Tag Archives: Anna Materska-Sosnowska

Naziści na Jasnej Górze. Kłopoty Morawieckiego i Kaczyńskiego z rozumem

31 Mar

„Składam najserdeczniejsze podziękowania wam, bracia i siostry ze środowiska narodowego, za to wszystko, co dobrego uczyniliście” – powiedział ks. Henryk Grządko z Gorzowa Wielkopolskiego, główny celebrans uroczystej mszy do przedstawicieli Młodzieży Wszechpolskiej, Obozu Narodowo-Radykalnego, Ruchu Narodowego i Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych przybyłych tłumnie z kolejną pielgrzymką na Jasną Górę.

Sztandary z nacjonalistycznymi symbolami Szczerbca i falangi powiewały w sobotnie popołudnie nad ich głowami.

„Jesteście środowiskiem bardzo cennym. I dlatego tak atakowanym” – powiedział Grządko i wyliczył zadania jakie teraz stoją przed narodowcami.

Precyzyjnie diagnozując sytuację w dzisiejszej Polsce oznajmił: „Jest napaść cywilizacyjna na Polskę. Ona dzisiaj polega na tym, że pod znakiem tęczowej flagi próbuje się okraść nas z wartości wewnętrznych, takich jak prawda, miłość, życie ludzkie, rodzina oparta na małżeństwie, moralność oparta na Ewangelii i Dekalogu. W zamian proponuje się nie wiadomo co, nie wiadomo w imię czego”.

Po Apelu Jasnogórskim narodowcy zeszli na jasnogórskie błonia, gdzie odpalili race i sztuczne ognie oraz wykrzykiwali hasła: „Bóg, Honor i Ojczyzna, „Prymas, prymas Wyszyński” (na melodię kibolską), „Wielka Polska katolicka, wielka Polska narodowa”, „Młodość, wiara, nacjonalizm”.

„Szambo na Brunatnej Górze znowu wybiło. Bo to z pewnością nie jest już Jasna Góra, a sanktuarium czystego zła” – komentują tymczasem internauci szóstą już z rzędu pielgrzymkę narodowców do Częstochowy.

Według ustaleń dziennikarzy „Newsweeka” odejście minister finansów Teresy Czerwińskiej z rządu zostało już przesądzone. Pani minister choć „wydawała się lojalną, spokojną kobietą”, to jednak ośmieliła się wyrazić wątpliwość czy budżet wytrzyma wszystkie przedwyborcze obietnice PiS, zwane w skrócie „piątką Kaczyńskiego”.

Spór o sfinansowanie obietnic, które pochłoną ok. 40 miliardów złotych nie jest na rękę politykom PiS. Z tego powodu, jeśli Czerwińska „będzie dalej hamletyzować” to najpewniej obejmie ją najbliższa rekonstrukcja rządu. Jak twierdzą dziennikarze „Newsweeka” ma to być „aksamitny rozwód, żeby nie wyglądało to jak rozdzieranie szat przeciw piątce Kaczyńskiego.”

Na panią minister finansów ma czekać stanowisko w jednej z międzynarodowych instytucji. Według informacji resort finansów ma objąć podsekretarz stanu, związany z Instytutem Sobieskiego – Leszek Skiba.

Najprawdopodobniej będzie bardziej spolegliwy niż Czerwińska, która jasno twierdzi, że „prowadzenie odpowiedzialnej polityki budżetowej wymaga przyjęcia perspektywy planowania daleko wykraczającej poza jeden rok budżetowy”.

To wygląda na żart, bo wiele można o PiS-ie powiedzieć, ale nie to, że jest gwarantem wolności. Mówienie tego w Gdańsku, dzień po tym, jak wojewoda de facto zabronił organizowania obchodów 4 czerwca, bo wpisał na ten dzień cykliczną imprezę, jest dodatkową kpiną – mówi dr Anna Materska-Sosnowska, politolog z UW. Pytamy też o sondaże i kampanię wyborczą, a także spór rządu z nauczycielami i rolę związków zawodowych. – Zastanawiam się, czy 2019 nie będzie taką kropka kończącą piękna historię „Solidarności”, tym bardziej, że ten koniec już dawno się rozpoczął, a pan Duda nie jest pierwszym, który flirtuje z władzą. Pamiętajmy, gdzie jest dziś pan Śniadek – w PiS-ie

JUSTYNA KOĆ: Już nie „piątka Kaczyńskiego”, tylko „piątka plus” – prezes PiS-u dołożył do finansowych bonusów „wolność”. Żart czy dobre posunięcie?

ANNA MATERSKA-SOSNOWSKA: To na pewno taktycznie dobre posunięcie, dlatego że do twardych materialnych obietnic dochodzi – szkoda, że nie jako pierwsza i podstawowa – wolność, czyli wartość. To z politycznego punktu widzenia. Z praktycznego to wygląda na żart, bo wiele można o PiS-ie powiedzieć, ale nie to, że jest gwarantem wolności. Mówienie tego w Gdańsku, dzień po tym, jak wojewoda de facto zabronił organizowania obchodów 4 czerwca, bo wpisał na ten dzień cykliczną imprezę, jest kpiną. Mówienie tego w Gdańsku, mieście wolności, jest dodatkowo próbą zawłaszczenia tego w sposób przemyślany. Czy to jest potrzebne elektoratowi i czy elektorat PiS-u to kupi, mam wątpliwości.

Przy okazji Jarosław Kaczyński zaatakował Platformę i PE, oskarżając ich o zabieranie wolności poprzez wprowadzanie tzw. ACTA 2.
Nie sądzę, aby to wywołało zamierzony skutek, bo po pierwsze, to zbyt skomplikowana materia i ona nie wywoływała już takich protestów, jak ACTA2, bo i nie mogła. Poza tym

czy ktokolwiek wierzy PiS-owi, że cokolwiek uda mu się osiągnąć w PE po przegraniu 27:1?

Grzegorz Schetyna na konwencji PO we Wrocławiu zapowiedział złożenie wotum nieufności wobec minister edukacji Anny Zalewskiej. Rozumiem, że PO zależy na debacie nad wnioskiem, bo wiadomo, że Zalewska zostanie.
Niestarty tak. Jedna z nielicznych pozostałych funkcji kontrolnych parlamentu odbywa się właśnie przez wotum nieufności. Jeżeli ma odbyć się dyskusja o szkole, nauczycielach, o tym, co nas za chwile czeka, to jest to jedyna ścieżka. Skutek będzie wiadomy, ale z drugiej strony opozycja nie ma innej możliwości doprowadzenia do debaty.

Prawie co tydzień publikowane są nowe sondaże, w których raz prowadzi Koalicja Europejska, a raz Zjednoczona Prawica. Jak to tłumaczyć?
Po pierwsze, można porównywać sondaże tylko z jednej pracowni i w dłuższym cyklu, bo jak wiemy, pracownie stosują różne metodologie, niektóre, mówiąc delikatnie, pozostawiają wiele do życzenia. Po drugie, dziś analizowałabym tylko te sondaże, które badają Zjednoczoną Prawicę, która występuje pod szyldem PiS, oraz Koalicję Europejską. Badanie Zjednoczonej Prawicy i rozproszonych partii po drugiej stronie nie jest dziś badaniem uzasadnionym. Dopiero przy tych dwóch założeniach możemy zastanowić się, co pokazują nam sondaże. To z pewnością mocna polaryzacja, aczkolwiek miesiąc temu można było się zastanawiać, czy języczkiem u wagi nie będzie Biedroń. W zależności od tego, jak intensywnie jedna ze stron prowadzi kampanię, to odbija się to w sondażach. Powiedziałabym, że

ba bloki idą dość wyrównanym krokiem, nie bardzo widać też efekt „piątki Kaczyńskiego”, a kampania tak naprawdę zaczęła się połowicznie.

Rozpoczął ją PiS, ale nie widać tu jakiegoś zdecydowanego wzrostu poparcia, zasoby wydają się już dość wyczerpane, więc dla nich większą wartością jest utrzymanie tego, co mają. Myślę jednak, że „piątka Kaczyńskiego” miała nie tylko utwardzić własnych wyborców, ale trochę też ten elektorat poszerzyć.

Ta tzw. piątka Kaczyńskiego była skierowana do własnego elektoratu?
Ta teza jest prawdziwa w przypadku wyborów do PE, bo w innych wyborach ten elektorat jest zdyscyplinowany. Wynik wyborów europejskich pokaże, kto ma większe szanse na zwycięstwo. To bardziej skomplikowane, bo oczywiście w trudniejszej sytuacji z wynikami wyborczymi jest KE, która liczy na efekt kuli śnieżnej. Tak to zwykle bywa, że jedna wygrana przybliża nas do kolejnej.

Tak było w 2015 roku.
Tak, ale nie tylko. Potwierdzają to badania oraz przykłady z innych krajów. W tym przypadku mamy jednak wiele zmiennych. Co z partiami trzecimi, czy zostaną zmarginalizowane? Czy wejdą na scenę? Jeżeli tak, to czy się utrzymają i z jakim poparciem? Jeżeli mówimy o wyborach jesiennych, to kto je wygra i czy będzie miał możliwość tworzenia koalicji? Z kim tę koalicję stworzy? Jestem w stanie wyobrazić sobie sytuację, że KE wygrywa wybory w maju, tylko pytanie, czy współkoalicjanci będą na tyle zadowoleni z wyniku, że w koalicji pozostaną. Racjonalnie powinni pozostać, ale ambicje wielu są nieposkromione, stąd pytanie, czy koalicja przetrwa i jakie zasoby ma jeszcze partia rządząca i co jeszcze rzuci na stół.

W ogóle

powinniśmy pamiętać, że te wybory europejskie są ważne nie tylko ze względu na nasze wewnętrzne podwórko jesienią, ale one też są ważne dla przyszłości UE. I to nie są puste słowa.

Przejdźmy do kampanii europejskiej, która na razie wygląda dość niemrawo, ale wyraźnie widać, że po stronie obozu rządzącego wrócono do atakowania Donalda Tuska, który jest oskarżany nawet o brexit. PiS wraca na stare tory?
PiS prowadzi już kampanię, co widać po cotygodniowych konwencjach i objeździe po Polsce. Brexit jest paliwem dla PiS-u i oczywiście wraca tu stwierdzenie „wina Tuska”, bo jakżeby inaczej. Nie wydaje mi się jednak, żeby to była dobra droga. Pewnie w wewnętrznych badaniach potwierdziło im się, że to wrogiem numer jeden jest Donald Tusk, ale na tym koniec. Widać też, że już nie LGBT, ale uchodźcy wrócili w wypowiedziach PiS-u, ale jeżeli w kontrze do tego pani premier Szydło mówi, że głosowanie 27:1 to nie była porażka, tylko sukces, to daje jednocześnie paliwo drugiej stronie. Nie wydaje mi się, żeby długofalowo ataki na Donalda Tuska i brexit były dobrą bronią, bo to ostatecznie zostanie wykorzystywane przeciwko nim. Po drugie, nie jestem przekonana, czy brexit jest zrozumiały dla wyborców PiS-u. Brexit miał być czymś pięknym, wstawaniem z kolan, dumą, a jest inaczej.

Czyli brexit powinna wykorzystywać Koalicja Europejska pokazując, do czego może doprowadzić nieodpowiedzialna polityka?
Tak i KE to mówi. Proszę pamiętać, że zarzucano Platformie, że nie ma pomysłu na inną kampanię, niż mówienie o polexicie w wykonaniu PiS-u. Natomiast KE dopiero zapowiada odpalenie kampanii, Biedroń dopiero powoli zaczyna rozkręcać kampanię. Myślę, że

z czasem zobaczymy tu polaryzację na prodemokratyczną Polskę w Unii Europejskiej versus wstawanie z kolan w wersji PiS, mówiąc w skrócie.

Ani CBA, ani prokuratura nie zamierza podejmować żadnych działań w sprawie tzw. taśm Kaczyńskiego, a sama pani prokurator przesłuchująca Geralda Birgfellnera dostała awans. Czy to są sprawy, które dla wyborcy są w ogóle istotne?
W moim przekonaniu są istotne, oczywiście nie mówimy o wyborcy PiS-u, bo on jest przekonany, że Kaczyński jest niewinny i nie ma o czym mówić. W całej sytuacji najbardziej zaskakujący i niebezpieczny jest jednak ostatni element, o którym pani powiedziała, czyli awans pani prokurator. Oczywiście nie to, że awansuje, ale w jakich okolicznościach i jakiej sytuacji.  Tym bardziej, że wiemy, jaką miała wcześniej ścieżkę kariery. Tu widać jak na dłoni mechanizm upartyjnienia i zależności od ministra Ziobry. To jest bardzo niebezpieczne. Nad pewnymi kwestiami prawnymi można by się zastanawiać, każda ze stron znalazłaby swoje argumenty. Wiemy też, że gdyby sprawa dotyczyła kogo innego, to wyglądałoby to zupełnie

Jak to możliwe, że wyborcy PiS-owskiemu to się składa w całość? Ta partia robi dokładnie to, co zarzucała swoim przeciwnikom jako głęboko niemoralne.
To prawda, ale po pierwsze, ważne jaki przekaz trafia do wyborców PiS-u, a po drugie, ten wyborca też nie jest jednolity. Widać pęknięcia w tym elektoracie. Ponadto warto się zastanowić, ile jest w tym gry samego ministra Ziobry, a ile innych graczy. Wcale bym nie była zaskoczona, gdyby to były jego inicjatywy, nie tylko w obronie prezesa, ale też pokazania swojej siły.

To, co robi minister Ziobro, nie zawsze służy całej partii.

Prawie 80 proc. szkół przystąpi do strajku. W co gra tu rząd w roku wyborczym, na 2 miesiące przed wyborami do PE?
Dziś pojawiła się teza, że partyjne badania wewnętrzne muszą pokazywać, że nauczyciele nie są wielkim zagrożeniem dla elektoratu PiS-u, że jednak obawa rodziców będzie silniejsza, niż inne mechanizmy. Pytanie, czy dla rządu nie jest wręcz korzyścią to całe zamieszanie w szkołach, bo zrzucą winę na nauczycieli za bałagan związany z reformą. Wystawienie Anny Zalewskiej na pierwszym miejscu na listach wyborczych, czyli w nagrodę, aby pomóc jej w tym wyjeździe, jest absolutną kpiną. Mówienie o dbaniu o uczniów i apel do nauczycieli, aby nie zostawiali uczniów podczas egzaminów, jest wręcz abstrakcją.

Wiemy też, co mówiła minister finansów – że budżet nie jest z gumy, wiadomo też, że pewne wydatki zostały źle oszacowane i rosną w zatrważającym tempie. Kolejną sprawą jest kwestia podziału środowiska nauczycielskiego.

Wypowiedzi „Solidarności” centralnej wskazują na ostry konflikt wewnętrzny.

Pytanie, jak z tego konfliktu wyjdzie sama „Solidarność”, bo szeregowi członkowie prowadzą głodówkę w kuratorium, pan Duda, czyli główny przewodniczący, stoi murem za rządem, pan Proksa, czyli szef „Solidarności” oświatowej jest trochę za, a trochę przeciw, jednocześnie sam jest radnym PiS-u. Pojawiają się głosy, że „Solidarność” może na tym sporo stracić.
Też bym tak to oceniała. ZNP i „Solidarność” to dwie najsilniejsze centrale związkowe i zastanawiam się, czy 2019 nie będzie taką kropką kończącą tę piękną historię „Solidarności”, tym bardziej, że ten koniec już dawno się rozpoczął, a pan Duda nie jest pierwszym, który flirtuje z władzą. Pamiętajmy, gdzie jest dziś pan Śniadek – w PiS-ie.

Czeka nas zmiana na stanowisku przewodniczącego PKW. Następcę sędziego Hermelińskiego wybierze mgr Przyłębska, pełniąca obowiązki prezesa TK. To może budzić obawy?
Mam mieszane uczucia. Do jesiennych wyborów ostrożnie powiem, że nie, po wyborach to PKW wygasa i zostanie powołana nowa. To pokazuje, po co PiS-owi były sądy, Trybunał Konstytucyjny

Izba SN stwierdzająca legalność wyborców jest już całkowicie obsadzona nominatami PiS-u. To rodzi niebezpieczeństwa, ale mam nadzieję, że to jeszcze nie będzie koniec wolnych wyborów.

Trudno sobie wyobrazić, że w XXI wieku w kraju UE ktoś może myśleć o sfałszowaniu wyborów.
A Węgry? Tam mają to przećwiczone. Poza tym nie trzeba fałszować wyborów, bo można tak uchwalić przepisy, a wiemy, że PiS jest to w stanie zrobić, że prawnymi środkami wybory wygrają. W tej sprawie również Węgry stanowią świetny przykład.

PiS rozdaje więcej niż dotychczas, aby przykryć swoje afery

23 Lu

Jestem rozczarowana, bo trzeba przyznać, że PiS miał zawsze świetne konwencje, dobrze przygotowane marketingowo, a teraz widzieliśmy średnio udaną próbę skoku w przód i przykrycia wszystkich afer i problemów, o których nawet się zresztą nie zająknięto – mówi dr Anna Materska-Sosnowska, politolog z UW. Ale to nie jedyne wydarzenia burzliwej politycznie soboty. PSL ogłosiło, że przystępuje do Koalicji Europejskiej, a w Polskę ruszył kolejny „Konwój wstydu”.

Kaczyński: Musimy kontynuować dobrą zmianę, czyli rozdawnictwa ciąg dalszy

500 Plus od pierwszego dziecka już w lipcu tego roku, brak podatku PIT dla pracowników przed ukończeniem 26. roku życia, obniżenie kosztów pracy przez co najmniej dwukrotne podniesienie kosztów uzyskania przychodu oraz obniżenie PIT-u dla wszystkich osób pracujących, odbudowanie połączeń autobusowych, a od maja „trzynastka” dla emerytów w postaci najniższej emerytury – 1100 zł – to propozycje, które Jarosław Kaczyński przedstawił na sobotniej konwencji PiS-u w Warszawie pod hasłem „Nowa arena programowa”.

Prezes PiS wskazał też na dwie najważniejsze wartości: równość i wolność. Zdaniem Kaczyńskiego wolność jest kwestionowana. – Są tacy, którzy chcą nam odebrać wolność poglądów, wolność słowa, wolność sumienia, wolność religii – wyliczał.

Kaczyński przedstawił też swoje przemyślenia na temat równości. – Równość to przede wszystkim równość wobec prawa. Po drugie, to równość szans na awans, na to, by godnie żyć. Równość to prawa do godnego życia wszystkich Polaków – mówił lider PiS, dodając, że „ciągle trwa zaciekła obrona różnego rodzaju przywilejów grup, kast i dlatego ten problem jest tak ważny”.

– Jestem rozczarowana, bo trzeba przyznać, że PiS miał zawsze świetne konwencje, dobrze przygotowane marketingowo, a teraz widzieliśmy średnio udaną próbę skoku w przód i przykrycia wszystkich afer i problemów, o których nawet się zresztą nie zająknięto – komentuje dla nas konwencję PiS-u dr Anna Materska-Sosnowska.

– Przemówienie prezesa było bardzo konserwatywne, muszę przyznać, że jestem zdziwiona, bo to było jedno z jego gorszych wystąpień, czysto narodowe, konserwatywne, w którym nie było słowa o Europie – dodaje.

Kiełbasa wyborcza

Większość obietnic PiS-u ma zostać zrealizowana jeszcze przed wyborami parlamentarnymi. W lipcu tego roku popłynąć mają pieniądze na pierwsze dziecko, połączenia autobusowe rząd przywróci już w kwietniu. W tym roku do emerytów ma popłynąć też „trzynastka”, czyli dodatkowe 1100 złotych rocznie.

– To, co zaprezentował PiS, to pełne rozdawnictwo, jeszcze większe niż było, plus sięganie do programów opozycji, nie ma znaczenia, ile to będzie kosztowało i skąd na to pieniądze – uważa dr Anna Materska-Sosnowska.

Analityk Rafał Mundry wyliczył, że 500 Plus na każde dziecko to dodatkowe 20 mld zł, zatem roczny koszt programu 500 Plus podniósłby się wtedy z 23 do 43 mld zł. Jak podaje analityk, za te pieniądze można by wybudować 1000 km autostrad każdego roku, o 9 lat skrócić kolejki do specjalistów lub o 17 lat skrócić kolejkę na rehabilitację. Za kwotę 43 mld można by też zlikwidować CIT (34 mld) i jeszcze by zostało 10 mld.

– To też pokazuje, do kogo jest skierowany ten komunikat. Tam nie było nic do elektoratu z wielkich miast, gdzie PiS przegrali wybory samorządowe. To był przekaz dla powiatów, słabszych – uważa dr Materska-Sosnowska.

PO: Dlaczego PiS głosowało przeciw 500 Plus na pierwsze dziecko?

Do propozycji rzuconych na konwencji przez Jarosława Kaczyńskiego odniosła się opozycja. Poprawkę przyznającą pieniądze na pierwsze dziecko zgłosiła wcześniej Platforma Obywatelska, PiS ją odrzucił.

– To, co dziś powiedział Jarosław Kaczyński, to realizacja postulatów PO. W 2016 r. PO złożyło projekt ustawy mówiący o 500 Plus na pierwsze dziecko, później zgłosiliśmy poprawki dotyczące 500 Plus dla samotnych rodziców. Kilkanaście miesięcy temu Grzegorz Schetyna mówił o 13. emeryturze – skomentował konwencję PiS-u Jan Grabiec, rzecznik PO.

– Jarosław Kaczyński próbuje mamić Polaków nowymi obietnicami socjalnymi. Wierzę, że Polacy nie dadzą się nabrać na tani populizm. Te propozycje, o których mówi Kaczyński i Morawiecki, mają obowiązywać tylko w 2019 r. To jest totalna korupcja polityczna – dodaje Sławomir Neumann, szef klubu PO.

Pomysły PiS-u skomentował też Władysław Kosiniak-Kamysz. – Przez trzy lata nie udało się wprowadzić 500 złotych na pierwsze dziecko, a jak powstał rywal bardzo silny, to od razu prezes Kaczyński zmienił zdanie – powiedział lider ludowców.

Jednocześnie dziś sprzed siedziby PiS-u na Nowogrodzkiej ruszył kolejny tzw. Konwój wstydu.

– My dzisiaj w imieniu milionów Polaków apelujemy do prezesa, aby powiedział prawdę o tej tajemniczej kopercie, aby wyjaśnił, dlaczego zamiast zajmować się sprawami Polski tak naprawdę zajmował się inwestycjami w dwie wieże – tłumaczył Arkadiusz Myrcha z PO.

Jeszcze zanim z Nowogrodzkiej konwój ruszył wezwana na miejsce została policja, która skontrolowała, czy konwój na pewno może pojechać w miasto.

Europa wg PiS

Ci, którzy spodziewali się planu, z jakim PiS chce iść do PE, srodze się rozczarowali. Niby na jednym z ekranów widniał slogan „Polska sercem Europy”, ale na tym w zasadzie koniec. Premier Morawiecki w kontekście wyborów do PE skomentował powstałą właśnie Koalicję Europejską, tworzoną przez ugrupowania opozycyjne. Dziś do KE oficjalnie dołączyło PSL. – Ja myślę, że to dobrze, bo to przynajmniej pokazuje, że są w Polsce dwie partie, partia, która chce zmiany władzy, i partia, która chce zmienić Polskę na lepsze – stwierdził Morawiecki.

– Powiedzenie, że jesteśmy sercem Europy, nic nie mówi. Zatem po co ta ekipa idzie do PE? Dla mnie ten przekaz był wyraźny, musimy wygrać wybory do PE, bo to jest wstęp do wygrania następnych wyborów do Sejmu – uważa Anna Materska-Sosnowska i dodaje: – Powiedzenie, że to najlepsza ekipa walcząca o nasze sprawy w Europie, wygląda jak żart, jeśli wysyła się do Brukseli Beatę Szydło i Annę Zalewską.

PiS z zadyszką

Zdaniem pani doktor twardy elektorat PiS oczywiście kupi kolejne obietnice partii rządzącej, podobnie jak ci, którzy zostali kupieni już wcześniej. Teraz PiS będzie przekonywał, że jeżeli nie wygra w wyborach, to te wszystkie socjalne bonusy zostaną zabrane. Jednak ta konwencja pokazała, że PiS nie potrafi poradzić sobie z sytuacją, w jakiej się znalazł

– Co najmniej od wyborów samorządowych PiS jest w zadyszce, przestał narzucać narracje i tematy, o których się rozmawia. Oczywiście jest to próba narzucenia narracji, podobnie jak w przypadku list do PE, ale to są sprawy chwilowe, które mają przykryć problemy, w których PiS się znalazł – mówi Anna Materska-Sosnowska i dodaje: – Z czysto marketingowego punktu widzenia to Biedroń miał perfekcyjnie przeprowadzoną konwencję. Tutaj widzieliśmy powtórkę z czasów zjazdów jedynej słusznej partii, gdzie przemawiał Gomułka, a reszta klaskała bez specjalnego entuzjazmu.

PSL w Koalicji Europejskiej

Polskie Stronnictwo Ludowe dołączyło do Koalicji Europejskiej, co oznacza, że w KE znalazły się wszystkie ugrupowania oprócz partii Roberta Biedronia. W piątek do współtworzonej przez PO Koalicji Europejskiej dołączyła Nowoczesna, wcześniej SLD, Zieloni i Teraz! Ryszarda Petru.

– Jesteśmy formacją demokratyczną, przeprowadziliśmy poważną dyskusję. Rada Naczelna PSL, dbając o jak najlepszą przyszłość Rzeczypospolitej, pomyślność jej obywateli, podjęła decyzję o budowaniu wielkiej koalicji propolskiej i proeuropejskiej – powiedział ogłaszając decyzję rady Władysław Kosiniak-Kamysz, przewodniczący PSL.

– Przyznam, że jestem zaskoczona, bo do wczoraj jeszcze te głosy były podzielone. To zdecydowanie dobry ruch – uważa Anna Materska-Sosnowska.

– Koalicja Europejska mówi wyraźnie, że to, co nas jednoczy, to twarde stanowisko Polski w Europie – nie dajemy się wyprowadzić. W moim przekonaniu dzisiaj PiS swoją konwencją i wypowiedziami to potwierdził, a słowa premiera Morawieckiego tak należy czytać: oni są koalicją europejską, a my (PiS) polską, czyli znowu mamy dzielenie na lepszych i gorszych – dodaje.

– Tworzy się koalicja antyeuropejska skupiona wokół PiS, które proponuje Polakom polexit. Wybory w maju zdecydują, czy Polska będzie w UE poważnym partnerem i będzie mogła realizować swoje interesy, czy będzie to Polska rządzona przez ludzi wyprowadzających ją z UE – skomentował przystąpienie do KE Sławomir Neumann, szef klubu PO.

Pożar w burdelu PiS właśnie się zaczął. Nie wzywajcie żadnych strażaków, niech we własnym piekle usmażą się

1 List

Oczywista oczywistość…?

Premier Morawiecki ma taką przypadłość, że nie do końca, mówiąc delikatnie, waży słowa i nie chodzi mi tylko o ewidentne kłamstwa, ale też o takie plecenie trzy po trzy, a to o mostach, a to o drogach, wszędzie ma jakąś przypowiastkę jako pszczelarz, rolnik itd. Z takiego plecenia wychodzą również kłamstwa wyborcze. Oczywiście, że po porażce w prowadzeniu kampanii i po tych kłamstwach powinien się podać do dymisji, ale wiemy, że to nie nastąpi i że będzie broniony. Wręcz może to umocnić jego pozycję – mówi dr Anna Materska-Sosnowska, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. Rozmawiamy też o rozgrywkach wewnętrznych w PiS, kompromitacji władzy przy organizacji obchodów 100-lecia niepodległości, kampanii wyborczej do europarlamentu.

JUSTYNA KOĆ: O co chodzi w przepychance między ministrem Jackiem Czaputowiczem a ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobrą? Rzeczniczka PiS przekonuje, że stanowisko Ziobry to stanowisko partii, premier zapewnia, że nie ma rozbieżności miedzy ministrami, a wieczorem minister Czaputowicz wycofuje się z wcześniejszego stanowiska i oświadcza, że w pełni popiera wniosek ministra sprawiedliwości. Co to za gra?

ANNA MATERSKA-SOSNOWSKA: To dobre pytanie, co to za gra, bo oczywiście minister Czaputowicz miał rację, wczorajsze stanowisko było bardzo merytoryczne, ale mało polityczne, wynika z tego, co dziś obserwujemy. Minister nawet wytłumaczył, że to było eksperckie stanowisko, a nie MSZ. Myślę, że gra jest tu podwójna. Po pierwsze, spór jest wewnątrz rządu. Głos Czaputowicza był też głosem łagodzącym w stosunku do UE i  przed kampanią do PE. Mówił zresztą o tym Paweł Kowal, że takie stanowisko może być zaprezentowane, właśnie aby złagodzić stanowisko przed kampanią do europarlamentu. Potwierdzałyby to też słowa Kaczyńskiego, który podkreśla, że Polexit to bzdura.

Myślę, że jest tu też personalna gra na osłabienie Ziobry. Premier stanął pomiędzy nimi, bo musiał, aby wyciszyć spory, ale to też może być sygnał o frakcjach wewnątrz rządu i poparciu dla premiera.

Wygląda na to, że to Ziobro jednak wygrał to starcie, bo minister Czaputowicz się wycofał.
Dzisiaj nie ma już  gry o duże miasta przed drugą turą, bo w zasadzie największą niewiadomą jest Radom. Gdańsk i Kraków wyglądają na przegrane przez PiS, w związku z tym partia Kaczyńskiego umacnia swój elektorat niż go rozmiękcza. To, że dziś Ziobro wyszedł zwycięski, nie oznacza, że jutro również wyjdzie zwycięsko ze starcia. Poza tym to „stanowisko eksperckie” już poszło, więc to również będzie jakaś wskazówka dla Trybunału. Po drugie,

z Macierewiczem było podobnie; długo był broniony, ale do czasu. Potem został schowany, wycofany, ostatnio pojawiły się informacje, że nawet NIK-u nie dostanie. O sporze między Morawieckim a Ziobrą mówi się od dawna.

Ten spór mógł narosnąć jeszcze po wyborach samorządowych?
Oczywiście i myślę, że teraz przybiera ostrzejszą postać.

Zbigniew Ziobro jest oskarżany, że to przez jego ruch PiS przegrał duże miasta, bo ten ruch ze skierowaniem sprawy traktatu UE do Trybunału Konstytucyjnego zmobilizował liberalny, wielkomiejski elektorat, który dostrzegł w nim początek Polexitu.
Każda partia boi się efektu kuli śnieżnej. Myślę, że Ziobro trochę uruchomił tę lawinę, ale nie był jej jedyną przyczyną. Do tej mobilizacji miast przyczyniły się różne ruchy i działania, m.in. słowa pana prezydenta o iluzorycznej wspólnocie, spot o uchodźcach, działania Ziobry. Trudno tu wskazać jedną osobę i czynnik. Aczkolwie

trzeba przyznać, że największe kontrowersje są wywoływane przez Zbigniewa Ziobrę, bo to on stoi za sprawą Sądu Najwyższego, za tym, jak są powoływani i odwoływani sędziowie czy za pytaniami do TK. Zdecydowanie on jest tu rozgrywającym.

Jakie znaczenie ma fakt, że Ziobro jest z innej partii? Często mówimy PiS, a to Zjednoczona Prawica, która składa się z 3 ugrupowań. Jednym z nich jest Solidarna Polska Ziobry.
Raczej bym jednak rozpatrywała to w ramach Zjednoczonej Prawicy, ale w sensie przywództwa. Jego partia jest znacząca, jeśli chodzi o większość rządową w Sejmie, ale nie ma większego poparcia, chociaż przyznać mu trzeba, że ma na pewno większe poparcie niż Gowin.

Czy na Nowogrodzkiej trwa analiza zysków i strat z tej koalicji po wyborach? Mam wrażenie, że zarówno ugrupowanie Ziobry, jak i Gowina relatywnie mało wnosi do stanowisk, które mają.
Nie do końca, bo PiS dostaje tu to, co jest mu potrzebne, czyli większość. Prawica się już nauczyła, że tylko zjednoczona może ją uzyskać, bo D’Hondt jest nieubłagany. Z drugiej strony, czy PiS tak dużo oddaje… Oni dobrze podpisali umowę koalicyjną, gdyby mniejsze partie teraz wyszły, to tracą wszystko.

Działa tu też zasada, że im więcej się da, tym trudniej działaczom wyjść z koalicji. Dlatego ten spór między Morawieckim i Ziobrą był już za premierostwa Beaty Szydło, wtedy już Ziobro był rozdającym stołki w spółkach.

Czy sprawa z ministrem Czaputowiczem nie pokazuje, że w rządzie jest po prostu bajzel?
Tak bym nie powiedziała, natomiast po wyborach ujawniło się wyraźnie to, o czym media już pisały, poważne wrzenie. Zresztą MSZ zawsze był trochę na boku. Czaputowicz był i jest osobą z zewnątrz, która wszystko zawdzięcza powołaniu. Jednak nazwałabym to grami frakcyjnymi, bajzel to za mocne słowo.

PiS będzie teraz próbował pokazać się jako partia proeuropejska?
Tak, bo nie może pozwolić sobie na przegranie w wyborach do europarlamentu.

A „ciemny lud to kupi”?
Elektorat PiS-u na pewno tak. Tylko

PiS potrzebuje więcej, bo twardym elektoratem nie wygra. Dlatego będzie próbować przesunąć się do centrum, chociaż miasta pokazały, że zajęcie centrum przez Morawieckiego się nie udało i nie pozyskali tu nowych wyborców.

To nie wróży najlepiej przy takich nastojach na najbliższą kampanię, zwłaszcza że dziś pojawiła się jeszcze informacja, że TSUE przyśpiesza prace w sprawie Sądu Najwyższego.

Prawdopodobnie jeszcze w kwietniu wyda orzeczenie w tej sprawie, czyli przed samymi wyborami do PE. To zły kalendarz dla PiS-u?
Bardzo zły, ale na decyzje TSUE wpływ mają także ruchy w Europie i to, że nie wiadomo, jak będzie wyglądał PE w przyszłości.

Dzisiaj nie sprzyja też PiS sytuacja z zapowiadanymi obchodami 100-lecia niepodległości. Ta

intensyfikacja wyjazdów prezesa Kaczyńskiego w Polskę zarówno przed pierwszą turą, jak i teraz, potwierdza to, że w obozie rządzącym zaczyna się pożar.

Skoro jesteśmy przy obchodach, to kiedy prezydent posłuchał doradców od PR? Jak zapraszał na marsz narodowców, czy jak zapowiedział, że sam nie weźmie w nim udziału?
Tego nie wiem, natomiast widać wyraźnie, że chaos wokół prezydenta i taka nieumiejętność radzenia sobie pogłębiają się. Powiem szczerze, że cieszę się, że prezydent wycofał się z tego pomysłu, bo nie wyobrażałam sobie marszu pod auspicjami Młodzieży Wszechpolskiej czy ONR, który firmuje prezydent mojego kraju. Wiara w to, że zrezygnowaliby ze swoich haseł czy banerów była naiwnością. Ten kuriozalny pomysł był pewnie nie do końca przemyślany i skonsultowany. Z drugiej strony proszę zwrócić uwagę, że PiS na początku też w to wszedł, dopiero potem się wycofał. Tu mamy cały szereg wydarzeń: kpiny z marszów organizowanych przez Bronisława Komorowskiego z jednej strony, więc trudno byłoby dzisiaj wrócić do tego pomysłu, zwłaszcza że dzisiaj wiadomo, że marsz prezydenta mógł okazać się porażką frekwencyjną. Po drugie, jak się uchwala ustawę o zgromadzeniach cyklicznych, to też są tego później takie konsekwencje. Po trzecie,

mam nadzieję, że to, że nie będzie nikogo znaczącego z Europy na naszym 100-leciu, to jest wynik nieudolności dyplomatycznych, a nie pokazanie przez Zachód, że się „w pewnych miejscach nie bywa”.

W efekcie nic wyjątkowego nie wydarzy się 11 listopada. Uroczysta zmiana warty przed Grobem Nieznanego Żołnierza, złożenie kwiatów i tyle…
Dobrym pomysłem jest śpiewanie hymnu w południe 11 listopada wszędzie tam, gdzie może być zaśpiewany, ale powiedzmy sobie szczerze, że to jest zdecydowanie za mało. Tym bardziej, że te obchody były oczekiwane, zapowiadane, był uchwalony wielki budżet, wielkie przygotowania, a mamy wielki niewypał. Nie zaproponowano nic, co byłoby ponad podziałami, co by łączyło.

Zrzucanie teraz na opozycję, że nie chce przyjść na marsz narodowców, jest śmieszne. Dobrze, że będą jakieś wydarzenia w ponad 3000 miejsc, ale brak centralnego, głównego jest rozczarowujący. Ani prezydent, ani władza nie sprostali oczekiwaniom, nie wykorzystali chwili, nie stanęli na wysokości zadania.

Premier Morawiecki drugi raz został przyłapany na kłamstwie. Powinien podać się do dymisji?
Premier Morawiecki ma taką przypadłość, że nie do końca, mówiąc delikatnie, waży słowa i nie chodzi mi tylko o ewidentne kłamstwa, ale też o takie plecenie trzy po trzy, a to o mostach, a to o drogach, wszędzie ma jakąś przypowiastkę jako pszczelarz, rolnik itd. Z takiego plecenia wychodzą również kłamstwa wyborcze. Oczywiście, że po porażce w prowadzeniu kampanii i po tych kłamstwach powinien się podać do dymisji, ale wiemy, że to nie nastąpi i że będzie broniony. Wręcz może to umocnić jego pozycję.

Wstyd na świecie, że sąd łapie po raz drugi premiera na kłamstwie?
Nie przesadzałabym. Świat się tym nie interesuje. Nie jest to też wydarzenie na arenie międzynarodowej.

>>>