Jak działa państwo mafijne don Corleone Kaczyńskiego?

23 Maj

„Gazeta Wyborcza” ujawnia, że w mieszkaniu prezes Trybunału Konstytucyjnego, Julii Przyłębskiej odbywają się cykliczne spotkania, w których uczestniczy prezes PiS Jarosław Kaczyński i premier Mateusz Morawiecki. Rozmówcy z rządu w rozmowie z GW podkreślają wprost, że to ważny ośrodek władzy.  Mieszkanie mieści się w reprezentacyjnym budynku z balkonami i dużymi oknami naprzeciwko TK. Obok swoje siedziby mają Ministerstwo Spraw Zagranicznych i Ministerstwo Edukacji Narodowej, niedaleko jest kancelaria premiera. W PiS od dawna narasta niezadowolenie, że partyjna siedziba przy ul. Nowogrodzkiej nie jest jedynym centrum decyzyjnym.

Jarosław Kaczyński skomentował publiczne swoje kontakty z prezes TK 13 maja w programie „Pytanie na śniadanie” w TVP 2. Niespodziewanie ujawnił w nim, że Przyłębska „jest jego towarzyskim odkryciem ostatnich lat” i bardzo lubi u niej bywać, a spotkania mimo pełnionej przez nią funkcji mają prywatny charakter.

Wypowiedź ta (temat przyjaźni prezesa PiS miał być jednym z zaplanowanych przez jego PR-owców tematów rozmowy) padła w czasie, gdy GW zaczęło prowadzić dziennikarskie śledztwo w sprawie spotkań w warszawskim mieszkaniu. Gazecie powiedział o nich jeden z polityków Prawa i Sprawiedliwości – czytamy w portalu. Po telewizyjnych występach prezesa PiS kontrolę w budynku przy al. Szucha przeprowadziła Służba Ochrony Państwa. Pracownicy zostali poinstruowani przez SOP o zachowaniu zasad RODO i ochronie danych osobowych.

>>>

Jarosław Kaczyński przyjeżdża do Przyłębskiej dwa, a nawet trzy razy w tygodniu. Czasami niesie reklamówkę, a towarzyszący mu ochroniarz teczkę z dokumentami. Budynek jest chroniony, a gości wita konsjerż. Prywatni ochroniarze lidera PiS czekają w recepcji budynku. Pod koniec 2017 r. w spotkaniach zaczął uczestniczyć Morawiecki, wtedy jeszcze wicepremier i minister finansów. Według informatorów z PiS to właśnie w mieszkaniu Przyłębskiej miał się narodzić kształt jego rządu. Wpływy Przyłębskiej w obozie władzy wyraźnie rosną. Według informatora z PiS trzyma ona stronę premiera w stałym sporze Morawieckiego z Ziobrą. Rozmówcy GW z rządu opowiadają, że doradcy premiera pytają jeden drugiego, kto „powiadomi Julię” o konkretnej decyzji.

Rzeczniczka PiS Beata Mazurek, biuro prasowe premiera i rzecznika TK na pytania „GW” w sprawie spotkań na Szucha nie odpowiada. Odpowiedział jedynie Jakub Kozłowski, rzecznik TK. Stwierdził, że spotkania „mają charakter towarzyski i nie są związane z wykonywaniem funkcji publicznych przez osoby, które w nich uczestniczą”. W ubiegłym tygodniu wicemarszałek Senatu Adam Bielan twierdził w TVN 24, że Kaczyński nie rozmawia z Przyłębską o działalności TK.

– Takie sytuacje są nie do wyobrażenia – powiedział „Wyborczej” były prezes Trybunału prof. Andrzej Rzepliński. Jak podkreślił, on takich towarzyskich relacji ze sprawującymi władzę politykami nie miał, bo nie było na to ochoty ani z ich, ani z jego strony. – Polska już nie jest demokratycznym krajem – powiedział prof. Rzepliński.

Przypomnijmy: prezes Przyłębska zaczęła awansować za „dobrej zmiany”. W przeszłości była sędzią sądów w Poznaniu i pracownikiem ambasady w Berlinie. W 2016 r. głosami PiS została wybrana w skład Trybunału, a od 21 grudnia tamtego roku jest jego prezesem. W 2018 r. odebrała nagrodę Człowieka Wolności tygodnika „Sieci”. Na towarzyszącej temu gali, transmitowanej przez TVP, zjawiły się wszystkie najważniejsze osoby w kraju.

Dzisiejszy układ sił w Polsce zaczyna przypominać ten, opisany przez Bálinta Magyara w książce „Węgry. Anatomia państwa mafijnego. Czy taka przyszłość czeka Polskę?”. Pisze on m.in.: „Centrum podejmujące rzeczywiste decyzje polityczne i gospodarcze przesunęło się ze sformalizowanych i posiadających legalną legitymację ośrodków rządowych, a nawet z partyjnego politbiura, do „polipbiura” należącego do adopcyjnej rodziny politycznej. (…) Rzeczywiste centrum władzy w państwie mafijnym znajduje się w rękach wąskich, najwyższych kręgów rodziny politycznej, a nie w sformalizowanej instytucji posiadającej legalne kompetencje” (cytujemy za „Gazetą Wyborczą”, która przedrukowała fragmenty książki).

W odpowiedzi na wstrząsający dokument braci Sekielskich Jarosław Kaczyński zarządził natychmiastowe wniesienie pod obrady Sejmu nowej wersji Kodeksu Karnego, który od pewnego czasu pitrasił po cichu Zbigniew Ziobro. Na chybcika dopisano tam kilka zmian, reklamowanych jako „młot na pedofilów”.  Prawnicy przecierają oczy ze zdumienia. Nie dość, że cała ustawa pełna jest niedopowiedzeń i niekonsekwencji, to zmiany w art. 200 nowego KK sprzyjają bynajmniej nie ofiarom pedofilii, a tym, którzy mają wiedzę o tym obrzydliwy procederze, pomagają pedofilom i ich wspierają! Zmiany te zapewniają bezkarność ludziom, którzy sprzyjają przestępcom i pośrednio uczestniczą w haniebnych czynach, doprowadzając do kontaktu pedofila z dzieckiem celowo lub wskutek braku odpowiedniego nadzoru. Domyślności Czytelników pozostawiam odpowiedź na pytanie – kogo chronią nowe przepisy?

W obliczu zagrożenia, że partie opozycyjne zdobędą społeczne poparcie dla takiej komisji badającej pedofilię w Kościele, która mogłaby oskarżyć zaprzyjaźnionych z PiS hierarchów, prezes zdecydował się powołać swoją komisję, badającą przypadki pedofilii – wszędzie. Wszędzie, czyli nigdzie. To tak, jakby kazał utworzyć komisję do zbadania wszelkich przypadków zabójstw albo kradzieży w celu zidentyfikowania każdego mordercy i złodzieja. A przecież od tego są organy ścigania. Natomiast politycy są od tego, żeby tym organom dać do ręki odpowiednie narzędzia. Odpowiednie, czyli niekoniecznie prymitywne maczugi. Niewiele się zmieni, jeśli za morderstwo karać będziemy wbijaniem na pal, a za kradzież obcięciem ręki.

Samo podniesienie górnej granicy kary za pedofilię nie ograniczy jej rozmiaru, a już na pewno nie w Kościele, jeśli prokuratorzy traktować będą przestępców w koloratkach tak jak poseł Piotrowicz księdza z Tylawy. Żadnego pedofila nie odstraszy nawet najsurowsza kara, jeśli wszczynane sprawy przeciągane będą aż do przedawnienia.  Również upublicznienie rejestru pedofilów nie zmniejszy skali problemu, dopóki niektórzy z nich mogą liczyć na wykreślenie ze spisu lub utajnienie swego skazania.  A już na pewno nie rozwiążemy sprawy, jeśli biskupi stanowić będą jedyną grupę, której nie dotyczy polskie prawo.

Nasze prawo karze za współudział w przestępstwie i pomoc udzielaną przestępcom. Biskupi o tym wiedzą. Mają świadomość, że molestowanie, a przede wszystkim gwałt na dziecku, to ohydne przestępstwo. Wiedzą zatem, że sprawcy, którzy przychodzą do nich po ratunek (a czasem nawet nie muszą o to prosić), to przestępcy. A zatem mają świadomość, że pomoc udzielana przestępcy oraz ukrywanie jego czynów można traktować jak współudział w przestępstwie. I godzą się z tym, bo wiedzą, że przy tej władzy nigdy nie ujrzą ani kajdanek ani nawet pisma z prokuratury.

Licząc na dalsze wsparcie hierarchów w kolejnych kampaniach wyborczych, Kaczyński opowiada dyrdymały, jakby miał nas za głupków. Ale tak naprawdę sam robi z siebie durnia głosząc, że pedofilia w Kościele różni się od pedofilii wśród murarzy czy bezrobotnych tylko tym, że wśród księży występuje rzadziej. Tylko podły cynik albo ktoś słabujący na umyśle nie dostrzeże, że nie murarze i nie bezrobotni poczuwają się do formułowania norm moralnych i wskazywania ludziom drogi do prawdy. I nie murarzom ani bezrobotnym powierzamy z ufnością nasze dzieci w przekonaniu, że akurat tam nikt je nie skrzywdzi.

Wygląda na to, że Jarosław Kaczyński albo rżnie głupa – jak mówią w mojej okolicy – albo los naszych dzieci jest mu doskonale obojętny. W końcu to nie jego dzieci.

Dlaczego Zbigniew Ziobro i rządząca partia nie wszczynają śledztw w przypadku oczywistych przestępstw i to zagrożonych wysoką sankcją? – pytają politycy PO. Chodzi o przypadki pedofilii w Kościele wskazane w raporcie Konferencji Episkopatu Polski. Posłowie Sławomir Nitras i Cezary Tomczyk składają do prokuratury zawiadomienie o bezczynności ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego.

Państwo nie działa

– Polacy zawsze muszą mieć świadomość, że państwo działa w ich interesie i stanie po stronie ofiar. W ciągu ostatnich 4 lat zobaczyliśmy, że państwo PiS nie stanęło na wysokości zadania, nie stanęło po stronie dzieci i ofiar. Sprawa jest poważna, bo dotyczy tych najsłabszych. W raporcie są twarde dane, a mimo to prokuratura Zbigniewa Ziobry nie zrobiła w tej sprawie nic – mówił na konferencji prasowej poseł Cezary Tomczyk.

Chodzi o przedstawiony w połowie marca raport Konferencji Episkopatu Polski mówiący o przypadkach pedofilii wśród księży i zakonników. Mówi on o 382 przypadkach duchownych, którzy skrzywdzili dzieci wykorzystując je seksualnie. W raporcie mowa jest w sumie o 625 skrzywdzonych dzieciach. Dane pochodzą z 74 zakonów oraz 41 diecezji.

Z zestawienia wynika, że co najmniej 120 przypadków wykorzystywania seksualnego małoletnich nie zostało zgłoszonych właściwym organom państwa.

„Zbigniew Ziobro łamie prawo”

Politycy PO podkreślają, że mija już kolejny dzień dyskusji o raporcie Konferencji Episkopatu Polski, a minister sprawiedliwości i prokurator generalny nie zrobił nic.

– Naszym zdaniem Zbigniew Ziobro łamie przepisy Kodeksu karnego, a konkretnie art. 231, nie wszczynając śledztw w przypadku ewidentnego złamania prawa w przypadku pedofilii – tłumaczy poseł Sławomir Nitras.

Dlatego posłowie Platformy zdecydowali się złożyć zawiadomienie o bezczynności działań Zbigniewa Ziobry.

– Gdzie są dzisiaj organy ścigania? Dlaczego o 6 rano nie są tam, gdzie ich miejsce i gdzie są przestępcy? Dlaczego nie pomaga ofiarom i próbuje zamiatać tę wielką aferę pod dywan?! – pyta Cezary Tomczyk.

Zapowiada, że jedną z pierwszych decyzji nowego rządu po wygranych przez Koalicję Europejską wyborach będzie decyzja o powołaniu Komisji Prawdy, która „w sposób niezależny od polityków będzie mogła wyjaśnić wszystkie nieprawidłowości związane z działalnością instytucji państwa, tak aby żadne dziecko nie zostało skrzywdzone”.

„Biznesmen Bogdan Szagdaj i przedziwna transakcja z M. Morawieckim. W 2002 nabył udział 1/4 działki od Morawieckich, później ten udział im zbył… Jaki był jej sens? Domyślacie się już?” – napisał na Twitterze Krzysztof Brejza.

Poseł PO dołączył wypisy z ksiąg wieczystych.

W kolejnym wpisie Brejza dodał: – „Wg kelnera z Sowy istnieje nieujawnione jeszcze nagranie, na którym premier Morawiecki ma mówić o kupowaniu nieruchomości na podstawione osoby”. Tu pojawił się fragment zeznania rzeczonego kelnera, które opublikował onet.pl.

„Kasa za coś, za co miał zapłacić, a nie mógł legalnie. Czyli „pod stołem”, ale „na stole””; – „Dobrze rozumiem, że kupujący kawałek działki od Morawieckiego odsprzedał ją z powrotem Morawieckiemu, uzyskując znaczący dochód, i to nieopodatkowany?”;

„Atmosfera wokół działki premiera rządu o „nieskazitelnie czystych rękach” i „emanującego transparentnością” zagęszcza się tak, że już teraz można zawiesić siekierę” – odpowiadali posłowi internauci.

Kaczyński może mi wszystko zabrać, a ja i tak dojdę do prawdy o Srebrnej, o imperium tego oligarchy – mówi Krzysztof Brejza w rozmowie z Magdą Jethon.

Magda Jethon: – Od dawna jest Pan taki waleczny?

Krzysztof Brejza: – Mam to w genach. Cała moja rodzina jest taka. Ojciec działał w NZS, po latach został odznaczony za walkę z komuną, jego brat, walkę z komuną w stanie wojennym przypłacił życiem. Gdzieś w genotypie mam waleczność, aktywność, opór wobec niesprawiedliwości oraz wewnętrzny sprzeciw na ograniczanie wolności.

Budzi Pan skrajne emocje, od uwielbienia po bezgraniczną nienawiść. A wszystko dlatego, że ciągle pyta Pan, jak nie o premie, to o 50 tys. łapówki albo o panią Basią itd.

Muszę i chcę to robić. 26 maja Polska podejmie decyzję, czy jest krajem Zachodu, czy Wschodu. Dlatego muszę pokazywać tę wschodnią „hipokryzyjną” twarz PiS-u. Nie wiem, dlaczego taką budzę nienawiść wśród polityków tej partii, czy dlatego, że pokazuję prawdę? Ostatnio pani Kempa powiedziała: – „Z nim nigdy nie usiądę do stołu, to jest taki jedyny poseł PO”. Nie użyła mojego nazwiska, ale z obrzydzeniem mówiła, że takich ludzi, jak ja nie powinno być w polityce. Krzywdy jej w życiu nie zrobiłem, no, może jedną – ujawniłem system drugich pensji, pseudo nagród, które zaczęli sobie wypłacać. Dostali po kieszeni i to ich bardzo zabolało. Resentyment czysto ekonomiczny. A tam, gdzie boli finansowo, tam rodzi się nienawiść do Brejzy, który wykonuje swoje zadania.

Jest Pan bezlitosny…

Nie lubię kłamstw ani tej pato-polityki narzucanej przez PiS, ale staram się działać tak, żeby nie używać argumentów personalnych. Zawsze działam w oparciu o merytorykę, dokumenty, pytania, precyzyjne kwoty, precyzyjne umowy. Jeżeli zarzucam komuś kłamstwa, to precyzyjnie i rzeczywiście bezlitośnie dopytuję do końca. Takie jest główne zadanie opozycji.

Najgłośniejsza afera to te słynne już premie…

Tak i jestem z niej dumny, bo doprowadziła do największego tąpnięcia w historii badań opinii publicznej. PiS przekraczał wówczas w niektórych badaniach 50 proc.; szli szlakiem Fideszu Orbana. Po ujawnieniu tych premii spadło im do 38, 37, to było wielkie tąpnięcie w kwietniu 2018. Wybiłem im te populistyczne zęby. Do dziś nie mogą się ponad ten pułap podnieść. Uważam, że z nimi trzeba walczyć w ten sposób. Oczywiście obrona sądów, trójpodział władz są bardzo ważne, ale arogancja władzy to jest to, co trzeba pokazać elektoratowi, bo PiS jest najbardziej arogancką ekipą w historii Polski.

A jak prezes spogląda na Pana podczas „mijanek” korytarzowych w Sejmie?

Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek minał się z prezesem Kaczyńskim. On po Sejmie chodzi bocznymi korytarzami obstawiony ochroniarzami, trudno się z nim minąć. U większości posłów PiS widać wielkie zacietrzewienie i nieracjonalną nienawiść. Ale uwaga, jest niewielka grupka posłów PiS, którzy z sympatią i uznaniem patrzą na moją pracę, ale ich nie wymienię, bo nie znajdą się na listach wyborczych.

Poseł ma instrumenty do kontroli rządzących w postaci interpelacji czy interwencji, ale czy obecna władza zawsze na nie odpowiada?

Interpelacja, zapytania bywają nieskuteczne. Interwencje poselskie również podejmuję, ale  moim ulubionym środkiem pracy poselskiej jest wniosek o dostęp do informacji publicznej. Bo tylko ten wniosek daje możliwość odwołania do sądu. Oni wiedzą, że jeżeli w ciągu 14 dni nie odpowiedzą, to ja składam skargę do WSA i rozpoczynamy sprawę w trybie administracyjnym. Wtedy sąd ostatecznie może ich przymusić do odpowiedzi. I tu już zaczynają się inne rozmowy. Na interpelacje Macierewicz nie odpowiadał przez 500 dni, a premier na interwencję nie odpowiada już kilkadziesiąt dni. Wnioski o dostęp do informacji publicznej są dużo skuteczniejsze, ale wymagają precyzji prawniczej, muszą być dobrze sformułowane, są jednak teraz moim głównym orężem walki.

Sam Pan to wszystko przygotowuje?

Mam dwoje asystentów, a dokładnie jednego i pół etatu asystentki. Wstaję o 6., zaczynam pisać od 7. Przeważnie robię wszystko sam.  Do asystenta należy obsługa skrzynek, Twittera, e-maila. Od 1 lutego zaliczyłem bodaj 3,5 tys. interwencji i wniosków w trybie ustawowym. To wszystko są problemy ważne dla Polaków, afery, podejrzane kwoty płynące chociażby do Rydzyka, który np. dostał dla telewizji Trwam, telewizji o oglądalności osiedlowej kablówki, półtora miliona złotych z państwowej agencji. Godzina programu dwóch gadających głów, zestresowanego dziennikarza z TV Trwam i pani urzędniczki, która powinna to robić w godzinach pracy, kosztuje 20 parę tysięcy złotych. Takich programów powstaje kilkadziesiąt, za półtora miliona złotych.

Skąd Pan wie, kogo, o co i kiedy pytać?

Intuicja. Mam nosa, zadaję pytanie i kiedy czuję w odpowiedzi, a to widać nawet w języku urzędniczym, że coś kręcą, to dociskam, dopytuję kolejne instytucje i worek się wysypuje.

Rozumiem, że nie buduje Pan swojego wizerunku przy pomocy poradników. Wiem też, że śmiał się pan z tego, iż ponoć Ziobro ma cały regał poradników od wizerunku. Dlaczego więc nie chce Pan być zapamiętany jako poseł śledczy, kiedy pana działania świadczą o tym, że jest pan dociekliwy, rzetelny, konsekwentny, pracowity?

Nie chcę się zawężać do roli śledczego. Potrafię robić i inne rzeczy. Występuję w programach, w debatach, wiele hipokryzji PiS udało mi się udokumentować w komisji Amber Gold, która okazała się ich wielką kompromitacją.

A propos komisji Amber Gold, kilka dni temu zakończyła ona prace. Telewizja Kurskiego transmitowała najpierw prawie godzinne wystąpienia przewodniczącej Wassermann z PiS, potem równie długie posła PiS Krajewskiego. Następnie udzielono Panu głosu, ale po kilku Pana zdaniach TVPis przerwała transmisję. 

Naprawdę!? Nie wiedziałem o tym.

Przerwano Pańską wypowiedź w połowie zdania …

Nie wierzę! Może dlatego, że mówiłem o tym, jak funkcjonariusz TVPis niszczył prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. To było zaraz po jego przesłuchaniu. Biegł za nim niejaki Sitek i w sposób agresywny, wbijając mu mikrofon pod usta, pytał, kim jest Paweł Adamowicz na liście klientów Amber Gold. Podłość tego pytania polegała na tym, że na liście klientów Amber Gold nie było prezydenta Gdańska. Oni to doskonale wiedzieli. Mają cały aparat szczucia, prokuraturę, służby, ABW, CBA, komisję śledczą i świadomie wypuszczają takie insynuacje. Doskonale wiedzieli, że Paweł Adamowicz nie lokował środków w Amber Gold. Na liście klientów, na której było kilkadziesiąt tysięcy osób, osobiście znalazłem człowieka o nazwisku Adamowicz, ale z miejscowości odległej o kilkaset kilometrów od Gdańska. To była zupełnie inna osoba. I oni to doskonale wiedzieli, ale ich zamiarem jest szczuć i zniszczyć.

Ma Pan o tyle dobrą sytuację, że jest Pan prawnikiem, czyli trudniej Pana zastraszyć. Dostaje Pan jakieś pisma przedprocesowe?

Dostaję, głównie z powodu SKOK-ów. Poza tym sam Kaczyński straszył mnie trybem karnym z art. 212 w sprawie Srebrnej. Otrzymalem od niego pozew.  Dostaję też mnóstwo chamskich pogróżek. Wczoraj do biura dzwoniło kilka osób rzucając, przepraszam, k… i ch… na mnie, to jest elektorat tego środowiska, tej populistycznej partii. I wczoraj też dostałem wiadomość, proszę zobaczyć, od pana, który istnieje, bo na Twitterze ma profil, pan Jacek Doniewski: „won z mojej ojczyzny, życzę nagłej i niespodziewanej śmierci”, to przyszło na moją pocztę sejmową. To są te emocje, które radykalni populiści wywołują w ludziach.

Coś Pan z tym zrobi? To są przecież groźby karalne!

Zgłoszę na policję.

Poniósł Pan jakieś straty materialne w związku ze swoją działalnością?

Na razie nie, no oprócz tego, że Kaczyński za ujawnienie drugich pensji obciął nam wynagrodzenie o jedną trzecią. Ale mówię: Kaczyński może mi wszystko zabrać, a ja i tak dojdę do prawdy o Srebrnej, o imperium tego oligarchy.

Czuje się Pan zagrożony na ulicy?

Nigdy tak się nie czułem, ale ostatnio szliśmy z senatorami na konwencję Koalicji Europejskiej i na Placu Trzech Krzyży w Warszawie starsza pani podeszła i uderzyła mnie w głowę, krzycząc „zdrajca” i „hańba”. Zrozumiałem wtedy, że przemoc zaczyna się rodzić w jakiejś części elektoratu PiS, że ludziom puszczają nerwy. I pierwszy raz poczułem się zagrożony.

Mówi Pan, że jest wyczulony na prowokacje?

Mam niezłą intuicję, wyczuwam takie rzeczy. Dostaję dużo mejli, często czuję, że coś jest nie tak. Potrafię wyczuć, że ta konkretna propozycja spotkania, kontaktu, że niby ktoś ma mi coś do przekazania, jest podejrzana. Intuicja to mój najlepszy doradca, który pomaga mi to wszystko przefiltrować. Ograniczam oczywiście miejsca, w których umawiam się na spotkania. Nie chodzę po pubach.

A pożar w Pańskiej kamienicy przestraszył Pana?

Wtedy się przestraszyłem, bo pożar objął rury instalacji gazowej pod oknem moich dzieci. Pożar jednak wyśmiano, mimo iż wiadomo na pewno, że doszło do celowego podpalenia (a nie do zaprószenia od niedopałka), a prokuratura źle zabezpieczyła materiały dowodowe, co uniemożliwiło poczynienia dalszych ustaleń.  Sprawcą nie jest wcale zatrzymany sąsiad, sprawca jest nadal nieznany. Takie są ustalenia prokuratury, ale już nie chce tego nagłaśniać.

Tata mówi czasem – synku dosyć, bo nas wszystkich zmiażdżą?

Nie, mój tata jest samorządowcem z krwi i kości. Po 250 audycjach szczujni TVPiS dostał znacznie lepszy wynik niż w poprzednich wyborach i wygrał w pierwszej turze. Uzyskał najlepszy wynik spośród prezydentów w województwie i jeden z najlepszych w Polsce. Widzę ogrom poparcia i sympatii dla mojego ojca, również i dla mnie. Widzę, że ludzie są po naszej stronie, bo ludzie nie są głupi, nie dają się na tę propagandę nabrać.

A żona nie mówi – masz trójkę dzieci, zastanów się, co robisz.

Nie, choć często sie martwi o mnie. Ale moja żona jest też prawnikiem, adwokatem, wszystko rozumie, a do tego jest pełna empatii i ma bardzo głęboką wrażliwość na drugiego człowieka. Krótko mówiąc – bardzo mnie wspiera. Także merytorycznie. Prowadzi wiele z moich spraw sądowych.

Jak Pan to wszystko ogarnia? Ma Pan jakiś program do zarządzania czasem?

Nie, nie mam żadnego programu, mam kalendarz w głowie, zbieram wszystko w postaci mejli, oczywiście dobrze otagowanych, to najprostsza metoda, inaczej byśmy się pogubili. Mam też skrzynki na interwencje i interpelacje. Poza tym mam bardzo fajne tablice sucho ścieralne. I w biurze, i w domu mam jedną wielką tablicę z interwencjami.

W domu?

W domu. Na korytarzu, taką podświetlaną, a na niej porozpisywane wszystkie interwencje i interpelacje.

Z sypialni ją widać?

Jak przechodzę z sypialni do salonu, to czasem się przy niej zatrzymuję, nie ukrywam. Ale czasy są takie, że trzeba działać. Przyszedł moment, że trzeba było zawiesić tę tablicę, ale kiedyś ją zdejmiemy.

Śnią się Panu interpelacje?

Mam w sobie obowiązkowość i bardzo nie lubię, jak o czymś zapomnę. Pojawiają się wtedy zwyczajne wyrzuty sumienia. Zdaję sobie sprawę, że masa mejli, pism kierowanych do mojego biura, wiadomości na Facebooku może w natłoku do mnie nie trafić. I choć wiem, że  jedna osoba nie jest w stanie fizycznie tego wszystkiego obrobić, to jednak nie daje mi to spokoju.

Wiemy, że każda władza kiedyś przegra, kiedy wg Pana zacznie się początek upadku tej władzy?

Już nastąpił po publikacji filmu Sekielskich, który miał ponad 20 milionów odtworzeń, tego się nie da zatrzymać. Jeżeli Sekielski zdąży jeszcze zrobić film o SKOK-ach, czyli o kuźni kasy ludzi PiS, to będzie już ostateczne dobicie. Koalicja Europejska 26 maja musi wygrać wybory. Apeluję, żeby poprzeć listę Koalicji Europejskiej, bo to są wybory zero-jedynkowe. Nie zróbmy błędu z 2015 r., kiedy mniejsze ugrupowania nie przekroczyły progów, a ich stracone głosy przeszły na PiS. Ordynacja d’Hontowska jest bezlitosna – albo Koalicja Europejska, albo PiS, każdy głos nie na Koalicję Europejską jest głosem de facto na Kaczyńskiego.

Chce Pan zostać europosłem. Jaką rolę widzi Pan dla siebie w PE?

Bardzo mnie interesuje cyberbezpieczeństwo Polski i UE. Wyczuwam też potrzebę budowy narracji dla ludzi młodych w Polsce, żeby wiedzieli, czym jest UE, ponieważ widzę duże zagrożenia ze strony ruchów antyeuropejskich, różnych trolli, które mają zniszczyć UE od środka. Te trolle docierają do nas, bardzo często są inspirowane przez naszego wschodniego sąsiada, czyli Rosję: to jest Aleksander Dugin, który buduje wielki projekt Eurazji, partia Jedna Rosja, która ma zniszczyć upadłą Europę, bo świat cywilizacji północnoatlantyckiej jest wg niej zgniły. Tu oczywiście nie wjadą żadne czołgi – to będzie potężna wojna informacyjna. Jej celem jest rozbicie UE, żeby Europa była znów podzielona, skłócona i słaba. W takiej Europie nie będzie już miejsca dla Polski. Nasz kraj w sposób naturalny podryfuje na Wschód. Do tego nie można dopuścić.

A kto w takim razie będzie śledził polskie afery, kiedy przeniesie się Pan do Europarlamentu?

Będę śledził je w dwójnasób, bo będę miał do tego dużo lepsze warunki, nie jednego asystenta, ale pięciu albo siedmiu. To już nie będzie jednoosobowa robota Brejzy. Stworzymy naprawdę dobrą drużynę. Musimy przedefiniować pracę eurodeputowanego. Ludzie myślą, że wyjazd posła do Parlamentu Europejskiego, to wakacje all inclusive, to placówka, na której można odpocząć przez pięć lat, popijając wino. Nie. Tam trzeba pracować dla Polski i dla UE. Równocześnie można i trzeba pracować dla swojego regionu. Mój teren to województwo kujawsko-pomorskie. Tu są bardzo ważne miasta Bydgoszcz, Toruń, Włocławek, Grudziądz, Inowrocław i mnóstwo innych. Powtarzam, eurodeputowany jedzie do pracy, a nie na wycieczkę czy wakacje all inclusive.

Czyli jeśli Pan dostanie się do PE, planuje Pan wykonywać podwójną pracę?

Tak, na dwie nogi, jedną brukselską, drugą krajową, regionalną. Będę jeszcze aktywniej działać w Polsce – obiecuję! Tam cyberbezpieczeństwo, sprawy obrony i wojny informacyjnej, która jest toczona z nami, a tu w Polsce sprawy bieżące, których nie brakuje i nie zabraknie.

Znajdujemy się na początku drogi odsłaniania piekła urządzonego dzieciom przez kapłanów. Nie powstrzymają tego polityczni pomocnicy Kościoła z PiS.

Więcej >>>

Reklamy

Komentarze 3 to “Jak działa państwo mafijne don Corleone Kaczyńskiego?”

  1. Hairwald 23 Maj 2019 @ 10:11 #

    Reblogged this on Holtei i skomentował(a):

    Prywatne państwo PiS.

Trackbacks/Pingbacks

  1. Prywatne państwo PiS | Holtei - 23 Maj 2019

    […] Depresja plemnika […]

  2. Morawiecki, nie ma dnia, ba, godziny, żeby pan nie skłamał | Hairwald - 23 Maj 2019

    […] Depresja plemnika […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: