Dowody na korupcję Kaczyńskiego są coraz liczniejsze. Będziesz koleś siedział jak amen w pacierzu

22 Mar

W trakcie przesłuchania, do którego doszło 13 marca, Gerald Birgfellner dodał nowe, ważne szczegóły do sprawy „koperty dla księdza”.

Przypomnijmy: mowa o środkach finansowych, przeznaczonych dla ks. Sawicza, członka Rady Fundacji Instytut im. Lecha Kaczyńskiego. Bez zgody rady fundacji spółka Srebrna nie mogłaby się zająć działalnością deweloperską. Dlatego po otrzymaniu gotówki ksiądz miał złożyć podpis pod odpowiednią uchwałą. Birgfellner, jak wynika z jego zeznania, 7 lutego 2018 roku przywiózł do centrali PiS 50 tys. zł w gotówce, do czego miał go nakłonić sam Jarosław Kaczyński.

Teraz Birgfellner dodał nowe szczegóły do swoich zeznań. Według Austriaka Kaczyński miał mu proponować, żeby przekazać ks. Sawiczowi nie 50 tys. zł, a kwotę… dwukrotnie wyższą. Jednak biznesmen miał wówczas odpowiedzieć, że na szybko zdobędzie jedynie 50 tys. zł ze swoich prywatnych środków. Wspomnianego już 7 lutego 2018 roku Birgfellner pojawił się w siedzibie PiS po południu. Widział tam Sawicza i dostał informację, że ksiądz podpisał uchwałę.

Gdyby doszło do przesłuchania Jarosława Kaczyńskiego w tej sprawie, prokuratura musiałaby sprawdzić wątek nakłaniania Birgfellnera do wypłacenia gotówki ks. Rafałowi Sawiczowi, w zamian za podpis na uchwałach rady.

Płacenie za podpis członkowi rady nie ma bowiem, jak podkreśla GW, żadnego prawnego uzasadnienia. Tymczasem Kaczyński nie zaprzecza twierdzeniom Austriaka. Wiadomo jednak, że prokuratura naciskała na Birgfellnera, by wycofał się z twierdzeń o „kopercie dla księdza”. Ten zaś (R. Sawicz odszedł ze stanu duchownego) nie chce niczego komentować.

“Gazeta Wyborcza’ opublikowała kolejne informacje w sprawie przebiegu śledztwa w sprawie inwestycji przy ul. Srebrnej 16, którą Jarosław Kaczyński rękami spokrewnionego ze sobą Geralda Birgfellnera chciał przeprowadzić w Warszawie. Finalnie, po niemal roku przygotowań do rozpoczęcia inwestycji, wobec obaw o negatywny odbior wypłynięcia tej sprawy do przestrzeni publicznej, lider PiS zarządził wycofanie się z niej, zostawiając austriackiego biznesmena na lodzie. Sprawa wylądowała w prokuraturze, która od ponad 50 dni nie potrafi podjąć decyzji o wszczęciu śledztwa przeciwko liderowi partii rządzącej, kompletnie ignorując także inne wątki pojawiające się w tej sprawie, jak m.in. kwestia 50 tys. złotych, jakie Birgfellner miał zapłacić byłemu księdzu Rafałowi Sawiczowi za podpis na uchwale spółki Srebrna, by ta mogła uruchomić przygotowania do inwestycji.

W wyniku szokującego paraliżu decyzyjnego prokuratury w tej sprawie, w Sejmie posłowie Platformy Obywatelskiej postanowili ujawnić swoje kolejne działania. Przypomnieli, że postępowanie z zawiadomienia biznesmena z Austrii nie jest jedynym, jakie trafiło do prokuratury i które jest w niewyjaśniony sposób blokowane.

Przez 50 dni w tej sprawie nie zdarzyło się ze strony organów państwa kompletnie nic. Wiemy, że zaskarżenie na bezczynność prokuratury złożyli mecenasi austriackiego przedsiębiorcy. Dzisiaj takie zażalenie składamy także my, zależenie na bezczynność prokuratury w związku z naszym wnioskiem, który składaliśmy ponad 50 dni temu. Po pierwszej publikacji GW złożyliśmy wniosek o możliwości popełnienia przestępstwa przez funkcjonariuszy PiS, przez prezesa Jarosława Kaczyńskiego, podawaliśmy dokładne uzasadnienie. Od 50 dni z tą sprawą nie zdarzyło się kompletnie nic. Nie dostaliśmy nawet informacji, czy postępowanie zostało wszczęte, czy odmówiono wszczęcia” – mówił na konferencji prasowej w Sejmie Marcin Kierwiński z PO – „Nie może być tak, że w państwie prawa prokuratura niejako abdykowała. Prokuratura zaczyna pełnić rolę obrońcy Jarosława Kaczyńskiego”.

Obrywa także CBA, którego działania w sprawie Jarosława Kaczyńskiego i nieprawdy o rzeczywistej funkcji, jaką pełni w spółce Srebrna, nie sposób interpretować inaczej, niż jako roztoczenie parasola ochronnego nad liderem partii rządzącej.

CBA powstało, żeby chronić Polaków przed korupcją. CBA nie powstało po to, żeby bronić polityków przed ujawnianiem korupcji, których politycy dokonują. To instytucja zaufania publicznego, która musi stać na straży przestrzegania prawa. Nie została stworzona po to, żeby bronić interesu polityków. Nawet na sejmowych korytarzach krąży taka plotka, że politycy PiS chcą zmienić nazwę CBA na Centralne Biuro Korupcyjne. Bo jak nazwać inaczej fakt, że centralny organ w państwie, który powinien zajmować się wykrywaniem korupcji na szczytach władzy, od kilkudziesięciu dni nie jest w stanie zająć się oświadczeniem majątkowym Jarosława Kaczyńskiego, mimo nowych faktów?” – dodawał Cezary Tomczyk z PO – Prokuratura i CBA przestały w Polsce funkcjonować”.

Szpilkę Jarosławowi Kaczyńskiemu postanowił także wbić poseł Krzysztof Brejza, który zauważył, że opisywane dziś przez “Gazetę Wyborczą” wydarzenia, tj. przekazanie 50 tys. złotych Jarosławowi Kaczyńskiemu, by ten przekazał je ukrywającemu się w sąsiednim pokoju ks. Sawiczowi, miało miejsce w czasie posiedzenia Sejmu, co oznacza, że lider PiS jawnie lekceważył swoje obowiązki parlamentarzysty na rzecz załatwiania interesów spółki Srebrna.

To, co szokuje najbardziej, to fakt, że w środku posiedzenia Sejmu, 7 lutego 2018 roku, wbrew obowiązkowi ustawowemu prezes PiS, poseł Jarosław Kaczyński, zamiast uczestniczyć w obradach Sejmu, uczestniczył w interesie deweloperskim w siedzibie partii” – powiedział na konferencji poseł Brejza – „Państwo PiS chroni, osłania, nakłada czapę na tę sytuację, robi wszystko, żeby ta sytuacja nie była wyjaśniona”.

Trudno oczekiwać, by polska prokuratura nagle zmieniła strategię i z odpowiednim zaangażowaniem zajęła się sprawami dotyczącymi lidera obozu władzy. Dla Jarosława Kaczyńskiego realnym zmartwieniem może jednak być zawiadomienie, jakie pełnomocnicy austriackiego biznesmena złożyli w kraju jego pochodzenia. Tam bowiem długie macki pisowskiego systemu sprawiedliwości sięgnąć nie mogą.

„Czy marszałek Kuchciński zawsze w taki sposób przemieszcza się po Sejmie? W asyście trzech funkcjonariuszy Straży Marszałkowskiej z szablami paradnymi? Pytam dla kolegi, zwykłego podatnika… PiSancjum” – zapytał na Twitterze Maciej Sonik, starosta krapkowicki. Samorządowiec dołączył zdjęcie Marka Kuchcińskiego oraz Ryszarda Terleckiego, otoczonego funkcjonariuszami Straży Marszałkowskiej.

„Ostatnio tak. Bo w lektyce uszkodzona jest klimatyzacja: prowadzący ją funkcjonariusz miał czterotygodniowe doświadczenie na symulatorze hulajnogi. Nie był przygotowany na to, że zahaczy szablą o kotarę. Efektem są też uszkodzenia Systemu Rozpoznawania Lektyk Swój-Obcy (SRLS-O)” – odpowiedział samorządowcowi Tomasz Skory z RMF. Dodajmy, że w ubiegłym roku to PiS przeforsował w Sejmie nowelizację ustawy o Straży Marszałkowskiej. Funkcjonariuszom zmieniono m.in. uniformy, o tym w artykule „Straż Marszałkowska w nowych mundurach przypomina… grupę rekonstrukcyjną”.

Inni internauci też kpili z Kuchcińskiego: – „Pozazdrościł „koledze” z NBP i obstalował sobie własną świtę”; – „Tylko płatków róż sypanych pod nogi brak…”; – „Może ktoś złożyć interpelacje do Marszałka Kuchcińskiego czy kancelaria Sejmu planuje w tym roku zakup lektyki?”; – „Oj tam… to kroczy… umiar i pokora”;

„Kuchciński w Gulfstreamie albo odprowadzany jak Cezar przez Pretorian w Sejmie, wygląda jak wół przy karecie, czyli w mniemaniu Kuchcińskiego dostojnie”. O podróżach rzeczonym Gulfstreamem w artykule „Marszałek Kuchciński na weekend samolotem!”.

„Lewactwo” trzyma potomstwo z dala od Kościoła, toteż jego przedwczesna seksualizacja nie ma żadnego znaczenia dla dobrostanu kapłanów i kondycji moralnej samej religijnej instytucji

Pan prezydent dokonał kilka dni temu bohaterskiego comming outu jako zwolennik deprawacji dzieci. Wziął – mianowicie – stronę nauczycieli w ich sporze z rządem o kasę i powiedział publicznie, że żądania belfrów są uzasadnione.

Zaraz się wprawdzie wytłumaczył, że owszem, powinni zarabiać więcej, ale przecież nie tyle, ile się należy za powołanie na świat dwójki potomstwa, bo jednak działalność prokreacyjną państwo ceni znacznie wyżej, niż wystawanie pod tablicą. No i – naturalnie – nie od razu. Bo partia pana prezesa ma przecież w tej chwili inne, znacznie pilniejsze wydatki. Trzeba wszak z czegoś sfinansować obiecane narodowi „prezenty od Jarosław Kaczyńskiego”. Niemniej, już sama deklaracja poparcia dla belferskich postulatów to w naszych czasach akt wyjątkowej odwagi. Bo przecież każdy, kto wyrazi choćby trochę zrozumienia dla nauczycielskich pretensji, automatycznie trafia do kategorii „liberałów i lewaków”. Deprawatorów „naszych dzieci”.

Nauczyciele bowiem sugerują otwarcie, że pieniądze na podwyżki można by zorganizować rezygnując z opłacania z budżetu lekcji…religii! I jeszcze – na dowód moralnej klęski całego środowiska – kosztem naszej bohaterskiej przeszłości i unikalnej tradycji chcieliby modyfikacji programów nauczania w kierunku wiedzy przydatnej w czasach współczesnych. Chcą ograniczyć wymiar nauczania historii i języka ojczystego i uczyć – w to miejsce – podstaw prawa, wiedzy obywatelskiej, medycyny, a nawet filozofii i logiki! Zamiast karności i posłuszeństwa chcieliby wolności intelektualnej i swobody dyskusji.  No i postulują wprowadzenie do programów szkolnych porządnej edukacji seksualnej. Nie wszyscy, co prawda, ale zdecydowana większość. Toteż ich protest to nie jest zwyczajny spór o pieniądze, tylko zamach na najświętsze wartości. Godzenie w podstawy moralności i próba zaszczepienia w narodzie, przez wczesną indoktrynację, obcych nam wartości.

Tymczasem pan prezes wyraźnie zapowiedział w kampanii: „wara od naszych dzieci!”

Inna sprawa, że z tą prezesową deklaracją jest niejaki problem, bo nie do końca wiadomo, jakich konkretnie małoletnich miał na myśli oraz przed kim i z jakich powodów tak naprawdę chce ich chronić.

Bo przecież, choć niby wszystkie są „nasze”, dzieci „gorszego sortu” są zdeprawowane od kołyski, niejako z definicji. A być może nawet przyniosły na świat lewactwo i liberalizm w dziedzictwie genetycznym (bo raczej nie wyssały go z mlekiem matek-feministek karmiących potomstwo z butelki). Już w wieku przedszkolnym trudno je zdemoralizować zajęciami z edukacji seksualnej. Ale też – z drugiej strony – „lewactwo” trzyma potomstwo z dala od Kościoła, toteż jego przedwczesna seksualizacja nie ma żadnego znaczenia dla – powiedzmy – dobrostanu kapłanów i kondycji moralnej samej religijnej instytucji. Mały genderysta nie będzie raczej wodził przedstawicieli kleru na pokuszenie, jak to ostatnio sugerowali najwyżsi przedstawiciele Episkopatu, i z kieszeniami pełnymi środków antykoncepcyjnych proponował im nawiązania intymnej relacji w celu kompromitacji całej instytucji. Choćby dlatego, że potomstwo feministów raczej nie uczęszcza do kościoła.

Musi więc chodzić konkretnie o dzieci „lepszego sortu”. Te niewinne i jeszcze w liceum nieświadome nie tylko skąd się biorą dzieci, ale też na czym polega propaganda i co to jest sofistyka.

W teorii, edukacja, przynajmniej ta seksualna, ma być nieobowiązkowa. Jak lekcje religii. No i rodzice mają przecież święte i na dodatek zapisane w Konstytucji prawo swobodnej decyzji w sprawie wychowania swoich dzieci. Ale wiadomo, że w praktyce to nie działa, i że na szkolne rekolekcje na razie chodzą teraz prawie wszystkie przedszkolaki i wszyscy uczniowie. Zbiorowo, bez oglądania się na „sorty”, uczestniczą też w szkolnych Wigiliach, jasełkach i uroczystościach z udziałem kapłana oraz uczą się w klasach dekorowanych symbolami religijnymi. „Gorszy sort” nie ma tu nic do gadania, więc podobnie mogłoby być i z logiką, i z edukacją obywatelską i z „deprawacją” seksualną.

Na razie zagrożenie, że przymusowa seksualizacja obejmie „nasze dzieci” jest znikome, więc nie ma też szczególnego powodu, by bronić potomstwa „lepszego sortu” przed nauczycielami, a w szczególności przed edukatorami seksualnymi. Ale na wszelki wypadek belfrów lepiej trzymać krótko i Boże broń, nie rozzuchwalać nadmiarem kasy. Przeciwnie – powinni drżeć przed utratą posady, karnie wprowadzać w życie kolejne „reformy edukacji”, słuchać się katechetów, a w wolnym czasie, którego mają w nadmiarze, dorobić parę groszy robiąc dodatkowe dzieci. No i czekać grzecznie – jak wszyscy – na „prezenty od pana prezesa”, to może już za pięć lat dostaną po dodatkowej stówce na waciki.

Tak, czy inaczej – „wara im” od naszych dzieci. A tak w ogóle, to edukację szkolną trzeba pilnie ograniczyć do niezbędnego minimum, co się już powoli dzieje. Od razu poprawi się od tego morale narodu i stan budżetu.

Rząd uszczuplił pulę pieniędzy na służbę zdrowia o 10 mld zł obliczyła Naczelna Rada Lekarska. Ale to podpisana przez prezydenta Rafała Trzaskowskiego deklaracja jest problemem, tak? Rządzie, zajmij się służbą zdrowia zamiast szczuciem na ludzi – komentuje dziennikarka Gazety Wyborcze Estera Flieger.

Jeśli w sprawie tak ważnej dla całego społeczeństwa jak wzrost nakładów na służbę zdrowia, PiS oszukał protestujących rezydentów na blisko 10 mld złotych to jak nauczyciele mają wierzyć rządzącym, że podwyżki będą, ale później? Tyle jeśli chodzi o wiarygodność „dobrej zmiany” – wypowiada się Michał Kuczyński z portalu crowdmedia.pl

Posłowie Platformy Obywatelskiej ponownie złożyli zażalenie do prokuratury na bezczynność jej działań w sprawie tzw. taśm Kaczyńskiego. – Przez 50 dni w tej sprawie nie zdarzyło się nic. Prokuratura abdykowała i zaczęła pełnić rolę obrońcy Jarosława Kaczyńskiego – uważa Marcin Kierwiński. Wczoraj zażalenie na działanie prokuratury złożyli pełnomocnicy Geralda Birgfellnera.

Bezczynna prokuratura

Ponad 6 tygodni temu pełnomocnicy austriackiego biznesmena Geralda Birgfellnera złożyli do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa.

Czynności sprawdzające według prawa mogą trwać maksymalnie miesiąc.

Po 6 tygodniach prawo przewiduje możliwość złożenia zażalenia na bezczynność prokuratury. Takie pismo pełnomocnicy Geralda Birgfellnera złożyli wczoraj. Dziś zażalenie na opieszałość prokuratury złożyli też posłowie PO.

– Złożyliśmy wniosek o możliwości popełnienia przestępstwa przez funkcjonariuszy PiS przez samego prezesa Jarosława Kaczyńskiego,  podawaliśmy tam dokładne uzasadnienie. Od 50 dni nie wydarzyło się nic – tłumaczył wniosek Marcin Kierwiński.

Posłowie opozycji nie otrzymali nawet informacji, czy zostało wszczęte postępowanie, czy też jego wszczęcia odmówiono.

Koperta z 50 tys.

Z doniesień „Gazety Wyborczej”, która ujawnia część zeznań austriackiego biznesmena, wynika, że w chwili wręczenia Jarosławowi Kaczyńskiemu koperty z 50 tys. były ksiądz Rafał Sawicz, członek Rady Fundacji Instytutu im. Lecha Kaczyńskiego, znajdował się w pokoju obok.

– Przekazałem kopertę, a pan Kaczyński z kopertą wszedł do swojego pokoju, gdzie pan Sawicz już siedział – miał zeznać Birgfellner. Po tym zajściu Sawicz miał złożyć podpis pod uchwałą rady pozwalającą na rozpoczęcie inwestycji.

– Cóż więcej trzeba, aby prokuratura obudziła się w tej sprawie i zaczęła zajmować się tą sprawą? Prokuratura abdykowała i zaczęła pełnić rolę obrońcy Jarosława Kaczyńskiego – komentował w Sejmie Marcin Kierwiński.

Do całej sytuacji miało dojść 7 lutego zeszłego roku w czasie posiedzenia Sejmu. Prezesa partii rządzącej na tym posiedzeniu nie było.

– To, co szokuje najbardziej, to fakt, że w środku posiedzenia Sejmu 7 lutego 2018 roku, wbrew obowiązkowi ustawowemu, prezes PiS poseł Jarosław Kaczyński zamiast uczestniczyć w pracach Sejmu uczestniczył w interesie deweloperskim w siedzibie partii opłacanej z pieniędzy podatników – mówił Krzysztof Brejza.

Służby chronią PiS

PO zarzuca zaniedbania w tej sprawie nie tylko prokuraturze, ale i CBA.

– Centralny organ w państwie nie jest w stanie od kilku dni zająć się oświadczeniem Kaczyńskiego mimo nowych faktów. CBA powstało po to, aby chronić Polaków przed korupcją, a nie bronić polityków przed ujawnianiem korupcji, której politycy dokonują – mówił Cezary Tomczyk.

Parlamentarzyści występowali też z prośbą o informacje, czy akta sprawy Srebrnej były udostępniane prokuratorowi generalnemu. O tym, że doszło do spotkania Kaczyńskiego z ministrem sprawiedliwości po przesłuchaniu Austriaka, mówił sam minister prokurator generalny Zbigniew Ziobro, tłumacząc, że spotkanie dotyczyło wówczas jednej z ustaw.

Na to pismo posłowie także nie otrzymali odpowiedzi.

– Państwo PiS jest bezradne i nakłada czapę na tę sytuację – uważa Krzysztof Brejza. – Nie jest to nawet państwo z dykty i z tektury, to państwo z koperty, a z koperty wypadają banknoty w kwocie 50 tys. zł i twarz księdza Sawicza i twarz Jarosława Kaczyńskiego. To symbol państwa PiS – dodaje.

Ponowny wniosek do CBA

PO złożyła też ponowny wniosek do CBA, aby sprawdzono oświadczenie majątkowe Jarosława Kaczyńskiego.

– Poprzednio 4 godziny wystarczyły CBA, aby stwierdziło, że nie ma sprawy, mimo że od 50 dni opinia publiczna zajmuje się godzinami nagrań, powstały dziesiątki publikacji i cała polska słyszała o wieżach Kaczyńskiego. Dziś CBA musi to zbadać – uważa Cezary Tomczyk.

Reklamy

Jedna odpowiedź to “Dowody na korupcję Kaczyńskiego są coraz liczniejsze. Będziesz koleś siedział jak amen w pacierzu”

  1. Hairwald 22 marca 2019 @ 11:09 #

    Reblogged this on Holtei i skomentował(a):

    Duda to tylko dudek, który chciałby zostać bohaterem. Szukanie zamachu na siłę dla tego wystraszonego niedołęgi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: