Obalić Kaczyńskiego bez żadnego okrągłego stołu

30 Mar

Marzy mi się, aby nauczyciele wywołali falę, która przyniesie obalenie reżimu – tak jak 30 lat temu. Obalenie w wyborach, rzecz jasna. Tylko czy nauczyciele mogą poczuć się jak stoczniowcy Gdańska i Szczecina?

Może jestem człowiekiem małej wiary, ale obawiam się, że strajk nauczycieli może w ogóle nie dojść do skutku. Boję się, że Kaczyński każe dwa dni przed planowanym strajkiem rzucić nauczycielom w twarz podwyżkę o 600 zł plus jeszcze 400 za pół roku czy rok, wszyscy odtrąbią sukces. Będzie pięknie, a kolejne grupy zawodowe ustawią się w kolejce po podwyżki, żeby jeszcze zdążyć przez wyborami. Dostaną, czego chcą, kosztem deficytu budżetowego, który populistom, jak wiadomo, nie przeszkadza. Jeśli przekroczymy bezpieczne 3 proc., to oddali się „widmo” przyjęcia euro, a za to przybliży polexit. Kaczyński drukowania pieniędzy się nie boi, bo o tym za pół wieku nikt nie będzie pamiętać, a za to wieże, pomniki i ulice imienia jednego czy drugiego Kaczyńskiego zostaną. Pycha kroczy przed upadkiem, ale dokąd zdoła zajść, to jej.

Może się jednak przeliczyć. Zostaną te pomniki albo i nie. Bo jak raz przyjdzie moda na czyszczenie przestrzeni publicznej z kultu jednostki bądź jednostek wysoce kontrowersyjnych, to w trymiga mogą polecieć Kaczyńscy, a kto wie, czy paru setkom „Janów Pawłów” też się nie dostanie; w końcu wieloletnie faworyzowanie i obsypywanie łaskami powszechnie znanych zboków to nie jakieś hocki klocki. No ale to pieśń przyszłości. Nie tak dalekiej może, ale przyszłości.

Tymczasem wciąż jednak mamy szanse na to, że 8 kwietnia zastrajkuje 80 proc. szkół w Polsce. Uczniowie i rodzice niby się martwią, ale nie tak bardzo, bo wiadomo, że jak mówią Rosjanie, „koniec końców” państwo nigdy nie zostawia mas na lodzie i w taki czy inny sposób wszyscy po wakacjach do jakichś tam szkół pójdą. A przy okazji ma młodzież poglądową lekcję wychowania obywatelskiego. Będzie miała co opowiadać wnukom.

Nie wiem, czy w głowie Kaczyńskiego wygra w końcu arogancja (jak w przypadku strajku niepełnosprawnych w Sejmie), czy może duch przekupstwa (ostatnio kawały kiełbasy wyborczej wylatują z okien Nowogrodzkiej jak gołąbki ze strychu). Nikt tego nie wie. Tak czy inaczej marzy mi się, żeby w swej mądrości ZNP odważył się nie ulec retorycznemu szantażowi i powiedział: „tak, nasz strajk jest polityczny i ma prawo taki być”. Niestety, oficjalnie w strajku chodzi wyłącznie o 1000 zł. Niemniej, jak wiadomo z historii, w poważnej akcji strajkowej postulaty mogą mimo wszystko eskalować. Bo strajk to nie „procedura”, lecz siła. Dlatego namawiam związek do tego, żeby upomniał się także o godność nauczyciela i jego autonomię w nauczaniu, o wolność i świeckość szkoły, o odpolitycznienie nauczania historii i języka polskiego, a także o zmiany programowe. Prawdziwy protest musi być godnościowy i polityczny – protest „o kasę” jest tylko „otwarciem dziobka”.

I to byłoby jednakże za mało. Aby strajk nauczycieli stał się zalążkiem społecznego protestu, który uzyska poparcie rodziców i dużych środowisk zawodowych, musi – wzorem strajków z lipca i sierpnia 1980 r., od początku poruszać tematy ustrojowe. Czy naprawdę nie możemy sobie wyobrazić, aby strajkujący nauczyciele domagali się przywrócenia praworządności, niezawisłości sądów i prokuratury, wolnych mediów publicznych i służby publicznej? Czy dla polskiego nauczyciela Sąd Najwyższy, Trybunał Konstytucyjny czy Krajowa Rada Sądownictwa to sprawy dalekie i obojętnie? Czy polski nauczyciel jest obywatelem, czy tylko klientem władzy, niechcącym widzieć niczego poza swoim resortowym interesem? Kto to wie? Po stoczniowcach też byśmy się nie spodziewali, prawda? A jednak. Zawsze trzeba mieć nadzieję, że duch obywatelski i poniżona godność pracowników zechcą przemówić. Nigdy nie znasz dnia ani godziny, Jarosławie Kaczyński, gdy zwykli ludzie podniosą głowy i powiedzą „dość!”. Nie takim już mówili. Nawet Gomułce, nawet Gierkowi. Więc co dopiero Kaczyńskiemu.

Odwagi, nauczyciele! Nie dajcie się zastraszyć, nie dajcie zredukować do rozmiarów chytrych chłopków domagających się większej zapłaty, nie dajcie się szantażować straszakiem „polityczności” Waszego protestu. On jest i musi być polityczny. Nie strajkujcie o same pieniądze. To nie przystoi nauczycielom! Upomnijcie się o wolną i świecką szkołę. O naukę tolerancji i równości. O edukację seksualną. O niezależność świeckiego nauczania od wpływów i nadzoru księży. Dajcie nam wszystkim przykład i nadzieję!

Niektórzy politycy PiS powinni zdecydowanie mniej korzystać z mediów społecznościowych. Zaliczyć do nich można np. Jarosława Zielińskiego. – „Do tych, którzy atakują mnie z bezsilnej nienawiści: skoro Polską Policję dobrze ocenia aż 75% Polaków, to może i z nadzorem nad nią nie jest tak źle?! Wiem, że to trudne, ale proszę choć przez chwilę pomyśleć logicznie. Przyjaźnie pozdrawiam” – napisał na Twitterze wiceministra spraw wewnętrznych, który odpowiada za służby mundurowe.

Trudno się więc dziwić, że pod jego wpisem pojawiły się bardzo krytyczne komentarze. – „Ty gościu żyjesz w świecie równoległym. Może posyp się konfetti?”; – „Panie Zieliński, ja nie oceniam pana negatywnie z powodu nienawiści. Nie mam takiego uczucia wobec Pana. Uważam, że osoby używające tak zwanej mowy nienawiści powinny być bardzo surowo karane, ale nikt logicznie myślący nie powie, że dobre oceny policji to zasługa Pana”;

„Tak to już jest na tym świecie, że grupa ciężko pracuje na ocenę całej formacji, a jeden tylko przed obiektyw pchać potrafi… i co to za nadzór, który boi się w innym garnizonie niż podlaski pokazać…”; – „Panie Tymczasowo Ważny. Krytyka jest mierzona w pańskie działania, politykę kadrową i megalomańskie zapędy… proszę się z sukcesami służb nie utożsamiać”; – „Te dane to chyba z 2015 i to marca” – pisali internauci.

Marzy im się Europa, pytanie tylko, czy one marzą się Europie?

Wybory do Europarlamentu już niebawem, a kiedy o tym myślę, natychmiast pojawiają mi się w głowie dwie panie – Beata Szydło i Beata Kempa, które mają stać się najwyższej jakości towarem eksportowym do UE. Mają przed sobą ogromne zadanie, jakie wyznaczył im prezes, czyli zrewolucjonizowanie Unii, postawienie jej na wzór i podobieństwo wizji prezesa, wprowadzenie na jedyną słuszną drogę chrześcijaństwa i zadbanie, by „dobra zmiana” świetnie się w ławach Europarlamentu odnalazła.

Nie ukrywam, że z wielką radością i łezką wzruszenia w oku obserwuję niesamowitą metamorfozę byłej premier. Jeszcze nie tak dawno wywaliła flagę unijną, ostro atakowała Donalda Tuska, który według niej był jedną, wielką pomyłką na stanowisku przewodniczącego Rady Europejskiej, przyłożyła mocno łapkę do sporu Polski z UE na temat praworządności. To ona mówiła o „szaleństwie brukselskich elit”, obiecywała, że nie ugnie się przed Unią, grzmiała, że Europa nas nie złamie, nie znała nawet daty wejścia Polski do UE, pokazywała na każdym kroku swoją niechęć i wręcz odrazę, a dzisiaj? Dzisiaj nie ma większego euroentuzjasty od niej. Dzisiaj UE wręcz wielbi! Cóż takiego się stało, że tak nagle pani Szydło zmieniła front… Kasa? Poczucie misji? Lizanie ran po utracie stanowiska premiera? Potrzeba dowartościowania się? Nie mam pojęcia, ale wiem jedno. Kandyduje i zrobi wszystko, żeby się tam dostać.

Chce się dostać, choć nic do tej pory nie wskazywało na to, że zdecyduje się ruszyć na podbój Unii Europejskiej. Jej aktywność w sprawach europejskich była praktycznie zerowa. Liczba złożonych interpelacji poselskich również zerowa, nie brała udziału w pracach komisji czy podkomisji, zajmujących się tematyką europejską, nie należy do żadnej stałej delegacji parlamentarnej, nie lata za granicę, nie utrzymuje kontaktów z zachodnimi politykami.

Trudno też dowiedzieć się, czym będzie się zajmowała jako europosłanka. Abstrahując od zaleceń prezesa, chciałabym usłyszeć coś wypływającego od niej samej, bo tak naprawdę rzuca tylko ogólnikami typu „to, co się dzieje teraz w Europie napawa na pewno obawą”, „Ta dobra zmiana, która dzieje się w Polsce, musi się zadziać też w Europie, żebyśmy mogli spokojnie myśleć o swojej bezpiecznej przyszłości”, „Los Unii Europejskiej i przyszłość Europy będą zależały od Polski” i to właściwie wszystko. Żadnych konkretów, żadnej własnej wizji, nic…

No i Beata Kempa, bez której prawdopodobnie UE nie ma szans na przetrwanie. Przez ostatni rok była jak minister widmo. Odpowiedzialna za sprawy związane z pomocą humanitarną, ale nie wie nikt, na czym ta jej działalność polegała. Wiadomo tylko, że jeździła sobie po  obozach dla uchodźców, ale co z tego miało wyniknąć… licho wie. Wprawdzie podkreśla na każdym kroku, że „Pomagamy organizacjom pozarządowym w tej pracy. Dyskutujemy na temat nowych wyzwań w tym zakresie. Jako Polacy pokazujemy wielki potencjał. Odbudowujemy m.in. miasta”, ale konkretów brak.

Jednak pani Kempa właśnie w Brukseli zamierza wykorzystać swoją wiedzę i doświadczenie, by je „kontynuować na poziomie UE, dlatego że pomoc na miejscu, pomoc w tych bardzo trudnych miejscach to bycie o krok przed mafiami, które sprowadzają tutaj tych ludzi, jest naszą misją, powinno być misją UE” i zapewne świetnie sobie poradzi, tym bardziej, że przecież się dogada, bo zna język angielski bardzo dobrze na poziomie podstawowym. Będzie też ostro walczyła o wartości Europy, powrót do jej korzeni i Europy silnej rodziny. Jak widać, pani Kempa świetnie wie, co chce robić w Europarlamencie. Hmm… ale obserwując jej dotychczasowe działania, uważam ją za leniuszka, który z reguły dużo mówi, a mało robi.

Trzeba przyznać, że PiS zaproponowało nam niezły zestaw kandydatów do Europarlamentu. Obie panie, które godnie i z bardzo dobrym wynikiem przeszły szlak bojowy partii rządzącej, są najlepszą wizytówką pisowskich list kandydatów. Zapewne nie ma co liczyć, że będą one kierowały się własnym zdaniem, będą otwarte na poglądy kolegów europosłów z innych ugrupowań, będą umiały budować kompromisy i współpracować. Jednego możemy być pewni. Będą z pełną skrupulatnością realizowały deklarację swej partii, opartą na fobii przed uchodźcami, walce o zachowanie chrześcijańskich korzeni w wersji maks, pełnej okrągłych słówek.

Ech… Vivat Beaty! Ave Beaty! Marzy wam się Europa, pytanie tylko, czy wy marzycie się Europie? Czy rzeczywiście Europarlament to dobre miejsce dla ludzi tak pełnych wstecznictwa, zaściankowości, hipokryzji? Obawiam się, że obydwie panie znajdą się w tej instytucji i jeszcze niejeden raz usłyszymy o ich „dokonaniach”, które nie będą dla nas powodem do dumy.

Waldemar Mystkowski pisze o nowej obietnicy Kaczyńskiego.

Na co liczy Jarosław Kaczyński? Ma władzę, jakiej nikt po 1989 roku nie posiadał, a do tego prawnie nie odpowiada za jej sprawowanie, bo jej brzemię wzięli na siebie jego akolici: Beata Szydło, Mateusz Morawiecki i Andrzej Duda. Pełnia władzy rozpisana na innych, ale Kaczyńskiemu wciąż jej mało. Pełnię władzy prezes PiS chce przekuć w formę dyktatury, która musi się źle skończyć dla Polaków i Polski.

Czy uda się Kaczyńskiemu chwycić naród za twarz? Czy Polacy dobrowolnie w wyniku wyborów zgodzą się na nałożenie kagańca? Przy czym ta „dobrowolność” będzie sterowana przez PiS – nie tylko poprzez partyjną Państwową Komisję Wyborczą.

Tymczasem mamy kampanię wyborczą, która w wykonaniu partii Kaczyńskiego polega na zachęcie, aby samemu nałożyć na siebie kaganiec. Służy do tego kiełbasa wyborcza, która oględnie nazywana jest „piątką Kaczyńskiego” i nie ma za wiele wspólnego z dobrem wszystkich Polaków, jest kupczeniem adresowanym do jak największej grupy elektoratu. Kaczyński kupuje wyborców za ich pieniądze, a nawet więcej – za te przekupstwa będą płacić przyszłe pokolenia, które dzisiaj nie głosują.

Piątka Kaczyńskiego przechodzi transformację semantyczną i zwana będzie Piątką Plus. Do tej piątki prezes dorzuci (zaplusuje) jeszcze jedną obietnicę. Na co liczy Kaczyński? Świadomi Polacy wiedzą, że Kaczyński nie potrafi liczyć –  a w zasadzie: nie chce poprawnie liczyć. I nie chodzi tylko o to, że piątka plus nowa obietnica daje wynik szóstki. Więc ta kiełbasa wyborcza winna nazywać się – Szóstka Plus.

Czy ta nowa obietnica to podwyżki dla nauczycieli? A może dofinansowana zostanie służba zdrowia? Zwłaszcza zdrowie Polaków winno mieć szczególne uważanie polityków. Ta wiadomość powinna wstrząsnąć opinią publiczną – otóż kolejny rok z rzędu Polacy na emeryturze żyją krócej, statystycznie średnio o 1,5 miesiąca krócej niż rok temu.

A będzie jeszcze gorzej, bo Mateusz Morawiecki zagrabia resztki z Otwartych Funduszy Emerytalnych, zasilając nimi ZUS i ową Piątkę (poprawnie: Szóstkę) kwotą ok. 35 mld zł. A zatem, znowu skrócone zostanie życie Polaków.

Obietnice PiS sprowadzają się do tego, że jesteśmy zadłużani i skraca nam się życie. Do tego sprowadza się każdy populizm. I bynajmniej – stwierdzam niezłośliwie – Kaczyński nie zadłuża siebie i nie skraca sobie życia.

Reklamy

Jedna odpowiedź to “Obalić Kaczyńskiego bez żadnego okrągłego stołu”

  1. Hairwald 30 marca 2019 @ 10:36 #

    Reblogged this on Holtei i skomentował(a):

    Obalić Kaczyńskiego to nasz obowiązek!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: