Tag Archives: Georgette Mosbacher

Mateusz Morawiecki używa ojczyzny dla prywaty

2 Gru

>>>

Więcej >>>

>>>

Reklamy

Od czego biorą się odjazdy Dudy?

30 List

Schetyna do PAD: Proszę oszczędniej gospodarować nieprawdą. Antyeuropejską partią jest PiS, a łamanie przez pana konstytucji przyczynia się do wypychania Polski z Europy

Lider Platformy odpowiada na dzisiejszy tweet Andrzeja Dudy.

Prezydent Andrzej Duda nie od dziś zaskakuje swoją aktywnością na Twitterze. Zdarzają się wpisy, co do których wielu ma wątpliwości, że zostały napisane przez głowę państwa. Tym razem Duda, który mienił się „prezydentem wszystkich Polaków”, wdał się na Twitterze w polemikę, w której ewidentnie opowiedział się po stronie partii rządzącej.

Andrzej Duda odniósł się do słów Sławomira Neumanna z PO, który w rozmowie z onet.pl stwierdził, że „ścieżka do Polexitu jest faktem, niezależnie od zaklęć Kaczyńskiego czy Morawieckiego”, a polityka PiS przypomina działania w Wielkiej Brytanii w sprawie Brexitu. – „Polexit staje się chyba jedynym znanym elementem programu PO. Powtarzają to jak mantrę i wyraźnie prą w tym kierunku. PO chce wypchnąć Polskę z UE?” – skomentował Andrzej Duda.

Zareagował na te słowa Kamil Sikora z wp.pl. – „Oczywiście „apolityczna prezydentura” to mit. Ale apartyjna to chyba nie są zbyt wygórowane oczekiwania? Tymczasem pan prezydent włącza się w międzypartyjne pyskówki” – napisał dziennikarz. Duda „nie odpuścił” i odpowiedział: – „Bo już mnie męczy ta wasza natrętna propaganda i odwracanie kota ogonem. Zniesmaczony jestem, a i Święty by nie wytrzymał… więc sorry” – napisał Andrzej Duda.

„Nie PO. Pan i pana dysponent z Żoliborza. Unia jemu przeszkadza. Pan to pionek do posłusznego przesuwania, ale On chce rządzić samowładnie i samowolnie. Panem już tak rządzi, Polakami jeszcze nie. I przeszkodę, Unię chce rozwalić, albo z niej wyjść. I Polacy powinni to wiedzieć” – skomentował na Twitterze Waldemar Kuczyński. Inni internauci też nie kryli oburzenia wpisem prezydenta.

„Przypominam, że to Pan podpisał SIEDEM nowelizacji Ustawy o SN, które są kwestionowane przez KE i kto tu pomaga w „polexicie”. Chyba jednak lepszą strategią byłoby milczenie na Pana miejscu!”; – „PO nie łamie Konstytucji. To pańska partia robi wszystko, żeby Polska opuściła UE. Rozumiem, że ten wpis jest do waszego elektoratu. To nie PO podpisało ustawy niezgodne z prawem, tylko Pan, dr prawa”; – „Tzw. prezydent Duda nie po raz pierwszy zachowuje się jak dziecko z ADHD…”; – „Pan Prezydent w Andrzejki chyba stracił kontrolę nad kontem Twittera”.

>>>

Grupa trzymająca władzę i kasę robi się nerwowa. Próbuje nas straszyć, co tylko potwierdza słuszność naszych zarzutów.

Sypią się pozwy i pogróżki. Jest tego tyle, że sprawia to wrażenie skoordynowanej akcji. Politycy obozu rządzącego i kontrolowane przez nich instytucje najwyraźniej usiłują zastraszyć i ocenzurować „Gazetę Wyborczą” oraz inne niezależne media.

Senator Grzegorz Bierecki grozi i żąda usunięcia z serwisu Wyborcza.pl fragmentu stenogramu rozmowy Leszka Czarneckiego z ówczesnym przewodniczącym KNF Markiem Ch., dotyczącego nieudanej próby ulokowania wielomilionowej kwoty w banku Czarneckiego.

PiS w „ostatecznym przedsądowym wezwaniu”, sformułowanym przez obsługującą tę partię kancelarię adwokacką Gotkowicz, Kosmus, Kuczyński, grozi Wojciechowi Czuchnowskiemu za wpis na Twitterze, w którym mój redakcyjny kolega mówił o mafii z PiS.

A mnie usiłuje zastraszyć Polski Fundusz Rozwoju, w którego imieniu ta sama kancelaria przysłała mi podobne „ostateczne przedsądowe wezwanie”, domagając się przeprosin i wycofania ze strony Wyborcza.pl mojego artykułu „Jak PiS wjechał na Kasprowy Wierch”.

Jak się okazuje, zadziwiające wpisy na portalu społecznościowym to nie jedyna dzisiejsza aktywność Andrzeja Dudy. Prezydent postanowił właśnie podpisać – eufemistycznie mówiąc – kontrowersyjną ustawę o Komisji Nadzoru Finansowego. Znajduje się w niej przepis umożliwiający przejmowanie banków, znajdujących się w złej kondycji finansowej, przez inne banki „za złotówkę”.

Tenże przepis ma związek z aferą korupcyjną w KNF, ujawnioną przez „Gazetę Wyborczą”. Dziennik opublikował nagranie z rozmów między byłym już szefem KNF Markiem Ch. a właścicielem Getin Noble Bank Leszkiem Czarneckim. Bankier usłyszał, że jego zagrożony kłopotami finansowymi bank może zostać doprowadzony do upadku i przejęty („za złotówkę) przez inny bank, chyba że zatrudni u siebie prawnika Grzegorza Kowalczyka i da mu wynagrodzenie 40 mln zł.

Kontrowersje budziły także prace nad tą ustawą. Przebiegały w ekspresowym tempie – posłowie PiS przegłosowali ją 9 listopada, a senatorowie tej partii – 23 listopada. Parlamentarzyści partii rządzącej nie wzięli pod uwagę zastrzeżeń sejmowych i senackich prawników.

A i tryb wniesienia przepisu, umożliwiającego przejmowanie banków będących w kłopotach oprawki, budzi daleko idące wątpliwości. Poseł PiS Kazimierz Smoliński (na polecenie swego klubu parlamentarnego) wniósł ją dwa dni po tym, gdy właściciel Leszek Czarnecki zawiadomił prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez Marka Ch. – szefa KNF.

Posłowie opozycji alarmują, że na mocy ustawy, która właśnie weszła w życie, można będzie przejąć każdy bank i wywłaszczyć każdego właściciela-bankowca.

Duda coś musi brać, bo takich odjazdów normalnie się nie ma.

vald2

Trzy teksty Waldemara Mystkowskiego.

To nie ambasador USA Georgette Mosbacher upokorzyła PiS, to partia Jarosława Kaczyńskiego padła przed nią na twarz. Ale jak ktoś nie zna najważniejszej poprawki do amerykańskiej konstytucji, która ma obszerną literaturę przedmiotu i niejedno hasło w Wikipedii jako „1. poprawka do Konstytucji Stanów Zjednoczonych”, to musi tak dołować ze swoją facjatą.

Ambasador Mosbacher sprowadziła PiS do właściwej tej partii pozycji – bicia przed nią czołem. Rzecznik Joanna Kopcińska opublikowała w imieniu rządu Mateusza Morawieckiego oświadczenie, które jest mentalnym dla tej formacji świadectwem upadku, bo nie dość, że zaznali upokorzenia, to znowu pojawiła się mantra nieodpowiedzialności: „nasi poprzednicy”.

Otóż „wasi poprzednicy”, czyli koalicja PO-PSL i wcześniej, nie mieli żadnych zatargów z sojusznikiem zza Oceanu, a nawet służyli przykładem jako kraj wolności, aspiracji, jako prymus demokracji, któremu się udało. A jednak przyszedł PiS do władzy i diabli wzięli wcześniejsze osiągnięcia.

Mosbacher po upokorzeniu PiS znowu się odezwała i docisnęła…

View original post 1 177 słów więcej

Pan Jarek dawkuje aferę KNF

30 List

Reportaż TVN o neonazistach, sprawa powieszenia portretów europosłów PO na szubienicach, kwestia rzekomych szwajcarskich kont polityków lewicy i wiele innych, politycznie „gorących” śledztw – takimi sprawami zajmuje się prokuratura w Katowicach. To tam lata temu aplikację robił Zbigniew Ziobro, a dziś jest „kuźnią kadr” Ministerstwa Sprawiedliwości oraz Prokuratury Generalnej. W niej badana jest afera KNF, która w ostatnich tygodniach wstrząsnęła polską polityką. – Każde słowo, jakie pada w tym śledztwie, jest znane partyjnej centrali. I to, co gorsza, zgodnie z prawem – mówi Onetowi anonimowo prokurator z Katowic.

  • Katowicka prokuratura już za poprzednich rządów PiS była szczególnie preferowana przez władzę – to tam trafiała większość śledztw politycznych
  • Ze Śląska wywodzą się najważniejsi ludzie z otoczenia Zbigniewa Ziobry – to stąd pochodzą Bogdan Święczkowski, Marek Pasionek, Robert Hernand czy Krzysztof Sierak
  • Także na Śląsku, po tym jak PiS stracił w 2007 roku władzę, powstało stowarzyszenie prokuratorów „Ad Vocem”, które miało chronić prokuratorów związanych z Ziobrą. Założyła je prok. Małgorzata Bednarek – dziś sędzia Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego
  • Katowicka prokuratura ma zbadać m.in. aferę KNF oraz sprawę reportażu wcieleniowego TVN o „urodzinach Hitlera”
  •  – To ośrodek bardzo specyficzny i trudno mówić o jego niezależności – tak o wydziale zamiejscowym Prokuratury Krajowej w Katowicach mówi prok. Iwona Palka, była szefowa katowickiej „apelacji”, dziś w stanie spoczynku
  • Szef Stowarzyszenia „Lex Super Omnia”, prok. Krzysztof Parchimowicz dodaje, że decyzja o badaniu sprawy KNF w Katowicach jest „co najmniej dziwna”. – Sprawa jest typowo warszawska, więc przekazanie jej do Katowic jest niezrozumiałe. Chyba że stoją za tym jakieś inne względy – mówi

Gdy „Gazeta Wyborcza” napisała o sprawie byłego szefa KNF Marka Chrzanowskiego i jego propozycji dla Leszka Czarneckiego, właściciela Getin Noble Banku, minister sprawiedliwości zareagował „niemal” natychmiast.

Zapowiedział, że sprawa zostanie zbadana „do gruntu”. – Prokuratura na moje polecenie wszczęła śledztwo, jest ono już intensywnie prowadzone wspólnie z CBA – mówił 13 listopada Zbigniew Ziobro. – Będziemy domagać się postępów tego śledztwa od prowadzących je prokuratorów – podkreślał.

Zbigniew Ziobro nie wyjaśnił jednak, jak doszło do tego, że wszczęcie śledztwa polecił dopiero po publikacji informacji o aferze w prasie – podczas gdy zawiadomienie do prokuratury w tej sprawie trafiło już 7 listopada, czyli sześć dni wcześniej.

Co działo się w tym czasie? Nie wiadomo. Gorączkowe działania wymusiła dopiero publikacja w „Gazecie Wyborczej”. – W odróżnieniu od tych przedstawicieli klasy politycznej, którzy chcą stosować taryfę skrupulatności śledztwa tylko do pewnej części osób, nie patrzymy na polityczne legitymacje, ale będziemy tak samo konsekwentni zawsze – mówił 13 listopada Ziobro. – Kogokolwiek to będzie dotyczyć, czy ludzi z nominacji poprzedniej władzy, członków poprzedniego rządu, czy członków aktualnego rządu – deklarował.

– To jest ta fundamentalna różnica, którą państwu gwarantuję – kwitował szef resortu sprawiedliwości. Zaznaczył przy tym, że wyjaśnianiem afery KNF zajmie się wydział zamiejscowy Prokuratury Krajowej w Katowicach.

Prokuratura pod specjalnym nadzorem. „Każde słowo ze śledztwa trafi prosto na Nowogrodzką”

Wydział, który zbadać ma aferę KNF, tworzyła bliska współpracownica Zbigniewa Ziobry – dziś sędzia Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego – Małgorzata Bednarek. Zasłynęła tym, że w 2006 roku, jako prezes Prokuratury Okręgowej w Bielsku-Białej podczas konferencji prasowej oświadczyła, że lokalni sędziowie i prokuratorzy tworzyli „zorganizowaną grupę przestępczą”.

Nad tym śledztwem prok. Bednarek objęła nadzór osobiście. Tezy ze śledztwa upadły, dochodzenia umorzono, a oskarżeni sędziowie otrzymali odszkodowania – po 50 tysięcy złotych – oraz przeprosiny na pierwszych stronach lokalnych gazet.

Gdy PiS stracił władzę, prok. Bednarek w 2008 roku założyła Stowarzyszenie „Ad Vocem”, skupiające prokuratorów „od Ziobry”, których po utracie przez PiS władzy mogły dotknąć jakieś represje.

Dziś to „zaplecze” Ziobry sprawuje najważniejsze funkcje w ministerstwie i w Prokuraturze Generalnej. Należą do niego prokurator krajowy Bogdan Święczkowski, odpowiedzialny za śledztwo smoleńskie Marek Pasionek, Krzysztof Sierak czy wiceszef PG Robert Hernand.

Wszyscy „korzenie” mają właśnie w Katowicach. – Dziś, zupełnie „przez przypadek”, właśnie do Katowic trafia sprawa afery KNF. Po prostu śmiech na sali – mówi nam jeden ze śląskich prokuratorów, chcący zachować anonimowość.

– Jestem przekonany, że każdy protokół z czynności w śledztwie jest przekazywany do Zbigniewa Ziobry, który to śledztwo osobiście nadzoruje. Ma takie prawo, może zapoznawać się z wszelkimi czynnościami, jakie są wykonywane w toku śledztwa. Co jest absolutnie przerażające, dzieje się to zgodnie z prawem – wyjaśnia śląski prokurator.

– Taką zmianę ustawy o prokuraturze przeforsował obecny Prokurator Generalny. Wszystko po to, by nigdy więcej nie być zagrożonym ewentualnym wnioskiem o odpowiedzialność przed Trybunałem Stanu, co groziło mu po tym, jak informacje ze śledztwa w sprawie mafii węglowej ujawnić miał prezesowi PiS – mówi. – Teraz więc mamy sytuację taką, że każde słowo, które pada w tym śledztwie, może być natychmiast znane na Nowogrodzkiej, w partyjnej centrali – podkreśla prokurator z Katowic.

Była szefowa katowickiej „apelacji”: prokuratura absolutnie nie jest niezależna

Decyzję o przekazaniu do Katowic śledztwa ws. KNF krytycznie ocenia prok. Iwona Palka, członkini zarządu Stowarzyszenia „Lex Super Omnia” i była szefowa katowickiej Prokuratury Apelacyjnej, obecnie w stanie spoczynku. – To w żadnym wypadku nie jest właściwość katowicka, śledztwo powinno toczyć się w Warszawie, dla każdego jest to oczywiste – mówi Onetowi prok. Palka.

– Przekazanie śledztwa w tak kluczowej sprawie do tej właśnie jednostki musi budzić szereg pytań. Tym bardziej że w mojej ocenie trudno dziś mówić o niezależności którejkolwiek prokuratury. Absolutnie nie można tak twierdzić – mówi.

– Nowa ustawa Prawo o prokuraturze, wprowadzona przez obecną władzę, pozwala na mocy art. 12 par. 1 przekazywać nadzorującemu śledztwo informacje do dowolnie wybranych osób. Bez konsekwencji i wyłącznie uznaniowo – wyjaśnia. – Ograniczenie, jakie jest zawarte w ustawie, to „istotność dla bezpieczeństwa państwa i jego prawidłowego funkcjonowania” – mówi prok. Palka. – A to jest kategoria absolutnie dowolna i uznaniowa. W tej sytuacji prokurator nadzorujący śledztwo – czyli w przypadku sprawy KNF Zbigniew Ziobro – może dowolnie transferować informacje ze śledztwa i przekazywać je dalej. Pytanie, czy z tego uprawnienia korzysta? – pyta prok. Palka.

Kto w tym śledztwie rządzi? „Nie daje rękojmi, że nie straci twarzy”

Naczelnikiem wydziału zamiejscowego Prokuratury Krajowej w Katowicach jest Tomasz Tadla, wieloletni zastępca rzecznika prasowego Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach. Dziś odpowiada za śledztwo ws. KNF. – Zawsze mówił, że funkcje go nie interesują, że chce działać „w linii”. Cóż, najwyraźniej coś się zmieniło – mówi nam anonimowo jeden ze śląskich śledczych. – Opinia środowiska o nim jest taka, że to dobry prokurator, „ogarnięty”, tyle że czuły na awanse i gratyfikacje, jakie się z tym wiążą – mówi.

A czy daje gwarancje niezależności? – pytamy naszego rozmówcę.

– Nie dam rękojmi, że przy tej sprawie nie straci twarzy – mówi. – Już teraz wiele decyzji związanych z aferą KNF może dziwić. Choćby żądanie dwóch miesięcy aresztu dla Marka Chrzanowskiego. To jest niestandardowe, bo normalnie przy takiej sprawie „z automatu” żąda się maksymalnego wymiaru aresztu, czyli trzech miesięcy – mówi nam śląski prokurator.

– Do tego – co bardzo istotne – co najmniej dziwna jest kwalifikacja prawna czynu. Uznanie, że Chrzanowski popełnił jedynie przestępstwo urzędnicze, czyli czyn z art. 231 kodeksu karnego – przekroczenia przez funkcjonariusza publicznego uprawnień celem osiągnięcia korzyści majątkowej przez osobę trzecią – jest, mówiąc najprościej, dziwnie łagodny – podkreśla nasz rozmówca. – Zwłaszcza jak na Katowice, które są bardzo rygorystyczne. Bo normalnie byłoby „na grubo” i to byłoby zakwalifikowane jako zwykła łapówa – kwituje śląski prokurator.

Prok. Parchimowicz: Katowice to ośrodek bardzo specyficzny

Krzysztof Parchimowicz, zdegradowany przez Zbigniewa Ziobrę prokurator w stanie spoczynku oraz szef i założyciel Stowarzyszenia „Lex Super Omnia” w rozmowie z Onetem podkreśla, że Katowice są dla Zbigniewa Ziobry miejscem szczególnym.

– Przecież tu właśnie robił aplikację, stąd wywodzą się ludzie mu najbliżsi – mówi. – Dla mnie niezrozumiała jest jednak inna kwestia. Mogę zrozumieć osobisty sentyment ministra, ale nie zmienia to faktu, że przenosząc śledztwo w sprawie KNF do Katowic, naraża skarb państwa na gigantyczne koszty – podkreśla. – To są zwroty za podróż wszystkich świadków itd. Przecież przy śledztwie tej rangi, śledztwie „najważniejszym z ważnych”, wszystkim powinno zależeć, by kontakt prokuratora z CBA był jak najłatwiejszy. Tymczasem CBA jest w stolicy, a prokurator na Śląsku. Powiedzieć, że to dziwne, to mało – podkreśla.

Przypomnijmy, to prokuratura w Katowicach – za poprzednich rządów PiS – prowadziła sprawę Barbary Blidy. Zajmowali się też rzekomymi szwajcarskimi kontami polityków lewicy, czy sprawą tzw. willi Kwaśniewskich.

Także Katowice badać mają sprawę sędzi, która uniewinniła lekarzy oskarżonych o doprowadzenie do śmierci ojca Zbigniewa Ziobry. Ten sam ośrodek stawiał zarzuty Cezaremu Grabarczykowi z PO, który był podejrzany o poświadczenie nieprawdy w dokumentach podczas starania się o pozwolenie na broń.

Dziś Katowice badają aferę KNF. Także ta prokuratura zajmuje się sprawą neonazistowskiej imprezy w Wodzisławiu Śląskim – czyli tzw. urodzin Hitlera. Po tym, jak śledczy z Gliwic najpierw próbowali postawić operatorowi TVN zarzuty propagowania faszyzmu – bo podczas reportażu wcieleniowego udawał, że „hailuje” – po wycofaniu zarzutów śledztwo przekazano właśnie do Katowic.

— GAZETA STOŁECZNA O TŁUMACH NA WARSZAWSKIEJ BURZY MÓZGÓW BIEDRONIA – jak pisze Wojciech Karpieszuk: “Do kina Palladium przyszli młodzi i starsi, było bardzo dużo młodzieży licealnej. Nie wszyscy się zmieścili, część osób relację ze spotkania oglądała na telebimie w pobliskim klubie Hybrydy. Biedroń szybko oddał głos zebranym, krążył po sali z mikrofonem, ludzie zgłaszali postulaty, odbywała się nad nimi szybka dyskusja i głosowanie. – Będziemy głosowali jak w Sejmie, ekspresowo i w nocy, takie standardy, sorry – zażartował Biedroń. Podczas głosowania wskakiwał na scenę, zebrani podnosili ręce, a on oceniał, czy większość jest za, czy przeciwko. Był jedynie moderatorem debaty, starał się wyciągnąć konkretne postulaty. Mówił: – Wiem, że to trudne, wy myślicie, że to politycy mają podawać pomysły, a ja myślę, że wy macie lepsze”.
warszawa.wyborcza.pl

— POLICJA WEZWAŁA WOJCIECHA CIEŚLĘ ZA TEKST O MUSZYŃSKIM: “- Brak mi słów – mówi Wojciech Cieśla, dziennikarz „Newsweeka” wezwany na policję za publikację artykułu „bez zgody osoby zainteresowanej”, czyli wiceprezesa TK Mariusza Muszyńskiego. Helsińska Fundacja Praw Człowieka podkreśla, że to pierwszy taki przypadek w Polsce”.
wyborcza.pl

— PROFESOR ANTONI DUDEK O TYM DLACZEGO REAKCJA AMERYKANÓW WS TVN BYŁA TAK MOCNA: “TVN nie jest „jakąś” amerykańską inwestycją – w sensie finansowym jest największą amerykańską inwestycją w Polsce. Z naturalnych względów jeśli „coś” jest największą inwestycją w obcym państwie, to ambasador powinien się nią interesować. Zupełnie nie akceptując formy jakiej dopuściła się pani ambasador przy tej interwencji – mogło się to odbyć w formie ustnej rozmowy na przykład z premierem Morawieckim – zwracam uwagę na fakt jakie standardy obowiązują w Stanach Zjednoczonych. Nie jest przyjęte w amerykańskiej kulturze politycznej aby członkowie rządu piętnowali media. Tutaj pojawia się wątek, czy strona rządowa nie posunęła się zbyt daleko w krytyce TVNu. TVN jest głównym ośrodkiem (w mediach elektronicznych) oporu wobec PiSu. Pytanie co dalej. Jeśli prawdą są informacje krążące w opinii publicznej – których nie potrafię zweryfikować – że usiłowano odkupić TVN od Amerykanów i że pewne rządowe kręgi usiłowały zaangażować spółki skarbu państwa, by te odkupiły TVN, po to, by zmienić jego profil ideowy, to pokazałoby dno reakcji pani Mosbacher.  Jeżeli fakt ten byłby prawdą – a nie słyszeliśmy żadnego dementi w tej sprawie ze strony rządu – to rzeczywiście mogłoby się to bardzo nie podobać Amerykanom, gdyż byłaby to próba zmonopolizowania przekazu medialnego”.

— DUDEK UWAŻA, ŻE POWINNO BYĆ ŚLEDZTWO WS WYCIEKU LISTU MOSBACHER: “Gigantycznym skandalem jest fakt, że ten nieotwarty list wyciekł do opinii publicznej, stąd moim zdaniem powinno zostać w tej sprawie uruchomione śledztwo. Wyszedł tu kompletny brak profesjonalizmu pewnych urzędników, bądź jest to element gry politycznej w obozie władzy, który postawił ten rząd w bardzo kłopotliwej sytuacji”.
m.fronda.pl

— JACEK NIZINKIEWICZ W RZ O PODWAŻANIU WIARYGODNOŚCI MEDIÓW PRZEZ PIS – pisze w RZ: “Trwa podważanie wiarygodności mediów, w myśl zasady: „Kto nie z Mieciem, tego zmieciem”. Teraz media wspierające rząd chcą kupić jedną z największych stacji radiowych dzięki państwowym pożyczkom. W obozie władzy pokutuje przekonanie, że dzięki pokornym dziennikarzom jego rządy nie będą zagrożone. Na Węgrzech Viktorowi Orbanowi udało się podporządkować lub doprowadzić do upadku wolne media. O podobnym scenariuszu marzy PiS. Pytanie, czy Polacy chcą mediów przytakujących politykom?”
rp.pl

— GW O MARKU CH.  – jak piszą Agata Kondzińska i Iwona Szpala: “Dla publicznej kariery Ch. kluczowy jest rok 2016. To wtedy nieznany opinii publicznej pracownik naukowy SGH wchodzi do Rady Polityki Pieniężnej. Rekomendują go senatorowie PiS: twórca SKOK Grzegorz Bierecki, marszałek Senatu Stanisław Karczewski, wicemarszałek Michał Seweryński, Marek Martynowski zwany w parlamencie „żołnierzem Nowogrodzkiej”, Marek Pęk, Aleksander Szwed, Stanisław Gogacz. Gogacz i Szwed mówią „Wyborczej”, że nie pamiętają, dlaczego postawili na Marka Ch. (…) Grono ludzi wokół Ch. się kurczy. Dawni znajomi nie chcą o nim rozmawiać. A PiS, przy którym zrobił błyskotliwą karierę, twierdzi teraz, że właściwie go nie zna”.
wyborcza.pl

— EWA IVANOVA O ŚLEDZTWIE WS KNF – TU NIE MA PRZYPADKÓW – pisze w GW: “Czego nie powiedział polityk kierujący prokuraturą? Tego, dlaczego śledztwo rusza dopiero po publikacji „Wyborczej”. Co się działo z pismem mecenasa Giertycha i dlaczego nie trafiło w PK do komórki ds. przestępczości zorganizowanej i korupcji, ale do wydziału skarg i wniosków. Nie powiedział także, że prokurator PK został za to ukarany zesłaniem do prokuratury rejonowej. Bez orzeczenia dyscyplinarnego i bez sądu. Nie wiemy, czy faktycznie popełnił wielki błąd, czy został kozłem ofiarnym, bo wykonywał cudze polecenia. Prokuratura nie odpowiada na pytania w tej sprawie od wielu dni”.
wyborcza.pl

— RZ NA JEDYNCE O RAPORCIE MIAŻDŻĄCYM DOTYCHCZASOWE EFEKTY MIESZKANIA PLUS: “Pierwsze dwa lata realizacji programu Mieszkanie+ można uznać za stracone – to wnioski z raportu, który powstał na potrzeby rządu. Dokument trafił już na biurko premiera Morawieckiego i Jarosława Kaczyńskiego. Od momentu inauguracji programu w czerwcu 2016 r. popełniono wiele błędów – twierdzą autorzy raportu. Wskazują częste zmiany koncepcji i źle przygotowane przez Ministerstwo Infrastruktury akty prawne. Ich zdaniem najpoważniejszą szkodą jest stworzenie u wyborców „całkowicie nierealnych oczekiwań”.
rp.pl

— W SZKOŁACH CHAOS A ZALEWSKA ZACHWYCONA REFORMĄ – jedynka GW: “Minister edukacji Anna Zalewska podsumowała drugi rok reformy edukacji. – Mam dobre wiadomości dla nauczycieli, uczniów i rodziców – mówiła. Rodzice poszkodowanych roczników pomstują, a nauczyciele szykują się do strajku”.
wyborcza.pl

>>>

Krystyna Pawłowicz versus Jerzy Owsiak. Jak manipuluje się składem sędziowskim

30 List

Wczoraj sąd nakazał Jurkowi Owsiakowi przeprosić Krystynę Pawłowicz za „bezpodstawną sugestię dotyczącą stanu normalności naruszającej jej dobra osobiste w postaci czci i godności w filmie z dnia 2 czerwca 2014 roku. Na odpowiedź Owsiaka nie trzeba było długo czekać. Na Facebooku udostępniany jest jego komentarz do wyroku, jaki zapadł i kilka słów do sędziego, który tą sprawą się zajmował.

>>>

Przede wszystkim Jurek Owsiak nie czuje się odpowiedzialny za akcję „Ruch Wy….a Krystyny Pawłowicz W Kosmos”. Owszem, podszedł do niej z humorem, jednak mocno wulgarne słowo „wyp…lić” zamienił na „wysłać”. Sędzia uznał jednak, że wpisał się Owsiak w pierwotną retorykę i stąd nakaz przeproszenia posłanki.

Wyrok wydał sędzia Krzysztof Świderski, który zajmował się też kolejną sprawą z powództwa Pawłowicz, skierowaną przeciwko niemu i oczywiście, wydał wyrok korzystny dla posłanki. Owsiak zwraca się więc do sędziego pisząc, że jeśli „o czym często mówili przecież politycy zapowiadający zmiany w działaniach sądów, było to losowanie, to mogę tylko radzić, Panie Sędzio, aby z tym szczęściem brał Pan udział we wszelkich grach liczbowych, loteriach i konkursach. Ma Pan po prostu niesamowite szczęście losując dwa razy pod rząd tę samą powódkę i powoda.”

Niebawem ruszy Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, wraz ze 120 000 wolontariuszy w Polsce i na całym świecie, by walczyć o pomoc dla najmłodszych. Za kilka tygodni finał, dlatego też Owsiak nie ukrywa, że są sprawy dla niego ważniejsze i pisze, że „może jeszcze nie czas na ustalanie standardu zachowań i prowadzenia debaty publicznej, który zdecydowanie sprzeciwiłby się językowi nienawiści. Moim zdaniem Pan tego kroku w kierunku lepszego standardu nie uczynił. W żaden sposób mnie Pan jednak nie zatrzyma. Kiedy chodzi o zdrowie i życie Polaków – stawiamy to absolutnie na pierwszym miejscu. Pierdoły odpuszczamy”.

List Owsiaka wywołał burzę w internecie. Jeden z komentatorów napisał – Stworzono system, w którym szlachetny człowiek porywający tłumy do radosnej akcji i wyzwalający w ludziach najlepsze emocje od wielu lat, ulega prymitywnej, chamskiej i nierozgarniętej kobiecie, siejącej zło, nienawiść i wzbudzającej obrzydzenie w każdym myślącym stworzeniu; przegrywa z nią absurdalny i komi-tragiczny proces o wydumane głupstwa przed oficjalnym organem władzy sądowniczej. To jest barwa upadku ludzkich wartości, ludzkiej godności i wszelkiej sprawiedliwości.

– Media w ogromnej większości są zagraniczne, starają się kłamliwie przedstawiać rzeczywistość, oszukiwać wyborców. Jest to po prostu bardzo często propaganda, jakiej by się nie powstydził Jerzy Urban – mówił podczas kampanii samorządowej Mateusz Morawiecki. Kilkanaście dni wcześniej, po decyzji sądu apelacyjnego, to premier musiał sprostować publicznie swoją niezgodną z prawdą wypowiedź dotyczącą tego, że koalicja PO–PSL „nie budowała dróg i mostów”. W następnym miesiącu szef rządu musiał ponownie przeprosić za swoją wypowiedź dotyczącą smogu w Krakowie. Wpadki premiera były szeroko komentowane przez media, podobnie jak błędy całego obozu władzy. Taka jest prawidłowość w wolnych i demokratycznych państwach, że niezależne media patrzą politykom na ręce. Oczywiste jest, że rządzącym taka sytuacja nigdy się nie podoba.

Mosbacher pisze do premiera: rząd walczy z niezależnymi mediami

Partii Jarosława Kaczyńskiego przeszkadzają nie tylko dziennikarze w parlamencie, w którym mają ograniczoną możliwość poruszania się i skąd z gmachu głównego mieli zostać przeniesieni do jednej z bocznych salek, ale również wszystkie media patrzące władzy na ręce. Najważniejsze osoby w państwie nie udzielają wywiadów dziennikarzom, którzy mogą zadawać trudne pytania. Strumień pieniędzy z reklam państwowych został skierowany do mediów wspierających władzę. W publicznych mediach dokonano czystki niespotykanej dotąd w historii demokratycznej Polski. Rządzący zapowiadali nie tylko ustawę repolonizacyjną, żeby doprowadzić do tego, iż kapitał zagraniczny nie będzie mógł być właścicielem zagranicznych mediów, ale również ustawę dekoncentracyjną, z których do wyborów wycofali się taktycznie.

Kiedy TVN 24 opublikował materiał śledczych, rządzący przystąpili do krytyki stacji za metody wcieleniowe, którymi dziennikarze się posłużyli. Prokuratura nie tylko chciała postawić operatorowi stacji zarzuty karne, ale też Marcin Horała, poseł PiS, szef sejmowej komisji VAT-owskiej, stwierdził publicznie: „Na mieście się mówi, że TVN jest kapitałem rosyjskim”.

Trwa podważanie wiarygodności mediów, w myśl zasady: „Kto nie z Mieciem, tego zmieciem”. Teraz media wspierające rząd chcą kupić jedną z największych stacji radiowych dzięki państwowym pożyczkom. W obozie władzy pokutuje przekonanie, że dzięki pokornym dziennikarzom jego rządy nie będą zagrożone. Na Węgrzech Viktorowi Orbanowi udało się podporządkować lub doprowadzić do upadku wolne media. O podobnym scenariuszu marzy PiS. Pytanie, czy Polacy chcą mediów przytakujących politykom?

Tchórze PiS barykadują instytucje demokratyczne, wypisują Polskę ze świata, czyniąc z kraju Zadupie

29 List

Patryk Wachowiec, analityk prawny FOR, złożył skargę na szefa Kancelarii Sejmu, ponieważ odmówiono mu wstępu na posiedzenie 9 maja, kiedy trwał protest rodziców osób niepełnosprawnych. W tym okresie służby parlamentu (Straż Marszałkowska) zabroniły wydawania jednorazowych przepustek i kart prasowych, mimo że swobodę wejścia na teren Sejmu miały m.in. zorganizowane wycieczki i niektóre z osób zaproszonych przez posłów. Wachowiec stwierdził, że odmowa wstępu była naruszeniem Konstytucji, konkretnie art. 61 ust. 2, w myśl którego obywatele mają prawo „wstępu na posiedzenia kolegialnych organów władzy publicznej pochodzących z powszechnych wyborów, z możliwością rejestracji dźwięku lub obrazu”.

Dziś przed Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Warszawie rozpoczął się proces w tej sprawie. Patryk Wachowiec zaznaczył, że sprawa jest precedensowa, a „orzeczenie sądu wyznaczy linię orzeczniczą na przyszłość”. Podkreślił, że jawność życia publicznego jest jednym z elementów demokratycznego państwa prawnego. Jego zdaniem, regulamin Sejmu, na który powołano się przy odmowie wstępu, dał marszałkowi Markowi Kuchcińskiemu zbyt dużą władzę do określenia trybu dostępu i przesłanek ograniczających zasady wstępu.

 

Sędzia Alina Balicka odroczyła orzeczenie do 13 grudnia. – „Sąd uznał, że sprawa jest na tyle precedensowa, że potrzebuje jeszcze czasu na rozważenie argumentów” – napisał Wachowiec na Twitterze. Zwrócił też uwagę na symboliczną datę wydania wyroku.

>>>

>>>

Prezydent Duda mógłby ją wezwać w 12 minut. (…) Tam należało włączyć kamerę, nakręcić spotkanie dyplomatyczne, zbesztać babsztyla za brzydkie zachowanie i zapytać, czy woli pani przepraszać Polskę i naszego premiera (…) czy wyjeżdża Pani jutro” – takie „rady” dawał Wojciech Cejrowski prezydentowi w sprawie ambasador USA w Polsce. Słowa te padły na antenie prawicowego radia Wnet.

Chodzi oczywiście o list Georgette Mosbacher do Mateusza Morawieckiego, wysłany też do wiadomości Andrzeja. O sprawie m.in. w artykule List ambasador USA do Mateusza Morawieckiego dot. wolności mediów w Polsce wywołał burzę na prawicy”.

A jeszcze niedawno Cejrowski wychwalał jej kandydaturę na ambasadora USA w Polsce.

W lutym na swoim profilu na Facebooku tak pisał o Georgette Mosbacher: – „Trump wysyła swoją znajomą z Florydy, babeczkę, którą zna z dawnych czasów z biznesów (…) bardzo dobry strzał (…)”.Cóż, nie tylko kobieta zmienną jest w swoich opiniach.

Polska zajęła niechlubne ostatnie miejsce w Europie pod względem liczby lekarzy na 1000 mieszkańców. Nad Wisłą życie tak wielu obywateli spoczywa bowiem średnio w ręku zaledwie 2,4 medyków. Tymczasem średnia europejska to 3,8, Niemcy przebijają liczbę 4, a Austriacy 5. Rekordziści – Grecy, mają 6,6 lekarzy na 1000 mieszkańców. Takie ponure wnioski płyną z raportu „Health at a Glance 2018”, przygotowanego na zlecenie OECD.

Powyższe dane wróżą nieuchronne załamanie systemu ochrony zdrowia w Polsce. Tymczasem, choć zagrożenie nie jest nowe, to rok temu protestujący lekarze rezydenci usłyszeli od polityków obozu władzy “niech jadą”, prorządowe media stworzyły historię o “kanapkach z kawiorem”, a spór ze środowiskiem zawodów medycznych zakończył się ostatecznie pyrrusowym dla tych ostatnich porozumieniem, które na dodatek nie zostało dotrzymane przez PiS na etapie wdrażania.

Rząd zadbał bowiem, aby w systemie pozostało po staremu. W budżecie potrzeba środków na obietnice wyborcze, a nie kadry szpitali i przychodni. W efekcie władze zaniechały urealnienia wynagrodzeń do poziomu, który powstrzymałby masową emigrację. Jakby tego było mało, warunki pracy pozostały takie same, a obserwując sytuację na oddziałach szpitalnych, można bez wątpienia powiedzieć, że los sytemu już dziś wisi na włosku. Niemożność racjonalnego wykorzystania przysługującego urlopu, wymuszane dyżury w niewystarczającej obsadzie do liczby pacjentów, spędzanie świąt, Sylwestra w pracy i do tego absurdalnie rozbudowana biurokracja sprawiają, że praca w Polsce jest zadaniem dla wytrwałych.

Rządowy plan, aby zastąpić polskich pracowników ukraińskimi, także się nie powiódł. Ci ostatni nie zdają bowiem bardzo często egzaminów nostryfikacyjnych, a do tego już wkrótce szeroko otworzą się przed nimi oferujące diametralnie lepsze warunki pracy niemieckie kliniki. Walka o pracownika ponownie stanie się nierówna, a rozstrzygnięcie – bardzo szybkie.

Niedobory osiągają już tak duże rozmiary, że wkrótce trudności w dostaniu się do lekarzy nie będą dotyczyć tylko specjalistów, ale także lekarzy rodzinnych. Ci ostatni są bowiem wciąż bardzo nieliczni, a resort ma w planach już za kilka lat wyeliminować z rynku podstawowej opieki zdrowotnej lekarzy innych specjalizacji niż z medycyny rodzinnej, co wyrzuci z przychodni większość obecnie przyjmujących lekarzy.

Polityka pogardy wobec środowiska pracowników ochrony zdrowia będzie miała bardzo bolesne konwencje. Nogami głosują bowiem nie tylko lekarze, ale także pielęgniarki i inne zawody medyczne. Dalsze ignorowanie problemu sprawi zaś, że naprawienie systemu z każdym rokiem będzie coraz trudniejszym zadaniem.

>>>

Tusk potrafi jeździć konno

29 List

Kidawa-Błońska: Zadałam Tuskowi pytanie czy potrafi jeździć konno i powiedział że potrafi

– Skąd pan Krasnodębski wie, że Donald Tusk nie umie jeździć konno? Zadałam Tuskowi pytanie czy potrafi jeździć i powiedział, że potrafi. Zresztą każdy z nas na studiach uczył się kiedyś jeździć konno. Na socjologii jeździłam konno. Miałam grupę przyjaciół i jeździliśmy konno. To była bardzo przyjemna forma spędzania wolnego czasu – stwierdziła Małgorzata Kidawa-Błońska w rozmowie z Robertem Mazurkiem w RMF FM.

Neumann: Wspólny start PO-PSL jest możliwy w wyborach europejskich jako EPP

– Wspólny start Platformy, PO-PSL, jest możliwy w wyborach europejskich jako EPP. Nie wiem czy jako Koalicja Obywatelska-PSL, czy PO-PSL, czy jako Europejska Partia Ludowa. Nie rozmawiamy o takich szczegółach, ale mówimy o wspólnym starcie. Jesteśmy od wielu lat w jednej rodzinie politycznej – mówił Sławomir Neumann w rozmowie z Beatą Lubecką w programie „Gość Radia Zet”.

Neumann: Rząd nie jest w stanie wygrać z TVN i z wolnymi mediami

– Rząd nie jest w stanie tego wygrać. Na żadnej płaszczyźnie. Nie jest w stanie wygrać z TVN i z wolnymi mediami. Mają to udokumentowane, mają prawników. Nie wygra, nie przejęli jeszcze w Polsce sądów, nie wygrają takiej sprawy. Mogą tylko próbować zastraszyć kogoś– mówił Neumann w programie „Gość Radia Zet”.

Kamiński o liście Mosbacher: Tutaj to wyciekło, bo najwyraźniej było to na rękę komuś w otoczeniu premiera. Tam jest bardzo dużo amatorszczyzny w wojnie pomiędzy różnymi ośrodkami władzy w PiS

– Tutaj to wyciekło, bo najwyraźniej było to na rękę komuś w otoczeniu pana premiera. To jest w oczywisty sposób prztyczek w jego głównego rywala, czyli ministra sprawiedliwości. To, że tam jest bardzo dużo amatorszczyzny w tej wojnie pomiędzy różnymi ośrodkami władzy w Prawie i Sprawiedliwości to jest jedna sprawa. Ta wojna istniej i mamy bez przerwy jej przejawy – mówił Michał Kamiński w rozmowie z Karoliną Lewicką w „Poranku TOK FM”.

Kamiński: Za co się nie wezmą, to dostają bęcki. Ich elektorat z jednej strony jest faszerowany taką patriotyczną viagrą, która bez przerwy każe widzieć wszędzie walkę o ojczyznę

 Za co się nie wezmą, to dostają bęcki. Ten elektorat, ich elektorat z jednej strony jest faszerowany taką patriotyczną viagrą, która bez przerwy każe widzieć wszędzie walkę o ojczyznę itd., od tramwaju na słoniu, wszystko jest związane ze sprawą polską. Nagle okazuje się, że ten nadęty, triumfacki, triumfalistyczny, polski pseudopatriotyzm, bo tak go trzeba nazwać, co chwilę się zderza z brutalną rzeczywistością i ci goście, którzy chcieliby być tacy wielcy, są tacy malutcy – mówił Michał Kamiński w rozmowie z Karoliną Lewicką w „Poranku TOK FM”.

— MICHAŁ SZUŁDRZYŃSKI O PLOTCE, ŻE LIST UJAWNIONO, BY POKAZAĆ ELEKTORATOWI NIEZADOWOLONEMU PO SN TWARDOŚĆ PIS – w RZ: “Według plotki krążącej w politycznych kuluarach, list amerykańskiej ambasador Georgette Mosbacher ujawniono, ponieważ PiS miał się zorientować, że ustępstwa wobec Unii w sprawie reformy Sądu Najwyższego zostały negatywnie odebrane przez elektorat tej partii (co potwierdza sondaż przeprowadzony przez IBRiS na zlecenie „Rzeczpospolitej”). Sympatycy prawicy mieli uznać, że rząd niewystarczająco broni suwerenności, uginając się przed żądaniami Brukseli. W odpowiedzi przypomniano sobie o liście ambasador Mosbacher do premiera, który postanowiono ujawnić i zorganizować spektakl pod tytułem: Polska nie da sobie pluć w twarz, będziemy bronić naszej suwerenności. A wyborcy szybko zapomną o upokorzeniu, jakim było wycofanie się ze zmian w Sądzie Najwyższym, i pochwalą rząd, jak broni polskiej godności przed zakusami innych stolic”.
rp.pl

>>>

PiS zamiast Fort Trump otrzymał od Amerykanów Fort TVN

29 List

Prawica dostała szału: ambasador Mosbacher broni TVN! A przecież to stacja „antypolska” i „antydemokratyczna”, jak przypomniała Amerykance poseł Krystyna Pawłowicz. W rzeczywistości antypolskie i antydemokratyczne jest rozpętywanie przez prawicę kampanii nienawiści przeciwko pani Mosbacher. Akurat w tej sprawie to ona reprezentuje prawo i sprawiedliwość. Prawica to wie, więc tym bardziej hejtuje. Co tam wieczna przyjaźń z Jankesami! Ważniejsze to zniszczyć wolne media w Polsce.

To postawa antypolska, bo w naszym interesie leżą dobre stosunki z USA, nawet w chaotycznej epoce Trumpa, i pozytywny wizerunek naszego państwa w świecie. I antydemokratyczna, bo TVN jest stacją legalną, przestrzegającą prawa, płacącą w Polsce podatki, niezależną od rządzących polityków. Ma konstytucyjne prawo do wolności słowa, ani większe, ani mniejsze niż np. kontrolowane politycznie przez obecną władzę media publiczne.

Pisowskie pogróżki i pomruki nienawiści pod adresem TVN i innych niezależnych od posła Kaczyńskiego mediów słychać od dawna. Prawda kłuje władzę w oczy, więc próbuje tym mediom rzucać kłody pod nogi na wszelkie sposoby. Teraz pod pretekstem rzekomej ustawki w reportażu o polskich neonazistach świętujących urodziny Hitlera.

Pani Mosbacher, pisząc do premiera Morawieckiego list w obronie TVN, broni zarazem generalnie wolności słowa w Polsce, co zasługuje na pochwałę. Zarazem broni firmy z kapitałem amerykańskim, działającej w Polsce. To jeszcze nie jest w Polsce przestępstwo, tylko skutek międzynarodowego systemu rynkowego, do którego Polska jeszcze należy i z czego czerpie korzyści. Jednocześnie od początku Mosbacher nie kryła, że będzie u nas ambasadorem amerykańskiego biznesu. Jej list do Morawieckiego nie powinien więc prawicy oburzać. Pasuje do biznesowego pojmowania polityki przez Trumpa.

Oczywiście, że u siebie Trump atakuje krytyczne wobec niego media i to w stylu żenującym, dla taniego poklasku swych fanów. W negatywnej roli, w jakiej polska prawica obsadza TVN, Trump obsadza CNN. Ostatnio spróbował nawet jednego z reporterów politycznych CNN wykluczyć z korpusu korespondentów przy Białym Domu. Bezskutecznie, bo murem za dziennikarzem stanęły w imię wolności słowa i prawa obywateli do informacji zarówno media krytykujące, jak i popierające prezydenta. Korespondent może robić swoje, a CNN dalej zarabia miliony na reklamach. Wolność słowa i biznesu trzyma się w Stanach mocno, w Polsce Kaczyńskiego trzeba o nią walczyć. I na swój sposób, a ku przestrodze dla obecnej władzy amerykańska ambasador się do niej włączyła.

Jest niezależna od kaprysów Kaczyńskiego, to Kaczyński musi się liczyć z kaprysami Trumpa. Bojkotowanie jej przez pisowskich notabli spływa po niej jak woda po kaczce, podobnie jak grymasy prawicy pod jej adresem, kiedy fetowała Lecha Wałęsę, który nadal pozostaje dla wielu Amerykanów jednym z bohaterów walki z komunizmem.

W tym sensie pani ambasador miała moralne prawo do wystąpienia w sprawie TVN. Przecież PiS lubi przedstawiać Polskę pod swymi rządami jako „fort Trump”. I siebie jako najwierniejszego sojusznika USA w Europie. Niech się więc nie oburza, że dostał od Mosbacher nauczkę na temat systemu demokracji w Ameryce, którego filarami są niezależność mediów i wolność słowa.

Przed kilkoma dniami Robert Biedroń wprawił w zdumienie wyborców lewicy, prezentując w roli swej prawej ręki do tworzenia regionalnych struktur swojej nowej partii Krzysztofa Gawkowskiego, „wyrwanego” z SLD. Wygląda to tak, jakby chciał się zbudować na rozbijaniu lewicy i namawianiu działaczy SLD do zdrady. Brzydko.

Biedroń nie chce mandatu radnego w Słupsku

Dziś Biedroń szokuje jeszcze bardziej. Oto po niecałym tygodniu od złożenia ślubowania zrzekł się mandatu radnego w Słupsku. Wygląda na to, że złamał śluby lub – co gorsza – ślubował w złej wierze. Jakże bowiem pogodzić służbę miastu ze wzgardzeniem mandatem otrzymanym z woli 2781 wyborców?

Błękitne oceany Roberta Biedronia

Nie znamy powodów dezercji Roberta Biedronia, bo nie raczył ich wyjaśnić ani w oficjalnym piśmie, ani w mediach. Skoro zapewniał, że tworzenie nowej organizacji politycznej nie koliduje z pracą w radzie miasta, to powód musi być inny. Ale jaki? I dlaczego polityk go nie ujawnia?

Porzuca i obraża wyborców

Wiarygodność Biedronia leci na łeb na szyję. Porzucenie wyborców oraz stworzonego własnym wysiłkiem i autorytetem klubu radnych (Łączy nas Słupsk – z ośmioma radnymi) to zdrada. Cóż, że może nadal kontrolować miasto, skoro wzgardził mandatem? Obraził wyborców i przyjął wygodną pozycję szarej eminencji. Tak nie postępuje demokrata i człowiek honoru.

Obawiam się, że Biedroniowi woda sodowa uderzyła do głowy. Jeździ po kraju, wpadając w ramiona swych licznych wielbicieli, i zaczęło mu się wydawać, że świat należy do niego i wszystko będzie mu wybaczone. Już wita się z gąską u drzwi Parlamentu Europejskiego, już rozsiada się w sejmowym gabinecie Palikota…

Plan Roberta Biedronia

Nie tak szybko – wyborcy weryfikują swoje początkowe zachwyty, gdy przekonają się, że „słodziak” to w gruncie rzeczy samolub i narcyz.

Biedroń strzelił sobie dwa samobóje, jeden po drugim. Czekamy na trzeci?

Szefowa koduj24.pl Magda Jethon rozmawia z pisarką Krystyną Koftą.

Nikt się jeszcze nie odwinął tak jak powinien, żeby zabolało – mówi Krystyna Kofta w rozmowie z Magdą Jethon

Magda Jethon: Czy politycy PiS przychodzą do kawiarni „Czytelnika”? Trzeba dodać, że jest bardzo blisko Sejmu.
Krystyna Kofta: Dziś już nie, ale swego czasu przychodzili. Jednak, gdy wpadł kiedyś Ziobro, nie wytrzymaliśmy i zaczęliśmy trochę buczeć. To było jeszcze, gdy żył Janusz Głowacki i on powiedział: – Przestańcie, my nie buczymy. A ja na to: – Oni buczą na cmentarzu, a to jest nasze miejsce

Niespecjalnie miło został powitany…
Trudno się dziwić, akurat do „Czytelnika” przychodzą ludzie, którzy rozumieją dewastację, jaką przyniosła „dobra zmiana”.

Od lat „zarządza” Pani stolikiem w tej kawiarni. W kawiarni, do której kiedyś przychodził Tadeusz Konwicki, Gustaw Holoubek czy Janusz Głowacki. Dziś nadal przychodzi tu elita –  elita, której nie znosi PiS. Jesteście na nich źli, myślicie o nich z pogardą?
O nikim nie myślę z pogardą. Jeśli chodzi o kawiarnię i stolik, przyszłam tu ze swoim debiutem „Wizjerem” dokładnie 40 lat temu. I tak już zostałam. A stolik rozwijał się przez pączkowanie. W chwilach wzmożenia politycznego ludzie potrzebują bliskości, wspólnoty, którą PiS stara się zabrać. „Stary” stolik funkcjonował tu od wieków. Obok Konwickiego, Holoubka i Głowackiego siedzieli tu Michał Komar, Andrzej Łapicki, nawet czasem Jan Pietrzak. Zwykle była Irena Szymańska, szara eminencja literatury polskiej. Dziś w każdy wtorek przychodzą do naszego stolika ludzie wolnych zawodów, redaktorzy, pisarze, aktorzy, artyści. Są wśród nich znani rysownicy jak Henryk Sawka czy Tomek Wawer. Tomek od dwóch lat prowadzi kronikę stolika. Rysują w niej obaj. Przychodzą pisarki, poeci i poetki, dziennikarze, redaktorzy, prawnicy i prawniczki, profesorowie fizyki, matematyki, informatyk, historyk, ludzie zajmujący się promowaniem kultury, nawet dwie bizneswoman. Stałych „stolikowców” jest około 40. Często wpada znany i świetny pisarz Józef Hen, kilka dni temu obchodziliśmy jego 95 urodziny. Gdy opowiada, wspomina, rozgadany zwykle stolik milknie i słucha. Nie lubimy tych, którzy nas obrażają, ale o nikim nie myślimy z pogardą.

Ale obecna władza z pogardą myśli o was…
Pogarda to jest problem PiS, a nie nasz. Kiedy przychodziliśmy tu za czasów Platformy czy SLD, a nawet podczas pierwszych rządów PiS, to nie było tak, że człowiek rano się budził z trwogą: co też wymyślą nowego, co zniszczą. My w „Czytelniku” o tym rozmawiamy. I czasami się śmiejemy, ale często to jest śmiech przez łzy, bo nie wiadomo, co robić. To, co oni wygadują i sposób, w jaki traktują elity, jest trudny do zrozumienia. Ktoś ostatnio zapytał mnie o autorytety, sugerując, że ich nie ma, bo PiS je zniszczył. Odparłam, że PiS nie zniszczył naszych autorytetów. Oni chcieliby wejść w miejsce tych autorytetów, bo myślą trochę jak bolszewicy, żeby obalić władzę i zająć jej miejsce, zarżnąć króla, żeby zostać królem, wejść do jego pałacu. Są jak Ubu król. Każdego, kto nie jest po ich stronie, próbują zniszczyć. Ktokolwiek im podpadnie, to, nawet jeśli jest kryształem, to i tak go będą starali się opluć i rozdeptać, ale z kryształem to nie takie proste, bo kryształ jest twardy. Dlatego nasze autorytety ciągle są i będą naszymi autorytetami. Jestem pewna, że niebawem swoje pomniki będą mieli i Mazowiecki, i Bartoszewski, i Kuroń…

Może elity nie są władzy do niczego potrzebne?
Tej władzy tak się wydawało, może najpierw myśleli, że wszyscy dadzą się kupić? Przejdą na ich stronę za kasę czy miejsce w spółce skarbu państwa. Nie udało im się zwabić nikogo ważnego w kulturze. A potem doszli do wniosku, że elity są im niepotrzebne. Na takim myśleniu, moim zdaniem, się przejechali. Twarzą ich prawniczej elity jest posłanka Pawłowicz ksywa profesor, prokurator stanu wojennego Piotrowicz oraz Ziobro, mszczący się na sędziach za swoje przegrane procesy. Pamiętam, kiedy rządził SLD, a prezydentem był Aleksander Kwaśniewski, to co roku urządzał spotkania z ludźmi kultury. Kiedy pierwszy raz dostałam zaproszenie, wahałam się czy pójść, bo byłam z zupełnie innej strony. Jednak poszłam, bo pomyślałam sobie państwowotwórczo: jak mnie zaprasza prezydent, to idę. Dziś gdyby mnie zaprosił Duda, to bym nie poszła. Te rozważania są zresztą bezprzedmiotowe, bo prezydent Duda takich spotkań dla wszystkich opcji nie urządzi. To człowiek innego formatu. Dobrze pamiętam to pierwsze zaproszenie Kwaśniewskiego, nasze umiarkowane do niego zaufanie i rozmowy tu w „Czytelniku”, kiedy to Holoubek i Łapicki mówili, że ich noga w Pałacu Prezydenckim nie postanie. Ale po dwóch latach sytuacja się zmieniła. Elity przekonały się, że prezydent ich szanuje. Szybko zorientowaliśmy się, że Kwaśniewski potrafi z elitami rozmawiać, bo jest oczytanym inteligentem. Również jego żona, jako pierwsza dama, była aktywna i robiła wartościowe rzeczy.

Ukazała się właśnie Pani książka „W szczelinach czasu. Intymnie o PRL”. W tamtych czasach o inteligentach władza mówiła „obcy klasowo”.
Tak, ja byłam obca klasowo już od dziecka, bo mój ojciec był do tego tzw. prywatną inicjatywą, więc byłam podwójnie obciążona.

Dziś też czuje się Pani obca klasowo?
Myślę, że tak, każdy, kto ma jakąkolwiek klasę jest obcy klasowo. Obcy ich klasie. W ich klasie obok autora „mord zdradzieckich” są takie osoby, jak Dominik Tarczyński czy pani Pawłowicz, która mówi o fladze europejskiej szmata, a o kobietach, które wychodzą walczyć o swoje prawa na ulice, też mówi, że są szmatami. Na dodatek sama chce, żeby o niej mówić per poseł, nie posłanka – wygląda to na jakiś problem z kobiecością? Kompleksy?

Ma też problem z językiem polskim, mówi „wziąść”, bo „wziąć” jest dla niej formą lewacką.
Tak, oni wszyscy tak mówią. Ale my tu w „Czytelniku” nimi nie gardzimy. Czasami się śmiejemy, łapię się na tym, że mówimy i myślimy o nich: „oni”. W PRL-u też byli ONI. I MY.

Czy pamięta Pani jakąkolwiek władzę, która nienawidziła elit?
Nie. Nawet w PRL-u władza starała się obłaskawiać elity. Pamiętam, że sekretarze partii chodzili do teatru, przychodzili „Pod Egidę”, gdzie ich na scenie wyśmiewano…

Dzisiaj magister Ziobro poniewiera profesorami…
Pamięta Pani komisję i określenie Leszka Millera? – „Pan jest zerem panie Ziobro” –  powiedział proroczo. I to Zero rządzi państwem? Ziobro myślał, że tych profesorów ogra, ale się nie udało. Aktualnie jest silny, bo jest „namaszczony” przez prezesa, ale jaką ma faktyczną siłę mogliśmy zobaczyć parę lat temu, kiedy trzęsącym ze strachu, słabiutkim, piskliwym głosikiem błagał Kaczyńskiego, żeby mu wybaczył. To jest człowiek, który jest w stanie zrobić wszystko. Na razie za nic nie odpowiedział, ale na pewno kiedyś odpowie. Gdziekolwiek jestem zapraszana do mediów i rozmowa dotyczy tematów politycznych, mówię o sprawie Blidy. Sprawie, która jest niezałatwiona, w której zacierano  ślady, np. wyczyszczono z odcisków rewolwer itd. A ten człowiek, który odpowiada teraz za cały nasz system prawny, próbuje wykończyć prawników, bo czuje, że jest winien. Także tego, co się stało z Blidą. Ma mnóstwo rzeczy na sumieniu, ale ma też i haki. W ogóle uważam, że system pisowski opiera się na hakerstwie.

???
Hakeria to sposób rządzenia. Każdy ma haka na każdego i są w klinczu. Nawet prezes Kaczyński nie może wyrzucić tego czy owego, bo obawia się hakowania. Głównie chodzi o zbieranie i wykorzystywane haków w polityce. Mam także na myśli polityczne hakerstwo w internecie – wiadomo, że są wynajęci ludzie, którzy za parę groszy piszą ohydne rzeczy w sieci. Tu przed „Czytelnikiem” stoją wynajęci faceci z nienawistnymi transparentami. Kiedyś przepędziłam ich grubym słowem. Przyjechała ekipa z TVN i robili ze mną wywiad na temat profilaktyki raka piersi. Mówiłam, że należy się badać. Oni zaczęli wrzeszczeć myśląc, że jestem z Platformy. Wściekłam się i w obcesowy sposób kazałam im się wynosić. No i odeszli.

Czy wszyscy staliśmy się bardziej chamscy? Kiedyś pewnych rzeczy nie wypadało wypowiedzieć – dziś się wali prosto z mostu.
Język się zmienił, przy stoliku też przeklinamy. Głowacki od zawsze używał „słów”. Jednak są tacy, którzy wciąż operują eleganckim językiem. Wydaje się, że teraz po kompromitujących, pełnych wulgaryzmów taśmach polityków, wszyscy poczuliśmy się zażenowani. Mam nadzieję, że nasz język powoli zacznie się zmieniać, wracać do formy. A czy naród się zmienia? Ludzie starają się utrzymać na powierzchni. Wszyscy, także elektorat PiS…

…który ciągle nie topnieje…
Nie wiemy tego dokładnie, sondaże nie są wiarygodne, głównie dlatego, że ludzie nie mówią prawdy. Proszę sobie wyobrazić, że przychodzi ankieter do domu obywatela, daje mu ankietę i każe ją wypełniać. Tam jest pytanie, czy będziesz głosować na PiS. I taki człowiek myśli sobie tak: On zna mój adres, moje nazwisko i imię, wie, kim jestem, więc na wszelki wypadek napiszę, że będę głosować na PiS. Oni się na tym właśnie przejechali. Prezes Kaczyński mówił, że sondaże ich uśpiły, i stracili Warszawę i duże miasta. Prawdopodobne, że w wyborach parlamentarnych taka mobilizacja, jaka była teraz w dużych miastach, będzie i w mniejszych, a nawet na wsi. Bo to nie jest tak, że elektorat jest taki głupi, że można mu wszystko wmówić. Nie. Można dać 500+, wyprawkę 300, ale pieniądze się skończą. Do tego jest oczywiste, że kiedy 500+ z moich podatków dostają biedne rodziny, jestem zadowolona, ale jeśli dostaje je ktoś, kto ma 20 tys. zł miesięcznie, to się na to nie zgadzam. Trzeba liczyć się z tym, że jak przyjdzie następna ekipa, to nie zabierze wszystkim, tego nie wolno zrobić, natomiast musi zabrać bogatym. Uważam, że PiS krzywdzi samotne matki, które np. o kilka złotych przekraczają próg i nie dostają ani grosza. Moim zdaniem, polityka PiS  doprowadziła do tego, że jest mniej małżeństw i będzie jeszcze mniej dzieci.

Pani dzisiejsze felietony polityczne są ostre i bardzo krytyczne, a przecież nie wszystko jest czarno-białe?
Tak, jestem ostrzejsza, ale wszystko wokół „się wyostrzyło”. Trzeba bronić własnych poglądów na rzeczywistość. Nie może być przyzwolenia na zło. Wkurzające jest to, że oni nas obrażają, wdeptują w glebę, a my staramy się być kulturalni. Ciągle słyszę po naszej stronie: my tak nie robimy, nie zniżymy się do ich poziomu. Nikt się jeszcze nie odwinął tak jak powinien, żeby zabolało. Grzeczność nie prowadzi do niczego dobrego. Musimy walczyć, ale bez nienawiści. Podobało mi się to, co na początku chciała robić .Nowoczesna, wszystko monitorować i zapisywać. Sama od 1966 r. prowadzę dzienniki. Gdybym nie miała tych dzienników, nie mogłabym napisać „Szczelin czasu”. Dzienniki pokazują prawdę. Nawet jeśli coś po latach okaże się nieprawdą, to taka była kiedyś prawda czasu. Dlatego często mówię o Blidzie, bo męczą mnie te niezałatwione sprawy. Potworna niesprawiedliwość, która spotkała rodzinę. Znałam Barbarę Blidę, nie była to słaba kobieta. Nie wszyscy wiedzą, że  wcześniej była ofiarą napadu, ukradli jej rozmaite rzeczy, ktoś ją w głowę uderzył i właśnie po tym incydencie dostała pozwolenie na broń. Kiedy o 6.00 rano zobaczyła ludzi w cywilu, którym otworzyła drzwi, miała prawo się przestraszyć i dlatego miała w ręce rewolwer.  Dlatego trzeba o tym pamiętać, a w przyszłości ich rozliczyć. Po śmierci Barbary Blidy Beata Kempa powiedziała, że nikt niewinny się nie zabija! I dostała potem wysokie stanowisko. Grasuje w polityce do tej pory.

Wracając do książki, pisze Pani o PRL bez złych emocji. Jak pisałaby Pani o dzisiejszych czasach?
Nie mogłabym jeszcze o tym pisać, jest za wcześnie i za bardzo mnie to porusza. Kiedy pisałam o PRL-u, to moje emocje w dzienniku są inne niż te po latach w książce. Np. oceniając stan wojenny i Jaruzelskiego, w dzienniku piszę, że on gdyby miał odrobinę honoru,  powinien sobie strzelić w łeb. Po latach zaczęłam się zastanawiać, co by było, gdyby Jaruzelski był tak krwiożerczy jak część partii i wezwał radziecką pomoc? Wielu ludzi uważa, że to nie było możliwe. A pamiętam, jak mi ktoś przywiózł z zagranicy „Newsweeka”, a w nim były zdjęcia okrętów radzieckich, które czekały, żeby nas „uratować”. Nigdy nie należałam do żadnej partii, mój mąż też, ale pamiętam, że w stanie wojennym wielu partyjnych zaczęło przechylać się na naszą stronę. Zaczynam dostrzegać pewne analogie między tamtymi a obecnymi czasami. Jestem przekonana, że jeszcze parę pisowskich afer i kompromitacji, a utworzy się wielka grupa, która nie będzie już ich chciała, tak jak my wtedy nie chcieliśmy komuny. W książce piszę o moim ojcu, którego podczas wojny prześladowano za to, że nie chciał zostać reichsdeutschem. W PRL był gnębiony jako przedwojenny burżuj, choć stracił wszystko. Często powtarzał, że wszystkie reżimy gnębią tych samych ludzi. To samo mówił Klemens Szaniawski. I coś w tym jest. Przecież Michnik, Frasyniuk byli więzieni w PRL-u. Dziś Frasyniukowi grożą trzy lata, bo podobno kopnął policjanta. Inni opozycjoniści również są poniewierani. Może to kompleks PiS, że to nie oni walczyli i nie oni byli więzieni? Jak Wałęsa, Kuroń, Michnik, Frasyniuk i cała opozycja. Lech Kaczyński był wprawdzie w stoczni, ale pan Jarek już nie. Ostatnio procesując się z Wałęsą, miał pretensje przed salą sądową, że ktoś odezwał się do niego per „panie Jarku”, dziwił się, że policja na to nie reaguje!

Powiedziała Pani, że ludzie nie chcieli komuny i tak samo niebawem nie będą chcieli PiS.
Moim zdaniem, PiS znalazł się na równi pochyłej. Platformiane ośmiorniczki (porcja kosztuje – jak sprawdziłam – ok. 30 złotych) przy aferach PiS mogą się schować. Oni zamiast ośmiorniczek zrobili olbrzymią ośmiornicę, która oplata nas ze wszystkich stron. Wydaje im się, że jak zacisną te macki, to nikt nie piśnie. Myślą, że skoro Orbanowi się udało wziąć Węgrów za twarz, to im się też uda. A Polska to jest zupełnie inny kraj i inni ludzie. Pomijając fakt, że poza wszystkim Orban jest szefem, nie chowa się tchórzliwie za węgłem, bez odpowiedzialności, no i ma konstytucyjną większość. Trzeba pamiętać, że Węgrzy w czasie wojny byli po stronie niemieckiej, a my nie. Myślę, że w Polakach jest wielka siła i tradycja w stawianiu oporu przeciwko odbieraniu wolności. Musi się tylko trochę suweren przebudzić,  niekoniecznie cały lud, nie wszyscy walczyli w powstaniach. Reszta, jak zwykle, dołączy do zwycięzców. Poza tym, w PiS-ie trzeszczy, wiadomo, że są dwie frakcje Morawieckiego i Ziobry, które się zwalczają i mają na siebie liczne haki. Niewykluczone więc, że sami się wykończą.

Na to bym nie liczyła, więc kiedy może dojść do przebudzenia?
Kiedy władza przekracza pewien próg, to ludzie się jednoczą i następuje przebudzenie. Oni już przekroczyli ten próg, ale nie wszyscy jeszcze to widzą. Zawsze najpierw budzą się elity. Na początku „dobrej zmiany” ludzie wielu rzeczy nie rozumieli. Dwa lata temu mało kto wiedział, co to jest Trybunał Konstytucyjny, jak wygląda SN, jaka jest różnica między Trybunałem a SN, co jest zapisane w Konstytucji. I nagle nastąpiło pierwsze przebudzenie. To było przebudzenie elit, tak jak w czasach „Solidarności” – najpierw przebudziły się elity, a potem zwykli ludzie. Teraz będzie tak samo, elity obudzone są od dwóch lat. Reszta też się już przeciąga, budzi powoli, za chwilę ten krąg się poszerzy ockną się wszyscy, którym zależy na tym, by pozostać w Europie. A jest nas 80%! To my wszyscy tworzymy Społeczeństwo Obywatelskie, są w nim także wyborcy PiS-u i wszyscy obrażani, kanalie, zdradzieckie mordy, komuniści i złodzieje. Prezes Kaczyński już nie może uważać, że nikt ich nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne. Oni to wiedzą. To oczywista oczywistość.

Waldemar Mystkowski pisze o porażkach PiS.

To nie ambasador USA Georgette Mosbacher upokorzyła PiS, to partia Jarosława Kaczyńskiego padła przed nią na twarz. Ale jak ktoś nie zna najważniejszej poprawki do amerykańskiej konstytucji, która ma obszerną literaturę przedmiotu i niejedno hasło w Wikipedii jako „1. poprawka do Konstytucji Stanów Zjednoczonych”, to musi tak dołować ze swoją facjatą.

Ambasador Mosbacher sprowadziła PiS do właściwej tej partii pozycji – bicia przed nią czołem. Rzecznik Joanna Kopcińska opublikowała w imieniu rządu Mateusza Morawieckiego oświadczenie, które jest mentalnym dla tej formacji świadectwem upadku, bo nie dość, że zaznali upokorzenia, to znowu pojawiła się mantra nieodpowiedzialności: „nasi poprzednicy”.

Otóż „wasi poprzednicy”, czyli koalicja PO-PSL i wcześniej, nie mieli żadnych zatargów z sojusznikiem zza Oceanu, a nawet służyli przykładem jako kraj wolności, aspiracji, jako prymus demokracji, któremu się udało. A jednak przyszedł PiS do władzy i diabli wzięli wcześniejsze osiągnięcia.

Mosbacher po upokorzeniu PiS znowu się odezwała i docisnęła jednym tweetem po polsku: – „Relacje PL-USA są bardzo dobre, a moim priorytetem jest pogłębianie tej przyjaźni. Wśród podstawowych wartości niesamowicie ważnych dla USA i dla mnie jest wolność słowa, wolność mediów i wolność intelektualnego dyskursu”. W języku dyplomacji to użycie buta w stosunku do sojusznika, któremu obce są „wolność słowa, wolność mediów i wolność intelektualnego dyskursu”.

Wolne media w Polsce dostały wsparcie od USA. Tego Jankesom nie zapomnimy. Jeszcze większe wsparcie dostajemy od Unii Europejskiej, a konkretnie od Komisji Europejskiej. Śmiem twierdzić, iż gdybyśmy nie należeli do Unii, dzisiaj Kaczyński byłby wszechwładnym autokratą, znajdowalibyśmy się „w powtórce z rozrywki” z lat 1937-39, z możliwością zaznania wojny hybrydowej z Rosją.

Na szczęście, przyjaciele z Brukseli nie nabierają się na pisowskie wycofywanie się z demolki niezależności sądów. Markowana ustawa o Sądzie Najwyższym została uznana jako „krok w dobrą stronę”. Ale tylko krok, po którym powinno dojść do następnych – ma to być odwrót z ustaw sądowniczych. Wiemy, że PiS jednak z dążenia do autokracji nie ustąpi, bo nie po to demolował trzecią władzę.

Komisja Europejska nie wycofuje pozwu do Trybunału Sprawiedliwości UE, z artykułu 7 Traktatu Unii Europejskiej, czyli z procedowania ochrony reguł praworządności, które zostały złamane przez PiS.

PiS znalazło się więc w imadle dwóch potęg, z prawej strony dociskają USA, z lewej Bruksela, a w kraju ciągle na agendzie jest afera Komisji Nadzoru Finansowego, choć jej były prezes zmienił się w Marka Ch. Użyto cepa wspomnianej retorycznej mantry, mianowicie PiS składa wniosek do prokuratury i skarży ustawę dotyczącą VAT z roku 2008. Absurd – by nie powiedzieć paranoja – polega na tym, że została ona przegłosowana z rozwiązaniami, o które sam PiS wnioskował.

PiS potyka się więc o własne sznurowadła, ale to może dlatego, że Kaczyński „dąży do prawdy” w obstawie ochroniarzy, policjantów, odizolowany barierkami. Każdy by się w tej sytuacji przewrócił, zarówno przed ambasador USA, jak i przed Komisją Europejską oraz wykopyrtnął o supeł VAT, który sam zawiązał.

A więc stało się! Nie do końca oficjalnie, lecz prawie na pewno w ostatnich dniach przyszło na świat pierwsze genetycznie zmodyfikowane dziecko! Zespół pod kierunkiem dr. He Jiankui z Południowego Uniwersytetu Nauki i Technologii w Szenzen dokonał za pomocą metody edytowania genów CRISPR modyfikacji ludzkich zarodków, polegającej na wyłączeniu genu CCR5 odpowiedzialnego za podatność na wirusy HIV, ospy i cholery. Zarodki zostały wszczepione do macicy kobiety i rozwinęły się z nich prawidłowe płody. Wedle wiarygodnych doniesień właśnie urodziły się dwie dziewczynki odporne na HIV, co oznacza, że eksperyment He Jiankui się powiódł.

Jak twierdzi sam autor eksperymentu – i trudno się z nim nie zgodzić – jest to przełom jeszcze większy niż wynalazek zapłodnienia in vitro. Powiem więcej – jest to początek nowej ery, ery transhumanizmu. Od dawna już przewidywano, że metody inżynierii genetycznej prędzej czy później zostaną zastosowane do człowieka i że stanie się to najprawdopodobniej w Chinach, gdzie opory natury moralnej są w tym obszarze znacznie słabsze niż na Zachodzie, natomiast pragnienie sukcesu i technologicznego przywództwa – przemożne.

I stało się – jesteśmy w nowej epoce. Przez jakiś czas naukowcy będą modyfikować ludzki genom wyłącznie w celach zdrowotnych, by potem zabrać się do wszczepiania zarodkom (ludzkich) genów warunkujących szczególnie korzystne cechy, niemające ściśle zdrowotnej natury. Dobra pamięć, inteligencja, empatia… I w ogóle wszystko, co może być warunkowane przez jeden bądź kilka genów. Za kilkadziesiąt lat pojawią się superludzie, o których rozprawiamy w bioetyce od wielu lat. To się dzieje na naszych oczach, tak samo jak globalne ocieplenie, sprowadzające na nas nieuchronną katastrofę.

I co możemy z tym zrobić? Mamy nie jeść śniadania albo nie iść do pracy, bo właśnie rozpoczęła się nowa epoka w dziejach ludzkości – być może ostatnia epoka? Skala ludzkiego żywota jest zbyt mała, by można było naprawdę doświadczyć epokowej zmiany, rozciągającej się wszak przynajmniej na stulecie. Wszyscy, którzy z racji wieku powinni poczuwać się do odpowiedzialności i głęboko przeżyć to, co się wydarza, są jednocześnie na tyle starzy, by móc się pocieszyć, że w ostatecznym rozrachunku to wszystko już ich nie dotyczy. Świat nigdy nie poddawał się naszej kontroli i nie poddaje się jej również dzisiaj, chociaż tak bardzo na to liczyliśmy.

Nie powinniśmy jednak patrzeć na inżynierię genetyczną człowieka wyłącznie jak na zagrożenie. To jest przede wszystkim zmiana. Zmiana wielka, która w perspektywie stu czy dwustu lat całkowicie przeobrazi prokreację, czyniąc z niej proces kontrolowany, tak jak przed tysiącami lat ludzkość objęła kontrolą przemieszczanie się oraz wytwarzanie żywności. Być może nasi potomkowie uznają, że nie dało się inaczej. Być może będą żałować, że nie mogą już mieć dzieci „tak o”. Albo jedno i drugie. Tak czy inaczej czeka nas wiele awantur i dramatów związanych z eksperymentowaniem na ludzkim genomie. Tym bardziej że nie wszystkie eksperymenty mogą zakończyć się happy endem. Oby urodzone właśnie dziewczynki rozwijały się zdrowo i wyrosły na szczęśliwe osoby. Choć ich życie nie będzie przecież zwyczajne.