Tag Archives: Antonio Tajani

PiS stworzył wrogów, szuka nowych. Karmienie się nienawiścią

13 Sty

I znów trwa rytualne symboliczne zabijanie Jurka Owsiaka. Tym razem przy pomocy pisowskiej TVP, która nadała filmik z kukiełkami mający zdyskredytować i byłą prezydent Warszawy, i Owsiaka jako złodziei grosza publicznego.

Co roku prawica produkuje tony takiego chłamu przeciwko Owsiakowi i jego Orkiestrze i co roku Owsiak z Orkiestrą biją kolejny rekord zbiórek na dobry cel społeczny. W całej Polsce i poza jej granicami, od San Francisco przez New Jersey po Budapeszt i Moskwę.

Gdy „zjednoczona prawica” doszła do władzy, do absurdalnego zwalczania dzieła Owsiaka dołączył rząd. Minister Waszczykowski zabronił polskim placówkom dyplomatycznym jakiejkolwiek współpracy z Orkiestrą, czyli z największą w Polsce społeczną inicjatywą pożytku publicznego.

Przykład idzie z góry, więc z niektórych polskich sklepów w Stanach znikają komunikaty o WOŚP. Czasem Często pod wpływem lokalnych polskich księży i działaczy polonijnych.

To szaleństwo nie ustępuje, choć Owsiakowi ufa 83 proc. obywateli polskich, a WOŚP wspiera 22 proc. wyborców PiS. Jakiej trzeba zapiekłej niechęci, jakiego bezdusznego uprzedzenia, by walczyć z dziełem, które plombuje dziury naszego systemu opieki medycznej i przynajmniej na kilka chwil jednoczy kraj ponad wszelkimi różnicami.

Wystarczy poczytać wypowiedzi wdzięcznych rodziców, bliskich, lekarzy i dyrektorów szpitali, by się przekonać, ile Orkiestra dała Polsce. To nasze dobro narodowe. Zasługuje na wdzięczność i podziw, a nie na hejt z błogosławieństwem rządzących.

Na szczęście hejt na Owsiaka, wbrew intencjom hejterów politycznych i internetowych, wychodzi mu na dobre. Odkąd rządzi PiS, Orkiestra rok po roku osiąga najwyższe wyniki w swej historii. Wspaniale, ale to nie jest zasługa rządów PiS, tylko determinacji Orkiestry i samego Owsiaka, który nie odpuszcza.

Nie tak powinno być.

Próbowano go haniebnie dyskredytować na różne sposoby. Kościół katolicki ma w tym swój zły udział, choć powinien dzieło Orkiestry po chrześcijańsku wspierać. Owsiak nie jest „konkurencją” dla charytatywnych akcji katolickich. To one powinny mu dziękować, że dał Polsce przykład, jak wyprowadzić na ulice ludzi nie w narodowym marszu agresji, lecz w bardzo dobrej wspólnej sprawie.

Drodzy Polacy, urządzimy w Waszym kraju imprezę, która skłóci Was ze wszystkimi potencjalnymi partnerami w Unii Europejskiej, rozbijając jej oficjalne stanowisko w trudnej sprawie, postawi Wasz kraj na czele listy krajów wrogich Iranowi i innym krajom Bliskiego Wschodu, czyniąc z Polaków potencjalne ofiary dżihadystów, a w zamian możemy zgodzić się na to, byście zapłacili nam miliardy za wynajem naszego wojska i amerykańskie bazy w Polsce o nazwie “Fort Trump”. – tak w gruncie rzeczy brzmi komunikat, jaki popłynął do polskiego rządu ze strony naszych amerykańskich “przyjaciół”.

Przypomnijmy, w piątek amerykański sekretarz stanu Mike Pompeo, poinformował w sprzyjającej republikanom telewizji Fox News, że Stany Zjednoczone planują zorganizować w lutym w Polsce globalną konferencję na temat sytuacji na Bliskim Wschodzie, w szczególności w Iranie.  Polski MSZ kilkadziesiąt minut po wywiadzie Pompeo w telewizji, wydał oświadczenie w tej sprawie. – Mamy przyjemność poinformować, że Rzeczpospolita Polska i Stany Zjednoczone będą współgospodarzami “Spotkania ministerialnego poświęconego budowaniu pokoju i bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie”, które odbędzie się w Warszawie w dniach 13-14 lutego. Do udziału w spotkaniu zostały zaproszone państwa z całego świata – poinformował MSZ w piśmie, które – jak zaznaczono – zostało wydane jednocześnie przez rządy: Polski i Stanów Zjednoczonych.

Polski rząd postawiony pod ścianą nie miał wyjścia i na konferencję zgodzić się musiał, choć mało kto wierzy w to, że sprawa została wcześniej z polskim rządem uzgodniona. Amerykański rząd wykorzystał fakt, że Polska rozpaczliwie aspiruje do bycia “istotnym” partnerem USA, a dla aprobaty Donalda Trumpa jest gotowa na niemal wszystko. To niestety sprawia, że nasz kraj staje się narzędziem w rękach zdziwaczałego prezydenta USA, wrzucając Polskę na bardzo niebezpieczne rafy dyplomatycznego morza. Jak mówił w radiu TOK FM Ryszard Schnepf, były ambasador Polski w USA i Hiszpanii, administracja Trumpa chce spróbować tym spotkaniem zdynamizować stosunki międzynarodowe. – Intencją dyplomacji amerykańskiej może być rozbicie stanowiska UE, a nawet budowanie koalicji antyirańskiej – powiedział.

Póki co, za realizowanie amerykańskiego planu płaci Polska. Jak podała irańska agencja informacyjna, Ministerstwo Spraw Zagranicznych Iranu wezwało charge d’affaires ambasady Polski w Teheranie, by oficjalnie zaprotestować przeciw zaplanowanej na luty konferencji na temat sytuacji na Bliskim Wschodzie, a zwłaszcza wpływów Iranu w tym regionie. Na nic się zdały wyjaśnienia polskiego dyplomaty na temat organizowanej konferencji, ani przekonywanie, że nie ma ona antyirańskiego charakteru. Padły bardzo poważne słowa, z którymi żaden polski dyplomata nie musiał się mierzyć od czasów sprzed II wojny światowej. W siedzibie resortu polskiemu dyplomacie powiedziano, że podjętą przez rząd Polski decyzję o byciu gospodarzem szczytu uważa się za “akt wrogości wobec Iranu”. Usłyszał on również, że Teheran może zdecydować się na działania odwetowe – podała irańska agencja.

Politycy opozycji biją na alarm, podobnie jak internauci, którzy wytykają polskiemu rządowi brak kierowania się polską racja stanu.

„Rzeczywiście, Krzysiu

Tu jesteś wrobiony

Ale… co się z Tobą

Zrobiło tak bowiem

Że stałeś sie twarzą

Aż tak PODŁEJ ZMIANY

Która niszczy Polskę”

Bo rządzą pacany…??? –

–  taki wierszyk zamieścił czytelnik Tomasz Piwowarczyk – pod tekstem komentującym w naTemat – pokłosie skandalicznej, antysemickiej  „dobranocki”  TVP. Wywołał tym lawinę kolejnych nieprzychylnych rządowej stacji komentarzy.

Wszystko zaczęło się od wpisu satyrycznego profilu TVPi Korea, który w jednym z wpisów umieścił link do wiadomości o „plastusiowej dobranocce” i opatrzył go stwierdzeniem: „Krzysztof Ziemiec lubi to!”.

Na to zareagował sam gwiazdor „Wiadomości”: „Skasuj ten głupi wpis szczujnio!!!” – napisał Ziemiec.

Dalej już było tylko gorzej bo odezwał się poseł PO Cezary Tomczyk, który napisał o dziennikarzach, którzy dają przyzwolenie na emitowanie takich rzeczy w TVP.

„Dziwne oburzenie… Takie materiały są w TVP? Są. Dziennikarze TVP lubią TVP i materiały TVP? Lubią. I dają zgodę swoim (czasami byłym) autorytetem na takie praktyki. Wiadomości TVP w ciągu trzech lat straciły 1.5 mln widzów. To nie jest przypadek. To upadek” – napisał poseł.

„To co Pan napisał jest tak okropne, że nie warto tego komentować… Powiem jedno, nie jest godne funkcji jaką Pan pełni! Co ja mam z tym filmikiem wspólnego!!!! Posługuje się Pan wpisami jakiegoś hejtetskiego konta które po ubecku przykleiło mnie do tego! Pan, poseł RP?!!!!” – stwierdził Ziemiec.

W tej  z oburzeniem komentowanej „dobranocce” wystąpiły postaci ucharakteryzowane na Jurka Owsiaka i Hannę Gronkiewicz-Waltz. Była prezydent Warszawy „tworzy” szefa WOŚP niczym nakręcaną zabawkę, która powtarza jak mantrę „Cześć. Sie ma”. Jest jej potrzebny do zarabiania pieniędzy.

Następnie wolontariuszka zbiera do puszki WOŚP, a Owsiak nakręcanym samochodem z przyczepami i przywozi byłej prezydent Warszawy sporą kasę. Na 200-złotowych banknotach widnieje Gwiazda Dawida.

Po trzech latach od przejęcia przez PiS władzy opinia publiczna zaczyna sobie uświadamiać skalę niekompetencji rządzących.

Procesy społeczne i gospodarcze mają sporą inercję. Wiele wody musi w Wiśle upłynąć, zanim do większości obywateli dotrze to, co dla specjalistów i ludzi szczególnie zainteresowanych, jest oczywiste od samego początku. Ale w końcu nadchodzi dzień, w którym nawet żyjący swoim życiem i kompletnie nieinteresujący się sprawami publicznymi obywatel siada i pisze taki list, jak ten opublikowany w pierwszym tygodniu stycznia na stronie internetowej „Gazety Wyborczej”: – „Generalnie to dopiero dziś doszło do mnie, że od tego roku jest więcej niedziel niehandlowych. Chciałbym serdecznie podziękować rządzącej partii Prawo i Sprawiedliwość, że po raz kolejny zabierają mi dni, w których mógłbym normalnie pracować. Jestem studentem, studiuję dziennie, wynajmuję pokój w największym mieście w Polsce i potrzebuję pieniędzy na czynsz. Jeśli nie potraficie tego zrozumieć, to mam świetny pomysł – co wy na to, żebyście to wy opłacali wszystkie moje wydatki? Jesteście tak beznadziejni, że brakuje mi słów”.

Zakaz handlu w niedzielę wprowadzono blisko rok temu, ale jego szkodliwe skutki dopiero dziś docierają do świadomości wszystkich tych, którzy początkowo wzięli za dobrą monetę opowiadane przez związkowców i biskupów androny o niedzieli, która ponoć „ma być dla rodziny”.

Zgodnie z hasłami głoszonymi przez sojusz związkowo-katolicki, liczni pracownicy handlu, począwszy od tego roku, będą mieli dla swoich rodzin mnóstwo czasu. Będą go mogli poświęcić na wspólne, rodzinne poszukiwania pracy, bo jak podaje „Gazeta Wyborcza” sieć Tesco zamyka w całej Polsce 32 sklepy i zwalnia 1300 pracowników. W trzecim kwartale roku finansowego z powodu zakazu handlu w niedziele jej przychody spadły o 1,2 proc.

„Rzeczpospolita” dodaje, że zamkniętych zostanie też 5 tys. małych sklepów. – „Zakaz handlu miał im pomóc, a tymczasem wbił gwóźdź do trumny” – pisze gazeta, cytując prezesa Forum Dialogu Gospodarczego Andrzeja Falińskiego, który mówi: – „Małe sklepy cierpią strasznie, obroty niedzielne niemal wyparowały, zostało 20-30 proc. wcześniejszej sprzedaży w ten dzień”. Niemal rok był potrzebny, by ta „dobra zmiana” w polskim handlu zaczęła się przebijać do powszechnej świadomości.

Jeszcze dłużej trwało uświadamianie sobie przez Polaków skutków demolki dokonanej w oświacie przez Annę Zalewską. Część rodziców gimnazjalistów i nauczycieli protestowała już wcześniej, ale dramat polskiej szkoły stał się wyraźnie widoczny dopiero w tym roku, gdy na skutek chaosu zaczęło brakować nauczycieli, a w zatłoczonych budynkach dzieciaki uczą się na zmiany do późnego wieczora. Pani minister nadal opowiada, że wszystko jest w porządku i prezentuje beztroski uśmiech. Jednak już nawet Kościół, widząc, co się dzieje, postanowił nieco pomóc szkołom – biskup warszawski zgodził się, by w najbardziej zatłoczonych placówkach liczba godzin religii została ograniczona do jednej w tygodniu.

Nadciąga też czerwcowy Armageddon, kiedy to do szkół średnich będą próbowały się dostać równocześnie dwa roczniki: ostatni absolwenci likwidowanych gimnazjów i pierwsi absolwenci klas ósmych. O tym, jakie nastroje panują wśród ich rodziców i wychowawców, świadczy opinia, którą ostatnio usłyszałem w likwidowanym gimnazjum mojej córki: – „Proszę być przygotowanym na zwiększone trudności w dostaniu się dziecka do liceum, bo preferowani będą absolwenci podstawówek, a nie gimnazjów. Władze będą chciały pokazać, że gimnazja źle uczyły młodzież, a nowe podstawówki są znacznie lepsze”. Szczerze mówiąc, nie bardzo wierzę w prawdziwość tej plotki, ale sam fakt, że jest ona kolportowana, dowodnie pokazuje, jakie nastroje dominują w środowisku szkolnym.

Innym sygnałem jest nieuchronnie nadciągający strajk nauczycieli, w którym będzie też chyba musiała uczestniczyć „Solidarność”. Do tej pory sztandar buntu dzierżył tylko Związek Nauczycielstwa Polskiego, a „Solidarność” występowała w roli obrońcy interesów władzy. Ostatnio jednak pod presją szeregowych związkowców-nauczycieli nawet ta reżimowa i wspierająca PiS organizacja zaczęła gniewnie pomrukiwać.

W ponad trzy lata po wyborach, które oddały władzę w Polsce ludziom Jarosława Kaczyńskiego, do  Polaków zaczyna więc docierać prawda o naturze i osiągnięciach „dobrej zmiany”. Dostrzegają demolkę oświaty, handlu, energetyki, służb publicznych, sił zbrojnych, a nawet stadnin koni arabskich. Opinia publiczna zaczyna rozumieć, że za cokolwiek wezmą się ludzie pana prezesa – niechybnie to spieprzą. Kaczyński oddał kraj głupcom, miernotom, ludziom pozbawionym jakichkolwiek talentów.

Nic w tym zaskakującego, jeśli wziąć pod uwagę merytoryczny poziom kadr, na których oparła się pisowska władza. Jako wieloletni redaktor i publicysta licznych mediów widzę na przykład, jacy ludzie zasilili media do niedawna publiczne, a dziś reżimowe, i kto sprawuje tam funkcje kierownicze. Pominąwszy najwyższy szczebel opanowany przez oddelegowanych polityków w rodzaju Jacka Kurskiego, Krzysztofa Czabańskiego czy Joanny Lichockiej, niemal wszystkie stanowiska kierownicze i publicystyczne (z nielicznymi wyjątkami) zostały obsadzone przez drugorzędne miernoty i beztalencia. Przez ludzi, którzy latami produkowali nieistotne materiały dziennikarskie i nigdy nie błysnęli niczym szczególnym (nie dotyczy to oczywiście Michała Rachonia, który swego czasu wystąpił przebrany za penisa – to było wielkie osiągnięcie).

Podobne reguły doboru kadr obowiązywały we wszystkich innych dziedzinach życia – od energetyki po hodowlę arabów. I dziś ta prawda zaczęła się przebijać do świadomości ogółu. W samą porę, bo za chwilę wybory.

Waldemar Mystkowski pisze o ewentualnym zbliżeniu neofaszysty Salviniego z PiS.

Szef Parlamentu Europejskiego Antonio Tajani nie przywiązuje żadnej wagi do wizyty swego rodaka – ale o odmiennych poglądach – Matteo Salviniego u Jarosława Kaczyńskiego, gdyż „wśród suwerenistów (włoska wersja wstawania z kolan – przyp. mój) panuje całkowity brak zgody”. Dlaczego brakuje zgody? Po pierwsze, są to ruchy polityczne wsobne, nacjonalistyczne, stawiające tylko na swój naród, a więc każdy inny jest wrogiem, choć może być w sojuszu taktycznym.

Do tego momentu z Tajanim się zgodzę, a drugie jego rozróżnienie zniuansowałbym. Włoch mówi, że Salvini jest zwolennikiem Putina, a PiS pozostaje antyrosyjski. Czy na pewno? Elektorat PiS jest antyrosyjski, ale działania polityczne partii Kaczyńskiego niekoniecznie.

Mit założycielski PiS to katastrofa smoleńska, który partię Kaczyńskiego wyniósł do władzy. Od polityków PiS słyszymy retorykę antyrosyjską, ale tylko retorykę. Kreml może sobie tylko taką wymarzyć, bo co dla władców Rosji zawsze było najważniejsze – skłócać Polaków. Kreml osiąga to za pomocą „partii wpływu” w Polsce – PiS i ich poszczególnych polityków. Dobrze to rozebrał na czynniki pierwsze Tomasz Piątek w dwóch książkach o Antonim Macierewiczu. Wiceprezes PiS jest wymarzonym agentem wpływu, a to że ględzi antyrosyjsko? A jak ma mówić?

Tak więc prorosyjskość we Włoszech należy czytać zupełnie inaczej niż w Polsce. Kreml rozgrywa Polaków przeciw sobie dokładnie tak jak to robił przez cały XIX wiek, gdy znaleźliśmy się pod zaborami. A że PiS ma elektorat z terenów tego zaboru, więc mamy takie zniuansowanie.

W XIX wieku wykuwała się polska myśl niepodległościowa, jednym z jej elementów było wspieranie Ukrainy w dążeniu do państwowości. Tak widział politykę wschodnią Józef Piłsudski, a w naszych czasach pisał o tym Jerzy Giedroyc w paryskiej „Kulturze”. Dzisiaj działanie na osłabienie Ukrainy to działanie w interesie Kremla. Co dzisiaj robi w tej kwestii PiS? Kijów ustawia w roli wroga.

Tatuś premiera Kornel Morawiecki – który w czasach peerelowskiej opozycji był V kolumną w „Solidarności”, uchował się, bo widziano go jako folklor polityczny – nie raz bardzo ciepło wyrażał się o Kremlu i marzy mu się brak „sporu między nami a Rosjanami”, co samo w sobie jest godne gołąbka pokoju, ale następstwo logiczne obnaża niezbyt lotnego intelektualnie starszego Morawieckiego: nie chce wojsk amerykańskich w Polsce.

Co na to jego syn Mateusz, który retorycznie jest krew z krwi i prezentuje podobne zaplecze intelektualne – czyli marne – o tych prorosyjskich sentymentach? Nic w słowie, ale „poznacie ich po czynach”. A czynem rządu jest to, iż obecnie import rosyjskiego węgla jest dwukrotnie większy niż w 2015 roku. 20 proc. węgla zużywanego w kraju ma rosyjski stempel.

Tak więc zupełnie inaczej należy czytać prorosyjskość (pro-Putinowość) Włocha Salviniego, a zupełnie inaczej prorosyjskość – uwikłaną historycznie – panów Kaczyńskich, Macierewiczów, Morawieckich. W Europie od dawna jest tendencja stref wpływów – jeżeli nie cywilizowany Zachód, nie Unia Europejska, to Rosja. Capisce? – jak retorycznie mówił rodak Salviniego, Tajaniego, literacki i filmowy don Corleone.

Brudziński bez oszustwa dzień uznałby za stracony. Taki ma pisowski gen

12 Sty

Joachim, Ty zgrywusie, pokazujesz zdjęcie starej komórki, ale tłita puszczasz z wypasionego iPhona”– tak Sławomir Neumann skomentował zapewnienie szefa MSWiA, że ten ostatni nie korzysta z nowoczesnych urządzeń.

Oświadczenie padło na antenie Radia RMF FM, gdzie Joachim Brudziński komentował aferę Huawei i zatrzymanie podejrzanych o szpiegostwo na rzecz Chin. Minister przyznał, że jeden z zatrzymanych w sprawie, Piotr D. „posiadał imponującą wiedzę, kompetencje w dziedzinie cyberbezpieczeństwa”, podkreślając przy tym, że wszystkie dokumenty „wydawali poprzednicy”.

Jednak, to nie wypowiedzi Brudzińskiego na temat bezpieczeństwa i afery Huawei, wzbudziły żywą reakcję internautów, ale jego odpowiedź na zgoła niewinne pytanie czy politycy rządu używają telefonów chińskiej marki. „Nie jestem w stanie odpowiadać za wszystkie koleżanki i kolegów z rządu. Ja z takich urządzeń nie korzystam. Jestem przywiązany do, nie chcę tutaj reklamować, do konkretnej marki. Czasami widzę zdumienie w oczach moich rozmówców i partnerów, jak widzą jaką archaiczną komórkę wyciągam z kieszeni, ale cóż poradzić. Takie moje przyzwyczajenie”  – stwierdził Brudziński, a później jeszcze umieścił na Twitterze zdjęcie wspomnianej archaicznej komórki.

Wywołało to falę kpin ze strony internautów, którzy wytknęli ministrowi kłamstwo. „Toc (pisownia oryg.) przeta widac, ze zrobil fote Zenitem, wywołał klisze i zdjecie, zeskanowal, obrobił w fotoszopie i wrzucił na TT przez swoj komp (oczywiscie PC 486) podłączony do modemu. – komentuje m.in. internauta dauniel.

>>>

Jeśli gdziekolwiek i kiedykolwiek prokuratura zamienia się w powolne narzędzie partii rządzącej, stając się faktycznie jej agendą, to znaczy, że uległa politycznemu sprostytuowaniu i zasługuje na miano PROKURWATURY. Pytanie, czy mamy ten przypadek?

vald2

Trzy teksty Waldemara Mystkowskiego.

Czy żona prezydenta RP powinna otrzymywać pensję; jeżeli tak, to w jakiej wysokości?

Rusza debata na ten temat i jak wszystko w polityce polskiej będzie gorące, a może nawet gotujące, zwłaszcza że niemal wszyscy pod pojęciem „prezydentowa” będą sobie przedstawiać tę jedną osobę – Agatę Kornhauser-Dudę. I na tym skupi się debata. Przed Dudową prezydentowe były aktywne i często wznosiły się ponad partyjne spory. Choćby Maria Kaczyńska, która była mało kaczystowska.

Jeżeli prezydentowa – a w przyszłości może zdarzyć się prezydent jako kobieta, więc jej małżonek byłby jakimś prezydenciakiem – dostanie szmal z kasy państwowej, to obowiązkiem jej będzie wypowiedzieć się w ważnych kwestiach społecznych, a nawet politycznych. Więc czyje zdanie ma prezentować? Czy Agata Duda ma mówić swoim głosem, czy być echem Andrzeja Dudy albo mówić to, co Nowogrodzka rozsyła w oficjalnych komunikatach dnia?

A zatem zasadne jest pytanie: czy prezydentowa ma być politykiem, czy…

View original post 1 115 słów więcej