Tag Archives: Jarosław Olechowski

Pawłowicz hipokryzja postępująca i inne pisizmy

16 List

Niebo gwiaździste nade mną, prawo moralne we mnie. Walczę o państwo prawa, wolności obywatelskie, w tym wolność od pełnego zła Kościoła. A kaczyści precz!

Krystyna Pawłowicz, która obiecywała zawiesić działalność na Twitterze, właśnie opublikowała kolejne już – po złożeniu tej obietnicy – wpisy. „Tłumaczy” w nich, jak to jest możliwe, że mimo swojego wieku może kandydować do Trybunału Konstytucyjnego. Była posłanka PiS ma 67 lat.

– „ŻADNE przepisy, ani art.3 ustawy o TK, ani art.30 ustawy o SN określający „wymogi” dla bycia sędzią SN – JEDYNY do którego w sprawie „wymogów” odsyła art.3 ustawy o sędziach TK – NIE określają „końcowego” wieku dla kandydowania do SN/TK” – napisała Pawłowicz.

W następnym wpisie dodała: – „Przepis o 65 latach, po osiągnięciu których sędzia SN przechodzi z ustawy w stan spoczynku NIE MA przy tym jednak charakteru bezwzględnego, bo na wniosek tego sędziego można mu PRZEDŁUŻYĆ jeszcze o kilka lat czas wykonyw. funkcji sędziowskiej. Takie wnioski do KRS są dość częste”.

– „Art. 3 ustawy o statusie sędziego TK odsyła do „wymagań stawianych sędziemu SN lub NSA”. A do nich pośrednio należy też górna granica wieku sędziego SN lub NSA czyli 65 lat (art. 37 ustawy o SN). Ergo: dotyczy też górnej granicy wieku, do którego można zostać sędzią TK. Inaczej można by powołać do TK staruszka w wieku 90 lat na 9 letnią kadencję. Co zdaje się, że bardzo Pani Profesor podkreślała, gdy były procedowanie zmiany w SN, że powinno dać się szanse młodszym, bo ci bardziej wiekowi to nazbyt geriatryczni umysłowo” – odpisał Pawłowicz prawnik Tomasz Krawczyk.

Dominika Długosz z „Newsweeka” przypomniała wypowiedzi Pawłowicz sprzed dwóch lat: – „Za starzy sędziowie są niebezpieczni dla systemu prawnego. To nie jest już wiek… cierpi się na różnego rodzaju żylaki, choroby, zaburzenia krążenia, jakieś zmiany charakterologiczne… To wymaga już odpoczynku, wzięcia się za ogródek… Krystyna Pawłowicz, 2017”.

– „Hipokryzja postępująca”; – Łoj-tam, łoj-tam! Przecież poprawki do ustaw to dla was pikuś. Nie tylko ten przepis „nie ma CHARAKTERU”; – „Jeśli ktoś Kalemu zabrać krowy to jest zły uczynek. Dobry, to jak Kali zabrać komuś krowy.” Tyle warte te pani wyjaśnienia, co deklaracja o zawieszeniu konta”; – „Punkt widzenia od punktu siedzenia… Szczyt hipokryzji w pani wykonaniu” – komentowali wpisy Pawłowicz internauci.

Pacjenci, umierajcie! Rzecze PiS i jego guru Kaczyński

OKO.press

Więcej >>>

Operacja „Grodzki”, czyli 500 plus (dolarów) i inne hejty. „Szczecińska Pawłowicz” sfałszowana przez TVP

Wbrew propagandzie TVP szczecińska biolożka prof. Popiela nie twierdziła na FB, że w 1998 roku dała łapówkę prof. Grodzkiemu. Co więcej, szybko łagodziła swoje wpisy. Ale Radio Publiczne robi fejkową infografikę, a „Wiadomości” TVP orwellowski materiał. Czemu ten Grodzki taki groźny? OKO.press analizuje, co zostało w sieci i to, co z niej zniknęło

Więcej >>>

Po zapowiedzi ministra obrony narodowej Mariusza Błaszczaka, że złoży zawiadomienie na Lotną Brygadę Opozycji po happpeningu z tekturowym czołgiem, działacze postanowili mu „pomóc”. Stawili się więc w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie, gotowi do odbycia „kary”.

Ubrani w pasiaki przynieśli „dowody zbrodni”. – „Tu jest corpus, a tu jest delicti” – powiedział jeden z brygadzistów, pokazując korpus czołgu i jego lufę. – „Proszę wyjść z tym przedmiotem!” – zakrzyknął strażnik.

Niewiele zdziałali w prokuraturze, choć prosili: – „Pan dzwoni do Błaszczaka” i „Przykujcie nas chociaż do stojaków na rowery na 5 minut”.

Poszli więc do Kancelarii Prezydenta, która mieści się nieopodal Sejmu przy Wiejskiej. Uznali, że skoro Andrzej Duda ułaskawił Mariusza Kamińskiego, zanim zapadł prawomocny wyrok sądu, to może zrobić to samo w ich przypadku. Tutaj jednak nie znaleźli „Duda pomocy”…

Znaleźli za to uznanie w sieci. – „Uśmiech i humor to oznaka zwycięstwa na głupotą polityków. W tekturowym państwie, to i corpus delicti z tektury”; – „Biedne ciecie, pewnie się modlą, abyście na ich zmianie nie wpadli”; – „Dawno się tak nie uśmiałem, mój typ poczucia humoru, delikatnie absurdalny i cholernie inteligentny. Szacunek, szkoda tylko, że Mariusz do usranej śmierci tego nie zrozumie” – komentowali internauci.

Depeszę o tym, jak Telewizja Polska zrelacjonowała wizytę „pierwszego Polaka w USA bez wizy” nadała czołowa agencja informacyjna Associated Press, a podały ją dalej m.in. „The Washington Post”, czy „The New York Times”. AP odnotowała, że materiał został wyśmiany. O sprawie pisze Gazeta.pl.

AP zauważa, że relacja w Polsce została wyśmiania, gdy widzowie zorientowali się, że podróżnym był pracownik stacji oraz były polityk PiS. Agencja pisała także, że TVP jest wykorzystywana przez partię rządzącą do „trąbienia o sukcesach”.

Materiał „Wiadomości” TVP1. Dziennikarze zarzucają ustawkę

Dziennikarze i użytkownicy Twittera po emisji materiału w „Wiadomościach” zarzucili TVP ustawkę. Dyrektor TAI Jarosław Olechowski zapewniał w tym serwisie społecznościowym, że lot pierwszego Polaka bez wizy do Stanów Zjednoczonych pokazany w „Wiadomościach” nią nie był. „Red. Bakalarski przeszedł standardową procedurę ESTA jak każdy podróżny. Materiał miał charakter poradnikowy, pokazujący co należy zrobić, żeby polecieć do USA bez wizy” – poinformował Olechowski.

Czytaj więcej o całej sprawie

Pan były marszałek czuje się bardzo rozgoryczony, wręcz skrzywdzony tą wielką niesprawiedliwością, jaka go spotkała.

Ależ gorący tydzień za nami. Zaprzysiężenie nowych posłów, lekki demakijaż rządu, rozpaczliwe poszukiwanie kasy, co już owocuje nowymi pomysłami, ile i jak ją z nas wyciągnąć. Dla mnie jednak „bohaterem” ostatnich dni jest Stanisław Karczewski i jego walka o jego Senat. To najbardziej tragiczna postać, pełna smutku i rozżalenia. Biedaczek, który zupełnie nie potrafi odnaleźć się w nowych realiach.

Zacznijmy jednak od początku. 13 października odbyły się wybory do parlamentu. Oczywiście Zjednoczona Prawica wygrała Sejm, co nie było żadnym zaskoczeniem. Wprawdzie okazało się, że PiS jest teraz bardziej uzależnione od swoich sojuszników, bo bez nich nie ma większości, że ogólnie na partie opozycyjne głosowało w sumie więcej Polaków niż Zjednoczoną Prawicę, że prezes nie krył rozczarowania, bo miał nadzieję, że zwycięstwo to będzie druzgoczące i opozycja na wieki wieków zostanie wyeliminowana, ale co tam. Wygrana to wygrana. Gorzej, gdy doszło do podsumowania wyników głosowania na senatorów i tutaj PiS poległo. To było jak uderzenie w policzek, zniewaga, nad którą ciężko przejść do porządku dziennego.

Najpierw zapadła cisza. Trzeba było ogarnąć temat i zastanowić się, co dalej. Najlepszym pomysłem okazał się ten, który już niejeden raz wspomógł prezesa i jego kolesi, czyli… przekupstwo. Sam Karczewski nie krył, że wszystko możliwe, bo przecież „nigdy nie było takiej sytuacji, że senatorowie, którzy rozpoczęli kadencję, w takich samych konfiguracjach politycznych tę kadencję kończyli”.

Ruszyła więc pisowska brać do boju, wierząc, że znajdzie kilku senatorów, którzy przejdą na ich stronę mocy, a tu klapa. Nie pomogły obietnice świetlanej przyszłości, nie pomogło zastraszanie. Senatorowie opozycyjni i niezależni zaparli się i koniec. Dla PiS-u to sytuacja nie do ogarnięcia, bo jak to. Przecież ta partia jest mistrzem w kupowaniu poparcia, a tu taka porażka. Ciężko to było przegryźć, tym bardziej, że zgłoszone protesty wyborcze, dotyczące nieprawidłowości w wyborze senatorów, też zostały odrzucone.

Fakt stał się faktem. PiS stracił Senat i choć na uszach stawał, nie udało się tego zmienić. No i tu wyskakuje nam ten biedak, pan Karczewski. Do końca, do ostatniej chwili był przekonany, że uda mu się zatrzymać stanowisko marszałka Senatu, bo przecież był takim wspaniałym marszałkiem. Jak mówił, „debaty wokół spraw nawet najbardziej dyskusyjnych, problematycznych, kontrowersyjnych, toczyły się do późnych godzin nocnych, nigdy nie ograniczałem możliwości wypowiadania się senatorów opozycji, mieli sytuację wręcz komfortową w Senacie. Moje drzwi były, są i będą otwarte dla wszystkich senatorów”, a tak w ogóle jego kadencja „była udaną kadencją. Myślę, że panowałem nad emocjami senatorów, potrafiłem prowadzić obrady, ale przede wszystkim prowadzić sprawy, za które odpowiedzialny jest Senat”.

Naprawdę nie wiem, czy to zaklinanie rzeczywistości czy też początki demencji, bo zupełnie inaczej pamiętam rządy marszałka Karczewskiego. Wyrzucenie flagi unijnej, skracanie czasu wypowiedzi, wyłączanie mikrofonów, nocne obrady, bezkrytyczne przyjmowanie każdej ustawy Zjednoczonej Prawicy, nawet tej, pełnej błędów i potem wielokrotnie poprawianej. Zapomniał o tym?

Teraz pan były marszałek czuje się bardzo rozgoryczony, wręcz skrzywdzony tą wielką niesprawiedliwością, jaka go spotkała. Walkę o fotel marszałka Senatu przegrał z profesorem Grodzkim i ależ ta porażka boli. Żegnaj luksusowy apartamencie w jednej z willi rządowych. Żegnaj cateringu i usługi prania oraz sprzątania w gratisie. Żegnajcie loty z rodzinką… I co teraz z tym pięknym portretem Karczewskiego, który był niezbędny „dla dobrego funkcjonowania państwa”? Pewnie zabierze do domu, powiesi w salonie i będzie się przed nim modlił o rychły upadek Senatu, który w obecnym składzie do niczego prezesowi i partii się nie przyda.

Jestem jednak przekonana, że nieraz usłyszymy jeszcze o panu Karczewskim. Już dzisiaj wieszczy on, że Senat nowej kadencji zamieni się w „izbę politycznych awantur”, bo przecież inaczej być nie może, a on sam będzie krytycznie patrzył na ręce nowego marszałka i ostro go punktował. Upokorzony i nieszczęśliwy pan Karczewski dzisiaj przywdziewa zbroję don Kichota i rusza na samotną walkę. On kontra senatorowie, którzy nie dali się przekupić. On i jego wiara, że wszystko jeszcze może się zmienić i powróci do koryta w blasku chwały i sławy. On silny, niezłomny, oddany prezesowi i pisowskiej Polsce nie odpuści. Jeszcze pokaże wszystkim, kto tu rządzi…

– Musimy teraz wybrać kandydata na prezydenta, potem czekają nas wybory szefa partii, a na końcu – wybory szefów regionów – mówił w sobotę w Swarzędzu przewodniczący PO Grzegorz Schetyna. Na spotkanie z działaczami przyjechał z prawdopodobną kandydatką partii na prezydenta RP Małgorzatą Kidawą-Błońską.

Więcej >>>

 

Kuchciński na śmietniku, gadzinówka TVP i zakłamany Kościół kat.

5 Sier

O tym, jaka przyszłość czeka marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego, który z przysługujących mu przywilejów postanowił wycisnąć najwięcej jak się tylko da, dowiemy się pewnie na początku nowego tygodnia. “Na mieście” mówi się, że najbardziej prawdopodobny scenariusz to jego rezygnacja “ze względów osobistych”, bowiem każde inne rozwiązanie byłoby dla PiS fatalne w skutkach. Odwołać go nie mogą, bo przyznaliby opozycji rację, bronić z mównicy sejmowej w najbliższy piątek, gdy odbędzie się debata nad jego odwołaniem też nie, bo jego zachowania tłumaczyć po prostu nie sposób. Wyborcy Prawa i Sprawiedliwości są jednak powoli przygotowywani na szok, jakim będzie odejście formalnie drugiej osoby w państwie i dziś w ten proces włączył się także premier Mateusz Morawiecki.

Podczas odbywającego się w Bojszowach na Śląsku pikniku PiS, szef rządu przekonywał swoich sympatyków że drobne błędy, jakie popełnia ekipa rządząca nie mogą przesłonić wielkich sukcesów, jakie odniosła.

“Chcę żeby Polska rozwijała się w najszybszym możliwym tempie, żeby polityka była dla ludzi, żeby ludzie to czuli, że jesteśmy razem z wami. Nawet, jak się potykamy, popełniamy błędy, chcemy się przyznawać do nich i żeby te drobne błędy, nie przesłaniały tych wielkich naszych osiągnięć, które się udały” – powiedział Morawiecki. Dodał przy tym, że rząd PiS chce kontynuować realizację programów socjalnych. – “500 plus, wyprawka, fundusze dróg samorządowych, emerytura plus. Chcemy te programy kontynuować, chcemy przeznaczać coraz więcej środków na te cele i w tym kierunku idziemy” – oświadczył premier.

Słowa szefa rządu wywołały gorącą reakcję internautów na Twitterze, którzy bezlitośnie wypomnieli mu, że PiS ma na sumieniu znacznie więcej, niż jedynie “drobne błędy”. Lista spraw, które obciążają rządzącą niepodzielnie partię Jarosława Kaczyńskiego jest gigantyczna i tylko dzięki temu, że Jacek Kurski i rządowa TVP dba o to, by wielu Polaków w ogóle się o nich nie dowiedziało, PiS może się wciąż cieszyć dużym społecznym poparciem.

Nieznana we współczesnej Polsce skala żerowania na publicznym majątku (gigantyczne premie dla ministrów, wiceministrów i działaczy w SSP), buta i arogancja władzy, upolitycznienie prokuratury i stworzenie w niej parasola ochronnego dla najważniejszych osób w państwie (sprawa Kaczyński kontra Birgfellner, SKOKi Biereckiego), służby antykorupcyjne ślepe na ukrywanie majątku przez polityków PiS (Morawiecki, Dworczyk) czy uwolnienie demonów nacjonalizmu i rasizmu to wszystko bezpośrednio obciąża ekipę władzy. Nie są to żadne “drobne błędy”, tylko działania które zasługują na Trybunał Stanu i rozliczenie przy urnie wyborczej. I tego będziemy się domagać od przyszłej władzy.

Znany z lat osiemdziesiątych utwór Kultu „Po co wam wolność” wybrzmiał na nowo podczas sobotniego koncertu zespołu na Pol’and’Rock Festivalu. Wszystko za sprawą obrazów, jakie pojawiły się na telebimach.

Kiedy Kazik śpiewał „Wolność. Po co wam wolność? Macie przecież telewizję”, uczestnicy koncertu zobaczyli fotomontaże przedstawiające Jacka Kurskiego, Danutę Holecką i Michała Adamczyka w mundurach.

 

Bardzo naturalnie wyglądali” – komentuje Jacek Nizinkiewicz, dziennikarz „Rzeczpospolitej”. Transmisja koncertu prowadzona była na YouTubie, a w sieci krążą z niej screeny.

Internauci bardzo żywiołowo zareagowali na przekaz. „Kult skończył z polityczną poprawnością i wprost wali w PiS-owską władzę” – można m.in. przeczytać w mediach społecznościowych.

Do ilustracji utworu odniósł się także szef Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, Jarosław Olechowski. „Kazik znów odleciał. Czego to człowiek nie zrobi dla pieniędzy…” – napisał na Twitterze

Media nie zajmują się już brudną przeszłością kleru i pewnie nie przypomną sobie o niej, dopóki trwać będzie precyzyjnie reżyserowana „walka Kościoła o przetrwanie”

W Suchym Lesie pod Poznaniem doszło do włamania i zbezczeszczenia kościoła. Krzysztof Pilas z rady ekonomicznej parafii mówi, że znana w okolicy kobieta poprzewracała wszystko na ołtarzu, zniszczyła krzyż i paschał, zerwała z ołtarza sukno. Notariusz Kurii Metropolitalnej w Poznaniu ks. Łukasz Kędzierski podkreśla próbę rozbicia tabernakulum i rozerwanie ksiąg liturgicznych. W relacjach z tego wydarzenia czytamy o bezprecedensowym akcie profanacji. A prawda jest taka, że w sztok pijana kobieta wybiła szybę i nie bardzo wiedząc gdzie weszła, wykonała małą demolkę, po czym usiadła na schodach i aż do przyjazdu policji doprawiała się alkoholem bełkocząc i wykrzykując obelgi do przechodniów. Do profanacji nie doszło, ale msza pokutna z udziałem licznych parafian wstrząśniętych dramatyczną relacją z tego wydarzenia, okazała się niezbędna…

Na warszawskiej Pradze ktoś zniszczył figurkę Matki Boskiej Pogorzelskiej. Prawicowe media i portale wszczęły larum: oto jesteśmy świadkami bezprecedensowego ataku na naszą katolicką wiarę, takie są skutki promowania lewackiej tolerancji światopoglądowej!  Policja zatrzymała sprawcę dewastacji religijnego symbolu. Jak poinformował Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych jest to narodowiec związany ze skrajną prawicą, który postanowił dokonać prowokacji sugerując, że symbole katolików atakuje się w Polsce i niszczy, a katolicy są prześladowani.  Policja nie potwierdza tej informacji, ale jej nie zaprzecza i nie oferuje żadnej konkurencyjnej, poza wiadomością, że sprawca nie przyznaje się do winy.

Diecezja Włocławska zawiadomiła, że na terenie parafii w Turku cztery osoby napadły na księdza wikariusza, który próbował wyjaśnić, że nie może przyjąć od nich aktu apostazji. Jeden z napastników „chwycił jedną ręką stojący na regale krzyż, a drugą zrzucił prezbitera z fotela na podłogę”, używając wulgarnych epitetów pod adresem kapłana i Kościoła. Diecezja podkreśliła, że był to kolejny „atak na tle religijnym”, do jakiego doszło w diecezji włocławskiej, bo niedawno sprofanowano kościół świętego Maksymiliana w Koninie i zniszczono znajdujący się obok świątyni pomnik oraz namalowano bluźnierczy napis na murze kościoła w Brzeźnie koło Konina. Publiczne i prawicowe media w te pędy nagłośniły komunikat diecezji, dokładając do niego pikantne szczegóły dowodzące rozwydrzenia i demoralizacji sprawców. Ale policja nie potwierdziła tych bulwersujących doniesień.  Okazało się, że do plebanii przyszła zwyczajna rodzina z prośbą o wykreślenie ich z ksiąg parafialnych. Wobec sprzeciwu przybysz wziął do ręki krzyż i pokazał go księdzu, co miało przypomnieć o jego misji i obowiązkach. Policję wezwano, ponieważ rodzina nie chciała opuścić plebanii bez załatwienia swojej sprawy. Ksiądz nie zgłosił jednak napaści i nie złożył żadnego doniesienia, więc policja – w odróżnieniu od setek hejterów odsądzających niewierzących od czci i godności – uznała sprawę za wyjaśnioną i zamkniętą.

Trzej pijani mężczyźni umyślili sobie okraść szczecińską Bazylikę św. Jana Chrzciciela, atakując po drodze proboszcza oraz dwie inne osoby, które uniemożliwiały realizację planu.  Wielce nagannym, ale w gruncie rzeczy dość banalnym epizodem natychmiast zajęły się „publiczne” i współpracujące z władzą media, nadając sprawie rangę wstrząsającego wydarzenia. Po wprowadzeniu do fabuły kilku poprawek ogłoszono, że oto grupa moralnych degeneratów, pozostająca pod wpływem ideologii LGBT, postanowiła ukraść szaty liturgiczne, aby odprawić diabelskie nabożeństwo. Polska Agencja Prasowa zacytowała rzekomą wypowiedź zakrystianki, że napastnicy zamierzali udzielić sobie homo-ślubu.  Prawicowe media cytowały prałata bazyliki ks. Aleksandra Ziejewski ego: „Rzucił się na mnie, zaczął mnie atakować (…) Gdyby mnie trafił, to pewnie by zabił. Oni byli w jakiejś diabelskiej furii”. W odpowiedzi przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki ogłosił list: „Moje najwyższe zaniepokojenie budzą coraz częstsze akty nienawiści wobec ludzi wierzących, ze smutkiem dostrzegam eskalację wrogich zachowań wobec ludzi wierzących, w tym stosowanie przemocy symbolicznej i fizycznej”. Głęboki smutek hierarchy nie uszedł uwadze ministra Ziobro, który ogłosił, że śledztwo w tej sprawie objęła nadzorem Prokuratura Krajowa. W ślad za swoim szefem wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik w rozmowie z Dorotą Kanią stwierdził, że w tej sprawie niesposób wykluczyć wątku ideologicznego i nie zaprzeczył tezie prowadzącej wywiad, że w „paradach równości środowisk LGBT uczestniczą dawni funkcjonariusze SB, co powoduje, że istnieje ryzyko prowokacji”.

Mimo „najlepszych chęci” przełożonych, prokurator prowadzący tę sprawę nie dopatrzył się w niej niczego poza trywialną kradzieżą rozbójniczą i naruszeniem nietykalności cielesnej, choć na wszelki wypadek ubrał te zarzuty w motywację „z powodu przynależności wyznaniowej pokrzywdzonych”.  

Ten domyślny motyw, rzucona na żer klakierom obecnej władzy, jest wątkiem wspólnym wymienionych wyżej i z braku miejsca niewymienionych incydentów, w których ludzie Kościoła czują się poszkodowani bądź kreowani są na ofiary. Kryminalne zajścia, kradzieże, włamania i napady nigdy nie omijały obiektów kultu religijnego ani księży, jednak ostatnio można odnieść wrażenie, że jest na te zdarzenia jakiś szczególny popyt.  Łączy je nie tylko szczególne zainteresowanie dyżurnej sfory pseudodziennikarzy rzucających się na każdy incydent który dałoby się nazwać atakiem na Kościół. Łączy je nie tylko charakterystyka sprawców, którzy niemal w każdym przypadku opisywani są jako aktywiści partii opozycyjnych, wyznawcy „ideologii LGBT”, a często wręcz zboczeńcy oszaleli z nienawiści do tronu i ołtarza.  Wspólnym mianownikiem jest również czas – kampania wyborcza, w której PiS walczy o ostateczne zawłaszczenie państwa i o bezkarność dla swego bezprawia.

Od dłuższego czasu widać wyraźnie, że PiS nie zamierza walczyć na programy, fakty i argumenty. Program ma niezbyt porywający, argumenty coraz bardziej niewiarygodne, a fakty głoszone przez prezesa, prezydenta, premiera i funkcjonariuszy partyjnych nie wytrzymują zderzenia z rzeczywistością. Nie bez racji Prezes RP uznał, że skuteczniejsze od bezpośredniej konfrontacji z opozycją będzie wykreowanie nowego wroga, którego da się przykleić do opozycji.  Tak urodził się kolejny „obcy”. Przez wiele tygodni PiS szczuł na ludzi odmiennej orientacji, straszył potworem Gender i groził zalewem „ideologii LGBT”.  Ale wygląda na to, że przekombinował. Coś nie zagrało. Miała być masowa akcja sprzeciwu samorządów wobec agresji wrogiej ideologii, której sprzyja PO, Nowoczesna i reszta lewactwa opozycyjnego. Okazało się jednak, że uchwały przeciw nieheteroseksualnej nawale i w obronie dzieci zagrożonych seksualizacją , nawet w rejonach zdominowanych przez PiS, podjęto tylko w niewielkiej części gmin i powiatów. Nie udało się też sprowokować do walki „zwyczajnych” obywateli. Na gejów i lesbijki oraz tych, którzy wspierają ich dążenie do równouprawnienia, rzucili się w Bydgoszczy i innych miastach tylko ci, co zawsze: wzmożeni pismacy, żule, damscy bokserzy, ukryci sadyści, bezmózgowcy na sterydach, nawiedzeni , psychicznie niepełnosprawni, niezrównoważeni i kibole – inna sprawa, ze z większą niż dotąd ochotą, bo w poczuciu bezkarności. A zdecydowana większość społeczeństwa na akty agresji zareagowała współczuciem wobec bitych, kopanych, opluwanych i dyskryminowanych.

Kaczyński nie lubi przegrywać. Szybko zrozumiał, że prześladowanym koniecznie trzeba odebrać życzliwość, a jednocześnie należy wzmocnić narrację sięgając po dodatkowe wsparcie. Jego Plan B nosi tytuł „Tylko PiS obroni Polski Kościół, atakowany przez lewaków i LGBT ze wsparciem PO”.  Projekt ten ma dodatkowy atut – obiema rękami i z większym niż dotąd zapałem będą wspierać PiS hierarchowie, którzy od czasu ujawnienia pedofilskich afer z udziałem księży i pomagających im biskupów, sami już zaczęli przebąkiwać o wojnie wypowiedzianej Kościołowi przez polskie i unijne lewactwo. Nadzieja, że w bitewnym dymie rozmyją się i unieważnią nieprawości ludzi Kościoła, spełnia się już dzisiaj. Media nie zajmują się już brudną przeszłością kleru i pewnie nie przypomną sobie o niej, dopóki trwać będzie precyzyjnie reżyserowana „walka Kościoła o przetrwanie”.

Stawiam dolary przeciw orzechom, że narracja o wrogach Kościoła, ukrywających się w szeregach LGBT, opozycji i przedstawicieli Unii, będzie narastać w miarę zbliżania się daty wyborów.  Z pewnością będziemy świadkami niejednego jeszcze incydentu. Trzymam zakład, że wykonawcami rozmaitych akcji – szturchnięcia księdza, oplucia biskupa, czy publicznego spalenia ewangelii przez całkowicie nieznanych sprawców ogłaszani będą nieheteroseksualni lewacy. Obawiam się też, że dojdzie do działań odwetowych, być może nawet do kolejnych po Białymstoku zamieszek pachnących pogromem, bo trzecie prawo Newtona dotyczy także relacji między ludźmi. Mam wrażenie, że bardzo się o to starają rządzący, a i niektórzy purpuraci jakby oczekują nienawistnych reakcji nadpobudliwych wiernych.  Bo czemu innemu służyć miało szczucie metropolity krakowskiego, który w 75. rocznicę powstania warszawskiego straszył „tęczową zarazą” LGBT, która zastąpiła „czerwoną zarazę” bolszewizmu?

Obiema rękami powstrzymuję się tu przed konstruowaniem jakiejś spiskowej teorii, ale co poradzę, kiedy w trakcie pisania kołacze mi się z tyłu głowy historia człowieka, który podczas ciszy wyborczej sparaliżował Warszawę podkładając w uczęszczanych miejscach fachowo sporządzone atrapy bomb. Nazwano go Gejbomberem, bo do kilku redakcji przyszedł mail podpisany „GayPower” oraz „SilnyPedał”. List zatytułowany: „Kaczyński = Wojna. Podłożyliśmy 15 bomb w Warszawie” zawierał protest przeciw zablokowaniu Parady Równości. Prawicowej propagandzie udało się wcześniej okrzyknąć Lecha Kaczyńskiego człowiekiem silnej ręki, szeryfem i młotem na przestępców. Bombera w 2 osobach nigdy nie złapano, ale w atmosferze niepokoju i obaw właśnie Lech Kaczyński został prezydentem RP.

Przed kolejnymi wyborami trafił się Falenta z niesympatycznymi nagraniami polityków PO, które – jak twierdzi – zlecili mu politycy PiS. Również w tej sprawie nie dowiemy się chyba jak było naprawdę, bo prokuratura uznała, że wykonawca zlecenia jest niewiarygodny. A niewiarygodnym jest, ponieważ kiedyś, gdy był na wolności i uważał, że umowa ze zleceniodawcą zapewnia mu bezkarność, nie mówił tego, co mówi teraz, gdy uważa, że zleceniodawca go oszukał i nie dotrzymał umowy. Prokuratura zignorowała poważne oraz prawdopodobne doniesienie i zarządziła badania psychiatryczne autora zarzutów.

Są na świecie kraje, gdzie przeciwników politycznych lub osobistych wrogów rządzących pakuje się do psychuszki – na lata, a czasem i do końca życia. To te same państwa, gdzie zdarzają się prowokacje polegające na tym, że władza napada na samą siebie, by uzyskać pretekst do ograniczenia praw obywateli.  Polska PiS dopiero eksperymentuje. Wynik eksperymentu zobaczymy, a być może również doświadczymy, po wyborach. Ale może nie?

Atak na WOŚP i Jurka Owsiaka

11 Sty

Kukiełka Hanny Gronkiewicz-Waltz buduje kukiełkę Jerzego Owsiaka, a następnie ją nakręca. Razem zbierają pieniądze na rzecz WOŚP. Znaczna ich część jest odkładana na bok i trafia do worków przygotowanych przez byłą prezydent Warszawy. Kukiełka przedstawiająca Owsiaka powtarza „hej, siema” – tak wyglądała przygotowana przez Barbarę Pielę animacja, którą wczoraj wieczorem wyemitowano w TVP Info.

Na tym nie koniec – w tej rzekomo satyrycznej animacji pojawia się również scenka z kwestowania. Wolontariuszka stoi na mrozie z puszką WOŚP, a Jerzy Owsiak siedzi na ławce pod kołdrą.

Internauci zwrócili też uwagę na jeszcze jeden szczegół – na jednym z banknotów 200-złotowych widać gwiazdę Dawida oraz… wizerunek Lecha Kaczyńskiego (a może Jarosława?). I tylko za to autorka animacji Barbara Piela postanowiła przeprosić na Twitterze.

Podobnie zachował się Jarosław Olechowski z TVP, który napisał: – „Szanowni Państwo, dyrekcja Telewizyjnej Agencji Informacyjnej stanowczo potępia powielanie antysemickich stereotypów. Nie ma na to zgody. Dlatego wobec osób odpowiedzialnych za incydent w ostatnim programie „Minęła 20” zostaną wyciągnięte surowe konsekwencje”. – „Plastusie powielają antysemickie stereotypy od dawna. Nie zareagowalibyście, gdyby nie to, że ich autorka jako rekwizytu użyła banknotów sugerujących, że Lech Kaczyński to żydowski król (skoro jest na banknocie z Gwiazdą Dawida). I co to konkretnie znaczy „surowe konsekwencje”?” – zapytała Bianka Mikołajewska z oko.press. Odpowiedzi nie było ani też reakcji TVP na obrzydliwe sugestie, dotyczące Hanny Gronkiewicz-Waltz i Jerzego Owsiaka.

>>>