Tag Archives: Jan Grabiec

Dudy wpadki, propozycja dla Kaczyńskiego, pisowska głupawka w Kaszmirze i dziady, dziady, dziady

1 List

Taki dzień.

Apel do pazernych klechów

„Brak wpadek odróżnia prezydenta Dudę od Bronisława Komorowskiego – ogłosił w „Kropce nad i” Kamil Bortniczuk z Porozumienia Jarosława Gowina. To ciekawa opinia. Z tym, że nie ma oparcia w faktach

Goszcząc w programie Moniki Olejnik, poseł Porozumienia Jarosława Gowina wygłosił laurkę dla prezydenta Andrzeja Dudy – jego zdaniem to najlepszy prezydent, jaki mógł się Polsce przytrafić.

Rzeczywiście, im bliżej było końca kadencji prezydenta Bronisława Komorowskiego, tym bardziej kojarzył się on wyborcom jako chodząca gafa. Po części była to etykieta zasłużona, po części – krzywdząca.

Natomiast jeśli uznamy, że Komorowskiemu często przydarzały się wpadki, Duda z całą pewnością mu nie ustępuje.

1. Wpadki zagraniczne

Bronisławowi Komorowskiemu pamięta się niefortunną wypowiedź podczas wizyty w Stanach Zjednoczonych w grudniu 2010 r. Podczas spotkania z Barackiem Obamą Komorowski stwierdził:

„Fundamentem naszych relacji jest umiłowanie – amerykańskie i polskie – wolności. Jeśli mamy razem iść na wielkie polowanie, to najpierw musimy mieć pewność, że nasz dom, nasze kobiety, nasze dzieci są bezpieczne”.

Oprócz lekkiego zażenowania Obamy te słowa nie miały poważniejszych skutków.

Podobnie jak ta wypowiedź Andrzeja Dudy:

„Przyjechałem też po to, żeby za to podziękować. Podziękować społeczeństwu irlandzkiemu, podziękować władzom irlandzkim. Złożyłem dzisiaj podziękowania na ręce pani premier za właśnie ten wielki akt człowieczeństwa i tę wspaniałą postawę, że ci mali Polacy zostali tutaj przyjęci”

– stwierdził prezydent Duda w sierpniu 2018 r. w… Nowej Zelandii.

2. Wpadki Twitterowe

Ten tweet z oficjalnego konta Bronisława Komorowskiego wzbudził w lutym 2015 r. powszechną wesołość w sieci:

„Wysłanie sił rozjemczych ma sens, jeżeli jest rozejm, bo jak jest wojna, to trudno tam wysyłać żołnierzy”.

To jednak nic w porównaniu z szarżami Twitterowymi prezydenta Andrzeja DudyJak na początku 2016 r. odkryli dziennikarze, z niemal 800 osób, które obserwuje prezydent, większość stanowią nastolatki. Duda obserwuje i konwersuje z internautami o tak wdzięcznych ksywkach jak „Seba sra do chleba”, „Ruchadło leśne” i „Gejowa Łafka z sosny”.

3. Wpadki z żartem

W lutym 2015 r. Bronisław Komorowski był z oficjalną wizytą w Japonii. Media obiegła scena, jak prezydent wchodzi na krzesło przeznaczone dla szefa japońskiego parlamentu i woła do ówczesnego szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego gen. Stanisława Kozieja: „Chodź, szogunie!”.

Później okazało się, że wpadki dyplomatycznej nie było: miejsce wskazali Komorowskiemu sami Japończycy. Ale rzeczywiście, żart o Szogunie nie należał do specjalnie wyszukanych.

„Mało wyszukany” to jednak ogromny eufemizm w przypadku żartu Andrzeja Dudy, opowiedzianego 20 października 2019 r. podczas obchodów 100-lecia Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Żart był następujący:

„Jest ogólnoświatowa konferencja rektorów w Południowej Afryce i z Europy leci samolot pełen rektorów i niestety, nastąpiła awaria, samolot w okolicach Afryki Równikowej spadł do dżungli. Na szczęście większość pasażerów jakoś przeżyła, ale miejscowe plemię ogarnęło wszystkich rektorów. Wszyscy rektorzy zostali zjedzeni, poza jednym. Poza panem profesorem Ryszardem Tadeusiewiczem, rektorem AGH. Dlaczego? Bo wódź plemienia był jego kolegą, na elektrycznym na AGH”

Jak pisaliśmy w OKO.pressdowcip był zwyczajnie rasistowski.

4. Wpadki merytoryczne

Słynny stał się błąd ortograficzny Bronisława Komorowskiego. W marcu 2011 r. po tsunami w Japonii prezydent napisał w księdze kondolencyjnej: „Jednoczymy się w imieniu całej Polski z narodem Japonii w bulu i w nadzieji na pokonanie skutków katastrofy”.

Ale Andrzej Duda w błędach na poziomie szkoły podstawowej nie pozostaje dłużny poprzednikowi: w OKO.press udowadnialiśmy, że prezydent ma kłopot z policzeniem polskich powstań przeciwko zaborcom.

5. Wpadki referendalne

Bronisław Komorowski walcząc przed drugą turą o głosy wyborców Pawła Kukiza, zarządził referendum dotyczące m.in. jednomandatowych okręgów wyborczych. Komorowski wybory i tak przegrał, a referendum kosztowało prawie 72 miliony zł. Frekwencja wyniosła oszałamiające 7,8 proc.

Andrzej Duda również wymyślił swoje referendum: konstytucyjne. W tym wypadku upokorzenia prezydentowi oszczędzili senatorowie PiS, którzy odrzucili wniosek głowy państwa i referendum się nie odbyło.

Jak widać, wpadki nie były tylko domeną Bronisława Komorowskiego, a prezydent Duda dzielnie dotrzymuje kroku poprzednikowi. Nawet biorąc pod uwagę sympatię dla Dudy w jego zapleczu politycznym, faktom zaprzeczać nie wypada, a te są jasne: Andrzeja Dudy nie odróżnia od Bronisława Komorowskiego brak wpadek.

Były wicepremier znany prawnik mecenas Roman Giertych wpadłszy na genealogiczny wywód Minakowskiego dokonał epokowego odkrycia: jest blisko skoligacony z liderem Prawa i Sprawiedliwości Jarosławem Kaczyńskim, a z tego w praktyce winno jego zdaniem coś wynikać. Niewiele myśląc „wysmażył” więc do prezesa szczery list:

Drogi Jarku!” – zwrócił się poufale do „kuzyna” oznajmiając mu, że prapraprapradziadek Kacper Kazimierz Sas był prapradziadkiem Jadwigi Sarć, która wyszła za Stanisława Święckiego, którego brat Czesław Święcicki ożenił się z Kazimierą Jasiewicz, która była siostrą Aleksandra Jasiewicza – jak dowodzi – w prostej linii dziadka Kaczyńskiego.

Nawiązując do konstruowania obecnie nowego rządu Rzeczpospolitej Roman Giertych zasugerował, że prezes powinien przy tej ważnej okazji uwzględnić osobę nowo odnalezionego kuzyna, argumentując:

Cały list tutaj >>>

Skoro tatuś naszego prezydenta, kuzynka premiera, siostry, bracia, szwagierki, wujowie, siostrzenice, bratanice, fryzjerki, kierowcy, koleżanki fryzjerek etc.etc. naszych kochanych posłów PiS zajmują poczesne miejsca w obozie dobrej zmiany, to i ja pomyślałem, że dla mnie jakieś miejsce się znajdzie” – napisał z nadzieją.

Podkreślając „ciężar gatunkowy” odkrytego powinowactwa Giertych upomniał się o szczególne względy, przymierza się do stanowiska prokuratora generalnego i przekonuje świeżo upieczonego kuzyna:

„Przecież nie jestem kuzynem zwykłego posła, który może liczyć jedynie na jakąś radę nadzorczą tylko jestem kuzynem samego Ciebie. Wicepremierem już u Ciebie byłem (brrr, aż mi się zimno robi na samo wspomnienie), ale Prokuratorem Generalnym to byłbym idealnym, tym bardziej, że Ziobro w ogóle nie jest spokrewniony, czy spowinowacony ani z Tobą ani z premierem i nie wiadomo jak się znalazł w dobrej zmianie” – podsumował swój wywód.

Na koniec Giertych poprosił Kaczyńskiego o kontakt, zakładając że prezes nie wątpi w jego obiektywizm, którego wszyscy oczekują od prokuratorów.

Zapewnił Kaczyńskiego, że „we wszystkich sprawach mógłbyś liczyć na moją niezależność, szczególnie w sprawie, która boli Cię tak bardzo. Byłbym ślepy jak Temida i realizowałbym prawo i sprawiedliwość” – szczerze zadeklarował mec. Roman Giertych.

Mylił się ten, kto sądził że pani Elżbieta Witek przejmując pałeczkę po marszałku Marku Kuchcińskim cokolwiek zmieni w stylu sprawowania tego urzędu. Niedawno mianowana marszałkini dopiero co zapowiadała usunięcie kompromitującej kotary z sejmowego korytarza, lecz jak śmieją się internauci „nie zawiodła”. Okazała się godną kontynuatorką „myśli” swojego poprzednika.

Zasłona, która odgradzała PiSowskich polityków od dziennikarzy i telewizyjnych kamer – pewnie została tylko oddana do pralni – bo już triumfalnie wróciła na swoje dawne miejsce.

Opinia publiczna nie zapomniała, że tuż po objęciu urzędu marszałka Sejmu, Elżbieta Witek zorganizowała spotkanie z dziennikarzami, na którym zapowiedziała zmianę stylu urzędowania.

PiSowska funkcjonariuszka zadecydowała wtedy o demontażu kotary oraz wprowadziła konferencje prasowe przed posiedzeniami Sejmu.

Sprzed budynku na Wiejskiej miały zniknąć także barierki, które stoją w tym miejscu od protestów z grudnia 2016 roku.

To nie Parlament Europejski stał za organizacją wizyty grupy europosłów w Kaszmirze – podkreśliła na czwartkowej konferencji prasowej rzeczniczka KE ds. międzynarodowych Maja Kocijancic. Jak informuje „GW”, do Kaszmiru udało się m.in. kilkoro europarlamentarzystów Prawa i Sprawiedliwości.

– To była prywatna wizyta niektórych europarlamentarzystów, nie jest ona oficjalną wizytą zarówno Parlamentu Europejskiego, jak i Unii Europejskiej. Oznacza to, że uczestnictwo miało charakter indywidualny, a wygłaszane poglądy posłów są ich własnymi – tak o wizycie grupy europosłów w Kaszmirze mówiła na czwartkowej konferencji rzeczniczka prasowa Komisji Europejskiej ds. międzynarodowych Maja Kocijancic.

– Stanowisko Unii Europejskiej w sprawie Kaszmiru nie zmieniło się: uważamy, że obustronne polityczne rozwiązanie jest jedynym sposobem, by zaprzestać długotrwałego sporu powodującego niestabilność i brak bezpieczeństwa – dodała.

Wyjazd europarlamentarzystów do Kaszmiru

„Gazeta Wyborcza” opisała w czwartek, że co najmniej pięcioro posłów PiS – Ryszard Czarnecki, Grzegorz Tobiszowski, Joanna Kopcińska, Elżbieta Rafalska i Bogdan Rzońca – uczestniczyło kilka dni temu w wizycie w Kaszmirze na zaproszenie indyjskiego rządu. W delegacji znaleźli się również m.in. działacze niemieckiej prawicowej partii Afd.

Wizyta wzbudziła spore kontrowersje ze względu na panującą na tym terenie napiętą sytuację wywołaną ostatnimi decyzjami indyjskiego rządu. Zamieszkany przez muzułmanów Kaszmir jest terytorium spornym między Indiami a Pakistanem, który kontroluje jego część. W walkach o Kaszmir zginęło dotychczas łącznie kilkadziesiąt tysięcy ludzi.

W sierpniu indyjskie władze zdecydowały o zniesieniu autonomii i podziale stanu Dżammu i Kaszmir, co wywołało masowe protesty jego mieszkańców. W jego miejsce powstanie terytorium Dżammu i Kaszmir oraz Ladakh. Obie te jednostki będą zarządzane przez władze w Delhi.

Odebranie regionowi regionowi autonomii wiązało się m.in. z aresztowaniami polityków, aktywistów czy naukowców. Odcięto też telewizję, a na ulicach pojawiły się tysiące żołnierzy

Premier Indii Narendra Modi oświadczył, że podział stanu przyczyni się do rozwoju tego terytorium. Zapowiedział budowę nowych dróg, linii kolejowych, szkół i szpitali. Tej decyzji sprzeciwiają się Pakistan i Chiny.  „Zdaniem krytyków wizytę celowo zorganizowano w tym okresie, aby pokazać, że do Kaszmiru powróciła „normalność” – czytamy w „Gazecie Wyborczej”.

Europoseł Ryszard Czarnecki w rozmowie z PAP podkreślił, że wizyty nie można określać jako „wycieczki”, bo w przeddzień i w dniu wyjazdu doszło tam do zamachów terrorystycznych. Stwierdził, że wizyta miała na celu „próbę zobaczenia sytuacji na miejscu”.

Bez względu na to, czy jesteśmy wierzący czy nie, czy praktykujemy czy nie bardzo, w te dni nie tylko fizycznie, ale i myślą wędrujemy na cmentarze. To jest postawa, która jeszcze długo się nie zmieni – mówi ks. Wojciech Lemański. – Żaden normalny człowiek, a zwłaszcza katolik, nie powinien godzić się na karę śmierci, a zwłaszcza na karę śmierci wynikającą z przekonań drugiego człowieka, jego postawy czy preferencji politycznych czy seksualnych – podkreśla

JUSTYNA KOĆ: Czy w dzisiejszej rzeczywistości ktoś się jeszcze zastanawia nad sensem życia i śmierci?

WOJCIECH LEMAŃSKI: Oczywiście, że tak. Wystarczy 1 listopada wyjrzeć przed okno przejeżdżając obok cmentarza i zobaczy pani, że żadna sytuacja – ani okupacji hitlerowskiej, ani rządu komunistycznego w kraju, ani wybór tej czy innej opcji w demokratycznych wyborach – tej naszej postawy wobec tych, którzy odchodzą, nie zmienia. Bez względu na to, czy jesteśmy wierzący czy nie, czy praktykujemy czy nie bardzo, w te dni nie tylko fizycznie, ale i myślą wędrujemy na cmentarze. To jest postawa, która jeszcze długo się nie zmieni.

To ważne święto w naszej tradycji, ale zastanawiam się, na ile jest w tym prawdy, a na ile chęci zapalenia zniczy kupionych na promocji w markecie, zjedzenia pańskiej skórki…
Nie zgadzam się z panią. To są moim zdaniem fałszywe truizmy.

DZIEŃ WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH W HISTORII POLAKÓW JEST ZAPISANY, ZWŁASZCZA W OSTATNICH DZIESIĘCIOLECIACH, JAKO DZIEŃ PAMIĘCI O ZMARŁYCH. TO NIE JEST DZIEŃ WOŻENIA ZNICZY I KWIATÓW, CHOĆ TAK TO WYGLĄDA NA ZEWNĄTRZ, BO TRUDNO JEST CZŁOWIEKOWI WSPOMINAĆ „Z PUSTĄ RĘKĄ”.

Chcielibyśmy coś po sobie na grobie zostawić, lampkę, znicz, kwiat czy cały bukiet, ale to nie jest najważniejsze. Niektórzy mówią, że to chęć pokazania się przed innymi. Kolejny truizm. Jeśli na grobach płonie kilka czy kilkanaście zniczy to znak, że kilkanaście osób przyszło na to miejsce. To dostrzegalny znak, że o tych, którzy odeszli kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu, wciąż pamiętamy. A to jest coś, czego żadną pańską skórką, blichtrem czy kwiatami nie da się streścić ani strywializować. Nie odbierajmy Polakom tego, co przez te dziesiątki lat w sobie ukształtowali.

Kiedyś i w tradycji Kościoła, do której należy większość Polaków, uroczystość Wszystkich Świętych nie miała nic wspólnego z pamięcią zmarłych. To ważne święto religijne, podobnie jak Boże Ciało czy Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny. Uroczystość Wszystkich Świętych to święto radosne. Natomiast następny dzień to dzień zaduszny, czyli dzień wspominania zmarłych. Ponieważ władze komunistyczne nie pozwalały świętować dnia zadusznego, a 1 listopada był dniem wolnym od pracy, to ludzie ten dzień wykorzystywali, aby odwiedzać cmentarze i wspomnieć zmarłych. Kościół się do tego dostosował.

W WIELU PARAFIACH WIECZOREM, PO NIESZPORACH, BYŁA PROCESJA NA CMENTARZ, DZIŚ CZĘSTO TAKA PROCESJA ODBYWA SIĘ JUŻ PRZED POŁUDNIEM. TO NIE WYNIKA Z ŻADNEJ TRADYCJI KOŚCIOŁA. NIE SPOSÓB JEDNAK ZAMKNĄĆ OCZU NA TO, ŻE NA CMENTARZE PRZYJECHAŁY DZIESIĄTKI TYSIĘCY LUDZI.

Polscy europosłowie podczas ostatniego głosowania nie poparli rezolucji wzywającej do wsparcia operacji poszukiwawczo-ratowniczych na Morzu Śródziemnym. Podobnie w sprawie głosowania odnośnie do sytuacji homoseksualistów w Ugandzie. Rozumie to ksiądz?
Widzę, że odbiegliśmy daleko od tematu uroczystości Wszystkich Świętych.

Ale pozostajemy w temacie śmierci…
To prawda i myślę, że dobrze by było, gdybyśmy wspominając tych, którzy odeszli zazwyczaj naturalną śmiercią, bo Pan przeciął ich nić życia, zdali sobie sprawę, że czasem śmierć przychodzi za naszą przyczyną lub z powodu naszej obojętności. Ja od dawna uważam, że warto byłoby przy okazji przepowiadania w kościołach Ewangelii przypominać, że bierzemy na siebie jako katolicy i Polacy współodpowiedzialność za tych uchodźców, których nie chcemy wpuścić w granice naszego domu i których część ginie na Morzu Śródziemnym. Głos polskich eurodeputowanych nie musiał być przeważający, ale z całą pewnością był głęboko niestosowny. Ja uważam, że wszyscy polscy europosłowie powinni się opowiedzieć za ratowaniem życia. Oczywiście to rodzi masę złych skojarzeń. Z pewnością Polakom wypominano by, że głosują, żeby uchodźców ratować, ale dać im schronienia nie chcą. Cóż, taka jest niestety prawda, ale z nią trzeba umieć się zmierzyć. Najgorsze, co można zrobić, to nabrać wody w usta i udać że wstrzymując się od głosu, de facto milczymy w tej trudnej sprawie.

Co do Ugandy to równie trudna dla nas sprawa, bo chyba żaden normalny człowiek, a zwłaszcza katolik, nie powinien godzić się na karę śmierci, a zwłaszcza na karę śmierci wynikającą z przekonań drugiego człowieka, jego postawy czy preferencji politycznych czy seksualnych.

KARANIE LUDZI ZA TO, ŻE SĄ INNI NIŻ MY, CZY INNI NIŻ CHCE TEGO PRAWODAWCA W JAKIMŚ KRAJU – TU CHODZIŁO O UGANDĘ – JEST ABSOLUTNIE WOŁAJĄCE O REAKCJĘ SPOŁECZNOŚCI MIĘDZYNARODOWEJ.

Ta decyzja nic nie kosztowało polskich europosłów, tymczasem zachowali się haniebnie.

Czy nie jest tak, że dzielimy tych, którzy odeszli, na bardziej i mniej wartościowych? Niedawno mieliśmy rocznicę śmierci ks. Jerzego Popiełuszki i samospalenia Szarego Człowieka, czyli Piotra Szczęsnego. Te śmierci podzieliły chociażby polityków.
Myślę, że gdy zajrzy się na cmentarz w Krakowie i na grób księdza Jerzego przy kościele św. Stanisława Kostki, to zobaczymy, że zarówna jedna, jak i druga śmierć bardzo Polaków porusza. Będzie mnóstwo zniczy na obu grobach. Oczywiście są tacy, którzy uważają, że te śmierci są różnej wartości, ale ja tak nie uważam. Dla mnie obie były strasznym męczeńskim wołaniem o zadumę nad Polską, o refleksję i opamiętanie.

PIOTR SZCZĘSNY WPROST MÓWIŁ „OBUDŹCIE SIĘ”, KSIĄDZ JERZY POPIEŁUSZKO WZYWAŁ, BY ZŁO, KTÓRE NAS ZALEWA, ZWYCIĘŻAĆ DOBREM.

Myślę, że wołanie obu pozostaje w naszym kraju ciągle bardzo aktualne. Niestety.

Szkoda, że żadnemu księdzu nie udało się wnieść chrześcijańskiej atmosfery w mroczne obrzędy trwających latami miesięcznic smoleńskich. Upolitycznienie żałoby czyniło modlitwę narzędziem walki z przeciwnikiem.

Nowy Testament głosi, że oścień śmieci został pokonany przez zmartwychwstanie Jezusa, dlatego chrześcijański stosunek do śmierci powinien mieć charakter paschalny. Wiara powinna wyzwalać z lęku i chronić przed nienawiścią. Niestety, zbyt często tak nie jest. Bardzo wielu z nas nie obchodzi ani zmartwychwstanie, ani życie wieczne, umarli stają się zakładnikami w ziemskich porachunkach. Wtedy dokucza nam już nie oścień śmierci, lecz wykorzystujemy umarłych, aby ranić żywych.

W przekonujący sposób wiwisekcji tej ciemnej strony polskiej religijności dokonuje Jan Komasa w swym najnowszym filmie „Boże Ciało”. Bohater, pozorujący księdza wychowanek poprawczaka, zastaje we wsi żałobę przeżartą zbiorową nienawiścią. Ból po stracie dzieci i rodzeństwa, które zginęły w wypadku jest tak samo silny jak nienawiść do nieżyjącego sprawcy tragedii i jego żyjącej żony.

Nieprawdziwemu księdzu udaje się psychologiczna terapia i osuszenie bagna religijnej nienawiści, doprowadza do pochówku prochów człowieka, któremu wiejska społeczność nie chciała wybaczyć winy. Nie jest to dramat obyczajowy z happy endem, film Komasy ma siłę poetyckiego marzenia, jego realizm nie ulega pokusie fatalizmu. Doświadczenie śmierci, a zwłaszcza śmierci tragicznej, ściąga wiele demonów, ale dzięki prawdziwie chrześcijańskiej postawie można je pokonać.

Szkoda, że żadnemu księdzu nie udało się wnieść chrześcijańskiej atmosfery w mroczne obrzędy trwających latami miesięcznic smoleńskich. Nie sposób nie myśleć o tym w kontekście filmu Komasy. Upolitycznienie żałoby odbierało powagę śmierci, czyniło modlitwę narzędziem walki z przeciwnikiem. Trudno zapomnieć te gorszące sceny świadczące o systematycznym dobijaniu powszechnej – nikogo nie wykluczającej, nie dzielącej na swoich i obcych – wspólnoty żywych i umarłych. Miesięcznice spowodowały profanację pamięci, może nawet bardziej szkodliwą niż uporczywe lansowanie, bez wiarygodnych dowodów, tezy o zamachu smoleńskim.

Akurat otrzymałem z prośbą o podpis apel środowisk obywatelskich w sprawie zniszczonych grobów ukraińskich w Polsce. Słyszałem o zniszczeniu grobów w Werchracie i Monasterzu koło Horyńca w 2014 r. Sądziłem jednak, że już je odbudowano i przywrócono do właściwego stanu. Okazuje się, że niszczenie ukraińskich miejsc pamięci na terenie Polski do tej pory nie spotkało się z żadną reakcją ze strony władz polskich. Sygnatariusze apelu piszą: „Pomimo upływu 4-5 lat od czasu poszczególnych prowokacji i dewastacji, władze centralne RP ani Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, IPN, ani też jakiekolwiek inne organy, w kompetencjach których leży ochrona miejsc pamięci, nie podjęły żadnych działań, by naprawić wyrządzone zło”.

Co gorsza, w ciągu ostatnich 5 lat liczba sprofanowanych grobów jeszcze się powiększyła. Oburza mnie obojętność katolickich duchownych na tych terenach, dla których profanacja grobów ukraińskich nie jest problemem. Ich milczenie jest pożywką dla nacjonalistycznego szaleństwa. Grobów nie da się podzielić na swoje i obce. Ludzkie szczątki w każdym grobie są tak samo święte, należy się im szacunek, pamięć i modlitwa.

Kaczyńskiemu bliższy rubel niż euro

17 Kwi

Ryszard Kapuściński, „Imperium”, rok 1993

Jarosław Kaczyński taki już model prowadzenia polityki przyjął, że raz na jakiś czas musi swoich wyborców mobilizować poprzez wskazywanie wspólnego wroga lub zagrożenia. W 2015 roku taką funkcję spełniło straszenie inwazją morderczych terrorystów islamskich z północnej Afryki, a przed tymi wyborami zagrożeniem miała być ofensywa środowisk LGBT. Gdy okazało się, że temat nie grzeje, postanowiono powrócić do bardzo wygodnego tematu czyli kwestii wprowadzenia w Polsce wspólnej waluty europejskiej. Nie ma oczywiście znaczenia, że obecnie ta wizja możliwa do zrealizowania nie jest, że dzisiejsza Polska w ogóle nie dostałaby się do Unii Europejskiej z systemem politycznym rodem z komunistycznego wschodu Europy. Ważne, że można temat ogrywać, straszyć wzrostem cen i zastawić na opozycję pułapkę, z której ta nie miałaby dobrego wyjścia.

– Wysłałem przed chwilą do przywódców najważniejszych formacji parlamentarnych, tzn. do przywódcy Koalicji Europejskiej pana Schetyny i do pana Kukiza projekt deklaracji, którą sam już podpisałem. Jest to deklaracja partii, koalicji ponadpolityczna, można powiedzieć, ponad podziałami politycznymi, która odnosi się do interesów finansowych państwa i polskich obywateli. Chodzi o to, żeby wszystkie te formacje, oczywiście łącznie z naszą, zagwarantowały, że w Polsce nie będzie wprowadzone euro zanim Polska nie osiągnie poziomu gospodarczego państw, które leżą na zachód od naszych granic. Tutaj punktem odniesienia są przede wszystkim Niemcy. I mam nadzieję, że ta deklaracja pokaże jednak dojrzałość klasy politycznej, bo w wypadku chodzi o oczywisty interes naszego kraju i jego obywateli. Ten interes jest tutaj całkowicie spójny z tego względu, że złotówka chroni nas przed wstrząsami, zapewnia szybszy rozwój i wiadomo, sfera euro to dzisiaj sfera stagnacji i jednocześnie chroni osiągnięty już poziom stopy życiowej i umożliwia podwyższanie tej stopy zarówno poprzez rozwój gospodarczy, jak i właściwą politykę państwa. W związku z tym wydaje się ona, z punktu widzenia politycznego, normalnych w demokracji podziałów politycznych, niekontrowersyjna – stwierdził Jarosław Kaczyński na Nowogrodzkiej.

– Liczymy na to, że ewentualne zobowiązania niektórych formacji politycznych wobec ich zewnętrznych sojuszników, ja tutaj stosuję formę przypuszczeniową, nie będą miały znaczenia, bo interes polskiego społeczeństwa, polskich obywateli, państwa jest tutaj zupełnie oczywisty. Stąd nasza wiara w to, że ta deklaracja zostanie podpisana i że ona jednocześnie stworzy pewną płaszczyznę wspólnego myślenia o polskiej przyszłości, polskim wzroście, o tym by Polakom żyło się coraz lepiej i żeby stosunkowo szybko, choć oczywiście to czas liczony w wielu latach, być może nawet to są dziesięciolecia, ale dojdziemy do tego poziomu, którego wszyscy Polacy oczekują i mają prawo oczekiwać jako europejczycy, obywatele państwa, które jest członkiem UE – dodał prezes PiS.

Lider Zjednoczonej Prawicy przyznał jednocześnie, że euro w Polsce będzie musiało zostać prędzej czy później wprowadzone, bowiem na Polsce spoczywa takie zobowiązanie. Zaznaczył jednak, że będzie to mogło stać się dopiero wtedy, gdy Polska na tym zyska. To deklaracja o tyle dziwna, że ekonomiści i przedsiębiorcy niezmiennie przekonują, że na samym tylko rozpoczęciu ścieżki wchodzenia do strefy euro moglibyśmy zyskać już dziś. 

Pierwsze reakcje na propozycję prezesa Kaczyńskiego nie są jednak takie, jak zapewne oczekiwał. Dziennikarze zauważają, że w czasie, gdy trwa największy od dekad protest nauczycieli, zajmowanie się abstrakcyjnym tematem wspólnej waluty może się PiS-owi odbić czkawką.

Rzecznik Platformy Obywatelskiej Jan Grabiec zauważył z kolei, że lider PiS znów chce odwrócić uwagę od swoich własnych problemów i nakierować debatę publiczną na wygodne dla siebie kwestie. Nie zabrakło też głosów pokazujących, że euro nie ma co się bać, co potwierdza opinia części krajów naszego regionu, które już to zrobiły.

O tym, jak absurdalny jest to dziś temat, celnie napisał Roman Giertych, który wezwał prezesa Kaczyńskiego do złożenia deklaracji, że nie zgodzi się na przyjęcie w Polsce rubla. W końcu system wschodni już niemal mamy.

Wygląda zatem na to, że genialny strateg z Żoliborza znów przestrzelił, pokazując swoje oderwanie od rzeczywistości polskiej gospodarki. Do zmobilizowania swoich wyborców powinno to jednak wystarczyć. I może o to w całej tej hecy chodzi.

Przed krakowskim sądem rozpoczął się proces Tomasza B. oskarżonego o publiczne nawoływanie do przemocy i zabójstwa europosłanki PO Róży Thun. 5 stycznia 2018 r. na Facebooku mężczyzna napisał: – „Na stos szmatę”. Tak „skomentował” film z udziałem europarlamentarzystki pt. „Polski zamęt. Róża Thun walczy o swój kraj”, wyprodukowany przez niemiecką telewizję publiczną NDR we współpracy z francusko-niemiecką stacją Arte.

38-letni Tomasz B. nie przyznał się do winy. – „Nie wiem, skąd wziął się tam ten wpis” – mówił przed sądem. Twierdził, że nie wiedział, kim jest Róża Thun, a usłyszał o niej dopiero, gdy przedstawiono mu zarzuty. Utrzymywał też, że nie interesuje się polityką. Tomasz B. służy w Wojskach Obrony Terytorialnej. Nie był do tej pory karany. Grozi mu kara pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat.

Postępowanie w tej sprawie toczy się z zawiadomienia przedstawicieli Róży Thun i KOD Małopolska.

„To, że złożyłam zawiadomienie wynika z tego, że przemoc i słowa nienawiści nie znikną, jeżeli nie będziemy na to reagować. Jestem przekonana, że osoby, które dokonują tych wpisów są przekonane o swojej bezkarności” – powiedziała Danuta Czechmanowska z KOD Małopolska. Dodała, że pod wpisem Tomasza B. pojawiło się wiele nienawistnych wpisów i komentarzy pod adresem europosłanki PO. Na kolejnej rozprawie 21 maja przesłuchani mają być świadkowie wezwani na wniosek obrony oraz Róża Thun.

Popieram strajk nauczycieli również dlatego, że ludziom, którzy godnie żyją, można stawiać więcej wymagań.

To, że popieram strajk nauczycieli to chyba tak oczywiste, że nie muszę tego uzasadniać. Mało która grupa społeczna – w mojej opinii – jest tak marginalizowana przez każdą niemal władzę i tak zapracowana, jak nauczyciele. I na mało której spoczywa tyle odpowiedzialności za naszą wspólną przyszłość. Dzisiejsza władza gardzi nauczycielami szczególnie, bo są politycznie słabi (PiS liczy się tylko z siłą i sondażami) i nie ceni edukacji. Faktem jest, że ludzie wyedukowani, a zwłaszcza myślący, są dla władzy o autorytarnych zapędach, zawsze groźni; lepiej mieć obywateli posłusznych i zajętych czymś innym niż myślenie, na przykład: – modlitwą, piłką nożną, szukaniem światowych spisków i oglądaniem Big Brothera.

Ale nie o władzy chciałam pisać tylko o nauczycielach. Swoich. Zrobiła się teraz taka moda, że różni ludzie wspominają tych, którzy coś dla nich znaczyli, dzięki którym stali się tym, kim są. Dobry pomysł. Często przy fatalnych programach nauczania, strukturalnym chaosie, jaki dziś mamy (i kiedyś też mieliśmy), trafiają się gwiazdy, które są w stanie usunąć w cień mizerię polskiego szkolnictwa i pobudzić dziatwę do myślenia. Trudno powiedzieć, czy chodzi tu o tak zwanego nauczyciela „z powołaniem”, czy po prostu profesjonalistę. Politycy lub księża, którzy czują „powołanie” i uzasadniają nim wszelkie działania, potrafią wyrządzić wiele szkód, zwłaszcza, że niemal każdy polityk i ksiądz myśli, że je ma. Według mnie, zainteresowanie uczniów i ich ruch intelektualny budzi taki nauczyciel, który wie, czym jest i do czego służy ten zawód; nie chodzi tu o zwykłą „transmisję danych” i kontrolę ich stanu posiadania u uczniów. Tylko o to „coś”. O kunszt.

Wszystkich moich nauczycieli mogę podzielić na trzy grupy: profesjonalistów, rzemieślników i nieudaczników. Ci drudzy dobrze sprawdzają się w każdym zawodzie, ci pierwsi mają kunszt, nieudacznicy są wszędzie. Moi profesjonalni nauczyciele stawiali mi wysokie wymagania i szydzili z braku należytych postępów. Mój licealny polonista, starszy „przedwojenny” pan, którego wszyscy kochali i nienawidzili zarazem, uwziął się na interpunkcję, analityczną znajomość lektur i zwięzłość wypowiedzi. Cenił też trudne słowa. Już na początku musiałam przyswoić sobie i używać: „abominacyjny”, „inteligibilny”, „palimpstest” itd. Nie lubiłam tego polonisty, notorycznie bałam się kompromitacji, zwłaszcza w trudnej sztuce stawiania przecinków i „odpowiadania z lektury” przed całą klasą (co za okropny zwyczaj! który jednak przygotowuje do publicznych wystąpień). Lektury czytałam po dwakroć, nauczyłam się je dobrze streszczać i analizować jak belfer kazał. Niewiele więcej, ale za to solidnie. Wdzięczna mu jestem za zmuszenie mnie do wysiłku, który choć nie rozwinął we mnie wyobraźni, dał solidne polonistyczne podstawy dla bardziej oryginalnych działań.

Matematyczka i chemiczka, które były prostymi rzemieślniczkami w swoim zawodzie, potrafiły zabić moje zamiłowanie do przedmiotów ścisłych nudą, rutyną, repetycją i kontrolą. W lekcjach ze stereometrii nie było nic, co później pozwoliłoby mi zrozumieć pewne fragmenty z VII księgi Platona. Chemia, za którą przepadałam została osnuta monotonią powtarzanych formuł i doświadczeń robionych bez żadnej fantazji. A wystarczyło przyjrzeć się drodze do odkryć Marii Skłodowskiej-Curie czy poczytać eseje Heisenberga, by rozpalić naukową wyobraźnię.

Nieudaczników też spotkałam kilku. To ci, którzy absolutnie i radykalnie minęli się ze swoją karierą zawodową. Nie lubili szkoły, bali się uczniów, denerwowała ich różnorodność klasy, nieposłuszeństwo i konieczność robienia czegoś, na co nikt – według nich – nie miał ochoty. W takiej smutnej atmosferze przebiegały moje lekcje geografii, (niestety) historii i łaciny. Mimo wysiłków po obu stronach, efekt był miażdżąco słaby. Trudno jednak wymagać, by rozkład osobowości, umiejętności i kompetencji w szkołach był inny niż w szpitalach, w Sejmie, w biznesie czy w Kościele.

Nie napotkałam jednak żadnego nauczyciela, który nie przejmowałby się tym, co robi i który lekceważyłby pracę. Każdy dawał uczniom, może nie to na co zasługiwali, ale na pewno według swoich najlepszych możliwości. Nigdy ich praca nie była należycie wynagradzana, nigdy ten zawód nie cieszył się prestiżem wśród rządzących. „Nauczyciele sobie poradzą”, „nie mają wyboru: selekcja negatywna” – znamy te hasła. Znała je władza i stosowała. Ministrem do spraw edukacji zostawała z reguły osoba jeśli nie nieudolna, to na pewno na tyle słaba, by nikt nie traktował poważnie jej roszczeń wysuwanych w imię zmiany nauczycielskiego status quo. Być może, to sami nauczyciele przyczynili się do tego, że kolejne pokolenia rządzących były obojętne na ich los. No, ale wreszcie powiedzieli – stop! Wspieram ich gorąco również dlatego, że ludziom, którzy godnie żyją, można stawiać więcej wymagań.

Ciekawa jestem czy rząd polski powoła jakąś komisję do spraw spalenia katedry Notre Dame? Przecież nie może tak być, żeby kościół spalił się przez zaprószenie ognia.

Mamy doświadczenie ze Smoleńskiem i wiemy, że myśl o zwykłej katastrofie, niedbalstwie, o nieprzestrzeganiu reguł jest niegodna prawdziwego Polaka.

Musi być jakiś głębszy powód pożaru a może nawet spisek, który należy wykryć. Tylko jak to zrobić bez Macierewicza schowanego na czas wyborów?

Z miejsca zaczęli zajmować się tym hierarchowie pisząc, że płonąca katedra to kara za laicyzację Europy, obraz jej straszliwego kryzysu.

Nie słyszałam by jakiś hierarcha podjął wątek kary bożej za grzech pedofilii w kościołach chrześcijańskich, chociaż to lepiej tłumaczy sprawę. Może to też być boskie ostrzeżenie, że nawet tak solidny i długowieczny gmach chrześcijańskiej wiary może zostać zniszczony przez grzeszność księży.

Nikt nie pisze czy miejsce poświęcone naszemu papieżowi się uchowało, ale też może nikt się już tym nie interesuje. Póki co premier Szydło obiecała włączyć się rekonstrukcję katedry. Kolejny pretekst by nie dać podwyżek nauczycielom.

Pisowcy o unijnej szmacie, czyli gdzie się pchają szmaciarze

27 Lu

„Czy jesteście za wyjściem Polski z UE, czy popieracie polexit? Czy przeprosicie za nazywanie flagi UE szmatą? Czy zapewnicie Polakom budżet UE na poziomie 400 mld zł – na takim, który został wynegocjowany przez rząd PO? Czy przyrzekniecie Polakom, że w UE nie będziecie współpracować z antyeuropejskimi ugrupowaniami, które są wspierane przez Rosję, z Le Pen i Salvinim na czele? Czy przywrócicie w Polsce praworządność i zakończycie spór z Komisją Europejską, który może zakończyć się wyrzuceniem Polski z UE?” – takie pytania PiS-owi w imieniu PO zadał Cezary Tomczyk.

>>>>>

Rzecznik PO Jan Grabiec powiedział, że skandaliczne jest to, że twarzą kampanii PiS do PE jest Beata Szydło. – „Twarzą tej kampanii jest osoba, która dziś zadaje pytania politykom opozycji, a sama przez rok nie potrafiła wytłumaczyć, co jako wicepremier robi i za co bierze pieniądze podatników. Nie potrafiła odpowiedzieć na pytanie, dlaczego nie znalazła czasu, żeby przyjść do Sejmu i spotkać się z protestującymi osobami z niepełnosprawnością. Nie potrafiła również powiedzieć, co stało się z nagrodami, które przyznała bezprawnie ministrom swojego rządu, do kogo trafiły te sumy i dlaczego nie zostały zwrócone do budżetu. Beata Szydło jako pierwszy premier przyznała sama sobie nagrodę, która jej się nie należała. Trudno o lepszy przykład kompromitacji tej formacji politycznej” – stwierdził Grabiec.

Posłowie PO dodali, że „wybory do PE to coś dużo poważniejszego niż ewakuacja skompromitowanych polityków PiS” – „Można powiedzieć, że hasło kampanii, które pojawi się na PiS-owskich billboardach, to już słynne 27:1. To jest symbol polityki europejskiej PiS. A trzeba powiedzieć bardzo jasno, że bez obecności w Unii Europejskiej każda polska inicjatywa jest zagrożona. Trzeba zadać sobie jedno, fundamentalne pytanie. Czy Polska ma być w Unii Europejskiej, czy ma ją opuścić? Dziś na czele bloku antyeuropejskiego stoi PiS razem z narodowcami” – powiedział Grabiec.

SKOK Wołomin to skok pisowców na kasę

20 Gru

Piotr Kaczorek w 2013 r. pożyczył w SKOK Wołomin 160 tys. zł, ale przez kolejne co najmniej cztery lata nie spłacał zaciągniętego kredytu. Według raportu przygotowanego przez biegłego, który wyceniał majątek SKOK Wołomin, do 1 lipca 2017 r. Kaczorek zalegał – łącznie z odsetkami karnymi – na kwotę ponad 200 tys. zł. Dziś pracuje w CBA, które bada nieprawidłowości w SKOK-u.

Więcej >>>

Wojciech Mazowiecki, syn byłego premiera, złożył zawiadomienie do prokuratury w sprawie podpalenia przez Jacka Międlara fotografii Tadeusza Mazowieckiego.

Były ksiądz obrażał także polityka w wulgarny sposób, o czym pisaliśmy w artykule Międlar spalił zdjęcie premiera Mazowieckiego, nazywając go „komunistycznym parchem”.

„Jestem oburzony, że państwo nie reaguje i dopuszcza do tego, że ktoś popełnia przestępstwo. Na miejscu była policja, która nic nie zrobiła, mimo antysemickich haseł, mimo nienawistnych okrzyków, podpalania zdjęć. To smuci mnie bardziej niż występ człowieka, który podszywał się pod księdza, a teraz, moim zdaniem, wymaga terapii – powiedział „GW” Wojciech Mazowiecki. Jego zawiadomienie nie jest jedynym, które w sprawie skandalicznego zachowania Międlara trafiło do prokuratury.

Złożyli je m.in. posłowie z PSL-UED, w tym Stefan Niesiołowski, który po wprowadzeniu stanu wojennego razem z Tadeuszem Mazowieckim był internowany w Jaworzu i Darłówku (więcej w artykule „Nazywanie Mazowieckiego „komunistycznym parchem” jest wyjątkowo plugawe”). Prokuraturę w sprawie Międlara zawiadomili także prezydent Wrocławia Jacek Sutryk i poseł Nowoczesnej z Wrocławia Krzysztof Mieszkowski.

>>>

Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk umieścił w internecie świąteczne życzenia. Krótkie nagranie zaczyna się przypomnieniem śpiewanej przez niego 22 lata temu w telewizyjnym programie kolędy „Wśród nocnej ciszy”. Były premier już współcześnie po dokończeniu pierwszej zwrotki obiecuje, że więcej już śpiewać nie będzie.

Złożył za to wszystkim życzenia świąteczne. – „Abyśmy wśród tej nocnej ciszy usłyszeli siebie nawzajem  siebie nawzajem. Swoje głosy miłości i nadziei. Nadziei na lepsze jutro, na tylko dobre zmiany” – powiedział Donald Tusk.

Większość internautów odwzajemniała życzenia. Pojawiły się także komentarze: – Pan to umie popsuć Święta Prezesowi… Najlepszego!”; – „A może by tak Pasterz wrócił jak najprędzej do naszej polskiej Stajenki i przepędził grasujące wilki, przebrane za Świętych Mikołajów, rozdających na prawo i lewo nie swoją kasę, tucząc się jednak niemiłosiernie, na nie swoim?” – „Bo trzeba mieć dystans do siebie, luz i poczucie humoru. A nie zawiść, nienawiść i nadęcie”.

Platforma coraz silniejsza

26 List

Kierwiński: Jeżeli Tusk zdecyduje się wrócić do polskiej polityki, to wróci nie na koniu, tylko po prostu samolotem z Brukseli

– Myślę, że jeżeli Donald Tusk zdecyduje się wrócić do polskiej polityki, to wróci nie na koniu, tylko po prostu samolotem z Brukseli i myślę, źe ta armia Donalda Tuska to nie będzie tylko Platforma, to będzie cała rzesza Polaków, którzy mają dość tego, co z Polską robi pan Duda i pan Kaczyński – stwierdził Marcin Kierwiński w rozmowie z Pawłem Lisickim w „Salonie politycznym Trójki”.

Kierwiński: Nie jest tak, że cała nadzieja spoczywa na Tusku. W wyborach samorządowych KO startowała jako połączenie dwóch partii i te wybory były bardzo dobre

– Nie jest tak, że cała nadzieja spoczywa na Donaldzie Tusku. Proszę zwrócić uwagę, że w tych wyborach, wyborach samorządowych Koalicja Obywatelska startowała jako połączenie dwóch partii, Platformy i Nowoczesnej, dołączała się do tego Inicjatywa Polska i de facto te wybory dla KO były bardzo, bardzo dobre – stwierdził Marcin Kierwiński w „Salonie politycznym Trójki”.

– Nie jest tak, że my nic nie robimy, czekamy tylko na Donalda Tuska na tym przysłowiowym białym koniu. Nie, my swoje robimy. Natomiast jeżeli Donald Tusk chciałby, a ufam, że tak będzie, wrócić i wystartować w wyborach prezydenckich, zmierzyć się z prezydentem Dudą, to będzie tylko dodatkowe wzmocnienie sił opozycyjnych – dodał poseł PO.

Siemoniak o działaniach prokuratury wobec dziennikarza TVN: Czarna seria ministra Ziobry. Chodzi o to, żeby zastraszyć wolne media

Kolejna fatalna wpadka ministra Ziobry po polexitowym wniosku do TK czy parę miesięcy wcześniej nowelizacja ustawy o IPN-ie. Czarna seria ministra Ziobry trwa i sądzę, że jest głównym kandydatem do rekonstrukcji, bo przynosi same kłopoty PiS-owi” – mówił w rozmowie z Beatą Lubecką Radiu Zet wiceprzewodniczący PO, Tomasz Siemoniak.

Pytany o wizytę agentów ABW w domu dziennikarza TVN, odpowiadał: „Przedziwna sytuacja. ABW jest traktowane jak listonosz. Dodatkowy element zastraszania. To słowo „zastraszanie”, które poszło w świat, jest absolutnie właściwie. Chodzi o to, żeby zastraszyć wolne media”.

Darmowe żłobki, 100 złotych na zajęcia pozalekcyjne dla uczniów, podwyżki dla nauczycieli, mieszkania na wynajem, rozpoczęcie prac nad III linią metra – Trzaskowski przedstawił swoje plany

Jak mówiłem podczas kampanii wyborczej, po fazie infrastrukturalnej przyszedł czas na to, żeby skupić się na jakości życia i duża część pierwszych decyzji, kroków będzie dokładnie tego dotyczyła. Pierwszą i najważniejszą decyzją i obietnicą, którą zaczniemy realizować w przyszłym roku, to darmowe żłobki dla wszystkich warszawiaków, niezależnie od tego ile zarabiają. Jeżeli dzieciaki w Warszawie nie znajdą miejsca w żłobku publicznym, będziemy dopłacać do żłobków prywatnych. Od września 2019 roku zapewnimy wszystkim dzieciom w Warszawie miejsce w darmowym żłobku” – mówił na konferencji prasowej prezydent Warszawy, Rafał Trzaskowski.

Zaczynamy od podwyżek. Na początku przyszłego roku 5-procentowa podwyżka dla najmłodszych stażem nauczycieli. Tu mamy największy deficyt. Chcemy przyciągać i zostawiać w zawodzie młodych nauczycieli, żeby było komu uczyć nasze dzieci. Później podwyżki obejmą też nauczycieli kontraktowych. Nowe szkoły – już w przyszłym roku będziemy realizowali kolejne inwestycje na Białołęce, Pradze-Południe, Ursynowie, Żoliborzu, Targówku i Wawrze. Mówiłem o 100 złotych dopłat dla każdego ucznia na zajęcia pozalekcyjne. Zaczniemy program pilotażowy już w 2019 roku, żeby przygotować ten program na kolejne lata. W wybranych szkołach, w wybranych dzielnicach zaczniemy ten program w roku 2019” – dodawał.

W tym roku rozpoczynamy planowanie. W przyszłym roku oddamy 300 mieszkań i będziemy sukcesywnie w kolejnych latach oddawać nowe mieszkania na wynajem. TBS-y już planują nowe lokalizacje. Te lokalizacje zostaną wyznaczone w przyszłym roku, żeby od 2020 budować zgodnie z obietnicą 1500 nowych mieszkań”. Trzaskowski zapowiada też realizację pakiet propozycji dla seniorów i osób z niepełnosprawnościami oraz dla warszawskiego sportu.

Komunikacja to sprawa niesłychanie istotna. Będziemy kończyć II linię metra, ale również rozpoczniemy rozmowy nt. jej ewentualnego przedłużenia do Ursusa. Rozpoczniemy planowanie III linii metra: ekspertyzy, prace geologiczne, planowanie. Musimy to wszystko zacząć robić już w przyszłym roku, żeby ta inwestycja mogła być realizowana w nowej perspektywie budżetowej. Nowe linie tramwajowej – już w przyszłym roku chcemy rozpocząć budowę linii na Wilanów i Gocław, ale chciałbym rozpocząć też prace przygotowawcze nad przygotowaniem nowej linii na Zieloną Białołękę” – zapowiadał Trzaskowski.

Schetyna: Oczekujemy, że rząd RP wykorzysta członkostwo w RB ONZ, aby zagwarantować realizację praw Ukrainy do swobodnego przepływu statków przez Cieśninę Kerczeńską

— KACZYŃSKI ZMUSIŁ ZIOBRĘ DO PRZEŁKNIĘCIA ŻABY – DOMINIKA WIELOWIEYSKA w GW: “Prezes Kaczyński, świadomy tych zagrożeń, postanowił Ziobrze wybić z głowy rozłamy. Szef resortu sprawiedliwości robił wszystko, aby nie stać się twarzą upokarzającego spektaklu, w którym PiS wycofuje się ze zmian o Sądzie Najwyższym. Chciał, aby ktoś inny to firmował, a dla siebie zamierzał zarezerwować rolę niezłomnego, który nigdy na ustępstwa wobec Unii by nie poszedł. Z moich informacji wynika, że Kaczyński tę taktykę przewidział i zmusił Ziobrę do wystąpienia w środowej debacie sejmowej o nowelizacji ustawy o SN. To był patent prezesa PiS na to, by Ziobro nie mógł kreować się na ostatniego niezłomnego. Skuteczny, sądząc po tym, jak Ziobro niemal łamiącym się głosem uzasadniał zmianę. Przełykanie tej żaby szło mu wyjątkowo opornie, ale w końcu ją połknął przy wtórze śmiechów opozycji”.
wyborcza.pl

— NIEUDANY ATAK PROKURATURY NA TVN – SWASTYKĄ W WOLNE MEDIA, SPADA POZYCJA ZIOBRY? – jedynka GW: “Dziennikarza TVN, który zdemaskował neofaszystów, śledczy chcieli ścigać za propagowanie faszyzmu. Ale nagle się wycofali. Czy to oznacza, że w rządzie spada pozycja Zbigniewa Ziobry?”

— MORAWIECKI SIĘ WŚCIEKŁ – DALEJ CZUCHNOWSKI: “Zaraz po tej deklaracji prokuratura Ziobry podjęła decyzję o postawieniu zarzutów Wacowskiemu. Zdaniem naszych rozmówców Morawiecki „się wściekł”, bo „odebrał to jako prowokację ze strony Ziobry”.
wyborcza.pl

— PIS CHCE PRZECZEKAĆ AFERĘ – Agata Kondzińska w GW:“Ta sprawa już zdycha, powołanie komisji tylko by ją podsycało, media ciągle by do tego wracały – mówi nam polityk PiS. – Jest skomplikowana, a bohaterowie średnio rozpoznawalni. Chrzanowski nie był szerzej znany, wraz z dymisją stał się bohaterem negatywnym, niewielu będzie go żałować. Czarnecki może jest bardziej popularny, ale na pozytywnego bohatera też się średnio nadaje. Multioligarcha, który słynie z agresywnych działań na rynku bankowym, z polisolokat czy kredytów frankowych, drugim Kluską dla Polaków nie będzie – dodaje”.
wyborcza.pl

>>>

PiS stwarza z Polski prywatne państwo partyjne

13 List

Jeszcze rano przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego Marek Chrzanowski mówił, że nie zrezygnuje z funkcji, a po południu podał się do dymisji. To efekt dzisiejszych doniesień „Gazety Wyborczej”.

Według właściciela Getin Noble Banku Leszka Czarneckiego, Chrzanowski w marcu 2018 roku miał zaoferować przychylność dla tego banku w zamian za 40 mln zł. Więcej na ten temat w naszym artykule „Spokój za 40 milionów – „to ordynarna propozycja korupcyjna”.

Pełnomocnik Leszka Czarneckiego Roman Giertych złożył zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa. – „Zawiadomienie dotyczyło rozmowy z końca marca 2018 roku, w której to pan przewodniczący zaproponował Leszkowi Czarneckiemu zatrudnienie prawnika. Jak dowiadujemy się z dzisiejszych informacji przekazanych po wydrukowaniu artykułu przez „Gazetę Wyborczą”, prawnik ten był znajomym rodziców żony pana przewodniczącego Chrzanowskiego. A następnie przewodniczący KNF, rozmawiając z Leszkiem Czarneckim, mówił o wysokości wynagrodzenia dla tego prawnika uzależnionej od wartości banku. To jest nagrane na taśmie” – powiedział Giertych w TOK FM.

Platforma Obywatelska żąda powołania komisji śledczej ds. KNF. – „Zamykanie tego tylko do poziomu prokuratorskiego, która jest prowadzona przez polityka rządzącej partii, jest niewystarczające. Ta sprawa bulwersuje i musimy usłyszeć, jaka jest odpowiedź i przyczyny takiego skandalu. Czysta korupcja. To jest przecież Komisja Nadzoru Finansowego – organizacja, która ma gwarantować depozyty Polaków. Tutaj jest wpisana w korupcyjną propozycję. Autorem jest osoba, która została nominowana przez premier Szydło. To jest skandal. To są rzeczy i sprawy, przez które upadają rządy w krajach demokratycznych” – powiedział lider PO Grzegorz Schetyna.

Chrzanowski, który przebywał w Singapurze, jutro miał stawić się u premiera Mateusza Morawieckiego.

Decyzję w sprawie spotkania z Chrzanowskim podejmie premier dzisiaj wieczorem. Bardzo dobrze, że ta dymisja znalazła się na stole, dlatego że w obecnej sytuacji, dbając o wiarygodność i powagę urzędu, to było jedyne sensowne wyjście” – powiedział szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyk.

Aktualizacja. 7 listopada pełnomocnik Czarneckiego mec. składa doniesienie do Prokuratury. 9 listopada około godziny 20tej Sejm przyjmuje „niewinną” poprawkę umożliwiającą przejęcie banku ( o obniżonych funduszach własnych) przez KNF decyzją administracyjną.

Idea Bank należący do… Leszka Czarneckiego został wpisany, przed momentem, przez KNF na listę ostrzeżeń publicznych.

Jarosław Kaczyński to zombie polskiej polityki

11 List

Przemówienie Donalda Tuska iskrzyło od odniesień do współczesnej sytuacji w Polsce. Szef Rady Europejskiej mówił o „współczesnych bolszewikach” i antyeuropejskich postawach. – To dla niego początek kampanii i już widać, jakie będą jej główne kierunki – mówi w rozmowie z Gazeta.pl dr Bartłomiej Biskup z Uniwersytetu Warszawskiego.

Donald Tusk w ramach Igrzysk Wolności wygłosił wykład pod tytułem „11 Listopada 2018. Polska i Europa. Dwie rocznice, dwie lekcje”. Szef Rady Europejskiej po historycznym wprowadzeniu płynnie przeszedł do współczesności. Kreśląc obraz współczesnej Europy były premier mówił o „brunatnym, jednoznacznie antyeuropejskim” i „nacjonalistycznym” nurcie w Europie. Jednak jedno z najmocniejszych sformułowań padło, gdy mówił o Polsce:

Liczcie przede wszystkim na siebie. Józef Piłsudski, kiedy pokonywał bolszewików, a więc bronił zachodu, to miał trochę trudniejszą sytuację niż my dzisiaj. Kiedy Lech Wałęsa pokonywał bolszewików w symbolicznym sensie, to miał o wiele trudniejszą sytuację. Skoro oni dali radę pokonać bolszewików, dlaczego wy nie mielibyście pokonać współczesnych bolszewików

– usłyszeliśmy podczas wykładu.

Dr Bartłomiej Biskup: To dla niego początek kampanii

Według dra Bartłomieja Biskupa, politologa z Uniwersytetu Warszawskiego, łódzkie wystąpienie to dowód na to, że Tusk nie myśli o emeryturze. – Po raz kolejny potwierdza się teza, że Donald Tusk chce wrócić do polskiej polityki i odegrać w niej znaczącą rolę. Dzisiejsze wystąpienie można nazwać manifestem politycznym, który bardziej niż do wolności, odnosił się do krajowego konfliktu. Pokazał, że zamierza walczyć z PiS-em i rządem – mówi w rozmowie z Gazeta.pl dr Bartłomiej Biskup, dodając, że w Łodzi szef Rady Europejskiej po raz pierwszy od objęcia stanowiska w Brukseli pokazał się „z podniesioną przyłbicą”. – To dla niego początek kampanii – stwierdza politolog.

Opozycja będzie „grała” wyjściem Polski z UE

Według Biskupa, to, o czym mówił Tusk, pozwala prognozować główne wątki, jakie pojawią się w kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego. – Te kierunki są widoczne. Dla opozycji dominującym komunikatem będzie PiS wyprowadzający Polskę z Unii Europejskiej. Wczoraj premier mówił w orędziu o Unii Europejskiej, to dzisiaj Tusk po raz kolejny mówił o Cameronie, który też twierdził, że nie chce wyprowadzić Wielkiej Brytanii ze wspólnoty, a w końcu to zrobił. PiS będzie miał problem, żeby się od takiej narracji odciąć.

Biskup przyznaje, że od czasu, gdy Tusk zaczął kierować radą, w takim wydaniu go nie słyszeliśmy – To było zaskakujące wystąpienie, bo z zapowiedzi wynikało, że przyjedzie, złoży kwiaty, pójdzie na uroczystość. A mieliśmy wykład o dyktaturze bolszewickiej i faszystowskiej, brunatny nacjonalizm – mówi Biskup i dodaje:

To jest wystąpienie przełomowe. Przełomowe w tym sensie, że Tusk zaczął nim coś większego – włączył się w politykę polską na 100 procent. Te sformułowania były bardzo ostre i patrząc racjonalnie, za ostre w stosunku do tego, co się dzieje w Polsce, ale retorycznie wcale nie takie wyjątkowe, bo dzisiaj wszyscy tak mówią i wszyscy idą w populizm. Jeśli Tusk ma się włączyć do polityki to musi grać ostro

– przekonuje Biskup.

Jedenasty Listopada za pasem, co poznać po tym, że totalna opozycja bije rekordy Guinessa w perfidii i hipokryzji. Że – niby – z obchodami stulecia, to kompromitacja na miarę epoki. Że jakieś akademie dęte, wieńców składanie i jeszcze ten marsz, co to pan prezydent sam się na niego zaprosił, potem nie przyjął zaproszenia, aż wreszcie zdecydował, że jednak owszem, stanie dzielnie, w tej wojnie polsko-polskiej na marsze narodowe pod flagą biało-czerwoną. Nawet premiera weźmie z sobą, chociaż ten dopiero co twardo zapowiadał, że nie będzie nigdzie chodził, bo się boi.

Z tego strachu, to wprawdzie niektórym Jedenasty Listopada może się w tym roku pomylić z Grudniem Trzynastego, a to ze względu na obecność mundurowych i pojazdów opancerzonych na stołecznych ulicach. Ale po pierwsze – tym razem nie będzie koksowników, po drugie Apokalipsa została odłożona na po przyszłorocznych wyborach do Sejmu, a po trzecie i najważniejsze, problemy z datami to teraz taka nasza nowa świecka tradycja. Też – skądinąd – zapoczątkowana przez pana prezydenta, w którego osobistym kalendarzu listopad ma 31 dni. No ale za to grudzień zaledwie 30, i bilans się zgadza. A zresztą – papież Sylwester, którego huczne imieniny wyprawialiśmy dotąd w ostatnim dniu roku nie był Polakiem, więc nie ma czego żałować.

No ale marsz marszem, tymczasem opozycja za nic ma heroizm obozu władzy, która zdecydowała się świętować stulecie Niepodległej ręka w rękę z setką tysięcy patriotów (bo kto jest patriotą – zapytał w telewizji europoseł PiS, Tadeusz Cymański, i zaraz odpowiedział – nacjonalista!). Mało tego, totalsi stawiają prowokacyjne pytania, jakie to wielkie i ambitne inicjatywy rządu uświetnią stulecie Rzeczypospolitej, i na co wydano te dwieście milionów z okładem, na które obywatele zrzucili się (za pośrednictwem budżetu) by sfinansować owe wiekopomne dzieła.

Obcojęzyczne media można – oczywiście – zignorować, bo powołują się na niepolskie, obce nam kulturowo i mentalnie przykłady takich zamierzeń. No, że na przykład w Norwegii powstała z podobnej okazji monumentalna Biblioteka Narodowa. Albo że w takim Breslau, na stulecie Bitwy pod Lipskiem, wzniesiono perłę architektury modernistycznej – Jahrhunderdhalle, która do dzisiaj stoi we Wrocławiu, już jako Hala Stulecia, stanowiąc jeden z najbardziej atrakcyjnych obiektów miasta. Ba, ale pierwszą postawili Norwegowie, którzy właśnie odmówili rządowi góry pieniędzy (w formie tak zwanych Funduszy Norweskich) a, drugą Niemcy, czyli wiadomo…Natomiast co do komunistów i osobiście Leszka Millera, który bezczelnie przywołał w telewizji przykład peerelowskiej, całkiem udanej skądinąd, akcji „tysiąc szkół na tysiąclecie”, to po pierwsze to lewak, a po drugiej mówił o tym w TVN, więc jest nadzieja, że suweren nic o „tysiąclatkach” nie usłyszał.

Poza wszystkim, oskarżenia o brak wielkich, ambitnych projektów formacji władzy na okrągłe urodziny Rzeczpospolitej to kłamstwo i potwarz, bo przecież właśnie z tej okazji nastąpi odsłonięcie Pomnika Stulecia, postawionego Prezydentowi Stulecia – Lechowi Kaczyńskiemu! Bo wszak Polska to Oni. Owszem, był już jeden król Słońce, co też tak uważał w sprawie Francji, ale za to bracia ukradli Księżyc!

Pomnik prezydenta Lecha będzie – co już wiadomo – najwyższy na całym Placu Piłsudskiego (więc po świętach trzeba będzie urealnić sytuację, nazywając plac imieniem bohatera najwyższego monumentu w okolicy). Będzie też – ale to chyba oczywista oczywistość – ze wszystkich warszawskich, ba – polskich nawet – pomników najważniejszy. Tym bardziej, że niektórzy już, jeszcze przed jego uroczystym odsłonięciem – uważają, że jest to jedyny taki na świecie, pierwszy w dziejach sztuki pomnikowej „monument podwójny”. Po prostu unikat.

Skąd to podejrzenie, skoro monument jest – a przynajmniej miał być – realistyczny (choć postać na cokole wyszła, jak się to mówi, „podobna do nikogo”, a Internet zobaczył w niej portret posła Suskiego)? Otóż, pomijając talent wykonawcy, bohaterowi pomnika brakuje kilku elementów, identyfikujących uwiecznioną tam osobę jako tragicznie zmarłego prezydenta. Nie ma charakterystycznego „pieprzyka” ani obrączki, której Lech Kaczyński ponoć nigdy nie zdejmował. Poza tym prezydent stosował się do dyplomatycznego dress code’u  rozpinał marynarkę) i dbał o elegancję stroju, czego nie da się powiedzieć o postaci z monumentu.

Czyli Lech to, ale jakby nie Lech zarazem. Chyba więc mamy „dwa w jednym”, a na Placu, tuż obok Marszałka, stanął właśnie monument Lecha i Jarosława – Dwóch Zbawców Narodu (jednego Emerytowanego, ale zawsze), toteż lepiej by było, żeby artysta od razu wykonał panom portret podwójny. Już się zdarzały w historii takie przypadki. Było – na przykład – takie bóstwo, skądinąd rzymskie, nazywane Janus, co miało dwie twarze – jedną łagodną, a druga surową. Wypisz wymaluj – pan prezes przed i po wyborach. Albo – gdy prezydent Lech Kaczyński był jeszcze z nami – obaj Bracia, kiedy występowali razem publicznie. Wśród bliższych nam kulturowo bóstw słowiańskich mamy też Światowida, który posiada aż cztery oblicza. Po dwa na każdego z Bliźniaków.

Ale może trzymajmy się Janusa, bo to bóg zmiany (więc pewnie także tej „dobrej”) oraz… wojny. Natomiast Światowid kojarzy się z Białym Koniem (na którym Tusk może niedługo wrócić z Brukseli) oraz Złotym Rogiem. Więc lepiej to zostawmy…

No dobrze, ale co ma konfliktowy rzymski Janus do pomnika na Placu? Cóż, istnieją wszak liczne przesłanki świadczące o utrwalonym już w polskiej tradycji ludowej kulcie panów Kaczyńskich – ubóstwianych przez wszystkich naszych „januszów”, tudzież ich „grażynki”. Dość wspomnieć o „religii smoleńskiej” oraz wyniku wyborów samorządowych. Tak więc, Norwegowie dostali na stulecie bibliotekę narodową, wrocławianie Halę Stulecia, dzieci ubeków – na tysiąclecie – tysiąc szkół z wielkiej płyty, a Naród Polski, z okazji okrągłych urodzin Niepodległej –Pomnik Braci.

Trochę później z inicjatywy szefa partii aktualnie rządzącej w tle stanie jeszcze wieżowiec „Srebrna”. Jak niegdyś dworek w Oblęgorku dla pisarza Sienkiewicza czy Kopiec Kościuszki dla generała Kościuszki, będzie to zbiorowy dar Polaków z budżetu dla prezydenta i prezesa Kaczyńskich, w podzięce za niepodległość i odrodzenie moralne Narodu. Się należy!

Zważywszy na zasługi Braci, tak, jak je widzi Suweren oraz obaj redaktorzy Karnowscy, wieżowiec będzie pewnie większy niż tysiąc tysiąclatek razem wziętych.

Natomiast wracając do Rzymian starożytnych, to jeden z nich, zawodowy poeta, napisał nawet poemat na podobną okazję – „Stawiłem sobie pomnik, trwalszy niż ze spiżu, od królewskich piramid sięgający wyżej”. Nazywał się Horacy. Prorok jakiś…

Wojciech Maziarski pyta, dokąd zmierza PiS.

Po wyborach samorządowych PiS już wie, że miejska klasa średnia go nie poprze, więc będzie próbował nakręcić emocje ludu populizmem i demagogią nacjonalistyczną.

W setną rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości politycy obozu władzy pomaszerowali ramię w ramię z narodowcami i skrajną prawicą. To nie przypadkowy incydent, lecz zapowiedź trendu. Sygnał wskazujący, jakiej polityki możemy się w najbliższym czasie spodziewać – zwłaszcza przed wyborami do parlamentu europejskiego.

Porażka w wyborach samorządowych była dla partii Kaczyńskiego dzwonkiem alarmowym. Wprawdzie liderzy PiS przekonują, że wrażenie, jakoby przerżnęli, jest błędne, ponieważ osiągnęli wielki sukces, jednak wszyscy doskonale wiemy, jaka jest prawda: na ponad 100 miast prezydenckich zdobyli 4, z których największym jest Otwock. Miasta – i to nie tylko największe metropolie – powiedziały dobitnie i wyraźnie, że nie życzą sobie „dobrej zmiany”.

To może zapowiadać klęskę PiS w wyborach do parlamentu europejskiego, w których uczestniczy głównie elektorat wielkomiejski. A ta porażka mogłaby z kolei wywrzeć wpływ na wynik znacznie ważniejszych wyborów parlamentarnych za rok. To dla władzy śmiertelne zagrożenie i dlatego musi czym prędzej podjąć środki zaradcze. Pytanie tylko, jakie.

Umiarkowany PiS? To naiwne rojenia pięknoduchów

Niektórzy politycy obozu rządzącego dają do zrozumienia, że chcieliby złagodzić kurs i zabiegać o odzyskanie wpływów w środowiskach umiarkowanych, wielkomiejskich, centrowych – tych, które od PiS-u się odwróciły. „Musimy przesunąć się do centrum” – mówił w niedawnym wywiadzie dla „Wyborczej” wiceprezes PiS Adam Lipiński. Zapewne to samo miał na myśli Jarosław Gowin, gdy bezpośrednio po ogłoszeniu sondażowych wyników głosowania sugerował, że konieczna może być rewizja kursu politycznego.

Pytanie jednak, czy taka zmiana jest w ogóle wykonalna i czy może zakończyć się sukcesem. Wszak próbkę już mieliśmy: w Warszawie Patryk Jaki próbował udawać w kampanii polityka umiarkowanego, zapowiadał, że nie będzie zakazywać Parad Równości, uciekał od wizerunku twardogłowego zamordysty. Efektem była przegrana w pierwszej turze, bo nikt się na to nie dał nabrać.

Wiele wskazuje na to, że sprawy zaszły za daleko i PiS jest już skazany na pozostawanie na prawym skraju sceny politycznej – choćby stanął na głowie, zrobił szpagat i przemówił ludzkim głosem, nikt nie uwierzy w jego przemianę. „PiS stracił umiarkowane centrum. I raczej go nie odzyska” – diagnozował niedawno publicysta „Rzeczypospolitej” Michał Szułdrzyński.

Sytuacja przypomina nieco schemat znany z bajki o pastuszku, który wielokrotnie oszukańczo wołał „wilki!” – Jarosław Kaczyński w kolejnych kampaniach udawał polityka cywilizowanego, zapowiadał politykę rozsądku i umiarkowania, chował na zapleczu powszechnie znanych oszołomów i wystawiał w wyborach ludzi nowych, z czystym kontem, którzy mówili, że Macierewicz nie będzie ministrem obrony i że po wyborach trzeba odbudować wspólnotę Polaków. A co było potem za każdym razem – wszyscy wiemy: kanalie, mordy zdradzieckie i łamanie konstytucji.

Dlatego właśnie, z powodu skrajnej nieufności tych, na których pozyskaniu PiS-owi by zależało, dziś już zmiana kursu i przesunięcie się do centrum wydaje się nawet jeśli nie niewykonalne, to skrajnie trudne i mało prawdopodobne. Jaka zatem pozostaje alternatywa?

Trzeba sięgnąć po populizm i nacjonalizm

Jeśli nie da się pozyskać głosów wykształconej klasy średniej w miastach, trzeba sięgnąć do innych rezerwuarów. Trzeba zmobilizować niżej wykształcony elektorat ludowy, który w wyborach – zwłaszcza do parlamentu europejskiego – zazwyczaj nie uczestniczy. Już dziś mówi o tym Adam Bielan, który w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” zapowiada, że przed wyborami 2019 r. PiS będzie musiał zmobilizować wieś.

Ale przecież nie tylko wieś chodzi – celem będzie znacznie szerzej rozumiany elektorat ludowy: małomiasteczkowy, prowincjonalny, a także ci wyborcy w wielkich miastach, którzy dotąd pozostają poza polityką i do urn nie chodzą. To miliony potencjalnych głosów. Są to często ludzie o nastawieniu antyeuropejskim, antyestablishmentowym i antyinteligenckim, wykazujący cechy osobowości autorytarnej, podatni na populizm, demagogię i hasła nacjonalistyczne. Trzeba ich emocjonalnie „nakręcić” i sprawić, by zrobili to, czego najczęściej nie robią – poszli do urn.

Niespodziewany sukces Kukiza w wyborach 2015 r. pokazuje, że w tej części sceny politycznej kryją się spore rezerwy, a obecna erozja klubu parlamentarnego i struktur Kukiz 15 sprawia, że gra jest tym bardziej warta świeczki. Trzeba odwołać się do tych samych resentymentów i emocji, by przejąć osieroconych wyborców, którzy się zawiedli, pokładając nadzieje w Kukizie. I trzeba przejąć elektorat narodowców.

Dlatego marsz rozpoczęty 11 listopada nie zakończy się tego samego dnia wieczorem – będzie trwać aż do następnych wyborów. W nadchodzących miesiącach możemy się spodziewać wzmożonej fali nacjonalizmu, obrzydliwych kampanii szczucia i podburzania przeciw „wrogom narodu”, opluwania liderów opozycji, mieszania z błotem autorytetów społecznych. Atakowane będą mniejszości, a ich konstytucyjne prawa będą łamane.

Krótko rzecz biorąc, zapewne czeka nas wszystko to, z czym dziś na co dzień mają do czynienia społeczeństwa orbanowskich Węgier i putinowskiej Rosji. Pierwszym tego zwiastunem jest deklaracja Andrzeja Dudy, który chciałby uchwalenia w Polsce zakazu „homoseksualnej propagandy”, jaki obowiązuje w Rosji. Pan prezydent zaczął już swój długi marsz.

Waldemar Mystkowski pisze o Tusku.

W drugą setkę odzyskania niepodległości wkraczamy jeszcze bardziej izolowani od świata niż zamykaliśmy pierwszą setkę. Politycy PiS legitymizowali nacjonalizm i neofaszyzm, bo takim zapowiada się tzw. Marsz Niepodległości.

Jest jeszcze gorzej niż w latach 30. ubiegłego stulecia, gdy Polska nie miała sojuszników i była skazana na przegraną. Wówczas ONR był zdelegalizowany, a dzisiaj spadkobiercy faszystów pójdą obok prezydenta Andrzeja Dudy i premiera Mateusza Morawieckiego.

Świat to widzi i „doceni”. PiS może się łudzić, iż istnieje jakaś międzynarodówka prawicowa, w której znajdą popleczników. Otóż nigdy takiej nie było, wojny i wrogowie definiują się właśnie poprzez wyższość własnego nacjonalizmu. Dwa nacjonalizmy wchodzą zawsze w konflikt, najpierw zimny, a następnie gorący – wojnę.

My, Polacy możemy liczyć, iż górę weźmie demokratyczność krajów Unii Europejskiej i płynące z niej standardy, które będą przekonujące dla większości Polaków. Mamy czego bronić, gdyż przeciw nam z kartką wyborczą staje tylko 30 kilka procent wyborców PiS. I to należy uzmysławiać, obecna władza może mówić o suwerenności swoich decyzji w imieniu tych 30 procent.

Od trzech lat władza PiS wszystko robi, aby zdemolować ustrój demokratyczny i wydalić nas z UE. Ale ma przeciw sobie zdecydowaną większość, co udowodniły ostatnie wybory samorządowe, w wyniku mobilizacji wyborców partia Kaczyńskiego zobaczyła figę, która zostanie jeszcze bardziej zobrazowana podczas wyborów parlamentarnych, gdy zostaną odsunięci od władzy.

Nie możemy jednak dać sie dzielić, a będą to robić poprzez różnego rodzaju akty prawne i zaniechania w stosunku do instytucji Unii Europejskiej, aby nastawić wrogo Brukselę.

Sojusz PiS z nacjonalistami Marszu Niepodległości to nie przypadek. Do ostatniej chwili ten pakt sojuszniczy był trzymany w tajemnicy, przecież można było jeszcze miesiąc temu aktem prawnym zdelegalizować Marsz Niepodległości.

Racja jest jednak po stronie opozycji, która musi przekuć ją na odsunięcie PiS od władzy. Wybitny historyk Norman Davies, który zna naszą historię jak nikt na świecie, życzy Polsce szybkiego powrotu do zdrowia i spokoju.

Jak nic nie stanie się nieprzewidzianego i politycy opozycji nie popełnią kardynalnych błędów, Polska w następnym roku powinna wstać z łoża boleści i mieć się tak, jak przed 2015 rokiem. Ale temu pacjentowi musimy pomóc my wszyscy.

Donald Tusk twierdzi, że wszystko, co złe jest do odwrócenia, acz po wygranej będziemy musieli żyć obok wyborców PiS, którzy jeszcze bardziej zostaną napuszczeni i szczuci przeciw społeczeństwu obywatelskiemu.

Wystąpienie Tuska w Łodzi podczas Igrzysk Wolności wejdzie do historii polskiej retoryki politycznej, już dzisiaj można je porównać z wystąpieniem innego Polaka, który zwrócił się do nas: „Nie lękajcie się!”. Teraz też mamy do czynienia z podobną wagą słów, dlatego musimy je docenić: „Brońcie tych praw, tej wolności i brońcie polskiej niepodległości. To wasze zadanie”.