Tag Archives: Bartosz Wiciński

Kaczyński płaci z naszych pieniędzy za miłość wyborców

31 Mar

Tutaj >>>

Wierzę, że moja 26-letnia praca w pomocy humanitarnej i rozwojowej dała mi doświadczenie, które mogę przenieść na forum PE. Chcę w ten sposób przypomnieć o idei solidarności” – tak uzasadnia swój strat w wyborach do Parlamentu Europejskiego Janina Ochojska. Jest ona liderką Koalicji Europejskiej na Dolnym Śląsku. Jej kontrkandydatką z listy PiS będzie obecna minister edukacji Anna Zalewska.

Najnowszy spot wyborczy Koalicji Obywatelskiej porównuje dokonania obu pań, stawiając pytanie: „Czy widzisz różnicę między kandydatkami? Przed nami wielki wybór”.

W spocie lektor przypomina całą działalność charytatywną Ochojskiej, m.in. budowę studni w Sudanie, akcję dożywiania dzieci – Pajacyk. O Annie Zalewskiej usłyszymy, że „w zaledwie trzy lata zniszczyła system edukacji, a jeden z jej najbliższych współpracowników został oskarżony o wyprowadzenie pieniędzy z PCK.”

Dodać należy, że Grzegorz Schetyna podczas sobotniej konwencji we stolicy Dolnego Śląska zapowiedział złożenie przez PO wniosku o wotum nieufności wobec minister Zalewskiej za „niszczenie polskiej szkoły.” Przy okazji lider PO wytknął partii rządzącej, że wstydzi się własnej kandydatki, nie pozwalając jej wystąpić podczas konwencji PiS.

Niedługo łatwiej będzie napisać o grupach, które nie są w fazie przygotowywania lub zapowiadania akcji protestacyjnych, ponieważ liczba tych gotujących się do wyrażenia dezaprobaty wobec rządu rośnie lawinowo. Niebagatelną rolę we wzniecaniu ludowych powstań odgrywa wielki plan nazywany “piątką Kaczyńskiego”. To zapowiedź kolejnego transferu finansowego – który opiewa w przyszłym roku na kwotę 40 mld zł – przelała czarę goryczy wśród niepełnosprawnych oraz lekarzy, nie wspominając o nauczycielach. Szastanie pieniędzmi oraz narracja wielkiego sukcesu ekonomicznego, jaki miała odnieść Zjednoczona Prawica, powoli zaczyna działać na niekorzyść rządzących.

24 organizacje zrzeszające osoby niepełnosprawne i ich opiekunów zapowiedziały przyjazd do Warszawy na protest, który ma się odbyć trzy dni przed wyborami do Parlamentu Europejskiego i ma na niego przybyć około dwóch tysięcy manifestantów. Środowiska osób niepełnosprawnych poczuły się wykluczone po ogłoszeniu partyjnego biuletynu wyborczego ociekającego monstrualnymi pieniędzmi. Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy i Naczelna Rada Lekarska domagają się podjęcia natychmiastowych działań naprawczych w służbie zdrowia. W okolicach szpitali w największych miastach pojawiły się billboardy z apelem – “Pacjenci w kolejkach i lekarze na dyżurach umierają. Rządzący opamiętajcie się”. To wstęp do akcji, która może się zakończyć ogólnopolskim protestem.

Do lekarzy i osób niepełnosprawnych dołączają pracownicy cywilni wojska. Wczoraj na stronie internetowej NSZZ Pracowników Wojska pojawił się komunikat mówiący o braku dobrej woli ze strony MON do rozwiązania problemów niskich płac – “(…) Do Zarządu Głównego wciąż napływają żądania zorganizowania akcji protestacyjnej w różnych formach. Wykonując ustawowe i statutowe powinności wobec pracowników i związkowców, w najbliższym tygodniu będzie posiedzenie Zarządu Głównego, na którym zostanie podjęta decyzja o zakresie i formach protestu, informacje przekażemy do 10 kwietnia br”. 

Sekretarz związku Elżbieta Romańska w rozmowie z Polską Agencją Prasową powiedziała, że posiedzenie Zarządu Głównego jest planowane na 3-5 kwietnia i wtedy ma zapaść decyzja dotycząca protestów – “Ludzie są bardzo niezadowoleni, bardzo rozczarowani, całymi dniami odbieram telefony w tej sprawie. Związkowcy na nas wymuszają protest, więc musimy go zorganizować. Protest na pewno będzie” – oznajmiła Romańska. Działacze nie przyjęli propozycji MON, zawierającej podwyżkę 300 zł brutto i domagają się dołożenia do tej kwoty 250 zł.

Miał być przepis na sukces, wyszedł przepis na protesty. Dwa miliony widzów ogląda codziennie flagowe “Wiadomości” TVP, które ociekają miodem, jaki płynie od rządu w stronę społeczeństwa. Nie ma dnia, żeby ktoś z obozu rządzącego nie powiedział o fantastycznym rządzie, z wypchanymi kieszeniami od pieniędzy. Chociaż ostatnio to się zmieniło i Zjednoczona Prawica wysyła sygnały o zadłużeniu się na obietnice wyborcze. Tylko kogo to dzisiaj obchodzi? Przez trzy lata tak rozhuśtano oczekiwania, że nikt nie przyjmuje do wiadomości informacji, że nagle pieniądze się skończyły. Przez trzy lata mordowano systematycznie w społeczeństwie racjonalność i zdroworozsądkowe podejście do publicznego grosza, a “piątka Kaczyńskiego” była śmiertelnym ciosem dla społecznej trzeźwości umysłów, rozpalając do czerwoności ekstrawagancję finansową Polaków. Pretensje o to, że ludzie mają w oczach złotówki, rząd może kierować tylko do siebie.

Prawo i Sprawiedliwość poczuło, że może na fali strachu przed dyrektywą potocznie zwaną “ACTA 2” podnieść swoje słupki poparcia, szczególnie wśród młodych wyborców. Z tego powodu dzisiejsza konwencja PiS odmieniała “wolność” przez wszystkie przypadki, a politycy prawicy grzmieli, że postawią tamę cenzurze i ograniczaniu wolności internetu. Szybko jednak okazało się, że to szczególny wyraz hipokryzji władzy, na co zwrócił uwagę Rzecznik Praw Obywatelskich. Adam Bodnar przypomniał bowiem premierowi, że to właśnie Prawo i Sprawiedliwość  już trzy lata temu odebrało Polakom prywatność w sieci:

Chodzi o głośne zmiany autorstwa rządu, które dały służbom bezprecedensowy dostęp do danych o obywatelach z pominięciem zgody sądu. Tak podległa Ziobrze prokuratura, jak i policja oraz służby specjalne stały się w zasadzie bezkarne w inwigilowaniu Polaków, co mimo olbrzymiej wagi nie spotkało się jednak z dużym oporem społecznym. Obecnie wbrew obiegowej opinii sądy muszą wyrazić zgodę już tylko na podsłuchy i kontrolę operacyjną, podczas gdy bilingi czy właśnie dane internetowe mogą podlegać tylko raz w miesiącu ewentualnemu następczemu wglądowi ze strony sądów.

Sprawa ta zaniepokoiła wówczas Komisję Wenecką, która skierował do rządu specjalną opinię w tej sprawie. Dokumenty komisji nie są wiążące, a na dodatek od czasu sporu o niezależność Trybunału Konstytucyjnego całkowicie przez polski rząd ignorowane, stąd do dziś nie doczekały się odpowiedzi.

O inwigilacji ze strony podległych rządowi organów internauci się jednak nie dowiedzą, ponieważ taka jest natura przyjętego prawa. Stąd właśnie deklaracje Mateusza Morawieckiego i Jarosława Kaczyńskiego o obronie wolności internetu są szczególnym wymiarem hipokryzji.

Rząd PiS jest bowiem tym, który dąży do absolutnej, quasi autorytarnej kontroli nad obiegiem informacji w Polsce. Upolitycznienie mediów, próba zamykania w sądach ust dziennikarzy to dziś w Polsce codzienność, a żeby sobie to uzmysłowić warto sięgnąć do reakcji obozu władzy na sprawy wynagrodzeń w NBP i taśm prezesa PiS. Z tego punktu widzenia ACTA 2 będzie dla twórców i użytkowników sieci zapewne uciążliwa, to jednak może w ostatecznym rozrachunku okazać się mniej niebezpieczna od zapędów krajowych służb kierowanych interesem politycznym jednego obozu. W niczym nie umniejsza to potrzebie dyskusji o ACTA 2, ale i tu trzeba mieć świadomość, że obecny kształt dyrektywy odbiega daleko od tego, któremu podczas pierwszego głosowania sprzeciwiała się tak dziś krytykowana za hipokryzję Platforma Obywatelska. W celu uzyskania konsensusu w Europarlamencie znaczną część ograniczających wolność internetu zapisów usunięto, choć bez wątpienia część zagrożeń pozostała. Jednak PiS nie jest w stanie obiecać tutaj jakiejkolwiek ochrony wolności słowa ponad tę, którą dopuszcza sama dyrektywa. Jest bowiem kolejnym kłamstwem to, że rząd może sobie wybrać z tego dokumentu tylko to, co mu się podoba. Jednak wcielenie w życie ACTA 2 nastąpi już po maratonie wyborczym i nikogo na Nowogrodzkiej sprawa nie będzie już wtedy specjalnie obchodzić.

Nieatrakcyjny starzejący się prezes z brzuchem próbuje kupić względy wyborców, płacąc im z ich własnych podatków.

Czym by tu Polaków nastraszyć? Seksualizacja dzieci, straszne LGBT, ACTA2, trotyl na tupolewie – Prawo i Sprawiedliwość miota się w panice, próbując znaleźć magiczne zaklęcie otwierające drogę do serc elektoratu. W wyborach parlamentarnych 2015 roku takim cudownym wytrychem była groźba zalewu uchodźców przynoszących na rękach egzotyczne bakterie, dokonujących zamachów i gwałcących polskie kobiety. Rzeczywiście PiS-owi udało się tym wtedy obywateli nastraszyć i nawiązać z nimi emocjonalny kontakt. Tu tkwiła tajemnica znakomitego wyniku wyborczego, nie w programie 500 plus, w którego realizację przed wyborami mało kto wierzył.

Wszystkie straszaki prezesa

Jak daleko sięga nasza pamięć, Jarosław Kaczyński zawsze posługiwał się tą samą metodą: wynajdywał jakiegoś czarnego luda, którego zdemonizowany wizerunek prezentował Polakom, i obiecywał: ja was przed nim obronię. W latach 90. była to uwłaszczona nomenklatura, niezlustrowani konfidenci SB, bezduszni monetaryści, agenci WSI, potem przyszła kolej na brukselskich okupantów i spiskowców, którzy wspólnie z Putinem w gęstych kłębach sztucznej mgły wysadzili w powietrze tupolewa. Dopiero jednak uchodźcy okazali się tym kamieniem filozoficznym polskiej polityki, którego prezes przez całe życie szukał.

Do dziś kamień utracił cudowną moc. Najwyraźniej nie działa też żaden z kolejnych straszaków, po który sięga partia Kaczyńskiego. Propagandyści „dobrej zmiany” skaczą więc od sloganu do sloganu, co tylko pogłębia wrażenie kryzysu i bezsilności.

Zaledwie dwa tygodnie temu cała czołówka partii rządzącej i wszystkie jej media rzuciły się na homoseksualistów, którzy ponoć ostrzą sobie zęby na polską dziatwę. Minęło kilkanaście dni i co? Głucha cisza. Okazało się, że ta broń jest groźna dla samego PiS-u, który pozostaje w symbiozie z katolickim klerem, ostatnio powszechnie postrzeganym (być może chwilami już nawet przesadnie) jako siedlisko seksualnych patologii.

Przez chwilę na horyzoncie mignęła też uchwalona przez europarlament dyrektywa, którą propagandyści „dobrej zmiany” określili mianem ACTA2 – ale i ten temat „nie żre”, na pewno więc szybko zostanie porzucony mimo wysiłków prezesa, który jeszcze w sobotnim wystąpieniu wrócił do tej sprawy.

Zamożny prezes oferuje sponsoring

W tej sytuacji Kaczyński próbuje pozyskać wyborców hojnymi prezentami. Tyle że w ten sposób w gruncie rzeczy obnaża swą słabość i nieatrakcyjność politycznej oferty PiS-u. Wielu zamożnych starszych mężczyzn zna to z własnego doświadczenia: w pewnym wieku fizyczny magnetyzm znika i trzeba zacząć sięgać do portfela. Opieranie więzi pomiędzy partią a wyborcami na chaotycznym i nieumiarkowanym rozdawnictwie przypomina relację między starzejącym się brzuchatym sponsorem a młodą atrakcyjną kobietą, którą ten stara się pozyskać pieniędzmi i prezentami.

Gotów jestem założyć się, że przez sporą część elektoratu jest to odczytywane jako kolejny przejaw słabości PiS. Władza wymyka się prezesowi z rąk – myśli niejeden wyborca – więc coraz głębiej sięga do sakiewki (nie swojej zresztą, lecz publicznej) i sypie pieniędzmi na lewo i prawo. A w tym samym czasie nauczycielom mówi, że na podwyżki dla nich środków nie ma.

Co więc zostaje PiS-owi? Może jeszcze spróbować sięgnąć po metody złośliwego skrzata, który po nocach sika do dzbanka z mlekiem. Właśnie tą drogą poszli Karol Guzikiewicz ze stoczniowej „Solidarności” i wojewoda pomorski. Żeby zrobić kuku samorządowcom i opozycji, zarejestrowali zgromadzenie cykliczne pod pomnikiem poległych stoczniowców 4 czerwca. Właśnie tam planowali się zebrać w tym dniu oponenci PiS-u, broniący zdobyczy polskiej demokracji i państwa prawa przed „dobrą zmianą”.

Ciekawe czy ta metoda walki przysporzy PiS-owi wielu nowych wyborców. Jak myślicie?

Reklamy

Duda: Dzisiaj pałac, jutro ciupa, nie prezydent, tylko d..a

28 Mar

Jak informuje RMF FM gorąco było w środę podczas posiedzenia rządu.  W budżecie nie ma wolnych pieniędzy, więc premier zapowiedział radykalnie zwiększenie dziury budżetowej.

To jest trudne do zaakceptowania dla szefowej resortu finansów Teresy Czerwińskiej, która odwołuje się do analiz ostrzegających przed nadchodzącym spowolnieniem gospodarczym. To oznacza, że spłacanie zaciąganych teraz długów może być bardzo trudne.

W tej sytuacji Czerwińska stanowczo wezwała swoich kolegów z Rady Ministrów do wielomiliardowego zaciskania pasa – ustalili reporterzy RMF FM.

Podkreśliła, że trzeba bardzo roztropnie rozplanować finansowanie obietnic takich jak 500 plus na pierwsze dziecko i 890 złotych jednorazowego dodatku dla emerytów.

Oświadczyła, że chce, by każdy resort znalazł oszczędności. „Każdy minister w swoim resorcie musi być takim „miniministrem” finansów, który znajdzie tę elastyczność podatkową” – tłumaczyła Czerwińska, co wywołało ostre spięcie z szefami resortów.

Każdy z nich boryka się ze swoimi problemami, a niektóre są w dramatycznej sytuacji, jak choćby MEN i nadchodzący strajk nauczycieli.

Nie lepiej jest w ministerstwie zdrowia MON czy MSWiA. Oszczędności oznaczają dla ministrów kłopoty – z podległymi służbami i opinią publiczną.

Trwa rozgrzewka przed najważniejszym meczem w eliminacjach. Na płytę stadionu, którego murawa przypomina kartoflisko, w świetnych nastrojach wybiegają kolejni zawodnicy. Selekcjoner zalecił każdemu z nich pięć skłonów, przysiadów i fikołków, po pięć podbić piłki głową, stojąc na jednej nodze, a na koniec zarządził sprint na pięciometrowym odcinku. Ze względu na kontuzję indywidualnie trenuje reprezentacyjna bramkarka, która pomimo bólu nogi, ręki i głowy w ostatniej fazie rozruchu musi obronić pięć karnych. Tak mniej więcej wygląda obraz przygotowań do zaordynowanego przez prezesa Kaczyńskiego meczu z drużyną, której wartość w kolejnym sezonie wyniesie rekordowe 40 mld zł.

Dziennik Gazeta Prawna pisze dzisiaj, że do ćwiczeń rozciągających doszły szpagaty – “W najbliższych dniach do resortów może trafić pismo nakazujące ministrom szukać rezerw i zastanowić się nad możliwymi cięciami w wydatkach na przyszły rok. Wbrew pozorom możliwości jest sporo” – pisze dziennik. Gazeta zapytała poszczególne ministerstwa, czy coś im wiadomo na ten temat, ale wydźwięk odpowiedzi był negatywny, oprócz MSWiA – “Informacje o które pan pyta, są zawarte w uzasadnieniu do projektu ustawy o jednorazowym świadczeniu pieniężnym dla emerytów i rencistów w 2019 r.” – odpisało biuro prasowe. Emerytura+ dla służb mundurowych ma być sfinansowana z oszczędności MON, MSWiA oraz Ministerstwa Sprawiedliwości.

DGP zawraca uwagę, że wydatki budżetowe urosły od 2015 roku z 331 mld zł do 416 mld zł – “W wielu przypadkach rosły automatycznie, odłożyło się trochę tłuszczu i jest z czego ciąć” – mówi anonimowo osoba z rządu. Gazeta przeprowadziła prosty rachunek – “Gdyby więc ściąć wszystkie wydatki o 1 proc., to oszczędności wyniosłyby 4 mld zł przy 5-proc. cięciu jest już około 20 mld zł. A więc ponad połowę sumy potrzebnej na piątkę” – czytamy. Bogatym łowiskiem, na które prawdopodobnie wybierze się Morawiecki, jest MON i resort pracy, gdzie można wprowadzić korekty w wydatkach na zwalczanie bezrobocia.

Niezawodny Krzysztof Brejza z Platformy Obywatelskiej ujawnił w drugiej połowie ubiegłego roku, że w szczytowym momencie rządy Szydło i Morawieckiego liczyły ponad 120 ministrów i wiceministrów, co było rekordem na tle poprzednich rządów. Jeżeli tego rodzaju tłuszcz miała na myśli osoba z rządu, to można przyklasnąć, ale są duże obawy, że to marzenie ściętej głowy. Prezes Prawa i Sprawiedliwości ściąga swoimi pomysłami same kłopoty na głowy rozpasanych ministrów. Najpierw przyznali sobie gigantyczne nagrody, a pożar, jaki wybuchł, trzeba było gasić pijarowym oddaniem pieniędzy oraz obniżką uposażeń poselskich. Oczywiście do dzisiaj nikt nie wie, czy otrzymane gratyfikacje zostały przekazane na szczytne cele.

Teraz na tapetę do resortów wjechała na sygnale “piątka Kaczyńskiego”, która jak już wiemy, nie została wcześniej policzona i oszacowana, bo dopiero po fakcie zaczęto szukać form sfinansowania wielkiego planu. Naturalnie można bić brawo, jeżeli dojdzie do redukcji wiceministrów, ale są w ministerstwach pola, na których uszczuplenie wydatków może po prostu wywołać jeszcze większy syndrom “dziadostwa państwa”. “Piątka Kaczyńskiego” może stać się niebezpieczna dla sprawnego funkcjonowania państwa, jeżeli dochody budżetowe zaczną spadać. Ale w tym wszystkim może być inny haczyk, którym jest zmiękczenie postawy nauczycieli domagających się podwyżek. Wysłanie sygnału o powszechnej finansowej mobilizacji w ministerstwach jest wyraźną zapowiedzią o dojściu do ekonomicznej ściany.

Przed szczecińskim Sądem Okręgowym rozpoczął się proces Pawła Jackowskiego. Prokuratura oskarżyła go o to, że 29 lipca 2018 r. publicznie znieważył Andrzeja Dudę poprzez „wystawienie na ogólny widok wulgarnego słowa”.

Chodzi o wierszyk ułożony przez Jackowskiego: – „Dzisiaj pałac, jutro ciupa, nie prezydent, tylko d..a”. W oryginale słowo było napisane w pełnym brzmieniu. Tekst widniał na niedużej tablicy, z którą Jackowski stanął na trasie przejazdu prezydenckiej kolumny. Duda jechał do obozu harcerskiego koło Nowego Warpna nieopodal Szczecina. Policjanci spisali Jackowskiego, a prokuratura postawiła mu zarzut znieważenia prezydenta.

„Zgadzam się, że jest tam dosadne określenie, ale jest to de facto satyryczna rymowanka. Moim zamiarem nie było znieważenie, chciałem jedynie wyrazić swój krytyczny stosunek do sprawowania urzędu przez prezydenta RP, ponieważ uważam, że urąga on stanowisku prezydenta. Sankcjonuje łamanie prawa, niszczy demokrację, łamie Konstytucję” – mówił przed sądem Jackowski. Tłumaczył też, dlaczego użył takiego dosadnego określenia. – „W moim rozumieniu słowo d..a odnosi się do sytuacji beznadziejnej, bez wyjścia, natomiast jeżeli chodzi o osobę, to dotyczy ona kogoś niezaradnego, niepotrafiącego się odnaleźć, osoby bezwolnej, podatnej na wpływ innych, sterowalnej, słuchającej poleceń innych” – stwierdził. Jackowski uważa, że w przyszłości po osądzeniu przez Trybunał Stanu Andrzej Duda powinien znaleźć się w więzieniu.

Dodał, że nie rozumie, dlaczego jego słowa są traktowane jako znieważenie, skoro w przestrzeni publicznej pojawią się bardziej obraźliwe określenia. Jackowski przytaczał słowa Jarosław Kaczyńskiego, który mówił, że „oni stoją tam, gdzie stało ZOMO” czy Joachima Brudzińskiego o „komunistach i złodziejach”. – „Byłem nazywany drugim sortem, elementem animalnym” – podkreślał Jackowski. Sąd odroczył rozprawę do 17 maja, kiedy to zostaną przesłuchani świadkowie.

Waldemar Mystkowski pisze o Donaldzie Tusku w kontekście Brexitu.

Jarosław Gowin zaznał goryczy dotkliwej porażki z Donaldem Tuskiem, gdy zamarzył sobie wystartować na szefa Platformy Obywatelskiej. Nie był to kompromitujący wynik 1:27, jaki na zawsze opisze kompetencje Beaty Szydło i Jacka Saryusza-Wolskiego, niemniej daje pojęcie o walorach profetycznych i intelektualnych obecnego wicepremiera rządu PiS.

Gowin tym razem nie stawia swojej osoby w szranki z obecnym szefem Rady Europejskiej, lecz chętnie postawiłby jakieś pieniądze u bukmachera, aby choć symbolicznie zmierzyć się z Tuskiem. Tym razem Gowin zajmuje się przewidywaniami co do wyborów prezydenckich, twierdząc, że Tusk „wystartuje w wyborach prezydenckich” i właśnie w związku z tym „postawiłby pieniądze” u buka.

Tusk w tej chwili rozgrywa swoją polityczną partię życia, a stawka jej jest zdecydowanie wyższa niż prezydent RP. Były premier jest głównym negocjatorem ws. Brexitu. Tusk prezentuje stanowisko zatrzymania Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej i ma poparcie większości Brytyjczyków, w tym 6 milionów, którzy podpisali się pod petycją dotyczącą pozostania ich ojczyzny w UE.

Niezależnie od tego, jak skończy się Brexit, Tusk jest oceniany jako jeden z najważniejszych polityków europejskich, z którym liczą się wielcy tego świata. Do tego Tusk ma świadomość, że Brexit może w czasie wyprzedzać Polexit, wyjście Polski z Unii Europejskiej.

Bardzo wiele wskazuje, że Polexit jest głównym celem polityki PiS, choć Jarosław Kaczyński i jego akolici nie przyznają się do tego, bowiem Polacy są euroentuzjastami. Pisowcy nazywają to inaczej, jak choćby Witold Waszczykowski, który mówi o „drastycznym obniżeniu poziomu zaufania do Unii Europejskiej”.

Jednym z etapów drastycznego obniżenia poziomu zaufania do Unii jest niedawny wyrok pseudo Trybunału Konstytucyjnego w sprawie wyboru sędziów KRS przez polityków. Ten wyrok zderzy się z orzeczeniem Trybunału Sprawiedliwości UE w tej samej sprawie, acz definiującym inaczej, czy taki KRS jest zgodny z prawem unijnym. Oczywiście, że nie. Będą z tego takie konsekwencje, że Polska rządzona przez PiS poniesie konsekwencje nie tylko polityczne, ale i sankcje finansowe, które nałoży Bruksela.

Tak będzie wyglądało „drastyczne obniżenie poziomu zaufania”. PiS w tej kwestii ma przećwiczoną śpiewkę: „nam się należy”, mimo że ich władza nie trzyma standardów demokracji zachodniej.

A Tusk w sprawie Brexitu ćwiczy możliwość pre-Polexit, który szykuje nam PiS. Oby i w tej kwestii Gowin, a za nim pozostałe marionetki Kaczyńskiego – Szydło, Mateusz Morawiecki et consortes – zaznały goryczy porażki.

Reforma Ziobry – dewastacja śledztw. Czerwińska nie zgadza się na populizmy pokrak Kaczyńskiego i Morawieckiego

19 Mar

W minionym tygodniu resort sprawiedliwości ogłosił drugi etap “reformy” wymiaru sprawiedliwości, w ramach którego zlikwidowane mają zostać sądy apelacyjne, a drobne wykroczenia i przewinienia rozstrzygać mają tzw. “sędziowie pokoju”, osoby z doświadczeniem życiowym, które orzekać mają na zasadzie słuszności. Krytycy nie mają wątpliwości, że Zbigniew Ziobro kolejną radykalną zmianę struktury sądownictwa wykorzysta w tym samym celu, co wszystkie dotychczasowe zmiany w tym obszarze, czyli do czystek kadrowych i wstawienia do wymiaru sprawiedliwości “swoich” ludzi. O tym, do czego to może prowadzić, świadczyć może tragiczna sytuacja w polskiej prokuraturze po tzw. “reformie” z 2016 roku, którą dziś bezlitośnie przedstawiła “Gazeta Wyborcza”, przytaczając na uzasadnienie tej tezy konkretne dane o osiągnięciach jego nominatów. Są one efektem wielomiesięcznej pracy prokuratorów ze stowarzyszenia Lex Super Omnia, które zrzesza śledczych, którzy nie poddali się czystce Ziobry i wciąż walczą o prokuraturę, która rzeczywiście stoi na straży sprawiedliwości, a nie interesów obozu władzy.

Jak wylicza dziennik,  jeszcze w 2014 r. – za czasów prokuratura generalnego Andrzeja Seremeta – spraw prowadzonych ponad sześć miesięcy było w prokuraturze około 3,8 tys. Tymczasem pod rządami Ziobry w 2018 r. było ich już 13,1 tys. Jest to wzrost o prawie 350 proc.! Nie lepiej jest w przypadku spraw trwających ponad 2 lata. Wzrost wynosi od 927 w 2014 r. do 3,4 tys. w 2018, a spraw trwających od dwóch do pięciu lat w 2018 roku było 360 proc. więcej niż w 2014 roku. Obrazu totalnej katastrofy dopełniają liczby dotyczące spraw trwających najdłużej, czyli powyżej pięciu lat – w 2014 r. było ich 75, a w roku ubiegłym już 263. 

Żeby w pełni zrozumieć, dlaczego tak olbrzymi wzrost ilości postępowań długotrwałych jest w gruncie rzeczy wypaczeniem nadrzędnego celu prokuratury, wystarczy spojrzeć choćby na sprawy o zabarwieniu politycznym, w których pojawiają się wątki polityków partii władzy. W zasadzie w żadnym ze śledztw w licznych aferach (od afery billboardowej z udziałem spółki Solvere, poprzez nielegalne uchwalenie budżetu w Sali Kolumnowej Sejmu czy brak wydrukowania wyroków Trybunału Konstytucyjnego, aferę w dolnośląskim PCK, finansowanie konwencji Solidarnej Polski ze środków UE, układ radomski czy na aferze wokół spółki Srebrna z udziałem Jarosława Kaczyńskiego) nie tylko nie postawiono zarzutów, ale przede wszystkim nie skierowano aktów oskarżenia i akt śledztwa do sądów, by mogły tam zostać ocenione. W takich sytuacjach wymiar sprawiedliwości został w zasadzie sparaliżowany na etapie “dochodzenia do sprawiedliwości” rozumianej we właściwy dla obozu władzy sposób.

 – To może być siedem lat, ale może być też dziesięć. A to oznacza, że ktoś na przykład może przez ten okres mieć zarzuty, ale nie ma możliwości poddania ich pod ocenę sądu. Albo może być tak, że przez tyle lat ofiara nie może się doczekać, aż sprawca poniesie odpowiedzialność karną – wyjaśnia istotę patologii prokurator Iwona Palka z Lex Super Omnia. Warto też pamiętać, że czasami sam fakt “postawienia w stan oskarżenia”, zwłaszcza polityków opozycji czy kojarzonych z nimi menadżerów spółek Skarbu Państwa jest celem samym w sobie, bo pozwala sprawę wykorzystywać dla politycznych profitów bez realnej odpowiedzialności i kontroli.

Kuriozalne są też tłumaczenia takiego wzrostu postępowań długotrwałych. Obecne kierownictwo prokuratury twierdzi, że jest ona zmuszona do wznawiania śledztw umorzonych niezasadnie. Choć nie przedstawia na potwierdzenie tych słów żadnych konkretnych danych, to jednak warto zauważyć, że bardzo wiele medialnych spraw przeciwko politykom i działaczom związanym z opozycją dotyczy właśnie takich sytuacji. Śledczy w czasie, gdy prokuratura była od rządu niezależna badali sprawę i uznawali, że do wypełnienia znamion przestępstwa nie doszło. Gdy prokuratury dostały się w ręce aktywnego polityka, ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, nagle za wszelką cenę postanowiono sprawy “odkopać” i wykorzystać je przeciwko politycznym przeciwnikom. A te dotyczące abstrakcyjnego “Kowalskiego” niech leżą, przecież priorytety są inne. Trudno o lepsze zobrazowanie prawdziwego celu “reformy” Zbigniewa Ziobry.

W zeszłym tygodniu Dziennik Gazeta Prawna informował, że minister finansów Teresa Czerwińska z dużym dystansem przyjęła rozszerzenie programu 500+ na pierwsze dziecko oraz 13. emeryturę. O skonkretyzowanych propozycjach rzuconych przez Jarosława Kaczyńskiego na konwencji dowiedziała się dzień wcześniej, co wywołało w ministerstwie falę krytycznych komentarzy. Zderzenie przygotowanych za plecami resortu finansów pomysłów z twardymi wymaganiami budżetowymi musiało prędzej czy później nastąpić. Dzisiejsze wydanie DGP kontynuuje opowieść o rafach, na jakie wepchnął lider Prawa i Sprawiedliwości Czerwińską.

Jest takie ustrojstwo nazywające się regułą wydatkową, której wyliczenia precyzują, na jakie wydatki stać państwo. Do tej pory był to oręż broniący ministerstwo przed naciskami finansowymi ze strony innych resortów, a także gwarantujący stabilną politykę fiskalną. Z informacji Dziennika Gazety Prawnej wynika, że szefowa trzymająca rękę na pieniądzach – “(…) nie godzi się na złamanie, zawieszenie czy likwidację umocowanej w prawie zasady powstrzymującej państwo przed nadmierną hojnością. To oznacza, że zmieszczenie w przyszłorocznym budżecie całej piątki Kaczyńskiego, w tym 500+ na pierwsze dziecko czy trzynastej emerytury, może być niemożliwe” – pisze dziennik.

Gazeta wieszczy konflikt przy tworzeniu budżetu na 2020 rok – “Wiarygodność naszej polityki fiskalnej wspiera wysoko oceniania przez otoczenie międzynarodowe stabilizująca reguła wydatkowa (…). Reguła ta jest kluczowym narzędziem konstrukcji budżetu obok przestrzegania norm fiskalnych zawartych w pakcie stabilności i wzrostu” – mówiła Czerwińska w ubiegłym tygodniu na Forum Bankowym. DGP zwraca uwagę, że do pogodzenia reguły wydatkowej z nowymi obciążeniami budżetowymi na poziomie 40 mld zł rząd może zastosować różne triki – “(…) np. podnosząc prognozę PKB albo wypychając część wydatków do funduszy, których budżety nie podlegają regule, ale w ocenie ekonomistów to nie wystarczy. Nie mają oni wątpliwości, że pakiet wyborczych obietnic tworzy napięcia w finansach publicznych w kolejnych latach” – objaśnia DGP.

Problem Teresy Czerwińskiej nie polega na tym, że relacje z Nowogrodzką zaczynają być napięte, ale na tym, że jak pod wpływem nacisków przyłoży rękę do złamania kręgosłupa regule wydatkowej, to będzie się za nią ciągnęło do końca kariery. Już zawsze będzie postrzegana jako osoba nieodpowiedzialna, która wbrew posiadanej wiedzy ekonomicznej położyła na szali swój życiowy dorobek w imię partyjnego interesu. Prezesa Prawa i Sprawiedliwości przekonanego o swoim geniuszu ekonomicznym oraz wspartego nagrodą “Człowieka roku” Forum Ekonomicznego w Krynicy nie interesuje, co dzieje się w budżecie, bo on wie lepiej albo nie przykłada do tego zbytniej uwagi. Za to Teresa Czerwińska powinna pamiętać o tym, że ministrem się tylko bywa.

Niedawno na jednym z pisowskich „spędów” w Katowicach bezdzietny „Ojciec Narodu Polskiego” – nieoficjalny i nielegalny przywódca, którego na tych wyreżyserowanych uroczystościach wita się równie uroczyście, jak północnokoreańskich Kimów, przekazał Polakom „dar serca” – obietnice w postaci tzw. „piątki Kaczyńskiego”! Obietnice puste, co ludzie światli wiedzą, a zaprogramowani i bezkrytyczni fani „wodza” (ciemna masa i ludzie interesowni, no bo jak to inaczej nazwać) „kupują” z zachwytem! Wspomniany „wódz” obieca nam zresztą jeszcze więcej, a liczba tych obietnic może być w efekcie odwrotnie proporcjonalna do czasu, jaki nam pozostał do wyborów – tzn., im krócej do nich, tym więcej obietnic! No cóż; tak jest zawsze wtedy, kiedy traci się grunt pod nogami i wyczuwa nadchodzący czas rozliczeń przed wymiarem sprawiedliwości!

W „Gazecie Prawnej” ukazał się ciekawy i fachowy artykuł, który opisuje to w sposób w pełni profesjonalny, stąd tutaj pozwolę sobie jedynie na podanie myśli przewodniej, a ta brzmi, jak następuje:

„Obietnice PiS oznaczają przekroczenie reguły wydatkowej. Sytuacja jest trudna i będzie wymagała wielu ryzykownych zabiegów księgowych”! Wiem, na czym to może polegać!

Co najciekawsze; z informacji autorów artykułu (M. Chądzyńskiego, G. Osieckiego, B. Godusławskiego) wynika, że minister finansów nie godzi się na złamanie, zawieszenie i/lub likwidację zawartej w prawie zasady powstrzymującej państwo przed nadmierną „hojnością”.

Mój komentarz do treści artykułu jest następujący: Co to może i będzie oznaczać dla naszego państwa? Otóż ni mniej, ni więcej jak tylko to, że zrealizowanie w oparciu o przyszłoroczny budżet „piątki Kaczyńskiego”, w tym 500 + na pierwsze dziecko, ale i trzynastej emerytury dla seniorów prawdopodobnie „spali na panewce”!

Planowany budżet zostanie przekroczony aż o 58 mld zł! Na to nie chce się zgodzić pani minister finansów w rządzie premiera Morawieckiego, która zdawać sobie musi sprawę z odpowiedzialności, jaką na siebie bierze i z tego, że prawdopodobnie stanie się przysłowiowym „kozłem ofiarnym” działań Kaczyńskiego, który skrupułów nie posiada; to dla niego pojęcie abstrakcyjne, co łatwo i przystępnie wyjaśnia nauka psychologii!

Mówiąc jeszcze inaczej „szanowny i dobroduszny prezes” po pierwsze: „dał” nam z naszych pieniędzy przedwyborczy „prezent – łapówkę” (bo budżet na dłuższą metę tego nie wytrzyma), po drugie nie zapomni tego odebrać (to już się dzieje w formie ukrytych podwyżek, opłat za media, podatków, które rosną w zastraszającym tempie)! Po trzecie, „łże jak pies” udając patriotę i męża stanu, którym nie był nigdy, nie jest, i nigdy nie będzie! Człowiek to bowiem totalnie odrealniony pozbawiony według mnie jakichkolwiek uczuć wyższych, stąd niezdolny do postępowania ukierunkowanego na coś innego, niż własna, chora wizja wielkości i mania władzy, która stała się już obsesją.

Nie ma sensu rozpisywać się obszerniej, gdyż czytelnicy nie lubią (co wynika z moich dokładnych obserwacji) czytać zbyt długo, nawet jeśli tekst jest ważny; większość woli wytłuszczone i kolorowe hasła, co ja potępiam i nie dbam o popularność, choć bardzo przykre jest dla mnie to, że wielu tak lekceważy sobie sprawy państwa, choć tłumaczę sobie też, iż każdy z nas ma inną percepcję, ale też i potrzeby zmysłowe. Stąd jedynym moim przekazem niech będzie poniższe, wytłuszczone zdanie, które nie po raz pierwszy wygłaszam:

PiS działa na szkodę państwa polskiego i Polaków. Ta partia (choć może nie zwyczajni członkowie i fani, którzy z różnych względów się z nią utożsamiają), chce za wszelką cenę utrzymać permanentną władzę, co gdyby miało się spełnić, będzie jednoznaczne z unicestwieniem Polski, jak państwa cywilizowanego – członka elitarnego Klubu Państw Demokratycznych w tym UE i NATO! Apeluję więc o to, aby nikt nie uległ jej demagogom rodzaju Jarosława Kaczyńskiego (emanacji zła), Zbigniewa Ziobry, osoby współodpowiedzialnej (podobnie jak Andrzej Duda, którego wymieniam na trzecim miejscu, bo jego realna rola w rządzeniu sprowadza się tylko do sygnowania tego, co Kaczyński i Ziobro wymyślą) i pozostałej hierarchii układu rządzącego! Musimy zdać sobie też sprawę z tego, że rządy premiera obecnego rządu są czysto ceremonialne. Oddawanie więc głosu na taką władzę jest przykładaniem ręki do zdrady i niszczenia własnej ojczyzny!

4 RP Morawieckiego jak Alternatywy 4

24 Gru

Premier Morawiecki po raz kolejny zapewnił obywateli, że w 2019 roku nie będzie żadnych podwyżek cen prądu. „Mamy gotowe rozwiązania, które obejmują obniżenie akcyzy i opłat dotychczas funkcjonujących w rachunku za energię elektryczną; co ważne projekt obejmie 17,5 mln odbiorców energii: gospodarstwa domowe, przedsiębiorców oraz samorządy” – przekonuje publicznie premier, za nic mając starą, ludową prawdę, że każde kłamstwo ma krótkie nogi.

Z zapewnieniem premiera Morawieckiego nie zgadza się poseł Marcin Kierwiński, który w „Śniadaniu w Polsat News” wprost stwierdził, że premier kłamie, bo jeszcze przed końcem roku wzrosła o 109% opłata przejściowa.

Również cztery największe spółki energetyczne: PGE, Energa, Tauron oraz Enea, wbrew słowom szefa rządu, rozsyłają do przedsiębiorców i samorządów nowe taryfy za prąd, które w niektórych wypadkach mają wzrosnąć nawet o 60%. Jeden z przedsiębiorców, w swojej korespondencji ze spółką Energa, powołał się na zapewnienia premiera Morawieckiego.

W odpowiedzi przedstawiciel spółki napisał, że „na ten moment informacje, na które się Pan powołuje, są wyłącznie informacjami medialnymi. Prace nad ustawą trwają na szczeblu rządowym i jaki będzie ich końcowy charakter, obecnie nie wiadomo”.

Jakby tego było mało spółka przyznała, że nic nie wie o ewentualnych rekompensatach. Trwa więc totalny chaos, spółki informują o podwyżkach, rząd zapewnia, że ich nie będzie, a obywatel znów zostanie zmuszony do sięgnięcia do kieszeni.

Gościem wieczornych “Faktów po faktach” w TVN24 był Andrzej Olechowski. Były szef resortu dyplomacji powiedział, że chciałby pochwalić Prawo i Sprawiedliwość za przekaz proeuropejski i prounijny, ale dostrzega, że ta forma komunikacji z wyborcami jest skrojona na potrzeby wyborów i w związku z tym jest fałszywa – “(…) bo czyny są inne, słowa są inne (…)” – wskazywał. Według byłego ministra finansów istotne jest to, że PiS używa słowa “Europa”, a nie “Unia”.

Olechowski uważa także, że w PiS jest frakcją, której się nie podoba hasło “Polska bijącym sercem Europy, odnosząc się do słów premiera Morawieckiego z niedawnej konwencji – “Coś tam się dzieje, coś się kotłuje” – zauważył były minister. Podkreślił, że będzie to mocniej widoczne przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Wyraził również nadzieję, że opozycja będzie dociskać PiS w sprawie proeuropejskich sformułowań i domagać się ich skonkretyzowania. Zdaniem Olechowskiego wyborcy zaufają proeuropejskim deklaracjom wygłaszanym przez PiS – “(…) bo nie studiują gazet i nie pamiętają tego, co było powiedziane pół roku temu, czy rok temu” – przekonywał.

O Andrzeju Dudzie, który podpisał nowelizację ustawy o Sądzie Najwyższym mówi – “Stworzył żabę, później musiał zjeść tę żabę, więc zwlekał do ostatniej chwili, wylewał żale, ale podpisał. (…) Trudno było o lepsze potwierdzenie, że ta wspólnota o której prezydent mówił, że jest wyimaginowana, jest rzeczywiście realna” – powiedział z nutką sarkazmu Andrzej Olechowski. Wyrok TSUE i konieczność podpisania nowelizacji uzmysławia, że Unia Europejska jest realną wspólnotą, bo ma wspólne prawo i spójny system egzekwowania prawa.

Były szef MSZ odniósł się także do ostatnich zapowiedzi Grzegorza Schetyny o zestawie kilkunastu ustaw przywracających system praworządności – “Najwyższa pora, by pokazać jeśli nie szczegóły, to zręby podejścia do tych szkód, które trzeba będzie naprawiać”. Zachęcał także opozycję, by przedstawiła swoje postulaty i plany w zakresie sądownictwa, gospodarki oraz polityki zagranicznej. Olechowski zapytany, jak powinien wyglądać pierwszy ruch po przejęciu władzy po Prawie i Sprawiedliwości, stwierdził, że będzie musiało się pojawić “coś w rodzaju grubej kreski”.

Święta Bożego Narodzenia. Jedni je obchodzą tradycyjnie, drudzy szerokim łukiem, niektórzy obchodzą je kiedy indziej, a jeszcze inni wcale. Wszystkim chciałbym złożyć najpiękniejsze życzenia. 🎄❄️🎄🎁🎄

Waldemar Mystkowski pisze o trndzie, który walnie w PiS.

Bardzo ciekawy sondaż przeprowadził portal oko.press, dotyczący Unii Europejskiej. Wyniki są zaskakujące, jeżeli zestawi się sondaż aktualny z grudnia tego roku z takim samym sondażem ze stycznia 2018.

W Polsce przybywa zwolenników Unii Europejskiej i to w wydaniu jej ścisłej integracji, polegającej między innymi na tym, że Unia Europejska powinna mieć superrząd, którego rolę mogłaby pełnić Komisja Europejska z szefem Jean-Claude Junckerem i znienawidzonym przez PiS Fransem Timmermansem.

W ciągu roku równowaga zwolenników ścisłej współpracy i modelu Europy „narodowych państw suwerennych” ze stycznia, a wynosiła wówczas po 43 proc. przechyliła się na rzecz zwolenników ściślejszej integracji członków Unii Europejskiej i obecnie wynosi 51 proc. dla zacieśnienia współpracy, a tylko 35 proc. jest temu przeciwna.

Co to znaczy? To, że PiS mimo ataków na Komisję Europejską i Trybunał Sprawiedliwości UE (dał ostatnio popis Andrzej Duda, który uważa, że sprawiedliwość europejska – TSUE – odbiera Polsce suwerenność), nie przysparza sobie zwolenników, a eurosceptycy nabierają zaufania do instytucji unijnych.

W Polakach uciera się świadomość, że rząd PiS reprezentuje interesy partyjne, a nie ich dobro. Dlatego mieliśmy ostatnio nagłe przepoczwarzenie się pisowskiej walki z Komisją Europejską w wyznanie miłości do Unii.

Powód tego jest aż nazbyt oczywisty, a ciemnego ludu jest coraz mniej. PiS się spieszy, bo kurczy mu się elektorat i rodakom spadają łuski z oczu. Dlatego najprawdopodobniej dojdzie do przedterminowych wyborów parlamentarnych, które zostaną ogłoszone wraz z populistycznym socjałem przebijającym 500+.

Gdyby PiS utrzymał się u władzy, doznalibyśmy powtórki z rozrywki, jaką była przedwojenna Polska sanacyjna, a Europę rozrywały egoizmy narodowe, nacjonalizmy, które musiały doprowadzić do wojny, wtórnym jest, iż głównym winowajcą był faszyzm niemiecki.

Polska może mieć tylko jeden cel: zintegrowana Europa, w której nacjonaliści Kaczyński, Orban, Le Pen zostaną w niej zmarginalizowani. Sondaż oko.press wskazuje, że rodacy idą po rozum do głowy i coraz mniej wierzą oszołomom z PiS.

Krystynie Pawłowicz poluzowano kaftan, odstawiła tabletki i mamy efekt

20 Gru

„Jednego Krystynie Pawłowicz nie można odmówić: szczerości. Babka nie udaje elegancji i klasy jak inni pisowcy, ale wprost mówi co myśli i jasno pokazuje całą swoją bezczelność i pogardę dla ludzi” – ocenił dość obiektywnie czytelnik portalu gaeta.pl, gdy  posłanka nagle znów zaistniała na twitterze i znów dała swoisty „popis”.

Nie wytrzymała domysłów, że zapowiadana przez nią polityczna emerytura jest w rzeczywistości próbą schowania jej przez PiS przed wyborami: „NIKT mnie nie chowa ani nie wyrzuca Totalni, w tym upadli dziennikarze Szułdrzyński, Czuchnowski, Grochola itp oraz bezmocni posłowie opozycji – nie zmuszajcie mnie bym szybko wyzdrowiała. GW niech lepiej pilnuje swego upadku i restauracji” – napisała Krystyna Pawłowicz, zaledwie pięć dni po oznajmieniu, że kończy z polityką i Twitterem.

„Znowu nie wytrzymała udawania grzecznej i przechodzącej na polityczną emeryturę” – komentują internauci „występ” Pawłowicz i porównują jej niecierpliwość z „męską” postawą byłego szefa resortu obrony:

„Krótka była ta wizyta w szafie, ale trening czyni mistrza. Bardziej doświadczony „szafiarz” Antoni już potrafi przesypiać w niej pory roku”.

„Długo pani w milczeniu nie wytrzymała… a do wyborów tyle czasu jeszcze –przygadują posłance internauci. Niektórzy wytknęli PiSowskiej funkcjonariuszce, że pomyliła dziennikarkę „Newsweeka” Renatę Grochal z pisarką Katarzyną Grocholą, autorką takich książek jak „Nigdy w życiu!” czy „Ja wam pokażę”, ale co to tam dla niej… Obecną sytuację Pawłowicz starał się wyjaśnić w rozmowie z WP, Jan Filip Libicki, były polityk PiS, obecnie senator PSL-UED.

Wynika z tego, że za wcześnie na uciechę, iż PiSowi o jednego ujadającego posła w polityce mniej. „Rezygnacja Krystyny Pawłowicz z kariery parlamentarnej wiążę się moim zdaniem z realizacją marzenia bycia sędzią TK” – powiedział polityk, wylewając tym samym kubeł zimnej wody na głowy internautów.

– Ok, już nie będę śpiewał, obiecuję. Ale chciałbym wam złożyć życzenia, moim rodakom i wszystkim Europejczykom. Abyśmy wśród tej nocnej ciszy usłyszeli siebie nawzajem. Swoje głosy miłości i nadziei. Nadziei na lepsze jutro, na tylko dobre zmiany i że my sami będziemy lepsi dla siebie i dla innych. Tego wam i sobie życzę z całego serca – mówi Donald Tusk w specjalnym, świątecznym nagraniu w opublikowanym na Twitterze.

Powiedzieć, że obóz władzy boi się społecznych skutków podwyżki cen energii to jak nic nie powiedzieć. Chaos, jaki jest zauważalny w każdym niemal działaniu ministra Krzysztofa Tchórzewskiego w ostatnich dwóch tygodniach, czy zarządzony przez centralę partyjną powrót do PRL-owskiego ręcznego sterowania cenami, czy według najnowszych doniesień wręcz zamrożenie cen energii na poziomie z 2018 roku obrazują panikę na szczytach Prawa i Sprawiedliwości. Tym bardziej, że ten ostatni, ponoć najbardziej realny plan może kompletnie zawieść, jeśli okaże się, że planowane dopłaty z budżetu państwa do spółek energetycznych, mające być rekompensatą za straty spowodowane wycofaniem się z koniecznych podwyżek z powodów stricte politycznych i przedwyborczych, zostaną zakwestionowane przez Komisję Europejską jako niedozwolona pomoc publiczna. Wówczas podwyżki będą, a “ciemny lud” z pewnością będzie szukał winnych.

Dlatego też, prezes URE rozpoczął wdrażanie specjalnego planu, rodem z głębokiego PRL-u, czy wręcz czasów komunistycznego Związku Radzieckiego. Jego zdaniem, za planowanymi podwyżkami cen energii w 2019 roku nie stoi wcale wzrost kosztów jej pozyskiwania, wzrost cen węgla czy kosztów praw do emisji CO2 tylko … spisek koncernów energetycznych, którzy chcą się jak najwięcej “nachapać”.

Jak donosi radio TOK FM, Prezes URE podejrzewa też, że ustalając wysokie ceny, główni gracze na polskim rynku energii próbują manipulować na giełdzie, dlatego zawiadomił prokuraturę. Jednocześnie przedstawiciele miast i gmin domagają się od władz stworzenia możliwości weryfikacji zawartych już kontraktów zawierających podwyżki sięgające nawet 70 procent. Z danych przedstawionych samorządowcom przez prezesa URE wynika, że w zaproponowanych przez koncerny energetyczne cenach prądu lwią część odgrywa właśnie marża, która jest kilkukrotnie wyższa, niż w minionych latach. Co więcej, z analizy wzrostu cen może wynika, że przedsiębiorstwa energetyczne testowały rynek i giełdę. Stąd zawiadomienie do prokuratury.

Sprawa nieuchronnych podwyżek prądu (wbrew deklaracjom premiera i prezydenta ceny dla przemysłu i samorządów wzrosnąć muszą, co odczujemy wszyscy) dojrzała zatem do tego momentu, gdzie potrzebny jest kozioł ofiarny, którego można rzucić na pożarcie. Ze słów prezesa URE wynika, że mogą nim być pisowscy nominaci w sektorze energetyki, którzy w pokazowym procesie zostaną uznani za agentów imperialistycznego “zachodu”, którzy na wiosnę planowali wręcz zrzucić stonkę na polskiego kartofla. Właśnie tak rewolucja zaczyna pożerać własne dzieci.

— SENATOR BIERECKI I ZAGADKOWE LOKATY – jedynka GW (Kublik, Czuchnowski): “Mamy dowody, że nie jedna, lecz dwie fundacje powiązane z Grzegorzem Biereckim chciały założyć lokaty w Getin Banku Leszka Czarneckiego w czasie, gdy prokuratura zajmowała się sprawą wyprowadzenia pieniędzy z systemu SKOK. Bank odmówił. (…) 14 kwietnia departament klientów strategicznych GNB informuje mailem „high importance” (najwyższej wagi) członków zarządu banku: „Zgłosiła się do nas fundacja, która chce lokować środki. Klient polecony przez Kasę Krajową SKOK. Czy powinniśmy podpisać z klientem umowę/przyjmować depozyty przy zachowaniu wszystkich procedur /włącznie z uzyskaniem oświadczenia o beneficjencie rzeczywistym w świetle pojawiających się informacji?”. I tu pojawia się właśnie link do tekstu „Wyborczej”.
wyborcza.pl

— GW O DRAMATYCZNEJ SYTUACJI PRACOWNIKÓW TV REPUBLIKA: “– Zgodziłyśmy się rozmawiać, bo mamy dosyć hipokryzji w naszej firmie. Szefostwo Republiki mówi dużo o wartościach. A jednocześnie nie płaci pensji – mówi Julia. Gdy pracownicy zwracają na to uwagę Tomaszowi Sakiewiczowi, prawicowemu publicyście, wydawcy „Gazety Polskiej”, który w Republice jest wiceprezesem, a faktycznie sprawuje tam rządy, są przez niego ignorowani. – Traktuje nas w niezwykle arogancki sposób – opisują nasze rozmówczynie. Opowiadają o jednej koleżance, która załatwiła sobie pracę w TVP, gdzie po przejęciu telewizji przez PiS pracę znalazło wielu pracowników Republiki z jej gwiazdą Michałem Rachoniem na czele. Sakiewicz błagał ją, by została, przekonywał, że bez niej Republika się rozsypie. Dziewczyna go posłuchała. Teraz też nie dostaje pensji. Sakiewicz ją zbywa, gdy dopomina się o kasę”.
wyborcza.pl

>>>

Cimoszewicz o słowach PAD o sędziach SN: Szczególnie bulwersujące i żałosne, kompromitujące dla prawnika

– Wśród różnych głupstw, które pan Duda wypowiada o sędziach, to to jest szczególnie bulwersujące i żałosne, kompromitujące dla prawnika, który właśnie podpisał ustawę mówiącą m.in., że wśród osób, które PiS chciał wyrzucić na emeryturę sędziowską, czyli w stan spoczynku, mają zachowaną ciągłość pracy, czyli że ani jednego dnia nie byli byłymi sędziami i tylko cały czas ci ludzie byli sędziami Sądu Najwyższego – mówił Włodzimierz Cimoszewicz w rozmowie z Piotrem Maślakiem w „Porannej rozmowie” Gazety.pl.

Morawiecki rżnął klientów banku, dzisiaj rżnie wyborców, Polaków

15 Gru

3,5 tysiąca godzin – tyle nagrań miało powstać w czasie, gdy dwóch kelnerów podsłuchiwało gości znanych warszawskich restauracji. Kilka miesięcy temu Onet.pl uzyskał zgodę sądu na dostęp do wszystkich materiałów ze śledztwa podsłuchowego. Według jednego z kelnerów istnieje nagranie premiera rządu, rozmawiającego o zakupie nieruchomości na tzw. słupy. Z zeznań wynika, że taśma może być bardzo niewygodna dla Morawieckiego, a co więcej, nikt nie wie w czyim jest posiadaniu.

Z opublikowanych do tej pory przez Onet materiałów wynika, że Mateusz Morawiecki gardził klientami swojego banku – “(…) Ale ludzie są tacy głupi, ze to działa. Niesamowite” – mówił w trakcie rozmowy z zastępczynią prezesa PGE o cyklu reklam banku BZ WBK z Chuckiem Norrisem. Fragment o Polakach, którzy mieliby pracować za miskę ryżu stał się hitem internetu. Nie wspominając o załatwianiu pracy dla syna europosła Ryszarda Czarneckiego i cichej ofercie dla Aleksandra Grada – “Ma jakąś fundację, stowarzyszenie albo firmę? (…) Zapytajcie go tak po cichu. Ja bym spróbował tak bardziej jednorazowo. Pięć dych czy siedem, czy stówkę na jakieś badania czy na coś”. Największe oburzenie wywołał spadający z serca Morawieckiego kamień, gdy Robert Kubica złamał rękę i bank, którego był prezesem nie musiał sponsorować jego startów w Formule 1.

Janusz Schwertner, jeden z autorów opisywanych przez Onet akt sprawy, został zapytany na gali Grand Press o cykl opublikowanych materiałów. Dziennikarz w krótkiej wypowiedzi mówi, że z akt wynika, iż Morawiecki został nagrany kilkukrotnie – “My przejrzeliśmy 43 tomy akt. (…) Dla mnie niepokojące ciągle jest i sprawą niewyjaśnioną jest to co mówili kelnerzy. Bo kelnerzy zeznawali o tym, że tych taśm jest więcej, a znamy jedną taśmę na Mateusza Morawieckiego. (…) On został nagrany minimum kilkukrotnie (…)” – mówi Schwertner.

Mamy tym samym do czynienia z bardzo niebezpieczną układanką, w ramach której są w Polsce siły, które dysponują materiałami potencjalnie pogrążającymi premiera, a podległe mu służby najwyraźniej nie mają pojęcia kogo reprezentują, ani czego mogą żądać. Mniejsza o to, że słowa dziennikarza Onetu tylko potwierdzają, że śledztwo było prowadzone w sposób dość mocno odbiegający od sztuki śledczej. Już nie mówimy o jednym zawieruszonym gdzieś nagraniu, tylko o całej serii na których jest uwieczniony szef rządu. Ciężkie jest życie z szantażystą posiadającym jeden kompromat, a gdy osoba spod ciemnej gwiazdy posiada ich całą plejadę, to normalne funkcjonowanie staje się niemożliwe. Fakt szantażowania premiera jest dzisiaj dużo bardziej prawdopodobny niż kilka tygodni temu.

Układ mafijny PiS. Władza, która zniszczyła Polskę na arenie międzynarodowej, zdemolowała demokrację, szantażuje media. Co to jest PiS, hę?

11 Gru

Więcej >>>

“Fakty” TVN dotarły do aktu oskarżenia w sprawie ciężkiego pobicia byłego wiceszefa KNF, Wojciecha Kwaśniaka. Atak był poprzedzony kilkudniowymi przygotowaniami, sprawcy przekazano egzemplarz “Pulsu Biznesu” z fotografią Kwaśniaka, zakupiono samochód i teleskopową pałkę. Bandyta obserwował swoją ofiarę pod domem i siedzibą KNF. Zleceniodawcą pobicia – zdaniem śledczych – był Piotr P., były oficer WSI i członek rady nadzorczej SKOK-u Wołomin – “To była osoba, która – można tak powiedzieć – była jednym z głównych organizatorów tego procederu związanego z wyłudzaniem kredytów i pożyczek” – mówi Faktom Roman Witkowski z Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wielkopolskim.

Były wiceszef KNF był także gościem “Faktów po faktach”, gdzie tłumaczył, że problem ze SKOK-iem Wołomin, jak i z wieloma innymi kasami, polegał na tym, że rzeczywiste ustalenia KNF z kontroli “(…) odbiegały od obrazu finansowego, który same kasy wykazywały i które potwierdzali uprawnieni biegli rewidenci, weryfikujący ich sprawozdania finansowe(…)”. Były wiceszef KNF wyjaśniał, że po wprowadzeniu zarządcy komisarycznego i upadłości SKOK-u Wołomin okazało się, że szereg dokumentów w tej kasie jest sfałszowanych.

Odnosząc się do wypowiedzi Zbigniewa Ziobry i Patryka Jakiego powiedział “Jedyne nasze uprawnienia zapisane w ustawie są takie, że możemy otworzyć postępowania administracyjne w kierunku przymuszenia instytucji nadzorowanej do określonego zachowania, w tym nawet wprowadzenia zarządcy komisarycznego”. Patryk Jaki w wypowiedzi dla “Faktów” stwierdził, że KNF wiedział o wyprowadzanych pieniądzach ze SKOK Wołomin i powinni wprowadzić zarząd komisaryczny. Wojciech Kwaśniak odniósł się do tych zarzutów – “Komisja Nadzoru Finansowego, jak każdy urząd, jest związana procedurą administracyjną. Nie działa tak jak sobie chce, tylko na podstawie i w granicach prawa, a wszystkie jej decyzje podlegają kontroli sądowej” – zauważył gość “Faktów po faktach”.

Wojciech Kwaśniak przypomniał, że Kasa Krajowa SKOK czyli wieloletni nadzorca, który był uczestnikiem postępowania na pewnych prawach strony, była pasywna i nie zgłaszała żadnych wniosków przyspieszających postępowanie, “a w związku z tym nie mogliśmy podejmować nieodpowiedzialnych decyzji” – tłumaczył. “Jestem przekonany, że wszyscy ci pracownicy, którzy w tej sprawie podejmowali decyzje, działali z najwyższą rzetelnością. Tak jak we wszystkich innych sprawach” – podkreślił były wiceszef KNF.

Choć w minionym tygodniu ze strony Prawa i Sprawiedliwości poszedł sygnał o podjęciu próby wygaszania politycznych sporów i uspokojenia sytuacji politycznej w kraju, niewiele wskazuje, by posłowie tej partii byli do tego zdolni. Swoboda, z jaką politycy PiS rzucają bezpodstawne oskarżenia i używają najmocniejszych słów na określenie swoich przeciwników politycznych, jest niebywała i ani o ciut nie została przytępiona. Nie mają znaczenia fakty, w tym decyzje organów śledczych czy sądów – gdy działacze pokroju Marka Suskiego pojawiają się w TVP, goszczeni przez zaprzyjaźnionych z nimi funkcjonariuszy nachalnej propagandy, pokazują swoją prawdziwą twarz.

Dziś w “Kwadransie politycznym” w TVP1, szef gabinetu politycznego premiera Morawieckiego komentował wniosek o wotum nieufności dla premiera, jaki pod koniec listopada złożyła w Sejmie Platforma Obywatelska. Przekonywał, że wniosek jest oczywiście bezzasadny, a opozycja nie ma wyborcom nic innego do zaoferowania. Przy okazji nazwał przeciwników politycznych Prawa i Sprawiedliwości “złodziejami” i “oszustami”.

– Spokojnie, nie wrócą złodzieje i oszuści do władzy, obronimy rząd Mateusza Morawieckiego, i nadal będziemy pracować dla Polski i Polaków. Opozycja od kiedy wygraliśmy wybory, jeszcze przed zaprzysiężeniem rządu mówiła, że trzeba go odwoływać. Potem pucz, próba obalenia rządu siłą. Oni po prostu próbują wszystkiego, żeby nie wyszły na jaw ich różne brudne sprawki, bo powoli zaczynają wychodzić, są stawiane zarzuty, już są setki osób, które mają prawomocne wyroki za te wszystkie oszustwa, które się działy za czasów rządów Platformy. A odzyskane miliardy od złodziejów VAT-owskich to jest realny sukces tego rządu. Zabraliśmy złodziejom, daliśmy dzieciom – stwierdził Marek Suski w „Kwadransie politycznym” TVP1.

Zabawne, że po raz kolejny politycy PiS stawiają tak mocne zarzuty pod adresem opozycji, a jak wiemy, po trzech latach od objęcia władzy nawet cienia tych oszustw czy złodziejstwa nie udało im się udowodnić, co sukcesywnie podsumowuje na Twitterze jeden z internautów o nicku “Bezczelny Lewak”.

Żenujące jest także powtarzanie narracji o rzekomym “puczu”, jaki opozycja miała przeprowadzić w Sejmie pod koniec 2016 roku. Jak informował Tomasz Skory z RMF FM, śledztwo w tej sprawie kompromituje każdego, kto próbuje nadal przekonywać, że miało dojść do obalenia rządzącego obozu siłą.

Mimo trwającego prawie dwa lata śledztwa prokuratura nie znalazła żadnych dowodów na to, że zajścia, jakie miały miejsce przed Sejmem w pamiętną noc 16 grudnia 2016 zmierzały do utrudnienia pracy posłów przemocą i groźbami. Do sądu trafiły w końcu pierwsze akty oskarżenia w tej sprawie. Dotyczą one jednak tylko drobnych przestępstw, zagrożonych karami od grzywny do roku pozbawienia wolności i nie mają związku z działaniem Sejmu – pisze dziennikarz RMF FM.

Więcej >>>

* * *

— SPRAWA KWAŚNIAKA POGRZEBIE PIS – EWA SIEDLECKA: “Opinią publiczną kierują emocje. A w przypadku tego, co PiS robi z byłym wiceszefem KNF Wojciechem Kwaśniakiem, emocja jest jedna: krzywda i niesprawiedliwość. I to niezależnie od tego, czy się wierzy w opowieść PiS, że KNF za czasów Kwaśniaka był opieszały wobec SKOK Wołomin. (…) Ziobro jest panem każdego, kim zainteresuje się prokuratura. A prokuratura zainteresuje się tym, kogo wskaże Ziobro. Teraz wskazał byłych szefów i funkcjonariuszy KNF, w tym Wojciecha Kwaśniaka, który z pewnością stanie się dla „prawa i sprawiedliwości” à la PiS postacią symboliczną. Nawet jeśli – widząc, co narobił – PiS wyciszy sprawę przed wyborami, to ludzie o niej nie zapomną. Tak jak nie zapomną o innym dziele Ziobry – wniosku do Trybunału Konstytucyjnego, który prowadzi do polexitu. Nawet jeśli Trybunał go nie tknie”.
polityka.pl

— DOMINIKA WIELOWIEYSKA O SPRAWIE KS. JANKOWSKIEGO – KOMISJA ALE BEZ ABP. GŁODZIA: “Kierujący archidiecezją gdańską abp Sławoj Leszek Głódź był już w przeszłości krytykowany za pobłażliwość wobec pedofilów. Media pisały np. o księdzu Mirosławie, który został prawomocnie skazany za molestowanie nastoletniej parafianki, ale nadal pozostawał członkiem elitarnej Kapituły Kolegiaty Staroszkockiej. Dlatego arcybiskup powinien być odsunięty od jakiegokolwiek wpływu na przyszłą komisję. Byłoby nawet lepiej, aby ta komisja działała poza archidiecezją abp. Głódzia.

— WIELOWIEYSKA O STAWIANIU POMNIKÓW PEDOFILOM: “Opinii publicznej należy się wyjaśnienie tej sprawy, bo pomnik ks. Jankowskiego w Gdańsku już stoi. Stawianie pomników pedofilom byłoby – użyję sformułowania chętnie powtarzanego w Kościele – sianiem zgorszenia. I nie jest to problem tylko jednej archidiecezji”.
wyborcza.pl

— MAGDALENA ŚRODA O POMNIKACH – pisze w GW: “A co robić, gdy po latach od wystawienia pomnika dowiadujemy się o przestępczym życiu bohatera? Jeśli go zburzymy, zniknie ślad i po człowieku, i po jego przewinieniach. Pomnik księdza Jankowskiego ma wiele znaczeń: jest wyrazem jego zasług zarówno historycznych, jak i politycznych, choć były to raczej zasługi instytucji, do której przynależał i która kierowała jego losem. Jest to więc również wyraz władzy i pychy Kościoła. Ksiądz Jankowski był człowiekiem bogatym, ale i wielkodusznym. Sławnym, lecz małym. Był ważną postacią w Gdańsku i w Polsce, a zarazem kryminalistą. Pełną prawdę o nim trzeba ujawnić i uwiecznić. „Prałat Jankowski, spowiednik ‚Solidarności’, społecznik, przestępca seksualny”. To, w pewnym sensie również prawda o nas. O naszej ślepocie, obojętności, przyzwoleniu na zło”.
wyborcza.pl

>>>