Tag Archives: Iwona Szpala

Kaczyński okrada Polskę śpiewająco

29 Sty

Kula śnieżna nie wytraca impetu. PiS w coraz głębszej defensywie. Szykuje się wyborcza chłosta.

Oczywiście, jeśli się potwierdzi, co piszą media o uwikłaniu aresztowanych ludzi z otoczenia byłego ministra Macierewicza w przekręty w firmach sektora publicznego.

Co to za ludzie! Od rana do wieczora mielą patriotyczne frazesy, a zarazem za ich plecami, a może i za ich wiedzą idzie biznes na całego. „Należy się im”. A pycha podpowiada, że twardy elektorat to toleruje, a może nawet pochwala. Bo jemu też się należy.

Powstała sytuacja już całkiem jak z republik bananowych. Ale rząd zainterweniował. Sygnał został wysłany i do Macierewicza (nie masz immunitetu od wszystkiego), i jego środowiska. I szerzej: do administracji państwowej, do nowych kadr, którym „zjednoczona prawica” dała robotę po 2015 r.: uważajcie, nie pozwolimy, żebyśmy przez takich jak ten M. przegrali wybory.

Na razie mnożą się spekulacje: walka frakcyjna w PiS, akcja prewencyjna, jakieś „kwity” na prezesa, przykrywanie wcześniejszej afery z Chrzanowskim i Glapińskim, politycznie inspirowanego zabójstwa prezydenta Adamowicza, głupot opowiadanych przez premiera w związku z Dniem Pamięci o Zagładzie Żydów, bierności policji w Oświęcimiu, kiedy przez miasto maszerowali nienawistni nacjonaliści. Dużo tego. Tak właśnie powstaje polityczna masa krytyczna. Nawet pisowski beton może pęknąć.

Opozycja słusznie apeluje do rządu o przedstawienie w Sejmie informacji na temat aresztowań ludzi Macierewicza, w tym byłego szefa jego gabinetu politycznego. Powinien to być minister koordynator służb specjalnych. Ale jaka jest wiarygodność pana Kamińskiego czy pana Ziobry? Słusznie w mediach przypomniano nie tak dawne zachwyty niektórych notabli PiS nad panem M.

Nieformalny system kształtujący się pod rządami prawicy pisowskiej to państwo tekturowe. Za biało-czerwoną fasadą z megafonami grającymi muzykę narodową i kościelną widzimy tyły, gdzie uwijają się do cna skorumpowani aktywiści i beneficjenci „dobrej zmiany”, kradnąc i marnotrawiąc pieniądze publiczne.

Naturalnie nie wszyscy. Ale czy czekający na operację chirurgiczną prezes Kaczyński da radę zapanować nad kolejnym kryzysem w obozie obecnej władzy, za którą przecież ponosi polityczną i moralną odpowiedzialność w stopniu nieporównywalnym z nikim innym?

Dziennikarze Gazety Wyborczej, Wojciech Czuchnowski i Iwona Szpala ujawnili rozmowę Jarosława Kaczyńskiego z austriackim biznesmenem Geraldem Birgfellnerem, która odbyła się 27 lipca 2018 r.

W rozmowie uczestniczyli również: Grzegorz Tomaszewski, cioteczny brat Kaczyńskiego oraz wspólniczka i zarazem tłumaczka Birgfellnera.

Na ujawnionym nagraniu prezes PiS mówi o wartej 1,3 mld zł inwestycji spółki Srebrna, której właścicielem jest fundacja Instytut im. Lecha Kaczyńskiego. Spółka miała zbudować w centrum Warszawy dwa bliźniacze wieżowce, w których miały znaleźć się hotel, apartamenty, powierzchnie biurowe i siedziba Instytutu, którego członkiem zarządu jest Jarosław Kaczyński.

Całość inwestycji mają przygotować firmy Geralda Birgfellnera, który przez 14 miesięcy pracy dla spółki Srebrna odbył 160 spotkań biznesowych, w tym 16 z samym Kaczyńskim w siedzibie PiS przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie.

Jak wynika z rozmów całość inwestycji miała zostać sfinansowana przez kontrolowany przez Skarb Państwa bank Pekao SA. Wszystko wydawało się być dopięte na ostatni guzik, a jednak Birgfellner uważa dzisiaj, że został oszukany.

Na ujawnionych taśmach słychać m.in., jak Kaczyński nie tylko biegle porusza się po biznesowych meandrach, ale również jak próbuje wymigać się od zapłaty za wykonaną przez Birgfellnera pracę, „bo nie ma do tego formalnych podstaw”.

Prezes PiS informuje Austriaka, że plan inwestycji został wstrzymany. „Nie dostaniemy wuzetki, jak nie wygramy tych wyborów.” – powtarza kilka razy w rozmowie Kaczyński. I chodzi nie tylko o wybory samorządowe, ale również o parlamentarne. Według prezesa PiS ujawnienie budowy wieżowca byłoby „zabójcze” dla partii, „bo to medialnie nie do obrony. Taka jest polityka” – mówi prezes.

Jak wynika z taśm, Kaczyński usiłuje przekonać Austriaka, że nie ma wpływu na zaistniała sytuację i podpowiada mu wystąpienie na drogę sądową, aby mógł dochodzić swoich roszczeń. „Niech pan nas pozwie, podpiszemy ugodę, zyskamy tytuł do wypłaty i wypłacimy pieniądze.” – zachęca Kaczyński austriackiego biznesmena, co wydaje się logiczne przy dzisiejszej instrumentalizacji sądownictwa.

Birgfellner jednak nie wierzy już w jakiekolwiek zapewnienia i za pośrednictwem prawników – Romana Giertycha i Jacka Duboisa – wysłał do warszawskiej prokuratury zawiadomienie „o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez Jarosława Kaczyńskiego”. Roman Giertych zapowiada, że jeżeli postępowanie zostanie upolitycznione, „to rozważymy wystąpienie o wszczęcie postępowania przez prokuraturę w Wiedniu. „

Jeśli ktoś kłamie, to jest kłamczuchem, jeśli kradnie – złodziejem, jeśli oszukuje – oszustem

Walka z mową nienawiści jest wojną obronną, a zatem słuszną i sprawiedliwą. Od tak dawna obrzucamy się błotem oszczerstw, potwarzy i pomówień, że dla wielu to bagienko stało się już środowiskiem naturalnym.  Czas się ratować – oskrobać z podłych intencji i obmyć z nienawistnych słów. Jednak wezwania, by każdy z nas rozpoczął odnowę moralną od siebie, od zaraz i bez warunków wstępnych, uważam za nierealne i niebezpieczne. Słuchając nawoływań o zawieszenie broni i narodowe pojednanie, obłażą mnie wątpliwości, z których nie potrafię się otrzepać.

Jeśli zależy nam na trwałym pokoju społecznym, to przyjąć musimy do wiadomości, że zawieszenie broni nie zakończy się traktatem pokojowym, póki rozpalać się będą lokalne walki i potyczki. A będą, nawet gdyby wszystkich harcowników przenieść na tyły, do taborów. Bo nie wierzę w dobre intencje wszystkich walczących, tak jak nie wierzę w przyzwoitość na zawołanie. Cisza na froncie to znakomita okazja dla cynicznych watażków, którzy wykorzystując uczciwość przeciwnika przejmują inicjatywę i kontynuują swoją wojenkę wmawiając światu, że oni strzelają wyłącznie ślepakami i tylko na wiwat. Będą nadal toczyć swoje bitwy poprzez najemników, wynajętych wyznawców i wyznaczonych funkcjonariuszy.

Na szczytach władzy słychać nawoływania do narodowej zgody i porozumienia. I na tym samym oddechu rządzący dopowiadają, że przemysł pogardy jest produktem Platformy. Okazuje się, że wojnę polsko-polską rozpoczął Donald Tusk, zniesławiając wyborców PiS niewyobrażalną kalumnią: „moherowe berety!”, wobec której jakieś tam „zdradzieckie mordy”, „mordercy” oraz „komuniści i złodzieje” to tylko usprawiedliwiona reakcja obronna. Dzisiaj PiS zaprasza opozycję na rozmowy pokojowe, a w tle słychać wyraźnie tętent nadjeżdżającej kawalerii i rżenie koni jeźdźców Apokalipsy.

Na sobotnim zebraniu partyjnym z udziałem dowiezionych samorządowców prezes Kaczyński dokonał niebywałych odkryć, że oto Polska jest podzielona, a podział ten prowadzi do wydarzeń, które jednak nie powinny mieć miejsca – sugerując jednocześnie, kto za to odpowiada . Pan premier zawtórował swojemu przełożonemu, kolejny raz wyliczając, czego to poprzedni rząd przez 8 lat nie zrobił, po czym opowiedział o „przezwyciężaniu spuścizny porozbiorowej”(!) i z braku przekonujących sukcesów skupił się na wyzwaniach przyszłości – o wyzywaniach w przeszłości nie wspominając. Wcześniej wicemarszałek Terlecki obsobaczył zaproszoną na „rokowania” opozycję, która ośmieliła się zarzucić TVP – uczciwej przecież i obiektywnej jak nigdy dotąd – że kłamie i podgrzewa nienawistne nastroje.

To jednak ledwie pstryczki i żartobliwe przekomarzania wobec furii wyznawców Kaczyńskiego w mediach wspierających PiS. W jednym z tygodników dostępnych na pocztach, w supermarketach, na stacjach benzynowych i wszędzie tam, gdzie nie sprzedaje się „Gazety Wyborczej”, przeczytać można wielki tekst o źródłach języka pogardy. Kilka cytatów: „Ta cała nienawistna jazda bez trzymanki trwa od 2005 roku (…), a kulminacja tego politycznego i propagandowego zezwierzęcenia nastąpiła po tragedii smoleńskiej”.  I dalej: „Przecież ta swołocz i hołota nie uszanowała nawet żałoby po ofiarach tragedii smoleńskiej…”. Teraz już można gładko przejść od Smoleńska do Poznania: „przedstawiciele totalnej opozycji na widok niewinnie przelanej krwi zachowali się jak stado szakali, które tę krew poczuło i w jakimś dzikim amoku ruszyło do ataku”. Dalej jest o „ludzkiej mierzwie”, która z premedytacją zdeptała wolę rodziny Adamowicza, aby tylko „po trupach do władzy”. Wygląda na to, że autor, niejaki Mirosław Kokoszkiewicz, sam sobie odpowiada na tytułowe pytanie „Kto zasiał nienawiść?”

Nie są to bynajmniej najbardziej wyraziste przejawy pogardy dla myślących inaczej i reagujących samodzielnie. Spore zainteresowanie wyborców PiS wzbudził wywiad Aldony Zaorskiej z Grzegorzem Braunem, który jest nie tylko reżyserem i publicystą, ale również nauczycielem akademickim. Zdaniem tego pana morderstwo Adamowicza to kolejne niewyjaśnione zabójstwo. Kolejne, bo „w III Rzeczpospolitej takie rzeczy zdarzają się wręcz seryjnie”. Braun sądzi, że to wydarzenie bardzo przysłużyło się tym, którzy głoszą, że w Polsce demokracja jest zagrożona i gdyby nie zdarzyło się naprawdę, to „na użytek tej antypolskiej narracji trzeba by je wymyślić”. Uniwersytecki wykładowca informuje ponadto, że zabójstwo Pawła Adamowicza to w konsekwencji wielka wspólna operacja propagandowa opozycji i WOŚP Jerzego Owsiaka, bo morderstwa dokonano „na ołtarzu świeckiej religii, podczas celebracji tego dorocznego obrzędu”. Braun nie omieszkał też zawiadomić, że ofiara mordu to „prominentny przedstawiciel opcji niemieckiej, chętnie wpisujący się w żydowskie narracje propagandowe i w neomarksistowskie projekty seksualizacji nieletnich”…

Czytelnikom, którzy w tym miejscu wzruszą ramionami, bo pan Braun jest postacią groteskową i marginalną, zwracam uwagę, że nasza scena polityczna aż roi się od podobnych postaci, a każdego dnia jesteśmy świadkami wydarzeń, które jeszcze niedawno uznalibyśmy za marginalne i groteskowe, a dziś albo ich już nie dostrzegamy, albo traktujemy je z pełna powagą. Nie jestem katastrofistą i też żywię mocne przekonanie, że ostatecznie dobro zwycięży. Problem tylko – jak dożyć tej chwili?

Myślę, że zanim zabierzemy się za bratanie, zanim wypijemy bruderszaft przechodząc  z warknięć  stworzeń animalnych na „Pan”(i „Pani”), powinniśmy zdefiniować wyraźnie, czym jest język pogardy oraz czym mowa nienawiści nie jest. Bo walka o życzliwą debatę publiczną rodzi pewne zagrożenie: może okazać się niebezpieczna dla prawdy. Wraz z oczyszczającą kąpielą łatwo wylać prawdę – tę rozumianą jako osąd zgodny z rzeczywistością. Jeśli ktoś kłamie, to jest kłamczuchem, jeśli kradnie – złodziejem, jeśli oszukuje – oszustem. Kim będą ci ludzie, jeśli zabraknie nam słów precyzyjnie określających ich działanie i motywy, bo te dotychczasowe uznamy za obraźliwe? Jeśli wojna z mową nienawiści sprowadzi się do eliminacji ze słownika debaty publicznej wybranych wyrazów i do relatywizowania negatywnych ocen ludzkich poczynań, to nie tylko stracimy trzeźwy osąd. Co gorsza – pozwolimy by ci, przeciw którym wojna się zaczęła, opanowali nasze dowództwo i sztab generalny.

Dlatego publiczne nazwanie premiera Morawieckiego kłamcą, prezesa Kaczyńskiego oszustem, eksministra Macierewicza hochsztaplerem, albo wicemarszałka Terleckiego cynikiem i politycznym graczem, powinno pozostać zwyczajną diagnozą tak długo, dopóki nie dopiszemy do niej szyderczych przymiotników. A poza tym niech mowa nienawiści zginie i przepadnie. Niech służy tylko badaczom niektórych form i przejawów epistolarnej twórczości, charakteryzującej polski dyskurs publiczny I połowy XXI wieku.

(fragment)

Afera KNF jest groźna dla wiarygodności polskiego systemu bankowego.

Wszystko do tej pory w aferze KNF jest zbieżne z aferą Rywina. Według „Wyborczej”, Chrzanowski miał zeznać, że rozmawiał z bankierem Czarneckim z inspiracji Adama Glapińskiego, prezesa Narodowego Banku Polskiego.

Afera Rywina była ostatecznie klęską samego Rywina, SLD i polityków tej partii. Afera KNF jest rozleglejsza – jak rozległa personalnie, nie wiemy – ale przede wszystkim jest groźna dla wiarygodności polskiego systemu bankowego, bo Glapiński to konstytucyjny (nieusuwalny w trakcie kadencji) prezes banku centralnego.

Glapiński sam nie ustąpi. Jeżeli zeznania Chrzanowskiego są prawdą, to Jarosław Kaczyński może uruchomić skuteczne narzędzie, aby Glapiński podał się do dymisji. Może, lecz nie musi. Koszty poniesie PiS w roku wyborczym, czy zatem prezes PiS na to pójdzie? Raczej, a w zasadzie na pewno nie.

Jaka z tego w tej chwili może być sformułowana konkluzja? Otóż SLD miał Rywina i grupę trzymającą władzę, Platforma osławione ośmiorniczki, a PiS ośmiornicę i wszyscy wiemy, kto w niej trzyma wszechwładzę. Ta afera z Chrzanowskim i Glapińskim kiedyś zostanie ujawniona. Oby nie za późno dla Polski.

>>>

Tekst dostępny tutaj. Warto, warto przeczytać >>>

Reklamy

Pan Jarek dawkuje aferę KNF

30 List

Reportaż TVN o neonazistach, sprawa powieszenia portretów europosłów PO na szubienicach, kwestia rzekomych szwajcarskich kont polityków lewicy i wiele innych, politycznie „gorących” śledztw – takimi sprawami zajmuje się prokuratura w Katowicach. To tam lata temu aplikację robił Zbigniew Ziobro, a dziś jest „kuźnią kadr” Ministerstwa Sprawiedliwości oraz Prokuratury Generalnej. W niej badana jest afera KNF, która w ostatnich tygodniach wstrząsnęła polską polityką. – Każde słowo, jakie pada w tym śledztwie, jest znane partyjnej centrali. I to, co gorsza, zgodnie z prawem – mówi Onetowi anonimowo prokurator z Katowic.

  • Katowicka prokuratura już za poprzednich rządów PiS była szczególnie preferowana przez władzę – to tam trafiała większość śledztw politycznych
  • Ze Śląska wywodzą się najważniejsi ludzie z otoczenia Zbigniewa Ziobry – to stąd pochodzą Bogdan Święczkowski, Marek Pasionek, Robert Hernand czy Krzysztof Sierak
  • Także na Śląsku, po tym jak PiS stracił w 2007 roku władzę, powstało stowarzyszenie prokuratorów „Ad Vocem”, które miało chronić prokuratorów związanych z Ziobrą. Założyła je prok. Małgorzata Bednarek – dziś sędzia Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego
  • Katowicka prokuratura ma zbadać m.in. aferę KNF oraz sprawę reportażu wcieleniowego TVN o „urodzinach Hitlera”
  •  – To ośrodek bardzo specyficzny i trudno mówić o jego niezależności – tak o wydziale zamiejscowym Prokuratury Krajowej w Katowicach mówi prok. Iwona Palka, była szefowa katowickiej „apelacji”, dziś w stanie spoczynku
  • Szef Stowarzyszenia „Lex Super Omnia”, prok. Krzysztof Parchimowicz dodaje, że decyzja o badaniu sprawy KNF w Katowicach jest „co najmniej dziwna”. – Sprawa jest typowo warszawska, więc przekazanie jej do Katowic jest niezrozumiałe. Chyba że stoją za tym jakieś inne względy – mówi

Gdy „Gazeta Wyborcza” napisała o sprawie byłego szefa KNF Marka Chrzanowskiego i jego propozycji dla Leszka Czarneckiego, właściciela Getin Noble Banku, minister sprawiedliwości zareagował „niemal” natychmiast.

Zapowiedział, że sprawa zostanie zbadana „do gruntu”. – Prokuratura na moje polecenie wszczęła śledztwo, jest ono już intensywnie prowadzone wspólnie z CBA – mówił 13 listopada Zbigniew Ziobro. – Będziemy domagać się postępów tego śledztwa od prowadzących je prokuratorów – podkreślał.

Zbigniew Ziobro nie wyjaśnił jednak, jak doszło do tego, że wszczęcie śledztwa polecił dopiero po publikacji informacji o aferze w prasie – podczas gdy zawiadomienie do prokuratury w tej sprawie trafiło już 7 listopada, czyli sześć dni wcześniej.

Co działo się w tym czasie? Nie wiadomo. Gorączkowe działania wymusiła dopiero publikacja w „Gazecie Wyborczej”. – W odróżnieniu od tych przedstawicieli klasy politycznej, którzy chcą stosować taryfę skrupulatności śledztwa tylko do pewnej części osób, nie patrzymy na polityczne legitymacje, ale będziemy tak samo konsekwentni zawsze – mówił 13 listopada Ziobro. – Kogokolwiek to będzie dotyczyć, czy ludzi z nominacji poprzedniej władzy, członków poprzedniego rządu, czy członków aktualnego rządu – deklarował.

– To jest ta fundamentalna różnica, którą państwu gwarantuję – kwitował szef resortu sprawiedliwości. Zaznaczył przy tym, że wyjaśnianiem afery KNF zajmie się wydział zamiejscowy Prokuratury Krajowej w Katowicach.

Prokuratura pod specjalnym nadzorem. „Każde słowo ze śledztwa trafi prosto na Nowogrodzką”

Wydział, który zbadać ma aferę KNF, tworzyła bliska współpracownica Zbigniewa Ziobry – dziś sędzia Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego – Małgorzata Bednarek. Zasłynęła tym, że w 2006 roku, jako prezes Prokuratury Okręgowej w Bielsku-Białej podczas konferencji prasowej oświadczyła, że lokalni sędziowie i prokuratorzy tworzyli „zorganizowaną grupę przestępczą”.

Nad tym śledztwem prok. Bednarek objęła nadzór osobiście. Tezy ze śledztwa upadły, dochodzenia umorzono, a oskarżeni sędziowie otrzymali odszkodowania – po 50 tysięcy złotych – oraz przeprosiny na pierwszych stronach lokalnych gazet.

Gdy PiS stracił władzę, prok. Bednarek w 2008 roku założyła Stowarzyszenie „Ad Vocem”, skupiające prokuratorów „od Ziobry”, których po utracie przez PiS władzy mogły dotknąć jakieś represje.

Dziś to „zaplecze” Ziobry sprawuje najważniejsze funkcje w ministerstwie i w Prokuraturze Generalnej. Należą do niego prokurator krajowy Bogdan Święczkowski, odpowiedzialny za śledztwo smoleńskie Marek Pasionek, Krzysztof Sierak czy wiceszef PG Robert Hernand.

Wszyscy „korzenie” mają właśnie w Katowicach. – Dziś, zupełnie „przez przypadek”, właśnie do Katowic trafia sprawa afery KNF. Po prostu śmiech na sali – mówi nam jeden ze śląskich prokuratorów, chcący zachować anonimowość.

– Jestem przekonany, że każdy protokół z czynności w śledztwie jest przekazywany do Zbigniewa Ziobry, który to śledztwo osobiście nadzoruje. Ma takie prawo, może zapoznawać się z wszelkimi czynnościami, jakie są wykonywane w toku śledztwa. Co jest absolutnie przerażające, dzieje się to zgodnie z prawem – wyjaśnia śląski prokurator.

– Taką zmianę ustawy o prokuraturze przeforsował obecny Prokurator Generalny. Wszystko po to, by nigdy więcej nie być zagrożonym ewentualnym wnioskiem o odpowiedzialność przed Trybunałem Stanu, co groziło mu po tym, jak informacje ze śledztwa w sprawie mafii węglowej ujawnić miał prezesowi PiS – mówi. – Teraz więc mamy sytuację taką, że każde słowo, które pada w tym śledztwie, może być natychmiast znane na Nowogrodzkiej, w partyjnej centrali – podkreśla prokurator z Katowic.

Była szefowa katowickiej „apelacji”: prokuratura absolutnie nie jest niezależna

Decyzję o przekazaniu do Katowic śledztwa ws. KNF krytycznie ocenia prok. Iwona Palka, członkini zarządu Stowarzyszenia „Lex Super Omnia” i była szefowa katowickiej Prokuratury Apelacyjnej, obecnie w stanie spoczynku. – To w żadnym wypadku nie jest właściwość katowicka, śledztwo powinno toczyć się w Warszawie, dla każdego jest to oczywiste – mówi Onetowi prok. Palka.

– Przekazanie śledztwa w tak kluczowej sprawie do tej właśnie jednostki musi budzić szereg pytań. Tym bardziej że w mojej ocenie trudno dziś mówić o niezależności którejkolwiek prokuratury. Absolutnie nie można tak twierdzić – mówi.

– Nowa ustawa Prawo o prokuraturze, wprowadzona przez obecną władzę, pozwala na mocy art. 12 par. 1 przekazywać nadzorującemu śledztwo informacje do dowolnie wybranych osób. Bez konsekwencji i wyłącznie uznaniowo – wyjaśnia. – Ograniczenie, jakie jest zawarte w ustawie, to „istotność dla bezpieczeństwa państwa i jego prawidłowego funkcjonowania” – mówi prok. Palka. – A to jest kategoria absolutnie dowolna i uznaniowa. W tej sytuacji prokurator nadzorujący śledztwo – czyli w przypadku sprawy KNF Zbigniew Ziobro – może dowolnie transferować informacje ze śledztwa i przekazywać je dalej. Pytanie, czy z tego uprawnienia korzysta? – pyta prok. Palka.

Kto w tym śledztwie rządzi? „Nie daje rękojmi, że nie straci twarzy”

Naczelnikiem wydziału zamiejscowego Prokuratury Krajowej w Katowicach jest Tomasz Tadla, wieloletni zastępca rzecznika prasowego Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach. Dziś odpowiada za śledztwo ws. KNF. – Zawsze mówił, że funkcje go nie interesują, że chce działać „w linii”. Cóż, najwyraźniej coś się zmieniło – mówi nam anonimowo jeden ze śląskich śledczych. – Opinia środowiska o nim jest taka, że to dobry prokurator, „ogarnięty”, tyle że czuły na awanse i gratyfikacje, jakie się z tym wiążą – mówi.

A czy daje gwarancje niezależności? – pytamy naszego rozmówcę.

– Nie dam rękojmi, że przy tej sprawie nie straci twarzy – mówi. – Już teraz wiele decyzji związanych z aferą KNF może dziwić. Choćby żądanie dwóch miesięcy aresztu dla Marka Chrzanowskiego. To jest niestandardowe, bo normalnie przy takiej sprawie „z automatu” żąda się maksymalnego wymiaru aresztu, czyli trzech miesięcy – mówi nam śląski prokurator.

– Do tego – co bardzo istotne – co najmniej dziwna jest kwalifikacja prawna czynu. Uznanie, że Chrzanowski popełnił jedynie przestępstwo urzędnicze, czyli czyn z art. 231 kodeksu karnego – przekroczenia przez funkcjonariusza publicznego uprawnień celem osiągnięcia korzyści majątkowej przez osobę trzecią – jest, mówiąc najprościej, dziwnie łagodny – podkreśla nasz rozmówca. – Zwłaszcza jak na Katowice, które są bardzo rygorystyczne. Bo normalnie byłoby „na grubo” i to byłoby zakwalifikowane jako zwykła łapówa – kwituje śląski prokurator.

Prok. Parchimowicz: Katowice to ośrodek bardzo specyficzny

Krzysztof Parchimowicz, zdegradowany przez Zbigniewa Ziobrę prokurator w stanie spoczynku oraz szef i założyciel Stowarzyszenia „Lex Super Omnia” w rozmowie z Onetem podkreśla, że Katowice są dla Zbigniewa Ziobry miejscem szczególnym.

– Przecież tu właśnie robił aplikację, stąd wywodzą się ludzie mu najbliżsi – mówi. – Dla mnie niezrozumiała jest jednak inna kwestia. Mogę zrozumieć osobisty sentyment ministra, ale nie zmienia to faktu, że przenosząc śledztwo w sprawie KNF do Katowic, naraża skarb państwa na gigantyczne koszty – podkreśla. – To są zwroty za podróż wszystkich świadków itd. Przecież przy śledztwie tej rangi, śledztwie „najważniejszym z ważnych”, wszystkim powinno zależeć, by kontakt prokuratora z CBA był jak najłatwiejszy. Tymczasem CBA jest w stolicy, a prokurator na Śląsku. Powiedzieć, że to dziwne, to mało – podkreśla.

Przypomnijmy, to prokuratura w Katowicach – za poprzednich rządów PiS – prowadziła sprawę Barbary Blidy. Zajmowali się też rzekomymi szwajcarskimi kontami polityków lewicy, czy sprawą tzw. willi Kwaśniewskich.

Także Katowice badać mają sprawę sędzi, która uniewinniła lekarzy oskarżonych o doprowadzenie do śmierci ojca Zbigniewa Ziobry. Ten sam ośrodek stawiał zarzuty Cezaremu Grabarczykowi z PO, który był podejrzany o poświadczenie nieprawdy w dokumentach podczas starania się o pozwolenie na broń.

Dziś Katowice badają aferę KNF. Także ta prokuratura zajmuje się sprawą neonazistowskiej imprezy w Wodzisławiu Śląskim – czyli tzw. urodzin Hitlera. Po tym, jak śledczy z Gliwic najpierw próbowali postawić operatorowi TVN zarzuty propagowania faszyzmu – bo podczas reportażu wcieleniowego udawał, że „hailuje” – po wycofaniu zarzutów śledztwo przekazano właśnie do Katowic.

— GAZETA STOŁECZNA O TŁUMACH NA WARSZAWSKIEJ BURZY MÓZGÓW BIEDRONIA – jak pisze Wojciech Karpieszuk: “Do kina Palladium przyszli młodzi i starsi, było bardzo dużo młodzieży licealnej. Nie wszyscy się zmieścili, część osób relację ze spotkania oglądała na telebimie w pobliskim klubie Hybrydy. Biedroń szybko oddał głos zebranym, krążył po sali z mikrofonem, ludzie zgłaszali postulaty, odbywała się nad nimi szybka dyskusja i głosowanie. – Będziemy głosowali jak w Sejmie, ekspresowo i w nocy, takie standardy, sorry – zażartował Biedroń. Podczas głosowania wskakiwał na scenę, zebrani podnosili ręce, a on oceniał, czy większość jest za, czy przeciwko. Był jedynie moderatorem debaty, starał się wyciągnąć konkretne postulaty. Mówił: – Wiem, że to trudne, wy myślicie, że to politycy mają podawać pomysły, a ja myślę, że wy macie lepsze”.
warszawa.wyborcza.pl

— POLICJA WEZWAŁA WOJCIECHA CIEŚLĘ ZA TEKST O MUSZYŃSKIM: “- Brak mi słów – mówi Wojciech Cieśla, dziennikarz „Newsweeka” wezwany na policję za publikację artykułu „bez zgody osoby zainteresowanej”, czyli wiceprezesa TK Mariusza Muszyńskiego. Helsińska Fundacja Praw Człowieka podkreśla, że to pierwszy taki przypadek w Polsce”.
wyborcza.pl

— PROFESOR ANTONI DUDEK O TYM DLACZEGO REAKCJA AMERYKANÓW WS TVN BYŁA TAK MOCNA: “TVN nie jest „jakąś” amerykańską inwestycją – w sensie finansowym jest największą amerykańską inwestycją w Polsce. Z naturalnych względów jeśli „coś” jest największą inwestycją w obcym państwie, to ambasador powinien się nią interesować. Zupełnie nie akceptując formy jakiej dopuściła się pani ambasador przy tej interwencji – mogło się to odbyć w formie ustnej rozmowy na przykład z premierem Morawieckim – zwracam uwagę na fakt jakie standardy obowiązują w Stanach Zjednoczonych. Nie jest przyjęte w amerykańskiej kulturze politycznej aby członkowie rządu piętnowali media. Tutaj pojawia się wątek, czy strona rządowa nie posunęła się zbyt daleko w krytyce TVNu. TVN jest głównym ośrodkiem (w mediach elektronicznych) oporu wobec PiSu. Pytanie co dalej. Jeśli prawdą są informacje krążące w opinii publicznej – których nie potrafię zweryfikować – że usiłowano odkupić TVN od Amerykanów i że pewne rządowe kręgi usiłowały zaangażować spółki skarbu państwa, by te odkupiły TVN, po to, by zmienić jego profil ideowy, to pokazałoby dno reakcji pani Mosbacher.  Jeżeli fakt ten byłby prawdą – a nie słyszeliśmy żadnego dementi w tej sprawie ze strony rządu – to rzeczywiście mogłoby się to bardzo nie podobać Amerykanom, gdyż byłaby to próba zmonopolizowania przekazu medialnego”.

— DUDEK UWAŻA, ŻE POWINNO BYĆ ŚLEDZTWO WS WYCIEKU LISTU MOSBACHER: “Gigantycznym skandalem jest fakt, że ten nieotwarty list wyciekł do opinii publicznej, stąd moim zdaniem powinno zostać w tej sprawie uruchomione śledztwo. Wyszedł tu kompletny brak profesjonalizmu pewnych urzędników, bądź jest to element gry politycznej w obozie władzy, który postawił ten rząd w bardzo kłopotliwej sytuacji”.
m.fronda.pl

— JACEK NIZINKIEWICZ W RZ O PODWAŻANIU WIARYGODNOŚCI MEDIÓW PRZEZ PIS – pisze w RZ: “Trwa podważanie wiarygodności mediów, w myśl zasady: „Kto nie z Mieciem, tego zmieciem”. Teraz media wspierające rząd chcą kupić jedną z największych stacji radiowych dzięki państwowym pożyczkom. W obozie władzy pokutuje przekonanie, że dzięki pokornym dziennikarzom jego rządy nie będą zagrożone. Na Węgrzech Viktorowi Orbanowi udało się podporządkować lub doprowadzić do upadku wolne media. O podobnym scenariuszu marzy PiS. Pytanie, czy Polacy chcą mediów przytakujących politykom?”
rp.pl

— GW O MARKU CH.  – jak piszą Agata Kondzińska i Iwona Szpala: “Dla publicznej kariery Ch. kluczowy jest rok 2016. To wtedy nieznany opinii publicznej pracownik naukowy SGH wchodzi do Rady Polityki Pieniężnej. Rekomendują go senatorowie PiS: twórca SKOK Grzegorz Bierecki, marszałek Senatu Stanisław Karczewski, wicemarszałek Michał Seweryński, Marek Martynowski zwany w parlamencie „żołnierzem Nowogrodzkiej”, Marek Pęk, Aleksander Szwed, Stanisław Gogacz. Gogacz i Szwed mówią „Wyborczej”, że nie pamiętają, dlaczego postawili na Marka Ch. (…) Grono ludzi wokół Ch. się kurczy. Dawni znajomi nie chcą o nim rozmawiać. A PiS, przy którym zrobił błyskotliwą karierę, twierdzi teraz, że właściwie go nie zna”.
wyborcza.pl

— EWA IVANOVA O ŚLEDZTWIE WS KNF – TU NIE MA PRZYPADKÓW – pisze w GW: “Czego nie powiedział polityk kierujący prokuraturą? Tego, dlaczego śledztwo rusza dopiero po publikacji „Wyborczej”. Co się działo z pismem mecenasa Giertycha i dlaczego nie trafiło w PK do komórki ds. przestępczości zorganizowanej i korupcji, ale do wydziału skarg i wniosków. Nie powiedział także, że prokurator PK został za to ukarany zesłaniem do prokuratury rejonowej. Bez orzeczenia dyscyplinarnego i bez sądu. Nie wiemy, czy faktycznie popełnił wielki błąd, czy został kozłem ofiarnym, bo wykonywał cudze polecenia. Prokuratura nie odpowiada na pytania w tej sprawie od wielu dni”.
wyborcza.pl

— RZ NA JEDYNCE O RAPORCIE MIAŻDŻĄCYM DOTYCHCZASOWE EFEKTY MIESZKANIA PLUS: “Pierwsze dwa lata realizacji programu Mieszkanie+ można uznać za stracone – to wnioski z raportu, który powstał na potrzeby rządu. Dokument trafił już na biurko premiera Morawieckiego i Jarosława Kaczyńskiego. Od momentu inauguracji programu w czerwcu 2016 r. popełniono wiele błędów – twierdzą autorzy raportu. Wskazują częste zmiany koncepcji i źle przygotowane przez Ministerstwo Infrastruktury akty prawne. Ich zdaniem najpoważniejszą szkodą jest stworzenie u wyborców „całkowicie nierealnych oczekiwań”.
rp.pl

— W SZKOŁACH CHAOS A ZALEWSKA ZACHWYCONA REFORMĄ – jedynka GW: “Minister edukacji Anna Zalewska podsumowała drugi rok reformy edukacji. – Mam dobre wiadomości dla nauczycieli, uczniów i rodziców – mówiła. Rodzice poszkodowanych roczników pomstują, a nauczyciele szykują się do strajku”.
wyborcza.pl

>>>