Burdel PiS płonie

22 Wrz

Do tych zaskakujących i bulwersujących informacji dotarł Superwizjer, program telewizji TVN. Jeśli okażą się prawdą, w obozie PiS czeka nas nowy skandal obyczajowy.

O co dokładnie chodzi? Lub o kogo? Okazuje się, że były minister finansów i nowy szef Najwyższej Izby Kontroli może być zamieszany w seksaferę.

Polityk-sutener

Jak poinformował widzów Superwizjer TVN, Marian Banaś, dziś stojący na czele NIK ex-szef resortu finansów, czerpie zyski z wynajmowania pokoi w pensjonacie, gdzie organizowane są erotyczne schadzki. Szef NIK jeszcze nie odniósł się do tych zarzutów, ale jak zapewnił m.in. portal money.pl wkrótce to zrobi.

Cały wstrząsający materiał dziennikarzy TVN-u zostanie wyemitowany dzisiaj, czyli w sobotę 21 września. W samej zapowiedzi reportażu można usłyszeć sugestię że Marian Banaś jest ponoć powiązany z gangiem sutenerów, a w pensjonacie spotykają się “niewierni małżonkowie, prostytutki” oraz jest on związany z „szarą strefą seksbiznesu”. Pojawia się tam też stwierdzenie, że Banaś zarabia na wynajmie pokoi na godziny.

Jak na razie NIK, jak i jej prezes, milczą w tej kwestii i nie komentują afery. Oświadczenia mamy spodziewać się jednak w najbliższym czasie. Takie zapewnienie otrzymał portal money.pl od „ważnego pracownika Izby”. Ponoć z jego punktu widzenia, zarzuty Superwizjera wydają się “absurdalne”

Seks-afery w polityce

Seks-afery zniszczyły już karierę niejednemu politykowi. Najsłynniejszym przykładem jest historia z Andrzejem Lepperem, Anetą Krawczyk i innymi posłami Samoobrony.

Pewne kontrowersje dot. seks-taśm pojawiły się w czasie tej kadencji w kontekście marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego. Chodziło ponoć o video, na którym widać polityka uprawiającego seks z ukraińską prostytutką. „Nagranie jest dobrej jakości. Prawdopodobnie zostało sporządzone w agencji na tzw. Zameczku pod Rzeszowem. To znany, oddalony kilkadziesiąt kilometrów od miasta zespół pałacowy, z luksusowymi pokojami. Dziewczyna na nagraniu ma blond włosy, mogła nosić perukę z jasnymi włosami. Wygląda co najwyżej na 15 lat. Kamera została sprytnie umieszczona, zamontowana prawdopodobnie w ścianie – na wysokości łóżka. Z takiej perspektywy jest nagranie. Trwa kilkanaście minut” – mówił wp.pl oficer znający kulisy sprawy.

Seks zatopi PiS?

Czy więc nowa afera zatopi PiS? Zgodnie z nowymi badaniami… nie. Okazuje się, że Polacy przymykają oczy na większe czy mniejsze afery związane z politykami, jeśli tylko ci drudzy hojnie obdarzają ich socjalem. Tak wynika z ostatnich analiz zachowań wyborczych. Smutne, ale czy prawdziwe? To pierwsze – na pewno. Drugie? Przekonamy się 13 października.

Obejrzałem reportaż i mimo późnej pory spieszę z życzliwą radą, bo czasem pierwsza reakcja decyduje o wszystkim, a sprawa wygląda bardziej niż dramatycznie.

Pozornie wynajmowanie pokoi na godziny przez szefa NIK za pośrednictwem gangsterów może wydawać się niestandardowym sposobem zarabiania kasy przez najważniejszego kontrolera w kraju. Poranny przekaz dnia musi być więc spójny.

Prezes NIK prowadzi szacowny przybytek, który jest solą w oku elit. Odpoczywają w nim bowiem robotnicy, którzy zmęczeni budową elektrycznych samochodów i miliona mieszkań muszą przytulić gdzieś swoje głowy, a ponieważ nie stać ich na całą dobę, to odpoczywają na godziny.

Są to wszystko osoby niezwykle pobożne, którym nawet do głowy nie przyjdzie, aby wykorzystać cenny czas na jakieś bezeceństwa. To tylko w głowach liberalnych dziennikarzy takie godzinne pokoje kojarzą się z jakimiś ekscesami. Lustra w pokojach natomiast służą do tego, aby po zasłużonym odpoczynku synowie ludu pracującego mogli właściwie przejrzeć swój strój, czy jest schludny dostatecznie, zanim wrócą do pracy. Natomiast obecność gangsterów w tym szlachetnym pensjonacie ma związek z miłosiernym sercem naszej władzy, która nawet osobiście włącza się proces resocjalizacji bandytów i więźniów (nawet czasem rząd sprawdza zakończenie procesu resocjalizacji na miejscu, jak było to w przypadku wizyty urzędników MS w celi Kosteckiego…). Zresztą ich drobne winy (wymachiwanie nożami, czy bójka z rannym policjantem) miały miejsce, gdy wymiar sprawiedliwości jeszcze nie rozumiał tak jak teraz, że wina jest rzeczą względną i czasem drobne naruszenia prawa (oszustwa, korupcja, bójki, pedofilia, morderstwa) mogą być odpuszczone o ile sprawca wspiera władzę, a nie przeszkadza.

Tak więc wytłumaczenie gotowe, a jutro tylko trzeba ludzi przekonać, że to był atak polityczny.

PS

W „Karierze Nikosia Dyzmy” była scena jak przejechanie kobiety na pasach po pijaku było zbyt słabym hakiem, aby dopuścić sprawcę do urzędu premiera. Ale ta historia na NIK starczyła…

Polska Żegluga Morska potrzebuje nowych promów – i potrzebuje ich już teraz. Dalsze wstrzymywanie inwestycji godzi nie tylko w armatora, ale również w żywotne interesy naszego kraju i jego gospodarki” – napisał komisarz PŻM Paweł Brzezicki w artykule, który ukazał się w Biuletynie Informacyjnym Polskiej Żeglugi Morskiej „Bryza”. Artykuł przeznaczony do tzw. „użytku wewnętrznego” w grupie PŻM, przedstawia kulisy budowy promu w Szczecinie i jednocześnie obnaża całą związaną z tym akcję propagandową PiS.

Nie od dziś wiadomo, że Polska potrzebuje nowych promów we flocie rodzimych armatorów, aby nie stracić rynku na rzecz obcych firm przewozowych. Jeśli by do tego doszło, to straci cała gospodarka żyjąca z eksportu i importu na rynki skandynawskie, bo „cały korytarz transportowy zostanie przesunięty na linię Szwecja – porty niemieckie”.

Komisarz Polskiej Żeglugi Morskiej, Paweł Brzezicki, który jednocześnie kieruje, będącym pod kontrolą skarbu państwa, Funduszem Rozwoju Spółek, przedstawił kuriozalne wręcz działania rządu opóźniające słynną już budowę promu dla polskiego armatora.

W opinii Brzezickiego jesteśmy już co najmniej trzy lata do tyłu ze względu na bardzo pracochłonny projekt, którego koncepcje wciąż ulegają zmianom. Brzezicki wylicza także bardzo szczegółowo koszt budowy promu.

Według niego to wydatek rzędu 700 milionów złotych, jednak cały mechanizm finansowania to wielokrotność tej kwoty. „Pierwsze 700 mln to koszty stoczni (materiały, robocizna itd.). Drugie 700 mln zł potrzebne jest do tego, by stocznia przedstawiła armatorowi gwarancje zwrotu zaliczek w przypadku niepowodzenia całego przedsięwzięcia. Trzecie 700 mln zł musi mieć armator. Oczywiście, kiedy budowa kończy się powodzeniem, w grze pozostaje tylko to ostatnie 700 mln zł.” – pisze Brzezicki, informując przy tym, że Fudusz Rozwoju Spółek dysponuje w chwili obecnej kwotą 200 milionów zł.

Interesujące jest to, że jak informuje Brzezicki, armator nie musiałby czekać na wsparcie państwa, bo „do PŻM ustawia się cała kolejka stoczni zagranicznych, żeby to właśnie u nich zbudować ro-paxa i oferując przy tym finansowanie na poziomie 80 proc. wartości projektu.” Dlaczego więc nie skorzystać z takiej oferty? W opinii Pawła Brzezickiego winę ponosi obecny rząd, który za wszelką cenę chce zbudować prom pod kontrolą państwowych instytucji.

Mamy więc do czynienia z kuriozalną sytuacją: z jednej strony odmawia się armatorowi samodzielnego prawa decydowania o własnych inwestycjach i wyboru stoczni, która wspomnianego ro-paxa mogłaby zrobić najszybciej i najtaniej, z drugiej zaś strony instytucje wybrane do realizowania tego projektu – choć mają wysokie mniemanie o sobie – tak naprawdę są zbyt słabe, by budować statki. Są słabe po wielokroć: mają zbyt mało pieniędzy, a pracujący tam trzydziestolatkowie mają zbyt mało wiedzy na temat budowy statków i generalnie shippingu, wreszcie – i to chyba jest najgorsze – mają zbyt mało wiary, że budowa takiego statku w Szczecinie w ogóle jest możliwa” – ostro podsumowuje sytuację Brzezicki, dla którego budowa promu w Szczecinie powinna wykraczać poza partyjne rozgrywki, bo sprawa dotyczy ważnej sfery polskiej gospodarki.

czyli jak pan Prezes zdemaskował wewnętrzną ohydę Donalda Tuska i odkrył kalkulator.

– Nawet nie wiedziałem, że są takie urządzenia, które pokazują, co człowiek ma w środku – powiedział pan Prezes, z wysokości drabinki omiatając wzrokiem partyjnych towarzyszy zgromadzonych w jego gabinecie.

Świdrujące spojrzenie jego mądrych oczu przeszyło ich na wylot. Nieomal fizycznie czuli wewnętrzne mrowienie, gdy jego źrenice kierowały się w ich stronę. Wiedzieli, że nic się przed nim nie ukryje. Pan Prezes docierał do najgłębszych zakamarków ich wnętrza, znał ich najtajniejsze myśli, egzystencjalne rozterki, a nawet sercowe sekrety.

Marek Suski wypiął pierś i wysunął się do przodu. Od stóp do głów wypełniała go bezgraniczna miłość do pana Prezesa i bardzo chciał, by ukochany przywódca to zauważył.

– Proszę się nie rozpychać – powiedział zirytowany Marek Kuchciński. On też był przepełniony podobnymi uczuciami i nie lubił, gdy inni go zasłaniali.

Jedynie Zbigniew Ziobro starał się trzymać z tyłu i jeszcze zasłaniał się teczką. Zawsze tak robił i to było źródłem licznych komentarzy i plotek w partyjnych szeregach. „Co się pan tak kryje i zasłania? – pytali go koledzy. – Chce pan coś ukryć przez panem Prezesem?”.

– Ależ skąd! – odpowiadał Ziobro ze śmiechem, lekceważąco machając ręką. – Po prostu wrodzona skromność nie pozwala mi afiszować się miłością do pana Prezesa. Szczere uczucie nie potrzebuje rozgłosu.

Tymczasem świdrujące spojrzenie pana Prezesa zatrzymało się na Mateuszu Morawieckim, który od czasu wyprodukowania miliona elektrycznych samochodów cieszył się w partii opinią eksperta od nowoczesnych technologii. Koledzy często przychodzili do niego, by zasięgnąć rady w kwestiach technicznych. Prosili go o pomoc w różnych trudnych kwestiach: jak użyć maszynki do mięsa, jak ściągnąć z internetu przebój Zenona Martyniuka, czym skleić kadłub lodołamacza itp.

– Czy takie urządzenia, które pokazują, co człowiek ma w środku, są duże? – zapytał pan Prezes.

– Różnie – odparł Morawiecki. – Niektóre całkiem spore, a inne mniejsze.

– A czy jakaś fabryka mogłaby zrobić takie całkiem małe, które można by nosić schowane w kieszeni jak dyktafon? – dopytywał pan Prezes.

– No nie wiem… – zawahał się Morawiecki. – Nie zastanawiałem się nad tym. Pewnie by się dało.

– Wspaniale! – wyraźnie ucieszył się pan Prezes. – I można by np. nagrać i pokazać narodowi wnętrze Tuska?

Zgromadzeni wyraźnie się ożywili. Teraz do nich dotarło, do czego zmierza pan Prezes. Oczyma wyobraźni ujrzeli Polskę oklejoną od morza do Tatr plakatami ukazującymi wewnętrzną ohydę Donalda Tuska.

– Tylko tu mógłby być problem z RODO – powiedział Jarosław Gowin, który jak na inteligenta przystało, zawsze dzielił włos na czworo i miał pełno obiekcji. – Chyba nie wolno pokazywać, co człowiek ma w środku, bez zgody samego zainteresowanego.

– Ale wcale nie musimy tego pokazywać oficjalnie – powiedział Ziobro. – Mała Emi wrzuci to na Instagrama i Twittera.

– Hurra! Wspaniale! – zgromadzeni zaczęli wiwatować. W uniesieniu chwycili się za ręce, utworzyli koło i odtańczyli taniec zwycięstwa. To już jest ostateczny koniec Platformy! Pokażemy narodowi jej wewnętrzną obrzydliwość, całą tę zgniliznę, moralną gangrenę toczącą jej przywódców.

– A ile będzie kosztować taka kampania? – zapytał minister finansów i wyjął kalkulator.

– Niedrogo – uspokoił go Ziobro. – Parę honorariów autorskich, trochę premii kwartalnych, plus oczywiście koszt wyprodukowania urządzeń. Ale na pewno zmieści się pan w budżecie.

Minister zaczął stukać w klawisze.

– A co to takiego? – zainteresował się pan Prezes. Jego chłonny umysł zawsze był spragniony nowinek.

– To? Kalkulator do liczenia – odparł minister finansów.

– Coś takiego! – zdumiał się pan Prezes. – Nawet nie wiedziałem, że są takie urządzenia, które same liczą.

– Nie jest to absolutnie stanowisko Kościoła katolickiego w Polsce, ani w ogóle stanowisko Kościoła katolickiego – tak słowa Jarosława Kaczyńskiego skomentował prymas Wojciech Polak.

Komentarz dotyczył słów prezesa PiS, które padły podczas konwencji partii rządzącej w Lublinie.

– Chrześcijaństwo jest częścią naszej tożsamości narodowej. Kościół był, jest dzierżycielem jedynego powszechnego systemu wartości. Poza nim mamy tylko nihilizm – mówił wówczas Kaczyński.

Prymas Wojciech Polak brał udział w konferencji „Tworzymy pokój. Wiara w demokracji – czas wyzwań”, która odbyła się w Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN.

Pytanie o to, czy słowa Kaczyńskiego są tożsame z oficjalnym stanowiskiem Kościoła katolickiego w Polsce zadał sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku prof. Mirosław Wyrzykowski.

Sędzia dodał, że Kaczyński mówił o nihilizmie poza Kościołem na początku września, a nikt z kościelnych hierarchów się do tej wypowiedzi nie odniósł.

– Absolutnie to nie jest wizja Kościoła, która jest związana z Kościołem katolickim. Mogą być to poglądy, co do poglądów nie będę dyskutował z takimi czy innymi osobami, natomiast co do wizji na pewno nie. Nie mam żadnych wątpliwości – powiedział prymas.

Dodał też, że opinia Kaczyńskiego nie jest stanowiskiem Kościoła, bo gdyby tak było, jego obecność jako prymasa na konferencji w Muzeum POLIN  „byłaby co najmniej dziwna”.

Jedna odpowiedź to “Burdel PiS płonie”

  1. wiesiek 22 września 2019 @ 08:20 #

    „Czy takie urządzenia, które pokazują, co człowiek ma w środku, są duże? – zapytał pan Prezes.”
    Alez takie urządzenia już są i to w liczbie/podobno/120 a nazywa sie toto”Ławeczki Niepodległości” o zakup ktorych „poproszono”samorządy
    Okolicznościowy mebel stanie w każdym województwie w miejscach najczęściej odwiedzanych przez mieszkańców: na rynkach, bulwarach, w parkach i w miejscach pamięci związanych z ważnymi wydarzeniami historycznymi. Tak się przedstawia lista samorządów z dofinansowaniem na budowę Ławki Niepodległości w województwie mazowieckim:

    Miasto Mława
    Gmina Przasnysz (lokalizacja m. Święte Miejsce)
    Gmina Przasnysz (lokalizacja m. Bogate)
    Miasto Ostrołęka
    Gmina Ostrów Mazowiecka
    Gmina Goworowo
    Gmina Kozienice
    Gmina Latowicz
    Gmina Warka
    Powiat Wołomiński
    Gmina i Miasto Serock
    Gmina Lesznowola
    Gmina Miasto Sochaczew
    Miasto Żyrardów
    Powiat Warszawa Zachodnia
    Miasto Ząbki
    Gmina Bielany
    Miasto Sulejówek (lokalizacja skwer im. I. J. Paderewskiego)
    Siadasz na takowym „suwerenie”i już centrala dostaje wiadomość jak głeboko w…sercu….masz ten cały pis.
    Jakież to pomocne w uzupełnieniu sondazy ,w przemówieniach gdzie „zwyciężymy”ect
    Tylko dlaczego prezesowi o tym nie powiedziano ??
    Ze suwerenowi to normalka .Nie musi wiedzieć a gdyby wiedział ławeczki by omijał z daleka.
    Byc może jest w nich i takowe ustrojstwo które montuje w dolna cześć ciała zmyślny „chip” do odczytu w organach skarbowych.prokuraturze, czy przez patrole policji drogowej.I w zależności od informacji z niego uzyskanej delikwent jest odpowiednio traktowany

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: