Pokonać PiS

30 Maj

Historyk idei, prof. Marcin Król podczas rozmowy w „Faktach po Faktach” w TVN ocenił, że dziś – nie tylko w Polsce – „mamy do czynienia ze schyłkiem” pewnej epoki – tzw. demokracji proceduralnej. „To był najwspanialszy okres w ludzkich dziejach, nie było nigdy lepiej ludziom”. Jednak „w pewnym momencie wszystko się kończy” – stwierdził. „To, czego zawzięcie broni Koalicja Europejska, czyli to co ja nazywam demokracją proceduralną, to przez pewien długi czas wspaniale działało w Europie”. Oznaczało bowiem „więcej pieniędzy, swobodniej, więcej opieki, mniej głodu”. Jak zauważył, „to było zrozumiałe przez traumę powojenną. Wszyscy chcieli bezpieczeństwa, spokoju, opieki, braku głodu, braku bezrobocia” – ocenił. Jednak teraz „to się kończy. Oczywiście, jak szybko będzie się kończyć, to tylko wróżka może powiedzieć, ale będzie się kończyć” – uważa prof. Król.

Pytany, dlaczego więcej osób zaufało ludziom Jarosława Kaczyńskiego, prof. Król odparł: – „Ja bym to w jednym zdaniu powiedział: jak się chce uwieść, to trzeba mieć albo seksapil, albo pieniądze. PiS miało pieniądze, Koalicja Europejska nie miała seksapilu. Więc czym miała uwieść? Brak propozycji programowych jest naprawdę dojmujący”. Jak dodał, „do tego doszedł element nudy”. – „Jak słucham polityków, to przestaję natychmiast. Po pierwsze, polszczyzna doprowadza mnie do straszliwej irytacji, a po drugie, nuda. Bo oni mówią w kółko to samo. Nuda to jest zabójcza rzecz. Igrzyska są niezbędne” – przyznał. Powiązał to z faktem, że Koalicja Europejska świadomie nie obiecywała szczególnie wiele swoim wyborcom. Tymczasem „w czasach upadku polityki racjonalnej” było to nie najlepsze rozwiązanie. Polska nie jest jednak odosobniona z tym problemem.  „Myślę, że cała Europa na to zachorowała. Nudne stały się Niemcy, straszna nuda panuje w Austrii, ale nawet we Francji – ocenił prof. Król. – Mamy do czynienia z czymś, co jest zjawiskiem po prostu schyłkowym”.

Jak zaznaczył rozmówca TVN, „70 lat trwała wspaniała demokracja proceduralna, u nas o wiele krócej”. Zdaniem profesora, „za późno (dla Polski – red.) przyszedł 4 czerwca i wygranie rozmów przy Okrągłym Stole”. Gdyby to było 20 lat wcześniej, trafilibyśmy na wspaniałą europejską koniunkturę, a trafiliśmy na początek zmierzchu, który „nastąpił wyraźnie w 2008 roku i to nie z powodów gospodarczych, tylko wszystko razem zaczęło się przechyla. Dzisiaj jest tak, że w żadnych kraju nie ma już stabilnej sytuacji politycznej. Nie można ludziom cały czas dawać chłodu, ludzie coraz bardziej w Europie pragną uczuć gorących w polityce. Polityka ma być czymś, co nas pociąga, a nie czymś, co nami z cicha steruje” – mówił. Prof. Król wysoko ocenił natomiast wspólnotowe doświadczenie Polski z czasów Solidarności („Jeżeli chcemy budować wspólnotę, to fenomenalnym tego przykładem była Solidarność”), a które „zostało pominięte” i niestety niedocenione.

Profesor Król odniósł się również do obecnej sytuacji w Kościele. Zapytany, czy zgadza sie z tezami z wystąpienia redaktora naczelnego „Liberté” Leszka Jażdżewskiego, który 3 maja na Uniwersytecie Warszawskim przed szefem Rady Europejskiej Donaldem Tuskiem, mówił między innymi, że „Kościół katolicki w Polsce, obciążony niewyjaśnionymi wciąż skandalami pedofilskimi, opętany walką o pieniądze i o wpływy, stracił moralny mandat do tego, aby sprawować funkcję sumienia narodu”.Profesor przyznał, że „znacznej mierze, niestety” zgadza się z Jażdżewskim. – „Tylko bardzo wyraźnie chciałbym rozdzielić dwie rzeczy: Kościół i religię – zaznaczył. – Porażka Kościoła jest w tej chwili niesłychanie trudna do odrobienia, nie wiem jak to się uda Kościołowi, nie będę doradzał. Trzeba odnowy totalnej” – powiedział. Jednak, jak dodał, „to nie oznacza, że zmniejsza się rola potrzeby religii”. – Religia jest niezbędna w naszym życiu. (…) Dlatego, że wszyscy mamy jakąś potrzebę elementarnego kodeksu moralnego, tylko bardzo nieliczni z nas potrafią ten kodeks znaleźć w sobie”– podkreślił rozmówca TVN. Według profesora, „niemal każdy z nas ma poczucie sił metafizycznej istniejącej”. – Organizacja tego świata przez religię będzie postępować. O ile jestem pewien zmierzchu Kościoła w tej chwili, to jestem też przekonany o wzroście roli religii. To są dwie niezależne siły” – ocenił.

Prof. Król ubolewa nad zjawiskiem zaniku klasy średniej, jako tej która decydowała o konsumpcji, o wartościach – wymieniał. – To powoduje, że istotne kiedyś dla klasy średniej sposoby życia, ideały, wzory, zostały zarzucone. Przychodzą ludzi zupełnie nowi – powiedział. Zdaniem profesora, właśnie dlatego „świat w tej chwili przestaje się przejmować biednymi”. Jego zdaniem obecnie „polskiego inteligenta czeka 20 ciężkich lat”. – „Ale nie dlatego ciężkich, że będzie rządził PiS, tylko dlatego, że będzie chaos – podkreślił. – „Anglia pokazuje co się staje, kiedy kraj się rozpada. Polska się też tak rozpadnie. Czeka nas straszliwy chaos, a na ogół ludzie nie lubią chaosu. To będzie miało polityczne konsekwencje, ponieważ zaniknie poczucie bezpieczeństwa. Zanik poczucia bezpieczeństwa, który nastąpi bardzo niedługo, będzie przekładał się na radykalne nastroje także po lewej i po prawej stronie” – podsumował gość „Faktów po Faktach”.

Co dalej?
Jest to pytanie, które stawiają sobie ludzie zatroskani tym co się stało, bo te wybory przegrała przede wszystkim Polska. Coraz bardziej prawdopodobny staje się scenariusz miękkiej uprawomocnionej wyborczym mandatem dyktatury. Nasz kraj może dołączyć do takich państw jak Węgry, Białoruś, a nawet Turcja czy Rosja. Różnice będą ilościowe. Tam też wyborów się nie fałszuje, ale reżimu przy pomocy kartki wyborczej zmienić się nie da chyba, że w nadzwyczajnych okolicznościach, których nikomu nie życzę.
Oznacza to pod wieloma względami sytuację podobną jak w PRL. Jako wieloletni emigrant wewnętrzny i więzień polityczny dobrze wiem co to oznacza. Ten koszmar jak każdy system autorytarny kiedyś się kończy, ale koszty z reguły są bardzo wysokie. Dlatego najważniejszym pytaniem dla demokratycznej opozycji jest – co dalej?

Bojkot politycznych instytucji pisowskiego państwa to minimum, które może zrobić każdy. Bronić tych obszarów, które jeszcze są niezależne, głównie samorządowych. I opozycja jeśli chce marzyć o zwycięstwie musi pozbyć się Schetyny, którego wyrzucenie, a w każdym razie pozbawienie decydującego wpływu na kampanię wyborczą oznacza minimum szans na zwycięstwo. Schetyna – powtarzam uparcie i od dawna – jest gwarantem pisowskich rządów, nie wiem świadomie czy nie, ale działa tak aby PiS nie utraciło władzy. Razem z otaczającą go kliką lizusów i nieudaczników Schetyna robi wszystko, aby pozostać liderem opozycji. Bredzi o poszerzaniu koalicji i „szukaniu rozwiązań” (miał na to cztery lata), naprawdę chodzi o przeczekanie fali krytyki. Z nim klęska jesienią jest pewna, bez niego prawdopodobna. Oznacza ona wyeliminowanie p. Schetyny z polskiej polityki to zawsze coś, ale dla Polski stanowczo cena zbyt wysoka.

Moim zdaniem liderem opozycji powinien zostać najpopularniejszy obecnie (sondaże) polityk opozycji Władysław Kosiniak-Kamysz i warto poszerzyć koalicję o polityków o chadeckich rodowodach i poglądach, fachowców, społeczników, zasłużonych w walce o demokrację, samorządowców. Nie warto angażować się w rozliczanie kampanii, to do niczego nie prowadzi i kto ma rozstrzygać? Porażka wyborcza jest faktem, jeśli Schetyna nie odejdzie należy budować koalicję bez niego. I należy zostawić w spokoju Biedronia. To nie przez niego PiS wygrało wybory. Gdyby nie Wiosna nie wiadomo czy wynik generalny w PE byłby tak dobry. Polska wprowadziła 25 zwolenników Unii do 26 lub 27 przeciwników. To nie jest katastrofa dla Unii, która te wybory wygrała, przegrała głównie Polska i tradycyjnie już Węgry. Ale przecież nie takie katastrofy przeżył nasz kraj. Czasami najciemniej jest przed świtem.

Od ogłoszenia wyników wyborów do PE aż do teraz nie byłem w stanie siąść i wyrazić swoje emocje. Zaraz po ogłoszeniu wyników kupiłem sobie butelkę czystej i wypiłem w ciągu następnej doby, tak, że żona musiała mnie rozbierać do snu. Teraz dopiero dotarło do mnie wszystko – wyniki, implikacje, napłynęły możliwe konsekwencje na jesień, która zapowiada się zbyt gorąco, by myśleć o tym na wiosnę. 6 punktów procentowych, które otrzymałem, nie wystarczy nawet, żeby porządnie się upić – ale jak się nie ma, co się lubi…

Teraz PiS nabrał nowego wiatru w żagle; wie, że na jesieni rozstrzygnie się jego być, albo nie być; że jeżeli przewali te wybory, to nigdy już tak ulubionej władzy niemal absolutnej nie odzyska, więc tylko rażący błąd będzie w stanie odwrócić tendencje.

Film Sekielskich był przereklamowany – nie liczy się, ile ma wyświetleń, tylko kto go wyświetla. Jeśli wśród tych 20 milionów widzów są influencerzy, to znaczy, że byli zbyt cicho. W mediach są rozsiane jednostki i ludzie – węzły, którzy mają gęstą sieć społeczną i wpływ realny na to, co myślą ich obserwujący. Oczywiście, że wśród tak licznej publiczności musieli być owi ludzie – słupy, ale nie spełnili swej roli. W wielu kościołach nie odczytano listu biskupów, którzy odnieśli się, za późno jak zwykle, tak do filmu, jak przede wszystkim problemu pedofilii.

Jeśli Koalicja Europejska się rozpadnie, to bardzo trudno będzie zmontować na jesień nową. Jeżeli partie centrolewicowe pójdą osobno, na pewno przewalą te wybory, tu nie mam złudzeń. Straszenie PiS-em nie działa – gwoli prawdy, daleko im do faszyzmu i jest to raczej tylko faszyzm w koncepcji gospodarczej, podobnej nieco do narodowego socjalizmu, a nie w nadbudowie ideologicznej. Oczywiście, przymykają oczy na wybryki skrajnej prawicy, ale po klęsce tej ostatniej, nie mają już młodzieżowego zaplecza – pielgrzymki faszystów na Jasną Górę się skończą. PiS wie, że suweren nie lubi skrajności, tak jak nie lubi jej statystyka – wygrywają najczęściej partie oscylujące wokół centrum z odchyleniem w prawo bądź w lewo, ale nie skrajne.

Porażka Ruchu Palikota powinna była dać do myślenia Biedroniowi, ale nie dała – społeczeństwo w kryzysie będzie się trzymać blisko KK, bo to jedyna instytucja, która się nie zmienia i daje w ten sposób złudzenie stabilności, solidności i nawet skandale pedofilskie tego nie zmienią. Daleko nam do Irlandii, gdzie KK niemal upadł, czy do Hiszpanii, niegdyś bastionu katolicyzmu, teraz niemal z pustymi kościołami. Polska miała papieża i nawet jeśli to nie jego robota, to w każdym razie KK ma mocną pozycję mimo wszystko. A mówiąc serio – granie na nucie antyklerykalnej niewiele daje. Ostrzegałem, że problem KK to nie tylko jego skandale w przestrzeni publicznej, ale pokryte rdzą dogmaty, których nie ruszymy bez porządnej wiedzy i oczytania w różnych mądrych pracach.

Oby teraz nie zaczęło się szukanie winnych porażki KO, bo to najgorsze, co koalicja mogłaby zrobić; oczywiście, należy usiąść i zastanowić się, co poszło nie tak, ale bez oskarżania kogokolwiek – zawinili wszyscy, także ja, nie starając się wyraźnie artykułować swojego stanowiska. A co poszło nie tak? Otóż problemem poprzednich rządów było niedostrzeganie socjalnych kłopotów Polaków – większość z biednych, z małych ośrodków, ze wsi, z Polski południowo-wschodniej głosowała nie przeciw KO, ale za świadczeniami, które im dała – było, nie było – partia Kaczyńskiego. Oni zagospodarowali sferę pozostawioną przez liberałów “niewidzialnej ręce rynku”, a to w świetle historii ekonomii nie działa. Ani całkowity interwencjonizm państwa, ani całkowity liberalizm wolnorynkowy nie sprawdzają się. Co się sprawdza? Cóż, swobody gospodarcze nie mogą promować tylko bardziej zaradnych, bo o tym, kto jest zaradny decyduje tyle zmiennych, że nie sposób zliczyć. I ludzie podświadomie czują, że nie jest sprawiedliwy nierówny start w życiu, jaki jest faktem. Nikt nie jest winny, że rodzi się w biednej rodzinie i niczyją zasługą nie jest, że rodzi się superinteligentnym, przystojnym macho albo kobietą sukcesu. Ludzie nieświadomie chcą, aby w razie czego ktoś im pomógł – na wolnym rynku, jeszcze ledwo wschodzącym, każdy dba o własne interesy, więc ludzie chcą, aby był dobry wujek w postaci państwa, które pomoże, a jeśli nie pomoże ofiarowanie wędki, to nie zawaha się nawet dać po prostu rybę. Nie każdy, kto otrzyma wędkę, zaraz coś złowi – jeszcze trzeba ludziom pokazać, jak łowić, gdzie i kiedy. Pewna nuta pogardy dla tych, którym gorzej w życiu poszło, istnieje i jest wyczuwalna wśród tych, którzy jeszcze wierzą w wolny rynek i jego niewidoczną rękę.

PiS postawiło na mocny program socjalny, co się bardzo ludziom biednym i średnio sytuowanym podoba. A w sferze ideologii gra na najczulszej nucie Polaków, czyli nucie kościelnej.

Jakoś tak jest, że ilekroć ktoś próbuje zrobić porządek z religią, nigdy mu się to nie udaje. Sfera uczuć religijnych – co pokazały quasi-profanacje wizerunku częstochowskiego – nie podpada pod rozum, który nie potrafi ich okiełznać. Emocje religijne – co z kolei pokazywały miesięcznice pod pałacem – biorą zawsze w tłumie, w stadzie górę. Religii nie da się racjonalnie opisać, zbadać – można albo ją przyjąć w całości i tak robi większość, albo kryć się ze swymi poglądami, albo ignorować, czyli zająć się czymś innym.

Straszenie LGBT również pomogło, ale nie tak, jak ryba dla Kowalskiego i nie tak, jak granie na emocjach zbiorowych oraz zarządzanie strachem przed “nachodźcami”. Ale znowu: lustrzane demonizowanie przez opozycję wszystkich decyzji tej władzy nie spełnia warunku racjonalności. Nie jest bowiem możliwe, aby przez cztery lata PiS podejmował same złe decyzje. Inna sprawa, że jedna zła decyzja w kluczowej kwestii unieważnia dziesięć dobrych w mniej istotnych sprawach.

Jeśli na jesieni mamy zamiar wygrać te wybory, trzeba przestać uprawiać politykę negatywną i przejść do konstruowania realnej, mocnej alternatywy dla tej władzy. Nie wystarczy krytyka, zwłaszcza ad personam i wyłącznie destruktywna. Musimy mieć wizję. Całkiem nową, ale zarazem zakorzenioną w jeszcze głębszych warstwach świadomości społecznej wizję kraju. Podpowiadam: Polska “złotego wieku”, okres renesansu i odrodzenia, czasy jagiellońskie – tolerancja, wielokulturowość i świecka nauka, czasy, kiedy na Wawelu montowano “Zygmunta”. Oby wybił nam tym razem zwycięstwo.

Przegrana Koalicji Europejskiej nadal jest obiektem analiz i jak okazuje się, głównym problemem opozycji była… niska mobilizacji jej elektoratu.

„Gazeta Wyborcza” przypomniała dziś przedwyborczy sondaż Kantar. Wynikało z niego, że KE wygrałoby z PiS jednym punktem procentowym. Nawet zakładając, że wynik byłby  trochę inny, wątpliwe, by różnica wyniosła tyle, ile ostatecznie zobaczyliśmy w poniedziałek.

„Po zapoznaniu się z tabelami wyników “Wyborcza” zauważa, że 56 proc. uprawnionych do głosowania województw popierających Koalicję deklarowało udział w wyborach, podczas gdy w województwach popierających PiS udział zapowiadało 45 proc.” – czytamy na łamach Onetu.

I faktycznie – frekwencja w województwach “propisowskich” wyniosła 45 proc. Niestety zawiodły regiony “prokoalicyjne”, gdzie zamiast 56 proc.  do urn poszło tylko 44 proc.

Największy problem KE

Głównym problemem KE jest więc… jej elektorat, który chętnie deklaruje swój udział w wyborach, ale ostatecznie w dniu wyborów omija lokale wyborcze szerokim łukiem.

“Odwrotnie wyborcy PiS: zaniżony wynik Prawa i Sprawiedliwości w exit poll Ipsos (42,4 proc. przy rzeczywistym rezultacie 45,38 proc. – red.) tłumaczył tym, że wyborcy PiS ukrywali przed ankieterami fakt, że tak właśnie głosowali” – podaje “GW”.

Jak więc opozycja powinna zmobilizować swoich ludzi? Na to pytanie powinni odpowiedzieć specjaliści – zespół złożony z socjologów oraz ekspertów ds. PR i marketingu politycznego. Ponoć z ich pomocy korzysta od lat PiS. Zresztą – jak wczoraj pisała „GW” – w sztabie partii rządzącej dokładnie analizowano, w które powiaty politycy ugrupowania powinni się udać. Pytani o podobny schemat działania działacze KE, wzruszali ponoć ramionami.

Obecnie liderzy opozycji twierdzą, że przygotowują się do jesiennej kontrofensywy i analizują popełnione błędy. Wynik np. Bartosza Arułkowicza pokazał, że działacze KE mogli uzyskiwać lepsze notowania u wyborców.

Ostateczne starcie

Jaki wynik zobaczymy jesienią? Czy KE pokona ostatecznie PiS? Przed opozycją bardzo ciężkie chwile (zwłaszcza w kontekście niezadowolenia wynikiem PSL). Najtrudniejszym jej zadaniem będzie jednak pełna mobilizacji jej zwolenników. W tym tkwi klucz do sukcesu…

Reklamy

Komentarze 3 to “Pokonać PiS”

  1. Hairwald 30 Maj 2019 @ 18:27 #

    Reblogged this on Holtei i skomentował(a):

    PiS chce odebrać Gdańskowi Westerplatte! Szkopy z SMS Schleswig-Holstein.

Trackbacks/Pingbacks

  1. PiS chce przejąć Westerplatte | Holtei - 30 Maj 2019

    […] Depresja plemnika […]

  2. Ancymonki PiS rżną publikę, jak z cenami prądu, które wzrosną, albo jak szczujący inspektor Kołnierowicz | Hairwald - 30 Maj 2019

    […] Depresja plemnika […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: