Tag Archives: Jadwiga Emilewicz

Manipulacje Morawieckiego to w istocie mord

8 Kwi

Gdy opadnie kurz zarazy, przekonamy się, jak Morawiecki i spółka rżnęli nas w kwestii zarazy.

Jak zaniedbane były przygotowania do walki z koronawirusem, jak nie testowano, jak manipulowano w statystykach.

Tak naprawdę dowiemy się, ile mordów dokonał Morawiecki. Dla mnie nie ulega wątpliwości, iż ten intelektualny kmiotek, mitoman, który pręży swoje muskuły, a jest li tylko impotentem, działa na szkodę Polski.

Morawieckiemu należy się kop w dupę. Wstydem jest, iż ten człowiek o strukturze sowieckiego umysłu jest Polakiem.

Dlatego należy nazywać takie typki: niePolakami.

Jak taki ktoś dostaje się do polityki i finansów? Przecież z żadnego awansu, ale z kumoterstwa. Donald Tusk poznał się na nim, ale nie wymierzył kopa temu sowietowi.

Rządowi spin doktorzy myśleli, myśleli i wymyślili statystyki walki z koronawirusem, w których Polska wygląda dobrze. Rzuciliśmy więc na nie „okiem”.

Więcej analizy krętactw pokurcza Morawieckiego >>>

Jadwiga Emilewicz powtarza zgraną manipulację rządu PiS: jeśli wprowadzimy stan nadzwyczajny, to na ulicę wyjdzie wojsko i pozamykane zostaną radia i portale internetowe. Minister celowo miesza różne stany nadzwyczajne. A nade wszystko udaje, że nie rozumie różnicy między możliwością a przymusem władzy.

Więcej o niewiedzy Jadwigi Emilewicz >>>

W zasadzie sam fakt rozważania wyborów prezydenckich w obecnej sytuacji, w jakiejkolwiek formie, narażając w ten sposób życie tysięcy ludzi, jest dla mnie czymś absolutnie nieludzkim, będącym zaprzeczeniem jakiegokowiek pojęcia człowieczeństwa.

Cały felieton Gabrieli Lazarek >>>

Wybierałam się na te wybory, choćby 10 maja. Byłoby w tym straceńcze bohaterstwo. Odchorować, może umrzeć za wolność. Bo wierzyłam, że mimo wszystko nawet zdziesiątkowane komisje wyborcze, czegoś się uczciwie się doliczą, jak dotychczas. Nie oddałabym prezydenta walkowerem. Ale w korespondencyjnym przekręcie gangsterów zamierzających zaparkować swojego Dudę w pałacu prezydenckim „na kopertę”, udziału nie wezmę. Już Gliński, paser od obrazów i łasiczek, chce obstalować mu złoty łańcuch. Gangsterka też obwiesza się złotem, we Włoszech jeszcze medalikami. I taki ma być ten prezydencki łańcuch trochę królewski, trochę maryjny. Skoro Duda ma budę zaklepaną na przyszłą kadencję, trzeba mu łańcuch sprawić, wart kilka milionów. Oryginał nosił ostatni polski król. Tchórz, zdrajca, przydupas Rosji.

Felieton Manueli Gretkowskiej >>>

W Polsce padł smutny rekord: 22 ofiary koronawirusa jednego dnia. To jednak wciąż mniej niż w innych krajach Europy. W Brazylii skończyło się rumakowanie prezydenta Bolsonaro, który lekceważył epidemię i chciał zwolnić ministra zdrowia. Jednak armia uprzejmie wytłumaczyła mu, że nie może tego zrobić.

Dzień zapowiadał się bardzo optymistycznie, bo po drugim i (jak się wydawało) ostatnim komunikacie Ministerstwa Zdrowia zakażeń było tylko 254, ale wkrótce się okazało, że resort zapomniał podać przypadków z Mazowsza i tym samym zupełnie wypaczył wynik. Błąd został dość szybko naprawiony, ale niefrasobliwość rządu przy podawaniu tak istotnych statystyk robi się bardzo niepokojąca. Zaufanie do oficjalnych komunikatów to w czasach epidemii kwestia kluczowa.

Więcej o zarazie koronawirusa >>>

Łatwo dostrzec podobieństwa między działaniem obecnej władzy w obliczu pandemii, a tym, co robili politycy PiS po katastrofie smoleńskiej. Z takim samym cynizmem wykorzystywali wtedy narodową tragedię, a dziś epidemię do własnych, partykularnych celów, bez oglądania się na dobro państwa – mówi Grzegorz Rzeczkowski, dziennikarz tygodnika „Polityka” i autor książki „Katastrofa posmoleńska. Kto rozbił Polskę”, która 8 kwietnia ma swoją premierę

Wywiad z Grzegorzem Rzeczkowskim >>>

Jeżeli mówi się, że coś jest zamachem stanu, to rozumiemy, że to coś narusza podstawowe zasady, które rządzą naszym państwem. I w tym sensie to, co się wydarzyło, można nazwać zamachem stanu, bo naruszone zostały podstawowe zasady demokracji – mówi prof. Marcin Matczak, prawnik z Uniwersytetu Warszawskiego. – To, co się wydarzyło się w Sejmie, jest zaprzeczeniem demokracji – jest parciem za wszelką cenę do dokonania wyboru prezydenta, choć demokratycznych warunków do tego wyboru nie ma. Z tego powodu trzeba głośno mówić, że te wybory demokratyczne nie będą – dodaje.

 

Tytułowe pytanie opiera się na brawurowym założeniu, że partie polityczne są po to, aby wygrywać wybory i tym samym realizować własny program samodzielnie bądź w koalicjach. Tytułowe pytanie opiera się także na odkryciu starannie ukrywanej tajemnicy, a mianowicie, że Andrzej Duda jeszcze niczego nie wygrał. Nawet, jeśli projekt zmian kodeksu wyborczego zgłosił w Sejmie poseł, będący pełnomocnikiem wyborczym Dudy. Nawet jeśli zmiany są kuriozalne i tradycyjnie już niekonstytucyjne.

Pamiętajmy, w momencie, gdy wspólny kandydat dostałby poparcie całej opozycji, a za tym ogromny czas antenowy, to jego niemal 40% sondażowe poparcie, byłoby dla PiS ogromnym kłopotem. I być może jedyną możliwością przełożenia wyborów na jesień. Bo wiadomo już, że Kaczyńskiemu nie idzie o życie ludzkie obywateli, ale jedynie o własne życie polityczne. Pora więc, aby i ono stanęło wobec realnego zagrożenia.

Felieton Galopującego Majora >>>

Morawiecki i koronawirus. Niczego PiS się nie nauczył

13 Mar

PiS niczego się nie nauczył. „Nauczył” mam na uwadze dla dobra Polaków i Polski. Morawiecki to mistrz rżnięcia, udawania, czysty mitoman.

Udaje, że coś robi. Szpitale są zamykane, środków do walki z koronawirusem mało, dobrze tylko się ma kibel publiczny – kiedyś telewizja publiczna TVP.

Grozi nam scenariusz włoski, zmarło tam już 1000 osób. U nas testów przeprowadza się niewiele, ukrywa prawdę o pandemii, epidemii.

Tak złej sytuacji małych szpitali jeszcze nie było. Koronawirus może nas dobić. Musimy stale prosić właścicieli lub organy założycielskie o pomoc finansową. Koszty stale rosną: ZUS, płaca minimalna, inflacja. A teraz jeszcze wirus. I bankruci w postaci szpitali powiatowych mają ratować Polaków przed zarazą – mówi dyrektor szpitala w Nowym Mieście Lubawskim.

O bankructwie szpitali tutaj >>>

O zarazie Karczewskim tutaj >>>

W najbliższych sondażach zaobserwujemy gromadzenie się ludzi wokół władzy, niczym oddanie się we władanie rządzących ze szczególnym uwzględnieniem Andrzeja Dudy. Tylko że w dłuższym terminie efekt będzie odwrotny. Skoro władza zamknęła państwo na klucz i zachęca, aby zostawać w domach, a mimo tego liczba zachorowań wzrasta i nie daj Bóg pojawią się pierwsze zgony, to będzie to dowód na to, że Andrzej Duda, obóz rządzący, premier Morawiecki przedsięwzięli działania, które nie zapobiegły epidemii – uważa prof. Marek Migalski, politolog z Uniwersytetu Śląskiego. – Jeśli w kwietniu sondaże spadną, to sądzę, że władza może zagrać w odsunięcie wyborów, gdyby okazało się, że Andrzej Duda ma większe prawdopodobieństwo na przegraną. Nie mam wątpliwości, że nie zawahają się użyć wszelkich sposobów, aby nie przegrać wyborów – dodaje.

Wywiad z Migalskim tutaj >>>

Felieton Zegadły tutaj >>>

Historia daje liczne, poparte archiwaliami świadectwa, że – generalnie – nie warto być bardziej papieskim od papieża, nawet jeśli jest się akurat prawicowym redaktorem.

Po decyzji Watykanu o zamknięciu kościołów do kwietnia, w Polsce prawicowe media urządziły włoskim duchownym małe palenie czarownic. Było o porzuceniu wiernych w potrzebie, o sprzeniewierzeniu się misji i wreszcie o utracie wiary w moc sakramentów i modlitwy. I że nie tak to dawniej w czasach zarazy bywało.

Cały esej Bożeny Chlabicz-Polak tutaj >>>

Więcej >>>

Z powodu epidemii koronawirusa decyzją rządu zostały zamknięte wszystkie placówki kulturalne w Polsce: teatry, muzea i kina, koncerty są odwołane. „Artyści, którzy pracują tylko w teatrze, nie grają spektakli, nie będą mieli za co żyć” – napisała Barbara Kurdej-Szatan. Część środowiska zapowiada, że będzie występować o rekompensatę od ministra Glińskiego.

O sytuacji artystów w czasie zarazy tutaj >>>

W przypadku koronawirusa mamy do czynienia z „kontrolowaną pandemią” – ocenił szef Światowej Organizacji Zdrowia. Tedros Adhanom Ghebreyesus wyraził zaniepokojenie niewystarczającymi w jego ocenie działaniami niektórych państw w związku z wirusem. Zaapelował o przeprowadzanie testów na obecność SARS-CoV-2 we wszystkich podejrzanych przypadkach.

Więcej >>>

Sytuacja  u nas, w Europie i na świecie staje się dramatyczna. Możliwe, że pandemia koronawirusa spustoszy ludzkość, na pewno dojdzie do olbrzymiego kryzysu ekonomicznego.

Co się stanie? Trudno przewidzieć, bo za kryzysem ekonomicznym zawsze idzie jeszcze gorszy – kryzys społeczeństw, kryzys polityczny – w podobnej atmosferze narodził się nazizm.

Strach się bać.

Kronika epidemii. W Hiszpanii scenariusz włoski – dużo zarażeń i wysoka śmiertelność, w Niderlandach spokojnie, w Wielkiej Brytanii zarażona wiceminister zdrowia i szykowane środki nadzwyczajne, Słowacja, Czechy i Węgry wprowadzają stan wyjątkowy.

Niemcy: 2318 wykrytych przypadków, cztery osoby zmarły

Niemcy to jeden z tych krajów, gdzie mimo stosunkowo dużej liczby zarażonych śmiertelność jest bardzo niska. Kanclerz Angela Merkel przygotowuje jednak współobywateli na najgorsze – w środę 11 marca na konferencji prasowej ostrzegła, że wirusem SARS-CoV-2 może zostać zarażonych nawet 70 proc. mieszkańców Niemiec, czyli nawet 58 mln ludzi.

Jej deklaracja jest zgodna z przewidywaniami niektórych epidemiologów, jednak podkreślają oni, że do takiej sytuacji może dojść najwcześniej w ciągu kilku miesięcy i że środki podjęte w celu powstrzymania epidemii mogą zmienić obraz sytuacji.

Więcej o dramatycznej sytuacji dotyczącej koronawirusa w Europie tutaj >>>

 

Polski Kościół idzie w zaparte – choć lekarze apelują, by w dobie epidemii koronawirusa dla dobra wszystkich radykalnie ograniczyć kontakty z innymi, nabożeństwa nadal się odbywają. M.in. msza w Świątyni Opatrzności, podczas której nie przestrzegano podstawowych zasad unikania zakażenia.

„Z całą pewnością nie chcę obrażać niczyich uczuć religijnych, ale uważam, że w obecnej sytuacji należy zamknąć kościoły i ograniczyć do nich dostęp wiernych. Modlić można się wszędzie i na różne sposoby – nie tylko osobiście uczestnicząc w Mszy. Kościół pełen modlących się ludzi, narażonych na bardzo bliski i bezpośredni kontakt, z całą pewnością stanowi doskonałe miejsce do rozprzestrzeniania się wirusa”, mówi rektor Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, prof. Mirosław Wielgoś.

Tego samego dnia – w czwartek 12 marca 2020 – minister zdrowia Łukasz Szumowski wprowadził w Polsce stan zagrożenia epidemicznego. A Kościół? Idzie w zaparte.

O ciemnocie Kościoła kat. w kwestii wiedzy o koronawirusie tutaj >>>

 

– Zmierzamy w kierunku modelu włoskiego – stwierdził na antenie TVN24 prof. Robert Flisiak, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Lekarz dodał też, że w jego klinice „sprzętu starczy na trzy dni”, a „dyrekcja szpitala i wojewoda są bezsilni”.

O tym jak rząd PiS jest nieprzygotowany do walki z pandemią koronawirusa tutaj >>>

– Jeśli władza zracjonalizuje oczekiwania wyborców, to później ma większe szanse, żeby zostać przez nich pozytywnie ocenioną – o tym, jak epidemia koronawirusa może wpłynąć na sytuację rządzących rozmawiamy z politologiem dr. hab. Sławomirem Sowińskim z Instytutu Nauk o Polityce i Administracji UKSW.

Więcej >>>

Adwokatka, Ewa Stępniak z Lublina jest jedną z osób, która miała kontakt z pracownicą Sądu Rejonowego w Janowie Lubelskim. Pracownicą, u której w środę potwierdzono obecność koronawirusa i która leży w szpitalu zakaźnym w Lublinie. Kwarantanną objęto pracowników sądu, choć nie tylko.

O kwarantannie tutaj >>>

Zarażeni 2 – mitomaństwo PiS i kleru

12 Mar

PiS to partia mitomanów. Nie tylko Mateusz Morawiecki jest mitomanem, ale też inni, bo takich mitomanów przyjmuje w partyjne grono prezes mitoman Kaczyński.

Oto Jadwiga Emilewicz (minister rozwoju) – która najpierw ogłosiła, że polska gospodarka może skorzystać na koronawirusie – dzisiaj twierdzi, że „wyprzedzamy inne państwa europejskie o ok. dwa tygodnie”.

Otóż – nie Jesteśmy w tyle, nie badamy tylu ludzi, jak w Europie, bo nie ma w kraju testów, personel jest nieprzygotowany i jest go za mało, brak maseczek, respiratorów i innych podstawowych urządzeń potrzebnych do walki z koronawirusem.

Pierwszy przypadek koronawirusa został wykryty tak późno, bo nie przeprowadzano testów. W tej chwili liczbę wykrytych zakażeń wirusem można spokojnie pomnożyć przez 100.

Polska pod wadzą PiS jest krajem do dupy, ten dupizm wprowadziło pokraczność PiS.

„Zwiększenie liczby mszy jest zasadne i sensowne, chodzi o zwiększenie odległości do 1 metra miedzy wiernymi. Im mniej osób naraz w jednym miejscu, tym lepiej” – powiedział dziś minister zdrowia Łukasz Szumowski. To zła wiadomość, bo niemądry i nieodpowiedzialny minister zdrowia, w dodatku niedoinformowany – bo już wiadomo, że bezpieczna odległość pozwalająca (być może) uniknąć zarażenia, to co najmniej 4,5 metra – jest teraz nam wszystkim najmniej potrzebny.

Cały felieton Elizy Michalik tutaj >>>

.

Uścisk dłoni staje się ryzykiem, więc kampania wyborcza przenosi się do mediów. Paradoksalnie więc uzależnienie Andrzeja Dudy od Jacka Kurskiego, który rządzi TVP z tylnego siedzenia, jeszcze wzrośnie. W czasach zarazy ludzie skupiają się wokół władzy, która ma oręż do walki z nią, co jest z kolei szansą przede wszystkim dla Andrzeja Dudy, bo jego kampania zaczęła się sypać.

Więcej >>>

47 przypadków to wciąż mało, ale zaczyna się faza szybkiego wzrostu epidemii. Nie zatrzymamy koronawirusa, ale musimy go spowolnić. Inaczej czeka nas zapaść ochrony zdrowia, a lekarze będą decydować, kto dostanie respirator. Każdy dzień zwłoki może oznaczać tysiące zachorowań więcej. WHO ogłosiło pandemię.

Przeczytaj, jak „rozwija się” koronawirus w Polsce >>>

W dniu gdy rząd zamknął przedszkola, szkoły, teatry i muzea hierarchowie przekonują, że msze muszą się odbywać. A w Warszawie szykuje się duże nabożeństwo.

O głupawce biskupów czytaj tutaj >>>

– 68 artykuł polskiej Konstytucji mówi, że wszyscy mamy prawo do równej opieki medycznej. Polacy bardzo są zaniepokojeni sytuacją w naszym kraju. WHO ogłasza że koronawirus jest już pandemią. Sytuacja jest niebezpieczna, bo Polacy ciągle czują, że nie mają wystarczającej informacji na temat tego, jak mają działać, jak mają się zachowywać. Rozmawiałam z moimi ekspertami wczoraj, z samorządowcami i wyłania się z tego jeden obraz. Polacy chcą wiedzieć, chcą mieć pewność że mogą się przebadać i sprawdzić, czy nie stanowią zagrożenia dla swoich najbliższych, kolegów czy koleżanek z pracy. Chcą wiedzieć czy mogą spokojnie i normalnie funkcjonować w naszym społeczeństwie. Dlatego konieczne jest, żeby każdy, kto ma wątpliwości, kto czuje że mógł kontaktować się z osobami, które są zarażone tym wirusem, żeby mógł się przebadać. Ludzie nie mogą żyć w niepewności. Tylko duża ilość testów pozwoli zahamować tę chorobę. Pokazuje to przykład Niemiec. W Niemczech, gdzie wykonano dużo testów, bardzo szybko udało się oddzielić osoby zakażone od zdrowych i te osoby zdrowe mogą normalnie funkcjonować, pracować. To niezbędne i konieczne, dlatego apeluję do rządu o umożliwienie osobom sprawdzania na testach swojego stanu zdrowia. Ludzie muszą mieć pewność, że są bezpieczni, zdrowi i nie zakażają innych. To apel do rządu, żeby umożliwił zakup większej ilości testów, żeby osoby mogły się poddać takiemu badaniu. To zapewni Polakom poczucie bezpieczeństwa i zgodnie z tym, co mówią eksperci, patrząc także na wzorce niemieckie, pozwoli nam zahamować rozwój tej choroby – stwierdziła Małgorzata Kidawa-Błońska na briefingu prasowym.

PiS dorwał polskie złoto. No to spodziewajcie się złodziejstwa na skalę do tej pory niespotykaną

26 List

„Dlaczego akurat ta władza i teraz ściąga do Polski nasze rezerwy złota bezpiecznie przechowywane w Londynie? To mi pachnie jakimś przekrętem” – zastanawiał się na Twitterze przedsiębiorca Ryszard Wojtkowski.

Sprowadzeniem do Polski 100 ton złota chwalił się prezes NBP Adam Glapiński. Wartość kruszcu to 18,3 mld zł.

Na zdjęciach, które umieszczono w sieci w związku ze sprowadzeniem złota, widać Glapińskiego z dumą prezentującego sztabki na tle skarbca. Obok prezesa stoją dawni ministrowie rządu PiS, których partia przeniosła do NBP – Teresa Czerwińska i Paweł Szałamacha.

Równie podejrzliwi jak Wojtkowski byli inni internauci: – „PiS dobrał się do rezerw złota. Roztrwonią cały majątek, który należy do wszystkich Polaków, a jak pojawią się prawdziwe trudności, kryzys, kasa państwowa będzie zionąć pustką. Po Kaczyńskim choćby potop, nie ma dzieci, wnuków, żyje dla siebie i władzy”; – „Za trzy lata okaże się ze jedno zero uciekło i zostało 10 ton. Bo nie było jak finansować programów socjalnych”; – „Ostatnio dużo jest mowy o patriotyzmie (Budowa łuku dziękczynnego, Patriotyczny Marsz Niepodległości, Patriotyczne Polskie Produkty itp, itd ). „Jak władza dużo zaczyna mówić o patriotyzmie, to znaczy, że będą kraść”. PiS odkąd przejął władzę głównie mówi właśnie o patriotyzmie”; – „Spółka Srebrna zamierza zmienić nazwę na Złotą”.

W komentarzach internautów nie zabrakło kpin, dotyczących bliskich współpracowniczek prezesa NBP: – Może „asystentki” się żalą, że im do pierwszego nie starcza…”; – „W nagrodę po sztabce Glapińskiemu i jego aniołkom”; – „To już wiecie, że prezes Glapiński na święta zrobi swoim przybocznym prawdziwy złoty deszcz…”.

Premier Mateusz Morawiecki obiecał 200 tys. mieszkań. Minister rozwoju Jadwiga Emilewicz wyjawiła, że obietnica ta jest trudna do zrealizowania. Przedstawicielka PiS ośmieszyła tym samym tezy, które powielił w swoim expose premier.

Mateusz Morawiecki wcześniej odniósł się do socjalnego programu. „Wdrożyliśmy nowe regulacje w budownictwie mieszkaniowym. W latach 2011-2014 oddawano do użytku średnio 143 tys. mieszkań. W latach 2017-2020 będzie to ponad 200 tys. mieszkań. Nasz Narodowy Program Mieszkaniowy, którego częścią jest Mieszkanie+, tworzy nowe perspektywy” – mówił szef rządu.

Wkrótce potem minister Emilewicz przyznała, że realizacja tego programu nie będzie łatwa. „Pan premier w expose mówił o 200 tys. mieszkań rocznie w całym kraju, nie tylko w ramach Mieszkania Plus. Wynik ten po raz pierwszy powinniśmy osiągnąć w najbliższym czasie, ale wyzwaniem będzie jego utrzymanie w następnych latach” – stwierdziła przedstawicielka prawicy.

Jak widać, rozbieżności między Morawieckim a Emilewicz są dość istotne. Kto ma racje? Trudno odpowiedzieć na to pytanie.

Wiadomo, że szef rządu obiecywał to jeszcze na długo przed wygranymi wyborami. Morawiecki wielokrotnie deklarował, że nowe mieszkania mają zostać oddane do użytku jeszcze w 2019 r. i jest to zupełną zasługą obecnego gabinetu.

Prawda o realizacji dotychczasowych obietnic jest gorzka. W ramach programu „Mieszkanie +” oddano do użytku zaledwie… 867 mieszkań…

Do sprawy odnieśli się już internauci. „Kłamcy się nie wierzy a niestety premier Mateusz Morawiecki jest kłamcą (udowodniono mu go przed sądem i teraz się zastanawiam czy ktoś znów go nie pozwie choćby za te samochody elektryczne, które obiecywał” – skomentował jeden z użytkowników portalu NaTemat.pl.

Więcej o oszustwach w expose Morawieckiego tutaj (z możliwością pobrania pliku) >>>

Posłowie Koalicji Obywatelskiej złożyli zawiadomienie do prokuratury, dotyczące możliwości popełnienia przez Elżbietę Witek przestępstwa przekroczenia uprawnień i poświadczenia nieprawdy. Marszałek Sejmu nakazała powtórzyć głosowanie w Sejmie nad wyborem członków KRS.

„Po analizie zapisów materiałów, które sama Kancelaria Sejmu udostępniła w formie materiału wideo i na podstawie relacji również mediów, wygląda na to, że doszło do złamania prawa” – powiedział rzecznik PO Jan Grabiec. Przypomniał, że wyniki pierwszego głosowania – tego, które później powtórzono – nie zostały przez Witek ujawnione.

Grabiec podkreślił, że marszałek „samowolnie, wbrew trybowi opisanemu w regulaminie Sejmu”, dokonała reasumpcji głosowania. – „Można powiedzieć, że to działanie marszałek Witek jest „bez żadnego trybu”. Nie możemy na to pozwolić, żeby Sejm, czyli miejsce, w którym stanowi się prawo, było miejscem, w którym łamane jest prawo i to przez osobę, która powinna stać na straży prawidłowego funkcjonowania Sejmu” – stwierdził Grabiec. Posłowie KO chcą, żeby prokuratura przesłuchała w tej sprawie polityków PiS, w tym Jarosława Kaczyńskiego.

Posłowie wysłali też do marszałek Witek pismo, w którym zwracają uwagę na brak w stenogramie obrad Sejmu fragmentu jej rozmowy z wiceszefem kancelarii Sejmu Dariuszem Salomończykiem. – „Nie, nie, nie, musi być wniosek. To nie można tak, pani marszałek, ja melduję, że wszyscy posłowie zagłosowali – ci, którzy są na sali, wszyscy oddali głos. Trzeba albo podjąć decyzję, że pani anuluje, albo pokazać wyniki i uznać” – mówił Salomończyk do Witek.

Według posła Michała Szczerby z KO to jeden z dowodów na bezprawne działanie marszałek Witek. Przypomnijmy też, że na nagraniach z tej nocy słychać posłankę PiS Joannę Borowiak, która mówi do marszałek Sejmu: – „Trzeba anulować, bo my przegramy”.

Dodajmy, że ubiegłym tygodniu zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez marszałek Sejmu złożyli posłowie Lewicy.

Zamach na Adamowicza 2

14 Sty

Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz został zaatakowany nożem na scenie WOŚP podczas wieczornego „Światełka do Nieba”. Obrażenia były tak poważne, że musiał być reanimowany na miejscu, potem przewieziony został do szpitala, gdzie natychmiast trafił na salę operacyjną. Napastnikiem jest 27-letni mieszkaniec Gdańska, według doniesień medialnych karany wcześniej za napady na banki. Po ataku miał krzyczeć ze sceny do mikrofonu, że siedział niewinny w więzieniu. „Platforma Obywatelska mnie torturowała, dlatego właśnie zginął Adamowicz” – można było usłyszeć.

Atak na prezydenta

O 19.55 podczas Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Gdańsku na scenę wbiegł 27-letni mieszkaniec Gdańska. Ugodził nożem prezydenta Pawła Adamowicz. Przez kilka minut po ataku napastnik miał krzyczeć ze sceny: „Halo! Halo! Nazywam się Stefan, siedziałem niewinny w więzieniu, siedziałem niewinny w więzieniu. Platforma Obywatelska mnie torturowała, dlatego właśnie zginął Adamowicz”.

Jak podają media, napastnik był wcześniej karany za napady na bank. Po obezwładnieniu przez ochroniarzy został zatrzymany przez policję.

Rannego prezydenta przewieziono do Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku.

Magdalena Skorupka-Kaczmarek, rzecznik prezydenta Gdańska, parę minut po 22.00 przekazała informację, że stan prezydenta jest ciężki, trwa cały czas operacja. Prosiła o myśli i modlitwę za prezydenta.

Kilkanaście minut później prezydent Andrzej Duda za pomocą Twittera przekazał informację o stanie zdrowia Pawła Adamowicza:

Przed północą Jakub Kraszewski, dyrektor Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku, poinformował: – Prezydent dotarł do nas z poważnymi obrażeniami, trwa operacja, stan pana prezydenta jest ciężki. Walczymy, ściągnęliśmy najlepszych specjalistów.

Owsiak: Nie dzielmy się, nie idźmy tą drogą

Kilkadziesiąt minut po ataku głos zabrał Jurek Owsiak. – W tym kraju od trzech lat tak się zakręciliśmy, że nie możemy uszanować nawet takiego dnia jak Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. To jest momentami dziki kraj. Nie róbcie tego. Nie można przemocą walczyć z przemocą. Weźcie to sobie do serca – mówił Jurek Owsiak kilkadziesiąt minut po ataku.

– Dzisiaj na krótko zatrzymaliśmy finał, bo scenariusz napisało życie. Panie prezydencie Gdańska, jesteśmy z panem. Czuwamy nad pana zdrowiem – mówił Owsiak.

Informacja o ataku na prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza trafiła na czołówki europejskich i światowych mediów. Na wczorajsze wydarzenia zareagowali również światowi politycy.

Świadkami ataku na prezydenta Gdańska były tysiące ludzi – pisze polski korespondent brytyjskiego dziennika „The Guardian” i podkreśla, że napastnik wdarł się na scenę podczas kulminacyjnego punktu koncertu charytatywnego. BBC dodaje, że Paweł Adamowicz jest w ciężkim stanie i przeszedł pięciogodzinną operację. Informuje również, że napastnik – 27-latek z przeszłością kryminalną – został już zatrzymany.

„The New York Times” przypomina z kolei, że Adamowicz rządzi w Gdańsku od 1998 roku i ostatnio wyborcy ponownie przedłużyli mu mandat. Nowojorski dziennik zaznacza przy tym, że prezydent Gdańska opowiada się za prawami mniejszości i aktywnie je wspiera.

O ataku na Pawła Adamowicza piszą też politycy. „Jestem wstrząśnięty brutalnym atakiem na prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Modlę się i mam nadzieję, że wyjdzie z tego” – napisał na Twitterze wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej, Frans Timmermans. „Życzę mu szybkiego powrotu do zdrowia i wyrażam solidarność z miastem, którym rządzi, jego rodziną i zwolennikami” – podkreślił z kolei burmistrz Londynu, Sadiq Khan.

Atak na Pawła Adamowicza w czasie finału WOŚP

Paweł Adamowicz został dźgnięty w czasie finału WOŚP w Gdańsku. Gdy odliczano czas do „Światełka do nieba”, na scenę wtargnął uzbrojony w nóż mężczyzna. Podbiegł do prezydenta Gdańska i uderzył go. Potem przez chwilę spacerował po scenie, by podejść znów do Adamowicza i wziąć mikrofon. 27-latek został zatrzymany.

Prezydent Gdańska, z ranami serca, przepony i narządów jamy brzusznej, został przewieziony do szpitala, gdzie przeszedł pięciogodzinną operację. Lekarze przyznają, że jego stan jest bardzo ciężki i deklarują, że kluczowe będą najbliższe godziny. Gdańskie centrum krwiodawstwa apeluje o oddawanie krwi, zwłaszcza grupy 0Rh-. 

Jacek Taylor – przyjaciel w Poranku u

Tutaj także >>>

Kraje bez przyjaciół, odgradzające się i odgrażające się sąsiadom, rzadko rosły w siłę, a bardzo często znikały z mapy świata.

Spotkanie Jarosława Kaczyńskiego z Matteo Salvinim, włoskim wicepremierem i szefem MSW, wzbudziło spore zainteresowanie nie tylko krajowej opinii publicznej. Jarosław Kaczyński to przecież ostatnio zagorzały zwolennik obecności Polski w Unii Europejskiej i odwieczny przeciwnik rozwijania życzliwych relacji z Rosją. Salvini natomiast jest szefem współrządzącej Włochami eurosceptycznej Ligi Północnej, która ma podpisaną umowę o współpracy z putinowską Jedną Rosją, a sam na Placu Czerwonym pozował w koszulce z wizerunkiem prezydenta Putina.

Rzeczniczka PiS Beata Mazurek wyjaśniała, że obu panom bardziej chodziło o relacje ekonomiczne rozkwitającej Polski z trzecią gospodarką Unii niż o jakieś sprawy wynikające ze wspólnej obecności w UE, a tak w ogóle, to „po spotkaniu JK z Matteo Salvinim opozycję opanowała histeria, a komentarze sięgają granic absurdu”. Bez znaczenia był dla niej fakt, że Kaczyńskiemu towarzyszyli w rozmowach tacy euroentuzjaści jak wicemarszałek Senatu Adam Bielan, europoseł Tomasz Poręba, prof. Ryszard Legutko oraz minister Anna Maria Anders. Witold Waszczykowski oświadczył, że podczas tego spotkania ludzi z dwóch rzekomo przeciwległych biegunów „nie zapadły żadne ustalenia dotyczące sojuszy po wyborach do Parlamentu Europejskiego”, chociaż zapadły, bo włoskie media podały, że poruszono także temat współpracy przed wyborami do Europarlamentu i stworzenia sojuszu partii prawicowych i konserwatywnych już po wyborczym rozstrzygnięciu. Ta kwestia ma być rozwinięta na wiosnę podczas spotkania we Włoszech, w którym ma uczestniczyć premier Mateusz Morawiecki.

Mniejsza o pokrętną narrację, ważniejsze jest pytanie o nasza europejską przyszłość. Możemy być pewni, że aż do wyborów PiS nie narazi się większości Polaków optujących za aktywnym uczestnictwem Polski w Unii Europejskiej. Owszem, unijne flagi zniknęły kiedyś z Urzędu Rady Ministrów, ale tylko dlatego, że poszły do prania, a te z pałacu prezydenckiego podobno się wyłopotały. Teraz są nowe flagi i nowe komentarze. Wojna o Puszczę Białowieską była niepotrzebna, żądania reparacji wojennych to tylko nadgorliwość, a ustawa o Sądzie Najwyższym jest chwilowym nieporozumieniem. Możemy być pewni, że do wyborów Kaczyński nie otworzy nowego frontu wojny z Europą. Równocześnie jednak możemy być pewni, ze PiS przy każdej okazji będzie podgryzał unijne władze, jątrzył wśród krajów Europy Wschodniej, wymachiwał hasłami godności narodowej, honoru, wolności i niezależności. Będzie sączył ideę Europy ojczyzn – luźnego związku silnych i samorządnych państw narodowych. Ideę dla Polski zabójczą.

Wyobraźmy sobie, że projekt Kaczyńskiego się ziści. Państwa silne staną się jeszcze silniejsze, państwa słabsze będą zabiegać o względy państw silniejszych, by nie wypaść ze wspólnego rynku. Już dziś Czechy i Słowacja deklarują, że nie interesuje ich wspólny front z Polską, bo wolą być w „trzonie” Europy. Nawet Orban pójdzie z tymi, od których może zyskać coś więcej niż kłopoty – tak jak wtedy, gdy głosował za przedłużeniem kadencji Tuska. A kiedy państwa Unii, zgodnie z ideą Kaczyńskiego, staną się bardziej integralne i wsobne, to w Europie ojczyzn rozbrzmiewać zacznie chór pytań: -Dlaczego nasi podatnicy mają wspierać kraje, które są nam nieprzychylne, wiecznie roszczeniowe i w dodatku niedemokratyczne? Czemu mamy dotować czyjeś durne, nieprzemyślane decyzje budżetowe? Czy musimy maczać palce i nasze euro w procederze kupowania głosów wyborców przez jedną partię o autorytarnych zapędach? Czemu mamy opłacać szalone przerosty kadrowe polskiej administracji, zwariowane pensje nieprofesjonalnych menedżerek, stałe premie, które „się należą”, imprezy ze striptizami w państwowych spółkach?

Ciąg dalszy łatwo sobie wyobrazić . Rośnie egoizm krajów unijnych, wpatrzonych we własny interes i coraz mniej zainteresowanych losem innych, ze szczególnym uwzględnieniem słabszych. Rośnie ostracyzm Polski głoszącej mit swojej godności, wielkości i siły, chociaż tak naprawdę produkuje zaledwie 3 procent unijnego PKB. Stajemy się zwolna bezradni i coraz bardziej bezbronni, ku uciesze wschodniego sąsiada…

Kaczyńskiego wizja Polski w Europie jest tak żałosna, że wydaje się nieprawdopodobne, by jakikolwiek polityk świadomie zmierzał do niechybnej kompromitacji, żenady i infamii. Coś musi zakłócać optykę tego człowieka o ambicjach przywódcy narodu. Tym czymś może być niepohamowana żądza pełnej władzy nad polskim społeczeństwem, która jest możliwa tylko wtedy, jeśli wdroży się totalitarne metody rządów, eliminując równocześnie zewnętrzną ingerencję i pozbawiając Unię wpływu na losy naszego kraju. Ale całkiem możliwe, że przyczyna jest mniej mroczna. Możliwe, że to tylko postępujący egotyzm Kaczyńskiego. Że to dziecięca fascynacja przywództwem, która rodzi fantasmagorie o jego własnym, znaczącym wpływie na światowe sprawy i prowokuje marzenia o rozstawianiu pionków na znacznie większej szachownicy. Objawy tej choroby widoczne były od dawna. Ostry jej atak nastąpił, gdy Kaczyński zawiadomił, że z pomocą anonimowego prawnika osobiście przygotowuje nowy, lepszy traktat unijny, który zastąpi obecne umowy, niesprawiedliwe i marnie napisane.

Jego choroba okazała się zaraźliwa. Rychło cała klasa rządząca żyć zaczęła złudzeniem, że kraj z opinią złośliwego, wiecznie naburmuszonego, histerycznego kurdupla, który sam siebie mianuje mądrym i rozważnym herosem, ma wystarczający autorytet, by przewodzić innymi i poprowadzić Europę ku lepszej przyszłości. Tym samym niepodporządkowanie się zamysłom polskiego przywódcy jest działaniem nierozważnym, egoistycznym i wrogim, a krytyczna opinia o metodach sprawowania władzy w Polsce jest dowodem przynależności do tajnej lewackiej międzynarodówki. Krytyka woluntaryzmu i sobiepaństwa prezesa Narodowego Banku Polskiego (o którym podobno w korytarzach NBP podśpiewują przerobioną Międzynarodówkę: „buc to jest nasz ostatni…”), okazała się bezprzykładnym szantażem lobby niemiecko-francuskiego, które chce wymusić na prezesie Glapińskim przystąpienie Polski do strefy Euro. Infekcja musiała już ogarnąć szerokie kręgi społeczeństwa, skoro tego rodzaju rozumowanie nie wywołało gromkiego śmiechu ani chóralnego wołania o szybką interwencję psychiatry.

Polskę pod rządami PiS czeka samotność. Liczne badania dowodzą, że w ludzkim świecie samotność jest groźna dla zdrowia i znacznie zwiększa ryzyko przedwczesnej śmierci. W świecie geopolityki samotność może mieć identyczne skutki. Kraje bez przyjaciół, odgradzające się i odgrażające się sąsiadom, rzadko rosły w siłę, a bardzo często znikały z mapy świata.

Waldemar Mystkowski pisze o konwencji partyjki Jarosława Gowina.

Czy wicepremier Jarosław Gowin będąc członkiem PO i rządu PO-PSL donosił Jarosławowi Kaczyńskiemu, jak robił to Mateusz Morawiecki? Jeszcze nie pochwalił się delatorstwem, może ten atut trzymać na czarną godzinę.

Gowin znany jest z jednego pomysłu politycznego – deregulacji. Kiedyś chciał deregulować profesje i zawody, aby do ich wykonywania był łatwiejszy dostęp, szczególnie profesji prawniczych. Jak to w Polsce, skończyło się na szczytnych chęciach, czyli chciejstwie.

Jeszcze przed konwencją Porozumienia (jakby ktoś nie wiedział, jak nazywa się partyjka Gowina) wicepremier zderegulował wypadkowość limuzyn rządowych. W Krakowie doszło do kolejnego rozbicia auta przez Służbę Ochrony Państwa z pasażerem Gowinem.

Na samym początku konwencji miała miejsce kolejna deregulacja – deżurnalizacja. Fotoreporter „Gazety Wyborczej” Jakub Włodek został brutalnie wyrzucony z sali obrad ze świętoszkowatym słowem jednego z ochroniarzy: „Wyp…laj!” Gdy Gowin nawijał, powołując się na słowa ks. Tischnera i Jana Pawła II, iż Kraków przepojony jest „duchem wolności”.

Deregulacja dotyczy też Jarosława Kaczyńskiego, zaplanowano nieprzebycie prezesa PiS i się ono dokonało, może z tego powodu, że konwencja partyjki Gowina nie odbywa się 18. dnia każdego miesiąca, gdy przybywa prezes na Wawel, aby odwiedzić grób brata.

W programie partyjki Gowina występuje kolejna deregulacja, deglomeracja, która ma uwolnić energię miast, a wicepremier chce to uzyskać poprzez przeniesienie urzędów centralnych poza Warszawę. Słyszeliśmy już o tym kilka dni wcześniej od Anny Sobeckiej, która chciałaby kilka urzędów przenieść do Torunia, gdzie ma swoje biznesy Tadeusz Rydzyk. Sobecka najpewniej chciałby przenieść Ministerstwo Finansów, aby ojciec dyrektor nie pielgrzymował do stolicy za milionami. Czuję, że Gowin będzie się ze swoim pomysłem obejść smakiem, bo Wawelu nie trzeba przenosić, a Kaczyński i tak nie dojechał.

Czy Gowin chce też deregulować Unię Europejską? Freud pewnie tak by orzekł, albowiem Gowin był użyć zwrotu: „Polska  weźmie na siebie rolę strażnika wolności gospodarczej w Zjednoczonej Europie”. Kto zatem należałby do tej Zjednoczonej Europy? Używamy dalej Freuda – Gowin był powiedzieć: „Skoro Brytyjczycy za chwilę opuszczą UE…”. Po Brexicie i Polexicie utworzona zostanie ta prawicowa Zjednoczona Europa? Można też się uśmiać z tej wolności gospodarczej, bo PiS póki co nacjonalizuje, a to jest odwrotnością wolności.

Przemawiała też Beata Szydło. Nie wiadomo, co chciała przekazać, gdyż była premier ma zderegulowaną retorykę, nazywa się ona po prostu logoreą, słowotokiem. Ponoć deżurnalizacja reportera „Wyborczej” nastąpiła, gdy chciał zrobić fotkę byłej premier znanej z „sukcesu” 1:27.

Wiceminister przedsiębiorczości Jadwiga Emilewicz ogłosiła program Energia Plus. Kilka dni temu ją już poznaliśmy poprzez używanie limuzyny rządowej do wożenia męża i dzieci. Energia z plusem jest sama w sobie pokracznością, bo w energii występuje plus i minus, a jak dodamy jeszcze jeden plus, to w ogóle nie popłynie prąd, bo nastąpi spięcie. Z Emilewicz wyszedł Freud, mianowicie zapewniała: „programy z plusem po prostu się udają”. Otóż nie udał się program Mieszkanie Plus.

Obawiam się, że Porozumieniu i koalicji pisowskiej wyjdzie na końcu ostateczna deregulacja – degeneracja.

Morawiecki poza prawem

13 Sty

40 tomów akt w słynnej aferze taśmowej – tyle przeanalizowali dziennikarze portalu onet.pl, ujawniając rozmowę Mateusza Morawieckiego i informując opinię publiczną o zarzutach jednego z kelnerów restauracji „Sowa i Przyjaciele” wobec premiera.

Według pracownika restauracji Morawiecki miał rozmawiać o przepisywaniu majątku bądź zakupie nieruchomości na inne osoby, tzw. słupy. Taśma z tą rozmową nie została do tej pory ujawniona.

Dlatego poseł Krzysztof Brejza zwrócił się w listopadzie ubiegłego roku do prokuratury z prośbą o wyjaśnienie zarzutów kelnera. W odpowiedzi sekretarz stanu w KPRM ds. parlamentarnych, Łukasz Schreiber napisał m.in.: „Uprzejmie informuję, że prokuratura nie zakończyła czynności w sprawie nagrań z podsłuchów w restauracji <<Sowa i Przyjaciele>>. W związku z powyższym nie jest dopuszczalne formułowanie nieuzasadnionych twierdzeń wobec tych wydarzeń”.

Z ustaleń dziennikarzy Onetu wynika, że Morawiecki, jeszcze przed objęciem teki premiera, był przesłuchiwany w całej sprawie w charakterze poszkodowanego, ale nigdy nie zapytano go o zarzuty stawiane przez kelnera. Nie można również znaleźć śladów choćby próby ich wyjaśnienia przez prokuraturę.

W kalendarzu Polskich Imion Własnych obok Janusza i Grażyny pojawiło się ostatnio jeszcze jedno – Martyna. Zostało zapisane złotymi – nomen omen – zgłoskami za sprawą nominata partii aktualnie rządzącej na stanowisku prezesa NBP.

Wielka w tym jego osobista zasługa, bowiem o ile Grażyna – jakże niesłusznie i bez żadnego dobrego powodu – stała się symbolem niewiasty nieskomplikowanych manier, osobowości oraz gustu, Martyna to synonim kobiety finansowego, medialnego i w ogóle wszelkiego sukcesu.

Za sprawą spektakularnej kariery, jaką rzeczywista dyrektor NBP o tym właśnie imieniu zrobiła w tej instytucji u boku i z poręki prezesa Glapińskiego, on sam też zresztą wiele zyskał w oczach opinii publicznej i w tej chwili jest kandydatem do honorowego tytułu Feministy Roku, a może nawet całej dekady. Ba – półwiecza, bo jak dotąd bodaj żadna polska białogłowa nie objęła państwowej posady, na której zarabiałaby więcej od prezydenta. I to nie tylko od prezydenta RP, bo to akurat nic trudnego, bo wysokością wynagrodzenia pani dyrektor departamentu komunikacji (czyli coś jakby szefowa bankowego PR) przebiła nawet panów Macrona oraz – uwaga, uwaga – Putina (w tym ostatnim przypadku chodzi oczywiście o płacę oficjalną).

Zapewne są w to wliczone honoraria za konsekwentne wdrażanie nowatorskiej koncepcji public relations w bankowości, jej osobistego – jak się domyślamy autorstwa, którą – trawestując popularne przysłowie – można by streścić w sentencji „Milczenie jest złotym”. W tym wypadku – polskim.

Pan prezes NBP poszedł w dziele zwalczania dyskryminacji ze względu na płeć i dziele zawodowej aktywizacji kobiet nawet dalej, niż komisarze z epoki PRL, którzy sadzali dziewczyny na traktorach.

On posadził panią Martynę za dyrektorskim biurkiem i wynagrodził jej to siedzenie, a konkretnie, to głównie chodzenie krok w krok za nim, jak na bankiera przystało. Tym hojnym gestem nie tylko udowodnił, że jednak ma ten gest i nie będzie skąpił na kobietę. Zamknął też usta malkontentom, kontestującym program Pięćset Plus, że niby zniechęca on Polki do pracy zawodowej. Pani dyrektor Martyna to bowiem – jak zapewnił na konferencji prasowej zwołanej specjalnie w tej sprawie – matka dzieciom.

Tak więc – partia aktualnie rządząca nie tylko daje kasę na dzieci, ale także przebija szklane sufity i popiera czynem aktywizację zawodową kobiet. Tak więc o żadnej tam dyskryminacji ze względu na płeć, co bywa zarzucane PiS-owi przez totalną opozycję, w tej sytuacji nie może być mowy. Przeciwnie – partia aktualnie rządząca promuje kobiety! I w żadnym wypadku nie opowiada dowcipów o blondynkach. A jeśli nawet, to się nie śmieje.

Rozumie bowiem, że Polka potrafi! Potrafi pracować i zarabiać, a jednocześnie wychowuje dzieci, dba o dom oraz „wygląda”. I nie musi wcale posiadać żadnych szczególnych kwalifikacji formalnych, jest bowiem – ze swej natury – zdolna do wszystkiego. Jak te panie z banku, z których jedna to – zdaje się – z wykształcenia rusycystka, a druga…  nie do końca wiadomo. Pod rządami aktualnej władzy takie przygotowanie – okazuje się – w zupełności wystarczy, żeby zostać dyrektorką z pensją – lekko licząc – sześćdziesiąt  tysięcy miesięcznie.

W tej sytuacji trudno się dziwić nauczycielkom (zwłaszcza nauczycielkom rosyjskiego), że też chcą zarabiać jak pani Martyna. Ba – byłoby wręcz nienaturalne, gdyby większość kobiet (a też i całkiem spore grono mężczyzn) także nie chciała zostać takimi właśnie Martynami. Bo niby dlaczego nie?

Przecież w tej sytuacji za „marne” sześć tysięcy miesięcznie to – by zacytować minister Bieńkowską – będzie pracował tylko desperat albo idiota…

Kłopot w tym, że dyrektorskich posad w NBP jest stosunkowo niewiele. A te, co są, już zostały zajęte przez inne Martyny płci obojga, niestety. Więc farbowanie na platynę, szpilki i silikon w ustach, a nawet kursy w wyższej szkole tego i owego mogą nie wystarczyć, żeby załapać się na podobnie intratną posadę jeszcze w tym politycznym rozdaniu. I to nawet po repolonizacji wszystkich prywatnych biznesów. Bo chętnych na Martyny są przecież miliony.

Zachęcone jej przykładem, właśnie zakładają żółte kamizelki.

Mądrzy ludzie mieli rację. Flirty z feminizmem miewają – niestety – opłakane konsekwencje.

>>>