Tag Archives: Dariusz Mazur

Oligarchia PiS na wschodni wzór

17 Lu

Walka PiS ze społeczeństwem odbywa się na kilku frontach, podczas gdy wyczerpane wydaja się być zapasy budżetowe, którymi można przekupić Polaków.

Przekupią jeszcze, bo nie liczą się z zadłużeniem, mają tylko obawy, aby wszystko nie runęło już teraz. Później, owszem, ale łudzą się, że posiądą pełnię władzy i autorytaryzm wszystko wmówi społeczeństwu, a jak nie – to w mordę policją i służbami.

Trzeba z PiS wygrać. Ale jak? Małgorzata Kidawa-Błońska jest na jak najlepszej drodze, aby pokonać Dudę. Nawet jeżeli tego dokona, PiS nie uzna wyników wyborów.

Protesty obywatelskie? Tak! Ale będą pacyfikowane, krew się poleje. Bo taka jest logika dyktatury.

Sądownictwo jeszcze się broni, jest już jednak tak zdewastowane, że trudno będzie je ad hoc naprawić.

Przed nami droga przez mękę. Wcale nie jest pewne, że odsuniemy reżim do władzy. Dojdzie z pewnością do próby Polexitu, bo Unia Europejska z tymi wschodnimi standardami się nie pogodzi.

Wcale nie potrzeba najeźdźcy, aby zniszczyć kraj. Wystarczy PiS i jej przywódca Kaczyński. Ta partia posiada wszelkie cechy Targowicy i sanacji końca lat 30., kiedy to traciliśmy niepodległość.

Na tej równi pochyłej już się znajdujemy. Gęby pełne frazesów i patriotyzmu z tombaku mają zastąpić rozum i wolność.

Czy sędzia może poprzeć własną kandydaturę do KRS, jak to zrobił Nawacki? Moim zdaniem nie. Przecież na takiej liście kandydat już i tak figuruje, bo wyraził zgodę na kandydowanie. Czyli miałby figurować w dwóch rolach (czynnej i biernej) jednocześnie? A uchybienie dotyczące jednego kandydata powoduje wadliwość całej listy – mówi prof. Ewa Łętowska.

Prof. Łętowska o potrzebie delegalizacji KRS tutaj >>>

Rzecznik KRS Maciej Mitera ma aż 96 procent podpisów od sędziów, którzy zyskali na „dobrej zmianie”. Tyle samo ma Dagmara Pawełczyk-Woicka, znajoma ministra Ziobry ze szkoły. Aż 13 członków KRS ma od 50 do 96 proc. takich podpisów.

O kaście Ziobry tutaj >>>

Weszliśmy w fazę ostatecznej rozgrywki o wymiar sprawiedliwości. Władza mając świadomość, że wszystko się jej sypie, przystąpiła do bezwzględnego ataku na SN. Opiera się na dwóch upolitycznionych komitetach: neo-KRS i Izbie Dyscyplinarnej SN. Do dyspozycji jest też prezydent, który może dorzucić dyszkę lojalnych sędziów do SN, by mieć „swojego” I Prezesa.

Dialog wybitnych fachowców prawników tutaj >>>

Prezydent Andrzej Duda na swojej konwencji wprowadził wyborców w błąd. Tzw. druga ustawa dezubekizacyjna nie jest sukcesem. Ma za to katastrofalne skutki dla tysięcy osób dotkniętych nieuzasadnioną obniżką emerytur i rent. Rzecznik Praw Obywatelskich wprost określił to prawo jako represyjne.

O myśleniu represyjnym (autokratycznym) Dudy tutaj >>>

O rozrywanym Zachodzie przez populizmy i Polsce bezbronnej, jak w latach 30. tych tutaj >>>

Jedyne, co będzie docierać do tej zaczadzonej części społeczeństwa, to informacje ściśle pokazujące korupcyjny i złodziejski charakter tego rządu – mówi prof. Ireneusz Krzemiński, kierownik Centrum Badania Solidarności i Ruchów Społecznych przy Instytucie Socjologii UW. – Ale nade wszystko trzeba pójść drogą podobną do PiS. Trzeba zacząć budować emocjonalną więź z ludźmi i zebrać w jedną całość tych, którzy mają emocje negatywne do PiS-u. Protesty w Pucku i Wejherowie pokazały, że takich ludzi jest wielu.

Rozmowa z prof. Krzemińskim tutaj >>>

Jarosław Kaczyński ma w zanadrzu jeszcze jedno polityczne Wunderwaffe. Jest nim obietnica awansu pokoleniowego w zamian za legitymację partyjną. Prezes PiS ma dla młodych Polaków bardzo prosty przekaz: liżcie mnie po butach, harcerzyki, a będziecie wiceministrami i milionerami przed trzydziestką! – pisze Cezary Michalski. Ludzie liberalnej Polski nie odziedziczyli tytułów i błękitnej krwi. Własną pracą, wysiłkiem, nauką zapracowali na awans. Dziś politycy mieszczańskiego centrum muszą zrobić wszystko, aby otworzyć ścieżki merytokratycznego awansu dla ludzi młodszych od siebie. Tylko w ten sposób obronią się przed Kaczyńskim i jego politycznymi żołnierzami, którzy potrafią awansować wyłącznie dzięki partyjnej legitymacji.

Esej Michalskiego o tworzeniu pisowskiej oligarchii tutaj >>>

Na sobotniej konwencji PiS było wystawnie i bogato, bo też w ostatnich latach ta partia stała się jakoś nadspodziewanie zasobna. Uczestnicy spotkania byli w świetnych nastrojach. Doskonale się bawili, z mównicy leciał żart za żartem.   – Po wygranych wyborach Andrzej Duda prowadził bardzo trudną walkę z tymi, którzy bezczelnie łamali konstytucję i perfidnie wmawiali innym, że to my ją łamiemy! – kpił Jarosław Kaczyński, ku wielkiej uciesze słuchaczy.   – Andrzej Duda nie zawiódł Polaków! – dowcipkowała Beata Szydło. – Polska zmienia się na lepsze! – rozśmieszał publikę sam Pan Prezydent. Po tych fajerwerkach dowcipu przekazano zebranym zaskakującą wiadomość , że rada polityczna PiS niespodziewanie poparła kandydaturę Andrzeja Dudy. I na tym relację z inauguracji kampanii prezydenckiej można już zakończyć.

Cały felieton Andrzeja Karmińskiego tutaj >>>

Ziobro jak chuligan, jakiś kibol, powinien dostać odpowiedni wymiar kary za zniszczenie polskiego sądownictwa

6 Mar

Chaos w sądach będzie się pogłębiał, bo rządzący stosują taktykę, którą spokojnie nazwać można działaniami mobbingowymi i dyskryminującymi. Tracą zwykli ludzie.  Nie można wierzyć w żaden przypadek, zabierają wydział sędziemu Przymusińskiemu, a wkrótce może także sędziemu Mazurowi licząc, że to ich zaboli. Obaj ci sędziowie nie sprawowali swoich funkcji dla zaszczytów czy pieniędzy, po prostu są świetnymi sędziami i potrafią sprawnie zarządzać. Ale cóż, podpadli władzy i teraz nastąpić musi odwet. Trudno odbierać to w innych kategoriach” – powiedział onet.pl prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia Krystian Markiewicz.

Portal informuje, że od 1 kwietnia wydział gospodarczy w Sądzie Rejonowym Poznań Stare Miasto, którym kieruje sędzia Bartłomiej Przymusiński, zostanie zlikwidowany. Z podobną sytuacją liczy się sędzia Dariusz Mazur, który od dziewięciu lat kieruje III Wydziałem Karnym w krakowskim Sądzie Okręgowym. Obaj sędziowie są rzecznikami stowarzyszeń sędziowskich: Przymusiński – Iustitii, a Mazur – Themis. Wielokrotnie krytycznie wypowiadali się o pisowskiej reformie sądownictwa.

„Powiem szczerze, że dla mnie ta decyzja jest kompletnie niezrozumiała. Podjęło ją odgórnie ministerstwo. Wydział, którym kieruję miał najlepsze wyniki i po prostu żal tej pracy, jaką włożyli sędziowie, by taki efekt uzyskać. Podejrzenia, że wydział idzie „pod nóż” po to, żebym ja stracił funkcję, mogą być naturalne w sytuacji, kiedy – o ile wiem – likwidacji wydziału nie poprzedziły żadne dogłębne analizy tego, jak wpłynie to na funkcjonowanie całego sądu” – stwierdził w onet.pl sędzia Przymusiński.

Sędzia Dariusz Mazur z krakowskiego Sądu Okręgowego mówi, że w każdej chwili spodziewa się, że kierowany przez niego wydział także może zostać zlikwidowany. – „Nawet bym się specjalnie nie zdziwił, bo te działania są dla mnie czytelną próbą zakneblowania sędziowskich stowarzyszeń. Tym bardziej, że chodzi o zabranie funkcji ich dwóm rzecznikom. Może ktoś żyje w przekonaniu, że jeśli stracimy funkcje przewodniczących wydziałów i będziemy mieć mniej pracy administracyjnej, a za to więcej spraw, to nas nimi po prostu zasypią, żebyśmy nie mieli czasu na działalność publiczną. Ktoś gdzieś „na górze” mógł sobie taką teorię wymyślić” – powiedział sędzia Mazur.

W PiS kochane panie, jak już podpiszą, co trzeba i powiedzą, co się im każe, to można, ewentualnie, w rączkę pocałować.

Partia aktualnie rządząca uchodzi za nieprzychylną kobietom. Tymczasem to nieprawda. Nie było dotąd formacji prowadzącej tak konsekwentną politykę równościową i tak doceniającej rolę płci pięknej w społeczeństwie, jak PiS właśnie! A już pan prezes to najbardziej zasłużony kandydat na Feministę Dekady albo przynajmniej Roku Wyborczego.

Bo pokażcie partię, która by tak, jak PiS doceniła kobiecy trud wychowania kolejnych pokoleń Polaków. Dopiero teraz, dzięki decyzji prezesa (bo prezes to partia, a partia to prezes) matki wielodzietne nabyły za swój wysiłek wychowawczy prawo do emerytury. Minimalnej, ale zawsze… Tak spełniło się jedno z największych marzeń feministek. Wkład kobiet w życie rodzinne i społeczne został nareszcie wyceniony i opłacony z budżetu.

W ten sposób PiS dokonało dziejowego przełomu i jako pierwsza partia w historii zamknęło niechlubny rozdział niewolnictwa kobiet, zrywając z ich nieodpłatną pracą na rzecz rodziny. Nie do końca wprawdzie (bo jak dotąd nie było mowy o gratyfikacjach materialnych za zmywanie i prasowanie), ale jednak.

Do tego dochodzi jeszcze słynne Pięćset Plus – kolejny zrealizowany postulat Trzeciej Fali feminizmu. Bo dzięki zasiłkom na dzieci, nierzadko równym przeciętnej płacy, kobiety, które swojej misji życiowej upatrują w rodzicielstwie, zyskały możliwość „spełnienia się” w rodzinie. Zyskały więc tak cenione w środowiskach feministycznych – prawo wyboru. I pięknie. Bo to ich sprawa, jak definiują udane życie, sukces, samorealizację i spełnienie. Żaden feminista lepiej by tego nie wymyślił.

W wynagradzaniu domowej pracy kobiet partia poszła tak daleko, że aż dopuściła się dyskryminacji… mężczyzn. Bo oni nie mają prawa ani do emerytury wychowawczej, ani do pięćsetplusa (pomijając wyjątkowe przypadki). Kolejny problem stanowią tu niewiasty, które zapracowały na emeryturę jako nauczycielki, pielęgniarki czy inne sekretarki, jednocześnie wychowując gromadkę potomstwa. Im nie należy się żadna dodatkowa rekompensata, bo chodząc do pracy wychowały zaniedbanych wychowawczo, patriotycznie i religijnie obywateli „gorszego sortu”. Miejsce kobiety jest w domu.

Ale to nie wszystko. Bo kobiety, które nie chcą „siedzieć w domu”, też wcale nie muszą. Wszak Beata Szydło, pierwszy premier rządu PiS, była kobietą. Kobietami są też ministerki od edukacji, polityki społecznej oraz – żeby nie było, że dla pań są tylko rządowe michałki  – od finansów. A także rzeczniczki rządu i partii. I to wcale nie jest szczyt ich możliwości, bo teraz wybierają się zbiorowo na samorealizację do Brukseli. Symboliczny szklany sufit, ograniczający na świecie pułap damskich karier w polityce i innych ważnych sektorach gospodarki, został więc stłuczony z hukiem. (Co nie dotyczy jednak niewiast z opozycji. Te odsyła się pod przymusem na wcześniejszą emeryturę. Bo spławić lub spalić na stosie w naszych czasach już raczej nie wypada.)

Przykład poszedł z samej góry, bo z najbliższego otoczenia szefa partii W zarządzie kontrolowanej osobiście przez pana prezesa spółki Srebrna zasiada „pani Basia” – szefowa jego gabinetu (sekretarka, znaczy). A prezeską też jest kobieta Małgorzata Kujda.

Za miłościwego panowania pana prezesa i jego partii do lamusa przeszły też nad Wisłą typowe dla reszty świata nierówności płacowe między płciami. Bo u nas, jeśli nawet gdzieniegdzie wciąż występują, to na niekorzyść… mężczyzn. Najlepiej dowodzi tego przykład NBP, gdzie – jak się okazało – najwyżej wynagradzaną kadrę dyrektorską stanowią dwie urocze panie. Dostają za swoje piękne uśmiechy dwa razy tyle, co panowie na stanowiskach merytorycznych!

Kobiety PiS-u w ogóle pod wieloma względami przewyższają swoich partyjnych kolegów. Pan prezes,  na przykład, nigdy (no, prawie) nie używa języka uchodzącego nie bez racji za nieparlamentarny. Podobnie panowie z jego najbliższego otoczenia. Kto więc prowadzi w ich imieniu dialog z opozycją i społeczeństwem? Niezrównana pod względem talentów lingwistycznych posłanka Pawłowicz oraz niewiele tylko ustępująca jej w tej kategorii posłanka Krynicka. Ta, co się „ruskim swołoczom” nie kłania. Niewiasty PiS-u bez problemu wchodzą nawet w bezpośrednią fizyczną konfrontację z ideowym przeciwnikiem, czego dowiodła pewna pani policzkująca publicznie inną panią (z KOD-u) za niesłuszne poglądy. Podczas gdy kobiety partii walczą na forach i Twitterach, panowie relaksują się w jaccuzi i obstalowują futra z jenota.

Wreszcie jest ta równość, ale, oczywiście, nie dla wszystkich. Na posadę w banku, miejsce na liście do PE czy posadę prezeski Srebrnej mogą liczyć tylko te panie, które (jak szefowa jego kancelarii) złożą wcześniej wszelkie pełnomocnictwa na ręce pana prezesa lub – odpowiednio – męża (jak pani Kujda) dyrektora banku, szefa spółki i tak dalej. Bo równość równością, ale prawdziwa władza to jednak poważna sprawa. Natomiast nasze kochane panie, jak już podpiszą, co trzeba i powiedzą, co się im każe, to można, ewentualnie, w rączkę pocałować.

Sakiewicz, Brudziński, Morawiecki – postaci ze stowarzyszenia pisowskich kłamców

28 Gru

W Sądzie Okręgowym w Warszawie rozpoczął się proces przeciw redaktorowi naczelnemu „Gazety Polskiej” Tomaszowi Sakiewiczowi. Pozew złożyli krakowscy sędziowie, którzy domagają się zamieszczenia sprostowania fragmentu wywiadu z premierem, zamieszczonego w tym tygodniku.

Chodzi o wypowiedź Mateusza Morawieckiego, w której krytykował on krakowskich sędziów, którzy wystąpili przeciwko nominowanej przez Ziobrę prezes Sądu Okręgowego w Krakowie. – „W mojej opinii szczególnie znamienny jest przykład sądu z Krakowa. Będę zachęcał pana Timmermansa, aby się przyjrzał temu przykładowi bardzo uważnie. Wszystko wskazuje bowiem na to, że działała tam zorganizowana grupa przestępcza” – mówił premier.

Przedstawiciel sędziów Dariusz Mazur przypomniał, że każdy prawnik, a sędziowie szczególnie, zna kodeksowe znaczenie słów „zorganizowana grupa przestępcza” i przekazu, jaki za tym określeniem stoi. – „Dlatego sędziowie jako wykonujący zawód, wobec którego wymagane są szczególne standardy, nie mogą się na taki stwierdzenia godzić. Taka odpowiedź jest też jedną z najcięższych obelg, którą może usłyszeć sędzia. Jest też niezgodnym z rzeczywistością uogólnieniem zdarzających się w każdej profesji złych pojedynczych przypadków po to, by obrzucić błotem całe środowisko, żeby przejąć kontrolę nad sądami w ramach deformy sądownictwa” – podkreślił sędzia Mazur.

„W tych chwilach, kiedy obrażany jest stan sędziowski, pytam: czy gdyby ktokolwiek rzucał takie samo oskarżenie wobec ministrów – że w kancelarii premiera działa grupa przestępcza – to czy ktoś dziwiłby się wnioskiem o sprostowanie? Sędziowie nie mogą milczeć, kiedy mówi się o nich, że są bandytami. W kraju, w którym wszystko stanęło na głowie, żądanie sprostowania w trybie prawa prasowego nie jest niczym nadzwyczajnym. Czy to jest stawianie się ponad prawem?” – pytał z kolei pełnomocnik krakowskich sędziów Michał Wawrykiewicz.

Rozprawie przysłuchiwali się działacze Klubów Gazety Polskiej oraz Obywatele RP, którzy przyszli z białymi różami i plakatami „Konstytucja”. Podczas przerwy w rozprawie klubowicze tygodnika obrażali Obywateli RP. Jedna z działaczek opozycyjnych Iwona Wyszogrodzka nazwana została „ubecką k…”, „rurą Jaruzelskiego” i „ścierwem, które śmierdzi”.

Sąd ogłosi wyrok w tej sprawie 11 stycznia. Być może krakowscy sędziowie pozwą również premiera o naruszenie ich dóbr osobistych.

Tak zakpiła na Twitterze z wpisu szefa MSWiA internautka ObserwatorXY. Joachim Brudziński napisał bowiem następująco: – „Marek Kuchciński kzLk¥@\!”. Później tak próbował się „tłumaczyć”: – „No i jak Wam idzie? Dacie radę złamać ten szyfr? Koniecznie wyłączajcie iPhony wkładając je do kieszeni, tym samym oszczędzicie nerwy „kryptologom”.

„Przypominam wszystkim to jest Minister Polskiego Rządu, a na TT zachowuje się jak dziecko, które na trzecie urodziny dostało latarkę. Jestem ciekaw, co w UE powiedzą jak do nich dotrze, że Pan Brudziński to minister jednego z krajów członkowskich”;

Posiedzenie sejmu i zabawa na tt. Mnie cały czas zastanawia, czy wy macie w zakresie obowiązków social media. W każdej normalnej korporacji dawno wylecielibyście na zbity pysk”; – „I to jest minister, ręce opadają, no ale jaki rząd, taki minister. Piaskownica” – komentowali internauci.

Jeden z internautów pokusił się o rozszyfrowanie wpisu Brudzińskiego: – „To kod: (K)uchciński (z)abieraj (L)udzi i (k)asę (nie zapomnij o (¥)enach pod dywanem). (@) =jestesmy nad (\) = przepaścią, ostrym zjazdem w dół. Żeby nie było, że nie ostrzegałem”.

>>>