Polexit właśnie się zaczął. Tym jest wyrok tzw. Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej

25 Mar

„Dzięki tej decyzji rząd będzie mógł atakować Trybunał Sprawiedliwości UE” – powiedział prawnik profesor Uniwersytetu Warszawskiego Marcin Matczak, komentując poniedziałkowe orzeczenie TK, na mocy którego uchwalone przez Sejm przepisy i wybór nowej Krajowej Rady Sądownictwa są zgodne z konstytucją. Sankcjonują one wybór 15 sędziowskich członków Rady przez Sejm.

Uznają za niezgodne z konstytucją przepisy dające możliwość odwołania od uchwały KRS do Naczelnego Sądu Administracyjnego.

„Niezależność sądownictwa i prawo do sądu zostały właśnie wyrzucone przez okno budynku dawnego Trybunału Konstytucyjnego. Wstyd” – ocenił Marcin Matczak. W kolejnym wpisie na Twitterze dodał, że „Trybunał Konstytucyjny stał się politycznym narzędziem PiS do podminowania pozycji Polski w Unii Europejskiej”.

„Bez niespodzianki. Ale i bez zgodności z prawem” – napisał z goryczą prawnik Krzysztof Izdebski.

Ewa Siedlecka dziennikarka Tygodnika „Polityka” oceniła, że na skutek decyzji TK „rząd powie, że sprawę przed Trybunałem Sprawiedliwości UE trzeba umorzyć, bo nie ma już w polskim prawie przepisu, na podstawie którego Sąd Najwyższy zadał pytania prawne”.

Reakcja B. Święczkowskiego na moje opinie i tezy zawarte w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” uważam za próbę tłumienia wolności słowa i wolności mediów, które są niezbędną podstawą demokracji. Moim zdaniem system utworzony w prokuraturze z początkiem 2016 r. nie tylko zagraża praworządności i sprawiedliwości, ale i próbuje tłumić krytykę na swój temat” – napisał w oświadczeniu prof. Leszek Balcerowicz. To jego reakcja na szykowany przez Bogdana Święczkowskiego pozew „Zastępca Ziobry chce pozwać prof. Balcerowicza za naruszenie dóbr osobistych”.

Prof. Balcerowicz podtrzymał wszystkie wypowiedzi, które zostały zawarte w wywiadzie, którego udzielił „Gazecie Wyborczej”. W swoim oświadczeniu były wicepremier wymienił kilka z nich. Prof. Balcerowicz uważa więc, że „w prokuraturze Ziobry dochodziło do ścigania niewinnych i nieścigania winnych, w kierownictwie prokuratury powstał układ oparty na powiązaniach rodzinno-towarzysko-polityczno-ideologicznych i należy rejestrować nazwiska prokuratorów, którzy dopuszczają się wątpliwych ścigań lub zaniechań w celu ich późniejszego uczciwego rozliczenia”.

Podkreślił, że jego wypowiedzi są oparte na publikacjach i doniesieniach medialnych, na pracach naukowych, na dokumentach organizacji międzynarodowych oraz na jego „własnej działalności jako analityka systemów instytucjonalnych, w tym w wymiarze sprawiedliwości”. – „Jest znamienne, że pismo Prokuratury Generalnej ani słowem nie odnosi się do mojej głównej tezy, a mianowicie, że główną przyczyną zagrożeń, jakie tworzy obecna prokuratura dla praworządności i sprawiedliwości w Polsce, jest niesłychana koncentracja władzy nad nią w rękach jednego człowieka – Prokuratora Generalnego. Ta władza jest szeroko wykorzystywana przez Z. Ziobrę i jego grupę, i obejmuje rozległe decyzje personalne oraz przenoszenie spraw do prokuratur lub prokuratorów aż dojdzie do wątpliwego ścigania lub do wątpliwego zaniechania. Jest charakterystyczne, że decyzje o ściganiu, budzące szczególne zdumienie, np. oskarżenie W. Kwaśniaka i jego współpracowników z KNF, lub reformatorów z PKP, wysunęli tacy właśnie prokuratorzy” – napisał w oświadczeniu prof. Balcerowicz.

>>>

Do wyjścia Polski z Unii Europejskiej wystarczy uchwała Sejmu zwykłą większością głosów i podpis prezydenta!

– No to kiedy opuszczacie Unię? – zapytał mnie przyjaciel z Hamburga, który na bieżąco śledzi polskie wydarzenia. Pytał poważnie, bo dla niego sprawa jest już przesądzona, a niewiadomą może być tylko termin Polexitu. Jego opinia nie jest bynajmniej odosobniona, bo nie kłóci się z logiką, a niemal każdy dzień dostarcza kolejnych argumentów na poparcie tezy o nieuchronnym rozwodzie.

Czym kierował się polski Prokurator Generalny składając w Trybunale Konstytucyjnym wniosek o zbadanie zgodności unijnej umowy stowarzyszeniowej z polską konstytucją? Czemu ma służyć oskarżanie krajów Unii o spisek przeciw interesom Polski, a ich przywódców o lewactwo i stronniczość? Z jakiego powodu największy beneficjent unijnych dotacji obraża największych donatorów? Dlaczego duży kraj o historycznych dokonaniach ośmiesza się nagle głosząc misję chrystianizacji kontynentu, a niepoważny przywódca tego państwa ogłasza, że umowa stowarzyszeniowa, którą przez wiele lat tworzyło międzynarodowe grono najznamienitszych legislatorów, jest do bani, i on, razem z jakimś prawnikiem, przygotuje lepszą? Dlaczego nikt z rządzących nie reaguje, gdy dziennikarze z dotowanego przez rząd publicznego radia głoszą, że Unia to wytwór IV Rzeszy, a unijne idee tolerancji służą zboczeńcom poszukującym „świeżego mięsa, bo geje przecież się nie rozmnażają”? Czy nie jest jawną kpiną argumentacja uzasadniająca legalność polskiego bezprawia, oczywistego dla wszystkich narodów?  Czy nominowanie do reprezentowania Polski przed unijnym trybunałem człowieka z 10 wyrokami dyscyplinarnymi nie jest ostentacyjnym szyderstwem? I czemu miał służyć jego głupawy wniosek o wykluczenie przewodniczącego TSUE ze składu sądu oceniającego próby zawłaszczenia władzy sądowniczej przez dwie pozostałe władze opanowane przez PiS?

W tej ostatniej sprawie komentatorzy oceniają, że jest to, mówiąc w skrócie, kolejna głupawka PiS – ugrupowania, które traktuje Unię i jej agendy jak zawłaszczone wcześniej polskie instytucje demokratyczne. Ale może to być również przykład starań Ziobry o pomnożenie swoich zasług wobec prezesa, albo świadectwo jego konkurencyjnej walki z premierem, bo to Ziobro właśnie wpadł na pomysł przewlekania sprawy i pokazania wyborcom, że PiS potrafi Unii utrzeć nosa.  Przy okazji, mało kto wierzy, że przedstawiciel rządu nie zgadza się z wnioskiem przedstawiciela Prokuratora Generalnego o wyłączenie prezesa Trybunału UE. Bardziej prawdopodobne, że to prosta ustawka, a oskarżanie przewodniczącego sądu jest przygotowaniem do odrzucenia werdyktu TSUE jako tendencyjnego, niesprawiedliwego i umotywowanego politycznie.

Niepodporządkowanie się wyrokom TSUE to prosta droga do opuszczenia Unii. Oczywiście wyprowadzenie Polski z UE byłoby dla PiS krokiem samobójczym. Ale już za usunięcie nas z europejskiej wspólnoty „wbrew naszej woli” byłoby kogo oskarżyć, bo przecież „brukselscy lewacy zachowują się jak okupanci”, od dawna knuli, obwiniając naszą Bogu ducha winną Ojczyznę i jej praworządne władze o wyimaginowane przewiny.  Zdaniem wielu zachodnich przyjaciół starania o wypchnięcie Polski z Unii przez samą Unię jest bardzo prawdopodobnym scenariuszem, którego realizacji można się spodziewać zaraz po wyborach do Europarlamentu. Te wybory są w Polsce rozgrywką półfinałową przed walką ostateczną – dla PiS o przetrwanie i o to, co jeszcze pozostało do zagrabienia, a dla opozycji – o wszystko. Do głosowania PiS darzyć będzie Unię płomiennym, nieodwzajemnionym uczuciem. I do wyborów zarzekać się będzie, że Polexit jest praktycznie nierealny, bo po pierwsze Polska jest sercem Unii, a po drugie procedura wyjścia jest długa, skomplikowana i niebezpieczna dla rządzących , co widać na przykładzie Brexitu.

Jeśli Polska jest unijnym sercem, to w stanie przedzawałowym i to nie wróży nam nic dobrego. Ale drugi argument, ten o procedurze, brzmi przekonująco i uspokaja. Tyle tylko, że jest nieprawdziwy. Mało kto wie, że Polskę wyprowadzić można z Unii niemal z dnia na dzień.  Bo wbrew rozpowszechnionym opiniom warunkiem opuszczenia Unii nie jest referendum, choć w takim właśnie trybie weszliśmy do wspólnoty. Wyjście z Unii nie wymaga też decyzji Zgromadzenia Narodowego, ani sejmowego przegłosowania większością konstytucyjną, którą PiS nie dysponuje. – Do wyjścia Polski z Unii Europejskiej wystarczy uchwała Sejmu zwykłą większością głosów i podpis prezydenta! -ostrzega profesor Ewa Łętowska.

Dlaczego? Jak to możliwe? To historia jak z kiepskiego kryminału: w 2010 roku uchwalono ustawę o koordynacji współpracy między Sejmem a Senatem i dziwnym trafem w tekście tym znalazł się zapis zmieniający inną ustawę, z 2000 roku, o umowach międzynarodowych.  Zmiana ta jest dobrze ukryta, ale jeśli się wczytać, to wynika z niej jasno, że do wypowiedzenia umowy międzynarodowej wystarczy decyzja Rady Ministrów przyjęta przez większość sejmową i podpisana przez prezydenta.  I dotyczy to wszystkich umów. Także tej najważniejszej, stowarzyszeniowej.  Pozostaje tylko zadać pytanie: Ile czasu może zająć PiS przeprowadzenie całej tej operacji w polskim parlamencie?

Przyjmijmy jednak, że ten scenariusz należy do gatunku teorii spiskowych. Spójrzmy na unijną reprezentację PiS, tak pewną siebie, jakby wszystkie mandaty były już zdobyte i w Parlamencie Europejskim pozostały już tylko miejsca stojące. Przyjrzyjmy się ewakuacji 15 obecnych ministrów i wiceministrów, z których jedni uciekają na dobrze płatną posadę, bo nie wierzą w zwycięstwo PiS, inni liczą na immunitet obawiając się rozliczeń za bezprawne decyzje, a jeszcze inni napadają na Europę z przekonania, dla chorych idei. Wyobraźmy sobie tę armię Legutków, wykrzykujących obelgi na lewo i prawo, omijając jedynie swoich towarzyszy broni – jawnych wrogów integracji europejskiej. Spójrzmy na tę ekipę grabarzy UE mieniącą się reprezentacją Polski w Europie, którym nikt nie powiedział, że ludzie nie dzielą się na chrześcijan i terrorystów, ani na hetero – i nieheteroseksualnych, tylko na mądrych i głupich oraz na przyzwoitych i podłych.

Jak bardzo starać się będzie Europa, by zatrzymać w swoim klubie państwo, którego reprezentanci za nic mają regulamin i na każdym kroku demonstracyjnie okazują, że źle się czują wśród krajów praworządnych i wzajemnie przyjaznych?

>>>

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: