Tag Archives: Dariusz Stokwiszewski

Syn Kuchcińskiego, Zero Morawiecki i łapy Kremla

7 Sier

Polityk PSL podzielił się tymi informacjami w programie Poranek Radia TOK FM. „Jeżeli dzisiaj dyskutujemy o demoralizacji marszałka Kuchcińskiego, to może warto by było zapytać, gdzie mieszka pracujący syn marszałka. Czy w mieszkaniu sejmowym, które marszałek Kuchciński ma ze środków sejmowych, nie zamieszkuje cała jego rodzina? Zapytajcie państwo, czy przypadkiem w mieszkaniu służbowym Kuchcińskiego nie mieszka cała jego rodzina. Jeśli osoba pracująca, korzysta z mieszkania, które należy do posła, to jest kolejne nadużycie władzy” – stwierdził poseł.

Doniesienia Sawickiego wywołały spore zamieszanie na Twitterze. Większość internautów jest po prostu oburzona postawą Kuchcińskiego. „Panie Krzysztofie Brejza czy można sprawdzić kto mieszka w służbowym mieszkaniu, marszałka Kuchcińskiego? Jak podaje Radio TOK FM podobno lokal na nasz koszt zamieszkuje syn marszałka z rodziną. Czy ich też podatnik ma utrzymywać” – zapytała jedna z użytkowniczek serwisu.

To nie koniec szokujących doniesień. Jak się okazuje, „afera samolotowa” marszałka jeszcze się nie zakończyła. Do nowych informacji w tej sprawie dotarli dziennikarze „Faktu” i RMF FM. W drogich wyprawach Kuchcińskiemu towarzyszyć mieli prominentni politycy partii rządzącej, w tym Stanisław Piotrowicz, Krystyna Wróblewska, Bogdan Rzońca i Zdzisław Krasnodębski. W podniebnych podróżach uczestniczyły również małżonki Krasnodębskiego i Piotrowicza.

Wspólne loty Kuchcińskiego i Wróblewskiej były już wcześniej opisywane w mediach. Wszystko za sprawą głównej zainteresowanej, która opublikowała w social mediach zdjęcia z pokładu samolotu. Na fotografiach widoczny był także poseł Piotrowicz.

Także te informacje nie przyniosły PiS-owi pochlebnych wypowiedzi. „Loty marszałka zamieniają się w loty rodzinne PiS. – Kuchciński z żoną – Piotrowicz z żoną – Krasnodębski z żoną Oraz Krystyna Wróblewska i Bogdan Rzońca. Zapamiętajcie te nazwiska. Codziennie pracujemy, płacimy podatki żeby oni mogli się bawić. Praca, pokora, umiar” – tymi słowami jedna z internautek skomentowała wyczyny polityków „dobrej zmiany”.

O lotach Kuchcińskiego – jak podaje Wirtualna Polska – wiedziano już dwa lata temu, kiedy o sprawie poinformowano kierownictwo Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Formacja jednak zignorowała doniesienia i nie zajęła się sprawą.

Od czasu, gdy premier Morawiecki został jedynką na liście kandydatów do Sejmu w Katowicach, częściej można go spotkać na Śląsku niż gdziekolwiek indziej. Wystarczy zajrzeć w jego grafik, a widać wzmożoną aktywność Morawieckiego właśnie w jego okręgu wyborczym. Stadion Górnika Zabrze, wizyta w Tychach, Jasna Góra, spotkanie z policjantami w Katowicach i harcerzami w Mysłowicach. Truskolasy, gdzie obiecał zbudować boisko, Gliwice i obietnica budowy czołgów, otwarcie autostrady A1, centrum medyczne w Zabrzu, rodzinny piknik w Bojszowach, Tour de Pologne w Katowicach.

Przyglądając się licznym podróżom premiera, zastanawiam się nad źródłem ich finansowania. Trudno nie zadać sobie pytanie, czy te wizyty są związane z obowiązkami premiera czy też to już jego kampania wyborcza.

A jeśli kampania to kto za to płaci? Borys Budka jest przekonany, że „ta niebywała aktywność na Śląsku premiera Morawieckiego to de facto kampania wyborcza i to robiona za środki publiczne”, a jeśli tak, to jest to chyba dość nieuczciwe, bo w tym przypadku całość kosztów powinna pokrywać partia, z której listy premier startuje do Sejmu. Niestety, nie można uzyskać odpowiedzi na te pytanie, bo Morawiecki nie odpowiada na pytania dziennikarzy i, jak to zwykle bywa w czasach rządów PiS, po prostu milczy.

A ja zastanawiam się jeszcze nad jednym. Jak udaje mu się połączyć obowiązki szefa rządu z aktywnością kandydata do Sejmu.  Czy to kandydowanie nie odbywa się kosztem pracy wynikającej z pełnionej funkcji?

Przyznam się, że podobne wątpliwości miałam i w odniesieniu do pani Ewy Kopacz, gdy była premierem i jednocześnie kandydatem do Sejmu, więc to nie jest tak, że się czepiam.

Po prostu chciałbym wiedzieć, kto płaci za podróże Morawieckiego i jak one się mają do jego pracy jako premiera.

Niecodziennym zainteresowaniem cieszy się jedna z najnowszych depesz Associated Press sugerująca, że w obaleniu rządu PO-PSL w 2015 roku „maczali” palce Rosjanie. Informację opublikowały już czołowe amerykańskie dzienniki: „The New York Times” i Washington Post„, odwołując się do książki dziennikarza „Polityki” Grzegorza Rzeczkowskiego.

Autor opisał jak dalece w aferę podsłuchową w latach 2014-2015 zamieszane były polskie służby. Nagrania miały według tych informacji zostać wykorzystane do zdobycia władzy przez PiS.

To zbiegało się z planami Rosji, dla której ówcześnie rządzący byli przeszkodą w sprawach eksportu surowców i realizacji polityki zagranicznej więc ochoczo wykorzystano okazję. Agencja dopuszcza, że mogło to być rosyjskim testem dla kampanii w 2016 roku, w wyniku której Donald Trump został prezydentem USA.

Na dowód, AP powołuje się na słowa Donalda Tuska z 2014 r. „Nie wiem, jakim alfabetem został napisany ten scenariusz, ale wiem dokładnie, kto mógłby być beneficjentem” – ocenił były polski premier w Sejmie tonem sugerującym rosyjski spisek.

W tym kontekście agencja napisała też o aresztowaniu Falenty i jego staraniach o ułaskawienie. W listach do Kaczyńskiego, Dudy i Morawieckiego, odgrażał się on, iż ujawni nazwiska członków rządu PiS, którzy stali za jego rekrutacją.
Aresztowany twierdził, że o podsłuchach w restauracjach wiedzieli politycy PiS, a grupa osób powiązana z prawicą zachęcała do ich kontynuowania, by doprowadzić do upadku rządu PO-PSL.

W listach do prezydenta, premiera i prezesa PiS biznesmen ujawnił szczegóły spotkań. Na razie bez oczekiwanego skutku.

Kończy się druga dekada XXI wieku, a my jesteśmy na etapie „państwa dziadowskiego”! Moralno – etyczna zgnilizna władzy zaczęła rozprzestrzeniać się również na obywateli, którzy zaczynają wsiąkać w bagno owego dziadostwa. Podajmy tu, jako dobry przykład, zdeptanie demokracji i państwa prawa, rozpadającą się armię, ale również niezdolność do przeprowadzenia reformy służby zdrowia, finansów, oświaty, szkolnictwa wyższego i deprecjację wszystkich niemalże uniwersalnych wartości. Podobne przykłady można byłoby mnożyć! Wszystko to nabrało tempa po wygranych przez PiS wyborach z 2015 r. Nie to jest jednak myślą przewodnią tych rozważań! Jest nią kwestia niszczenia morale oraz silnej do niedawna patriotycznej świadomości narodu polskiego. Postępując już od niemal czterech lat haniebnie, pisowska władza dała społeczeństwu przyzwolenie na to, by zatraciło wartości charakteryzujące wszystkie społeczeństwa cywilizowane! Zbrodni, przeciw narodowi, a tym jest to działanie, się nie wybacza! Co takiego się wydarzyło?!

Zbrodnią przeciwko narodowi polskiemu, określoną w tytule tego tekstu jest to, że:

Jarosław Kaczyński i PiS uruchomili mechanizm pozwalający ludziom słabym zerwać z przyzwoitością! Ich sumienia są więc „czyste”, bo akceptacja i przykład dziadostwa idącego z samej góry usprawiedliwia każde, nawet najbardziej podłe, działanie! Brak przyzwoitości połączona ze spolegliwością pisowskiej władzy stał się dziś w kraju nad Wisłą atutem predestynującym do najwyższych nawet zaszczytów, a już na pewno do dostatniego, kosztem reszty społeczeństwa, życia! Za moralny upadek społeczeństwa polskiego odpowiada obecny, niezwykle szkodliwy dla Polski oraz jej bezpieczeństwa, układ rządzący. To hydra, której dotąd nie odcięto jeszcze nawet jednej głowy! Za to przestępstwo zniszczenia wartości narodowych wymienianych, jako niezwykle ważne w procesie tworzenia bezpieczeństwa państwa polskiego powinna spotkać winnych bardzo surowa kara! Tylko głupiec nie rozumie jak ważne są takie kwestie dla więzi i spoistości narodu, jako całości!

Kaczyński lekceważy wszystkich i wszystko; sugeruje publicznie samej prokuraturze czy ta ma go przesłuchać, czy nie! Oczywiste niby przestępstwo, które polegało na wzięciu od austriackiego dewelopera nie ma tu najmniejszych podstaw, aby to poddawać w wątpliwość) koperty z 50 „tysiącami” złotych w ramach łapówki. Druga osoba w państwie, marszałek Sejmu Marek Kuchciński, traktując Polskę jak zwykły folwark „fruwa sobie” luksusowym samolotem za aż 2 miliardy złotych „na rosół” z Warszawy do Rzeszowa, zaś jego żona już sama wraca do stolicy tym samym środkiem lokomocji. Mało tego, ten facet nie ma sobie nic do zarzucenia! Za czasów MON Antoniego Macierewicza, pomocnik aptekarski zwalniał z pracy generałów! Istnieje niemal pewność co do tego, że PiS (nie mówię, że sam o to prosił, ale miał wiedzę o podsłuchach bardzo wysokich przedstawicieli poprzedniej władzy) wygrał wybory parlamentarne przy poparciu służb specjalnych Federacji Rosyjskiej i „mafii sołncewskiej”! Pisze o tym bardzo szczegółowo Tomasz Piątek w swoich dwóch książkach!

Prokuratorzy: generalny Ziobro i krajowy, Święczkowski systemowo oraz permanentnie niszczą organa ścigania i wymiar sprawiedliwości. Stworzyli (według słów prokuratora Krzysztofa Parchimowicza „układ od Tatr do morza”! Najnowszy Raport Prokuratorów Lex Super Omnia udowadnia to i prezentuje w sposób merytoryczny oraz nie budzący najmniejszych wątpliwości. Pytanie nasuwa się samo: gdzie my żyjemy? Czy to jeszcze Polska, czy matrix, w którym za chwilę obudzić się możemy w gułagach i obozach pracy?

Aby naród przetrwał i mógł się pokojowo rozwijać, we współpracy z demokratycznymi państwami Europy i świata, musi mieć podstawy moralno – etyczne na wymaganym w tych czasach poziomie! Poziom obozu rządzącego, tzw. zjednoczonej prawicy – dobrej zmiany – jest prawdopodobnie poziomem najniższym w Unii Europejskiej. Przykłady, niemal codzienne, łamania konstytucji i prawa pochodnego, prześladowanie środowisk prawniczych, w tym zwłaszcza przyzwoitych sędziów i prokuratorów są dowodem na kolejne zbrodnie popełniane na Polakach. Tak popularna już i powszechna polityczna korupcja uwolniła u wielu ludzi najniższe instynkty, na czele z nienawiścią do innych. Zwłaszcza do tych, którzy są inni lub nie godzą się na łamanie przez władzę (przy ścisłej współpracy z hierarchią Kościoła Katolickiego), ogólnie przyjętych i głoszonych przez prawdziwych katolików (choćby Papieża) zasad; wynikających zarówno z przepisów, norm i zwyczajów prawnych, jak też z Dekalogu! Za to grozi odpowiedzialność karna, bo wobec prawdziwego (a nie pisowskiego) prawa, my wszyscy jesteśmy równi! Warto o tym pamiętać panowie Kaczyński, Ziobro, Kuchciński, Święczkowski etc!

Chyba wszyscy eksperci od PR są na wakacjach, a tekst napisał marszałkowi praktykant, ponieważ oświadczenie było raczej z gatunku beznadziejnych. W sytuacji kryzysowej nie postępuje się tak, jak to zrobił marszałek, a dziś słyszymy jeszcze, że zdejmowane są materiały odnośnie do lotów ze strony sejmowej. To zaczyna wyglądać jak taniec paralityków, którzy próbują wyjść z ciemnego pokoju – mówi ekspert od wizerunku i marketingu politycznego dr Mirosław Oczkoś. Rozmawiamy nie tylko o losach marszałka Kuchcińskiego, ale też zastanawiamy się, co powinna zrobić opozycja. – Wystarczy, żeby sięgnęła 4-5 lat wstecz i zobaczyła, co robiło PiS, jak jego politycy wypowiadali się w mediach. Myślę, że wystarczy to skopiować, rozedrzeć szaty i pokazywać, co się dzieje. Ośmiorniczki, które kosztowały 35 zł, są śmieszne, a stanęły w gardle ówczesnej koalicji. Duży rządowy samolot na razie w gardle jeszcze nie stanął – twierdzi rozmówca

JUSTYNA KOĆ: Jak ocenia pan z punktu widzenia marketingu politycznego “przepraszam tych, którzy czują się urażeni” marszałka Kuchcińskiego?

MIROSŁAW OCZKOŚ: Przyznam, że jestem zaskoczony nie tylko bezradnością marszałka, bo on rzeczywiście sobie nie radzi w wystąpieniach publicznych i tu mieliśmy tego świetny przykład. Marszałek przeczytał coś z kartki, ale jego mowa ciała pokazywała, że robi to pod przymusem. Pewnie kierownictwo PiS-u przystawiło mu pistolet do głowy, może nawet sam Jarosława Kaczyński, i

MARSZAŁEK MUSIAŁ PRZEPROSIĆ, CHOCIAŻ NIE BARDZO SAM CHCIAŁ.

Po drugie, chyba wszyscy eksperci od PR są na wakacjach, a tekst napisał marszałkowi praktykant, ponieważ oświadczenie było raczej z gatunku beznadziejnych. W sytuacji kryzysowej nie postępuje się tak, jak to zrobił marszałek. Można oczywiście zastanowić się, do kogo było adresowane oświadczenie marszałka, bo to też jest ważne, ale bez przesady. W sytuacji kryzysowej jest kilka punktów, nad którymi warto się zastanowić: co się dzieje, dlaczego i co z tego wynika? Nie widzę refleksji nad żadnym z nich, a dziś słyszymy jeszcze, że zdejmowane są materiały odnośnie do lotów ze strony sejmowej. To zaczyna wyglądać jak taniec paralityków, którzy próbują wyjść z ciemnego pokoju.

JEŻELI NAZYWAMY RZECZY PO IMIENIU, A PIS MIAŁ GĘBĘ PEŁNĄ FRAZESÓW W STYLU “WYSTARCZY NIE KRAŚĆ”, “TANIE PAŃSTWO” ITP., TO PAN GRZEGRZÓŁKA PUBLICZNIE KŁAMIE, BO TEGO JUŻ NIE MOŻNA NAZWAĆ MIJANIEM SIĘ Z PRAWDĄ, TYLKO KŁAMSTWEM,

a pani szefowa Kancelarii Sejmu tłumaczy, że “mieliśmy taką wiedzę na stan obecny”, to są to ludzie, którzy nadają się do wymiany.

Usuwanie informacji ze strony to strzał w stopę?
Przyznam, że gdy przeczytałem, że loty nie zgadzają się z wykazem i dokumenty są zdejmowane ze strony Sejmu, to mi ręce opadły. To znaczy, że druga osoba w państwie ma, mówiąc delikatnie, słabe kwalifikacje mentalne i intelektualne do sprawowania tej funkcji. Teraz rozumiemy, dlaczego marszałek się odgrodził w Sejmie: kotary, chodzenie w ochronie, nawet dziennikarze nie mogą podejść do marszałka z pytaniem i już wiemy, dlaczego. Każde pytanie dziennikarskie kładzie pana marszałka na łopatki.

Tu sytuacja jest dużo gorsza dla partii rządzącej, bo niedługo są wybory. Być może tak jak ośmiorniczki były niszczące dla rządu PO-PSL, tak Kuchciński będzie dla PiS-u. Nic tak nie wkurza elektoratu jak nadużywanie władzy, a tu mamy do czynienia z paroma rzeczami na raz. Przede wszystkim

PRZEZ 4 LATA PIS NIE MIAŁ POWAŻNEJ SYTUACJI KRYZYSOWEJ, JEŻELI JUŻ SIĘ COŚ SZYKOWAŁO, TO W ZARODKU BYŁO WYCINANE.

Pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to “dwie wieże” Kaczyńskiego, ale ponieważ prezes uznał, że nie widzi sensu, aby go przesłuchiwać, sprawa została zamieciona pod dywan. Przypuszczam, że ludzie z PiS-u uwierzyli, że są nieśmiertelni, zresztą każda władza w pewnym momencie tak sądzi i PiS nie jest tu wyjątkiem. Teraz może się okazać, że o jeden raz za dużo, bo samoloty zostały kupione bez przetargu, za co PiS, będąc w opozycji, krytykował bardzo mocno. Pomijam już, że wycięto przy okazji Caracale i nikt już nawet nie jest w stanie zliczyć wszystkich dat, które Antoni Macierewicz podawał jako datę zakupy nowych maszyn.

Teraz kupiono Boeinga i Gulfstreamy bez przetargu i PiS-owi znowu się upiekło, nikt tego nie wałkował. A przypominam, że do tej pory po 1989 roku jak chciano kupić samoloty dla VIP-ów, to natychmiast tabloidy rozpisywały się, ile inkubatorów można za to kupić. Ponadto

MAMY W PRZESTRZENI PUBLICZNEJ KŁAMSTWO.

W PR zawsze powtarzamy, że możesz nie powiedzieć całej prawdy, ale nie kłam, bo kłamstwo prędzej czy później zawsze wypłynie. Do tego wszystkiego bezradność pana marszałka, która zaczyna być porażająca.

Sytuacja rozwija się w taki sposób, że marszałek zaczyna nie dawać wyboru prezesowi Kaczyńskiemu, bo teraz zaczyna to przypominać wielką skórkę od banana, na której PiS może się poślizgnąć. Doradzanie, żeby zdejmować dokumenty ze stron Sejmu, jest absurdem, bo dziś nic w sieci nie ginie.

To nie pierwsza wpadka kancelarii, która wcześniej okłamywała opinię publiczną.
Marszałek Kuchciński wpisuje się tu w szerszy kontekst, i to jest ta druga sprawa, na którą warto zwrócić uwagę. Moim zdaniem ludzie zaczną się przyglądać pozostałym wysoko postawionym ludziom władzy, którzy chyba zapomnieli przestawić wajchę i nie pamiętają, że już nie są w opozycji.

CIĄGLE MÓWIĄ, ŻE “CI RZĄDZĄCY ZA PO TO BYLI STRASZNI”, ALE TO BYŁO 4 LATA TEMU. TERAZ CI RZĄDZĄCY TO ONI.

Proszę zwrócić uwagę, jak wygląda w tym kontekście zaginięcie dokumentów z wypadku pani Szydło, gdzie zaatakował ją seicento. To wszystko zaczyna być groteskowe, a mówimy o 36-milionowym kraju w środku Europy, będącym w NATO itd. To nie jest podwórko z czasów hipisowskich panów marszałków, że szef komuny powie, dokąd idziemy. To jest zarządzanie państwem i jako mieszkaniec tego kraju boję się, że wszyscy ulegli takiemu ubezwłasnowolnieniu Jarosława Kaczyńskiego, który za nich wszystko robi.

Za nich myśli?
Przede wszystkim. I przez to nikt nie musi się zastanawiać, co zrobić, bo i tak zrobi tak, jak uważa prezes. Najpierw mamy 23 loty, marszałek wpłaca 15 tys. na Caritas, teraz okazuje się, że leciała sama żona, to wpłaca 28 tys. I najważniejsza sprawa;

CZĘŚĆ LOTÓW MIAŁA ODBYWAĆ SIĘ ZE STATUSEM HEAD. TO OZNACZA, ŻE NIE WYCIĄGNĘLI ŻADNYCH WNIOSKÓW Z KATASTROFY SMOLEŃSKIEJ. TO, CO SIĘ DZIEJE, TO LEKCEWAŻENIE INSTRUKCJI.

Zresztą minister Błaszczak najpierw napisał jedną instrukcję HEAD, teraz zapowiedział, że w obliczu kontrowersji lotów marszałka napisze drugą. Naprawdę gratuluję pomysłu. Szczególnie pomysłu, że rodziny mogą latać, jak zapłacą stawkę za bilet tanich linii lotniczych. Powiem szczerze, że jak się na to patrzy, to bardzo wiele pan marszałek i jego otoczenie zrobili, aby sami się kopać po łydkach. I to prezent dla opozycji, która musi tylko to pokazać. Zresztą strategia obrony, że marszałek Borusewicz i Donald Tusk też latali, jest kuriozalna, bo o tym już dziś nikt nie pamięta, a poza tym za tej władzy miało być inaczej.

A może Kuchcińskiemu i PiS-owi to ujdzie na sucho, jak wiele innych afer, bo PiS kupił społeczną moralność transferami socjalnymi?
Oczywiście, że możemy tu spekulować, ale do tej pory wszystko, co wypływało na światło dzienne, co kompromitowało władzę, nie było tak namacalne.

TU POJAWIA SIĘ EWIDENTNE NADUŻYCIE WŁADZY. DODATKOWO LOTY ŻONY BEZ MARSZAŁKA TO ZŁAMANIE PRAWA. PROSZĘ ZWRÓCIĆ UWAGĘ, CO WIDZI PRZECIĘTNY POLAK – MARSZAŁEK KRĘCI.

Skoro nie złamał prawa, jak twierdzi, to po co te wpłaty na Caritas i na fundusz modernizacji sił zbrojnych. Według logiki PiS-u z czasów opozycji, gdy czegoś nie ma, to znaczy że “skradziono” albo “dowody zniszczono”. To wizerunkowa bomba i może się okazać, że to będzie miało znaczenie. Być może marszałek będzie zmuszony do podania się do dymisji.

Wielu spodziewało się, że w poniedziałek poda się do dymisji. To byłoby rozbrojenie tej bomby?
Ja nie spodziewałem się dymisji, bo rzeczywiście wiele rzeczy uchodziło PiS-owi na sucho i uważam, że woda sodowa uderzyła jednak PiS-owi do głowy.

Co się takiego z nami stało, że kiedyś minister Nowak za sprawę zegarka wyleciał z polityki, a marszałek Kuchciński za airtaxi nawet nie podaje się do dymisji?
To jest pytanie bardziej do socjologa, niż specjalisty od wizerunku, ale konstatacja jest smutna, dlatego że przesunęliśmy “granice bólu”.

TO ŚWIADCZY NIESTETY FATALNIE O NAS WSZYSTKICH I WYGLĄDA NA TO, ŻE RACJĘ MIAŁ MATEUSZ MORAWIECKI, ŻE WYSTARCZY DOSTAĆ MISKĘ RYŻU I ŚWIĘTY SPOKÓJ. JAK WŁADZA SIĘ TROCHĘ Z NAMI PODZIELI, TO WSZYSTKO MOŻNA WYBACZYĆ.

To rzeczywiście wygląda na pewne przesilenie i chyba Kaczyński znalazł na to klucz i kupił Polaków ich własnymi pieniędzmi, bo przecież nie swoimi i nie partii. Ogólnie jakość życia publicznego skarlała, co widać chociażby po przeklinaniu w miejscach publicznych. Proszę też pamiętać, do kogo skierowany jest ten przekaz marszałka, np. do chuliganów, których nazywa się dziś patriotami.

Drugą sprawą jest edukacja. Żyjemy w czasach fake newsów i nikt nie uczy nas, jak odróżnić źródła wiarygodne od tych niewiarygodnych. Każdy żyje w swojej bańce informacyjnej, jedni czytają wyłącznie “Gazetę Polską”, inni “Wyborczą”.

Co powinna robić opozycji?
Wystarczy, żeby sięgnęła 4-5 lat wstecz i zobaczyła, co robiło PiS, jak ich politycy wypowiadali się w mediach. Myślę, że wystarczy to skopiować, rozedrzeć szaty i pokazywać, co się dzieje. Ośmiorniczki, które kosztowały 35 zł, są śmieszne, a stanęły w gardle ówczesnej koalicji, a duży rządowy samolot na razie w gardle jeszcze nie stanął.

Odzyskać Polskę z rąk szalbiercy, złodzieja, z rąk niziołka. Z życia pasqud 32

27 Lip

Jestem porażony wyjątkowo niskim stanem świadomości większości Polaków, których znam choćby z FB. Ludzie ci w znakomitej części nie mają pojęcia o tym, co aktualnie dzieje się z Polską, z całym dla nich szacunkiem. Nie dostrzegają tego, że w sposób niezauważalny, póki co jeszcze niemal bezkrwawy, nastąpiło przejęcie państwa przez „polityczną sektę” Jarosława Kaczyńskiego, Mateusza Morawieckiego, Zbigniewa Ziobry i Andrzeja Dudy. Nie wiem więc, z czego wynika tak wielki optymizm w wygraną, po tym, jak opozycja poniosła sromotną klęskę w majowych wyborach do Parlamentu Europejskiego, w których była faworytem. Dobrze to, czy nie, ale ja mam wyostrzone zmysły w zakresie bezpieczeństwa. Wynika to oczywiście z zawodu i wykształcenia, ale też ze zdrowego rozsądku i instynktu samozachowawczego. Wielu moich rodaków jak widzę, jest tego pozbawionych.

Dziś nie ma nawet najmniejszych, racjonalnych podstaw do przesadnego optymizmu. Wręcz przeciwnie; wszystkie dzwony powinny bić na alarm, a muzycy larum grać, bo Polska idzie na dno i to w zastraszającym tempie. To nie jest tak, jak wielu się wydaje, że idziemy do wyborów, które wygramy i nagle, jak czarodziejską różdżką przerwiemy proces dewastacji państwa polskiego! Nie! Teraz walczymy jedynie o ograniczenie skali pisowskiej władzy; będą rządzić sami czy ze skuteczną rolą opozycji. Tylko tyle i aż tyle, no, chyba że ludzie się przebudzą z letargu. Jednak na to bym nie liczył! Nie znaczy to, że nie marzę o zwycięstwie nad grupą szkodników rozwalających polską państwowość. Nie chcę być nieskromny i butny, ale uważam, że nie ma w naszej Ojczyźnie tak wielu konsekwentnych i zaciekłych przeciwników tego, tak potwornie szkodliwego reżimu w Polsce, jakim ja jestem. Piszę to z pełną świadomością tego, że „oni”, czyli ci źli niczego mi nie odpuszczą, zatem nie mam się z czego cieszyć! Tym bardziej że każdego dnia nie tylko muszę się zmagać z przeciwnikami Polski, ale także z potencjalnymi sojusznikami.

Nie wiem do końca, jak to się dzieje, że jest tak wielu ludzi jakby zaślepionych swoimi guru ze szczytów władzy – liderami partyjnymi obecnymi i byłymi – którzy już tyle razy nie wywiązali się z obietnic i wierzą w to, że któryś z nich jako wybawca przybędzie na białym koniu, wypędzi Kaczyńskiego i jego bałwochwalców, a następnie Polska będzie już płynąć mlekiem i miodem. Tak na pewno nie będzie. Mało tego – życząc opozycji, której maleńkim elementem sam jestem, zwycięstwa – jestem przekonany, że gdyby do niego doszło, to ci, którzy obecnie popełnili wiele przestępstw, nie zostaliby przez zwycięzców ukarani. Mam swoją teorię na ten temat, ale tutaj nie chcę jej wtrącać. Po prostu w Polsce brak jest prawdziwie patriotycznie nastawionych elit. Oczywiście jest pokaźna liczba państwowców, ludzi, którym Ojczyzna jest droga, jednak większość tylko zabiega o zaszczyty i apanaże. Musimy sobie z tego zdawać sprawę.

Wierzmy w zwycięstwo, a najlepiej róbmy jeszcze coś, aby je uzyskać i uwolnić Polskę od jej wewnętrznego wroga – PiS, SP i ich sojuszników. Udowodnienie szkodliwości tego rządu i skorumpowanych w dużym stopniu elit nie byłoby dla żadnego politologa czy prawnika (oczywiście przyzwoitych) niczym szczególnym! Nie bądźmy jednak naiwni, że wszystko zrobi się samo! Nie ma według mnie woli zrobienia tego ze strony najważniejszych sił politycznych i żeby nie wiem jak mnie przekonywano, w ich dobrą wolę nie uwierzę; to tylko wyrachowanie. Dziś m.in. przeczytałem w prasie o liście dwudziestu kilku senatorów PO do Franza Timmermansa z podziękowaniami za obronę europejskich wartości. Ja takie listy piszę na co dzień i nikt o tym nie trąbi, ba nawet nie zauważa, bo po co? Ci ludzie żyją tylko własnym życiem i własnymi karierami więc nie liczcie na to, że wam/nam pomogą! Najpierw pomogą sobie uzyskać to, na czym im najbardziej zależy; kolejną kadencję w sejmie bądź w senacie i następne cztery lata przegadają, budząc się przed końcem kadencji jak teraz. W partiach trwają prawdziwe walki o miejsca na listach dlatego, jeśli popieram obecną opozycję, to robię to tylko na zasadzie wyboru mniejszego zła!

„Elity” w Polsce muszą się zmienić i to jak najszybciej, stąd mój apel do nich: jesteście w parlamencie, to róbcie swoje, zamiast „pisać na pokaz” listy do kolegów z Brukseli, z którymi jesteście za „pan brat”! Pisanie ich zostawcie naukowcom, dziennikarzom i publicystom. Gdybyście nie zaniechali tego, co należy do waszych obowiązków posła czy senatora, to Ziobro byłby w innym miejscu, niż jest (powinien stać już dawno przed TS), a niejaki Jarosław Kaczyński nie uchodziłby za „męża opatrznościowego” Polski (tfu!).

Wracam do społeczeństwa; Jest wiele takich osób, które są bardzo skuteczne w krytyce innych, gdy same tymczasem nie robią nic! Są jednak i tacy, którzy myślą o przyszłości Polski i powoli zaczynają (trudną przyznam) drogę edukacji od podstaw – czyli „pracy organicznej”, jak w XIX wieku określali to pozytywiści. Nie powiedzieliśmy (bo jestem jednym z nich) jeszcze ostatniego słowa, ale jedno jest pewne; tym się różnimy od tych nieprawych, że większości z nas nie zależy na stanowiskach, tylko poświęca się walce z reżimem po to, aby do Polski wróciła normalność. Jako że świadomość społeczeństwa jest niska, liczymy się z długą walką, ale ją wygramy. „Pogonimy” wtedy tych rządzących szkodników i bezużyteczne od lat „elity” uważające się za opozycję, do której miana nie dorosły. Czas przemian nadchodzi. Liczymy zwłaszcza na młodych, ale nie neonazistów, a patriotów!

Nie widząc innej możliwości przywrócenia w Polsce normalności, demokracji i prawa apeluję do wszystkich polskich patriotów o wspólne zorganizowanie strajku generalnego i wzięcie w nim udziału! Umożliwia to obywatelom Konstytucja RP! Nie jest to zatem wezwanie do chaosu tylko do pokojowego wyrażenia woli narodu! Poprośmy złą i szkodliwą władzę o ustąpienie, a następców o jej rozliczenie!

Nie zachęcam do przemocy, tylko wyjścia z domów i zgodnego z prawem wyrażenia sprzeciwu dla rządu, który niszczy własną Ojczyznę, który od lat łamie naszą konstytucję, prześladuje ludzi, w tym sędziów i prokuratorów! Dla rządu, który niszczy dobre imię Polski i Polaków, który jest mierny merytorycznie i moralnie!

Apeluję o wyrażenie przez nas wszystkich sprzeciwu dla dalszego psucia państwa! Nie zgadzamy się na niszczenie, nie wiadomo czy w pełni zrównoważonej i nieumocowanej w prawie osobie, na rządzenie tak dużym i do niedawna jeszcze wolnym krajem!

Apel ten kieruję do wszystkich osób zatroskanych tak jak ja, o dobro naszej Ojczyzny – Polski i jej Obywateli! Proszę też o wsparcie ze strony wszystkich postępowych sił w Polsce!

To, że politycy to ta grupa społeczna, która zwykle jest oderwana od realiów życia przeciętnego Kowalskiego nie jest niczym zaskakującym. Jednak, gdy politycy, którzy dzierżą niepodzielna władzę nad niemal każdym obszarem życia publicznego zaczynają tracić kontakt z rzeczywistością, zaczyna się robić dziwnie. W ostatnich dniach dwa wydarzenia pokazały dobitnie, że Prawo i Sprawiedliwość kompletnie się pogubiło w wyczuwaniu nastrojów społecznych i stało się całkowicie zepsutą i ogarniętą paranoją partią władzy, w najgorszym, wschodnioeuropejskim tego słowa znaczeniu.

Nikt z nas nie wpadłby na pomysł, by zaplanować sobie weekend w jednej z europejskich stolic, podjechać taksówką na lotnisko i wsiąść “na gapę” do samolotu np. do Paryża, mówiąc obsłudze lotu, że przecież jeśli przewiozą jedną osobę więcej, to przecież koszty lotu pozostaną takie same. A politycy PiS, tłumaczący skandaliczne zachowanie marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego, właśnie takich argumentów używają, usprawiedliwiając fakt, że prominenty polityk PiS zrobił sobie z rządowego samolotu (zresztą kupionego za kolosalne pieniądze i w wątpliwej procedurze) rodzinną taksówkę. Można założyć, że skoro robi tak formalnie druga osoba w państwie, to podobnym pokusom mogą ulegać niemal wszyscy członkowie ekipy rządowej, którym przysługują państwowe limuzyny.

Nie przesadzajmy, nie wariujmy, samolot i tak leci z marszałkiem, więc czy zabiera posła, czy dziennikarza, czy syna, to myślę, że nie dzieje się nic nadzwyczajnego” – mówił Ryszard Terlecki, wicemarszałek Sejmu i osoba, której buta i arogancja w ostatnich miesiącach szokuje najbardziej. Zauważył on też, że marszałek Kuchciński nie powinien zwracać pieniędzy za loty. Aż chce się dopowiedzieć za Beatą Szydło, że przecież pewnie mu się te luksusy i przywileje należą.

Przykładów oderwania od rzeczywistości jest znacznie więcej. Od wyimaginowanego i natrętnie kolportowanego zarzutu o pucz w Sejmie, jaki miał się odbyć zimą 2016 roku, po regularne jatki Krystyny Pawłowicz na Twitterze, która nieustannie sugeruje, że opozycja chce siłą obalić demokratycznie wybrany rząd, aż po wydarzenia z wczoraj, kiedy to Beata Kempa stała się już przez chwilę ofiarą rasistowskiego aktu terroru, z oczywistym podłożem politycznym w tle. Rzekomy atak na kierowcę świeżo wybranej europosłanki miał wręcz być zemstą za działanie PiS na forum UE, a ona sama w zasadzie ledwie uszła z tej awantury bez szwanku. Tyle tylko, że im więcej o tamtych wydarzeniach się dowiedzieliśmy, tym bardziej niedorzeczne stały się pierwsze reakcje np. posłanki Bernadety Krynickiej (tej od obrzydliwego zachowania względem protestujących w Sejmie niepełnosprawnych). Okazuje się bowiem, że ani to był atak na Kempę, ani nie był to jej kierowca (tylko losowo przydzielony z Parlamentu Europejskiego), ani nie było ataku, tylko sprzeczka, a jej przyczyną nie było wożenie polityczki PiS, tylko … stłuczka, do jakiej miało dojść chwilę wcześniej.

Na domiar złego, gdy sprawę zgłębiać zaczęli reporterzy radia RMF FM, okazało się, że europosłanka nieprzypadkowo wybrała akurat hotel w wielokulturowej dzielnicy (którymi w Polsce straszy się już dziś małe dzieci “prawdziwych Polaków”. Miało to być motywowane okazją do dodatkowego zarobku w europejskich srebrnikach. W 3-gwiazdkowym hotelu w dzielnicy Ixelles, którego właścicielką jest Polka, za pobyt płaci się jedynie 100 euro, a dietę z PE europosłowie otrzymują trzy razy większą. Zawsze to ok. 800+ zł. Taki nowy program dla najbardziej potrzebujących polityków władzy.

Marszałek Sejmu Marek Kuchciński latał z rodziną rządowym samolotem. Sześć razy na pokładzie maszyny, poza marszałkiem, byli członkowie jego najbliższej rodziny: córka, synowie lub żona. – Pan marszałek często mówi o standardach i tanim państwie, o tym, że parlamentarzyści muszą się odpowiednio zachowywać. Tymczasem pan marszałek co tydzień wraca do domu kilkaset kilometrów do Rzeszowa, ten lot kosztuje na pewno 100 tys zł. Moim zdaniem są dwa honorowe zachowania: oddanie pieniędzy i podanie się do dymisji – komentuje podróże marszałka Sławomir Nitras z PO

Do domu ze statusem HEAD

Poseł PO Sławomir Nitras przedstawił w czartek w Sejmie dokumenty potwierdzające loty marszałka Kuchcińskiego. Kontrowersje budzą przeloty do Rzeszowa na weekend; marszałek mieszka w okolicy.

Do dokumentów dotarło też Radio Zet. Wynika z nich, że marszałek przynajmniej trzy razy latał z Warszawy do Rzeszowa, dwa razy odbył lot powrotny z Rzeszowa do stolicy i raz z Warszawy do Krakowa.

Wysokie standardy marszałka

– Pan marszałek często mówi o standardach i tanim państwie, o tym, że parlamentarzyści muszą się odpowiednio zachowywać. Tymczasem pan marszałek co tydzień wraca do domu kilkaset kilometrów do Rzeszowa, ten lot kosztuje na pewno 100 tys zł – komentował sprawę poseł PO Sławomir Nitras, który jednocześnie pyta marszałka o szczegóły:

ILE RAZY OD POCZĄTKU KADENCJI MARSZAŁEK PODRÓŻOWAŁ NA TRASIE WARSZAWA-RZESZÓW-WARSZAWA? ILE RAZY W CZASIE TYCH LOTÓW TOWARZYSZYLI MU CZŁONKOWIE RODZINY, ILE RAZY TOWARZYSZYLI MU POLITYCY PIS-U I ICH RODZINY, A TAKŻE ILE KOSZTOWAŁY LOTY I CZY MARSZAŁEK ZWRÓCIŁ PIENIĄDZE ZA CZŁONKÓW RODZINY?

– Zrobię wszystko, i to nie złośliwość, ale kwestia standardów, a mam nadzieję, że kwestia standardów nas z marszałkiem łączy, żeby rozliczył się z tych pieniędzy – zapowiedział Sławomir Nitras.

Marszałek Sejmu, jako druga najważniejsza osoba w państwie, może korzystać z samolotu o statusie HEAD. Oznacza to, że marszałek może dysponować samolotem do celów służbowych. Wystarczy, że złoży zamówienie.

Wątpliwości budzi kierunek lotów. Skoro marszałek lata na weekend do domu, to czy na pewno były to loty służbowe.

Sejm: Marszałek latał służbowo

W odpowiedzi na te wątpliwości Centrum Informacyjne Sejmu opublikowała oficjalne pismo, w którym czytamy, że loty miały charakter służbowy.

“W nawiązaniu do publikowanych w przestrzeni publicznej dokumentów, dotyczących lotów Marszałka Sejmu w okresie styczeń – lipiec 2019 r. Centrum Informacyjne Sejmu wyjaśnia, że każda ze zrealizowanych samolotem rządowym podróży drugiej osoby w państwie miała charakter służbowy”, a “podróże realizowane zazwyczaj w bezpośredniej styczności kalendarzowej z posiedzeniami Sejmu, co nakładało na Kancelarię Sejmu dodatkowe zadania o charakterze logistycznym”.

Marszałek lubi latać

Nie po raz pierwszy marszałek Kuchciński ma problem z wytłumaczeniem swoich podróży. W marcu tego roku jedna z posłanek PiS pochwaliła się wspólnym lotem z marszałkiem Sejmu. Wówczas Kuchciński, Krystyna Wróblewska i były prokurator z czasów PRL Stanisław Piotrowicz lecieli razem z Warszawy do Rzeszowa.

To jest patologia władzy” – powiedział podczas konferencji prasowej Sławomir Neumann z Koalicji Obywatelskiej, komentując „rodzinne eskapady” Marka Kuchcińskiego rządowym samolotem. Radio ZET dotarło do dokumentów potwierdzających sześć lotów, podczas których na pokładzie poza Kuchcińskim znajdowali się członkowie jego rodziny i oficer Służby Ochrony Państwa. „Kuchciński lata sobie z rodziną rządowym samolotem. Poseł Nitras proponuje honorowe rozwiązanie”.

Neumann oznajmił mediom, że Koalicja składa wniosek o „odwołanie Marka Kuchcińskiego z funkcji marszałka Sejmu. Symbolicznie trzeba pokazać, że w normalnym państwie nie ma zgody na oligarchiczne zachowania przedstawicieli władzy” – powiedział. – „To bezczelne, aroganckie standardy, które pokazują, że korzyści są tylko dla PiS-u. To się skończy w październiku” – oświadczył, podkreślając jednocześnie całkowity brak „prawdziwej reakcji” ze strony PiS na doniesienia medialne. – W cywilizowanych krajach takie rzeczy kończą się dymisją” – zauważył i dodał oburzeniem: – „Jak widać standardy obowiązujące w PiS są zupełnie inne”.

Centrum Informacyjne Sejmu, odnosząc się do sprawy zapewniło w komunikacie, że każda podróż Kuchcińskiego samolotem rządowym miała charakter służbowy. Podkreślono też, że „obecność dodatkowych osób na pokładzie nie wpływa w żadnej mierze na koszt przelotu. Z możliwości towarzyszenia marszałkowi Sejmu w podróżach korzystają zresztą przede wszystkim reprezentanci izby, pracownicy Kancelarii Sejmu oraz funkcjonariusze Służby Ochrony Państwa, co ułatwia sprawną realizację programu podróży, a zarazem nie ma nic wspólnego z korzyściami o charakterze osobistym” – głosi komunikat.

Prezes PiS oburzony informacjami o „rodzinnych” lotach Marka Kuchcińskiego rządowym samolotem – dowiedzieli się reporterzy RMF FM. Jarosław Kaczyński osobiście zdecydował, że marszałek Sejmu ma pokryć koszty przelotów swojej rodziny rządową maszyną” – napisano na Twitterze RMF FM. Pieniądze mają zostać przekazane przez Kuchcińskiego na cele charytatywne.

O, widzę że grany jest motyw „dobry car i źli bojarzy”; – „Dlaczego nie był taki „oburzony” wcześniej, zanim media nie nagłośniły sprawy?„; – „Przepraszam bardzo, to nie znaczy, że zapłaci, tylko będzie jak z nagrodami. Po drugie, za ile lotów marszałek zapłaci, bo te 6, o których wiemy to nie jest komplet?”; – „Prezes jest też kontrolerem lotów!”; – „Czy jeśli gwizdnę coś ze sklepu, a potem równowartość tego wpłacę na wybrany cel charytatywny, to wtedy też będzie po sprawie?” – komentowali internauci.

A jeszcze rano w TVN 24 wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki tak mówił o sprawie: – „Nie widzę tu – poza sezonem ogórkowym – niczego niezwykłego. To, że zdarzało się zabrać syna czy córkę, to w niczym nie zmienia sytuacji tego lotu. (…) Nie przesadzajmy, nie wariujmy, samolot i tak leci z marszałkiem, więc czy zabiera posła, czy dziennikarza, czy syna, to myślę, że nie dzieje się nic nadzwyczajnego” – szedł w zaparte Terlecki. Stwierdził także, że nie widzi potrzeby, aby Kuchciński zwracał pieniądze za prywatne loty.

wyborcza.pl/7,75398,250326…

To, co PiS zrobiło z częścią społeczeństwa, można śmiało nazwać największym „sukcesem” tej partii.

Już trzeci tydzień próbuję wyjaśnić, dlaczego coraz gorzej żyje mi się w Polsce, która od 4 lat jest coraz mniej moja. Jest coraz bardziej mroczna, pogrążona w chaosie prawnym i społecznym. Nigdy nie wiem, gdy rano się budzę, co mi nowego zafunduje PiS, stąd narasta we mnie jakaś psychoza, lęki emocjonalne i czuję, że po prostu odpływam tam, gdzie miejsca dla takich, jak ja po prostu nie ma.

Prezes Kaczyński wmawia nam, że jego partia miłuje pokój i walczy ze złem. Jego koleś, Suski, dorzuca, że „tym się różni demokracja od dyktatury, że w dyktaturze zamyka się tych do więzienia, którzy rządzili, a w demokracji po prostu wysyła się ich do innej pracy” i nie raczy nawet zauważyć, że przecież marzy, by zamknąć na długie lata członków poprzedniej władzy, tylko jakoś nie udaje się ich prokuraturze znaleźć na tyle sensowne dowody, by zapełnić więzienia. Ale to oczywiście drobiazg, nie wart nawet wspomnienia. Była premier, a dziś europosłanka bez przydziału, pani Szydło opowiada o tolerancji, której Europa powinna nam zazdrościć. Każdy z polityków Zjednoczonej Prawicy patrzy nam w oczy i bez mrugnięcia wciska kit, zapewne gdzieś tam, na boku, śmiejąc się z narodu, że taki naiwny i głupi, każdą bujdę kupi.

Co uważam za „największe osiągnięcie” partii rządzącej, które totalnie podkopało podwaliny mojego jestestwa obywatelskiego? Jej stosunek do nas, społeczeństwa. To jest kwintesencja tej władzy. Przede wszystkim lekceważenie. Każdemu, kto nie stoi murem za partią, dostanie się równo.

Dla lekarzy, którzy już bokami robią, PiS ma swoją receptę. Jak im się nie podoba, to niech wyjeżdżają. Nikt przecież ich tutaj na siłę nie trzyma. Uczniom z podwójnego rocznika radzą, by nie panikowali, bo przecież „uczyć się można i w gorszej szkole, a nawet w domu, jak się chce”, a może „poszukać szkoły zagranicą”. Nauczyciele też nie mają się o co wkurzać, bo przecież „nie mają obowiązku życia w celibacie”, więc tym 500 plus mogą sobie nabić niezłą kasę.

Dorosłym niepełnosprawnym nie chcą dorzucić nawet złotówki, bo po co im jakieś głupie marzenia o godnym życiu? Osoba odpowiedzialna za sprawy społeczne uznała, że spływ Dunajcem jest znacznie ciekawszy od spotkania z protestującymi w Sejmie. Jedna z posłanek wyszła z propozycją, by w ramach aktywizacji poprawić nastrój niepełnosprawnych i puścić ich na strzelnice, by sobie postrzelali, a dla posła Żalka protest rodziców osób niepełnosprawnych w Sejmie był przykładem zwyrodnialstwa, on takim typom nie dałby ani grosza.

Wujek „dobra rada”, czyli prezes Kaczyński żąda od kobiet, by rodziły zdeformowane, nieuleczalnie chore dzieci, bo to przecież bardziej ludzkie w jego mniemaniu niż aborcja. Poza tym najważniejsze jest, by takie dziecko ochrzcić i pochować po bożemu. Mało tego, wycenił ten akt dobrej woli kobiety na 4 000 zł, jednak tylko pod warunkiem, że uda jej się urodzić żywe dziecko. Jak martwe, to grosza nie zobaczy. Inni politycy tej partii są przekonani, że przecież „każda matka wie, w momencie poczęcia, czy urodzenia, że jej dziecko umrze. Tak jest, każdy z nas umiera”, więc zupełnie nie rozumieją, skąd to oburzenie?

Przyszedł czas i na osoby LGBT. No cóż, temat imigrantów już się przejadł, spowszedniał, więc trzeba było znaleźć nowego wroga, który ruszy Polaków do walki o prawdziwe wartości, płynące prosto z chrześcijańskiego serca. Hasło do ataku dał oczywiście prezes, któremu wszystko już się totalnie poplątało. Miesza Deklarację LGBT z seksualizacją dzieci i nie mając zielonego pojęcia, o co w niej chodzi, uważa ją za atak na rodzinę. Nagle środowisko LGBT znalazło się na celowniku, prześmiewane, obrażane, atakowane, wręcz nękane. W Polskę poszły słowa europosła Czarneckiego, który zawołał rozpaczliwym głosem, by ci gorsi seksualnie obywatele przestali się „wygłupiać, demonstrować, żądać związków czy małżeństw. To są rzeczy dla nas – ludzi hetero. A jak nie przestaniecie, to uznamy, że chcecie nas dyskryminować”.

Władza dała swoje przyzwolenie, Kościół dołożył swoje i zaczęła się nagonka na polskich obywateli, których jedyną „winą” jest to, iż nie są hetero. Sobotnie wydarzenia w Białymstoku pokazały nam, czym się kończy taka retoryka. Rozochoceni wielbiciele partii, w pełnym przekonaniu, że racja po ich stronie, Kościół po ich stronie, władza po ich stronie, ruszyli do ataku. Została przekroczona granica, za którą nic dobrego nas nie czeka, a takie sytuacje jak w Białymstoku staną się normą pisowskiego państwa. Oczywiście za przyzwoleniem prezesa i jego spółki oraz polskiego Kościoła.

Za chwilę obywatelom znudzi się temat LGBT, więc władza poszuka nowego wroga „czystej krwi” Polaka. To mogą być właśnie niepełnosprawni, bo są na tyle bezczelni, że wciąż żyją i jeszcze do tego mają jakieś roszczenia. To mogą być osoby otyłe, bo obżerają się po pachy, a państwo musi wydawać kasę na ich leczenie. To profesorowie i wielkie autorytety w dziedzinie nauki, bo potęgują kompleks niższości wielu tych, co uważają się za wybitnych ekspertów w każdej dziedzinie. Osoby o ciemnych włosach, bo nie mieszczą się w kanonie słowiańskiego piękna, okularnicy, bo się do wojska nie nadają. W kolejce czekają też dziennikarze oraz ludzie kultury i sztuki, oczywiście ci, co to nie idą na pisowskiej smyczy. Nigdy nie wiadomo, kto będzie następny i dlaczego.

Tak! To PiS doprowadziło do sytuacji, w której naród ostro się radykalizuje. Boję się uśmiechnąć do kogoś na ulicy, bo za chwilę mogę za to dostać po łbie. Boję się zagaić rozmowę, bo mogę zostać zmieszana z błotem. Chowam swoje dokumenty poświadczające wykształcenie i wieloletnie dokształcanie się, bo zostanę wyśmiana, nazwana „wykształciuchem”, który nie ma prawa głosu w pisowskiej Polsce. Moje imię i zdecydowanie semickie rysy twarzy, wzbudzają powszechną agresję.

I jak tu żyć w takim państwie? Jak tu się czuć pełnoprawny, obywatelem, gdy ta władza i jej wielbiciele odbierają poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji? Słowo daję, trudne jest życie w społeczeństwie masochistów, które pozwala robić ze sobą wszystko, co tylko się partii rządzącej zamarzy. W państwie PiS, które lekceważenie nazywa miłością, przekupstwo dobrem, arogancję uczciwością, nierzetelność profesjonalizmem, demolkę fantastyczną reformą, dyskryminację i wykluczenia budową zdrowego, polskiego narodu. Nie da się…

Polska rządzona autorytarnie, PiS zmierza do totalitaryzmu. Z życia pasqud 28

23 Lip

Jarosław Kaczyński zdaje sobie sprawę, że nadchodzące wybory parlamentarne są dla jego obozu grą o wszystko. Choć po klęsce w eurowyborach po stronie opozycji morale uległo znacznemu obniżeniu, a Koalicja Europejska się rozpadła, to jednak prezes PiS nie traci czujności i zamierza zadać w październiku oponentom ostateczny cios. Służyć temu, poza “piątką Kaczyńskiego” i potęgą prorządowych mediów, ma także wielka metamorfoza wizerunkowa samej partii rządzącej.

Prezes PiS uświadomił sobie bowiem, że strategia rządu w postaci cementowania poparcia przez wieczny konflikt w dotychczasowej formule się wyczerpała. Wybieranie małych grup i uczynienie z nich wrogów, czy też przypisywanie oponentem najgorszych cech skonsolidowało wokół władzy miliony, jednak równocześnie obraźliwe, hejterskie wypowiedzi wielu polityków partii rządzącej nieustannie zniechęcały do rządu znaczną część wyborców politycznego centrum. Niezadowolenia grupy tej nie widzieliśmy przy urnach tylko dlatego, że w warunkach równoczesnego rozczarowania opozycją znaczna jej część została w domach, z czego wynika właśnie 7% luki między PiS a Koalicją Europejską.

Jednak PiS nie zamierza spocząć na laurach i dąży do sięgnięcia po niezdecydowanych wyborców o poglądach centroprawicowych i wciąż silny w tej części politycznego spektrum elektorat Platformy Obywatelskiej. Drzwiami do krainy nowych politycznych możliwości ma być, podobnie jak w 2015 roku, ukrycie politycznych demonów PiS. Tym ostatnim przy poprzednich wyborach był sam Jarosław Kaczyński, którego przykryła Beata Szydło i Andrzej Duda. Dziś zaś manewr ten ma polegać na usunięciu z frontu najbardziej kontrowersyjnych polityków obozu władzy i jasny przekaz, że koniec z wypowiedziami szkodzącymi partii rządzącej. O tym ostatnim przecieki do mediów docierały w ostatnich tygodniach, czemu towarzyszyła nagła zmiana nastawienia znacznej części polityków PiS do mediów, które uważają za sobie nieprzychylne. W kuluarach huczało bowiem od informacji, że prezes zagroził, że dla tych, którzy kontrowersyjnymi wypowiedziami niszczą wizerunek PiS, nie będzie miejsca na listach wyborczych.

Nie minęło dużo czasu i dowiedzieliśmy się właśnie, że Krystyna Pawłowicz, jedna z czołowych figur języka nienawiści w polskim życiu publicznym, kończy polityczną karierę.W wywiadzie dla “Sieci” wyznała bowiem. że “Jestem trochę zmęczona i uznałam, że to dobry czas, by z czynnej polityki odejść”. Choć posłanka zarzeka się, że to jest jej wewnętrzna decyzja, to jednak ciężko w to uwierzyć. Pawłowicz bowiem jako jedna z niewielu nie przytemperowała swojego języka mimo partyjnego nakazu, a nawet w sytuacji pytań o swoje odejście krzyczała do dziennikarza TVN24 “Na kolana, przepraszaj, zdrajco jeden. Wszyscy na kolana!”. Polityczna logika nie pozostawia tutaj złudzeń, że brak miejsca dla Pawłowicz na listach wyborczych jest odpowiednikiem rekonstrukcji rządu sprzed ponad roku, kiedy to pozbyto się najbardziej obciążających wizerunkowo figur. Jarosław Kaczyński uwalnia w ten sposób partię od poważnego balastu, który już dawno przeważał polityczne korzyści.

Otwartym pozostaje teraz pytanie, czy Polacy uwierzą w taktykę schowanych zębów polityków PiS. Jeśli tak się stanie, to przy braku mobilizacji i samoorganizacji opozycji rządzący będą mogli zacząć marzyć nawet o większości konstytucyjnej. Jesień to będzie zatem dla nas wszystkich wielki wybór, który zaważy na długoterminowej przyszłości naszego kraju.

Człowiek, który nie rozumie idei wychowania, stawia swoje własne poglądy ponad prawidłową edukację młodych ludzi, nie ma żadnych uprawnień, by kierować takim właśnie resortem.

To, co wydarzyło się w sobotę, na Marszu Równości w Białymstoku, przeraziło mnie i zaszokowało. Niby nie powinnam być zdziwiona, bo przecież wiadomo, że polscy narodowcy są coraz bardziej roszczeniowi, chcą zawłaszczyć coraz większy obszar przestrzeni publicznej, czują się coraz bardziej bezkarni w swoich działaniach, co ich bardziej nakręca i zwiększa ich aktywność. To już ostatni dzwonek, by wreszcie wziąć ich w karby, wyznaczyć granice, których nie wolno przekraczać. I to zadanie dla rządu. Tego rządu, który dopuścił do takiej sytuacji, nie dostrzegając problemu, ignorując go, a jednocześnie aprobując tego typu zachowania. Tego rządu, który nie tylko usprawiedliwia narastającą agresję i nienawiść, starając się zrzucić winę na innych, ale ma też w swoich szeregach ministra, odpowiedzialnego za wychowanie młodzieży, a nie ukrywającego, jak bardzo własne poglądy są dla niego ważniejsze od ogólnie przyjętego systemu wartości i praw obywatelskich, zapisanych w polskiej Konstytucji. Stąd mój list do premiera Mateusza Morawieckiego z prośbą o podjęcie zdecydowanych działań i dymisję ministra Dariusza Piontkowskiego.

Poznań, 22 lipca 2019

Mateusz Morawiecki

premier Rzeczpospolitej Polskiej

Zwracam się do Pana z prośbą o natychmiastowe podjęcie działań, które powinny na przyszłość nie dopuścić do takiej sytuacji, jaka miała miejsce w sobotę w Białymstoku oraz zdymisjonowanie pana Piontkowskiego ze stanowiska ministra MEN, którego postawa i wypowiedzi stoją w całkowitej sprzeczności ze wszystkim, co powinien reprezentować sobą człowiek odpowiedzialny za edukację dzieci i młodzieży.

To, co wydarzyło się na Marszu Równości w Białymstoku nie powinno mieć miejsca w państwie, w którym Konstytucja gwarantuje każdemu respektowanie jego praw jako człowieka i obywatela. Horda rozwścieczonych narodowców zaatakowała uczestników marszu, w tym osoby niepełnoletnie. Plucie, obrzucanie jajkami, zaciśnięte pięści, kamienie i race, wyzwiska, kopanie i bicie… to zachowanie, które jest pokłosiem polityki ustępstw i wręcz aprobaty środowisk, bazujących na ideologii neofaszystowskiej, przez obecną władzę polityczną i niestety – kościelną.

Tłumaczenie, że to prowokacja ze strony środowiska LGBT, że gdyby tego typu marsze były zakazane, nie byłoby problemów, szukanie usprawiedliwień dla bandy agresorów, udawanie, że nic złego się nie stało, stoi w całkowitej sprzeczności z zasadami państwa prawa i stawia pod wielkim znakiem zapytania rację bytu takiego rządu, który nie chce lub nie potrafi zapewnić bezpieczeństwa wszystkim swoim obywatelom.

Teraz, gdy trwa już kampania wyborcza do Sejmu, wielokrotnie i Pan, i prezes Pana partii Jarosław Kaczyński, wspominacie o zgodzie narodowej, o drodze PiS-u do pokoju, o budowie państwa przyjaznego dla wszystkich jego obywateli, a w tym samym czasie Pana minister Dariusz Piontkowski komentując to, co wydarzyło się w Białymstoku mówi w TVN24, że „tego typu marsze, wywoływane przez środowiska próbujące forsować niestandardowe zachowania seksualne, budzą ogromny opór (…) na Podlasiu, ale także w innych częściach Polski (…) W związku z tym warto się zastanowić, czy w przyszłości tego typu imprezy powinny być organizowane. To powoduje zamieszki, może powodować zagrożenie zdrowia wielu przygodnych obywateli i trzeba się poważnie zastanowić, w jaki sposób rozwiązać ten problem ”.

Minister edukacji pokazał tą wypowiedzią, jak bardzo obcy jest mu ten system wartości, który powinien być podstawą wychowania kolejnego pokolenia Polaków. Tolerancja, poszanowanie praw człowieka, prawo każdego do czucia się pełnoprawnym obywatelem Polski, niezależnie od wiary, rasy poglądów czy orientacji seksualnej są dla pana ministra stekiem pustych, nic nieznaczących słów. Pan minister nie raczył nawet dostrzec, że w grupie atakującej uczestników marszu były też dzieci, nawet bardzo małe, w wózkach, co wyraźnie pokazuje nie tylko pewne przyzwolenie na indoktrynację maluchów, uczenie ich nienawiści i agresji, ale także zgodę, by narażać ich na niebezpieczeństwo przez nieodpowiedzialnych rodziców, zabierających swoje pociechy na zadymę.

Człowiek, który nie rozumie idei wychowania, stawia swoje własne poglądy ponad prawidłową edukację młodych ludzi, nie ma żadnych uprawnień, by kierować takim właśnie resortem. Jest całkowitym zaprzeczeniem obiektywizmu nauczania, jego bezstronności i utrzymania szkół bez podziału na lepszych czy gorszych. Szkół wolnych od indoktrynacji, przyjaznych dla każdego ucznia.

Chciałabym wierzyć, że moje słowa trafią do Pana, że weźmie Pan je pod uwagę, że stanie Pan na wysokości działania i pokaże, iż rzeczywiście wspólnota i zgoda narodowa są dla Pana priorytetem. Chciałabym uwierzyć, że zadba Pan o to, by wreszcie przestały nas straszyć na ulicach miast i miasteczek demony znane  z historii, te o brunatnym zabarwieniu, a ministrem edukacji narodowej zostanie człowiek, co do którego moralności i systemu wartości, nikt nie będzie miał zastrzeżeń. Człowiek, któremu z pełnym zaufaniem obywatele powierzą los swoich dzieci.

Oczekuję na Pana decyzję.

Zwykła, niewiele znacząca, ale jednak wciąż obywatelka tego kraju

Tamara Olszewska

Jeszcze nie tak dawno, mało kto uwierzyłby w to, że scenariusz metamorfozy naszego państwa w (miękki, póki co) totalitaryzm będzie kiedykolwiek realny. Mało tego, chyba nikt nawet nie miał powodu do takich rozważań i mówię to z pełną odpowiedzialnością jako politolog. Jeśli na wykładach dla studentów w Warszawie i Łodzi wspominałem o patologiach władzy, to raczej odwoływałem się do totalitaryzmów z lat 30. XX wieku, zacofanych państw afrykańskich bądź dyktatur w krajach rozwijających się Ameryki Łacińskiej! Polska na ich tle jawiła się jako „kraj mlekiem i miodem płynący”. Nie było idealnie, ale przecież obrany kierunek rozwoju dawał nadzieję na to, że może być tylko lepiej.

Już na początku lat 90. ubiegłego wieku Polska wstąpiła na drogę integracji z elitarną rodziną europejskich państw demokratycznych, której efektem miały być członkostwo w NATO (1999) i Unii Europejskiej (2004)! Kolejne ekipy rządowe (według mnie do roku 2005) robiły wszystko to, co było niezbędne, abyśmy się stali godni tego przywileju. Lata 2005 – 2007 to pierwszy okres, w którym proces integracji zaczął być poddawany, przez pierwszy rząd PiS, w wątpliwość. Wydawało się wszakże, iż to może być „gra”, której celem mogłoby być uzyskanie jeszcze lepszych warunków członkostwa choć te, które mieliśmy, wydawały się bardzo korzystne. Patrząc z perspektywy tego, co od czterech niemal lat dzieje się z Polską wiemy, że już w tamtym okresie Polakom powinno zapalić się w głowie „czerwone światło”!

Nieudolna prezydentura Lecha Kaczyńskiego (najgorsza z dotychczasowych) i spięcia z „byle powodu” z ekipą rządową Donalda Tuska, psucie dobrego imienia i ośmieszanie Polski w UE i nie tylko, powinny dać do myślenia wszystkim siłom politycznym! Model władzy oparty na kohabitacji nie mógł się sprawdzić, gdy jedną ze stron była partia, na czele której stoi Jarosław Kaczyński. Gdyby PiS kierował ktoś inny, to może jej działania mogłyby być dla naszego kraju korzystne. Niestety, mamy do czynienia z człowiekiem przesączonym nienawiścią, nieposiadającym szacunku dla innych, ani też empatii, która zwykle charakteryzuje ludzi przystosowanych do życia w społeczeństwie. Mamy kogoś, kto wyznaje „aż” dwie wartości”: władzę i pieniądze, a wszystko to podporządkowane partykularnym interesom nawet nie partii, a jedynie Kaczyńskiego i wąskiej grupy ludzi mu wiernych, i gotowych na wszystko.

Postać samego Jarosława Kaczyńskiego tj. człowieka zupełnie (oczywiście według mnie) nienadającego się do pełnienia żadnej ważnej funkcji państwowej to już temat zupełnie odrębny, który powinni zgłębić specjaliści zajmujący się psychologią i/lub dyscyplinami pokrewnymi. Moja opinia sprowadzić się tu jedynie może do refleksji, że jest to osoba aspołeczna, której nie powierzyłbym absolutnie żadnego stanowiska, wiążącego się z jakąkolwiek, najmniejszą nawet odpowiedzialnością w tym zwłaszcza za innych. Osoba, która jest jednak w pełni świadoma czynionego narodowi i Ojczyźnie zła!

A jest tutaj o czym mówić, bo skala krzywd wyrządzonych przez prezesa Kaczyńskiego i oddanych mu, w dziele niszczenia państwa polskiego, współpracowników (Zbigniewa Ziobrę, Andrzeja Dudę, Marka Kuchcińskiego itp. ludzi) jest porażająca!
• Polska straciła swoją pozycję w Europie i świecie; jest marginalizowana!
• Osłabieniu uległy więzy wiążące nas z sojusznikami z NATO!
• Osłabiona złą polityką kadrową i logistyczną armia została niemal rozbrojona!
• To, co wyżej wiąże się ze spadkiem zdolności obronnych i sojuszniczych RP!
• Politycy obozu rządzącego są alienowani w instytucjach międzynarodowych!
• Na szwank narażane są każdego dnia najważniejsze interesy Polski, a to zdrada!
• Destrukcja demokratycznego państwa prawa jakim była RP prowadzi państwo na skraj przepaści, co może skończyć się tragedią taką, jak utrata suwerenności!
• Gospodarka narodowa jest niszczona przez wyprowadzanie ze spółek SP środków na odprawy, zmieniających się często prezesów bez przygotowania do pełnienia tak odpowiedzialnych funkcji!
• Naiwnością jest jednak wiara w to, że pieniądze te trafiają w całości do tych ludzi. Osobiście uważam, że są one przeznaczone na specjalny i tajny fundusz partii, taki którym dysponuje jedynie „wódz”, co samo w sobie poraża, gdy się weźmie pod uwagę fatalne cechy charakterologiczne Kaczyńskiego!
• Afera goni aferę. W jedną z największych zamieszany jest sam prezes, co próbuje się, jeśli nie ukryć, to póki co bagatelizować. I tu ogromna nadzieja na działania wymiaru sprawiedliwości Austrii! Polski nie zrobi nic, gdyż nie ma tu woli organów ścigania! W końcu prokuraturą steruje osobiście Ziobro!
• Polska zmierza wprost do systemu totalitarnego, który dzięki międzynarodowym instytucjom takim jak UE, Rada Europy czy OBWE nie został jeszcze wprowadzony!
• W państwie nie funkcjonuje poprawnie (niezawiśle i niezależnie) żadna instytucja, której zasada działania polega na respektowaniu trójpodziału władzy, a tym, co się liczy, jest decyzja (działającego bezprawnie, bo poza systemem politycznym) wodza PiS, Jarosława Kaczyńskiego.
• Łamane są prawa człowieka: prześladuje się przyzwoitych sędziów, prokuratorów i wszystkich osób, które nie zgadzają się na łamanie przez rządzących prawa! Stąd według mnie obecna władza straciła mandat do rządzenia krajem!
• Jako uzupełnienie dodam w tym kontekście i to, że według mnie PiS i SP powinny zostać zdelegalizowane, a ich przywódcy postawieni przed TS i/lub sądem!
• Niestety, na nieszczęście dla Polski nie funkcjonuje tu w sposób pożądany opozycja parlamentarna, a wszelkie próby podejmowane przez organizacje, ruchy społeczne i działania ad hoc ze strony społeczeństwa nie mogą się przebić ze swoim głosem! Decydujący jest brak środków i wsparcia ze strony partii traktujących innych jako konkurencję (sic!).
• Wydaje się, że nad Polską zbierają się „czarne chmury” przyszłego totalitaryzmu, który w sposób płynny zastępuje bez przeszkód demokrację! Polska staje się z dnia na dzień hybrydą „Republiki Weimarskiej Bis” i „ZSRR Bis”, co po prostu przeraża!
• Tym bardziej przeraża, że „słabe są widoki” na zmianę tej sytuacji w wyborach na jesieni b.r. do polskiego parlamentu!

Nie jestem pewien tego, czy ktoś naprawdę chce w wyborach pokonać PiS, no może poza obywatelami, którzy dotąd przewodzili wszelkim ruchom. Docierają do mnie bowiem opinie różnych osób związanych z niektórymi siłami politycznymi, że: „może warto poczekać do chwili, kiedy kraj będzie w ruinie i dopiero wtedy przejąć gruzy państwa”! Oby to nie były głosy oddające prawdziwe nastroje w kręgach przywódców opozycji, bo oznaczałyby ni mniej, ni więcej tylko zdradę Ojczyzny!

 

Więcej >>>

 

Hasła Kaczyńskiego: nieudolność, kłamstwa i obłuda

30 Mar

– Mamy dwa lata na implementację tych przepisów [ACTA2], a w gruncie rzeczy nieco dłużej, bo są jeszcze do tego pewne takie okresy bezwładu, tak to można określić. Razem mniej więcej 2,5 roku. Chciałem powiedzieć, że PiS dokona tego typu implementacji, że wolność będzie zachowana – stwierdził Jarosław Kaczyński na konwencji PiS w Gdańsku.

Nie można zajrzeć człowiekowi w głąb duszy tak samo, jak nie można z całą pewnością stwierdzić, co nim kieruje i jakie są naprawdę jego cele. Można natomiast, w oparciu o jego wcześniejsze i obecne zachowanie, postawę, a zwłaszcza wartości i zasady, którymi się dotąd kierował, podjąć próbę postawienia roboczych tez, które mogą być pomocne w zrozumieniu pewnych kwestii. Ważne jest też to, jakimi wzorcami kieruje się osoba, którą chcemy opisać. Czy owe „wzorce” są pozytywne czy wręcz przeciwnie, czy mogą spełniać rolę autorytetów, czy też na samą myśl o nich winno się odczuwać niepokój, niechęć i strach.

Szczególnie ważne w powszechnej opinii jest to, aby stojący na czele państw i tym samym za nie odpowiadający, byli ludźmi nieskazitelnymi moralnie. Historia pokazuje, że najczęściej bywało odwrotnie, a tylko nieliczni rządzący wyróżnili się przez wieki na tle zwykłych miernot i morderców gotowych dla władzy pozbawić życia nawet osoby sobie najbliższe. Zabójstwa ojców, żon, braci oraz dzieci „stojących komuś na drodze do władzy” nie były w historii Europy niczym szczególnym. Gdyby zatem przeanalizować konkretne przypadki to okazałoby się, że historia ludzkości to historia wojen o władzę, wpływy i pieniądze. Okresy pokoju stanowiły jedynie krótkie przerywniki w nieustannej walce o dominację. Co gorsza, pomimo procesów ewolucji w myśleniu, rządzeniu oraz sposobie sprawowania władzy, to człowiek i ciemne zakamarki jego duszy decydują o tym, jak wyglądać mają państwa i przyszłość ich obywateli.

Już wielokrotnie w swoich artykułach opisywałem sytuację dzisiejszej Polski, zwłaszcza tę najnowszą; od 2015 r., który stanowi cezurę w jej najnowszej historii. Truizmem jest stwierdzenie, że Polska i Polacy (jedynie poza nielicznymi wyjątkami) nie mieli szczęścia do rządzących nimi ludzi. Oczywiście Polska nie jest w tym osamotniona, ale tylko u nas złe rządy doprowadziły do upadku państwowości polskiej pod koniec XVIII w., a samo państwo na długo zniknęło z mapy Europy. Kiedy u nas rozkwitało sobiepaństwo, buta i warcholstwo zachodni władcy umacniali swoją władzę, ale przy tej okazji też i państwa. Tymczasem u nas zawsze liczyły się interesy grupy rządzącej; tak było i tak jest dzisiaj. Mało kto tak naprawdę myśli o państwie, jako dobru wspólnym. Pojęcie to jest na tyle abstrakcyjne, że w niektórych kręgach powoływanie się nań przywołuje na twarze osób słuchających ironiczne uśmiechy.

Niepisana „zasada TKM” nie zrodziła się dopiero w 2015 r., wraz z dojściem do władzy Jarosława Kaczyńskiego i jego wodzowskiej partii PiS, jednak trudno zaprzeczyć, że tak pazernej i bezideowej władzy Polska nie miały jeszcze nigdy w całej chyba historii. Skąd to się wzięło i dlaczego? Zacznę od tego, że cała pisowska retoryka nie ma według mnie nic wspólnego z tym, co każdą władzę państwową winno obowiązywać: z dążeniem do zapewnienia dobra państwu, w tym zwłaszcza promocją jego interesów narodowych, a więc w konsekwencji też zapewnieniem bezpieczeństwa, niezawisłości i suwerenności. Nigdy jeszcze (nawet w okresie PRL) dobre imię i pozycja Polski nie były tak marginalne, jak dziś. Nikt nigdy tak nie ośmieszył i nie zdeprecjonował tego, co polskie, przy czym najmniejszym problemem jest to, że przy tej okazji ośmieszył sam siebie, bo na to sobie zasłużył.

Dziś jesteśmy, w tym negatywnym sensie, na „ustach świata”, a postrzega się nas jak kogoś, kto na własne życzenie chce podciąć korzenie drzewa, na którym siedzi. Nikt kto myśli racjonalnie takich rzeczy nie robi, ale kto powiedział, że nieformalny przywódca naszego kraju, człowiek nie tyle kompetentny, co cwany musi myśleć racjonalnie? Nikt! Natomiast jeśli racjonalizm będziemy chcieć rozumieć tylko, jako dążenie Kaczyńskiego do władzy absolutnej to możemy go uznać tyle tylko, że nie ma on nic wspólnego z dobrem państwa, a tylko z zaspokojeniem chorych ambicji człowieka niespełnionego życiowo i zawodowo.

Na początku stycznia 2010 r., ówczesny premier (od 2012 ponowny prezydent) Rosji, Władimir Putin powołał Euroazjatycką Unię Celną (Białoruś, Kazachstan i Rosja). Dwa lata później zaproponował już krok kolejny: powołanie Unii Euroazjatyckiej, która miała być przeciwwagą, a właściwie narzędziem do destrukcji Unii Europejskiej. Ta bowiem od zawsze była mu „solą w oku”, a wykluczał możliwość integracji z nią Rosji. Zapyta ktoś dlaczego? Odpowiedź jest banalnie prosta. Otóż Putin nie znosi demokracji, która wymaga od władzy wolnych wyborów, ani tłumaczenia się, istnienia niekontrolowanej opozycji, sprzeciwia się patologiom niekontrolowanej władzy i bogaceniu się wąskiej grupy oligarchów, trzymających się klamki władzy. Zdecydował się więc na podjęcie wszelkich kroków do tego, aby pozbyć się konkurencyjnej, a co gorsze demokratycznej UE, poprzez kaptowanie zwolenników swojego projektu. Tym, co gwarantuje kacykom zdecydowanym na zbliżenie z Rosją jest pełnia władzy dla nich, bez ponoszenia żadnych konsekwencji. I Putin jest to w stanie zagwarantować. Jest już kilku chętnych do tego, aby z tej propozycji skorzystać i choć się z tym nie obnoszą, to zapewne oczekują na taką możliwość (najbardziej znanym z Europy jest Wiktor Orban – guru Kaczyńskiego).

Czyżby Jarosław Kaczyński należał do tej grupy polityków europejskich? Być może, bo jedynie on sam to wie to najlepiej. Natomiast ja, jako analityk mogę stwierdzić np., że on i jego partyjna koalicja robią wszystko (być może z politycznej głupoty, co ich jednak nie tłumaczy), aby plan W. Putina się powiódł! Bo czymże innym jest podważanie zasad istniejących i obowiązujących w UE, zaakceptowanych przez poprzednie polskie rządy? Czymże innym jest zniszczenie w Polsce demokracji, pogwałcenie Konstytucji, łamanie prawa powiązane z destrukcją trybunałów i sądów powszechnych w Polsce, ale także zastraszanie sędziów, prokuratorów i/lub adwokatów niechcących się podporządkować pisowskiemu reżimowi w sankcjonowaniu łamania prawa i upolitycznieniu wszystkiego, co się spolityzować dało?

W mojej opinii, porzucenie przez Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobrę (to druga co do skali odpowiedzialności za łamanie prawa osoba) demokratycznych procedur UE to jawne zlekceważenie, a nawet pogwałcenie zasadniczego kryterium uczestnictwa w strukturach unijnych. Prowadzi wprost do Polexitu, co może w niedługim czasie stać się mniej lub bardziej formalnym efektem takich działań. Oczywiście sama marginalizacja Polski w Unii Europejskiej jest wystarczającym powodem do obaw, a „rozsadzanie” od środka struktur Wspólnoty jest według mnie zdradą polskich interesów i zdradą stanu! Jest także zdradą demokratycznej Europy, o którą walczyły i ginęły pokolenia ludzi!

Być może (zakładam tu jeszcze resztki dobrej woli, ale przy braku odpowiedniej wiedzy i rozeznania Jarosława Kaczyńskiego), rządzący z tylnego siedzenia prezes PiS nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji takiego stanu rzeczy. Prowadzić on może nieuchronnie do nowego podziału świata i odtworzenia sytuacji z lat „zimnej wojny”, kiedy to kwestią najważniejszą będą wzajemne rozgrywki wielkich mocarstw o dostęp np. do terytoriów zasobnych w surowce i ważnych ze strategicznego punktu widzenia. Czy tak trudno jest sobie wyobrazić, że wbrew deklaracjom różnych państw (w tym USA Donalda Trumpa; bi czy też multipolarny, ale już w mniejszej skali) układ sił jest (jeśli już) tak naprawdę jedynie im na rękę. My, co najwyżej, możemy spełniać rolę dawnego „satelity” w tym, bądź innym systemie polityczno – militarnym. Nawet jeśli przypadłoby nam miejsce w tym zachodnim, to nie możemy zapominać o tym, kogo mamy za sąsiadów! Gra jest bardzo niebezpieczna, a stawką jest tutaj bezpieczeństwo i przyszłość Polski / Polaków, czego Jarosław Kaczyński zdaje się nie zauważać.

Rafał Trzaskowski udzielił wywiadu portalowi Onet.pl, w którym odpiera atak episkopatu, który włączył się w narrację PiS uderzającą w stolicę za przyjęcie karty LGBT+. Prezydent Warszawy w pierwszej kolejności postanowił wyjść poza podział sceny politycznej, który sprytnie chce narzucić PiS, aby zmonopolizować elektorat osób wierzących: “Nie jestem żadnym antyklerykałem. To PiS próbuje mnie obsadzić w tej roli”. Co więcej polityk podkreśla, że jako katolik boleśnie przyjął krytykę ze strony polskiego Kościoła wobec karty LGBT. To ostatnie nie przeszkodziło jednak Trzaskowskiemu w ponownym zajęciu twardego stanowiska w sprawie ochrony praw mniejszości i krytyki postawy samego Kościoła w Polsce.

“Mam duży szacunek dla tradycji i dla Kościoła. Natomiast, gdy widzę, jak Episkopat wpisuje się w tezy pisowskiej propagandy to, jako katolik, odbieram to boleśnie”.

Prezydent stolicy wytyka także hipokryzję narracji nazywającej prawa określonych grup do istnienia w życiu publicznym jako “kwestii światopoglądowej”: “To nie jest żaden spór światopoglądowy. Nie rozumiem jak walkę o wartości – obronę mniejszości, walkę z hejtem i nietolerancją, stanie przy potrzebujących opieki – można zakwalifikować jako spór światopoglądowy”.

Rafał Trzaskowski ponownie musiał także tłumaczyć wydawałoby się rzecz oczywistą, że proponowane zajęcia szkolne, tak jak do tej pory, będą dobrowolne, a ich misją będzie nauczenie, że “internet nie jest anonimowy, a dzielenie się intymnymi treściami w sieci może przynieść opłakane skutki, że słowa ranią, tłumaczyć podstawy edukacji seksualnej, aby dzieci mogły się bronić przed pedofilią”.

Prezydent stolic nie pozostawia także złudzeń, że krytycy wewnątrz kościoła nawet nie pochyli się nad dokumentem, który tak radykalnie krytykują w swoim oświadczeniu: “Ubolewam, że Episkopat najwyraźniej nie przeanalizował kartyMyślę, że chłodna analiza doprowadziłaby biskupów do innych konkluzji. Zresztą stanowisko biskupów warszawskich było bardziej wyważone”.

Rafał Trzaskowski jak widać bronił stanowczo swojego programu, ale równocześnie zachowując pojednawczy, nie antagonizujący Kościoła ton. Ta wydawałby się ugodowość nie przeszkodziła jednak politykowi wykazać episkopatowi porzucenia chrześcijańskiej misji szerzenia miłosierdzia wobec wszystkich słabszych i porzuconych:

“Jeszcze raz powtórzę: karta jest elementem szerszego programu, który skupia się na pomaganiu wszystkim tym, którzy są dzisiaj słabsi i spychani na margines państwa. Mówię o osobach z niepełnosprawnościami, seniorach, osobach wychodzących z bezdomności, wszystkich, którzy mają inne poglądy i wyznają inną religię, czy mają inny kolor skóry. Osoby homoseksualne są tylko jedną z mniejszości, której staram się pomóc. W sprawie tych wszystkich grup podjąłem szereg działań. O tym jakoś ani Episkopat, ani PiS ze mną nie chcą rozmawiać. Ubolewam nad tym, bowiem wszyscy wiedzą, że PiS robi to z pobudek czysto politycznych, by ponownie straszyć oraz dzielić Polaków. Co do populistów i cyników nie mam żadnych złudzeń. Od Kościoła katolickiego oczekiwałbym natomiast, aby stał na straży wszystkich mniejszości, wszystkich słabszych i zapomnianych”.

Tym samym Rafał Trzaskowski odniósł się do konsekwencji jednej z największych hipokryzji kościoła XXI wieku – zadufanej troski o komfort własnego sumienia, bez względu na cenę jaką za to dobre samopoczucie płacą inni ludzie. Tak jak w sporze aborcyjnym, tak i w sporze o prawa osób LGBT nikogo w episkopacie nie obchodzi bowiem dobro drugiego człowieka, ale układanie świata, który nie będzie burzył ich poczucia samozadowolenia.

Jarosław Kaczyński i Zbigniew Ziobro (nie wiem już, który spełnia w tym duecie rolę sprawczą, nie wiem też, który jest gorszy) nie ustają w wysiłkach na rzecz całkowitej anihilacji polskiego wymiaru sprawiedliwości. Nie mogę także nie dodać, że w moim głębokim przekonaniu działanie to jest celowe i prowadzone z pełnym rozmysłem po to, aby umocnić autorytarny system władzy. Kiedy to wszystko się zaczynało miałem jeszcze jakąś nadzieję na to, że ci ludzie w pewnym momencie się opamiętają, że zdadzą sobie sprawę z tego, że niszczą państwo prawa, kraj będący jakby nie było ich ojczyzną. Jednak pomyliłem się boleśnie i zdałem sobie sprawę z tego, że mamy do czynienia z ludźmi, dla których władza jest celem ostatecznym i raz zdobytej nie zechcą dobrowolnie oddać.

Rządzą nami ludzie nieposiadający wystarczającej dawki cech osób cywilizowanych, które by ich predestynowały do rządzenia tak dużym państwem. Niektórych z nich wręcz charakteryzują zachowania socjopatyczne, z czym się nie kryją (ale ja podejrzewam też pewne zaburzenia natury psychologicznej). Nie jestem co prawda specjalistą od tych kwestii, ale moje doświadczenie zawodowe i życiowe, zawód i wiek pozwalają mi na wypowiadanie się w kwestiach ważnych dla Polski. To nie przywilej, a wręcz obowiązek z racji pełnionych w życiu funkcji i wyższej (niż u przeciętnego obywatela) świadomości dziejącego się tu zła. Daje mi do tego mandat moje wykształcenie, które uzyskałem na polskim uniwersytecie, który obdarzył mnie także zaszczytnym stopniem doktora nauk społecznych, z zakresu nauk o polityce! To daje mi wspomniane prawo do oceny!

Znajdujemy się w okresie przedwyborczym do Parlamentu Europejskiego (maj), Sejmu i Senatu RP (jesień b.r.), w przyszłym natomiast roku dokonamy wyboru osoby na urząd Prezydenta RP. To ważne, aby one były przeprowadzone w sposób zgodny z prawem RP, którego najwyższą wykładnią jest bez wątpienia nasza Konstytucja. Ta sama, którą wiele razy złamał obecny prezydent Andrzej Duda oraz jego pisowscy akolici (kolejność tę można odwrócić). Władza PiS i SP nie przestaje jednak działać, i w gwałceniu prawa posuwa się coraz dalej.

Aktualnie poza działaniami skierowanymi przeciwko przyzwoitym, nieugiętym sędziom, prokuratorom, a nawet adwokatom i radcom prawnym, którzy nie chcą wejść na drogę łamania prawa (nazwijmy jednak tę rzecz po imieniu: przestępstwa), toczą się liczne postępowania przed tzw. Izbą Dyscyplinarną SN – tworem Zbigniewa Ziobry, który wręcz zdemolował polski wymiar sprawiedliwości i prokuraturę! Nie wiem tylko czemu wszyscy, którzy „coś mogą” przyglądają się temu bezczynnie (oczywiście jest to pewne uproszczenie, bo coś jednak się dzieje). Czy liczą oni na to, że praworządność obroni się sama, a ci, którzy ją łamią wyrażą skruchę i odejdą?! Jeśli ktoś na to liczy, to nawet nie jest nawet naiwny, tylko po prostu głupi!

Po raz „ent” zwracam się do polityków (bo ruchy społeczne działają prężnie) o to, aby nie czekali z „założonymi rękoma,” tylko zorganizowali społeczeństwo do zgodnego z prawem sprzeciwu wobec władzy gwałcącej prawo i niszczącej państwo. Nic samo się nie zrobi, a czekanie powoduje tylko zwiększenie i nieodwracalność szkód. Pamiętajmy, że w Polsce nic już nie funkcjonuje tak, jak powinno:

  • Trybunały zostały pozbawione narzędzi do działania: Trybunał Konstytucyjny i Trybunał Stanu to fikcja – szczególnie szkodliwy jest ten pierwszy;
  • Sądy powszechne przejęła pisowska władza i obsadza je swoimi ludźmi;
  • Wojsko, Policja i inne formacje zmilitaryzowane są w rękach PiS/SP;
  • Służby (a na pewno ich szefowie) są raczej w większości dyspozycyjne;
  • Trwają zakusy na PKW, co pewnie zakończy się „sukcesem koalicji rządzącej”, a skoro tak, to już nawet nie będzie potrzeby fałszerstw (choć ich nie wykluczam), bo mając swoich sędziów i komisarzy można „legalnie po pisowsku” unieważnić listę każdego komitetu wyborczego, podnosząc tym samym niezbędny do osiągnięcia próg wyborczy, że już o machinacjach w wytyczaniu granic okręgów i obwodów nie wspomnę.

Tak można byłoby jeszcze długo wyliczać, ale po co skoro dobrze wiemy czego mamy się obawiać? Tym, co najgorsze jest kończący się czas, a nie dostrzegłem dotąd żadnych działań przygotowawczych, mogących zapobiec szalbierstwom władzy. Czy ktoś myśli, że na pstryknięcie palcem zjadą się do nas w maju i na jesieni przedstawiciele wszelkich organizacji mogących kontrolować wybory? Czy OBWE, UE, Rada Europy mają już jakąś agendę do działań, o których można byłoby poinformować społeczeństwo RP? Proszę tylko nie kpić mówiąc, że to sprawy tajne i nie można o tym mówić! Można i trzeba, ale poza tym trzeba głośno o tym mówić, bo tu o Polskę idzie, a nie partie te czy inne oraz ambicje ich liderów.

Partie nie mogą zapominać tego, że najważniejsza jest właśnie Polska, nie one! Ich rolą jest służyć ojczyźnie, która za tę służbę niezwykle hojnie je nagradza. Fundusze roczne rzędu kilkunastu milionów złotych powinny być racjonalnie wykorzystane dla dobra Polski. Wydawanie ich na bilbordy i inne fanaberie, a przy tym ograniczenie działań rzeczywiście skutecznych oraz zamykanie się we własnej bańce to chyba jakaś pomyłka panowie. Społeczeństwo wam płaci i chce efektów za te płace! To ono jest waszym pracodawcą, a skoro chcecie być zawodowymi politykami, to wyjdźcie na ulice do ludzi, zamiast reklamować się w tej, czy innej telewizji! Najwyższy już ku temu czas!

Reforma Ziobry – dewastacja śledztw. Czerwińska nie zgadza się na populizmy pokrak Kaczyńskiego i Morawieckiego

19 Mar

W minionym tygodniu resort sprawiedliwości ogłosił drugi etap “reformy” wymiaru sprawiedliwości, w ramach którego zlikwidowane mają zostać sądy apelacyjne, a drobne wykroczenia i przewinienia rozstrzygać mają tzw. “sędziowie pokoju”, osoby z doświadczeniem życiowym, które orzekać mają na zasadzie słuszności. Krytycy nie mają wątpliwości, że Zbigniew Ziobro kolejną radykalną zmianę struktury sądownictwa wykorzysta w tym samym celu, co wszystkie dotychczasowe zmiany w tym obszarze, czyli do czystek kadrowych i wstawienia do wymiaru sprawiedliwości “swoich” ludzi. O tym, do czego to może prowadzić, świadczyć może tragiczna sytuacja w polskiej prokuraturze po tzw. “reformie” z 2016 roku, którą dziś bezlitośnie przedstawiła “Gazeta Wyborcza”, przytaczając na uzasadnienie tej tezy konkretne dane o osiągnięciach jego nominatów. Są one efektem wielomiesięcznej pracy prokuratorów ze stowarzyszenia Lex Super Omnia, które zrzesza śledczych, którzy nie poddali się czystce Ziobry i wciąż walczą o prokuraturę, która rzeczywiście stoi na straży sprawiedliwości, a nie interesów obozu władzy.

Jak wylicza dziennik,  jeszcze w 2014 r. – za czasów prokuratura generalnego Andrzeja Seremeta – spraw prowadzonych ponad sześć miesięcy było w prokuraturze około 3,8 tys. Tymczasem pod rządami Ziobry w 2018 r. było ich już 13,1 tys. Jest to wzrost o prawie 350 proc.! Nie lepiej jest w przypadku spraw trwających ponad 2 lata. Wzrost wynosi od 927 w 2014 r. do 3,4 tys. w 2018, a spraw trwających od dwóch do pięciu lat w 2018 roku było 360 proc. więcej niż w 2014 roku. Obrazu totalnej katastrofy dopełniają liczby dotyczące spraw trwających najdłużej, czyli powyżej pięciu lat – w 2014 r. było ich 75, a w roku ubiegłym już 263. 

Żeby w pełni zrozumieć, dlaczego tak olbrzymi wzrost ilości postępowań długotrwałych jest w gruncie rzeczy wypaczeniem nadrzędnego celu prokuratury, wystarczy spojrzeć choćby na sprawy o zabarwieniu politycznym, w których pojawiają się wątki polityków partii władzy. W zasadzie w żadnym ze śledztw w licznych aferach (od afery billboardowej z udziałem spółki Solvere, poprzez nielegalne uchwalenie budżetu w Sali Kolumnowej Sejmu czy brak wydrukowania wyroków Trybunału Konstytucyjnego, aferę w dolnośląskim PCK, finansowanie konwencji Solidarnej Polski ze środków UE, układ radomski czy na aferze wokół spółki Srebrna z udziałem Jarosława Kaczyńskiego) nie tylko nie postawiono zarzutów, ale przede wszystkim nie skierowano aktów oskarżenia i akt śledztwa do sądów, by mogły tam zostać ocenione. W takich sytuacjach wymiar sprawiedliwości został w zasadzie sparaliżowany na etapie “dochodzenia do sprawiedliwości” rozumianej we właściwy dla obozu władzy sposób.

 – To może być siedem lat, ale może być też dziesięć. A to oznacza, że ktoś na przykład może przez ten okres mieć zarzuty, ale nie ma możliwości poddania ich pod ocenę sądu. Albo może być tak, że przez tyle lat ofiara nie może się doczekać, aż sprawca poniesie odpowiedzialność karną – wyjaśnia istotę patologii prokurator Iwona Palka z Lex Super Omnia. Warto też pamiętać, że czasami sam fakt “postawienia w stan oskarżenia”, zwłaszcza polityków opozycji czy kojarzonych z nimi menadżerów spółek Skarbu Państwa jest celem samym w sobie, bo pozwala sprawę wykorzystywać dla politycznych profitów bez realnej odpowiedzialności i kontroli.

Kuriozalne są też tłumaczenia takiego wzrostu postępowań długotrwałych. Obecne kierownictwo prokuratury twierdzi, że jest ona zmuszona do wznawiania śledztw umorzonych niezasadnie. Choć nie przedstawia na potwierdzenie tych słów żadnych konkretnych danych, to jednak warto zauważyć, że bardzo wiele medialnych spraw przeciwko politykom i działaczom związanym z opozycją dotyczy właśnie takich sytuacji. Śledczy w czasie, gdy prokuratura była od rządu niezależna badali sprawę i uznawali, że do wypełnienia znamion przestępstwa nie doszło. Gdy prokuratury dostały się w ręce aktywnego polityka, ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, nagle za wszelką cenę postanowiono sprawy “odkopać” i wykorzystać je przeciwko politycznym przeciwnikom. A te dotyczące abstrakcyjnego “Kowalskiego” niech leżą, przecież priorytety są inne. Trudno o lepsze zobrazowanie prawdziwego celu “reformy” Zbigniewa Ziobry.

W zeszłym tygodniu Dziennik Gazeta Prawna informował, że minister finansów Teresa Czerwińska z dużym dystansem przyjęła rozszerzenie programu 500+ na pierwsze dziecko oraz 13. emeryturę. O skonkretyzowanych propozycjach rzuconych przez Jarosława Kaczyńskiego na konwencji dowiedziała się dzień wcześniej, co wywołało w ministerstwie falę krytycznych komentarzy. Zderzenie przygotowanych za plecami resortu finansów pomysłów z twardymi wymaganiami budżetowymi musiało prędzej czy później nastąpić. Dzisiejsze wydanie DGP kontynuuje opowieść o rafach, na jakie wepchnął lider Prawa i Sprawiedliwości Czerwińską.

Jest takie ustrojstwo nazywające się regułą wydatkową, której wyliczenia precyzują, na jakie wydatki stać państwo. Do tej pory był to oręż broniący ministerstwo przed naciskami finansowymi ze strony innych resortów, a także gwarantujący stabilną politykę fiskalną. Z informacji Dziennika Gazety Prawnej wynika, że szefowa trzymająca rękę na pieniądzach – “(…) nie godzi się na złamanie, zawieszenie czy likwidację umocowanej w prawie zasady powstrzymującej państwo przed nadmierną hojnością. To oznacza, że zmieszczenie w przyszłorocznym budżecie całej piątki Kaczyńskiego, w tym 500+ na pierwsze dziecko czy trzynastej emerytury, może być niemożliwe” – pisze dziennik.

Gazeta wieszczy konflikt przy tworzeniu budżetu na 2020 rok – “Wiarygodność naszej polityki fiskalnej wspiera wysoko oceniania przez otoczenie międzynarodowe stabilizująca reguła wydatkowa (…). Reguła ta jest kluczowym narzędziem konstrukcji budżetu obok przestrzegania norm fiskalnych zawartych w pakcie stabilności i wzrostu” – mówiła Czerwińska w ubiegłym tygodniu na Forum Bankowym. DGP zwraca uwagę, że do pogodzenia reguły wydatkowej z nowymi obciążeniami budżetowymi na poziomie 40 mld zł rząd może zastosować różne triki – “(…) np. podnosząc prognozę PKB albo wypychając część wydatków do funduszy, których budżety nie podlegają regule, ale w ocenie ekonomistów to nie wystarczy. Nie mają oni wątpliwości, że pakiet wyborczych obietnic tworzy napięcia w finansach publicznych w kolejnych latach” – objaśnia DGP.

Problem Teresy Czerwińskiej nie polega na tym, że relacje z Nowogrodzką zaczynają być napięte, ale na tym, że jak pod wpływem nacisków przyłoży rękę do złamania kręgosłupa regule wydatkowej, to będzie się za nią ciągnęło do końca kariery. Już zawsze będzie postrzegana jako osoba nieodpowiedzialna, która wbrew posiadanej wiedzy ekonomicznej położyła na szali swój życiowy dorobek w imię partyjnego interesu. Prezesa Prawa i Sprawiedliwości przekonanego o swoim geniuszu ekonomicznym oraz wspartego nagrodą “Człowieka roku” Forum Ekonomicznego w Krynicy nie interesuje, co dzieje się w budżecie, bo on wie lepiej albo nie przykłada do tego zbytniej uwagi. Za to Teresa Czerwińska powinna pamiętać o tym, że ministrem się tylko bywa.

Niedawno na jednym z pisowskich „spędów” w Katowicach bezdzietny „Ojciec Narodu Polskiego” – nieoficjalny i nielegalny przywódca, którego na tych wyreżyserowanych uroczystościach wita się równie uroczyście, jak północnokoreańskich Kimów, przekazał Polakom „dar serca” – obietnice w postaci tzw. „piątki Kaczyńskiego”! Obietnice puste, co ludzie światli wiedzą, a zaprogramowani i bezkrytyczni fani „wodza” (ciemna masa i ludzie interesowni, no bo jak to inaczej nazwać) „kupują” z zachwytem! Wspomniany „wódz” obieca nam zresztą jeszcze więcej, a liczba tych obietnic może być w efekcie odwrotnie proporcjonalna do czasu, jaki nam pozostał do wyborów – tzn., im krócej do nich, tym więcej obietnic! No cóż; tak jest zawsze wtedy, kiedy traci się grunt pod nogami i wyczuwa nadchodzący czas rozliczeń przed wymiarem sprawiedliwości!

W „Gazecie Prawnej” ukazał się ciekawy i fachowy artykuł, który opisuje to w sposób w pełni profesjonalny, stąd tutaj pozwolę sobie jedynie na podanie myśli przewodniej, a ta brzmi, jak następuje:

„Obietnice PiS oznaczają przekroczenie reguły wydatkowej. Sytuacja jest trudna i będzie wymagała wielu ryzykownych zabiegów księgowych”! Wiem, na czym to może polegać!

Co najciekawsze; z informacji autorów artykułu (M. Chądzyńskiego, G. Osieckiego, B. Godusławskiego) wynika, że minister finansów nie godzi się na złamanie, zawieszenie i/lub likwidację zawartej w prawie zasady powstrzymującej państwo przed nadmierną „hojnością”.

Mój komentarz do treści artykułu jest następujący: Co to może i będzie oznaczać dla naszego państwa? Otóż ni mniej, ni więcej jak tylko to, że zrealizowanie w oparciu o przyszłoroczny budżet „piątki Kaczyńskiego”, w tym 500 + na pierwsze dziecko, ale i trzynastej emerytury dla seniorów prawdopodobnie „spali na panewce”!

Planowany budżet zostanie przekroczony aż o 58 mld zł! Na to nie chce się zgodzić pani minister finansów w rządzie premiera Morawieckiego, która zdawać sobie musi sprawę z odpowiedzialności, jaką na siebie bierze i z tego, że prawdopodobnie stanie się przysłowiowym „kozłem ofiarnym” działań Kaczyńskiego, który skrupułów nie posiada; to dla niego pojęcie abstrakcyjne, co łatwo i przystępnie wyjaśnia nauka psychologii!

Mówiąc jeszcze inaczej „szanowny i dobroduszny prezes” po pierwsze: „dał” nam z naszych pieniędzy przedwyborczy „prezent – łapówkę” (bo budżet na dłuższą metę tego nie wytrzyma), po drugie nie zapomni tego odebrać (to już się dzieje w formie ukrytych podwyżek, opłat za media, podatków, które rosną w zastraszającym tempie)! Po trzecie, „łże jak pies” udając patriotę i męża stanu, którym nie był nigdy, nie jest, i nigdy nie będzie! Człowiek to bowiem totalnie odrealniony pozbawiony według mnie jakichkolwiek uczuć wyższych, stąd niezdolny do postępowania ukierunkowanego na coś innego, niż własna, chora wizja wielkości i mania władzy, która stała się już obsesją.

Nie ma sensu rozpisywać się obszerniej, gdyż czytelnicy nie lubią (co wynika z moich dokładnych obserwacji) czytać zbyt długo, nawet jeśli tekst jest ważny; większość woli wytłuszczone i kolorowe hasła, co ja potępiam i nie dbam o popularność, choć bardzo przykre jest dla mnie to, że wielu tak lekceważy sobie sprawy państwa, choć tłumaczę sobie też, iż każdy z nas ma inną percepcję, ale też i potrzeby zmysłowe. Stąd jedynym moim przekazem niech będzie poniższe, wytłuszczone zdanie, które nie po raz pierwszy wygłaszam:

PiS działa na szkodę państwa polskiego i Polaków. Ta partia (choć może nie zwyczajni członkowie i fani, którzy z różnych względów się z nią utożsamiają), chce za wszelką cenę utrzymać permanentną władzę, co gdyby miało się spełnić, będzie jednoznaczne z unicestwieniem Polski, jak państwa cywilizowanego – członka elitarnego Klubu Państw Demokratycznych w tym UE i NATO! Apeluję więc o to, aby nikt nie uległ jej demagogom rodzaju Jarosława Kaczyńskiego (emanacji zła), Zbigniewa Ziobry, osoby współodpowiedzialnej (podobnie jak Andrzej Duda, którego wymieniam na trzecim miejscu, bo jego realna rola w rządzeniu sprowadza się tylko do sygnowania tego, co Kaczyński i Ziobro wymyślą) i pozostałej hierarchii układu rządzącego! Musimy zdać sobie też sprawę z tego, że rządy premiera obecnego rządu są czysto ceremonialne. Oddawanie więc głosu na taką władzę jest przykładaniem ręki do zdrady i niszczenia własnej ojczyzny!

Prawo i sprawiedliwość obronić przed PiS-em

16 Lu

Sąd Rejonowy w Bielsku Podlaskim – Oddział Zamiejscowy w Hajnówce wydał wyrok uniewinniający Obywateli RP, którym zarzucono zakłócanie III Hajnowskiego Marszu Pamięci Żołnierzy Wyklętych organizowanego przez nacjonalistów dla uczczenia Romualda Rajsa „Burego”, którego oddział w 1946 r. zamordował 79 niewinnych osób podczas pacyfikacji wsi na Białostocczyźnie. IPN uznał ten mord za ludobójstwo.

Przypomnijmy, przed ubiegłorocznym hajnowskim marszem Obywatele RP wraz z mieszkańcami Hajnówki oddali cześć pomordowanym przez oddział „Burego”, a następnie stanęli na trasie przemarszu nacjonalistów.

Policja potraktowała protest Obywateli RP jako zakłócanie pochodu organizacji nacjonalistycznych. Protestujący zostali wylegitymowani, a część z nich trafiła na komendę w Hajnówce. Policja uznała protest Obywateli RP za wyjątkowe naruszenie porządku publicznego i skierowała sprawę do sądu. Na szczęście sąd uznał prawo protestujących do „organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich, wynikające bezpośrednio Konstytucji, a także m.in. Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i Podstawowych Wolności. Stwierdził, że przebieg jednego zgromadzenia w przestrzeni publicznej nie wyklucza obecności innego zgromadzania w tej samej przestrzeni, oczywiście pod warunkiem braku kolizji zgromadzeń, czyli nienaruszania wolności do zgromadzania się uczestników poszczególnych zgromadzeń czy manifestacji.”

W tym roku burmistrz Hajnówki wydał zakaz organizacji marszu pamięci, ale organizacje nacjonalistyczne odwołały się w tej sprawie do Sądu Okręgowego w Białymstoku. Decyzja ma zapaść 18 lutego, a sprawą zajmie się sędzia Piotr Kozłowski, który dwa lata temu uchylił podobny zakaz burmistrza dotyczący marszu.

Polacy,

w związku z nieustannie postępującym procesem niszczenia państwa polskiego, szczególnie uwzględniając eliminację przyzwoitych sędziów, prokuratorów, adwokatów etc., tj.: wymiarów sprawiedliwości i organów ścigania Polski, apeluję do wszystkich sił politycznych parlamentarnych i pozaparlamentarnych, którym zależy na dobru naszego państwa, o podjęcie stosownych działań, mających na celu ukrócenie barbarzyńskiego, a według mnie też przestępczego – skierowanego przeciw naszej ojczyźnie – procederu psucia tego, co pokolenia Polaków zbudowały także przelewając krew!

Obowiązująca wciąż w Polsce Konstytucja z 1997 roku pozwala narodowi na wyrażenie publiczne swego niezadowolenia i zamanifestowania sprzeciwu przeciwko tym, którzy nie sprawdzili się jako przywódcy państwa oraz narodu. Rządząca od ponad trzech lat „koalicja zła” doprowadziła Polskę nad skraj przepaści nie tylko cywilizacyjnej, ale także sprowadziła niebezpieczeństwo utraty jej suwerenności, a przynajmniej zredukowała rolę Polski w świecie do takiej, jaką pamiętamy z lat 50. XX wieku. To niedopuszczalne i grozi zapaścią państwa! Szczególnie istotne są wymienione przeze mnie instytucje bez których, ojczyzna nasza zamienić się może w bezbronny step, po którym (jak pisał w XIX wieku Carl von Clauzewitz) będą hasać obce wojska. Tak już bowiem bywało!

Proszę więc o rozważenie wszelkich możliwych, zgodnych z obowiązującą konstytucją Kodeksem karnym (nieustannie zmienianym tak, aby „pasował” tej władzy) środków, mających na celu odsunięcie od najważniejszych stanowisk w naszym państwie ludzi godzących w jego i narodu bezpieczeństwo wewnętrzne i zewnętrzne! Czynię to tylko z troski o dobro mojej Ojczyzny narażanej od czterech lat (także w latach 2005-2007) na przekleństwo konfliktów społecznych, a być może i zbrojnych! Działalność rządu, o znaczącym stopniu szkodliwości, spowodowała bowiem utratę naszej wiarygodności na arenie międzynarodowej oraz zdystansowanie się dotychczasowych sojuszników Polski. Państwo zostało wystawione na śmiech i hańbę przez ludzi, którzy nie mają absolutnie niezbędnych (merytorycznych ani moralnych) cech do tego, aby władza nadal pozostawała w ich rękach! Muszą zatem odejść!

Wynik głosowania nie pozostawia wątpliwości działacze Sojuszu podzielają zdanie Włodzimierza Czarzastego. Uchwałę o współpracy przegłosowano 111 głosami. Przeciw było 3 delegatów, a 6 się wstrzymało.

– Nie ma innej możliwości – powtarzali wychodząc z konwencji.

Były premier Leszek Miller w czasie – zamkniętej dla mediów – konwencji mówił, że pojawienie się 3 premierów na konferencji z Grzegorzem Schetyną było ustalone z Włodzimierzem Czarzastym i że szef SLD od początku wiedział o planie budowy Koalicji Europejskiej. Leszek Miller też ma startować. Chociaż jak mówi, nie jest jeszcze pewien.

– Wie pani, ja muszę zapytać mojej małżonki, czy się zgodzi – żartuje były premier.

Jedynki mają także dostać dwaj inni byli premierzy Marek Belka i Włodzimierz Cimoszewicz. Podobno – jak nieoficjalnie dowiaduje się „Newsweek” – Cimoszewicz ma być jedynką z Warszawy. Jak słyszymy, Platforma już się zgodziła na taki układ, bo ma w stolicy kłopot z wyborczą lokomotywą. Jednak rozmowa o budowaniu list jak zawsze będzie trudna.

– Podjęłam decyzję, że to jest moja ostatnia kadencja – mówi „Newsweekowi” Krystyna Łybacka, była minister edukacji i obecnie europosłanka SLD. – Ale moja decyzja nie ma nic wspólnego z tą decyzją Sojuszu. Jesteśmy przed rozmowami z koalicjantami i to będzie miara wiarygodności tej koalicji, żeby myśleć nie o tym, kto skąd pochodzi, tylko jaka jest największa szansa dobrego rozegrania tych wyborów. Z tym głównym przesłaniem jesteśmy proeuropejscy, chcemy się jednoczyć, chcemy być silnym partnerem dla Europy, a zatem wybierajmy takich ludzi, którzy potrafią ten przekaz wystarczająco mocno wyartykułować – dodaje.

To był najczarniejszy tydzień PiS od lat. Czy Kaczyńskiemu słupki w końcu zaczną spadać?

Nie będzie też raczej dyskusji o miejscu dla Bogusława Liberadzkiego. Obecny wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego ma być jedynką w Zachodniopomorskiem. Tam prawdopodobnie spotka się z Robertem Biedroniem, który ze Szczecina chce startować do Brukseli. Na pytania o lidera Wiosny działacze Sojuszu rozkładają ręce i jak jeden mąż powtarzają: „Chcieliśmy iść razem, ale on nie chce”.

– Zalecałbym przewodniczącemu Biedroniowi, aby lepiej słuchał głosu swoich potencjalnych wyborców. Na przykład badanie CBOS-u z połowy stycznia pokazuje, że większość jego wyborców chciałaby, żeby poszedł do Parlamentu Europejskimi w szerokiej koalicji – mówi dawny kolega Roberta Biedronia z Ruchu Palikota, Wincenty Elsner.

Już wczoraj na Twitterze przewodniczący Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna wrzucił wiele mówiący post:

Po decyzji SLD politycy Platformy powtarzają, że dobrze się stało.

– Z radością witamy europejską lewicę, przyjmujemy tę decyzję z zadowoleniem i mamy nadzieję, że śladem SLD pójdą kolejne partie i formacje polityczne oraz środowiska demokratyczne i obywatelskie w Polsce – mówi „Newsweekowi” Sławomir Neumann, szef klubu Platformy Obywatelskiej.

– A czy nie przeszkadza panu, że to byli członkowie PZPR? – dopytuję.

– Dzisiaj jest czas na budowanie koalicji ludzi, którzy obronią Polskę przed polexitem, który proponuje PiS. I tak jak Leszek Miller był w PZPR, tak Leszek Miller wprowadzał Polskę do UE. I dzisiaj ludzie, którzy chcą silnej i demokratycznej Polski w Unii od lewa do prawa, powinni być na jednej liście – wyjaśnia Neumann.

A były polityk Sojuszu Bartosz Arłukowicz dodaje, że w SLD są nazwiska, które bardzo chętnie powita na listach Koalicji. – Wszyscy, którzy chcą demokratycznej Polski w Europie muszą być dzisiaj razem. Rok 2019 to rok w którym zdecydujemy o losach Polski na najbliższe kilkanaście lat – mówi.

Jak nieoficjalnie dowiaduje się „Newsweek”, podobną decyzję co SLD mogą jutro podjąć Zieloni.

Rządząca partia dała w nim pokaz instrumentalizacji państwa i prawa, która nawet wśród części jej zwolenników musiała wywołać refleksję, że coś jest nie tak. Nawet, sprzedawany jako wielki sukces polskiej dyplomacji, szczyt bliskowschodni w Warszawie okazał się serią wizerunkowych porażek – także w oczach prawicowego elektoratu. Tydzień zakończyły kolejne rewelacje „Gazety Wyborczej” – o kopercie z 50 tysiącami złotych, których Kaczyński miał się domagać od Geralda Birgfellnera dla zasiadającego w radzie Instytutu Lecha Kaczyńskiego tajemniczego ks. Sawicza.

„Kler” na żywo

Birgfellner zeznawał w prokuraturze, pod sankcją odpowiedzialności karnej. Nie znaczy to, że na pewno mówi prawdę – przedstawił na razie dowód, że faktycznie podjął ze swojego konta taką kwotę. Trudno też wyjaśnić czemu, ryzykując odpowiedzialność karną miałby kłamać akurat w tej sprawie. Cała sytuacja stwarza stawia Kaczyńskiego w bardzo niekorzystnej sytuacji.

Dlaczego ksiądz żądał takich pieniędzy? Wiemy, że jego zgoda była konieczna dla uruchomienia budowy. Wręczenie korzyści pieniężnej, by przekonać go do podjęcia decyzji nosiłoby znamiona – jak określa to „Gazeta” – „współsprawstwa w przestępstwie korupcji menedżerskiej”. To bardzo poważny zarzut wobec prezesa PiS. Kaczyński na razie milczy w tej sprawie. Zeznaniom Birgfellnera zaprzecza rzeczniczka PiS, Beata Mazurek. Bracia Karnowscy dość rozpaczliwie apelują do Adama Michnika, by zostawił uczciwego Kaczyńskiego w spokoju.

Dopóki oskarżenia się nie wyjaśnią historia z działającą na wyobraźnię kopertą będzie osłabiać wizerunek Kaczyńskiego, jako niezłomnego szeryfa. Cała historia wygląda jak wprost wyjęta z „Kleru” Smarzowskiego. Ks. Sawicz wchodzi do rady Instytutu Lecha Kaczyńskiego jako wykonawca testamentu arcybiskupa Tadeusza Gocłowskiego, metropolity gdańskiego. Dziś nikt nie potrafi powiedzieć gdzie ksiądz przebywa, gdańska kuria oficjalnie uznaje go za „księdza zaginionego”, który faktycznie wystąpił ze stanu duchownego.

Poza podejrzeniem korupcji opinia publiczna może z całej sprawy wysnuć wniosek, że ks. Sawicz, Jarosław Kaczyński i ludzie skupieni wokół Instytutu Lecha Kaczyńskiego uwikłani są w jakiś dziwny, podejrzany układ.

Państwo bez żadnego trybu

Ujawnione przez „Gazetę” zeznania Birgfellnera rzuciły też nowe światło na niespodziewaną wizytę Jarosława Kaczyńskiego u Zbigniewa Ziobry. Jak się okazało, miały one miejsce dzień po tym, gdy Austriak złożył zeznania na temat tajemniczej koperty.

Dzięki przyjętej przez PiS reformie prokuratury, Ziobro jest też prokuratorem generalnym. Ma wgląd w toczące się śledztwa. Może ujawniać informacje na ich temat osobom trzecim.

Oczywiście, Ziobro zaprzecza, by wizyta Kaczyńskiego dotyczyła sprawy Birgfellnera. Panowie mieli rozmawiać wyłącznie o sprawach koalicji i rządu – głównie o przygotowywanych przez resort Ziobry przepisom antylichwiarskim. Te tłumaczenia mogą okazać się średnio przekonujące dla opinii publicznej. Ta jej część, która już dziś określa się jako przeciwnicy PiS, w spotkaniu Kaczyńskiego z Ziobrą dostrzeże kolejny dowód państwa działającego bez żadnego trybu, gdzie wszystkie państwowe organy odpowiadają przed nieponoszącym za nic odpowiedzialności „szeregowym posłem”.

Szczyt dyplomatycznych katastrof

Dla PiS ten tydzień okazał się też ciężki w tym obszarze, który miał być triumfem: w polityce zagranicznej. Najpierw rządzący znów dali popis działania bez żadnego trybu, bez przetargu zakupując od Amerykanów system obrony przeciwrakietowej HIMARS. Krytycy zakupy wskazują na wysoką cenę, brak offsetu, fakt, że Polacy nie będą mogli nawet samodzielnie naprawiać sprzętu. Trudno to uznać za dobry deal.

Prawdziwą katastrofę przyniósł jednak szczyt bliskowschodni. Wbrew zapowiedziom okazał się wydarzeniem o silnie anty-irańskiej wymowie. Amerykański wiceprezydent Mike Pence mówił o Iranie w wojennym tonie – tak jakby jego kraj już szykował się do inwazji na państwo nad Zatoką Perską.

Polska nie ma żadnego interesu w intensyfikacji konfliktu z Iranem. Organizacja szczytu w Warszawie popsuła nasze stosunki z Teheranem – reżimem, który ma wiele na sumieniu, ale jest ważnym, stabilnym graczem na Bliskim Wschodzie, z którym nie ma sensu bez potrzeby wchodzić na wojenną ścieżkę.

Co gorsze, polityce intensyfikacji konfliktu z Iranem przeciwnych jest większość kluczowych państw UE. W Warszawie zabrakło ich przedstawicieli najwyższego szczebla. W sprawie Iranu Polska znów zachowuje się jak w 2003 w sprawie Iraku – wbrew Europie sprzymierza się z szukającą konfliktu Ameryką.

Część strategów PiS liczyła zapewne na to, że w zamian za szczyt dostaniemy od Amerykanów twarde gwarancje konkretnej obecności amerykańskich wojsk w Polsce. Nic takiego się jednak nie stało. Zamiast tego prezydent Pence pouczał nas w sprawie konieczności restytucji żydowskiego mienia, a dziennikarka amerykańskiej telewizji mówiła o „polskim faszystowskim reżimie”, przeciw któremu walczyli. powstańcy z Getta. Wreszcie premier Izraela, Benjamin Netanjahu, miał – jak doniósł „Jerusalem Post” – powiedzieć o narodzie polskim biorącym udział w zagładzie.

Słowa Netanjahu zostały zdementowane, zanim zdążono im zaprzeczyć wybuchła awantura. Niedobra dla relacji z Izraelem, ale i wewnętrznie dla PiS. Pence i premier Izraela nacisnęli na klawisze, która działają na elektorat PiS jak płachta dla byka. Wyborcy partii mogą się poczuć autentycznie oburzeni, że PiS zorganizował imprezę, która stała się okazją do czegoś, co w ich oczach jest festiwalem wymierzonych w Polskę zniewag.

Czyżby przesilenie?

Wszyscy – niezależnie od sympatii – będą teraz patrzyć na sondaże. Czy PiS w końcu spadnie? Nie spadło radykalnie po pierwszym rzucie taśm Kaczyńskiego. Morawiecki ciągle jest dość dobrze oceniany przez wyborców. W kryzysie wizerunkowym i politycznej defensywie partia Kaczyńskiego znajduje się na dobrą sprawę od wyborów samorządowych. A jednak im nie spada.

Czy to oznacza, że PiS jest niezatapialny? Niekoniecznie, wbrew temu czego obawia się opozycja, a przed czym drży Nowogrodzka. Do odwrócenia sondażowych tendencji trzeba czasu. Niezależnie od afer widać zużycie się obozu władzy. PiS ciągle nie ma pomysłu jak przejść do ofensywy. Sondaże mogą tego nie wyłapać przed wyborami, ale w połączeniu z dynamiką, jaką wnosi Wiosna Biedronia, nie da się dziś wykluczyć niespodzianki przy urnie. Choć PiS ciągle wygrywa wszystkie sondaże i pewnie też wybory, to pewność tego, że zdobędzie drugą kadencją zaczyna się pomału kruszyć.