dopuszczalny. Na tym nie koniec – ustawa dopuszczała naruszenie godności ofiary, ograniczenia jej wolności, szczególnie seksualnej i pozwalała na przemoc psychiczną, znęcanie.

Wcale nie jest to wielka niespodzianka, iż PiS dopuszcza tak rozumiany rejwach w życiu domowym, leży to w filozofii tej partii i wyznawanych wartościach. Mateusz Morawiecki podobno – piszę podobno, bo jednym tweetem – wycofał się z tej ustawy.

Lecz ona zaistniała na papierze, w decyzyjności odpowiedzialnych polityków w rządzie PiS, w świadomości Polek i Polaków żyjących na początku 2019 roku. Projekt tej ustawy został ponoć napisany w sławetnej kościelnej przybudówce, w fundacji Ordo Iuris. Przewędrował przez biurka minister Elżbiety Rafalskiej i Beaty Szydło. Został przez nie klepnięty i czekał swojej procedury parlamentarnej. Z pewnością dostałby błogosławieństwo kleru, bo rodzina jest najważniejsza.

Ta ustawa o przemocy przypomina mi autentyczny dialog, który wieki temu usłyszałem w pociągu. Naprzeciw mnie jechały dwie kobiety, które dzisiaj mogę określić, iż były odpowiednikami pań Szydło i Rafalskiej. Jedna z nich niedawno została wdową i chlipała, jakiego to dobrego pochowała męża. A ta druga miała już dosyć tych wspominek i przypomniała jej, że bił ją i ciągnął za włosy po podwórku. Wdowa się obruszyła na takie dictum: – „A ileż było tego podwórka?”.

PiS w przemocy dopuszcza się wielkości podwórka całkiem sporego. Zostało obcięte  dofinansowanie „Niebieskiej Linii”, prowadzonej przez Ogólnopolskie Pogotowie dla Ofiar Przemocy w Rodzinie. Ministerstwo Sprawiedliwości obcięło dofinansowanie Centrum Praw Kobiet, pomagające ofiarom przemocy, czyli bitym kobietom.

Oczywiście, że Morawiecki przestraszył się, a w zasadzie Jarosław Kaczyński, siły Czarnego Protestu, który szykował się do oprotestowania tej pisowskiej ustawy.  Spointuję niekoniecznie satyrycznie, w konwencji czarnego humoru. Ta ustawa jest nie tylko pisowska, jest wyjęta z mentalności Morawieckiego i jego podwórka rechrystianizacji. W nowelizacji co prawda nie było mowy o paleniu kobiet na stosie, które uznane byłyby za czarownice, lecz to leży w logice podwórka rechrystianizacji Morawieckiego, który gdyby mógł cofnąłby się do tradycji Inkwizycji. Wycofał się, bo obleciał go tchórz.

W sprawie pedofilii kleru powinna powstać niezależna od Kościoła świecka komisja

12 Gru

 „Sytuacja z księdzem Jankowskim pokazuje, że powołanie świeckiej komisji, niezależnej od Kościoła, ale z ekspertami, prawnikami i z ofiarami, jest po prostu potrzebne. Byłoby dobrze, gdyby taka komisja działała pod auspicjami Rzecznika Praw Obywatelskich i Rzecznika Praw Dziecka” – powiedziała Joanna Scheuring-Wielgus z partii Teraz!. Poinformowała, że wysłała list do arcybiskupa metropolity gdańskiego Sławoja Leszka Głódzia z prośbą, aby „w trybie natychmiastowym zajęli się tą sprawą”.

Tego samego domaga się Fundacja „Nie lękajcie się”, pomagająca ofiarom pedofilii w Kościele katolickim w Polsce. Chce także ujawnienia akt personalnych księdza Jankowskiego. – „Myślę, że do tego nie dojdzie. Nie wierzę, że abp Głódź takie dokumenty ujawni. Biskup na diecezji jest carem i Bogiem, nad nim jest tylko Watykan, który jest zajęty kryzysem w Kościele” – skomentował w TOK FM Artur Nowak, prawnik, współautor książki „Żeby nie było zgorszenia. Ofiary mają głos” o pedofilii wśród duchownych.

Nowak zauważył, że wbrew temu, co głosi oświadczenie kurii, w prawie kościelnym jest zapis o tym, że za każdym razem, kiedy ordynariusz otrzymuje wiadomość o przestępstwie, powinien przeprowadzić dochodzenie wstępne. Stwierdził, że niestety i w Polsce, i na świecie Kościół zaczyna wyjaśniać sprawy molestowania dzieci przez księży dopiero, kiedy jest pod pręgierzem opinii publicznej. – „Te zaniechania mogły spowodować, że prałat był bezkarny. Archidiecezja powinna była to zbadać już kilkadziesiąt lat temu, kiedy pojawiły się pierwsze sygnały dotyczące ciemnej strony prałata Jankowskiego” – dodał Nowak.

Tutaj podpisz >>>

Macierewicz, ks. Jankowski, Morawiecki i Duda – szczyty kompromitacji

3 Gru

Doszło do tego, że dziś całkiem otwarcie można mówić, iż tzw. Wojska Obrony Terytorialne to zwykły niewypał. Ujawniony dokument potwierdza to, a internauta w swoim komentarzu, opublikowanym pod artykułem portalu naTemat, z nieukrywaną pogardą ocenia nie tylko te działania twórcy tej formacji: „Antoni Maciarek ma potencjał destrukcyjny kilku bomb atomowych” –  pisze Janusz Borowczyk.

W październikowym planie działania MON na 2019 rok zapisano, że „liczebność stanów osobowych” tej formacji ma wynosić 31,6 tys. żołnierzy, w tym 27 tys. osób pełniących Terytorialną Służbę Wojskową. Miesiąc później sprawa wygląda już zupełnie inaczej.

Z ujawnionego pod koniec listopada rozporządzenia Rady Ministrów, które MON przesłało do kancelarii premiera dowiadujemy się, że liczbę żołnierzy rezerwy, którzy mogą być powołani w 2019 roku do odbycia lub pełnienia służby w ramach terytorialnej służby wojskowej, ustalono na poziomie nieco ponad 17 tys. żołnierzy.

Podobna liczba pada w Programie Rozwoju Sił Zbrojnych, do którego dotarł „Dziennik Gazeta Prawna”. Dokument przyjęty przez Mariusza Błaszczaka zakłada, że liczba „terytorialsów” będzie zbliżona do 20 tys.

Dlaczego WOT – która, jak można wyczytać z dokumentów MON opracowanych w czasach Macierewicza – miała: „nasycić pole walki patriotyzmem”– to klapa? Dlatego, że brakuje bazy szkoleniowej oraz wydzielonych funduszy na WOT. Ponadto brakuje oficerów, a wyszkolenie żołnierza WOT to praca na kilka lat. Na dodatek okazało się, że utrzymanie żołnierza WOT jest droższe niż… żołnierza zawodowego.

Trudno zapomnieć, że Antoni Macierewicz planował, iż jeszcze w 2016 roku stan osobowy WOT wyniesie 53 tys. żołnierzy.

„Który tu z nas jest taki, jak na tym filmie „Kler”? – w histerycznym tonie, podczas uroczystości z okazji 27. rocznicy powstania Radia Maryja pytał o. Tadeusz Rydzyk. Odpowiedź mogła uderzyć jak obuchem. I to zaraz.

W ostatnim „Dużym Formacie” „Gazety Wyborczej” autorka Bożena Aksamit wyciąga na światło dzienne wstydliwie skrywane tajemnice parafii p.w. „Świętej Brygidy” w Gdańsku i jej pasterza.

Słynny duchowny, kapelan „Solidarności” nie żyje już od 8 lat, ale żyją jego ofiary, które chcąc uwolnić się od traumatycznych wspomnień – mówią.

Barbara Borowiecka milczała 50 lat. Teraz wspomina, że jej koleżanka z podwórka miała popełnić przez Jankowskiego samobójstwo. „Ojciec pobił ją, gdy powiedziała, że jest w ciąży. Miała 16 lat.

Barbara Borowiecka twierdzi, że sama też była molestowana przez duchownego. Jak powiedziała, dzieci uciekały, chowały się przed ks. Jankowskim. Myślała o samobójstwie. Wspomnienia prześladują ją po dziś dzień.

Bożena Aksamit wspomina też o gromadce nastolatków, którzy przebywali na plebanii kościoła św. Barbary w Gdańsku, a ich zachowanie dziwiło gości.

Gdy w 2004 roku prokuratura prowadziła śledztwo w sprawie księdza Jankowskiego w związku z zarzutem „doprowadzania do obcowania płciowego i poddania innej czynności seksualnej wobec małoletniego”, ksiądz Krzysztof Czaja zeznał, że chłopcy nocowali u ks. Jankowskiego i całował ich w usta.

Z kolei ks. Józef Paner powiedział wówczas: „Nikomu z księży tam mieszkających nie podobało się, że chłopcy podają gościom alkohol. Nie reagowałem, bo to było niezależne ode mnie. Jednak kiedyś przy stole w jadalni specjalnie sprowadziłem rozmowę na temat całowania w usta między mężczyzną a chłopcem. W odpowiedzi ksiądz Jankowski zapytał mnie: „A co w tym złego czy dziwnego?”

Wszystko to było tajemnicą publiczna, niemniej, po śmierci ks. Jankowskiego abp. Głódź zdecydował, że prałat zostanie pochowany w bocznej nawie św. Brygidy, a 31 sierpnia 2012 roku postawiono pomnik duchownemu.

Ks. Jankowski był wikarym w Kościele św. Barbary od 1968 do 1970 roku, następnie do 2004 r. był proboszczem parafii św. Brygidy w Gdańsku.

Remont – po prostu – mamy. I wszystko jasne! Było tak od razu… Teraz przynajmniej wiadomo, że – co wyjaśnił pan premier Morawiecki na konferencji „Praca dla Polski” – wszelkie niedogodności, których obywatele doświadczyli od ostatnich wyborów to tylko uboczne skutki programu generalnej przebudowy. A jak plac budowy, to cóż – jest kurz (który za chwilę opadnie). I wiele hałasu (o nic).

Na szczęście jesteśmy już na finiszu, bo po etapach rozwalania i rozbiórki starego układu, a potem majstrowania przy fundamentach i betonowania politycznego przedmurza, trwają właśnie ostatnie już prace wykończeniowe. A jak się już wszystko (i wszystkich) pięknie wykończy, to będziemy wreszcie mogli poczuć się komfortowo we własnym Mieszkaniu Plus!

W tej sytuacji wypada się cieszyć, że odkąd na budowie zmienił się generalny wykonawca, to już po zaledwie trzech latach nie dość, że podniesiono chałupę z ruiny, to jest już nawet pomalowane. No i gruntownie przemeblowane. Ba, pan prezes spółki budowalnej (z ograniczoną odpowiedzialnością) zadbał też o bezpieczeństwo mieszkańców, więc mamy stały dozór oraz monitoring, a też straż obywatelską patrolującą okolicę. Dla lepszej widoczności ekipa wycięła również w pień okoliczne chaszcze i wciąż rozważa postawienie solidnego płotu na granicy posesji.

Firma dokonała więc prawdziwego deweloperskiego cudu, co przyznać musi każdy, kto choćby raz miał u nas do czynienia z ekipą remontowo- budowlaną. W tej sytuacji wyciąganie dzielnym robotnikom z biało-czerwonej drużyny jakichś drobnych usterek czy niedoróbek to – doprawdy – skrajna małostkowość, do jakiej zdolni są wyłącznie „totalsi”. No, ale podmiejskie wille postawione na krzywdzie ofiar transformacji najlepiej świadczą o społecznej alienacji i nieznajomości reguł (i języka), jakie obowiązują na placu budowy.

Może trochę naruszono – tu i ówdzie – fundamenty i pomajstrowano przy ścianach nośnych i podporach, ale przecież nadzór budowlany z Brukseli na razie nie zatrzymał budowy. I to się liczy. A co do szczegółów, to owszem, firmie groziły kary finansowe, ale poprawiła to i owo według oryginalnego projektu, więc na razie nie musi płacić. Sprawa ciągle jest zresztą w arbitrażu. Damy radę.

Tym bardziej, że w przeciwieństwie do fundamentów, ekipa zadbała o solidne dachy (z rosyjska – krysza). A raczej chciała zadbać, zanim głównemu podwykonawcy w trakcie negocjacji kontraktu na finansowanie inwestycji nie została z nazwiska tylko pierwsza litera. I teraz mówi się o nim Marek Ch.

Zdarzyły się też – jak to na budowie – inne drobne potknięcia. Na przykład, zamiast grzejników elektrycznych zamontowano na salonach koksowniki. Trochę może siermiężne, ale za to pięknie mieszczące się w ramach powrotu do narodowej tradycji i zgodne z programem wsparcia dla przemysłu wydobywczego. Każdy Kowalski dołoży więc do naszego wspólnego domu swój kamień węgielny. Bo węglem osiedle stoi i stać będzie, dopóki ostatnie ofiary smogu nie trafią na Wólkę Węglową. No, a poza tym prąd właśnie podrożał o 75 procent.

Na szczęście nie będzie przeciągów, bo okna są wyłącznie na wschód. No, żeby nie czuć smrodu zachodniej zgnilizny. A też zapobiec pokusie podglądania brukselskich patologii zza firanek. Na zaduch muszą wystarczyć odświeżacze powietrza wypełnione kadzidłem. A na dobrą atmosferę – kablówka z TVP i „Republiką” oraz Radiem z Torunia. Bo ściany są cienkie, więc nie można ryzykować informacyjnej kakofonii.

Materiałami gospodarowano wszak oszczędnie, bo musiało ich jeszcze wystarczyć na liczne pomniki oraz sąsiednie osiedle o podwyższonym standardzie, dla obywateli „lepszego sortu” (z oknami na Międzymorze i kablem „Polsatu”). Natomiast plotki, że drzwi nie mają tam klamek to fake news kolportowany przez propagandę z TVN-u.

Pomimo kolorowych elewacji (ale bez czerwonego, bo red is bad) i nowych porządków, co nieco zostało też jeszcze ciągle do zrobienia. Na przykład kanał. Wciąż nieprzekopany. Co zapowiada poważne kłopoty. Bo, niestety – jeszcze przez czas jakiś będziemy musieli brodzić w szambie… Natomiast głęboki rów w poprzek podwórka to już na stałe. Nie udało się go zasypać, tym bardziej, że nikt nawet nie próbował. Przeciwnie – ekipa jeszcze poszerzyła mu koryto i zdecydowanie pogłębiła dno.

No, ale budowlańcy bardzo się starali i naprawdę zrobili, co mogli. Co tym bardziej godne uznania, że większość nie ma pojęcia o tej robocie. Za to cieszą się uznaniem nadzoru jako prawdziwi patrioci. No i posiadają liczne talenty naturalne, odziedziczone po rodzicach z zarządu firmy. Bo wszak dzieci podwykonawców, majstrów i prezesów też muszą gdzieś pracować, nieprawdaż?

Ale dajmy już spokój i skupmy się na pięknie odmalowanej fasadzie, bo jeszcze się ekipa zdenerwuje i porzuci plac budowy. No, chyba że mieszkańcy osiedla – w uznaniu licznych zasług firmy „Paździerz i Styropian” – sami wcześniej wywiozą budowlańców na taczkach. I wtedy zostaną po nich tylko wory ze śmieciami, gumofilce potopione w błocie oraz wykręcone krany i żarówki.

>>>

— DOMINIKA WIELOWIEYSKA O GRZE ZAOSTRZENIEM USTAWY W RAZIE PODZIAŁU W OBOZIE RZĄDZĄCYM – pisze w GW: “Czy Kamiński nie będzie chciał teraz za wszelką cenę dowieść swojej bezstronności i pokazać, że posada w Banku Światowym dla jego syna Kacpra, którą sprezentował mu Glapiński, nie ma znaczenia? I czy to nie oznacza, że nie będzie litości dla członków obozu rządzącego, jeśli okaże się, że są zamieszani w aferę? Czy to prosta droga do podziału w obozie rządzącym? Ziobro z Biereckim przyciśnięci do muru mogą straszyć rozłamem, używając zresztą sprawy aborcji. Jarosław Kaczyński musi pamiętać przestrogi Leszka Millera po aferze rywinowskiej i orlenowskiej. A Miller zawsze utrzymywał, że głównym powodem degradacji SLD były nieprzyjazne media i podziały wewnątrz Sojuszu”.
wyborcza.pl

— WIADRA MIŁOŚCI PREMIERA MORAWIECKIEGO – Michał Szułdrzyński w RZ: “Sobotnie deklaracje przypominały jednak solenne zapewnienie alkoholika, że od jutra nie będzie pił. Pytanie, czy tym razem obietnica zostanie spełniona, czy też za kilka dni PiS powróci do swego poprzedniego stylu rządzenia? Co teraz zrobią PiS-owscy harcownicy od Zbigniewa Ziobry, przez Krystynę Pawłowicz, na Stanisławie Piotrowiczu skończywszy? Jak ma się zapowiedź polityki miłości do ciągłego seansu nienawiści w telewizji publicznej? Jak uwierzyć w słowa premiera o tym, że teraz będzie stabilny wzrost, gdy tuż przed tą deklaracją rząd poszedł na wojnę z ambasador USA, a tuż po zaproszeniu do zasypania podziałów premier na urodzinach Radia Maryja zarzuca przeciwnikom, że nie kochają Polski?”
rp.pl

— WIECZOREM TROSKLIWY JAK GIEREK, RANO UPIORNY JAK RYDZYK – Piotr Pacewicz w Oku: “Na 27. urodzinach rozgłośni Rydzyka premier modlił się za tych, „którzy nie kochają Polski aż tak mocno, jak my tutaj, jak Rodzina Radia Maryja” – wykluczył z polskości wszystkich poza ultrakatolicką zbiorowością i zapisał do niej obóz władzy. Kilka godzin wcześniej w show „Praca dla Polski” był za to łagodny jak jakiś Gierek, godził się z opozycją i Europą. (…) Morawiecki przejawia cechy fanatyka, a jego wiara – przy pozorach wszechogarniającej dobroci i poszukiwania „dogłębnego szczęścia” dla wszystkich – ma cechy okrutnego wykluczania myślących inaczej. Ale on tylko w skrajnej postaci – premier zresztą uwielbia przesadę  – realizuje program PiS, który przypisywał Kościołowi kluczową rolę w historii Polski i ukazywał znaczenie religii dla wartości „wolności, która współtworzy sens bycia Polakiem”.
oko.press

>>>

Kaczyński w ustach ma złotą ślinę

9 List

Być może przejawem troski o utrzymanie poziomu sejmowej debaty są ostatnie kary wymierzone posłom za „nieprzystojne” uwagi. Najwyraźniej jednak owe kary nie dotyczą wszystkich po równo.

Co może zwykły poseł Kaczyński tego już nie wolno takim jak Nitras, Tarczyński czy Petru.

Kaczyński mógł – w zamian za upomnienie – wymyślać posłom od zdradzieckich mord, kanalii i morderców. Gdzie indziej obrzucać swoich przeciwników inwektywami w rodzaju drugi sort, element animalny. Ale to Kaczyński, bo już nawet jego pupilowi słynącemu z chamstwa Dominikowi Tarczyńskiemu nie uchodzi…

Zwykły poseł zrugał Tarczyńskiego za „nieparlamentarne wypowiedzi” i obłożył karą finansował. Tarczyński, który wołał z mównicy za posłem Protasiewiczem „idiota” będzie przez dwa miesiące otrzymywał tylko połowę wynagrodzenia. Bardziej podpadł Ryszard Petru. Ten aż przez trzy miesiące dostanie tylko połowę swojego wynagrodzenia. Niby za obrazę głowy państwa z mównicy sejmowej a rzeczywistości za „odbrązawianie” posła Kaczyńskiego.

Ryszard Petru, gdy krytycznie odniósł się do ustawy, która na ostatnią chwilę czyni 12 listopada dniem wolnym od pracy, zirytowany powiedział z mównicy: „To pokazuje, tak naprawdę, gdzie macie swego prezydenta, to pokazuje, jakie jest jego miejsce w łańcuchu pokarmowym – na końcu, dlatego dajecie mu 2 dni na podpisanie ustawy”.

Ale nie tylko za to, bo jak zwróciła uwagę Joanna Scheuring-Wielgus powód był poważniejszy. Petru w ferworze udowadniał prezesowi, że siedząc 25 lat w Sejmie nic nie robi i żyje na koszt podatnika. Teraz sam domaga się od Kaczyńskiego słowa przepraszam za skierowany do niego – podczas piątkowej debaty nad projektem antyszczepionkowców-  okrzyk: „zamknij się wreszcie”. Ale to zrobił Kaczyński …

>>>