Tag Archives: Andrzej Saramonowicz

Kościół katolicki w PL w ruinie i zgliszczach. Jeszcze wierni się pałętają po nim, ale odchodzą od tej szatańskiej instytucji z przekonaniem, że nie będą firmować pedofilii kleru

12 Maj

 

Przykładem cynicznej i wyrachowanej manipulacji po ujawnieniu przypadków pedofilii w polskim kościele jest postawa TVP i przyjęta narracja „Wiadomości”, przypominająca stara radziecką technikę propagandową. Na zarzut odpowiada się niewygodnym dla pytającego stwierdzeniem, które ma go zdyskredytować Kiedyś brzmiało to tak „…a w USA biją murzynów”.

Widać wyraźnie, że „argument murzyński” do dziś nie stracił na swojej aktualności i objawił się w całej krasie przy okazji premiery dokumentu braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu”.

Telewizja publiczna w materiale „Podwójne standardy opozycji”, nie wspominając o nim w ogóle, skupiła się ni z tego, ni z owego, na osobach trzech pedofilów, którzy – zdaniem PiSowskich dziennikarzy – byli związani z opozycją.

Zaprezentowano więc sylwetkę Piotra Z., byłego radnego PO ze Słupska, który został skazany w 2012 r. za czyny pedofilskie na dwa lata więzienia oraz Rafała P., byłego działacza PO z Gniezna, skazanego za to samo w 2016 r. Nie wspomniano, że drugi mężczyzna był katechetą, ani że Platforma zaraz po aresztowaniu mężczyzn, wyrzuciła ich partii.

Później przypomniano specjalistę ds. wizerunku Piotr T., określanego w materiale „doradcą Palikota” i „jednym z najbliższych współpracowników Donalda Tuska”. Na dodatek środowisko Platformy Obywatelskiej jawnie broniło oskarżonego o seks z nastolatką Romana Polańskiego”.

Najbardziej szokujące jest jednak zamieszanie w pedofilskie skandale imienia Pierwszej Prezes Sądu Najwyższego Małgorzty Gersdorf. Pani prezes otrzymała bowiem tę samą nagrodę, co sześć lat temu niemiecki polityk Daniel Cohn-Bendit oskarżony później o pedofilię.

Chodzi o nagrodę im. Theodora Heussa, którą pierwsza prezes SN odebrała w sobotę za „wzorową niezłomność, jednoznaczną postawę i odwagę cywilną, z którą broni nieodzownych warunków demokracji”.

Przewodniczący Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna pojawił się dzisiaj w Szczecinie. Nie zabrakło odniesienia do filmu Tomasza Sekielskiego „Tylko nie mów nikomu” na temat pedofilii wśród polskich duchownych.

Abp Sławoj Leszek Głódź skomentował głośny film „Tylko nie mów nikomu” Tomasza Sekielskiego na temat pedofilii w polskim Kościele katolickim.

>>>

Wszyscy podatnicy zrzucają się na sfinansowanie politycznych represji w Polsce pod rządami PiS. Należy się im wiedza, ile ich to kosztuje.

Na same tylko ekspertyzy, mające ujawnić tożsamość osób malujących antypisowskie napisy na chodnikach w Przemyślu policja wydała co najmniej 10 tys. zł – informuje „Gazeta Wyborcza”. Śledztwo trwało rok, zaangażowano w nie tłumy funkcjonariuszy, dzielnicowych, śledczych, dokumentacja liczy 270 stron. Dzielni policjanci ustalili domniemaną tożsamość dwóch sprawczyń i skierowali sprawę do sądu, który obie kobiety uniewinnił. – „Zatrzęsło mnie, gdy zobaczyłam koszty ekspertyzy” – mówi cytowana przez „Wyborczą” Anna Grad-Mizgała. – „Bo kto za to zapłaci? Oczywiście podatnicy, czyli także ja. Wychodzi na to, że jestem prześladowana za moje własne pieniądze”.

Tak jest. Pani płaci, pan płaci, wszyscy płacimy za działania pisowskiej władzy, która nadużywa swych uprawnień, ścigając i represjonując politycznych oponentów. Warto by policzyć, ile w sumie nas to kosztuje. Ile np. wyniósł koszt operacji, polegającej na zidentyfikowaniu i zatrzymaniu w lipcu 2018 r. Elżbiety Podleśnej, która napisała „PZPR” na biurze poselskim Krzysztofa Czabańskiego. W trybie nagłym powołano wówczas specjalny zespół, który pracował w środku nocy. – „Musieli do tego podejść profesjonalnie, jak do ścigania groźnego przestępcy, i zaangażować spore środki. Siódemka, która po mnie przyjechała, przedstawiła się: są z wydziału kryminalnego z Bydgoszczy, Golubia-Dobrzynia i Wąbrzeźna. To wspólna akcja policji z tych miast” – opowiadała mi Podleśna w wywiadzie, który wówczas z nią przeprowadziłem. Doliczmy do tego jeszcze koszty działania zespołu, tropiącego tę samą Podleśną po rozwieszeniu tęczowych Madonn w tym roku.

A pamiętacie sprawę Franciszka Jagielskiego „Farmazona”, który powiedział parę słów do słuchu – skądinąd słusznie – dziennikarzom TVP przed Sejmem w grudniu 2017 r.? Policja zorganizowała przeciw niemu operację, jak przeciw wielkiemu terroryście – przeprowadziła u niego rewizję, skuła kajdankami, przewiozła na przesłuchanie z Wrocławia do Warszawy, ponosząc koszty paliwa, sprzętu etc. i angażując funkcjonariuszy, którzy mogliby w tym czasie zajmować się ściganiem prawdziwych przestępstw.

Takich spraw i śledztw od początku rządów PiS mieliśmy dziesiątki, jeśli nie setki czy wręcz tysiące. Ich łączny koszt obciąża „dobrą zmianę”, ale w ostatecznym rozrachunku i tak płacimy za to my, podatnicy.

Dobrze byłoby przynajmniej z grubsza to oszacować. Nawet jeśli nie ma prawnej możliwości domagania się od PiS-u zwrotu kosztów złego gospodarowania środkami publicznymi, chciałbym przynajmniej wiedzieć, ile tego jest. Ta wiedza należy się nam wszystkim, bo wszyscy się na to zrzucamy.

To zadanie dla Najwyższej Izby Kontroli, która ma uprawnienia i możliwości, by wszcząć kontrolę w policji, ustalając, ile wydano na polityczne śledztwa w sprawach błahych wykroczeń, które zakończyły się uniewinnieniem oskarżonych krytyków władzy.

Reklamy

Państwo wyznaniowe PiS (2)

24 Kwi

Jesienne wybory parlamentarne na wiele lat określą kierunek, jaki obierze nasz kraj w polityce wewnętrznej i zagranicznej. Wszyscy już wiemy, jaka jest alternatywa – konsekwentne utrwalanie kołtuństwa, państwa wchodzącego z butami do naszego życia, opresyjnego fiskusa, niewydolnej służby zdrowia i oświaty podlane sosem fałszywego patriotyzmu i rozdawnictwa pieniędzy albo powrót na drogę europejskości, z odpowiedzialnie prowadzoną polityką wewnętrzną, przywrócenie Polski do grona liczących się graczy na arenie międzynarodowej i traktowanie wszystkich obywateli z należytym im szacunkiem, niezależnie od poglądów czy stylu życia. O tym wszystkim zdecydujemy już tej jesieni. Nic więc dziwnego, że zarówno rządzący, jak i opozycja pracują nad strategiami na najbliższych kilka miesięcy. O tym, który scenariusz może dać demokratycznej opozycji największą szansę na sukces pisze dziś Paweł Wiejas z Wirtualnej Polski, przytaczając wyniki sondażu na panelu Ariadna.

Okazuje się bowiem, że kluczowa z punktu widzenia odsunięcia PiS od władzy może być decyzja Roberta Biedronia i jego Wiosny. Gdyby w jesiennych wyborach do krajowego parlamentu partia byłego prezydenta Słupska startowała oddzielnie, zwycięzcą wyborów zostałby PiS. Na partię Kaczyńskiego i jego koalicjantów (Zbigniew Ziobro, Jarosław Gowin) zagłosowałoby 33 proc. ankietowanych. Na Koalicję Europejską pod przewodnictwem Grzegorza Schetyny głos oddałoby 29 proc. uczestników badania, Wiosna zebrałaby 10 proc. głosów, a Kukiz’15 6 proc. Inne partie i koalicje nie dostałyby się do parlamentu.

Zupełnie inaczej rozkładałoby się poparcie Polaków, gdyby Wiosna stała się częścią szerokiej koalicji partii opozycyjnych. Taki rozwój sytuacji zmartwiłby większość wyborców Prawa i Sprawiedliwości (52%) i w zasadzie nie ma im co się dziwić. Koalicja Europejska z Wiosną zebrałaby bowiem 36 proc. głosów, a PiS 31 proc. Z kolei Kukiz’15 mógłby liczyć na 7 proc. głosów. Inne partie i koalicje znalazłyby się pod progiem wyborczym.

Czy taki scenariusz jest w ogóle realny? Póki co wydaje się, że nie, tym bardziej że Robert Biedroń konsekwentnie woli skupiać się na atakowaniu właśnie Koalicji Europejskiej i korzystać z faktu, że nachalna propaganda mediów propisowskich unika ataków na jego partię. Niewątpliwie decydujący wpływ na decyzję lidera Wiosny będą jednak miały ostateczne wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego. Jeśli zaliczy spektakularną klęskę, może się nie odważyć zaryzykować samodzielnego startu także jesienią.

Wystawiany emigrującym Polakom dokument ma zawierać „najważniejsze modlitwy i prawdy wiary”. Cel wydania? „By Polacy emigrujący z Ojczyzny do zateizowanych krajów zachodnioeuropejskich nie ulegli tamtejszym lewicującym modom intelektualnym, ale pozostali wierni Bogu i Polsce”. To jeszcze nie wszystko. Minister Szczerski liczy, że Polska będzie dla Europy tym samym, czym był Noe, dla ludzi żyjących przed biblijnym potopem.

Swoje przemyślenia w zakresie migracji i dokumentu na drogę profesor Krzysztof Maria Szczerski, jeden z najważniejszych intelektualistów „dobrej zmiany” w kwestiach polityki europejskiej, i szef gabinetu prezydenta RP, zawarł w opasłym tomie „Utopia europejska. Kryzys integracji i polska inicjatywa naprawy”, wydanym w 2017 roku przez wydawnictwo „Biały Kruk”.

To właśnie na stronach tego wolumenu zgłasza postulat wprowadzenia „paszportu katolickiego” . „Dlatego chciałbym zaproponować podjęcie prac nad przygotowaniem swego rodzaju „Paszportu katolickiego”. Z lektury przemyśleń ministra można się dowiedzieć, że oprócz wspomnianych już modlitw katolicki paszport miałby zawierać „informację o wspólnotach katolickich, duszpasterstwach czy o polskich misjach działających w zachodniej Europie”. Minister Szczerski tłumaczy nawet cel takiego ekwipunku. „By Polacy emigrujący z Ojczyzny do zateizowanych krajów zachodnioeuropejskich nie ulegli tamtejszym lewicującym modom intelektualnym, ale pozostali wierni Bogu i Polsce”. Polak emigrujący za Odrę ma bowiem wyjeżdżać z „jasnym przesłaniem”. Jakim, że ma nieść ze sobą światło wiary dla siebie, dla swojej przyszłej rodziny i dla otaczających go ludzi”.

Szczerski, który boleje nad faktem, że Polskę opuściło miliony młodych ludzi, znalazł też sposób, by demograficzną porażkę przekuć w wyznaniowy sukces. Według niego: „idea reewangelizacji Europy” może być realizowana przez rodaków, niosących „ogień wiary”. To zadanie dla Kościoła i państwa, bo przecież „młodzi obywatele, którzy wybiorą się na emigracyjną tułaczkę” zabiorą za sobą „i polskość”.

Po nas choćby i potop

Szczególna misja polskich imigrantów jest konieczna, bo według ministra Szczerskiego kondycja dzisiejszej Europy jest kiepska. Trawi ją potop, czas więc pomyśleć o polskim Noe, który uratuje Stary Kontynent. „W naszych czasach rodzinę patriarchy i jego samego musi zastąpić grupa społeczna lub cały naród. […] Im szybciej rozpoznamy wśród nas Noego budującego arkę, tym lepiej, tym mniej szkód”. Jak wynika z lektury dzieła ministra, Szczerski jest święcie przekonany, że Polacy mają misję. Pisze, że odnosi wrażenie, że „wiele krajów czeka na nas, czeka na ojczyznę św. Jana Pawła II, by wskazała na nowo drogę”. I dodaje, że do zbawienia Europy ma nas do tego predestynować „nasz potencjał terytorialny i ludnościowy”.

Trudno nie doszukać się tu zatem nawiązań do mesjanistycznych koncepcji o wyższości moralnej i duchowej Polaków, które w XIX wieku udzielały się Andrzejowi Towiańskiemu i zostały opisane przez Adama Mickiewicza. Znać w tej koncepcji też zapowiedź świętej Faustynyktórej rzekł Jezus: „Polskę szczególnie umiłowałem, a jeżeli posłuszna będzie woli Mojej, wywyższę ją w potędze i świętości. Z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne przyjście Moje”.

Minister Szczerski na poważnie

Można oczywiście pomysły ministra Szczerskiego traktować jako nieco megalomańskie i abstrakcyjne. Sęk w tym, że ich autor to przecież szef gabinetu Prezydenta R.P., kilkukrotnie przymierzany do funkcji Ministra Spraw Zagranicznych. Ministra należy też wymienić obok profesorów Ryszarda Legutki oraz Zdzisława Krasnodębskiego jako najważniejszych ideologów „dobrej zmiany” w kwestiach związanych z polityką europejską. Zresztą pomysły ministra Szczerskiego na reformę unii są obecne w wypowiedziach najważniejszych osób w polskiej polityce.

Znajomo brzmi choćby idea „reewangelizacji Europy” o której mowa w „Utopii”. Nie tak dawno premier Mateusz Morawiecki stwierdził, że chcemy Europę z powrotem rechrystianizować, bo niestety w wielu miejscach nie śpiewa się kolęd, kościoły są puste i są zamieniane na muzea. I kto jeśli nie Polacy mogą to zmienić?

A Andrzej Duda? Kiedy w czasie Forum Polsko-Niemieckiego w Berlinie prezydent stawiał sobie pytanie „Dlaczego na przykład w sklepie nie można w tej chwili kupić już zwykłej żarówki” internauci mieli ubaw, obwołując go „Oświeconym prezydentem” oraz „Światłością narodu”.

Tymczasem myśl tę prezydent Duda zapewne zaczerpnął ze dzieła Szczerskiego, według którego ta niedobra Unia Europejska „ciągle czegoś zabrania lub coś zakazuje. Nie wolno pomóc jakiejś gałęzi przemysłu, nie wolno palić w piecach węglem, nie wolno wkręcać tradycyjnych żarówek itd., itd.”

Dojna zmiana PiS tworzy swoją oligarchię

16 Kwi

Przez ostatnie trzy lata wszyscy już zorientowaliśmy się, że przedwyborcze zapowiedzi Prawa i Sprawiedliwości z 2015 roku o wprowadzeniu nowych standardów w zatrudnianiu w spółkach z udziałem Skarbu Państwa czy zwalczanie kolesiostwa i nepotyzmu były niczym innym, jak perfidnym kłamstwem. Skala skoku na dobrze płatne stanowiska w państwowym dominium osiągnęła poziomy nieznane wcześniej w III RP. Rząd PiS w systemowy sposób zapewnił swoim działaczom trwałe finansowanie, które ci zapewne częściowo muszą oddawać do wspólnej partyjnej kasy ku chwale “dobrej zmiany”.

Portal OKO.press postanowił dokładnie przeanalizować sprawozdania finansowe państwowych spółek notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych i sporządził precyzyjny ranking siedemdziesięciu trzech złotych, srebrnych i miedziowych dzieci PiS, które od początku rządów partii Jarosława Kaczyńskiego zarobiły łącznie bagatela 94,5 mln złotych. Osoby to oczywiście nieprzypadkowe – zwykle powiązane w oczywisty sposób z premierem Morawieckim, wicepremier Beatą Szydło, ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobrą czy jego zastępcą Patrykiem Jakim. 

Jak pisze Bianka Mikołajewska, podzielono ich na kategorie, w których znalazło się:

  • 19 prawdziwie „złotych ludzi” – zarabiających powyżej 2 mln zł. Łącznie wypłacono im 63 mln 271 tys. zł
  • 13 osób z zarobkami od 1 do 2 mln zł (nazwanych w rankingu „srebrnymi”). W sumie zarobiły one 19 mln 356 tys. zł
  • 41 osób, które otrzymały mniej niż milion złotych wynagrodzenia („miedziani”). Łącznie spółki wypłaciły im 11 mln 888 tys zł.

Rekordzistą okazuje się Michał Krupiński, były prezes PZU, obecnie prezes PKO BP. Otrzymał od tych dwóch spółek 6 mln 928 tys. złotych. Nie jest tajemnicą, że Krupiński zawdzięcza swoją pozycję bliskim związkom ze Zbigniewem Ziobrą, którego brat Witold jest doradcą, zarówno w PZU, jak i w PKO BP.

Drugim w rankingu “złotych” jest Wojciech Jasiński, obecnie członek rady nadzorczej w PKO BP, a do lutego 2018 roku prezes PKN Orlen. Dla tego jednego z najbardziej zaufanych towarzyszy Jarosława Kaczyńskiego z tzw. “zakonu PC” zmiana również była dojna. Od początku rządów PiS zarobił 5 mln 313 tys. złotych.

W rankingu znaleźć też możemy inne nazwiska, m.in.:

  • Piotr Woźniak – 4 mln 853 tys. zł
  • Mirosław Kochalski – 4 mln 308 tys. zł
  • Tomasz Karusewicz – 3 mln 924 tys. zł
  • Łukasz Kroplewski – 3 mln 656 tys. zł
  • Kamil Kamiński – 3 mln 469 tys. zł
  • Maks Kraczkowski – 3 mln 009 tys. zł
  • Andrzej Jaworski – 2 mln 211 tys. zł
  • Małgorzata Sadurska – 1 mln 312 tys. zł
  • Stanisław Kluza – 1 mln 088 tys. zł

Oczywiście z ust przedstawicieli władzy zapewne usłyszymy tradycyjnie, że te pieniądze za ciężką pracę w państwowych spółkach im się po prostu należą. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że partia Jarosława Kaczyńskiego traktuje dziś Polskę jak swój łup, z którego trzeba garściami czerpać korzyści, dopóki jest taka możliwość.

Pełny raport dostępny na portalu OKO.press.

3-ego maja szef Rady Europejskiej Donald Tusk wygłosi wykład na Uniwersytecie Warszawskim. W rozmowie z dziennikarzami w Strasburgu oznajmił, że powie wówczas coś „ważnego i ciekawego”.

Pytany o to czy jego przyjazd do Polski jest związany z kampanią wyborczą do Parlamentu Europejskiego powiedział, że święto 3 maja jest dla niego też osobiście bardzo ważnym świętem. „Tak naprawdę całą swoją aktywność publiczną właściwie zaczynałem od nielegalnych manifestacji czczących rocznicę konstytucji” – odpowiedział były premier.

Podkreślił, że „jest to przecież też rocznica przystąpienia do UE i o znaczeniu wolności, i o wolnych wyborach trzeba powiedzieć kilka słów” – stwierdził Donald Tusk.

Dodał, że dostrzega „same dobre powody, aby właśnie tego dnia spotkać się z zainteresowanymi i szczególnie wszystkich zapraszam na Uniwersytet Warszawski” – dodał szef Rady Europejskiej.

Reżyser Andrzej Saramonowicz zareagował na pożar katedry Notre Dame w Paryżu i wpisy z nim związane w mediach społecznościowych.

Diabelstwo. Ginie 800-letnia gotycka Katedra Notre-Dame w Paryżu trawioną potężnym ogniem. We Francji, już niemal co dzień albo burzą kolejne stare katolickie kościoły, albo przekazują je muzułmanom lub na galerie handlowe. Nasza europejska cywilizacja bezpowrotnie ginie – wypowiedziała się na temat pożaru we Francji posłanka PiS Krystyna Pawłowicz.

Klubowa koleżanka Pawłowicz Bernadeta Krynicka z kolei obwiniła laicyzację o pożar katedry Notre Dame. – Takie skutki przynosi choralaicyzacja – napisała na Twitterze.

Płonie Katedra Notre Dame, jeden z symboli chrześcijańskiej Europy. Porażające – zareagowała w mediach społecznościowych minister Beata Szydło.

Pisarka Manuela Gretkowska w swoim najnowszym felietonie do pożaru katedry Notre Dame w Paryżu.

Notre Dame to nasza historia, literatura, wyobraźnia. To centrum naszego życia – mówił prezydent Francji Emmanuel Macron i dodał że katedra zostanie odbudowana.

Francuscy strażacy poinformowali, że struktura budowli i fasada zachodnia zostały ocalone.

Pożar Notre Dame to dla polityków partii rządzącej okazja do straszenia rzekomą laicyzacją Zachodu i głoszenia bredni o „znakach”.

Nie śmiejcie się z polityków PiS mówiących, że pożar katedry Notre Dame to znak upadku chrześcijańskiej Europy i że trzeba się nawrócić. Bo jak wam będą wprowadzać państwo policyjne, zabierać wolne media, ograniczać prawa obywatelskie i nękać policją, to zapewniam, wszystko to zrobią w imię przywracania chrześcijańskich wartości i katolickiej Polski i Europy. Temu w istocie te brednie służą. Są alibi.

Bardzo charakterystycznie dla jakości życia publicznego swoich krajów zareagowali na pożar katedry Notre Dame polscy i francuscy politycy. Francuscy zjednoczyli się ponad podziałami, razem z obywatelami opłakali swoją narodową tragedię i zapowiedzieli odbudowę zabytku, czyli sensowne, konstruktywne działania. Politycy PiS i medialni pomagierzy tej partii zaś zaczęli straszyć ludzi i bredzić o „znakach”, usiłując wykorzystać tę tragedię do własnych politycznych celów: przekonania zabobonnej części wyborców, że pożar katedry to kara za laicyzację Francji i że, jak raczył napisać Tomasz Terlikowski, jeśli się nie opamiętamy, wszyscy spłoniemy (dokładnie brzmiało to tak: – „Znaki są do tego, żeby je odczytywać. Płonie katedra Notre Dame w Paryżu. Płonie Kościół, płonie Europa. Czas zmierzchu. Jeśli się nie nawrócimy spłoniemy wszyscy”).

Ja rzekłabym, że Bóg, jeśli ktoś w niego wierzy, nie jest idiotą i z pewnością nie spaliłby swojego własnego domu, żeby ukarać sąsiada. Gdyby jednak tym pożarem chciał swoim wyznawcom coś przekazać, obstawiałabym (ponieważ istniejącego Boga musiałabym uważać za kogoś mądrego, a z pewnością obdarzonego sporą dawką rozumu), że próbuje powiedzieć księżom katolickim, żeby wreszcie rozliczyli się ze strasznej i niewyobrażalnej zbrodni pedofilii i równie strasznej i niewyobrażalnej zbrodni ukrywania pedofilów i przenoszenia ich latami z parafii do parafii lub/i z kraju do kraju, który to przerażający i naganny proceder (nomen omen) pokazała ostatnio w świetnym reportażu jedna z francuskich telewizji.

Ponieważ jednak zabobonna nie jestem, a w normalnym świecie powszechnie wiadomo, że pożary oraz wypadki czasem po prostu się zdarzają i nie mają żadnej metafizycznej przyczyny, muszę wyznać, że zadziwiła mnie ta spójność i niesamowite zgranie średniowiecznego przekazu o pożarze i „znakach” lansowanego przez polityków PiS i tak wielu, nawet tych inteligentnych, klakierów tej partii w mediach.

Dlaczego nie mając raczej skłonności do teorii spiskowych stałam się podejrzliwa? Bo tak się bowiem składa, że większość sił i środków przeznaczonych na kampanię wyborczą PiS idzie na przekierowanie uwagi opinii publicznej z merytorycznych porażających błędów rządu, jego niekompetencji, licznych afer finansowych, politycznych, strajków i niepokojów społecznych na sprawy kompletnie pozbawione realnego znaczenia, za to wykreowane w politycznych laboratoriach na użytek masowej wyobraźni i w niej tylko istniejące, jak wojna cywilizacji śmierci i cywilizacji życia czy wojna obrońców chrześcijańskich wartości ze zlaicyzowanym „Zachodem”.

Pomijam fakt, że obrońcami cywilizacji życia według tej narracji, mają być prawicowi politycy, walczący praktycznie bez przerwy z seksualnymi aferami w swoich szeregach i jak mówił w wywiadzie dla Magdy Rigamonti nieżyjący już prof. Romuald Dębski, zdarza się, że wysyłający swoje ciężarne żony na skrobanki (zawsze z tłumaczeniem, że sytuacja jest wyjątkowa), politycy instrumentalnie i cynicznie używający katolików jako mięsa wyborczego i nagminnie korumpujący instytucję Kościoła oraz idący im w sukurs biskupi chroniący księży pedofilów i tolerujący nacjonalistyczne, agresywne hasła na Jasnej Górze. A zagrożeniem dla owej cywilizacji życia mają być ludzie głoszący wartości prawdy, tolerancji, dobra i traktowania innych tak, tak jak sami chcielibyśmy być traktowani, czyli z godnością i szacunkiem.

Sam fakt, że tylu wyborców uwierzyło w tak absurdalne wymysły świadczy tylko o sile i sprawności propagandowych mechanizmów po stronie populistów i nieudolności w stosowaniu tychże po stronie rozważnego, umiarkowanego centrum. Jednak rzecz jest o wiele bardziej groźna. Jeśli stanie się tak, że wybory wygrają po raz drugi rządzący obecnie Polską zwolennicy politycznego i mentalnego marszu na wschód, do Putina i Orbana to – jestem o tym przekonana – zawieszą, a później po prostu ograniczą i tym razem już naprawdę bez ceregieli, prawa i swobody obywatelskie, dokończą dzieła zmiany ustroju politycznego kraju i pozbycia się opozycji parlamentarnej, zamkną usta niezależnym mediom i sterroryzują jeszcze bardziej całe grupy zawodowe – wszystkich, którzy będą mogli zagrozić ich totalnej władzy, uniemożliwiając nam normalne życie, jakie dotąd znaliśmy. I musicie mieć świadomość, że zrobią to wszystko właśnie pod hasłem chrystianizacji i przywracania wartości katolickich. Dobrze będzie się miała tylko kasta panów, czyli członków i zwolenników PiS, zaś niechętna i krytyczna wobec władzy reszta nie będzie mogła liczyć na żadne prawa, jak choćby prawo do sprawiedliwego bezstronnego procesu i na żadną sprawiedliwość.

O to właśnie toczy się gra, w której narzędziem jest wszystko, nawet pożar katedry Notre Dame – kolejna okazja, żeby wśród własnych wyznawców zasiać ziarnko strachu i zabobonu, wobec których myślenie zejdzie na drugi plan. Dlatego zamiast skupiać się na pojedynczych wypowiedziach i ruchach polityków oraz propagandystów władzy, radzę zawsze cofnąć się o kilka kroków i zobaczyć pełniejszy obraz, bo wtedy wydarzenia, które wydają się głupie i niezrozumiałe, jak idiotyczne proroctwa zagłady chrześcijańskiej Europy, głoszone w obliczu zwykłego losowego zdarzenia, nabierają zupełnie innego sensu. A co można zbudować na pozornie neutralnych wypadkach i wydarzeniach pokazała już przecież katastrofa lotnicza w Smoleńsku.

Zapamiętajcie: jak będą nas pozbawiać praw, to w imię przywracania wartości chrześcijańskich.

Magdalena Adamowicz (nr 2 na liście Koalicji Europejskiej w wyborach do Parlamentu Europejskiego) udzieliła wywiadu tygodnikowi Wprost. Zareagowała na niego posłanka Prawa i Sprawiedliwości Krystyna Pawłowicz.

Polski Kościół to prymitywny dryl, pazerność, pycha, kłamstwo, zabobon, sekciarstwo i kołtuńska wrażliwość

24 Mar

Policja potwierdziła informacje o wylegitymowaniu dwóch nastolatków, którzy jeździli na hulajnogach w pobliżu pomnika smoleńskiego w Warszawie. O zdarzeniu doniósł jeden z czytelników „Gazety Wyborczej”.

To oczywiste, że dzieci z in vitro nie mają duszy. Nie mają jej także wszystkie pozostałe dzieci. Ani dorośli. Bo czegoś takiego jak duszy w pojmowaniu chrześcijan po prostu nie ma.

Co nie znaczy, że obskurancki i nikczemny ksiądz, który pohukiwał, że dzieci in vitro nie mają duszy, nie próbował ich poniżyć. W swoim tępym mniemaniu właśnie to robił. Haniebne to i obciąża każdego katolika w tym kraju, który się takim ciemnogrodzkim praktykom nie sprzeciwia.

Wszelako im więcej podobnych łachudrów w sutannach, tym coraz słabsza pozycja Kościoła w Polsce. I choć cenię chrześcijaństwo jako mój fundament kulturowy, to po polskim Kościele – który ma coraz mniej wspólnego z chrześcijaństwem! – płakać nie będę.

Ani w nim metafizyki, ani rozumu, jedynie prymitywny dryl, pazerność, pycha, kłamstwo, zabobon, sekciarstwo, niedouczeni duchowni oraz kołtuńska wrażliwość na zaściankowe rytuały.

>>>

Proboszcz parafii na Kamionku edukuje rodziców z metody zapłodnienia in vitro. – Powiedział nam, że takie dzieci nie mają duszy – informuje jedna z matek, której dziecko urodziło się dzięki tej metodzie.

Polska pisowska gnije, zaczynając od głowy prezesa. Zamach na Adamowicza 13

19 Sty

Mord na Pawle Adamowiczu to najpoważniejszy polski kryzys po Smoleńsku.

Jarosław Kaczyński ma tego świadomość i dlatego zrobi wszystko, aby zneutralizować społeczno-polityczne oddziaływanie tej zbrodni. Wszak doskonale wie, jak skutecznym wehikułem politycznym może być śmierć i budowanie na niej swoich moralnych przewag jako fundamentu, na którym stawia się pałac władzy.

Wszelako nie jestem pewien, czy świadomość znaczenia obecnej chwili dla historii Polski ma którykolwiek z polityków dzisiejszej opozycji. Czy ci, którzy szykują się, by w 2019 roku odebrać PiS-owi władzę, dadzą się wmanewrować w pisowskie „ciszej nad tą trumną”, które nie jest przecież żadnym odruchem serca, a jedynie politycznym kneblem nasączonym eterem pseudoprzyzwoitości? Czy pozwolą partii Kaczyńskiego wygasić w Polakach ogień sprzeciwu krokodylimi łzami politycznej obłudy?

Najbliższe dni i tygodnie to pokażą. Od tego, jak politycy opozycji zareagują na gdańską zbrodnię, zależy ich moralny i polityczny mandat do reprezentowania wielu milionów wyborców, którzy nie chcą już władzy PiS-u w Polsce.

Można by myśleć, że przeciwieństwem miłości, dobroci, uprzejmości jest nienawiść. Jednak tak nie jest. Najgorszą rzeczą jest znieczulica, obojętność, społeczna izolacja i anomia, apatia, abulia, awolicja i wszystkie “neutralne” stany ducha. Oczywiście, nie piszę żadnej pochwały nienawiści. Wyjaśniam tylko, że nienawiść to zraniona miłość, ale jednak miłości.

Potencjalnie z nienawiści może wyniknąć jakieś dobro – i tak “pełen nienawiści” niejaki Szaweł z Tarsu, dotknięty czymś nieokreślonym, noszącym znamiona małej epilepsji, na drodze do Damaszku, przestał nagle nienawidzieć i zaczął… głosić ewangelię, którą chwilę wcześniej nienawidził.

Co to znaczy w ogóle nienawidzić? “Nie chcieć widzieć” – to pierwsze znaczenie. “Nie móc czegoś znieść, więc nie chcieć na to patrzeć”. Kiedy ktoś nie może mieć upragnionego obiektu miłości, często miłość przechodzi w nienawiść i w ten sposób osoba, która kocha, racjonalizuje sobie swoją niechęć: “Ale nic i tak by z tego nie wyszło”.

Jest jasne, że co z oczu, to z serca. Osoby nieszczęśliwie zakochane znają więc to uczucie, żeby nie patrzeć na obiekt, który sprawia cierpienie niedostępności. Nie pozostaje już nic oprócz obojętności lub nienawiści. Jednak zdobyć się od razu na postawę neutralną nie jest łatwo. Stąd silna
emocja negatywna wypiera słabsze z natury emocje pozytywne i neutralne.

Dalsze uwagi czynię z pewnymi zastrzeżeniami. Przede wszystkim nie popieram nienawiści, ale próbuję zrozumieć jej źródła. Po drugie, uważam, że nienawiści się nie usunie z życia publicznego inną nienawiścią, meta -nienawiścią. Po trzecie, nie znaczy to znowu, że mamy nienawiść tolerować. Dlatego proszę o lekturę ze zrozumieniem.

Ewolucyjnie starsze są emocje niż myślenia, a pośród emocji silniejsze, bo starsze są emocne negatywne. One to pomagały naszym przodkom przetrwać, kiedy w kilka sekund trzeba było zdecydować, czy walczyć, czy uciekać.

Agresja i lęk to dwa możliwe bieguny emocji negatywnych, które się jak to bywa ze skrajnościami, upodabniają. Bywa tak, że agresja wynika ze strachu, albo strach z agresji. Bywa tak, że nienawiść jest zranioną miłością – a bywa i nienawiść jako paliwo dla tych, których emocje pozytywne są tak słabe, że nie mogą zdominować świadomości. Emocje negatywne są zatem wbudowane w nas przez tysiąclecia ewolucji i nic na to nie poradzimy.

Agresja u zwierząt jest nieświadoma, instynktowna i nie do powstrzymania. U ludzi zdrowych umysłowo nowa kora przedczołowa hamuje nie tyle wewnętrzną agresję, co jej zewnętrzne manifestacje. U ludzi chorych umysłowo następuje regres – niestety bez ich winy, bo nie można ich łatwo obwinić – do przedczłowieczych odruchów, kiedy jeszcze kora przedczołowa nie mogła niczego hamować, bo jej zwyczajnie jeszcze nie było. Tak więc, jeśli kogoś winić, to…ewolucję, ale i środowisko, które może agresję jednostek hamować bądź napędzać.

W przypadku Stefana W. nagonka prawicy na wszystko, co lewicowe i centrowe była na pewno wyzwalaczem jego niehamowanej korą przedczołową agresji. Pamiętamy przecież piosenkę Kayah “Testosteron”? “Oskarżam cię…” – śpiewała artystka o tym męskim hormonie walki, agresji,
zdobywania, odkrywania, ekspansji i polowania.

Jeszcze raz podkreślam, że to, iż naukowo usiłuję tłumaczyć zjawisko społecznej nienawiści, nie znaczy, że je usprawiedliwiam, ale też nie winię chorego człowieka, który został najprawdopodobniej – jak mówią snajperzy – nauczony zabijania nożem, bo chory człowiek z taką chorobą nie jest w stanie sam się niczego nowego nauczyć. Jeśli zabił, to zrobił to na fali nienawiści płynącej z każdej strony sceny politycznej, ale szczególnie z prawej strony, oraz musiał być przeszkolony przez zawodowców. Tej hipotezy wykluczać nie wolno, zwłaszcza, że już są głosy, że szwagier prezydenta otrzymuje groźby karalne, tak jak niedawno były groźby pod adresem innych prezydentów miast polskich. To jest pandemia, którą zahamować może tylko opozycja, bo rząd nie zrobi tutaj niczego.

Okazuje się, że zatrudniano płatnych hejterów, którzy otrzymywali stawki od 1,5 zł do 3.5 zł za negatywny wpis, czytaj: hejt na wskazanych stronach w ostatnim czasie. Płatni hejterzy to nie fikcja pisarza Wiśniewskiego, tylko ponura rzeczywistość dark-netu, która dopiero pokazuje swój brzydki łeb.

Zło dobrem zwyciężaj! Najlepiej za pomocą długopisu i krzyżyka przy właściwej liście podczas wyborów 2019.

Prezydenta Adamowicza spotkałem osobiście raz w życiu. Rozmawialiśmy w Europejskim Centrum Solidarności dwa lata temu. To zbyt mało, by mieć tytuł do wspominania Go, ale wystarczająco dużo, aby Jego śmierć nie była czymś dalekim i abstrakcyjnym. Prawdą jest, że spotkany choć raz człowiek pozostawia w naszym życiu cząstkę siebie – i gdy umiera, umiera wraz z nim ta cząstka, uwypukla się ta chwila jedynego spotkania. Taka śmierć nie jest już obcą śmiercią.

Nie ma co dużo pisać. Rozpada nam się państwo i rozpada nam się społeczeństwo. Obraz tego państwa i społeczeństwa każdy może sobie pooglądać w filmikach pani Pieli, które z lubością nadaje państwowa telewizja: ludzie z powykrzywianymi twarzami, wylewająca się z ekranu brzydota, prostactwo, oszustwo, zachłanność. Oto Polska właśnie według miłościwie nam panujących. A ja nie chcę takiej Polski.

Chcę na prezydenta Rzeczypospolitej człowieka, który potrafi się uśmiechać szczerze, jak Paweł Adamowicz. Chcę na premiera mojego kraju człowieka, który wznosi się na szczyty człowieczeństwa i w odruchu najgłębszego ludzkiego współczucia odwiedza matkę zabójcy. Chcę Polski, która choć raz w roku bije jednym, świątecznym sercem, która jest cała jak Gdańsk – odważna jak Westerplatte, solidarna jak Stocznia, potężna jak dźwięk niesiony przez organy w Oliwie i otwarta na świat jak Zatoka Pucka.

I nie chcę obojętności. Nie chcę, żebyście mówili poważnym głosem „Straszna tragedia!”, a potem zasiadali z popcornem przed telewizją albo Twitterem, żeby oglądać z sadystyczną przyjemnością, jak Pawłowicz obrzuca obelgami kolejną osobę, czując, że jesteście przecież od niej lepsi. Dopóki pozwalamy rzeczom się dziać wokół nas i dobrze nam w roli widzów, dopóty będzie tak, jak było. Brzydko i prostacko, jak w filmach Pieli, zawistnie i chamsko jak w postach Matki Kurki. Brudno, ciemno i duszno. Aż znowu obudzi nas jakaś tragedia i znowu tylko na moment.

Jeśli jest jakaś nadzieja w czyjejkolwiek śmierci, to jest to nadzieja, że po niej już nigdy nic nie będzie takie samo. I niech nie będzie. Stać nas na więcej, stać nas na Polskę, która jest jak Gdańsk z ostatnich słów Pawła Adamowicza: jest szczodra, dzieli się dobrem, chce być krajem solidarności. Polskę, która jest najcudowniejszym miejscem na świecie. Miejscem, za które wzajemnie moglibyśmy sobie dziękować.

Dwie krwawe daty wyznaczają koleje etapy w dziejach III RP, tworząc między sobą blisko dziewięcioletnią przestrzeń, którą można określić jako Polskę po Smoleńsku. A więc 10 kwietnia 2010 i 14 stycznia 2019. Wielka katastrofa, która wstrząsnęła narodem i państwem, oraz zabójstwo polityczne, które zmieniło polityczne teatrum w rzeczywistość splamioną krwią.

Smoleńskiego egzaminu nie zdaliśmy. Partackie i nieodpowiedzialne instytucje pozostały nimi, a wulgarna walka polityczna stała się jeszcze bardziej wulgarna, rodząc w końcu populistyczny reżim, dla którego pomówienia, kłamstwa, szyderstwa i nękanie przeciwników postępowaniami prokuratorskimi są częścią stylu bycia i stylu rządzenia. Polska uległa dramatycznej degradacji ustrojowej, jednocześnie tracąc prestiż i szacunek wśród narodów. Dobra koniunktura gospodarcza maskowała ten proces upadku – dla wielu przeto niewidoczny. A jednak upadliśmy.

Przypieczętowaniem tego faktu stało się zamordowanie przez zaburzonego bandytę prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza – wybitnego i powszechnie lubianego polityka, reprezentującego światłą, demokratyczną i liberalną część klasy politycznej. Jego śmierć poprzedziła wieloletnia nagonka PiS na jego osobę, a także państwowo-kościelna kampania nienawiści skierowana przeciwko Jerzemu Owsiakowi, który śmiał odebrać Kościołowi monopol na działalność charytatywną i ogólnonarodowe świętowanie. Zarówno Smoleńsk był wypadkiem, jak i wypadkiem było zasztyletowanie Adamowicza – jednak i jedno, i drugie straszne zajście ma oczywisty kontekst polityczny i potężne polityczne konsekwencje.

Jeśli zamach na Pawła Adamowicza jest klęską Polski posmoleńskiej, to znaczy, że i jego krwawa ofiara może pójść na marne. Stanie się tak wówczas, gdy lękając się eskalacji nienawiści i poddając moralnemu szantażowi tych, którzy wzywają do pojednania wilków z owcami, pozwolimy siewcom kłamstwa, nienawiści i deprawacji na chwilę się przyczaić, wtulonym w owcze skóry, aby po kilku miesiącach powrócić do swych haniebnych praktyk.

Nie ulegajmy moralnemu szantażowi, który zakazuje nam gniewu w imię łagodności i roztropności. Tani symetryzm jest wrogiem, który czyha na nas w naszych domach i w naszych sercach. Jesteśmy bowiem w większości lękliwymi filistrami i łatwo ulegamy podszeptom łatwych mądrości, usprawiedliwiających bezczynność, a nawet oportunizm. Wymówka zawsze się znajdzie, gdy trzeba działać i podejmować ryzyko. A najlepsza wymówka to zakłamana „bezstronność”, rzekomo nakazująca stać z boku i przyglądać się wszystkiemu z dystansu. Tymczasem bezstronność i niezaangażowanie to dwie różne rzeczy. Bezstronny rozważa i ocenia, by w wyniku tej oceny stanąć po stronie prawdy i dobra.

Ofiara życia Pawła Adamowicza, wspaniałego faceta, wybitnego gospodarza miasta, jednego z niewielu polityków o serdecznym, jasnym obliczu, nie może pójść na marne! Nie może się skończyć na pochlipywaniu i popiskiwaniu, że nienawiść w słowach doprowadziła do rozlewu krwi, przeto trzeba złagodnieć i się pojednać. Takie szlochy to woda na młyn tych drani, którzy wyzywali Adamowicza od nazistów i wystawiali mu świadectwa politycznego zgonu.

Niech śmierć Adamowicza będzie cezurą, ale dobrą cezurą. Skoro III RP utraciła niewinność i spłynęła krwią utoczoną w politycznym zamachu, to i my podejmijmy wyzwanie i zacznijmy myśleć o Polsce poważnie. Jeśli po tej strasznej śmierci, po tym strasznym dniu wszystko pozostanie po staremu, będzie to naszą klęską i hańbą. Tylko pokonanie reżimu, tylko mobilizacja polityków i społeczeństwa w roku wyborczym może pomścić tę śmierć.

Tak, pomścić. Śmierć takiego człowieka domaga się pomsty. I od nas tylko zależy, czy złożymy ciało Pawła Adamowicza na ołtarzu wolności i demokracji, czy zakopiemy głęboko w poświęconej ziemi i zapomnimy. Mam nadzieję, że nasi polityczni przywódcy, którzy są, jacy są, ale innych nie mamy, zrozumieją, jaka spoczęła dziś na nich odpowiedzialność. Niechaj nie boją się jej podjąć, a imię Pawła Adamowicza niechaj stanie się dla nich imieniem patrona, wzywającym ich i zobowiązującym do łącznia sił w walce z chorobą, która ogarnęła nasz kraj po katastrofie smoleńskiej, a której nagły i brutalny rzut przeżywamy dzisiaj. Przez pamięć o Pawle Adamowiczu wy wszyscy – Donaldzie Tusku, Grzegorzu Schetyno, Władysławie Kosiniaku-Kamyszu, Włodzimierzu Czarzasty, Robercie Biedroniu, Adrianie Zandbergu, Katarzyno Lubnauer, Barbaro Nowacka, Ryszardzie Petru i inni – musicie dziś nareszcie stanąć ramię w ramię i powiedzieć nam wszystkim, demokratycznie i obywatelsko myślącym Polakom: jesteśmy razem, jesteśmy gotowi i zwyciężymy!

Zamach na Adamowicza 3

14 Sty

Wszyscy jesteśmy w szoku, po wczorajszym ataku na prezydenta Gdańska, Pawła Adamowicza. Gdy mieszkańcy miasta odliczali już czas do światełka do nieba WOŚP, na scenę wbiegł 27 – letni mężczyzna i zadał prezydentowi kilka ciosów nożem. Na nagraniu słychać, jak napastnik wykrzykuje przez  mikrofon –  „ Halo! Halo! Nazywam się Stefan W., siedziałem niewinny w więzieniu, siedziałem niewinny w więzieniu. Platforma Obywatelska mnie torturowała, dlatego właśnie zginął Adamowicz

Teraz trwa badanie, jak mogło dojść do tej tragedii. Wiadomo już, że w przestrzeni wokół sceny nie było kontroli plecaków, a wśród ochroniarzy, którzy zabezpieczali całą imprezę, byli bardzo młodzi ludzie, 17 – latkowie.

Po trwającej ok 5 godzin operacji lekarze określają jego stan jako ciężki i jak mówią – „przetoczyliśmy 41 jednostek krwi. Urazy były bardzo ciężkie; poważna rana serca, rana przepony, jamy brzusznej. O wszystkim zadecydują najbliższe godziny”. Czekamy na kolejny komunikat, który ma być przekazany o godzinie 12.

Teraz emocje sięgają zenitu. Polacy atakują się wzajemnie, już piętnują, szukając winnych tej tragedii. Wyłączam się z tego nurtu i wręcz apeluję o spokój, rozwagę i przede wszystkim zadumę. Złość, agresja, podkręcanie spirali nienawiści nic nie da. Bądźmy dzisiaj z prezydentem Adamowiczem, bo to jest najważniejsze, a na ocenę przyjdzie czas.

Ciemnogród, eksperyment PiS na Podkarpaciu

2 List

Do przejęcia władzy w województwach przez nowo wybranych samorządowców pozostało jeszcze trochę czasu, ale już docierają do nas informacje, na czym skupią się sejmiki wojewódzkie, gdzie rządzić będą politycy PiS.

Jak podaje Radio Maryja, radni PiS sejmiku na Podkarpaciu pracują nad uchwałą, w której województwo to stanie się strefą „pro life” czyli wartości chrześcijańskich, bez aborcji, eutanazji, in vitro, ideologii gender i seksedukacji. Pomysłodawca, radny Jacek Kotula mówi „Naszemu Dziennikowi” że, „to będzie wyraz poglądów naszych i większości mieszkańców Podkarpacia. (…) Myślę, że przejdzie bez problemu, ponieważ mamy 25 na 33 radnych sejmiku. Tu są ludzie z wartościami, ludzie sumienia”.

Inicjatywa Kotuli bardzo się spodobała radnym PiS-u. Uważają oni, że Podkarpacie da przykład innym województwom, w których to właśnie PiS będzie rządziło sejmikami i również tam zostaną podjęte podobne działania.

Projekt uchwały już poparło 25 z 33 radnych sejmiku wojewódzkiego. Zostaną tylko naniesione niezbędne poprawki i na najbliższej sesji radni już będą głosować. Przy takiej przewadze liczebnej radnych z PiS, nie ma wątpliwości, że uchwała przejdzie bez problemu.

Są już pierwsze reakcje na ten pomysł. Reżyser Andrzej Saramonowicz uważa, że jeśli ta ustawa przejdzie to należy zbojkotować cały region. Proponuje rezygnację z wakacji na Podkarpaciu i nawołuje, by zostawiać „kupę naszego szmalu poza ‚strefą życia’ po prostu. I powinniśmy też przestać kupować produkty pochodzące z Podkarpacia. Zrobimy sobie listę firm stamtąd i zaczniemy je – jedna po drugiej – konsekwentnie bojkotować. I zobaczymy, komu pierwszemu rura zmięknie”.

Przerażające, że na taką właśnie Polskę, bardzo pisowską, pełną fobii i wstecznictwa, postawili Polacy. Fanatyzm i chore wizje partii rządzącej, już zbierają swoje gorzkie owoce, a jeszcze chwila i całkowicie wykluczą nas z szeregu państw XXI wieku. Coraz bardziej pogrążamy się w strefie mroku, a najgorsze… że na własne życzenie.

Samorządowcy PiS z Podkarpacia chcą ogłosić województwo regionem „wolnym od aborcji, in vitro, eutanazji, ideologii gender i seksedukacji”. Mają już gotowy projekt specjalnej uchwały.
Brak słów.

Holtei

>>>

Marsz 11 listopada pod znakiem neofaszystów. Będzie prelekcja włoskiej organizacji oskarżonej o zabójstwa na tle rasowym, a dla relaksu koncert z pieśnią: „Mein Kampf drogę nam wskazało, na której końcu czeka ład aryjskiego człowieka”

Rok temu w Marszu Niepodległości faszyści śpiewali o „białej Europie”, nieśli ksenofobiczne transparenty. Nikt nie został za to ukarany. W tym roku ich „program” będzie jeszcze bardziej rozbudowany.

Autonomiczni Nacjonaliści, jedna z grup, która podpięła się pod marsz sprzed roku, zapowiada: „Obowiązuje czarny ubiór i strój. Chusty, szaliki i kominy [kominiarki] mocno wskazane”, „flagi, banery i wszelkie symbole organizacji, ekip i kolektywów mogą być swobodnie prezentowane”. To ostatnie z zastrzeżeniem, że usuwane będą te, które wymierzone są w „bratnie narody”.

Ale już dzień przed marszem, w Centrum Konferencyjno-Szkoleniowym przy ul. Wilczej, w centrum stolicy, neofaszyści organizują konferencję, na której wystąpią działacze skrajnej prawicy z Serbii, Czech i Włoch. Ostatnich reprezentować będzie Nicola Piscopello, działacz organizacji…

View original post 5 003 słowa więcej