Tag Archives: Elżbieta Kosińska-Kozak

Wyrok TSUE w sprawie SN kompromituje PiS. Co zadecyduje Kaczyński? Polexit?

24 Czer

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał niekorzystny wyrok dla polityków rządu Prawa i Sprawiedliwości ws. Sądu Najwyższego.

Przepisy dotyczące obniżenia wieku przejścia w stan spoczynku sędziów Sądu Najwyższego są sprzeczne z prawem Unii – tak orzekł Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

  • TSUE orzekł, że obniżenie wieku narusza zasadę nieusuwalności sędziów
  • Chodzi o przepisy wprowadzone przez Polskę w lipcu 2017 roku
  • Polska część przepisów zmieniła, ale wyrok zapadł, gdyż TSUE uznał, że nie wszystkie problemy zostały rozwiązane

– Trybunał orzekł, że zastosowanie przepisów przewidujących obniżenie wieku przejścia w stan spoczynku sędziów Sądu Najwyższego (…) narusza zasadę nieusuwalności sędziów, która jest nierozerwalnie związana z ich niezawisłością – podkreślił TSUE.

Polska ustawa z lipca 2017 r. ustanowiła nowe zasady dotyczące przechodzenia w stan spoczynku przez sędziów. Zgodnie z nowymi przepisami, wiek przejścia w stan spoczynku dla sędziów sądów powszechnych, sędziów Sądu Najwyższego i prokuratorów został obniżony do 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn, chociaż wcześniej wynosił on 67 lat dla obu płci.

Zdaniem Komisji Europejskiej przepisy obniżające wiek emerytalny, które przyznały ministrowi sprawiedliwości prawo do decydowania o tym, czy sędzia będzie miał przedłużoną możliwość orzekania, naruszają gwarancje niezawiłości sędziowskiej. Uznawszy, że przepisy te są sprzeczne z prawem Unii, KE wniosła do trybunału skargę o stwierdzenie naruszenia prawa UE.

Polskie władze już zmieniły przepisy, których ona dotyczy, ale KE zdecydowała się na podtrzymanie zarzutów, bo jej zdaniem nie wszystkie problemy zostały rozwiązane.

W odniesieniu do zarzutu Komisji dotyczącego dyskryminacji ze względu na płeć, rzecznik generalny odrzucił argument Polski, że w tym przypadku nie istnieje bezpośredni związek między przepracowanym okresem a pobieranym uposażeniem, co oznaczałoby, że omawiany tu system jest objęty przyznaną państwom członkowskim swobodą ustanowienia odmiennego wieku emerytalnego dla kobiet i mężczyzn w ramach publicznego systemu zabezpieczenia społecznego.

Zdaniem rzecznika zważywszy, że kobiety sędziowie w stanie spoczynku przestają rywalizować na rynku pracy i nie kontynuują już kariery, zakwestionowane przez Komisję przepisy w żadnym razie nie mogą stanowić środków „pozytywnej dyskryminacji”.

– Co więcej, przepisy, które utrwalają tradycyjny podział ról na przyszłość, nie powinny być postrzegane jako środki mające na celu promowanie równości kobiet i mężczyzn. Z zakwestionowanych przepisów nie mogą też skorzystać mężczyźni, którzy utracili szansę awansu zawodowego z powodu wychowywania dzieci, a ponadto nie biorą one pod uwagę sytuacji kobiet, które nigdy nie były zaangażowane w wychowywanie dzieci – wskazał rzecznik generalny TSUE.

Podkreślił też, że prawo Unii chroni sędziów przed usuwaniem z urzędu, a nieusuwalność sędziów stanowi jedną z podstawowych gwarancji niezawisłości sędziowskiej.

– W ocenie rzecznika generalnego obniżenie wieku przechodzenia przez sędziów w stan spoczynku powinno być obwarowane zabezpieczeniami, aby zapewnić, że sędziowie nie będą de facto usuwani z urzędu, natomiast ustawa z lipca 2017 r. nie jest zgodna z gwarancjami nieusuwalności sędziów i ich niezawisłości – wskazał.

Władze TVP – jeszcze mogą spać spokojnie – ale tak może być wyłącznie do momentu, kiedy Prawo i Sprawiedliwość przegra wybory parlamentarne. Prawnik prof. Wojciech Sadurski ostrzega kierownictwo telewizji publicznej.

– Rozwalili co się dało: nie tylko wielkie spółki skarbu państwa, NBP, szkoły, lasy, TK czy TVP, ale nawet takie samograje jak Muzeum Narodowe, Teatr Stary, stadnina w Janowie, radiowa Trójka. Dlatego należy im się większość konstytucyjna, by Suweren ukontentował się konstytucyjnie. Ponieważ osoby pełniące funkcje kierownicze w TVP czy wTVPInfo są „funkcjonariuszami publicznymi, stosować się do nich będzie art. 231 kk o przekroczeniu uprawnień przez funkcjonariusza publicznego – propaganda partyjna niezgodnie z ustawą o radiofonii i TV, art 21 -. Kara pozbawienia wolności do lat 3 – napisał na Twitterze prof. Wojciech Sadurski.

– …a profosem będzie prezydent Lech Wałęsa. Sympatycy i liderzy opozycji już szykują polityczne represje po ewentualnym przejęciu władzy. Ale z Was demokraci… pełną gębą – odpowiedział Sadurskiemu szef Wiadomości Jarosław Olechowski.

– Telewizja Polska, zazwyczaj bez skrupułów w atakowaniu oponentów PiS, bez dawania im możliwości repliki, strasznie użala się nad sobą, gdy przypomni się, że kiedyś prawo zostanie wobec nich zastosowane, albo powie się coś w kierunku ich propagandystki. Odwaga krzykacza zzawęgła – skwitował profesor pracownika TVP.

Patryk Słowik (Dziennik Gazeta Prawna): Wiadomości TVP znów przypomniały, że sędzia Tuleya przyznał odszkodowanie zabójcy Ryszardowi Boguckiemu. Znów zabrakło czasu antenowego;) na dodanie, że odszkodowanie to było za 9-letnie niesłuszne aresztowanie do sprawy zabójstwa gen. Papały – Bogucki został uniewinniony.

Tomasz Lis (Newsweek): Parę razy oglądałem w ostatnich dniach tzw. Wiadomości. W demokratycznym kraju za takie kłamstwa i manipulacje, za tak ordynarną i obrzydliwą propagandę, powinien być paragraf w kodeksie karnym. To także kradzież pieniędzy podatnika. Miliardy ukradzione Polakom.

Marcin Kierwiński (PO): Jedno zdjęcie dzieci premiera w tabloidzie wywołało burzę w pisowskich mediach. Dwa dni obrzydliwej nagonki w TVP na dziecko Adama Bodnara wywołuje u tych samych ludzi jedynie uśmiech tryumfu. Obrzydliwe i podłe.

Ewa BorguńskaMec. Elżbieta Kosińska-Kozak, Maciej Ślusarek i Michał Zacharski wnieśli pozew przeciwko TVP w imieniu 10 osób, których wizerunkami pozwana posłużyła się do partyjnej propagandy w wyniku „ogórek gate„. Połączone kancelarie pod patronatem kanc. Dubois i wspólnicy działają pro bono.

Władza PiS dyskretnie ochrania polski faszyzm, bo karze za okrzyk: precz z polskim faszyzmem

24 Czer

Na rynku w Przemyślu policjanci wynieśli mężczyznę, który krzyczał „Precz z polskim faszyzmem”.

W ten sposób protestował przeciwko osobom, które przeszkadzały w happeningu na rzecz dialogu polsko – ukraińskiego. Postawiono mu zarzuty za obrazę polskiego narodu.

Happening był zorganizowany przez Annę Dąbrowską ze stowarzyszenia Homo Faber.

Celem wydarzenia było przypomnienie o Ukraińcach mieszkających w mieście oraz rozwijanie dialogu polsko – ukraińskiego. W wydarzeniu brał również udział prezes Związku Ukrainców w Polsce – Piotr Tyma. Wydarzenie było zgłoszone władzom miasta, ale prezydent – Wojciech Bakun (Kukiz15) nie zgodził się na nie. Decyzję tłumaczył, że organizatorzy nie dopełnili formalności.

Jednak po interwencji Biura Rzecznika Praw Obywatelskich happening się odbył, a ludzie na rynek przynosili flagi polskie, unijne i ukraińskie. W miejsce, gdzie odbywało się wydarzenie przyszły również osoby ubrane w tzw. odzież patriotyczną i puszczali antyukrainską muzykę oraz krzyczeli na zgromadzonych „banderowcy”.

„Mec. Elżbieta Kosińska-Kozak, Maciej Ślusarek i Michał Zacharski wnieśli pozew przeciwko TVP w imieniu 10 osób, których wizerunkami pozwana posłużyła się do partyjnej propagandy w wyniku ogórekgate. Połączone kancelarie pod patronatem kanc. Dubois i wspólnicy działają pro bono” – poinformowała na Twitterze jedna z działaczek Ewa Borgońska. Wspólnie z innymi aktywistami 2 lutego tego roku protestowała przed siedzibą TVP przeciw partyjnej manipulacji w przekazywanych informacjach.

Podczas manifestacji – według TVP Info – mieli oni rzekomo „atakować” Magdalenę Ogórek. Ich wizerunki wraz z danymi zostały upublicznione w głównym wydaniu „Wiadomości” i innych programach informacyjnych TVP. O tym w artykule „Widzę, że [„Wiadomości” TVP] nowe standardy dna wyznaczają”. W sprawie interweniował Rzecznik Praw Obywatelskich, który uznał, że naruszono ich prawa do prywatności.

Osoby, w imieniu których złożono pozew przeciw TVP, uważają, że zostały naruszone ich dobra osobiste, dobre imię i godność osobista. – „Wykorzystano w sposób bezpośredni ich imiona, nazwiska, wizerunki, a także zajmowane stanowiska zawodowe, co miało w jeszcze większym stopniu spowodować napiętnowanie powodów i uznanie ich za persona non grata w społeczeństwie”– napisano w pozwie.

„Obóz władzy nie odpuszcza. Teraz pora na to, by wyśmiać dziewczynkę, która ma czelność protestować przed Sejmem. Rezolutny przedstawiciel obozu władzy pisze, że trudno nazwać ją „rezolutną”. Może to czytać ona, jej rodzice, dziadkowie. Okropne czasy” – skomentował na Twitterze Janusz Schwertner z onet.pl. Po chwili dodał: – „Poseł J. Gowina śmieje się, że 13-latka protestująca przed Sejmem nie wygląda na rezolutną. Jego fani: „biedne dziecko”, „nie umie składać zdań”, „kurator powinien odwiedzić jej rodziców”. Na Boga, co wy robicie?”. To jeden z wielu komentarzy, które pojawiły się po tweecie Kamila Bortniczuka z partii Gowina Porozumienie. – „Trudno o tej dziewczynce powiedzieć: „rezolutna”. Równie trudno uwierzyć, że to jej własna inicjatywa” – napisał poseł Bortniczuk, oceniając filmik z nagraną jej wypowiedzią.

O rozpoczętym przez 13-letnią Ingę Zasowską „Wakacyjnym strajku klimatycznym” w artykule „Nastolatka protestuje przed Sejmem przeciw „politykom, którzy nie walczą ze zmianami klimatu”. A Kamil Bortniczuk w wyborach 2015 r. nie dostał się do Sejmu, zajął trzecie tzw. niemandatowe miejsce. Posłem został dopiero po ostatnich wyborach samorządowych, kiedy zasiadł w parlamencie na miejscu posła, który został burmistrzem Namysłowa. Dodajmy, że Bortniczuk to ojciec czworga dzieci.

„Człowieku zrób to lepiej. Pokaż wszystkim, w tym swoim dzieciom, że wiesz jak ważna jest dbałość o środowisko. Chyba, że nie wiesz i masz to w nosie. Twoje dzieci się za Ciebie wstydzą lub będą wstydziły”; – „Co w tym, co ta dziewczyna mówi, jest głupiego? Pan na czworo dzieci. Trudno mi uwierzyć, że ten tweet wyszedł spod ręki ojca czwórki”;

„Jeżeli Kamil Bortniczuk nie ogarnia wyobraźnią, że mogą być tak rezolutne dziewczynki i rozumiejące, co to jest globalne ocieplenie to tylko z powodu, że jego środowisko, w którym się kręci jest mocno zaślepione bzdurami artykułowanymi przez Morawieckiego”; – „W obozie władzy nie ma inicjatyw bez pozwolenia, dlatego nie rozumieją jak nastolatka może to robić z własnej inicjatywy”; -„ Niesamowite jest to dążenie Totalnej Władzy (PIS) do unicestwienia samodzielnego myślenia. Nauczyciele źli, sędziowie źli, naukowcy źli. To bardzo jasny i czytelny obraz” – pisali oburzeni internauci.

Jaka poprawność polityczna zabrania nazwać publicznie kłamcą tego, komu dowiedzie się kłamstwa, a oszustem tego, kto oszukuje?

Doświadczenie uczy, że bardzo trudno jest wygrać wybory nie oferując atrakcyjnego projektu przyszłych rządów, bez wizji kraju, w którym wyborcy bez trudu dostrzegą miejsce i korzyść dla siebie. Jednak nawet tak fascynująca wizja, która mogłaby porwać naród na równe nogi, a przeciwnika na strzępy, nie zapewni wyborczego zwycięstwa, jeśli wizjonerskiemu ugrupowaniu zabraknie wiarygodności. Wie o tym prezes i dlatego aparatczycy PiS stają na głowach by przekonać Polaków o własnej wiarygodności i równocześnie odebrać ją konkurentom.

Prorządowe szczujnie potrafią zmajstrować horrendalną aferę z byle potknięcia opozycji i ukręcić łeb grubym przekrętom we własnej formacji. Okazało się, że sprawa wspierającej PiS firmy GetBack, gdzie tysiące ludzi ulokowało swoje oszczędności i straciło 2,5 miliarda, to mały pikuś w porównaniu z wielką aferą obyczajową prezydent Gdańska, którą złapano na zakupie dwóch butelek wódki.  Do dzisiaj wypomina się ludziom z PO, że jedli ośmiorniczki (do kupienia w każdej Biedronce w cenie podrzędnej wołowiny) i że jeden z nich to nawet miał drogi zegarek i go nie zgłosił, za co słusznie wyleciał z ministerialnej posady. Natomiast minister z PiS, który w zeznaniach o dochodach nie mógł się doliczyć własnych hektarów o wartości setek tysięcy zł, bez trudu otrzymał mandat europosła, podobnie jak minister, która rozłożyła na łopatki polski system oświaty, i jak premier, która sama sobie przyznawała sowite premie, bo jej się należały.

Z braku spektakularnych potknięć opozycji aparatczycy PiS sięgają do bogatego zasobu kłamstw.  Bo dzisiaj nie są już potrzebne preteksty, by opluć przeciwników politycznych i odebrać im wiarygodność. Wystarczy skonstruować odpowiednio intrygujące kłamstwo i powtarzać je tak intensywnie i tak długo, aż stanie się prawdą i z obiegu sterowanego przez inżynierów dusz wspieranych przez partyjne trolle wejdzie do spontanicznego obiegu publicznego. Ludzie to kupują, bo prawda jest na ogół nudna, a atrakcyjnie podane kłamstwo, nawet tak nieprawdopodobne, jak podejmowane przez TVPiS próby obarczenia odpowiedzialnością polityków PO i Jurka Owsiaka za zamordowanie prezydenta Adamowicza, nobilituje w środowisku i pozwala poczuć się „dobrze poinformowanym”.  I nie ma znaczenia, że kłamstwo się wyda. Znacznie więcej ludzi zapamięta, że „znany belgijski dziennikarz” po francusku nazwał Donalda Tuska niemieckim zdrajcą, a o wiele mniej widzów dowie się potem, że to fałszywka, bo ów dziennikarz jest w rzeczywistości pracownikiem telewizji Jacka Kurskiego.

Szkalowanie konkurencyjnych formacji politycznych jest łatwe, bo politykom nie wierzy się z definicji. Jest też skuteczne, ponieważ oceny zerojedynkowe ułatwiają percepcję i szybciej pozwalają ułożyć sobie obraz rzeczywistości – fałszywy, ale kompletny i zrozumiały . Natomiast opluskwianie ludzi z pierwszych stron gazet podnosi samoocenę odbiorców, budząc uczucie satysfakcji, że VIP i celebryta okazuje się zwykłym człowiekiem, takim jak ja, albo nawet gorszym. Te oczywiste prawidła psychologiczne bez żenady wykorzystują aparatczycy PiS, nie cofając się przed budzeniem i podsycaniem w ludziach mrocznych instynktów agresji, nienawiści wobec obcych, zawiści wobec lepszych od siebie i żądzy odwetu wobec tych którzy ośmielają się dowodzić nieprzyzwoitości i bezprawia.

PiS zyskuje wiarygodność powtarzając przy każdej okazji, że jest formacją prawą i sprawiedliwą, w odróżnieniu od opozycji, która kłamie, kradnie i oszukuje. Każdego dnia przybywa kłamstw, które mają dowodzić tej tezy, a każde z nich powielane jest w tysiącach egzemplarzy. Nie jest odkryciem, że kłamstwo powtórzone setki razy staje się prawdą. Odkryciem jest natomiast – przynajmniej dla opozycji – że reguła ta działa w obydwie strony. Również każda prawda kwestionowana przez rządzących może się przebić do świadomości odbiorców, jeśli powtarzana będzie po wielokroć i jeśli argumenty poddające ją w wątpliwość będą uporczywie obnażane. Niestety, aktywność partii koalicyjnych, zderzających się z kolejnymi przejawami robaczywej wyobraźni aparatczyków PiS, sprowadza się często do wzruszenia ramionami, krótkiej opinii o absurdzie oskarżenia lub do konferencji prasowej informującej, zarzut mija się z prawdą, a oskarżenie jest oburzające.

Co się stało z jedyną bodaj skuteczną akcją odkłamywania polskiej rzeczywistości na objazdowych banerach? Dlaczego podczas kampanii do Europarlamentu sądy, które mogłyby w trybie wyborczym weryfikować kalumnie PiS, były niemal bezrobotne? Czemu myślący przecież ludzie opozycji tak często tracą głowę w telewizyjnych programach gadających głów, dają się przytłoczyć fali kłamstw i niezdarnie tłumaczą, że to nie tak, bo prawda jest inna? Dlaczego dotąd żaden z nich nie zwrócił się wprost do widzów, by wyjaśnić, że to co słyszą od rozmówcy z PiS jest tekstem wymyślonym przez speców od propagandy i agitacji, który tego dnia można usłyszeć od każdego funkcjonariusza PiS, że zostali oni przeszkoleni, by krytyczne uwagi kontrować atakiem na poprzedni rząd, by przerywać kłopotliwe pytania, podnosić głos i zakrzykiwać niewygodne zarzuty? Czemu tak rzadko żąda się na wizji dowodów kłamliwej informacji i pozwala się utopić ją w powodzi kolejnych łgarstw? I wreszcie, jaka poprawność polityczna zabrania nazwać publicznie kłamcą tego, komu dowiedzie się kłamstwa, a oszustem tego, kto oszukuje?

Grożąc sądem naukowcom z Krakowa, którzy ośmielili się skrytykować projekt nowelizacji Kodeksu Karnego, Zbigniew Ziobro argumentował, że proces będzie formą obrony ministerstwa, rządu i wszystkich Polaków przed kłamstwem. Wobec powszechnego oburzenia Kaczyński nakazał wycofanie pozwu, ale zarzutu, że prawnicze autorytety naukowe z Krakowa kłamią, nikt nie cofnął. I chyba nie będzie procesu Ziobry o zniesławienie, skoro nie ma już sprawy.  Podobnie wątpliwe jest, by Jarosław Kaczyński odpowiedział przed sądem za idiotyczne oskarżenie byłego premiera Krzysztofa Bieleckiego (który uczestniczył w rozwiązaniu Układu Warszawskiego), że chciał zlikwidować polską armię. Będzie zapewne ubolewanie, że ktoś coś wyrwał z kontekstu i nie ma sprawy. Tyle, że sprawa jest. I to o wiele poważniejsza niż autorytet krakowskich koryfeuszy prawa i dobre imię byłego premiera.

„Kłamstwa mogą być bardzo użyteczne w kampanii wyborczej, ale mają swoje długie, długie konsekwencje”.

Wyznaczeni przez Jarosława Kaczyńskiego szefowie sejmowych komisji padają na retorycznym polu bitwy jak kawki. Ich pogromcą jest Donald Tusk. Wcześniej Małgorzata Wassermann oddelegowana została do zbadania afery Amber Gold, dostała do pomocy klowna Marka Suskiego. Może żałować, iż się zgodziła, bo jej kariera została zwichnięta, a miała duże ambicje.

Więcej >>>