Tag Archives: Janusz Piechociński

PiS powtarza PRL w kwestii cen żywności

6 Czer

Media informują o wzroście cen produktów w sklepach, które są coraz bardziej odczuwalne dla portfeli Polaków.

Wojciech Mann może mieć problemy w pracy po tym, jak subtelnie skrytykował na antenie premiera Mateusza Morawieckiego.

„Złożymy pozew o ochronę dóbr osobistych wraz z zapłatą zadośćuczynienia na rzecz organizacji dobroczynnej, np. WOŚP” – zapowiedział Jarosław Marciniak, sekretarz zarządu KOD. To reakcja na wypowiedź Marka Suskiego, szefa gabinetu politycznego Mateusza Morawieckiego.

Suski w TVP Info komentował przemówienie Donalda Tuska w Gdańsku podczas obchodów 30 rocznicy wyborów 4 czerwca. – Mówił do ludzi pod sztandarami KOD-u, że to wy jesteście ci dobrzy, uwierzcie w to. A tam wielu ludzi w KOD-zie to są osoby, które służyły obcemu mocarstwu i jeszcze mają przeszłość różnych służb PRL-owskich. Do takich ludzi, którzy tworzyli ścieżki zdrowia, bili robotników i byli po tamtej stronie okrągłego stołu, mówi, że to wy jesteście ci dobrzy i obalcie władzę, sugerując, że jest to władza dyktatorska” – stwierdził polityk PiS.

Jarosław Marciniak z KOD w rozmowie z wp.pl określił słowa Suskiego jako „oburzające i bulwersujące”. – „Na święcie wolności i solidarności spotkało się wielu zasłużonych działaczy pierwszej Solidarności oraz osób zaangażowanych w budowę demokratycznej Polski. Niegodziwością jest zarzucać im udział w organizacji ścieżek zdrowia czy budowy systemu komunistycznego w Polsce. Jest to tym bardziej oburzające, że członkami partii pana Suskiego są m.in. panowie Piotrowicz, Kryże, którzy pracowali dla komunistów. (…) Ta obłuda jest znakiem firmowym formacji rządzącej” – powiedział Marciniak.

Przypomnijmy, że całkiem niedawno Suski „zasłynął” wpisem na Twitterze, o czym pisaliśmy w artykule „Homofobia króluje w gabinecie szefa PiSowskiego rządu”. Suski „tłumaczył”, że to jeden z jego asystentów rzekomo przez pomyłkę umieścił kompromitujący wpis.

30 lat po 4 czerwca 1989 roku tamtejsze wydarzenia dzielą, a nie jednoczą Polaków. Czy to Pana nie boli?

Dziś mamy nową epokę. Tamte boje i zwycięstwa to rozdział zakończony. Mamy epokę słowa i dobrze, że w tej epoce są skrajności. Dobrze, że istnieje Jarosław Kaczyński. I dobrze, że istnieje Donald Trump. Tacy jak oni zmuszają nas do poszukiwań. Skoro oni postępują źle, to my musimy postępować dobrze. A jak znajdziemy lepsze rozwiązania, to jeszcze im pomniki będziemy stawiać za to, że nas zmusili.

A czy wiadomo, dokąd zmierza dziś Jarosław Kaczyński?

Kaczyński to klasyczny dyktator. Jak tylko mu coś nie wychodzi, to od razu zabiera, rozwiązuje, likwiduje. Ja to rozumiem, też mi różne rzeczy przeszkadzały, gdy byłem prezydentem. Ale to nie znaczy, że trzeba od razu likwidować. Trump postępuje tak samo.

Z dyktatorami jest tak, że oni najpierw chcą dobrze, ale z czasem sami wciągani są przez machinę, w której funkcjonują. Dziś są inne czasy i może dyktator w stylu Kaczyńskiego nie zajdzie zbyt daleko, choć z drugiej strony przykład Węgier pokazuje jednak coś innego. Jeśli Polska podążać będzie tym tropem, to wraz z Węgrami rozsadzą Europę.

I co wtedy będzie z Europą?

Wtedy wielkie zadanie stanie przed Niemcami. My nie mamy takiej siły, ale Niemcy są tym krajem, który pełni przywódczą rolę w Europie. Niemcy muszą mieć plan. Kiedyś zniszczyli Europę, to teraz mogą budować. Są najlepiej zorganizowani i mają środki. Niech zorganizują Europę tak dobrze, jak to zrobili w swoim kraju.

Jeśli Polacy i Węgry rozwalą Unię Europejską, to od razu trzeba będzie trzeba stworzyć jakąś nową UE i zaprosić do niej wszystkie kraje. Każdy, kto będzie chciał przystąpić, powinien dostać listę piętnastu praw i piętnastu obowiązków, których bezwzględnie trzeba będzie przestrzegać.

Czym dla Pana jest dzisiejsza Solidarność i jak odbiera Pan fakt, że stoi po stronie rządu?

Zarzucano mi kiedyś, że postanowiłem zwinąć sztandary Solidarności. Okrzyknięto mnie zdrajcą. Ale co ja miałem robić? Miałem zostać związkowcem, nie iść do władzy? Mówiłem wtedy: zwińmy sztandary, bo kiedyś będziemy ich potrzebować. Ja miałem wtedy 10 milionów ludzi, dzisiejsza Solidarność ma 500 tysięcy, a zawłaszczyła sobie nasze sztandary i nasze zwycięstwo. Z naszą dawną Solidarnością czegoś byśmy dziś dokonali, gdyby tylko ta druga nam nie przeszkadzała.

Jak przyjął Pan zwycięstwo PiS w wyborach europejskich?

Na razie PiS wygrywa, bo oddaliśmy mu pole. Ich nacjonalizm i populizm to demony ze starej epoki. Dlatego powtarzam: organizujcie społeczeństwo. Ja jestem fanatykiem przekroju społecznego. Jaki przekrój, taka powinna być reprezentacja polityczna. Dotyczy to także mniejszych grup jak na przykład LGBT. Poza tym potrzeba w polityce uczciwej gry. A gdzie dziś u nas uczciwość? Jest pomieszanie pojęć. Prawica jest dziś bardziej lewicowa niż lewica i odwrotnie.

Liczy Pan na powrót Donalda Tuska do polskiej polityki?

Tusk to wybitna indywidualność i świetny teoretyk. Z praktyką u niego już jest nieco gorzej. Parę dobrych lat nie ma go w Polsce, pytanie, jak poradziłby sobie w tych wewnętrznych walkach polskich, czy nie straci na popularności. W każdym razie, jeśli wróci, to ja na niego zagłosuję.

Jakie są dziś największe wyzwania dla Europy i dla Polski?

Dziś sytuacja wygląda tak, jakby z ulic pousuwano wszystkie znaki ruchu drogowego. Trzeba z powrotem poustawiać znaki, ale nie tak, by to było odczuwane jako odbieranie wolności. Niedługo trzeba będzie koniecznie uporządkować na przykład wolność słowa. Dajemy wolność, ale dajemy też odpowiedzialność. Ludzie tego nie rozumieją.

To tak jak z przykręcaniem i odkręcaniem śrubek. Gdy pracowałem jako robotnik, to podczas przykręcania zepsułem może dwie, trzy śrubki. Ale przy odkręcaniu to były już setki. Dziś świat wymaga świadomego porządkowania.

Trzeba też korzystać z istniejących już dobrych rozwiązań. W Polsce mamy na przykład problemy ze strajkiem nauczycieli. Tymczasem wystarczy zajrzeć, jak funkcjonują systemy edukacji w innych krajach i skopiować dobre wzory do Polski. Ile jeszcze guzów sobie musimy nabić, by pójść do przodu?

Stare instytucje trzeba zmieniać. Na przykład NATO powstało jako odpowiedź na Układ Warszawski. Układu dawno nie ma, a NATO czuje się dobrze. Nie należy niszczyć, ale zmieniać trzeba.

Ma Pan na sobie koszulkę z napisem „konstytucja”. Dlaczego?

Nie protestuję tylko w Polsce, ale sygnalizuję także światu: nie lekceważcie demokracji, bo w Polsce to zrobiliśmy i do władzy doszli populiści i demagodzy. Łamana jest konstytucja i trójpodział władzy. Do wyborów już teraz chodzi w Polsce poniżej 50 procent wyborców, a może być jeszcze mniej i wtedy już nie będzie mowy o demokracji. Demokracja jest wtedy, gdy po którejś stronie jest większość. Nie zdejmę tej koszulki, dopóki w Polsce i na świecie nie zmieni się istniejący układ. Prawdopodobnie pochowacie mnie w tej koszulce.

Tzw. rekonstrukcja rządu służy tylko jednemu – przykryciu jednej z najważniejszych dat w naszej współczesności 4 czerwca 1989 roku.

Więcej >>>

Reklamy

Mateusz Morawiecki jak Chuck Norris

18 Mar

Premier Mateusz Morawiecki, kolejny już raz pokazał, że „jest on mężczyzną pracującym i żadnej pracy się nie boi”. Gdzie się nie ruszy, tam podkreśla, że robił to i tamto, był tym i tamtym, zna się na tym i na tamtym, po prostu omnibus. Tym razem błysnął na obchodach Dnia Sołtysa w Łowiczu.

Najpierw podziękował sołtysom za ich ciężką pracę i przyznał, że lubi „patrzeć na zwycięskie drużyny (…). Nasza wspaniała drużyna polskich sołtysów też (…) będzie spełniać marzenia, będzie walczyć o Polskę naszych marzeń, razem z nami, razem ze wszystkimi ludźmi dobrej woli”.

Potem przyszedł czas na chwalenie ministra rolnictwa, który choć atakowany ze wszystkich stron, robi kawał dobrej roboty, a na koniec stwierdził odkrywczo, że „Polska bez polskiej wsi nie miałaby polskiej duszy. Jestem o tym przekonany. Polska wieś daje nam siłę, charakter, ogromną radość imoc czerpaną z tradycji i polskiej kultury, z chrześcijaństwa”. Ciekawe, jaka byłaby Polska ze wsią np. niemiecką i rosyjską duszą…

Najbardziej jednak ze spotkania pana premiera z sołtysami zapamiętano jego wspomnienia o tym jak spędził „mnóstwo czasu w (…) dzieciństwie, młodości, właściwie całe wakacje na wsi. Począwszy od takich czynności, jak dojenie krów, również i sianokosy, łącznie z tym, że nawet w takich uboższych gospodarstwach miałem posługiwać się cepem, później wszedł taki film „Wejście Smoka” w związku z tym wiedziałem, że Bruce Lee nie dałby rady polskiemu chłopu”.

Ta wypowiedź wzbudziła powszechne zainteresowanie. Janusz Piechociński przypomina na Twitterze, że „w niecałe 4 lata duetu Szydło-Morawiecki zmalała o 1/4 liczba gospodarstw rolnych produkujących świnie. Bruce Lee i Chuck nie mają takiej skuteczności…”, Kamil Durczok zwrócił uwagę, że „Pan #Morawiecki jest jak Kim Ir Sen połączony z Putinem. Rolnika pouczy, jak operować cepem. Frasyniuka – jak trzeba było walczyć z komuną. Niemców, jak budować elektryczne auta. Słuchając tych pierdół, uważam, że do każdych 10 klakierów powinni dodawać jednego krytyka, gratis”,

A Ambasada III RP od razu rzuciła dowcipem, wymyślonym na tę okazję, czyli „panie premierze, a rąbać drewno też pan potrafi? – tak, nauczyłem się kiedyś na Saharze – przecież to pustynia! – teraz już tak”.

Pojawiły się i kolejne tweety, pokazujące Mateusza Morawieckiego jak odbudowuje Warszawę ze zniszczeń wojennych z kolegami z OHP czy też po ciężkiej pracy, czyli wydojeniu krowy i machaniu cepem, stoi zapatrzony w niebo, wypatrując Boeinga PLL Lot.

No tak, gdziekolwiek nasz premier się nie ruszy tam odwołuje się do własnych wspomnień. Ciekawa więc jestem, na jakiego typu wspomnienia powoływałby się premier, gdyby uczestniczył w spotkaniu z więźniami?

Partia władzy traci grunt pod nogami i na gwałt potrzebuje świeżej narracji, a przede wszystkim nowego wroga.

Pan prezes, który już rozdał wszystkie prezenty i w swej bezbrzeżnej dobroci obiecał, że zapewni dobrobyt polskim rodzinom, postanowił zająć się teraz bezpieczeństwem dzieci. Nie wszystkich co prawda – jak wynika z jego dramatycznego okrzyku: „wara od naszych dzieci!” – ale dobre i to. Przed kim konkretnie zamierza prezes bronić swoich (?) dzieci, tego dokładnie nie wyjaśnił, jednak łatwo się domyślić, że chodzi o rozmaitego autoramentu zboczeńców.

Kto w Polsce jest zboczony? Zdawałoby się, że zagrażających dzieciom dewiantów szukać należy tam, gdzie dzisiaj widzą ich wszyscy. Wszyscy, oprócz Kaczyńskiego, jego wyznawców i Episkopatu, który też jest przekonany, że wśród kleru nie ma żadnej nadreprezentacji pedofilów. Owszem, zdarzają się pojedyncze przypadki gwałtów na dzieciach, ale przyczyną nie są bynajmniej dewiacje funkcjonariuszy polskiego Kościoła. Winni są lewacy głoszący kult seksualności oraz dziennikarze, którzy ten kult propagują, a w wolnych chwilach rozdmuchują rzadkie przypadki molestowania. Winni są też nieodpowiedzialni politycy, którzy domagają się upowszechniania wśród dzieci wszeteczności Światowej Organizacji Zdrowia, nakazującej, jak wiadomo, ćwiczenie czteroletnich dzieci w codziennej masturbacji. Winne pedofili są też same dzieci, które z zapałem penetrują pornograficzne portale, a potem prowokują słabych i po ludzku ułomnych księży do wprowadzania w czyn wiedzy zdobywanej w sieci.

Rządcy dusz Polaków zdecydowanie zaprzeczają, że mogą być zagrożeniem dla dzieci. Rządcy naszych portfeli wspierają tę opinię. W końcu PiS wie to najlepiej, bo z Kościołem żyje w symbiozie, i gdyby Kaczyński zauważył tam jakieś niebezpieczeństwo, to przecież od razu by zareagował i na pewno nie dotowałby tak obficie siedlisk pedofili. Przed kim więc Kaczyński zamierza bronić nieletnich obywateli? Żeby się tego dowiedzieć, wystarczy sprawdzić, kogo obrzuca się dziś kalumniami, kogo opluwają ludzie prezesa i kto jest negatywnym bohaterem partyjnych przekazów dnia. A są wśród nich ludzie zaangażowani w upowszechnianie wiedzy wyprzedzającej nieunikniony kontakt dzieci z pornografią. Są tam edukatorzy tolerancji i psychologowie uczący dzieci asertywności wobec tych dorosłych, którzy zamierzają dopuścić się haniebnych niegodziwości na bezbronnych małolatach. Jest wśród nich i Paweł Rabiej, niewidoczny dotąd wiceprezydent stolicy, który za sprawą jednej wypowiedzi stał się prominentnym reprezentantem opozycji.

Jak oświadczył w TVN24 Jarosław Selin: za pośrednictwem swojego znamienitego przedstawiciela Koalicja Europejska ukazała prawdziwe zboczone oblicze, nawołując do natychmiastowego wprowadzenia małżeństw gejowskich z prawem do adopcji dzieci. Nieważne, co Rabiej powiedział naprawdę, i nieważne jaką rzeczywistą treść zawiera podpisana przez Rafała Trzaskowskiego deklaracja LGBT +, której postulaty i tak są jeszcze odległe od praw ludzi nieheteroseksualnych, obowiązujących w cywilizowanych krajach Europy.  Obaj panowie trafili na czarną listę zboczeńców zagrażających dzieciom i zdrowiu całego narodu. Znaleźli się tam w towarzystwie przeciwników faszyzacji kraju i wrogów Kościoła. Na liście niszczycieli polskich rodzin są także myślący ludzie, którzy ośmielają się twierdzić, że edukacją dzieci powinni zajmować się edukatorzy, a nie politycy. Ale przede wszystkim zboczonymi przestępcami zostali wszyscy geje, którzy automatycznie są pedofilami. Tak przynajmniej twierdzi Barbara Nowak, małopolska kurator oświaty. Oświaty!

Naturalne stało się szczucie na ludzi żyjących w zgodzie ze swoim stanem świadomości płciowej i z indywidualnym bilansem estrogenów, androgenów i testosteronu. Zboczeniem natomiast jest obrona gnębionych i walka o prawa należne zgodnie z konstytucją. Nienaturalny stał się też sprzeciw wobec tolerowania i chronienia faszyzujących nacjonalistów, coraz liczniejszych i coraz bardziej krzykliwych.  Natomiast wykluczanie ze wspólnoty narodowej innowierców i obcokrajowców nazywane jest dziś reakcją obronną zagrożonego państwa.

Walka PiS o bezpieczeństwo dzieci nie jest wojną z pornografią, pedofilią i wynaturzeniami procesu wychowawczego. Przeciwnie. To raczej przeczące deklaracjom zabiegi o dalszą dysfunkcję rodziny. To starania o ograniczenie młodym ludziom dostępu do rzetelnych naukowych informacji o funkcjonowaniu ich ciała, o budzących się emocjach i kłopotach dorastania. Każdy myślący obywatel zdążył już zauważyć, że dzikie okrzyki w obronie dzieci zagrożonych medyczną wiedzą o sobie i własnym rozwoju, lament nad małolatami katowanymi nauką asertywnych reakcji chroniących ich przed molestowaniem, to nowa przedwyborcza agitka. Nieważne, że problem nie ma nic wspólnego z projektem unijnym, bo sprawy rodziny, małżeństwa czy wychowania należą do prerogatyw rządów krajowych.

Partia władzy traci grunt pod nogami i na gwałt potrzebuje świeżej narracji, a przede wszystkim nowego wroga. Uchodźcy już nie wystarczą, bo praktycznie ich nie ma i mięśniaki podpuszczane przez PiS zmuszone są w zastępstwie lać zagranicznych gości, odzywających się publicznie w swoim języku. Wciąż atrakcyjne szczucie na Żydów okazało się nieopłacalnym źródłem konfliktów z jedynym mocarstwem, które nas jeszcze toleruje. Padło więc na gejów i lesbijki. Tyle że stosunek społeczeństwa do LGBT mocno się ostatnio zmienił.   Ciekawe, jak skuteczna będzie tym razem przedwyborcza kampania unijna PiS, oparta na sprawach, które z Unią nie mają nic wspólnego.

Jaki efekt przyniosą w tej kampanii obrazowe inwektywy, znieczulające kłamstwa i złośliwe szpile, wbijane wszystkim uznanym za wrogów Prezesa i jego nowej koncepcji? I jakie tym razem profity przypadną Kaczyńskiemu za to, że tak pięknie potrafi nienawidzić?

Waldemar Mystkowski pisze o Kaczyńskim na Jasnej Górze.

Między PiS a Kościołem katolickim panuje zależność. Partia Kaczyńskiego dostaje głosy twardych katolików, a wyższy kler wsparcie medialne w kwestii usprawiedliwiania swoich grzechów, zwłaszcza pedofilii.

Kiedyś ta współpraca zostanie zerwana, PiS (o ile partia przetrwa bez Kaczyńskiego) odbije się od murów kościołów, a kler zostanie osądzony przez komisję państwową i pójdzie z torbami. Stanie się to prędzej niż później, bo forma wiary katolickiej uprawiana w Polsce jest anachroniczna i zakłamana społecznie.

Jednak dzisiaj oglądamy spektakl marnej jakości i nie jest to żaden sojusz ołtarza z tronem, tylko groteska, komedia, bynajmniej nie najwyższego lotu, acz można sięgnąć po porównania z najwyższej półki.

Oto prezes Kaczyński wraca z Katowic, gdzie propagandowo urabiał elektorat, przez Jasną Górę. Zakon paulinów dostaje cynk, że będzie przejeżdżał rewizor polityczny, więc aparaty fotograficzne trzymają w pogotowiu.

Na koncie twitterowym klasztoru publikowane są zdjęcia prezesa Kaczyńskiego, który klęczy i wznosi wzrok do góry, a za nim znajduje się wygodny fotel, przyjazny hemoroidom.

Do tego w kraju politykom służy Kościół, do celebryckich zachowań, do pokazania się ciemnemu ludowi. Rewizor Kaczyński zasygnalizował, że w relacjach z klerem nadal obowiązuje układ, filiacja. My filujemy na was, wy filujecie na nas, tymczasem postraszymy LGBT tudzież dziećmi, które mogą być adoptowane przez pary homoseksualne.

Rewizor wraca w swoje pielesze na Nowogrodzką i Żoliborz, gdzie codziennie składa mu sprawozdania Mateusz Morawiecki, pełniący tymczasem funkcję premiera, zaś Andrzej Duda (prezydent) będzie miał okazję na jakiejś uroczystości czyhać na uściśnięcie ręki rewizora. Może tym razem mu się uda.

Tak zostaliśmy wrobieni w pusty śmiech. W pustotę takich postaci, jak rewizor Kaczyński. Z czego się śmiejecie? Sami z siebie się śmiejecie. Anachroniczna Polska, żałość.

Marek Suski i kolejny jego wpis do księgi „Złotych myśli cymbała”

11 Mar

Jeden z czołowych polityków PiS Marek Suski, szef Gabinetu Politycznego Premiera krytykuje protest nauczycieli dowodząc, że ich zarobki niewiele różnią się od pensji posłów. „Posłowie mają 8 tys. zł brutto pensji podstawowej, więc jeśli nauczyciel dyplomowany ma z kawałkiem 5 tys. zł brutto to jest to nieduża różnica” – dowodził w rozmowie z „Super Expressem”

Podkreślając polityczny charakter zapowiadanego strajku dodał, że „każdy chciałby więcej zarabiać. (…) Chociaż posłowie sami sobie obniżyli pensję, ale bez przyjemności”.

Minister szybko spotkał się z ripostą szefa Związku Nauczycielstwa Polskiego. „To skandaliczne. (…) Który to nauczyciel tyle zarabia według Marka Suskiego?” – odpalił Sławomir Broniarz podkreślając, że polscy nauczyciele są jednymi z najgorzej zarabiających w Europie, a ich wynagrodzenie zasadnicze waha się od 2,5 do 3,5 tys. zł., co nie sposób porównywać z wynagrodzeniami parlamentarzystów.

Mimo, że w poprzednim roku Sejm ustawą obniżył im pensje do 8 tys. zł brutto, to jednak pobierają dodatkowo – w dużej części nieopodatkowaną – dietę rzędu 2,5 tys. zł i różne dodatki do uposażenia.

Przysługują im również bezpłatne przejazdy środkami publicznego transportu zbiorowego, kilometrówka na paliwo, 12 tys. zł na prowadzenie biura poselskiego i inne podobne – w wymiarze finansowym – korzyści.

Pięć wypasionych prezentów skierowało wreszcie uwagę opinii publicznej na właściwe i słuszne tory

Ludzkie panisko, ten nasz prezes. Już – już zdawało się, że apanaże i konfitury dzielić będzie tylko między swoich, a tu proszę – i o prostaczkach gorszego sortu pomyślał. Wychynął ze swojej kryjówki, gdzie przeczekiwał skumulowane ostatnio przeciwności losu, i wyciągając rękę do narodu postanowił przybić piątkę ze społeczeństwem. Pięć wypasionych prezentów skierowało wreszcie uwagę opinii publicznej na właściwe i słuszne tory. Czym prędzej należało je rozpakować.

Wszelkie prognozy ekonomiczne wskazują, że gospodarcza koniunktura i na świecie i w Polsce ma się już ku końcowi, ale – nic to! Najwyżej zwiększy się deficyt. Mało kto to zauważy, a jeszcze mniej zaprotestuje. Prezes słusznie założył, że uczestnicy przekrętu na ogół nie robią rabanu , jeśli tylko lewą kasę rozdziela się im po równo. W pamięci beneficjentów pozostać winno przekonanie, że miliardy na sfinansowanie nowych obietnic zostały wygospodarowane, zaoszczędzone, odebrane mafii, albo wręcz spadły z nieba, ale z budżetem nie mają nic wspólnego.  Zaraz by podniósł się krzyk, że dobrodziejstwa prezesa sfinansowane będą z naszych podatków. Nie tylko wyszłoby na jaw, że sami sobie fundujemy te atrakcje, ale co gorsza, okazałoby się, że władza ubezwłasnowolniła naród i znowu, tak jak w komunie, decyduje za nas na co mamy ochotę i czego potrzebujemy.

PiS perfekcyjnie opanowało sztukę stawiania drogowskazów na bezdrożach i otwierania sklepów wędkarskich na bezrybiu. „Piątkę Kaczyńskiego” porównać można do efektu wizyty w sklepie, jedynym w naszym zasięgu, gdzie przy kasie wywalili nam z wózka wszystko co się spodobało i kazali zapłacić tylko za produkty, które kierownik sklepu przeznaczył na dziś do sprzedaży. Cena nie gra roli. A tymczasem kolejne grupy zawodowe stają w kolejce po podwyżki swoich biedapłac, NFZ nie jest w stanie zrefundować refundowanych leków na nowotwory, polska armia nie ma czym latać ani pływać, a Polacy wydają coraz więcej pieniędzy na teoretycznie bezpłatną oświatę i służbę zdrowia.

Prezenty pana prezesa na oko wydają się atrakcyjne, ale po rozpakowaniu wyglądają jak gadżety reklamowe, w dodatku trafione równie precyzyjnie, jak telewizor dla niewidomych. W kraju normalnym na przykład niezbędne wydatki nadzwyczajne finansuje się podnosząc podatki. W Polsce prezes z premierem – obecnie najwybitniejsi ekonomiści europejscy – uznali, że dla sfinansowania nowych ogromnych wydatków budżetowych podatki należy obniżyć. W worku z prezentami znalazła się nie tylko redukcja Pit, ale również całkowite zwolnienie z podatku najprężniejszych i najbardziej rzutkich obywateli, w okresie ich najwyższej aktywności.  A na dokładkę – w normalnym kraju świadczenia socjalne kierowane są do najuboższych i najbardziej bezradnych, natomiast w Polsce dodatkowe 500 plus dostanie również dwórka prezesa NBP, która więcej zarabia miesięcznie, niż dyplomowany nauczyciel przez cały rok. Zdaniem prezydenckiego ministra Krzysztofa Szczerskiego ma to jednak uzasadnienie, bo – jak zrozumiałem – 500 plus jest projektem prokreacyjnym, a nauczyciele słabo wywiązują się z obywatelskiego obowiązku podnoszenia dzietności narodu, ponieważ prokreują rzadko i niechętnie. Podobnie chyba uważa Minister Ewakuacji Narodowej Anna Zalewska, zaskoczona tym, że ktoś domaga się podwyżki wynagrodzeń, nic w zamian nie oferując.

Innym z wątpliwych prezesowych darów dla coraz bardziej zniesmaczonych wyborców jest przywrócenie komunikacji autobusowej w terenie. Już wcześniej premier Morawiecki obiecywał publicznie, ze na autobusy skieruje dwa razy więcej pieniędzy, niż poprzednio. Ponieważ jednak poprzednio państwo nie dokładało do tej formy komunikacji ani grosza, więc można przyjąć, że pan premier wziął teraz zero i pomnożył je przez dwa, a wynik przekazał do realizacji fachowcom ministra Adamczyka, zajmującym się dotąd likwidowaniem połączeń.

Kaczyński ogłosił, że wszyscy emeryci, a może nawet renciści, otrzymają niedługo najniższą emeryturę. Wiadomość ta początkowo wzbudziła popłoch, ale po wyjaśnieniu, że to tylko jeden raz i że dodatkowo, napięcie opadło i rozpoczęła się publiczna debata. Jedni uważają, że Kaczyński wymyślił prezent dla siebie, bo sam jest emerytem i dostaje tylko 6,4 tys. miesięcznie, a jak słyszeliśmy na taśmach nie lubi rozstawać się z pieniędzmi. Inni uważają, że trzynastka emerytalna to kiełbasa wyborcza i że cena kupna jednego głosu na PiS jest stanowczo wygórowana. Według jeszcze innych transakcja jest całkiem chybiona, bo naiwnością jest liczyć, że kiedy 9,7 miliona ludzi dostanie łapówkę, to wszyscy pobiegną głosować na PiS. Zdaniem owych sceptyków ludzie wezmą co im dali, a i tak zagłosują na tych, którzy w ostatnich latach mniej ich wkurzyli. W debacie nie zabrakło też głosów niezadowolenia, bo w rzeczy samej nie jest sprawiedliwe, gdy ci z najniższą emeryturą dostają sto procent „trzynastki”, a ci, którzy mają 10 tysięcy emerytury otrzymają dodatkowo zaledwie 10 procent swojego dochodu…

Wygląda na to, że te krytyczne głosy dotarły do Kaczyńskiego, który zrozumiał, że do wygrania wyborów „piątka” może nie wystarczyć. Stąd ogłoszona właśnie wielka kampania obrony rodziny i prawa rodziców do wychowania dzieci według swego uznania. Popieram ją zdecydowanie i zarazem żądam, by władza nie przeszkadzała mi w wychowaniu moich dzieci w duchu tolerancji, empatii i przyjaznej otwartości na świat i ludzi oraz nie ograniczała im prawa do wzgardy wobec zawiści, nienawiści, ogłupiającej ciemnoty i Ordo Iuris.

Morawiecki zwiedza stacje benzynowe, bo tchórz tylko na nich może ustawić mikrofony i pluć do nich fałszem krętków bladych

18 Lu

”zaczynamy Piąteczka PMM
1 .rekordowe 19 mln to importowanego węgla w tym 13 z Rosji
2. rekordowy import energii elektrycznej za 1mld zł w 2018
3. rosnący szybko deficyt handlowy
4. 16 tysięcy zamkniętych małych sklepów
5. rekordowe zadłużenie szpitali i wydłużające się kolejki”

tak wypunktował 300 dni „Piątki Morawieckiego” wicepremier i minister gospodarki w rządzie PO-PSL – Janusz Piechociński.

Kancelaria Premiera RP pokusiła się bowiem o spektakularne podsumowanie 300 dni „Piątki Morawieckiego”, czyniąc z tego wstęp do zaplanowanej na sobotę konwencji Prawa i Sprawiedliwości.

Szef rządu w najnowszym spocie chwalił się osiągnięciami swojej ekipy. „Skuteczna polityka jest możliwa. Dotrzymujemy słowa” – klip o takim tytule pojawił się w sieci m.in. na profilach społecznościowych KPRM. „Nie da się, nie uda się, nie ma na to pieniędzy. To była ulubiona wymówka niektórych polskich polityków od lat. Zawsze wiedziałem, że to nieprawda” – mówi z dumą Morawiecki i przytacza swoje osiągnięcia.

„W kwietniu 2018 r. obiecałem pakiet ambitnych reform, który zmieścił się w pięciu punktach naszego programu. Znów z różnych stron słyszałem, że to nie może się udać. W 300 dni nasz rząd zrealizował ten plan. Obniżyliśmy CIT, działa już tzw. „mały ZUS. To znacząca ulga dla polskich małych i średnich firm. Uruchomiliśmy wyprawki” – podkreśla szef rządu.

W poniedziałek Mateusz Morawiecki ruszył w Polskę, by dalej przekonywać Polaków, iż PiS realizuje składane obietnice.

Przemoknięty kapiszon – tak najważniejsi politycy obozu władzy nazywają publikacje “Gazety Wyborczej” o kulisach powstawania inwestycji K-Towers przy ul. Srebrnej 16 oraz prawdopodobnym oszustwie, jakiego dopuścił miał się prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński względem Geralda Birgfellnera. Wydaje się oczywiste, że gdyby takie same dowody i zeznania świadka dotyczyły każdego innego parlamentarzysty, to w Sejmie zaledwie po dwóch tygodniach od zawiadomienia już znajdowałby się wniosek o uchylenie immunitetu poselskiego by postawić sprawcy oszustwa zarzuty karne. Sprawa dotyczy jednak samego prezesa partii rządzącej, wobec którego przez ostatnie 30 lat stworzono aurę krystalicznie uczciwego, pozbawionego żądzy pieniądza idealisty, a jej pozytywne rozpatrzenie przez prokuraturę doszczętnie by ten obraz niszczyło.

Dlatego też śledczy mają gigantyczny problem, co z tym zawiadomieniem zrobić, tym bardziej że każde wyjście jest złe. Na podjęcie decyzji w ramach postępowania sprawdzającego pani prokurator Śpiewak ma zaledwie 30 dni. Sama w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie jest od niedawna, na dodatek jest delegowana z prokuratury rejonowej, która w każdej chwili może być cofnięta a jej kariera zawodowa zrujnowana. Problem jednak w tym, że dzięki maksymalnemu skupieniu się mediów na szczegółowym opisywaniu zarówno treści zawiadomienia, publikowaniu miażdżących dla Jarosława Kaczyńskiego dowodów jak i nawet przebiegu przesłuchań austriackiego biznesmena, odmówić śledztwa, bez kompromitacji zawodowej po prostu się nie da, bo zażalenie na decyzję o odmowie śledztwa niewątpliwie zostanie zmiażdżone w sądzie.

Jeśli śledztwo zostanie natomiast wszczęte, to może się dla prezesa PiS zrobić tylko gorzej – zostanie wezwany na przesłuchanie (zapewne w świetle kamer), być może postawione zostaną mu zarzuty (których szczegóły Polacy bardzo szybko poznają), być może zostanie tymczasowo aresztowany w czasie kampanii wyborczej i nazywać go w mediach będziemy Jarosławem K. Czy prezes Prawa i Sprawiedliwości, główny strateg i dowódca Zjednoczonej Prawicy może sobie na to pozwolić u kresu swojej politycznej kariery, odchodząc z niej nie w glorii chwały, a zhańbiony jako przestępca? Oczywiście, że nie może i właśnie tu pojawia się jedyna osoba, która na olbrzymich problemach lidera PiS zyskuje najbardziej.

W zbudowanym w głowie lidera Zjednoczonej Prawicy państwie, prokuratura jest w pełni podporządkowana ministrowi sprawiedliwości Zbigniewowi Ziobrze. Ma od władzę wydawać prokuratorom wiążące polecenia, przeglądać akta każdego śledztwa, zlecać ich kierunki. Ma moc zmiany prokurator prowadzącej sprawę, oraz częściową także w kwestii doboru sędziów mających rozpatrywać wnioski adwokatów Austriaka (algorytm systemu losującego sędziów wciąż jest okryty tajemnicą). To on może sprawić, że śledztwo owszem zostanie wszczęte, ale do czasu jesiennej elekcji nie ruszy się ani o krok, lub ruszy w sposób niezdarny, bez energii i bez ryzyka sformułowania zarzutów. Warto zauważyć, że w zasadzie żadne ze śledztw, jakie zostało uruchomione wobec ważnych polityków obozu władzy w ciągu ostatnich trzech lat nie doczekało się przygotowania aktów oskarżenia – afera z finansowaniem konwencji Solidarnej Polski ze środków unijnych, afera w dolnośląskim PCK, afera ze spółką Solvere aka afera billboardowa czy afera radomska. System ochrony przed wymiarem sprawiedliwości do tej pory działał świetnie, więc dlaczego miałby teraz zawieść? To byłoby możliwe tylko wtedy, gdyby Zbigniew Ziobro postanowił ulec swojej ambicji i właśnie w tym momencie rozpocząć proces przejmowania schedy po liderze PiS. Lepszego momentu bowiem mieć nie będzie.

To nie jest przypadek, że choć wszyscy najważniejsi formalnie politycy w Polsce, w Europie i na świecie rozmawiają z Kaczyńskim w siedzibie partii przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie, to godzinę po pierwszym przesłuchaniu Geralda Birgfellnera to lider PiS z podkulonym ogonem i po prośbie poganiał swojego kierowcę, by jak najszybciej zawiózł go do dworu Zbigniewa Ziobry przy Alei Róż. Nikt nie wierzy w oficjalne uzasadnienie tej wizyty, choć akurat rozmowa o szczegółach koalicji PiS z Solidarną Polską przed tegorocznymi wyborami oraz ostatecznym kształcie list wyborczych mogła mieć miejsce. Pierwszy jednak raz to minister sprawiedliwości i prokurator generalny mógł dyktować warunki. To on może dziś od Kaczyńskiego żądać w zasadzie wszystkiego, łącznie z przywróceniem mu wpływów w państwowych spółkach, które odebrał mu główny rywal do przyszłego przewodzenia obozem prawicy czyli premier Mateusz Morawiecki. Kaczyński dziś potrzebuje Ziobry tak jak nigdy wcześniej, bo chodzi o jego polityczne być, albo nie być. Prezes PiS zdaje sobie sprawę, że stworzył potwora, który wobec tak poważnego oskarżenia i mocno obciążającego go materiału dowodowego ma dziś w garści w zasadzie wszystkie instrumenty, by go politycznie zniszczyć, a potem jako pierwszy szeryf RP zająć jego miejsce. By tego uniknąć, Kaczyński potrzebuje od Ziobry cudu, za który z pewnością jest gotów naprawdę dużo zapłacić.

Więcej >>>

>>>

Gnijące państwo od środka

13 List

Przewodniczący KNF Marek Chrzanowski zaoferował przychylność dla Getin Noble Banku w zamian za ok. 40 milionów złotych – twierdzi właściciel banku Leszek Czarnecki. Rozmowa została nagrana. O aferze napisała we wtorek „Gazeta Wyborcza”. KNF przekonuje, że słowa miliardera to szantaż. Ale jej szef podaje się do dymisji „dla dobra państwa”. Minister sprawiedliwości i prokurator generalny informuje, że wydał polecenie wszczęcia śledztwa w sprawie szefa KNF i że będzie je „osobiście nadzorował”. Mateusz Morawiecki na razie milczy. PO daje premierowi i prezesowi PiS-u 24 godziny na to, aby „oprzytomnieli” i domaga się powołania komisji śledczej. – To gangsterskie metody. A posuwają się do tego osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo rynku finansowego w Polsce – mówi szef klubu PO poseł Sławomir Neumann. Politycy PiS-u nie zamierzają jej powoływać.

„Spokój za 40 milionów”

Marek Chrzanowski, przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego, zaoferował przychylność dla Getin Noble Banku w zamian za mniej więcej 40 mln zł – twierdzi właściciel banku Leszek Czarnecki. Bankier nagrał tę ofertę i zawiadomił prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez szefa KNF. Chrzanowski nagle poleciał służbowo do Singapuru.

O sprawie napisała „Gazeta Wyborcza”, ma też kopię nagrania. Rozmowa trwa ponad godzinę. Równolegle artykuł ukazał się także w „Financial Times”. Brytyjski dziennik pisze jednak „zaledwie” o 13,6 mln zł. Dlaczego? Różnica wynika z innej interpretacji poziomu kapitalizacji spółki.

Podczas rozmowy Marek Chrzanowski proponuje, w zamian za zatrudnienie wskazanego przez siebie prawnika, „życzliwe podejście” do planów restrukturyzacji banków Czarneckiego oraz zwolnienie z KNF Zdzisława Sokala, przedstawiciela prezydenta, który „uważa, że Getin powinien upaść, za złotówkę zostać przejęty przez jeden z tych dużych banków”.

Szef KNF chce, aby Leszek Czarnecki zatrudnił w banku radcę prawnego Grzegorza Kowalczyka, który przez 4 miesiące był członkiem rady nadzorczej Warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych, rekomendowanym przez państwowy bank PKO BP. Jak pisze „Gazeta Wyborcza”, w branżowej prasie nazywają go „cukiernikiem”, bo jedyny jego związek z biznesem to zasiadanie we władzach zakładów cukierniczych Miś w Obornikach Śląskich. Proponuje też, aby jego wynagrodzenie powiązać z wynikiem banku.

Zawiadomienie do prokuratury

Złożył je osobiście w Prokuraturze Krajowej 7 listopada pełnomocnik Czarneckiego mec. Roman Giertych, wraz z fragmentem rozmowy dotyczącym zatrudnienia prawnika wskazanego przez szefa KNF. Wizyta bankiera w siedzibie KNF miała miejsce pół roku wcześniej.

Roman Giertych domaga się ścigania Chrzanowskiego i wszczęcia śledztwa w sprawie próby korupcji. Przywołuje art. 228 kodeksu karnego.

„28 marca 2018 roku Marek Chrzanowski w związku z pełnieniem funkcji publicznej przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego żądał od pokrzywdzonego Leszka Czarneckiego korzyści majątkowej znacznej wartości dla radcy prawnego Grzegorza Kowalczyka w postaci zawarcia z nim umowy o świadczenie usług prawnych na rzecz Getin Noble Bank S.A., w którym Leszek Czarnecki pełni funkcję przewodniczącego rady nadzorczej, z rażąco wygórowaną kwotą wynagrodzenia na rzecz radcy prawnego Grzegorza Kowalczyka, wynoszącą 1 proc. skapitalizowanej wartości Getin Nobel Bank S.A.” – czytamy w zawiadomieniu do prokuratury.

Informacja o „1 proc.” miała zostać zapisana przez szefa KNF na kartce, co nie zostało nagrane, bo ukryta kamera przestała w gabinecie szefa KNF działać.

„Mówiąc o powiązaniu wynagrodzenia radcy prawnego z wynikiem banku, Marek Chrzanowski wskazał Leszkowi Czarneckiemu na kartkę z napisem »1%« (…)  1% skapitalizowanej wartości Getin Noble Bank S.A. to około 40 milionów złotych” – to także fragment zawiadomienia złożonego w prokuraturze.

Zapisywanie na kartce kwot, zwraca uwagę „Gazeta Wyborcza”, to typowy zabieg przy takich rozmowach. Milczące pokazanie rozmówcy kartki ma zabezpieczać przed zarzutem żądania korzyści materialnej.

Neumann: Gangsterskie metody działania władzy

– Do tej pory byliśmy świadkami różnego rodzaju małych złodziejstw i kradzieży, ale dzisiaj wiemy o aferze, która jest o niebo większa i pokazuje system gangsterskiego działania tej władzy – mówił na konferencji prasowej szef klubu PO.

Jak to miało działać? – Wiemy, że jeden z przedstawicieli władzy, zajmującej się nadzorem nad rynkiem finansowym, próbuje różnego rodzaju sztuczkami prawnymi doprowadzić do upadłości jeden z polskich banków, żeby go przejąć za złotówkę. Drugi z przedstawicieli władzy mówi szefowi tego banku, że za drobną opłatą kilkudziesięciu milionów złotych może pozbyć się tych kłopotów i będzie bezpieczny – tłumaczy Sławomir Neumann.

Polityk PO porównuje te metody do działania włoskiej mafii, które znamy z filmu „Ojciec chrzestny”: – Vito Corleone za ochronę sklepów na ulicach Nowego Jorku taką opłatę pobierał. Tak działają gangsterzy. Jeden straszy, że zabierze komuś firmę, a przychodzi drugi dobry i mówi: jak zapłacisz, to tę firmę utrzymasz. To gangsterskie metody. A posuwają się do tego osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo rynku finansowego w Polsce.

Opozycja daje premierowi i prezesowi PiS-u 24 godziny na to, aby „oprzytomnieli i szybko zareagowali”. – Oczekujemy, żądamy od Mateusza Morawieckiego, który ma usta pełne frazesów o uczciwym państwie, od prezesa Jarosława Kaczyńskiego, który w co drugim słowie mówi o uczciwym państwie oraz ściganiu korupcji i złodziei. Nie chcemy dzisiaj sami składać wniosku o komisję śledczą. Oczekujemy, że ci dwaj ludzie sami zaproponują komisję śledczą, tak jak Leszek Miller, będąc premierem przy aferze Rywina, zaproponował komisję śledczą – mówi Neumann.

– Żadne organy państwa tego nie wyjaśnią. Tylko komisja śledcza może wyjaśnić tę aferę. Reputacja polskiego systemu finansowego właśnie legła w gruzach – dodaje szef klubu PO.

Sprawę na Twitterze skomentował także szef PO Grzegorz Schetyna. Według niego „w demokratycznych państwach upadają od tego rządy”:

„Afery KNF” nie da się zamieść pod dywan

Komisja Nadzoru Finansowego odrzuca wszelkie oskarżenia, a artykuł „Gazety Wyborczej” nazywa „szantażem”. Jeszcze we wtorek rano szef KNF nie rozważał dymisji, ale już po południu do dymisji się podaje. Za co? Najwyraźniej za niewinność.

– W związku z nieuczciwymi i bezpodstawnymi atakami oraz oskarżeniami wysuwanymi przez p. Leszka Czarneckiego, będącymi w sposób niebudzący wątpliwości prowokacją dokonaną przez układ pragnący zdyskredytować moją osobę jako przewodniczącego KNF w celu wywarcia nacisku na rzetelnie prowadzony w KNF proces restrukturyzacji jednego z banków, z odpowiedzialności za sprawne funkcjonowanie nadzoru nad rynkiem finansowym i konieczność wnikliwego wyjaśnienia sprawy dla dobra państwa, składam dymisję z pełnionej przeze mnie funkcji – powiedział Polskiej Agencji Prasowej Marek Chrzanowski.

Mateusz Morawiecki na razie sprawy nie komentuje. Rano wezwał przebywającego w Singapurze szefa KNF na rozmowę w towarzystwie przedstawiciela CBA. Potem spotkanie z Chrzanowskim zostało odwołane.

Do sprawy dymisji szefa KNF odniósł się na razie Michał Dworczyk, szef Kancelarii Premiera. Według niego decyzja została podjęta samodzielnie, bez nacisku polityków PiS-u. Chociaż oni innego wyjścia nie widzą. – Bardzo dobrze, że ta dymisja znalazła się na stole, dlatego że w obecnej sytuacji, dbając o wiarygodność i powagę urzędu, to było jedyne sensowne wyjście – mówił Dworczyk.

Minister sprawiedliwości i prokurator generalny poinformował za to, że wydał polecenie wszczęcia śledztwa w sprawie szefa KNF i że będzie je osobiście nadzorował. – Postępowanie, można powiedzieć, jest już prowadzone w Delegaturze Śląskiej Prokuratury Krajowej będzie prowadzone bardzo intensywnie i z determinacją. Nie będziemy patrzeć na legitymacje partyjne, na wpływy, pozycje bądź wielkie pieniądze osób, które są zainteresowane przedmiotem zainteresowań tych śledztw – mówił Zbigniew Ziobro na specjalnie zwołanej konferencji prasowej.

Co ciekawe, przy okazji minister Zbigniew Ziobro postraszył Leszka Czarneckiego, informując, że  śledczy prowadzą różne czynności procesowe i sprawdzają działalność podmiotów grupy Getin, której właścicielem jest właśnie biznesmen.

A co z komisją śledczą? Politycy PiS-u oczywiście nie widzą potrzeby jej powoływania. – Tutaj widać, że organy państwa działają. Sprawą zajmuje się prokuratura, służby – odpowiadała rzeczniczka PiS Beata Mazurek.

Twitter: „zorganizowane złodziejstwo”, „bananowa republika”, „zgnilizna”

Te doniesienia są niezmiernie poważne. Ze stenogramu wynikałoby, że jest korupcja w samym sercu państwa, w tym punkcie, gdzie państwo ma styczność z największymi pieniędzmi, czyli z sektorem finansowym – mówi Jacek Rostowski, były minister finansów, komentując artykuł „Gazety Wyborczej” opisujący sprawę byłego już szefa Komisji Nadzoru Finansowego Marka Chrzanowskiego, który miał złożyć propozycję korupcyjną bankierowi Leszkowi Czarneckiemu. Pytamy o możliwe scenariusze sprawy, standardy pracy KNF, a także możliwe konsekwencje. – Oczywiście będą także poważne reperkusje międzynarodowe na skutek tych doniesień, ponieważ KNF, jako nadzorca systemu finansowego Polski, jest częścią systemu nadzoru finansowego całej Unii Europejskiej, dlatego londyński „Financial Times” tego samego dnia o tym pisze co „GW”. To wszystko jest wstrząsające i szokujące – mówi Rostowski.

JUSTYNA KOĆ: Były już szef KNF Marek Chrzanowski miał złożyć propozycję korupcyjną bankierowi Leszkowi Czarneckiemu. Pisze o tym „GW” w artykule „Przychylność za 40 milionów”. Jak poważne są te doniesienia?

 JACEK ROSTOWSKI: Te doniesienia są niezmiernie poważne. Z stenogramu wynikałoby, że jest korupcja w samym sercu państwa, w tym punkcie, gdzie państwo ma styczność z największymi pieniędzmi, czyli z sektorem finansowym. Oczywiście będą także poważne reperkusje międzynarodowe na skutek tych doniesień, ponieważ KNF, jako nadzorca systemu finansowego Polski, jest częścią systemu nadzoru finansowego całej Unii Europejskiej, dlatego londyński „Financial Times” tego samego dnia o tym pisze co „GW”. To wszystko jest wstrząsające i szokujące. Trudno nawet znaleźć tu słowa na bezczelność, z jaką to żądanie zostało przedstawione. Zresztą tutaj mamy do czynienia nie tylko z korupcją na tak wysokim poziomie. Tutaj według stenogramu jest jeszcze wymuszenie haraczu za pomocą zawoalowanej groźby. Wiadomo, że szef KNF był zaprzyjaźniony z obecnym prezesem NBP, który jest człowiekiem PiS-u i tzw. zakonu PC, czyli samego serca politycznego PiS. Zatem

pierwsze pytanie, które się nasuwa, jest takie: jak szeroko i jak głęboko sięga ta korupcja, jeśli chodzi o ten konkretny przypadek? A drugie pytanie brzmi: czy nie jest to tylko wierzchołek góry lodowej? Z tego, co się słyszy, różni przedsiębiorcy zostali skonfrontowani z podobnymi żądaniami w ciągu ostatnich 3 lat.

Czy mamy tu „grupę trzymającą władzę”, czy szef KNF działał sam?
Jak daleko to sięga, czy działał sam, czy z grupą? Tego nie wiemy. Na pewno kwota wydaje się tak duża, że trudno byłoby jednej osobie ją ukryć czy jednej osobie taką kwotę „wyprać”. Raczej można przypuszczać, że tak duża kwota jak 40 mln złotych może być przeznaczona dla wielu osób.

Władza niekontrolowana się psuje, a szczególnie taka, która ma na swoich sztandarach hasło, że nigdy władzy nie odda, a zatem nigdy nie zostanie rozliczona. Już wcześniej to było widać. Mam tu na myśli np. tzw. układ radomski, który został dobrze opisany.

Dyktatura w nieuchronny sposób prowadzi do „kleptokracji”, czyli rządów złodziei.

Czy to jest normalne zachowanie, że na tego typu spotkaniach z wysokim urzędnikiem państwowym włącza się tzw. szumidła, o których mówił Marek Chrzanowski.
Ze stenogramu wynika, że to pan Chrzanowski włączył tzw. szumidło. Nigdy o tym nie słyszałem, żeby tak było.

Wiemy, że banki pana Czarneckiego miały kłopoty, wymagały dokapitalizowania. Na ile to miało wpływ na zaistniałą sytuację?
Na pewno znaczny. Według stenogramu groźba była taka, że panu Czarneckiemu będzie grozić sprzedaż banku za złotówkę, jeśli nie zatrudni wskazanego prawnika za ogromną sumę.

Urząd Komisji Nadzoru Finansowego we wtorek wydał oświadczenie, w którym podkreśla, że odczytuje opisane w artykule działania p. Leszka Czarneckiego jako próbę wywierania wpływu na KNF. Informacje te pojawiają się w momencie, kiedy media donoszą o problemach związanych z procesem dystrybucji instrumentów finansowych spółki GetBack SA przez Idea Bank SA i potencjalnych działaniach Komisji Nadzoru Finansowego w tym zakresie. Pojawiająca się spółka GetBack ma swoje kłopoty.
Wiadomo, że KNF zaakceptował prospekt GetBack i nie zadziałał prawidłowo, akceptując go. Tu nie mam co komentować. Rozumiem, że jest nagranie i stenogram, są zeznania pana Czarneckiego, że pan Chrzanowski napisał na kartce 1 proc. Zatem

ta sprawa jest jak najbardziej dla prokuratury, CBA i innych służb. Służb, które PiS nieprzypadkowo przejął.

Opozycja domaga się powołania komisji śledczej z większością posłów opozycji, PiS mówi, że na razie nie ma o tym mowy. Pana zdaniem taka komisja jest potrzebna?
Najlepiej by było, żeby prokuratura tą sprawą się rzetelnie zajęła, ale nie mamy rzetelnej prokuratury w Polsce, tylko prokuraturę upartyjnioną. Komisja śledcza jest pewną protezą, ale lepszą niż nic.

Pojawiają się głosy, że to była nieudana operacja służb przeciwko panu Czarneckiemu. Wypowiedział się tak m.in. w telewizji wPolsce.pl Janusz Szewczak, poseł PiS i członek komisji finansów publicznych. Myśli pan, że to realny scenariusz?
Ciekawe, że wypowiada się tak człowiek od dawna powiązany ze SKOK-ami. PiS w ten sposób tłumaczy się przed własnym elektoratem, że próbowali „złapać złodzieja”, ale się nie udało. To jest skandaliczna próba odwrócenia kota ogonem.

To jest tak bezczelna próba odwrócenia sprawy, że brak mi słów.

Czyli tłumaczą jedno przestępstwem innym, bo tego rodzaju prowokacja jest zabroniona. Ja wiem, że PiS się z prawem niespecjalnie liczy, ale skutki takiej operacji byłyby owocami zatrutego drzewa i nic niewarte przed sądem.

PAP podał, że pan Chrzanowski podał się do dymisji. Minister Ziobro poinformował, że wydał polecenie wszczęcia śledztwo. Jak to rozumieć?
Pytanie, czy to śledztwo będzie rzetelne, czy nie. Jeśli Prokurator Generalny Ziobro tę przerażającą sprawę zatuszuje, to po wyborach 2019 na pewno będzie za to rozliczony.