Ziobro i Kaczyński, czyli Niktson w aferze Waterhejt

25 Sier

„A może Ziobro ma już zbyt wielką wiedzę, także o ludziach obecnego układu rządzącego, aby się go pozbyć? Jeśli przesądza ten ostatni argument, znaczy to, że wszechwładny lider dał się złapać w pułapkę. Postawił na człowieka, którego niespecjalnie cenił i któremu nie ufał. Teraz jego dymisja byłaby symbolicznym podważeniem „reformy wymiaru sprawiedliwości”. A ona jest wciąż na sztandarach”– napisał jeden z prawicowych publicystów Piotr Zaremba. Jego felieton o aferze Piebiaka nosi tytuł: „Ciężko uwierzyć, że Zbigniew Ziobro nie wiedział, co dzieje się w resorcie”.

Publicysta przypomina, że to nie jedyna afera związana z Ziobrą. Wymienia nieopublikowanie list poparcia dla kandydatów do nowej KRS mimo prawomocnego wyroku NSA. – „Jeśli wśród osób zgłaszających kandydatów do KRS przeważali faktyczni urzędnicy ministerstwa, obciąża to tego ministra. Widać gołym okiem, że Ziobrze udaje się, choć pewnie połowicznie, coś, co nie udawało się poprzednikom z innych partii. Że buduje z mniejszości środowiska zwartą grupę gotową na obsługiwanie najbardziej drażliwych i dwuznacznych interesów władzy. Są to kadry dobrze opłacane i uczone dyspozycyjności. To są nowi prezesi sądów, zapewne większość członków nowej KRS, także Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Zupełnie jawnie korumpuje się lub uzależnia część sędziów” – twierdzi Zaremba.

„Ciekawy tekst. Szokuje tylko, że napisał go człowiek, który dwa lata temu wygłaszał laudację na cześć Kaczyńskiego, gdy ten dostawał od Sieci nagrodę „Człowieka Wolności.” Bez tego „człowieka wolności” zdegenerowany system nigdy by nie powstał” – podsumował Tomasz Lis z „Newsweeka”.

„Mam tu jakiś dysonans poznawczy, bo sam tekst bardzo rzetelny, za to autor wiele razy dowiódł swego przywiązania do obozu władzy”; – „No to czekamy, kiedy prawa strona nazwie go: psychicznym, targowica, zdradziecka morda, antypolak. Tudzież po prostu odleciał…” – komentowali pozostali internauci.

Najnowszy Newsweek.

„Patrząc z boku i z doświadczenia: Ziobro z całą jego ekipą pokazał, że wie, jak wygląda współczesne pole walki. Dla JK tylko tacy zawodnicy się liczą. Oczywiście ktoś popełnił błąd, że tego nie outsorcował w całości i się wydało. Ludzie nie powinni widzieć jak się robi parówki” – napisał na Twitterze Adam Hofman, były rzecznik PiS. Przypomnijmy, przestał nim być w 2014 r. po tzw. aferze madryckiej. Ówczesny poseł PiS zgłosił wyjazd do Madrytu samochodem i pobrał za niego kilometrówkę, a na miejsce dotarł tanimi liniami lotniczymi. Wykluczony z partii założył firmę public relations.

Wspomniane przez Hofmana outsorcowanie to w dużym skrócie przerzucanie części zadań firmy na zewnątrz. – Outsourcing hejtu „w całości” jest właśnie tym, czego oczekiwał prezes, by się nie wydało, a Ziobro, trójkowy student, nie sprostał”– skwitował jeden z internautów.

Pozostali internauci komentowali jednoznacznie wpis Hofmana: – „Aha, więc gdyby nie ów błąd nic by się nie wydało i wszystko byłoby OK, tak? Porażająco cyniczne i na wskroś pisowskie”; – „Czyli problemem nie jest to, co oni robili? Tylko że robili to mało profesjonalnie”;

„Ufff, dobrze, że pan to napisał. Schudł pan i zaczął się wydawać normalny, ale wciąż jest pan takim samym cynikiem jak wtedy, kiedy pan podatników dymał na kilometrówce do Madrytu. Czyli po staremu – można kraść i dymać, aby się tylko nie wydało”; – „Hofman się nie zmienił. Wg niego każde świństwo, draństwo i sukinsyństwo jest w porządku, BYLE SIĘ NIE WYDAŁO. Qurwa. Pole walki? Z kim? Z sędziami?”; – „Człowiek z PiSu może wyjść, ale PiS z człowieka nigdy!”.

 „Potraktowaliśmy nasze państwo jak skarb, jak najwyższe dobro. Dzięki temu naprawa instytucji publicznych, zwłaszcza podatkowych, doprowadziła do tego, że przeznaczamy duże środki na programy społeczne” – taki cytat z Mateusza Morawieckiego można przeczytać na oficjalnym koncie PiS na Twitterze. Premier wygłosił te słowa podczas dzisiejszej konwencji PiS.

„Rzeczywiście jak skarb i bierzecie z tego skarbca, ile się da”; – „Traktuje Pan rzeczywiście „państwo jak skarb, jak najwyższe dobro” i garściami czerpie z państwa dla WŁASNEGO dobra, używając samolotów rządowych, jak taksówki”;

„Skarby narodowe przez was w ruinie: Puszcza Białowieska, stadnina w Janowie, bohaterzy Solidarności i Powstania Warszawskiego, Konstytucja Najjaśniejszej Rzeczpospolitej, polscy eksperci, dyplomaci, sędziowie, armia, edukacja, rolnictwo, nauka, kultura, media publiczne…” – komentowali internauci.

O aferze w resorcie Ziobry Morawiecki się oczywiście nie zająknął, za to zapewniał: – „My jesteśmy po prostu rządem patriotycznym”. Ciekawe, jak premier pisowskiego rządu rozumie to pojęcie…

Ośmiornica, która starała się trzymać w głębokim cieniu, nieoczekiwanie dla samej siebie wypłynęła na światło dzienne. Wszyscy ją zobaczyli – i już nie zapomną tego widoku.

Czy ktoś jeszcze ma wątpliwości dotyczące mafijno-gangsterskiej natury systemu budowanego przez PiS? Do niedawna szefowie rządzącej ferajny odwoływali się do sądów i oskarżali ludzi, którzy odważyli się napisać o państwie mafijnym czy o zorganizowanej grupie przestępczej. Los ten spotkał publicystę Wojciech Czuchnowskiego z „Gazety Wyborczej” i prof. Wojciecha Sadurskiego z UW. Czy teraz, po zdemaskowaniu gangu działającego w ministerstwie sprawiedliwości, rządząca sitwa będzie jeszcze miała czelność oskarżać swych krytyków?

Zeznania skruszonej hejterki Emi wydobyły na światło dzienne to, co miało pozostać w ukryciu – opinia publiczna zobaczyła, jak ramiona ośmiornicy oplatają instytucje państwa, prorządowe media i tę część środowiska sędziów, która pomaga władzom niszczyć niezależność wymiaru sprawiedliwości. Widzimy, że żołnierzami gangu są urzędnicy ministerialni, awansowani przez Zbigniewa Ziobrę sędziowie, publicyści rządowych i wspierających rząd mediów. Ta siatka tworzy cały układ, działający w sposób skoordynowany i zaplanowany. Niewątpliwie ma też ośrodek dyspozycyjny, skąd płyną polecenia, instrukcje i wytyczne. W rozmowie z Emi Łukasz Piebiak wyraźnie mówił o „szefie”.

Dlaczego Emilia Sz. to ujawniła?

Motywacje sprawczyni tego zamieszania nie są do końca jasne – ona sama mówi o wyrzutach sumienia i trzeba przyznać, że chwilami brzmi dość wiarygodnie. Z drugiej jednak strony w tle przewijają się fakty, które mogą wskazywać na bardziej osobiste motywacje: słyszymy o jej rozwodzie z sędzią „dobrej zmiany”, o rewizji w domu i konfiskacie nośników pamięci elektronicznej, o braku środków do życia. Mąż, który się z nią rozwodzi, publicznie twierdzi, że żona jest uzależniona od alkoholu i środków psychoaktywnych oraz cierpi na zaburzenia emocjonalne. Nie wiemy, czy to tylko kłamliwe oszczerstwa, czy jest w nich choć ziarno prawdy.

Całkiem możliwe, że jak to w życiu często bywa, mamy tu do czynienia z całym splotem okoliczności i motywacji, z których jedne nie wykluczają drugich, a wręcz mogą je wspierać i wzmacniać.

Ale wszystko to nie ma większego znaczenia – liczą się tylko fakty, które Emilia Sz. ujawniła i które demaskują przestępczą naturę tzw. dobrej zmiany.

Dobra zmiana się miota

Afera wyraźnie zaskoczyła obóz władzy. Rządzący nie byli na nią przygotowani, nie mieli zawczasu sformułowanych odpowiedzi, nie skoordynowali reakcji. Stąd to paniczne, bezładne miotanie się. Najpierw próbowali opowiadać, że sprawa stanowi dowód na to, jak poważnym problemem jest hejt w internecie – ale zaraz potem wyrzucili z ministerstwa Łukasza Piebiaka oraz sędziego Jakuba Iwańca. Cały czas jednak próbują wmówić opinii publicznej: „Polacy, nic się nie stało!”. Ot, pokłócili się sędziowie z sędziami, taka wojenka w środowisku „kasty” – bo tego właśnie słowa używają członkowie gangu, gdy mówią o niezawisłych i odważnych sędziach.

Udający dziennikarzy funkcjonariusze aparatu propagandowego dwoją się i troją, by zamazać prawdziwy obraz sytuacji i by zainteresować opinię publiczną innymi tematami. Trudno się dziwić – walczą wszak o ocalenie własnej skóry. Żołnierze Kurskiego czy Karnowskich doskonale zdają sobie sprawę, że gdy ich mocodawcy i protektorzy stracą władzę, oni sami też wpadną w kłopoty.

Z punktu widzenia grupy trzymającej władzę sytuacja rzeczywiście zaczęła się robić groźna. Wskazują na to nerwowe ruchy: w czwartek wieczorem szef resortu Zbigniew Ziobro stawił się na dywaniku na Nowogrodzkiej. Nie wiemy, jakie słowa padły z ust szefa wszystkich szefów, ale można się domyślić, że nie było to nic przyjemnego. W przedwyborczych notowaniach PiS nastąpiło kilkupunktowe tąpnięcie.

Sam Ziobro, swoim zwyczajem, usiłuje uciec do przodu, zapowiadając przyjęcie przepisów regulujących aktywność sędziów w internecie. To jego stały numer – przy każdej aferze mówi, że przygotuje odpowiednią ustawę, która wprowadzi nowe restrykcje, i zachowuje się tak, jakby to do niego należało uzdrowienie sytuacji. Jakby to nie on był odpowiedzialny za aferę. To też znana metoda, od niepamiętnych czasów stosowana przez cwaniaków wszelkiego autoramentu, którzy krzyczą „łap złodzieja!” i pokazują w drugą stronę, by odwrócić uwagę od siebie.

Miejmy nadzieję, że tym razem już ten numer nie przejdzie. Mafijna natura dobrej zmiany ujawniła się w pełnej krasie i trudno będzie sprawić, by opinia publiczna zapomniała, co zobaczyła.

Ci, którzy nie głosują, nie chcą zrozumieć, że każdego dnia i w każdej chwili dobija się ona do ich drzwi, wpływa na ich codzienność.

Kilka dni temu spotkałam się z dawno niewidzianą młodą osobą. Porozmawiałyśmy o tym, o tamtym, ale nie byłabym sobą, gdybym nie odniosła się do czekających nas 13 października decyzji. Zapytałam więc, czy wybiera się na wybory i w odpowiedzi usłyszałam, że nie. Argument powalił mnie na kolana – nie pójdzie na wybory, bo polityka jej nie interesuje… No właśnie, takich jak ona jest ponad 40% w naszym społeczeństwie. To z reguły młodzi ludzie na tzw. dorobku życiowym. Mieszkają w swoich M-ileś, wziętych na kredyt, mają całkiem dobrą pracę, wychowują albo lada moment będą wychowywali dzieci. Stać ich na wakacje co najmniej raz do roku, wszędzie dojadą własnym samochodem, żyją sobie spokojnie i skupieni są bardzo przede wszystkim na sobie.

Nie mają zielonego pojęcia, że polityka to m. in. działalność instytucji państwowych, co bezpośrednio wpływa na ich możliwości funkcjonowania. To taki układ stosunków społecznych, w których wyraźnie widać kontrolę i wpływ na codzienność władzy lub autorytetu. To system, który zapewnia rozwój społeczny poprzez rozwiązywanie konfliktów. Ale co tam… polityka ich nie obchodzi i nawet sprawy sobie nie zdają, że chcąc czy nie, są częścią tej polityki. Każdego dnia i w każdej chwili dobija się ona do ich drzwi, wpływa na ich codzienność, kreuje obraz ich życia, wspomaga podejmować decyzje. Nie pomoże tutaj żadne zaprzeczenie, bo siedzą w polityce po uszy, choć wydaje się, że są tego zupełnie nieświadomi.

Dzisiaj twardo stoją na stanowisku, że ich jakaś tam polityka obchodzi. Zamiast na wybory wolą pooglądać telewizję, jakąś komedię romantyczną, wyskoczyć za miasto na piwko ze znajomymi. A jednak przyjdzie czas, gdy ta polityka walnie ich ostro i co wtedy? Kogo będą winić, do kogo będą mieli pretensje, gdy ich, tak pięknie poukładany świat, rozsypie się jak domek z kart?

Może zdarzyć się taka sytuacja, gdy wracając sobie spokojnie do domu, zahaczą o kolumnę samochodów rządowych, która wymusi na nich pierwszeństwo i doprowadzi do kolizji. Nagle okaże się, że to oni są winni zdarzeniu, bo przecież nie prominenci władzy. Ich samochód będzie nadawał się do kasacji, a oni stracą mnóstwo kasy na opłacenie adwokata, który przed upolitycznionym sądem będzie chciał dowieść ich niewinności. Dostaną jakiś tam wyrok, w najlepszym przypadku – w zawieszeniu, ale odnotowany w aktach, co utrudni im rozwój kariery zawodowej. Oczywiście, nie musi to być kolumna, wystarczy samochód prowadzony przez kogoś, mocno związanego z partią rządzącą.

Może zdarzyć się tak, że podczas niedzielnego spaceru z rodziną, zupełnie nieświadomie znajdą się w pobliżu protestujących w obronie demokracji w Polsce. Przypadkowo zgarnie ich dość brutalnie policja, zabierze na komisariat, spisze, a za jakiś czas sąd dowali im karę za udział w manifestacji. Karę, która również będzie odnotowana w aktach. Mało tego, odpowiednie służby mogą uznać, że narazili swoje potomstwo na niebezpieczeństwo i zaczną się wywiady środowiskowe, wizyty kuratora, straszenie, że dzieci im się odbierze. Mogliby też, przypadkowo, trafić w sam środek marszu dumnych narodowców, maszerujących sobie ku chwale i z pełnym poparciem rządzących. Tutaj nie policja byłaby dla nich groźna, ale jakaś puszczona raca, rzucony kamień. W takim tłumie agresywnych osiłków łatwo o zranienie, uszkodzenie ciała. A potem płacz, nerwy, koszty leczenia i… zwykły spacer zamieniony w koszmar chichoczącej polityki, którą przecież się nie interesują, bo ona ich nie dotyczy.

W którymś momencie ich dzieci trafią do szkoły. Szkoły, która zdążyła już odejść od modelu instytucji świeckiej, nie podlegającej indoktrynacji, a uczyć w niej będą nauczyciele, odpowiednio zweryfikowani testami na patriotyzm w rozumieniu władzy. Zdobywana wiedza będzie oparta na wartościach tylko chrześcijańskich. Historii będę uczyli chłopcy narodowcy, wciskający kit, że tylko żołnierze przeklęci, ups przepraszam, wyklęci, są warci pamięci, a patriotyzm polega na tym, by dać się zabić za Ojczyznę. Mało tego, biorąc przykład z władzy, dzieci będą dowalały sobie na całego, jeszcze gorzej niż teraz. W końcu jak władza w taki sposób walczy ze swoimi oponentami, to i oni tak mogą, prawda? Hejt, agresja, nienawiść będą na porządku dziennym i jeśli ich dziecko nie wtopi się w tłum, to będzie miało przerąbane. Wystarczy zbyt ciemna karnacja, lekka nadwaga, wiara w innego, nie katolickiego Boga, jakaś dysfunkcja i już pozamiatane. Na ich dziecku skupią się owoce takiej polityki, która sankcjonuje i aprobuje walkę z wszelką innością. Nie chcę nawet myśleć, co się wydarzy, gdy okaże się, że córeczka lub synek mają inną orientację seksualną. Prześladowcy w imieniu obowiązującego prawa i za zgodą władz, będą mogli go spokojnie pobić, zniszczyć mu życie. Ale co tam… ich polityka nie interesuje.

Coraz większe zapotrzebowanie na rozdawanie pieniędzy doprowadzi do nakładania co rusz nowych podatków, które kto będzie płacił? Oczywiście oni. Postępująca inflacja, wynikająca ze złego zarządzania państwem, uderzy ich po kieszeni, jakiś niewielki nawet kryzys gospodarczy spowoduje drastyczny wzrost rat kredytów. Nie dla nich będzie prawo, obejmujące tylko grupę uprzywilejowaną, wiara w sprawiedliwość okaże się fikcją, jeśli nie znajdą się po właściwej, rządowej stronie mocy. W sądach będą traktowani jak obywatele drugiej kategorii. W szpitalach będą umierali w oczekiwaniu na lekarza, a w razie ciężkiej choroby sami będą musieli finansować własne leczenie. Na wakacje zagraniczne odechce im się wyjeżdżać, bo wszędzie będą traktowani jak pariasi, ci gorsi, z wariatkowa, więc nie pasujący do demokracji światowej. Zresztą, czy będzie ich na takie wypady stać? Karmieni papką propagandową, zapomną o dobrej książce, sztuce, którą warto zobaczyć. Swoją biernością dadzą przyzwolenie na łamanie praw człowieka, ale czy to ważne? Ich polityka nie interesuje…

Zadowoleni będą spędzać dzień 13 października po swojemu i z dala od lokali wyborczych, wierząc, że są Bogami swego świata i nikt oraz nic tego nie zmieni. Do czasu…

#Watergate po polsku

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: