Tag Archives: Adam Bielan

Pisokracja 2

27 Lu

Problem z PiS jest w zasadzie prosty, to patologiczni kłamcy. Tak jak występują zabójcy z urodzenia, tak politycy PiS są amoralni z urodzenia, kłamcy.

Mistrzem w tej dyscyplinie jest prezes Kaczyński, nie gorszy od niego Mateusz Morawiecki, który nie ma za dużo talentów, ale takie nagromadzenie złych cech i ciąg na zło, iż był prezesem banku, a teraz wdarł się w łaski prezesa i realizuje jego wizję demolowania Polski.

Ciągle warto mieć na uwadze słowa Donalda Tuska.

„PiS już wie, że niedługo straci władzę. Mimo nadciągającego kryzysu rozda jeszcze trochę pieniędzy (głównie swoim), aby zbudować mit złotej epoki Kaczyńskiego. Winę za bankructwo i drożyznę zrzuci na następców. Taka strategia” (tutaj więcej >>>).

Tusk w wykładzie o prowincjonalizmie i czym grozi władza PiS, przejdzie do historii myśli politycznej, Daje w nim wykładnię, jaka polityka dla nas jest najlepsza, a jaki skansen proponuje PiS, prowincjonalizm (czytaj tutaj >>>). PiS jest dla Polski zabójczy.

Tusk a Kaczyński to antypody, ten pierwszy nowoczesnośc, otwartość, demokracja, ten drugi proponuje zapaść cywilizacyjną.

A jeszcze do tego PiS podpiera się ideologią katolicką, która winna skończyć w Średniowieczu, ale Ordo Iuris odkryła w kraju średniowieczne umysły i wraz z nimi szerzy Ciemnogród.

Najnowszy raport Wielkiej Koalicji za Równością i Wyborem podsumowuje działalność Ordo Iuris, szczegółowo analizując strategie, które stosuje w walce o „przywrócenie naturalnego porządku”. Nie ma w nim miejsca dla osób nieheteronormatywnych czy wolności reprodukcyjnej kobiet.

O manipulacjach Ordo Iuris czytaj tutaj >>>

Adam Bielan, spec od kampanii wyborczych i rzecznik sztabu Andrzeja Dudy, mówił w „Kropce nad i”, że Małgorzata Kidawa-Błońska „obściskiwała się” w Pucku z hejterami, którzy krzyczeli wulgarne hasła w stronę prezydenta. Bielan w propagandowo zręczny sposób wplótł prawdziwe zdarzenia w fałszywą opowieść.

W tej wypowiedzi nic się nie zgadza. W skrócie:

  • poseł Joanna Lichocka powiedziała przepraszam, ale nie przeprosiła,
  • w Pucku nie było hejterów tylko zwyczajni kontrdemonstranci,
  • słowa „Duda, ty ch..ju” padły, ale nie były skandowane,
  • wulgarnego sformułowania użył jeden mężczyzna, a nie „grupa hejterów”,
  • Kidawa-Błońska nie mogła słyszeć tych słów,
  • kandydatka na prezydenta nie ma więc za co przepraszać.

Telewizyjna legenda o Pucku

Arkadiusz Szczurek z Lotnej Brygady Opozycji był jednym z kontrdemonstrantów w Pucku. Słuchał wywiadu z Adamem Bielanem.

„Pan Bielan bzdury opowiada. Trudno powiedzieć nawet, żeby słowa o Dudzie i ch..ju były wykrzyczane. Po prostu jeden mężczyzna rzeczywiście wypowiedział takie zdanie, nikt go nie podchwycił, a już całą pewnością Małgorzata Kidawa-Błońska nie mogła ich słyszeć.

Podeszła później przywitać się do kilkudziesięciu osób, które protestowały przeciwko Dudzie, kilka z nich uściskała i tyle. Cała ta historia opowiadana przez polityków PiS to czysty absurd” – mówi Szczurek OKO.press.

Wcześniej w wywiadzie dla OKO.press Szczurek mówił jeszcze: „Prezydent – trochę skonfundowany naszymi gwizdami – skończył przemowę, Małgorzata Kidawa-Błońska podeszła do demonstrantów. I wtedy jakaś osoba – chyba z niepełnosprawnością – zaczęła ją obcałowywać, co teraz TVP Info puszcza to w kółko”.

Więcej o manipulacjach sowieckich Bielana tutaj >>>

Prokuratura Krajowa wystąpiła o uchylenie immunitetu sędziemu Igorowi Tulei za to, że nakazał śledztwo w sprawie głosowania PiS w Sali Kolumnowej Sejmu. Tuleya będzie pierwszym sędzią, wobec którego zastosowano ustawę kagańcową. Bo o jego immunitecie zdecyduje nielegalna Izba Dyscyplinarna.

O pierwszej ofierze ustawy kagańcowej Igorze Tulei tutaj >>>

PiS dostał polecenie, żeby wszędzie mówić, że to jest »historyczny budżet«, »zerowy deficyt«. Pognębmy jeszcze bardziej nauczycieli, zdrowie, niepełnosprawnych, biednych, to będziemy mieli nadwyżkę w budżecie. Takie gadanie jest bez sensu” – senator Marek Borowski opowiada OKO.press o debacie nad budżetem. Tłumaczy, jakich poprawek chce opozycja.

Marek Borowski o oszustwach budżetowych Morawieckiego, kreatywnej księgowości, tutaj >>>

Roman Giertych pisze, jak wymuszano zeznania przeciw senatorowi Stanisławowi Gawłowskiemu, tutaj >>>

Liczba osób zarażonych we Włoszech wzrosła do 453, 12 zmarło. Dotarcie wirusa do Polski jest kwestią czasu. Czy należy się go bać bardziej niż np. grypy? Co mają zrobić osoby, które niedawno wróciły z Włoch? Jak możemy skutecznie zabezpieczyć się sami? OKO.press odpowiada na najważniejsze pytania.

O koronawirusie czytaj tutaj >>>

Czy Patrycja Kotecka miała jedenaście lat temu kontakty z półświatkiem? Czy to przestępcy kazali jej zbliżyć się do Zbigniewa Ziobry?

Takie zarzuty stawia żonie ministra sprawiedliwości jeden z byłych członków gangu pruszkowskiego, świadek koronny Piotr K., pseudonim „Broda”, który dla środowiska PiS jeszcze niedawno był bardzo wiarygodnym człowiekiem.

Eliza Michalik pisze o żonie Zbigniewa Ziobry tutaj >>>

PiS od 5 lat szykuje katastrofę

26 Sty

Wbrew pozorom mediów obiektywnych mamy, jak na lekarstwo. Mediów takich, do których sięgasz po informację, aby wiedzieć, co się dzieje i nie sprawdzać, co kryje się pod powierzchnią.

Sprawdzać, kto im płaci? Jak niedawno przekonaliśmy się z Wirtualną Polską, która miliony czerpała z resortu Ziobry.

Tak zwani symetryści stosują metodę „rżnięcia w krocze”, siadają na mniemanej barykadzie i relacjonują w stylu: PiS jest faktycznie złe, ale Platforma była nie lepsza.

Takie jaja, takie zbuki stosują dziennikarze z „Rzeczpospolitej”, szczególnie beztalencie Michał Szułdrzyński, a czasami naczelny Bogusław Chrabota.

PiS stoi aferami, codziennie ujawnia się kilka, a nie tylko jedna. To swoisty rekord świata godny Księgi Guinnessa. Przypomnijmy sobie PO: zegarek Nowaka warty 30 tys. zł, który kupił za swoje, ale nie ujął w zeznaniu majątkowym.

Symetryzm to choroba, która nazywa się dupizm. Daję PiS-owi dupy, który dyma, ale udaję, że nie jestem dymany.

Symetryzm świetnie ujmuje Przemysław Szubartowicz, który ustosunkowuje się do wyborów w Platformie relacjonowanych przez „Rzepę”:

– „Rzepowcy” szukają przegranych i wygranych w PO. To polski kryzys: politykę opisuje się infantylnie jako konkursy piękności lub starcia frakcji, jakby nie było pisowskiego bezprawia, ani wyzwania, jakim dla naszego pokolenia jest ocalenie Polski w UE. Wszystkie ręce na pokład!

Zamiast walczyć z uchwałą SN i decyzją TSUE, polskie władze powinny je wykorzystać dla naprawy tego, co zostało zepsute. Siłę polityczną naprawdę można pokazać w inny sposób niż poprzez krzyczenie, że ma się w nosie 60 sędziów SN – pisze prof. Marcin Matczak.

Naprawdę warto przeczytać prof. Matczaka – Czas się cofnąć – tutaj >>>

„Sędziowie nie mają prawa badać powołań innych sędziów”, „to chaos i wzruszanie dziesiątek tysięcy wyroków”, „trwa spór kompetencyjny”, „uchwała jest bezprawna”, „delikt dyscyplinarny”… OKO.press weryfikuje przekaz władzy podważający historyczną uchwałę Sądu Najwyższego z 23 października.

Jak Ziobro i jego funfle rżną publikę ws. sądownictwa tutaj >>>

Bielan wychwala znajomość angielskiego Dudy, by umocnić wizerunek nowoczesnego prezydenta, który przynosi Polsce dumę także swobodą w kontaktach z przywódcami świata. Nagranie z Forum Ekonomicznego w Davos, które krąży po internecie, pokazuje, że prezydencki English napotyka na barierę tzw. swobodnej wypowiedzi.

Angielski Dudy kulawy na obie nogi. Czytaj tutaj >>>

A teraz Go @bbudka go.

Platforma Obywatelska wybrała Borysa Budkę na swojego przewodniczącego – wygrał ogromną większością głosów już w pierwszej turze partyjnych wyborów. To sygnał, że partia chce się skupić na przygotowaniu kampanii prezydenckiej Małgorzaty Kidawy-Błońskiej i ewidentna zmiana pokoleniowa w partii.

O sytuacji w Platformie czytaj tutaj >>>

Więcej o sypaniu przez agenta Tomka tutaj >>>

To już jest koniec mydlenia oczu. Pisowskie bezprawie i naga przemoc wyszły na światło dzienne, zrzuciły maskę i ujawniły się w swej pełnej krasie.

To już nie jest polityka. To jest wojna domowa. Na szczęście zimna, choć Piotr Szczęsny, który już w 2017 r. wiedział, do czego to prowadzi, i by nas obudzić, dokonał samospalenia przed Pałacem Kultury w Warszawie, był jej ofiarą śmiertelną. Dziś widzimy jasno, że przeczucie go nie myliło, a jego dramatyczny gest nie był na wyrost. Starcie między pisowską władzą a sądami nie jest zwykłym w demokracjach parlamentarnych sporem pomiędzy rywalami, którzy trzymają się jakichś pisanych i niepisanych reguł. Tu już nie ma żadnych reguł. Wszystkie chwyty są dozwolone i wszystkie prawa, z Konstytucją włącznie, są podeptane.

(…)

Oni naprawdę mają w nosie Sąd Najwyższy, Konstytucję, prawa krajowe i europejskie. Dotąd wstydzili się do tego przyznać, ale dłużej już nie mogą się z tym kryć. Są jak smok opisany przez Ursulę Le Guin w opowiadaniu „Prawo imion”: nazwany swym prawdziwym imieniem musi porzucić przybraną postać, pod którą się ukrywa, i ujawnić światu prawdziwą naturę.

Sędziowie właśnie zawołali na pisowskiego smoka po imieniu.

Cały felieton Wojciech Maziarskiego tutaj >>>

Kit PiS

31 Gru

Politycy PiS, a za nimi TVP, nie przestają mówić o socjalnych osiągnięciach rządu – to ma być wciąż jeden z filarów „dobrej zmiany”. Ale czy faktycznie jest się czym chwalić? 2019 rok przyniósł trzy zaniechania w polityce PiS, które uderzają w biednych

Pierwsze 3 lata rządów PiS w polityce społecznej przynajmniej pod jednym względem były przełomowe: żaden z poprzednich rządów nie umieścił “socjalu” w centrum swojej opowieści politycznej.

Tymczasem “rodzina 500 plus” zdominowała debatę w Polsce, dziwnie mieszając się przy tym z kwestią praworządności. Choć politycy głównych partii opozycji zaakceptowali program, a przynajmniej nauczyli się nie potępiać go w czambuł, to część ich wyborców niezmiennie jest zdania, że polska demokracja została “sprzedana za 500 plus”, a transakcji dokonali wyborcy PiS.

Władza przy pomocy TVP wykorzystuje te emocje, strasząc, że rządy opozycji oznaczają odebranie zdobyczy socjalnych ostatnich lat: wysokiego świadczenia na każde dziecko i niższego wieku emerytalnego. W tej opowieści rządy PiS to socjalna “dobra zmiana”, a ich przeciwnicy to zawsze wrogowie prospołecznych rozwiązań.

Przez pierwsze lata rządów PiS ta narracja miała sporą wiarygodność, tym bardziej że rządy PO-PSL cechował niski poziom inwestycji i świadczeń społecznych (wyróżnialiśmy się negatywnie na tle Europy i nie da się tego wyjaśnić kryzysem gospodarczym).

Ale do czasu. W 2019 roku rzeczywistość zaczęła szybko oddalać się od politycznej narracji, a na wizerunku “socjalnego PiS-u” powstały duże rysy.

Najbardziej widać to w trzech obszarach:

  • wskaźnikach ubóstwa,
  • głodowych emeryturach,
  • polityce wobec niepełnosprawności.

Więcej o kicie PiS tutaj >>>

To, co wygaduje Putin, jest oczywistym kłamstwem, fakt poza dyskusją, ale… Ale warto zastanowić się, dlaczego on to robi. „Wszelkie oświadczenia panów Morawieckiego i Dudy brzmią kiepsko, bo wszyscy wiedzą, na podstawie wielu przykładów, że ci dwaj panowie prawie zawsze kłamią. A stwierdzenie, że trzeba opierać się na prawdzie, w ustach osobnika, który łże jak PiS, zakrawa na farsę” – pisze Krzysztof Łoziński

Po pierwsze, Rosja prowadzi nowego rodzaju wojnę, wojnę hybrydową, przeciw Unii Europejskiej. Istotną częścią tej wojny jest dezinformacja i propaganda kłamstwa. Celem jest rozbicie jedności państw Unii, a następnie niszczenie ich po kolei.

Całość tutaj >>>

 

Jeżeli 28 grudnia opublikowano wywiad i część kompromitujących informacji o Zbigniewie Ziobro, a już następnego dnia, bez wyjaśnień, oświadczeń, konferencji czy dymisji, zablokowano dostęp do strony internetowej z tymi wiadomościami, a osoba, która obiecywała kolejne dokumenty leży w szpitalu i po pobiciu walczy o życie, to jak to nazwać?

Czy nie wygląda to tak, że Zbigniew Ziobro nie będzie się przed nikim tłumaczył, bo posiada grupę przestępczą do siłowego wymuszania posłuszeństwa i bezwzględnego wyrównywania rachunków?

Kim jest Zbigniew Ziobro?

Prokuratorem, ministrem sprawiedliwości, sędzią, posłem? Czy też może najbardziej wpływowym przestępcą w kraju, który może zorganizować napad, pobicie, może też zlecić okrutniejsze zadania, wydatkować dowolne kwoty finansowe na co chce i zorganizować w ministerstwie sędziowską grupę do szkalowania prawników?

Gangsterem, który może zdemolować system prawny w kraju, podporządkować sobie prokuraturę, sądownictwo i służby specjalne państwa, wyprowadzić Polskę z UE? – wszystko?

Nie wiem, ile jest prawdy w tych wszystkich przekazach internetowych, ale jeśli tylko ziarno, to wobec milczenia zastraszonej opozycji i dziennikarskiego tchórzostwa, jako obywatel naszego kraju domagam się wyjaśnień od tej zamordystycznej i pełnej pychy władzy.

„I szliśmy tak osamotnieni, a z nami był nasz drogi Wódz”

Ten fragment piosenki sanacji, która najpierw zorganizowała w roku 1926 krwawy zamach stanu, a później doprowadziła do klęski wrześniowej powinien dźwięczeć w naszych uszach, gdy widzimy dzisiaj naszą totalną samotność przy słownych atakach Putina na Polskę.

Jest dla mnie oczywiste, że Prezydent Rosji testuje w ten sposób, kto stanie po stronie Polski w sprawie, która wydaje się z pozoru oczywista. I dlatego posuwa się on do publicznego mówienia całkowitej nieprawdy o odpowiedzialności Polski za II Wojnę Światową. Za tym testem słownym mogą pójść dalsze działania.

Od czasu, gdy Putin pochylał głowę przed grobami oficerów polskich w Katyniu i oddawał hołd obrońcom Westerplatte minęło nie tak dużo czasu. Putin doskonale wie, że jego słowa są sprzeczne nawet z jego ówczesnymi wypowiedziami.

Minęło kilka dni od tych bulwersujących wypowiedzi i czas na podsumowanie reakcji świata na to przeinaczanie historii.

Po pierwsze trzeba zauważyć, że polski rząd dopiero po paru dniach i po atakach ze strony opozycji wydał z siebie oświadczenie.

Po drugie polski Prezydent nie zabrał do dziś głosu i sprawa jest zbyt poważna, aby zrzucić odpowiedzialność za to, na oczywistą niedojrzałość naszej głowy państwa, która woli zabawę w śniegu, niż wypełnianie obowiązków.

Po trzecie do dziś stanowiska nie zajął żaden, podkreślam żaden nasz sojusznikJedynie Żydzi Amerykańscy wierni temu, że są narodem pamięci dali świadectwo prawdzie. Nie wypowiedział się Departament Stanu USA, NATO, UE ani żaden kraj członkowski NATO, czy UE. Ktoś może powiedzieć, że nie jest to dla nich ważna sprawa. To prawda. Ale dyplomacja polska po to istnieje, aby w takich sytuacjach poprosić skutecznie naszych sojuszników o reakcję, bo DLA NAS jest to ważna sprawa. Tylko jak ten rząd i prezydent, który przez ostatnie pięć lat obrażał wszystkich na prawo i lewo ma poprosić o zrobienie czegoś w naszym interesie? Przecież gdy były sprawy ważne dla innych, to PiS zawsze się odwracał od sojuszników. I demonstracyjnie odchodził od fundamentów cywilizacji zachodniej.

Putin doskonale wyczuwa obecną naszą słabość.

Demonstracją tej słabości było upokorzenie, które na oczach świata zgotował nam jedyny „sojusznik” rządu PiS Donald Trump, który ostentacyjnie zlekceważył nasz kraj odwołując w ostatniej chwili przylot na 80 rocznicę wybuchu II Wojny Światowej i wybierając w zamian grę w golfa. Po takim policzku dalsze umizgi obecnej ekipy do obecnej administracji USA wyglądają jak skutek syndromu sztokholmskiego, a nie polityka międzynarodowa.

Jesteśmy kompletnie sami i musimy to sobie uświadomić.

PiS zrywając nasze więzi z zachodem poprzez odejście od zasad praworządności, które są kluczem do tego świata, wyeliminował nas z kręgu cywilizacji europejskiej i zbliżył do pozycji Białorusi. W zamian nie zaoferował nic.

Podobnie zrobiła sanacja w latach 30-tych, gdy zawarła porozumienie z Niemcami czym de facto przekreśliła sojusz polsko-francuski. Od tego momentu świat zachodni patrzył na nas przynajmniej podejrzliwie.

Zwrócenie się przeciwko Hitlerowi nastąpiło dopiero w roku 1939, ale szkody polegające na przyczynieniu się do rozpadu porządku wersalskiego były nie do odrobienia.

Brednie opowiadane przez dzisiejszy rząd o tym, że ataki Putina wynikają ze wzrostu naszej pozycji międzynarodowej mają charakter pijackich zaklęć rzeczywistości. Nie byliśmy w tak słabej geopolitycznie sytuacji od wiosny 1939.

Jedynym czynnikiem, który jest lepszy niż przed wybuchem wojny to fakt, że nasza gospodarka ciągle jest ważna dla Niemiec i całej UE oraz wynik wyborów w tym roku dał nadzieję krajom zachodnim, że ta żałosna ekipa dyletantów odejdzie niedługo w niebyt.

Natomiast gwarancje NATO mają taką wartość jak gwarancje USA, a siłę gwarancji Trumpa oglądaliśmy w ostatnich miesiącach, gdy porzucił swoich kurdyjskich sojuszników. Dopóki w USA rządzi Trump określający się jako przyjaciel Putina, to gwarancje NATO są warte tyle ile zapewnienia administracji USA przekazane przez Kancelarię Prezydenta RP, że Trump jeszcze w tym roku odwiedzi Polskę…

Historia pewnie da nam jeszcze jedną szansę.

Jeżeli w roku 2020 pozbędziemy się najgorszego i najbardziej żałosnego Prezydenta RP w naszej historii (ale za to chyba najlepszego narciarza), to możemy jeszcze wybrnąć z tego osamotnienia.

Historia jest nauczycielką życia. Uczmy się z naszej, tragicznej historii.

Więcej >>>

– Jestem przekonany, że po tradycyjnej przerwie, okresie świąteczno-noworocznym, która w Polsce kończy się 6 stycznia, pan prezydent zabierze głos. Natomiast politycy, którzy uważali, że Polska powinna dokonać jednostronnego zbliżenia z Rosją, dzisiaj atakują prezydenta za to, że przez kilka dni nie zabrał głosu. Jest to, przyzna pan, dość kuriozalne – mówił Adam Bielan w rozmowie z Wojciechem Dąbrowskim w „Graffiti” Polsat News.

Kaczyńskiemu marzy się zmiana Konsytucji, aby móc razem z klerem zaprowadzić Ciemnogród

17 Wrz

Na konwencji Prawa i Sprawiedliwości, która odbyła się w niedzielę 15 sierpnia w Legnicy, Jarosław Kaczyński poruszył temat zniesienia immunitetów poselskich, sędziowskich i prokuratorskich. Zauważył jednak, że zniesienie immunitetów złamałoby Konstytucję RP. A że Prawo i Sprawiedliwość nie chce tego robić, to zamierza ją po wygranych wyborach zmienić.

Do słów Kaczyńskiego odniósł się europoseł Prawa i Sprawiedliwości Adam Bielan, w rozmowie z Beatą Lubecką w Radiu ZET. Potwierdził oczywiście, że PiS chce zmienić konstytucję, jednak zauważył, że do zmiany tego dokumentu potrzeba głosów 307 posłów, co może nie być proste do osiągnięcia dla Prawa i Sprawiedliwości.

„Musielibyśmy mieć albo samodzielnie 307 głosów, co będzie bardzo trudne do wykonania, albo znaleźć sojuszników do zmiany konstytucji. Będziemy namawiać partie, które znajdą się w przyszłym parlamencie, żeby to zmienić” – powiedział.

No cóż, Jarosław Kaczyński ma również tę świadomość, ale kto mu zabroni pomarzyć: -„Przyjdzie taki dzień, że zmienimy konstytucję na potrzebną, która będzie gwarantowała prawdziwą demokrację, prawdziwą praworządność, prawdziwą równość, która jest dzisiaj łamana. (…). Będzie jasna, wyraźna, sformułowana w ten sposób, żeby były utrudnione pokrętne interpretacje. Nie zapowiadam tego w tych wyborach, bo to jeszcze pewnie długa droga, ale przyjdzie czas, że to zrobimy” – mówił prezes w sierpniu tego roku na pikniku partyjnym w Dygowie.

Internauci, marzenia Kaczyńskiego, komentują: „Putin tez zmienił konstytucję tak aby można było go wybrać na piątą juz chyba kadencję”, „Czy „prawdziwa demokracja” tak się różni od demokracji liberalnej albo demokracji bezprzymiotnikowej – jak krzesło elektryczne różni się od krzesła po prostu?”, „On nie chce zmienić konstytucji. On chce ja po prostu unieważnić, aby mu nie przeszkadzała w dyktatorskim rządzeniu”.

– „Ci, którzy myśleli, że nowa Komisja Europejska Ursuli von der Leyen będzie miała inne podejście w kwestii praworządności, zdziwią się lub rozczarują. Pani przewodnicząca elekt powiedziała w Parlamencie Europejskim, że będzie nadal pracować w tym kierunku” – zapowiedział wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Frans Timmermans. Przedstawiciele krajów unijnych dyskutowali dziś w Brukseli m.in. o planie stworzenia stałego mechanizmu dotyczącego kontroli praworządności.

Timmermans podkreślił, że praworządność jest „sprawą Unii Europejskiej, a nie tylko państw członkowskich”. – „Nie można używać argumentu, że praworządność jest kwestią narodową. Proponujemy, żeby instytucje i państwa członkowskich wypracowały większą świadomość wydarzeń w poszczególnych krajach UE, aby móc identyfikować zagrożenia dla praworządności, pracować nad rozwiązaniami i wspólnie pracować dla większej wiedzy i zrozumienia” – powiedział. Przegląd praworządności miałby odbywać się co rok.

Wiceszef KE wspomniał także o aferze hejterskiej z udziałem urzędników Ministerstwa Sprawiedliwości, której celem było zdyskredytowanie sędziów krytykujących pisowskie zmiany w sądownictwie.

Dodajmy, że następczynią Timmermansa na stanowisku szefa komisji praworządności ma być Czeszka Vera Jourova. W przeszłości krytycznie wypowiadała się o wprowadzanych przez PiS reformach sądownictwa. – „Jesteśmy świadkami systemowego zagrożenia dla rządów prawa w Polsce. Podział na władzę sądowniczą i wykonawczą jest w Polsce zagrożony” – pisała na Twitterze w lipcu 2017 roku.

Podobnie krytycznie wypowiedziała się w wywiadzie dla czeskiej telewizji. Jourova uważa, że Polska – jako państwo nieprzestrzegające zasad praworządności – powinna dostawać mniejsze dopłaty z budżetu Unii Europejskiej. – „Pieniądze podatników z UE nie mogą pójść gdzieś, gdzie będzie tworzony dyktatorski reżim. Niezawiśli sędziowie nie mogą zależeć od polityka, który będzie decydował, który z nich ma być zwolniony” – mówiła.

Krajowa Administracja Skarbowa zatrudnia 9 duchownych, a Ministerstwo Finansów – jednego. Łączny koszt ich „posługi” w 2018 r. wyniósł 609 tys. zł (koszty uposażeń, nagród, świadczeń przysługujących funkcjonariuszom Służby Celno-Skarbowej oraz koszty delegacji).

Z danych resortu finansów, na które powołuje się Wirtualna Polska, wynika, że średnie wynagrodzenie księdza etatowo ewangelizującego w placówkach fiskusa wyniosło w 2018 r. 4 714 zł netto. Jak ustaliła wp.pl, podczas rządów PO-PSL księża nie byli zatrudniani w skarbówce.

Według informacji przekazanych posłom w kwietniu br. przez resort finansów wynagrodzenie kapelanów jest uzależnione od miejsca pracy. W Izbie Skarbowej w woj. mazowieckim ksiądz zarabia ok. 7,3 tys. zł brutto. W lubelskim „tylko” 4,8 tys. zł brutto.

Za co budżet państwa (czyli wszyscy podatnicy) im płaci? Okazuje się, że za odprawianie nabożeństw, zapewnienie duszpasterskiej opieki nad pracownikami fiskusa, współorganizowanie uroczystości patriotyczno-religijnych z udziałem pracowników KAS i funkcjonariuszy Służby Celno-Skarbowej.

Księża do pracy w skarbówce wskazywani są przez biskupa. A dzieje się tak na podstawie wprowadzonej przez PiS w listopadzie 2016 r. ustawy o Krajowej Administracji Skarbowej. Wynagrodzenie księży ustalane jest na mocy rozporządzenia ministra finansów z lutego 2017 r.

Kościół sam się nie zmieni. Musi działać państwo, opinia publiczna. Oni się tego boją. Dlatego tak mocno zaangażowali się w kampanię PiS-u. To jest taktyczny sojusz z rozsądku. Kaczyński, który skłócił Polaków, to żaden katolik. No, ale nie ma w Polsce biskupa, który by mu udzielił za to ostrej reprymendy, bo mają z nim dil – mówi Artur Nowak, adwokat, pisarz, publicysta; współautor (z Małgorzatą Szewczyk-Nowak) książki o pedofilii w Kościele “Żeby nie było zgorszenia. Ofiary mają głos”; właśnie ukazała się jego książka “Duchowni o duchownych” – zapis rozmów z byłymi i obecnymi księżmi; jedna z centralnych postaci filmu braci Sekielskich “Tylko nie mów nikomu”; w tym roku ukaże się wywiad rzeka, którą przeprowadził z prof. Stanisławem Obirkiem

MICHAŁ RUSZCZYK: Od premiery filmu braci Sekielskich minęły trzy miesiące. Dziesiątki milionów ludzi zapoznało się z tym wstrząsającym materiałem, Jednak po pierwszym szoku nie nastąpiła dalsza reakcja i w tej chwili właściwie już nie ma sprawy. Co to mówi nam o polskim społeczeństwie?

ARTUR NOWAK: Widzę to inaczej. To proces. Postrzeganie kościoła zarówno przez media, jak również opinię publiczną różni się jednak znacząco od tego, z czym mieliśmy do czynienia dziesięć lat temu, rok temu i trzy miesiące temu. Myślę, że odkleiliśmy się od pewnej poprawności, która sprawiała, że dziennikarze oraz politycy byli dość powściągliwi w ukazywaniu ciemnych stron tej instytucji. To się już nie opłaca i politycy wyciągają z tego wnioski. Pamiętajmy jednak, że ukazanie patologii hierarchii kościelnej nie podziała na ludzi z dnia na dzień. Wyobraźmy sobie film w rosyjskiej telewizji, który by obnażył, kim naprawdę jest Putin, jakim jest cynikiem, który by ukazał jego fortunę zbitą na niejasnych relacjach z oligarchami. Zapewniam pana, że to nie podziałałoby w ten sposób, że Rosjanie następnego dnia zrobiliby jakiś majdan na Placu Czerwonym i zażądali głowy dyktatora. Już teraz jednak widzimy, że język Jędraszewskich, Głódziów, Gądeckich został odrzucony przez ludzi młodych.

STATYSTYKI NIE KŁAMIĄ I TO JEST DLA KOŚCIOŁA KATASTROFA. MŁODZI NIE CHCĄ CHODZIĆ NA RELIGIĘ, NIE PRAKTYKUJĄ ŻYCIA SAKRAMENTALNEGO. CHCĄ NORMALNOŚCI BEZ NARODOWO-KATOLICKICH ETOSÓW.

Dlaczego to tak długo trwa? Kościół tym językiem przecież nie mówi od wczoraj.

I na tym polega problem. Ta socjalizacja narodowo-katolicka, afirmująca cierpienia naszego narodu, poczucie zdrady, a zarazem wybraństwa, była pożywką dla naszych kompleksów, nieufności wobec obcych, powiem szerzej – inności. Kościół doskonale zagospodarował rzesze Polaków, którzy kompletnie nie odnajdują w realiach otwartych granic, wędrówek ludów, integracji europejskiej. Lekiem na frustracje okazała się więc ta postawa zamknięta, roszczeniowa. No i mamy takie myślenie, że Polska nie musi przestrzegać reguł praworządności w Unii Europejskiej, ale euro z Unii nam się należy. Proszę zwrócić uwagę, że najwięcej do powiedzenia o rzekomym zepsuciu w Europie Zachodniej, o tęczowej zarazie i cywilizacji śmierci mają ludzie, którzy nie znają języków i nie czytają książek. I Kościół właśnie na ten sektor społeczny postawił. Ja mam taką teorię, bo przecież słuchacze Radia Maryja to ludzie starsi, że biskupi mają gdzieś, jakie będą skutki tego wyboru. To pokolenie, które odejdzie przecież wraz z nimi, więc oni nie mają interesu, żeby brać odpowiedzialność za to, co będzie potem. Ten proces równi pochyłej już trwa, spadają powołania kapłańskie, mamy dramatyczny spadek udziału w praktykach religijnych młodzieży.

POKOLENIA, KTÓRE PRZYJDĄ PO NAS, TO LUDZIE, KTÓRZY POZNAJĄ JĘZYKI, BĘDĄ PODRÓŻOWAĆ. NIE MA WIĘC POWROTU DO TAKIEJ DOMINACJI KOŚCIOŁA W PRZESTRZENI PUBLICZNEJ, Z KTÓRĄ MAMY DO CZYNIENIA. RZĄDY PIS-U TO JEST JAKIŚ EPIZOD W HISTORII, PO KTÓRYM PROCESY, O KTÓRYCH MÓWIĘ, SIĘ ZDYNAMIZUJĄ.

Czy według pana Kościół w Polsce coś zrobił w ostatnim okresie, by oczyścić swoje środowisko z księży pedofilów?
Nic nie zrobił, oprócz kilku ruchów pijarowych. W zasadzie mogliśmy to obserwować głównie w maju tego roku, gdy hierarchowie podziękowali Sekielskim za film i publicznie się pokajali. Ja jednak myślę, że to, co naprawdę biskupi myślą o tym filmie, pokazał następnego dnia arcybiskup Głodź, że to jest „byle co”. To jest ta, mówiąc językiem Gombrowicza, prawdziwa gęba Kościoła. Dla mnie nie jest zresztą przypadkowy atak biskupów, który przypuścili ostatnio na mniejszości seksualne. Pomijając, że wpisują się tym w strategię wyborczą Kaczyńskiego, tak naprawdę sięgnęli po starą sprawdzoną metodę. Pokazać ludziom wrogów. Kiedyś to byli Żydzi, dziś są to homoseksualiści. Tyle że trzódka, która kupuje te brednie, Kościołowi się kurczy. Perfidne jest to, że Kościół bierze na celownik słabszych. Homoseksualistów, Żydów, słowem – mniejszości. Ich łatwiej skopać. Oni nie potrafią się obronić.

PRAWDA JEST SMUTNA. KOŚCIÓŁ W POLSCE PRZESTAŁ BYĆ CHRZEŚCIJAŃSKI. A WIĘC OTWARTY, STOJĄCY PRZY SŁABSZYM, INNYM, WYKLUCZONYM. W ZASADZIE NIE ZNAM PRZYPADKU, ŻEBY JAKIŚ BISKUP POSZUKAŁ KONTAKTU Z OSOBĄ MOLESTOWANĄ W DZIECIŃSTWIE PRZEZ KSIĘDZA I OKAZAŁ POKRZYWDZONEMU WSPÓŁCZUCIE.

Oficjalny przekaz partii rządzącej głosi, że pedofilia w jednakowym stopniu dotyka wszystkich grup zawodowych, a w przypadku księży jest ich nawet mniej, niż w innych środowiskach. Jaka jest pańska opinia w tej kwestii?
Prawda jest taka, że Kościół boi się przeprowadzić jakiekolwiek badania na temat skali przemocy seksualnej w Kościele. Wie pan, to nie tylko ofiary pedofilów, ale molestowani klerycy, siostry zakonne. I to jest papierek lakmusowy, który pokazuje, jak mało poważnie Kościół traktuje kwestie związane z nadużyciami. Książ Adam Żak, który wiele dobrego zrobił, by walczyć z tymi patologiami, mówił niedawno, że nic nie wskazuje, że różnimy się od innych nacji. Badania zrobili Niemcy, Amerykanie czy Australijczycy. Ja myślę, że u nas jest gorzej, bo jesteśmy społeczeństwem sklerykalizowanym, a klerykalizacja to determinanta nadużyć. Dane z innych krajów pokazują, że 5 do 7 procent kleru było uwikłane w pedofilię. Ale pedofilii nie możemy mierzyć ilością sprawców, ale liczbą ofiar. Prowadzę trochę spraw i to jest czasem kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt osób. Mówię tylko o ofiarach, które zdecydowały się ujawnić traumy z dzieciństwa. Poranionych w otoczeniu jest więcej. To rodzice tych ludzi, rodzeństwo, ich dzieci, partnerzy, partnerki. Oni niosą z tymi ludźmi ten krzyż przez dziesiątki lat. Gdyby Kościół zabiegał o zasługi w życiu doczesnym, ozłociłby tych ludzi, ale biskupi wolą zbierać kasę i budować świątynie opatrzności bożej, bursztynowe ołtarze i ścigać się, kto postawi wyższą figurę Chrystusa Króla. Co to ma wspólnego z chrześcijaństwem? Nic.

OCZYWIŚCIE POD NACISKIEM OPINII PUBLICZNEJ KOŚCIÓŁ MARKUJE JAKIEŚ DZIAŁANIA. TAK BYŁO PO OPUBLIKOWANIU MAPY KOŚCIELNEJ PEDOFILII, PO FILMIE WOJTKA SMARZOWSKIEGO, PRZY OKAZJI SZCZYTU WATYKAŃSKIEGO W SPRAWIE PEDOFILII W LUTYM TEGO ROKU. NO, ALE POZA ZAPOWIEDZIAMI NIE MAMY ŻADNYCH REALNYCH DZIAŁAŃ.

Ksiądz Żak w rozmowie, którą przeprowadziłem z nim w zbiorze rozmów z ofiarami kościelnej pedofilii „Żeby nie było zgorszenia. Ofiary mają głos” tłumaczył mi, że nasze społeczeństwo jest niedojrzałe. Diecezje są niezależne i nie ma żadnych instrumentów, by cokolwiek od nich egzekwować. Moi przyjaciele, księża z różnych regionów Polski mówią, że w świadomości kleru diecezjalnego nie zmieniło się nic a nic. Oni ciągle widzą w pozycjonowaniu pedofilii atak na Kościół. Kościół sam się nie zmieni. Musi działać państwo, opinia publiczna. Oni się tego boją. Dlatego tak mocno zaangażowali się w kampanię PiS-u. To jest taktyczny sojusz z rozsądku. Kaczyński, który skłócił Polaków, to żaden katolik. No, ale nie ma w Polsce biskupa, który by mu udzielił za to ostrej reprymendy, bo mają z nim dil.

Oczywiście pedofilia występuje w innych środowiskach, ale mówiąc szczerze, nie poprawi mi jako pokrzywdzonemu przez księdza humoru fakt, że to zjawisko występuje również w środowisku jazzowym.

PROSZĘ ZOBACZYĆ, JAK SZYBKO DZIAŁAJĄ SZKOŁY, ORGANIZACJE SPORTOWE, GDY JEST CHOĆBY PODEJRZENIE NADUŻYCIA PRZEZ NAUCZYCIELA ALBO TRENERA. TAM PROKURATURA WCHODZI „Z BUTA”. POD KURIĘ NIE PODEJDĄ. JEST EFEKT AUREOLI. NO I NA TYM POLEGA TA RÓŻNICA.

Ostatnio głośna jest sprawa Krzysztofa Sadowskiego, jazzmana, jednego z redaktorów popularnego w latach 90. programu “Tęczowy Music Box”. Czy szum medialny wokół tej sprawy nie wpłynie na relatywne umniejszenie winy księży pedofilów?
Absolutnie nie. Generalnie uważam, że bardzo dobrze, że dziennikarze – Mariusz Zielke i Iza Michalewicz – ujawnili ten skandal. Myślę, że to nas tylko uwrażliwi. Moim zdaniem różnicowanie branżowe pedofilów to jest nasza prymitywna narracja, która wpisuje się w taką plemienność naszego narodu, żeby umniejszyć grzechy tego czy innego środowiska. Bardzo się cieszę, że każda afera pedofilska jest ujawniana. Walczymy nie z grupami zawodowymi, ale z pedofilami. Dla mnie to proste.

Po premierze „Tylko nie mów nikomu” pojawiły się deklaracje o powołaniu komisji ds. pedofilii. Co, według pana, stało się w międzyczasie, że społeczeństwo i politycy przestali interesować się tym tematem? Czy to tylko „odroczenie wyborcze” i kwestia wróci przed końcem roku, czy raczej została już zamieciona pod dywan?
Ale to, co proponuje rząd, mam na myśli ustawę, którą zapowiedział premier Morawiecki, to dokument napisany na kolanie, nieprzemyślany. Pisałem na ten temat. Pomysł powołania komisji, która by się zajmowała grupami zawodowymi, które pracują z dziećmi, nie jest zły. Podobna komisja, która badała to zjawisko, powstała w Australii. Na całym zresztą świcie pedofilię badali fachowcy (prawnicy, seksuolodzy, psycholodzy). W Niemczech, we Francji, Australii i USA zbadano akta osobowe księży na przestrzeni dziesiątek lat, uchwycono modus operandi sprawców, czynniki ryzyka itd.

KOMISJA, KTÓRĄ PROPONUJE NASZ RZĄD, TO CIAŁO POLITYCZNE, NIEMAJĄCE ŻADNYCH KOMPETENCJI, KTÓREMU ŻADNA KURIA NIE DA AKT OSOBOWYCH KSIĘDZA, WIĘC NIC SIĘ O NIM NIE DOWIEMY.

Druga kwestia to fakt, że organ ten nie będzie miał żadnych nadzwyczajnych uprawnień oprócz tych, które mają prokuratura i sądy. Po co zamiast efektywnie korzystać z instytucji, które działają, powołuje się ciało, które ma zrobić to samo, tylko w celu politycznym? Problemem jest również kwestia konstytucyjności tej komisji, bo komisja ma decydować o umieszczeniu danej osoby w rejestrze pedofilów, nawet jeżeli sprawa jest przedawniona. To są uprawnienia zastrzeżone dla wymiaru sprawiedliwości i żadna komisja nie powinna tego robić.

Potrzebna jest komisja stworzona w oparciu o modele, które znamy. To się ziści w perspektywie kilku lat. Badania pokazują, że 75 proc. Polaków uważa, że Kościół nie radzi sobie z pedofilią, a w celu wyjaśnienia sprawy należy powołać zewnętrzny organ, który dogłębnie zbada i wyjaśni sprawę.

Lewica w ostatnim okresie szczególnie głośno postuluje rzeczywisty rozdział Kościoła od państwa. Czy sądzi pan, że jest to możliwe?
Sam Chrystus to postulował, bo to są dwa światy. Żadnemu Kościołowi zresztą w wymiarze duchowym, bo ja tu nie mówię o blichtrze i apanażach, alians Kościoła z państwem żadnego dobra nie przysporzył. Wręcz przeciwnie. Kościół rozpasany, bezkarny, uprzywilejowany skazany był na degrengoladę, stawał się sitwą. Druga sprawa to pretensje Kościoła związane ze sferą edukacji, te najazdy na programy szkolne, które są zwykłą indoktrynacją pod płaszczykiem rzekomej aksjologii chrześcijańskiej. To są lata zaniedbań, które doprowadziły do tego, że nie wykształciliśmy wśród młodzieży postaw obywatelskich, świadomości seksualnej i tak dalej. Jeśli Kościołowi zależy rzeczywiście na chrześcijaństwie, niech nie robi nic na siłę.

CHRZEŚCIJAŃSTWO SIĘ SAMO OBRONI. WYSTARCZY BYĆ PRZYZWOITYM.

Jesienią jest zaplanowana premiera drugiej części filmu Sekielskich. Czy pana zdaniem obraz ten może być bardziej wstrząsający od poprzedniego?
Z tego, co wiem, ten film zostanie pokazany w listopadzie po wyborach. To będzie trochę inny film, gdyż będzie pokazywał pewną historię „od A do Z”. Film będzie dotyczył konkretnej diecezji i myślę, że jest bardziej wstrząsający. To będzie fabuła pokazana oczami ofiar, zobaczymy dewastację ich życia osobistego oraz ich bliskich, bo w te tragedie są uwikłane całe rodziny. Znam trochę zarys i jestem pewien, że bracia Sekielscy będą potrafili znów pokazać to, co przeczuwamy, czego się domyślamy i dlatego znów to będzie bardzo prawdziwe.

W trzeciej części zobaczymy, jaki był poziom „niewiedzy” Jana Pawła II o skali pedofilii w Kościele. Według pana na jaką skalę papież ukrywał czyny pedofilskie w Kościele?
Mamy taką legendę, o dobrym papieżu i złych doradcach. Za czasów Jana Pawła II dochodziło w Kościele do rzeczy skandalicznych, a na najwyższe stanowiska byli awansowani zbrodniarze, o zbrodniach których papież rzekomo nic nie wiedział, gdyż miał rzekomo złych doradców. To choćby kariera kardynała Alfonsa Lopez Trujillo, przy którym karierę zrobił sosnowiecki biskup Kaszak czy kardynał Groër. Ci ludzie byli bezkarni. Różni ludzie informowali Wojtyłę o tym, kogo ma w swoim środowisku, i papież nic z tym nie robił. Nie tylko Ratzinger. Kościół w Australii chciał potępić Groëra, ale Wojtyła go chronił. Papież zapewnił też miękkie lądowanie kardynałowi Bernardowi Low z Bostonu. Takich „przypadków” było więcej. Mówi się, że w tych sprawach duże znaczenia miała antropologia Wojtyły, jego przeszłość związana z prześladowaniami duchownych przez komunistów.

Papież zaufał dworakom, prymitywnym ludziom, którymi się otaczał. To nie tylko Sodano i Dziwisz, a więc człowiek znikąd. Po śmierci papieża mówili o nim w Watykanie „wdowa”. Dobrze by było, żeby Sekielskim udało się pokazać szersze tło tego pontyfikatu. Mam wrażenie, że u nas, w Polsce, ludzie kochają papieża, ale tak naprawdę nie znają jego dorobku, który jest dość krytycznie oceniany na Zachodzie. Mam na myśli jego konserwatyzm w sprawach obyczajowych. Tą absurdalną etykę seksualną potępiającą prezerwatywy w czasach AIDS, stygmatyzowanie ludzi w kolejnych związkach, stosunek do mniejszości seksualnych. Myślę, że rok 2020, bo wtedy ma być pokazany ten film, to będzie już inna perspektywa.

PAPIEŻ FRANCISZEK ROZUMIE, ŻE UTRZYMYWANIE KATOLIKÓW W NIELUDZKICH RYZACH ZWIĄZANYCH Z INTYMNOŚCIĄ, CO BYŁO UDZIAŁEM JEGO POPRZEDNIKÓW, TO ANACHRONIZM.

Znów odwołam się do Ewangelii. Te sprawy były przez Jezusa traktowane jako peryferyjne.

Co pana zdaniem Kościół musi zrobić, żeby odzyskać zaufanie wiernych?
Kościół nie odzyska już tego zaufania, powiem więcej – to zaufanie będzie spadało. W pewnym momencie to się zatrzyma.

KOŚCIÓŁ MUSI PRZEJŚĆ DROGĘ, O KTÓREJ PISAŁ RATZINGER. STRACIĆ WPŁYWY, STAĆ SIĘ ADWOKATEM UBOGICH, WYKLUCZONYCH, WEJŚĆ W DIALOG ZE ŚWIATEM.

Życie Jezusa było tułaczką w poszukiwaniu drugiego człowieka, przekraczaniem granic. Jego pociągali grzesznicy, afirmował ich, ich kochał szczególnie. Więc Kościół musi się stać Kościołem Chrystusa. Niestety, polski Kościół to przedsoborowy bunkier, w którym słyszmy głosy rozgniewanych wiejskich proboszczów, którzy łają ludzi.

Ks. Joseph Ratzinger, przyszły papież Benedykt XVI, prognozował w 1969 roku: „Z dzisiejszego kryzysu wyłoni się Kościół, który straci wiele. Stanie się nieliczny i będzie musiał rozpocząć na nowo, mniej więcej od początków. Nie będzie już więcej w stanie mieszkać w budynkach, które zbudował w czasach dostatku. Wraz ze zmniejszeniem się liczby swoich wiernych utraci także większą część przywilejów społecznych. Rozpocznie na nowo od małych grup, od ruchów i od mniejszości, które na nowo postawią Wiarę w centrum doświadczenia.

BĘDZIE KOŚCIOŁEM BARDZIEJ DUCHOWYM, KTÓRY NIE PRZYPISZE SOBIE MANDATU POLITYCZNEGO, FLIRTUJĄC RAZ Z LEWICĄ, A RAZ Z PRAWICĄ. BĘDZIE UBOGI I STANIE SIĘ KOŚCIOŁEM UBOGICH.

Wtedy ludzie zobaczą tę małą trzódkę wierzących jako coś kompletnie nowego: odkryją ją jako nadzieję dla nich, odpowiedź, której zawsze w tajemnicy szukali”.

Tego Kościołowi życzę, choć fanem Ratzingera nigdy nie byłem, ale mój świat nie jest na szczęście czarno-biały.

Kaczyński ograny przez Orbana, a Macierewicz podejrzany jako szpion

19 Lu

„Wnoszę o objęcie ścigania z oskarżenia publicznego ze względu na występujący w sprawie interes publiczny” – napisał prezes PiS Jarosław Kaczyński w doniesieniu do prokuratury. Szef partii rządzącej chce ukarania z art. 212 Kodeksu karnego za ujawnienie „taśm Kaczyńskiego” i sprawy budowy wieżowca przez spółkę Srebrna

„Działając jako pokrzywdzony, zawiadamiam o podejrzeniu popełnienia przestępstw zniesławienia. Wnoszę o objęcie ścigania z oskarżenia publicznego ze względu na występujący w sprawie interes publiczny” – tak Kaczyński napisał w zawiadomieniu, które skierował do warszawskiej Prokuratury Okręgowej. Zawiadomienie prezes PiS skierował w zeszłym tygodniu. We wtorek do treści dokumentu dotarł PAP.

Roman Giertych – jeden z adwokatów austriackiego biznesmena Geralda Birgfellnera – w kpiarskim tonie skomentował wypowiedź Adama Bielana na temat nieomylności Jarosława Kaczyńskiego, wygłoszoną w trakcie porannej rozmowy Konrada Piaseckiego.

Wicemarszałek Senatu podważył wiarygodność Austriaka mówiącego, że kopertę z 50 tys. zł dla księdza Sawicza „miał w ręku” Jarosław Kaczyński. Oznajmił, że w tej sprawie bardziej wierzy Jarosławowi Kaczyńskiemu niż austriackiemu biznesmenowi i Romanowi Giertychowi.

Zapytany przez Paseckiego skąd wie, że Birgfellner kłamie odparł bez wahania:

„Rozmawiałem z Jarosławem Kaczyńskim. Jeżeli mam do wyboru Kaczyńskiego albo Romana Giertycha, znając ich obu, zdecydowanie wybieram Jarosława Kaczyńskiego”.

To właśnie tę wypowiedź w swoim stylu skomentował Roman Giertych. „Panie Marszałku! Problem polega na tym, że ja siebie „do wyboru” nigdy Panu nie dawałem. Prawda jest taka, że jeszcze trzy miesiące musi się Pan trzymać kurczowo JK, aby zdobyć upragniony mandat do PE” – odpalił pełnomocnik Geralda Birgfellnera.

Miały być tylko rozmowy dwustronne, a sam szczyt Grupy Wyszehradzkiej z Izraelem odwołany. Sądząc po umieszczonej przez Patryka Słowika z RMF FM fotografii, trudno w to uwierzyć. – „Na zdjęciu trzy spotkania dwustronne premiera Izraela z przedstawicielami państw Grupy Wyszehradzkiej. Z uwagi na napięty grafik wszystkie trzy spotkania dwustronne odbywają się w tym samym czasie” – kpił na Twitterze reporter. Na dodatek premier Węgier Victor Orban pouczał Polskę. – „Byłoby lepiej, gdyby do Izraela przyjechali przedstawiciele wszystkich krajów Grupy Wyszehradzkiej” – stwierdził podczas wspólnej konferencji prasowej z premierem Izraela.

A jeszcze wczoraj rzeczniczka PiS Beata Mazurek obwieszczała na Twitterze: – „Odwołanie spotkania V4 + Izrael to wyraz solidarności państw Gr.Wyszehradzkiej! Po interwencji PMM pozostali premierzy podjęli dec. o odroczeniu szczytu z Izraelem. Mimo, że byli na miejscu,albo w drodze do Izraela, zgodzili się z argumentacją polskiego premiera i podjęli tę decyzję w geście solidarności całej Grupy.

Opozycja, która rządząc niezbyt lojalnie podchodziła do współpracy w ramach V4, może tego gestu i tych decyzji z katalogu:jeden za wszystkich, wszyscy za jednego nie rozumieć. Sukces siły i argumentów polskiego PMM i polskiej dyplomacji”.

– „ale w ramach solidarności z Polską odmówili dokładki deseru…” – kpił Marek Tejchman z „DGP”. – „Kolejny sukces Pana premiera. Jeszcze jeden i skończy się jak u pięściarza Gołoty – trzeci nokaut i koniec” – to wpis Łukasza Maziewskiego z „Faktu”. – „Nawet Orban nas poucza. Nasza pozycja w świecie jest istotnie mocna” – napisał Wojciech Szacki z „Polityki”.

„Orban jak zwykle wystawił PiS, a oni jak pelikany łykają te jego teksty o wsparciu dla stanowiska Polski we wszystkich sprawach. Naiwność to jeden z najcięższych grzechów w dyplomacji. No ale dyplomacja PiS praktycznie nie istnieje” – podsumował Sławomir Neumann z PO.

Antoni Macierewicz jako minister obrony ujawnił w Sejmie informacje o stanie polskiej armii, które miały status niejawnych – tak wynika z odpowiedzi MON na interpelację posła PO Krzysztofa Brejzy. Przyznaje, że jest wstrząśnięty i kieruje sprawę do prokuratury. – Minister Macierewicz uderzył w fundament bezpieczeństwa Polski i Polaków. Doskonale zdaje sobie sprawę, że te informacje zaserwował naszym wschodnim sąsiadom – mówi poseł PO. – Takie informacje to czysty zysk dla naszych wrogów – komentuje gen. Stanisław Koziej, były szef BBN.

Brejza: Miał świadomość, co czyni

Sprawa dotyczy tajemnic najwyższej wagi, związanych z zapasami wojennymi polskiej armii i jej zdolnościami obronnymi. Chodzi o wystąpienie szefa MON w maju 2016 roku, podczas którego podsumowywał rządy koalicji PO-PSL. To wtedy stwierdził, że zapasy wojenne kierowanych pocisków rakietowych wynoszą tylko 17 procent stanu oraz że nasze urządzenia radiolokacyjne nie są w stanie wykrywać dronów, które wlatują w naszą przestrzeń powietrzną na niskiej wysokości.

– Jestem wstrząśnięty. Najbardziej wrażliwe informacje, będące splotem słonecznym państwa, które absolutnie nie powinny być ujawniane i w żadnym państwie NATO nie są ujawniane, zostały przez Antoniego Macierewicza podane na talerzu. Komu? Przecież nie Polakom. Jest dojrzałym politykiem i doskonale zdaje sobie sprawę, że te informacje zaserwował naszym wschodnim sąsiadom – mówi wiadomo.co poseł PO Krzysztof Brejza.

Na początku lutego polityk zapytał MON w oficjalnym piśmie, jaki charakter mają ujawnione informacje. Co ważne, nie informując, że chodzi o wypowiedź byłego ministra obrony narodowej.

– Te informacje najprawdopodobniej pochodzą z tajnego raportu Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Zaserwowanie ich stronie wschodniej jest uderzeniem w filar bezpieczeństwa Polski. Z pewnością miał świadomość, co czyni – dodaje Brejza.

Poseł PO składa w tej sprawie wniosek do prokuratury. – Oczekuję natychmiastowego śledztwa. Sprawą powinny zająć się także służby i sejmowa komisja – mówi wiadomo.co Krzysztof Brejza.   Według niego mamy do czynienia z przekroczeniem uprawnień i działaniem na szkodę interesu publicznego, a także złamaniem przepisów o ochronie informacji niejawnych. – Funkcjonariusz publiczny ujawniający tak wrażliwe informacje musi się liczyć z odpowiedzialnością – przyznaje.

Gen. Koziej: To bardzo niebezpieczne

– Mieliśmy nieodpowiedzialnego ministra obrony narodowej, działającego w sposób woluntarystyczny. Wszystko, co on uważał za dobre, takie właśnie było. To bardzo niebezpieczne podejście – przyznaje w rozmowie z wiadomo.co gen. Stanisław Koziej.

Były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego i były wiceminister obrony narodowej przyznaje, że takie informacje nigdy nie powinny zostać ujawnione. – Obcy wywiad, aby zdobyć takie informacje, musi się poważnie natrudzić. Jeżeli otrzymuje to z pierwszej ręki, bez żadnego wysiłku, to czysty zysk dla naszych wrogów. To są informacje krytyczne, które świadczą o możliwościach prowadzenia operacji wojennych – tłumaczy gen. Koziej.

To według niego tylko kolejny dowód na to, że Antoni Macierewicz nigdy nie powinien zajmować tego stanowiska: – Minister, który odpowiada za siłę obronną kraju i ma pod swoim władaniem dwie ważne służby specjalne, musi być człowiekiem wyważonym, spokojnym i postępującym wedle obowiązujących zasad.

Gen. Stanisław Koziej oczekuje także wyjaśnień od obecnego ministra obrony narodowej. – Jeżeli sam MON uznaje, że zostały ujawnione tajne informacje, to sprawą powinien się zająć także minister Mariusz Błaszczak. Powinien powiadomić opinię publiczną, jakie wyciąga z tego wnioski i jakie działania podejmuje – mówi wiadomo.co.

Macierewicz odpowiada na Twitterze

Pisowskie Bizancjum dla szparek sekretarek Glapińskiego

9 Sty

Za czasów poprzedniego prezesa NBP Marka Belki dyrektor ds. komunikacji mógł liczyć na 23 tys. zł brutto. Na tę pensję składała się podstawa w wysokości 18 tys. zł brutto oraz kwartalne premie – ok. 10 tys. zł.

Do tego dyrektor mógł dostać maksymalnie dwie roczne premie specjalne z tzw. puli prezesa po ok. 10 tys. zł brutto – ustalił Polsat News.

Przypomnijmy, że obecna szefowa ds. komunikacji Martyna Wojciechowska – wg doniesień medialnych – otrzymuje w NBP za prezesury Adama Glapińskiego ok. 65 tys. zł miesięcznie. Do tego trzeba doliczyć 11-12 tys. zł z tytułu zasiadania w radzie Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, do którego została delegowana właśnie przez Glapińskiego.

Ustalenia Polsat News stoją w sprzeczności z wypowiedziami polityków PiS, poczynając od Andrzeja Dudy.  – „Siatka płac w Narodowym Banku Polskim to nie jest decyzja pana prezesa Adama Glapińskiego, to są decyzje, które były podjęte w czasach, kiedy swoją kadencję jako prezes Narodowego Banku Polskiego miał pan profesor Belka i to jest coś, co pan profesor Glapiński, przychodząc do Narodowego Banku Polskiego, jako jego prezes, zastał i to jest cały czas na tym samym poziomie” – powiedział prezydent.

Wtórował mu w TVN 24 wicemarszałek Senatu Adam Bielan.  – „Siatka płac w NBP, zgodnie z oświadczeniem pełnomocnika prawnego NBP, została ustalona za czasów poprzednika Adama Glapińskiego, Marka Belki” – stwierdził Bielan. Podobnie wypowiadał się poseł PiS Bartosz Kownacki: – „Tabele płac i zasady wynagradzania w NBP są jawne, były dużo wyższe niż w administracji publicznej od wielu, wielu lat. Chociażby ta, która jest obecnie, była ustalana, o ile wiem przez pana prezesa Belkę” – powiedział Kownacki. Nasuwa się przypuszczenie, że wszyscy oni stosują słynny już pisowski „przekaz dnia”, a że nie jest on zgodny z prawdą…

Polityczne „aboty”  nie są niczym innym niż relatywizowaniem, umniejszaniem i usprawiedliwianiem zła.

Gra w „aboty” wzięła się z gabinetów terapeutów par. Chodzi w niej o kłótnię dla kłótni, a nie o rozwiązanie problemu. Tak naprawdę konkretna i rzeczowa ocena sytuacji zepsułaby grę. Wyobraźcie sobie komunikację i rozwiązywanie problemów w małżeństwie, które rozmawia ze sobą tak:

Ona: – Wyniesiesz śmieci?

On: – Nie wyniosę! Pamiętasz, jak dwa lata temu poprosiłem cię o wyniesienie śmieci, a ty to olałaś?

Ona: – Jasne, wyżywaj się. Nie pamiętasz już, że cię wtedy olałam, bo po raz któryś spóźniłeś się z odebraniem naszego syna z przedszkola i siedział sam, czekając na ciebie jak głupi?

On: – Odezwała się pani mądra! Kiedy robisz zakupy, zostawiasz go na całe godziny pod opieką przypadkowej opiekunki. Nawet nie wiesz, czy jest z nią bezpieczny! Może to jakaś psycholka!

Ona: – Sam jesteś psycholem, poprosiłam cię tylko, żebyś wyniósł śmieci! Robię nam obiad do cholery!

On: – Wielkie rzeczy, obiad! Zrobiłem w życiu sto tysięcy obiadów i za żaden mi nie nawet podziękowałaś.

Ona: – Dobrze, sama wyniosę te cholerne śmieci, a ty możesz iść jeść do knajpy.

On: – I bardzo dobrze! Tam przynajmniej mnie nie otrują!

Ona: – A szkoda!

Idiotyczne, prawda? Kompletnie bez sensu, nieskuteczne, a mimo że nigdy do niczego (oprócz nienawiści i rozstania) nie prowadzi, ćwiczone bez końca w wielu związkach.

Gra w „aboty” polega właśnie na tym, żeby zamiast mówić o problemie lub załatwiać sprawę walczyć o to, kto ma rację każdą dostępną metodą i jak najskuteczniej rozmywać własną odpowiedzialność. Może ja postępuję czasem źle, ale ty trzy lata temu też zrobiłeś coś źle, więc moje „źle” się nie liczy. Zdaniem psychologów, takie zachowanie jest charakterystyczne dla fazy rozwoju dwulatka. Skoro tak, to czemu widzę je ciągle w komentatorskich studiach i na sejmowej trybunie?

Istnieje pewien rodzaj komentatorów i polityków, którzy nie są w stanie omówić jasno i klarownie żadnego problemu społecznego, żadnego błędu czy posunięcia rządu, żadnego przypadku nadużycia władzy, choćby najbardziej rażącego i szokującego, nie są też w stanie jasno opowiedzieć się za czymś lub przeciw czemuś – bez przywoływania przykładu drugiej strony, bez pokazywania, że gdzieś, kiedyś, nawet wiele lat temu, komuś z innej partii zdarzyło się postąpić podobnie źle lub dobrze. Ma to pewnie utrzymać pozór obiektywizmu. Pozór – bo od dawna uważam, że obiektywizm nie polega na tym, żeby udowadniać, że wszyscy kradną po równo, tylko na tym, żeby pokazywać, że na jedną sprawę czasem trzeba spojrzeć z wielu różnych punktów widzenia. Prawda jest taka, że polityczne „aboty” w rzeczywistości nie są niczym innym niż relatywizowaniem, umniejszaniem i usprawiedliwianiem zła.

W jednym z programów, do których zaproszono mnie jako komentatorkę, taka sytuacja miała miejsce w czasie dyskusji o szokujących zarobkach pań  – asystentek, czy też jak pisze „Gazeta Wyborcza” – „dwórek” prezesa NBP Adama Glapińskiego. Jedna z zaproszonych publicystek właściwie w ogóle nie oceniała tej sprawy, nie byłam jej w stanie do tego skłonić! – nie zajmowała się faktami – bo przez całą audycję była zajęta dowodzeniem, że może i ta sytuacja jest niedopuszczalna, ale i wcześniej za rządów PO czy SLD też tak bywało. Ale kiedy zapytałam ją co z tego, nie bardzo potrafiła sensownie odpowiedzieć.

Co z tego, że osiem czy dziesięć lat temu ktoś zrobił coś podobnego, skoro tak naprawdę problem mamy dziś i dziś musimy rozwiązać pewną konkretną sytuację? Jaki sens, wobec faktu, że tu i teraz nikt nie wynosi śmieci, które śmierdzą, ma przypominanie, że dekadę temu kto inny także nie wyniósł śmieci? Oczywiście żaden, poza stworzeniem wrażenia, że ta konkretna sytuacja się nie liczy, nie ma znaczenia, bo wcześniej było wiele podobnych i tym samym zdjęcie ciężaru winy z ludzi i optyczne zmniejszenie odpowiedzialności polityków stawiających się teraz ponad prawem i przyzwoitością.

Na koniec: nie mam pamięci złotej rybki i nie jestem za zapominaniem, wręcz przeciwnie: uważam, że w życiu publicznym trzeba mieć bardzo dobrą pamięć ponieważ, jak mówił Konfucjusz, najlepszym prognostykiem co do cudzych przyszłych zachowań jest zawsze to, jak zachowywał się w przeszłości.


Nie można wybaczać osobom publicznym, jeśli nie poniosły konsekwencji swoich błędów, nie czują skruchy ani nawet nie prosiły o wybaczenie. W celach edukacyjnych, ze zdrowego rozsądku, a przede wszystkim dla własnego bezpieczeństwa należy pamiętać i przypominać słowa i zachowania osób mających władzę, ale ponad wszystko przeszłość nie może być wykorzystywana do tego, żeby ludziom władzy nadużywanie jej dziś uszło na sucho.

Waldemar Mystkowski pisze o dążeniu Glińskiego w sferze kultury.

PiS przygotowuje się na długie rządzenia, w związku z czym chce zawłaszczyć i uczynić sobie poddanymi tak wrażliwe dziedziny, jak kultura i sztuka. Gdyby miało dojść do drugiej kadencji rządów PiS, najpierw padłyby media, które albo zostałyby kupione, albo doprowadzone do upadłości, a jak to by się nie udało, „zrepolonizowane”, czyli upisowione.

Co jednak zrobić z kulturą i sztuką, którą rządzi niezależny duch twórców, dziki, nie poddający się żadnym łańcuchom partyjnym? Tą działką zarządza jedna z byłych nadziei Jarosława Kaczyńskiego, niedoszły premier techniczny z tabletu Piotr Gliński, wprawdzie socjolog i profesor nauk humanistycznych, to jednak jego osiągnięcia na tym polu są wybitnie drugorzędne, czyli jest osobą bez żadnego autorytetu środowiskowego.

Gliński ma jednak ambicje odcisnąć swój ślad w kulturze. Całkiem możliwe, iż jest to podyktowane kompleksem wyniesionym z domu rodzinnego, w którym zdominował go starszy brat Robert Gliński, reżyser filmowy, swego czasu nazwał go „idiotą”. Kompleksy to całkiem silny motor zdarzeń historycznych. Gdyby nie kompleksy, Brutus nie dźgnąłby Juliusza Cezara.

Piotr Gliński głowił się nad mechanizmami porządkującymi kulturę, jako socjolog znalazł, gdy kultura tłumaczyła polityczne wykładnie rządzących. Za wschodnią granicą, a następnie u nas w czasach słusznie minionego reżimu, sformułowano ideę realizmu socjalistycznego, którą nadzorował Andriej Żdanow.

W działaniach Glińskiego widać inspirację żdanowszczyzną, nie tylko w literaturze, w której jest promowana twórczość patriotyczna, ale i w pozostałych dziedzinach sztuki. Politycy PiS uważają, iż są na początku swej władzy nad Polakami, obserwujemy zatem zręby wykuwania realizmu ku chwale ich rządzenia.

Pomnik Lecha Kaczyńskiego jest dziełem jakiegoś pisowskiego Xawerego Dunikowskiego. Nie udał się wprawdzie film o katastrofie smoleńskiej, ale nic straconego. Najważniejsza ze sztuk film – jak uważał Lenin – ma zostać w pierwszym rzędzie podporządkowana realizmowi pisowskiemu.

Żdanow Gliński ma „pomysła”, jak zgromadzić w jednym ręku rozproszone grupy realizatorskie i producenckie w kraju. Państwowe studia filmowe mają zostać połączone w jeden „profesjonalny publiczny ośrodek produkcji filmowej”, który będzie operował rocznym budżetem ok. 100 milionów złotych.

Taki pisowski Mosfilm będzie mógł zrealizować superprodukcję, o jakiej marzy Jarosław Kaczyński. Prezes PiS swego czasu wyznał, iż chętnie obejrzałby patriotyczny film o chwale Polaków zrealizowany w konwencji hollywoodzkiej. I między innymi po to powstaje Mosfilm nad Wisłą.

Filmowcy zostaną pozbawieni niezależności twórczej, chyba że ta niezależność będzie korelowała z pisowską wykładnią realizmu patriotycznego. Nie podskoczy Żdanowowi PiS Agnieszka Holland ani Wojciech Smarzowski, którego przymusi się, aby zamiast „Kler 2” zrealizował np. „Winę Tuska”.

Smarzowski czy Agnieszka Holland dadzą sobie radę, ale nie młodzi filmowcy na początku drogi twórczej, których kariery artystyczne są uzależnione od dofinansowania przez państwo. Czy ma szansę na zaistnienie ten pomysł Glińskiego? Raczej – nie, bo to znaczyłoby upadek polskiej sztuki filmowej, podobny do upadku stadniny koni w Janowie Podlaskim. Z Glińskiego powinien „koń się uśmiać”, ale nie takie farsy i groteski oglądaliśmy w ciągu trzech lat ich rządów, więc mogą się posunąć do każdej katastrofy.

PiS cofnął Polskę na Wschód. Obowiązują w kraju standardy wschodnie

16 List

Wygląda na to, że w kręgach najwyższych funkcjonariuszy państwa, pod okiem niewidzącego prezesa, powstała grupa przestępcza mająca bardzo śmiały i intratny plan. Korzystając z nacjonalistycznej i etatystycznej ideologii partii rządzącej, w myśl której wszystko, co się da, powinno być polskie i państwowe, a wszystko, co obce bądź prywatne, zagraża naszej suwerenności, przekonano Jarosława Kaczyńskiegokonieczności nacjonalizacji, czyli wykupywania zagranicznych banków przez banki polskie. W tym celu usiłowano (a nawet wciąż się usiłuje) doprowadzić do przyjęcia przez Sejm – w formie poprawki do ustawy o finansowaniu Komisji Nadzoru Finansowego – przepisu umożliwiającego przejmowanie w trybie administracyjnym banków mających trudności finansowe przez inne banki. Przyjęcie tej poprawki, forsowanej przez dotychczasowego przewodniczącego KNF Marka Chrzanowskiego, stwarzałoby możliwość szantażowania właścicieli polskich i zagranicznych banków, to znaczy wyłudzania od nich pieniędzy w zamian za powstrzymanie się od przejęcia, czyli de factozaboru ich banków przez państwo.

Śledztwo pod nadzorem Zbigniewa Ziobry

Genialny pomysł został wypróbowany na szefie Getin Noble Banku Leszku Czarneckim, od którego Marek Chrzanowski zażądał 40 mln zł w zamian za pozostawienie jego banku w spokoju. Niestety, Czarnecki nie dał się zaszantażować i po pół roku zwłoki ujawnił dowody szantażu. Chrzanowski został usunięty ze stanowiska, jakkolwiek prawdopodobnie pozwolono mu na zniszczenie bądź zabranie z biura jakichś dokumentów. Śledztwo znalazło się pod nadzorem prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry. Tyle na dziś.

Afera wykraczająca poza ramy korupcji

W sprawie pojawia się kilka nazwisk osób związanych z frakcją rywalizującą o wpływy z formalnym przełożonym szefa KNF, czyli premierem Morawieckim. Są to ludzie Zbigniewa Ziobry, powiązani interesami i znajomościami z właścicielami SKOK-ów oraz, zapewne, z Tadeuszem Rydzykiem i jego ludźmi w obozie „zjednoczonej prawicy”. Z czym mamy do czynienia i czego możemy się spodziewać?

Przede wszystkim trzeba sobie uświadomić, że jest to afera daleko wykraczająca poza ramy zwyczajnej korupcji, gdzie ktoś bierze pieniądze za załatwienie jakiejś sprawy. To skomplikowany, angażujący wiele osób mafijny układ z najważniejszymi politykami w tle. Wygląda na to, że sprawa stanowi dalszy ciąg nierozliczonych patologii osłanianego przez PiS i Rydzyka układu wokół SKOK-ów. To tylko hipoteza, lecz bardzo prawdopodobna.

SKOK Rafineria – drugi Amber Gold?

Gdyby podobna sprawa wyszła na jaw w którymś z państw Zachodu, z pewnością doprowadziłoby to do dymisji rządu. Ale my nie jesteśmy „którymś z państw Zachodu”. Niestety. To, w jakiej mierze afera Chrzanowskiego zostanie wyjaśniona i rozliczona oraz w jakim stopniu przyczyni się do upadku do cna skorumpowanej władzy, zależy od determinacji polityków opozycji i mediów.

Czy wyborcy PiS przejmą się aferą KNF

Ciężar gatunkowy afery już dziś wydaje się większy niż w przypadku afery Rywina, która kosztowała SLD utratę władzy. Jednak od tamtego czasu standardy moralności publicznej uległy znacznemu obniżeniu, a wraz z tym stępiała moralna wrażliwość opinii publicznej. Nie wydaje się, aby twardzi zwolennicy PiS mieli za złe swojej partii, że chciała trochę podskubać jakiegoś bankiera i przejąć jego bank. Jednak wielu spośród tych, którzy głosowali na PiS tylko dlatego, że nie znosi PO, może okazać się wrażliwymi na wieści o złodziejstwie na szczytach władzy. W naszych czasach jest to jednak możliwe wyłącznie pod warunkiem, że afera Chrzanowskiego stanie się medialnym serialem, który dotrwa do wyborów parlamentarnych 2019 r. Mogłaby w tym pomóc komisja sejmowa, która jednak, z oczywistych względów, nie powstanie (powstanie zapewne w następnej kadencji Sejmu). Skoro więc nie komisja, to pozostają śledztwa dziennikarskie i stały nacisk na prokuraturę, aby prowadziła intensywne śledztwo.

Czy Kaczyński skorzysta z okazji i utrąci Ziobrę

PiS, ręka w rękę z Ziobrą, będzie robić wszystko, aby opinii publicznej zdawało się, że władze dążą do wyjaśnienia sprawy – de facto jednak nie mogą jej wyjaśnić, gdyż oznaczałoby to założenie sobie pętli na szyję. W tej sytuacji kluczowe staje się pytanie, czy Kaczyński skorzysta z okazji, aby pozbyć się Ziobry. Jeśli znajdzie dość sił, aby wyrzucić go ze stanowiska, „ofiara z Ziobry” może wystarczyć do uratowania reputacji partii w oczach co bardziej krytycznych jej zwolenników. Szkopuł w tym, że tylko Ziobro wie, co ma w swoich „kwitach” i na kogo. Poza tym wyrzucenie go to jedno, a usunięcie dziesiątek pracujących dla niego prokuratorów i sędziów – to drugie. Operacja zaiste niełatwa. Dla Kaczyńskiego nastały sądne dni – jeśli sobie nie poradzi z tym pożarem, to sam się w nim spali.

Afera Chrzanowskiego będzie nas kosztować miliardy

Oprócz politycznych konsekwencji krajowych są te ekonomiczne i międzynarodowe. Nie ulega wątpliwości, że w oczach zagranicznych finansistów oraz przywódców UE od dziś Polska będzie jawić się nie tylko jako państwo autorytarnie rządzone przez nacjonalistów i populistów, lecz również jako państwo mafijne. Mogłoby tak nie być, gdyby Polska poprosiła instytucje finansowe Unii o audyt swojego systemu nadzoru bankowego – trudno jednakże wyobrazić sobie taki gest. A jeśli tak się nie stanie, to już żaden poważny bankier z Zachodu nie będzie chciał robić w Polsce interesów. Również polskie obligacje i polska waluta stracą na znaczeniu w międzynarodowym obiegu finansowym. Afera Chrzanowskiego będzie nas kosztować miliardy. I kto wie, czy właśnie nie te ekonomiczne jej skutki najbardziej przyczynią się do strat politycznych, jakie afera przyniesie w końcu reżimowi Kaczyńskiego.

Co dalej z Getinem?

Już są efekty poselskiej kontroli parlamentarzystów PO w Ministerstwie Finansów w związku z aferą KNF.

„W Polsce mamy do czynienia z nową grupą trzymającą władzę. PiS tak wiele mówił o tropieniu układów, a paradoks polega na tym, że jedyny układ, który udało im się znaleźć, to ten, który sami stworzyli. To w Ministerstwie Finansów rozgrywała się jedna z partii gry byłego szefa KNF Marka Chrzanowskiego. Musimy dowiedzieć się, kto był jego mocodawcą, kto go wysłał” – powiedział Cezary Tomczyk wyjściu z siedziby resortu finansów.

Na Twitterze Tomczyk opublikował skan pisma Marka Chrzanowskiego do Ministerstwa Finansów w sprawie priorytetowego „aranżowania przejęć banków” przez KNF. Dokument został zaadresowany do szefowej resortu Teresy Czerwińskiej oraz do wiadomości prezesa NBP Adama Glapińskiego i Zdzisława Sokala, prezesa Bankowego Funduszu Gwarancyjnego.

W piśmie Chrzanowskiego znajduje się fragment dotyczący reguł przejmowania banków:  – „Rozwiązaniem tej kwestii byłoby wprowadzenie zmian ustawowych, umożliwiających Komisji Nadzoru Finansowego aranżowanie przejęć wyłącznie za zgodą banku przejmującego”. Według posła PO oznacza to, że nie trzeba już pytać o zgodę banku, który ma być przejęty, bo wystarczy decyzja administracyjna i zgoda banku, który ma ten bank przejąć.

Posłanka PO Marta Golbik zwróciła uwagę, że ani prokuratura, ani CBA – jak dotąd – nie pojawiły się w Ministerstwie Finansów. – „To nie jest tak, jak twierdzi PiS, że cała sprawa jest załatwiona, bo szef KNF podał się do dymisji. Tu jest bardzo poważny wątek związany z legislacją, z tym, że zostaje wrzucona poprawka w absolutnie niedopuszczalnym trybie – zgłoszona przez posła PiS, podpisana przez marszałka Terleckiego, zgłoszona Markowi Kuchcińskiemu, przyjęta przez posłów PiS; umożliwia ona aranżowanie przejmowania banków” – powiedziała Golbik.

Jak wyglądały prace nad tą poprawką w artykule „Terlecki na telefon?”.

Z punktu widzenia prawnokarnego sprawa jest bardzo poważna. Mówimy o styku polityki i biznesu, bardzo dużych pieniądzach i musimy zadać pytanie, czy w tle faktycznie nie mamy do czynienia ze zorganizowaną grupą przestępczą. Przypomnę, że z punktu widzenia prawa karnego wystarczy, że to są trzy osoby, które łączy aspekt wspólnego działania i dążenia do popełnienia przestępstwa – mówi Janusz Kaczmarek, prawnik, adwokat, były prokurator krajowy i minister spraw wewnętrznych i administracji. – Wszystkie okoliczności sprawy dają jednoznaczną odpowiedź, że komisja śledcza powinna zostać powołana – dodaje.

KAMILA TERPIAŁ: Instytucje państwa w sprawie afery KNF zadziałały, jak twierdzą politycy PiS, szybko i sprawnie? Tak jak trzeba?

JANUSZ KACZMAREK: Na pewno szybko i sprawnie zadziałał prezes KNF, który błyskawicznie dostał się z Singapuru do Warszawy, a następnie do swojego gabinetu. Co tam robił? Nie wiemy. Mówię to oczywiście ironicznie. W tak poważnej sprawie należałoby oczekiwać, że czynności instytucji państwa, czyli prokuratury i CBA, które działało na jej polecenie, powinny nastąpić znacznie szybciej. Śledztwo wszczęto dopiero w oparciu o materiał prasowy, chociaż zawiadomienie do prokuratury zostało złożone przez mecenasa Romana Giertycha jeszcze przed upublicznieniem tej sprawy.

Po wszczęciu śledztwa należało w sposób bardzo szybki podjąć działania mające na celu zabezpieczenie materiału dowodowego, chociażby w postaci dokumentów czy urządzeń zagłuszających z gabinetu prezesa KNF-u. Na pewno należało to zrobić przed wizytą w tym miejscu Marka Chrzanowskiego.

Jak to możliwe, że CBA dociera do gabinetu dopiero po zdymisjonowanym prezesie, chociaż był na to czas wcześniej? Takie przeszukanie ma w ogóle jakieś znaczenie dla sprawy?
Znaczenie ma, ale nie wiemy, czy czegoś nie utracono, czy coś nie zaginęło lub nie zostało celowo zniszczone. Takie pytania już zawsze pozostaną bez odpowiedzi.

Sprawa trafia 7 listopada do Prokuratury Generalnej. Minister sprawiedliwości, prokurator generalny i premier dowiadują się dopiero tydzień później z przekazów medialnych. Jak to możliwe?
Pojawią się argumenty, że były to dni wolne od pracy. Ale to nie są satysfakcjonujące odpowiedzi i nie mogą uzasadniać twierdzenia, że wszystko zadziałało prawidłowo. Wręcz odwrotnie.

W sprawach tak poważnych nie ma świąt i wolnych dni. Jako prokurator krajowy o poważnych sprawach byłem informowany o każdej porze dnia i nocy, w soboty i w niedziele. Wydaje mi się, że taka praktyka powinna trwać do dzisiaj.

O czym świadczy taka zwłoka?
Świadczyć to może albo o lekkomyślnym podejściu do sprawy – to byłoby najbardziej pozytywne dla decydentów, ale może też powodować pytania, czy nie mamy do czynienia z celowym spowalnianiem tego postępowania i reakcją dopiero na doniesienia medialne. I to reakcją nie tak szybką i prawidłową, jak należałoby się spodziewać.

Zbigniew Ziobro na pierwszej konferencji prasowej w dniu opublikowania artykułu w „Gazecie Wyborczej” tłumaczył, że polecił wszczęcie śledztwa w tej sprawie i objął je „osobistym nadzorem”. Co to de facto może oznaczać?
Minister sprawiedliwości jest prokuratorem generalnym, ale także czynnie zaangażowanym politykiem obozu władzy, który ma określone polityczne cele i wizje. Dlatego

taki nadzór może nie być obiektywny, ale skażony polityką. Obawy, że sprawa nie zostanie wyjaśniona tak jak trzeba, są uzasadnione.

Minister sprawiedliwości na antenie TVP publicznie domaga się złożenia w prokuraturze nośnika z oryginalnym nagraniem rozmowy Leszka Czarneckiego z szefem KNF, a pełnomocnik bankiera Roman Giertych odpowiada, że nośnik złożył już przecież w prokuraturze. Co się tam dzieje?
Świadczy to co najmniej o nieznajomości przez Zbigniewa Ziobrę tej sprawy, pomimo deklaracji osobistego nadzoru.

Roman Giertych w taki sposób obnażył brak podstawowej wiedzy, co uderza w powagę urzędu ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego.

Jak ta sprawa może się skończyć? PiS będzie robił wszystko, żeby ją rozmyć, czy będzie szukał kozła ofiarnego?
To jest bardzo poważna sprawa, w której nagle pojawiają się nie tylko wątki związane z Leszkiem Czarneckim, ale także udziałem tej samej osoby, czyli prawnika, który miał być zatrudniony w banku biznesmena, w innych bankach. Powtarzam,

sprawa jest bardzo poważna i powinna być wyjaśniona w sposób dogłębny. Czy tak będzie? Nie jestem pewien. Myślę, że to jest też taki rodzaj sprawy, w której media będą patrzyły politykom i prokuratorom na ręce.

W sprawie pojawiają się nowe wątki, także Grzegorza Biereckiego, czyli twórcy SKOK-ów. Opozycja mówi o zorganizowanym gangsterskim działaniu. Pan podpisałby się pod takim stwierdzeniem?
Nie chcę epatować takimi nazwami. Ale

niezależnie od tego, jakimi określeniami emocjonalnymi i trafiającymi do społeczeństwa będziemy się posługiwać, to i tak z punktu widzenia prawnokarnego sprawa jest bardzo poważna.

Mówimy o styku polityki i biznesu, bardzo dużych pieniądzach i musimy zadać pytanie, czy w tle faktycznie nie mamy do czynienia ze zorganizowaną grupą przestępczą. Przypomnę, że z punktu widzenia prawa karnego wystarczy, że to są trzy osoby, które łączy aspekt wspólnego działania i dążenia do popełnienia przestępstwa.

W tej sprawie takie warunki mogą być spełnione?
Należy to zakładać w analizach prawnych…

Ta afera uderzy w PiS?
Nie chcę wychodzić z roli prawnika. Analizy polityczne pozostawiam innym.

Może powinna powstać komisja śledcza? Co należy zrobić, żeby sprawę wyjaśnić?
Wszystkie okoliczności sprawy dają jednoznaczną odpowiedź, że komisja śledcza powinna zostać powołana. Czy będzie wola polityczna? To już jest inne pytanie. Na razie wszystko wskazuje na to, że takiej woli nie ma. A to też rodzi pytania.

Coraz mniej prawdopodobne staje się to, że Prawu i Sprawiedliwości uda się ujawnioną przez Gazetę Wyborczą i Leszka Czarneckiego aferę w Komisji Nadzoru Finansowego zamieść błyskawicznie pod dywan. Kolejne dni przynoszą nowe informacje o poszczególnych etapach wdrażania “planu Zdzisława”, legislacyjnej aktywności partii rządzącej, mającej umożliwić przejmowanie banków przez inne banki, czy analizy, rozbierające na czynniki pierwsze wątki poboczne afery, jak choćby tajemnicze 70 mln w gotówce, które prominentny senator PiS chciał ulokować w banku milionera. Na domiar złego, pojawiają się wieści z prokuratury, że Marek Chrzanowski zaczyna ujawniać prawdziwe powody złożenia aferalnej propozycji Czarneckiemu, przy okazji odkrywając kompletną degrengoladę standardów etycznych w pisowskiej instytucji zaufania publicznego.

Tłumaczenie byłego szefa KNF jest na tyle kuriozalne, że zasadniczo trudno przyjmować je na poważnie. Jak ustalili reporterzy RMF FM, Chrzanowski potwierdził, że chciał zatrudnienia swojego prawnika w Getin Noble Banku, jednak składając tę propozycję (jego zdaniem nie ma ona znamion propozycji korupcyjnej) działał w interesie państwa i urzędu, którym kierował. Radca prawny, Grzegorz Kowalczyk miał bowiem być jego… szpiegiem w organizacji Leszka Czarneckiego. 

Szef KNF chciał mieć u Leszka Czarneckiego swojego człowieka, bo bank wymagał silnego wsparcia państwa. W ramach programu naprawczego mógł mieć ułatwione działanie – ale w zamian miał realizować konkretne cele kapitałowe. Chrzanowski – jak wynika z nieoficjalnych ustaleń Krzysztofa Berendy – nie ufał Czarneckiemu i dlatego chciał mieć w banku swoje oczy i uszy. Zresztą taką samą rolę Grzegorz Kowalczyk miał pełnić w Plus Banku Zygmunta Solorza, co zresztą potwierdził jego rzecznik. Zdaniem części komentatorów, właściciel Polsatu wykorzystał nadarzającą się szansę, by wysłać czytelny komunikat do Polaków, że on sam również jest ofiarą podobnego szantażu, jakim do współpracy z obozem władzy próbowano przekonać Czarneckiego.

Warto się zastanowić, kto podsunął Markowi Chrzanowskiemu tak absurdalna linię obrony. Potwierdzając, że Kowalczyk miał być jego szpiegiem w Getin Noble Banku, nie tylko pośrednio przyznał się do formułowanych przez właściciela banku zarzutów, ale i pogrążył instytucję, którą kierował praktykami rodem z Białorusi czy Rosji. Zapomniał również najwyraźniej, że polski kodeks karny penalizuje także umieszczanie “szpiegów” w innych firmach, czyli szpiegostwo gospodarcze. 

Urząd Komisji Nadzoru Finansowego jest instytucją funkcjonującą w sposób transparentny, otwartą na dialog i wymianę informacji ze wszystkimi jego interesariuszami. Działania Kierownictwa UKNF skoncentrowane są na efektywnym i skutecznym zarządzaniu, zgodnym z koncepcją nowego zarządzania w sektorze publicznym (New Public Management) i zmierzają w kierunku racjonalizacji ponoszonych przez Urząd kosztów, a zarazem podnoszenia jakości jego prac i sprawności funkcjonowania, w obliczu rosnącej ilości zadań wynikających z nowych regulacji krajowych oraz europejskich – chwali się UKNF na swojej stronie internetowej w zakładce “Transparentny urząd”. Trudno o większą hipokryzję. Gorzej, jeśli władza PiS takie standardy wprowadzi na stałe. Wówczs, w każdym polskim przedsiębiorstwie będzie musiał być zatrudniony szpieg z ramienia właściwego urzędu skarbowego. Oczywiście w trosce o interes państwa.

Waldemar Mystkowski pisze o gniciu państwa.

Afera Komisji Nadzoru Finansowego w sprawie Getin Noble Banku ujawnia gnicie państwa zarządzanego przez PiS. Owszem, to państwo gnije w sferach, w których państwo ma dostęp do zawłaszczania, lecz coś zupełnie innego winno być wybite na plan pierwszy i o to rozgrywa się w tej chwili bitwa. Szef KNF Marek Chrzanowski zmusiłby do korupcji Leszka Czarneckiego, właściciela Getin, lecz ten nie dlatego ujawnił nagranie, w którym Chrzanowski domaga się milionów, ale dlatego, że jego bank może zostać przejęty za „symboliczną kwotę”, złotówkę.

Nawet w tym elemencie afera KNF to coś zupełnie innego jakościowo niż Rywingate. Lew Rywin chciał dla siebie Polsatu w imieniu „grupy trzymającej władzę” i przyszłego zapisu w ustawie medialnej – „lub czasopisma”. Chrzanowski te „lub czasopisma” chciał uzyskać w ramach tzw. „planu Sokala” (nazwisko szefa Bankowego Funduszu Gwarancyjnego), a jego elementem to zgłoszona przez PiS 9 listopada poprawka do ustawy – lobbowana przez Chrzanowskiego – o możliwości przejęcia banku, gdy w ocenie KNF bank nie spełnia wymogów kapitałowych. „Plan Sokala” zakładał doprowadzenie do celowego doprowadzenia upadłości Getin Noble Banku i odkupienia go za symboliczną złotówkę.

Na to przejęcie oraz inne, do których doszło i może dojść, nakładamy okular propagandowy – repolonizacja banków. Choć Czarnecki jest Polakiem, to nie jest pisowcem i repolonizacja jego banku wg PiS byłaby jeszcze bardziej sprawiedliwa. Zresztą pierwszy argument po ujawnieniu afery, jaki był używany przez PiS (Zybertowicz w TOK FM) w stosunku do Czarneckiego to, iż współpracował z SB. Typowe stygmatyzowanie komuną, którego też chętnie używa Mateusz Morawiecki, tak wszak wyraził się o sędziach Sądu Najwyższego.

Repolonizacja dotyczy banków, ale także innych sfer, które PiS chce zagarnąć dla siebie i swoich celów, choćby media prywatne, które od dłuższego czasu spotykają się z kanonadą oczerniania przez polityków PiS – są bowiem niemieckie, niesprawiedliwe dla PiS (Morawiecki) i należy je zdekoncentrować.

W ten sposób przejmowane były banki i media w Rosji przez Putina i jego ludzi. Tej metody użył także Viktor Orban na Węgrzech. Kaczyński i jego ekipa są na początku owej drogi jeszcze się potykają, bo w Polsce opór jest o wiele potężniejszy. Na pewno łatwiej byłoby repolonizować Czarneckiego za złotówkę, gdyby było już po Polexicie. Putinizacja PiS-owi – na szczęście – nie wychodzi.

Kornel Morawiecki był gościem Andrzeja Stankiewicza w oinet.pl. Internauci skomentowali deklarację Morawieckiego o chęci startu w wyborach do Europarlamentu.

Antoni Macierewicz skomentował w telewizji Tadeusza Rydzyka tegoroczny Marsz Niepodległości, który odbył się w Warszawie.

Internauci komentują wywiad Adama Bielana (PiS) w Radiu Zet.