Tag Archives: COP24

Pedofilia w polskim kościele dopiero do odkrycia. Jej skala z pewnością porazi. To będzie koniec Kościoła, jaki znamy

7 Gru

>>>

Biskupi uznali swą moralną współodpowiedzialność za kryzys wywołany nadużyciami seksualnymi duchownych i zamiataniem ich pod dywan przez władze kościelne.

Rzecz bez precedensu: cały chilijski episkopat podaje się do dymisji. To owoc trzydniowej wizyty biskupów w Rzymie na wezwanie papieża Franciszka. W tle nadużycia seksualne duchownych i zamiatanie ich pod dywan przez władze kościelne.

– To było ciało o ciało, bo członkiem wodził mi na przykład po piersiach – mówi w rozmowie z „Faktami” TVN Barbara Borowiecka, która miała być wykorzystywana przez ks. Henryka Jankowskiego. Inna parafianka przyznaje, że jest zła na tych, którzy wiedzieli o czynach duchownego.

Barbara Borowiecka, bohaterka głośnego reportażu „Dużego Formatu” o ks. Henryku Jankowskim udzieliła wywiadu „Faktom” TVN. Mówiła o molestowaniu, jakiego doświadczała, gdy była małą dziewczynką. – Jak na mnie, to było wtedy dużo razy, czy dziesięć, czy dwadzieścia, to nie wiem – opowiedziała. – To było ciało o ciało, bo członkiem wodził mi na przykład po piersiach, czy po plecach, czy po pupie – dodaje.

„Włożył rękę, bo miałam taką krótką sukieneczkę”

W artykule na stronie „Faktów” czytamy: „szczegóły opowieści są tak drastyczne, że nie nadają się do cytowania”. Borowiecka wspominając dodała: – To nie tak, że on mnie wybrał, bo jak dzieciaki uciekały do piwnic czy do budynków, w których mieszkały, to chyba dobierał się do pierwszej osoby, którą dorwał.

„Fakty” dotarły do kolejnej kobiety, która mówi, że molestował ją ks. Jankowski. – Każde z dzieci podchodziło i ksiądz Jankowski niektórych sadzał sobie na kolano, głaskał. (…) Pamiętam tylko, że mi wtedy włożył rękę, bo miałam taką krótką sukieneczkę. Włożył mi wtedy rękę pod tę sukieneczkę i ściskał, dotykał moje pośladki – wspomina Katarzynie Kolendzie-Zaleskiej jedna z parafianek Jankowskiego, która miała 6 lat, gdy była molestowana. – Mam też ogromną złość do tych wszystkich ludzi, którzy wiedzieli o tym – dodała.

Ks. Jankowski za życia bardzo wpływowym i szanowanym duchownym. Został Honorowym Prałatem Domowym Jego Świątobliwości, znany był jednak przede wszystkim jako kapelan „Solidarności”. Do 2004 r. był proboszczem parafii św. Brygidy w Gdańsku. W sierpniu 1980 r. kościół ten niejako opiekował się strajkującymi robotnikami. Na plebanii przebywali m.in. Wałęsa, Mazowiecki czy Kuroń. Parafia św. Brygidy w czasie stanu wojennego było w centrum działalności opozycyjnej.

Wałęsa: Coś tam zawsze dochodziło do nas …

– Dla mnie jest to szok. Coś tam zawsze dochodziło do nas, ale nic tak tragicznego, nic tak wielkiego. W związku z tym fatalnie się czuję – mówi cytowany przez „Fakty” były prezydent Lech Wałęsa.

Oskarżenia o molestowanie przez ks. Jankowskiego sięgają 2004 r., kiedy to o wykorzystywanie nieletnich oskarżyła duchownego matka jednego z ministrantów. Sprawę opisało antyklerykalne pismo „Fakty i mity”. Z kolei w 2013 r. czyny Jankowskiego opisane zostały w książce pt. „Ostatnia bitwa prałata”.

Pomnik Jankowskiego w Gdańsku

W związku z reportażem „Dużego Formatu” część mieszkańców Gdańska domaga się usunięcia pomnika prałata. We wtorek pod pomnikiem  pojawiły się dziecięce budziki oraz kartki z napisem „pedofil”. W czwartek z kolei pomnik został oblany czerwoną farbą.

Nie dwutlenek węgla, a „IV Rzesza” i „banksterzy” odpowiadają za zmiany klimatu – czytamy w tekście anonimowego blogera. Sęk w tym, że tekst polecał na Twitterze Andrzej Duda. „Czy pan to czyta?”, „To gorzej niż błąd” – komentują ludzie na Twitterze. Prezydent później usunął wpis.

>>>

Prezydent Andrzej Duda w poniedziałek otwierał szczyt COP24 w Katowicach – i nie było to najlepsze dla Polski otwarcie. Już w inauguracyjnym wystąpieniu i późniejszej konferencji Duda mówił, że Polska ma „zapasy węgla na 200 lat” i nie zamierza z niego szybko rezygnować.

Ekolodzy byli zszokowani, a prezydent nie przestawał. Kolejnego dnia obiecywał, że nie da „zamordować polskiego górnictwa”. To mocno zdziwiło zagranicznych ekspertów, gdyż sztandarową polską inicjatywą na szczycie jest deklaracja o tym, jak… pomagać górnikom i innym pracownikom sektora w związku z odchodzeniem od paliw kopalnych. Do tego premier Mateusz Morawiecki mówi coś zupełnie innego, niż prezydent. Takie sprzeczne sygnały od rządzących szkodzą nam i samemu szczytowi. Analitycy z serwisy „Polityka Insight Climate” oceniają, że pokazuje to brak koordynacji, pogarsza wizerunek Polski, a do tego utrudnia pracę naszej prezydencji ważnego szczytu.

Tymczasem w czwartek prezydent znów dosypał (węgla) do pieca. Na swoim profilu na Twitterze zamieścił artykuł z bloga na salon24.pl, w którym autor pisze o tym, że to Niemcy emitują więcej gazów cieplarnianych (i kwieciście ten fakt komentuje). „Bardzo dobry artykuł o emisji CO2 w UE. Przystępnie przedstawia realną sytuację. Warto przeczytać. Polecam” – napisał prezydent RP. Po kilku godzinach usunął wpis z linkiem. Co znajdujemy w tekście?

Prezydent poleca tekst ze słowami o „Niemieckiej IV Rzeszy” 
W pierwszej części autor stara się wykazać, że to Niemcy – a nie Polska – emitują więcej dwutlenku węgla. Nie jest to szczególnie trudne, gdyż takie dane są łatwo dostępne i raczej oczywiste dla osób, które zajmują się energetyką i klimatem. Rzeczywiście to Niemcy emitują najwięcej gazów cieplarnianych w UE, mają też wyższy niż Polska poziom emisji na mieszkańca.

Oczywiście do tych danych warto by dodać inne, np. o tym, że w Polsce (jak w wielu innych krajach UE) poziom emisji rośnie, podczas gdy w Niemczech nieznacznie spada. Jednak uwagę bardziej zwraca obszerny komentarz, który pod danymi napisał anonimowy autor udostępnionego przez prezydenta artykułu. Zaczyna od tego, że „Polska jest chłopcem do bicia w UE, czyli jak kto woli Niemieckiej IV Rzeszy”. Jeszcze w tym samym zdaniu określa Unię jako „Sojedinionne Sztaty Jewropy” (rosyjski zapis fonetyczny, co ma porównywać UE do ZSRR). Pisze o bliżej nieokreślonej kampanii „piesków kanapowych Pani Merkel” wobec Polski.

Autor ma bardzo sprecyzowane poglądy na energetykę i proponuje „stopniową likwidację górnictwa”, elektrownie wodne i geotermię oraz odejście od farm wiatrowych, które są  „robieniem ekonomicznej laski Niemcom”. Wtrąca też zdanie o tym, że muzułmańscy mieszkańcy Niemiec to „żołnierze przyszłej armii dżihadu” (przypomnijmy – wciąż mówimy o artykule, który „poleca” prezydent RP). Dalej twierdzi, że „emisja CO2 przez przemysł jest zbyt mała, aby miała wpływ na tzw. efekt cieplarniany”. Jednak świat nauki jest zgodny, że gazy cieplarniane, w tym głównie CO2, mają na to zasadniczy wpływ. „To jest ukuta przez banskterów strategia niszczenia gospodarek państw wschodzących” – pisze autor bloga. Dalej przytacza jeszcze kilka łatwych do obalenia mitów i kłamstw nt. klimatu.

Po kilku godzinach prezydent usunął wpis i przyznał, że jego udostępnienie było błędem. „Przyznaję rację Tym, których oburzyła druga część artykułu zamieszczonego na portalu salon24.pl , który poleciłem kilka godzin temu. Był to błąd, wynikający z lektury pierwszej części tego artykułu. Nie podzielam poglądów i stylu wypowiedzi zawartej w 2 części. Błąd” – napisał prezydent.

„Takie wpisy nie pomogą naszej prezydencji na COP24”

Można już mówić o serii kontrowersyjnych wypowiedzi prezydenta w pierwszym tygodniu szczytu klimatycznego, zatem w sieci nie trzeba było długo czekać na komentarze. Niektórzy zwracają uwagę, że Duda może dalej szkodzić polskiej prezydencji i negocjacjom na szczycie w Katowicach. Inni pisali, że mają nadzieję, iż prezydent przestał czytać w miejscu, gdzie zaczął się komentarz.

„Prezydent RP linkujący do tekstu pełnego antynaukowych bredni o CO2 i globalnym ociepleniu, do tego w czasie trwania COP24, to gorzej niż błąd” – ocenia Kuba Jagowski. Karolina Baca-Pogorzelska, dziennikarka specjalizująca się m.in. w branży energetycznej, pytała, czy prezydent „przeczytał w ogóle ten tekst”. „Takie wpisy nie pomogą naszej prezydencji na COP24 z Michałem Kurtyką na czele” – oceniła.

„Serio, prezydent na to sobie pozwala?” – skomentował dziennikarz Patryk Michalski. Jakub Wiech z serwisu Energetyka24.com ocenił, że „To zakrawa o skandal dyplomatyczny”. „Warto wiedzieć, skąd prezydent czerpie informacje” – napisał Adam Ozga z TOK FM. Z kolei dziennikarz Witold Głowacki zwrócił uwagę, że autor, którego tekst poleca prezydent, pisał też o „żydokomunie” i „jewropie”.

„Panie prezydencie, czy przeczytał Pan tekst, który Pan poleca? Czy uważa Pan UE za ‚Jewropę’, a Niemcy za ‚IV Rzeszę’, która ‚sra na normy’? Jest pan prezydentem Rzeczypospolitej, a nie internetowym trollem! Takimi wyskokami kompromituje Pan siebie i nasze państwo!” – napisał Adrian Zandberg z partii Razem.

>>>

Reklamy

Kolejny upadek Dudy. Ten facio wyląduje na rusztach u Lucyfera, który przerobi go na skwarę

6 Gru

>>>

Kazimierz Marcinkiewicz, były premier rządu Prawa i Sprawiedliwości jest przekonany, że czwartkowe zatrzymania, mają na celu rozmycie afery KNF. Tego ranka funkcjonariusze CBA zatrzymali Andrzeja J., szefa KNF w latach 2011-2016, i sześciu innych urzędników. Wśród nich jest były zastępca przewodniczącego KNF Wojciech Kwaśniak w latach 2011- 2017, który został pobity po tym, jak dzięki komisji wszczęto śledztwo ws. SKOK Wołomin.

„To oburzające, cztery lata temu Wojciech Kwaśniak omal nie został zabity w związku z tą sprawą, dzisiaj ci, którzy zlecili zamach na niego, są na wolności, a on sam jest zatrzymany pod absurdalnymi zarzutami – powiedział mec. Naumann, pełnomocnik m.in. Kwaśniaka.

Teraz chodzi o wskazanie, że „KNF to instytucja, w której zawsze działo się coś nieprawidłowego. Tym bardziej, że ze SKOK-iem Wołomin związani są prominentni politycy PiS” – skomentował sytuację w rozmowie z money.pl Kazimierz Marcinkiwicz.

„Warto zauważyć, że PiS, a także Lech Kaczyński, gdy był prezydentem, robili wszystko, by SKOK-i nie podlegały nadzorowi KNF i dopiero po rządach Andrzeja J. udało się doprowadzić do podporządkowania SKOK-ów temu nadzorowi” – podkreślił.

>>>

Trybunał Stanu dla Dudy

5 Gru

Lech Wałęsa w rozmowie z Polsat News zdradził, o czym będzie rozmawiał na pokładzie samolotu z prezydentem Dudą podczas podróży na uroczystości pogrzebowe George’a H.W. Busha. Przyznał też, że założy koszulkę z napisem „Konstytucja”, którą zamierza nosić, dopóki Polska „nie odzyska wolności„.

W poniedziałek Lech Wałęsa poprosił Kancelarię Prezydenta o pomoc w zorganizowaniu podróży do USA. Wkrótce potem prośba została zaakceptowana, a kancelaria poinformowała, że we wtorek wieczorem Lech Wałęsa poleci na uroczystości pogrzebowe George’a Busha seniora z prezydentem Andrzejem Dudą.

Wałęsa: Nie przypuszczam, byśmy znaleźli wspólne zdania

Dziennikarka Polsat News Anna Gonia zapytała Lecha Wałęsę, czy zamierza rozmawiać z prezydentem Andrzejem Dudą podczas długiego lotu.

– Dlaczego mamy nie rozmawiać? Natomiast ja nie utożsamiam się i z tym prezydentem, i z tą opcją, więc nie przypuszczam, byśmy znaleźli wspólne zdania – odparł Wałęsa.

Jak dodał, jeśli wejdzie do samolotu pierwszy, to na początku zamierza powiedzieć prezydentowi Dudzie „Dzień dobry”. – A potem to się rozkręcimy – wyjaśnił Lech Wałęsa.

Na pytanie, czy na pokładzie samolotu będzie ubrany w koszulkę z napisem „Konstytucja”, w której ostatnio pojawił się na rozprawie sądowej z Jarosławem Kaczyńskim, Wałęsa odparł:

– A ma pani wątpliwości? Powiedziałem, że nawet do trumny, gdy nie dojdziemy do wolności, do trójpodziału władzy, proszę mnie do trumny włożyć w tej koszulce.

Tuż przed wylotem do Stanów Zjednoczonych Lech Wałęsa zamieścił na Twitterze zdjęcie z podpisem: „W oczekiwaniu na lotnisku w Warszawie na lot do Waszyngtonu”

Zgodnie z zapowiedzią były prezydent założył koszulkę z napisem „Konstytucja”.

Pogrzeb George’a H.W. Busha

Uroczystości pogrzebowe George’a H.W. Busha będą trwać kilka dni. W poniedziałek 3 grudnia wystawiono trumnę z jego ciałem na widok publiczny w rotundzie pod kopułą Kapitolu. Prezydent Donald Trump ogłosił, że środa 5 grudnia będzie dniem żałoby narodowej. W Katedrze Narodowej w Waszyngtonie odbędą się wtedy oficjalne, państwowe uroczystości pogrzebowe.

George Bush senior, 41. prezydent Stanów Zjednoczonych, najwyższy urząd w państwie pełnił w latach 1989-1993. Sześciokrotnie gościł w Polsce, w tym dwa razy podczas kadencji prezydenckiej, w 1989 i 1992 roku.

Polska otrzymała na szczycie klimatycznym w Katowicach antynagrodę Skamielina Dnia. Wyróżnienie to przyznano m.in. za słowa Andrzeja Dudy i Mateusza Morawieckiego. „Nie mogę przestać się dziwić, jak można tak bardzo nie rozumieć powagi sytuacji i kryzysu klimatycznego” – komentuje Bohdan Pękacki, dyrektor Greenpeace Polska.

Polska jako pierwsza dostała antynagrodę Skamielina Dnia podczas trwającego w Katowicach szczytu klimatycznego COP24. Jest ona przyznawana państwom, które wykażą się fatalną postawą podczas konferencji.

Powodem niechlubnego wyróżnienia dla Polski są wypowiedzi przedstawicieli polskich władz podczas szczytu, m.in. Andrzeja Dudy. Prezydent Duda przekonywał w poniedziałek, że “użytkowanie węgla nie stoi tym samym w sprzeczności z ochroną klimatu”. Mówił też, że emisje dwutlenku węgla w Polsce spadają, a zamiast bardzo je ograniczyć, Polska woli stawiać na pochłanianie CO2 przez lasy. Ekolodzy krytycznie oceniają słowa prezydenta. Słowa te zostały skrytykowane przez ekologów.

Jak zauważają ugrupowania ekologiczne, które przyznały nagrodę, gest jest tym bardziej znaczący, że Polska jest gospodarzem COP24. – To nie przypadek, że Polska, która przewodzi Szczytowi Klimatycznemu COP24, jako pierwsza dostała antynagrodę Skamielina Dnia. Słuchając w Katowicach prezydenta Dudy, premiera Morawieckiego i członków rządu nie mogę przestać się dziwić, jak można tak bardzo nie rozumieć powagi sytuacji i kryzysu klimatycznego, a także tego, ile złego wyrządza się taką postawą Polsce – komentuje Bohdan Pękacki, dyrektor Greenpeace Polska.

„Włos się jeży na głowie”

– Stanie murem za spalaniem węgla, wbrew jednoznacznemu głosowi nauki, zwalczanie jakichkolwiek ambicji w walce ze zmianami klimatu, wreszcie przyznawanie, że inwestycje w elektrownie węglowe nie mają sensu, ale i tak będziemy je robić – to wszystko sprawia, że włos się jeży na głowie. Szczyt dopiero się zaczął, pozostaje trzymać kciuki, że do polskiej prezydencji dotrze skala wyzwania, jakie przed nami stoi.- dodaje.

Pękacki zwraca uwagę, że „do tego, żeby zapobiec najgorszym skutkom zmian klimatu mamy technologię i mamy środki, żeby to zrobić”. – Co więcej działania takie mają duże poparcie społeczne – dwie trzecie Polaków chciałoby odejścia od węgla do 2030 r. i rozwoju odnawialnych źródeł energii. Jedyne, czego brakuje to politycznej woli. Prezydent Duda mówi, że nie poddamy się dyktatowi obcych krajów. Dobrze, gdybyśmy się poddali dyktatowi zdrowego rozsądku – twierdzi szef polskiego Greenpeace.

To prawdziwy sukces polskiej polityczki. Barbara Nowacka znalazła się jako jedyna Polka w zestawieniu 28 europejskich osobowości, które trzeba obserwować. W tym roku ranking podzielono na trzy kategorie: doers (ci, którzy robią, osiągający cele, sprawcy), dreamers (marzyciele) i disruptors(zakłócacze, popsuj-zabawy). Nowacka znalazła się w pierwszej kategorii – jako „budownicza mostów” – na drodze ku scaleniu polskiej opozycji.

Poza trzema kategoriami znalazł się tylko „Numer 1”, czyli wicepremier Włoch Matteo Salvini. Salvini może mieć ogromny wpływ na wybory do Parlamentu Europejskiego, ale i na przyszłość Unii, której jest zaprzysięgłym wrogiem.

Obok Nowackiej – Tymoszenko, Selmayr i Sanchez

Nowacka sąsiaduje m.in. z Martinem Selmayrem, sekretarzem generalnym Komisji Europejskiej, znanym z trafnych analiz, długofalowych strategii i raczej szorstkiego podejścia do współpracowników, Julią Tymoszenko, która może znów przejąć stery władzy na Ukrainie, maltańskiej europosłanki Miriam Dalli walczącej z emisją gazów cieplarnianych czy premierem mniejszościowego rządu w Hiszpanii Pedro Sánchezem. I to tylko we własnej kategorii.

Wśród marzycieli wyłoniono m.in. intelektualistę Ivana Krasteva i Guðrið Højgaard, odpowiedzialną za wykreowanie Wysp Faro jako destynacji turystycznej. Gdzie leżą Wyspy Faro? Sam fakt, że zadajemy sobie to pytanie, jest miarą sukcesu Højgaard, która tworzy wyobrażenie całego świata o tym kraju, wchodzącym w skład duńskiej Korony i położonym na skalistym archipelagu między Szkocją a Islandią, właściwie od zera. Nominacja „Politico” wydatnie jej w tym pomoże.

Corbyn, McDonald i Touloupaki jako popsuj-zabawy

Pierwsza na liście disruptorów, czyli popsuj-zabaw, jest liderka północnoirlandzkiej partii Sinn Féin Mary Lou McDonald, która wykorzystuje zamieszanie wokół brexitu do promowania naczelnej idei swojej partii, czyli zjednoczenia Irlandii. Obok niej znajdziemy przewodniczącego brytyjskich labourzystów Jeremy’ego Corbyna, tak określonego przez „Politico”: „Jeremy Corbyn chce być dla międzynarodowego socjalizmu tym, czym amerykański prezydent Donald Trump jest dla prawicowego nacjonalizmu”. W ostatniej grupie znalazła się też m.in. Eleni Touloupaki, energiczna i skuteczna prokurator, która z nominacji SYRIZY zajmuje się zwalczaniem korupcji w Grecji. Touloupaki prowadzi śledztwo przeciwko aż dziesięciu politykom szczebla rządowego (w tym byłemu komisarzowi europejskiemu i szefowi greckiego Banku Centralnego), i robi to w imię „odbudowy dobrego imienia i marki Grecji”.

Nowacka pomogła opozycji w wyborach, inicjowała też protesty kobiet

Jak widać, Barbara Nowacka znalazła się w znakomitym towarzystwie. I choć przede wszystkim zwrócono uwagę na jej rolę jako lepiszcza podzielonej opozycji (jej decyzji „Politico” przypisuje dobry wynik opozycji w wyborach lokalnych), to przedstawiono też wcześniejsze dokonania. Niektórych w kraju może nieco zdziwić informacja o tym, że współorganizowała masowe protesty kobiet przeciwko PiS, nie da się jednak ukryć, że trzymiesięczna zbiórka podpisów pod ustawą „Ratujmy Kobiety”, na której czele stanęła Nowacka, walnie się przyczyniła do wybuchu tych protestów. A powtórzenie akcji w 2017 r. utrwaliło jej rolę jako polityczki i kobiecej liderki.

Ziobro i abp Gądecki w poprzednich rankingach „Politico”

Ranking „Politico” powstaje od 2016 r. – czyli od powstania europejskiego oddziału „Politico”. Ten wpływowy amerykański portal poświęcony polityce stara się podawać informacje w sposób strawny dla masowego czytelnika. Krótkie teksty, szybkie reagowanie na wydarzenia, wszędobylscy dziennikarze – oraz atrakcyjne formuły medialne, takie jak listy, diaporamy, karykatury czy właśnie rankingi. Europejski ranking „Politico 28 Class” wzorowany jest na niezwykle popularnej pięćdziesiątce „Politico 50”.

W poprzednich latach z Polaków w rankingu pojawili się m.in. minister Zbigniew Ziobro jako autor groźnej reformy sądownictwa czy arcybiskup Stanisław Gądecki, przywódca wewnątrzkościelnego ruchu przeciwko reformom papieża Franciszka.

Waldemar Mystkowksi pisze o niewiedzy PiS w kwestii globalnego ocieplenia (fragment).

Duda, otwierając szczyt, powiedział cywilizacyjną kalumnię, jakoby węgiel nie szkodzi klimatowi, co jest stwierdzeniem wbrew obowiązującej nauce. Z taką głupotą niemożliwa jest dyskusja. Co zatem możemy z tym prezydentem zrobić, jak mamy postępować z taką władzą, bo Duda tylko powtarza to, co mu kazano powiedzieć.

Ponadto Duda posłużył się kłamstwem, mianowicie stwierdził, iż Polska zmniejszyła o 30 proc. emisję dwutlenku węgla od 1990 roku. Tak, ale to było skutkiem odejścia od najbardziej nieczystej kopaliny energetycznej węgla brunatnego i tak się działo do roku 2012. Od kiedy PiS jest u władzy, emisja CO2 wzrasta i ostatnio – rok do roku – wzrosła o 3,8 proc. Z tych 30 proc zrobiło się raptem 18.

Ocieplenie klimatu z powodu efektu cieplarnianego jest nie do powstrzymania, ludzkość walczy o spowolnienie katastrofy ekologicznej. Wcale nie najczarniejsze scenariusze zakładają, iż najmłodszym obecnie żyjącym pokoleniom w przyszłości odechce się żyć na Ziemi, takie będą panować koszmarne warunki.

Myślenie takich polityków jak Duda i formacji politycznej obecnie nam miłościwie panującej o bliskiej przyszłości jest obojętne. Oni walczą o władzę tu i teraz, po nich choćby potop, choćby katastrofa ekologiczna. Szczyt klimatyczny w Katowicach z powodu zacofania gospodarza może skończyć się klęską. Najważniejsze państwa dojdą i tak do jakiegoś korzystnego konsensusu w sprawie klimatu, nie tu, to gdzie indziej. A Polska w tej kwestii pozostanie klimatyczną Koreą Północną.

PiS bardzo boi się wyborów do PE. Jeżeli opozycja zachowa się sensownie i stworzy jeden blok, to władza nie będzie miała argumentów. W tych wyborach nie ma żadnych przeszkód ideowych, aby opozycja wystąpiła razem, a PiS się tego boi. Mają stałe poparcie na poziomie 30 proc., ale jeżeli nie uzyskają więcej, to mogą ponieść ogromną klęskę. Dlatego należy się liczyć ze wszystkimi możliwymi działaniami. Nie wygląda to pięknie… – ostrzega w rozmowie z nami Seweryn Blumsztajn, dziennikarz „Gazety Wyborczej”, prezes Towarzystwa Dziennikarskiego, działacz opozycji w PRL. – Wolne media bardzo przeszkadzają w budowie autorytarnego państwa – dodaje.

KAMILA TERPIAŁ: Krytyka TVN i konflikt z ambasador USA w Polsce; wejście ABW do domu operatora tej stacji; wezwanie na policję dziennikarza tygodnika „Newsweek” za publikację tekstu „bez zgody osoby zainteresowanej”; wnioski prezesa NBP, które mają prowadzić do wycofania publikacji o aferze KNF – trochę się tego ostatnio nazbierało. Władza rozpoczyna fazę ataku na prywatne media?

SEWERYN BLUMSZTAJN:
 W pewnym sensie tak… Władza już od jakiegoś czasu zapowiadała, że będzie chciała „coś” z mediami robić, dlatego nie należy się temu dziwić. Wolne media bardzo przeszkadzają w budowie autorytarnego państwa. W tym, co się wydarzyło, widoczne są dwa elementy. Po pierwsze, PiS zobaczył, że trudno będzie przejąć TVN, Onet, „Newsweek”, „Politykę” czy „Gazetę Wyborczą” i dlatego porzucił te plany, ale szuka innych metod. Przy okazji warto zwrócić uwagę na to, że „obce” media okazały się tak naprawdę gwarancją niezależności. Drugi element jest może nawet ważniejszy –

władzy zaczęło palić się pod nogami. Pogorszyły się sondaże, czuć zagrożenie aferą KNF, która wydaje się bardzo poważna, więc próbuje jak może zablokować jej rozwój. Taka metoda jest znana. Grzegorz Bierecki po każdym artykule o SKOK-ach pozywał „Gazetę Wyborczą” albo inne media.

Adam Glapiński, prezes NBP, domaga się wycofania siedmiu publikacji z „Gazety Wyborczej”. Jak to zrobić?
Próbowałem wyobrazić sobie proces palenia gazet. Zastanawiałem się, gdzie powinien się odbyć i uznałem, że najlepszym miejscem będzie Plac Piłsudskiego, obok pomnika ofiar katastrofy smoleńskiej. A tak na poważnie myślę, że Adam Glapiński się po prostu boi, bo jest najbardziej zagrożony. Aresztowany były szef KNF Marek Chrzanowski był jego człowiekiem, wizyta w jego gabinecie po nagranej i opublikowanej rozmowie z biznesmenem wyglądała jak przyklepanie dealu u Ojca Chrzestnego.

Jestem przekonany, że ujawniony został tylko wierzchołek góry lodowej i jest bardzo prawdopodobne, że PiS uzyskiwał pieniądze w podobny sposób w różnych miejscach. Przecież 40 mln zł łapówki nie mogło być przeznaczone tylko dla jednego człowieka.

„Tak nie działa państwo demokratyczne, tak działa państwo mafijne” – za takie stwierdzenie „Gazeta Wyborcza” musi przeprosić. Tak zdecydował sąd. Przeprosi?
Będziemy się oczywiście odwoływać, to jest rażące naruszenie prawa do krytyki prasowej. W ogóle dzieją się rzeczy niezwykłe. Do Towarzystwa Dziennikarskiego dotarła sprawa dziennikarki, która w audycji na żywo „wpuściła” słuchacza na żywo, który powiedział, że nie mamy w Polsce prezydenta, tylko figuranta. Dostała za to naganę, zakaz prowadzenia audycji, a dodatkowo szef Radia Rzeszów skierował także doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa do prokuratury. To jest coś niebywałego!

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich atakuje wszystkich innych dziennikarzy. Czasami trudno w to uwierzyć. I wszystko jest możliwe. Uważam, że zabraknie nam wyobraźni na to, co władza jeszcze może zrobić.

PiS zdecyduje się na „przepchnięcie” tzw. ustawy dekoncentracyjnej? Czy skupi się na „innych” działaniach?
Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Dekoncentracja jest chyba w jakimś stopniu możliwa, ale nie będzie dotyczyła TVN-u, a ich najbardziej boli właśnie ta stacja. Myślę, że na razie będą skupiali się na uderzaniu w inny sposób.

„Media są koniecznym elementem demokracji. Marzyłem przez lata o Polsce, w której będą wolne media” – mówił w 2006 roku w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” Jarosław Kaczyński. Co się zmieniało?
Marzył, marzył i wymarzył.

Prezes zwykł mówić różne rzeczy. Cóż, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

W kampanii wyborczej to przede wszystkim media będą na celowniku władzy?
PiS bardzo boi się wyborów do PE. Jeżeli opozycja zachowa się sensownie i stworzy jeden blok, to władza nie będzie miała argumentów. W tych wyborach nie ma żadnych przeszkód ideowych, aby opozycja wystąpiła razem, a PiS się tego boi. Mają stałe poparcie na poziomie 30 proc., ale jeżeli nie uzyskają więcej, to mogą ponieść ogromną klęskę. Dlatego należy się liczyć ze wszystkimi możliwymi działaniami. Nie wygląda to pięknie…

Dziennikarz „Newsweeka” Wojciech Cieśla, który został wezwany na policję za publikację o wiceprezesie TK, powiedział wprost, że „praca dziennikarska została potraktowana jak przestępstwo”.
Prawdziwa praca dziennikarska tak właśnie jest traktowana. PiS ma to w genach, taką ma wizję państwa i władzy. Oni chcą tak po bolszewicku być inżynierami dusz, a będzie im szło coraz słabiej.

Ta władza jest bardzo podatna na krytykę, niekompetentna w wielu sprawach, wsłuchująca się we własną propagandę. Dlatego łatwo ją złapać. Dopóki są wolne media i opór społeczny, to taką władzę można łapać za rękę. PiS ma i będzie miał z tym kłopot.

Takie działania mogą zastraszyć dziennikarzy albo protestujących?
Bardzo trudno przewidywać, co się stanie, w którą stronę władza pójdzie i na ile ludziom wystarczy energii. Ale ostatnie wybory pokazały, że ogromna część społeczeństwa ma ich po prostu dosyć, pokazały odwrócenie trendu. Dlatego w obozie władzy wybuchła panika. Trochę optymistyczniej patrzę na to, co się dzieje. Pamiętajmy jednak, że PiS ma wszystkie instrumenty, aby nie oddać władzy, więc wszystko jest możliwe. Jedyne, co można, to robić swoje.

Duda na podzespołach kościelno-kaczych

5 Gru

Więcej >>>

Od 30 lat żaden rząd nie powiedział „Jaka ma być Polska” tylko czyja. Kościoła, prawicy, pesudolewicy.

Dlatego wdychamy własne odchody węglowe, zwane przez Dudę gwarancją niepodległości. Zagazowujemy się patriotyzmem i jego wydzielinami błogosławieni przez najmocniejszą u nas siłę polityczną – Kościół.

Powinniśmy więc zmienić flagę z biało-czerwonej na czarno-czarną , kościelno-węglową. Żałobę po rozumie.

Nie mamy klasy średniej mogącej wpłynąć na cokolwiek. Mamy Tuska, kiwającego w polityce jak najlepszy zawodnik. Może nie Ronaldo czy Messie ale Franciszek Józef, bo przetrwa epokę, ale jej nie zmieni. Biedroń, nadzieja postępowców wyląduje w Brukseli. Zostaniemy bez wizji, zresztą w smogu mało co widać.

Pisowcy nie mają żadnego programu oczyszczenia powietrza, bo prezes czyści tylko kuwetę.

Zaraz Duda spotka się ze Schwarzeneggerem, Duduś na podzespołach kościelno kaczych z Terminatorem.

Lepiej prezydentowi pasowałby by Chuck Norris. Razem wygłosiliby orędzie jak oczyścić polski syf i metan podpalając je zapałką.

Z naszymi elektrowniami starymi i tymi właśnie budowanymi na nowe tysiąclecie będziemy smrodem Europy. Żeby odizolować nasze zaczadzone łby i węglowe wyziewy Unia zbuduje klosz. Szklaną kopułę na której natychmiast postawimy krzyż. Albo kolejny pomnik czy świętą figurę. I to będzie ślad po nas w świecie, po kraju gdzie w komorze gazowej patriotyzmu nikt nie przeżyje.

>>>

Adam Glapiński, prezes NBP, domaga się wycofania siedmiu publikacji z „Gazety Wyborczej”. Jak to zrobić?
Próbowałem wyobrazić sobie proces palenia gazet. Zastanawiałem się, gdzie powinien się odbyć i uznałem, że najlepszym miejscem będzie Plac Piłsudskiego, obok pomnika ofiar katastrofy smoleńskiej. A tak na poważnie myślę, że Adam Glapiński się po prostu boi, bo jest najbardziej zagrożony. Aresztowany były szef KNF Marek Chrzanowski był jego człowiekiem, wizyta w jego gabinecie po nagranej i opublikowanej rozmowie z biznesmenem wyglądała jak przyklepanie dealu u Ojca Chrzestnego.

Jestem przekonany, że ujawniony został tylko wierzchołek góry lodowej i jest bardzo prawdopodobne, że PiS uzyskiwał pieniądze w podobny sposób w różnych miejscach. Przecież 40 mln zł łapówki nie mogło być przeznaczone tylko dla jednego człowieka.

„Tak nie działa państwo demokratyczne, tak działa państwo mafijne” – za takie stwierdzenie „Gazeta Wyborcza” musi przeprosić. Tak zdecydował sąd. Przeprosi?
Będziemy się oczywiście odwoływać, to jest rażące naruszenie prawa do krytyki prasowej. W ogóle dzieją się rzeczy niezwykłe. Do Towarzystwa Dziennikarskiego dotarła sprawa dziennikarki, która w audycji na żywo „wpuściła” słuchacza na żywo, który powiedział, że nie mamy w Polsce prezydenta, tylko figuranta. Dostała za to naganę, zakaz prowadzenia audycji, a dodatkowo szef Radia Rzeszów skierował także doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa do prokuratury. To jest coś niebywałego!

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich atakuje wszystkich innych dziennikarzy. Czasami trudno w to uwierzyć. I wszystko jest możliwe. Uważam, że zabraknie nam wyobraźni na to, co władza jeszcze może zrobić.

PiS zdecyduje się na „przepchnięcie” tzw. ustawy dekoncentracyjnej? Czy skupi się na „innych” działaniach?
Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Dekoncentracja jest chyba w jakimś stopniu możliwa, ale nie będzie dotyczyła TVN-u, a ich najbardziej boli właśnie ta stacja. Myślę, że na razie będą skupiali się na uderzaniu w inny sposób.

>>>

Duda, Morawiecki, Kaczyński, czyli głupi, głupszy, najgłupszy. Na marginesie COP24

4 Gru

Możemy tylko powtórzyć za znanym amerykańskim aktorem – Arnoldem Schwarzeneggerem, byłym gubernatorem Kalifornii, który tak wyraził się o swoich: „może i obecny rząd jest trochę walnięty”.Pasujące do takiego podsumowania – polskie stanowisko w sprawach klimatycznych, jasno określił prezydent Andrzej Duda.

„Węgiel jest naszym strategicznym surowcem. Suwerenność energetyczna jest fundamentem” – mówił Duda, inaugurując obrady poświęcone walce z ociepleniem klimatu, smogiem i ratowaniem naszej ginącej planety.

Retoryka głowy państwa stanęła tym samym w rażącej sprzeczności z tym wszystkim, o co od lat trwa walka na naszym kontynencie, czyli zastępowanie węgla energią jądrową, wiatrową i tzw. zieloną energią.

Praktyka mówi sama za siebie.  Jakby na przekór obecnej sytuacji klimatycznej i sygnalizowanym zagrożeniom, PiS realizuje własną w tym względzie politykę: mocno np. ograniczył powstawanie farm wiatrowych, choć eksperci są zgodni, że mamy idealny klimat, by z nich korzystać.

Stanowiska PiS–owskich władz Europa nie akceptuje, a słowa prezydenta wygłoszone na COP24 spotkały się z ostrym sprzeciwem.

„Nauka mówi wyraźnie, nie da się uniknąć katastrofy klimatycznej bez odejścia od węgla. Polska musi to zrobić do 2030 roku” – grzmiał na Twitterze Greenpeace Polska.

Krytycy obecnego stanowiska PiS–owskich władz drwią z prezydenta, podkreślając, że zasłania się on koniecznością utrzymania miejsc pracy dla górników i to w sytuacji, gdy dopiero co agencja Reutersa podała, że Polska w 9 miesięcy 2018 r. kupiła za granicą (głównie w Rosji) dwa razy więcej węgla niż rok wcześniej w tym samym okresie!

Dodatkowym powodem do kpin w licznych komentarzach jest to, że o poprawie klimatu świat dyskutuje właśnie w Katowicach i ze strony polskiej do dyskusji stają spółki węglowe… „Klimat będzie ratowany w Katowicach – mieście, które kocha węgiel” – napisał z ironią szwedzki dziennik „Dagens Nyheter”.

CNN cytuje z kolei słowa premiera Mateusza Morawieckiego, który nazwał węgiel „naszym czarnym złotem”, co w obecnej sytuacji można potraktować jak czarny żart.

Rydzyk, pedofilia w Kościele i Dudy katastrofa na szczycie klimatycznym

4 Gru

16-letni Paweł Wenderlich w sierpniu tego roku wziął udział w akcji „Baby Shoes Remember”.

Przed katedrą w Toruniu – wspólnie z wieloma innymi osobami – zawieszał na ogrodzeniu kościoła maleńkie buciki, żeby upamiętnić ofiary księży pedofilów. Wisiały tam także kartki z napisem „Stop pedofilii w Kościele”.

Nastolatek za ten akt solidarności z dziećmi-ofiarami księży pedofilów odpowie przed sądem. Wniosek w sprawie Pawła Wenderlicha i trzech innych osób skierowała toruńska policja.

„Funkcjonariusze, którzy byli na miejscu zgromadzenia przed katedrą, sporządzili notatkę służbową, z której wynikało, że kilka osób zawiesiło na ogrodzeniu buciki dziecięce i kartki” – potwierdziła w wp.pl podinsp.

Wioletta Dąbrowska z Komendy Miejskiej Policji w Toruniu. Funkcjonariuszka powołuje się na art. 63a Kodeksu wykroczeń: „Kto umieszcza w miejscu publicznym do tego nieprzeznaczonym ogłoszenie, plakat, afisz, apel, ulotkę, napis lub rysunek albo wystawia je na widok publiczny w innym miejscu bez zgody zarządzającego tym miejscem, podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny”.

„Jest to niesprawiedliwe, że nasza czwórka jest teraz ciągana po sądach za wyrażenie własnego zdanie i za to, że nie zgadzamy się na to, aby pedofile w sutannach byli przerzucani z parafii do parafii, a ich sprawy były utajniane” – stwierdził Wenderlich w rozmowie z wp.pl. Opowiedział, że policjanci dwukrotnie wcześnie rano pojawiali się u niego w domu. – „We własnym kraju nie czuję się bezpiecznie ani spokojnie, gdyż w każdej chwili obawiam się kolejnego najścia policji. Wszędzie, gdzie jestem, pojawia się patrol policji. Jest to nękanie i próba zastraszenia mnie” – powiedział 16-latek.

Musiało minąć aż 10 miesięcy, żeby prokuratura dopatrzyła się w tych słowach przestępstwa. Wokalistka nacjonalistycznego zespołu Gan Anna B. ze sceny tak „zachęcała” do wysłuchania następnego utworu: – „Słuchajcie, ostatni numer. O tym czerwonym, rudym sku…u, je…m zdrajcy, pomietle k…y Merkelowej. Tusk! Za…ić go, ku…a, nożem prosto w serce!”. Poza występami kobieta była protokolantką w szczecińskim sądzie – już tam nie pracuje.

„Tej pani przedstawiono w piątek zarzut publicznego nawoływania do popełnienia zbrodni. To przestępstwo opisane w art. 255, p. 2 Kodeksu karnego. Z uwagi na dobro śledztwa nie zdradzamy treści wyjaśnień podejrzanej” – powiedział „Gazecie Wyborczej” Witold Błaszczyk, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Piotrkowie Trybunalskim. Annie B. grozi do trzech lat więzienia.

Nie wiadomo, dlaczego prokuratura potrzebowała aż tyle czasu, aby postawić jej ten zarzut. Jak informuje „GW”, od początku miała dowód w postaci nagrania występu Anny B. na festiwalu „Orle Gniazdo”, zorganizowanego w Kępnie pod Łodzią. Fragmenty pokazano w reportażu „Polscy neonaziści” w TVN.

„Ja bym się przyłączył do pierwszej części wypowiedzi premiera Morawieckiego i też bym wezwał Matkę Najświętszą, żeby w opiece miała naród cały i doprowadziła w przyszłym roku, aby ci faryzeusze, obłudnicy i w części skorumpowani ludzie odeszli od władzy w naszym kraju” – tak skomentował w TVN 24 Roman Giertych „słynne” już wezwanie premiera do Matki Boskiej: – „Miej w opiece naród cały, również tych, którzy nie kochają Polski aż tak mocno jeszcze póki co, tak jak my tutaj, tak jak cała Rodzina Radia Maryja”.

Zapytany, dlaczego politycy partii rządzącej tak gremialnie uczestniczą w obchodach urodzin niewielkiej w gruncie rzeczy stacji radiowej, Giertych stwierdził, że „ojciec Rydzyk jest zdolny do zbudowania własnej partii”. – „To jest element, który dla PiS-u jest bardzo groźny. Gdyby powstała partia wokół pana Macierewicza czy wokół Zbigniewa Ziobro, wspierana przez ojca Rydzyka, to byłby realny podmiot, który byłby te między pięć a dziesięć procent zabrać PiS-owi, dlatego PiS tak bardzo zabiega i jest gotowy na klęczkach do Torunia przybywać”.

Mecenas odniósł się także do kwestii skierowania do sądu przez NBP wniosków, dotyczących usunięcia artykułów o aferze KNF. – „Nie ma najmniejszych szans w sądzie, żeby coś takiego się utrzymało, bo byłoby to sprzeczne z konstytucyjną zasadą, która wprowadza w Polsce wolność słowa. Jeżeli mówimy o aferze korupcyjnej, to oczywiście, że media mają prawo o tym pisać i próba zablokowania tego pisania przyniesie odwrotne skutki od zamierzonych” – powiedział Giertych.

Giertych został też zapytany, czy zamierza wrócić do czynnej polityki. – „Nie wykluczam startu w wyborach do Senatu w przyszłym roku” – odparł były wicepremier. Dodał, że nie zamierza zakładać partii politycznej. Jak się wyraził, będzie zabiegał o poparcie partii opozycyjnych, ale nie powiedział, której.

Niezależnie od konfliktu z UE na tle kwestii praworządności, Polska wręcz deklaruje, że nasza energetyka będzie opierała się na węglu także w przyszłości. To w sytuacji, kiedy jest się organizatorem konferencji na szczycie COP, jest w jakimś sensie kontrproduktywne – mówi nam Eugeniusz Smolar, analityk, członek Rady Centrum Stosunków Międzynarodowych, były dyrektor Sekcji Polskiej Serwisu Światowego BBC. – To poważnie ogranicza pole działania polskiej dyplomacji w ramach UE, żeby jednocześnie występować z oczekiwaniami finansowymi, które są absolutnie niezbędne. Te wypowiedzi czołowych PiS-owskich polityków są dobrze znane w stolicach europejskich. Przez naszych partnerów są przyjmowane z oburzeniem, podobnie przez bardzo wpływowe organizacje pozarządowe – dodaje.

JUSTYNA KOĆ: Na trwającym właśnie szczycie klimatycznym COP24 w Katowicach zabrakło wszystkich ważniejszych przywódców światowych: Merkel, Trumpa, Macrona, Putina. Przyjechał prezydent Słowenii i premier Republiki Fidżi. Polska dyplomacja znowu się nie postarała?

EUGENIUSZ SMOLAR: Ja tego tak źle nie widzę, chociaż mam skłonność, aby przypisywać temu rządowi różne nieszczęścia, zresztą w większości przypadków ta krytyka czy zastrzeżenia są uprawnione. W tym wypadku doszło do splotu kilku wydarzeń. Prezydent Macron ma kłopoty z protestami u siebie w kraju, zatem jego nieobecność jest zrozumiała. Liderzy najważniejszych państw wrócili właśnie do swoich krajów po szczycie G20 w Argentynie. Jest jednak jeden element, który nie jest związany z rządami PiS-u, a z oczekiwaniami związanymi ze szczytem COP24 w Katowicach – że uda się wynegocjować konkretne kroki, które będą realizowały porozumienia paryskie. Nie udało się tego zrobić w trakcie COP23 i jest podejrzenie w wielu stolicach, że ze względu na poziom skomplikowania sprawy, interesy poszczególnych państw i ich priorytety gospodarcze nie uda się tego zrobić także teraz. Nie jest wykluczone, że przywódcy największych państw nie chcieli wiązać swojej obecności z ewentualną porażką, zostawili to swoim ministrom i ekspertom, którzy są obecni w Katowicach.

Podejrzewam, że dopiero COP25 pozwoli przypieczętować te wszystkie decyzje i rozstrzygnięcia. To w sposób oczywisty nie jest związane z obecnym polskim rządem, choć mój znajomy ze Stanów Zjednoczonych uważa, że organizacja szczytu klimatycznego w Katowicach to jak zrobić konklawe w burdelu…

Polska jest liderem wśród trucicieli Europy, mówiąc delikatnie.
Pamiętam doskonale, że gdy zaproponowano, aby COP19 zorganizować w Polsce, jako pierwszy z trzech, które Polska miała organizować, to jednym z argumentów była właśnie polska sytuacja w zakresie energetyki. Polska ma ogromne problemy energetyczne związane z przestarzałym systemem energetycznym i grzewczym, które były i nadal są w dużym stopniu oparte na węglu. Polska ma w związku z tym ogromne potrzeby inwestycyjne sięgające dziesiątków miliardów euro. Ponieważ takie rzeczy nie dzieją się w ciągu 10 czy nawet 20 lat, istnieje potrzeba prezentowania światu, a szczególnie UE, pozytywnej polityki i pozytywnego przekazu, że Polska zdecydowanie opowiada się po stronie tych, którzy ze względu na dramatyczna sytuację zmian klimatu na świecie chcą odgrywać pozytywna rolę. Równocześnie

Polska będzie prezentować swoje potrzeby inwestycyjne, aby pozyskać na nie niezbędne środki z UE.

Na razie środki z UE stoją pod znakiem zapytania, bo trwają prace nad połączeniem funduszy z poziomem praworządności.
Niezależnie od konfliktu z UE na tle kwestii praworządności, Polska nie prezentuje w taki sposób swojej polityki, tylko wręcz deklaruje, że nasza energetyka będzie opierała się na węglu także w przyszłości. To w sytuacji, kiedy jest się organizatorem konferencji na szczycie COP, jest w jakimś sensie kontrproduktywne. To poważnie ogranicza pole działania polskiej dyplomacji w ramach UE, żeby jednocześnie występować z oczekiwaniami finansowymi, które są absolutnie niezbędne. Te wypowiedzi czołowych PiS-owskich polityków są dobrze znane w stolicach europejskich. Przez naszych partnerów są przyjmowane z oburzeniem, podobnie przez bardzo wpływowe organizacje pozarządowe. Ich przedstawiciele są obecni w Katowicach i w związku z tym

cały świat usłyszy o polskich planach energetycznych, a na pewno świat zainteresowanych tą problematyką, co ogranicza pole działania polskiej dyplomacji.

Po swoim wystąpieniu prezydent Duda prosto ze szczytu COP udał się na Barbórkę do kopalni w Brzeszczu. To faux pas?
Barbórka jest Barbórką, a Śląsk odgrywa nie tylko w gospodarce, ale i polskiej tradycji bardzo ważną rolę. Nie przywiązywałbym do tego większej roli. Większą wagę przywiązuję do tego, że Polska rozbudowuje Bełchatów, Kozienice, Ostrołękę. Elektrownia Bełchatów jest największym zabójcą klimatu w Europie, emituje najwięcej CO2. Do tego, jak na ironię, spółka PGE została oficjalnym partnerem przy organizacji COP24. Organizacja Prawników dla Ziemi – ClientEarth – w swojej kampanii społecznej podkreśla znaczenie Bełchatowa. To pokazuje, że to nie są sprawy odrębne, tylko wszystkie składają się na ocenę podejścia polityków polskich do tych spraw.

Problem polskiego węgla i kopalń istnieje od dawna, kiedyś bardziej ze względów strukturalnych i ekonomicznych, dziś ekologicznych. Niejeden rząd już połamał zęby na górnikach…
Śląsk zmienił się bardzo w ostatnich piętnastu latach. Dziś brakuje tu elektryków czy operatorów ciężkiego sprzętu, gdy ci wszyscy ludzie są zatrudnieni w kopalniach, gdzie praca jest cięższa, niebezpieczna i zagraża zdrowiu. Gdy wchodziliśmy w okres transformacji w latach 90., w górnictwie było zatrudnionych 380 tys., dzisiaj 75 tys. Zatem zarówno w sensie społecznym, jak i politycznym to nie jest już problem tak bardzo dramatyczny, jak kilkanaście lat temu. W związku z tym istnieje solidna podstawa do zmiany polityki w tej dziedzinie.

Jeśli zestawimy to z rozstrzygnięciem prawnym, które de facto uniemożliwia działanie firm operujących wiatrakami na lądzie, czego nikt dziś na świecie nie rozumie, jeśli dodamy do tego politykę centralizacji systemów energetycznych, gdy cała Europa odchodzi od takiej polityki, to widać, że rząd podąża w innym kierunku niż cywilizowany świat.

Pytanie, dlaczego rząd nie ma w Polsce tej wizji i chęci odejścia od energetyki nastawionej na węgiel. Rząd boi się konfliktu ze związkowcami, którzy już nie raz pokazali, co potrafią, paląc przed Sejmem opony i manifestując z kilofami?
Popierający PiS NSZZ „Solidarność” stał się teraz jego problemem, ponieważ rząd nie jest w stanie wywiązać się ze swoich obietnic przedwyborczych. Stąd te groźne pomruki ze strony NSZZ „Solidarność” w tej czy innej dziedzinie.

W prawicowych mediach ciągle słyszymy, że problem klimatyczny to wymysł neobolszewicki czy lewacki. To oczywiście w jakimś sensie wiąże ręce rządowi, który na poziomie centralnym musi zdawać sobie sprawę z problemu. Rząd musiałby przewartościować cele i dokonać wyborów o konsekwencjach politycznych.

Ograniczenie wydobycia z kopalń, które ze względu na charakter węgla, jego coraz głębsze, a zatem kosztowniejsze do wydobywania pokłady są coraz trudniejsze i droższe, wydaje się rozsądne. Nawet węgiel australijski czy amerykański jest tańszy. W tej sytuacji rośnie import z Rosji. Za decyzje rządu my wszyscy płacimy naszym zdrowiem. Obecne decyzje, niestety, mają charakter czysto polityczny i nie mają nic wspólnego z przyszłą konkurencyjnością naszego przemysłu, o czym tak dużo rozpowiada oficjalna propaganda. Nie chcę się wyżywać na premierze Morawieckim za jego szczytne deklaracje o milionie samochodów elektrycznych. Cena energii ma wzrosnąć w przyszłym roku o kilkadziesiąt procent. Kwestią dobijającą nasz przemysł są też monopole energetyczne. Nie wystawia się ich na konkurencyjność, chociażby z importowaną elektrycznością. Podsumowując,

jest cały szereg problemów, z którymi powinien uporać się rząd i zaproponować, powiedzmy, 10-letni okres sensownych zmian, wcześniej wynegocjować to z opozycją, ponieważ to musi być wieloletnie porozumienie ponadpartyjne. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że jest to bardzo idealistyczne myślenie, bo ten rząd nie negocjuje nawet sam ze sobą. Jednak taką polityką energetyczną rząd nie tylko strzela sobie w stopę, ale nam wszystkim również.

Skoro o szerokich rozmowach z opozycją, to w miniony weekend premier Morawiecki mówił o zmniejszeniu napięcia politycznego: „Nie chcemy, żeby te walki polityczne przypominały walki plemienne, żeby ludzie się tak dzielili. Zapraszamy do merytorycznej współpracy również opozycję, do dyskusji na programy”. Ta wypowiedź to początek kampanii wyborczej i nowa łaskawa twarz PiS-u?
To zostało obliczone na zmianę wizerunku PiS-u, partii radykalnej, która sięga po najostrzejsze środki, aby uzyskać własne cele, zwłaszcza w dziedzinie zmian struktury państwa. Trudno sobie wyobrazić, aby to była poważna propozycja, jeżeli za tym nie pójdą konkretne zmiany w polityce i jej prowadzeniu.

Na razie PiS działa w myśl „najpierw przyłożę wam nóż do gardła, a później się dogadajmy”. Opozycja nie może na to pójść, zresztą byłoby to niezrozumiałe zarówno przez twardych zwolenników PiS-u, jak i tych wszystkich, którzy protestowali i protestują w obronie praworządności i konstytucji.

Zresztą to nie pierwszy raz, kiedy PiS próbuje zmienić twarz. Wcześniej z mniejszym lub większym sukcesem przeprowadzał tego rodzaju operacje, kiedy nagle łagodził swoją retorykę, wykonywał różne gesty pod adresem nie tyle opozycji, co ludzi środka, nie zawsze zdecydowanych. Tak naprawdę zawsze chodziło o grupę, powiedzmy 10 proc., którzy nie są zorientowani co do prawdziwych celów PiS-u, aby przeciągnąć ich na swoją stronę. Mam nadzieję, że tym razem ta sztuka już się nie uda.

Eliza Michalik na koduj24.pl pisze o o Rydzyku, Kościele, łamaniu prawa przez PiS.

Jeśli chce się wygrać z ludźmi, którzy dewastują kraj i grają nieczysto, trzeba za każdym razem, po wielekroć obnażać ich kłamstwa.

Zadzwonił do mnie wczoraj znajomy, mówiąc: – „Oglądałem ostatnią „Gilotynę” (jeden z programów, który prowadzę) i muszę ci powiedzieć, że chyba powinnaś trochę wyluzować z tą krytyką Kościoła. Przesadzasz i to się zaczyna rzucać w oczy”. W „Gilotynie” obśmialiśmy pomysł spowiedzi w Kolejach Małopolskich, całkowity zakaz aborcji, nawet z powodu ciężkich i nieodwracalnych uszkodzeń płodu oraz księży, którzy bardziej niż moralnością interesują się seksem i polityką.

Nie za bardzo więc rozumiałam, o co znajomemu chodzi. Byłam wulgarna? Skłamałam? Wymyśliłam sobie te newsy? Możesz sprecyzować, z czym konkretnie przesadziłam? No i co to według ciebie znaczy „przesadzić”? Jak powinien twoim zdaniem wyglądać komentarz „nieprzesadzony”? – pytałam znajomego. A on zaczął wić się jak piskorz, nie umiał udzielić jasnych i konkretnych odpowiedzi, a w końcu całkiem wycofał się ze swojej opinii.

Zapamiętałam jednak jedno wypowiedziane przez niego zdanie, jeden główny zarzut, który wydaje mi się zarzutem-kluczem i który do dziś we mnie rezonuje: „Za dużo o tym mówisz, wystarczy raz powiedzieć”. Uświadomiłam sobie po chwili, jak wiele razy w moim życiu i w mojej pracy słyszałam to zdanie: „Wystarczy raz powiedzieć”.

Na przykład trzy lata temu, kiedy zaczynał rządzić PiS, po szeregu nocnych głosowań i przemówień prokuratora stanu wojennego Stanisława Piotrowicza, którego partia rządząca zrobiła szefem sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, po wywrzeszczanym z trybuny sejmowej przez Kaczyńskiego „Zamknijcie zdradzieckie mordy, zamordowaliście mi brata”, po zamknięciu Sejmu przed dziennikarzami, niepełnosprawnymi, obywatelami, nawet szkolnymi wycieczkami…. Po nieopublikowaniu przez premiera wyroków TK, po wielokrotnym złamaniu prawa i Konstytucji… Za każdym razem słyszałam: „Za dużo o tym mówisz, wystarczy raz powiedzieć”. I jeszcze „Zaczyna to wyglądać, jakbyś miała obsesję”.

Bo kiedy się powtarzasz, zaczynasz być nieelegancka. Namolna. Kiedy milion razy mówisz, że mierzi cię rozpolitykowanie Kościoła katolickiego, jego jawna chciwość i sprzedajność i handle z politykami, polityczna korupcja, której się dopuszcza i wpływa na ustawy, łamiąc zapisany w Konstytucji rozdział Kościoła od państwa – nie jesteś subtelna. Kiedy zachowujesz się jak pies łańcuchowy, którym w końcu jako dziennikarz masz obowiązek być (to jest twoja praca i podstawowy obowiązek) i szczekasz, gdy łamią demokrację – tracisz ten nieuchwytny francuski charme, jesteś zdecydowana, stanowcza i nieustępliwa – a to takie niekobiece!

A przecież subtelność i elegancja, do której tak często pretendują liberałowie wymaga umiaru. I wtedy dotarło do mnie, że dlatego właśnie przegrywają.

Księża gwałcący dzieci i biskupi, którzy ich kryją i przenosząc z parafii do parafii umożliwiają krzywdzenie kolejnych ofiar, nie uważają, że „raz wystarczy”. Gwałcą i krzywdzą latami, bez umiaru, nie zważając na prasę i sądowe wyroki, robią, co chcą, w poczuciu całkowitej bezkarności.

Tadeusz Rydzyk bierze pieniądze od polityków od lat, ciągle i ciągle, bez umiaru, natarczywie i natrętnie, potrafi je nawet wymuszać umiejętnie, grając swoim wpływem na opinię publiczną. On nie uważa, że „raz wystarczy”.

Ludzie, którzy łamią demokrację i zdewastowali już właściwie państwo prawa, także nie uważali że „raz wystarczy”. Dziś mówią nam, ustami premiera Morawieckiego, że przecież ładnie umeblowali ten nasz wspólny dom, Polskę. Przeprowadzili „remont”, który się bardzo udał – no owszem, było trochę hałasu i brudów (te „małe brudy” to wycofywanie się z UE – przestaliśmy być częścią europejskiego sądownictwa, straciliśmy też zaufanie partnerów z NATO, konflikt dyplomatyczny z Izraelem i atak na ambasador USA za to, że stanęła w obronie wolnych mediów, spadek znaczenia Polski w świecie i utrata bezpieczeństwa, także militarnego), jak to przy remoncie.

I część opinii publicznej, zwłaszcza tej karmionej TVP i radiem publicznym w to wierzy, a wierzy, bo oni nie uważają, że „wystarczy raz powiedzieć”. Nie mają kompleksów i nie boją się, że ktoś ich weźmie za wariatów, bo za często się powtarzają. Oni powtarzają się na zimno, z premedytacją, bo wiedzą, że tak działa skuteczna propaganda, że tylko tak można w umysłach ludzi zaszczepić każde kłamstwo i sprawić, że w nie uwierzą.

Jeśli chce się wygrać z ludźmi, którzy dewastują kraj i grają nieczysto trzeba robić to samo: powtarzać, powtarzać i jeszcze raz powtarzać, tyle że w przeciwieństwie do nich nie kłamstwo, a prawdę. Ciągle i ciągle, od nowa.

Dlatego na pytanie mojego znajomego, jak długo jeszcze zamierzam mówić o Rydzyku, Kościele, łamaniu prawa przez PiS, odpowiadam: tak długo, jak będzie trzeba. Do skutku.

Waldemar Mystkowski pisze o szczycie klimatycznym w Katowicach COP24.

Szczyt klimatyczny COP24 w Katowicach miał być dla Andrzeja Dudy rekompensatą za nieudane obchody 100. rocznicy odzyskania niepodległości. Miesiąc temu władzy PiS nie odwiedził nikt znaczny zza granicy, politycy z Kancelarii Prezydenta odgrażali się, że w grudniu do Katowic zjadą najwięksi i to wówczas dojdzie do pompy, jaka dumnemu narodowi Polaków się należy.

No i COP24 zaczął się. Ledwie wystartował, a rodacy muszą się wstydzić za swego prezydenta i życzyć sobie, aby szczyt skończył się jak najszybciej, ale on będzie trwał dwa tygodnie. My tutaj na miejscu z PiS-em żyjemy na co dzień, inni nie mają tej przyjemności.

Uczestników z całego świata powitał koszmar, który będzie się im śnił już pierwszej nocy w Polsce. Zderzyli się ze scenografią z węgla, hymnem na cześć tej kopaliny, od której świat odchodzi. Za 12 lat ma nie być w ogóle używany, oprócz Polski, która ma zasoby na 200 lat i nie zamierza z eksploatacji zrezygnować. Polska nie ma zresztą żadnej strategii zastąpienia węgla, a wręcz przeciwnie – energia zielona leży, likwidowane są fermy wiatraków, których i tak w kraju jest niewiele

Świat przeciera oczy ze zdumienia, iż w Europie, na tym najnowocześniejszym kontynencie, istnieje taki skansen jak Polska, a jej prezydent wygaduje rzeczy, od których mózg się lasuje. Zapowiadano obecność Angeli Merkel, Emmanuela Macrona, spodziewano się prezydentów Trumpa i Putina, nikt nie kwapił się przybyć, aby firmować żenadę pisowską.

Duda, otwierając szczyt, powiedział cywilizacyjną kalumnię, jakoby węgiel nie szkodzi klimatowi, co jest stwierdzeniem wbrew obowiązującej nauce. Z taką głupotą niemożliwa jest dyskusja. Co zatem możemy z tym prezydentem zrobić, jak mamy postępować z taką władzą, bo Duda tylko powtarza to, co mu kazano powiedzieć.

Ponadto Duda posłużył się kłamstwem, mianowicie stwierdził, iż Polska zmniejszyła o 30 proc. emisję dwutlenku węgla od 1990 roku. Tak, ale to było skutkiem odejścia od najbardziej nieczystej kopaliny energetycznej węgla brunatnego i tak się działo do roku 2012. Od kiedy PiS jest u władzy, emisja CO2 wzrasta i ostatnio – rok do roku – wzrosła o 3,8 proc. Z tych 30 proc zrobiło się raptem 18.

Ocieplenie klimatu z powodu efektu cieplarnianego jest nie do powstrzymania, ludzkość walczy o spowolnienie katastrofy ekologicznej. Wcale nie najczarniejsze scenariusze zakładają, iż najmłodszym obecnie żyjącym pokoleniom w przyszłości odechce się żyć na Ziemi, takie będą panować koszmarne warunki.

Myślenie takich polityków jak Duda i formacji politycznej obecnie nam miłościwie panującej o bliskiej przyszłości jest obojętne. Oni walczą o władzę tu i teraz, po nich choćby potop, choćby katastrofa ekologiczna. Szczyt klimatyczny w Katowicach z powodu zacofania gospodarza może skończyć się klęską. Najważniejsze państwa dojdą i tak do jakiegoś korzystnego konsensusu w sprawie klimatu, nie tu, to gdzie indziej. A Polska w tej kwestii pozostanie klimatyczną Koreą Północną.

❗️Po trzech latach wspaniałych rządów można już zilustrować słynną litanię, wygłoszoną w Sejmie przez p. premier Beatę : „Praca, umiar, pokora, rozsądek w działaniu”.

Konklawe w burdelu. Istota decyzji politycznych PiS

4 Gru

Więcej >>>

>>>

Polska jest gotowa do wzięcia swojej części odpowiedzialności za międzynarodowe bezpieczeństwo, także w wymiarze polityki klimatycznej – zadeklarował w Katowicach prezydent. Ale polityka węglowa prowadzona przez polski rząd cały czas budzi poważne wątpliwości. – Trudno wiarygodnie patrzeć na rządowe deklaracje – przyznaje były wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński. Czy uda się osiągnąć porozumienie? Były wicepremier jest raczej sceptyczny. A sekretarz generalny ONZ w swoim wystąpieniu ostrzegał, że szybkie zmiany klimatyczne to „kwestia życia i śmierci”. – PiS wprowadza nasz kraj do swoistego muzeum energetycznego – dodaje poseł PO Michał Stasińki. Politycy opozycji zwracają także uwagę na wielkich nieobecnych. Na szczycie nie pojawili się Donald Trump, Władimir Putin, Angela Merkel czy Emmanuel Macron.

Otwarcie szczytu klimatycznego w Katowicach

– Świat stoi przed kolejnym historycznym testem. Tu w Katowicach my, światowi liderzy, musimy udowodnić, że jesteśmy gotowi, aby w pełni wdrożyć plan, który zaprojektowaliśmy w roku 2015. Porozumienie paryskie było dokumentem politycznym, który definiował podstawowe założenia światowej polityki klimatycznej – mówił otwierając szczyt klimatyczny COP24 Andrzej Duda.

Prezydent złożył też deklarację, ale na razie bez konkretów: – Podobnie jak 100 lat temu, Polska jest dziś gotowa do wzięcia swojej części odpowiedzialności za międzynarodowe bezpieczeństwo. Tym razem także w wymiarze polityki klimatycznej.

W Katowicach ma dojść do porozumienia dotyczącego tzw. mapy drogowej realizacji porozumienia paryskiego z 2015 roku. Niektórzy mówią, że to szczyt ostatniej szansy. Ale wiele mówi się także o nieobecnych. Nie pojawili się Donald Trump, Władimir Putin, Angela Merkel czy Emmanuel Macron.

Sekretarz generalny OZN wzywa do „szybkiego działania”

– Mamy naprawdę poważny problem, jeśli chodzi o zmiany klimatyczne. Nadal nie robimy wystarczająco dużo, ani nie działamy wystarczająco szybko, aby je zatrzymać – mówił sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres. Podczas swojego wystąpienia na oficjalnym otwarciu szczytu ostrzegał, że dla wielu regionów i krajów zmiany klimatyczne już teraz są „kwestią życia i śmierci”. Przekonywał, że obecna sytuacja klimatyczna wymaga „silniejszej odpowiedzi”, „przejścia na właściwą drogę”, która pozwoli „zmienić nasz świat na lepsze”.

Jaki jest sposób na zmniejszenie emisji CO2? – Musimy wyeliminować dopłaty do paliw kopalnych i zacząć inwestować w 100-proc. czyste źródła energii. Jednocześnie te osoby, które pracują w tradycyjnych regionach gospodarki, muszą zostać przeszkolone, aby odnaleźć się w nowej rzeczywistości gospodarczo-energetycznej – oświadczył sekretarz generalny ONZ.

Piechociński: Wiele osób, które kibicowały Polsce, ma dzisiaj poważne wątpliwości

– Polska wywiązywała się z dotychczasowych zobowiązań, czyli porozumienia z Kioto, co związane było nie tylko z procesami proekologicznymi, ekologicznymi i modernizacyjnymi, ale także restrukturyzacją w polskim przemyśle. Dzisiaj wobec polityki energetycznej do 2040 roku obserwatorzy, którzy kibicowali Polsce, mają wiele wątpliwości, dlaczego rząd w pierwszym odruchu chciał w ogóle skasować lądowe OZE. To była decyzja absolutnie niezrozumiała – przyznaje w rozmowie z wiadomo.co Janusz Piechociński.

Czy w Katowicach możliwe jest osiągnięcie porozumienia? Były wicepremier i minister gospodarki jest raczej sceptyczny. – Osiągnięcie porozumienia będzie bardzo trudne. Nieobecność najważniejszych przywódców powoduje, że nie wyjdzie się poza pewne deklaracje i instrukcje. Po stronie wielkiej Ameryki nie ma chęci porozumienia. Łatwiej się obiecuje, niż później to realizuje. Łatwiej było w Paryżu ogłosić, kto i do czego się zobowiązuje, niż w Katowicach przyjąć scenariusz realizacyjny, kto, za ile i jakimi metodami zredukuje emisję CO2 – przyznaje.

Kolejne ważne pytanie – czy w Polsce jest klimat do zmiany polityki węglowej? – Trudno wiarygodnie patrzeć na rządowe deklaracje. Dyskusja o polityce energetycznej Polski do 2040 roku jest bagatelizowana i chaotyczna. W czasie szczytu w Katowicach właśnie tam i w regionie trwają Barbórki. Co innego jest napisane w polityce strategicznej tego rządu, a co innego w listach do związków zawodowych i górników – odpowiada Piechociński. I dodaje: – Spada wydobycie węgla, a dramatycznie rośnie import węgla. Jesteśmy coraz bardziej zależni od dostaw ze wschodu. Coraz więcej przejść granicznych jest obciążonych przeładunkami rosyjskiego węgla. Żeby nie okazało się, że bronimy tańszego węgla, płacimy za import węgla duże pieniądze, a później za emisję spalania tego węgla. Rząd będzie musiał położyć na stole konkretne argumenty. Czy stać nas na taką rozrzutność?

Były wicepremier ma też apel do nas wszystkich: potrzebny jest „powszechny zryw, jeżeli chodzi o oszczędność energii”. – Wymiana żarówek, oświetlenia, podniesienie efektywności, poprawienia przesyłu. Były takie dni w listopadzie, że Polski konsument miał największą cenę energii w Europie – przekonuje.

„Jesteśmy na etapie węgla łupanego”

– Jeżeli chodzi o ochronę klimatu rząd PiS-u jedno mówi, a drugie robi. Pierwszym dowodem jest lista uczestników tego szczytu, która jest odzwierciedleniem odwrotnie proporcjonalnym do tego, jakie mamy w Polsce powietrze – mówił na konferencji prasowej poseł PO Andrzej Czerwiński.

Podczas gdy świat stawia na czystą energię, co robi rząd PiS-u? – W jaskrawej sprzeczności przygotowuje politykę energetyczną państwa, która przewiduje, że do 2040 roku w naszym systemie będzie 35 proc. udziału węgla. Smog dokucza wielu miastom w Polsce, w tym uzdrowiskowym. Jakie są ceny energii, wszyscy widzą. Przez wyeliminowanie najtańszych źródeł energii, zwiększamy ilość energii produkowanej z węgla. Paradoksalnie zwiększamy import węgla z Rosji – wylicza polityk opozycji.

Na jakim etapie jest polska polityka klimatyczna? Bardziej obrazowo mówi o tym poseł Platformy Michał Stasińki: – Jesteśmy na etapie kamienia łupanego, a właściwie węgla łupanego. Polityką energetyczną w wydaniu PiS wprowadzamy nasz kraj do swoistego muzeum energetycznego. Na pewno nie prowadzi ona do tego, aby Polacy oddychali czystym powietrzem, mieli tani prąd i aby wreszcie była to polityka produkcji taniej i zdrowej energii.

Mistyków z całego świata zawstydził na Szczycie Klimatycznym w Katowicach prezydent Andrzej Duda – dowiaduje się ASZdziennik. Prezydent zaryzykował własnym ciałem i udowodnił, że węgiel nie szkodzi. Na oczach gości z ONZ przeszedł się boso po rozżarzonych węglach.

– Użytkowanie własnych zasobów naturalnych, czyli w przypadku Polski węgla, i opieraniu o te zasoby bezpieczeństwa energetycznego, nie stoi w sprzeczności z ochroną klimatu – ocenił prezydent w swoim przemówieniu w czasie COP24.

(Tak, Andrzej Duda naprawdę tak powiedział – przyp. red.)

O tym, że nie są to tylko puste słowa, goście z całego świata przekonali się na własne oczy.

Andrzej Duda rozkazał obsłudze wnieść na salę worek z węglem kamiennym, osobiście rozpruł go długim ostrym nożem, wysypał węgiel na środek sceny, polał benzyną i podpalił – donoszą świadkowie.

– Na sali zrobiło się cicho jak makiem zasiał, z głośników popłynęła psychodeliczna muzyka, a prezydent Polski zdjął buty, rozgarnął patykiem żar i stukając w nim o posadzkę ogłosił, że oto nadeszła próba ognia – napisali zdumieni dziennikarze CNN na Twitterze.

Jak prezydent powiedział, tak zrobił, a iskry się go nie imały! Ogień nie zdążył nawet przygasnąć, a prezydent otrzepując popiół ze stóp oświadczył niedowiarkom z całego świata, że czuje się teraz o niebo lepiej, poprawiło mu się krążenie, jest bardziej pewny siebie i nie ma dla niego rzeczy niemożliwych.

Dlatego jeszcze raz powtórzył swoje słowa o tym, że energetyka oparta na węglu nie stoi w sprzeczności z ochroną klimatu. Szacuje się, że krótkim i widowiskowym spacerem przekonał do alternatywnej medycyny opartej na węglu nie tylko zwolenników altmedu.

Ucieszyli się też eksporterzy węgla z Rosji i zarząd Elektrowni Bełchatów.

Działanie prezesa NBP należy odczytywać jako próbę wprowadzenia cenzury i zamiatania afery KNF pod dywan – mówi poseł PO Arkadiusz Myrcha. Chodzi o złożone przez NBP wnioski, które mają na celu wyeliminowanie z obiegu artykułów medialnych opisujących aferę KNF. Według polityków opozycji to naruszenie art. 44 Prawa prasowego, mówiącego o „tłumieniu dozwolonej krytyki”. Dlatego złożyli w tej sprawie z zawiadomienie do prokuratury.

Wnioski Prezesa NBP

Narodowy Bank Polski wystąpił do sądu z wnioskiem o tzw. zabezpieczenie wobec redakcji za artykuły o KNF. Poinformowała o tym Polska Agencja Prasowa.

Wnioski dotyczą dziewięciu artykułów, w których przewija się w kontekście tej afery nazwa NBP i nazwisko jej prezesa Adama Glapińskiego, od lat związanego z PiS. Narodowy Bank Polski uważa, że naruszają one dobra osobiste NBP poprzez powiązanie prezesa NBP z aferą KNF.

Pozytywna decyzja sądu może w praktyce oznaczać nie tylko konieczność wycofania publikacji w Internecie, ale także tych papierowych. A to przecież jest nierealne.

Sąd Okręgowy w Warszawie ma rozpoznać wnioski NBP na posiedzeniu niejawnym, najprawdopodobniej jeszcze w tym tygodniu.

„Próba wprowadzenia cenzury”

– To jest afera, która dotyczy korupcji na najwyższych szczytach władzy, która sięga zarówno KNF-u, jak i najważniejszych osób z PiS. Wszyscy widzimy, jak nieporadnie w tym zakresie działają organy ścigania, jak nie radzi sobie z tym prokuratura i służby podległe ministrowi Mariuszowi Kamińskiemu. Jedyną możliwością wyjaśniania tej afery są informacje medialne, gdyż PiS nie wyraża jakiejkolwiek woli na powołanie komisji śledczej w tej kadencji Sejmu – mówił na konferencji prasowej Arkadiusz Myrcha z PO.

Według polityka opozycji złożenie takich wniosków przez Prezesa NBP „należy odczytywać wyraźnie”. – To jest próba wprowadzenia cenzury i zamiatania tej sprawy pod dywan. Składanie wniosków o zabezpieczenie, w momencie kiedy PiS przejęło sądy i kontrolę nad nimi, może wprost dawać sygnał, że będą je wykorzystywali do tego, żeby afery PiS-u nie ujrzały światła dziennego – tłumaczy.

Dlatego PO też zdecydowała się na działanie. – Składamy zawiadomienie do prokuratury o wszczęcie postępowania, czy prezes Glapiński nie wykorzystuje swojego urzędu po to, żeby wprowadzać w Polsce cenzurę i ograniczyć media w zakresie dozwolonej krytyki – zapowiedział poseł Myrcha. On nie ma wątpliwości, że to, co robi prezes Glapiński, wyczerpuje znamiona opisane w art. 44 Prawa prasowego, czyli tłumienie dozwolonej krytyki.

Zacofanemu PiS-owi nic innego nie pozostaje – tylko Polexit, aby trzymać naród za mordę.