Tag Archives: Adam Leszczyński

Pisowska władza nie radzi sobie ze szczepieniami. Jak mamy sobie poradzić, aby nie zdechnąć?

3 Sty

Więcej o tym, jaki chaos panuje w kwestii szczepień >>>

2021 rok może przynieść przemianę w równowadze sił politycznych nie tylko w naszym kraju, ale również na świecie. Nie stanie się to jednak samo. Wymaga to od przeciwników nieliberalnego populizmu rozumienia, jak istotne są emocje społeczne i jak można je zaangażować do codziennej polityki.

Samo nie upadnie

2021 rok może przynieść przemianę w równowadze sił politycznych nie tylko w naszym kraju, ale również na świecie. Nie stanie się to jednak samo. Wymaga to od przeciwników nieliberalnego populizmu rozumienia, jak istotne są emocje społeczne i jak można je zaangażować do codziennej polityki.

Dla liberałów najważniejszym zadaniem w 2021 roku jest budowanie pozytywnych, skoncentrowanych na konkretach i strategicznie przemyślanych programów, jednak muszą pamiętać o tym, że w dobie mediów społecznościowych nie da się dłużej ignorować siły, jaką są emocje.

W dobie strachu, nieufności i niepewności, potrzebni są liderzy, którzy potrafią pracować z emocjami, budując na nich odwagę, solidarność i kreatywność – w praktyce, a nie, jak odbywa się to dzisiaj – w retoryce.

Należy się cieszyć, że w USA Joe Biden dowiódł, iż liberałowie mogą wygrywać także “w czasach zarazy”. Do zrobienia jest jednak o wiele więcej, ponieważ stawką jest nie tylko to, jaki będzie rok 2021, ale także, jaki ostatecznie charakter będzie miało XXI stulecie.

Esej politolożki Karoliny Wigury >>>

O rany, to już 2021, a my wciąż w czarnej dziurze. Zjednoczona Prawica wciąż radośnie będzie nas wprowadzać w autorytarną państwowość, w której pierwsze skrzypce będzie odgrywać Polska Instytucja Kościelna, takie stworki jak Ordo Iuris, takie potworki jak niejaki Bąkiewicz, prezes i takie tam ludki, które w normalnych warunkach by się nie uchowały.

Zamiast jednak patrzeć do przodu i dywagować, co nas czeka, jak i po co, skupmy się na podsumowaniu tego paskudnego roku 2020. Pozwolę sobie przedstawić taki mój osobisty, bardzo zapewne subiektywny, ranking zdarzeń i zjawisk, które stały się dla mnie symbolem minionego roku. Nie ukrywam, że miałam ogromny problem z wyborem, bo przecież tych „kwiatków” od groma i trochę się uzbierało, ale posiedziałam, pomyślałam, przeanalizowałam i mam! I zapraszam, licząc, że sami też coś jeszcze dorzucicie od siebie.

Felieton Tamary Olszewskiej >>>

Eksperci od modelowania epidemii: „W optymistycznym scenariuszu stopniowy powrót do normalności może nastąpić dopiero pod koniec 2021 r. Trzecia fala jest bardzo prawdopodobnym zagrożeniem”.

Dużo więcej o zagrożeniach koronawirusa w 2021 roku >>>

W przyrodzie jest 1,7 mln wirusów, z których połowa może zakażać człowieka. Co roku przybywa 5 odzwierzęcych chorób. Wraz z utratą bioróżnorodności ryzyko nowych pandemii będzie rosnąć – ostrzega Edwin Bendyk* w przejmującym tekście o przyszłości świata i zadaniach na nowe 10-lecie.

Katastroficzny tekst Edwina Bendyka >>>

Dlaczego Polacy odwracają się od PiS? I co mówi na ten temat historia? PiS powtarza cykl polskich elit politycznych: składają ludowi obietnice, których nie mogą dotrzymać, nieodwracalnie tracą popularność i ustępują nowym elitom – pisze na Nowy Rok autor „Ludowej historii Polski”.

O tym, dlaczego i kiedy ludzie kopną w dupę Kaczyńskiego i jego ferajnę >>>

Negocjacje Brexitu, budżetu UE i Funduszu Odbudowy pokazały, że Berlin nie będzie walczył za wszelką cenę o spójność Unii. Co najwyżej zrobi to, co niezbędne, aby strefa euro przetrwała, bo poza strefą UE się dezintegruje – o kulisach prezydencji niemieckiej pisze dla OKO.press prof. Klaus Bachmann..

Politycy PiS mogą nazywać Angelę Merkel dyktatorem Europy, która rozkazuje niemieckim mediom oczernianie PiS, ale kiedy na arenie międzynarodowej stoją pod ścianą, to i tak liczą na to, że ona ich stamtąd wyprowadzi i pomoże im zachować twarz.

Esej prof. Klausa Bachmanna >>>

Rok 2020 był bez wątpienia rokiem Jarosława Kaczyńskiego. A powtarzalność jego działań przy okazji każdego wywołanego przez siebie kryzysu jest uderzająca. I pozwala do pewnego stopnia przewidzieć jego zachowanie w czasie kolejnych lat – pisze Cezary Michalski.

Bardzo ciekawy, ale niezbyt optymistyczny esej Cezarego Michalskiego >>>

 

 

Duda, a gdzie złota rybka!

3 Czer

Witaj, grotesko! Andrzej Duda wymyślił oczka wodne przed domami. Dopłaci z naszej kieszeni, czyli budżetu państwa, 5 tys. zł – byle głosowano na niego.

Chore, aż w oczy szczypie.

– Chciałbym, żeby przy każdym domu takie oczko [wodne] było. Nie tylko domu jednorodzinnym, ale także domach wielorodzinnych, żeby jak najwięcej tych małych zbiorników wodnych powstawało. Ten program „Moja woda” to jest program dofinansowania tego typu inwestycji. W tym programie będzie dofinansowanie do 85% kosztów, ale nie więcej niż 5 tys. zł – mówił Duda w Sulejówku.

Ale…

Po 2015 roku rząd PIS zmniejszył wydatki na gospodarkę wodną o 40% (z 3,2 mld zł do 2 mld zł). A wydatki na ochronę gleb, wód powierzchniowych i podziemnych aż o 70% (z 3 mld do 0,9 mld zł). Źródło danych: Rocznik Statystyczny GUS 2018 strona 115.

Więcej o oczkach wodnych Dudy >>>

PiS wyprodukował sobie elektorat, który jest odporny na krytykę władzy i który nie przyjmuje do wiadomości, że PiS niszczy podstawy demokracji, ale także nie chce wiedzieć o wszystkich aferach korupcyjnych, które się toczą jedna za drugą – mówi dr Jacek Kucharczyk, prezes Instytutu Spraw Publicznych. Ale dodaje: – W drugiej turze przeciwnicy obecnej władzy poprą kandydata, który daje nadzieję, że odsunie Dudę od drugiej kadencji i ograniczy władzę PiS. To sytuacja trudna dla opozycji, która jest podzielona i pewnie dlatego jej najsilniejszy kandydat, czyli Rafał Trzaskowski, jest kilkanaście punktów procentowych za Dudą, ale jednocześnie to pokazuje siłę Polski nie-PiS-owskiej, która nie chce dalszego monopolu władzy tej partii.

Rozmowa z Jackiem Kucharczykiem >>>

Tadeusz Kościuszko był buntownikiem i walczył o najbardziej demokratyczny ustrój, jaki wówczas istniał. W Polsce konserwatyści go nienawidzili. Popierał wolność i redystrybucję własności oraz burzył ustalony porządek społeczny, który uważał za niesprawiedliwy.

Podczas protestów w Waszyngtonie zdewastowany został m.in. stojący nieopodal Białego Domu pomnik Tadeusza Kościuszki. Cokół został pomazany antyprezydenckimi i antyrasistowskimi napisami. Część z nich była wulgarna — np. na cokole ktoś namazał napis „Fuck Trump”.

Więcej o radykalnym Kościuszce i sytuacji w USA, polski bohater stanąłby za protestującymi, a przeciw Trumpowi >>>

Trybunał Julii Przyłębskiej – w składzie pięciu sędziów, bez dublerów – uznał 2 czerwca 2020, że nie można kwestionować statusu sędziów, jeśli powołani są przez prezydenta. To odpowiedź na pytanie prawne Kamila Zaradkiewicza i jeszcze dwoje neosędziów z SN.

Julia Przyłębska w uzasadnieniu stwierdziła, że mianowanie sędziów jest prerogatywą prezydenta i ma on w tym zakresie pełną swobodę. Jedynym warunkiem, który musi zostać spełniony dla ważności takiego powołania, jest wniosek KRS.

Więcej: osoba powołana na urząd sędziego „nie musi spełnić dodatkowych warunków przed powołaniem ani tym bardziej już po nim nie przechodzi jakiejkolwiek innej weryfikacji”.

Skoro Kaligula mógł uczynić konia senatorem, to prezydent Duda może uczynić… (tu każdy niech wpisze, co zechce) sędzią.

Więcej o chorobie toczącej Trybunał Konstytucyjny i amoralnej Przyłębskiej >>>

Trzaskowski będzie miał mniej niż 10 dni na zebranie 100 tys. podpisów. Ustawa wyborcza przegłosowana w Sejmie. PiS odrzucił najważniejsze poprawki Senatu,

Trzaskowskiemu kłody pod nogi

Najpierw o poprawkach, które PiS dysponujący większością w Sejmie odrzucił. Tak jak można było przewidzieć, Sejm odrzucił te dotyczące nowych kandydatów, czyli tak naprawdę dotyczące kandydata KO Rafała Trzaskowskiego.

Sejm nie przyjął m.in. poprawek, które:

  • gwarantowałyby 10 dni na zbieranie podpisów poparcia dla kandydatów na prezydenta. W czasie dyskusji poseł-sprawozdawca ustawy Przemysław Czarnek z PiS uspokajał, że KO będzie miała „kilka dni” na zebranie podpisów;
  • umożliwiałyby zbieranie podpisów poparcia dla kandydatów w sposób elektroniczny, tzn. za pomocą platformy ePUAP;
  • zwiększałaby czas przeznaczony na audycje przygotowane przez komitety wyborcze w TVP i w Polskim Radiu;
  • zmuszałyby Marszałek Witek to ogłaszania kalendarza wyborczego „w porozumieniu z PKW”, a nie – co ostatecznie zostało w ustawie – „po zasięgnięciu opinii PKW”. Witek podczas sejmowych głosowań rzuciła jedynie do posłów opozycji: „Nie sądzicie państwo, że zrobię coś mimo negatywnej opinii PKW”.
  • zwiększałyby minimalny skład obwodowych komisji wyborczych do 5 osób (będą 3 osoby).

Więcej o ordynacji wyborczej przyjętej przez większość pisowską w Sejmie >>>

Felieton Stefana Niesiołowskiego >>>

Wariat zapakował nas do tupolewa z cjankali w gębie

1 Kwi

No to mamy dylemat. Tworki, czy pikujący tupolew? A może nie jest to dylemat. Tylko zrobiono z Polski Tworki i zapakowano do tupolewa, który właśnie pikuje i pierdolnie w glebę.

Niewątpliwie mamy do czynienia z ogólnopolską katastrofą smoleńską. Koronawirus to tylko dodatek, który jak cjankali wsadza się w jamę ustną, aby pacjent nie beknął.

Aby jeszcze było ciekawiej, za sterami zasiadł sam prezes Jarosław Kaczyński, wariat nr 1. Absolutnie zgadzam się w tym z Markiem Borowskim.

Tak pierdolnęła ostatecznie Polska w 1795 roku, tacy targowiczanie jak Kaczyński wówczas rządzili, tak wyrżnął nosem w glebę nasz kraj we wrześniu 1939 roku.

Czy my się nauczymy, że Kaczyński na zawsze powinien zostać w zakładzie zamkniętym, gdzie nie ma klamek, a ściany są gumowe?

Czy po szkodzie Polak jest nadal głupi, 10 lat temu wypieprzył tupolew w smoleńską ziemię, za co ewidentnie odpowiada Lech Kaczyński, a pośrednio jego brat Jarosław.

Teraz szykuje się o wiele gorzej, bo pierdyknie cały kraj. Ktoś powie, spokojnie, to tylko kabaret.

Kabaret, Tworki – nie ma znaczenia gatunek. Pieprzniemy i zginiemy. Stracimy niepodległość.

Nigdy nie lubiłem okrągłych rocznic, których szczególność wynikać ma jedynie z dziwnego umiłowania akurat okrągłych liczb. Ale cóż zrobić, skoro w 10. rocznicę katastrofy Smoleńskiej, tym razem już wszyscy, znowu wsiadamy do tupolewa i kołujemy nad lotniskiem Smoleńsk-Siewiernyj. Cóż zrobić, skoro w kolejną dekadę wchodzimy w Smoleńszczyznę na pełnej.

Felieton Galopującego Majora >>>

Nie łudźmy się, mamy do czynienia już nie z autorytaryzmem, ale powoli zaczyna to wyglądać jak dyktatura. Łamane są wszystkie reguły; nie tylko konstytucja, regulamin, zasady, a wykorzystuje się do tego większość, jaką się ma – mówi senator Marek Borowski, były marszałek Sejmu. Pytamy o wydarzenia w Sejmie i w Senacie, o epidemię koronawirusa i jej konsekwencje, a także o scenariusze na 10 maja. – Pomysł głosowania korespondencyjnego dla wszystkich mogę skomentować tylko słowami, że Kaczyński zwariował.

Rozmowa z Markiem Borowskim >>>

Prawnicy z inicjatywy Wolne Sądy złożyli wniosek o zabezpieczenie w trybie pilnym do Sądu Okręgowego w Warszawie. Domagają się ochrony życia i zdrowia oraz prawa do udziału w wyborach. Występują w imieniu swoim oraz milionów obywateli i ok. 300 tysięcy członków komisji wyborczych, żeby zastopować organizację i przeprowadzenie wyborów prezydenckich 10 maja

Więcej o inicjatywie prawników z Wolnych Sądów >>>

Rząd PiS chce jeszcze bardziej ograniczyć kontakty Polaków, by „spłaszczyć krzywą”, czyli spowolnić zakażanie koronawirusem. Koniec z obleganiem parków i bulwarów, będzie trudniej zrobić zakupy, zostaną zamknięte markety budowlane. A młodzież sama nie będzie mogła wychodzić z domu.

Więcej o nowych obostrzeniach >>>

Chaotyczne działania prawodawcze naszej władzy są tak pełne pozorów i sprzeczności, że za fasadą deklarowanej szczególnej regulacji zaczyna się kryć rzeczywista prawna pustka. Ustawa koronawirusowa, upór co do utrzymania terminu wyborów czy karkołomne wygibasy wokół regulaminu Sejmu są najlepszymi dowodami. – pisze prof. Jerzy Zajadło, filozof prawa.

Zwróćmy jednak uwagę na pewien gigantyczny paradoks – jeszcze wczoraj akurat tymi trzema grupami zawodowymi (nauczyciele, lekarze i sędziowie) ta władza kompletnie poniewierała, a dzisiaj od ich odwagi i determinacji zależy nasza przyszłość.

Wykład profesora Jerzego Zajadło o absurdach pisowskiego prawa >>>

54 proc. badanych uważa, że UE powinna zmierzać ku coraz ściślejszej współpracy i zwiększeniu roli Komisji Europejskiej. „Europa Narodów” i luźne porozumienie gospodarcze? To odpowiedź 34 proc. Politycy PiS narzekają na Unię, która albo się wtrąca, albo sobie nie radzi, ale Polki i Polacy myślą inaczej. Za silną UE wyborcy kandydatów opozycji i młode kobiety.

Więcej o sondażu na temat Unii Europejskiej >>>

Bez dyskusji i w ekspresowym tempie – tak Sejm odrzucił wszystkie istotne zmiany Senatu w pakiecie ustaw antykryzysowych. Nie będzie wyższego świadczenia postojowego, szerszego zasiłku opiekuńczego, wyższych pożyczek dla firm. Zmiany Senatu, chociaż niewystarczające, dawały kilka dobrych instrumentów. Dziurawa tarcza wraca do punktu wyjścia.

O niekonstytucyjności i błędach tarczy antykryzysowej >>>

Bez dyskusji i w ekspresowym tempie – tak Sejm odrzucił wszystkie istotne zmiany Senatu w pakiecie ustaw antykryzysowych. Nie będzie wyższego świadczenia postojowego, szerszego zasiłku opiekuńczego, wyższych pożyczek dla firm. Zmiany Senatu, chociaż niewystarczające, dawały kilka dobrych instrumentów. Dziurawa tarcza wraca do punktu wyjścia.

O tarczy antykryzysowej, która nie jest tarczą, tylko pisowskim pozoranctwem >>>

Jarosław Kaczyński na siłę chce zorganizować wybory prezydenckie w maju. Posłowie PiS zgłosili właśnie projekt ustawy, który pozwoli wszystkim Polakom oddać głosy korespondencyjnie. Czy w przypadku weta samorządów, wybory pomoże zorganizować wojsko i policja?

O Tworkach Kaczyńskiego >>>

Rząd chwali się, że tarcza antykryzysowa pomoże m.in. przedsiębiorcom, którzy prowadzą jednoosobową działalność gospodarczą. Na 3 miesiące zostaną zwolnieni ze składek ZUS i dostaną świadczenie postojowe. Warunek? Ich przychód nie może przekraczać 15,6 tys. zł. Przedsiębiorcy tłumaczą OKO.press, dlaczego takie kryterium jest absurdalne.

O absurdach tarczy antykryzysowej >>>

Wolność jest wrogiem PiS

31 Mar

Koronawirus obnaża zakłamanie pisowskiej władzy, obnaża ich strach przed odkryciem, że jako ludzie i politycy Kaczyński, Morawiecki, Duda i pozostali nadają się do dupy.

W przestrzeni publicznej takich pokrak do tej pory nie mieliśmy. Nawet postkomuchy prezentowali wysoki poziom w porównaniu do ferajny Kaczyńskiego.

Jak to się stało, że takie krasnale dorwały się do władzy? To jest największa słabość demokracji, iż poprzez kłamstwa, krętactwa, podziały i tworzenie klimatu nienawiści można na krótki czas elektorat przekonać do siebie.

Ale to nie Kaczyński, Morawiecki, Duda i pozostałe krasnale zapłacą za zdemolowanie kraju.

Dlatego tak ważne są wolne media, wolności obywatelskie, które przeciwstawiają się atmosferze nienawiści i zamordyzmu. Dlatego pisowcy tak walczą z obywatelami i wolnymi mediami. Wolność jest wrogiem PiS.

A ich praktyki z mediami i „wolnością” wywodzą się z opisów Orwella w „Roku 1984”.

Opisuje PiS także zachowanie w jednej z najsłynniejszych popkulturowych alegorii, gdy złodziej złapany na gorącym uczynku krzyczy: „Łapać złodzieja!”.

Złodziejami w każdym wymiarze są Kaczyński, Morawiecki, Duda. Złodziejami metaforycznymi i często realnymi. Tym złodziejom wolności pozwalamy rządzić.

W cieniu koronawirusa Kaczyński buduje wenezuelską parodię putinowskiej „suwerennej demokracji” – pisze Cezary Michalski.

Dziennikarz i pisarz Michalski obnaża zaprzańswo Corleone Kaczyńskiego >>>

Ukrywanie wirusa w Chinach, wadliwe testy w USA, „zbiorowa odporność” Brytyjczyków, chory personel medyczny w Polsce, niedoszacowana liczba chorych na OIOM-ie w Holandii – to największe błędy popełnione w walce z epidemią koronawirusa na świecie.

Błędy jakie popełnione w związku z koronawirusem na świecie i u nas >>>

Dyskretnie eliminując kod U07.2, czyli wszystkie przypadki niepotwierdzone badaniem laboratoryjnym, minister Szumowski i dr Juszczyk wycięli ze statystyki całą grupę chorych. Jak dużą? Nie wiem, ale spójrzcie Państwo sami na kryteria i intuicyjnie oszacujcie.

Karczmarewicz pisze, jak PiS rżnie nas ze statystykami zakażeń i ofiar koronawirusa. Takie męty są u władzy >>>

 

„Przyjęta przez Sejm rządowa tarcza antykryzysowa zmierza do cofnięcia warunków pracy niemal do XIX wieku, a osobom bezrobotnym czy małym firmom oferuje de facto bankructwo. Jesteśmy w puncie przełomu” — mówią eksperci ekonomicznego think–tanku Instrat. Jak zatem powinna wyglądać właściwa reakcja na kryzys?

Kryzys związany z koronawirusem będzie głębszy niż byłby, gdy nie pokraki typu Morawieckiego pozostawały u władzy >>>

Na nocnym posiedzeniu Senat przegłosował poprawki do kontrowersyjnych ustaw antykryzysowych PiS. Usunięto zmiany w kodeksie wyborczym i dodano kilka instrumentów dla przedsiębiorców i pracowników: szersze zwolnienie z ZUS, zasiłki i wyższe pożyczki dla firm. Teraz piłka po stronie Sejmu, gdzie PiS może wszystko odwrócić.

O pracy Senatu, który poprawił bezprawie pisowskie dokonane w Sejmie >>>

Stowarzyszenie Sędziów Iustitia sprzeciwia się nakładaniu na lekarzy zakazu wypowiadania się o tym, co dzieje się w szpitalach walczących z koronawirusem. Taki zakaz wydał resort zdrowia. Iustitia podkreśla, że zakaz uderza w konstytucyjne prawa lekarzy i prawo obywateli do informacji dotyczących zdrowia.

O prawach lekarzy i obywatele do informacji medycznych >>>

Oczywiście wybory w lecie, jesienią albo za rok są wielką niewiadomą. Być może tak szybko się uporamy z epidemią, że Jarosław Kaczyński będzie mógł powiedzieć, że uratował Polskę przed większymi zagrożeniami. Może niestety być też tak – i to jest bardziej prawdopodobne – że fala społecznego niezadowolenia zmiecie nie tylko Andrzeja Dudę z Pałacu Prezydenckiego, ale i Jarosława Kaczyńskiego z Sejmu – mówi prof. Marek Migalski, politolog z Uniwersytetu Śląskiego. Pytamy nie tylko o zmiany w kodeksie wyborczym i legitymizację wyborów prezydenckich, ale też o zawieszenie kampanii przez kandydatkę Koalicji Obywatelskiej Małgorzatę Kidawę-Błońską i jej apel o zbojkotowanie wyborów. – Moim zdaniem to bardzo ryzykowane, bo to zachęci Jarosława Kaczyńskiego do przeprowadzenia tych wyborów, skoro najpoważniejsza kandydatka opozycji mówi, żeby nie iść na nie. Jeśli frekwencja, jak wskazują na to dzisiejsze badania, byłaby na poziomie 20-30 proc., to Andrzej Duda ma reelekcję w kieszeni. Natomiast wiele wskazuje na to, że te wybory się jednak nie odbędą. Wówczas wyszłaby na osobę, która jako pierwsza miała odwagę i zmusiła Jarosława Kaczyńskiego do poddania się – mówi.

Wywiad z Markiem Migalskim >>>

Dudawirus, zaraza PiS

15 Mar

Koronawirus na wiele tygodni przejmie władzę nad duszami ludzi. A może nawet na dłużej. Nie widać perspektywy realnego zwycięstwa nad zarazą.

Zarazę wykorzystuje inna zaraza, zaraza PiS. Andrzej Duda wykorzystuje koronawirusa, aby się lansować za pomocą swoich kumpli z PiS. Duda jest wirusem od 5 lat, infekuje polską politykę, spaczył ją, Polska jest z tego powodu chora, Polska stała się niekonstytucyjna.

Dudawirus – tak się nazywa szczep polityczny tego koronawirusa.

Wybory prezydenckie powinny być przesunięte na czas po zwycięskiej walce z koronawirusem.

Ale czy tak się stanie? Wszak zaraza PiS upatruje, iż Dudawirus może bez konkurencji – zgromadzenia powyżej 50 osób są zabronione – bez kampanii opozycyjnych kandydatów przedłużyć zarazę Dudawirus na kolejną kadencję.

To grozi – niemal jest pewne – Polexitem. Gadzinówka TVP pluje na Unię Europejską, ile wlezie. Fałszywie oskarżając, iż Bruksela nie pomaga w walce z koronawirusem, co jest ewidentnym kłamstwem, bo z UE dostaliśmy 7,4 mld euro, tj. ponad 30 mld złotych na ten cel.

Katolicka Agencja Informacyjna powtarza plotki o tym, że koronawirus uciekł z laboratorium w Wuhan. Dowiedziała się tego od włoskiej agencji misyjnej, a ta dowiedziała się od włoskiego misjonarza z Hong Kongu.

O fake newsach katolickich o koronawirusie tutaj >>>

Rozporządzenie w sprawie zagrożenie epidemicznego pozostawia dla Kościoła trudną do racjonalnego wyjaśnienia lukę. Choć zamknięte są bary i restauracje, od kościołów wymaga się jedynie przestrzegania limitów 50 osób podczas mszy. OKO.press stworzyło symulacje, z których wynika, że nawet przy takiej ilości osób trudno o zachowanie bezpiecznej odległości.

Więcej o zagrożeniu zarażeniem się koronawirusem w kościele tutaj >>>

Epidemia koronawirusa to dla „Wiadomości” TVP okazja do chwalenia rządzących i atakowania opozycji. Rząd: sprawny i przewidujący, świat Polakom zazdrości takiej władzy. Opozycja: leniwa i bezradna, tylko psuje. Dudę „Wiadomości” pokazały aż cztery razy. Analizujemy propagandę władzy.

O gadzinówce TVP w kwestii koronawirusa i dudawirusa >>>

Lekarka o przygotowaniach do epidemii koronawirusa i nastrojach wśród lekarzy. „Ratujemy się ironią i sarkazmem. Ilu medyków umrze? Nie wiem. Stajemy na głowie, żeby jak najmniej osób ucierpiało”.

O walce lekarzy z koronawirusem tutaj >>>

Wrocławskie laboratorium prof. Marcina Drąga rozpracowało kluczowe dla działania koronawirusa białko. Wyniki kilka dni temu badacze opublikowali za darmo. Bez występowania o patent. To szansa na to, że szybko powstaną tanie i skuteczne testy na obecność wirusa w organizmie, a firmy farmaceutyczne zyskują cenny trop w poszukiwaniu skutecznego leku.

O wybitnym lekarzu prof. Drągu tutaj >>>

Postępująca globalizacja epidemii sprawia, że słabnie pamięć o jej chińskim rodowodzie. Może się okazać, że razem z wirusem Pekin „sprzedał” Zachodowi zwątpienie w jego własne wartości.

Autorytaryzm wraca wraz koronawirusem? – tutaj >>>

Andrzej Duda płynie na fali koronawirusa, bo wie, że to dla niego ostatnia szansa. Konkurenci praktycznie przerwali kampanie, a wyborcy jeszcze nie do końca uświadamiają sobie, jak bolesne będą gospodarcze konsekwencje epidemii.

Kto jak kto, ale Andrzej Duda wie, jak lansować się na zarazie. Na przejściu granicznym w Kołbaskowie pojawił się w środę w bluzie mundurowej i pozował na wodza, robiąc srogie miny. Dla podkreślenia grozy sytuacji postraszył naród: „Będą zgony”. W piątek w banku żywności w Ciechanowie był już po cywilnemu, ale miny robił podobne, zapewniając naród, że jedzenia nie zabraknie.

Cały felieton Wojciecha Maziarskiego tutaj >>>

Duda pali głupa

6 Mar

Kampania wyborcza Dudy to nieustanne rżnięcie Polaków. Tak ma ten oszust. Co przypominają mu Obywatele RP, którzy nazywają go łgarzem i krzywoprzysięzcą.

Dudzie wspaniale się kłamie w świątyni diabelskiej, w Radiu Maryja.

Tam kłamstwo jest wartością, ledwie mówiący składnie Rydzyk te oszustwa nazywa wartościami chrześcijańskimi.

Aksjologia wartości chrześcijańskich w Polsce osiąga swoisty szczyt: próchnicę kłamstwa Ryzyka i zarażonego Dudy, który poniżył urząd prezydenta i go zdeptał.

Ponadto odnosimy sukcesy na świecie. Niemcy odmówiły wydania w polskie ręce naszego rodaka przestępcy, gdyż przez ustawę kagańcową nie wierzą w praworządność pisowską.

Tak opluł Polskę Kaczyński i jego pachołki.

Prezydent w Radiu Maryja zapewnia słuchaczy: każdy emeryt dostanie przynajmniej 70 złotych waloryzacji. To nieprawda, a wynika to wprost z ustawy, którą Andrzej Duda podpisał niecały miesiąc temu. W ten sposób prezydent oszukuje ok. 300 tys. emerytów. PiS może sobie na to pozwolić, bo 13. emerytura zamazuje obraz rosnących nierówności między emerytami.

 

Prezydent Duda ręka w rękę z PiS wprowadza w błąd 300 tysięcy emerytów. Przed wyborami w 2019 roku partia Kaczyńskiego obiecała przynajmniej 70 złotych waloryzacji emerytur dla wszystkich, okazuje się, że owych 70 złotych nie zobaczy aż 300 tys. emerytów. Andrzej Duda brnie jednak w tę fałszywą opowieść.

5 marca wieczorem prezydent był gościem „Rozmów Niedokończonych” w Radiu Maryja i TV Trwam. Zamiast trudnych pytań otrzymał zapewnienia o modlitwie i okazję, by opowiedzieć słuchaczom o swoich sukcesach.

W tej opowieści nieco się jednak zapędził.

O zakłamanym Dudzie w diabelskim siedlisku RM tutaj >>>

„Jako podpisani poniżej przedstawiciele społeczności akademickiej nie mamy najmniejszych wątpliwości, że Prawo i Racja są po Pana stronie. Prosimy przyjąć wyrazy najwyższego szacunku i uznania dla Pańskiej postawy” – pisze do sędziego Igora Tulei kilkuset naukowców..

O poparciu dla sędziego Tulei tutaj >>>

Bezprecedensowa decyzja pokazuje, że sąd w Niemczech nie ufa, że polski obywatel będzie w Polsce sądzony przy poszanowaniu podstawowego prawa do sprawiedliwego procesu. To nie wyraz nieufności do polskich sędziów, ale do systemu, który zbudowała większość rządząca. Czarę goryczy przelał system odpowiedzialności dyscyplinarnej i ustawa kagańcowa.

Czytaj o nieufności Niemców do bezprawia PiS, oni to przerabiali z facetem z wąsikiem. Wąsik ma teraz Kaczyński, tutaj >>>

„Łamiemy prawo świadomie, wypowiadając posłuszeństwo władzy. Chcemy tej prawdy bronić przed sądem, chcemy też, by pod sąd trafiły czyny Andrzeja Dudy, które znieważają godność RP” – oświadczyli Obywatele RP. 5 marca stanęli przed Pałacem Prezydenckim z 10-metrowym banerem „Andrzej Duda jest łgarzem i krzywoprzysięzcą”. Policja zarekwirowała baner.

O proteście Obywateli RP przed Pałacem Prezydenckim czytaj tutaj >>>

Premier Morawiecki, minister sprawiedliwości Ziobro oraz dyrektor Muzeum Żołnierzy Wyklętych — wszyscy oni uważają, że z „wyklętych” wzięła się „Solidarność”. Porównujemy — w punktach — i wyjaśniamy, jak bardzo nie mają racji.

O problemie mentalnym prawicy z Żołnierzami Wyklętymi czytaj tutaj >>>

Obecna władza, rozumiejąc zagrożenie epidemiologiczne, jakie stanowi dla reszty społeczeństwa, powinna niezwłocznie udać się na dobrowolną kwarantannę – najlepiej bezterminową.

Stało się. Chiński wirus pojawił się w Polsce. Że zaraza w końcu dotrze nad Wisłę wirusolodzy przewidzieli zaraz pod ogłoszeniu epidemii. Ale byli i tacy, co wiedzieli nawet wcześniej. Np. we Wrocławiu, gdzie przepowiednia pandemii padła z ambony w kościele pw. Michała Archanioła, uzupełniona komentarzem, że to kara za grzech homoseksualizmu. Wiadomo – tęczowa zaraza…

Cały felieton Bożeny Chlabicz-Polak tutaj >>>

Mitoman Morawiecki i jego gówno prawda

13 Lu

Mateusz Morawiecki stworzył z funkcji premiera funkcję mitomana.

To jest wkład tego człowieka w politykę PL – mitomaństwo własne. Dla mnie kojarzy się z aksjologiczną wartością obnażania – ekshibicjonizmem.

Morawiecki zwykle twierdzi: ja tam byłem, to i to robiłem. Co zawsze okazuje się trzecią postacią prawdy zdefiniowaną przez genialnego ks. Józefa Tischnera – gówno prawdą.

Takie gówno serwuje mitoman Morawiecki. A ostatnim jgo gównem jest stwierdzenie, że pensje pielęgniarek mają się dobrze, gdyż w kraju mamy niski poziom utrzymania.

Morawiecki ma – oczywiście – niski poziom inteligencji. Jest figurantem Kaczyńskiego, a w Santander BK był słupem dla hiszpańskiej finansjery.

Inny abnegat rozumu Piotr Gliński nie swój szmal rozdaje, a to Rydzykowi, a to Czartoryskim, a ostatnio kasę rzucił na kościelne gazetki ścienne. Antyminister, a dokładnie minister niekultury.

Polska jest jednym z najtańszych państw UE. Czy to wystarczy, by godzić się na niskie płace? Według premiera Mateusza Morawieckiego tak. Szef rządu w demagogiczny sposób wyjaśnił pielęgniarkom, że niskie ceny, powinny powstrzymać je od emigracji zarobkowej.

Więcej o gównie prawdzie mitomana Morawieckiego tutaj >>>

Ministerstwo Kultury rozdało dotacje dla czasopism kulturalnych na rok 2020. Dostała: prawica, kościół i środowiska kresowe. Dofinansowanie otrzymała nawet gazeta jednodniowa na 100. rocznicę urodzin Jana Pawła II. Nie dostali: lewica, liberałowie, centrum – pisma zasłużone i z tradycjami.

O antyministrze Glińskim i jego wyrzucaniu pieniędzy w błoto – tutaj >>>

„Najniżej upadło społeczeństwo, które pozwala, by jawni dranie prawili mu kazania o moralności”

Oburzenie polityków PiS, że wygwizdano prezydenta Andrzeja Dudę jest bardzo ciekawym zjawiskiem socjologicznym. Zgorszenie ze strony formacji, która usprawiedliwiała buczenie i wyzwiska pod adresem więźnia obozu w Auschwitz, prof. Władysława Bartoszewskiego, obelgi pod adresem powstańców Warszawskich krytykujących PiS, okrzyki typu „Komoruski”, „zdrajcy” czy „swołocz” dowodzi, że nie ma granicy zachowania człowieka chamskiego i bezczelnego, oprócz tej, którą mu się postawi.

Cały felieton Elizy Michalik tutaj >>>

Niemiecki dziennik opisuje w poniedziałek (10.2.2020) postać Igora Tulei, sędziego Sądu Okręgowego w Warszawie. Jak pisze gazeta sędzia Tuleya stał się dla swoich kolegów „symbolem oporu” wobec tzw. reformy sądownictwa, przeprowadzanej przez polski rząd.

Omówienie z „Die Welt” postaci sędziego Igora Tulei tutaj >>>

W filmie „Dzień świra” zabrzmiała inna modlitwa:

„Gdy wieczorne zgasną zorze,
Zanim głowę do snu złożę,
Modlitwę moją zanoszę
Bogu Ojcu i Synowi:
„Dopierdolcie sąsiadowi!
Dla siebie o nic nie wnoszę,
Tylko mu dosrajcie proszę.”

Kto ja jestem? Polak mały
Mały, zawistny i podły.
Jaki znak mój? Krwawe gały.
Oto wznoszę swoje modły
Do Boga, Marii i Syna:
„Zniszczcie tego skurwysyna
Mego brata, sąsiada,
Tego wroga, tego gada.”

„Żeby mu okradli garaż,
Żeby go zdradzała stara,
Żeby mu spalili sklep,
Żeby dostał cegłą w łeb,
Żeby mu się córka z czarnym
I w ogóle żeby miał marnie,
Żeby miał AIDS-a i raka.”
Oto modlitwa Polaka.”

Robienie z Boga figurynki woskowej i udawanie wierzącego – to przekleństwo obecnej „dobrej zmiany”. A odpowiedzialność za to ponoszą duchowni, którzy przedstawiają Boga jako owego brodatego starca, który zagląda ludziom w portki.

Mało polski, a nawet mało katolicki jak na nasz Ciemnogród ks. Walczak – wybitna postać – czytaj tutaj >>>

Wywiad z prof. Stanisławem Obirkiem tutaj >>>

Fikcyjny Trybunał Konstytucyjny rozstrzyga fikcyjny spór kompetencyjny, kreując fikcyjną podstawę wydania postanowienia

31 Sty

Żmudna praca PiS nad odbieraniem nam wolności trwa w najlepsze.

Wiadomo, że przeciwnikiem ancymonków jest rozum, więc Gowin chce poddać wolność kontroli, powoła komisję ds. wolności dotyczącą autonomii uniwersytetów.

Czysty Orwell.

Taki sam Orwell został zdefiniowany przez wybitnego konstytucjonalistę prof. Ryszarda Piotrowskiego w genialnej formułce: „Fikcyjny Trybunał Konstytucyjny rozstrzyga fikcyjny spór kompetencyjny, kreując fikcyjną podstawę wydania postanowienia”.

Fikcja, a nie prawda, a ks. Tischner nazywał to „gówno prawda”.

Marszałek Sejmu Elżbieta Witek to istna osóbka, do której nadaje się zwrot wprost z podwórka: gamoń. Jako że kobieta nazwijmy ją „gamoniowata”. Ona tak nawet wygląda, a gdy otworzy usta – potwierdza. Otóż wydając opinię dla Trybunału Konstytucyjnego poparła samą siebie jako Sejm. Witek poparła Witek.

Takie jaja, gdyby chodziło o narządy płciowe, ale to damskie zbuki.

Sąd Najwyższy zresztą znalazł dla Witek prawniczą formułkę: „w złej wierze”. Czyli z premedytacją. Prawo łamane świadomie.

Sprawa agenta Tomka dopiero będzie się w pełni rozwijać. Na czele służb specjalnych i resortu spraw wewnętrznych stoi przestępca Mariusz Kamiński. Były szef CBA Paweł Wojtunik nie wątpi, że nie tylko jest niekompetentny, ale przede wszystkim dopuszcza się dalszych przestępstw.

Nie wątpię, że Kamiński będzie siedział, jako recydywista. Wróżę mu wyrok w okolicach 25 lat.

Zaś Joanna Mucha jako szefowa think tanku PO mówi o odzyskaniu centrowych wyborców, którzy głosowali na PiS. Oni są odzyskiwani, bo ostatni sondaż daje PiS-owi przewagę nad KO ledwie 5 procent. Nie wspominam o lewicy (o sondażu tutaj >>>)

Resort nauki pokazał założenia nowelizacji ustawy o szkolnictwie wyższym. Jeśli wejdą w życie, ograniczą np. prawo uczelni do decydowania o publicznych spotkaniach ma ich terenie. Ale nie tylko: komisja wymyślona przez Jarosława Gowina przyjmie każdą skargę na „naruszenia wolności”, a jej „rekomendacje” będą wiążące.

Więcej o „wolności” wg Gowina tutaj >>>

Nie ma sporu kompetencyjnego, więc TK nie mógł wydać postanowienia na podstawie przepisów ustawowych dotyczących rozwiązywania tego sporu. Obracamy się w świecie antykonstytucyjnej fikcji prawnej.

To piętrowy domek z kart. Fikcyjny Trybunał Konstytucyjny rozstrzyga fikcyjny spór kompetencyjny, kreując fikcyjną podstawę wydania postanowienia.

Więcej prof. Ryszarda Piotrowskiego tutaj >>>

Elżbieta Witek w pełni popiera wniosek… Marszałek Sejmu Elżbiety Witek. Tak przynajmniej wynika z dokumentów ws. sporu kompetencyjnego, o którego rozstrzygnięcie zwróciła się do Trybunału Konstytucyjnego… Marszałek Elżbieta Witek. W czwartek, na stronie Sądu Najwyższego, opublikowano stanowisko w tej sprawie. Czytamy w nim m.in., że „zdaniem SN uzasadnienie wniosku świadczy albo o całkowitym niezrozumieniu istoty sporu kompetencyjnego oraz kompetencji Prezydenta RP i Sejmu z jednej strony oraz kompetencji Sądu Najwyższego z drugiej strony, albo o niezwykle instrumentalnym wykorzystaniu instytucji tego typu sporu”.

Więcej o schizofrenii Witek tutaj >>>

Sąd Najwyższy ocenił, że celem wniosku nie jest rozwiązanie sporu kompetencyjnego, bo ten nie istnieje, ale uniemożliwienie SN wykonywania swoich uprawnień. Postępowanie przed Trybunałem Konstytucyjnym zainicjowane przez wniosek marszałek Sejmu powinno więc zostać w całości umorzone – stwierdza SN.

O premedytacji Witek tutaj, za to Trybunał Stanu i idzie się siedzieć >>>

„Prokuratura podejrzewała Mariusza Kamińskiego jedynie o przekroczenie uprawnień – które może wynikać z niekompetencji, z nieumiejętności, z zaangażowania emocjonalnego. A Tomasz Kaczmarek twierdzi, że to nie były błędy Kamińskiego, tylko że cała sprawa była sfingowana, zlecona politycznie” – mówi Paweł Wojtunik, były szef CBA.

Więcej o przestępstwach Kamińskiego tutaj >>>

„PiS wygrał wybory o włos, to tylko pięć mandatów. Nie musimy odzyskiwać jakiejś ogromnej części elektoratu. Musimy odzyskać tyle, żeby wziąć odpowiedzialność za Polskę i zacząć rządzić. Pokażemy wtedy Polakom, w jaki sposób byli przez PiS okradani i oszukiwani” – mówi Joanna Mucha, która zostanie szefową Instytutu Obywatelskiego, think tanku PO

Więcej Joanny Muchy tutaj >>>

Wyroki sądów w państwie PiS nie obowiązują, zwłaszcza te, które nie podobają się magistrowi Ziobrze i jego kolegom. 

Trybunał Konstytucyjny wypowiedział się w sprawie wyroku SN i… wszystko jasne. Już wcześniej zresztą było. Ale teraz partia mówi wprost – wyroki sądów nie obowiązują!  Zwłaszcza te, które nie podobają się magistrowi Ziobrze i jego kolegom. Nie obowiązuje też opinia żadnego – poza magistrem Ziobrą – gremium prawniczego w Polsce ani na świecie.

(…)

Co robi to doborowe Towarzystwo, zbierając się na Kanapie? Robi wszystko, by – w razie czego – Prawa nie dosięgło prawo, a sprawiedliwość ominęła Sprawiedliwość.

A to niełatwe. Być może nawet zupełnie niemożliwe. No, chyba że „komunistyczna” Konstytucja oraz traktaty skazujące Polskę na dyktat Brukseli przestaną obowiązywać, pomimo „mandatów większościowych”. Nie takie rzeczy już się robiło na Kanapie. Się więc „wygasi” co trzeba. Minister Ziobro powie w TVP, że już nie obowiązują. A magister Przyłębska orzeknie, że to zgodne z już wcześniej „wygaszoną” Konstytucją.

A my wszyscy bęc…

Przeklęty biskup, szczuj prezes i nasza walka o demokrację

11 Paźdź

W milczeniu kilkudziesięciu katolików protestowało przed budynkiem krakowskiej kurii. Już po raz drugi przyszli na Franciszkańską pod papieskie okno, żeby pokazać, że nie godzą się mowę nienawiści sączącą się z kościelnych ambon. Przynieśli kartki z hasłem: „Odzyskajmy nasz Kościół”. Zapalili też świece – „na znak solidarności z każdym, bez wyjątku”.

Po raz pierwszy pojawili się w tym miejscu latem tuż po wygłoszeniu przez metropolitę krakowskiego skandalicznych słów („Abp Jędraszewski znów bulwersuje – mówi o „nowej zarazie”: już nie czerwonej, a tęczowej”). Wtedy okryli się tęczową flagą, a na kartkach napisali: „tęczowa zaraza to ja”.

Po ponad dwóch miesiącach znów przyszli na Franciszkańską. – Ostatni raz byłem tu, kiedy zmarł papież Jan Paweł II. Dziś jego okno jest zamurowane. Trudno o lepszy symbol polskiego Kościoła dzisiaj” – powiedział „Wyborczej” pan Krzysztof. A pani Irena dodała: – „Wielu upatruje dzisiejszej twarzy Kościoła w postawie abpa Jędraszewskiego. Nie podoba mi się, że ambona staje się mównicą sejmową, że coraz częściej dzieli całe rodziny. Wierzę, że gdyby Jezus żył, to byłby dzisiaj tu, z nami. Byłby z osobami bezdomnymi, homoseksualistami, alkoholikami. Nie siedziałby sam, za zamkniętymi drzwiami i zamurowanymi oknami”.

Protest nie spodobał się jednemu z duchownych, który wyszedł do protestujących.  Zaczepiał ludzi stojących w ciszy, kpiąc z ich haseł. – „Islam chcecie wpuszczać? Gejów do kościoła zapraszać?” – pytał. Duchowny nie chciał się przedstawić. Zapytany przez reporterkę „Wyborcze” o definicję Kościoła, odpowiedział: – „Kościół to jest hierarchia. To są biskupi, księża i kardynałowie”.

Kilka dni temu organizatorzy protestu wystosowali petycję. – „Chcemy przeprosić wszystkich tych, których przedstawiciele naszego Kościoła obrazili i upokorzyli. Słowa o tęczowej zarazie zabolały i zraniły także nas. Tak jak wykluczające wypowiedzi o żydach, muzułmanach, osobach niewierzących, które padały z ust kapłanów i biskupów” – napisali. Podpisało się pod nią prawie 2 tysiące osób. Została przetłumaczona na włoski – organizatorzy mają nadzieję, że dotrze ona do papieża Franciszka.

Chciałabym powiedzieć moim przyjaciołom, ludziom w Polsce: głosujmy we właściwy sposób na rzecz demokracji” – zaapelowała Olga Tokarczuk. Laureatka literackiego Nobla za 2018 rok spotkała się z dziennikarzami przed wykładem w niemieckim Bielefeld.

Mówiła też, że niedzielne wybory parlamentarne w Polsce są szansą na naprawę demokracji w kraju. – „Nagroda Nobla trafia do Europy Wschodniej, co jest niezwykłe, niewiarygodne. Dla mnie jako Polki, pokazuje ona, że mimo wszystkich problemów z demokracją w moim kraju, wciąż mamy coś do powiedzenia światu” – powiedziała Olga Tokarczuk w rozmowie z dziennikarzem agencji Reuters.

Opowiedziała też o okolicznościach, w których dowiedziała się o przyznaniu nagrody. – „Gdzieś między Berlinem a Bielefeldem zobaczyłam połączenie ze szwedzkim numerem na wyświetlaczu i serce zaczęło mi szybciej bić. Gdy się dowiedziałam, musiałam się zatrzymać. To jeszcze w ogóle do mnie nie dociera. To wspaniale, że Akademia Szwedzka doceniła literaturę z centralnej części Europy” – mówiła Tokarczuk.

Wcześniej w rozmowie z TVN Tokarczuk powiedziała: – „To jest coś niesamowitego, że moje książki, które są lokalne, bo wiele z nich dzieje się w małych miejscowościach w Polsce, dotyczy tego naszego malutkiego kawałka świata, to jednak mogą być czytane uniwersalnie, mogą być ważne dla ludzi na świecie”.

Nagroda dla Olgi Tokarczuk to pierwszy literacki Nobel dla Polaka od 23 lat, gdy w 1996 r. otrzymała go poetka Wisława Szymborska. W uzasadnieniu przyznania Tokarczuk tej najbardziej prestiżowej literackiej nagrody Akademia Szwedzka stwierdziła, że otrzymała ją „za wyobraźnię narracyjną, która z encyklopedyczną pasją prezentuje przekraczanie granic jako formę życia”.

– „Prezes Kaczyński zrzucił wczoraj maskę i wreszcie powiedział prawdę, to o czym myśli naprawdę, że chce Polaków dzielić. Mówi bardzo wyraźnie – jeśli nie jesteś z partią PiS, to jesteś niczym i będziesz napiętnowany. Jeżeli nie działasz z nami, jesteś kolaborantem i także będziesz napiętnowany” – powiedziała Małgorzata Kidawa-Błońska. O wypowiedzi prezesa PiS podczas konwencji w Sosnowcu: „Strach się bać”. Kaczyński zapowiada piętnowanie złych elit”.

Kandydatka Koalicji Obywatelskiej na premiera dodała, że „tylko zły człowiek może w taki sposób mówić o współobywatelach”. – „Prezes Kaczyński znowu dzieli ludzi; tworzy wielki mur i doprowadza do wielkich napięć. Nie mogą wrócić te ciemne czasy, kiedy były wilcze bilety, ludzie byli wykluczani z działalności zawodowej, społecznej. Dlatego apeluję do wszystkich ludzi dobrej woli, niezależnie z jakiej są opcji, obrońmy Polskę przed takim podziałem, przed taką nienawiścią” – mówiła.

Kidawa-Błońska podczas konwencji Koalicji Obywatelskiej w Chorzowie wezwała też prezesa PiS, by przeprosił Ślązaków za swoje słowa sprzed kilku lat, jakoby byli „ukrytą opcją niemiecką”. – „Panie prezesie, teraz jest szansa, w setną rocznicę Powstań Śląskich, teraz albo nigdy – niech pan przeprosi Śląsk” – powiedziała.

Z kolei lider PO mówił, jak ważne są niedzielne wybory. – „Stoimy przed wyborem cywilizacyjnym, w która stronę pójdzie Polska – zachodniej Europy, czy odwróci się do niej tyłem, bo woli tam szukać wrogów i przeciwników” – stwierdził Schetyna.

„Wyobraźmy sobie taką oto sytuację. Pewien Zły Polityk, zachowując pozory praworządności, chce zabezpieczyć swej formacji sprawowanie władzy na dłużej, nawet przy mniej korzystnej dla siebie sytuacji politycznej. Wiem, zapewne nikt nie uwierzy w to, że taki Zły Polityk mógłby istnieć, ale… Pogdybajmy” – piszą w swoim wspólnym tekście Witold Bereś i prof. Marcin Matczak.

  • Zgodnie z decyzją PiS, ostatnie posiedzenie obecnej kadencji Sejmu odbędzie się już po wyborach. Nigdy wcześniej nie doszło do takiej sytuacji
  • Od tygodni nie milkną przypuszczenia, czym zajmą się wtedy posłowie
  • Prezentujemy całe opowiadanie Witolda Beresia w konwencji political fiction wraz z komentarzem prof. Marcina Matczaka
  • Jedyna droga do zastopowania niepożądanych zmian prawno-ustrojowych, w tym – zmiany Konstytucji, to obecność wszystkich posłów opozycyjnych na ostatnim posiedzeniu Sejmu w ich kadencji – przekonuje Witold Bereś

Opowiadanie Witolda Beresia

Co najpierw musiałby taki polityk zrobić, aby zachować władzę?

Ano musiałby zmienić konstytucję (poseł Kaczyński, niewątpliwe samo dobro w polityce, zapowiada to ostatnio intensywnie). Ale nie trzeba zmieniać całej konstytucji, tym bardziej to praktycznie niemożliwe. Można jednak zmienić jej elementy, ważne dla sprawowania zamordyzmu.

Złego Polityka tak naprawdę nie będzie interesowała warstwa ideowa, bo zapisy o prawach i przywilejach obywateli to z jego punktu widzenia – czysta propaganda.

W dodatku dzisiejsza Konstytucja szalenie utrudnia zmianę rozdziałów I, II i XII. A to one kolejno omawiają: kształt Rzeczpospolitej, następnie: wolności, prawa i obowiązki obywatela, a wreszcie możliwości zmiany Konstytucji. I gdyby ktoś chciał w tych miejscach coś ZMIENIĆ, to nie może tego zrobić wcześniej niż sześćdziesiątego dnia po pierwszym CZYTANIU projektu takiejż ustawy. To – gdyby dbać o pozory prawa – jest prawie niemożliwe, nawet przy wielkim zwycięstwie obecnej władzy. Więc nikt tego nie będzie ruszał (przynajmniej jak na razie).

Ale to, co interesuje Złego Polityka to źródła prawa (rozdział III – tu kwestia sądów), to „Sejm i Senat” (rozdział IV) oraz „Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej” (rozdział V). A na deser – Preambuła Konstytucji.

Złemu Politykowi chodzi bowiem o sprawy praktyczne. Żeby posunięć władzy nie mógł blokować przyszły Senat. Żeby Prezydent miał większe prerogatywy. No i żeby można było ostatecznie przetrącić kark sędziom – dlatego faktycznie trzeba znieść immunitet sędziowski i poselski, który uniemożliwia prokuratorowi aresztowanie sędziów bez zgody właściwego sądu, a posłów – bez zgody Sejmu. To będzie bat, pod którym ugną się nawet najtwardsze karki.

Uzasadnienie, a właściwie propagandowa motywacja? Prosta. Pracowity koordynator służb specjalnych co rusz dostarcza dowody rzekomych przestępstw popełnianych przez parlamentarzystów i sędziów. Trzeba uzdrowić sytuację – suweren tego oczekuje!

Konstytucja jednak sprawia tu kłopot: nazywa się on rozdział XII i art. 235 o zmianie Konstytucji.

Co on mianowicie mówi? Oto o zmianę Konstytucji może wnioskować albo 1/5 ustawowej liczby posłów, albo senat, albo prezydent RP. Potem do zmiany konstytucji trzeba większości 2/3 w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby – czyli 460 – posłów. Następnie, nie później niż 60 dni, zmiany musi klepnąć zwykła większość senatorów. Na sam koniec Prezydent musi podpisać te zmiany – nie później niż w 21 dni.

Jednak największy kłopot jest z ustępem 3 tegoż artykułu 235, który mówi, że pierwsze czytanie projektu ustawy o zmianie konstytucji może się odbyć nie wcześniej niż trzydziestego dnia od przedłożenia sejmowi projektu ustawy. Czyli sens jest taki, że musi być czas na debatowanie nad Konstytucją.

Ale jeśli Zły Polityk nie będzie chciał debaty? Hm… Pomyślmy.

„Panie posłanki, panowie posłowie. Lepiej większy hołd złóżmy ojczyźnie i uchwalmy nową Konstytucję”

Przenieśmy się zatem w czasie o kilka dni w przyszłość.

Jest poniedziałek 14 października. Oszałamiające zwycięstwo władzy. W komentarzach opozycji przeważa w najlepszym razie zniechęcenie, a w najgorszym – wściekła chęć rozliczenia swoich przywódców.

W tej atmosferze niemal niepostrzeżenie marszałek Sejmu ogłasza po południu, że w związku z wielkimi zasługami posła Kaczyńskiego, następnego dnia Sejm poprzedniej kadencji, na ostatnim swoim posiedzeniu, przesuniętym jeszcze przed wyborami, będzie głosował uchwałę-laudację dla niego.

Ten poprzedni parlament – teraz już nieaktualny – po stronie PiS liczy 240 posłów i 61 senatorów. Opozycja (Koalicja i PSL/Kukiz) ma łącznie 193 „stare” mandaty.

Ale co się dzieje? Wszyscy posłowie i senatorowie PiS w sytuacji ogłoszenia takiegoż hołdu oczywiście zjeżdżają na Wiejską. A posłowie opozycyjni podłamani moralnie, a przede wszystkim – politycznie (bo przegrali wybory, a wielu nawet w nich nie startowało) – nie widzą powodu, aby jechać do Warszawy.

W ten sposób częściowo wypełniona sala Sejmu, wśród okrzyków pełnych zachwytu nad geniuszem Naczelnika przegłosowuje uchwałę nieomalże deifikującą posła.

A ten hołdów odmawia: – Panie posłanki, panowie posłowie. Lepiej większy hołd złóżmy ojczyźnie i uchwalmy nową Konstytucję. To wszystko w podzięce dla Matki Boskiej za to, że dała siłom patriotycznym tak wspaniałe zwycięstwo.

Mam przed sobą podpisany przez Pana Prezydenta projekt ustawy o zmianie Konstytucji. Projekt ten, co z satysfakcją chcę podkreślić, przewiduje nową preambułę odwołująca się do katolickiego dziedzictwa Polski i zasług Kościoła. Nie przez przypadek odwołuje się też w ten sposób do najwspanialszego dokumentu polskiej demokracji – Konstytucji 3 Maja: „W imię Boga w Trójcy Świętej Jedynego, z Bożej łaski i woli Suwerena, którym może być tylko Naród Polski…”

Projekt zmian w Konstytucji został złożony – zgodnie z wymogami dotychczasowej Konstytucji – na ręce jeszcze marszałka Kuchcińskiego ponad miesiąc temu. Marszałek nie chciał tego ujawniać, aby to nie było elementem gry przedwyborczej. A my nie chcemy kłótni, bo my chcemy spokoju. Raz jeszcze mu za to dziękuję.

„To właśnie, my demokratycznie wybrana władza, walczymy o Konstytucję, a nie totalna opozycja, która pajacuje w koszulkach z napisem Konstytucja…”

I wtedy wystarczy, by na Wiejskiej nie zjawiło się – uwaga – tylko 71 posłów partii opozycyjnych (wliczając w to PSL i Kukiza). To będzie oznaczać, że na sali sejmowej PiS w pełnym składzie 240 posłów ma konstytucyjną większość. A nie liczymy do tego po stronie władzy posłów mniejszości narodowych, którzy zwyczajowo głosują za większością, nie liczymy nacjonalistów – konfederatów, którym bliżej do PiS niż do opozycji, no i nie liczymy poputczików i zdrajców w szeregach samej opozycji (bo i tacy się znajdą). Tak czy siak wystarczy, aby co trzeci poseł opozycji nie przyjechał – i już PiS ma większość wystarczającą do uchwalenia Konstytucji!

A potem, tej samej nocy, a dlaczego nie?, zbiera się Senat w tej samej sprawie. Wszak Konstytucja mówi, że Senat ma sprawę przegłosować NIE PÓŹNIEJ niż 60 dni po Sejmie, więc poseł Piotrowicz drwiąco tłumaczy, że szybciej z duchem Konstytucji już się nie da iść.

– Zgłoszenie projektu Konstytucji do Marszałka i nie procedowanie go publiczne wyczerpuje zapisy ustępu trzeciego artykułu 235. Zwracam uwagę krytykantom, że tam gdzie ustawodawca chciał mówić o publicznym odczytaniu projektu, wpisywał do Konstytucji „pierwsze” i kolejne „czytania”. Więc projektując możliwość zmian w Konstytucji ustawodawcy chodziło po prostu o formalne zgłoszenie dokumentu.

To właśnie, my demokratycznie wybrana władza, walczymy o Konstytucję, a nie totalna opozycja, która pajacuje w koszulkach z napisem Konstytucja…

Prof. Marcin Matczak, prawnik:

– Zacznijmy od kwestii, czy taki misterny plan, związany z dużym ryzykiem postawienia zarzutu, że dokonuje się zmian niezgodnych z Konstytucją, jest do pomyślenia, gdyby chodziłoby o tak stosunkowo niewielką zmianę jak kwestie immunitetu.

Ale rzeczywiście – nawet jeżeli ktoś by podejmował takie działanie, to ono by prawdopodobnie nie polegało na uchwaleniu nowej Konstytucji. Natomiast można sobie wyobrazić, że ci, którzy by taki plan uknuli, zmieniliby tę Konstytucję w miejscach symbolicznych.

Na przykład zmieniliby preambułę, wprowadziliby bezpośrednie odwołanie do Boga. Być może zmieniliby jakieś inne elementy – takie, które mogłyby być jakąś istotną zmianą ustroju dotyczącą na przykład sposobu wyboru Prezydenta RP. To jest w rozdziale piątym, gdzie zamiast wybierania prezydenta przez naród, można by zapisać jego wybór przez sejm czy zgromadzenie narodowe. I jeżeli chciałoby się w ten sposób uhonorować Jarosława Kaczyńskiego, to byłoby to zapewne rozwiązaniem wygodne.

Podstawowy problem dotyczy jednak tego ustępu 3 art. 235, czyli tego, że nie można głosować projektu zmian konstytucyjnych wcześniej niż 30 dni przed przedstawieniem go w Sejmie.

Przyjęcie, że jest możliwe de facto tajne przedłożenie Sejmowi projektu tak fundamentalnych zmian, to coś, czego sobie w ogóle nie można wyobrazić. Bo po co są te przepisy dotyczące 30 i 60 dni? Chodzi o to, żeby takich przekrętów nie robić. Twórcy Konstytucji znali historię i wiedzieli, że właśnie w taki sposób przemocą zmienia się ustrój konstytucyjny. Właśnie po to wprowadzono te bezpieczniki, żeby nie uchwalać ważnych zmian ustrojowych w momencie, kiedy ludzie mają gorące głowy.

Tym bardziej jest to istotne w przypadku przepisów konstytucyjnych, których sens polega na tym, że wszyscy muszą wiedzieć, jaka jest propozycja zmian.

Dlatego przedłożenie sejmowi nie może być traktowane jako tajne przekazanie dokumentu marszałkowi, który tego nie ujawnia.

Muszę podkreślić jedno: mówię to wszystko jako prawnik i jestem pewien, że moja interpretacja jest słuszna. To byłoby złamanie Konstytucji.

Ale przekręty, które ta władza robiła w związku z Konstytucją, na przykład argumentacje, które słyszeliśmy w odniesieniu do oczywistych przepisów Konstytucji określających sześcioletnią kadencję prezes Sądu Najwyższego, były tak absurdalne i bezczelne, że potrafię sobie wyobrazić wszystko. Również i to, że ktoś może zechcieć przekonać tzw. suwerena, iż przedłożenie sejmowi może oznaczać po prostu wręczenie projektu zmiany Konstytucji w zamkniętej, tajnej kopercie i to zostanie uznane za spełnienie przesłanki ustępu 3.

I nie zdziwiłbym się, gdyby później doktor praw Jarosław Kaczyński w telewizji przekonywał, że to oczywista oczywistość: jeśli ustawa konstytucyjna nie precyzuje, czy przekazanie projektu zmian ma się odbyć jawnie czy tajnie, to on wybiera tajność.

Trzeba sobie jasno powiedzieć: jeśli w obecnej sytuacji politycznej ktoś zechce zgwałcić Konstytucję, to może mu się to udać. Byłoby to oczywiście fatalne w skutkach. Nie tylko dlatego, że to, co zostałoby uchwalone byłoby złe. Ale dlatego, że Konstytucja musi być dokumentem zgody narodowej i określać wartości, które są akceptowane przez ogół.

Dlatego jej uchwalenie musi być absolutnie zgodne ze wszystkimi procedurami. Jeżeli tak by nie było, to byłby grzech pierworodny takiej ustawy zasadniczej. Taka Konstytucja byłaby świstkiem, który zamiast być szanowany byłby pogardzany, bo wszyscy wiedzieliby – nawet autorzy tych zmian – że została wymuszona w sposób niegodny.

Moim zdaniem jednak chodzi o coś innego. Termin ostatniego posiedzenia Sejmu został przedłużony dlatego, że to jest pewnego rodzaju bezpiecznik dla władzy, która – gdyby straciła możliwość samodzielnego rządzenia – stanęłaby przed groźbą rozliczeń. Można sobie bez trudu wyobrazić, że powstanie rząd złożony z partii opozycyjnych ze względu na słabą zdolność koalicyjną PiS-u. W takiej sytuacji Sejm w starej kadencji mógłby dokonać kilku zmian, które zabezpieczyłyby interesy Prawa i Sprawiedliwości jako partii. Na przykład dokonana by została zmiana oddająca prezydentowi prawo mianowania prokuratura generalnego.

Może też chodzić o dokończenie skoku na Trybunał Konstytucyjny. Pamiętajmy, że w tymże Trybunale cały czas jest wniosek kwestionujący legalność wyboru trzech sędziów w roku 2010 – sędziego Zubika, sędziego Tuleyi i sędziego Rymara. A kadencja tych sędziów kończy się w grudniu tego roku. Jeżeli PiS wygra wybory, to sobie spokojnie wybierze ich zastępców w grudniu, bo będzie miał większość.

Gdyby jednak stracił władzę, to wyobrażam sobie, że usłużny obecny Trybunał Konstytucyjny szybko zebrałby się i orzekł, że wybór tych sędziów w roku 2010 był jednak niekonstytucyjny, czyli zgodziłby się z ministrem Ziobro. To by oznaczało, że nie są sędziami i wtedy PiS mógłby w trybie nagłym wybrać następców tych trzech sędziów. A to dawało PiS absolutną większość w Trybunale, który wtedy mógłby blokować jakiekolwiek zmiany wprowadzane przez nowy rząd.

Z pragmatycznego punktu widzenia PiS nie musi zmieniać Konstytucji, bo pokazał, że potrafi rządzić kompletnie się nią nie przejmując – faktyczne wyłączenie Trybunału Konstytucyjnego oznacza funkcjonowanie bez Konstytucji. Można uchwalić dowolną ustawę i jej sprzeczność z konstytucją nic nie znaczy, bo nie ma nikogo, kto to może stwierdzić.

Ale podkreślę – nie sposób wykluczyć, że populistyczna władza złamie i w tym wypadku reguły gry i spróbuje nawet zmienić Konstytucję. A następnie – na przykład – poprosi suwerena o to, ażeby jej dał jej błogosławieństwo w postaci referendum.

Pozostaje mieć tylko nadzieję, że cała opozycja jest odpowiedzialna i nie zlekceważy tego przedłużonego posiedzenia Sejmu, tym bardziej, że dziś wielu (w tym np. profesor Nałęcz) ostrzega przed tym zagrożeniem faktycznego zamachu stanu. Więc niepojawienie się w parlamencie opozycyjnych posłów i senatorów z tej kończącej się właśnie kadencji, skończyłoby się dla nich czerwoną kartką w sensie politycznym…

Zła prasa Rzeczpospolitej rzeczywiście zaczęła się na dobre ok. 300 lat temu. Wówczas na Zachodzie stały się popularne świeckie ideały Oświecenia i tolerancji religijnej. Tymczasem w Polsce dochodziła do głosu katolicka reakcja, która „innowiercom” odmawiała praw politycznych. Prezes PiS jak zwykle miesza skrawki prawdy z fantazjami i poczuciem krzywdy

Prezes PiS jest mistrzem insynuacji – umie zarzucać politycznym przeciwnikom czyny najgorsze w taki sposób, że nie da się go np. oskarżyć o zniesławienie. O tej technice retorycznej Kaczyńskiego pisaliśmy w OKO.press wielokrotnie (np. tutaj i tutaj). Zawsze byliśmy pod wrażeniem tego, jak sprawnie się nią posługuje.

Podczas konwencji wyborczej PiS w Sosnowcu 8 października prezes partii jednak zagalopował się nieco i powiedział więcej konkretów, którym można przyjrzeć się z bliska. Groził również polskim elitom. Te groźby nie znalazły się w oficjalnej relacji na stronie partii. Nie ma tam także nagrania wystąpienia Kaczyńskiego. Media jednak obszernie relacjonowały to, co mówił.

„Polska miała to nieszczęście i ciągle w jakiejś mierze to nieszczęście trwa, że od prawie 300 lat byliśmy przedmiotem zorganizowanej akcji dyfamacyjnej, niszczącej naszą reputację ze strony sąsiednich mocarstw” – mówił Kaczyński.

Wymienił jeden konkretny przykład: przez ostatnie kilka lat, zdaniem Kaczyńskiego, bliżej nieokreślone złe siły odbierały Polakom „prawo do powiedzenia zgodnie z prawdą, że byliśmy pierwszymi, którzy przeciwstawili się zbrojnie hitleryzmowi i walczyliśmy z nim bardzo zaciekle tu w kraju i na całym świecie, niemal na wszystkich frontach drugiej wojny światowej i przedstawić nas jako w istocie współpracowników Niemiec hitlerowskich, współpracowników Hitlera w szczególności w kontekście Holokaustu”.

Prezes uzupełnił, że w tę narrację za rządów PO-PSL „dołączali się i to bardzo intensywnie przedstawiciele polskich elit”. Przywołał film „Pokłosie” Władysława Pasikowskiego, ale mówił także o innych książkach, filmach oraz „różnego rodzaju akcjach”.

Była to – zdaniem Kaczyńskiego – działalność antypolska.

„Ale takich filmów było więcej, niektóre z nich były niestety w sensie artystycznym dobre czy nawet bardzo dobre, ale niszczyły polską reputację, niszczyły nasze wartości, niszczyły nasze bezpieczeństwo w sferze moralnej, a to też ma ogromne znaczenie dla bezpieczeństwa w ogóle, bo naród, który jest traktowany jako naród zbrodniarzy nie jest też zwykle przedmiotem empatii innych narodów” – mówił.

Logika wypowiedzi Kaczyńskiego jest więc następująca:

  • od 300 lat sąsiednie mocarstwa szkalowały Polaków;
  • od niedawna wykorzystują do tego oskarżenie o współudział w Zagładzie;
  • to oskarżenie propagują polskie „elity” (cudzysłów Kaczyńskiego, bo naprawdę nie są elitami);
  • wykorzystują do tego m.in. filmy i książki, w tym np. „Pokłosie”;
  • zagraża to polskiemu bezpieczeństwu, bowiem „naród zbrodniarzy” nie budzi sympatii;
  • PiS zrobi z tym porządek, wymieniając elity.

Ten ostatni punkt Kaczyński potraktował jako częściowo dokonany. „Nowa polska elita władzy i coraz większa część elity kulturalnej i innych elit już nie pracuje dla naszych wrogów (…) Zwycięstwo w tych wyborach oznacza, że czas tych elit się ostatecznie skończy” – mówił.

Mowa Kaczyńskiego: rozkładamy na części pierwsze

Jak bardzo często w wypowiedziach Kaczyńskiego, mamy tu do czynienia ze skomplikowaną konstrukcją – w której elementy fałszywe mieszają się z prawdziwymi (i tworzą zupełnie nieprawdziwą całość). Bardzo często rozplątanie tego wymaga dłuższego wyjaśnienia.

Posłużmy się przykładem.

„Od prawie 300 lat byliśmy przedmiotem zorganizowanej akcji dyfamacyjnej, niszczącej naszą reputację ze strony sąsiednich mocarstw” – mówił prezes.

Dlaczego akurat 300 lat? Otóż zła prasa Rzeczypospolitej na Zachodzie rzeczywiście zaczęła się na dobre mniej więcej 300 lat temu. Wówczas na Zachodzie stały się popularne świeckie ideały Oświecenia i tolerancji religijnej. Tymczasem w Rzeczypospolitej dochodziła wtedy do głosu katolicka reakcja, która „innowiercom” odmawiała praw politycznych. Był to odwrotny proces niż na Zachodzie: kiedy w Rzeczypospolitej panowała tolerancja religijna (XVI w.), we Francji i Niemczech trwały krwawe konflikty na tle religijnym. W XVIII w. sytuacja się odwróciła – to w Rzeczypospolitej protestanci ulegali prześladowaniom, które odbijały się szerokim echem na Zachodzie.

Zaczęło się to – i tu prezes ma rację – niemal dokładnie 300 lat temu.

  • W 1715 roku skazano na śmierć protestanckiego szlachcica Zygmunta Unruga, oskarżonego o bluźnierstwo. Oskarżył go (fałszywie, co warto dodać) katolik Andrzej Potocki, licząc na przejęcie majątku Unruga, który musiał uciekać z kraju. W obronie protestanta występował nawet nuncjusz papieski. Z powodu niewydolności sądów i władz Rzeczypospolitej rodzina szlachcica odzyskała jego majątek już po jego śmierci – dopiero w 1741 roku.
  • W 1724 roku po zamieszkach pomiędzy protestantami i katolikami w Toruniu sąd królewski skazał na śmierć 9 protestantów oraz 2 burmistrzów miasta (tego samego wyznania). Jednostronny wyrok – podjęty z oskarżenia jezuitów; przewodniczącym komisji badającej sprawę był biskup – wzburzył rządy obcych krajów, w tym Prus i Rosji, którym dał pretekst do interwencji w sprawy słabej Rzeczypospolitej. Sprawa wyrobiła też Rzeczypospolitej opinię kraju zacofanych bigotów, gorliwie utrwalaną przez dyplomację wrogich nam sąsiadów.

Jak widać, prezes mówił nieprawdę w części – Polskę faktycznie oskarżali za granicą wrogowie (i tu Kaczyński ma odrobinę racji), ale też daliśmy do tych oskarżeń całkiem solidne podstawy (i tu racji nie ma).

To typowy zabieg retoryczny Kaczyńskiego.

Fałsze Kaczyńskiego, marzenie o nowych elitach

Wyliczmy teraz piętrowe fałsze w wypowiedziach Kaczyńskiego.

  • Współudział części Polaków w Zagładzie nie jest antypolską fantazją, tylko historycznym faktem, nienegowanym nawet przez IPN. Historycy różnią się jedynie w ocenie zakresu i skali współpracy – ci prorządowi usiłują ją bagatelizować i umniejszać, ci niezależni – piszą książki o systemowej współpracy instytucji obsadzonych przez Polaków (takich jak „granatowa” policja) w Zagładzie.
  • Nie wiadomo, na czym ma polegać „propagowanie” tego zarzutu. Historycy mają nie pisać książek? Reżyserzy mają nie kręcić filmów na ten temat? Politycy PiS mają w dorobku długą listę wypowiedzi dyskredytujących dorobek niezależnych naukowców oraz mówiących, że zgodne z polską „racją stanu” jest pisanie o relacjach polsko-żydowskich w taki sposób, którego chce rząd. Mówił tak w udzielonym we wrześniu 2019 roku wywiadzie wicepremier i minister nauki Jarosław Gowin. W filmie „Pokłosie” – atakowanym przez prawicę – reżyser pokazał w metaforyczny sposób próbę wyparcia przez polską wspólnotę win popełnionych przez przodków. Nie jest jasne, co w tym jest antypolskiego.
  • Nie wiadomo, w jaki sposób pisanie i kręcenie filmów o polskich „winach” ma uczynić z Polaków „naród zbrodniarzy”. Historycy i opinia publiczna na Zachodzie doskonale wiedzą, kto rozpoczął II wojnę światową i zorganizował Holocaust. Niemcy nie wypierają się tego, że byli głównymi sprawcami Zagłady. Nie jest też jasne, w jaki sposób Polacy mieliby przestać „być przedmiotem empatii innych narodów”, ani nawet w ogóle po co ktokolwiek miałby odczuwać wobec nas empatię.

Właściwie każde ze zdań w cytowanej wypowiedzi Kaczyńskiego zawiera takie intelektualne płycizny i fałsze. Sprostowanie ich wymagałoby napisania kilkudziesięciostronicowej broszury.

Istotna jest tu jednak groźba: „Zwycięstwo w tych wyborach oznacza, że czas tych elit się ostatecznie skończy” – mówił Kaczyński.

To kolejna już zapowiedź „wymiany elit”, którą planuje rząd PiS. Kaczyński wraca do tego tematu często: mówił już o nim np. podczas wystąpienia w Gdańsku w sierpniu 2014 roku. Jest w tym też zawarta pewna wizja roli elit – intelektualistów i twórców – która jest miła sercu konserwatywnego wyborcy. Ich zadaniem jest bronić wspólnoty, tłumaczyć ją z win, chwalić – a nie krytykować, bowiem krytyka jest destrukcyjna. Takie elity partia Kaczyńskiego wymieni na własne.

Dodajmy na zakończenie, aby było to jasne: twierdzenie o „300 lat współpracy elit z wrogami w dyfamowaniu Polski” jest całkowicie fałszywe. Wielu polskich twórców krytykowało swój naród – dla jego dobra – z tak wielkimi figurami, jak Prus czy Orzeszkowa na czele. Niektórzy konserwatyści, wychwalający tradycję polską i polskość, byli zaś politycznymi zdrajcami, współpracującymi z wrogami – np. Seweryn Rzewuski.

Nie bez powodu wielu ludzie dobrowolnie rezygnuje z wolności. Bo wolność to – w myśl jej klasycznej definicji – możliwość, ale też męka wyboru. A potem kac moralniak z powodu konsekwencji.

A porpos moralniaka, to kiedy u nas podwójnie wygrało PiS, za Kanałem Brytyjczycy właśnie decydowali się na Brexit, a za oceanem Amerykanie głosowali na prezydenta Trumpa. Teraz z premierem Johnsonem oraz Brexitem nie wiadomo, co dalej, a przed The Donaldem rysuje się coraz bardziej realna perspektywa usunięcia z urzędu. Na razie nic nie jest wprawdzie przesądzone i nie wiadomo, czy w Londynie i w Waszyngtonie znajdzie się wystarczająco wielu „sprawiedliwych”, by pogonić z polityki Borisa z Donaldem. Ale stare demokracje przed zderzeniem ze ścianą przynajmniej wcisnęły hamulce.

Zdecydowała – zdaje się – „racja stanu”.

Bo przecież, sądząc po wskaźnikach gospodarczych, Brytyjczykom i Amerykanom pod rządami populistów wcale nie żyje się  (na razie) gorzej niż za liberałów, a niektórym, to nawet wręcz przeciwnie. Pewne posunięcia obu przywódców podobają się nawet wyborcom opozycji, bo tak naprawdę, to i Amerykanie i Brytyjczycy są zmęczeni konsekwencjami nielegalnej i legalnej imigracji oraz dokładaniem się – jak sądzą – do rachunków reszty świata.

Niemniej, entuzjazm dla Brexitu, zwłaszcza takiego bez umowy, żywią już chyba tylko najwierniejsi zwolennicy premiera Johnsona. Zaś perspektywa dalszych rządów prezydenta, który tylko patrzeć, jak wplącze Amerykę w kolejny konflikt zbrojny, spędza z sen z powiek coraz większej rzeszy Amerykanów. Urok „niesfornych dzieci” polityki – Trumpa i Johnsona, powoli przestaje działać, podobnie jak obietnice uczynienia – odpowiednio – Ameryki i Wielkiej Brytanii – „great again”. Zwłaszcza w kontekście coraz wyraźniej widocznych, ukrytych za plecami Borisa i Donalda, ich rzeczywistych promotorów i sponsorów. A w zasadzie to jednego i tego protektora z siedzibą na Kremlu.

Bo to Rosji zależy, jak nikomu innemu, na destabilizacji świata, ze szczególnym wskazaniem na rozpad, lub przynajmniej osłabienie Unii Europejskiej.

Toteż niewykluczone, że dni Borisa Johnsona na urzędzie są już policzone, a impeachment Donalda Trumpa przesądzony. Wystarczy paru przyzwoitych Republikanów, którym nie jest obojętne, że ich prezydent usiłuje skompromitować konkurenta do urzędu szukając wsparcia za granicą (a niewykluczone, że prosząc o nie wrogie mocarstwo).

U nas natomiast, ekipa obiecująca uczynić Polskę great again ma się doskonale, a śladów hamowania zupełnie nie widać, o „dziesięciu sprawiedliwych” w szeregach formacji władzy to już nawet nie wspominając.

Po czterech latach „dobrej zmiany” Sejm jest – w zasadzie – niemy, ruchy społeczne, do niedawna masowe – spacyfikowane, aktywiści zniechęceni i zastraszeni, sędziowie gnębieni, media publiczne na usługach rządzących, a opozycji – dość skutecznie kompromitowanej, ośmieszanej i straszonej przez wszystkie możliwe służby – wyraźnie brakuje formy przed ostatnia prostą.

ImPiSmentu więc raczej nie będzie. A już na pewno nie można liczyć, że dokona się on w oparciu o instytucje polskiego prawa.

Tym bardziej, że po setce mniejszych i większych afer, rozłożeniu służby zdrowia, edukacji, administracji publicznej, systemu prawnego oraz sądownictwa poparcie dla „dobrej zmiany” wyraźnie w narodzie urosło i partia aktualnie rządząca może w wyborach liczyć na wynik w granicach około 40 procent!

Jedyny ImPiSment na jaki mogą liczyć ci, którzy chcą żeby Polska pozostała – nie tylko ciałem, ale i duchem – w Europie to ten, którego dokonać można w najbliższą niedzielę. Bo jak nie my, to już nikt.

Kaczyński, ludzik z PRLu

29 Kwi

„Rozumiem, że część Kościoła, w tym również hierarchów, czapkuje prezesowi Kaczyńskiemu i robi wszystko, żeby mu się przypodobać (…) Kościół, który się upartyjnia, przestaje być Kościołem Powszechnym-Katolickim” – można między innymi przeczytać w liście otwartym, jaki napisał poseł Krzysztof Brejza do biskupa Diecezji Włocławskiej.

Zamieszczony na Twitterze list jest reakcją posła PO na peany, które biskup wygłaszał z ambony pod adresem Jarosława Kaczyńskiego. Publikowane szeroko słowa duchownego wywołały lawinę oburzenia wśród internautów.

Swego zażenowania nie kryje także pochodzący z Inowrocławia poseł Brejza, zadając biskupowi istotne pytania: „Czym ksiądz biskup jest tak zachwycony? Demontażem konstytucji i instytucji odpowiedzialnych za funkcjonowanie demokratycznego państwa prawa? Zszarganą opinią Polski na arenie międzynarodowej? Szeregiem afer z działaczami PiS w roli głównej? Butą, pychą i arogancją działaczy PiS? Opłacaniem za publiczne miliardy medialnej machiny propagandy, nienawiści i pogardy?”

W alternatywnym kraju Kaczyńskiego lojalność wobec wodza i wierność jego ideom z powodzeniem zastępuje doświadczenie i kompetencje.

Ustawa, która z czwartku na piątek przemknęła przez parlament, umożliwiła dopuszczenie – a w domyśle także przeprowadzenie egzaminów maturalnych – bez udziału nauczycieli. Nic dziwnego, nauczyciele po prostu się nie sprawdzili. W najbliższym czasie należy oczekiwać, że w obficie dotowanej szkole dyrektora Rydzyka uruchomiony zostanie nowy wydział pedagogiczny, kształcący nauczycieli nareszcie dobrych i patriotycznych. Patriotycznych, czyli bardziej związanych z Kaczyńskim niż z Broniarzem i bardziej z Kościołem niż z ZNP, bo według prezesa ludzie kontestujący Kościół (a dokładnie ten jego odłam, który głosi, że sukces Kaczyńskiego jest sukcesem Kościoła) nie są prawdziwymi patriotami.

Ustawą, naprawiającą uprzednio naprawioną sytuację w oświacie, PiS zbudował sobie drogę do pacyfikowania dowolnego protestu każdej grupy zawodowej. Jak słusznie wskazywali posłowie opozycyjni, kiedy np. zastrajkuje personel medyczny, to w przychodniach przyjmować będą katecheci, a przygotowujących się właśnie do protestu pracowników socjalnych bez problemu zastąpią strażacy lub strażnicy więzienni.  Poprawiona ustawa oświatowa ma jednak tę zaletę, że poszerza granice wyobraźni Polaków, którym się zdawało, że nic ich już nie jest w stanie zaskoczyć. Ma też wadę, a mianowicie taką, że rozbudza złudne ambicje. Części wyborców wydaje się bowiem, że w kondominium Kaczyńskiego, budowanym na popękanych fundamentach szanowanego niegdyś państwa prawa, każdy może zastąpić każdego. Owszem, we współczesnej Polsce każdy może zostać kim chce, ale nie o jego chęci tu chodzi, bo w rzeczywistości każdy może zostać tym, kim chce prezes. Zmyłka polega na tym, że Kaczyński często przywołuje amerykański model równych szans dla wszystkich. Tyle że w USA każdy nauczyciel może być milionerem, jeśli tylko uprzednio zdecyduje się zostać pucybutem, a w Polsce nauczyciel, który chce przyzwoicie zarabiać, musi być entuzjastą PiS. A jeśli w rodzinie znajdzie się wyższy funkcjonariusz tej partii, to byle mierny prowincjonalny pedagog zostać może kuratorem, a nawet ministrem.

W alternatywnym kraju Kaczyńskiego lojalność wobec wodza i wierność jego ideom z powodzeniem zastępuje doświadczenie i kompetencje. Wzorem leninowskich kadr – nieważne co potrafią, ani skąd przychodzą, ważne, że są nasi. Prokurator stanu wojennego może dowodzić inwazją na konstytucyjnie niezależne sądy. Lustrację prowadzić mogą niezlustrowani funkcjonariusze PZPR. Odpowiedzialnym za bezpieczeństwo kraju można mianować mitomana, fantastę i autora spiskowych teorii, w które – jak sam przyznał – niespecjalnie wierzy. A premierem to już może zostać dosłownie każdy. Na przykład kierowniczka prowincjonalnego domu kultury z incydentalnym doświadczeniem na stanowisku burmistrza małego miasteczka. Albo notoryczny krętacz i kapuś szkalujący kraj, który ma reprezentować i promować, kłamca z sądowym patentem, serwujący światu brednie wyssane z brudnego palucha. Polskim sędziom odmawia szacunku i prawa wykonywania zawodu, przypisując im odpowiedzialność za historyczne przewiny poprzedników. Powiela opowiastkę swojego ministra o przywłaszczeniu kawałka wiertarki przez jednego niezrównoważonego w stanie spoczynku, co świadczyć ma o złodziejskich zapędach i konieczności wymiany wszystkich sędziów SN. Nie widzi śmieszności swojego rozumowania, które wskazuje na konieczność delegalizacji PiS oraz rozpędzenia parlamentu, bo przecież w obu tych formacjach bez trudu znaleźć można ludzi naruszających prawo.

W Polsce okupowanej przez PiS łamanie prawa stało się normą. Powiadają, że przyczyną jest przykład, który idzie z samej góry. W tej sprawie pewności nie mam, więc o naszym prezydencie powiem tylko tyle, że zazdroszczę Ukrainie, gdzie wyborcy nie lubią amatorszczyzny i głową państwa został tam komik w pełni profesjonalny.   A co do przyczyn bezprawia bliższy jestem opinii, że w Polsce upowszechnił się mafijny obyczaj przyjmowania w szeregi tych, którzy przejdą próbę drastycznego złamania prawa, żeby w razie czego mieć ich w kieszeni. A jeśli kandydat podczas tej próby wykaże się dodatkowo wrodzonym cynizmem i talentem w konstruowaniu obelg, to droga do zaszczytów staje przed nim otworem.

Ta myśl przychodzi mi do głowy, gdy słucham wypowiedzi Ryszarda Terleckiego – mistrza bezczelnej riposty. Ostatnio zapisał się w mojej pamięci oraz w protokole obrad Sejmu wykwintną obelgą pod adresem Joanny Scheuring-Wielgus. Pani posłanka zarzuciła szefowej MEN tchórzostwo, ponieważ ustawę oświatową prezentował minister Dworczyk, a minister Zalewska chowała się w tym czasie za plecami członków rządu. Prowadzący obrady wicemarszałek Terlecki niezwłocznie obsobaczył posłankę, zawiadamiając zebranych, że w Sejmie nie ma miejsca na chamstwo. Nikt jakoś nie spytał, co w takim razie robi na tej sali sam pan Terlecki?  Może zabrakło refleksu, a może parlamentarzyści przywykli już do grubiańskich ekscesów prowadzących obrady i nie dostrzegają, że nie od dzisiaj coś dziwnego dzieje się z marszałkami naszego parlamentu. Podczas tej samej sesji miła i wielce sympatyczna (zdaniem marszałka Terleckiego) Beata Mazurek starła się z posłanką PO Krystyną Skowrońską, przeganiając ją z mównicy i informując, że i tak ma dużo wyrozumiałości dla takich blondynek jak posłanka Skowrońska.

Jest taka wschodnia bajka o dobrych i mądrych królewiczach, którzy na żądanie ojca mieli sprawdzić się jako władcy, kolejno rządząc przez wyznaczony czas. Ale gdy tylko siadali na tronie, natychmiast głupieli, stawali się zarozumiali, wredni, brutalni i bezwzględni.  Okazało się, że to nie ich wina, bo tron został zaczarowany przez mściwego czarnoksiężnika, który postanowił przejąć władzę nad królestwem kompromitując wszystkich konkurentów i podburzając naród.   Jaki złośliwy gnom rzucił urok na fotel marszałka polskiego Sejmu – nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że ten czar jest potężny i wielce zaraźliwy , obejmujący paskudnym urokiem liczne stołki i fotele.

Andrzej Karmiński

P.S. Ktoś wie, gdzie się podziewa Kaczyński, gdy demonstracyjnie opuszcza posiedzenia sejmowe, lekceważąc podstawowe obowiązki posła? Może na Nowogrodzkiej jest jakaś sala tronowa, gdzie prezes w zaklętym fotelu pasjami snuje złowrogie plany przejęcia dożywotniej władzy absolutnej, siejąc w narodzie nienawiść do myślących inaczej i opluskwiając konkurentów…

>>>

Prof. Karol Modzelewski – historyk mediewista, dysydent, więzień polityczny, jeden z liderów opozycji demokratycznej w okresie PRL, twórca nazwy „Solidarność” – nie żyje. Miał 81 lat. Odszedł jeden z ostatnich wielkich autorytetów naszych czasów.

– „Postać wybitna. Człowiek – intelekt. Autorytet. Jeden z największych, polskich intelektualistów ostatnich 100 lat. Jeśli myślałem o tym czym może być moralność, to natychmiast przychodził mi do głowy profesor”; – „Powiedzieć, że odszedł ktoś ważny dla Polski, to nic nie powiedzieć”; – „Bez takich ludzi będzie łatwiej kłamać, omamiać, manipulować. Smutny wieczór dla wszystkich myślących ludzi”; – „Ludzie trzeźwo myślący utracili wybitną postać, zostały świetne dzieła i duża bibliografia, którą można pochłaniać. Karol Modzelewski – człowiek solidarności i Solidarności” – pisali internauci na Twitterze, żegnając profesora.

*

W normalnym kraju byłby zapewne wybitnym demokratycznym politykiem i publicznym intelektualistą. PRL zamykał go w więzieniach i wytrwale przez dziesięciolecia szkalował w mediach, utrudniając mu karierę naukową – którą wbrew swoim komunistycznym prześladowcom i tak zrobił, stając się jednym z najwybitniejszych specjalistów od wczesnopiastowskiego średniowiecza w polskiej historiografii.

Symbol wroga dla propagandy PRL

Karol Modzelewski życiorysem mógłby obdzielić kilka znakomitych osób. Urodził się w Moskwie w 1937 roku w rodzinie działaczy komunistycznych i pierwsze lata życia spędził w domu dziecka dla dzieci komunistów. Ojczym Modzelewskiego, Zygmunt, został w 1947 roku ministrem spraw zagranicznych PRL.

Sam Karol przeszedł bardzo szybko edukację, która z dziecka komunisty uczyniła dysydenta i jednego z głównych wrogów rządzącego PRL reżimu. W czasie Października 1956 roku jako 19-letni student obserwował z bliska przygotowania robotników fabryki FSO na Żeraniu do obrony przed sowieckimi czołgami, które miały iść wówczas na zbuntowaną Warszawę.

Z systemem zerwał w 1964 roku, kiedy wraz z Jackiem Kuroniem – również rozczarowanym komunistą – napisał „List otwarty do partii”, krytykę systemu PRL z perspektywy kogoś, kto szczerze wierzył w ideały socjalizmu. Został wyrzucony z partii, do której należał i z pracy na uniwersytecie oraz skazany na 3,5 roku więzienia. Wyszedł na kilka miesięcy przed buntem studentów w marcu 1968, po którym ponownie został skazany na 3,5 roku więzienia.

Był wówczas celem nieustannych ataków propagandy PRL. Duet „Kuroń i Modzelewski” był dla niej symbolem wroga.

Po wyjściu z więzienia poświęcił się pracy naukowej. Był uczniem prof. Aleksandra Gieysztora, wielkiego mediewisty, który nie opuścił swojego podopiecznego nawet w więzieniu. Modzelewski pracował w Instytucie Historii Kultury Materialnej PAN. Napisał opóźniony przez pobyty w więzieniu doktorat (1974) i obronił habilitację (1979). Specjalizował się w historii wczesnego średniowiecza; jego doktorat poświęcony był historii państwa pierwszych Piastów.

W 1980 roku zaczął działać w powstającej „Solidarności”; to on zaproponował nazwę dla związku. Szybko trafił do władz związku, był także jego rzecznikiem prasowym. W czasach stanu wojennego został internowany, a później uwięziony przez komunistyczne władze.

Człowiek lewicy

W latach 90. pracował jako naukowiec – to wówczas powstały jego najważniejsze prace poświęcone „barbarzyńskiej Europie” wczesnego średniowiecza. Działał także jako polityk: był senatorem w „kontraktowym” parlamencie (1989-1991), a później działaczem lewicowej i niekomunistycznej Unii Pracy.

Karol Modzelewski zawsze był człowiekiem lewicy.

Jako historyk stanął w rzędzie największych polskich badaczy średniowiecza – przewyższając zapewne swojego nauczyciela i mistrza Aleksandra Gieysztora. Jego książki o państwie wczesnych Piastów („Organizacja gospodarcza państwa piastowskiego X-XIII wiek”, Wrocław 1975) czy życiu społecznym wczesnego średniowiecza („Barbarzyńska Europa”, Warszawa 2004) należą dziś do klasyki. Młodsi historycy mogą polemizować z teoriami Modzelewskiego, ale pozostają one dla nich głównym punktem odniesienia.

Dwóch Ukraińców przez 13 lat prowadziło agencje towarzyskie na Podkarpaciu. W czasie, kiedy handlowali kobietami, dostali obywatelstwo RP z rąk prezydenta.

Seksbiznes braci R. latami był pod specjalną ochroną – nie tylko służb. Czy wyjaśnieniem są właśnie kompromitujące taśmy, o których istnieniu mówi były agent CBA? – ujawniamy drugie dno skandalu obyczajowego z Podkarpacia.

Międzynarodowy seksbiznes braci R. z Podkarpacia był wyjątkowo odrażający. Od ukraińskich sutenerów kupowali kobiety będące w trudnej sytuacji życiowej i materialnej. Ów „dług” musiały u R. odpracować.

Z ustaleń „Rzeczpospolitej” wynika, że choć o procederze od lat wiedziało rzeszowskie CBŚ (funkcjonariusze byli darmowymi klientami agencji), latami torpedowano rozbicie biznesu braci R., chociaż likwidowano ich konkurencję na Podkarpaciu. Obecna wiedza rzuca na sprawę nowe światło: czy powodem „bezradności” służb były – nawet rzekome – sekstaśmy z nagranymi VIP-ami?

Parasol ochronny nad Aleksiejem i Jewgienijem R. w Polsce sięgnął dalej niż ochrona służb. Obaj – jak ustaliliśmy – od 1998 do 2009 roku mieszkali w Polsce jako cudzoziemcy z tzw. kartą pobytu stałego. Za popełnianie przestępstw cudzoziemcom grozi deportacja. Jednak w tym samym czasie, gdy R. handlowali kobietami i zmuszali je do prostytucji, dostali z rąk prezydenta RP polskie obywatelstwo, choć powinni być wykluczeni z powodu zagrożenia dla bezpieczeństwa państwa i porządku publicznego – opinię dla prezydenta RP musiały wydać w sprawie R. polskie służby – policja i ABW. Kancelaria Prezydenta Andrzeja Dudy odmówiła nam jakichkolwiek informacji w sprawie R.

Wiemy jednak, że w prowadzonym dziś ściśle tajnym śledztwie Prokuratury Krajowej w 2014 r. ABW interesowała się sprawą obywatelstwa dla braci R. W maju 2018 r. za handel ludźmi zostali skazani na symboliczne kary roku i półtora roku więzienia, a zarówno uzasadnienie, jak i śledztwo były „ściśle tajne”.