Tag Archives: Aneta Mościcka

Tusk na białym koniu? Tak, acz sami damy radę PiS-owi

11 Maj

Jerzy Owsiak i Maciej Stuhr zdominowali galę z okazji 30. rocznicy powstania „Gazety Wyborczej”. Żarty obu panów zapewne nie przypadły do gustu miłośnikom „dobrej zmiany”.

Ja jestem przedstawicielem świata filmu. To jest świat gazety. Te światy czasem się przenikają. Redaktor Michnik spotkał się kiedyś z producentem filmowym i wtedy upadł rząd. Być może po naszym dzisiejszym spotkaniu stanie się coś równie spektakularnego” – mówił w trakcie gali Maciej Stuhr, żartobliwie nawiązując do tzw. afery Rywina.

Komu z państwa nie jest wszystko jedno? Redaktor Michnik nie podniósł ręki. Kto z państwa miał w ręku pierwszy numer »Gazety Wyborczej«? Kto z państwa w minionym roku przeczytał choćby jedną książkę? Czy jest na sali ktoś, kto spalił chociaż jedną książkę? Nie widzę. Czy ktoś z państwa był ze święconką w tym roku? Troszkę mniej. Czy ktoś z państwa w ostatnich dniach rozwiesił jakiś plakat z Matką Boską? Są ręce, nie wiem, czy to dobrze” – kontynuował popularny aktor i stand-uper. Stuhr w wyraźny sposób odwołał się do ostatnich wydarzeń i postępującej w Polsce klerykalizacji.

Równie dobry występ zaliczył założyciel Wielkiej Ostry Świątecznej Pomocy. Jurek Owsiak, który otrzymał nagrodę „Gazety Wyborczej”, mówił o swoim ostatnim konflikcie z posłanką Krystyną Pawłowicz (słynne słowa „Krystyna, wróć na ziemię”).

Skoro nie wyleciała w kosmos, to znaczy, że jest niewinny” – mówił o sobie lider WOŚP. W dalszej części przemówienia Owsiak apelował o solidarność i jedność Polaków. „Niech na tej Srebrnej je*nie dwoma domami, ale naszymi, wspólnymi. To przecież ładne skrzyżowanie jest” – mówił.

Wydaje się, że wszelkie zastrzeżenia, czy wczorajsze doniesienia „SE” były tzw. ustawką zostały dzisiaj rozwiane. Ta sprawa w artykule „Dzieci PMM nie dowiedziały się o adopcji z SE, nie ma wątpliwości. To była zaplanowana akcja”.

W zapowiadanym wywiadzie dla tego tabloidu szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyk potwierdza, że dwoje dzieci Morawieckiego, które zostały adoptowane, nie dowiedziały się o tym fakcie – jak to sugerowano – z artykułu „SE”, ani z książki o premierze autorstwa rzecznika banku, którego prezesem był Morawiecki.

Szef Kancelarii Premiera skupił się w tym wywiadzie na atakowaniu autora książki, czyli byłego rzecznika banku BZ WBK Piotra Gajdzińskiego. Jednak, kiedy Dworczyka zapytano, czy zostaną podjęte jakieś kroki prawne wobec byłego współpracownika Morawieckiego, odpowiedź była wymijająca. – „Będzie czas na przeanalizowanie tej książki” – powiedział Dworczyk.

Internauci komentowali: – „Ci, którzy wczoraj dali się nabrać i współczuli premierowi Morawieckiemu nie mają się czego wstydzić. To naturalny odruch ludzi przyzwoitych (poza nielicznymi takimi jak Mazurek, świadomie nawołującymi do współczucia) Niech się wstydzą ci, którzy zorganizowali tę żałosną ustawkę”;

„Polityczny prostytut, sprzedał nawet rodzinę. Tragedia. Co ten Kaczyński ma na Morawieckich, że steruje nimi jak pacynami?”; – „Znam ludzi, którzy adoptowali swoje dzieci. Znam też osoby, które zostały zaadoptowane. Zawsze była otwartość w tym temacie w ich rodzinach. I żadna z tych osób nie przewodniczyła autokratycznemu rządowi, łamiącemu praworządność”.

„Zamiast pozwu i żądania wielomilionowego odszkodowania (choćby na Caritas), jest wywiad szefa kancelarii PMM w brukowcu, który – wczoraj się tak wydawało – naruszył prywatność bezbronnych dzieci. Już nic bardziej obrzydliwego w polskiej polityce nie zobaczycie: – podsumowała Hanna Lis.

Mikołaj Lizut, dziennikarz radia TOK FM obejrzał przedpremierowy pokaz filmu „Tylko nie mów nikomu” w reżyserii Tomasza Sekielskiego. Po seansie nie zostawia suchej nitki na skompromitowanych kościelnych hierarchach.

Ten film jest niezwykle ważny. Dotyka sprawy właściwie kardynalnej, jeśli chodzi o Kościół katolicki. Przede wszystkim na usta cisną się trzy słowa: kłamcy, hipokryci, właściwie diabły. To o Kościele w Polsce” – mówił na łamach TOK FM Lizut.

Pokazuje mechanizm ukrywania tych przestępstw, to że w ten mechanizm zaangażowani są także hierarchowie polskiego Kościoła i to masowo” – recenzował dzieło Sekielskiego dziennikarz.

Pokazuje także to, że właściwie Kościół katolicki zamiata to wszystko pod dywan, że jest on oblężoną twierdzą przesiąkniętą kłamstwem i hipokryzją w tej sprawie” – dodał.

Dziennikarz chwalił formę, w jakiej Sekielski skonfrontował zboczeńców w sutannach z ich dorosłymi już dzisiaj ofiarami. „Widzimy więc sceny, w których z własną przeszłością – diabłów seksualnych – muszą się mierzyć ludzie, którzy właściwie są już u kresu swojego życia” – stwierdził Mikołaj Lizut.

Publicysta przytacza również scenę, w której doszło do spotkania ofiary z księdzem Franciszkiem Cybulą, byłym kapelanem Lecha Wałęsy i pedofilem. Zdaniem Sekielskiego, Cybula do końca nie przeprosił za swoje przewinienia ani nie odczuwał winy.

Komentarze internautów, jakie ukazały się pod artykułem poświęconym recenzji filmu, pokazują brak zaufania części Polaków do skompromitowanej instytucji Kościoła. „Ci biskupi zawsze w brokatach i złocie pozamykani w pałacach; udający wierność i miłość do Boga – to szatańska obłuda i oszukiwanie wiernych” – odważnie napisał jeden z użytkowników. „Panie Tomaszu, powodzenia! Jest Pan w Panteonie »Wyklętych«, a ci w kraiku nad Wisełką, są napiętnowani przez »nowozmianowców«” – dodał inny.

Kolejny atak na Radosława Sikorskiego posłanka PiS Krystyna Pawłowicz przypuściła po jego wpisie na Twitterze, w którym tak skomentował artykuł „Foreign Policy” o ambicjach mocarstwowych Chin: – „Aż dziw, że Prezes nie ogłosił jeszcze, że zbudujemy lotniskowiec”. – „Fantastycznych opowieści o pana afgańskim bohaterstwie na zapleczu walk i „frontowych” fotek w gustownym „wojennym” ubranku nic nie „przebije”… Żaden lotniskowiec” – napisała Krystyna Pawłowicz.

W odpowiedzi na ten komentarz Sikorski zamieścił zdjęcie artykułu zatytułowanego „Wspólne przedsiębiorstwa polsko-radzieckie”, napisanego przez Pawłowicz. Zestawił go z wykonaną przez siebie fotografią z Afganistanu, którą opublikował brytyjski tygodnik „The Observer”. – W 1987 roku Pani opublikowała ten artykuł, a ja to zdjęcie. Bujaj się, wariatko” – napisał Sikorski, tym samym powtarzając swoje słowa z ubiegłego tygodnia, kierowane do Pawłowicz. O tym w artykule „Bujaj się wariatko” i „Epidemia prostactwa”.

Na tym nie koniec, bo Pawłowicz nie odpuszczała. _ „Nie dość, że jest pan prostym narcyzem, to nie umie pan też czytać. Ten art. był wtedy JEDYNYM prawn.opisem ujawniającym NIEJAWNE uchwały RM,DEMASKUJĄCYM SPOSÓB PASOŻYTOWANIA Rosji na Polsce i zgody PZPR na to. Ambasada USA zrobiła tłumaczenie i spotkali się ze mną w tej spr.w Red” [pisownia oryg. – przyp.red] – usiłowała się odgryźć Pawłowicz. – „Tak, tak, Pani walczyła z komuną, pisząc w komunistycznej prasie” – odpisał Sikorski.

„Pisała, ale się nie cieszyła. Pewnie błędy ortograficzne panna Krysia specjalnie robiła, żeby rozbić system od środka.

No i kolejne KO. Krystyna ma chyba jakieś zapędy masochistyczne, że ciągle szuka u Radka batów” – komentowali internauci. Zastanowił ich jeszcze jeden aspekt sprawy: – „Zakochała się może? Każdego może dopaść, nawet po 60-tce”; – „Mając nietuzinkową osobowość Pani Pawłowicz, mam wrażenie, że Pana podrywa”.

Dajmy żyć każdemu, kto sobą nie krzywdzi innych, bo inaczej, czym różnimy się od tych, których tak piętnujemy?

Nie wiem, czy to nasza cecha narodowa, ale dziwni jesteśmy my, Polacy. Jak kogoś wielbimy to darujemy mu wszystko, patrzymy na to, co robi przez różowe okulary i nie chcemy nawet dostrzec jego wpadek. Jak kogoś nienawidzimy to całą gębą, tępimy na wszelkie możliwe sposoby, generalizujemy na maksa. Przykład? Ot chociażby kościół i polscy katolicy. Kościół jest zły, jego wierni to głupcy i oszołomy… i tak sobie z tą retoryką lecą ci, którzy mają serce pełne demokracji oraz tolerancji.

Racja, źle się dzieje z polskim kościołem, ale nie całym, tylko pewną jego częścią. Już kiedyś napisałam, że mamy do czynienia z pewnego rodzaju schizmą. Podział na Kościół z Watykanem w tle i Polską Instytucję Kościelną. PIK już dawno stracił kontakt ze swoją wiarą, usłużnie kica przed PiS-em, hołubi narodowców, wtrąca się do polityki. Ma swoich wierzących i odsuwa się od tych gorszych, czyli myślących zgodnie z naukami papieża. Jedzie równo po politykach partii opozycyjnych, uważając zapewne, że znacznie niższy w nich poziom katolickości niż w tych swoich, pisowsko – narodowych.

PIK piętnuje osoby o innej orientacji seksualnej, nie słucha papieża Franciszka, według którego „geje nie powinni być marginalizowani i powinni stanowić integralną część społeczeństw, w których żyją” i dodaje – „To, że jesteś gejem nie ma żadnego znaczenia! Bóg Cię kocha takim jakim jesteś. I nie ma żadnego znaczenia to co mówią inni ludzie”. PIK piętnuje nauczycieli, każdego, kto nie wspiera partii rządzącej, śmie przeciwko niej występować, śmie nie zgadzać się na wyznaniowy charakter Polski, który coraz bardziej przez PiS i PIK jest utrwalany.

Żądza władzy i kasy doprowadziła do tego, że PIK przekroczył granice, za którą nie ma już nic z prawdziwie pojmowanego duszpasterstwa i wiary. Im więcej dostaje, tym głośniej krzyczy, jaki jest prześladowany, jaki biedny, niezrozumiały i niedoceniany. I to właśnie PIK powinien być piętnowany za postawę zupełnie niezgodną z naukami kościoła, a jednak często krytycy zapominają o tych katolikach, którzy nie idą na smyczy PIK-u. O księżach, dla których ich misja, uczciwość i pojmowanie wiary, jest znacznie ważniejsze od dóbr doczesnych i politykierstwa. Niestety i im się ostro dostaje, choć na to nie zasłużyli.

To ci katolicy, nasi sąsiedzi, znajomi, koledzy z pracy, również nie odnajdują się w obecnej rzeczywistości, zdominowanej przez duszpasterzy, którzy zapomnieli, kim są i po co. To również oni nie kryją gorzkich słów, potępiają pedofilię w kościele, uczestniczą w protestach przeciwko łamaniu konstytucji i zasad demokracji, nie zgadzają się z kościelną polityką wobec narodowców, wzrastającym przepychem, w jakim żyją polscy hierarchowie i ich wiecznymi roszczeniami finansowymi. To oni napisali ostatnio list do Konferencji Episkopatu Polski, występując przeciwko ściganiu przez policję autorki wizerunku Matki Boskiej Częstochowskiej z aureolą w kolorach tęczy.

W  swoim liście napisali m. in., że „wpisanie tęczy nie jest, naszym zdaniem, obrazą uczuć religijnych, gdyż tęcza nie jest symbolem uwłaczającym – przypominamy, że np. Matka Boska Kodeńska ma także aureolę tęczową, a ikona Maiestas Domini przedstawia Chrystusa, którego stopy spoczywają na tęczy, co ma podkreślać Jego jedność i równość z Bogiem Ojcem Wszechmogącym” i zwrócili uwagę „na brak jakiejkolwiek reakcji ze strony władz Kościoła oraz organów Państwa na przypadki ewidentnej profanacji, jakimi były zjazdy organizacji nacjonalistycznych na Jasnej Górze, podczas których głoszono treści sprzeczne z nauką Kościoła, czy też na skandaliczną wypowiedź ks. bpa Andrzeja Jeża cytującego podczas homilii Wielkoczwartkowej, jako prawdziwe, opinie z antysemickiej fałszywkę”.

Osoby tak ostro krytykujące dzisiejszy, polski kościół, sami żądając dla siebie Polski świeckiej, zapominają, że ten kościół to nie tylko PIK. Wołając głośno o uszanowanie praw obywatelskich, jednocześnie odbierają te prawa innym, negując ich. Nie widząc tutaj żadnej sprzeczności z tym, co sami głoszą, wrzucają katolików do jednego worka, tym samym idealnie wpisując się w budowanie podziału w społeczeństwie.

Demokracja to poszanowanie innych poglądów, wyznania, rasy, orientacji seksualnej. To uznanie, że każdy człowiek ma prawo do bycia, kim chce, życia według swoich norm czy poglądów. Krytykujmy PIK i jego wyznawców, ale nie piętnujmy każdego katolika za to, że jest katolikiem. Odróżniajmy dobro od zła i nie krzywdźmy tych, którzy nie zasługują na złe słowa. Żyjemy w bardzo mrocznej Polsce, ale zachowajmy umiar i odpowiedni poziom człowieczeństwa. Dajmy żyć każdemu, kto sobą nie krzywdzi innych, bo inaczej, czym różnimy się od tych, których tak piętnujemy?

Reklamy

PiS przymierza się do państwa wyznaniowego

24 Kwi

To wcale nie jest żart. Profesor Krzysztof Maria Szczerski, szef gabinetu prezydenta RP na stronach swojego życiowego dzieła pt „Utopia europejska. Kryzys integracji i polska inicjatywa naprawy”,wydanego w 2017 r. postuluje wprowadzenia „paszportu katolickiego”.

Powinien on zawierać „najważniejsze modlitwy i prawdy wiary”. Chodzi o to „By Polacy emigrujący z Ojczyzny do zateizowanych krajów zachodnioeuropejskich nie ulegli tamtejszym lewicującym modom intelektualnym, ale pozostali wierni Bogu i Polsce”. To jeszcze nie wszystko. Minister Szczerski liczy, że Polska będzie dla Europy tym samym, czym był Noe, dla ludzi żyjących przed biblijnym potopem.

„W naszych czasach rodzinę patriarchy i jego samego musi zastąpić grupa społeczna lub cały naród. […] Im szybciej rozpoznamy wśród nas Noego budującego arkę, tym lepiej, tym mniej szkód” – pisze Szczerski.

Jak wynika z lektury dzieła ministra, jest on święcie przekonany, że Polacy mają misję. Pisze, iż odnosi wrażenie, że „wiele krajów czeka na nas, czeka na ojczyznę św. Jana Pawła II, by wskazała na nowo drogę”. I dodaje, że do zbawienia Europy ma nas do tego predestynować „nasz potencjał terytorialny i ludnościowy”.

Jakkolwiek by nie komentować tych „wynurzeń” niepokojące jest to, że autor jest szefem gabinetu Prezydenta RP, kilkakrotnie przymierzany do funkcji Ministra Spraw Zagranicznych.

Bez większej złośliwości dzieło pana profesora można skomentować w czterech słowach: jaki Pan taki kram.

Znajomo w nim pobrzmiewa głoszona wcześniej przez Morawieckiego idea rechrystianizacji Europy, donośnym echem odbija się kompromitująca wypowiedzi Andrzeja Dudy podczas Forum Polsko-Niemieckiego w Berlinie, gdzie prezydent stawiał sobie pytanie „Dlaczego na przykład w sklepie nie można w tej chwili kupić już zwykłej żarówki”.

„Myśl tę prezydent Duda zapewne zaczerpnął ze dzieła Szczerskiego, według którego ta niedobra Unia Europejska „ciągle czegoś zabrania lub coś zakazuje. Nie wolno pomóc jakiejś gałęzi przemysłu, nie wolno palić w piecach węglem, nie wolno wkręcać tradycyjnych żarówek itd., itd.” – skomentował autor artykułu na ten temat Artur Nowak w tygodniku „Newsweek”.

Zakrzykiwani, obrażani, straszeni, zawstydzani ludzie, są jak ofiary stresu pourazowego – i po to właśnie PiS to robi.

Żyjemy w ciągłym stresie, strachu, napięciu i lęku, z uczuciem wyczerpania i niemożności, braku kontroli nad własnym życiem i poczuciem, że cokolwiek robimy, nie zmienia sytuacji. Prawda? A wiecie, że to najbardziej typowe objawy stresu pourazowego?

O to PiS – owi chodziło i tak dokładnie się stało: choć tego nie zauważyliśmy, staliśmy się ofiarami.

I jak typowe ofiary obwiniamy siebie. W programach publicystycznych, w mediach społecznościowych i tradycyjnych, od znajomych i nieznajomych na spotkaniach autorskich ciągle słyszę te same pytania i wyznania.
„To nasza wina, byliśmy aroganccy”. „Byliśmy głupi”. „Nie dość uważaliśmy”. „Nie znamy prawdziwego życia, bo przecież prawdziwe życie znają tylko wyborcy PiS, trzeba było bardziej się im podlizywać, bardziej ich słuchać”. „Nie zadawaliśmy właściwych pytań”. „Nic nas nie obchodziło”. „Może mogliśmy zrobić to lub tamto” albo „tego lub tamtego nie robić”. Jak dziewczyna, która pod wpływem pytań policjanta zaczyna się zastanawiać, czy gwałt to nie jej wina, bo może miała za krótką sukienkę? Może za dużo wypiła? Może mogła zostać w domu, zamiast iść do klubu?

Powiem Wam jedno. Guzik prawda.

Owszem nie jest tak, bo nigdy nie jest, żeby nie było żadnych błędów, aroganckich czy głupich ludzi, po każdej stronie politycznego sporu, w każdej partii i w każdym obozie światopoglądowym. To banał. Nic nowego. I kompletnie nie w tym rzecz.

Rzecz w tym, że temu co się dzieje od trzech lat w Polsce całkowicie i w stu procentach winna jest partia, która wygrała wybory pięcioma milionami i siedmiuset tysiącami głosów (co oznacza, że ponad 24 miliony uprawnionych do głosowania Polaków nie zagłosowało na PiS) i złamała wszelkie reguły i zasady, których zobowiązana była bronić.

Całkowicie i w stu procentach winna jest partia, która podeptała prawo, Konstytucję, swobody i wolności obywatelskie, zasadę świeckości państwa i poszanowania mniejszości, zlikwidowała polski parlamentaryzm i sejmową debatę, sterroryzowała opozycję i jej wyborców, nieuczciwie i bezprawnie, niemal się z tym nie kryjąc, grając hakami i za pomocą zagarniętych mediów publicznych robiąc najobrzydliwszą nienawistną propagandę, brutalnie zaatakowała kobiety, niepełnosprawnych i wszystkie grupy sprzeciwiające się jej poglądom.

Swoją działalnością PiS wypełnił wszystkie przesłanki do delegalizacji partii politycznej, pogwałcił przepisy i umowy społeczne, zniósł trójpodział władzy, zniszczył kapitał społecznego zaufania i wiarę w instytucje państwa, oczernił, opluł i próbował zastraszyć wszystkich myślących inaczej.

To PiS pozwolił sobie na zbyt wiele, nie tylko na to, na co nie pozwala prawo, ale nawet na to, czego wręcz zakazuje i robił to przez cały czas bezczelnie kłamiąc i patrząc ludziom prosto w oczy.

To PiS broni przywilejów skorumpowanego politycznie, upadłego, broniącego pedofilii kościoła katolickiego, neofaszystów i kiboli i promuje tym samym przemoc w życiu publicznym, bo popiera te najbardziej skrajne i destrukcyjne grupy społeczne wyłącznie z jednego powodu: z powodu swojej żądzy władzy.

Mówię to Wam, ponieważ mam już dość słuchania analiz i bezsensownego samobiczowania się, mam dość wymyślania usprawiedliwień i rozmydlania sprawy. Mam już dość tego kajania się i rozdzielania włosa każdej wypowiedzi na czworo, podczas gdy PiS, prawdziwy winny, śmieje się nam w twarz i zaciera ręce.

Otóż mam dla Was nowinę. W Polsce doszło do przestępstwa i jedynym winnym, jedynym sprawcą jest PiS.

I ten sprawca powinien być, tak jak się robi z przestępcami złapany, osądzony zgodnie z zasadami państwa prawa, które sam podeptał i ukarany.

My wszyscy, ludzie których prawa podeptano, którym zabrano państwo prawa, a wraz z nim poczucie godności i bezpieczeństwa, z których życia uczyniono pole walki. My, obrażani, lżeni, opluwani, zastraszani czy jak w przypadku Żydów, symbolicznie bici kijami, jesteśmy niewinnymi ofiarami.

My dziennikarze, ci, którzy straciliśmy pracę i którzy codziennie się o nią boimy, którym przeszkadza się w wykonywaniu naszych obowiązków, strasząc nas i zatajając przed nami informacje, my sędziowie broniący wymiaru sprawiedliwości i strzegący Konstytucji, którą się opluwa i znieważa, my ofiary księży pedofilów, my rolnicy, niepełnosprawni, pacjenci, lekarze i pielęgniarki, my nauczyciele, my, politycy opozycji, których się poniża w reżimowych mediach, zabiera się pensje, na których się nasyła państwowe służby, żeby szukały haków, my obywatele, których prawa się łamie i którym usiłuje się złamać kręgosłup i ducha, my, poniżane i wyśmiewane kobiety, które traktuje się jak podludzi. My wszyscy jesteśmy ofiarami.

I my wszyscy razem, wspólnie i solidarnie musimy walczyć o naszą godność i nasze prawa.

Nie szukajmy winy w sobie. Nie udawajmy że nie widzimy co się dzieje. Nie umniejszajmy tego. Nie chowajmy głowy w piasek.

Bądźmy konsekwentni, odważni i nieugięci. Bądźmy pewni swojej racji – bo ją mamy. My, nie PiS.

Nie tłumaczmy się z tego, że nie jesteśmy święci (bo nikt nie jest). Nie róbmy tego zwłaszcza przed ludźmi, którzy dopuszczają się przestępstw, nadużyć, manipulacji, kłamstw i nieprawości na skalę trudną do wyobrażenia.

Nie zajmujmy się tym, co o nas myślą, niech myślą co chcą.

Podnieśmy głowy i walczmy. Nie tylko o nasze państwo, prawo, ale przede wszystkim o nasze człowieczeństwo i naszą godność.

Nie zachowujmy się jak ofiary, a jeszcze będzie pięknie. Jeszcze będzie normalnie.

Były minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski kandyduje do Parlamentu Europejskiego. Nie zamierza jednak uczestniczyć w debatach prowadzonych przez propisowskich dziennikarzy.

Broniarz o okrągłym stole ws. edukacji: Nie wiemy, czy dyskusja nie będzie elementem czyjejś, robionej za publiczne pieniądze, kampanii do europarlamentu

Nie wiemy, czy będziemy mieli możliwość funkcjonowania na normalnych warunkach, zwykłej uczciwej debaty, czy też będzie ona elementem czyjejś, robionej za publiczne pieniądze, kampanii do europarlamentu. Stąd decyzja wszystkich organizacji pracodawców i ZNP o tym, że nie będziemy brali udział w obradach okrągłego stołu, dlatego że nie takiej formuły oczekiwaliśmy” – mówił podczas protestu przed siedzibą Ministerstwa Edukacji Narodowej szef ZNP Sławomir Broniarz.

Broniarz: Nie możemy zmarnować kapitału poparcia społecznego. Nie możemy dać się skłócić, rozejść. Wszyscy potrafimy mówić wspólnym głosem

Przed nami również trudne decyzje maturalne. Dzisiaj pan premier ma ogłosić projekt zmiany ustawy, która pozwoli obejść problem nieklasyfikowania uczniów. Zdajemy sobie sprawę z tego, że to, co czeka nas w najbliższych dniach, będzie sprawdzianem naszej jedności, solidarności. Nie możemy tego kapitału poparcia społecznego zmarnować i nie możemy dać się skłócić, rozejść się, dlatego że naszym ogromnym kapitałem jest to, że wszyscy potrafimy mówić wspólnym głosem, że chcemy edukację naprawiać i że chcemy, żebyśmy lepiej zarabiali. Ale żebyśmy o tym sami decydowali, a nie oddawali naszych losów w ręce tego czy innego polityka. Bądźmy razem” – mówił podczas protestu przed siedzibą Ministerstwa Edukacji Narodowej szef ZNP Sławomir Broniarz.

Gronkiewicz-Waltz: Polska nie spełnia warunków wejścia do unii walutowej. Nie przyjęliby jej prawdopodobnie nawet do Unii Europejskiej

[Jarosław Kaczyński] nie przeczytał traktatu, który podpisał jego brat, bo tam jest na temat unii walutowej. Niech przyjrzy się, jakie warunki Polska musiałaby spełnić. Dzisiaj Polska nie spełnia warunków wejścia do unii walutowej, jak również prawdopodobnie by jej nie przyjęli do Unii Europejskiej. Jest rząd, który narusza zasadę trójpodziału władzy, zasadę praworządności, które są podstawą funkcjonowania Unii Europejskiej, to nie tylko w unii walutowej byśmy nie byli, ale i w UE” – mówiła w rozmowie z Piotrem Kraśką w Poranku Radia TOK FM była prezes NBP i była prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz.

Gronkiewicz-Waltz: Sukcesem Schetyny jest to, że powstała Koalicja Europejska jako przeciwwaga dla Zjednoczonej Prawicy, która trzyma się mocno

Jego [Grzegorza Schetyny] sukcesem jest to, że powstała Koalicja Europejska. Każdy tam znajdzie kogoś do głosowania na liście. Jest przeciwwaga dla Zjednoczonej Prawicy, która trzyma się mocno. W sprawach światopoglądowych nie powinno być żadnej dyscypliny partyjnej i [PSL] powinno taki warunek postawić” – mówiła w rozmowie z Piotrem Kraśką w Poranku Radia TOK FM była prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz.

Grupiński: Morawiecki jest dzisiaj premierem skompromitowanym

– Nie może obejść się bez komentarza to, co dzieje się w ostatnim wczasie obok tak ważnego strajku nauczycieli, wobec wielu innych wyzwań i problemów, którymi dzisiaj żyjemy, nie może jednak ujść bez uwagi, bez komentarza to, co dzieje się z językiem polskiej polityki, w tej polityce, w jej samym centrum. Nie można pominąć obojętnie wypowiedzi premiera, który szkaluje własne państwo i wymiar sprawiedliwości w Nowym Jorku. Nie można przejść spokojnie do innych spraw, codziennych, do porządku dziennego wtedy, kiedy mają miejsce antysemickie ekscesy w Pruchniku, a rząd ani prezes rządzącej partii tego nie komentują. Nie można przejść do porządku dziennego nad tym, co mówi minister Jaki o nauczycielach, przyrównując ich postępowania do Wehrmachtu. Mnoży się tego rodzaju wystąpień w ostatnim czasie wiele. Mieliśmy do czynienia z niezwykłą tolerancją wobec różnych wystąpień polskich nacjonalistów czy nawet neofaszystów. Mieliśmy niezwykłą pobłażliwość służb, ministra Ziobry, premiera Morawieckiego wobec wielu ekscesów nacjonalistycznych i antysemickich. Proszę zwrócić uwagę na to, że premier polskiego rządu atakuje polski wymiar sprawiedliwości, którego w jakimś sensie jest także przełożonym w sposób, który urąga wszelkim zasadom nie tylko moralnym, ale także historii. Morawiecki jest dzisiaj premierem skompromitowanym, człowiekiem, który nie powinien w ogóle pełnić funkcji premiera. To fakt bezsporny – stwierdził Rafał Grupiński na briefingu w Sejmie.

Najbardziej zaufany ochroniarz Jarosława Kaczyńskiego nie posiada pozwolenia na broń oraz licencji pracownika ochrony za to z listem gończym i #wyrokiem karnym na koncie.

Klechy wychowują polski Ciemnogród, łożymy na to ogromny szmal. Jesteśmy g… warci, fundnęliśmy sobie piekiełko

22 Kwi

Poseł Marek Sowa zapytał Ministerstwo Edukacji Narodowej, ilu katechetów państwo zatrudnia w placówkach publicznych.

MEN odpowiedziało na zapytanie posła Sowy ws. zatrudniania nauczycieli religii w szkołach i  przedszkolach. 

Mieszkańcy Pruchnika (woj. podkarpacki) zorganizowali w Wielki Piątek sąd nad Judaszem.

Kukła Żyda została w pierwszej kolejności powieszona na latarni. Następnie ciągnięto ją po ziemi, okładano kijami, podpalono i wrzucono do rzeki. 

Mateusz Morawiecki w minionym tygodniu udał się z dwudniową wizytą do Stanów Zjednoczonych. W czasie rozmowy z amerykańskimi mediami kolejny raz zaatakował polskich sędziów.

Filozof prof. Jan Hartman zareagował na niedzielne wystąpienie metropolity gdańskiego abp Leszka Sławoja Głódzia w bazylice w Gdańsku-Oliwie.

Polskie władze odniosły się do zamachów terrorystycznych na Sri Lance. Na słowa premiera Matusza Morawieckiego zareagowała Joanna Senyszyn (SLD).

Kaczyńskiemu bliższy rubel niż euro

17 Kwi

Ryszard Kapuściński, „Imperium”, rok 1993

Jarosław Kaczyński taki już model prowadzenia polityki przyjął, że raz na jakiś czas musi swoich wyborców mobilizować poprzez wskazywanie wspólnego wroga lub zagrożenia. W 2015 roku taką funkcję spełniło straszenie inwazją morderczych terrorystów islamskich z północnej Afryki, a przed tymi wyborami zagrożeniem miała być ofensywa środowisk LGBT. Gdy okazało się, że temat nie grzeje, postanowiono powrócić do bardzo wygodnego tematu czyli kwestii wprowadzenia w Polsce wspólnej waluty europejskiej. Nie ma oczywiście znaczenia, że obecnie ta wizja możliwa do zrealizowania nie jest, że dzisiejsza Polska w ogóle nie dostałaby się do Unii Europejskiej z systemem politycznym rodem z komunistycznego wschodu Europy. Ważne, że można temat ogrywać, straszyć wzrostem cen i zastawić na opozycję pułapkę, z której ta nie miałaby dobrego wyjścia.

– Wysłałem przed chwilą do przywódców najważniejszych formacji parlamentarnych, tzn. do przywódcy Koalicji Europejskiej pana Schetyny i do pana Kukiza projekt deklaracji, którą sam już podpisałem. Jest to deklaracja partii, koalicji ponadpolityczna, można powiedzieć, ponad podziałami politycznymi, która odnosi się do interesów finansowych państwa i polskich obywateli. Chodzi o to, żeby wszystkie te formacje, oczywiście łącznie z naszą, zagwarantowały, że w Polsce nie będzie wprowadzone euro zanim Polska nie osiągnie poziomu gospodarczego państw, które leżą na zachód od naszych granic. Tutaj punktem odniesienia są przede wszystkim Niemcy. I mam nadzieję, że ta deklaracja pokaże jednak dojrzałość klasy politycznej, bo w wypadku chodzi o oczywisty interes naszego kraju i jego obywateli. Ten interes jest tutaj całkowicie spójny z tego względu, że złotówka chroni nas przed wstrząsami, zapewnia szybszy rozwój i wiadomo, sfera euro to dzisiaj sfera stagnacji i jednocześnie chroni osiągnięty już poziom stopy życiowej i umożliwia podwyższanie tej stopy zarówno poprzez rozwój gospodarczy, jak i właściwą politykę państwa. W związku z tym wydaje się ona, z punktu widzenia politycznego, normalnych w demokracji podziałów politycznych, niekontrowersyjna – stwierdził Jarosław Kaczyński na Nowogrodzkiej.

– Liczymy na to, że ewentualne zobowiązania niektórych formacji politycznych wobec ich zewnętrznych sojuszników, ja tutaj stosuję formę przypuszczeniową, nie będą miały znaczenia, bo interes polskiego społeczeństwa, polskich obywateli, państwa jest tutaj zupełnie oczywisty. Stąd nasza wiara w to, że ta deklaracja zostanie podpisana i że ona jednocześnie stworzy pewną płaszczyznę wspólnego myślenia o polskiej przyszłości, polskim wzroście, o tym by Polakom żyło się coraz lepiej i żeby stosunkowo szybko, choć oczywiście to czas liczony w wielu latach, być może nawet to są dziesięciolecia, ale dojdziemy do tego poziomu, którego wszyscy Polacy oczekują i mają prawo oczekiwać jako europejczycy, obywatele państwa, które jest członkiem UE – dodał prezes PiS.

Lider Zjednoczonej Prawicy przyznał jednocześnie, że euro w Polsce będzie musiało zostać prędzej czy później wprowadzone, bowiem na Polsce spoczywa takie zobowiązanie. Zaznaczył jednak, że będzie to mogło stać się dopiero wtedy, gdy Polska na tym zyska. To deklaracja o tyle dziwna, że ekonomiści i przedsiębiorcy niezmiennie przekonują, że na samym tylko rozpoczęciu ścieżki wchodzenia do strefy euro moglibyśmy zyskać już dziś. 

Pierwsze reakcje na propozycję prezesa Kaczyńskiego nie są jednak takie, jak zapewne oczekiwał. Dziennikarze zauważają, że w czasie, gdy trwa największy od dekad protest nauczycieli, zajmowanie się abstrakcyjnym tematem wspólnej waluty może się PiS-owi odbić czkawką.

Rzecznik Platformy Obywatelskiej Jan Grabiec zauważył z kolei, że lider PiS znów chce odwrócić uwagę od swoich własnych problemów i nakierować debatę publiczną na wygodne dla siebie kwestie. Nie zabrakło też głosów pokazujących, że euro nie ma co się bać, co potwierdza opinia części krajów naszego regionu, które już to zrobiły.

O tym, jak absurdalny jest to dziś temat, celnie napisał Roman Giertych, który wezwał prezesa Kaczyńskiego do złożenia deklaracji, że nie zgodzi się na przyjęcie w Polsce rubla. W końcu system wschodni już niemal mamy.

Wygląda zatem na to, że genialny strateg z Żoliborza znów przestrzelił, pokazując swoje oderwanie od rzeczywistości polskiej gospodarki. Do zmobilizowania swoich wyborców powinno to jednak wystarczyć. I może o to w całej tej hecy chodzi.

Przed krakowskim sądem rozpoczął się proces Tomasza B. oskarżonego o publiczne nawoływanie do przemocy i zabójstwa europosłanki PO Róży Thun. 5 stycznia 2018 r. na Facebooku mężczyzna napisał: – „Na stos szmatę”. Tak „skomentował” film z udziałem europarlamentarzystki pt. „Polski zamęt. Róża Thun walczy o swój kraj”, wyprodukowany przez niemiecką telewizję publiczną NDR we współpracy z francusko-niemiecką stacją Arte.

38-letni Tomasz B. nie przyznał się do winy. – „Nie wiem, skąd wziął się tam ten wpis” – mówił przed sądem. Twierdził, że nie wiedział, kim jest Róża Thun, a usłyszał o niej dopiero, gdy przedstawiono mu zarzuty. Utrzymywał też, że nie interesuje się polityką. Tomasz B. służy w Wojskach Obrony Terytorialnej. Nie był do tej pory karany. Grozi mu kara pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat.

Postępowanie w tej sprawie toczy się z zawiadomienia przedstawicieli Róży Thun i KOD Małopolska.

„To, że złożyłam zawiadomienie wynika z tego, że przemoc i słowa nienawiści nie znikną, jeżeli nie będziemy na to reagować. Jestem przekonana, że osoby, które dokonują tych wpisów są przekonane o swojej bezkarności” – powiedziała Danuta Czechmanowska z KOD Małopolska. Dodała, że pod wpisem Tomasza B. pojawiło się wiele nienawistnych wpisów i komentarzy pod adresem europosłanki PO. Na kolejnej rozprawie 21 maja przesłuchani mają być świadkowie wezwani na wniosek obrony oraz Róża Thun.

Popieram strajk nauczycieli również dlatego, że ludziom, którzy godnie żyją, można stawiać więcej wymagań.

To, że popieram strajk nauczycieli to chyba tak oczywiste, że nie muszę tego uzasadniać. Mało która grupa społeczna – w mojej opinii – jest tak marginalizowana przez każdą niemal władzę i tak zapracowana, jak nauczyciele. I na mało której spoczywa tyle odpowiedzialności za naszą wspólną przyszłość. Dzisiejsza władza gardzi nauczycielami szczególnie, bo są politycznie słabi (PiS liczy się tylko z siłą i sondażami) i nie ceni edukacji. Faktem jest, że ludzie wyedukowani, a zwłaszcza myślący, są dla władzy o autorytarnych zapędach, zawsze groźni; lepiej mieć obywateli posłusznych i zajętych czymś innym niż myślenie, na przykład: – modlitwą, piłką nożną, szukaniem światowych spisków i oglądaniem Big Brothera.

Ale nie o władzy chciałam pisać tylko o nauczycielach. Swoich. Zrobiła się teraz taka moda, że różni ludzie wspominają tych, którzy coś dla nich znaczyli, dzięki którym stali się tym, kim są. Dobry pomysł. Często przy fatalnych programach nauczania, strukturalnym chaosie, jaki dziś mamy (i kiedyś też mieliśmy), trafiają się gwiazdy, które są w stanie usunąć w cień mizerię polskiego szkolnictwa i pobudzić dziatwę do myślenia. Trudno powiedzieć, czy chodzi tu o tak zwanego nauczyciela „z powołaniem”, czy po prostu profesjonalistę. Politycy lub księża, którzy czują „powołanie” i uzasadniają nim wszelkie działania, potrafią wyrządzić wiele szkód, zwłaszcza, że niemal każdy polityk i ksiądz myśli, że je ma. Według mnie, zainteresowanie uczniów i ich ruch intelektualny budzi taki nauczyciel, który wie, czym jest i do czego służy ten zawód; nie chodzi tu o zwykłą „transmisję danych” i kontrolę ich stanu posiadania u uczniów. Tylko o to „coś”. O kunszt.

Wszystkich moich nauczycieli mogę podzielić na trzy grupy: profesjonalistów, rzemieślników i nieudaczników. Ci drudzy dobrze sprawdzają się w każdym zawodzie, ci pierwsi mają kunszt, nieudacznicy są wszędzie. Moi profesjonalni nauczyciele stawiali mi wysokie wymagania i szydzili z braku należytych postępów. Mój licealny polonista, starszy „przedwojenny” pan, którego wszyscy kochali i nienawidzili zarazem, uwziął się na interpunkcję, analityczną znajomość lektur i zwięzłość wypowiedzi. Cenił też trudne słowa. Już na początku musiałam przyswoić sobie i używać: „abominacyjny”, „inteligibilny”, „palimpstest” itd. Nie lubiłam tego polonisty, notorycznie bałam się kompromitacji, zwłaszcza w trudnej sztuce stawiania przecinków i „odpowiadania z lektury” przed całą klasą (co za okropny zwyczaj! który jednak przygotowuje do publicznych wystąpień). Lektury czytałam po dwakroć, nauczyłam się je dobrze streszczać i analizować jak belfer kazał. Niewiele więcej, ale za to solidnie. Wdzięczna mu jestem za zmuszenie mnie do wysiłku, który choć nie rozwinął we mnie wyobraźni, dał solidne polonistyczne podstawy dla bardziej oryginalnych działań.

Matematyczka i chemiczka, które były prostymi rzemieślniczkami w swoim zawodzie, potrafiły zabić moje zamiłowanie do przedmiotów ścisłych nudą, rutyną, repetycją i kontrolą. W lekcjach ze stereometrii nie było nic, co później pozwoliłoby mi zrozumieć pewne fragmenty z VII księgi Platona. Chemia, za którą przepadałam została osnuta monotonią powtarzanych formuł i doświadczeń robionych bez żadnej fantazji. A wystarczyło przyjrzeć się drodze do odkryć Marii Skłodowskiej-Curie czy poczytać eseje Heisenberga, by rozpalić naukową wyobraźnię.

Nieudaczników też spotkałam kilku. To ci, którzy absolutnie i radykalnie minęli się ze swoją karierą zawodową. Nie lubili szkoły, bali się uczniów, denerwowała ich różnorodność klasy, nieposłuszeństwo i konieczność robienia czegoś, na co nikt – według nich – nie miał ochoty. W takiej smutnej atmosferze przebiegały moje lekcje geografii, (niestety) historii i łaciny. Mimo wysiłków po obu stronach, efekt był miażdżąco słaby. Trudno jednak wymagać, by rozkład osobowości, umiejętności i kompetencji w szkołach był inny niż w szpitalach, w Sejmie, w biznesie czy w Kościele.

Nie napotkałam jednak żadnego nauczyciela, który nie przejmowałby się tym, co robi i który lekceważyłby pracę. Każdy dawał uczniom, może nie to na co zasługiwali, ale na pewno według swoich najlepszych możliwości. Nigdy ich praca nie była należycie wynagradzana, nigdy ten zawód nie cieszył się prestiżem wśród rządzących. „Nauczyciele sobie poradzą”, „nie mają wyboru: selekcja negatywna” – znamy te hasła. Znała je władza i stosowała. Ministrem do spraw edukacji zostawała z reguły osoba jeśli nie nieudolna, to na pewno na tyle słaba, by nikt nie traktował poważnie jej roszczeń wysuwanych w imię zmiany nauczycielskiego status quo. Być może, to sami nauczyciele przyczynili się do tego, że kolejne pokolenia rządzących były obojętne na ich los. No, ale wreszcie powiedzieli – stop! Wspieram ich gorąco również dlatego, że ludziom, którzy godnie żyją, można stawiać więcej wymagań.

Ciekawa jestem czy rząd polski powoła jakąś komisję do spraw spalenia katedry Notre Dame? Przecież nie może tak być, żeby kościół spalił się przez zaprószenie ognia.

Mamy doświadczenie ze Smoleńskiem i wiemy, że myśl o zwykłej katastrofie, niedbalstwie, o nieprzestrzeganiu reguł jest niegodna prawdziwego Polaka.

Musi być jakiś głębszy powód pożaru a może nawet spisek, który należy wykryć. Tylko jak to zrobić bez Macierewicza schowanego na czas wyborów?

Z miejsca zaczęli zajmować się tym hierarchowie pisząc, że płonąca katedra to kara za laicyzację Europy, obraz jej straszliwego kryzysu.

Nie słyszałam by jakiś hierarcha podjął wątek kary bożej za grzech pedofilii w kościołach chrześcijańskich, chociaż to lepiej tłumaczy sprawę. Może to też być boskie ostrzeżenie, że nawet tak solidny i długowieczny gmach chrześcijańskiej wiary może zostać zniszczony przez grzeszność księży.

Nikt nie pisze czy miejsce poświęcone naszemu papieżowi się uchowało, ale też może nikt się już tym nie interesuje. Póki co premier Szydło obiecała włączyć się rekonstrukcję katedry. Kolejny pretekst by nie dać podwyżek nauczycielom.

Polexit w wykonaniu PiS jest długofalowym zniechęcaniem Polaków do Unii Europejskiej

25 Mar

Trybunał Konstytucyjny wydał dzisiaj orzeczenie, w którym stwierdził zgodne z prawem powołanie Krajowej Rady Sądownictwa przez polityków PiS. – Orzeczenie TK ws. wyboru KRS przez Sejm wydane z udziałem nieuprawnionego do orzekania dublera Justyna Piskorskiego nieważne. Niepotrzebnie się Przyłębska fatygowała – mówi o dzisiejszym rozstrzygnięciu dziennikarka Aneta Mościcka.

Jeden dzień. Upartyjniony Trybunał Konstytucyjny zatwierdza upartyjnienie Krajowej Rady Sądownictwa. A szef PKW alarmuje przed upartyjnieniem procesu wyborczego. Polacy mają wielki wybór: na Wschód z PiSem albo na Zachód z Koalicją Europejską 26 maja wybiorą  mądrze – wypowiada się przewodniczący Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna.

Zapamiętajmy tę datę. Dziś 25.03 rozpoczął się marsz w kierunku Polexitu. Bo gdy TSUE uzna niezgodność KRS z kryteriami niezależności sądownictwa, a rząd PiS wyciągnie dzisiejszy „wyrok” tzw. TK o neo-KRS, będzie to wypowiedzenie pierwszeństwa prawa UE. Czyli warunku członkostwa. Tzw. „wyrok” pseudo-TK o neo-KRS przejdzie do kart humoru sądowego.

Sądy konstytucyjne są od rozpatrywania wniosków o uznanie niekonstytucyjności, a nie potwierdzania na prośbę instytucji jej konstytucyjności. Ta groteska prawnicza zdumieje niektórych prawników, innych rozbawi. Gdy jeden niekonstytucyjnie uformowany organ „orzeka pod przewodnictwem dublera a ustami nielegalnie wybranej Prezes o innym niekonstytucyjnie powołanym organie i wystawia mu świadectwo legalności, mamy do czynienia z zastosowaniem jurydycznej doktryny Mrożka – komentuje dzisiejsze orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego prof. Wojciech Sadurski.

Analiza Ewy Siedleckiej do czego dąży Kaczyński w sporze z TSUE >>>

A tak konkluduje prof. Marcin Matczak – Polexit:

Działanie PiS wespół z TK jest szkodliwe dla Polski, bo jest szkodliwe dla pozycji Polski w Europie. Spowoduje ono dalsze osłabienie naszej pozycji w Unii Europejskiej, zagrozi sprawie funduszy europejskich, które Polska mogłaby otrzymać.  Tym samym w dalekiej perspektywie zniechęci Polaków do Unii Europejskiej, bo umożliwi ulubioną narrację eurosceptyków “po co nam Unia, skoro nic z tego nie mamy”. Oczywiście ci sami eurosceptycy przemilczą, że mamy z Unii coraz mniej, bo sami swoim głupim zachowaniem to spowodowaliśmy. Taki proces nazywam mentalnym polexitem – długofalowym zniechęcaniem Polaków do Unii Europejskiej. Poświęcamy naszą pozycję w Unii dla obrony stołków kilkunastu osób w neoKRS i dla marzeń wąskiej grupy ludzi o władzy absolutnej. Nie ma w tym działania ani kawałka dobra dla Polski i Polaków.

Więcej >>>

Pisowsko-rydzykowski specjalista od pieniędzy. Kononowicz finansów „żeby nie było niczego”

22 Mar

Eryk Łon, członek Rady Polityki Pieniężnej z nadania PiS-u udzielił wywiadu portalowi naszdziennik.pl. Ekonomista opowiada się za likwidacją waluty euro na rzecz złotego.

Taśmy Kaczyńskiego. Czy wraz z nimi spłynie prezes do rynsztoka?

6 Lu

Jaki Kaczyński wychodzi z taśm? Spryciarz, który rozgrywa swoje interesy, jak chce. I kto mu zabroni?

Rozmowa Kujda – Birgfellner tłumaczy, dlaczego budynek Srebrnej nie mógł mieć 30 metrów, jak sugerowało miasto, czy 130 metrów, jak zakładał pierwotny projekt. Skoro miał upamiętnić braci Kaczyńskich, powinien sięgać chmur.

Dwie 190-metrowe wieże miały być pomnikiem Lecha i Jarosława Kaczyńskich. – To jest bardzo ważne dla Polski, dla naszej historii, dla wszystkich – mówi Kazimierz Kujda, który raz jest prezesem Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska, raz spółki Srebrna.

Gerarld Birgfellner zapowiada, że na czwartym piętrze powstanie centrum kongresowe im. Lecha Kaczyńskiego, a całość zostanie wykonana przez Strabag, bo wszyscy starają się dla prezesa.

TVP Info konstatuje, że rozmowa jest dowodem, iż w całym przedsięwzięciu chodziło o upamiętnienie, nie zaś o biznes, i świadczy to o przywiązaniu prezesa Kaczyńskiego do śp. brata. Czyli Kaczyński to nie żądny pieniędzy oligarcha, lecz ktoś, kto chce zadbać o nieśmiertelność.

Cztery i pół tysiąca lat temu cały Egipt został zaangażowany do budowy wielkiej piramidy w Gizie. Nowsze badania archeologiczne dowiodły, że była wznoszona nie przez niewolników, ale przez fachowców.

Jarosław Kaczyński poczuł się bardzo urażony publikacją w „Gazecie Wyborczej” nagrań z jego udziałem. Uznał, że doszło do „nielegalnego pogwałcenia jego dóbr osobistych” i już we wtorek do Agory dotarło „ostateczne wezwanie przedsądowe” z żądaniem przeprosin oraz 30 tys. zł. Prezes daje Wyborczej czas do czwartku, a potem kieruje sprawę do sądu.

Żądania Kaczyńskiego wydają się bezpodstawne. Przede wszystkim, jak twierdzą dziennikarze gazety, nie mają nic wspólnego z nagraniem tych taśm, a ze względu na ich zawartość i udział w rozmowie osoby, która gra pierwsze skrzypce w Polsce, ich publikacja była wręcz obowiązkiem.

Prezes oburza się też, że w przedstawionych nagraniach oraz komentarzach do nich, padły zarzuty jakoby przekroczył uprawnienia posła, dokonał oszustwa czy wziął udział w płatnej protekcji. Dziennikarze „Gazety Wyborczej” nie podpisują się pod tymi zarzutami, bo nigdzie, w ich materiałach, takie sformułowania nie padły, a nie mogą przecież odpowiadać za wypowiadane opinie i komentarze czytelników.

Zastanawiać może reakcja Kaczyńskiego na te taśmy w sytuacji, gdy cały obóz rządzący usilnie próbuje je lekceważyć. Premier Morawiecki określa je mianem „telenoweli”. Padają słowa, że to jakiś „kapiszon”, a tak w ogóle to taśmy pokazują krystaliczną uczciwość i prawość prezesa. Tak więc wszystko jest w porządku. Wizerunek szefa partii nie ucierpiał, CBA uznało, że nie ma potrzeby kontrolować jego oświadczeń majątkowych, bo o żadnej działalności gospodarczej zawodowego posła mowy nie ma.

Jak to wiec jest? Dlaczego Jarosławowi Kaczyńskiemu nie podobają się te taśmy i węszy w nich samo zło? Czyżby miał inne zdanie niż jego współpracownicy i widzi w nich to, czego oni nie dostrzegają? Internauci pozostają bezlitośni. Piszą: „Ten pan prezes gwałci moje dobra osobiste od wielu lat. Na przykład dzisiaj jago przydupas, nijaki profesor Zybertowicz powiedział publicznie, że przy Okrągłym Stole komuniści podzielili się władzą ze swoimi agentami. Jestem oburzony!”, „Jakoś nie pamiętam podobnej interpretacji prawnej w wykonaniu prezesa, gdy publikowane były taśmy z ośmiorniczkami” czy też „Pięknie! Teraz to już prezes będzie musiał wytoczyć Wyborczej proces… nie mogę się doczekać relacji na żywo, gdzie prawnicy prezesa będą udowadniać, że fakty ujawnione przez Wyborczą są dla niego laurką, a jednocześnie gwałcą jego dobra osobiste…”.

Śmieszne i straszne…😉🙄🥺

Jeśli jego plan się powiedzie i pójdzie do wyborów osobno, jesień będzie – niestety – należała do PiS.

Mnie się na razie Wiosna Biedronia nie podoba. Nie podoba mi się rozmawianie głównie z przychylnymi dziennikarzami i blokowanie na ogromną skalę niechętnych lub krytyków w mediach społecznościowych. Nie podoba mi się, że dużo i nierealnie Biedroń obiecuje, nie wskazując choćby śladu źródeł finansowania tych obietnic. Nie podoba mi się jego populizm. Nie podoba mi się, że nawiązując dobry emocjonalny kontakt z salą (co nie jest wyczynem, bo na konwencję przychodzą głównie jego fani), nie ma tej sali niczego konkretnego do przekazania. Nie podoba mi się, że przedstawia się jako „nowy” polityk, choć wcale nie jest nowy. Ani to, „że to nie jego wojna”. Nie podoba mi się, że ani on, ani jego ludzie nie widzą nic złego w chodzeniu do TVP. Nie podoba mi się brak kultury i agresja jego akolitów na portalach społecznościowych. Nie podoba mi się, że na pytanie w TVN24, dlaczego Biedroń był na wakacjach w Nikaragui, która bezprecedensowo i brutalnie łamie prawa kobiet jakaś pani od Wiosny odpowiedziała: „A bo Platforma…”.

Poza nowymi lepszymi garniturami i młodszymi ludźmi (choć nie świeżymi, bo wielu z nich już w polityce kiedyś było i nie udało im się niczego wielkiego osiągnąć), gdy patrzę na Wiosnę Biedronia widzę zapowiedź oszustwa wyborczego (wystartuję do PE, a później zrzeknę się mandatu), obietnice bez pokrycia, relatywizm moralny, legitymizowanie państwowej telewizji i ładne konwencje – choć i to ostatnie już też kiedyś było, bo i Ruch Palikota, i Nowoczesna także miały ładne i profesjonalne konwencje, o czym się łatwo, popadając w świeży zachwyt – zapomina.

Na minus zaliczam Wiośnie także to, że wydaje się zupełnie nie rozumieć, jak ważne dla Polski są nadchodzące wybory. Te do Parlamentu Europejskiego zdecydują o tym, czy znajdziemy się prawnie i mentalnie w Rosji, czy zostaniemy w Europie, a te jesienne – czy pozostaniemy normalnym, europejskim krajem, czy też znajdziemy się na długo w politycznej strefie wpływów Kremla.
To nie są wybory po to, żeby – jak mówi Biedroń – „się policzyć”. To nie zabawa, to śmiertelnie poważna sprawa.

10 procent Roberta Biedronia w jesiennych wyborach będzie najprawdopodobniej oznaczać drugą kadencję PiS. To prosta arytmetyka.
Czy to oznacza, że nie wolno mu robić czegoś nowego? Że jesteśmy skazani na zadawniony układ PiS – PO? Nie. Każda inicjatywa jest cenna i mile widziana, ale trzeba rozumieć, że wspólna lista to dla każdego, dla kogo liczy się Polska, to absolutny mus. Że może powstać nie jedna, lecz dziesięć nowych, lepszych i gorszych partii – i każda ma prawo do działania i swojej odrębności, ale na czas wyborów, z prostej pragmatycznej kalkulacji dla dobra Polski powinny współpracować. Bo brak współpracy to gwarantowane zwycięstwo PiS i marsz na Wschód.

Biedroń reprezentuje nowe pokolenie polityków. Gdy się na niego patrzy, myśli się „Wreszcie ktoś, kto wygląda i mówi normalnie, jak normalny człowiek. Co za ulga!”. To świetnie. Jest wykształconym, dobrym politykiem i mimo że na razie mnie jako wyborczyni jego Wiosna nie porwała, życzę mu powodzenia.
Nikt jednak nie może abstrahować od sytuacji w jakiej się znajduje, bo kontekst jest wszystkim.

Słuchając Roberta Biedronia, mam wrażenie, że żyje w innej Polsce niż ja, w innej rzeczywistości. W czasach niczym niezagrożonej demokracji, w których kwestię zdolności koalicyjnych nowej partii traktuje się jako nieistotny szczegół, a najważniejszą kwestią dla „być” czy „nie być” państwa jest projekt obywatelskiej emerytury.

Cóż, ja żyję w kraju, w którym demokracja jest skrajnie zagrożona, a sytuacja wygląda tak, że my, obywatele mamy nóż na gardle. Albo wybory wygra zjednoczona opozycja, najlepiej złożona z jak największej ilości kompletnie różnych partii, które zachowując swoją odrębność programową i światopoglądową stworzą wspólną listę, albo demokracja pójdzie na dno, a z nią my wszyscy. I sądzę, że nie ma podstawowych kwalifikacji politycznych, kto tego nie rozumie.

Niezależnie od tego, czy się Wiosnę Biedronia popiera czy nie, jeśli jego plan się powiedzie i pójdzie do wyborów osobno, tak jak PSL, które właśnie robi wyborcom równie brzydkiego psikusa, jesień będzie należała do PiS.