Tag Archives: Henryk Jankowski

Kaczyński rozsypuje się w proch. Tyle po nim zostanie – zgnilizna

7 Mar

W tym samym czasie, gdy rząd Prawa i Sprawiedliwości wszem i wobec ogłaszał program “zero tolerancji” dla kombinowania przy podatkach, prezes Jarosław Kaczyński, faktycznie zarządzający spółką Srebrna, polecił taki właśnie schemat stworzyć i zastosować w inwestycji K-Towers, które miały stanąć przy ul. Srebrnej 16 w Warszawie. Dzisiejsza publikacja “Gazety Wyborczej”, ujawniająca poufną umowę z renomowaną kancelarią Baker McKenzie i zeznania Geralda Bigrfellnera w tej kwestii, pokazuje nowy wątek przedsięwzięcia, którego upublicznienie miało być “politycznie nie do obrony”. 

W 2016 roku Unia Europejska przyjęła dyrektywę wprowadzającą zalecenia Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) w sprawie obligatoryjnego raportowania schematów podatkowych. Nasze Ministerstwo Finansów, w myśl strategii walki z oszustami podatkowymi, pracowało i wciąż pracuje nad wdrożeniem unijnych rozwiązań, jednak w wersji najdalej idącej, obejmującej raportowanie wszystkich rozwiązań w spółkach powiązanych, które mają charakter sztuczny i nastawiony na korzyść podatkową. Tymczasem, pod koniec 2017 roku w zaciszu gabinetu prezesa PiS przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie trwały przygotowania do rozpoczęcia wielkiej inwestycji K-Towers, która miała na wiele długich lat zapewnić bezpieczne finansowanie zaplecza partii rządzącej. Jak to dziś tłumaczy Jarosław Kaczyński, budowa wpływowego prawicowego think tanku, miała być przeciwwagą dla “lewackiej” Fundacji Batorego, co miało być korzyścią nie tylko dla jego środowiska, ale wręcz dla całej Polski. Żeby korzyść dla jego najbliższych współpracowników była jednak możliwie największa, strategia biznesowa i podatkowa została obmyślona tak, by faktyczny beneficjent budowy bliźniaczych wieżowców miał zagwarantowane maksimum zysku z inwestycji przy minimalnym ryzyku gospodarczym i podatkowym.

Jak pisze “GW”, ustalony model biznesowy opiera się na dwóch spółkach powołanych do przeprowadzenia inwestycji. Obie nazywają się Nuneaton (jedna z o.o., druga komandytowa) i obie mają minimalny kapitał. Srebrna – właściciel wartej miliony działki – wnosi symboliczny wkład do spółki komandytowej, prawdopodobnie 5 tys. zł, stając się w niej komandytariuszem, dzięki czemu jedynie do tej kwoty ogranicza się jej odpowiedzialność. W przypadku fiaska inwestycji działka przy Srebrnej jest bezpieczna. Nie mogliby po nią sięgnąć potencjalni wierzyciele, bo przed nimi odpowiadałby Nuneaton. Sprawa zysków z inwestycji przedstawiać się miała zgoła odmiennie, bo 99,9% zysków trafiać miało do Srebrnej, a jedynie 0,1% do Nuneatona.

O tych okolicznościach Gerald Birgellner informował prokurator, która wciąż nie zdecydowała o wszczęciu śledztwa w sprawie oszustwa. – Wielokrotnie omawialiśmy strukturę z Kaczyńskim i Baker McKenzie. Żeby przy projekcie kwestia podatkowa była dobrze dopracowana (…), by ustawić ten projekt optymalnie pod względem podatkowym, aby zaoszczędzić na podatkach – miał mówić Austriak. – Odbyliśmy wiele spotkań, w których brał udział pan Kaczyński (…). Birgfellner podkreśla także, że prezes Kaczyński nalegał na to, by takie sprawy załatwiać bezpośrednio z nim i by nie wprowadzać zarządu spółki Srebrna w szczegóły umów. Bardzo interesujące dla prokuratury powinno być jednak uzasadnienie tej prośby. „Słyszałem, że (…) ludzie ze spółki Srebrna »kręcą własne lody«, dlatego pan Kaczyński powiedział, że mam ich o tym nie informować. (…) Pomysł dwóch wież podobał się Kaczyńskiemu, bo wyglądałyby jak bliźniacze wieże, jak bliźniacy Kaczyńscy”.

Ujawnione przez “GW” rewelacje o machinacjach prawnych, mających na celu ograniczyć odpowiedzialność rzeczywistego beneficjenta, kluczowej z punktu widzenia przyszłości obozu władzy inwestycji, rzucają kolejny cień na “kryształowość” prezesa Jarosława Kaczyńskiego, co nie umknęło też uwadze komentatorów politycznych.

Niestety dla Jarosława Kaczyńskiego, model zarządzania państwem, który stworzył po 2015 roku jest bliźniaczo podobny do modelu działalności Srebrnej, Prędzej czy później będzie miało dla sądu kluczowe znaczenie w ocenie wiarygodności zeznań Geralda Birgfellnera. W końcu, jeśli lider PiS zarządza dziś nieformalnie całym państwem z tylnego siedzenia, w sposób zupełnie wolny od odpowiedzialności za te działania, to dokładnie tak samo mógł zarządzać spółką Srebrna, choć przepisy Konstytucji mu tego zabraniają.

>>>

W sprawie ogłoszonej dziś decyzji Rady Miasta Gdańska naprawdę trudno nie zgodzić się z radnym PiS Janem Kanthakiem. Tak, „decyzja o odebraniu honorowego obywatelstwa czy usunięcia pomnika to tylko zamiatanie sprawy pod dywan”, by odwołać się do jego słów.

Radni miejscy usuwają w cień trudny temat. Na pewno zyskają poklask części tytułów prasowych. Łatwiej też im będzie spojrzeć w lustro; przecież przez tyle lat tolerowali ten mocno chwiejący się kult. Dziś mogą odetchnąć. Ale czy na pewno?

Prałat Jankowski stracił honorowe obywatelstwo Gdańska

Kłopoty z wiarygodnością oskarżyciela prałata Jankowskiego

„Solidarność” sama rozbierze pomnik ks. Jankowskiego

Bo przecież – idę o zakład – nie wszyscy z tą decyzją się zgodzą. Z kręgów gdańskiej Solidarności już nieoficjalnie dochodzą głosy, że związek pomnika tak łatwo nie odpuści. Znajdą się i inni, bardziej radykalni, którzy (to już wróżby) sprzeciwią się fizycznie usuwaniu pomnika i wymianie tabliczek na skwerze. To ci, co szukają zadym, a zadymy w okresie przedwyborczym to niezły oręż polityczny.

Należy spodziewać się więc na skwerze Guzikiewicza, narodowców, Młodzieży Wszechpolskiej, ONR-u itp. Wszystkich, którzy swą „niepokorną” postawą będą chcieli zaistnieć w kampanii. Obawiam się, mówiąc już całkiem otwarcie, że Gdańsk zafundował sobie kolejną polską bitwę o pomnik. A jak bywają bolesne takie bitwy, jak głębokie zostawiają rany wiemy dokładnie od czasów Krakowskiego Przedmieścia.

Zarazem rozumiem radnych Gdańska, którym ciężko był podjąć inną decyzję. Presja była zbyt wielka. Czy ktoś można nas uratować przed takim scenariuszem? Nie mam wątpliwości, że tylko gdańska Kuria. Arcybiskup L.S. Głódź powinien w trybie pilnym powołać komisję, która ustali fakty w sprawie Jankowskiego. Jeśli tego nie zrobi, zachowa się nieodpowiedzialnie, zwłaszcza w świetle tego, o czym ostatnio dyskutowano w Watykanie. Wie, jak ważnym tematem dla papieża Franciszka jest pedofilia wśród kapłanów. Wie, że czasy tolerancji skończyły się ostatecznie. A jeśli gdański hierarcha nie zdecyduje się na powołanie komisji?

Jest jeszcze jedna ścieżka. Nuncjusz, który posiada mocne instrumenty wpływu na polskich biskupów. Ma nie tylko prawo, ale obowiązek ich uruchomienia. Apeluję jednak najpierw do arcybiskupa. Niech pomoże uniknąć tej groźnej konfrontacji. Niech podejmie odważną decyzję. Bez niej będzie miał ten potencjalny konflikt na sumieniu.

„Nie będziemy budować aliansu w Parlamencie Europejskim z partiami, które są za niszczeniem lub osłabianiem UE” – stwierdził Mateusz Morawiecki. Ale PiS układa się z eurosceptycznymi populistami z Włoch, Francji i Holandii, rozważa współpracę ze skrajną prawicą z Austrii i Hiszpanii i marzy o sojuszu z Viktorem Orbánem. To jak to jest, Panie Premierze?

W wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” 6 marca 2019 roku Mateusz Morawiecki mówił niemal o wszystkim, niewiele natomiast o planie Prawa i Sprawiedliwości na zbliżające się eurowybory. Premier zaprzeczał jedynie, jakoby PiS planowało nawiązać współpracę z partiami o profilu „antyeuropejskim i antyunijnym”.

Morawiecki albo nie wie, z kim układa się PiS, albo próbuje wprowadzić w błąd opinię publiczną.

Dzisiejszy eurosceptycyzm to głęboki brak zaufania do unijnych instytucji, brukselskich elit i wpisanej jeszcze w rzymskie traktaty idei budowania „coraz ściślejszej Unii”.

Wszystkie formacje, z którymi partia Kaczyńskiego prowadzi rozmowy o sojuszu mają w programie mniej lub bardziej wyraźne osłabienie centralnej roli Komisji Europejskiej i powrót do luźnego związku państw członkowskich. Do tego sprowadza się lansowana także przez PiS idea „Europy ojczyzn” lub „Europy narodów”.

Potwierdził to zresztą sam Morawiecki, zapytany o to, jaki będzie PE po wyborach:

„Spodziewam się osłabienia głównych, mainstreamowych partii i wzmocnienia centroprawicowych, konserwatywnych, które chcą tak jak my mocniejszej Europy ojczyzn” – odpowiedział.

Tymczasem nowi potencjalni sojusznicy PiS to nie niewinna centroprawica, a walczący o przejście do mainstreamu populiści lub wręcz prawica skrajna.

O jakie partie chodzi? Lista potencjalnych nowych partnerów PiS ciągle się wydłuża, a jej skład nie zachwyca:

  • włoska „Liga” Matteo Salviniego,
  • francuska „Powstań Francjo” (DLF),
  • holenderskie Forum na rzecz Demokracji (FvD),
  • hiszpański „Głos” (Vox),
  • Wolnościowa Partia Austrii (FPÖ),
  • a także, oczywiście, węgierski Fidesz.

Wszystkie łączą dwie kluczowe sprawy: chęć osłabienia Unii Europejskiej oraz budowanie kapitału politycznego na pogardzie dla elit, „tradycyjnych wartościach” i lęku przed obcymi. Oto w jakim gronie widzi dziś siebie PiS.

Przetasowania w PE

Nowi sojusznicy są im dziś niezbędni, bo wielkimi krokami zbliża się brexit, a wraz z nim partię Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (EKR) opuszczczą brytyjscy Torysi.

Jak na razie wydaje się, że PiS planuje po wyborach pozostać w EKR i formować ją według własnego pomysłu, skręcając przy tym ostro w prawo. Taktyka polega na przyciąganiu potencjalnych sprzymierzeńców w budowaniu „Europy ojczyzn”, nawet tych o podejrzanej reputacji.

PiS wspierają obecni partnerzy w EKR, m.in. Czesi z Obywatelskiej Partii Demokratycznej (ODS). Ale partia Kaczyńskiego szuka sojuszników także w innych frakcjach w Parlamencie Europejskim, zwłaszcza w „Europie Narodów i Wolności” (ENF).

ENF to dziś zbiorowisko partii „egzotycznych” – antyimigranckich, populistycznych i głęboko nieufnych wobec Europy. Są w niej m.in. posłowie włoskiej Ligi Matteo Salviniego, brytyjskiego UKIP Nigela Farage’a (partia powstała, by wyprowadzić Wielką Brytanię z UE), francuskiego Zjednoczenia Narodowego (RN) Marine Le Pen, Holendrzy z Partii Wolności (PVV) Geerta Wildersa oraz Wolnościowa Partia Austrii (FPÖ).

Dla nich przyłączenie się do EKR to szansa na zmianę wizerunku z niebezpiecznych radykałów na zatroskanych o losy UE konserwatystów.

PiS szuka też w Europie ugrupowań pokrewnych ideologicznie, które mają szanse po raz pierwszy trafić do PE, jak francuskie Powstań Francjo (DLF), holenderskie Forum na rzecz Demokracji (FVD) i hiszpański Głos (Vox). Nie ustaje też w wysiłkach, by przyciągnąć do siebie węgierski Fidesz, któremu coraz poważniej grozi wykluczenie z Europejskiej Partii Ludowej.

Prorosyjski Salvini

W OKO.press pisaliśmy, że na początku stycznia 2019 roku Polskę odwiedził wicepremier i minister spraw wewnętrznych Włoch Matteo Salvini. Spotkał się wówczas z Jarosławem Kaczyńskim, by rozmawiać o sojuszu w wyborach do PE.

Partia Salviniego – Liga – ma szanse znacznie powiększyć swoją reprezentację w Brukseli i Strasburgu. Większość sondaży wskazuje, że to właśnie partia Salviniego zwycięży w majowych wyborach. Jeżeli prognozy się potwierdzą, Liga wyśle do PE drugą największą reprezentację – aż 27 eurodeputowanych. Liczniejsi będą tylko niemieccy chadecy.

Obecnie sześcioro eurodeputowanych z Ligi zasiada w grupie „Europa Narodów i Wolności” (ENF). Europosłem był zresztą także sam Matteo Salvini.

Jakie poglądy reprezentuje Liga? Partia Salviniego jest dziś najczęściej określana jako „populistyczna skrajna prawica”. Jest partią prorosyjską, nacjonalistyczną i skrajnie antyimigrancką. To właśnie na podsycaniu lęku przed obcymi zbudowała swoją dzisiejszą popularność.

Relacje Ligi z UE? Burzliwe. Przed wyborami w 2018 roku Salvini nakręcił we Włoszech kampanię rewizji unijnych traktatów i wyprowadzenia Italii ze strefy euro. Zdanie zmienił, gdy wszedł do rządu i okazało się, że rezygnacja ze wspólnej waluty doprowadziłaby kraj do gospodarczej katastrofy. Musiał też ustąpić, gdy Bruksela nakazała Rzymowi rewizję budżetu tak, by dostosować się do unijnych limitów.

Z antybrukselskiej agendy Salviniego dziś pozostaje przede wszystkim obietnica „zmieniania UE od środka”, czyli budowania luźnej formacji „Europy narodów”.

Francuzi za przywróceniem granic

PiS dogadało się już za to z francuską „Powstań Francjo” (fr. Debout la France, DLF), której liderem jest Nicolas Dupont-Aignan. W grudniu 2018 roku Dupont-Aignan podpisał z EKR deklarację stowarzyszeniową, jednocześnie odrzucając zaproszenie Marine Le Pen do tworzenia wspólnej listy.

Tym samym najpewniej oddaliła się perspektywa współpracy między Le Pen a Kaczyńskim, na którą wyraźnie zanosiło się jeszcze w 2017 roku.

Dupont-Aignan, obecnie jedyny poseł DLF we francuskim parlamencie, dwa lata temu kandydował na prezydenta Francji. Otrzymał 4,7 proc. głosów. W drugiej turze poparł Le Pen, która zapowiedziała, że jeśli wygra wybory, Dupont-Aignan zostanie premierem w jej rządzie.

Choć DLF dopiero po raz pierwszy ma szanse wysłać do Parlamentu Europejskiego swoich przedstawicieli, dwóch jej posłów zasiada już w PE. To byli eurodeputowani od Le Pen, którzy postanowili przejść do DLF. Najnowsze sondaże dają partii Dupont-Aignana ok. 6 proc. głosów i 6 mandatów w PE.

Samych siebie członkowie DLF lubią plasować gdzieś pomiędzy „ekstremistami” pokroju Marine Le Pen a „systemem”, czyli centroprawicą. Z Le Pen nadal mają jednak wiele wspólnego. Podobnie jak RN, DLF jest partią konserwatywną i eurosceptyczną. Chce wyprowadzić Francję ze strefy euro, osłabić rolę Komisji Europejskiej w UE, przywrócić kontrole graniczne i ograniczyć migrację. Jest również prorosyjska.

Forum na rzecz Demokracji

PiS dogadało się także z partnerami w Holandii. W lutym 2019 wolę przystąpienia do EKR po majowych wyborach 36-letni Thierry Baudet, szef holenderskiego Forum na rzecz Demokracji (FvD).

To partia dość młoda, podobnie jak jej przewodniczący. Powstała w 2015 jako think tank. W 2016 zyskała rozgłos, gdy włączyła się w kampanię na rzecz referendum w sprawie umowy stowarzyszeniowej między UE a Ukrainą. Niedługo później, bo w 2017 roku, wysłała do holenderskiego parlamentu dwóch posłów.

W sondażach FvD jest obecnie na czwartym miejscu – może liczyć na ok. 11 proc. głosów i 3 miejsca w PE.

Formacja Thierry’ego Baudeta ma wiele wspólnego z Partią Wolności (PVV) Geerta Wildersa, który dziś blisko współpracuje z Marine Le Pen. Podobnie jak Wilders, Baudet chce ograniczenia imigracji i osłabienia roli UE. Swoją kampanię opiera przede wszystkim na niechęci do elit – także tych w Brukseli.

Zbliżenie EKR i FvD nie spodobało się holenderskiej Unii Chrześcijańskiej (CU), której jeden eurodeputowany zasiada dziś w EKR. Zdaniem CU Baudet nakręca w Holandii kampanię Nexitu, co jest sprzeczne z celami EKR, która miała „zmieniać Unię Europejską od środka”. CU może jednak liczyć na znacznie mniej głosów w nadchodzących wyborach. PiS bardziej opłaci się sojusz z silniejszym FvD.

Legutko: a może FPÖ?

Z kim jeszcze swoją przyszłość potencjalnie wiąże Prawo i Sprawiedliwość?

Europoseł PiS Ryszard Legutko wspominał o toczących się rozmowach z hiszpańskimi radykałami z Głosu (Vox). Popularność Vox w Hiszpanii rośnie od momentu, gdy w grudniu 2018 roku zdobyła 12 miejsc w andaluzyjskim parlamencie regionalnym. Sondaże wskazują, że może liczyć na ok. 12 proc. głosów i 7-8 miejsc w nowym PE.

Vox powstała w 2013 roku. Jest określana jako populistyczna skrajna prawica – chrześcijańska i nacjonalistyczna. Jej politycy sprzeciwiają się autonomii hiszpańskich regionów, lansują społeczny konserwatyzm i, oczywiście, „większą niezależność państw członkowskich w ramach UE”.

Legutko stwierdził również, że osobiście „wziąłby na poważnie pod uwagę zaproszenie Wolnościowej Partii Austrii (FPÖ) do EKR”.

FPÖ to partia o długiej i niezbyt chlubnej historii. Powstała jeszcze w latach 50. XX wieku. Zawsze określana była mianem skrajnej prawicy, a jej pierwszym liderem był nazista Anton Reinthaller, były oficer SS. Od tego czasu porzuciła pangermańskie idee i zwróciła się w stronę prawicowego populizmu.

Dziś reprezentuje podobny zestaw poglądów co większość potencjalnych sojuszników PiS. Jest eurosceptyczna, antyimigrancka i prorosyjska. Ostatnie sondaże dają FPÖ 23 proc. głosów i 5 miejsc w PE.

Jak na razie nie wiadomo nic na temat planowanych rozmów między FPÖ a EKR. Obecnie Austriacy zasiadają w EFD razem Francuzami od Marine Le Pen i Holendrami od Geerta Wildersa.

Fidesz Orbana? Wspaniała nowina

Nie ulega wątpliwości, że PiS nadal liczy na sformalizowanie związku z węgierskim Fideszem poprzez przyciągnięcie go do EKR.

Do tej pory szanse na to, że Viktor Orbán opuści Europejską Partię Ludową, były niewielkie. Pozostali członkowie EPL nabierali wody w usta, gdy pytano ich, kiedy wreszcie pozbędą się Węgrów. Milczeli także wówczas, gdy Orbán zdecydował wyrzucić z Budapesztu Uniwersytet Środkowoeuropejski.

Ostatnio jednak Fidesz zaostrzył antyunijny kurs. W najnowszej kampanii węgierskiego rządu na plakatach pokazano szefa Komisji Europejskiej Jeana-Claude’a Junckera i amerykańskiego miliardera George’a Sorosa. Podpis głosi, że chcą oni „wprowadzić obowiązkowe kwoty relokacyjne”, „osłabić prawa państw członkowskich do ochrony granic” i  „ułatwić imigrację poprzez wizę migracyjną”.

Kilkanaście partii – członków EPL, oburzonych tą kampanią, wystąpiło do przewodniczącego z wnioskiem o wykluczenie Fideszu z członkostwa w formacji. Poparcie wniosku rozważają posłowie PO i PSL. Większość komentatorów jest jednak zdania, że EPL nie wyrzuci Fideszu przed majowymi wyborami. Decyzja ma zapaść na zlocie EPL 20 marca.

O tym, żeby Orbán już wkrótce był „do wzięcia” marzą natomiast politycy PiS.

„Orbán potrzebował EPL jako tarczy. To dlatego Fidesz tak długo był członkiem tej partii” – mówił Ryszard Legutko w rozmowie z Politico. Dodał, że gdyby Fidesz zechciał dołączyć do EKR, dla polskiego rządu byłaby to „wspaniała nowina”.

Reklamy

Ks. Jankowski smaży się na patelni Belzebuba. I to jest jego pomnik w zaświatach

5 Mar

„Aleksandra Dulkiewicz chce zlikwidować pomnik ks. Jankowskiego? Jako praktykujący katolik biję brawo. Pewni duchowni nie mogą stać na cokołach czy być przenoszeni z parafii do parafii. Ich miejsce jest w…….. (proszę dopisać sobie)” – napisał na Twitterze Zbigniew Boniek. Prezes PZPN rzadko zabiera głos w sprawach nie związanych z dziedziną, którą się zajmuje na co dzień.

Nowa prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz w rozmowie z RMF FM stwierdziła, że jej zdaniem „miejsce pomnika księdza prałata Henryka Jankowskiego jest na terenie prywatnym, a nie w przestrzeni publicznej”. Na sesji Rady Miasta Gdańska w najbliższy czwartek radni będą głosować nad trzema uchwałami: w sprawie odebrania ks. Jankowskiemu tytułu honorowego obywatela miasta, zmiany nazwy skweru, na którym stoi pomnik duchownego i rozbiórki pomnika.

Pod wpisem Bońka pojawiło się wiele komentarzy. – „Zgadza się… nawet jak są wątpliwości, to dla dobra Kościoła takie pomniki powinny być usuwane”;

„Coś mało piłkarskiego… aczkolwiek przy odrobinie fantazji można powiązać z piłką. Gdańsk. Lechia. Juventus. Boniek. Ale zupełnie poważnie…. nie da się z tym zdaniem nie zgodzić”.

Tak jak nie udało się ukryć tej tablicy, tak nie uda się ukryć funkcjonariuszom PiS-u prawdy o układzie Kaczyńskiego, niezależnie czy będą z CBA, ABW, czy będzie to marszałek Sejmu – mówił na konferencji prasowej Marcin Kierwiński. Posłowie PO zdecydowali się postawić przed wejściem do klubu PO-KO nową tablicę, po tym jak w poniedziałek straż marszałkowska zdeponowała starą. – Zrobimy wszystko, aby każdego dnia pokazywać układ władzy, który rodził się na naszych oczach – zapewnia poseł Cezary Tomczyk. Dlatego za każdym razem jak tablica będzie znikać, będzie się pojawiać kolejna.

Tablica powróciła

– Przedstawiamy kolejny raz „Układ Kaczyńskiego”, czyli układ władzy, który pokazuje sieć powiązań pomiędzy politykami PiS i spółką Srebrna – mówił na konferencji prasowej poseł Cezary Tomczyk, prezentując nową, ale taką samą tablicę z „Układem Kaczyńskiego”.

Przypomnijmy, stojąca tam wcześniej od 19 lutego tablica zniknęła w poniedziałek po interwencji straży marszałkowskiej. Pozostaje w depozycie. Posłowie PO nie mogą jej nawet odebrać. – Doszło do kuriozalnej sytuacji, w której tablica będzie mogła być wydana wtedy, kiedy PiS wyrazi zgodę, a że nie wyrazi zgody, to nie może być wydana – tłumaczy poseł Marcin Kierwiński.

– Nie może być tak, że prawda znajdzie się pod schodami lub zostanie aresztowana, bo władzy wydaje się, że można coś ukryć. Nie ma takiej możliwości, aby ukryć układ Kaczyńskiego. Cała Polska słyszała nagrania opublikowane przez „Gazetę Wyborczą” i wie, że Jarosław Kaczyński negocjował z austriackim biznesmenem budowę wież w centrum Warszawy – dodaje Tomczyk.

Posłowie PO tłumaczą, że tablica nie jest wystawą, jak twierdzi marszałek Sejmu Marek Kuchciński, ale informacją i materiałem poglądowym.

„Nie uda się ukryć prawdy”

– Zrobimy wszystko, aby każdego dnia pokazywać państwu układ władzy, który rodził się na naszych oczach. Przez lata Jarosław Kaczyński mówił o układzie, a paradoks polega na tym, że żadnego układu nie znalazł, za to jeden stworzył – układ władzy w oparciu o najważniejszych polityków PiS-u, spółkę Srebrna, biznesmenów i niejasne rozmowy. Chcemy ten układ pokazać – przekonuje poseł Tomczyk.

Posłowie zapowiadają, że za każdym razem jak tablica będzie znikać, będą wystawiać nową.

– Tak jak nie udało się ukryć tej tablicy, tak nie uda się ukryć funkcjonariuszom PiS-u prawdy o układzie Kaczyńskiego, niezależnie czy będą z CBA, ABW, czy będzie to Marszałek Sejmu. Prawda o tym układzie i o tym, co robił na zapleczu rządu, musi być i będzie wyświetlona. Niezależnie od tego jak wiele razy marszałek Kuchciński i inne służby państwowe będą starały się pokazać Polakom, że sprawy nie ma, my będziemy takie akcje organizować – mówi Marcin Kierwiński.

Poseł PO Krzysztof Brejza zwraca się także do Jarosława Kaczyńskiego: – Panie prezesie, będzie pan musiał spojrzeć na siebie samego jak w lustro. Jest pan w centrum tej tablicy.

– To tablica „półkownik”. Za komuny były filmy chowane na półkach, których opinia publiczna nie mogła oglądać. Teraz mieliśmy do czynienia z próbą ukrycia tablicy o srebrnym układzie ludzi PiS. Są na niej ludzie służb poprzedniego systemu, ludzie służb obecnego systemu, współpracownicy Srebrnej, sekretarki i kierowcy prezesa, ludzie którzy w jego imieniu zarządzają wielkim imperium finansowym – dodaje Brejza.

Rząd szykuje nam kolejny spór z Unią Europejską – tym razem o KRS

Trybunał Konstytucyjny „przypadkowo” wyznaczył termin rozprawy w sprawie konstytucyjności powołania neoKRS na kilka dni przed spodziewanym wyrokiem TSUE, który także może dotyczyć tej kwestii. Dlaczego?

Sprawa wydaje się jasna. Jeśli TK stwierdzi, że powołanie neoKRS było prawidłowe, a TSUE powie, że nie, polski rząd zyska argument, żeby z wyrokiem TSUE się nie zgodzić. W efekcie będziemy mieć kolejny konflikt z Unią Europejską. Oczywiście będzie on okraszony sosem suwerenności, wstawania z kolan i dumy narodowej. W rzeczywistości będzie oznaczał, że dla obrony kilkunastu stołków obsadzonych w KRS decyzją polityczną po raz kolejny nasz rząd jest gotów poświęcić dobre relacje Polski z Unią Europejską.

Przypomnijmy, że większość polskich sędziów nie uważa neoKRS za podmiot ich reprezentujący i realizujący swój konstytucyjny cel, jakim jest ochrona niezależności sądów i niezawisłości sędziów. Z całą pewnością więc ochrona składu osobowego neoKRS nie jest podyktowana zapewnieniu temu organowi możliwości pełnienia jego funkcji. Chodzi o zachowanie politycznej kontroli nad powoływaniem sędziów. Dla tego politycznego celu próbuje się wykorzystać Trybunał Konstytucyjny jako taran do uderzenia w Trybunał Sprawiedliwości UE i rozpętać kolejny spór, dzięki któremu będzie można pokazać polskiemu społeczeństwu, jaka ta Unia okropna.

Apeluję z całego serca do sędziów TK, żeby nie dali się wykorzystywać politykom jak marionetki. Prawdziwych sędziów stać na wyrok zgodny i z Konstytucją, i z wartościami unijnymi – pomiędzy nimi nie ma przecież sprzeczności. Stać ich na wyrok zgodny nie z doraźnym interesem grupy polityków, ale z polskim interesem narodowym, który może realizowany jedynie w ramach współpracy z Unią Europejską. Bardzo chciałbym, żeby ten wyrok był dowodem na to, że Trybunałem Konstytucyjnym nie powinno się pomiatać, składając doń absurdalne wnioski (takim wnioskiem jest kwestionowanie konstytucyjności po to, żeby ją potwierdzić) i wykorzystując go jako polityczne narzędzie w walce o wąski partyjny interes.

Pedofil ks. Jankowski miał trzy twarze

3 Mar

– Wiem, że Jankowski był pedofilem, ponieważ doświadczyłem tego na własnej skórze – mówi Michał Wojciechowicz, najmłodszy uczestnik strajku w stoczni gdańskiej w Sierpniu ’80. Był rok 1982. Miał wtedy 17 lat i działał w Ruchu Młodej Polski. Właśnie wrócił z widzenia z matką internowaną po wprowadzeniu stanu wojennego i poszedł na plebanię do księdza Jankowskiego, gdzie spotykali się działacze opozycji.

„Wyciągnął ramiona i zaczął mnie przytulać. Myślałem, że to jest ojcowski uścisk, ale po kilkunastu sekundach stwierdziłem, że ten człowiek zaczyna mnie macać, poczułem na sobie jego wzwód, zaczął wykonywać ruchy frykcyjne. Pytał, co u mamy, ale był w seksualnym amoku, starał się pocałować mnie w usta. Jednak weszła gosposia i wtedy mnie puścił” – pisał na Facebooku, poruszony atakami na Barbarę Borowiecką, która opowiedziała w „Dużym Formacie”, jak była wykorzystywana przez Jankowskiego. Miała wtedy 12 lat.

Dwa miesiące po wizycie na plebanii Wojciechowicz trafił do więzienia. – Przeżyłem tam znacznie większy koszmar, dlatego te dwie minuty u Jankowskiego nie były traumą mojego życia. Ale mam pełne prawo mówić, że on był efebofilem (osoba ze skłonnością do młodych dojrzewających chłopców – red.) i drapieżcą seksualnym.

Od grudnia, gdy ukazał się reportaż w „Dużym Formacie”, w Gdańsku wrze. Pod pomnikiem Jankowskiego przez kilka tygodni demonstrowali mieszkańcy domagający się usunięcia monumentu i odebrania dawnemu kapelanowi „Solidarności” tytułu honorowego obywatela Gdańska.

Oliwy do ognia dolał Bogdan Borusewicz, który oskarżył Jankowskiego o współpracę z SB. Marszałek Senatu przypomniał, jak w 1984 roku ukrywał się i udało mu się załatwić dzięki swojej znajomej, mieszkanie konspiracyjne dla niego i jego rodziny. Adres został szybko spalony.

Kapłani modlą się za prałata Jankowskiego. „Przeciw plotkom i oszczerstwom”

– Dziewczyna poprosiła o pomoc księdza Jankowskiego, a zaraz potem zaczęła ją śledzić SB – opowiada mi Borusewicz. Wiele lat później spotkał się z dziennikarzem, który rozmawiał z majorem Ryszardem Bedrysem, zajmującym się w gdańskiej SB rozpracowywaniem Kościoła, i on mu powiedział, że kazanie w stoczni podczas strajku w 1980 roku on sam napisał Jankowskiemu.

Borusewicz opowiada, że w kazaniu nie było żadnych nawiązań do sytuacji w stoczni tylko wezwanie do poszanowania pracy, czyli de facto przerwania strajku, na czym zależało władzy. Grzegorz Majchrzak, historyk IPN, twierdzi w książce „Kontakt operacyjny „Delegat” vel „Libella”, że „Delegat” i „Libella” to pseudonimy Jankowskiego, który został zarejestrowany przez SB jako kontakt operacyjny.

Dokładnie rok temu wprowadzony został zakaz handlu w niedzielę. – Po roku możemy jasko powiedzieć, że ten eksperyment, który PiS przeprowadził na Polakach, polskich pracodawcach i pracownikach, po prostu się nie udał – mówił na konferencji prasowej Arkadiusz Myrcha z PO. Posłowie tej partii apelują, aby wyciągnąć z sejmowej zamrażarki projekt zmian w Kodeksie pracy złożony w listopadzie 2017 roku. Zakłada, że każdemu pracownikowi pracującemu w niedzielę miałyby przysługiwać co najmniej dwie niedziele wolne w okresie 4 tygodni.

Najbardziej zyskały stacje benzynowe

– Dokładnie rok temu rząd PiS uznał, że wie lepiej, co w niedzielę chcą robić Polacy, co gorsza, wie lepiej, czego nie chcą robić i wprowadził zakaz handlu w niedziele. Zapowiedzi były takie, że ta zmiana miała korzystnie wpłynąć na pozycję pracowników i małych sklepikarzy. Po roku możemy jasko powiedzieć, że ten eksperyment, który PiS przeprowadził na Polakach, polskich pracodawcach i pracownikach, po prostu się nie udał. To nie jest tylko nasze twierdzenie, wystarczy wsłuchać się w opinię Polaków, którzy zakaz odbierają bardzo krytycznie – mówi Arkadiusz Myrcha.

Poseł Platformy powołuje się na dwie ekspertyzy sporządzone przez Biuro Analiz Sejmowych, z których wynika, że na zakazie handlu najbardziej straciły małe sklepy, a największy wzrost sprzedaży odnotowały stacje benzynowe, których głównym beneficjentem jest PKN Orlen.

– Jeżeli tracą polscy przedsiębiorcy i handlarze, a zyskuje największy koncern paliwowy, to coś jest nie tak. Nie bez przyczyny w ubiegłym roku PKN Orlen podjął zmiany statutowe, które umożliwiały handel elektroniką czy odzieżą, aby stać się pełnowymiarowymi sklepami – dodaje poseł Myrcha.

Dyskryminacja pracowników

Politycy opozycji zwracają też uwagę to, że konsekwencją wprowadzenia zakazu handlu w niedzielę jest dyskryminacja pracowników.

– Efekt jest taki, że pracownicy stali się dyskryminowani i skłóceni. Jaka jest różnica między pracownikiem, który jest zatrudniony w sieci handlowej i w niedzielę nie pracuje, a pracownikiem stacji Orlen, który przychodzi do pracy 7 dni w tygodniu? To są dyskryminujące przepisy, które pokazały, że PiS nie chciał ułatwić życia pracownikom, tylko chciał zakaz handlu przekierować w inną stronę, czyli na stacje benzynowe – przekonuje Arkadiusz Myrcha.

Podczas konferencji prasowej posłowie Platformy zaprezentowali badania, z których jasno wynika, że większość Polaków nie zgadza się na dalsze zaostrzenie przepisów.

W ubiegłym roku w każdym miesiącu (z wyjątkiem grudnia) obowiązywały dwie niedziele handlowe. W 2019 roku obowiązuje już tylko jedna niedziela handlowa w miesiącu. Natomiast od 1 stycznia 2020 roku zakaz handlu ma dotyczyć wszystkich niedziel z wyjątkiem 7 w roku. Rząd PiS nie planuje złagodzenia tych przepisów. Wszelkie wątpliwości w minionym tygodniu rozwiała minister pracy Elżbieta Rafalska.

„Trzeba zacząć od pracowników”

W listopadzie 2017 roku PO złożyła projekt zmian w kodeksie pracy. Każdemu pracownikowi pracującemu w niedzielę miałyby przysługiwać co najmniej dwie niedziele wolne w okresie 4 tygodni. Takie zmiany, według polityków opozycji, ma zmniejszyć dyskryminację pracowników i zagwarantować wszystkim takie same prawa.

– Mimo tego, że zostało wprowadzone ograniczenia handlu w niedziele, połowa pracowników, która pracowała wcześniej, nadal pracuje, bo ustawa zawiera 32 wyłączenia co do placówek, które mogą prowadzić handel. Są pracownicy, którzy pracują po 3 niedziele w miesiącu, i tacy, którzy w ogóle nie mogą pracować, bo ich placówki są otwarte tylko raz w miesiącu – mówi poseł PO Michał Szczerba.

Ponawia zatem apel, aby marszałek Sejmu Marek Kuchciński podjął prace nad projektem złożonym przez klub PO.

— REDYSTRYBUCJA GŁÓWNYM CZYNNIKIEM NAPĘDZAJĄCYM DYNAMIKĘ POLITYCZNĄ – LUDWIK DORN  w magazynie TVN24: “Nawet część dziennikarzy nienależących do koncernu propagandowej obsługi Prawa i Sprawiedliwości uznawała, że PiS „przykrył” swoje liczne kłopoty (afera KNF, taśmy Kaczyńskiego itp.) i „się wykrakał”, bo niewidziane dotąd w historii III RP zwały kiełbasy wyborczej przywaliły wszystko. Marketing polityczny jest ważny, ale nie należy go mylić z polityką, a „piątka” Kaczyńskiego, reakcje na nią, to, co ją poprzedziło i to, czego można się spodziewać w przyszłości, wiele o polskiej polityce mówią. Przede wszystkim to, że jednym z głównych czynników napędzających dynamikę polityczną staje się redystrybucja dochodu narodowego, oderwana od jakiejkolwiek koncepcji polityki społecznej i podporządkowana wyłącznie względom wyborczym”.

— JEDYNYM KRYTERIUM ROZDZIAŁU KIEŁBASY JEST GŁOSODAJNOŚĆ – DORN O LOGICE PRZEDWYBORCZEJ: “W ramach logiki przedwyborczej jedynym kryterium rozdziału kiełbasy jest przewidywana głosodajność. Z jednej strony mamy, zwłaszcza w budżetówce, potężne sektory usług, które bez wzrostu płac będą popadać w coraz cięższy kryzys (nauczyciele, biały personel w ochronie zdrowia, pracownicy administracyjni w sądach), z drugiej grupy rzeczywiście i trwale upośledzone – np. rodziny z dziećmi niepełnosprawnymi i dorosłych niepełnosprawnych. Ich głosodajność jest jednak albo znikoma, albo wyraźnie mniejsza niż grup, którym PiS zaoferował konsumpcję wędliny. Owszem, nauczyciele to liczna grupa – obecnie około 490 tys. osób, ale z racji perturbacji we wprowadzaniu reformy oświaty mało entuzjastycznie nastawiona do PiS, więc uzysk głosów z podwyżek byłby niewielki. A przede wszystkim kudy im tam do emerytów – 8,2 mln głosów”.

— POZA ROZDAWNICTWEM, OBÓZ WŁADZY NIE MA NIC DO ZAPROPONOWANIA – DALEJ DORN: “Liczne pęta rozdawanej wedle kryterium głosodajności kiełbasy wyborczej odsłaniają istotną prawdę o rządach PiS. Poza nimi obóz władzy nie ma nic do zaoferowania. Strategia Odpowiedzialnego Rozwoju premiera Morawieckiego była w początkach sympatyczną gawędą, a bieg wydarzeń zmienił ją w bełkotliwe i nużące ględzenie, którego symbolem jest rdzewiejąca stępka promu Polskiej Żeglugi Bałtyckiej, którą w 2017 roku wbił uroczyście w ziemię sam premier, ogłaszając dynamiczny proces odbudowy polskiego przemysłu stoczniowego i reindustrializacji Polski. Podobnie martwym bykiem leży elektromobilność, wzrost stopy inwestycji oraz polski przemysł obronny, który w związku z modernizacją techniczną sił zbrojnych miał stać się jednym z kół zamachowych innowacyjnej gospodarki; to, co nowoczesne (Patrioty, HIMARS), kupujemy od Amerykanów bez offsetu i transferu technologii”.

— NIE CZEKA NAS GRECKA KATASTROFA ALE STAGNACJA I MARNOWANIE CZASU – DALEJ DORN: “Nie czeka nas katastrofa w rodzaju kryzysu greckiego, ale kilka lat rozwojowej stagnacji i marnowania czasu. Do poważnej rozmowy o rozwoju Polski będzie można wrócić, gdy wyborcy na własnej skórze przekonają się, że kiełbasą ich tylko mamiono, a naprawdę dostali po szklance bimbru – miło się wychyla, ożywiony człowiek jest, ale kac po tym trwa długo i jest bolesny”.
tvn24.pl

>>>

Pedofilia, zawodowe skrzywienie kleru

24 Lu

W przekazanym papieżowi raporcie fundacji Nie Lękajcie Się, ujawniającej skandale pedofilskie, znalazło się 20 nazwisk polskich biskupów, którzy chronią księży oskarżonych o nadużycia seksualne – informuje „Wyborcza”.

Dziennik podkreśla, że wśród nich figuruje nazwisko abp Marka Jędraszewskiego, który jest najwyższym rangą polskim duchownym, biorącym udział w trwającej w Watykanie konferencji o pedofilii.

Na przedstawiony papieżowi dokument odpowiedziała krakowska kuria. W informacji, która pojawiła się na stronie archidiecezji, czytamy: „W Raporcie (…) zostały przekazane nieprawdziwe i zmanipulowane informacje. (…) Abp Marek Jędraszewski jako wiceprzewodniczący Konferencji Episkopatu Polski jest w pełni zaangażowany w tworzenie mechanizmów prewencji i obrony ofiar wykorzystywania seksualnego przez niektórych kapłanów w polskim Kościele”.

Sam hierarcha nie zabrał głosu w tej sprawie. W wywiadzie udzielonym KAI stwierdził natomiast: „Nie wyobrażam sobie biskupa, który by nie był na te problemy otwarty i nie starał się ich zrozumieć”.

Tymczasem – jak przypomina gazeta – metropolita krakowski pojawia się w kontekście sprawy abp. Juliusza Paetza, oskarżonego w 2002 r. o molestowanie kleryków i księży. „Jednym z najbardziej aktywnych obrońców arcybiskupa Paetza był arcybiskup Marek Jędraszewski, obecnie metropolita krakowski, który uparcie ignorował delegacje kleryków, którzy przychodzili do niego z prośbami o pomoc. Organizował też akcję podpisywania listów poparcia dla Paetza” – czytamy w raporcie.

Nie jedyny to jednak „feler” Jędraszewskiego. Dziennik przypomina, że hierarcha nie od dziś znany jest ze stosowania w wypowiedziach publicznych języka nienawiści: „Ludzi starających się o respektowanie w Polsce zapisów konwencji o zapobieganiu przemocy wobec kobiet i przemocy w rodzinie nazwał publicznie „lewacką zarazą” i porównywał ich do stalinowców. Atakował też niepłodne pary starające się o dziecko metodą in vitro.”

Na spotkanie z papieżem Franciszkiem osobiście przybyli przedstawiciele fundacji Nie Lękajcie Się. To oni: Marek Lisiński (w dzieciństwie wykorzystany seksualnie przez duchownego) wraz z Joanną Scheuring-Wielgus przekazali papieżowi raport z nazwiskami polskich hierarchów, którzy chronili księży oskarżanych o pedofilię.

Podczas gdy w Watykanie papież Franciszek ostro potępia pedofilię w Kościele, na niedzielnej mszy w Gdańsku została odprawiona msza w intencji ks. Henryka Jankowskiego.

Tłum wiernych w Kościele św. Brygidy modlił się o „zwycięstwo prawdy” i mógł wysłuchać osobliwego kazania proboszcza Ludwika Kowalskiego, który świadectwa pedofilii ks. Jankowskiego nazwał „pomówieniami pieniaczy”, a jego samego porównał do Jezusa.

Chrześcijanin zapomina o tym, że ma być znakiem sprzeciwu. Czynimy wiele, by przypodobać się ludziom. Ludziom, którzy popełniają błędy. Brakuje nam wierności Jezusowi. Ceną, którą płacimy, jest zdrada. Nie wolno nam ulec nienawiści. Jezus był otoczony przez wrogów, a jednak nigdy nie odpowiedział złem na zło. Odrzucił logikę odwetu i zemsty. Jego uczeń nie może się narazić nienawiścią. Jezus ze spokojem przyjmował oskarżenia, że działał z mocy diabła. Nieprzyjaciel posługuje się kpiną, plotką. Nie możemy chorować na chorobę nienawiści, na którą niektórzy zachorowali. Módlmy się w intencji kochanego nam prałata ks. Henryka Jankowskiego, kapelana Solidarności, który wyniósł świątynię z gruzów.” – grzmiał z ambony proboszcz Kowalski, oskarżając media o złe przedstawianie sprawy ks. Jankowskiego.

Na ogół zajmują się pieniaczami i krzykaczami, którzy nie znali ks. Jankowskiego.” Wśród wiernych w gdańskim kościele byli także przedstawiciele świata polityki: Piotr Duda, przewodniczący Solidarności, Karol Guzikiewicz, działacz związkowy i radny PiS w pomorskim sejmiku oraz Kazimierz Koralewski, radny PiS.

Po mszy wszyscy obrońcy oskarżonego o molestowanie i wykorzystywanie nieletnich, a także o współpracę z SB ks. Jankowskiego, złożyli kwiaty pod na nowo postawionym nielegalnie pomnikiem duchownego. Tam głos zabrała między innymi związana z Radiem Maryja Gertruda Szumska, przyjaciółka prałata, a jeden z przemawiających mężczyzn stwierdził, że ten kto uważa za winnego ks. Jankowskiego nie powinien „stanąć z Polakami”. Na zakończenie tego manifestu poparcia dla duchownego odśpiewano Mazurka Dąbrowskiego.

Konwój Wstydu ruszył na ulice Polski, aby poinformować, jak prezes PiS i jego szemrane towarzystwo chcą niszczyć nasz kraj

23 Lu

„PiS na zakupach. Kupuje Polaków za ich pieniądze. Znów się uda? – tak na Twitterze skomentował obietnice PiS Piotr Skwirowski z „Rzeczpospolitej”. Podczas konwencji partii Jarosław Kaczyński sypał obietnicami wyborczymi bez opamiętania. Zapowiedział wypłacanie 500 plus od pierwszego dziecka od 1 lipca tego roku, „trzynastkę” dla każdego emeryta w wysokości 1100 złotych już w maju, czyli tuż pod wyborami do PE, brak podatku PIT dla Polaków w wieku 26 lat i młodszych. Prezes PiS obiecał też wskrzeszenie PKS-ów – ma być więcej połączeń autobusowych we wszystkich miastach Polski, a także we wsiach.

Obietnice Kaczyńskiego komentowali dziennikarze. – „PiS składając kolejne obietnice sądzi najwyraźniej, że Polacy zapomną o tym, jak w praktyce wyglądają rządy PiS-u od 3 lat. Obietnica 500+ na każde dziecko była ogłoszona przez PiS w wyborach w 2015 roku” – Przemysław Henzel z onet.pl. – „Cenię w sumie szczerość Kaczyńskiego. Całe jego wystąpienie można podsumować tak – „uważam Was Polacy za kompletnych idiotów, którzy za własne pieniądze lub na kredyt zrobią wszystko co chcę, dając mi absolutnie całą władzę”Polacy niedługo Kaczyńskiemu odpowiedzą” – Tomasz Lis z „Newsweeka”.

„Będzie tak, jak musi być: jedną ręką się zabierze, żeby drugą rozdawać. A ja przez moment myślałem, że już więcej rozdawać się nie da” – Łukasz Warzecha z „Do Rzeczy”. – „500 plus to 18 mld zł, trzynastka dla emerytów 8 mld zł. To już 26 mld. Do tego PKSy i PIT. 40 mld to najskromniejszy szacunek. Myślę, że bliżej 50 mld zł. Tymczasem brakuje informacji, z czego te wydatki mają być pokryte” – Patryk Słowik z „DGP”.

Podobnie komentowali inni internauci. – „Strach wymusił na deweloperze wypłatę kiełbasy wyborczej”; – „Super, doskonale. Polska rośnie w siłę, a Polacy się bogacą, a potem był 1976”; – „Już obniżenie wieku emerytalnego skończy się katastrofą, a do tego jeszcze to. Brak odpowiedzialności za państwo. Liczy się tylko polityczne trwanie” – pisali na Twitterze.

Dawniej Solidarność broniła robotników.. 😱

Mocne. A dla wielu to ledwie początek przecierania oczu.

„Dzisiejszą konwencją PiS chce ochronić Prezesa przed wymiarem sprawiedliwości. Będą kolejne puste deklaracje i bajki. A dzisiaj Polacy oczekują prawdy. Prawdy o kopercie. Prawdy o deweloperze Kaczyńskim” – napisał na Twitterze poseł PO Arkadiusz Myrcha.

Sprzed siedziby PiS przy ul. Nowogrodzkiej wyruszył kolejny Konwój Wstydu. Na mobilnych banerach znajduje się zdjęcie Jarosława Kaczyńskiego i napisy: „Rozliczymy aferę Srebrnej. Opowiedz Polakom o tej kopercie”.

„W imieniu milionów Polaków apelujemy do prezesa PiS, żeby powiedział prawdę o tej tajemniczej kopercie i wyjaśnił, dlaczego zamiast zajmować się sprawami Polski, zajmował się inwestycjami w dwie wieże. Okazało się, że osoby rządzące państwem są tak naprawdę grupą inwestorską i okazało się, że prezes Jarosław Kaczyński jest tak naprawdę deweloperem, który idzie na dno” – mówił poseł Myrcha przed wyruszeniem konwoju. Auta będą jeździć po stolicy, pojawią się też przed warszawską Halą Expo, gdzie odbywa się konwencja PiS.

„Takie auto powinno jeździć w każdym miasteczku powiatowym aż do wyborów! Zresztą, tematów jest aż nadto”; – „Bardzo dobra inicjatywa. Jeszcze cytat Kaczyńskiego by się przydał: „ja wiem, że to dla nas, dla Srebrnej”; – „Albo – do polityki nie idzie się dla pieniędzy” – komentowali internauci.

Podrzucenie UE tych „orlic i sokołów” z PiS odbije się ostrą czkawką nie tylko nam, Polakom, ale całej Europie

Do wyborów europarlamentarnych jest jeszcze trochę czasu, ale już PiS pokazuje nam listę swoich kandydatów. Nie ma co, ostro przyspieszyli, ale czy mieli inne wyjście? W końcu trzeba było czymś przykryć afery ostatnich tygodni. Trzeba było podsunąć nowy „gorący” temat, zająć obywatelom głowy i wbrew faktom, odsunąć ich myśli od tego, co dla partii niewygodne i skierować je na zupełnie nowe tory.

Tak więc już wiemy, kto zamierza wskoczyć do Europarlamentu, mimo że wcześniej wielokrotnie wypowiadał się o UE w najgorszych słowach. Nie ukrywam pewnego zaskoczenia, widząc nazwiska takie jak Szydło, Bielan, Waszczykowski, Kempa, Tarczyński, Brudziński, Kempa, Sellin, Jaki, Mazurek czy Zalewska. Toż to największe gwiazdy PiS-u. Filary pisowskiej polityki. Lud ich wielbi i co? Teraz nagle ma ich stracić? Oddać Brukseli? Skąd ten pomysł? Odpowiedzi na to pytanie jest kilka…

Wariant pierwszy zakłada, że prezes wie coś, czego nie wie zwykły, szary obywatel. Może zostały przeprowadzone w wielkiej tajemnicy badania i okazało się, iż PiS ryje już nosem po ziemi? Szanse na powtórzenie sukcesu z poprzednich wyborów parlamentarnych wydają się całkowicie nierealne, trzeba więc zabezpieczyć „swoich”, by dobra kasa im leciała, by nikt się do nich nie przyczepił, by kolejna władza nie miała szans na ostracyzm wobec nich. Partia umości więc im wygodne gniazdka w Brukseli i niech tam sobie nieboraki przeczekają zły czas, bo wiadomo że wcześniej czy później Polska znowu wróci do swego właściciela (czyli prezesa). Niektórych uchroni się dzięki temu od Trybunału Stanu, bo komu będzie się chciało walczyć o zniesienie europejskiego immunitetu pani Szydło czy Zalewskiej.

Wariant drugi to też czyta kalkulacja. PiS wystawia na swoich listach przede wszystkim tych, którzy w mniemaniu tej partii, cieszą się dużą popularnością. No co dobry obywatelu, nie postawisz na swoją Beatę Szydło, Witolda Waszczykowskiego czy Beatę Kempę? Toż to „swój człowiek”, ot, taki z sąsiedztwa, co to i piwko można z nim wypić, pogadać o wszystkim i niczym, zjeść flaczki razem czy goloneczkę. Prezes jest przekonany, że wybrane przez niego „jedynki” pociągną za sobą tłumy, a potem… Potem nagle im się „odwidzi” być w Europarlamencie, uznają, że wolą dalej oddawać swoją duszę i ciało Polsce, zrezygnują, a na ich miejsca wskoczą ci mniej znani, mniej popularni, ale tak samo wierni i lojalni wobec partii.

No i wariant trzeci, obrazujący to, co dzieje się w partii. Chodzą słuchy, że już od jakiegoś czasu trwa tu wojenka o wpływy. Wierna gwardia teraz skupia się na wzajemnym podgryzaniu się. Tu jakieś plotki, tam wyciekające na światło dzienne, kompromitujące kogoś, materiały, jakieś złośliwości, zwalczające się kółka wzajemnej adoracji. W takich warunkach prezes nie może spokojnie pracować, to logiczne, więc… robi porządek z tym całym towarzystwem i poprzednią ekipę zsyła do Brukseli. Biedny Brudziński, uznawany do tej pory za prawą rękę prezesa, wręcz jego następcę. Czyżby przegrał z Mateuszem Morawieckim i teraz w nagrodę za lata wiernej służby został skazany na banicję? Podobnie pozostali… no cóż takie jest życie. Partia musi iść do przodu. Z nowymi twarzami, nowymi ludźmi, nowymi pupilkami, a starzy? Niech sobie odpoczną, nabiorą dystansu, zrozumieją, że ich 5 minut już minęło.

Jeśli nawet którykolwiek z tych wariantów stał u podstaw stworzenia takich list kandydatów PiS do Europarlamentu, to i tak wiadomo jedno. To jedna wielka porażka. To tykająca bomba. Podrzucenie UE tych „orlic i sokołów” odbije się ostrą czkawką nie tylko nam, Polakom, ale całej Europie. Ci, którzy bez skrupułów podeptali polską Konstytucję, zdemolowali polską praworządność, na każdym kroku negowali sens obecnej UE, teraz mają się stać osobami decydującymi o jej przyszłości? O naszej przyszłości? Boże! Ty widzisz i nie grzmisz?

Jestem przekonana, że od razu zacznie się walka pisowskich europosłów o zawieszenie krzyża w sali parlamentarnej, pojawi się żądanie wyznaczenia odpowiedniego pomieszczenia na kaplicę, by mogli oni w każdym momencie skorzystać ze wsparcia duchowego. Po europarlamencie będą dumnie maszerować polscy narodowcy ze swoim chorym nacjonalizmem, członkowie zgromadzeń chrystusowych w swoich pięknych, czerwonych pelerynkach, a częstym gościem będzie zapewne Tadeusz Rydzyk, wyciągający rękę po dotacje unijne. A co, niech inne narody poznają synów i córki prawdziwej Polski. PiS-owscy europosłowie rozpoczną swój bój o korzenie chrześcijańskie, zamknięcie Europy w okowach archaicznego chrześcijaństwa, wyrzucenie poza chrześcijańskość każdego, kto swoją orientacją seksualną, kolorem skóry i wiarą nie mieści się w ich rozumieniu Dekalogu. Zalewska z pokorą rozpocznie deformę edukacji na wzór i podobieństwo tej naszej, rodzimej. Brudziński pokaże, po której stronie ma stać policja, Kempa będzie się panoszyć, a Szydło spróbuje przekonać wszystkich, że jest najlepszą następczynią po Donaldzie Tusku. Chcecie takiej Unii? Ja nie…

Mity Dzierżyńskiego, ks. Jankowskiego, Lecha Kaczyńskiego runęły, bądź runą

22 Lu

Było ściągnąć pomnik prałata Jankowskiego z cokołu w majestacie prawa i nie byłoby tej obywatelskiej akcji protestu przeciwko tolerowaniu zła i obłudzie.

Działano pod osłoną nocy i naruszano prawo, to prawda, ale nie atakowano ludzi, aktywiści nie byli zamaskowani, wydali oświadczenie podpisane imieniem i nazwiskiem, tłumaczące ich akcję, zadbali, aby figura się nie rozpadła, nie zbiegli, jak zwykli wandale, przed policją, są gotowi poddać swoje działanie pod osąd społeczny.

To pozwala traktować ich akcję jako wyraz obywatelskiej niezgody na brak reakcji Kościoła i władz świeckich na znaną od lat sprawę złych czynów ks. Jankowskiego. Nie wiemy, jaki będzie finał tej akcji. Zapewne trafi pod sąd. Zostawmy wyrok sądowi.

Ale już dziś widać, że coś się dramatycznie zmienia w społecznej sytuacji Kościoła na tle pedofilii. Ściągnięcie pomnika prałata Jankowskiego z cokołu niedaleko od kościoła św. Brygidy nabiera wymowy symbolicznej.

Runął pomnik, runął mit. Nie tylko mit prałata, ale też Kościoła jako gwaranta moralności publicznej, a w sprawie pedofilii – jako duchowego opiekuna powierzonych mu dzieci i młodzieży.

Tego w Polsce dotąd nie było, aby publicznie i z narażeniem się na odpowiedzialność sądową występować z podniesioną przyłbicą przeciwko złu w Kościele. Nazywać je po imieniu, oczekiwać sprawiedliwości. Aktywiści zaznaczają, że nie atakują Kościoła ani żadnej wspólnoty religijnej, lecz chcą działać dla dobra wspólnego wierzących i niewierzących.

Dramatyczną zmianą sytuacji Kościoła w Polsce jest też spotkanie delegacji fundacji „Nie Lękajcie Się” z papieżem Franciszkiem w Watykanie. Episkopat będzie to zdarzenie lekceważył, ale powinien potraktować bardzo poważnie.

Stare kanały komunikacji przestają działać. Zdeterminowani ludzie potrafią dotrzeć do samego papieża z pominięciem kościelnej machiny.

Episkopat stracił monopol informacyjny. Coraz trudniej będzie milczeć o kościelnych tematach tabu. To oznacza wyzwanie, a może wręcz rewolucję duszpasterską, na którą Kościół w Polsce, wskutek wielu lat „kultury milczenia” i ukrywania zła, raczej nie będzie w stanie wiarygodnie i skutecznie odpowiedzieć.

Zapamiętajmy nazwiska odważnych obywateli i działaczy z Warszawy, którzy wywrócili stojący w Gdańsku pomnik odrażającego pedofila i brutalnego antysemity ks. Henryka Jankowskiego: Konrad Korzeniowski, Rafał Suszek i Michał Wojcieszczuk. Będą potrzebowali naszej pomocy!

Rzadko zdarza się tak spektakularny pokaz obywatelskiego nieposłuszeństwa, to znaczy działania otwarcie bezprawnego, lecz podejmowanego w imię imponderabiliów – wartości etycznych, w obronie których warto i należy nadstawiać kark. Trzej mężczyźni, którzy nocą z 20 na 21 lutego przewrócili pomnik Henryka Jankowskiego, działali z powagą, spokojem i z otwartą przyłbicą. Wiedzieli, że staną przed sądem. Nie strzaskali monumentu kilofami, lecz położyli go na miękkim podłożu; nie zakrywali twarzy, gdyż nie wstydzili się tego, co robią, a konsekwencji prawnych swego czynu nie zamierzali unikać. Tak postępują ludzie honoru, a nie chuligani, jak zelżywie określają ich obrońcy Jankowskiego. Panowie wysłali też do prasy niezwykle mądre i pięknie napisane oświadczenie, wyjaśniające motywy, którymi się kierowali. Rzadko w przestrzeni publicznej, zdominowanej przez prostactwo, obłudę, bigoterię i populizm, spotykamy tak szlachetne wypowiedzi. Gorąco zachęcam do przeczytania: https://oko.press/noca-obalili-pomnik-ks-jankowskiego-oskarzamy-pralata-o-podly-i-haniebny-gwalt-na-godnosci/

W dramatycznym kontraście do tego, co uczynili obrońcy moralności publicznej, stoi wulgarne i agresywne zachowanie promotorów Jankowskiego. Przewodniczący Regionu Gdańskiego Solidarności, a jednocześnie przewodniczący komitetu budowy pomnika Krzysztof Dośla posunął się do nazwania trzech działaczy „zwykłymi bandytami”, w dodatku insynuując im tchórzostwo (gdyż działali w nocy). Co więcej, poważył się na rzucenie oszczerstwa na dziesiątki osób świadczących o zwyrodnialstwie Jankowskiego, nazywając słowa ofiar „wyssanymi z palca pomówieniami”. Niestety, presja tego środowiska na władze Gdańska jest tak silna, że w świetle wypowiedzi ratusza zachodzi ryzyko, że za kilka dni pomnik zostanie postawiony z powrotem. Pełniąca obowiązki prezydenta Gdańska Aleksandra Dulkiewicz nazwała przewrócenie pomnika samosądem i przemocą symboliczną. Nie wiem, cy zdaje siebie sprawę z przewrotności swoich słów. Czy rozumie, że to właśnie obecność pomnika Jankowskiego jest przemocą symboliczną, a nie odwrotnie? Czy wie, że samosądem nazywa się bicie bądź zabicie człowieka? Obawiam się, że znalazłszy się raz pod urokiem trudnych słówek, pani prezydent zapomniała zastanowić się, co właściwie wypisuje.

Niestety, słowa krytyki wyszły też z ust Adama Bodnara, Rzecznika Praw Obywatelskich. Z godziny na godzinę prasa zapełnia się wypowiedziami piętnującymi trzech odważnych obywateli. To bardzo rozczarowujące. Widać, że łatwy świętoszkowaty pseudolegalizm zwycięża z poczuciem przyzwoitości. Ileż łatwiej śpiewać w chórze, niż samemu pomyśleć, prawda? Dlatego ludzie dobrej woli, którym wstrętna jest obłuda, powinni zmobilizować się w obronie panów Korzeniowskiego, Suszka i Wojcieszczuka, rozpętana przeciwko nim medialna nagonka może skutkować wymierzeniem przez pobudzony emocjonalnie sąd nieproporcjonalnej i niesprawiedliwej kary.

Stanowczo odrzucam zarzut, iż panowie nazbyt się pośpieszyli, a usunięcie pomnika powinno odbyć się zgodnie z procedurami. O zwyrodnialstwie Jankowskiego wiadomo od wielu lat, natomiast artykuł Bożeny Aksamit, który tę wiedzę uporządkował i upowszechnił, ukazał się już ponad dwa miesiące temu. W tej chwili obowiązkiem władz było natychmiast pomnik zasłonić i bezzwłocznie podjąć energiczne kroki zmierzające do usunięcia zgorszenia publicznego, jakim jest eksponowanie wizerunku zboczeńca w przestrzeni miasta. Niestety, mimo złożonych przez prezydenta Adamowicza obietnic, nie uczyniono nic konkretnego. Nie podano nawet terminu załatwienia sprawy. Powściągliwość nakazywałaby odczekać kilka tygodni, lecz jeśli po z górą dwóch miesiącach ratusz nie podał nawet przybliżonego terminu zaprowadzenia porządku publicznego, obywatele mieli pełne prawo wziąć sprawy w swoje ręce. Nie można bowiem wymagać od społeczeństwa, by mu urągano, a urągowiskiem właśnie jest każdy dzień trwania na swym postumencie tej przerażającej figury. To nie obalenie pomnika było aktem anarchii, lecz jego pozostawanie na miejscu. To panowie Korzeniowski, Suszek i Wojcieszczuk usunęli stan nierządu i zaprowadzili porządek – gdy władza publiczna okazała się opieszała i bezwolna. I każdy, kto teraz przyczyni się do powrotu pomnika na dawne miejsce lub nie uczyni tego, co nakazuje mu urząd, aby temu powrotowi zapobiec, nie tylko w imię fałszywie i obłudnie pojętego legalizmu przyczyni się do anarchii, lecz – nie bójmy się tego powiedzieć – obrazi ofiary księdza-pedofila.

Fakt, że ludzie z władz Solidarności wciąż bronią Jankowskiego, szydząc ze świadectw jego zbrodni, świadczy o głębi ich demoralizacji. Ich cynizm jest bezbrzeżny. Wszak pan Piotr Duda i jego koledzy nie spodziewają się chyba, że ktokolwiek uwierzy, iżby mieli oni jakiekolwiek wątpliwości co do tego, czy Jankowski był przestępcą seksualnym. Nie, po prostu te przestępstwa i ich ofiary nic ich nie obchodzą.

Niestety, winnych jest wielu, łącznie z Lechem Wałęsą. Jednego wszak nie można Jankowskiemu zarzucić, mianowicie tego, aby krył się jakoś z tym, że jest pospolitym chamem i rasistą. Cały jego sposób bycia, jego język, obyczaje znamionowały zaburzonego, narcystycznego prostaka, a otaczanie się młodymi chłopcami oraz przepychem tylko idiotę mogło pozostawić ze złudzeniem, że być może mimo wszystko obcuje z normalnym (nie mówiąc już, że przyzwoitym) człowiekiem. Teraz ci wszyscy, których sumienia nie są czyste, lękają się zmienić kurs i zwrócić się jednoznacznie przeciwko Jankowskiemu i jego nieszczęsnemu pomnikowi. Wolą zwrócić się przeciwko trzem szlachetnym ludziom, którzy powiedzieli „nie” kultowi tej strasznej postaci, a tym samym przeciwko ofiarom jego przestępstw. Jak teraz spojrzycie w oczy tych ludzi? A tak się właśnie składa, że papież całuje ich po rękach. Tam całują po rękach, a tu będą na nowo stawiać pomniki? Jak się na to zapatruje Pani Prezydent i Pan Rzecznik Praw Obywatelskich?

Oporu społecznego przeciwko rozpanoszeniu katolicyzmu i jego „bohaterów” w polskiej przestrzeni publicznej nic już nie zatrzyma. Obalenie pomnika jest przełamaniem tabu, obaleniem nie tylko kawałka źle ukształtowanej materii, lecz również mitu nietykalności władzy kościelnej. Proces wyzwalania się Polski spod ideologicznej i politycznej dominacji tej zdeprawowanej instytucji, w której worek z grzechem i zbrodnią wydaje się nie mieć dna, postępuje szybciej niż mogliśmy się spodziewać. Któż bowiem mógł przypuszczać, że Watykan tak szybko, ledwie parę lat po kanonizacji, wycofa się z kultu Jana Pawła II? Dziś już papież ani kuria nie ośmieszają się opowieściami o dobrym carze, który o niczym nie wiedział, i złych bojarach, którzy gwałcili dzieci. Sprawa odpowiedzialności monarchy za czyny swojego dworu i swoich faworytów jest już dla tego królestwa oczywista. Za jakiś czas stanie się oczywista dla tego monarchy współobywateli. To się dzieje na naszych oczach. To się dzieje naprawdę!

Oto jak Jarosław Kaczyński kłamie na przestrzeni wielu lat. Wywiad z 1998 roku.

Ziobro – ewakuacja albo prycza

21 Lu

W czwartek na Facebooku Romana Giertycha pojawił się list adresowany do Zbigniewa Ziobry, w którym mecenas odnosi się do sejmowej wypowiedzi ministra sprawiedliwości.

„KO poszukuje lidera i chyba go znalazła: nie jest nim ani Schetyna, nie Petru, a Roman Giertych” – powiedział wczoraj Ziobro z sejmowej mównicy. Adwokata wzruszyła – jak pisze – troska ministra o los opozycji i ironizuje, że jego pozycja jako jej lidera jest „oczywista i bezsporna”.

„Od dawna wydawane przeze mnie dyspozycje są wiernie realizowane przez wszystkich. Nawet Czarzasty zanim wszedł do Koalicji pytał mnie o zgodę” – odpalił Ziobrze i go nie oszczędzał

Giertych nawiązał do toczącego się w prokuraturze postępowania dotyczącego sprawy Srebrnej i tzw. taśm Kaczyńskiego. „Tylko w panu nadzieja, że pańska cenna rada powstrzyma opozycję przed samozagładą polegającą na interesowaniu się śledztwem w sprawie Srebrnej. Bo przecież tam nic ciekawego nie ma, i gdyby jak Pan słusznie powiedział nie wina moja, to już dawno mógłby Pan śledztwo zakończyć (chociaż go Pan jeszcze nie rozpoczął)” – pisze mecenas i nieoczekiwanie puszcza wodze fantazji wspominając niegdyś oglądany film.

Chodzi o scenę, w której saperzy próbują wysadzić znajdującą się nad rzeką tamę. Początkowo ładunek nie zadziałał – ludzie stali i patrzyli, „skoro tyle stała, to jeszcze postoi” – myśleli. „To był jednak błąd” – pisze Giertych. Po chwili budowla zaczęła pękać, trzaskać i runęła. Z tragedii udało się uratować tylko garstce ludzi, którzy odlecieli helikopterem… I w tym miejscu Giertych wrócił do rzeczywistości:

„Panie ministrze! Niech pan nie pozwoli, aby pana miejsce w helikopterze zajęła jakaś Kempa czy Mazurek. Niech pan nie pozwoli, aby pana rywal – Joachim spoglądał na pana z góry, gdy wody będą zalewać wszystko. Niech się pan ratuje! Póki nie jest za późno” – apeluje Roman Giertych do Zbigniewa Ziobry, jakby ubolewając nad tym, że brakuje jego nazwiska na PiSowskich jedynkach do PE.

Wtórują mecenasowi internauci: „ja bym im osobiście podstawił długi pociąg najlepiej Orient Express tylko nie ta trasa !!!!!!! bilety gratis !!!; Coś w tej radzie jest, bo „…problem że nie ma helikopterów, statków, nawet autobusów i koni nie ma, na piechotę trzeba będzie spieprzać!! Słynne powiedzenie „spieprzaj dziadu” nabierze nowego znaczenia” – skomentował jeden z nich.

Drogi Panie Ministrze!

Wzruszyła mnie wczorajsza troska o opozycję, która jak Pan powiedział „wodzona za nos” przeze mnie nie docenia Pańskich wiekopomnych reform prokuratury i nie wierzy w to, że prowadzone przez Pana śledztwa są najcudowniejszym, kryształowym przykładem transparentności i bezstronności.

Tak Panie Ministrze! Wszyscy są równi wobec prawa! Tylko w Panu nadzieja, że Pańska cenna rada powstrzyma opozycję przed samozagładą polegającą na interesowaniu się śledztwem w sprawie Srebrnej. Bo przecież tam nic ciekawego nie ma, i gdyby jak Pan słusznie powiedział nie wina moja, to już dawno mógłby Pan śledztwo zakończyć (chociaż go Pan jeszcze nie rozpoczął).

Jeszcze cenniejszym wątkiem Pana wypowiedzi było zwrócenie uwagi na moją kierowniczą wobec opozycji rolę. Co jest oczywiste i bezsporne. Od dawna wydawane przeze mnie dyspozycje są wiernie realizowane przez wszystkich. Nawet Czarzasty zanim wszedł do Koalicji pytał mnie o zgodę.

Ale piszę do Pana nie po to, żeby pochwalić wystąpienie, chociaż bon mot z tym „robieniem opozycji w konia” przeze mnie – super. Musiał się Jarkowi spodobać.

Piszę z radą. Jako mianowany przez Pana „reżyser działań opozycji” opowiem Panu historię jednego filmu, który oglądałem (i którego nie byłem reżyserem).

Na filmie tym saperzy wysadzili tamę. Ale ładunek nie zadziałał od razu. Tama jeszcze chwilę stała. Było widać zarysowania, coraz większe pęknięcia, a nawet trzaski i pomruk napieranej przez wodę konstrukcji. A ludzie stali i patrzyli z dołu na tamę i myśleli sobie: skoro tyle stała, to jeszcze postoi. To był błąd. Gdyż wreszcie woda ruszyła. Ocalała garstka, która chwilę przed katastrofą wsiadła do helikoptera i odleciała w siną dal.

Panie Ministrze! Niech Pan nie pozwoli, aby Pana miejsce w helikopterze zajęła jakaś Kempa, czy Mazurek. Niech Pan nie pozwoli, aby Pana rywal – Joachim spoglądał na Pana z góry, gdy wody będą zalewać wszystko. Niech się Pan ratuje! Póki nie jest za późno.

Zawsze życzliwy,

Roman Giertych