Tag Archives: Adam Mazguła

PiS wrócił do flagi unijnej jako szmaty

4 Czer

„Już po wyborach! Flagi unijne zniknęły z kancelarii prezydenta. Polska sercem Europy!!!” – podsumował jeden z internautów zdjęcia z dzisiejszej konferencji prasowej w Pałacu Prezydenckim. Ministrowie Kancelarii Prezydenta Krzysztof Szczerski i Błażej Spychalski stoją na tle wyłącznie polskich flag.

„Jakież to obrzydliwie przewidywalne…”; – „Polska – trzecia gospodarcza potęga świata, to po co UE-flagi, taki obraz lansuje teraz TVPiS”;

„Kuźwa człowiek myśli, że już niczym mnie nie zaskoczą i jak zawsze się mylę. Żenada to za mało powiedziane. Tak zachowują się tzw. elity PiS, a ich wpatrzony w nich lepszy sort wszystko łyka”; – „Pojawią być może na jesień na polecenie Naczelnika” – komentowali internauci.

A jak było przed wyborami do Europarlamentu? Nawet była premier Beata Szydło usiłowała dziennikarzom wmówić, że nie kazała usunąć flag unijnych z Kancelarii Premiera. Jak twierdziła zniknęły one tylko (!!!) z sali konferencyjnej. Cóż, po wyborach nie ma ich już w Pałacu Prezydenckim, czekamy więc na pierwszą konferencję w Kancelarii Premiera…

Publicysta Andrzej Bober o zachowaniu Mateusza Morawieckiego względem prezydent Gdańska Aleksandry Dulkiewicz.

4 czerwca 1989 roku, w dniu częściowo wolnych wyborów pełniłem obowiązki dowódcy 25 pułku zmechanizowanego w Opolu. Starsi żołnierze pułku pracowali w okolicach Konina na rzecz gospodarki narodowej, a w jednostce szkoliliśmy wtedy dużą liczbę rekrutów, którzy głosowali w koszarach.

Kiedy w poniedziałkowy poranek połączył się ze mną dowódca dywizji, zameldowałem o spokojnym przebiegu wyborów. Nie o to mu jednak chodziło – „ile głosów dostał minister gen. Florian Siwicki?” Kiedy usłyszał odpowiedź, że 15 % – wpadł w szał. Potem długo tłumaczyłem mu, o nowym duchu solidarności, ale to tylko wzmagało agresję generała. – Ty Mazguła się ubierz na wyjściowo i melduj się do raportu!”

Pod gabinetem generała spędziłem sporo czasu i nasłuchiwałem dochodzące do mnie urwane fragmenty telefonicznych rozmów i konsultacji, po czym adiutant przekazał mi polecenie powrotu do jednostki. Później dowiedziałem się, że F. Siwicki w innych jednostkach dostał 12 %.

Dzisiaj, maszerując po ulicach Gdańska, uczestnicząc w spotkanych wolności, wspominam tamten czas przełomu oraz niespodziewanego zwycięstwa nadziei i solidarności. Wspólnie z przyjaciółmi dumnie wznoszę biało-czerwoną flagę i symbole Unii Europejskiej, bo rozumiem, że tamtego dnia naród ostatecznie opowiedział się przeciwko porządkowi jałtańskiemu, radzieckim wpływom i zacofaniu cywilizacyjnemu. Wyniki tych wyborów wskazały pokojową drogę przemian demokratycznych i proeuropejskich.

Dzisiaj, kiedy polskie miasta wypiękniały, zbudowano autostrady, szlaki kolejowe, a Polacy korzystają z pokoju i nieskrępowanej wymiany technologicznej, pracują i uczą się na całym świecie, podróżują bez granic, znaleźli się ludzie, których boli to narodowe szczęście.

Polacy zachłysnęli się wolnością. Jednak wiedza i wolność wyzwoliła Polaków nie tylko z niewoli, ale i z ciemnoty zabobonów religijnych gloryfikujących śmierć i posłuszeństwo krzyżom.

W Polsce istnieje zbyt wiele organizacji, które żerują na zacofaniu i posłuszeństwie wiernych. Wolność narodu ich nie interesuje, bo niszczy ich porządek wpływów, uprzywilejowaną pozycję opartą na fałszywych tezach. To oni wolą rozdawać nasze wspólne dobra i pieniądze dla zachowania wpływów, niż oddać ślepo poddany naród. To oni dzisiaj wykupują nas z wolności. Zabierają nam złudzenia, prawo do decydowania o sobie, niszczą idee, dzielą Polaków i stawiają naprzeciwko siebie, aby tylko zachować ich w strefie swoich nieograniczonych wpływów.

Wolność jest w nas i my to rozumiemy! Dlaczego jednak nie wszyscy?
Dlaczego część polityków izoluje się od tego epokowego dla Polski wydarzenia? Mało tego, robią wszystko, aby zagłuszyć ten płynący z wybrzeża głos wolności?

Dziś PiS-kościelne państwo nie chce „zarazy” wolności. Jest w stanie zatruć agresywną propagandą każdy oddech świeżego powietrza, każde spojrzenie sięgające dalej, niż na najbliższy krzyż parafialny.

Przyjdzie jednak czas i większość zrozumie, że 4 czerwca skończyła się wygodna dla wielu ślepota społeczna i poddaństwo, a zaczęła się odpowiedzialność Polaków za swój kraj i wszystkich swoich obywateli.

Sojusz biskupów z PiS-em kiedyś się skończy, ale raz zasmakowana wolność i nadzieja na godne świadome życie przetrwa.

Moja wiara w zwycięstwo wolnych myśli jest mocna i tak już zostanie.

Zawsze z wolną myślą,

Tym policjantkom i policjantom, którzy nie ulegną dyktatowi władzy, dedykuję tę książkę – mówi Igor Brejdygant w rozmowie z Magdą Jethon

Magda Jethon: Martwisz się o Polskę?

Igor Brejdygant: Bardzo… Żyję tu i ciągle o Polsce myślę.

Jako pisarz i scenarzysta, czyli artysta z wyobraźnią, jesteś podatny na teorie spiskowe?

Czym innym jest wyobraźnia, a czym innym wkręcanie się w chore intrygi. Nie obserwuję u siebie takich skłonności.

Ale w układy wierzysz?

Tak, bo układy są faktem…

„Układ” to określenie, które do polskiej polityki, w pierwszej dekadzie XXI wieku, wprowadził Jarosław Kaczyński…

Prezes Kaczyński „wylansował” słowo układ w pewnym celu. I jak pamiętamy – cel ten osiągnął. Nie ukrywam, że pamiętałem o tym nadając, a właściwie akceptując, tytuł książki. Jest więc przy okazji trochę przekornie.

Twoja najnowsza, czwarta powieść, która właśnie ukazuje się na rynku, jest kontynuacją „Rysy” – kryminału nominowanego do Nagrody Wielkiego Kalibru 2019 i nosi właśnie tytuł „Układ”…

Książka pierwotnie miała się nazywać inaczej, ale w końcu tytuł wymyśliła moja żona. Książka jest po prostu o układzie, a może bardziej o walce jednostki, kobiety z układem, z bardzo mrocznym układem.

Twój „Układ” jest thrillerem politycznym, w którym obnażasz prawdę o tym, co dzieje się na szczytach władzy. To, co opisujesz jest przerażające. Tak widzisz współczesną Polskę?

Pisząc współczesną powieść, historię dziejącą się tutaj, nie mogłem nie zawadzić o pewne realia. Z drugiej strony to jest powieść kryminalna, a nie literatura faktu. A to, że moja wyobraźnia tworzy rzeczy, które mogą się sprawdzić czy spełnić, a może nawet już spełniają się w rzeczywistości, to zupełnie inna sprawa. Szukałem odniesień w Polsce, co nie znaczy, że opisałem dokładnie to, co dzieje się w Rzeczpospolitej anno domini 2019 czy 2018. Jeśli już coś opisałem, to jej przyszłość, może niedaleką, ale jednak przyszłość.

Uważasz, że dziś w Polsce są historie, które nigdy nie ujrzą światła dziennego?

Oczywiście, że tak. Mam wręcz wrażenie, że wszystko rozgrywa się w tej chwili na jakichś dwóch platformach, które są wprawdzie ściśle od siebie zależne, ale widoczna jest tylko jedna z nich. Z tej drugiej czasem coś wycieknie, ale wtedy możemy być pewni, że to „wyciek kontrolowany” – ktoś za kulisami rozgrywa właśnie jakąś swoją partię szachów. Usiłuje się na przykład kogoś skompromitować rzeczami, które albo tak naprawdę są błahe, albo, jak się później okazuje, w ogóle ich nie ma. Tyle że potem w świecie post-prawdy nie ma znaczenia, że kogoś, mówiąc gwarą policyjną, wsadziło się na „lewe sanki”. Potem, kiedy ten ktoś z tych sanek zsiada, to prawda na jego temat już nikogo nie interesuje. Ludzie są tak zamotani nieprawdopodobną ilością informacji, że te w najoczywistszy sposób nieprawdziwe przestają być jako takie rozpoznawane. Jeśli jutro rosyjscy hakerzy rozpowszechnią newsa, że jednak Ziemia jest płaska, to spory odsetek ludzi w to uwierzy i długo trzeba będzie to potem znowu odkręcać. W tym kontekście zbieranie o osobach publicznych informacji z ich życia prywatnego jest dla tych, którzy bełtają opinii społecznej w głowach niezwykle użyteczne. O tym między innymi opowiada „Układ”.

Tomasz Sekielski o Twojej powieści napisał: „Rzeczywistość, którą znamy to jedynie fasada. Za nią skrywa się Układ, przestępczy sojusz ludzi władzy, którym wydaje się, że stoją ponad prawem. Igor Brejdygant stworzył powieść niezwykle aktualną i niepokojąco prawdziwą”. Aby złamać czyjąś karierę i zniszczyć jego życie prywatne, wystarczy zaledwie pomówienie. To zatrważająca refleksja. Czy tak postrzegasz władzę w Polsce 2019?

Nie tylko w Polsce i nie tylko władzę. Nie wiem, czy albo do jakiego stopnia żyjemy już w takim świecie, jaki opisuję w książce, ale wydaje mi się, że nawet jeśli jeszcze w nim nie żyjemy, to zaczniemy w nim egzystować szybciej niż nam się wydaje. Mamy do czynienia z nieprawdopodobnym postępem techniki, która z jednej strony nam służy, a z drugiej może być dla nas gwoździem do trumny. Internet, który łyknie każdą ilość nawet najbardziej absurdalnych informacji, urządzenia do inwigilacji, które mogą się znajdować tak naprawdę wszędzie i we wszystkim, nie wyłączając naszego własnego komputera. No i kolizja światów. Z jednej strony czyste zło, które wykorzysta każdą okazję i możliwość, żeby sięgnąć po władzę, a następnie się przy niej utrzymać, z drugiej miękkie podbrzusze świata, który chce być lepszy. Z jednej strony zbieranie kompromitujących materiałów, a z drugiej świat, który przez swoją doprowadzoną często do absurdu polityczną poprawność stworzył nieograniczone pole do tego, by ludzi można było kompromitować właściwie wszystkim.

Poprawność polityczna doprowadza nas do granic absurdu?

W Wielkiej Brytanii z nadmiernej poprawności politycznej śmieją się od dawna. Może akurat zresztą w tej chwili Wielka Brytania nie jest najlepszym przykładem, bo zmanipulowana przez złe siły sama toczy się w bardzo niebezpiecznym i dość idiotycznym kierunku. Czyżby nabijanie się z politycznej poprawności właśnie doprowadziło ją na krawędź katastrofy? (śmiech) Poprawność polityczna tak naprawdę została wymyślona dla ludzi, którzy nie rozumieją zjawisk dziejących się na świecie, światopoglądowo najczęściej są indyferentni, więc mogliby w swym niezrozumieniu popełniać idiotyczne gafy i na przykład krzywdząco wyrażać się o osobach innych od nich. Kiedy wiedzą już, że to nie przystoi, nie robią tego, żeby nie wypaść poza nawias pewnych sfer społecznych. Poprawność to system zakazów i zaleceń. Jak się lubi innych ludzi i rozumie, o co w świecie chodzi, to ten system nie jest tak naprawdę do niczego potrzebny.

W Twojej powieści giną świadkowie, okazuje się, że układ jest znacznie bardziej skomplikowany niż przypuszczamy, a bycie katem nie wyklucza bycia ofiarą. Czy taka jest właśnie prawda o politycznych i finansowych zależnościach? Czy w ogóle jest szansa na wyjście z matni przez którąkolwiek ze stron?

Myślę, że jedna ze stron wcale nie chce wychodzić z żadnej matni, bo matnia jej służy. Co do drugiej – jest w dużym kłopocie, bo ma bardzo i coraz bardziej ograniczone możliwości, aby się bronić. Fejk newsy, hejt, sfingowane oskarżenia, inwigilacja, szukanie haków, post-prawda, a przede wszystkim żądna igrzysk publiczność, która tylko czeka na czyjeś potknięcie, a wszystko po to, żeby okazało się, że ten, który był fajny, jednak ma coś za uszami. Utrzymanie opinii o własnej uczciwości w tych warunkach jest karkołomnym zadaniem, bo samo bycie uczciwym może się okazać zdecydowanie niewystarczające.

A jeśli chodzi o sytuację, w której  kat jednocześnie jest ofiarą, to najlepszym przykładem są odkrywani teraz księża pedofile, którzy jednocześnie byli informatorami Służby Bezpieczeństwa, z czym, jak sądzę wcale niekoniecznie było im po drodze, ale nie mieli wyjścia, bo milicja miała na nich po prostu haka w postaci ich pedofilii właśnie. To był PRL, możliwości techniczne i inwigilacyjne znacznie mniejsze.  Wyobraźmy sobie, na ilu ludzi mogą być haki dziś i ilu w związku z tym jest u kogoś na krótkiej smyczy.

„Rysa” i „Układ” to jednak przede wszystkim historia o kobiecie. W otaczającej nas rzeczywistości kobiety muszą nadal walczyć o swoją pozycję zawodową i społeczną. Z niekoniecznie dobrym skutkiem…

Z różnym zapewne, ale już sam fakt, że wciąż muszą walczyć, jest niepokojący. W mojej książce kobieta walczy, ale nie tylko po to, żeby się odnaleźć, ale też po to, by ten świat uczynić lepszym, czyli nie o siebie walczy jedynie, a o dobro ogólne. Ja w ogóle uważam, że dobrze by było dla świata, szczególnie teraz, gdyby mężczyzn na jakiś czas pozbawić praw wyborczych. Nie byłaby to jakaś szczególna niesprawiedliwość, bo przecież kobiety nie miały ich przez setki lat, a myślę, że przy okazji uniknęlibyśmy różnych dość poważnych kłopotów.

Jesteś jednym z najzdolniejszych scenarzystów i pisarzy swojego pokolenia.  Piszesz powieści, na których kanwie powstają scenariusze interesujących filmów i seriali. „Rysa” i „Układ” to świetny materiał na film lub serial. Piszesz już scenariusze?

Scenariusze piszę bezustannie (śmiech), ale mam nadzieję, że „Rysa” i „Układ” doczekają się ekranizacji, a są już po temu pewne przesłanki. Więcej powiedzieć nie mogę, bo źli i czujni ludzie z układu wykorzystają to potem przeciwko mnie. ( śmiech)

Książkę dedykujesz polskim policjantkom i policjantom. Dlaczego?

Niestety, w idei państwa, które przyświeca obecnie rządzącym, resorty siłowe znów nabierają nie tego znaczenia, do którego powołuje je definicja. Słowem policja i inne służby zamiast działać na rzecz obywatela i państwa zaczynają coraz częściej działać na rzecz rządzących. To jest zła wiadomość, ale dobra jest taka, że ci ludzie wychowali się już w normalnej, liberalnej demokracji, wychowali się w wolności i do wolności, więc część z nich, mam nadzieję, nie ulegnie presji, nie podda się dyktatowi przełożonych, którzy są funkcjonariuszami partii zamiast służby publicznej. Tym policjantkom i policjantom, którzy nie ulegną, dedykuję tę książkę, a właściwie dedykuję ją wszystkim funkcjonariuszom z cichą prośbą o to, żeby nie ulegli.

Rozmawiamy tuż po wyborach do Parlamentu Europejskiego. W Polsce, ale nie tylko, właściwie w większości krajów europejskich te wybory wygrała prawica, czasem nawet dość skrajna prawica. Jak to się ma do „Układu”?

Ten układ jest prawicowy. Rzekłbym nawet, że z różnych informacji wyraźnie wynika, że na świecie pod auspicjami głównie Rosji, ale też niestety Netanjahu i jego akolitów – nazwy kraju celowo nie wymieniam, żeby ci, którzy zbierają na wszystkich kwity, nie dostali do ręki choćby takiego świstka na mnie (śmiech) – oraz przy wsparciu bardzo wielu, bardzo nieciekawych ludzi na całym globie od Brazylii po Turcję powstaje rodzaj prawicowo – nacjonalistycznej, a często już wręcz po prostu faszystowskiej międzynarodówki. Układ nie zna moralności, jego jedynym celem jest zdobycie i utrzymanie władzy, przy czym, jak sądzę, nie władza w przypadku tych akurat grup jest najważniejsza, a pieniądze, choć to z grubsza zdaje się to samo. Przynajmniej z ich punktu widzenia. Martwi mnie tylko bardzo, że owe nacjonalistyczne organizacje mają tak ogromne wsparcie wśród najmłodszych wyborców, bo po pierwsze – młodzi to siła, a po drugie – przyszłość świata. Według bodaj Ericha Fromma ludzkość przemieszcza się wciąż na swoistym wahadle albo może po sinusoidzie od nudy do rozpaczy i z powrotem. Mam niestety wrażenie, że po osiągnięciu górnej granicy nudy i rozleniwienia, wahadło ruszyło w tę drugą stronę. Teraz będzie nabierało prędkości, a układ po prostu najpierw cynicznie to wesprze, a potem niemniej cynicznie na tym skorzysta. Szkoda tylko tych młodych, bo po tamtej stronie krzywej wahadło przeważnie zamiast się zatrzymywać, powoli wytracając siłę, wali w ścianę z ogromną siłą.

Ks. Stanisław Walczak: Katolicy upadli, plemię żmijowe…

Reklamy

Morawiecki sam siebie ośmiesza, a Błaszczak to czysta groteska. Pisowskie zbaranienie

21 Kwi

Mateusz Morawiecki udał się do Stanów Zjednoczonych na dwudniową wizytę.

Podczas pierwszego dnia wizyty szef rządu wziął udział w Okrągłym Stole z udziałem amerykańskich biznesmenów, którego organizatorem był think tank „The Chicago Council on Global Affairs”. Spotkanie miało na celu nawiązanie kontaktów z amerykańskimi inwestorami i pokazanie Polski, jako potencjału do inwestowania. Premier złożył także kwiaty pod pomnikiem Tadeusza Kościuszki w Chicago – informuje Kancelaria Premiera.

W czasie drugiego dnia wizyty premier Mateusz Morawiecki wziął udział w premierze filmu „Poland: The Royal Tour” oraz wystąpił w amerykańskiej telewizji, w której skrytykował polskich sędziów. – Zmiany w polskim sądownictwie są jak rozliczenie z francuskimi kolaborantami-mówił polityk PiS. Na słowa szefa rządu zareagował na Twitterze mecenas Michał Wawrykiewicz.

Do filmu umieszczonego przez MON odniósł się także pułkownik w stanie spoczynku Adam Mazguła, który zwrócił się do ministra Mariusza Błaszczaka.

Panie Mariuszu Błaszczak, zobaczyłem reklamówkę defilady z okazji 3 maja i jestem zawiedziony. Nie zobaczyłem tam, tak charakterystycznych dla obecnych rządów wielu grup mundurowych, z których Pan jest tak dumny. Nie usłyszałem o wsparciu duchowym żołnierzy biorących udział w defiladzie. Mam nadzieję, że to tylko przeoczenie i na defiladzie zaprezentują się nie tylko wojska operacyjne, ale również oddziały pielgrzymkowe, z elitą bojowych tragarzy krzyży uzbrojonych w mobilne zestawy mszalne. Już rano w dniu defilady, zapewne zaprezentują się w swoich pięknych mundurach pododdziały służących do mszy i czytaczy pisma świętego, oraz specjaliści najwyższej klasy od noszenia wieńców i pełnienia służby wartowniczej przy PiS-owskich pomnikach.

Nie usłyszałem też o udziale w paradzie uzbrojonych w najnowszą broń piechoty terytorialsów WOT. Wypada ich zaprezentować, jeśli dla ich szkolenia wycofuje się z jednostek najzdolniejszych polskich komandosów, a do tego zadania potrzebny jest zwykły kapral.

Panie Mariuszu Błaszczak, myślę, że defiladę powinien otwierać batalion żandarmerii wojskowej, który zaszczytnie, ale i w warunkach wojennych (pobierają oni przecież dodatki równe komandosom uczestniczącym w misjach wojennych), ochrania Antoniego Macierewicza, wraz z bohaterskim kierowcą jego służbowej limuzyny. Jak słyszę, MON wystawia wszystko, co ma najlepszego. Dlatego nie może zabraknąć maszerującej najbardziej zasłużonej dla ludu smoleńskiego komisji zamachu lotniczego z Antonim na czele. Może uda się ich znaleźć w świecie, bo wypada przecież spojrzeć im w te szczerze oddane partii, patriotyczne oczy. Nie może na pokazie zabraknąć również przenośnej ławeczki niepodległości i kompanii reprezentacyjnej zabezpieczenia ekshumacji. Nie zobaczyłem w tej reklamie o udziale w paradzie umundurowanych polityków PiS-u, którzy nigdy nie służyli w wojsku, kiboli w koszulkach Polski Walczącej, pułków trolli internetowych Jenota, batalionów moherowych Radia Maryja, klubów krzyżowych Gazety Polskiej, maszerującej młodzieży z falangą na flagach i z okrzykiem: „a na drzewach zamiast liści…”. Oni wszyscy przecież są Waszą armią.

Panie Mariuszu Błaszczak, w reklamówce nie zobaczyłem nic o hasłach i zabezpieczeniu medialnym defilady. Myślę, że ponieważ chodzi o pamięć Konstytucji, to nad głowami wiwatujących powinno się powiesić napis „Konstytucja, dość Targowicy”. Z tej okazji może też warto rozważyć zmianę treści przysięgi wojskowej, którą tak widowiskowo mogliby składać wojskowi. Wystarczy tylko zamienić słowa niepasujące do obecnej sytuacji i zamiast słów: „Stać na straży konstytucji, strzec honoru żołnierza polskiego”, wprowadzić przykładowo takie słowa „Stać na straży statutu PiS-owskiego, strzec ich prezesa i siebie samego”.

Można symbolicznie wystawić egzemplarz Konstytucji RP na stole przed trybuną honorową, której towarzyszyłby strażnik konstytucji i generałowie asystujący. Aby podkreślić, że wszyscy oni stoją na straży jej zapisów powinno się ją umieścić za kratą, nie żeby ktoś pomyślał o uwięzieniu konstytucji, ale o jej skutecznym pilnowaniu. Na koniec uroczystości proponuję odśpiewać gremialnie piosenkę „Wolność, kocham i rozumiem”.

Po uwzględnieniu tych moich rad, defilada z pewnością byłaby jedyną w swoim rodzaju, głośną, oglądaną przez masy, historyczną i zwracającą uwagę świata. Wszak o to Panu chodzi.

>>>

PiS chroni tych, którzy grożą mordem na Lechu Wałęsie, Jacku Jaśkowiaku i innych

5 Mar

Panie Jarosławie Kaczyński,

czy podobają się Panu przesłane listy z obiecanką śmierci dla Prezydenta Lecha Wałęsy i prezydentów największych polskich miast, jeśli nie wycofają się w ciągu 7 dni z polskiej polityki?

Jak Pan myśli, dlaczego takie pogróżki otrzymali tylko ci prezydenci, którzy nie należą do Zjednoczonej Prawicy? Czy przesłanie wcześniej wiadomych „wyroków śmierci”, za które nie ścigają organy państwa, albo teraz bojowego naboju naszemu nobliście jest czymś normalnym w kraju rządzonym przez odpowiedzialnych ludzi?

Nie wierzę, ale ludzie mówią, że to Pańskie środowisko stoi za tą prowokacją, aby odwrócić uwagę od Spółki Srebrna i całego wysypu Waszych afer. Dlatego bardzo mnie obchodzi, czy ktoś wie, albo, chociaż próbuje ustalić, kto organizuje te obietnice dalszych morderstw politycznych, już nie tylko w Gdańsku?

Panie J. Kaczyński,

podobnie jak Pan, wszyscy chłopcy chcą być piękni, przystojni, wysocy, silni i budzić westchnienia pięknych kobiet. Każdy chce być odważny, bogaty i posiadać władzę. Jednak ludzi Bóg obdarzył nierówno. Dlatego są też ludzie mali, podli, nienawidzący kobiet i z racji swoich mało akceptowanych cech, ciągle upokarzani przez środowisko. Dorastanie w uprzywilejowanej, bogatej rodzinie, w domu bohatera, bez nadmiaru obowiązków, z załatwianiem nawet promocji do klasy maturalnej, bez odbycia obowiązkowej służby wojskowej, staje się nie do zniesienia, kiedy przyjdzie żyć samodzielnie w normalnym świecie. Tacy ludzie stają się złośliwi, zawiedzeni życiem, ale chowają się za maską normalności. Nie przestają też marzyć o zemście na ludziach, za ich wszystkie cechy, dobre i złe, których nie posiada zazdrośnik.

Panie J. Kaczyński,

czy Pan ma takie cechy, które każą Panu niszczyć ludzi i mścić się za to, że są od Pana inni? Pytam, bo ludzie mówią, że Pan kocha wszystkich, ale tylko ze swojej „rasy panów”. Mówią, że dlatego rozdaje im Pan miliony złotych, bo każdy z nich ma podobny kompleks niedowartościowanego człowieka. Dlatego wspólnie stworzyliście sobie wyspę bezprawia i pazerności. Całą złość kierujecie jednak na tych, którzy nie należą do rasy panów, bo nie należą do ludzi sfrustrowanych i zawiedzionych życiem. Nazwał ich Pan ludźmi gorszego sortu, kanaliami i mordercami, którzy odpowiadają nie tylko za katastrofę smoleńską, ale za całe zło tego świata. Czy dlatego państwo PiS chroni bojówki rasistowskie, aby to one w Waszym imieniu walczyły z tym złem? Czy dlatego, nie ściga się faszystów w Polsce PiS-u, nie delegalizuje ich organizacji, mimo, że nakazuje to zarówno Konstytucja RP jak i Kodeks Karny? Czy dlatego podejmuje Pan współpracę z faszystami i pozwala na terroryzowanie społeczeństwa obywatelskiego?

Panie J. Kaczyński,

widzę, że nie jest Pan człowiekiem szczególnie odważnym, dlatego wychował Pan hydrę, skłócił społeczeństwo, wskazuje wrogów i namawia do represji rękami przestępców, kiboli i narodowców, których nazywa Pan patriotami.

Jak Pan myśl, Kto odpowiada za pokazowe morderstwo polityczne Pawła Adamowicza czy Barbary Blidy? Dlaczego ochraniacie morderców, którzy torturami zamęczyli przypadkowo zatrzymanego Igora Stachowiaka? Jak Pan myśli, kto odpowiada za śmierć 54 byłych pracowników służb państwa polskiego, których fałszywymi oskarżeniami zaszczuli Pańscy posłowie za pomocą ustawy represyjnej?

Panie Jarosławie Kaczyński,

dokąd Pan zmierza? Ilu jeszcze ofiar chce Pan wskazać do represji? Czy dlatego Lech Wałęsa dostaje pogróżki, bo nie jest Pan na jego miejscu, czy kolejni prezydenci miast, bo nie są z „dobrej zmiany”?

Czy dlatego pielęgnuje Pan pamięć o ludobójcach wyklętych, aby wykorzystać dla swoich niecnych celów zagubionych młodych ludzi, którymi Pan manipuluje wmawiając, że są patriotami?

Panie Jarosławie Kaczyński,

kiedy następnym razem policja będzie pacyfikować pokojowe protesty przeciwko odradzającemu się faszyzmowi, kiedy prokuratura nie będzie wszczynać postępowań karnych przeciwko tym, co grożą innym śmiercią, kiedy sam Pan wystrzeli z kapiszona, aby Pańscy zwolennicy mogli zrobić z niego mordercze narzędzie, niech Pan ma odwagę przyznać, że to Pan wyzwala w Polakach nienawiść i buduje faszyzm.

Cechą prawdziwego mężczyzny jest odpowiedzialność. Tymczasem widzę u Pana gen strachu, chęć działania jedynie z ukrycia z wykorzystaniem innych, bez osobistej odpowiedzialności. Jednak każdy, nawet człowiek tchórzliwy odpowiada za swoje czyny.

Tymczasem módl się Pan, aby groźby dla Lecha Wałęsy i prezydentów miast okazały się niegroźne dla ich życia i zdrowia.

Niedługo miną dwa miesiące od tragicznej śmierci prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, który na oczach mieszkańców swojego miasta został brutalnie zamordowany przez Stefana W. Zarzutów, że to właśnie szerzenie mowy nienawiści wobec polityków opozycji, bezpodstawne oskarżanie o złodziejstwo czy korupcję, oraz permanentne szczucie na niego w mediach publicznych mogło popchnąć sprawcę do tego tragicznego czynu, pod żadnym pozorem nie chcieli pod swoim adresem słyszeć politycy partii rządzącej.Minister Brudziński, pobudzony atmosferą oburzenia na groźby karalne, jakie kierowane były pod adresem polityków opozycyjnych, występował nawet niemal codziennie w mediach, chwaląc się pracą policji, która każde takie zagrożenie błyskawicznie identyfikowała i likwidowała. W końcu wypadało się wówczas problemem przejąć.

Od wczoraj jesteśmy świadkami ujawniania się kolejnych prezydentów miast i ważnych polityków obozu opozycyjnego, którzy otrzymali w kopercie łuskę z karabinu maszynowego oraz list z groźbą pozbawienia życia. Dowiedzieliśmy się już o Lechu Wałęsie, Hannie Zdanowskiej, Tadeuszu Ferencu i Jacku Majchrowskim, dziś do otrzymania takiego listu przyznał się także prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak. Postanowił on upublicznić zawartość makabrycznej przesyłki, w tym treść listu oraz zdjęcie 16 zakrwawionych portretów prezydentów miast, w tym Pawła Adamowicza, Rafała Trzaskowskiego, Jacka Sutryka czy Bogdana Wenty. Sam list zawierał zaproszenie do “gry”. “Masz 7 dni na ogłoszenie swojej dymisji. W przeciwnym razie ostatni raz widzisz rodzinę, a to zdjęcie będzie ostatnią rzeczą, jaką zobaczysz. Co wybierasz? Życie czy śmierć?” – pisał autor.

Zdaniem Jacka Jaśkowiaka, odpowiedzialność za tego typu groźby ponosi partia rządząca, która prowadzi w pełni świadomą narrację przeciwko politykom samorządowym.

“Narracja, którą m.in. za pośrednictwem mediów publicznych prowadzi Prawo i Sprawiedliwość, przedstawiając samorządowców jako zdrajców, malwersantów, kryminalistów, przynosi takie oto efekty. Podobnie jak inni prezydenci polskich miast otrzymałem dziś list z pogróżkami” – napisał nanapisał na Facebooku Jaśkowiak.

Policja na swoich stronach poinformowała, że prawdopodobny nadawca tych przesyłek został ujęty w Warszawie. Jest to 28-letni mieszkaniec Krakowa, który do zarzucanego czynu przed policjantami się przyznał. Wstępne badania kryminalistyczne potwierdziły także fakt, że to on wysyłał listy z pogróżkami. Zebrane dowody wskazują, że zatrzymany prawdopodobnie podejmowałby dalsze kroki w stosunku do włodarzy miast. Jak donoszą reporterzy RMF FM, sprawca planował kolejne wysyłki, które zawierać miały niebezpieczne substancje.

Mężczyzna ten już szykował się do wysłania kolejnych pogróżek, a także do innych kroków nieco groźniejszych. Osoby po otworzeniu takich kopert mogłyby zostać np. poparzone, czy też doszłoby do uszkodzenia ciała– powiedział Mariusz Ciarka, rzecznik KGP.

Kaczyński straszy swoimi bojówkami

27 Lu

Jarosław Kaczyński „błysnął” na gali Strefy Wolnego Słowa „Gazety Polskiej”. Nie wiedział zapewne, jak lepiej i dosadniej podkreślić rolę środowiska gazety i jej klubów, znaczenia dla swojej partii, więc nazwał ich „oddziałami szturmowymi”.

Na te słowa obruszył się nawet prawicowy historyk Jan Żerko przyznając, że „po niemiecku Sturmabteilungen, w skrócie SA. Niedobrze się kojarzy”. Rzeczywiście, dla każdego, kto choć trochę zna historię to pojęcie budzi niesmak i jednoznaczne skojarzenia.

Jednak prezes Kaczyński nie dostrzega niczego złego w swojej wypowiedzi. Mało tego, na łamach portalu Niezależna.pl rozwinął swoją myśl, mówiąc, że „kiedyś to był taki oddział szturmowy, który przedzierał się przez pozycje, które w gruncie rzeczy niemal wyłącznie zajmowali wrogowie. Dzisiaj to jest oddział szturmowy potężnej już armii, która idzie ku zwycięstwu. Jestem o tym przekonany. Każda armia potrzebuje takiego oddziału uderzeniowego, szturmowego i dzisiaj Kluby „Gazety Polskiej” takim oddziałem są”.

Jak widać, „oddziały” PiS się rozwijają, bo przecież podobnie traktowani są narodowcy i dlatego z taką pobłażliwością partia rządząca patrzy na ich marsze, pilnując, by żadna krzywda ich nie spotkała, a sądy umarzały kolejne sprawy przeciwko nim. Podobna ma być też chyba rola WOT.

Jeden z internautów przypomina prezesowi, jak „skończył dowódca oddziałów szturmowych niejaki Rohm.”, a inni pytają „już ma SA, Gestapo, kiedy powstaną Einsatzgruppen?” i „Ciekawe czy teraz czas na noc długich Noży”.

Ech panie Kaczyński, albo jest pan słabo wyedukowany albo rzeczywiście wie pan, co mówi i to przeraża.

Ze zdumieniem odnotowałem, że Pan Jarosław Kaczyński da nam to i tamto. Już nie polski rząd, już nie partia, ale on, wielki dobroczyńca narodu, wielki święty parafialny. To on będzie rozdawał na dzieci, na emerytów, na dojeżdżających…

A cóż to, ze swoich daje? Rozdaje wcześniej zagarnięte pieniądze w postaci jednych z najwyższych w świecie podatków, których jest coraz to więcej i więcej.

Jeśli prawdą jest, że narodowa gospodarka ma się dobrze, to tylko kosztem ciężkiej pracy naszych obywateli i wielkiego wyzysku państwa. Ten rabunek państwa na pracujących i kupujących jest tak wielki, że bardziej opłaca się Polakom nie pracować niż pracować. Lepiej za granicą zmywać naczynia, zakładać rodzinę i budować swoja przyszłość niż dawać się okradać, po to, aby J. Kaczyński mógł, coś nam dać.

Dzisiaj, nawet bardzo wysokie wykształcenie i zdolności indywidualne nie gwarantują kariery zawodowej i godnego życie w kraju, bo to jest zarezerwowana reglamentacja dóbr dla PiS-owskich miernot i ich rodzin.

Tymczasem przeczytałem, że Mariusz Błaszczak zaprasza do jednostek wojskowych na obchody rocznicy wstąpienia Polski do NATO. Uwaga! Zaprasza Mariusz Błaszczak! Ten cywilny agitator i resortowe dziecko z krwią na rękach ponad 54 ludzi służb zaprasza do swoich jednostek. Kupił je sobie, więc ma i zaprasza? Tak się robi propagandę polityczną!

Prezes rozdaje nieswoje, lub bierze kredyt na nasze konto, minister propagandy wojennej zaprasza na obchody przyłączenia się do NATO, bo przecież tylko przypadkiem nie zrobił tego on i PiS w ostatnich trzech latach „prawdziwej niepodległości”.

Dzisiaj wszystkie ministerstwa tego rządu maja wspólną cechę, bez wyjątku, stały się machiną propagandową władzy. Wyraźnie przecież widać, że Z. Ziobro kieruje ministerstwem propagandy bezprawia i szkalowania sędziów, J. Brudziński odpowiada za ministerstwo propagandowej tolerancji dla faszyzmu, a A. Zalewska zarządza ministerstwem propagandy światopoglądowej… Nad nimi wszystkimi stoi premier agitacji politycznej i znany publiczny kłamca, który tylko poza kamerą mówi prawdę o „zapierd…niu za miskę ryżu”, czy kpi z marzeń Polaków o bezpłatnej służbie zdrowia i „flotylli tratw”, do której będzie strzelał.

Ideolodzy „dobrej zmiany” dobrze wiedzą, że swoim przekazem propagandowym muszą zamydlić oczy ludziom. (Przekazali tylko do TVP 1,2 mld złotych na ten cel.) Wiedzą, że ilość wyprodukowanej podłości, oszustw, kłamstw, nadużyć i przestępstw tej władzy jest tak pokaźna, że będą rozliczani i pociągani do odpowiedzialności przez wiele lat. Alternatywą jest stworzenie warunków do dalszej bezkarności ich działań i dalszego opływania w bogactwach wśród kościelnej ciemnoty przez kolejne 4 lata.

PiS nie ma wyjścia, musi zastosować ofensywę ratunkową dla swoich elit w postaci propagandy, bo nic innego nie posiadają. Mogą jedynie rozdać nasze i zrobić z tego show.

Wierzę, że tym razem ludzie nie dadzą się oszukać.

O Macierewiczu, jak o Judaszu: co ma wisieć, nie utonie

20 Lu

Posłowie Platformy Obywatelskiej złożyli do IPN wniosek o ponowną lustrację byłego szefa MON Antoniego Macierewicza. Wskazują, że wyszły na jaw nowe okoliczności, które nie były znane podczas wcześniejszego procesu lustracyjnego. Chodzi o notatkę szefa wywiadu SB z września 1984, w której pada stwierdzenie, że Macierewicz „podjął nielegalną działalność”.

Posłowie Platformy Obywatelskiej zwrócili się z wnioskiem do Instytutu Pamięci Narodowej o poddanie ponownemu procesowi lustracji Antoniego Macierewicza. Poinformowano o tym na sejmowym posiedzeniu zespołu śledczego PO ds. zagrożeń bezpieczeństwa państwa.

PO chce ponownej lustracji Antoniego Macierewicza. Podejrzenia o związki z SB

Antoni Macierewicz był poddany lustracji w 2009 roku. Zdaniem posłów PO ze względu na nowe okoliczności, konieczne jest jednak ponowne sprawdzenie jego przeszłości – wszystko ze względu na notatkę szefa wywiadu SB generała Zdzisława Sarewicza z września 1984 roku, której treść opublikował Tomasz Piątek w swojej książce „Macierewicz. Jak to się stało”.

Z notatki wynika, że po ucieczce z ośrodka internowania w listopadzie 1982 roku Macierewicz nie był ścigany przez służby, ani nie wszczęto przeciwko niemu postępowania karnego, choć – jak można przeczytać w notatce – „podjął nielegalną działalność”.

„Notatka z września 1984 roku szefa wywiadu SB gen. Sarewicza (Departament I MSW) o tym, że po ucieczce z internowania Macierewicz nie był ścigany przez SB i milicję, mimo że podjął nielegalną działalność. Nad tym pracuje dziś #ZespółŚledczyPO. Oczekujemy ponownej lustracji AM!” – napisał na Twitterze poseł PO Tomasz Siemoniak, który zamieścił też zdjęcia notatki.

W dniu 18 listopada 1982 roku zbiegł z internowania podczas pobytu w szpitalu w Sanoku i podjął nielegalną działalność, pozostając w ukryciu. Po ucieczce z internowania SUSW [Stołeczny Urząd Spraw Wewnętrznych – red.] nie ścigał A. Macierewicza listem gończym. Nie wszczęto również postępowania karnego

– brzmi jej fragment.

Jak podaje Polsat News, posłanka Joanna Kluzik-Rostkowska zapowiedziała, że – oprócz złożenia wniosku o lustrację do IPN – posłowie PO wystąpią też do premiera Morawieckiego z prośbą o powtórne przeprowadzenie „postępowania sprawdzającego Macierewicza” oraz będą chcieli się dowiedzieć, jakie służby weryfikowały jego przeszłość przed objęciem przez niego szefa MON w 2015 roku.

Sprawa kontrowersyjnego wystąpienia ówczesnego szefa MON Antoniego Macierewicza w czasie pamiętnego “audytu” rządów poprzedników w maju 2016 roku powraca i to w mocnym stylu. Wszystko za sprawą poselskiej interpelacji posła Platformy Obywatelskiej Krzysztofa Brejzy, który tak sformułował pytania do resortu, że ten z pewnością w nieplanowany sposób pogrążył ważnego polityka PiS, potwierdzając, że  ujawnił on informacje objęte klauzulą tajności. Dotyczyły one ważnych parametrów obronnych polskiej armii, co bezpośrednio godzi w bezpieczeństwo państwa. Nic więc dziwnego, że wczoraj w tej sprawie poseł opozycji złożył zawiadomienie do prokuratury.

Sytuacja jest bezprecedensowa, bowiem wygląda na to, że chcąc dopiec z mównicy sejmowej opozycji, Antoni Macierewicz działał na szkodę Polski i jej bezpieczeństwa narodowego. Zdaniem posła PO nie było w historii NATO ujawnienia tak wrażliwych danych o siłach zbrojnych. 

Dziś natomiast do tematu wraca tygodnik “Polityka”, który już w 2017 roku opisywał tę sprawę, ale którego doniesienia zostały wówczas całkowicie zignorowane przez organy państwa (co zdaniem wielu powinno także zostać zbadane przez prokuraturę). Dziś Grzegorz Rzeczkowski przypomina, że oprócz danych dotyczących stanu zapasów wojennych kierowanych pocisków rakietowych, Macierewicz ujawnił też szereg innych, niezwykle ważnych informacji, które zdaniem rozmówców dziennikarza są najbardziej pożądanymi danymi przez praktycznie wszystkie wywiady obcych państw. 

W wypowiedzi Macierewicza miały bowiem pojawić się szczegółowe informacje na temat odsetka sprawnych wozów bojowych, zapasów pocisków zwykłych i „innych rodzajów pocisków rakietowych”, niezdolności wykrywania przez wojsko nisko lecących obiektów – nie tylko dronów, ale również rakiet samosterujących, a także niskich zapasów rakiet dla poradzieckich samolotów i wyrzutni rakiet. Niezwykle niepokojące jest także to, że Macierewicz skupił się na ujawnieniu akurat tych danych, które mają olbrzymie znaczenie dla oceny faktycznych zdolności obronnych polskiego państwa w przypadku ataku na jego terytorium. 

W tym samym mniej więcej czasie, gdy minister Macierewicz występował w Sejmie, sąd skazał na sześć lat więzienia pułkownika z MON, który przekazywał Rosjanom dane dotyczące postępowań dyscyplinarnych podejmowanych wobec polskich żołnierzy. Ale jego wina i to, co zostało ujawnione w Sejmie, to jakby porównywać wybuch granatu z eksplozją bomby atomowej – ­twierdzi rozmówca tygodnika z kontrwywiadu.

Pojawiają się także bardzo poważne pytania pod adresem ówczesnego szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego, jednego z najbliższych współpracowników Macierewicza tj. Piotra Bączka. Wszystko wskazuje na to, że dane do wystąpienia sejmowego Macierewicz pozyskał właśnie z dokumentu przygotowanego przez SKW, wyraźnie oznaczonego jako “ściśle tajne”. Czerwonej pieczątki na dokumencie nie można nie zauważyć, a za jej zignorowanie grozi nawet do 8 lat więzienia. To, że SKW nie podjęła żadnych czynności sprawdzających w sprawie ujawnienia tych danych przez Macierewicza, obciąża także Bączka, który za niedopełnienie tak ważnych przecież obowiązków również powinien odpowiadać przed prokuratorem.

Sam Antoni Macierewicz sprawę oczywiście bagatelizuje. Krótkie oświadczenie opublikował na Twitterze, stwierdzając, że opozycji zajęło trzy lata, by przeanalizować jego wystąpienie w Sejmie i jego zdaniem mają czego się wstydzić, biorąc pod uwagę horrendalne zaniedbania w wojsku w czasie ich rządów.

Wbrew temu, co mówi były szef MON, sprawa jest jednak bardzo poważna, a do wątpliwości dotyczących jego tajemniczych kontaktów z osobami z bardzo dziwnymi i z niepokojącymi życiorysami teraz dochodzą także konkretne działania godzące bezpośrednio w polską obronność. W sprawnie działającym państwie zainteresowanym dobrem wspólnym, a nie jedynie partykularnym partii rządzącej, w tej sprawie natychmiast na nogi zostałyby postawione najważniejsze służby zajmujące się bezpieczeństwem wewnętrznym i kontrwywiadem. Czy tak się stanie, dowiemy się zapewne w najbliższych tygodniach.

Statek propagandy i kłamstwa na wielką skalę nabiera wody, pewnie zatonie. Jednak szczury dostają szansę na przetrwanie. Dostanie się do Parlamentu Europejskiego dewastatorów Polski daje im immunitety i w praktyce nie pozwala ich rozliczyć karnie, przynajmniej przez kadencję, ale co gorsze, dostaną nowe zabawki do niszczenia naszej wspólnoty europejskiej.

Jeśli pozwolimy takim przestępcom jak Beata Szydło, która 2 lata nie publikowała wyroków Trybunału Konstytucyjnego i ostatecznie zniszczyła jego niezależność, a od roku tylko pobiera wysokie pensje za nieróbstwo, bo jej się wszystko należy, to znowu pozwolimy na bezkarność niszczycielom naszego kraju.

Do PE chce uciec dewastatorka edukacji narodowej, niezwykle bezczelna PiS-ówka Anna Zalewska, która jest zamieszana w afery kryminalne na terenie Dolnego Śląska.

Ucieka przed odpowiedzialnością wazeliniara Tadeusza Rydzyka, wybitna „prawniczka”, która okazała się administratywistą, nakręcona katarynka Beata Kempa i wielu, wielu innych.

Hipokryzja tej całej „podłej zmiany” polega na tym, że chcą być wybrani nie po to, aby budować wspólnotę narodów opartych na wspólnych wartościach, ale narzucić wszystkim krajom UE nowe, swoje rasistowsko – katolickie wartości uprzywilejowanej pozycji, albo wyprowadzić Polskę z tej struktury nadziei Polaków na bezpieczeństwo swojego kraju.

Jeśli w maju, pozwolimy ich wybrać do PE, to będziemy współsprawcami tragedii narodowej na szerszą niż do tej pory, europejską skalę.

Pisowskie bezprawie trzeba wstrzymać za wszelką cenę, póki Polska nie zginęła

11 Lu

„Jestem niewinny. Podkreślam to od dwóch lat. Mamy kolejną odsłonę prowokacji politycznej pana Kamińskiego i Ziobro. Ten proces, już po zwycięstwie w Polsce demokracji, będzie podręcznikowym przykładem na działanie państwa policyjnego Prawa i Sprawiedliwości. Państwa, w którym mamy do czynienia z mieszaniem faktów, z podsłuchami” – powiedział Józef Pinior. Przed Sądem Rejonowym dla Wrocławia-Śródmieścia rozpoczął się proces tego działacza opozycji w PRL, byłego europosła i senatora PO. Razem z nim przed  sądem stanęli także asystent Piniora Jarosław Wardęga oraz trzech biznesmenów, którzy mieli rzekomo korumpować polityka.

Prokuratura oskarża Piniora „o przyjęcie korzyści majątkowej w kwocie nie mniejszej niż 40 tys. zł w zamian za obietnice podejmowania się interwencji parlamentarnej w instytucjach publicznych”. – „Cała ta sprawa to przykład podejmowanych przez obecną ekipę rządową prób kryminalizacji opozycji politycznej. To osobista vendetta, z jaką przeciwko mnie wystąpili minister Zbigniew Ziobro i koordynator służb specjalnych Mariusz Kamiński” – stwierdził Józef Pinior. Do Wrocławia, aby wesprzeć Piniora, przyjechał prof. Karol Modzelewski.

Dzisiejsza rozprawa została utajniona z powodu wniosku obrońców jednego z oskarżonych biznesmenów. Chodziło o stan zdrowia człowieka, który twierdzi, że wręczał Piniorowi łapówkę. – „Biegli orzekli, że w przypadku obecności oskarżonego na rozprawie z udziałem mediów z dużym prawdopodobieństwem może dojść do negatywnych następstw zdrowotnych tego oskarżonego” – poinformował Joanna Podwin z biura prasowego Sądu Okręgowego we Wrocławiu.

Z. Ziobro zorganizował bezprawie prokuratury, którą podzielił na tych niechcianych, bo przestrzegają konstytucji i obowiązującego prawa i tych, którzy wiedzą, że praktyka prawna zamyka się w przekazie, że prawo to nie kodeksy i ustawy, ale zdanie ministra i interes partii rządzącej.

Traktowanie wybiórcze prawa w interesie politycznym widać dzisiaj w stosunku do tych, których potrzebuje władza. Jednych broni ukrywając dokumenty, jak w sprawie Andruszkiewicza i władza mianuje go wiceministrem, innym odwraca oskarżenie, kiedy z ofiary, 63 letni Andrzej, członek KOD-u staje się sprawcą pobicia na leżąco 5 młodych osiłków Młodzieży Wszechpolskiej.

Annie D., której policja wyłamała rękę podczas interwencji, bo pokojowo protestowała przeciwko marszowi faszystów w Katowicach, ziobrowa prokuratura przedstawiła zarzut karny bezzasadnego oskarżenia policjantów.

Jeszcze innych, ziobrowa prokuratura nie znalazła do tej pory, mimo, że każda ich rasistowska aktywność wiąże się z łamaniem prawa i nawoływaniem do przemocy. Mimo nagrań i zdjęć, Zbigniew Ziobro nie znalazł do tej pory ani jednego winnego tej publicznie prezentowanej nienawiści.

Czy zatem jest bardziej oczywisty dowód na bezprawie władzy?
Czy jest bardziej jasny przekaz, że władza chroni faszystów i promuje rasizm?

To nie są jedyne pytania dotyczące bezprawia Zbigniewa Ziobry i jego mafijnych układów. Dotyczą one całej epoki jego trwania na stanowiskach prawnych z rekomendacji PiS-u, od morderstwa B. Blidy, przez zniszczenie polskiej transplantologii i morderstwa na komisariacie Igora Stachowiaka, po morderstwo Pawła Adamowicza i wymyślanych sprawach sądowych wytaczanych opozycjonistom.

Zbigniew Ziobro jest promotorem bezprawia i dewastatorem systemy prawnego w Polsce.

Prezesowi widocznie potrzebny jest taki niszczyciel, bo mimo, że niszczy życie naszego społeczeństwa, to jest w stanie obronić władze prezesa, nawet w wypadku oczywistego łamania prawa. Nie pozwala wszczynać spraw i kto mu zabroni. Zwłaszcza wtedy, gdy otrzymuje wsparcie od działaczy kadrowej kompanii spółki Srebrna, czyli szefów ABW, czy też CBA.

Tymczasem, od 2 tygodni stawiane są tezy łamania prawa przez prezesa i cały rząd zajęty jest uzasadnianiem boskości prezesa. Tak, jakby w Polsce nie istniały inne problemy. Jednocześnie, przy tak dużym zaangażowaniu najważniejszych osób w państwie określa się ten problem prezesa – kapiszonem, a ci, którzy powinni się tym zainteresować z urzędu, siedzą cicho, albo odmawiają zainteresowania.
Wszystko jawnie jasne.

Czym więcej Z. Ziobry w Polsce, im więcej PiS-u, tym więcej bezprawia i ludzkiej krzywdy.

Czym więcej Z. Ziobry i kompanii kadrowej Spółki Srebrna, tym bezpieczniejszy prezes.

Walka o ECS to nie bitwa o kontrolę nad narracją historyczną, lecz próba zablokowania przewidywanej ofensywy opozycji.

„Dobra zmiana” w piętkę goni. Z jednej strony ogłasza ustami swych, że tak powiem,  intelektualistów, iż przy Okrągłym Stole komuniści i ich agenci ustalili, jak podzielić się władzą i Polską. A w tym samym czasie ustami liderów swego, że tak powiem, związku zawodowego zaprasza 4 czerwca do Gdańska na obchody 30-lecia wyborów 1989 roku. Czyli w istocie chce uczcić rocznicę konsumpcji tego antynarodowego paktu. „Zaplanujcie przyjazd z biało czerwonymi flagami tak jak 11 listopada w Warszawie” – apeluje jeden z liderów „Solidarności” Karol Guzikiewicz. Najwyraźniej symbole i rekwizyty mu się pomyliły, bo przecież 11 listopada w Warszawie to przede wszystkim  dzień rac, dymów i transparentów „Biała siła”.

Oczywiście nie bądźmy naiwni – nie chodzi o obchody rocznicy ani o patriotyczne uroczystości, ale o zablokowanie terenu i „zaklepanie” tego dnia dla siebie. W szeregach PiS narasta panika i przekonanie, że 4 czerwca nastąpi opozycyjny Big Bang – przyjedzie Donald Tusk, skrzykną się wszyscy przeciwnicy „dobrej zmiany” i wykorzystując symbole „Solidarności” (tej prawdziwej, a nie dzisiejszej przybudówki PiS) rozpoczną przedwyborczą ofensywę, która położy kres rządom Kaczyńskiego.

Bazą, z której zdaniem PiS ma wymaszerować Pierwsza Kadrowa, jest Europejskie Centrum Solidarności – stąd desperackie i nieskuteczne próby przejęcia i sparaliżowania tej instytucji. Wielu komentatorów porównywało te wysiłki do podboju Muzeum II Wojny Światowej. Jednak to błędny trop. W przypadku Muzeum chodziło o przejęcie monopolistycznej kontroli nad narracją historyczną – natomiast stawką w bitwie o ECS jest przyszłość, i to ta najbliższa. I nie o narrację chodzi, a o jak najbardziej praktyczne działania. PiS drży ze strachu, że 4 czerwca właśnie stąd ruszy lawina, która zmiecie „dobrą zmianę”.

Panikę władzy pogłębia imponujący pokaz siły i mobilizacji społecznej, który pozwolił w ciągu kilku dni zgromadzić wielomilionową kwotę na utrzymanie Centrum. Rządzącym wydawało się, że zdołają wziąć ten bastion wroga głodem – a tu nic z tego. Ze zrzutki społecznej zgromadzono z naddatkiem kwotę odebraną przez ministra.

Nerwowość obozu rządzącego jest dobrym prognostykiem, pokazującym, jakie są rzeczywiste trendy i nastroje w społeczeństwie. Władza czuje pismo nosem i nie ufa uspokajającym sondażom, które mimo ujawniania kolejnych afer, taśm, faktur wciąż jeszcze sugerują, że PiS jesienią wygra.

A przecież czeka nas jeszcze strajk w oświacie i fala wściekłości setek tysięcy rodziców, których dzieci latem będą przechodzić gehennę rekrutacji do przepełnionych liceów.

Wszystko wskazuje na to, że to może być przełomowa jesień.

Kto przypuszczał, że w Polsce poszukiwacz układów sam stworzy monumentalny układ?

Debata polityczna wyraźnie nam się ożywiła, przybierając formę charakterystyczną dla ostatnich polskich dyskursów: media ujawniają kolejne afery z udziałem rządzących, a Polacy zapamiętale roztrząsają, kto i na ile jest umoczony, ze szczególnym uwzględnieniem kierowniczej roli Jarosława Kaczyńskiego. Czy to on stoi za korupcyjną propozycją prezesa KNF? Które przepisy naruszył próbując zbudować najwyższe w Polsce wieże na chwałę swoją i swojego brata?  I w ogóle, w jakim stopniu upubliczniane przekręty były elementami świadomej strategii szeregowego posła, a na ile przejawami radosnej twórczości jego rozzuchwalonych przybocznych, bezkarnych pod parasolem prokuratora ministra magistra Ziobry?

Nie potrafię zrozumieć, jakie znaczenie ma ustalenie, czy w jakiejś sprawie Prezes złamał prawo, albo odkrycie, że przypadkiem prawa nie naruszył?  Powiedzmy, że w sprawie spółki Srebrna Jarosław Kaczyński nie podeptał ustawy o partiach politycznych, ani o wykonywaniu mandatu posła i senatora, ani żadnej innej. Dajmy na to, że nie chciał też oszukać krewniaka z Austrii, tylko tak jakoś wyszło. Załóżmy nawet, że cały ten galimatias wzajemnych zależności między spółką, fundacją imienia i nazwiska brata prezesa oraz partią PiS jest lege artis. No i co z tego? – grzecznie pytam. Co ma wynikać z faktu, że akurat tu czy tam prezes nie łamie prawa, a tylko wygodnie mości się w szczelinach między przepisami? Czy zasługuje na szacunek, bo odkrył wygodną dla siebie lukę legislacyjną i wymyślił coś, co do głowy nie wpadło przyzwoitym ludziom piszącym nowe kodeksy w nowej Polsce? Czy należą mu się oklaski za to, że wykiwał koryfeuszy prawa, którym kiedyś nie przyszło na myśl, że władza może wpaść w łapy cwaniaków, co to każdy przepis potrafią rozebrać na śrubki i złożyć na powrót tak, by można go było korzystnie interpretować wbrew intencjom prawodawców? Kto przypuszczał, że w Polsce poszukiwacz układów sam stworzy monumentalny układ?  Kto przewidział, że tępiciel ośmiorniczek u przeciwników politycznych osobiście wyhoduje ogromną ośmiornicę, zagarniającą mackami wszelkie ośrodki stanowienia i realizacji prawa?

Debaty o ewentualnej legalności nieetycznych i nieprzyzwoitych machlojek mają taki sens jak rozważanie, ile PiS-u jest w aferze GetBack – szemranej firmy, która dopieszczała wierchuszkę PiS tytułami i nagrodami oraz finansowała partyjne kampanie medialne.  Sprawy oczywiste łatwo zagmatwać pytaniami.  Na przykład o zasadność zarzutu symbiozy PiS z parabankami sieci SKOK czy z polskim Kościołem. Po czorta roztrząsać, czy za zawłaszczenie Polski odpowiada osobiście Jarosław Kaczyński, czy jednak to wina złych bojarów, którzy panoszą się i oszukują dobrego, skromnego człowieka, kulturalnego starszego pana, „miłego dla kobiet”, który chciałby dla Polski jak najlepiej, ale mu nie dają?

Mam wrażenie, że wraz z doniesieniami o kolejnych przekrętach rządzących przybywa ludzi ogarniętych swoistą amnezją, którzy zapomnieli, z jaką partią i z jakim człowiekiem mają do czynienia. A to PiS właśnie! Partia z ambicją dorównania PZPR sprawującej kierowniczą role w państwie, grupująca wielu niedouczonych cwaniaczków, którzy obsiedli intratne posady i kręcą swoje lody  pod żartobliwym szyldem „Prawo i Sprawiedliwość”. A to przecież Jarosław Kaczyński – mniemany właściciel naszej ojczyzny, żądny władzy i gotowy na podeptanie wszelkich praw z Konstytucją na czele by zdobytą władzę utrzymać. Nie zmieni tego nawet dowiedziony legalizm któregoś z jego przedsięwzięć, ani rzekomy brak wpływu na poczynania funkcjonariuszy wyznaczonych do zarządzania Polską.

Jarosław Kaczyński traktuje ludzi dokładnie tak, jak przepisy prawa: wykorzystuje ich ułomność. Gawędy przybocznych Kaczyńskiego o otwartej i ufnej naturze ich szefa są tak nieprawdopodobne, że same wkładają się między bajki. Wierzą w nie tylko ci, którzy ostatnio przekazują swojakom wiadomość, że w zamyśle prezesa w wieżowcach Srebrnej miały być mieszkania socjalne dla bezdomnych. Ale i oni zapewne nie wierzą opowieściom o prezesie, który każdemu wierzy bez zastrzeżeń i dopiero po latach dowiaduje się, że jeden z jego towarzyszy partyjnych był wcześniej funkcjonariuszem wrażej partii, że inny okazał się konfidentem, a jeszcze inny napadał na ludzi i okradał szkolnych kolegów.

Mam wrażenie, że komunista, kapuś, bandzior, konfident to dla prezesa jedynie słowa użytkowe, traktowane jak podręczna amunicja przeznaczona do ataku na przeciwników. W odniesieniu do „swoich” słowa te nie robią na nim większego wrażenia. Kaczyński uważa, że ludzie są z reguły słabi i z natury skłonni do wszelkiego złego, a człowiek silny tym się od nich różni, że potrafi wykorzystać słabości innych.  Dlatego prezesa fascynują życiorysy.  Nie raz już grzebał w przeszłości swoich przeciwników do trzeciego pokolenia, by poszczuć na nich partyjnych harcowników. Nie raz w publicznym wystąpieniu osobiście rzucał aluzyjne domysły: – Coś o nim wiem, ale na razie nie mogę ujawnić… A już szczególnie wnikliwie interesował się przeszłością ludzi, których dopuszczał do członkowstwa w grupie trzymającej władzę.

Jeśli nawet coś przeoczył, to zawistni o względy prezesa donosili mu o czym trzeba.  Jednak niewiele potrafili wskórać, bo Kaczyńskiemu niespecjalnie przeszkadzają brudne plamy w życiorysach podwładnych. Przeciwnie. Myślę, że witał je z uznaniem, jeśli tylko nie były zbyt widoczne. Bo ludzie ze spapranym życiorysem to jego najwierniejsi żołnierze. Przecież gdyby obsadzał stanowiska państwowe uczciwymi, to nie udałoby mu się zrealizować nawet połowy swoich zamysłów. Przyzwoitego człowieka niełatwo przekonać, że cel, którym jest zdobycie i utrzymanie nieograniczonej władzy, uświęca bezprawne lub półlegalne środki i jazdę po bandzie odgradzającej sferę ludzi przyzwoitych od rewirów bezczelnych hucpiarzy. Idealnym narzędziem do manipulowania prawdą są natomiast ludzie z szemraną przeszłością, z plamą na życiorysie. Stąd wśród przybocznych prezesa tak często trafiają się gorliwi i karni żołnierze, umoczeni w kryminalne zarzuty, peerelowski wymiar sprawiedliwości czy współpracę z komunistyczną służbą bezpieczeństwa.

Kaczyński od zawsze chyba miał opinię kolekcjonera haków – nie tylko na wrogów, ale też na tych, których dopuszczał do kręgu władzy. Jednak w tej metodzie zapewnienia sobie lojalności jest pewien haczyk. Otóż faceta z hakiem łatwo utrzymać w ryzach, ale trudno się go pozbyć. Jeśli umościł się na szczytach władzy i trwał tam odpowiednio długo, to wiele zobaczył i usłyszał, wiele się dowiedział i w poczuciu krzywdy może podzielić się tą wiedzą z wrażym obozem. Zagrożenie to wydaje się bardzo realne, bo w okolicy prezesa prawdziwa lojalność jest towarem deficytowym, a i nauczyć się jej niesposób. Dlatego wielu niesławnych bohaterów ujawnianych afer i przekrętów w PiS pozostanie na swoich stołkach. I będą trwać tak długo, dopóki Polacy nie pozbawią władzy ich patrona.

Tekst dostępny tutaj. Warto, warto przeczytać >>>

Abp. Głódź powoduje obrzydzenie

31 Gru

Słowa arcybiskupa Głódzia, jakie wypowiedział podczas pasterki w Oliwie, wzbudziły wielki niesmak i oburzenie wielu Polaków. Wśród nich również Adama Mazguły, pułkownika dyplomowanego rezerwy Wojska Polskiego, harcmistrza, działacza społecznego i politycznego. Napisał on list otwarty do Głodzia, który zamieścił na Facebooku.

Przypomniał arcybiskupowi, że znają się już od lat i nie była to znajomość łatwa ani miła. Arcybiskup odmówił poświecenia sztandaru jednostki, którą dowodził Mazguła, ale za to bez oporów korzystał z gościnności i zapasów piwniczki ośrodka Szkolenia Piechoty Górskiej w „Jodła” na Jamrozowej Polanie. Spotkali się też na Monte Cassino, gdzie pułkownik przyjechał na własny koszt, bo zabrakło dla niego miejsca w oficjalnej, kilkuset osobowej, delegacji. A przecież był dowódcą jednostki karpackiej, więc miał pełne prawo pokłonić się bohaterskim Karpatczykom, którzy tam właśnie zginęli.

W Iraku panowie również się spięli. Głódź miał pretensje, że żołnierze nie uczestniczą tłumnie we mszy polowej, nie dostrzegając zapewne, że celem ich misji była nie modlitwa, ale realizacja zadań bojowych. Arcybiskup nie darował Mazgule reakcji na jego apel, by nie zdejmować „krzyża ze ściany naszej ojczyzny, to znak zbawienia. To znak naszej ojczyzny”. Pułkownik odpowiedział mu wówczas, że „symbolem mojej ojczyzny jest Orzeł Biały, a biskup jest symbolem pychy, kasy i flachy” i zapłacił za te słowa wysoką cenę. Głódź nakazał „dyżurnym propagandzistom PiS-u, Goebbelsom naszych czasów zniszczyć mnie wszystkimi możliwymi sposobami, przede wszystkim propagandowym kłamstwem i oskarżyć o wszystkie plagi tego kraju, tworząc mi nowy życiorys na potrzeby Pańskiej zemsty”.

W swoim liście Mazguła pisze też o współpracy arcybiskupa ze służbami bezpieczeństwa PRL-u, zdradzie watykańskiej, w której on uczestniczył, okolicznościach powołania na biskupa polowego, „dziwnym” awansie z cywila na generała czy też wykorzystywanie swojej pozycji do powiększania swego stanu posiadania i bogacenia się.

Pułkownik nie ukrywa, że dla niego arcybiskup Głódź to kanalia „o której wspominał wiadomy prezes z trybuny sejmowej i człowiekiem, którego dopadły wszystkie plagi grzechów głównych. Jest Pan przykładem zakłamania i pazerności. Człowiekiem, bo nigdy mi nie przejdzie przez usta, że generałem, bez honoru”. Już dawno powinien znaleźć się pod lupą prokuratury, bo „ubliża Pan ludziom, szczuje, usprawiedliwia pedofilię w Kościele, gromadzi pałace i złote obrazy, z których kapie paragrafami karnymi, krwią i potem ofiar. Chce Pan narzucić swoje wymyślone prawo dla wszystkich Polaków, tylko nie dla siebie, bo tak Panu smakuje władza bez odpowiedzialności. Pan poucza innych, jak mają żyć? Co za podłość?”.

List do arcybiskupa kończy słowami – „Panie Arcybiskupie Sławoju Leszku Głodziu, brzydzę się Panem i mam nadzieję, że i po Pana przyjdzie prawo i sprawiedliwość. Nie ta obiecana, święta, po śmierci, ale ta ziemska, normalna, dla ludzi”.

Bardzo mocny list, bardzo mocne słowa, podobnie jak i komentarze pod nim. Jeden z internautów przypomina, jak „będąc na misji w Libanie odwiedził nas biskup polowy gen. Leszek Głódź . Jedyne co go interesowało to zakup alkoholu i transport do kraju . Alkohol zakupiono i wysłano pocztą lotniczą na adres kurii. Alkohol przechwyciła służba celna . Kuria wydała wówczas komunikat że alkohol nadali żołnierze bez wiedzy biskupa i mieli go odebrać żołnierze którzy przebywali wówczas na urlopie . Był to rok 97”, inny pisze, że „Miałem okazję usługiwać temu świętojebliwemu. W 1994 roku było wyświęcenie kościoła garnizonowego w Gubinie. Po mszy była impreza której kelnerowałem. Delikwent napierdolił się jak szmata… A jego bogaty język często zdobiły nasze narodowe przerywniki”.

Tak sobie myślę, że pułkownik Mazguła zapłaci słono za ten list, bo ech…to dzisiejsza Polska właśnie…