Tag Archives: Agnieszka Pomaska

Duda wyportkowany, antypaństwo PiS

21 Maj

Łukasz Szumowski jest charakterystyczny dla rządzącego PiS. Do rdzenia zakłamany i podający, iż wzorcem mu aksjologia chrześcijańska.

Jeżeli rozłożylibyśmy Dekalog (wtórny antropologicznie już w czasie, w którym podaje się jego mniemaną nadzwyczajność) na czynniki pierwsze, to należałoby stwierdzić, iż Szumowski wyznaje wartości antychrześcijańskie, włącznie z przykazaniem: nie zabijaj. Ponadto: nie kradnij i o fałszywym świadectwie.

Otóż Szumowski podając i stojąc za fałszywymi danymi o zakażaniach i ofiarach koronawirusa odpowiada pośrednio za te nieujawnione zarażenia i śmierci, wszak jest ministrem, który odpowiada za stan walki z pandemią. Oceniam, iż zaniżone o 10 razy są dane statystyczne dotyczące koronawirusa w Polsce.

A to, że jest złodziejem („nie kradnij”) – z kasy publicznej 140 milionó dla sieebie i rodzinki – a ponadto fałszywe świadectwo i wyznawca Złotego Cielca, kwalifikują go do recydywisty.

I takie są antyartości Szumowskiego, który kiedyś odpowie przed sądem, a potem pójdzi ten obmirzły koleś do kicia.

A tak Kaczyński broni Szumowskiego >>>

Równie bezwartościowy jest Duda, którego małość i złamanie poznaliśmy przez 5 lat. Dobrze charakteryzują go tweety Agnieszki Pomaskiej i Patryka Mchalskiego.

Prezydent Duda i premier Morawiecki mówią zgodnie: uratowaliśmy 2,5 mln miejsc pracy. Minister Marlena Maląg dała więcej i mówiła: 5 milionów! Skąd te liczby? Nie wiadomo. Prof. Iga Magda z SGH: „Moim zdaniem liczba z »sufitu«”. Tymczasem GUS podał nowe informacje o zatrudnieniu. W ciągu miesiąca wyparowało ponad 150 tys. miejsc pracy.

O Dudzie na żyrandolu >>>

Koalicja Obywatelska złożyła wniosek do CBA o kontrolę oświadczeń majątkowych ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego oraz o kontrolę wszystkich zakupów związanych z pandemią koronawirusa, które realizowało Ministerstwo Zdrowia i inne instytucje publiczne. Kontrowersji wokół ministra Szumowskiego jest coraz więcej, podobnie wokół samych maseczek, które zostały zakupione.

Więcej o korupcji Szumowskiego >>>

Jedynymi kompetencjami w dyktaturze i w każdej bananowej republice są bycie miernym, biernym i właśnie dlatego wiernym.

Temu, co się stało z „Trójką” nie jest winny jej szef pan Kowalczewski, mimo że to on wysłał feralnego smsa. Nie usprawiedliwiam go, ale on jest wykonawcą złych poleceń. Tak naprawdę winien temu, co się stało, nie tylko z radiem, ale i z całą Polską (bo cała Polska wygląda teraz jak Trójka) jest PiS. Nie zapominajmy o tym, bo wyczucie proporcji jest w takich sytuacjach kluczowe.

Felieton Elizy Michalik >>>

Po Kuchcińskim – Pawłowicz albo Suski

3 Sier

Wieść o niedzielnym pobiciu księdza w zakrystii szczecińskiej bazyliki obiegła opinię publiczną lotem błyskawicy. Prawicowe media i TVP podniosły raban, że sprawcy chcieli wykraść szaty liturgiczne, gdyż chcieli odprawić “homoseksualny ślub”. Ksiądz miał im zagrodzić drogę, odmówić wydania szat, za co został przez chuliganów dotkliwie pobity. Obrażenia były na tyle poważne, że wymagały interwencji chirurgicznej.

Okazuje się jednak, że napadnięty ksiądz Aleksander Ziejewski stanowczo zaprzeczył wersji zdarzeń, którą usilnie próbują lansować TVP i cały szereg prawicowych portali.

Mianowicie, pobity duchowny w rozmowie z dziennikiem Fakt stwierdził, że: “Nie mogę tego potwierdzić, niczego takiego nie słyszałem”. 

Okazuje się zatem, że po raz kolejny kłamliwa narracja mediów narodowych zostaje z dziecinną łatwością obnażona, zaś wszystko wskazuje na to, że ksiądz został napadnięty przez chuliganów, którzy nie mają nic wspólnego z tak znienawidzonym przez władzę środowiskiem LGBT.

Dla przypomnienia TVP jak i prawicowe media opublikowały relację rzekomych świadków zdarzenia, z których miało wynikać, że sprawcy chcieli odprawić sobie “homoseksualny ślub“. W Wiadomościach ponadto usłyszeliśmy doniesienia, że sprawcy mieli przy sobie obrączki.

Tak szczuła z kolei TVP Info:

Sam szef portalu tvp.info Samuel Pereira w taki sposób skomentował całe wydarzenie: “Przypominam że działanie mężczyzn, którzy w Szczecinie zaatakowali księdza i kościelnego i afiszowali się jako #jestemzLGBT miało konkretne podłoże polityczne (zażądali homo ‘ślubu’)

Żadne słowo przepraszam oczywiście nie padło i zapewne nie padnie. Nie ma się niestety specjalnie czemu dziwić. Taki mamy klimat…

„Kolejny „rodzinny” lot Marszałka Kuchcińskiego z 2018 roku. Tym razem z synem i córką z Rzeszowa do Warszawy, w piątek 27 grudnia. Lot odbył się rządowym Gulfstream’em G55” – napisał na Twitterze Mariusz Gierszewski z Radia Zet.

Dziennikarz poinformował także, że Kuchciński leciał wojskową CASĄ z Rzeszowa przez Warszawę do Szczecina i z powrotem na odsłonięcie pomnika Lecha Kaczyńskiego. – „Miał oczywiście prawo, tylko jakie koszty. Jednak godzina lotu CASY to 3184 zł” – podsumował Gierszewski.

Z kolei onet.pl dysponuje dokumentami, z których wynika, że 14 września 2018 r. szefowa gabinetu Kuchcińskiego Katarzyna Mącznik złożyła tzw. zapotrzebowanie na jego przelot na trasie Warszawa-Rzeszów i z powrotem.

Jak informuje onet.pl., w tytule pisma adresowanego do dowódcy generalnego Sił Zbrojnych, napisała, że to „TRYB NAGŁY”. Wojsko przeznaczyło na ten przelot śmigłowiec Sokół. Lot miał się odbyć rano 15 września, a powrót następnego dnia. W zamówieniu widnieją nazwiska trzech osób: marszałka, funkcjonariusza Służby Ochrony Państwa oraz „Kuchciński Zbigniew Szymon”, czyli syn marszałka.

Wcześniej „Fakt”, powołując się na swych rozmówców, napisał, że 15 czerwca Kuchciński przyleciał helikopterem z córką i synem na ślub swojej chrześnicy w dworku pod Przemyślem. A marszałek od kilku dni unika mediów i nie pojawia się na państwowych uroczystościach: „Gdzie się podział marszałek Kuchciński? „Przeprowadza śledztwo, skąd Nitras dowiedział się o lotach”.

„Czas pomyśleć o następcy. Na myśl przychodzą mi tylko dwa nazwiska: Krystyna Pawłowicz lub Marek Suski. Każde z nich ma swoje zalety, a wad nie widać. Bystrość, lojalność, opanowanie, aparycja to ich wspólne atuty” – „radzi” Roman Giertych w liście do Jarosława Kaczyńskiego. Więcej miejsca poświęcił „rekomendowaniu” kandydatury obecnego szefa gabinetu politycznego premiera: – „Suskiego tak wszyscy z Carycą kojarzą, że pomogłoby to przyjaźni polsko-rosyjskiej, która przecież jest fundamentem planowanego przez pana Prezesa wyjścia z UE. Nadto Suski, który wie, że z Radomia szybciej się lata do Afryki, bo bliżej niż z Warszawy, mógłby stanowić dla naszej młodzieży przykład wiedzy geograficznej”.

„Swoją drogą to dla takich Nitrasów i Brejzów należałoby specjalne kary mutylacyjne wprowadzić, a nie tylko finansowe. Jakby im za każdy bezczelny atak obciąć kawałek palca, to by się awanturnicy uspokoili” – „proponuje” Giertych.

Cały tekst Giertycha >>>

Próbuje także „usprawiedliwiać” Kuchcińskiego: – „Jego drobne (zasłużone po tysiąckroć!) przywiązanie do luksusu jest jeszcze nieakceptowalne w naszej chromej demokracji, gdzie lud nie dojrzał do tego, że prawdziwa służba państwu wymaga, aby władza miała odrobinę radości za trudy rządzenia. I że nie wszyscy mogą latać luksusowymi samolotami, ale że lud w tych samolotach spożywa kawior i pije szampana ustami swych najlepszych przedstawicieli. Taka dojrzałość wymaga czasu i pokory, które narody uzyskują w dojrzałych strukturach pod okiem doświadczonych przywódców (Rosja, Kazachstan etc.)”.

„Niestety ciemny lud wierzy, że marszałek czym lepiej wypoczywa w trakcie podróży, tym bardziej może skupić się nad podnoszeniem jego dobrobytu przez przepychanie w Sejmie ustaw z kolejnymi plusami. Byle do wyborów, a potem może być potop”; – „Z Krystyną P. może być mały problem, a nawet dwa… musiałaby się wycofać z wycofywania, no i ten luksusowy samolot na pewno ma za małą lodówkę”; – „Ja bym raczej rekomendował Macierewicza, może latać do woli, bo to specjalista od wszelakich maszyn i wpadka mu nie grozi z lotami, bo nadal może twierdzić, że testuje smoleński wypadek!”; – „Znając wyjątkową estymę, którą prezes darzy profesorów, proponowałabym prof. Karskiego, który wsławił się odwagą przeprowadzenia prób niszczących meleksa” – komentowali internauci propozycje Giertycha.

Cechą pisowskiej Polski miała być praworządność i sprawiedliwość. No i jest, ale z uwzględnieniem tylko tej części społeczeństwa, która z uwielbieniem wpatruje się w prezesa i dokonania jego partii.

Wybory parlamentarne coraz bliżej, nikogo więc nie powinno dziwić, że i ja staram się od trzech tygodni dorzucić swoje trzy grosze i dokonać pewnych podsumowań. Podsumowań, które jednocześnie wyjaśniają, dlaczego tak źle żyje mi się w dzisiejszej, pisowskiej Polsce. Dlaczego nie wyobrażam sobie, by PiS dalej rządziło.

Gdybym miała jednym zdaniem określić minione już prawie 4 lata władzy prezesa i jego ludzi, to powiedziałabym krótko – pisowska Polska stoi na antywartościach. Wszystkie zasady etyczne, moralne, prawne, społeczne, które leżą u podstaw bezpiecznego, dobrze funkcjonującego, rozwijającego się państwa, mającego swoje solidne miejsce w gronie układów i sojuszy, zostały zastąpione przez ich przeciwieństwa, które tylko niszczą.

Spójrzmy jak przenicowano słowa „Bóg Honor Ojczyzna”. Jeszcze nie tak dawno, dewiza ta oddawała to, co dla każdego Polaka najwartościowsze, umiłowane, dla czego warto było żyć i umierać. Była wartością nadrzędną, a czym jest dzisiaj? Wyświechtanym banałem na sztandarach ludzi, którzy niosą ją w oparach nienawiści do każdego, kto inaczej wygląda, inaczej wierzy, inaczej kocha, inaczej myśli. „Bóg Honor Ojczyzna” są dzisiaj tam, gdzie kopie się uczestnika Marszu Równości. Bije po głowie starszego kodera, protestującego przeciwko niszczeniu demokracji. Obrzuca się kamieniami opozycjonistów, wrzeszczy o Polsce tylko dla białych, atakuje cudzoziemców, grozi każdemu, kto polskość postrzega inaczej. Co to za Bóg? Co to za Honor? Jaka to Ojczyzna?

Polskim patriotą nie jest dzisiaj ten Polak, który sumiennie pracuje, płaci podatki, działa na rzecz rozwoju kraju. To premier Morawiecki, który od poczęcia już walczył o taką Polskę, jaką nam teraz PiS funduje. To Antoni Macierewicz, węszący jakieś spiski i zamachy. Prezes, który przespał stan wojenny i w latach PRL niczym specjalnym się nie odznaczył. To osiłek z symbolem Polski Walczącej na przepoconej koszulce i z butelką piwa w ręce.

Prawdę zastąpiono kłamstwem. Premier, który przegrał już w sądzie sprawy o mówienie nieprawdy, prezes PiS, opowiadający bajki, media reżimowe, budujące swoje wizje w oparciu o przeinaczanie faktów, ukrywanie tych niewygodnych i wciskanie ciemnoty. Ta „antyprawda” aż kłuje w oczy, zamienia rzeczywistość w koszmarny obraz z krzywego zwierciadła, stała się symbolem Polski Jarosława Kaczyńskiego.

Transparentność to już tylko wspomnienie, z którą zawsze w Polsce był jakiś problem, ale nigdy w takim stopniu jak teraz. Ukrywa się przed społeczeństwem autorów podstawy programowej, jaka obowiązuje od momentu deformy edukacji. Nie ma szans poznać, kto podpisał listy poparcia dla pisowskich sędziów w KRS. Tajemnicą owiani są ludzie i instytucje, z którymi obecny rząd konsultował niby te ustawy, którymi rozwala polską demokrację. Wciąż tylko słyszę o szerokim poparciu społecznym dla pomysłów PiS, ale nie mam szans dowiedzieć się, kto i co właściwie popiera. Czyżby takich list, takich konsultacji, po prostu nie było? Może podpisujący wstydzą się swego podpisu, a może to jest tylko jakiś wielki szwindel, bo wsparli się ci, co kandydują, ci, którzy tylko firmują sobą idiotyzmy nazwane reformą, czy może są to tylko zwykli figuranci, którzy za odpowiednią kasę podpisaliby nawet pakt z diabłem?

Pisowska uczciwość też woła o pomstę do nieba. Uczciwy Kuchciński lata sobie z rodzinką samolotem rządowym za frajer. Uczciwy prezes milczy w sprawie wież, Srebrnej i łapówki w kopercie. Uczciwa Kempa dostaje 300 euro dziennie na hotel w Brukseli, ale korzysta z takiego, gdzie płaci tylko 100 euro za dobę, a reszta do kieszonki (to przez 5 lat daje kwotę ponad 100 tys. euro oszczędności), uczciwi politycy dostają grube tysiące za paliwo w samochodach, z których nie korzystają, Szydło rozdaje nasze pieniądze na nagrody, na które jej ludzie sobie uczciwie zapracowali, ludzie PiS pracują na eksponowanych stanowiskach za tak uczciwą kasę, że mózg staje z wrażenia. Uczciwie chowa się pod dywan wszystkie afery i aferki, wierząc tak bardzo w swoją uczciwość, która przyniesie tylko sukces.

Również rzetelność została dzisiaj zastąpiona niekompetencją i prowizorką. Ustawy, które PiS wprowadza w życie, są pisane na kolanie przez ludzi, którzy mają niewielkie pojęcie o tym, co zmieniają i jak. Co rusz dokonywane są więc jakieś zmiany, poprawki, modyfikacje, człowiek już się gubi w tym gąszczu ustawowych potworków, niedopracowanych, pozostających w niezgodzie z obowiązującym systemem prawnym, coraz bardziej mętnych i oderwanych od realiów.

Cechą pisowskiej Polski miała być praworządność i sprawiedliwość. No i jest, ale z uwzględnieniem tylko tej części społeczeństwa, która z uwielbieniem wpatruje się w prezesa i dokonania jego partii. Prawo chroni propisowskich bandytów, narodowców o ostrym zabarwieniu neofaszystowskim i tzw. „swoich”. Ci oporni mają sprawy sądowe, dostają mandaty za koszulki z napisem „Konstytucja”. Ot, zamiast praworządności i sprawiedliwości, taka „sztuka dla sztuki” i nic więcej.

Prawda historyczna została zastąpiona fałszem na wielką skalę. Prezes ze swoimi ludźmi wyrywa kartę po kartce z polskiej historii, pozostawiając tylko to, co może być najlepszym narzędziem do utrzymania władzy. Jedynymi bohaterami są żołnierze wyklęci. Pozostali to zdrajcy albo niewarci nadmiernej uwagi. Jedynymi walczącymi z koszmarem PRL to wielcy bracia Kaczyńscy i ludzie z ich kręgu, a pozostali to tylko Żydzi, współpracownicy SB, tacy zbyt „maluczcy”, by ich w ogóle wspominać.

Taka właśnie jest dzisiejsza Polska. Prawdziwa demokracja została zastąpiona dyktaturą jednej partii. Państwo świeckie jest coraz bardziej wyznaniowe. Trójpodział władzy, dla „dobra” Polaków, wymieniono na ten jedynie słuszny, czyli pisowski. Prawa obywatelskie obowiązują, ale tylko w odniesieniu do wiernego elektoratu PiS i jego sojuszników. Wolność słowa kończy się mandatem lub sprawą w sądzie. Każda wtopa nazywana jest sukcesem. Matactwo prawdą. To jest właśnie Polska. Polska zbudowana na antywartościach.

Morawiecki, przydupas Kaczyńskiego. Rozdymane ego małych ludzi, którzy niszczą Polskę

21 Mar

„Zamiast lansować się w spocie na tle ćwiczących żołnierzy GROM premier Morawiecki powinien przeprosić żołnierzy tej wspaniałej jednostki za Macierewicza, który powołał skompromitowanego oficera na jej dowódcę. I niszczył pamięć o twórcy GROM gen. Petelickim. Wstydu nie macie!” – napisał były minister obrony Tomasz Siemoniak. To jego komentarz do nagrania, które pojawiło się na Twitterze Kancelarii Premiera.

W spocie premier przez półtorej minuty opowiada o żołnierzach tej elitarnej jednostki. Morawiecki – w stylizowanej na wojskową kurtce i koszulce w kolorze khaki – na potrzeby nagrania zdjął nawet okulary. Być może wzrok nas myli, ale odnosimy wrażenie, że twarz premiera jest lekko… przypudrowana. A całość opatrzona została podpisem: – „Premier o operatorach GROM: Czujni niczym orzeł, szybcy jak błyskawica, potrafią znaleźć się w dowolnym miejscu i są gotowi do prowadzenia działań w każdych warunkach”.

Niektórzy internauci kpili: – „Powszechnie wiadomo, że to Mateusz szkolił operatorów GROM”; – „Mati jak był mały to był w GROMie i z cepem latał za Brucem Lee”; – „Kolega pyta, jaki miał Pan stopień wojskowy, kiedy był pan komandosem w GROM?”.

Pozostali nie kryli oburzenia: – „Dlatego pisowski minister pozbawił GROM emerytur. Z tej waszej dumy: gen. Gromosław Czempiński i płk Andrzej Maronde, dwaj ostatni żyjący dowódcy słynnej operacji „Samum”, zostali objęci ustawą dezubekizacyjną”; – „A Macierewicz dostaje i marnuje olbrzymie pieniądze podatników na podkomisję smoleńską, która nic nie wyjaśniła. Kompromitacja, na co idą nasze pieniądze”.

„Jesteśmy zdeterminowani, żeby odbudować Pałac Saski i odbudujemy, albo przy zgodzie prezydenta Warszawy, albo bez zgody” – stwierdził marszałek Senatu Stanisław Karczewski. Poinformował, że w jednej części odbudowanego Pałacu miałaby się znaleźć siedziba Senatu, a w drugiej – Muzeum Zniszczenia Warszawy.

Rafał Trzaskowski uważa, że bez zgody władz stolicy rząd PiS nie będzie mógł wybudować czegokolwiek na działce należącej do miasta. – „To są grunty, które są we władaniu m.st. Warszawy, chyba że rząd będzie chciał nacjonalizować grunty, które należą do samorządu” – powiedział prezydent Warszawy. Dodał, że ratusz nie będzie partycypował w kosztach odbudowy Pałacu Saskiego – „Warszawa ma naprawdę mnóstwo innych priorytetów” – podkreślił Trzaskowski.

A jak komentują pomysł Karczewskiego o umieszczeniu w odbudowanym Pałacu Saskim Muzeum Zniszczenia Warszawy? – „Zlikwidować jedyny widomy i wymowny dla każdego, nawet cudzoziemca, znak zniszczenia Warszawy, by włożyć tam Muzeum Zniszczenia Warszawy. Absurd na poziomie stoczni w Radomiu”; – „Muzeum zniszczenia, a nie muzeum odbudowy – to świadczy o charakterystycznym stylu myślenia marszałka”; – „Proponuję muzeum zniszczenia Polski przez PiS, a tam wielkie okolicznościowe ekspozycje: zniszczenia niezależnego sądownictwa, zniszczenia stadnin koni arabskich, zniszczenia Puszczy Białowieskiej, zniszczenia polskiej pozycji międzynarodowej”; – „Stawiam, że tam ma powstać muzeum Lecha Kaczyńskiego” – pisali na Twitterze.

Jarosław Kaczyński przyjął na Nowogrodzkiej lidera skrajnie prawicowej hiszpańskiej partii Vox Santiago Abascala. – „Dużo wspólnych celów i wyzwań w UE a przede wszystkim zgoda, że przyszłość UE to ścisła współpraca suwerennych państw a nie federacja” – podsumował to spotkanie szef sztabu wyborczego PiS Tomasz Poręba.

Vox to nacjonalistyczna partia, opowiadająca się za silnym, scentralizowanym państwem. Chce ograniczyć aborcję, anulować ustawę o przemocy domowej wobec kobiet, jest przeciwna uchodźcom i krytykuje UE.

Senator Bogdan Klich z PO powiedział, że to spotkanie jest naturalną konsekwencją wcześniejszych rozmów Kaczyńskiego z wicepremierem Włoch Matteo Salvinim oraz premierem Węgier Viktorem Orbanem. – „Na naszych oczach tworzy się sojusz, który zamierza wysadzić Unię Europejską od środka. To partie, które mają charakter populistyczny, które często mają charakter nacjonalistyczny. PiS nie afiszuje się współpracą z tymi partiami, ale uczestniczy w takim zawiązywaniu sojuszu” – stwierdził Klich.

Dodał, że prezes PiS liczy na to, „że poprzez współpracę z takim ugrupowaniem jak Vox, doprowadzi do tego, że główne zdobycze Unii Europejskiej – z których korzystają w tej chwili wszyscy Polacy – zostaną zepchnięte na boczny plan, a niektóre nawet zlikwidowane”.

„Jest to element budowania nowej międzynarodówki w Parlamencie Europejskim, opartej o jeden wspólny cel: rozmontowanie Unii Europejskiej” – powiedział poseł Andrzej Halicki z PO. Jego zdaniem, PiS szukając sprzymierzeńców takich jak Abascal czy Salvini, „działa na rzecz braku inwestycji ze środków europejskich lub ich ograniczenia oraz braku środków dla polskich samorządów”. – „To jest działanie wbrew interesowi Polski i wbrew polskiej racji stanu, bo tak naprawdę ogranicza to polskie bezpieczeństwo” – dodał Halicki.

Jak dowiadujemy się z portalu wPolityce, po ogłoszeniu przez Jarosława Kaczyńskiego tzw. „nowej piątki PiS”, minister finansów Teresa Czerwińska podała się do dymisji. Szef rządu jej jednak nie przyjął.

Powołując się na swoich informatorów portal podaje, że Czerwińska od trzech tygodni nie pojawia się na wtorkowych posiedzeniach rządu. Pytany o to w „Kwadransie Politycznym” w TVP1 szef Komitetu Stałego Rady Ministrów Jacek Sasin bagatelizuje jednak te doniesienia.

„Pani minister ma też różnego rodzaju inne zadania, nie tylko w Polsce, ale i za granicą. Uczestniczy w różnego rodzaju gremiach, które skupiają ministrów finansów” – mówi i uspokaja: „Mamy zabezpieczenie finansowe na te programy. Nie tylko na ten rok, ale również na przyszłe lata. (…) Jeśli będziemy rządzić w następnej kadencji, wszystkie te programy społeczne zostaną utrzymane i nie będzie to miało negatywnego wpływu na finanse publiczne, a wręcz przeciwnie”.

Dzień później dementując informacje Gazety Prawnej jakoby minister dystansowała się od nowych propozycji finansowych, szef KPRM Michał Dworczyk zapewniał, że Czerwińska brała udział w pracach wąskiej grupy osób, które opracowywały te propozycje programowe i od początku te wszystkie plany, które były przygotowywane, były analizowane pod kątem możliwości budżetu.

Portal zauważa jednak, że pani Czerwińska od kilku tygodni unika spotkań z dziennikarzami. Osobiście ani razu nie zabrała głosu w sprawie „nowej piątki PiS”.

Jeden z członków Rady Ministrów, potwierdził w rozmowie z portalem pogłoski o rezygnacji pani minister, choć dodał, że „w najbliższych tygodniach” nie należy spodziewać się ogłoszenia zmian na czele resortu finansów. Wskazał natomiast na możliwe konsekwencje wyborów do PE, przewidując głęboką rekonstrukcję rządu. A wtedy…?

„Złożyliśmy dziś zażalenie na bezczynność prokuratury w spr. zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa oszustwa złożonego przez G. Birgfellnera. Przekroczone zostały terminy kodeksowe. Prokuratura mimo 6-krotnych przesłuchań pokrzywdzonego nie potrafi podjąć decyzji” – poinformował na Twitterze jeden z pełnomocników austriackiego biznesmena Roman Giertych.

O wielogodzinnych przesłuchaniach Gerarda Birgfellnera, który jest osobą poszkodowaną w tej sprawie m.in. w artykule „Prokuratura wciąż nie chce podjąć decyzji w sprawie taśm Kaczyńskiego”. Austriacki biznesmen na początku lutego złożył zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia oszustwa przez Jarosława Kaczyńskiego.

„Czas na ocenę sądu. Podejrzewam, że będzie druzgocąca dla prokuratury. Liczę, że będzie szansa na publikację uzasadnienia”; – „Przesłuchują, następnie czyszczą ślady. Ponownie przesłuchanie i ponowne czyszczenie kolejnych wątków. PIS stworzył państwo, w którym prokuratura jest od ochrony polityków PIS, a docelowo mają być w układzie również sędziowie”; – „Super! Jedyna nadzieja to sąd austriacki, tu nie znajdzie pan sprawiedliwości, szkoda czasu”; – „Panie Romanie ci prokuratorzy boją się własnego cienia” – komentowali internauci.

W UE prawa osób homoseksualnych stały się częścią praw człowieka.

Atak PiS na środowiska LGBT, pokrzykiwania Jarosława Kaczyńskiego „wara od naszych dzieci”, wykorzystywanie decyzji Rafała Trzaskowskiego oraz wypowiedzi jego zastępcy w sprawie możliwej adopcji dzieci przez pary homoseksualne wyznaczyły jedną z najważniejszych linii podziału w obecnej kampanii. Czy tego chcemy, czy nie, ta tematyka będzie aż do 26 maja jednym z najistotniejszych pól sporu w polskiej debacie publicznej. Fakt ten spycha nas na obrzeża Unii Europejskiej oraz skłania do refleksji, że polska prawica wybrała drogę, którą wcześniej kroczył Władimir Putin.

W państwach unijnych prawa osób homoseksualnych stały się częścią praw człowieka. Zresztą nie tylko tam – także w Stanach Zjednoczonych są one oczywiste i powszechnie akceptowane. Nawet Donald Trump, któremu zdarzały się wypowiedzi prawie rasistowskie, a na pewno seksistowskie, nie pozwoliłby sobie na to, na co pozwalają sobie Kaczyński i jego partia. W Europie nawet ugrupowania prawicowe, konserwatywne i chadeckie są zwolennikami włączenia praw osób LGBT do rezerwuaru praw człowieka obok praw kobiet czy mniejszości narodowych lub religijnych. To sojusznicy PiS w Parlamencie Europejskim, brytyjscy torysi, wprowadzili instytucję małżeństw jednopłciowych na Wyspach, a wszystkie formacje zrzeszone w EPP, czyli frakcji chadeckiej, są zwolennikami uznania tego typu rozwiązań za oczywiste. W wielu prawicowych, a nawet nacjonalistycznych, partiach zachodnich ta tematyka została już włączona do programów, a część polityków otwarcie przyznaje się do homoseksualnych preferencji.

To się już stało, o tym się już na Zachodzie nie dyskutuje – tak jak i o tym, czy warto przywrócić niewolnictwo lub odebrać prawa wyborcze kobietom. Społeczeństwa katolickich krajów, takich jak Hiszpania, Portugalia, Włochy czy Irlandia, już te kwestie rozwiązały i zgodziły się z tym, że prawa osób LGBT są częścią praw obywatelskich. Z ich punktu widzenia to, co dzieje się obecnie w Polsce, jest aberracją i horrendum – widowiskiem z poprzedniej epoki. Muszą przyglądać się nam z mieszaniną zdumienia i obrzydzenia, a to jeszcze bardziej marginalizuje nas w Europie.

Antyhomoseksualna szarża PiS czyni tę partię w oczach Zachodu jeszcze dzikszą niż do tej pory. I nie mam tu na myśli widzów jedynie lewicowych czy liberalnych – obraz ugrupowania Kaczyńskiego staje się także dziwaczny i pokraczny w oczach wyborców i polityków prawicowych. Dla nich także to, co się obecnie dzieje w Polsce, jest gorszącym widowiskiem. Nie ma dziś w tzw. starej Unii ani jednej partii, która retorykę i język PiS w sprawie edukacji seksualnej czy LGBT uznawałaby za akceptowalną. Nawet dla Marine Le Pen czy Nigela Farage’a to, co pada z ust Kaczyńskiego, jest oburzające.

Jedynie na wschodzie Europy ten język może znaleźć zrozumienie, bo właśnie tam przećwiczono stygmatyzowanie homoseksualistów do atakowania opozycji i umacniania władzy. Pisze o tym dość szczegółowo w ostatniej książce „Droga do niewolności” Timothy Snyder: „Pod koniec 2011 roku, gdy Rosjanie protestowali przeciwko sfałszowanym wyborom, ich przywódcy powiązali demonstrantów z homoseksualizmem. W obliczu ukraińskiego Majdanu pod koniec 2013 roku Kreml zdecydował się na ten sam krok. Po dwóch latach antygejowskiej propagandy w Federacji Rosyjskiej tamtejsi ideolodzy i showmani zyskali pewność siebie. Punktem wyjścia było to, że UE jest homoseksualna, więc ukraiński ruch dążący do zbliżenia z Europą też musi mieć taki charakter. Klub Izborski dowodził, że UE ugina się pod ciężarem dominującego lobby LGBT”.

Uderzono młotkiem tego typu oskarżeń w głowy i tak rachitycznej moskiewskiej opozycji. Te ataki zarówno na Ukrainie, jak i w Rosji okazały się po części skuteczne. Dlaczego tak się stało? Ponieważ tamtejsze społeczeństwa są w znacznej mierze homofobiczne. To jedna z cech odróżniających narody Europy Wschodniej od narodów Europy Zachodniej. Wśród tych pierwszych nadal powszechna jest postawa otwarcie wroga, podczas gdy wśród tych drugich ich prawa są czymś powszechnie zaakceptowanym. I dlatego polityka Putina może przynosić mu spodziewane korzyści oraz poparcie społeczne.

Trudno dziś przewidzieć, czy strategia PiS będzie owocna i zapewni partii dobry wynik 26 maja. Patrząc na postawy polskich wyborców, można zaryzykować twierdzenie, że może się ona zakończyć sukcesem. Antygejowski komunikat może zmobilizować uśpione masy wyborcze Zjednoczonej Prawicy.

Jeśli jednak będą przekonane, że muszą ratować „nasze dzieci” przed „homopropagandą”, to prawdopodobne staje się to, że jednak zdobędą się na wysiłek i wezmą udział w eurowyborach.

Ale może też się okazać, że strategia PiS ożywi elektorat mu przeciwny, który czuje się obrażany prostacką i brutalną kampanią wobec osób LGBT. A jeśli tak – wkurzony wyborca mógłby przesądzić o zwycięstwie opozycji.

Bez względu na to, jak zakończy się wprowadzenie do życia politycznego antyhomoseksulanych wątków, warto zauważyć, że przekroczona została kolejna granica i że fakt ten oddala nas od tego, co dziś charakteryzuje społeczeństwa zachodnie, natomiast upodabnia nasze życie publiczne do tego, które jest udziałem Rosjan czy Ukraińców. Kampania ożywiła zatem dalece nieeuropejskie demony i otworzyła nas na argumenty bliskie putinowskim polittechnologom.

Krystyna Pawłowicz bije swój rekord chamstwa

13 Mar

W Sejmie odbyła się debata nad przedstawioną przez Julię Przyłębską informacją o działalności Trybunału Konstytucyjnego w 2017 r. Głos postanowiła zabrać Krystyna Pawłowicz. – „Twarz PiS-u z mównicy nazywa opozycję faszystami. Marszałek nie reaguje. Powaga Sejmu” – napisała na Twitterze Agnieszka Pomaska z PO. Dołączyła film z nagraniem wypowiedzi posłanki PiS.

Prowadzący obrady wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki nie zareagował na obraźliwe słowa Pawłowicz. Pomaska zapowiedziała złożenie wniosku w sprawie wypowiedzi posłanki PiS do sejmowej komisji etyki.

Kolejny „występ” Pawłowicz komentowali internauci: – „A wzywał ktoś pogotowie? Przecież ona jest w transie chorobowym”; – „Posłanka Krystyna Jazgot?”; – „Kim ona jest lub co jej się wydaje, że śmie sądzić i obrażać ludzi?”;

 „Twarz PIS pokrzykuje wojowniczo bo taka jest jej rola w PISie. A dokładniej, taką rolę nadał jej przywódca p. Kaczyński. Tylko niebywałe chamstwo uzasadnia polityczne status quo tej postaci”.

Kaczyński okrada Polskę śpiewająco

29 Sty

Kula śnieżna nie wytraca impetu. PiS w coraz głębszej defensywie. Szykuje się wyborcza chłosta.

Oczywiście, jeśli się potwierdzi, co piszą media o uwikłaniu aresztowanych ludzi z otoczenia byłego ministra Macierewicza w przekręty w firmach sektora publicznego.

Co to za ludzie! Od rana do wieczora mielą patriotyczne frazesy, a zarazem za ich plecami, a może i za ich wiedzą idzie biznes na całego. „Należy się im”. A pycha podpowiada, że twardy elektorat to toleruje, a może nawet pochwala. Bo jemu też się należy.

Powstała sytuacja już całkiem jak z republik bananowych. Ale rząd zainterweniował. Sygnał został wysłany i do Macierewicza (nie masz immunitetu od wszystkiego), i jego środowiska. I szerzej: do administracji państwowej, do nowych kadr, którym „zjednoczona prawica” dała robotę po 2015 r.: uważajcie, nie pozwolimy, żebyśmy przez takich jak ten M. przegrali wybory.

Na razie mnożą się spekulacje: walka frakcyjna w PiS, akcja prewencyjna, jakieś „kwity” na prezesa, przykrywanie wcześniejszej afery z Chrzanowskim i Glapińskim, politycznie inspirowanego zabójstwa prezydenta Adamowicza, głupot opowiadanych przez premiera w związku z Dniem Pamięci o Zagładzie Żydów, bierności policji w Oświęcimiu, kiedy przez miasto maszerowali nienawistni nacjonaliści. Dużo tego. Tak właśnie powstaje polityczna masa krytyczna. Nawet pisowski beton może pęknąć.

Opozycja słusznie apeluje do rządu o przedstawienie w Sejmie informacji na temat aresztowań ludzi Macierewicza, w tym byłego szefa jego gabinetu politycznego. Powinien to być minister koordynator służb specjalnych. Ale jaka jest wiarygodność pana Kamińskiego czy pana Ziobry? Słusznie w mediach przypomniano nie tak dawne zachwyty niektórych notabli PiS nad panem M.

Nieformalny system kształtujący się pod rządami prawicy pisowskiej to państwo tekturowe. Za biało-czerwoną fasadą z megafonami grającymi muzykę narodową i kościelną widzimy tyły, gdzie uwijają się do cna skorumpowani aktywiści i beneficjenci „dobrej zmiany”, kradnąc i marnotrawiąc pieniądze publiczne.

Naturalnie nie wszyscy. Ale czy czekający na operację chirurgiczną prezes Kaczyński da radę zapanować nad kolejnym kryzysem w obozie obecnej władzy, za którą przecież ponosi polityczną i moralną odpowiedzialność w stopniu nieporównywalnym z nikim innym?

Dziennikarze Gazety Wyborczej, Wojciech Czuchnowski i Iwona Szpala ujawnili rozmowę Jarosława Kaczyńskiego z austriackim biznesmenem Geraldem Birgfellnerem, która odbyła się 27 lipca 2018 r.

W rozmowie uczestniczyli również: Grzegorz Tomaszewski, cioteczny brat Kaczyńskiego oraz wspólniczka i zarazem tłumaczka Birgfellnera.

Na ujawnionym nagraniu prezes PiS mówi o wartej 1,3 mld zł inwestycji spółki Srebrna, której właścicielem jest fundacja Instytut im. Lecha Kaczyńskiego. Spółka miała zbudować w centrum Warszawy dwa bliźniacze wieżowce, w których miały znaleźć się hotel, apartamenty, powierzchnie biurowe i siedziba Instytutu, którego członkiem zarządu jest Jarosław Kaczyński.

Całość inwestycji mają przygotować firmy Geralda Birgfellnera, który przez 14 miesięcy pracy dla spółki Srebrna odbył 160 spotkań biznesowych, w tym 16 z samym Kaczyńskim w siedzibie PiS przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie.

Jak wynika z rozmów całość inwestycji miała zostać sfinansowana przez kontrolowany przez Skarb Państwa bank Pekao SA. Wszystko wydawało się być dopięte na ostatni guzik, a jednak Birgfellner uważa dzisiaj, że został oszukany.

Na ujawnionych taśmach słychać m.in., jak Kaczyński nie tylko biegle porusza się po biznesowych meandrach, ale również jak próbuje wymigać się od zapłaty za wykonaną przez Birgfellnera pracę, „bo nie ma do tego formalnych podstaw”.

Prezes PiS informuje Austriaka, że plan inwestycji został wstrzymany. „Nie dostaniemy wuzetki, jak nie wygramy tych wyborów.” – powtarza kilka razy w rozmowie Kaczyński. I chodzi nie tylko o wybory samorządowe, ale również o parlamentarne. Według prezesa PiS ujawnienie budowy wieżowca byłoby „zabójcze” dla partii, „bo to medialnie nie do obrony. Taka jest polityka” – mówi prezes.

Jak wynika z taśm, Kaczyński usiłuje przekonać Austriaka, że nie ma wpływu na zaistniała sytuację i podpowiada mu wystąpienie na drogę sądową, aby mógł dochodzić swoich roszczeń. „Niech pan nas pozwie, podpiszemy ugodę, zyskamy tytuł do wypłaty i wypłacimy pieniądze.” – zachęca Kaczyński austriackiego biznesmena, co wydaje się logiczne przy dzisiejszej instrumentalizacji sądownictwa.

Birgfellner jednak nie wierzy już w jakiekolwiek zapewnienia i za pośrednictwem prawników – Romana Giertycha i Jacka Duboisa – wysłał do warszawskiej prokuratury zawiadomienie „o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez Jarosława Kaczyńskiego”. Roman Giertych zapowiada, że jeżeli postępowanie zostanie upolitycznione, „to rozważymy wystąpienie o wszczęcie postępowania przez prokuraturę w Wiedniu. „

Jeśli ktoś kłamie, to jest kłamczuchem, jeśli kradnie – złodziejem, jeśli oszukuje – oszustem

Walka z mową nienawiści jest wojną obronną, a zatem słuszną i sprawiedliwą. Od tak dawna obrzucamy się błotem oszczerstw, potwarzy i pomówień, że dla wielu to bagienko stało się już środowiskiem naturalnym.  Czas się ratować – oskrobać z podłych intencji i obmyć z nienawistnych słów. Jednak wezwania, by każdy z nas rozpoczął odnowę moralną od siebie, od zaraz i bez warunków wstępnych, uważam za nierealne i niebezpieczne. Słuchając nawoływań o zawieszenie broni i narodowe pojednanie, obłażą mnie wątpliwości, z których nie potrafię się otrzepać.

Jeśli zależy nam na trwałym pokoju społecznym, to przyjąć musimy do wiadomości, że zawieszenie broni nie zakończy się traktatem pokojowym, póki rozpalać się będą lokalne walki i potyczki. A będą, nawet gdyby wszystkich harcowników przenieść na tyły, do taborów. Bo nie wierzę w dobre intencje wszystkich walczących, tak jak nie wierzę w przyzwoitość na zawołanie. Cisza na froncie to znakomita okazja dla cynicznych watażków, którzy wykorzystując uczciwość przeciwnika przejmują inicjatywę i kontynuują swoją wojenkę wmawiając światu, że oni strzelają wyłącznie ślepakami i tylko na wiwat. Będą nadal toczyć swoje bitwy poprzez najemników, wynajętych wyznawców i wyznaczonych funkcjonariuszy.

Na szczytach władzy słychać nawoływania do narodowej zgody i porozumienia. I na tym samym oddechu rządzący dopowiadają, że przemysł pogardy jest produktem Platformy. Okazuje się, że wojnę polsko-polską rozpoczął Donald Tusk, zniesławiając wyborców PiS niewyobrażalną kalumnią: „moherowe berety!”, wobec której jakieś tam „zdradzieckie mordy”, „mordercy” oraz „komuniści i złodzieje” to tylko usprawiedliwiona reakcja obronna. Dzisiaj PiS zaprasza opozycję na rozmowy pokojowe, a w tle słychać wyraźnie tętent nadjeżdżającej kawalerii i rżenie koni jeźdźców Apokalipsy.

Na sobotnim zebraniu partyjnym z udziałem dowiezionych samorządowców prezes Kaczyński dokonał niebywałych odkryć, że oto Polska jest podzielona, a podział ten prowadzi do wydarzeń, które jednak nie powinny mieć miejsca – sugerując jednocześnie, kto za to odpowiada . Pan premier zawtórował swojemu przełożonemu, kolejny raz wyliczając, czego to poprzedni rząd przez 8 lat nie zrobił, po czym opowiedział o „przezwyciężaniu spuścizny porozbiorowej”(!) i z braku przekonujących sukcesów skupił się na wyzwaniach przyszłości – o wyzywaniach w przeszłości nie wspominając. Wcześniej wicemarszałek Terlecki obsobaczył zaproszoną na „rokowania” opozycję, która ośmieliła się zarzucić TVP – uczciwej przecież i obiektywnej jak nigdy dotąd – że kłamie i podgrzewa nienawistne nastroje.

To jednak ledwie pstryczki i żartobliwe przekomarzania wobec furii wyznawców Kaczyńskiego w mediach wspierających PiS. W jednym z tygodników dostępnych na pocztach, w supermarketach, na stacjach benzynowych i wszędzie tam, gdzie nie sprzedaje się „Gazety Wyborczej”, przeczytać można wielki tekst o źródłach języka pogardy. Kilka cytatów: „Ta cała nienawistna jazda bez trzymanki trwa od 2005 roku (…), a kulminacja tego politycznego i propagandowego zezwierzęcenia nastąpiła po tragedii smoleńskiej”.  I dalej: „Przecież ta swołocz i hołota nie uszanowała nawet żałoby po ofiarach tragedii smoleńskiej…”. Teraz już można gładko przejść od Smoleńska do Poznania: „przedstawiciele totalnej opozycji na widok niewinnie przelanej krwi zachowali się jak stado szakali, które tę krew poczuło i w jakimś dzikim amoku ruszyło do ataku”. Dalej jest o „ludzkiej mierzwie”, która z premedytacją zdeptała wolę rodziny Adamowicza, aby tylko „po trupach do władzy”. Wygląda na to, że autor, niejaki Mirosław Kokoszkiewicz, sam sobie odpowiada na tytułowe pytanie „Kto zasiał nienawiść?”

Nie są to bynajmniej najbardziej wyraziste przejawy pogardy dla myślących inaczej i reagujących samodzielnie. Spore zainteresowanie wyborców PiS wzbudził wywiad Aldony Zaorskiej z Grzegorzem Braunem, który jest nie tylko reżyserem i publicystą, ale również nauczycielem akademickim. Zdaniem tego pana morderstwo Adamowicza to kolejne niewyjaśnione zabójstwo. Kolejne, bo „w III Rzeczpospolitej takie rzeczy zdarzają się wręcz seryjnie”. Braun sądzi, że to wydarzenie bardzo przysłużyło się tym, którzy głoszą, że w Polsce demokracja jest zagrożona i gdyby nie zdarzyło się naprawdę, to „na użytek tej antypolskiej narracji trzeba by je wymyślić”. Uniwersytecki wykładowca informuje ponadto, że zabójstwo Pawła Adamowicza to w konsekwencji wielka wspólna operacja propagandowa opozycji i WOŚP Jerzego Owsiaka, bo morderstwa dokonano „na ołtarzu świeckiej religii, podczas celebracji tego dorocznego obrzędu”. Braun nie omieszkał też zawiadomić, że ofiara mordu to „prominentny przedstawiciel opcji niemieckiej, chętnie wpisujący się w żydowskie narracje propagandowe i w neomarksistowskie projekty seksualizacji nieletnich”…

Czytelnikom, którzy w tym miejscu wzruszą ramionami, bo pan Braun jest postacią groteskową i marginalną, zwracam uwagę, że nasza scena polityczna aż roi się od podobnych postaci, a każdego dnia jesteśmy świadkami wydarzeń, które jeszcze niedawno uznalibyśmy za marginalne i groteskowe, a dziś albo ich już nie dostrzegamy, albo traktujemy je z pełna powagą. Nie jestem katastrofistą i też żywię mocne przekonanie, że ostatecznie dobro zwycięży. Problem tylko – jak dożyć tej chwili?

Myślę, że zanim zabierzemy się za bratanie, zanim wypijemy bruderszaft przechodząc  z warknięć  stworzeń animalnych na „Pan”(i „Pani”), powinniśmy zdefiniować wyraźnie, czym jest język pogardy oraz czym mowa nienawiści nie jest. Bo walka o życzliwą debatę publiczną rodzi pewne zagrożenie: może okazać się niebezpieczna dla prawdy. Wraz z oczyszczającą kąpielą łatwo wylać prawdę – tę rozumianą jako osąd zgodny z rzeczywistością. Jeśli ktoś kłamie, to jest kłamczuchem, jeśli kradnie – złodziejem, jeśli oszukuje – oszustem. Kim będą ci ludzie, jeśli zabraknie nam słów precyzyjnie określających ich działanie i motywy, bo te dotychczasowe uznamy za obraźliwe? Jeśli wojna z mową nienawiści sprowadzi się do eliminacji ze słownika debaty publicznej wybranych wyrazów i do relatywizowania negatywnych ocen ludzkich poczynań, to nie tylko stracimy trzeźwy osąd. Co gorsza – pozwolimy by ci, przeciw którym wojna się zaczęła, opanowali nasze dowództwo i sztab generalny.

Dlatego publiczne nazwanie premiera Morawieckiego kłamcą, prezesa Kaczyńskiego oszustem, eksministra Macierewicza hochsztaplerem, albo wicemarszałka Terleckiego cynikiem i politycznym graczem, powinno pozostać zwyczajną diagnozą tak długo, dopóki nie dopiszemy do niej szyderczych przymiotników. A poza tym niech mowa nienawiści zginie i przepadnie. Niech służy tylko badaczom niektórych form i przejawów epistolarnej twórczości, charakteryzującej polski dyskurs publiczny I połowy XXI wieku.

(fragment)

Afera KNF jest groźna dla wiarygodności polskiego systemu bankowego.

Wszystko do tej pory w aferze KNF jest zbieżne z aferą Rywina. Według „Wyborczej”, Chrzanowski miał zeznać, że rozmawiał z bankierem Czarneckim z inspiracji Adama Glapińskiego, prezesa Narodowego Banku Polskiego.

Afera Rywina była ostatecznie klęską samego Rywina, SLD i polityków tej partii. Afera KNF jest rozleglejsza – jak rozległa personalnie, nie wiemy – ale przede wszystkim jest groźna dla wiarygodności polskiego systemu bankowego, bo Glapiński to konstytucyjny (nieusuwalny w trakcie kadencji) prezes banku centralnego.

Glapiński sam nie ustąpi. Jeżeli zeznania Chrzanowskiego są prawdą, to Jarosław Kaczyński może uruchomić skuteczne narzędzie, aby Glapiński podał się do dymisji. Może, lecz nie musi. Koszty poniesie PiS w roku wyborczym, czy zatem prezes PiS na to pójdzie? Raczej, a w zasadzie na pewno nie.

Jaka z tego w tej chwili może być sformułowana konkluzja? Otóż SLD miał Rywina i grupę trzymającą władzę, Platforma osławione ośmiorniczki, a PiS ośmiornicę i wszyscy wiemy, kto w niej trzyma wszechwładzę. Ta afera z Chrzanowskim i Glapińskim kiedyś zostanie ujawniona. Oby nie za późno dla Polski.

>>>

Tekst dostępny tutaj. Warto, warto przeczytać >>>

Kaczyński: Nie możemy pozwolić na to, żeby społeczeństwo miało wiedzieć, że my kłamiemy

29 Gru

Więcej >>>

– Dzisiaj cała sala widziała, jak prezes Kaczyński z kopertą w ręku wołał premiera Morawieckiego do ciemnego saloniku. Czy w tej kopercie kolejna lista nazwisk – pytała z mównicy sejmowej posłanka PO Agnieszka Pomaska podczas debaty o ustawie dot. cen prądu. Wymieniła nazwiska współpracowników i członków rodzin związanych z politykami PiS i zatrudnionych w państwowych spółkach, głównie w Enerdze.

– Syn posła Smolińskiego (Maciej Smoliński, syn wiceministra infrastruktury, jest kierownikiem Biura Majątku Sieciowego Energa-Operator – red.), córka posła Cymańskiego (Marta Cymańska, córka posła Tadeusza Cymańskiego, jest głównym specjalistą ds. relacji z klientem w Energa Obrót Gdańsk – red.), brat redaktora Rachonia z TVP Info (Nikodem Rachoń jest szefem CSR w Grupie Energa – red.), radni PiS, m.in. Kacper Płażyński (kandydat PiS na prezydenta Gdańska został 1 czerwca 2017 roku kierownikiem w pionie do spraw korporacyjnych Energa SA – red.), współpracownicy pana posła Horały: Bełbot i Felmet, jego asystenci (Michał Bełbet jest prezesem Energa Oświetlenie, a Patryk Felmet dyrektorem ds. rozwoju w Porcie Gdańsk – red.) – wymieniała Agnieszka Pomaska.

Jak mówiła: –  Nie wystarczy 30 sekund, nie wystarczyłoby godziny. Dzisiaj cała sala widziała, jak prezes Kaczyński z kopertą w ręku wołał premiera Morawieckiego do ciemnego saloniku. Czy w tej kopercie kolejna lista nazwisk…. – pytała posłanka PO.

Nie zdążyła dokończyć pytania, ponieważ przekroczyła wyznaczone 30 sekund i marszałek Sejmu Ryszard Terlecki wyłączył jej mikrofon. Jak stwierdził „tu nie było pytania, to było oświadczenie.  Na oświadczenia mają państwo czas po zakończeniu głosowań”.

Wydawało się, że to dowcip i to z gatunku marnych. Ryszard Makowski – satyryk i komik, piewca „dobrej zmiany” powiedział w wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawnej”, że proponowano mu objęcie funkcji konsula generalnego w Los Angeles.

Przypomnijmy, że Makowski to stały gość TVP Info i felietonista „Sieci”. Jednym z jego „genialnych” pomysłów było m.in. apelowanie, aby Jarosław Kaczyński został uhonorowany Orderem Orła Białego – najwyższym polskim odznaczeniem.

Wracając do stanowiska konsula RP dla Makowskiego, jego słowa potwierdził Witold Waszczykowski. W rozmowie z portalem wpolityce.pl były minister spraw zagranicznych przyznał, że „były propozycje, aby zatrudnić pana Ryszarda Makowskiego”. – „Nie pamiętam, czy chodziło dokładnie o konsulat, bo też myśleliśmy o Instytucie Polskim w Stanach Zjednoczonych. Pan Makowski para się w końcu pracą artystyczną, dlatego rozważaliśmy i taką możliwość” – stwierdził Waszczykowski. Rozmowy z Makowskim prowadził ówczesny wiceminister spraw zagranicznych Jan Dziedziczak.

„Czy ktoś zatrzyma tę karuzelę absurdu?” – podsumował na Twitterze jeden z internautów.

Brudziński, dama do towarzystwa Kaczyńskiego i Farinelli Rydzyka

20 Gru

Szef resortu spraw wewnętrznych wie co robi. Na horyzoncie wybory, a rydzykowy elektorat ma „karty” w ręku. Joachim  Brudziński jest wielbicielem Radia Maryja, od lat pląsa w takt  „Abba Ojcze” na urodzinach rozgłośni należącej do zakonu redemptorystów. W 2015 r., jeszcze przed wyborczym zwycięstwem PiS, współorganizował marsz wdzięczności za to, że istnieje Telewizja Trwam. Wielokrotnie gościł na antenie toruńskiej stacji.

„Moją ulubioną stacją, szczególnie, kiedy wracam do mojego ukochanego Szczecina, jest właśnie rozgłośnia ojca Tadeusza Rydzyka” – powiedział ostatnio na antenie Polsat News i niestety zdradził się ze swoimi intencjami „Mam nadzieję, że słuchacze rozgłośni o. Tadeusza Rydzyka mają wyrobione już poglądy polityczne i będą głosować na PiS” – powiedział w pewnym momencie Joachim Brudziński.

Grubo przesadził, jakby zapominając o tym, że – przynajmniej teoretycznie – katolicka rozgłośnia nie powinna być w politykę zaangażowana. Praktyka – o czym wszyscy doskonale wiedzą – jest inna. Aby dowiedział się o tym także papież i podjął odpowiednie kroki, w internecie zbierane są podpisy pod petycją do Franciszka. Poparło ją dotąd blisko 90 tys. osób.

Gowin, Kopernik ekonomii i przydupas Rydzyka

8 Gru

Taką „rewelacją” podzielił się dziś wicepremier i – nomen omen – minister nauki Jarosław Gowin. – Jeśli chodzi o indywidualnych odbiorców, pewnie one będą nieuchronne, ale skala podwyżek będzie o wiele mniejsza. Wzrost cen energii nie musi się wprost przekładać na podniesienie cen innych usług” – powiedział w RMF FM.

Internauci nie szczędzili słów krytyki pod adresem wicepremiera w rządzie PiS. – „Panie Gowin, gdzie pana takich bzdur nauczono, że wzrost energii nie musi się przekładać na podnoszenie cen usług? W marksistowsko-leninowskiej szkole ekonomii? No chyba że będzie pan dokładał ze swoich? Obaj wiem, że tak nie będzie, bo panu zawsze brakuje do pierwszego” – napisał jeden z nich. To oczywiście aluzja do wypowiedzi Gowina w Radiu Zet, kiedy podczas afery z przyznanymi przez Szydło nagrodami, utyskiwał, że kiedy był ministrem w rządzie PO-PSL miał zbyt małą pensję.

Inni internauci komentowali kpiąco: – Noż kuźwa murowany kandydat do Nagrody NOBLA z Ekonomii”; – „Ma chłop rację! To proste! Uzyskać to można dwoma sposobami. Prośbą: „uprasza się o niepodnoszenie cen” lub groźbą: „zabrania się podnoszenia cen”; – „Jak długo ten „geniusz” z Krakowa myślał nad tą wypowiedzią?? Ciekawe, kto mu udzielił tej cennej informacji, może inni „tytani” wiedzy ekonomicznej?”; – „Jarosław Gowin wyda rozporządzenie i ceny usług nie zmienia się , pogoda będzie już tylko słoneczna, a ks. Jankowski dostanie pośmiertnie Order Uśmiechu”.

Więcej o przemówieniu Jarosława Kaczyńskiego w Jachrance tutaj >>>

– POMASKA ZDECYDOWANIE WS POMNIKA KSIĘDZA JANKOWSKIEGO – NIE MOŻEMY HONOROWAĆ PEDOFILA: “Henryk Jankowski ma w Gdańsku pomnik, plac i honorowe obywatelstwo miasta i trudno mi sobie wyobrazić, żeby ten stan się utrzymał. Nie możemy w Gdańsku honorować pedofila, który zniszczył życie wielu osobom. Dla mnie artykuł „Dużego Formatu” był szokujący, musiałam go czytać na raty, bo nie dałam rady na raz. Mam duży szacunek do autorki za jego napisanie, bo wyobrażam sobie, że nie było to łatwe, a to bardzo ważna sprawa. Nie mam wątpliwości, że to, co napisano, jest prawdą. Fakt, że ofiary księdza Jankowskiego milczały tyle lat, wynikał z tego, że nie miały wyjścia. Pochodziły z biednych rodzin, a zderzały się z człowiekiem, który mógł wszystko, i były wobec niego bezbronne. Dlatego martwią mnie głosy, typu „poczekajmy, zastanówmy się, może to nieprawda”, bo trzeba pamiętać, gdzie są ofiary, a gdzie jest kat. Każdy głos wątpliwości w tej sprawie to głos, który nie pomaga ofiarom, tylko katom. Politycy PO stoją na stanowisku, że ksiądz Jankowski nie może mieć w Gdańsku pomnika i honorowego obywatelstwa, ale uważam, że należy to przeprowadzić spokojnie i zgodnie z prawem. Nie można na ten temat milczeć, a postawa musi być jednoznaczna – stać po stronie ofiar, a nie katów”.
trojmiasto.wyborcza.pl

— JAK NIE WIADOMO O CO CHODZI, TO CHODZI O PIENIĄDZE – PIOTR GŁUCHOWSKI W GW O O. RYDZYKU: “Dosyć więc tego dziadowania. Politycy związani z redemptorystą tworzą Ruch Prawdziwa Europa. Chcą powtórzyć skok na kasę, który udał się LPR. A gotówka jest pilnie potrzebna, bo ojciec Tadeusz podkręcił tempo inwestycji. W najbliższych latach obok gmachów szkoły wyższej, akademika, świątyni z mauzoleum, nowej kawiarni i starej wiertni geotermalnej (siedziby RM i Trwam są w innych punktach Torunia) staną termy ze zjeżdżalniami, hotel spa z 70 apartamentami oraz wielkie Muzeum Pamięć i Tożsamość imienia Jana Pawła II. Wykonawca szacuje koszty na 140 mln, a rząd obiecał tylko 70 mln”.
wyborcza.pl

— PRZYBOCZNI OJCA DYREKTORA – Rafał Wójcik w GW:“Oprócz Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry i Porozumienia Jarosława Gowina są trzecim, choć nieoficjalnym, koalicjantem PiS. Ich centralą jest nie Nowogrodzka, ale Toruń, gdzie swoim zapleczem medialnym dowodzi ojciec Tadeusz Rydzyk”.
wyborcza.pl

>>>