Tag Archives: Frankfurter Allgemeine Zeitung

Męczarnia z Dudą trwa 5 lat

26 Maj

5 lat męczymy się z Andrzejem Dudą, najbardziej skompromitowanym prezydentem po 89 roku, który kilkakrotnie złamał Konstytucję, za co stanie przed Trybunałem Stanu.

Bezwolny, bez charakteru, amoralny mały człowiek na usługach innego krasnala, Jarosława Kaczyńskiego.

Prezydent i jego pan.

Na 17 pytań, jakie Holecka zadała Dudzie z okazji 5 lat prezydentury, większość wyrażała zachwyt. Duda poszedł w to. Użalał się nad trudnością decyzji, jakie w samotności podejmuje. Mówił, że słucha zwykłych ludzi a nie profesorów, którzy kierują się interesami. Holecka pomagała

Więcej o wywiadzie Holeckiej z Dudą >>>

W opublikowanym we wtorek (26.05.2020) wywiadzie premier Mateusz Morawiecki ocenia, że pandemia koronawirusa i jej gospodarcze skutki wywołały kryzys o wiele poważniejszy, niż wszystkie kryzysy w minionym stuleciu. „Proszę, chociażby pomyśleć, że Stany Zjednoczone po siedmiu tygodniach mają 38,6 milionów bezrobotnych” – zauważył.

Więcej o wywiadzie z Morawieckim >>>

Epidemia w Polsce nie zwalnia. Jak dowiedziało się OKO.press, wskaźnik reprodukcji wirusa znowu wzrósł. Pod koniec kwietnia wynosił 1,13, teraz – 1,25. Liczba zgonów w Polsce przekroczyła 1000. I znowu testujemy mniej. 

Jak dowiaduje się OKO.press, eksperci doradzający rządowi wyliczają obecnie bazowy współczynnik reprodukcji dla całego kraju na 1,25, co oznaczałoby, że epidemia nie tyle jest w stagnacji, ile znowu przyśpiesza.

Jedna osoba zaraża przeciętnie 1,25 osób, więc 100 osób przekaże zakażenie 125 osobom.

Jak informowało ministerstwo zdrowia pod koniec kwietnia, współczynnik R wynosił wtedy 1,13. Czyli mniej niż teraz.

Więcej o koronawirusie, który w Polsce przyśpiesza >>>

 

Mamy tu potencjalny kłopot na przyszłość, bo procedura, w wyniku której pani prof. Manowska została I Prezesem SN, była procedurą częściowo wadliwą. Tę kandydaturę wskazała wcześniej nowa Krajowa Rada Sądownictwa, która została wybrana niezgodnie z prawem; nie dość, że 15 sędziowskich członków zostało wybranych przez Sejm, a nie zgromadzenie sędziowskie, to jeszcze jeden z kandydatów nie miał, jak się później okazało, wystarczającej liczby podpisów poparcia ze strony innych sędziów – mówi prof. Marek Chmaj, konstytucjonalista, szef senackich doradców ds. kontroli konstytucyjności prawa. – Pani prof. Manowska ma spory dorobek naukowy i zawodowy. Bycie wiceministrem przez 2 lata daje doświadczenie, ale pod warunkiem, że taka osoba odrywa się później od kwestii politycznych i stoi na straży niezależności Sądu Najwyższego. To bardzo ważne, bo SN musi być niezależny, a I Prezes SN musi stać na straży tej niezależności – podkreśla.

Wywiad z prof. Markiem Chmajem >>>

Kaczyński z Unii Europejskiej wyszedł już dawno temu. Wybrał metodę rozmywania naszego członkostwa poprzez powolne wyprowadzenie polskiego sądownictwa. Sądy w Polsce są sądami europejskimi. Jeśli nie przestrzegają reguł europejskich, przestają być sądami Unii Europejskiej i stają się ciałami niby krajowymi, ale obcymi wspólnocie. Raport jaki w tej sprawie niebawem przyjmie Parlament Europejski będzie dla Kaczyńskiego druzgocący.

Wpis Kazimierza Marcinkiewicza >>>

Perfidny Morawiecki

12 Maj

Nie doceniamy PiS w kwestii rozwalania Polski. Kaczyński, Morawiecki, Duda za nic mają naszą ojczyznę, to dla nich obce ciało, traktują Polskę jak orwellowski folwark zwierząt, przy okazji zarazy koronawirusa załatwiają swoje interesy, mają w dupie zdrowie Polaków (Szumowski wyznaje jakieś wartości chrześcijańskie, które w kraju są wartościami de facto antychrześcijańskich, antyhumanitarnymi).

Dla polityków PiS najważniejsze jest jak skręcić wybory, aby marionetka Duda pozostał prezydentem. I niemal dla polskiej racji stanu najważniejsze, abyśmy byli silnie osadzeni w strukturach  Unii Europejskiej, więc dla polityków PiS jest wyprowadzania kraju z UE, Polexit.

Morawiecki, patentowany kłamca, nie ma żadnych obiekcji, aby kłamać w żywe oczy. Znowu jego administracja orżnęła  Brukselę. No i stosuje argument, iż Trybunał Sprawiedliwości zagraża praworządności w Polsce.

Pozwalamy tej Targowicy rządzić. Jak to się dzieje, że takie osobniki – obce naszej tradycji, kulturze i historii – dorwały się do władzy i trwają przy korycie.

Aktualny stan relacji między Polską a Komisją Europejską dobrze odzwierciedla epizod z minionego weekendu. „Urzędnicy brukselskiej instytucji poszukiwali pisma, które rząd w Warszawie, jak sam twierdził, przesłać miał w piątek. Ale jak? E-mailem nie dotarło. Na faksach w centrali Komisji nic nie znaleziono. A może Polska wysłała je pocztą? Można było usłyszeć, że zapewne w poniedziałek lub wtorek pismo się pojawi. Takie gierki to nic nowego” – relacjonuje „FAZ”.

Więcej o relacjach rządu pisowskiego z Brukselą >>>

PiS przedstawił w poniedziałek wieczorem nowy projekt dotyczący wyborów prezydenckich. Mają się odbyć w lokalach, ale z możliwością głosowania korespondencyjnego. Projekt przywraca też kluczową rolę Państwowej Komisji Wyborczej. Wyparował za to z niego całkowicie minister Sasin. OKO.press analizuje ustępstwa obozu władzy, ale wskazuje też możliwe pułapki.

O kolejnym krętactwie wyborczym PiS >>>

Morawiecki, bez podstawy prawnej, nakazał przygotowania do wyborów korespondencyjnych i druk ponad 30 mln kart do głosowania. Wzór kart – prawdopodobnie zatwierdzony przez Kamińskiego lub jego ludzi – też jest niezgodny z prawem, więc pewnie pójdą na przemiał. Zwłaszcza że przez Pocztę Polską – podlegająca Sasinowi – fałszywe karty walają się po ulicach.

Kto i jak przyczynił się do katastrofy?

  • Premier Mateusz Morawiecki 16 kwietnia 2020 roku wydał dwie decyzje, w których nakazał PWPW i Poczcie Polskiej druk i przygotowanie dystrybucji pakietów do głosowania korespondencyjnego. Zrobił to bezprawnie, bo nie było jeszcze wówczas specustawy o wyborach korespondencyjnych, a wyłączne prawo zlecania druku kart wyborczych i ich dystrybucji miała PKW.
  • Minister aktywów państwowych Jacek Sasin i minister spraw wewnętrznych Mariusz Kamiński (lub ktoś przez niego upoważniony), na podstawie bezprawnej decyzji premiera, podjęli z PWPW i Pocztą Polską ustalenia dotyczące druku kart i ich dystrybucji.
  • Władze PWPW bezprawnie zmieniły ustalony przez PKW wzór karty wyborczej na wybory prezydenckie w 2020 roku.
  • Ktoś z rządu prawdopodobnie zatwierdził zmianę wzoru karty, nie mając do tego podstawy prawnej. Nie wiadomo czy zrobił to Sasin (któremu takie uprawnienie dała nieobowiązująca jeszcze wtedy specustawa o wyborach korespondencyjnych), Kamiński (który odpowiada za umowę z PWPW) czy jeszcze ktoś inny.
  • Władze Poczty Polskiej, nie dopilnowały procesu pakietowania kart – u jednego z podwykonawców pracujących dla PP doszło do wycieku i dziś fałszywe karty walają się po ulicach i w skrzynkach pocztowych mieszkańców wielu miast. 10 maja – w dniu planowanych pierwotnie wyborów, wiele osób, na znak protestu przeciwko pocztyliadzie, wrzucało je do skrzynek pocztowych.

Analiza prawnicza za co i kto odpowiada. Prędzej czy później staną przed sądem >>>

Sejm przyśpiesza i posiedzenie ma się odbyć we wtorek, a nie w czwartek. Widać, że kolejny odcinek rollercoastera pt. „Obóz rządzący organizuje wybory w pandemii” już czeka. Przyśpieszenie posiedzenia wskazuje, że znowu wszystko będzie się działo w pośpiechu, na kolanie, z masą błędów. To oznacza, że niestety żadnych wniosków PiS nie wyciąga z tego, co się dzieje – mówi Tomasz Siemoniak, wiceprzewodniczący Platformy Obywatelskiej, były wicepremier i szef MON. – Jakoś zniknęły codzienne konferencje premiera Morawieckiego, minister finansów, najbardziej tajemnicza postać w rządzie, pozostaje dalej tajemniczą postacią, wychodzi wicepremier Emilewicz, ale co wypowiedź, to porażka, która pokazuje, że pani wicepremier nie ma pojęcia o gospodarce – dodaje

Wywiad z Tomaszem Siemoniakiem >>>

Z Kaczyńskim Okrągłego Stołu nie będzie

23 Kwi

Karty do korespondencyjnego głosowania są już drukowane, choć nie ma prawnego zezwolenia. Jacek Sasin za ten akt pójdzie prędzej czy później siedzieć.

Obecna władza jest proweniencji kryminalnej. Rządzi krajem margines.

Po upadku komuny wydawało się to niemożliwe, ale nie doceniliśmy Kaczyńskiego. Ten tchórz, który przyczaił się w demokracji, zebrał zgraję podobnych sobie mentów (ment – od mentalny).

W czasie zarazy koronawirusa zaraza polityczna dewastuje nam kraj.

Wyraźnie trzeba rzec, iż nie będzie z PiS-em żadnego Okrągłego Stołu. Kaczyński musi iść siedzieć. Sytuacja wszak jest zupełnie inna niż z Jaruzelskim, który w PRL-u był złem narzuconym z Moskwy.

Może mniejszym złem. Kaczyński jest złem, który zagraża naszemu życiu, bytowi Polski (bo zostaniemy porzuceni przez sojuszników), a ponadto szybko nas relegują z Unii Europejskiej.

Po koronawirusie nie zatriumfuje na świecie żadna ideologia totalitarna, nastąpi powrót do wartości demokratycznych, liberalnych, bo tylko one gwarantują rozwój i społeczną stabilizację.

Drukowane są karty do głosowania, chociaż nie ma jeszcze przepisów, a ustawa, według której mają się odbyć wybory, jest dopiero w Senacie. Posłowie opozycji zapowiedzieli w tej sprawie złożenie zawiadomienia do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa wyborczego przez ministra aktywów państwowych Jacka Sasina. – Nasze państwo funkcjonuje dziś na podstawie decyzji ośrodka politycznego na Nowogrodzkiej. Tym decyzjom wszyscy się podporządkowują, nie zważając na to, że to jest działanie bezprawne – komentuje mec. Michał Wawrykiewicz z inicjatywy Wolne Sądy.

Minister łamie prawo

Chodzi o środową wypowiedź wicepremiera Jacka Sasina, że karty do głosowania są już drukowane na jego polecenie w Drukarni Papierów Wartościowych.

– Dzisiaj wicepremier polskiego rządu mówi wprost: złamię prawo. To sytuacja niebywała, ale to też sytuacja, która obrazuje, w jakim miejscu w kraju jesteśmy. To też moment, kiedy należy powiedzieć jasno, że dzisiaj wszystkie partie opozycyjne powinny w pierwszym rzędzie zrobić wszystko, żeby te wybory odbyły się w bezpiecznym terminie, w bezpieczny sposób – mówił Cezary Tomczyk z Koalicji Obywatelskiej.

Zawiadomienie składają z art. 248 Kodeksu karnego, który odnosi się do nadużyć przy przebiegu wyborów.

Więcej o zarządzaniu Polską przez Kaczyńskiego >>>

Jak dowiaduje się OKO.press, rząd dysponuje analizami, z których wynika, że do wygaszania epidemii daleko. Kluczowy wskaźnik reprodukcji R nie chce zejść poniżej 1. Inne źródła potwierdzają, że R = 1,2. Dlatego poluzowanie restrykcji, nie mówiąc o wyborach – nawet korespondencyjnych to duże ryzyko. Zamiast politycznych manipulacji, potrzeba więcej informacji.

O fałszowaniu rzeczywistości przez Dudę, Szumowskiego, Morawieckiego >>>

W imieniu Fundacji Obrony Demokracji składam zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez p. Jacka Sasina z art. 231§2 kk poprzez zlecenie kart wyborczych bez uprawnienia w przepisach prawa, czym zamierza on osiągnąć korzyść osobistą w postaci uzyskania przychylności władz swojej partii.

Doprowadzę wcześniej lub później do posadzenia pana Jacka Sasina na ławie oskarżonych i będę się w imieniu instytucji społecznej, którą reprezentuję domagał się, aby została wobec niego orzeczona maksymalna kara przewidziana za to przestępstwo przez kodeks karny.

Więcej o bezprawiu Sasina i innych pisowców >>>

Wszystko wskazuje na to, że w obecnym tempie wzrostu zachorowań milionowy przypadek zakażenia w USA zostanie odnotowany w najbliższy weekend. Sondaże pokazują duże poparcie dla obostrzeń. Szef WHO ostrzega świat przed samozadowoleniem. W Polsce smutna norma: znów fala zachorowań w domach opieki, a PiS wbrew prawu przygotowuje wybory.

Dzień przyniósł 313 nowych zachorowań na koronawirusa (zmarły 22 osoby), tym samym przekroczyliśmy w Polskę liczbę 10 tys. zakażonych. Łącznie od początku epidemii odnotowano 10 169 przypadków. Liczba zachorowań zdiagnozowanych 22 kwietnia jest nieco wyższa niż dzień wcześniej (263) jednak wzrost zakażeń w naszym kraju utrzymuje się na dość optymistycznym poziomie: po rekordzie z 19 kwietnia (545 przypadków) kolejne dni przyniosły dużo mniej nowych zachorowań.

Więcej o stanie koronawirusa w Polsce i na świecie >>>

Mieliśmy sami sobie dać radę i opanować świat, który miał nam być posłuszny. Mieliśmy poczucie omnipotencji, a tu nagle okazuje się, jak kruchą istotą jest człowiek. I że do pełnego człowieczego bytowania potrzebuje innych – mówi psychiatra prof. Andrzej Cechnicki.

Rozmowa z prof. Cechnickim >>>

KO składa wniosek do NIK. Chodzi o zbadanie legalności działań KPRM, MAP, Poczty Polskiej i PWPW w związku z wyborami prezydenckimi.

Opozycja nie odpuszcza. Walka o równe i demokratyczne wybory trwa. Na konferencji prasowej poseł Robert Kropiwnicki i Kamila Gasiuk-Pihowicz stwierdzili, że NIK musi zająć się ostatnimi działaniami władz, by sprawdzić, czy nadal możemy liczyć w naszym kraju na “wolne wybory”.

Wolne wybory zostaną zlikwidowane?

 Panowie [premier Morawiecki i wicepremier Sasin] uparcie dążą do likwidacji wolnych wyborów w Polsce z uporem godnym pionierów radzieckich, którzy utrwalali komunistyczną władzę, dążą do tego, żeby zrobić wybory w trybie kopertowym – uważa Kropiwnicki.

Więcej >>>

Jacek Sasin powiedział, że trwają już przygotowania do wyborów korespondencyjnych, w tym drukowanie kart do głosowania. W reakcji na te słowa posłowie KO zapowiedzieli, że złożą do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu dokonania przestępstwa wyborczego.

Zgodnie z planem PiS, wybory mają odbyć się 10 maja w trybie korespondencyjnym. Na ich przygotowanie nie zostało więc wiele czasu. Choć ustawy wciąż ostatecznie nie przyjęto – obecnie pracuje nad nią Senat – to odpowiedzialny za organizację wyborów minister aktywów państwowych Jacek Sasin przyznał, że prace nad ich przeprowadzeniem już się rozpoczęły.

– Dzieje się to przede wszystkim na podstawie decyzji marszałek Sejmu, która wyznaczyła wybory prezydenckie zgodnie z konstytucją na 10 maja i na podstawie decyzji premiera wydanej na podstawie ustawy „antyCovidowej”, która nakazała państwowym firmom takim jak Państwowa Wytwórnia Papierów Wartościowych oraz Poczta Polska przygotowanie do tych wyborów, tak aby mogły się odbyć w trybie korespondencyjnym – tłumaczył Sasin.

Więcej >>>

Fragmenty Morawieckiego w FAZ >>>

Ostatnie posunięcia polityków Lewicy są tak bardzo nieracjonalne i nie dające się wytłumaczyć, że robią wręcz wrażenie jakiejś umowy z partią Kaczyńskiego

Reakcja Lewicy na propozycję, skądinąd sensowną, Borysa Budki, żeby wybory prezydenckie przełożyć o rok, a następnie przeprowadzić je, używając zwiększonych środków ostrożności, pokazała, że nie ma nadziei dla polskiej sceny politycznej w jej obecnym kształcie.

Cały felieton Elizy Michalik >>>

Goebbels i Kaczyński

18 Lu

Goebbels mógłby uczyć się od Jacka Kurskiego, jak robi się wodę z mózgu.

Goebbels w stosunku do pisowskiego zakłamania to mały pikuś. Nazizm Kaczyńskiego nie przegrałby wojny, a jak przegrałby to ciemny lud by o tym się nie dowiedział.

Pogarda Kaczyńskiego i jego ancymonków w stosunku do rozumu i Polaków będzie niegdyś figurowała na równi z deprecjonującym Ciemnogrodem.

Nie dość, że sami są matołami, to sądzą, że inni takimi też muszą być.

Człowiek mały zwykle myśli, że pozostali to też kurduple. I wcale nie jest to kompleks niższości, ale kompleks nicości, jak świetnie skonstatował – a przy okazji wymyślił nową formułę psychologiczną – ks. Stanisław Walczak, znienawidzony przez hierarchów typu Jędraszewski i polityków, jak Kaczyński.

Ci faceciki cierpią na kompleks nicości. W nic nie wierzą, bo niespecjalnie oleju mają w łepetynie.

Opozycja wyraźnie wygrywa batalię w internecie, a to powoduje, że śmiało możemy patrzeć na maj, kiedy to zwycięży w wyborach prezydenckich Małgorzata Kidawa-Błońska.

Duda powinien zacząć poważnie myśleć o Trybunale Stanu, a prezes Kaczyński o zwykłym więzieniu, bo jego tchórzliwi posłowie i ministrowie będą ratować dupy i go sypać, jak agent Tomek Mariusza Kamińskiego.

Miniony tydzień, od 10 lutego, był w mediach społecznościowych korzystny dla kandydatki PO Małgorzaty Kidawy-Błońskiej: miała największy wzrost obserwujących, najlepsze wyniki aktywności na Facebooku i na Twitterze. Pod względem liczby reakcji na FB wciąż najlepsi są jednak: Robert Biedroń i Szymon Hołownia.

Więcej o internetowej ofensywie opozycji tutaj >>>

Panu Jarosławowi Kaczyńskiemu wyraźnie przypomniała się, zakodowana głęboko w jego duszy, komunistyczna młodość, kiedy to nawet maturę załatwili mu urzędnicy reżimowi, by nieuk mógł dołączyć do duchowych kadr Polski Ludowej. Nic więc dziwnego, że kiedy w szkole z ferworem śpiewał słowa Międzynarodówki komunistycznej: „Ruszymy z posad bryłę świata, dziś niczym – jutro wszystkim my!”, dzisiaj echem odbija mu się i wrzeszczy: „To będzie zwycięstwo w skali Europy, a nawet szerzej – w skali całego świata, bo dobro w końcu musi pokonać zło. Jestem głęboko przekonany, że pokona”. Ta sama piosenka sprawiła, że znienawidził wszelkie cywilizowane prawa i powtarza za bolszewikami: „Z własnego prawa bierz nadania i z własnej woli sam się zbaw”!

Kiedyś otumaniony namiastką chrześcijaństwa, postanowił treści ateistyczne zastąpić hasłami zasłyszanymi w kościele, a ostatnio w sukurs przyszli mu upadli przedstawiciele katolickiego kleru.

(Abp Jędraszewski) siedzi sobie taki w książęcych salonach w Krakowie, na Franciszkańskiej, niczego mu nie brak, nie musi chodzić na zakupy, nie musi sprzątać, gotować, prać, pracą nigdy nie skalał swych rąk i udaje, że pozjadał wszystkie rozumy. W słodkim nieróbstwie wymyślił sobie „tęczową zarazę”, „neokomunizm”, wraz z o. Rydzykiem i ks. Ducem straszą „ekologizmem”. A miał proste zadanie: „ubogim nieść dobrą nowinę, więźniom głosić wolność, niewidomym przejrzenie zaś uciśnionych odsyłać wolnymi” (por.: Łk 4,18). No i „nici” z Ewangelizacji. Za to mamy religijno-polityczną nienawiść, podziały i walki, zniszczenie i ruinę.

Cały znakomity wpis ks. Stanisława Walczaka tutaj >>>

2 miliardy poszły na prorządowe media zamiast na onkologię. TVP od trzech dni tłumaczy, że rząd dba o Polaków i przeznaczy na walkę z rakiem dodatkowe nie 2 mld, jak chciała opozycja, ale aż 5 mld zł. Owszem, przeznaczy, ale nie w tym roku, tylko przez kolejne 10 lat, i nie 5 mld, a 2 mld. A na ten rok w budżecie jest dodatkowo… 10 mln zł.

Rżnięcie pisowskie ws. onkologii i lecznictwa tutaj >>>

Za założenie koszulki z napisem „Konstytucja” Dorota Lutostańska z Sądu Okręgowego w Olsztynie dostała zarzuty od rzecznika Dyscyplinarnego Zbigniewa Ziobry. Za wiwaty na cześć szefa PiS Jarosława Kaczyńskiego sędziemu Leszkowi Mazurowi włos z głowy nie spadnie. Do tego szef neo-KRS wprowadza opinię publiczną w błąd.

O totalnym zakłamaniu sędziów z KRS, których awans zależy od widzimisię Kaczyńskiego tutaj >>>

W poniedziałkowym (17.02.2020) wydaniu gazety jej warszawski korespondent Gerhard Gnauck przypomina, jak trzy lata temu na szczycie gospodarczym w Krynicy szef PiS Jarosław Kaczyński i premier Węgier Viktor Orban mówili o nadarzającej się dzięki brexitowi szansie na „kulturową kontrrewolucję”.

„W międzyczasie w Polsce niektóre instytucje kultury przekonały się, co oznacza wywołana w Krynicy «kontrrewolucja». Najnowszy przykład to Muzeum Historii Żydów Polskich, nazywane hebrajskim słowem «POLIN». Jego dyrektor od czasów założenia, Dariusz Stola, złożył w zeszły wtorek swoją rezygnację” – pisze „FAZ”. Dziennik wyjaśnia, że minister kultury Piotr Gliński odmawia powołania Stoli na kolejną kadencję, choć został on w maju ub. roku ponownie wybrany na funkcję dyrektora muzeum przez komisję konkursową.

„Chodzi o władzę i hegemonię”

„Rządzący zarzucają Stoli, że odmówił zorganizowania konferencji o dziedzictwie prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który zginął w 2010 roku w katastrofie samolotu w Rosji. Muzeum odpowiada, że jest otwarte na taką konferencję, ale poprosiło o wyznaczenie współorganizatora. Stola jest już jednak zmęczony wielomiesięczną walką” – relacjonuje niemiecki dziennik.

Więcej o rewolucji kulturalnej Mao Kaczyńskiego tutaj >>>

Prezydent jak chce, to może nawet uważać, że zamienia wodę w wino, natomiast akt powołania sędziów musi być w całości zgodny z prawem, podobnie jak ustawa musi być uchwalona zgodnie z konstytucyjną procedurą. Jeden błąd proceduralny powoduje, że nie ma ustawy. Tu była wadliwa procedura powołań sędziowskich, a to oznacza, że tych powołań tak naprawdę nie było – mówi prof. Marek Chmaj, konstytucjonalista, przewodniczący senackiego zespołu doradców ds. ochrony konstytucyjności prawa. – KRS została wybrana nielegalnie, kandydatury wskazane przez nią były obarczone nieusuwalną wadą, akt prezydenta niczego nie konwalidował, a zatem te osoby nie są sędziami. Skoro nie są sędziami, to nie odnosi się do nich gwarancja, która została zawarta w konstytucji – podkreśla

Wywiad z prof. Markiem Chmajem tutaj >>>

Rowerzyści; wegetarianie; absolutny establishment; łże-elity; ciemny lud; lemingi; ukryta opcja niemiecka; element antypatriotyczny; ci, którzy utracili władzę, przywileje i wpływy; ludzie finansowani przez żydowską finansjerę; odspawani od stołków; ludzie, którzy mają niesprawne głowy; posiadający gen zdrady; nie naród polski; popiskujący; niemający nic wspólnego z tradycyjnymi, polskimi wartościami; oderwani od koryta; ci, którzy w ostatnim czasie wiele stracili; uprawiający politykę wstydu; gestapowcy; obrońcy korupcji; gardzący polskością; komuniści i złodzieje; oszuści; kolaboranci; zdrajcy; oprawcy z UB; gorszy sort; ubeckie wdowy; lewackie świnie; esbeki; hołota; zwyrodnialcy; koderaści; lewaccy ekoterroryści; element animalny; odzwierzęcy; Targowica; łotry; mordy zdradzieckie; kanalie; sodomici; kwicząca kasta; wykształciuchy; lumpeninteligenci; resortowe dzieci; kombinujący jak przeżyć z obniżonej SB-ckiej emerytury; donoszący na własny kraj; dostali kasę od Sorosa; nieprawdziwi Polacy; białe róże – symbol nienawiści; podskakujący w futrach; rebelia, zwolennicy łagodnego karania; obrońcy bandytów, gwałcicieli i morderców; element proprzestępczy; różowe świnie na robotniczych plecach; lewackie pedalstwo; czerwone pająki; ludzie z gazety koszernej; zabójcy nienarodzonych; piewcy cywilizacji śmierci; zwolennicy rozpasanej wolności; demoliberałowie koszerni; prokomuniści; mający rodziców w KPP; front obrony przestępców; pożyteczni idioci; nie wiadomo, kto ich rekrutuje; totalna opozycja; robili karierę u Kiszczaka i Michnika; są bezkarni i to musi się zmienić; fałszywe elity zazdroszczące Polakom sylwestra; jeszcze [ich] nie aresztujemy, bo nam się to nie opłaca; zeszły rok to było dopiero ubijanie ziemi [do rozprawy z nimi]…

Plwociny PiS zebrane przez Łozińskiego tutaj >>>

Wywiad z Mariuszem Kowalewskim, byłym pracownikiem TVP, autorem książki TVPropaganda o mediach publicznych, dziennikarstwie, polityce i wyborach czytaj tutaj >>>

Kaczyński, Glapiński, Morawiecki idą na dno w swoim bagnie. Czy potraktować ich kijem, czy wysłać na banicję?

2 Mar

Na antenie radia RMF FM prezes Jarosław Kaczyński udzielił obszernego wywiadu, w którym odniósł się do sprawy budowy bliźniaczych wieżowców, nadchodzących wyborów i partyjnego programu wyborczego. W rozmowie z Krzysztofem Ziemcem szef PiS stwierdził, że złożyłby zeznania przed prokuraturą i jednocześnie zaznaczył, że budynek przy Srebrnej nie mógł powstać, bo „w Polsce nie ma praworządności„.

>>>

Ten fragment wypowiedzi prezesa natychmiast skomentował Lech Wałęsa. „Wieże+” – napisał na swoim Twitterze były prezydent, nawiązując tym samym do sztandarowego programu wyborczego partii rządzącej „500+”, który jak ujawnił w wywiadzie Kaczyński był jego własnym pomysłem.

W wywiadzie została poruszona również sprawa katastrofy smoleńskiej. Kaczyński powiedział, że „trwają prace dotyczące wyjaśnienia katastrofy, ale lepiej nie bulwersować opinii publicznej, nie prowadzić do wznowienia dyskusji, póki nie ma ostatecznych wyników.”

Również i te słowa prezesa doczekały się natychmiastowego wpisu ze strony Lecha Wałęsy, który nie krył oburzenia: „Dochodzimy do prawdy”. Bulwersująca ściema przez 96 miesięcy, kosztem podatników i traumy rodzin ofiar katastrofy. Chodziło tylko o to żeby bratu wystawić pomnik większy niż Piłsudskiego którego pilnuje policja w reprezentacyjnym miejscu w Warszawie.”

Na koniec były prezydent odniósł się do wypowiedzi Kaczyńskiego na temat jego słabości, jaką jest oglądanie rodeo, które go strasznie bawi i śmieszy. „Rodeo będziesz miał już niedługo w wyborach” – napisał w swoim stylu Lech Wałęsa.

Po przedwczesnym wystrzeleniu się z wyborczych obietnic, tym razem ze znacznym opóźnieniem Jarosław Kaczyński zabrał się za pudrowanie swojego nadwątlonego taśmami wizerunku. Tym razem, po „mocnym” wywiadzie dla tygodnika „Sieci” zdecydował się udzielić odpowiedzi byłemu już dziennikarzowi „Wiadomości” TVP Krzysztofowi Ziemcowi na antenie RMF FM.

Wśród wielu wątków poruszonych w rozmowie na uwagę zasługuje szczególnie ten dotyczący taśm. Ziemiec zaczął wątek pytaniem: „Jeśli prokuratura zdecydowałaby o wszczęciu śledztwa i wezwała pana, stawi się pan na takie przesłuchanie?”. Kaczyński odparł, że oczywiście i dodał znamienne zdanie: „Jestem obywatelem jak każdy inny”. I jak każdy inny może „bez żadnego trybu”?

Kontynuując odpowiedział, że nie ma sobie nic do zarzucenia, a szwindel, w którym brał udział wynikał tylko z miłości do naszej wspólnej sprawy – Polski. „[…] chciałem zrobić coś bardzo pożytecznego z punktu widzenia, już nawet nie tylko mojego obozu politycznego, ale po prostu Polski. Nieco zrównoważyć tę sytuację na rynku idei, instytucji, które mogą wspierać różnego rodzaju idee. […] I gdyby ten budynek, o który chodzi, powstał, to Instytut Lecha Kaczyńskiego stałby się fundacją bardzo silną, a w dalszej perspektywie […] byłaby ta fundacja, czy ten instytut jeszcze dużo silniejszy. Krótko mówiąc: to chodziło właśnie o to, by wykorzystać pewne możliwości. Bo ta działka na Srebrnej to jest pewna możliwość”. 

Na koniec butnie wylał swe żale na to, że prawo krępuje jego biznesowe zapędy. Mówił: „Nie udało się z powodów przede wszystkim związanych z brakiem praworządności w Polsce, to znaczy w Polsce może być tak, że po prostu z powodów czysto politycznych i personalno-politycznych można czegoś odmówić instytucji, która ma do tego prawo”.

Czy wobec tego Prawo i Sprawiedliwość rozumie dewizę ze swojej nazwy, jako podporządkowanie prawa biznesowym interesom swoich członków?

Później redaktor zapytał o zasadność śledztwa prokuratorskiego, które ostatecznie pozwoliłoby oczyścić się Kaczyńskiemu z zarzutów. Prezes Prawa i Sprawiedliwości odpowiedział: „Śledztwo w moim przekonaniu sensu nie ma, ale to jest już decyzja prokuratury. I ja nie chcę w żadnym wypadku na nią wpływać”.

Samo zdanie „ja nie chcę w żadnym wypadku na nią [decyzję prokuratury] wpływać” zawiera jasną sugestię, że Kaczyński, po pierwsze ma moc do tego, żeby na decyzję prokuratury wpłynąć, po drugie, robi to publicznie naciskając podczas radiowego wywiadu, co zauważył słusznie Roman Giertych.

Jarosław Kaczyński ma się czego bać, dlatego udzielił wywiadu dla bezpiecznego redaktora, który pozwolił mu na subtelny przekaz dla Zbigniewa Ziobry. Mówiąc, że śledztwo nie ma sensu, nie brzmi wiarygodnie stawiając się w roli sędziego we własnej sprawie. Czyżby bał się, że śledztwo wywlecze na wierzch poważniejsze występki, bądź zaktualizuje listę haków łasego na władzę w Zjednoczonej Prawicy Ziobry?

Posłowie Platformy Obywatelskiej-Koalicji Obywatelskiej zapowiedzieli  złożenie zawiadomienia do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa w Narodowym Banku Polskim. Tym razem ma chodzić o kierowanie do rad nadzorczych instytucji finansowych osób, które nie spełniają podstawowych kompetencji określonych przez UE. – Do tej pory nie znamy kompetencji pań, które w tej instytucji zasiadają – mówił w Sejmie Jarosław Urbaniak z PO.

Posłowie PO-KO odnieśli się do opublikowanych przez NBP zarobków pracowników. Na mocy specjalnej ustawy NBP musiał ujawnić, ile zarabiają w Narodowym Banku Polskim współpracowniczki prezesa Glapińskiego: szefowa departamentu komunikacji i promocji Martyna Wojciechowska oraz dyrektor gabinetu prezesa NBP Kamila Sukiennik.

Z doniesień medialnych wynikało, że panie zarabiają po 65 tys. złotych miesięcznie. NBP dementował te informacje na konferencji po posiedzeniu RPP na początku stycznia. Wówczas dyr. Ewa Raczko zapewniała: – Na pewno nie zarabia rewelacyjnych 65 tys. zł. Tego typu zarobki występują na stanowiskach prezesów. Wojciechowska może być w grupie osób zarabiających nieco więcej, niż przeciętne wynagrodzenie dyrektora.

– Przez 3 miesiące prezes Glapiński nie był w stanie odpowiedzieć na nasze pytania, dlaczego pani z departamentu niezbyt merytorycznego zarabia o 22 tys. więcej od dyrektorów departamentów wyspecjalizowanych, merytorycznych, zarządzających, zajmujących się ryzykiem – mówi Krzysztof Brejza.

Dla kogo ekskluzywna willa

Ale to nie jedyne pytania, jakie posłowie opozycji zadali prezesowi Glapińskiemu. Pytali też o wyjazd do Davos, wynajem ekskluzywnej willi, a także o to, kto uczestniczył w wyjazdach zagranicznych.

– Będziemy pytać dalej, prezes Glapiński nie zaknebluje nam ust – mówił Krzysztof Brejza i zapowiedział, że przygotowywane są kolejne wnioski w trybie ustawodawczym o dostęp do informacji publicznej. – Opinia publiczna będzie miała pełną wiedzę nt. tego, jakie wielkie księstwo, państwo szejków pobudowane zostało w NBP – mówił poseł PO.

Jakie kompetencje maja tzw. dwórki?

Jarosław Urbaniak poinformował, że w związku z tym, że nie ma nadal odpowiedzi prezesa Glapińskiego na temat kompetencji pań kierowanych do rad nadzorczych instytucji finansowych, Platforma skieruje zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa w zakresie kierowania do rad nadzorczych osób, które nie spełniają podstawowych kompetencji, jakie zgodnie z prawem muszą spełniać.

Jak tłumaczył Jarosław Urbaniak, te kompetencje są dokładnie opisane przez instytucje unijne. Szczegółowy zapis kompetencji został wprowadzony po doświadczeniach z kryzysem greckim.

– To kolejny strzał w stopę pana Glapińskiego. Tuż przed ustaleniem budżetu europejskiego,UE dowiaduje się, że we władzach krajowego depozytu papierów wartościowych zasiadają osoby niekompetentne – mówił Urbaniak.

– Do dzisiaj nie znamy kompetencji pań, które w tych instytucjach zasiadają – dodaje poseł PO.

W Polsce rozpoczyna się maraton wyborczy, który zdecyduje o przyszłości kraju. Młode pokolenie polityków opozycji może zagrozić hegemonii PiS – pisze „FAZ” zastrzegając, że nic nie jest przesądzone.

W Polsce rozpoczyna się maraton wyborczy, który zdecyduje o przyszłości kraju. Młode pokolenie polityków opozycji może zagrozić hegemonii PiS – pisze „FAZ”, zastrzegając, że nic nie jest przesądzone.

Warszawski korespondent „FAZ” Gerhard Gnauck zwraca uwagę na przewodniczącego PSL Władysława Kosiniaka-Kamysza. Zdaniem niemieckiego dziennikarza 37-letni lider może być jednym ze zwycięzców maratonu wyborczego w Polsce, zaczynającego się wyborami do Parlamentu Europejskiego w maju br., a kończącego się wyborami prezydenckimi w roku przyszłym.

Kosiniak-Kamysz należy do nowego pokolenia w polskiej polityce. Jego atutem jest młody wiek, a równocześnie doświadczenie w pracy w rządzie. Od 2011 do 2015 roku polityk PSL był ministrem pracy w rządach Donalda Tuska i Ewy Kopacz – przypomina Gnauck.

Autor wyjaśnia, że PSL jest silna na prowincji, ale w wyborach parlamentarnych nie może być pewna wyniku powyżej progu wyborczego. Kosiniak-Kamysz ucieleśnia „nowy PSL” – łączący tradycję i katolicką spuściznę z tematami w rodzaju ochrony środowiska i zielonej energii.

Pragmatyzm PSL

„PSL jest przede wszystkim pragmatyczny” – ocenia Gnauck. Po 1989 roku partia wchodziła w koalicję zarówno z postkomunistami jak i z liberalnym skrzydłem polityków wywodzących się z Solidarności.

„Dzięki temu pragmatyzmowi PSL może przeżyć swoją drugą wiosnę, jeśli wyborcy będą mieli dosyć polaryzacji spowodowanej grasującym w Europie populizmem. Wtedy może wybić godzina Kosiniaka-Kamysza” – spekuluje Gnauck dodając, że niektórzy obserwatorzy widzą młodego lidera jako premiera.

PiS traktuje ostatnio PSL jak swojego wroga i zwalcza partię chłopską wszystkimi dostępnymi środkami. Przestraszyło to PSL do tego stopnia, że przyłączyła się do Koalicji Europejskiej – szerokiego sojuszu na wybory do Parlamentu Europejskiego.

Na lewicy Nowacka

Jak zaznacza Gnauck, partnerem Kosiniaka-Kamysza w Koalicji Europejskiej będzie między innymi inna nadzieja polskiej polityki – Barbara Nowacka. Autor zwraca uwagę na lewicowe tradycje jej rodziny i podkreśla, że jej politycznym celem są prawa kobiet i rozdział Kościoła od państwa.

Gnauck pisze, że jednym z głównych tematów kampanii wyborczej będzie miejsce Polski w Europie. PiS co prawda twierdzi, że nie chce „polskiego Brexitu”, jednak opozycja ostrzega, że mając nawet dobre zamiary, można, jak brytyjski premier David Cameron swoim referendum, osiągnąć efekt przeciwny do zamierzonego.

W wyborach do PE Koalicja Europejska może uzyskać wynik w granicach 35 proc., mniej więcej tyle samo co PiS – przewiduje Gnauck.

Biedroń walczy na własną rękę

Autor przypomina, że do koalicji nie wszedł Robert Biedroń. Lider „Wiosny” pojmuje na swój sposób polską tradycję: wzorem dla niego nie jest marszałek Józef Piłsudski, lecz bojowniczki o prawa kobiet, które w 1918 roku w śniegu godzinami wystawały przed jego willą, by skłonić go do przyznania praw wyborczych kobietom. Biedroń uważa, że osiągnie sukces, działając na własną rękę. Sondaże dają mu wynik w granicach 10 proc.

Młode pokolenie polityków, nieobciążone walkami z okresu zwrotu w 1989 roku, może stworzyć opozycji nowe szanse. Ich młody wiek nie daje jednak gwarancji na sukces – zastrzega Gnauck, dodając, że PiS też ma w swoich szeregach młodych utalentowanych działaczy.

Na korzyść PiS przemawia fakt, że młodzi wyborcy w Polsce są obecnie nastawieni konserwatywnie i patriotycznie. Pewną rolę mogą odegrać też najnowsze obietnice socjalne – dodatek 500+ na pierwsze dziecko i trzynasta emerytura.

Mamy w Polsce świetlaną tradycję państwa podziemnego, nie jesteśmy więc skazani na czczenie zbrodniarzy. Ci, którzy gloryfikują Łupaszkę czy Burego, robią tak z wyboru, a nie konieczności.

Dzień tzw. żołnierzy wyklętych, czyli bojowników zbrojnego podziemia antykomunistycznego po 1945 r., stał się dla środowisk narodowej prawicy nową okazją do demonstrowania uwielbienia dla przemocy i pogardy dla norm świata cywilizowanego.

Spór nie polega na tym, czy przyznajemy słuszność tym, którzy sprzeciwiali się systemowi narzucanemu Polsce po wojnie przez Związek Sowiecki. Oczywiście, że przyznajemy. Nie kłócimy się nawet o to, czy walkę przeciw instalowanemu komunizmowi można było prowadzić z bronią w ręku. Można było. W obliczu przemocy, aresztowań, wywózek na Sybir wielu żołnierzy podziemia nie widziało innego wyboru, jak pozostać w lesie. Byli też tacy, którzy po rozwiązaniu AK wrócili do cywila, ale zagrożeni aresztowaniem ponownie dołączyli do oddziałów zbrojnych.

Przedmiotem sporu jest natomiast kwestia, jakich metod w walce zbrojnej można używać i do kogo można strzelać. Wojna też ma swoje prawa i jest regulowana międzynarodowymi konwencjami, które zabraniają mordować ludność cywilną. Nawet tocząc wojnę sprawiedliwą w słusznej sprawie nie wolno strzelać do kobiet ani dzieci, nie wolno uprowadzać chłopów z wozami do lasu, a następnie ich rozstrzeliwać.

A właśnie takie zbrodnie mają na sumieniu niektórzy z ludzi lansowanych ostatnio na „bohaterów narodowych”. Co gorsza, są oni lansowani nie tylko przez nacjonalistycznych ekstremistów spod znaku ONR i Młodzieży Wszechpolskiej. Pogrzeb majora Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” stał się w 2016 r. wielką uroczystością państwową, a sam „Łupaszka” został pośmiertnie awansowany do stopnia pułkownika. Jego gloryfikatorom z prezydentem RP Andrzejem Dudą jakoś nie przeszkadza fakt, że ten żołnierz AK miał na sumieniu zbrodnię wojenną polegającą na wymordowaniu – w odwecie za zbrodnię litewską we wsi Glinciszki – cywilnych mieszkańców wsi Dubinki na Wileńszczyźnie, w tym kobiet i nieletnich, zresztą nie tylko Litwinów, bo wśród ofiar trafiła się też Polska z kilkuletnim dzieckiem.

Inny idol narodowej prawicy Romuald Rajs „Bury” odpowiada za zamordowanie w Puchałach Starych na Podlasiu w 1946 r. 30 chłopów-furmanów, których najpierw uprowadził i zmusił do transportowania jego oddziału. Zamordowani byli prawosławnymi Białorusinami i wszystko wskazuje na to, że właśnie to kryterium religijno-etniczne było powodem zbrodni, bo furmani narodowości polskiej zostali puszczeni wolno.

Takich oto bohaterów podsuwa nam nacjonalistyczna prawica jako wzorzec godny upamiętnienia, czczenia i naśladowania. A w tym samym czasie strasznie się oburza i potępia Ukraińców gloryfikujących żołnierzy UPA, którzy mają na sumieniu zbrodnie wojenne. W tym przypadku jej stanowisko jest klarowne i precyzyjne: nie można rozgrzeszać i czcić zbrodniarzy, nawet jeśli walczyli o wolność swej ojczyzny.

Więc jak to jest, panowie prawicowcy, banderowców nie można gloryfikować, a Burego i Łupaszkę można? Ukraińcy mordujący polskich wieśniaków na Wołyniu są zbrodniarzami, a Polacy mordujący litewskich wieśniaków na Wileńszczyźnie i białoruskich na Podlasiu kim są? Bohaterami narodowymi?

Proszę mnie źle nie zrozumieć. Nie twierdzę, że czczenie przez Polaków polskich zbrodniarzy wojennych jest tak samo naganne jak czczenie przez Ukraińców zbrodniarzy ukraińskich. W rzeczywistości bowiem jest bardziej naganne i kompromitujące. Taka postawa bardziej obciąża polskie sumienia niż ukraińskie. Z tego prostego powodu, że Ukraińcy nie mają wyboru – UPA była jedyną formacją walczącą w czasie II wojny światowej o wolną Ukrainę. Każdy naród musi i chce czcić tych, którzy przelewali krew za ojczyznę – a tragedia i przekleństwo ukraińskiej historii polega na tym, że ta sama armia podziemna reprezentuje tradycję niepodległościową i ma na sumieniu masowe zbrodnie.

My w Polsce nie mamy takiego problemu – sięgając po wzorce z przeszłości, możemy się odwołać do czystej tradycji państwa podziemnego i Armii Krajowej, która jako całość nie splamiła się zbrodniami wojennymi ani nie ma na sumieniu czystek etnicznych. Mamy pod dostatkiem świetlanych postaci mogących służyć za przykład i inspirację. Mamy Jana Karskiego, Władysława Bartoszewskiego, ludzi organizujących w ramach polskiego państwa emigracyjnego i konspiracyjnego Radę Pomocy Żydom „Żegota”. Mamy powstańców warszawskich. Mamy setki tysięcy ludzi tworzących w czasie wojny największą podziemną armię na świecie. W przeciwieństwie do Ukraińców mamy alternatywę i nie jesteśmy skazani na czczenie zbrodniarzy.

Ci, którzy stawiają na piedestale Łupaszkę, Burego czy żołnierzy NSZ kolaborujących z hitlerowcami i odpowiadających za zbrodnie na Żydach, czynią tak nie dlatego, że nie mają wyboru. Mają wybór. Ale wolą tych idoli. To najlepiej pokazuje, jaki jest ich system wartości i kim są.

„Mateusz Morawiecki zaczynał od przestrzegania przed prostym rozdawnictwem. Był solidarystą, ale z pomysłem na bardziej różnorodne priorytety. Dziś został sprowadzony do roli mechanicznego, choć zaufanego wykonawcy. I to jest ważniejsze niż pytania, czy grożono mu dymisją, czy przeciwnie, może mieć uzasadnioną nadzieję na fotel pisowskiego delfina” – przekonuje publicysta Piotr Zaremba.

Jest jak pokerzysta, któremu karta nie idzie, więc podwaja stawkę i gra o wszystko” – napisał o premierze Mateuszu Morawieckim Krzysztof Mazur z Klubu Jagiellońskiego. Od dwóch polityków Prawa i Sprawiedliwości usłyszałem, że ten tekst, zawieszony na stronie klubu, zrobił pewne wrażenie w obozie rządowym.

Kasjer od wypłat

Mazur sformułował tę ocenę roli Morawieckiego przy okazji skrytykowania najświeższego pomysłu PiS na wygranie wyborów za pomocą 40 mld zł, w dużej mierze rozdawanych obywatelom. Zwrócił uwagę, zresztą nie on jeden, na dokonanie strategicznego wyboru: finansowania konsumpcji zamiast naprawy, jak to nazywa Mazur, różnych polityk publicznych (a w szerszym sensie kosztem rozwoju).

Nie o wszystkim da się tak powiedzieć. Zamiar dofinansowania połączeń komunikacyjnych ma naturę prorozwojową, cywilizacyjną. Tym niemniej warto przypomnieć, że Morawiecki zaczynał karierę w rządzie PiS od wypowiadanych na zamkniętych zebraniach przestróg przed rozdawnictwem traktowanym jak lek na wszystko. Dziś staje się tego rozdawnictwa twarzą.

Pewnie znajdzie środki, choć zapowiedzi sfinansowania wszystkiego z uszczelnienia systemu podatkowego brzmią gołosłownie. Trzeba będzie ciąć inne cele. A przy okazji zmienić się – mowa nadal o premierze – w kasjera od wypłat.

Pisowscy obserwatorzy boją się bardziej innych konsekwencji, też wyborczych. – Mówiliśmy, że nie mamy dużo mniejszych pieniędzy dla nauczycieli czy lekarzy. Teraz możemy dać tym grupom jedynie ochłapy, co wpłynie na kampanię. A na dokładkę musimy się tłumaczyć, skąd mamy te 40 mld zł – relacjonuje ważny polityk obozu rządowego, dodajmy, w przededniu strajku szkolnego, który może zakłócić egzaminy.

Oczywiście mój rozmówca nie będzie zarazem kwestionować rozmachu budżetowych prezentów. Możliwe przecież, że ich adresaci zaważą na wynikach wyborów, są to wszak grupy najszersze. Komentatorzy próbujący się przebić ze swoimi przestrogami wypadają w takim przypadku jak śmieszni osobnicy idący z parasolem naprzeciw huraganowi.

Na kłopoty wyścig z Wiosną

Trudno też nie zauważyć dodatkowych, można rzec, łagodzących okoliczności. Opozycja w głównym nurcie nie prezentuje zasadniczo odmiennego programu, a pierwszą reakcją Grzegorza Schetyny było podkreślenie, że 500 plus na pierwsze dziecko to pomysł Platformy Obywatelskiej. Ten rządowy pakiet jest także odpowiedzią na ofensywę Roberta Biedronia. To Wiosna przypomniała o niezrealizowanej obietnicy przywrócenia autobusu w każdej gminie, trzynastka dla emerytów to replika na żądanie emerytury obywatelskiej itp.

Można by rzec, że powstanie ruchu Biedronia przesądziło o kształcie polskiej polityki na najbliższe lata. Będzie się ona toczyć w cieniu licytacji nie tylko na ekonomiczny interwencjonizm (to dzieje się od lat), lecz także oznacza grę najprostszymi finansowymi transferami, często tracącymi pierwotne cele. Efekt pronatalistyczny programu 500 plus okazał się wątpliwy, a w przypadku pieniędzy na pierwsze dziecko jest wątpliwy jeszcze bardziej. Istotą staje się redystrybucja. Ona oczywiście zmienia trochę strukturę społeczną. Ale jej skutki w tej sferze pozostają niejasne, nieprzewidywalne. Jednak efekty polityczne na kilka miesięcy przed wyborami są niewątpliwe.

Zarazem opozycja ma trochę racji, twierdząc, że ta ofensywa to także odpowiedź na kłopoty obozu rządowego. Kiedy nie udało się zaryzykować wcześniejszych wyborów parlamentarnych przed europejskimi, PiS zajrzała w oczy groźna perspektywa wielu miesięcy bez nowych celów mobilizujących publikę, za to pod znakiem rozliczania rządzących z afer i nawet drobnych potknięć. Częścią tego stała się wyraźnie wykreowana na potrzeby wyborcze „afera Srebrnej”, ale nic bardziej nie drażniło ostatnio jak wysokie zarobki protegowanych prezesa NBP Adama Glapińskiego.

Doszły do tego inne porażki. Polityka zagraniczna nie jest w Polsce polem głównej rozgrywki, ale łatwo było przedstawić upokarzające nas wypowiedzi izraelskich polityków jako fiasko dotychczasowego kursu. Jarosław Kaczyński postanowił więc przeciąć wszystkie gordyjskie węzły za jednym zamachem. Nie korektami polityki podatkowej, manipulowaniem VAT czy kwotą wolną od podatku, a wielką narodową wypłatą. Wedle wszelkich informacji – dyskusji w kierownictwie PiS nie było. Sprawa rozegrała się między „Naczelnikiem” a premierem – przy czym ten ostatni otrzymał po prostu zadanie do wykonania: policzyć i przybrać w odpowiednie słowa.

Ten aspekt pozycji szefa rządu to kolejny powód zainteresowania w PiS takimi tekstami jak ten Mazura. Ścierają się skrajne wersje: premiera zagrożonego dymisją i premiera szykowanego na następcę. Trudno, aby politycy PiS nie śledzili takich wieści z zapartym tchem.

Latające nazwiska następców

Sami mają jedynie mglisty obraz sytuacji. Wszystko rozgrywa się w logice królewskiego dworu. Kogo nie ma w danej chwili w monarszej komnacie, ten jest skazany na plotki i domysły. Zresztą sama obecność też niczego nie gwarantuje. Wszystko może się rozegrać przed lub po oficjalnym spotkaniu. Partia nie ma nic wspólnego ze zbiorowością rozstrzygającą w następstwie dyskusji, gdzie wybiera się spośród rozmaitych wariantów. Rządowe agendy to jedynie przebudówki do dworskiego sposobu decydowania.

Historię o niebezpieczeństwach wiszących nad Morawieckim lansują, przesadnie, gazety opozycyjne typu „Newsweek”. Wiele wskazuje na to, że w kreowaniu takiej atmosfery uczestniczą z jednej strony politycy nielubiący premiera (Zbigniew Ziobro? członkowie zakonu PC?), z drugiej zaś otoczenie szefa rządu, które ulega częstym panikom.

Bywa, że informacje są nieprawdziwe. W internecie wieści o pisowskiej naradzie u Jarosława Kaczyńskiego po wypowiedzi Israela Katza i decyzji o wycofaniu się ze szczytu w Jerozolimie pojawiły się w dniu, kiedy nikt się nad niczym nie naradzał, a prezesa PiS nie było w ogóle w biurze. Nie można jednak wykluczyć, że niektóre pogłoski są generowane za wiedzą i zgodą „Naczelnika”. Trzyma on w ten sposób premiera w szachu, nie pozwalając mu wdawać się we własne gry. Choć w niektórych tygodniach spotykają się w cztery oczy prawie codziennie.

„Newsweek” twierdził, że po upokorzeniu Polski przez Izrael w powietrzu latały już nazwiska potencjalnych następców Morawieckiego. Jeśli latały, to chyba nie na serio – w tym samym czasie Kaczyński szykował się już do wielkiej operacji kupowania wyborców. Premier i jego ośrodek dowodzenia są mu potrzebni w tej operacji, aby zminimalizować złe skutki masowych nowych wydatków dla finansów publicznych. Zresztą Morawiecki stał się już twarzą permanentnej kampanii. Odkręcenie tego graniczy z szaleństwem.

Mamy raczej do czynienia z chwilową irytacją „Naczelnika”. Podobno nie miał świadomości, że u progu kampanii premier miał jechać na szczyt w Izraelu. Kaczyński jest człowiekiem, który zatwierdza nominacje nawet stosunkowo niskiego szczebla pracowników spółek Skarbu Państwa (to wszystko dzieje się na Nowogrodzkiej), ale czasem coś może mu umknąć.

Nie zauważa zresztą, że proizraelska nadgorliwość to tylko rezultat polityki, którą sam wymyślił i firmował. W modelu dworskim władca nie ponosi konsekwencji swoich wyborów, a z wadliwych detali rozliczani są ministrowie. Pogłoski o dymisji szefa dyplomacji Jacka Czaputowicza w maju są więc całkiem wiarygodne. I byłaby to symboliczna porażka premiera, bo ten szef MSZ został dobrany po to, aby osłabić wrażenie zdominowania dyplomacji przez agresywną retorykę skierowaną do wewnątrz Polski. Ale tryb podejmowania takich decyzji nie zakłada partnerskich targów między numerem jeden a numerem dwa, Kaczyńskim a Morawieckim.

A może delfin

Jest i wersja druga, sprzeczna z tą pierwszą. Kiedy okazało się, że pośród kandydatów do Parlamentu Europejskiego jest jeden z najbardziej wszechwładnych polityków PiS Joachim Brudziński, to prof. Antoni Dudek napisał, że prezes czyści Morawieckiemu przedpole, aby ten zajął miejsce delfina. Przeczyłoby to mnożonym sygnałom o niepełnym zaufaniu między numerem pierwszym a drugim. Za to uzupełniałoby się z pojawiającymi się czasem plotkami o dalszych kłopotach zdrowotnych Jarosława Kaczyńskiego.

Tyle że polityka, także ta personalna, rzadko przypomina precyzyjne ruchy w rozgrywce szachowej. Brudziński zaskoczył wszystkich – zdaje się, że prezesa również – prośbą o wysłanie do Brukseli. Na posiedzeniu kierownictwa PiS Kaczyński powołał się na „motywy osobiste” szefa MSWiA i podobno więcej w tym prawdy, niż można przypuszczać. Doraźnie oznacza to rzeczywiście usunięcie się z pola może najpoważniejszego rywala Morawieckiego. Rywala jednak potencjalnego, bo Brudziński starał się nie prowadzić z premierem wojen, a ich relacje były poprawne. Jeśli ktoś był wrogiem na co dzień, to Zbigniew Ziobro.

Otoczenie premiera nie dowierza, że wyjazd Brudzińskiego do Brukseli to sukces. Podejrzewa, że współpracownik prezesa, teraz podwładny Morawieckiego, po maju zyska czas i możliwości, aby wpływać na politykę krajową, wtrącać się w działalność partyjnego aparatu i szykować do rychłego powrotu. Rzecz w tym, że prawda może nie być ani taka, ani taka. Kaczyński z pewnością nie zrezygnował z ulubionego współpracownika. Już w 2010 r., kiedy kandydował na prezydenta, szykował go na ewentualnego następcę. Ale prezes PiS na ogół unika rozstrzygania takich rywalizacji przed czasem, ba, lubi je generować. W jego decyzję, aby samemu szybko wycofać się z polityki, trudno uwierzyć. Chyba że o czymś nie wiemy.

Na razie więc w kwestii pozycji premiera odpowiedź musi brzmieć: ani triumf, ani zgon. Zapowiadana na koniec maja rekonstrukcja rządu może być nawet odczytywana jako sukces Morawieckiego. Odejdzie na przykład do Brukseli Beata Szydło, odbierana jako inny jego potencjalny konkurent. Wprawdzie wicepremier nie umiała podgryzać polityki swojego szefa w mediach (w każdym razie tak skutecznie, jak robili to jego współpracownicy, kiedy ona była szefem rządu), ale zachowywała więź z lokalnymi działaczami, pośród których Morawiecki nigdy nie zyskał całkowitego miru.

Czy jednak ten sukces będzie taki przemożny? Wieści o odejściu Czaputowicza pokazują, że nie całkiem. Co więcej, jeśli przypisywać premierowi wyniesioną z korporacji dbałość o poziom kadr, decydować będzie trafność obsady resortów, a tu pierwsze informacje nie są zbyt optymistyczne. Jarosław Zieliński, obecny wiceszef MSWiA, jako potencjalny minister edukacji może być tylko produktem plotek, ale to symbol wyrzeczenia się aspiracji, aby mieć silny i ambitny gabinet.

To samo można zresztą powiedzieć (to już nie wiąże się bezpośrednio z Morawieckim) o części liderów list do Parlamentu Europejskiego.

Trzeba zrozumieć postawienie na głośne nazwiska, na pierwszą ligę. Ale eksminister rolnictwa Krzysztof Jurgiel, który będzie w Brukseli tylko błądzącym po korytarzach statystą, to potraktowanie miejsc w europarlamencie jako synekur w nagrodę za wierność. Takich Jurgielów jest na listach więcej.

Ile się nie udało

Akurat na takie ostentacyjne postawienie logiki partyjnej ponad państwową Kaczyński może sobie pozwolić. Straty poniesione w ostatnich miesiącach są niewątpliwe, można by do nich dodać sondażowy efekt przedwyborczego jednoczenia opozycji, ale biorąc pod uwagę siłę artyleryjskiego ostrzału krajowych mediów i zagranicznych instytucji, a również mnogość porażek i błędów, nie są one aż tak wielkie. PiS okazał się trwale związany z Polakami, w jakiejś mierze teflonowy, nawet jeśli ten efekt słabnie.

Ostatni pakiet zapowiedzi to raczej dodatkowa polisa ubezpieczeniowa niż rozpaczliwy ratunek. Takie grzechy jak stawianie na słabych ludzi PiS może odkupić. Podobnie niefunkcjonalność systemu, w którym Polską próbuje się zarządzać z jednego skromnego gabinetu. Choć może, gdyby nie patologie nagminnego mieszania partii z państwem, cena nie musiałaby być tak wysoka jak 40 mld zł z budżetu państwa.

Oczywiście można też na to spojrzeć inaczej. Jeśli celem Jarosława Kaczyńskiego było wykreowanie nowych elit i trwała zmiana społecznej świadomości Polaków, efekty nie są porażające. Odniesiono tylko połowiczny sukces w uzależnianiu wymiaru sprawiedliwości od obecnego układu rządzącego. Z części zamysłów trzeba się było wycofywać, a inna część reformy sądów wciąż jest zagrożona interwencją instytucji europejskich.

Z tych samych powodów nie podjęto próby przebudowy rynku medialnego, poza przejęciem mediów publicznych i doraźnym wspieraniem własnych tytułów. TVP służy topornej partyjnej propagandzie, za to w mniejszym stopniu wykuwa postawy ideowe Polaków. Możliwe, że świeży mandat wyborczy ośmieli PiS w tym względzie. Chociaż przykład porażki w starciu z Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej w kwestii sądownictwa, i to bez walki, pokazuje, że pole manewru nie będzie wielkie.

PiS nie zyskał większego wpływu na świat kultury, minimalnie skorygował układ sił na tym polu. Wielka kampania antyklerykalna różnych środowisk – od akcji „antypedofilskich” po film „Kler” – osłabiła efekt początkowej zmiany nastrojów w kierunku bardziej konserwatywnym. Możliwe, że Polacy są dziś odrobinę bardziej nieufni wobec dyrektyw płynących z Zachodu, możliwe też, że starcia ze środowiskami żydowskimi popychają różne środowiska w kierunku rządu. Ale straty mogą być tu równie bolesne jak zyski. Na dokładkę podgrzewanie nastrojów wokół tej tematyki grozi ekspansją skrajnej, całkiem nieobliczalnej prawicy.

Konserwator perpetuum mobile

PiS-owi jako najpewniejsza pozostaje sfera społeczno-gospodarcza, gdzie naturalnie odniósł kilka sukcesów. Jest nim zmniejszenie rozwarstwienia społecznego przy zachowaniu – na razie – względnej stabilności finansowej. Był to cel ważny dla wielu polityków PiS, w tym dla Kaczyńskiego. Wiązał też z rządem pokaźny elektorat.

Ostatnie przedwyborcze inicjatywy oznaczają jednak ewolucję tej polityki w kierunku rozdawnictwa na wielką skalę. Możliwe, że polskie finanse to wytrzymają, ale wyznacza to kierunek rozwoju na najbliższe lata. I oznacza przyznanie się do tego, że tylko za taką cenę PiS jest w stanie kupować sobie poparcie w innych sferach. Bez drenowania budżetu nie byłby go pewny. Ile w tym winy samej socjalnej prawicy, a ile zewnętrznych okoliczności, to inna sprawa.

W latach 30. amerykański prezydent Franklin Delano Roosevelt, na którego Nowym Ładzie Kaczyński trochę się wzoruje, był oskarżany, że tworzy „kulturę zasiłku” jako swoiste perpetuum mobile gwarantujące jego partii zachowanie władzy. W USA, kraju o skądinąd całkiem innym modelu społecznym, dużo bardziej wolnorynkowym, zatrzymano się na tej drodze. Jak będzie w Polsce?

Nawet gdyby Mateusz Morawiecki odziedziczył kiedyś po Kaczyńskim władzę nad partią i nad Polską, nie będzie mógł łatwo zejść z tego kursu. Choćby dlatego, że większość zaciąganych dziś wobec Polaków zobowiązań państwa ma charakter permanentny. Ani obecnej opozycji nie będzie łatwo ich w przyszłości ograniczyć, ani samemu PiS. Dawny prezes banku musi znać cenę takiego modelu. Ile jest w tej najnowszej ofensywie z niego samego? Małe fragmenciki, zresztą te najmniej konkretne, kiedy zapowiada obniżkę kosztów pracy czy poprawę infrastruktury.

Przypomnę raz jeszcze: Morawiecki zaczynał od przestrzegania przed prostym rozdawnictwem. Był solidarystą, ale z pomysłem na bardziej różnorodne priorytety. Dziś został sprowadzony do roli mechanicznego, choć zaufanego wykonawcy. I to jest ważniejsze niż pytania, czy grożono mu dymisją, czy przeciwnie, może mieć uzasadnioną nadzieję na fotel pisowskiego delfina.