Tag Archives: Joanna Mucha

Kopnięty Kuchciński przez Kaczyńskiego złożył dymisję

8 Sier

Czy poseł Stanisław Piotrowicz kłamał? Być może minął się on z prawdą przy swoich tłumaczeniach dotyczących podniebnych rejsów w towarzystwie marszałka Kuchcińskiego?

Piotrowicz twierdził, że leciał samolotem tylko ze względu na chorą żonę, która miała mieć ze sobą leki otrzymane w warszawskim Instytucie Hematologii i Transfuzjologii. Lek – zdaniem Piotrowicza – znajdował się w stanie silnego zamrożenia. Podróż motywowana była więc jak najszybszą potrzebą umieszczenia cennego lekarstwa w zamrażarce.

Portal gazeta.pl o zasadność tłumaczeń Piotrowicza zapytał doktora Pawła Grzesiowskiego, specjalistę z zakresu terapii zakażeń i immunologii. „Wyobrażam sobie, że w grę wchodzą jakieś preparaty stosowane w chorobach krwi. Obecnie nie wydaje się pacjentowi preparatów krwiopochodnych w stanie zamrożonym. Osocze czy krioprecypitat są przechowywane w stanie zamrożenia, ale stosowane wyłącznie w obszarze medycznym, bo może to zrobić jedynie uprawniona służba krwi” – stwierdził dr Grzesiowski.

Nie wydajemy leków pacjentom w postaci niegotowej do użycia (…). Natomiast są wyjątki, biorąc pod uwagę kwestie ściśle medyczne – istnieją leki, głównie z zakresu czynników krzepnięcia krwi stosowane w hemofilii, które wymagają rozpuszczenia przed podaniem w przypadku krwotoku.

Powiem szczerze, że taki argument jako uzasadnienie podróży rządowym samolotem, jest według mnie niejasny, bo takie leki można przewieźć pociągiem, albo samochodem. Wszystkie preparaty termowrażliwe transportowane są w specjalistycznych opakowaniach termoizolacyjnych i czas transportu nie jest liczony w minutach” – kontynuował lekarz.

W starciu argumentów Piotrowicz kontra Grzesiowski, lekarz specjalista wypada znacznie poważniej i to jemu wiarę dają internauci. „Ktoś wywozi za granicę leki z Polski, dlatego brakuje ich w aptekach. Samolotami wywożą?” – skomentował ironicznie jeden ze stałych użytkowników serwisu Gazeta.pl.

Sekwencje zwalania winy na innych przez Kuchcińskiego, Kaczyńskiego i rzecznika PiS. Konferencja prasowa do trzewi krętacza. Kaczyńskiego boli dupa, Kuchciński to wrzód na niej, ale kopiąc Kuchcińskiego, kopnął w siebie w zadek.

To bodaj punkt zwrotny kampanii wyborczej PiS. Dołowanie. Coś jak kiedyś afera Rywina dla SLD.

Sekwencje konferencji prasowej:

Prezes PiS: My uregulujemy tę sprawę, bo do tej pory zasad kto z kim mógł latać nie było.

Skoro opinia publiczna domaga się tutaj rygorów, to te rygory obowiązywać będą – podkreślił Jarosław Kaczyński.

Po raz kolejny podkreślono, że media i opinia publiczna powinny przyjrzeć się lotom, które zostały wykonane w trakcie rządzenia poprzedniej ekipy. Zapowiedziano, że zostanie przekazany wykaz lotów poprzedniego rządu. Rzecznik rządu Piotr Muller wyciągnął i pokazał plik dokumentów, które mają zawierać te informacje i dodał, że zostaną one rozdane wszystkim obecnym podczas konferencji dziennikarzom.

Co ciekawe, Marek Kuchciński obchodzi 9 sierpnia 64. urodziny. Oznacza to, że w dniu urodzin złoży dymisje.

Oburzenie u wielu osób budzi nawiązanie do poprzedniej ekipy rządzącej. – Podsumowanie konferencji Kaczyńskiego: „Wina Tuska!” – napisał Przemysław Pospieszyński, rzecznik prasowy opolskiego PO.

Wątpliwości budzi fakt, że PiS z łatwością ustalił, jakie loty odbyli Donald Tusk i Ewa Kopacz, a mieli ogromne trudności w sprecyzowaniu wykazu lotów Marka Kuchcińskiego i Stanisława Karczewskiego.

Opozycja domaga się dymisji urzędników, którzy przekazywali nieprawdziwe informacje opinii publicznej w sprawie lotów Marka Kuchcińskiego. – Czas na dymisje szefowej Kancelarii Sejmu i szefa Centrum Informacyjnego Sejmu – napisał Sławomir Neumann.

Według Arkadiusz Myrchy konferencja „była idealnym podsumowaniem 4 lat Marszałka Kuchcińskiego”.

– Zasłanianie się Tuskiem przez Kaczyńskiego jest żałosne. Brak odpowiedzi na pytania dziennikarzy to tchórzostwo – pisze Joanna Scheuring-Wielgus.

Do ciekawych informacji dotarł Onet.pl. Według portalu, Marek Kuchciński nie zamierzał podawać się do dymisji. Zdecydować miał o tym Jarosław Kaczyński, który uznał, że kilka dni temu w rozmowie marszałek Sejmu okłamał go co do liczby lotów, również tych z rodziną.

Podczas konferencji kilkakrotnie zaznaczono, że Marek Kuchciński nie złamał prawa, a mimo to w piątek złoży rezygnację z funkcji Marszałka Sejmu. – (…) czyli dymisja jest podyktowana nie złamaniem standardów i procedur tylko sondażami (opinią publiczną, jak mówią panowie Kuchciński i Kaczyński) – snuje wnioski Renata Grochal.

 Marszałek, o którym właśnie słuchaliśmy, jaki jest wspaniały, jednak wylatuje. Czyli kryzys został uznany za poważny – napisał Łukasz Warzecha.

Ciekawa uwaga dziennikarza radia TOK FM. Jakub Medek pisze: „Skoro w przypadku marszałka Kuchcińskiego wszystko odbyło się zgodnie z „prawem i obyczajem”, to o co chodzi z tym Tuskiem?”.

Wpłaty na Caritas to kpina z obywateli

Tak, jak nie można być trochę w ciąży, tak nie można też trochę przestrzegać prawa. Jeśli ktoś złamał prawo, powinien ponieść tego konsekwencje, niezależnie od aktualnie piastowanej funkcji… wróć – właściwie zależnie: we wszystkich normalnych demokracjach im wyżej jesteś, im ważniejsze stanowisko piastujesz, konsekwencje są większe i bardziej dolegliwe. Bo komu więcej dano, od tego – i słusznie – więcej się wymaga.

Marszałka Marka Kuchcińskiego, drugą osobę w państwie, człowieka, który rządziłby krajem, gdyby coś się stało prezydentowi, ta zasada obowiązuje z pewnością. I pan marszałek wydaje się być jedyną osobą, która tego nie dostrzega, co nie wystawia najlepszego świadectwa jego kwalifikacjom do tej zaszczytnej funkcji.

Loty o statusie HEAD mają swoją wyjątkową procedurę i wyjątkowe koszty, ponieważ zgodnie z instrukcją HEAD, dokumentem określającym zasady organizacji i zabezpieczenia lotów z najważniejszymi osobami w państwie, realizowanych przy użyciu statków powietrznych lotnictwa Sił Zbrojnych RP, loty te dotyczą – no właśnie – najważniejszych osób w państwie.

Tych osób jest zaledwie kilka: oprócz marszałka sejmu są to: prezydent i premier RP i marszałek senatu. Czasem z lotem samolotem wojskowym mogą polecieć także dyplomaci wskazani przez najważniejsze osoby w państwie, niezbędne do zrealizowania konkretnej misji, ale powinny to być przypadki sporadyczne i precyzyjnie opisane w odpowiednich dokumentach.

Loty o statusie HEAD mają też swoją instrukcję bezpieczeństwa, jak wymóg zgłaszania zapotrzebowania na lot HEAD nie później niż 48 godzin przed lotem, co umożliwia odpowiednim służbom bezpiecznie i zgodnie z zasadami sztuki przygotować taką podróż. Jak opisał portal Onet, ważne jest, z oczywistych względów, żeby samoloty były stuprocentowo sprawne, a piloci odpowiednio przeszkoleni i najlepsi z najlepszych.

Marszałek Kuchciński i kancelaria sejmu złamali wszystkie te zasady. Wiemy już, dzięki dziennikarskiej pracy telewizji TVN i portalu Onet, że loty zgłaszane były nie tylko z dnia na dzień, ale czasem z godziny na godzinę, a na pokładzie przebywały osoby zupełnie do tego nieuprawnione, jak krewni marszałka, jego partyjni koledzy, jak minister Ziobro, poseł Piotrowicz czy prof. Krasnodębski i ich żony.

Marszałek złamał prawo. Nie „trochę”. Po prostu złamał i powinien zostać zdymisjonowany (gdyby wcześniej sam nie podał się do dymisji co zrobiłaby w tej sytuacji większość urzędników państwowych w cywilizowanych krajach).

Wpłaty na Caritas to kpina z obywateli. Dlaczego przypadkowo wybrane kwoty wpłacane na wybrany przez winowajcę cel, zamiast zwrotu kosztów do budżetu państwa?

Czy marszałek łamał prawo na koszt Caritasu czy obywateli?

Ponadto nie tylko marszałek, ale i oficjele, którzy uczestniczyli w łamaniu prawa, jak minister Ziobro i reszta powinni ponieść służbowe konsekwencje – także w postaci zwolnienia ze stanowiska.

Skutki powinny być zresztą nie tylko zawodowe, ale i prawne, bo w taki sposób przeprowadzane loty narażały zdrowie i życie ludzie, wprost, jak słusznie napisała prasa, narażając ich na powtórkę ze Smoleńska.

Marszałek Sejmu nie jest jedyną osobą w obozie rządzącym, która nadużywała przywilejów władzy. Kaczyński, broniąc kolegi, zaprzecza partyjnym wartościom.

– Kłamaliśmy rano, nocą i wieczorem – mówił w 2006 r. urzędujący premier Węgier Ferenc Gyurcsány, przyznając się, że jego rząd kłamał tylko po to, aby wygrać wybory i zdobyć władzę w kraju. Podobnie, po obnażeniu kolejnych kłamstw drugiej osoby w państwie, wygląda dzisiaj sytuacja w Polsce. Jarosław Kaczyński chciał mieć w Polsce Budapeszt, to ma. Tylko nie o taki Budapeszt chodziło prezesowi.

Kampania PiS z lotami marszałka Kuchcińskiego

Kampania wyborcza PiS miała wyglądać inaczej. Narzucanie tematów, partyjne pikniki, spotkania parlamentarzystów z wyborcami, spijanie śmietanki z programów socjalnych, z 500+ na czele. Dzisiaj politycy PiS chowają się przed mediami, a wśród Polaków też jest ich mniej. I bynajmniej problemem nie są wakacje. Afera marszałka Kuchcińskiego zatacza coraz szerszy krąg. Drugiej osobie w państwie nie mogą już nawet wierzyć partyjni koledzy. Codziennie opinia publiczna zaskakiwana jest obnażaniem kłamstw marszałka Sejmu. Marszałek Kuchciński oszczędne gospodarowanie prawdą podniósł do rangi sztuki. Rzecznik Centrum Informacyjnego Sejmu i sam marszałek zachowują się, jakby byli w sztabie opozycji. PiS, broniąc w Sejmie notorycznego kłamcy, osłabi się wyborczo. Obrazki z Kuchcińskim będą wracać we wrześniu i październiku.

Kuchcińskich w PiS jest wielu. Marszałek Senatu zaprzeczył, że zabierał w delegacje swoją rodzinę. Zmianę zdania ogłosił kilka godzin później podczas konferencji. Czy ministrowie rządu Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego traktowali rządowe samoloty jak taksówki? Czy rządowe samoloty były używane do kampanii samorządowej, europejskiej i parlamentarnej PiS? Wkrótce się dowiemy, tak jak wiemy już, że premier Szydło wojskową Casą latała do domu. Bulwersowały już loty szefa Kancelarii Premiera, który w listopadzie poleciał do stolicy Dolnego Śląska, by namawiać Bezpartyjnych Samorządowców do podpisania umowy koalicyjnej z PiS. Kiedy media pytały o cel i koszt lotu, a także prosiły o wykaz służbowych lotów ministrów, odpowiedzi nie otrzymały. Dopiero kiedy do Kancelarii z interpelacją wystąpili posłowie opozycji, KPRM udzielił odpowiedzi w sprawie lotu ministra.

Dzisiaj problemem PiS nie są już nawet same loty marszałka, ale notoryczne okłamywanie opinii publicznej. Kto ma wierzyć marszałkowi Sejmu, Kancelarii Sejmu i politykom PiS, którzy jeszcze tydzień temu zapewniali o krystalicznej uczciwości Kuchcińskiego, który ma być „jedynką” PiS w Krośnie?

Jarosław Kaczyński nie zdecyduje się teraz na pozbawienie Kuchcińskiego funkcji marszałka Sejmu ze względów lojalnościowych. Kuchciński był wierny Kaczyńskiemu jak mało kto, kiedy prezes był na politycznym marginesie. Kaczyński poświeci druha, gdy temat będzie żył medialnie przez kolejne tygodnie. Jeśli Polacy wrócą z wakacji, a afera marszałka wciąż będzie rozpalać opinię publiczną, wewnętrzne sondaże partii pokażą, że Kuchciński ciągnie partię w dół, wtedy prezes zetnie marszałka. I tu pojawi się kolejny problem. Takich Kuchcińskich, nadużywających władzy, jest w PiS więcej. Kaczyński grzebiąc zaufanego druha, musiałby pogrzebać wielu z PiS, a to zdziesiątkowałoby listy wyborcze partii. PiS ma większy problem niż się wydaje, tym bardziej że temat jest rozwojowy. Kolejne przypadki będą wypływać również jesienią.

W środę odbyły się dwie narady w siedzibie PiS z udziałem najważniejszych osób w partii. Jedną z obecnych osób był premier Mateusz Morawiecki. Jak podaje „Fakt”, polityk miał czekać dwie godziny na spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim. Rzecznik prasowy rządu Piotr Müller.

Pierwsze spotkanie kierownictwa PiS rozpoczęło się o godzinie 14.00 w środę. Jak powiedziała potem rzeczniczka partii Anita Czerwińska, nie miało ono charakteru nadzwyczajnego i dotyczyła tegorocznych wyborów parlamentarnych.

Nieoficjalne źródła donoszą jednak, że druga narada – wieczorna – dotyczyła lotów rządowymi samolotami, które wykonał Marek Kuchciński. Udział w niej wzięli najważniejsi członkowie PiS, m.in. Beata Szydło, Stanisław Karczewski, Mariusz Błaszczak czy Mateusz Morawiecki. Jak donosi „Fakt”, ten ostatni miał spędzić dwie godziny pod siedzibą PiS, czekając na spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim.

Zaprzecza temu rzecznik prasowy rządu Piotr Müller. „Informacja „Faktu” dot. rzekomego oczekiwania Premiera na spotkanie w siedzibie PiS jest perfidnym kłamstwem. Gdy wczoraj redakcja mnie o to zapytała jednoznacznie zdementowałem ten fakenews” – napisał.

Kaczyński zapowiada czwartkowe oświadczenie

Po zakończeniu wieczornej narady Jarosław Kaczyński zapowiedział, że w czwartek o 12.30 wygłosi oświadczenie. Oficjalnie jego temat nie jest znany, wiele jednak wskazuje na to, że będzie dotyczył kwestii poruszonej podczas spotkania przy ul. Nowogrodzkiej.

Kuchciński latał rządowymi samolotami

W środę dziennikarze TVN 24 ujawnili listę osób, z której wynika, że wśród pasażerów rządowych lotów o statusie HEAD latających z marszałkiem Sejmu Markiem Kuchcińskim byli: Zbigniew Ziobro, Stanisław Piotrowicz i jego żona Maria, minister infrastruktury Andrzej Adamczyk, Zdzisław Krasnodębski z małżonką oraz Karol Karski i szefowa Kancelarii Sejmu Agnieszka Kaczmarska.

Marek Kuchciński w poniedziałek przeprosił wszystkich, „którzy poczuli się urażeni” doniesieniami o jego lotach, jednak zaznaczył, że działał zgodnie z prawem.

Przyznał również, że zdarzyło się, że samolotem leciała również jego żona – lot nie miał statusu HEAD i miał nie być specjalnie zamówiony. Marszałek Sejmu postanowił w związku z tym wpłacić kwotę pokrywającą pełen koszt lotu, a wyliczoną przez Ministerstwo Obrony Narodowej, tj. 28 tysięcy złotych na Fundusz Modernizacji Sił Zbrojnych. Jak jednak ujawnił TVN 24, dzień przed jego wykonaniem zostało złożone zamówienie na lot dla Doroty Kuchcińskiej.

W ramach zadośćuczynienia Marek Kuchciński w ubiegłym tygodniu przekazał również 15 tysięcy złotych rekompensaty na cele charytatywne – Caritas i fundację „Budzik” Ewy Błaszczyk.

Fakt opisał wczorajszą naradę polityków PiS w siedzibie partii rządzącej przy ulicy Nowogrodzkiej w Warszawie.

Po krótkim briefingu prasowym, podczas którego marszałek Sejmu Marek Kuchciński odniósł się do zarzutów o nadużywanie prawa do rządowego samolotu, nie brakowało opinii, że brak dymisji prominentnego polityka Prawa i Sprawiedliwości może się tej partii odbić czkawką. Dziś już gołym okiem widać, że opublikowana lista przelotów formalnie drugiej osoby w państwie potwierdziła jedynie, że ujawnione przez media przy pomocy posła PO Sławomira Nitrasa rewelacje to wierzchołek góry lodowej.

– “Do listy pasażerów dołączane były, moim zdaniem kompletnie nieuprawnione, osoby takie jak Stanisław Piotrowicz, Maria Piotrowicz, Zdzisław Krasnodębski, Anna Krasnodębska, wielokrotnie poseł Bogdan Rzońca, wielokrotnie posłanka Wróblewska i wielu innych, w tym asystenci marszałka Kuchcińskiego. Żadna z tych osób nie spełnia kryterium instrukcji HEAD, która wyraźnie mówi o członkach oficjalnych delegacji” – mówił Robert Kropiwnicki podczas konferencji prasowej w Sejmie.

– “Informacje, które…

View original post 448 słów więcej

 

Reklamy

Tusk: Nie może być tak, że władza raz do roku obchodzi święto konstytucji, a na co dzień konstytucję obchodzi

3 Maj

„Proszę pani, Podlasie, Lubelszczyzna, Białystok, Elbląg oraz cała wschodnia Polska NIE SĄ „CZĘŚCIĄ” Rosji ani Białorusi… Jakie szkoły pani kończyła…? Proszę opanować swą POGARDĘ dla Polski. PIS szanuje WSZYSTKICH Polaków, którzy GŁOSUJĄ NA PIS” [pisownia oryg. – przyp. red.] – to odpowiedź Krystyny Pawłowicz na wpis posłanki PO Joanny Muchy. Cóż, czyli tych, którzy na tę partię nie głosują, PiS nie szanuje. Można też powiedzieć, że po części to powielenie niedawnych słów prezesa PiS, który niepełnosprawnej kobiecie powiedział: „Proszę nas popierać, a nie przeszkadzać”!

Co takiego napisała Mucha, że wywołała taką reakcję Pawłowicz? – „Polska sercem Europy” … Wschodniej. Czyli tej części, gdzie leży europejska cześć Rosji i Białoruś. Pamiętajcie o tym, kiedy po raz kolejny zobaczycie hasło wyborcze PiSu” – brzmiał wpis posłanki PO. W dyskusję na Twitterze włączyła się inna posłanka PO Krystyna Skowrońska. – „Wam ku­ry szczać pro­wadzić, a nie po­litykę robić” jak mawiał klasyk” – napisała do Pawłowicz.

Wpis posłanki PiS komentowali też internauci: – „A co z tymi, którzy nie głosują na PiS? Ich nie szanujecie, nie są – według waszej pisowskiej oceny – prawdziwymi obywatelami RP? To, co Pani pisze to zwykła segregacja i dyskryminacja ze względu na poglądy polityczne”;

 „To taki nagły przypływ szczerości?”; – „Krysiu, wiem, że majówka i tak dalej, ale może wypadałoby jednak rozumu całkiem nie wyłączać, żebyś przynajmniej umiała czytać ze zrozumieniem? Dzięki za potwierdzenie, że razem z Jarkiem macie w dupie Polaków, którzy głosują na inne partie”; – „Przecież Pani w każdym kolejnym wpisie osiąga kolejne galaktyki śmieszności i żenady”.

„Pan Paweł na pewno cieszy się z tego trofeum najbardziej, jest dumny z tej drużyny. Myślę, że cały Gdańsk jest dumny z Lechii, a świętej pamięci Paweł Adamowicz to historia Lechii i Gdańska. Dlatego chciałbym zadedykować mu to zwycięstwo” – powiedział trener Lechii Gdańsk Piotr Stokowiec po zdobyciu przez jego drużynę Pucharu Polski. Gdański zespół pokonał Jagiellonię Białystok 1:0.

Mecz odbył się na Stadionie Narodowym w Warszawie. Na trybunach nie zabrakło także jednego z bardziej zagorzałych kibiców Lechii Gdańsk Donalda Tuska. – „W wolnym mieście Gdańsku, gdzie korona w herbie jest, mamy swą drużynę, która zwie się BKS!” – napisał na Twitterze przewodniczący Rady Europejskiej, przypominając starą kibicowską przyśpiewkę.

Z sukcesu cieszyła się także prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz. – Mamy to!!! Po 36 latach Puchar Polski powrócił do Gdańska! Biało-zielone to barwy niezwyciężone!” – napisała na Facebooku.

I jakoś dziwnym trafem nie skomentował wyniku zazwyczaj deklarujący przywiązanie do zespołu Lechii prezes TVP Jacek Kurski…

W myśl „rewolucyjnej” definicji prezesa PiS, jak kasa się zgadza, to Europejczykiem można czuć się wszędzie. Nawet na Białorusi.

Z tzw. okrągłego stołu w oświacie na razie wyszła kwadratura koła, więc za nauczanie narodu zabrał się – osobiście – prezes PiS-u. Otwartych lekcji prezes udziela w ramach kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego, toteż ich wiodącym, choć nie jedynym tematem jest Unia Europejska. Ostatnio nauczał, co to takiego „europejskość”, co wyłożył – jak to wszyscy utalentowani pedagodzy mają w zwyczaju – tak jasno, że już prościej nie można.

I teraz każde dziecko wie, że europejskość, do której pod kierownictwem partii aktualnie rządzącej aspirujemy, to „materialny poziom życia”. Czyli – im kto bogatszy, tym bardziej jest „europejski”!

Natomiast partią najbardziej proeuropejską ze wszystkich jest PiS właśnie. Bo któż, jak nie partia pana prezesa w błyskawicznym tempie zeuropeizował różne tam, kiepsko zarabiające rusycystki, marnie uposażonych asystentów aptekarza i skromne absolwentki marketingu po kursach wieczorowych? Teraz zaś partia władzy nie ustaje w wysiłkach, by podnieść na europejski poziom swoich czołowych polityków, którym opozycja nieustannie zarzuca prowincjonalność, brak manier, a nawet zwykłe chamstwo i pospolite prostactwo. To się zmieni, jak tylko „dream team” pana prezesa zasiądzie w Parlamencie Europejskim.

Złośliwi twierdzą wprawdzie, że nie tyle Europa zeuropeizuje delegatów z PiS, co oni „spisią” Europę, ale to – oczywiście – kolejne wierutne kłamstwo opozycji. Przecież dostaną europejskie pensje, a – jak pamiętamy – poziom europeizacji wyznacza grubość portfela.

Prosty przykład – pani minister Zalewska, jak już dostanie upragniony mandat europoselski oraz pensję w wysokości co najmniej dwóch „idei”, to nic a nic nie zmieniając w stylu swoich wypowiedzi, kroju garsonek i kolorze szminki, natychmiast stanie się wielokrotnie bardziej europejska niż nauczyciel. W przeliczeniu na nową walutę PiS, wprowadzoną w obieg medialny przez marszałka Karczewskiego, europejskość belfra, zarabiającego jedną piątą jednej „idei” (jej przybliżona wartość to 20000 zł) – choćby wykuł na blachę całą zawartość Wikipedii i nauczył francuskiego – i tak wypadnie poniżej statystycznej polskiej średniej.

Partia aktualnie rządząca od pierwszego dnia u władzy czyni też, co tylko może, by zeuropeizować nie tylko swoich zwolenników, ale w ogóle wszystkich rodaków, już to za sprawą Pięćset Plusa, już Piątki Kaczyńskiego i – wbrew czarnej propagandzie opozycji – wychodzi w tej dziedzinie na autentycznego lidera. W tej sytuacji zapewnienia pana prezesa, że europejskość to polska racja stanu i że pod jego światłym przywództwem będzie jej (europejskości, znaczy) u nas coraz więcej, wydaje się prawdziwa i z głębi serca płynąca. Bo kasy w portfelach Polaków rzeczywiście przybywa.

Jest tylko jeden drobny kłopot. Z nowatorskiej interpretacji europejskości w wykonaniu pana prezesa wynika, że jak tak spojrzeć na światowe statystyki PKB, to mieszkańcy Kataru oraz Singapuru są zdecydowanie bardziej europejscy od takich na przykład Francuzów. Amerykanie od Niemców. Kanadyjczycy i Australijczycy od Włochów. Koreańczycy od Czechów. Saudyjczycy od Greków.  Natomiast mieszkańcy Trynidadu i Tobago od… Polaków.

Duża się nam nagle zrobiła ta Europa, dzięki prezesowi PiS-u. By nie powiedzieć – globalna. A przy okazji – w ramach programu wymiany elit – upadł też monopol uprzywilejowanej dotąd kasty Europejczyków na europejskość. Nie będzie już ona (europejskość, znaczy) wyłącznym przywilejem elit. Pan prezes zapowiedział bowiem dalsze transfery europejskości do klas dotąd poszkodowanych w dostępie do niej, połączone z programem redystrybucji prestiżu.

Już nie trzeba – jak Rosja – odwracać się od Paryża i Londynu w przekonaniu, że „europejskość” to coś, czego nie da się kupić za żadne pieniądze. W „naszej” Europie kupić można wszystko, a czego nie można, to się po prostu nie liczy. Jest gorszego sortu i nie warto do tego aspirować. Więc koniec z kompleksami.  A jak ktoś uważa inaczej, to jego problem.

Nam do europejskości wystarczą pełne kieszenie, równe drogi, nowoczesne kabiny prysznicowe i nowe muzea, natomiast styl jazdy, nawyki higieniczne i upodobania artystyczne mogą zostać, jakie były. Trudne do przyjęcia zwyczaje i zasady, przekonania i sposób myślenia oraz styl sposób bycia w pełni rekompensuje nam pełny portfel. Furda demokracja. Furda oświeceniowe tradycje. Furda „wolność, równość i braterstwo”. Chrześcijaństwo i inne wartości to bajki dla naiwnych. Ba – przyzwoitość i honor też można sobie, ostatecznie, odpuścić. Bo być Europejczykiem znaczy teraz mieć.

W tej sytuacji nie trzeba już nawet dłużej pozostawać pod brukselskim uciskiem, żeby nasza europejskość rosła w siłę. Nie, żeby jakiś Polexit, czy coś. Nie ma co dramatyzować. Sami tu sobie zrobimy nad Wisłą Europę na miarę naszych możliwości. W końcu w myśl „rewolucyjnej” definicji pana prezesa, jak kasa się zgadza, to Europejczykiem można czuć się wszędzie. Nawet na Białorusi.

Tusk: Rację mają ci, którzy mówią że jako szef RE nie powinienem angażować się w kampanię na rzecz wybranej partii. Ale moim prawem i obowiązkiem jest wspierać Europejczyków w każdym kraju

– Chciałbym przeciąć wszelkie spekulacje. Rację mają ci, którzy mówią że jako szef RE nie powinienem angażować się w kampanię na rzecz wybranej partii, gdyż nie jest to rola mojego urzędu. Ale moim prawem i obowiązkiem jako przewodniczącego RE jest wspierać Europejczyków w każdym kraju UE. Wszystkich tych, którzy uparli się, czasami wbrew trudnym okolicznościowym, aby ludzi łączyć, a nie dzielić – stwierdził Donald Tusk na Uniwersytecie Warszawskim.

Tusk wspomina Modzelewskiego: Pozwolicie drodzy państwo także, że chociaż na chwilę, na krótką chwilę wspomnę człowieka, którego od lat podziwiałem, miałem zaszczyt znać, profesora Modzelewskiego. Proszę o chwilę ciszy

– Pozwolicie drodzy państwo także, że chociaż na chwilę, na krótką chwilę wspomnę wykładowcę też tej uczelni, człowieka, którego od lat podziwiałem, miałem zaszczyt znać, profesora Karola Modzelewskiego. Proszę o chwilę ciszy – mówił Donald Tusk.

Uczestniczy wydarzenia uczcili Karola Modzelewskiego minutą ciszy.

Tusk: Konstytucja nie jest świętością ani dogmatem. Wszak można każdą Konstytucję zmieniać i poprawiać. Jeśli coś jest święte, to święty jest obowiązek jest przestrzegania przez wszystkich obywateli, a zwłaszcza przed władze

– Trzeba uświadomić wszystkim, którzy używają tego epitetu [targowica], jaka jest jego istota. Targowica to synonim zdrady i kłamstwa. To wówczas, po uchwaleniu Konstytucji 3 maja, pod hasłami dumy i niepodległości, de facto przywrócono w Polsce chaos, zniewolenie chłopów, podległość Rosji, a w konsekwencji wojnę, zamęt i upadek polskiego państwa – stwierdził Donald Tusk.

– Istotą targowickiej zdrady było obalenie Konstytucji. Konstytucja nie jest świętością ani dogmatem. Wszak można każdą Konstytucję zmieniać i poprawiać. Jeśli coś jest święte, to święty jest obowiązek jest przestrzegania przez wszystkich obywateli, a zwłaszcza przed władze – dodał PDT. Jak podkreślił, „gwałt na Konstytucji podważa najbardziej podstawowy fundament wspólnoty”.

Tusk: Nie może być tak, że władza raz do roku obchodzi święto konstytucji, a na co dzień konstytucję obchodzi

– Uczestniczyłem dzisiaj w południe razem z Prezydentem RP w uroczystościach trzeciomajowych. I w głowie miałem tylko jedną myśl. Tej myśli towarzyszyła zarówno taka emocja historyczna, jak świadomość tego co dzisiaj dzieje się w Polsce. Nie może być tak, że władza raz do roku obchodzi święto konstytucji, a na co dzień konstytucję obchodzi – mówił Donald Tusk na Uniwersytecie Warszawskim.

Tusk: Dzisiaj jest takie modne hasło, że „Polska jest sercem Europy”. Ja bym bardzo przestrzegał przed takimi anatomicznymi porównaniami. Szwecja, jak patrzę na mapę to będzie głową, ale sojusznik autorów tego hasła – Orban może się poczuć lekko skrępowany

– Dzisiaj jest takie modne hasło, że „Polska jest sercem Europy”. Ja bym bardzo przestrzegał przed takimi pozornie atrakcyjnymi często anatomicznymi porównaniami. Okej, Szwecja jeszcze może się ucieszyć, bo jak patrzę na mapę to będzie głową, ale sojusznik autorów tego hasła Viktor Orban może się poczuć lekko skrępowany – mówił Tusk.

Tusk o propozycji wpisania obecności Polski w UE do Konstytucji: Tyle warta będzie ta deklaracja, na ile będzie równa determinacji w przestrzeganiu Konstytucji

– Usłyszałem dzisiaj [od prezydenta Dudy] o potrzebie wpisania naszej obecności w UE do polskiej Konstytucji. Chcę i powinienem przyjąć tę deklaracje z jak najlepszą wiarą. Tyle warta będzie ta deklaracja, na tyle wzmocniłaby rzeczywiście nasza obecność w UE, na ile będzie równa determinacji w przestrzeganiu Konstytucji. Po co poprawiać Konstytucję, jeżeli nie jest się w stanie przestrzegać jej fundamentalnych przepisów. Musimy odzyskać wzajemne zaufanie, kiedy rozmawiamy o najważniejszych aktach, przepisach, faktach ustrojowych, musimy na nowo uwierzyć, że słowa wypowiadane przez przedstawicieli władzy znaczącą coś dłużej niż 1 czy 3 tygodnie przed wyborami. To nie będzie łatwe, ale my musimy podbudować siebie w swojej wierze i dawać kredyt zaufania. Nawet jeżeli przychodzi nam to z coraz większą trudnością – stwierdził Donald Tusk.

Tusk: W polityce nie może chodzić o to, aby ktoś kogoś pokonał i unicestwił. Ktoś może wygrać wybory, pokonać przeciwnika, ale będziemy dalej żyli w jednym kraju

– Konkurencja w polityce jest czymś zrozumiałym. Chciałbym, aby to przesłanie wybrzmiało naprawdę tak serio, żebyście szczególnie wy je wysłuchali. W polityce nie może chodzić o to, aby ktoś kogoś pokonał i unicestwił. Ktoś może wygrać wybory, pokonać przeciwnika 26 maja, w październiku czy listopadzie tego roku, ale będziemy dalej żyli w jednym kraju. Polityka to nie jest mecz – stwierdził Tusk.

– Ktokolwiek będzie wygrywał wybory, nie może powiedzieć „wygrałem wybory, Polska jest moja, nie wasza” – dodał.

Tusk: Polityka jest konkurencją, ale nie może być walką na śmierć i życie

– Polityka jest konkurencją, ale nie może być walką na śmierć i życie – stwierdził Donald Tusk na Uniwersytecie Warszawskim. – Jeżeli nie znajdziemy sposobu na ograniczenie agresji w Polsce, to się może skończyć taką konfrontacją, jak w ” Grze o tron” z Królem Nocy – dodał.

Tusk: Jeśli nie przerwiemy tej spirali, to przegramy podobnie jak przegraliśmy wówczas, kiedy ustanawialiśmy raptem na kilka miesięcy Konstytucję 3 maja

– Jeśli nie przerwiemy tej spirali, to przegramy podobnie jak przegraliśmy wówczas, kiedy ustanawialiśmy raptem na kilka miesięcy Konstytucję 3 maja. Pamiętajmy o tamtej lekcji. Ktoś kiedyś powiedział i ta teza funkcjonuje dość powszechnie, że Konstytucja 3 maja była receptą dla pacjenta, który już wcześniej de facto zmarł. Dzisiaj Polska jest w nieporównywalnie lepsze sytuacji – mówił Donald Tusk.

Tusk: 50 tys. ludzi w Polsce umiera z powodu smogu, właściwie bezpośrednio

– 50 tys. ludzi w Polsce [rocznie] umiera z powodu smogu, właściwie bezpośrednio. Miasto wielkości Sieradza znika co roku – stwierdził Tusk.

– Nie uratujemy naszych dzieci i wnuków, jeśli nie zrozumiemy, że to wyzwanie oznacza współpracę wszystkich bez wyjątku – mówił dalej. – Bez pełnej i harmonijnej współpracy sobie z tym nie poradzimy – dodał.

Tusk: Nie dajcie sobie wmówić, że mamy myśleć w sposób jednakowy, że mamy nie przeszkadzać i popierać

– Bądźcie odważni w stawianiu pytań. Nie dajcie sobie wmówić, do tego też nam są potrzebne Konstytucje, że mamy myśleć w sposób jednakowy, że mamy nie przeszkadzać i popierać – stwierdził Donald Tusk na Uniwersytecie Warszawskim. – Mamy przeszkadzać i nie popierać – dodał PDT.

Tusk: Kiedy jeden z polityków obozu rządzącego porównał nauczycieli do Wehrmachtu, tak zrobiło mi się cieplej koło serca i pomyślałem: wraca stare. Nie jesteście sami drodzy nauczyciele

– Jest kwestia oświaty, wykształcenia i zdrowia. Ja nie jestem w stanie nawet zrozumieć tego, co w ostatnich kilku tygodniach stało się w Polsce. Chociaż w jakimś sensie powinienem to zrozumieć, szczególnie wtedy, kiedy jeden z polityków obozu rządzącego porównał nauczycieli do Wehrmachtu, tak zrobiło mi się cieplej koło serca i pomyślałem: wraca stare. Nie jesteście sami drodzy nauczyciele – mówił Donald Tusk.

Tusk: To jest niezwykle dziwna forma patriotyzmu, sprowadzać rosyjski węgiel z Donbasu, finansować imperialne pomysły Putina i truć tym rosyjskim węglem polskie dzieci

– Dzisiaj sobie uświadomiłem, że to jest niezwykle dziwna forma patriotyzmu, sprowadzać rosyjski węgiel z Donbasu, finansować imperialne pomysły prezydenta Putina, które zagrażają naszemu najbliższemu sąsiadowi i przyjacielowi – Ukrainie i dodawać mu 3,5 mld złotych rocznie za ten węgiel z okupowanej części Ukrainy i truć tym rosyjskim węglem polskie dzieci – mówił Donald Tusk na dziedzińcu Uniwersytetu Warszawskiego.

– Nie chcę, żeby to wyglądało na marudzenie gościa po 60-tce, który zjadł wszystkie rozumy. Ale mam to unikatowe doświadczenie, dzięki fajnym zbiegom okoliczności jeszcze z czasów pierwszej Solidarności – mówi Tusk dodaje, że zwraca się do 22-latka, z którym własnie rozmawiał. – Naprawdę jest tak, że rzeczy niemożliwe stają się możliwe, jeśli włoży się w to trochę wiary, trochę energii i znajdzie się trochę ludzi, którzy podobnie myślą, Nie trzeba używać przemocy, żeby pokonać zło – mów. Wspomina, że Solidarność pokazała, ze można zmienić system i pokonać „monstrum, które wydawało się nie do obalenia” i że Solidarność walczyła bez przemocy.

Jedno jest dziś pewne: bezpieczna, przyjazna i przewidywalna rzeczywistość lat dziewięćdziesiątych, a może i pierwszego dziesięciolecia naszego wieku, należy do bezpowrotnej przeszłości. Przemija postać świata. Niebo się chmurzy – pisze Jerzy Surdykowski w miesięczniku „Odra”, gdzie pierwotnie się ukazał (3/19). „Nasz wiek zaczął się może w 2005 roku, kiedy narody Zachodu odrzuciły projekt dalszej integracji Unii Europejskiej, może w 2016, z chwilą zwycięstwa Trumpa w USA, a może trochę wcześniej, gdy na Węgrzech zwyciężył Orbán, w Grecji „Syriza”, a wkrótce potem w Polsce rządząca dziś partia” – podkreśla autor

Powiada się, że miniony wiek XX wcale nie zaczął się w 1900 roku, lecz czternaście lat później, z chwilą wybuchu pierwszej wielkiej wojny. Wtedy dopiero zaczął odsłaniać swe prawdziwe, ludobójcze i totalitarne oblicze. Nie inaczej z obecnym stuleciem, które bynajmniej nie rozpoczęło się w roku 2000, ani nawet 11 września 2001, kiedy tak tragicznie i spektakularnie ujawnił się światowy terroryzm. Nie on jednak zadecyduje o nadchodzącej przyszłości. Nasz wiek zaczął się może w 2005 roku, kiedy…

Więcej >>>

Kościół nie zdaje egzaminu w czasie strajku nauczycieli

13 Kwi

Ostatnio przedstawiciele kościoła dość aktywnie włączają się do oceny strajku nauczycieli i niemal zawsze są krytyczni wobec strajkujących. Wyraźnie pokazują, czyją stronę w tym sporze trzymają.

O oburzonym wikariuszu z Ustrzyk Dolnych, który uważa, że nauczycielowi, podobnie jak księdzu, strajkować nie wypada, bo podstawą zawodu jest powołanie, jakże więc „gorsząca jest postawa strajkujących, którzy zdradzili swoją misję dla trzydziestu srebrników”.

O wikariuszu i katechecie z Wrocławia, który nazwał nauczycieli lewakami.

Jak również o proboszczu jednej z lubelskich parafii, który do wiernych w kościele powiedział: „strajkujący nauczyciel to nie nauczyciel” i „kiedyś nauczyciel uczył za darmo i oddawał życie za ucznia”.

Właśnie na tę wypowiedź proboszcza zareagował na Facebooku ksiądz Łukasz Kachnowicz, duszpasterz akademicki i publicysta z Lublina: „Księża gorszący się, że nauczycielom nie chodzi o dzieci, tylko o pieniądze, to już jest przegięcie. Sorry, ale my też mamy powołanie, przede wszystkim powołanie, ale też dbamy o swoje finanse i to całkiem dobrze dbamy. Wcale nie jest tak, że wszyscy i wszystko robimy za „Bóg zapłać” – napisał ks. Kachnowicz.

To rzadki głos, tym bardziej z wielkim szacunkiem należy ocenić uczciwość oraz odwagę księdza Łukasza Kachnowicza. To między innymi tacy duchowni próbują ratować, bardzo już nadszarpnięty, wizerunek kościoła w Polsce.

Eugeniusz Szymański, proboszcz p.w. Miłosierdzia Bożego w Lublinie nazwał nauczycieli „nierobami” i „obibokami”.

W czasie szkolnych rekolekcji proboszcz Eugeniusz Szymański zasugerował młodzieży z klas VII-VIII, aby zmówiła ‚Zdrowaś Mario’ za nauczycieli, którzy strajkują, nie mając żadnych ku temu podstaw. 

Módlmy się o opamiętanie nauczycieli, którzy w tej chwili bezpodstawnie protestują. I o mądrość dla Polaków, żeby ta sytuacja konfliktowa została jakoś zgodnie z Bożą wolą rozwiązana – mówił duchowny do zebranych nastolatków. Ksiądz miał także powiedzieć, że pracownicy oświaty są„nierobami i obibokami, którzy nie powinni nic chcieć od państwa” bo „kiedyś nauczyciel uczył za darmo i oddawał życie za ucznia”. Po wypowiedzeniu tych słów przez duchownego część zebranych opuściła kościół. 

Rząd PiS po 6 dniach od rozpoczęcia strajku w oświacie w dalszym ciągu nie potrafi porozumieć się ze związkowcami reprezentującymi środowisko nauczycielskie (Związek Nauczycielstwa Polskiego, Forum Związków Zawodowych).

Mamy gotowe do podpisania porozumienie. W tej chwili najważniejsze są egzaminy i to, aby młodzież mogła bez stresu je napisać. (…) Dziękuję nauczycielom, którzy są w tej chwili ze swoimi uczniami. Dziękuję za Państwa odpowiedzialność i odwagę. Naszym podstawowym założeniem jest, by z owoców wzrostu gospodarczego mogli korzystać wszyscy Polacy – mówiła dzisiaj w Sejmie minister Beata Szydło.

Szydło wychodzi co jakiś czas i mówi, że nauczyciele mogą dołączyć do porozumienia, które podpisano z radnym PiSu. Nie ma żadnej gotowości do dialogu – komentuje słowa Szydło poseł Tomasz Siemoniak.

Oni są jednak kosmitami. Najpierw wprowadzili w szkolnictwie kosmiczny bałagan, a kiedy wszystko się wali proponują okrągły stół o przyszłości oświaty. Na to był czas przed wprowadzeniem reformy, a nie po – wypowiadasię Krzysztof Luft (były członek KRRiTV).

Do strajku nauczycieli odniósł się także w mediach społecznościowych publicysta Andrzej Bober. – To jest okropna grupa ludzi, która poza własne interesy osobiste i partyjne nie widzi, że obok toczy się normalne życie normalnych ludzi. To są bardzo źli ludzie. Podli ludzie. Trzeba szybko ich siępozbyć – napisał na Facebooku.

To nie nauczyciele trzymają w szachu uczniów, ale właśnie PiS zrobiło sobie z nich zakładników, rozgrywając nimi jak mu się żywnie podoba.

Nie da się ominąć najważniejszego tematu tygodnia, czyli strajku nauczycieli. Wybaczcie mi więc, proszę. Wprawdzie „nie chcem ale muszem” wpisać się w ten trend i dorzucić swoje trzy grosze. Jednak nie będę pisała o samym strajku. Biorę na celownik reakcję partii rządzącej i to jej chcę wystawić pierwszą, cząstkową ocenę.

Przyznam się, że czegoś takiego to ja nigdy w życiu nie widziałam i nie słyszałam, a oczy robią mi się coraz bardziej okrągłe od napływających informacji. Odnoszę wrażenie, że politycy Zjednoczonej Prawicy mają w kieszeni świetnie opracowane gotowce, wykuli co trzeba na pamięć i bezkrytycznie, jak mantrę, powtarzają wciąż to samo. Właściwie wystarczyłoby posłuchać tylko jednego, a resztę sobie odpuścić, bo nie ma co liczyć na sensowną merytoryczną wypowiedź, dyskusję na argumenty, odrobinę przyzwoitości.  Szkoda nerwów, czasu i energii. Szkoda własnego zdrowia psychicznego…

Przekaz numer jeden od partii rządzącej. Nauczyciele to kupa leni, malkontentów, zdrajców, którzy dla kasy poświęcają dobro biednych dzieciaczków, spragnionych wiedzy. Ich strajk to wyłącznie działanie polityczne, którego celem jest obalenie rządu praworządnego i sprawiedliwego, pierwszego tak wspaniałego w historii Polski. To hipokryzja tych, którym stworzono idealne warunki do pracy, podano pod nos fantastyczną podstawę programową i obiecano, że w ciągu najbliższych kilku lat zostaną wynagrodzeni za wierność oraz posłuszeństwo odpowiednią kasą. A teraz psim obowiązkiem nauczycieli jest pracować dla idei, bo w dzisiejszej oświacie jest miejsce tylko dla Piotrów Judymów, nauczycieli, którzy gotowi są zrezygnować ze wszystkiego, ponieść największą ofiarę, by całkowicie i niepodzielnie oddać się służbie dla idei.

Przekaz numer dwa dotyczy Sławomira Broniarza, szefa ZNP. To komuch, czerwony lewak, rozgrywa jakiś swój własny interes. Tyle razy MEN chciał z nim rozmawiać, dogadać się, ale on zawsze swoje i teraz kłamie w żywe oczy, twierdząc, że on chciał się spotkać, ale oni, czyli szefostwo MEN, nie chciało. T właśnie ten wredny Broniarz podkręca nauczycieli, którzy zbyt głupi, by własny rozum mieć i dają się wciągnąć w prywatną wojenkę szefa ZNP.

Przekaz numer trzy to wskazanie ogromnej, choć niedocenionej roli oświatowej Solidarności. Tylko pan Ryszard Proksa, jej przewodniczący zrozumiał, o co toczy się gra i wziął na swoje wątłe barki cały ciężar odpowiedzialności za nieodpowiedzialnych nauczycieli. Tylko on zrozumiał, jak bardzo rząd jest hojny i ile chce dać belfrom. Tylko on podpisał porozumienie z rządem, będąc świadom, że za taką byle jaką pracę więcej się nauczycielom nie należy.

Przekaz numer cztery dotyczy pełnego zrozumienia MEN, że czas na zmiany systemowe w edukacji. Wykazując sporo dobrej woli przywrócone zostaje to, co po objęciu władzy, odrzucono, np. skrócenie stażu nauczyciela, który dopiero rozpoczyna pracę w szkole, a przed nami jeszcze o wiele, wiele więcej nowości. Wow, to czym była ta nieszczęsna deforma Zalewskiej? Tylko grą wstępną? Nie powiem, włos mi się jeży. Błagam, niech już politycy PiS i ludzie pokroju Anny Zalewskiej nie grzebią więcej przy edukacji, bo za chwilę wylądujemy jako naród w oślej ławce na długie lata.

Przekaz numer pięć to twarz pełna łagodności, prośba o wspólne pochylenie się z troską o dzieci, pozory zrozumienia i otwarcia na postulaty strajkujących. To wypowiadane z bólem serca słowa, że rząd chce dać, chce tyle zrobić, ale nie ma kasy, więc zaprasza do okrągłego stołu, do pogadania i przyjęcia tej propozycji, którą tak ochoczo podpisał pan Proksa

No i tak sobie stają nasi władcy przed kamerami, szczerzą zęby do kamer i wciskają te swoje prawdy narodowi, z których część kupuje je bez zagryzki. A potem ta część narodu, której szczytem marzeń jest istnienie w Polsce tylko Homo PiSsus, wskakuje w internet i zaczyna szaleć, trollując, hejtując, piętnując strajkujących nauczycieli i każdego, kto ich wspiera. Weszłam sobie na konto jednego z przedstawicieli tejże grupy. W oczy rzucił mi się pewien tekst:

Trzeba przyznać, że jak na 8–latka to rozeznanie sytuacji wręcz genialne. Pozostawię na boku moje wątpliwości, co do prawdziwego autora tego wywodu i skupię się na komentarzach. Zachwyt ogólny. Towarzysze broni piszą z entuzjazmem: „Polać młodemu”, „widać, że rodziców ma Polaków”, „Gratulacje dla ośmioletniego Marcina. Szkoda, że są starsi od niego którzy tego nie widzą i popierają tą obstrukcję próbę wprowadzenia w Polsce chaosu i odsunięciu PIS-u od władzy. Nie zdała egzaminu ulica, szlag trafił zagranicę więc antypolskie szuje kosztem uczniów, łamiąc wszelkie przysługujące młodzieży prawa, w tym prawo do nauki i zdawania egzaminów – próbowali zdestabilizować sytuację w Polsce i to tuż przed wyborami. Jednak Pan Bóg nad Polską czuwa – i plany czerwonej bandy szlag trafił”. W tej chwili ten post ma 432 udostępnienia i 39 komentarzy, co jak na Facebook jest dość dobrym wynikiem.

Wydawać się może, że nauczyciele są na pozycji przegranej. W końcu to w interesie PiS, Zjednoczonej Prawicy i wielu hierarchów kościelnych jest, by dobrzy nauczyciele zwolnili miejsce w szkołach tym bezwolnym i posłusznym, którzy będą pracować tak, jak im władza nakazuje. W końcu w dzisiejszej Polsce mądrość, wiedza, umiejętności to nic innego jak zagrożenie dla pisowskiej praworządności i sprawiedliwości. PiS potrzebuje fabryki bezrozumnych Homo PiSsus, a nie światłych, inteligentnych ludzi. Stąd takie przekazy. Stąd tyle kłamstwa i manipulacji. Stąd wiara, że się uda…

No cóż, przekazy przekazami, ale intencje aż biją po oczach. To nic innego jak gra na przetrzymanie. Z egzaminami się udało, co MEN uważa za sukces na miarę tego, z Brukseli, gdy załatwili Polsce wynik 27:1. Teraz kolejne egzaminy, matury, rady klasyfikacyjne, promocyjne, sprawdzanie wyników egzaminów, trzeba więc coś wykombinować, by złamać jedność i solidarność nauczycieli. Trzeba postawić ich pod ścianą, zatopić w szambie narodowej nienawiści, wykorzystać potencjał, obiecać okrągły stół, licząc, że uda się przy nim pokonać ducha strajku i będzie dobrze…

Nieźle się napracowało PiS przez te kilka dni, prawda? A teraz popatrzmy, na jaką ocenę zasłużyła partia rządząca. Czas wreszcie na wystawienie pierwszej oceny rządowi, który udaje, że nauczycieli się nie boi i trzyma ich w szachu. Trzeba przyznać, że władza walczy bezpardonowo, co jednak nie zasługuje na moje uznanie. To nie nauczyciele trzymają w szachu uczniów, ale właśnie PiS zrobiło sobie z nich zakładników, rozgrywając nimi jak mu się żywnie podoba. Tak więc, za stosunek do uczniów wystawiam jedynkę. Za lekceważenie nauczycieli – jedynkę. Za kłamstwa i matactwa – jedynkę. Za kolejne dzielenie narodu – jedynkę. Za bezpardonowy atak na strajkujących – jedynkę. Za pozorowanie działań w oparciu o praworządność i głoszoną sprawiedliwość – jedynkę. Za poziom hipokryzji – jedynkę. Wychodzi nam średnia, czyli jedna, wielka, soczysta JEDYNKA.

Jak widać, tutaj nawet repetowanie klasy nie pomoże. Ewidentnie widać, że całą tę partię i jej zwolenników należałoby cofnąć do przedszkola, a cały proces edukacyjny rozpocząć na nowo, ze szczególnym uwzględnieniem niechęci do nauki, oporu wobec rzetelnej wiedzy, braku otwartości na edukację jako taką i znacznie spowolnionych możliwości poznawczych, zgodnych z realiami, a nie rodem z bajek dla niegrzecznych dzieci.

Silna Polska w Europie kontra partyjne państwo PiS

7 Kwi

Przed nami wybór: albo silna Polska w Europie, albo partyjna Polska wychodząca z Unii – tymi słowami Grzegorz Schetyna, lider Platformy Obywatelskiej, rozpoczął konwencję Koalicji Europejskiej w Warszawie. Tym samym kampania KE ruszyła na dobre.

KE startuje z kampanią

W warszawskiej hali Expo na Żeraniu odbyła się pierwsza wspólna konwencja Koalicji Europejskiej, czyli szerokiego porozumienia środowisk prodemokratycznych i prounijnych: Platformy Obywatelskiej, Polskiego Stronnictwa Ludowego, Sojuszu Lewicy Demokratycznej, Nowoczesnej oraz Zielonych.

– Albo silna, dostatnia, demokratyczna Polska w mocnej Europie, albo to, co dziś – państwo partyjne, na drodze do wyjścia z Unii Europejskiej. Albo Polska, jeden z liderów Zachodu, albo Polska dryfująca na Wschód. Albo my Polacy dogonimy poziom i jakość życia zachodnich Europejczyków, albo się na pokolenia od nich oddalimy – rozpoczął Grzegorz Schetyna.

W konwencji wzięli udział wszyscy kandydaci KE z pierwszych miejsc.

Najważniejsze wybory od 89 roku

Lider PO mówił o wadze wyborów w 2019 roku. Jego zdaniem to najważniejsze wybory od 1989 roku. – Wtedy Polacy jasno odrzucili komunizm, a wybrali suwerenność, demokrację, kurs na Zachód i szansę na lepsze życie. Teraz stawka wyborów jest jeszcze wyższa – mówił Schetyna i przypomniał, że do zwycięstwa 30 lat temu także potrzebna była szeroka koalicja prodemokratyczna.

Schetyna odniósł się też do strajku nauczycieli, który prawdopodobnie rozpocznie się w poniedziałek. – Dziś myślami jesteśmy z nauczycielami. Zarzucają im chciwość, opluwają, starają się zaszczuć. Musimy im wszyscy dzisiaj okazać solidarność. Oni zasługują na to, żeby pracować w lepszych warunkach, zasługują na szacunek, zasługują na to, żeby ich wysłuchać, zasługują na wyższe pensje. Niech usłyszą od nas słowa otuchy i solidarności: Trzymajcie się mocno, jesteśmy z wami – dodał przewodniczący PO.

KE vs PiS

Schetyna dużą część swojego przemówienia poświęcił na wskazanie różnic między rządząca partią a Koalicją Europejską.

Zastanówmy się, kto daje szansę na wyższy wzrost płac. Obecna ekipa, która zadłuża kraj, czy też Koalicja Europejska z programem „Wyższa płaca”? Kto spowoduje, że przyszłość naszych dzieci będzie wolna od smogu? Ekipa, która wycina lasy i chce opierać gospodarkę na węglu, czy my? – pytał.

– Oni nie mają strategii, mają pełne kompleksów instynkty. W efekcie są sami. Przegrywają nawet 27:1. Oni twierdzą, że Unia odbiera nam suwerenność, a przecież jest dokładnie odwrotnie. Wspólnie Europa jest potęgą. Potęgą, której Polska może i musi być jednym z liderów – mówił  Schetyna.

Przewodniczący PO dodał, że osoby startujące z list partii rządzącej to zbieranina przeciwników Zjednoczonej Europy, dla których nie powinno być tam miejsca.

Przypomniał też, że gdy Brytyjczycy planowali referendum, nie przypuszczali, że doprowadzi ono do brexitu. – To ideowi partnerzy PiS.  Wszyscy, którzy wątpią w polexit, niech odpowiedzą na pytanie: czy może być członkiem UE kraj z całkowicie upartyjnionym systemem sprawiedliwości? Nie może – podsumował.

Wspólnie możemy więcej

– Dla nas nie ma w Europie ważniejszej sprawy niż Polska – mówił w swoim przemówieniu Władysław Kosiniak-Kamysz, lider PSL. – Mamy trzy wielkie cele przed sobą: po pierwsze – wygrać wybory europejskie, po drugie – wygrać wybory parlamentarne i po trzecie – stworzyć demokratyczny, patriotyczny rząd najjaśniejszej Rzeczpospolitej.

Lider PSL dodał, że KE jest pierwszym krokiem do zwycięstwa. – Wspólnie jesteśmy w stanie dokonać cudu, osobno nie jesteśmy do niczego zdolni. Koalicja Europejska to najlepsi kandydaci. Łączy nas jeden wspólny mianownik: silna obecność Polski w Europie.

Przewodniczący SLD Włodzimierz Czarzasty w swoim wystąpieniu mówił o  równości młodych i starszych Europejczyków w dostępie do edukacji, kultury, służby zdrowia.

– Marzymy, aby nasze dzieci mogły zwiedzać Europę, żeby były wykształcone, rywalizowały o pracę z dziećmi z innych krajów, traktując je z miłością i otwartością. Moim marzeniem jest to, by kiedyś w Europie został stworzony pakiet świadczeń dla każdego dziecka – mówił Czarzasty.

Przewodniczący SLD mówił też o potrzebie wspólnego europejskiego programu dla osób starszych, a także wspólnym systemie wartości: – Pluralizm, poszanowanie praw człowieka, mniejszości narodowych, seksualnych, tolerancja, solidarność, prawa kobiet, prawo nauczycieli do godnego zarobku.

Podkreślił, że dziś jest wybór między tymi, którzy palą książki, a tymi, którzy je czytają.

„Pisologia”

Katarzyna Lubnauer, szefowa Nowoczesnej, mówiła o nowej ideologii, która się rozwija – „pisologii”. – Patriotyzm według słownika PiS-u równa się prymitywnemu nacjonalizmowi. Wolność to bezwolne funkcjonowanie pod dyktatem Jarosława Kaczyńskiego, a suwerenność to plucie Europie w twarz – ocenia szefowa Nowoczesnej.

– Koalicja Europejska jest silna siłą swojej różnorodności, jest mocna dzięki odpowiedzialności wszystkich jej członków za Polskę. Koalicja Europejska jest nową jakością w polityce, wynikającą z umiejętności jej liderów do łączenia. Koalicja Europejska jest nadzieją wielu Polaków na lepszą Polskę, na silną pozycję Polski w UE, na pieniądze z UE, ale przede wszystkim na nowoczesne, europejskie wartości – mówiła Lubnauer.

Zieloni: Jesteśmy tam, gdzie trzeba

– 26 maja czeka nas wielki wybór. Niech ten wybór będzie za Polską w Europie ekologicznej, demokratycznej i solidarnej – mówiła liderka Zielonych Małgorzata Tracz i podkreśliła: – Zieloni są zawsze tam, gdzie trzeba. Byliśmy pod Trybunałem Konstytucyjnym, na czarnych protestach, demonstracjach w obronie polskich sądów. Organizowaliśmy demonstracje w obronie polskiej przyrody i za prawami zwierząt, broniliśmy Puszczy Białowieskiej przed wycinką, a teraz bronimy Mierzei Wiślanej przed przekopem. Dziś jesteśmy tam, gdzie powinna być każda proeuropejska partia – w Koalicji Europejskiej – mówi Małgorzata Tracz.

Cały sens polskiej polityki dziś to trzy rzeczy podstawowe. Po pierwsze – uchronić Polskę przed końcem rządów prawa, podziału władz, normalnej demokracji. Kaczyński chce, jak np. Erdogan w Turcji, państwa partyjnego. Po drugie – ocalić miejsce Polski w UE i wywalczyć tam miejsce współlidera. Po trzecie wreszcie – gonić Europę Zachodnią pod względem jakości życia i poziomu dochodów. Tylko tej trzeciej rzeczy nie będzie bez dwóch pierwszych – mówi Grzegorz Schetyna, przewodniczący Platformy Obywatelskiej. Mówi też m.in. o związkach partnerskich, relacjach państwo-Kościół, programie socjalnym, naprawie mediów publicznych i państwa prawa po rządach PiS, a także o tym, czym jest partia centrowa. – Uważam, że musimy robić swoje, przygotowywać społeczeństwo obywatelskie, wzmacniać samorządy, pokazać ludziom lepszą Polskę. Nie można czekać na Godota. Wierzę w zwycięstwo. Wierzę, że Europa będzie za nas trzymać kciuki, że zmobilizujemy ludzi, że będzie taka mobilizacja jak w Warszawie i innych miastach podczas wyborów samorządowych – mówi Schetyna.

PRZEMYSŁAW SZUBARTOWICZ: A co, jeśli się nie uda?

GRZEGORZ SCHETYNA: Już się udało. Ludzie zobaczyli, że opozycja może być razem, że te okrzyki, które słyszałem na demonstracjach, wzywające nas do zjednoczenia, przyniosły realny efekt. Ale udało się także w szerszym wymiarze. Z całej Europy płyną do mnie wyrazy uznania i zarazem pozytywnego zdumienia, że udało się stworzyć tak szeroką antypopulistyczną konstrukcję, która dodatkowo ma w nazwie przymiotnik „europejska”. To jest sygnał wysłany do Europy, że chcemy wrócić i że ten żywioł proeuropejski, demokratyczny, praworządny, konstytucyjny może zdobyć większość.

Sondaże pokazują, że tylko Koalicja Europejska jest w stanie realnie zagrozić PiS-owi.

Pan się chwali zjednoczeniem i mówi o fundamentalnych wartościach, a PiS obiecuje ludziom realne pieniądze, wznieca wojnę ideologiczną, omija narrację o walce dwóch sił – europejskiej i antyeuropejskiej. Chce narzucać inne tematy.
To jest reakcja obronna Kaczyńskiego najpierw na aferę Srebrnej, a potem na Koalicję Europejską. On się boi, że naprawdę może przegrać, choć myślał, że ma władzę na zawsze. Ta nerwowa, chaotyczna kampania PiS jest odpowiedzią na to, że powstaliśmy.

No dobrze, ale jednak 500 Plus na każde dziecko czy trzynasta emerytura to są konkrety. Niektórym wyborcom to wystarczy. Jaka jest odpowiedź zjednoczonej opozycji?
Zacznę od fundamentalnego stwierdzenia: cały sens polskiej polityki dziś to trzy rzeczy podstawowe. Po pierwsze – uchronić Polskę przed końcem rządów prawa, podziału władz, normalnej demokracji. Kaczyński chce, jak np. Erdogan w Turcji, państwa partyjnego. Po drugie – ocalić miejsce Polski w UE i wywalczyć tam miejsce współlidera. Po trzecie wreszcie – gonić Europę Zachodnią pod względem jakości życia i poziomu dochodów. Tylko tej trzeciej rzeczy nie będzie bez dwóch pierwszych.

Nie damy się wciągnąć w wyścig na obietnice socjalne dotyczące wyborów październikowych, ponieważ przed nami wybory europejskie w maju.

Dlatego budujemy minimum programowe, które połączy pięć różnych partii i wiele środowisk pozapartyjnych. Dziś chcemy mówić o tym, co będziemy robić w Parlamencie Europejskim. O naszych tam interesach – o europejskiej perspektywie finansowej, o pieniądzach dla polskich firm, dla samorządów.

Ale chyba jakąś odpowiedź na tak zwaną piątkę Kaczyńskiego macie?
Oczywiście, że mamy. Ale Kaczyński stawia sprawę tak: jak wygra KE, to zabiorą wam to, co my daliśmy. A przecież 500 Plus na pierwsze dziecko i trzynasta emerytura to propozycje Platformy Obywatelskiej.

Dziś widać, że ze strony PiS jest i będzie tylko straszenie. Nie możemy dać się rozgrywać Kaczyńskiemu i dlatego musimy przedstawić spójny i konkretny program na wybory krajowe, bo wtedy będzie to miało sens.

Skoro tak, to dlaczego, gdy PiS te wasze propozycje przywołał, politycy PO zaczęli mówić, że to populizm?
Bo całe wyrachowanie Kaczyńskiego polega na tym, by operować tylko hasłami, za którymi nie stoi dobrze przemyślany program socjalny. On tylko obiecuje, a my mamy realne i dobrze policzone propozycje.

Jeżeli PiS chce płacić pieniądze w połowie maja, dziesięć dni przed wyborami, to wiadomo, że to jest jednorazowe i populistyczne. A w następnym roku już nie będzie pieniędzy. To nie jest trzynasta emerytura, tylko 880 złotych netto, za które seniorzy mają dać się korumpować.

Korumpować?
Tak, bo chodzi tylko o głosy w tych wyborach. Nic innego się dla PiS nie liczy. Tymczasem nam chodzi o to, aby jak najdłużej utrzymać Polaków na rynku pracy, a nie odsyłać ich na bezrobocie lub głodową emeryturę. PiS tak naprawdę nie dba o los ludzi, potrzebuje ich tylko w tych wyborach. My chcemy zbudować dobrze zorganizowany system, a PiS oferuje jedynie transfery socjalne. Przed wyborami krajowymi przedstawimy bardzo precyzyjny i dobrze wyliczony program. Nie mogę wejść z Kaczyńskim w taką licytację: skoro on daje 500, to ja dam 600. To jest droga donikąd. Wyborcy Platformy tego nie oczekują.

A czego oczekują?
Że pokonamy Kaczyńskiego i skonstruujemy sprawiedliwy system, który będzie motywował Polaków do tego, by Polska się rozwijała, goniła Zachód, była częścią cywilizacji europejskiej, a nie krajem, który wyrzuca zarobione pieniądze.

PiS chyba też chce gonić Zachód, skoro zarzeka się, że Polska jest i będzie w Unii Europejskiej i nikt nie chce polexitu.
Nie da się wierzyć PiS-owi. Oni są z Salvinim, z Le Pen, z Orbánem, z Wildersem, z radykałami, a my jesteśmy pośród najważniejszych. Koalicja Europejska jest projektem antypopulistycznym, który także dla Merkel i Macrona jest wzorem tworzenia nowej jakości w polityce europejskiej. Dzięki niej jest szansa na to, aby zdobyć większość w Parlamencie Europejskim.

To jest unikatowe. Mamy Zielonych, chadeków, liberałów, konserwatystów, socjaldemokratów, którzy przecież wprowadzali Polskę do Unii Europejskiej, więc po 1989 roku byli po dobrej stronie. I wszyscy się w tym mieścimy.

Polaków to może zainteresować bardziej, niż obietnice Kaczyńskiego?
Polacy są mądrzy. Rozumieją, że doraźne wydawanie pieniędzy bez planu na dalsze lata to droga grecka, niechybnie zmierzająca do katastrofy. To już było w Europie, nie trzeba daleko szukać. Tak naprawdę PiS dba tylko o swoich pisiewiczów w spółkach Skarbu Państwa, a nie o dobrobyt Polaków, zajmuje się transferami publicznych pieniędzy do swoich kieszeni. Ludzie rozumieją, że 500 miliardów, które przywieźliśmy z Unii Europejskiej w poprzedniej perspektywie finansowej i zainwestowaliśmy w drogi, infrastrukturę, samorządy, służy portfelom Polaków. I powinno znów, w nowym budżecie, służyć, teraz z nieco zmienionymi priorytetami – na czyste powietrze, zdrowie, badania i rozwój.

To ładnie brzmi, ale PiS – bez względu na afery, łamanie konstytucji, upolitycznienie prokuratury, propagandę, kłamstwa itd. – wciąż ma bardzo duże poparcie. To nie jest tak, że przeciwnika można zlekceważyć.
Nikt nie lekceważy, ale teflon kiedyś się ściera. W Polsce trwa to zwykle dość długo, ale potem wszystko się wywraca. Nie brakuje przykładów z historii. Uważam, że musimy robić swoje, przygotowywać społeczeństwo obywatelskie, wzmacniać samorządy, pokazać ludziom lepszą Polskę.

Nie można czekać na Godota. Wierzę w zwycięstwo. Wierzę, że Europa będzie za nas trzymać kciuki, że zmobilizujemy ludzi, że będzie taka mobilizacja jak w Warszawie i innych miastach podczas wyborów samorządowych.

A Biedroń? Pomaga czy przeszkadza?
Szuka swojego miejsca, chce się jakoś przebić, nie ma, jak my, ważnych dla polityki europejskiej postaci, dlatego nas atakuje. Jeżeli w wyborach do PE będzie miał tyle, ile dają mu obecnie sondaże, to w październiku może być pod progiem wyborczym. I on to wie, ponieważ dziś jest na poziomie 4-6 procent. To jest twarde zderzenie z rzeczywistością. Przyszłościowo jesteśmy skazani na współpracę z tym środowiskiem, ale dziś pozytywnie odbieram sygnały, które mówią, że Biedroń zbiera tych, którzy nigdy nie głosowali nie dlatego, że są młodzi, ale dlatego, że byli poza polityką. Jeżeli uda mu się przejąć tych wyborców i dołożyć ten potencjał do naszego centrowego i antypisowskiego elektoratu, to szanse obozu zachodniego, demokratycznego będą większe.

Wiosna, jak deklarują ciągle jej politycy, chce być poza duopolem.
To jest kompletne niezrozumienie sytuacji, w jakiej znalazła się Polska. Ale nie chcę wchodzić w ten spór, ponieważ uważam, że nie ma wroga po stronie opozycji. Naprawdę zjednoczeni możemy wszystko, możemy na trwałe zakotwiczyć Polskę wśród krajów-przywódców Zachodu i w dekadę, dwie osiągnąć zachodni poziom życia. Jeśli PiS ponownie dostanie władzę, czeka nas państwo partyjne, wariant wschodni, a minimum węgierski.

To jest ten wielki wybór Polaków. Albo-albo.

Wariant węgierski, czyli co?
Sądy całkowicie podporządkowane PiS-owi, media prywatne de facto znacjonalizowane i oddane pod kontrolę władzy, likwidacja niezależnego samorządu. Prokuratura i banki państwowe już są na telefon władzy. To nie jest żadne straszenie, lecz realne zagrożenie dla Polski.

Nie ma tu przesady?
Nie ma. Jeżeli czterdzieści dni jest przesłuchiwany człowiek, który donosi do prokuratury o przestępstwie Jarosława Kaczyńskiego, to oznacza, że partia kontroluje wszystko. To nie jest możliwe w normalnym państwie. Ale dziś to ludziom powoli powszednieje, a to jest najgorsze. Tak właśnie umocnił się Fidesz, bo ludzie się przyzwyczaili, że Fidesz wygrywa, że od Fideszu zależy kariera, że trzeba być przy partii, żeby mieć pracę, a dziecko skończyło dobre studia. Nie ma alternatywy, jak za czasów PZPR-u.

Ale koniunkturalistów nie brakuje. Jacek Saryusz-Wolski jest już bardziej pisowski od Kaczyńskiego.
To są jednak egzotyczne ekscesy. Szkoda na nie słów. Dziś trzeba przypominać Polakom, że po 1989 roku Polska stała się w pełni demokratyczna i że przez PiS możemy to stracić. Dlatego tak ważne są najbliższe wybory.

Po 1989 roku żadna ekipa nie uregulowała takich kwestii jak na przykład związki partnerskie czy prawa osób LGBT. Być może dlatego znów mamy spór światopoglądowy jako temat kampanijny.
PiS wywołał ten temat tylko po to, by skłócić Koalicję Europejską i pokazać, że PSL jest konserwatywne, a SLD nie. Rzeczywiście tak jest, ale to nie ma żadnego znaczenia przy wyborach europejskich.

To nie są wybory ani w sprawie 500 Plus, ani związków partnerskich, a PiS wykorzystuje te tematy cynicznie.

A co pan odpowie tym, którzy czekają na jasną deklarację przewodniczącego PO w sprawie związków partnerskich?
Że to ważny temat, od którego nie da się uciec. Musimy podjąć tę rozmowę, ale nie przy okazji wyborów europejskich. Bo dziś chodzi o to, żeby wrócić do stołu, wpływać na europejską politykę, przywieźć do Polski pieniądze. Jednak powiem zupełnie wprost: jeśli po wyborach parlamentarnych nie będziemy zgodni co do takich kwestii jak związki partnerskie czy rozdział Kościoła od państwa, to nie będzie można zbudować koalicji.

Platforma się zgodzi na związki partnerskie?
Uważam, że na ten temat będzie potrzebna w Polsce bardzo poważna debata. Pewnych procesów nie da się już zatrzymać. Według mnie konieczna będzie też redefinicja stosunków z Kościołem, szczególnie że polscy biskupi nie idą ścieżką wskazywaną przez Franciszka.

Ale czy zdarzy się tak, że Grzegorz Schetyna wyjdzie i powie: tak, popieram związki partnerskie?
Nie ja o tym będę decydował, tylko większość parlamentarna.

Partia centrowa jest od tego, żeby pilnować, aby wahadło nie wychyliło się za bardzo ani lewo, ani w prawo. Jeżeli ktoś jest odpowiedzialny, to wie, że żyjemy w 38-milionowym kraju, w którym są różni ludzie – wierzący, niewierzący, prawicowi, lewicowi, konserwatywni, liberalni – i trzeba dać jakieś gwarancje wszystkim.

Dziś wahadło jest wypchnięte zbyt mocno w obszar, w którym Kościół zaangażował się w politykę; robią ją proboszczowie i biskupi. Niedługo zacznie wracać i rolą partii centrowej jest niedopuszczenie do tego, by przechyliło się radykalnie w przeciwległą skrajność. To byłoby zabójcze, bo zostawia się niezagospodarowaną przestrzeń w środku, a skrajna lewica to z kolei droga Zapatero, wielki konflikt społeczny i podział państwa. Chodzi więc o to, żeby to wahadło wróciło w miejsce, które będzie akceptowane przez większość społeczeństwa.

Z badań wynika, że jedna trzecia naszych wyborców to wierzący i praktykujący regularnie, ponad jedna trzecia – wierzący i praktykujący rzadko, a mniej niż jedna trzecia – niewierzący i twardzi antyklerykałowie. Poważna polityka musi to brać pod uwagę.

Związki partnerskie są akceptowane przez wielu Polaków, pokazują to niektóre sondaże.
Chcę budować państwo dla wszystkich, osadzone w centrum. Wiem, że po tym wszystkim, co zdarzyło się w Kościele, który nie podjął się rozwiązania sprawy pedofilii mimo drogi wskazanej przez papieża Franciszka, nastąpią wielkie zmiany w mentalności. Ale jako polityk muszę być gwarantem tego, że wszystkie decyzje będą uzgodnione przez większość.

Jeśli w parlamencie znajdą się politycy, którzy z poparciem społecznym, po poważnej ogólnopolskiej debacie, znajdą większość dla związków partnerskich, będę głosował za.

Załóżmy, że opozycja przejmuje władzę. Jak naprawiacie państwo prawa? Ostrymi cięciami czy powolnym procesem?
Wszystko będzie zależeć od sytuacji Trybunału Konstytucyjnego i od tego, czy Andrzej Duda będzie współpracował z nową władzą. Osobiście jestem zwolennikiem pakietu 30 ustaw, czyli szybkiej i całościowej naprawy.

Media publiczne do likwidacji i budowy od nowa czy do reformy?
Dzielę to na dwie części. Pierwsza to rok 2020, czyli okres przejściowy, kiedy trzeba będzie szukać normalizacji, wykorzystując obowiązujące prawodawstwo. W tym czasie trzeba będzie odebrać partyjnej jaczejce możliwość instrumentalnej manipulacji opinią publiczną. Ale równolegle trzeba przygotowywać prawodawstwo na 2021 rok, kiedy zmieni się prezydent, żeby zbudować media publiczne z prawdziwego zdarzenia. Nie na rok, ale na 30 lat. Jestem zwolennikiem zagwarantowanych pieniędzy w budżecie, które pozwolą realizować misję dziennikarzom i twórcom, a nie politykom.

Symetrysta powie panu, że Platforma pewnie wejdzie w buty PiS-u i jedną jaczejkę zastąpi inną.
Coraz mniej interesują mnie symetryści.

Ludzie chcą normalności, a normalność to jest Polska bez PiS przy władzy. Nie ma dziś miejsca dla symetryzmu.

Donald Tusk wesprze opozycję, tworząc 4 czerwca ruch obywatelski, czy raczej wybiera się na konfrontację z panem?
Donald Tusk kończy swoją europejską misję w grudniu, w Polsce wszystko będzie już jasne. Ja dziś buduję szeroką koalicję, to jest moja odpowiedzialność. Mamy wspólny cel i dobrą wolę. Uda się.

Wierzę, że Polacy dokonają właściwego wielkiego wyboru. Jak w roku 1989.

Zgnilizna, jaką proponuje PiS, doprowadzić może kraj do upadku

10 Mar

Z przemówień na sobotnim zjeździe PiS na Podkarpaciu wynika, jaki partia Kaczyńskiego ma pomysł na wygranie wyborów europejskich. Nie jest to pomysł wyszukany i dlatego może być skuteczny. Opozycja powinna kontratakować, pokazując, jak „zjednoczona prawica” manipuluje wyborcami.

Chwyty na kampanię są reaktywne. Mają obronić pisowski „dobrozmian” przed krytyką polityki Kaczyńskiego. Wyraźnie widać, że PiS boi się przede wszystkim zarzutu, że nie ma programu europejskiego i zdąża do wyprowadzenia Polski z Unii Europejskiej. Boi się też zarzutów, że nie ma spójnej polityki gospodarczej i że nieodpowiedzialnie szasta pieniądzem podatnika.

Wysiłek propagandowy partii Kaczyńskiego skupi się na tych obawach. Propaganda pisowska wykorzysta trzy chwyty, wszystkie oparte na kłamstwie.

1. Atak na rodzinę. Nie ma żadnego „ataku na rodzinę”. Nie szkodzi. PiS chce znów rozbudzić w elektoracie, zwłaszcza tym gorzej poinformowanym, strach – tym razem przed jakimś zewnętrznym i rodzimym spiskiem przeciwko polskim rodzinom, szczególnie dzieciom, i tradycyjnemu  małżeństwu. W roli atakujących propaganda obsadzi Rafała Trzaskowskiego i Roberta Biedronia.

Cytowane będą wyrwane z kontekstu wyjątki z warszawskiej deklaracji na rzecz społeczności LGBT, z wytycznych Światowej Organizacji Zdrowia i z programu Wiosny: aborcja na żądanie, legalizacja małżeństw homoseksualnych, nowoczesna edukacja seksualna w szkołach. PiS może liczyć na poparcie Kościoła, czego sygnałem było oświadczenie trzech biskupów warszawskich w sprawie deklaracji LGBT. Ten chwyt może być najbardziej skuteczny i opozycja powinna być gotowa do przeciwdziałania.

2. Wszystko wam zabiorą. Opozycja nigdzie nie zapowiada, że cofnie pisowskie daniny socjalne, a nawet (Biedroń) obiecuje ich wydatne zwiększenie. Nie szkodzi. Propaganda PiS będzie straszyła, że świadczenia zostaną cofnięte, włącznie z wcześniejszym wiekiem przechodzenia na emeryturę.

3. Europa ojczyzn czy Europa bez ojczyzn? Nikt w głównym nurcie Unii Europejskiej nie proponuje likwidacji ojczyzn ani państw narodowych. Nie szkodzi. Propaganda pisowska będzie straszyła, że na tym zależy elicie brukselskiej, i wmawiała wyborcom, że tylko silna reprezentacja PiS w Parlamencie Europejskim może temu zapobiec.

Więcej >>>

Warto zaprzeczać ciągle i wszędzie, że jedynie PiS i 500+ działa na rzecz rodzin w Polsce. Przypominajmy co zrobił rząd PO, bo to ważne!

Co poprzedni rząd zrobił dla rodzin – zapewne „niewiele”… jeśli pominąć:

– wydłużenie urlopu rodzicielskiego z 16 tygodni do roku (najdłużej w Europie; 2013);

– wprowadzenie urlopu ojcowskiego. W 2011 r. był to tydzień, od 2012 r. – dwa;

– wzrost świadczenie pielęgnacyjnego dla rodzin z niepełnosprawnością w latach 2007-2016 z 420 zł do 1300 zł (netto);

– zwiększenie ulgi podatkowej na trzecie dziecko z 1688 do 2000 zł, a na czwarte i kolejne – z 2224 do 2700 zł.

– wprowadzenie możliwości odliczania tychże ulg nie tylko od podatku dochodowego – co powodowało, że wiele rodzin odzyskiwało ułamek pieniędzy – ale też od zapłaconych składek ZUS i 7,75% podstawy wymiaru składki NFZ. W efekcie czterodzietna rodzina odzyskuje niemal 7000 zł!

– ustawę żłobkową z 2011 r. ułatwiającą otwieranie takich placówek (w 2010 r. tylko 2% dzieci do trzeciego roku życia obejmowała taka opieka, w 2015 r. już 7%);

– ulgę podatkową dla firm, które założą żłobek i przedszkole dla dzieci pracowników;

– kosiniakowe: grupy wcześniej wykluczone z tego przywileju – osoby pracujące na umowę cywilnoprawną, studenci, uczniowie, bezrobotni i rolnicy – po urodzeniu dziecka otrzymują 1000 zł miesięcznie przez pierwszy rok (2016 r.);

– wprowadzenie zasady‚ „złotówka za złotówkę”, dzięki której osoby przekraczające próg uprawniający do zasiłku nie tracą całej kwoty (dotyczy zasiłku rodzinnego i dodatków do niego; 2015 r.);

– podniesienie progu dochodowego uprawniającego do zasiłku rodzinnego, by obejmował więcej dzieci;

– ustawę z 2013 roku, na mocy której państwo opłaca składki emerytalne za kobiety samozatrudnione i bezrobotne będące na urlopach wychowawczych;

– opłacanie od roku 2011 przez państwo składek społecznych i zdrowotnych niań, by odciążyć rodziców;

– program „Przedszkole za Złotówkę”, ograniczający koszt godzin wykraczających poza czas bezpłatnej opieki (5 h) w publicznych przedszkolach do złotówki (2013 r.);

– ustawę przedszkolna nakazująca samorządom zapewnienie czterolatkom miejsc w przedszkolu (2015 r);

– bezpłatne podręczniki, dzięki którym rodzice oszczędzają średnio 250 zł na kupnie książek (2014 r.);

– Kartę Dużej Rodziny dla rodzin z przynajmniej trójką dzieci, uprawniającą do zniżek w prawie 10 tys. miejscach w Polsce (2014 r.);

– program in vitro, dzięki któremu do grudnia 2015 roku urodziło się 3841 dzieci;

– 360 mln zł przeznaczonych na budowę i remonty placów zabaw dla dzieci (Radosna Szkoła)

– w latach 2008-2012 do użytku oddano 2271 orlików (Hasło przewodnie programu: Zdrowe i uśmiechnięte dzieci – Najważniejsze!!!)

Karczewski chciałby zasiąść w Pałacu Saskim pod własnym portretem

14 Gru

Jak podaje „Super Express”, Kancelaria Senatu wzbogaciła się o nowy nabytek czyli portret marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego.

Jest to już pewną tradycją, że podobizna każdego z byłych marszałków zostaje umieszczona w galerii portretów. Nikt tego nie neguje, jednak zastanawia cena tego „dzieła”. Kwota 7.700 wydaje się być mocno zawyżona. Piotr Apel z Kukiz’15 nie ukrywa, iż „ponad 7 tys. za portret to jednak dużo. Pytanie, po co on, skoro PiS liczy, że przyszłej kadencji też będzie mieć marszałka. A jeżeli pan marszałek tak bardzo chciał mieć portret, może powinien zapłacić z własnej kieszeni”.

Internauci są bezlitośni. „I pomyśleć, że ta ekipa miała czelność mówić o bizancjum i wypominać ośmiorniczki. Banda megalomanów i pazernych łotrów. Łatwo się wydaje cudze pieniądze na własne zachcianki panie Karczewski? Następny obrazek do kolekcji powinien nosić tytuł „Karczewski w Poroninie” (Artur Kurkiewicz).

Po tych trzech latach sprawowania władzy śmiało można powiedzieć, że PiS niczego sobie nie żałuje. Czerpie z kasy państwa, ile tylko się da, na nagrody dla siebie, premie, ochronę ważniejszych i mniej ważnych swoich polityków, spełnianie mniejszych i większych kaprysów. Ciekawe, jak długo jeszcze państwo wytrzyma to szastanie naszymi pieniędzmi. Ciekawe, jak mocno dokręcą nam śrubę, by móc zachować „odpowiedni poziom finansowy” swoich rządów i odpowiednio nakarmić swoją megalomanię?

Mucha: Nie zgadzamy się na to w jaki sposób został potraktowany Kwaśniak. Jako ósemka posłów jesteśmy gotowi wystawić poręczenie osobom, które 6 grudnia zostały zatrzymane

– Dzisiaj mamy do czynienia z taką sytuacją, kiedy w iście putinowskim stylu rząd Prawa i Sprawiedliwości próbuje zamienić hasło afery KNF, hasłem powracającym do sprawy SKOK-ów i hasłem powracającym do sprawy działania pana Jakubiaka i pana Kwaśniaka i współpracowników, którzy zostali zatrzymani 6 grudnia. W związku z tym zdecydowaliśmy się wydać wspólne oświadczenie. Mówimy w tym oświadczeniu o tym, że nie zgadzamy się na to i jesteśmy w najwyższym stopniu oburzeni tym, w jaki sposób został potraktowany pan Kwaśniak – mówiła Joanna Mucha w Sejmie.

– Jako ósemka posłów podpisujemy się pod oświadczeniem, że jeśli będzie potrzebne osobiste poręczenie z naszej strony, to jesteśmy gotowi takie poręczenie wystawić tym osobom, które 6 grudnia zostały zatrzymane. Poza mną pod tym oświadczeniem podpisali się Janusz Cichoń, Izabela Leszczyna, Jarosław Urbaniak, Marcin Święcicki, Marta Golbik, Krzysztof Brejza i Zofia Czernow – dodała Mucha.

K.Morawiecki: Boję się, że w rządzenie nie wszyscy grają do jednej bramki. Pewien konflikt z Ziobrą jest

Boję się, że nie [wszyscy grają w rządzie do jednej bramki], że tam jest jednak duża rozbieżność. To jest też słabość pana premiera i rządu. Myślę, że te konflikty widać trochę społecznie. Nie jestem wewnątrz i tych konfliktów wewnętrznych nie widzę, ale cały ten okres rocznego rządu pana premiera był usiany rafami, nawet ta sprawa aresztowania byłych szefów KNF. To jest trochę nieodpowiedzialne działanie. Pewien konflikt [ze Zbigniewem Ziobrą] jest co do sposobu procedowania reformy sądownictwa” – mówił w rozmowie z Jackiem Prusinowskim w Radiu Plus Kornel Morawiecki.

Morawiecki zamiast twarzy ma cholewę, bo z gęby robi cholewę. Groteska

12 Gru

„Frywolność i propaganda sukcesu w wydaniu premiera Morawieckiego w Sejmie mocno kontrastują z #AferaKNF, drożyzną, rozbiciem armii i policji, chaosem w szkołach, sytuacją w rolnictwie. Kompletne oderwanie od rzeczywistości” – napisał na Twitterze Tomasz Siemoniak, były minister obrony w rządzie PO-PSL, ale to w niczym nie może poprawić humoru opozycji, która dała się ubiec Mateuszowi Morawieckiemu.

Premier przedstawił wniosek o wotum zaufania dla rządu w sytuacji, gdy na piątek zaplanowana jest – wnioskowana przez opozycję – debata w sprawie votum nieufności dla całej jego ekipy.

Skopiował tym samym pamiętny manewr rządu Donalda Tuska sprzed lat.

Farsą nazwał wystąpienie szefa rządu poseł PO Michał Szczerba, bo na jego treść składa się seria podziękowań.

Morawiecki dziękował wszystkim swoim ministrom. Wyliczał ich zasługi. „Gdybym miał wymienić wszystkie, nie zdążyłbym na posiedzenie Rady Europejskiej” – stwierdził.

„Dziękuję naszym Rodakom za zaangażowanie. Dziękuję za to, że jesteście zaangażowani w sprawy publiczne. Wasze zainteresowanie Polską jest widoczne” – zaczął Morawiecki.

Podkreślił: „Mam nadzieję, że Polacy powierzą nam stery rządów na dalszy czas i będziemy kontynuować reformy”. Dodał: „Osiągnęliśmy w tym roku najwyższy poziom rozwoju i najlepszy rynek pracy. Jesteśmy stawiani za wzór. Powiedzieliśmy, że będziemy obniżać podatki dla małych i średnich firm – i to się zadziało” – wyliczał z sejmowej mównicy.

Wchodząc w szczegóły podkreślił: „Mamy najniższe podatki w UE dla małych i średnich. CIT na poziomie 9%. Można?” – pyta Morawiecki. „Można” – chórem odpowiadają politycy PiS.

„Skuteczność, wiarygodność, europejskość i jedność” – tak określił Morawiecki filary swojego programu.  „Skuteczna i dobra polityka różni się od złej tym, że jest ona oparta o dotrzymywanie obietnic i twarde dane” – powiedział i zaapelował się do opozycji o obniżenie temperatury sporów.

Zwracając się dalej do opozycji tłumaczył: „Wyobraźmy sobie, że Unia Europejska jest kamienicą, w której w różnych mieszkaniach mieszkają różne rodziny, narody, państwa. Czy nie jest tak, że w ramach tych rodzin powinniśmy najpierw się między sobą porozumieć, zanim pójdziemy na skargę do dozorcy, czy jakiegoś sąsiada? – pytał.

Nawiązując do problematyki praw obywatelskich Morawiecki powiedział: „Niby w Polsce jest dyktatura, a przecież widać, jaki duży mamy ruch turystyczny”. Dodał następnie: „Jakoś się przedarli przez te zasieki i czołgi na granicach” – zakpił.  „To jest ciekawa dyktatura, że opozycja protestuje chroniona przez policję, że w wielu samorządach rządzi opozycja. Ze grozą myślę o takiej dyktaturze– dodał.