Tag Archives: Grzegorz Furgo

Nowotwór Kaczyńskich

5 Sty

Janina Goss, przyjaciółka matki Kaczyńskich, nie posiada żadnych umiejętności, za to przy Kaczyńskich nakradła się ze skarbu państwa.

Goss to nowotwór autorstwa Kaczyńskich, degeneruje pastwo polskie, zresztą jak obydwaj bracia (jeden wykopyrtnął pod Smoleńskiem i ponosi odpowiedzialność za śmierć 95 innych)

Janina #Goss wynajmuje powierzchnię reklamową spółce Skarbu Państwa #PGE, w której członkiem rady nadzorczej jest Janina #Goss

Podkomisja smoleńska funkcjonuje „w oparciu o roczny budżet”, a wyniki jej prac mogą być udostępnione tylko na potrzeby postępowań przygotowawczych lub sądowych – taką odpowiedź z MON uzyskał poseł klubu KO Krzysztof Truskolaski. Resort poinformował przy tym, że przewodniczący podkomisji Antoni Macierewicz nie pobiera z tytułu pełnienia tej funkcji żadnego wynagrodzenia.

Więcej >>>

Na konflikcie ewidentnie spowodowanym przez Putina także Kaczyński i Morawiecki usiłują zbić polityczny kapitał. Jednak to ich wcześniejsze błędy doprowadziły do izolacji Polski, co zawsze w naszej historii oznaczało dla nas ogromne ryzyko

Tekst Cezarego Michalskiego tutaj >>>

Wyborcze zwycięstwo PiS w 2015 roku zaktywizowało tkwiące w umysłach wielu Polaków mentalne relikty sarmatyzmu, które wcześniej nie mogły szerzej zaistnieć pod rządami sił liberalnych czy socjalliberalnych. Wiele zachowań przedstawicieli i zwolenników obozu rządzącego, zwłaszcza demonstrowane przez nich przejawy megalomanii narodowej i ksenofobii, jako żywo przypominają szlacheckich panów braci w czasach schyłku litewsko-polskiego państwa.

Więcej o sarmackości i małości polskiej tutaj >>>

TOMASZ SIEMONIAK: To nie jest łatwa decyzja, bo zdaję sobie sprawę z ogromnej odpowiedzialności, jaką biorę na siebie kandydując. Miałem okazję z bliska obserwować innych przewodniczących PO i współpracować z nimi blisko – z premierem Donaldem Tuskiem, z premier Ewą Kopacz, z przewodniczącym Schetyną – i wiem, jak duża to odpowiedzialność.

Więcej Siemoniaka tutaj >>>

Pierwsza lekcja ze śmierci Sulejmaniego? USA są nieobliczalne, a więc budowanie hipotez na temat ich prawdopodobnych reakcji na takie czy inne okoliczności i wydarzenia jest stratą czasu. To nie zwiększa wpływu Ameryki na sytuację w świecie, lecz wydatnie go zmniejsza.

O nieobliczalnym Trumpie >>>

PiS zachowuje się jak pani Dulska, która chciałaby swoje brudy prać w domu, aby nikt o nich nie wiedział.

(…)

Historia lubi się powtarzać. Przypominam sobie, jak w PRL komunistyczna sitwa atakowała działaczy opozycji, którzy informowali opinię publiczną świata o łamaniu praw człowieka w Polsce. Ówcześni władcy sięgali dokładnie po te same argumenty i epitety, którymi dziś PiS obrzuca swoich krytyków – że to donosiciele, sługusi niemieckich rewanżystów, zdrajcy szkalujący swój kraj itp. Przez całe lata musieliśmy znosić takie opluwanie przez ludzi będących ówczesnymi odpowiednikami Jacka Kurskiego, Krzysztofa Szczerskiego czy Zbigniewa Ziobry.

Więcej Maziarskiego >>>

Polski oksymoron: kompromis

21 Czer

Timothy Garton Ash, wybitny historyk brytyjski, a zarazem bliski Polsce intelektualista, dla którego okres “Solidarności” 1980-89 był “najważniejszym i najpiękniejszym doświadczeniem jego życia”, wygłosił porywający wykład o wyjątkowej rewolucji roku 1989. Poruszony jego treścią i przesłaniem podejmuję próbę nie tyle polemiki z profesorem, na taką bym sobie nie pozwolił, ile niejako uzupełnienia jego myśli o swoje przemyślenia związane z polskim Czerwcem 1989 roku

Polska, a raczej Polacy, nie potrafili do tej pory stworzyć wielkiego mitu założycielskiego polskiego państwa po czerwcu 1989 roku. Prawdopodobnie każdy inny naród potrafiłby taki mit stworzyć, ale nie my. Dlaczego? Przecież bezkrwawe obalenie komunizmu idealnie się do tego nadaje.

Fundamentem Czerwca 1989 był kompromis Okrągłego Stołu, a my nie lubimy kompromisów. Nie lubimy układania się z drugą stroną, bo to dla nas zawsze ma jakiś podtekst. Zawsze szukamy w kompromisie jakiegoś fałszu i nieczystych intencji. Dlaczego ktoś chce się z nami układać? Przecież to takie nienormalne.

Bo w naszej mentalności kompromis to oszustwo. Jako naród mamy we krwi mesjanizm i “chrystusizm” narodów. I wieczną walkę, najlepiej przegraną. Powstanie Wielkopolskie, jedyne w pełni zwycięskie powstanie w historii Polski, w zasadzie celebrowane jest wyłącznie przez Wielkopolan, a ściślej – przez poznaniaków. Bo jego główną siłą było gruntowne przygotowanie, poprzedzone czymś, co Jerzy Sztwiertnia nazwał “Najdłuższą wojną nowoczesnej Europy”. Powstanie Wielkopolskie dlatego się udało, bo oparte było na organicznej pracy u podstaw. Nie na mesjanizmie i “chrystusizmie” narodów.

Być może właśnie dlatego Prawo i Sprawiedliwość osiąga w Poznaniu od lat najgorsze w kraju wyniki – w ostatnich wyborach było to mizerne 26 proc. Także dlatego, że wielkopolska walka z germanizacją w zaborze pruskim polegała głównie na rywalizacji gospodarczej. I to zarówno na wsi, jak i w miastach. Wielkopolanie uznali bowiem, że pokonać zaborców można rywalizując z nimi pragmatyką, a nie romantyzmem.

Pragmatyka ta nakazywała budować w Wielkopolsce silne związki gospodarcze, kasy pożyczkowe i wielkie przedsiębiorstwa, czego symbolem byli i są Hipolit Cegielski, Dezydery Chłapowski, Edward Raczyński, Karol Marcinkowski, Emilia Sczaniecka czy księża Piotr Wawrzyniak i Augustyn Szamarzewski. Ale gdy pragmatyka ta nakazała chwycić za broń, nie było i z tym problemu. Nie było go także w Czerwcu 1956 roku, bo to w Poznaniu pierwszy raz powstano przeciwko komunizmowi. Być może dlatego Czerwiec 1989 ma tu swoje właściwe, historyczne miejsce.

Tajemnicą sukcesu Prawa i Sprawiedliwości jest także (oprócz niebotycznych transferów społecznych) coś, co Kaczyński fałszywie i na wyrost nazwał “polityką historyczną”. W gruncie rzeczy jest to nic innego, jak zakłamywanie historii. Dla Kaczyńskiego i wyborców PiS kompromis jest passe. Zarówno ten okrągłostołowy, jak i ten unijny. To dlatego prawie wszyscy najważniejsi politycy PiS pozwalają sobie na deprecjonowanie Czerwca 1989 roku.

Przykłady podał profesor Ash w swoim wykładzie. PiS umiejętnie gra nutą “utraconego romantyzmu”. Trafia tym na bardzo podatny grunt, bo w zasadzie każde pokolenie od 1918 roku miało swoją rewolucję. Od odrodzenia państwa polskiego, poprzez Wrzesień 39, Kolumbów rocznik 20-ty, Czerwiec 56, Marzec 68, Grudzień 70, Sierpień 80, Grudzień 81, po Czerwiec 89. Od trzydziestu lat nic się w Polsce nie dzieje, oczywiście w sensie przesileń.

Ciepła woda w kranie, czyli logiczny i pragmatyczny ciąg zdarzeń związany z pokonywaniem najgłębszego od dziesięcioleci kryzysu finansowego na świecie (kto to dzisiaj pamięta?), okazał się dla głodnych rewolucji Polaków zamachem na odwieczny “chrystusizm” narodów. Dlatego właśnie poparcie dla PiS nie słabnie.

Kompromis Okrągłego Stołu nie pasuje do tak Polakom potrzebnego pragmatyzmu. Polskie gorące głowy i serca nie chcą dogadywania się z komuchami. Pal licho, że znaczna ich część znalazła ciepłe miejsca u boku Kaczyńskiego. I taki “paradoks” historii można wyborcom wyjaśnić. Bardzo przydaje się tu mickiewiczowski Konrad Wallenrod. W Prawie i Sprawiedliwości wszystko można zmanipulować pod wygodną dla siebie narrację.

Zatem pytanie: “czy umiemy żyć tylko w klęsce” jest pytaniem głęboko polskim.

4 czerwca 1989 roku naprawdę skończył się w Polsce komunizm.

Ale czy nie pora najwyższa z tym tak bardzo “polskim” myśleniem skończyć? Niezależnie od PiS-owskiej narracji Polacy w czerwcu 1989 roku naprawdę napisali historię Europy. I obalili komunizm, co słusznie oznajmiła w Dzienniku Telewizyjnym Joanna Szczepkowska.

Można oczywiście na siłę szukać niedostatków, opowiadać o dzieleniu się władzą agentów z agentami i budować tę fałszywą opowieść o Lechu Kaczyńskim, który co prawda brał udział w magdalenkowych konszachtach i co prawda pił nawet tam wódkę, ale się nie fraternizował, lecz nie wytrze się gumką – myszką faktu, że Okrągły Stół i te “niedemokratyczne” wybory 1989 roku były początkiem zmian, o których wówczas żyjący (także do dziś) Polacy, nie śnili nawet w najśmielszych snach. Niezależnie od tego steku bzdur serwowanego nam niemal każdego dnia przez obóz władzy, nie da się wytrzeć gumką faktu, że w Polsce nie było Bukaresztu i nie było też Bałkanów.

Nawet z uporem maniaka powtarzana teza, że jedynymi beneficjentami polskich przemian po roku 1989 byli członkowie PZPR oraz oficerowie SB jest wymyślonym na potrzeby określonej polityki konkretnego człowieka humbugiem. Każdy, kto tylko chciał, miał siłę i wiarę w siebie, mógł skorzystać z szerokich możliwości, jakie stworzył rząd premiera Mazowieckiego.

To, że nie każdemu się udało, to już inna sprawa. I owszem, własne klęski można zawsze tłumaczyć magdalenkową agenturą, ale czy nie popada się wtedy w śmieszność? Być może właśnie dlatego głęboko niesprawiedliwe słowa Andrzeja Gwiazdy mają wśród wyborców PiS takie uznanie.

Profesor Ash kończy swój wielce refleksyjny wykład słowami:
Mit naszej chwalebnej, brytyjskiej rewolucji 1689 roku (która wcale chwalebną nie była, ale dała podwaliny pod liberalną demokrację) stworzył wybitny brytyjski historyk Thomas Babington Macaulay po 160 latach od tamtych wydarzeń. Taki mit mógł powstać dopiero w warunkach stabilnej, kwitnącej, liberalnej demokracji w Wielkiej Brytanii.

Płynie z tego prosta lekcja. Wystarczy, że wy, Polacy, zadbacie o to, by utrzymać liberalną demokrację w Polsce przez następne 130 lat. I w połowie XXII wieku będziecie mieli piękny mit założycielski. Mit 4 Czerwca 1989, mit chwalebnej rewolucji w Polsce. A może wcale nie potrzeba 130 lat? Może po prostu wystarczy uwierzyć w siłę demokracji?

Tekst Thimoty Gartona Asha >>>

 

Na Nowogrodzkiej paniczna narada, co zrobić z Morawieckim. A Kaczyński zanurza się coraz głębiej w swoim szambie

19 Lu

„Niedopuszczalne jest, by osoba, która odpowiada zwierzchnie za to śledztwo – jeszcze nie wszczęto postępowania – i osoba, której dotyczy zawiadomienie, spotykali się w takich okolicznościach” – tak w TVN24 skomentował „wizytę” Jarosława Kaczyńskiego u Zbigniewa Ziobry mecenas Jacek Dubois, jeden z pełnomocników austriackiego biznesmena, który zarzuca prezesowi PiS oszustwo. – „Składamy zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa w piątek, w poniedziałek na Nowogrodzkiej odbywa się zebranie osoby, której to zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa dotyczy z premierem, z innymi osobami. Potem te osoby stają się medialnymi obrońcami nie wiedząc nic na ten temat. Potem dochodzi do spotkania ministra z osobą, której postępowanie dotyczy. To jest dla mnie przede wszystkim próba wywarcia wpływu na niezależny organ, jakim jest prokuratura” – stwierdził adwokat.

Jego klient Gerald Birgfellner dwukrotnie składał zeznania w prokuraturze w Warszawie. Podczas drugiego przesłuchania doszło do sporu o protokół. – „Zupełnie zmienia się narracja. Zupełnie pani prokurator nie interesuje kwestia naszego zawiadomienia, tylko ja się czułem jakbyśmy byli poddani jakiemuś badaniu, na ile wiedza mojego klienta może komuś związanemu ze śledztwem zagrażać.

Poczułem pierwsze zaniepokojenie. Potem dzieje się sytuacja, w której zupełnie co innego powiedział klient, a co innego zostało umieszczone w protokole. Inaczej pewne zdarzenia opisał nasz klient, inaczej – w sposób spaczający całą relację – zostało to przekazane do protokołu. W związku z tym zaczyna się walka o protokół, która trwała kilka godzin” – opowiadał Dubois. Zaznaczył, że nie chodziło jednak o to, żeby z protokołu zniknęło nazwisko Jarosława Kaczyńskiego.

„Widzimy olbrzymi konflikt interesów i brak jakichkolwiek mechanizmów kontrolnych, które pozwalają nad tym zapanować, bo w sprawie decydują osoby, który mają partykularny interes, żeby zapadło konkretne, korzystne dla nich rozstrzygnięcie. Więc my krzyczymy do opinii publicznej – kontrolujmy to, co się dzieje z naszym krajem. Jeżeli zapadnie decyzja, że nie zostanie wszczęte postępowanie, mamy odwołanie do niezawisłego sądu i mam nadzieję, że takie postanowienie nie utrzyma się w mocy, bo to po prostu byłoby kuriozum” – stwierdził mecenas Dubois.

„Gierek 2.0 z wizytą u ludu. Niezależnie od tego, kto takie rzeczy robi, jest to tak samo żenujące” – napisał na Twitterze Łukasz Warzecha z „Do Rzeczy”. Nawet on nie zdzierżył obrazka Mateusza Morawieckiego posilającego się z „przypadkowo” wybraną rodziną. Na zdjęciu udostępnionym przez PiS widać premiera, jedzącego kolację także w towarzystwie minister rodziny Elżbiety Rafalskiej.

„Piękna ustawka. Ciekawe czy gospodarz tak na co dzień siada do kolacji pod krawatem i marynarce”; – „To nie jest fejk? Dobra komunistyczna propaganda. Ale sprawdzała się za komuny, a mamy XXI wiek!”;

„Pełen spontan. Na stypach jest większy fun”; – „Skoro to była najlepsza fotka to musiała być grobowa atmosfera” – komentowali internauci.

Jeden z nich pokusił się krótką relację w języku PRL: – „Radość na twarzach gospodarzy to wyraz wdzięczności dla przybyłych najwyższych czynników państwowych. Pierwszy Se… Pan Premier rysuje wizję rozwoju. Na stole nieodzowne faworki, a dzięki skutecznej polityce partii, znajdzie się miejsce i na szynkę delikatesową i cytrusy z Kuby”.

Pojawiły się też pytania, czy podczas kolacji serwowano ryż w misce. Internauci nawiązywali oczywiście do nagrania Morawieckiego z restauracji „Sowa i Przyjaciele”. – „Trzeba słuchać ludu, obiecać mu czego oczekują, a potem wygaszać ich oczekiwania. Mają zapie…ć za miskę ryżu” – mówił ongiś obecny premier. O czym rozmawiał podczas tej kolacji, nie wiadomo…

„Zagrożeniem dla bezpieczeństwa Polski nie są Niemcy, nie jest Rosja, nie są kraje Bliskiego Wschodu. Największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa Polski jest polityka zagraniczna polskiego rządu, polska dyplomacja. Zaczęło się od skłócenia nas z Unią Europejską, wymachiwania szabelką i nieosiągania swoich celów. Teraz konferencja bliskowschodnia – nie dość, że skłócenie z państwami – z przynajmniej kilkoma państwami – z Bliskiego Wschodu, to jeszcze te słowa przedstawicieli rządu z Izraela” – powiedział Władysław Kosiniak-Kamysz. Według szefa PSL, obecny rząd wykazuje się brakiem jakichkolwiek umiejętności prowadzenia dyplomacji.

Zaapelował do Andrzeja Dudy o zwołanie Rady Bezpieczeństwa Narodowego. – „Dzisiaj panie prezydencie nie jest czas mówienia o tym, że „mogę użyczyć zameczek w Wiśle”. Jest tak dużo problemów, jest tak dużo niewyjaśnionych sytuacji, strat gospodarczych na przykład przez zablokowanie zakupu polskiej wołowiny przez Arabię Saudyjską, jest tak dużo błędów dyplomatycznych, że szkoda gadać. Nie ma dzisiaj poczucia bezpieczeństwa, a brak tego bezpieczeństwa wynika z zaniedbań polskiej dyplomacji” – stwierdził Kosiniak-Kamysz.

O kolejnym kryzysie w stosunkach polsko-izraelskich w artykule „Morawiecki nie wybiera się do Jerozolimy. Szczyt V4 odwołany”.

„Kiedyś dialog polsko-żydowski budował prof. Bartoszewski. Człowiek z najwyższym autorytetem, wrażliwością i doświadczeniem. Teraz dobrał się tercet niedoścignionych partaczy, amatorów i dyplomatołków. Dream team: Morawiecki-Suski-Jaki. Skutki ich działań tak bardzo przewidywalne!” – napisał na Twitterze poseł PO Michał Szczerba.

Nowe afery PiS. Aferalność, genom partii Kaczyńskiego

28 Sty

KGHM Polska Miedź SA to firma z udziałem skarbu państwa o dochodach ponad 20 mld zł. Nic więc dziwnego, że jest ona łakomym kąskiem dla każdej nowej władzy. Jednak PiS, przeszło wszelkie granice, obsadzając najważniejsze w niej stanowiska swoimi ludźmi w skali do tej pory niespotykanej.

Gazeta Wyborcza opisuje sytuację w której mówi się, że „nieoficjalnym kadrowym” firmy jest wiceprezes PiS i szef struktur na Dolnym Śląsku, Adam Lipiński. To podobno dzięki niemu stanowisko prezesa otrzymał Krzysztof Skóra, a dyrektorem technicznym, zajmującym się dostarczaniem infrastruktury teleinformatycznej dla kombinatu i spółek zależnych został jego chrześniak, Karol Kos. W centrali pracuje też ojciec Kosa, bliski przyjaciel Lipińskiego. Obaj panowie, Skóra i Kos znajdują się na tzw. liście Misiewiczów czyli osób powołanych na odpowiedzialne stanowiska mimo braku odpowiednich  kwalifikacji zawodowych.

Zdaniem autorów artykułu, to właśnie Karol Kos jest odpowiedzialny za próbę ustawienia trzech przetargów na sprzęt i oprogramowanie, na łączną kwotę 3,2 mln zł. To on zlecił ponoć podległemu mu kierownikowi działu zabezpieczeń technicznych i głównemu specjaliście, by pisemnie uzasadnili tryb wyboru wykonawcy, ze wskazaniem na konkretną firmę. Na trop afery wpadły wewnętrzne służby kombinatu. Raport z kontroli, niekorzystny dla Kosa, dotarł do  dyrektora naczelnego COPI, Grzegorza Macha, a ten przekazał go dalej, do  świeżo mianowanego prezesa Marcina Chludzińskiego, również powołanego na to stanowisko dzięki wsparciu Adama Lipińskiego (tak twierdzi Gazeta Wyborcza).

„Nagrodą” za ujawnienie ustawionych przetargów było zwolnienie Grzegorza Macha z pracy. Jak twierdzi jeden z rozmówców Gazety Wyborczej, to „był spory szok, bo to fachowiec ściągnięty z rynku. Był wielokrotnie nagradzany za pracę dla kombinatu”. Według Chludzińskiego, Mach został zwolniony ponieważ nastąpiły rozbieżności „w ocenie jego funkcjonowania w COPI i zaangażowania w powierzone zadania 

Dzisiaj prezes Chludziński  twierdzi, że nie ma pojęcia o całej tej sprawie, Kos za dobrą pracę otrzymał umowę na czas nieokreślony, a KGHM złożyło do prokuratury wniosek o popełnienie przestępstwa przez Grzegorza Macha, twierdząc, iż jest podejrzenie „przekroczenia uprawnień i wyrządzenia szkody majątkowej o znacznej wartości”.

Funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego zatrzymali sześć osób w śledztwie dotyczącym doprowadzenia Polskiej Grupy Zbrojeniowej S.A. do niekorzystnego rozporządzenia mieniem znacznej wartości i sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa wyrządzenia znacznej szkody majątkowej.

Wśród zatrzymanych jest były szef gabinetu politycznego MON Bartłomiej M., były członek zarządu spółki PGZ S.A. Radosław O., były parlamentarzysta Mariusz Antoni K., a także trzej byli pracownicy MON oraz spółki PGZ. Wszyscy zatrzymani zostaną przewiezieni do Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu, gdzie usłyszą zarzuty. W związku z zatrzymaniami funkcjonariusze CBA prowadzą przeszukania ponad 30 lokalizacji.

Śledztwo, prowadzone na podstawie materiałów własnych CBA, dotyczy niegospodarności, powoływania się na wpływy oraz fałszowania dokumentów przy okazji zawierania umów przez spółkę PGZ S.A. W ocenie śledczych doszło do niekorzystnego rozporządzenia mieniem znacznej wartości i sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa wyrządzenia znacznej szkody majątkowej.

>>>

(„Zapytany przez polityka opozycyjnego na Twitterze, jak długo potrwa reakcja rządu na takie sytuacje, minister spraw wewnętrznych Joachim Brudziński napisał: „Reagować na co?”)

Jeśli ktoś kłamie, to jest kłamczuchem, jeśli kradnie – złodziejem, jeśli oszukuje – oszustem

Walka z mową nienawiści jest wojną obronną, a zatem słuszną i sprawiedliwą. Od tak dawna obrzucamy się błotem oszczerstw, potwarzy i pomówień, że dla wielu to bagienko stało się już środowiskiem naturalnym.  Czas się ratować – oskrobać z podłych intencji i obmyć z nienawistnych słów. Jednak wezwania, by każdy z nas rozpoczął odnowę moralną od siebie, od zaraz i bez warunków wstępnych, uważam za nierealne i niebezpieczne. Słuchając nawoływań o zawieszenie broni i narodowe pojednanie, obłażą mnie wątpliwości, z których nie potrafię się otrzepać.

Jeśli zależy nam na trwałym pokoju społecznym, to przyjąć musimy do wiadomości, że zawieszenie broni nie zakończy się traktatem pokojowym, póki rozpalać się będą lokalne walki i potyczki. A będą, nawet gdyby wszystkich harcowników przenieść na tyły, do taborów. Bo nie wierzę w dobre intencje wszystkich walczących, tak jak nie wierzę w przyzwoitość na zawołanie. Cisza na froncie to znakomita okazja dla cynicznych watażków, którzy wykorzystując uczciwość przeciwnika przejmują inicjatywę i kontynuują swoją wojenkę wmawiając światu, że oni strzelają wyłącznie ślepakami i tylko na wiwat. Będą nadal toczyć swoje bitwy poprzez najemników, wynajętych wyznawców i wyznaczonych funkcjonariuszy.

Na szczytach władzy słychać nawoływania do narodowej zgody i porozumienia. I na tym samym oddechu rządzący dopowiadają, że przemysł pogardy jest produktem Platformy. Okazuje się, że wojnę polsko-polską rozpoczął Donald Tusk, zniesławiając wyborców PiS niewyobrażalną kalumnią: „moherowe berety!”, wobec której jakieś tam „zdradzieckie mordy”, „mordercy” oraz „komuniści i złodzieje” to tylko usprawiedliwiona reakcja obronna. Dzisiaj PiS zaprasza opozycję na rozmowy pokojowe, a w tle słychać wyraźnie tętent nadjeżdżającej kawalerii i rżenie koni jeźdźców Apokalipsy.

Na sobotnim zebraniu partyjnym z udziałem dowiezionych samorządowców prezes Kaczyński dokonał niebywałych odkryć, że oto Polska jest podzielona, a podział ten prowadzi do wydarzeń, które jednak nie powinny mieć miejsca – sugerując jednocześnie, kto za to odpowiada . Pan premier zawtórował swojemu przełożonemu, kolejny raz wyliczając, czego to poprzedni rząd przez 8 lat nie zrobił, po czym opowiedział o „przezwyciężaniu spuścizny porozbiorowej”(!) i z braku przekonujących sukcesów skupił się na wyzwaniach przyszłości – o wyzywaniach w przeszłości nie wspominając. Wcześniej wicemarszałek Terlecki obsobaczył zaproszoną na „rokowania” opozycję, która ośmieliła się zarzucić TVP – uczciwej przecież i obiektywnej jak nigdy dotąd – że kłamie i podgrzewa nienawistne nastroje.

To jednak ledwie pstryczki i żartobliwe przekomarzania wobec furii wyznawców Kaczyńskiego w mediach wspierających PiS. W jednym z tygodników dostępnych na pocztach, w supermarketach, na stacjach benzynowych i wszędzie tam, gdzie nie sprzedaje się „Gazety Wyborczej”, przeczytać można wielki tekst o źródłach języka pogardy. Kilka cytatów: „Ta cała nienawistna jazda bez trzymanki trwa od 2005 roku (…), a kulminacja tego politycznego i propagandowego zezwierzęcenia nastąpiła po tragedii smoleńskiej”.  I dalej: „Przecież ta swołocz i hołota nie uszanowała nawet żałoby po ofiarach tragedii smoleńskiej…”. Teraz już można gładko przejść od Smoleńska do Poznania: „przedstawiciele totalnej opozycji na widok niewinnie przelanej krwi zachowali się jak stado szakali, które tę krew poczuło i w jakimś dzikim amoku ruszyło do ataku”. Dalej jest o „ludzkiej mierzwie”, która z premedytacją zdeptała wolę rodziny Adamowicza, aby tylko „po trupach do władzy”. Wygląda na to, że autor, niejaki Mirosław Kokoszkiewicz, sam sobie odpowiada na tytułowe pytanie „Kto zasiał nienawiść?”

Nie są to bynajmniej najbardziej wyraziste przejawy pogardy dla myślących inaczej i reagujących samodzielnie. Spore zainteresowanie wyborców PiS wzbudził wywiad Aldony Zaorskiej z Grzegorzem Braunem, który jest nie tylko reżyserem i publicystą, ale również nauczycielem akademickim. Zdaniem tego pana morderstwo Adamowicza to kolejne niewyjaśnione zabójstwo. Kolejne, bo „w III Rzeczpospolitej takie rzeczy zdarzają się wręcz seryjnie”. Braun sądzi, że to wydarzenie bardzo przysłużyło się tym, którzy głoszą, że w Polsce demokracja jest zagrożona i gdyby nie zdarzyło się naprawdę, to „na użytek tej antypolskiej narracji trzeba by je wymyślić”. Uniwersytecki wykładowca informuje ponadto, że zabójstwo Pawła Adamowicza to w konsekwencji wielka wspólna operacja propagandowa opozycji i WOŚP Jerzego Owsiaka, bo morderstwa dokonano „na ołtarzu świeckiej religii, podczas celebracji tego dorocznego obrzędu”. Braun nie omieszkał też zawiadomić, że ofiara mordu to „prominentny przedstawiciel opcji niemieckiej, chętnie wpisujący się w żydowskie narracje propagandowe i w neomarksistowskie projekty seksualizacji nieletnich”…

Czytelnikom, którzy w tym miejscu wzruszą ramionami, bo pan Braun jest postacią groteskową i marginalną, zwracam uwagę, że nasza scena polityczna aż roi się od podobnych postaci, a każdego dnia jesteśmy świadkami wydarzeń, które jeszcze niedawno uznalibyśmy za marginalne i groteskowe, a dziś albo ich już nie dostrzegamy, albo traktujemy je z pełna powagą. Nie jestem katastrofistą i też żywię mocne przekonanie, że ostatecznie dobro zwycięży. Problem tylko – jak dożyć tej chwili?

Myślę, że zanim zabierzemy się za bratanie, zanim wypijemy bruderszaft przechodząc  z warknięć  stworzeń animalnych na „Pan”(i „Pani”), powinniśmy zdefiniować wyraźnie, czym jest język pogardy oraz czym mowa nienawiści nie jest. Bo walka o życzliwą debatę publiczną rodzi pewne zagrożenie: może okazać się niebezpieczna dla prawdy. Wraz z oczyszczającą kąpielą łatwo wylać prawdę – tę rozumianą jako osąd zgodny z rzeczywistością. Jeśli ktoś kłamie, to jest kłamczuchem, jeśli kradnie – złodziejem, jeśli oszukuje – oszustem. Kim będą ci ludzie, jeśli zabraknie nam słów precyzyjnie określających ich działanie i motywy, bo te dotychczasowe uznamy za obraźliwe? Jeśli wojna z mową nienawiści sprowadzi się do eliminacji ze słownika debaty publicznej wybranych wyrazów i do relatywizowania negatywnych ocen ludzkich poczynań, to nie tylko stracimy trzeźwy osąd. Co gorsza – pozwolimy by ci, przeciw którym wojna się zaczęła, opanowali nasze dowództwo i sztab generalny.

Dlatego publiczne nazwanie premiera Morawieckiego kłamcą, prezesa Kaczyńskiego oszustem, eksministra Macierewicza hochsztaplerem, albo wicemarszałka Terleckiego cynikiem i politycznym graczem, powinno pozostać zwyczajną diagnozą tak długo, dopóki nie dopiszemy do niej szyderczych przymiotników. A poza tym niech mowa nienawiści zginie i przepadnie. Niech służy tylko badaczom niektórych form i przejawów epistolarnej twórczości, charakteryzującej polski dyskurs publiczny I połowy XXI wieku.

(fragment)

Afera KNF jest groźna dla wiarygodności polskiego systemu bankowego.

Wszystko do tej pory w aferze KNF jest zbieżne z aferą Rywina. Według „Wyborczej”, Chrzanowski miał zeznać, że rozmawiał z bankierem Czarneckim z inspiracji Adama Glapińskiego, prezesa Narodowego Banku Polskiego.

Afera Rywina była ostatecznie klęską samego Rywina, SLD i polityków tej partii. Afera KNF jest rozleglejsza – jak rozległa personalnie, nie wiemy – ale przede wszystkim jest groźna dla wiarygodności polskiego systemu bankowego, bo Glapiński to konstytucyjny (nieusuwalny w trakcie kadencji) prezes banku centralnego.

Glapiński sam nie ustąpi. Jeżeli zeznania Chrzanowskiego są prawdą, to Jarosław Kaczyński może uruchomić skuteczne narzędzie, aby Glapiński podał się do dymisji. Może, lecz nie musi. Koszty poniesie PiS w roku wyborczym, czy zatem prezes PiS na to pójdzie? Raczej, a w zasadzie na pewno nie.

Jaka z tego w tej chwili może być sformułowana konkluzja? Otóż SLD miał Rywina i grupę trzymającą władzę, Platforma osławione ośmiorniczki, a PiS ośmiornicę i wszyscy wiemy, kto w niej trzyma wszechwładzę. Ta afera z Chrzanowskim i Glapińskim kiedyś zostanie ujawniona. Oby nie za późno dla Polski.

>>>

Tekst dostępny tutaj. Warto, warto przeczytać >>>

Pisowska lojalność nagrodzona intratnym stanowiskiem pomimo zarzutów prokuratury

5 Sty

Były szef departamentu operacyjno-śledczego w CBA, Paweł W. w grudniu został powołany na stanowisko kierownicze w Biurze Przeciwdziałania Nadużyciom i Audytu w Państwowych Portach Lotniczych.

Być może nie byłoby w tym fakcie nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że na Pawle W. ciąży oskarżenie prokuratury za jazdę samochodem bez prawa jazdy. Zostało mu ono wcześniej zabrane za przekroczenie dozwolonej liczby punktów karnych.

Paweł W. jest doskonałym przykładem na proceder obsadzania ważnych stanowisk państwowych ludźmi związanymi z Prawem i Sprawiedliwością, tym bardziej, że poprzednie swoje stanowisko w CBA również zawdzięczał partyjnemu powiązaniu.

Powołanie Pawła W. na szefa BPNiA może mieć powiązanie ze zwolnieniami ludzi, nawet z kilkunastoletnim stażem pracy, ale nie związanych z partią rządzącą.

„Musiałam zwalniać dyscyplinarnie pracowników z 10-20-letnim stażem pracy, prawie we wszystkich przypadkach bez uzasadnienia” – mówiła dziennikarzom „Wyborczej” była kadrowa PPL, Renata Grzywna, która też została zwolniona.

Nadrzędnym celem Biura Przeciwdziałania Nadużyciom i Audytu jest według prezesa PPA „zapewnienie przestrzegania przez jednostki organizacyjne PPL powszechnie obowiązujących przepisów prawa i wewnętrznych aktów normatywnych, w tym kodeksu etyki i polityki przeciwdziałania nadużyciom i korupcji”. Definicja ta ma się jednak nijak do partyjnej polityki kadrowej prowadzonej przez Prawo i Sprawiedliwość.

>>>

Mordeczka Kaczyńskiego – Jarosław Zieliński

17 List

Wiceminister od policji Jarosław Zieliński zareagował na informacje na swój temat w mediach. Odpowiedzieli internauci.

A to news z roku 2011. Podobnie jak dzisiaj, prawdaż?