Reforma Ziobry – dewastacja śledztw. Czerwińska nie zgadza się na populizmy pokrak Kaczyńskiego i Morawieckiego

19 Mar

W minionym tygodniu resort sprawiedliwości ogłosił drugi etap “reformy” wymiaru sprawiedliwości, w ramach którego zlikwidowane mają zostać sądy apelacyjne, a drobne wykroczenia i przewinienia rozstrzygać mają tzw. “sędziowie pokoju”, osoby z doświadczeniem życiowym, które orzekać mają na zasadzie słuszności. Krytycy nie mają wątpliwości, że Zbigniew Ziobro kolejną radykalną zmianę struktury sądownictwa wykorzysta w tym samym celu, co wszystkie dotychczasowe zmiany w tym obszarze, czyli do czystek kadrowych i wstawienia do wymiaru sprawiedliwości “swoich” ludzi. O tym, do czego to może prowadzić, świadczyć może tragiczna sytuacja w polskiej prokuraturze po tzw. “reformie” z 2016 roku, którą dziś bezlitośnie przedstawiła “Gazeta Wyborcza”, przytaczając na uzasadnienie tej tezy konkretne dane o osiągnięciach jego nominatów. Są one efektem wielomiesięcznej pracy prokuratorów ze stowarzyszenia Lex Super Omnia, które zrzesza śledczych, którzy nie poddali się czystce Ziobry i wciąż walczą o prokuraturę, która rzeczywiście stoi na straży sprawiedliwości, a nie interesów obozu władzy.

Jak wylicza dziennik,  jeszcze w 2014 r. – za czasów prokuratura generalnego Andrzeja Seremeta – spraw prowadzonych ponad sześć miesięcy było w prokuraturze około 3,8 tys. Tymczasem pod rządami Ziobry w 2018 r. było ich już 13,1 tys. Jest to wzrost o prawie 350 proc.! Nie lepiej jest w przypadku spraw trwających ponad 2 lata. Wzrost wynosi od 927 w 2014 r. do 3,4 tys. w 2018, a spraw trwających od dwóch do pięciu lat w 2018 roku było 360 proc. więcej niż w 2014 roku. Obrazu totalnej katastrofy dopełniają liczby dotyczące spraw trwających najdłużej, czyli powyżej pięciu lat – w 2014 r. było ich 75, a w roku ubiegłym już 263. 

Żeby w pełni zrozumieć, dlaczego tak olbrzymi wzrost ilości postępowań długotrwałych jest w gruncie rzeczy wypaczeniem nadrzędnego celu prokuratury, wystarczy spojrzeć choćby na sprawy o zabarwieniu politycznym, w których pojawiają się wątki polityków partii władzy. W zasadzie w żadnym ze śledztw w licznych aferach (od afery billboardowej z udziałem spółki Solvere, poprzez nielegalne uchwalenie budżetu w Sali Kolumnowej Sejmu czy brak wydrukowania wyroków Trybunału Konstytucyjnego, aferę w dolnośląskim PCK, finansowanie konwencji Solidarnej Polski ze środków UE, układ radomski czy na aferze wokół spółki Srebrna z udziałem Jarosława Kaczyńskiego) nie tylko nie postawiono zarzutów, ale przede wszystkim nie skierowano aktów oskarżenia i akt śledztwa do sądów, by mogły tam zostać ocenione. W takich sytuacjach wymiar sprawiedliwości został w zasadzie sparaliżowany na etapie “dochodzenia do sprawiedliwości” rozumianej we właściwy dla obozu władzy sposób.

 – To może być siedem lat, ale może być też dziesięć. A to oznacza, że ktoś na przykład może przez ten okres mieć zarzuty, ale nie ma możliwości poddania ich pod ocenę sądu. Albo może być tak, że przez tyle lat ofiara nie może się doczekać, aż sprawca poniesie odpowiedzialność karną – wyjaśnia istotę patologii prokurator Iwona Palka z Lex Super Omnia. Warto też pamiętać, że czasami sam fakt “postawienia w stan oskarżenia”, zwłaszcza polityków opozycji czy kojarzonych z nimi menadżerów spółek Skarbu Państwa jest celem samym w sobie, bo pozwala sprawę wykorzystywać dla politycznych profitów bez realnej odpowiedzialności i kontroli.

Kuriozalne są też tłumaczenia takiego wzrostu postępowań długotrwałych. Obecne kierownictwo prokuratury twierdzi, że jest ona zmuszona do wznawiania śledztw umorzonych niezasadnie. Choć nie przedstawia na potwierdzenie tych słów żadnych konkretnych danych, to jednak warto zauważyć, że bardzo wiele medialnych spraw przeciwko politykom i działaczom związanym z opozycją dotyczy właśnie takich sytuacji. Śledczy w czasie, gdy prokuratura była od rządu niezależna badali sprawę i uznawali, że do wypełnienia znamion przestępstwa nie doszło. Gdy prokuratury dostały się w ręce aktywnego polityka, ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, nagle za wszelką cenę postanowiono sprawy “odkopać” i wykorzystać je przeciwko politycznym przeciwnikom. A te dotyczące abstrakcyjnego “Kowalskiego” niech leżą, przecież priorytety są inne. Trudno o lepsze zobrazowanie prawdziwego celu “reformy” Zbigniewa Ziobry.

W zeszłym tygodniu Dziennik Gazeta Prawna informował, że minister finansów Teresa Czerwińska z dużym dystansem przyjęła rozszerzenie programu 500+ na pierwsze dziecko oraz 13. emeryturę. O skonkretyzowanych propozycjach rzuconych przez Jarosława Kaczyńskiego na konwencji dowiedziała się dzień wcześniej, co wywołało w ministerstwie falę krytycznych komentarzy. Zderzenie przygotowanych za plecami resortu finansów pomysłów z twardymi wymaganiami budżetowymi musiało prędzej czy później nastąpić. Dzisiejsze wydanie DGP kontynuuje opowieść o rafach, na jakie wepchnął lider Prawa i Sprawiedliwości Czerwińską.

Jest takie ustrojstwo nazywające się regułą wydatkową, której wyliczenia precyzują, na jakie wydatki stać państwo. Do tej pory był to oręż broniący ministerstwo przed naciskami finansowymi ze strony innych resortów, a także gwarantujący stabilną politykę fiskalną. Z informacji Dziennika Gazety Prawnej wynika, że szefowa trzymająca rękę na pieniądzach – “(…) nie godzi się na złamanie, zawieszenie czy likwidację umocowanej w prawie zasady powstrzymującej państwo przed nadmierną hojnością. To oznacza, że zmieszczenie w przyszłorocznym budżecie całej piątki Kaczyńskiego, w tym 500+ na pierwsze dziecko czy trzynastej emerytury, może być niemożliwe” – pisze dziennik.

Gazeta wieszczy konflikt przy tworzeniu budżetu na 2020 rok – “Wiarygodność naszej polityki fiskalnej wspiera wysoko oceniania przez otoczenie międzynarodowe stabilizująca reguła wydatkowa (…). Reguła ta jest kluczowym narzędziem konstrukcji budżetu obok przestrzegania norm fiskalnych zawartych w pakcie stabilności i wzrostu” – mówiła Czerwińska w ubiegłym tygodniu na Forum Bankowym. DGP zwraca uwagę, że do pogodzenia reguły wydatkowej z nowymi obciążeniami budżetowymi na poziomie 40 mld zł rząd może zastosować różne triki – “(…) np. podnosząc prognozę PKB albo wypychając część wydatków do funduszy, których budżety nie podlegają regule, ale w ocenie ekonomistów to nie wystarczy. Nie mają oni wątpliwości, że pakiet wyborczych obietnic tworzy napięcia w finansach publicznych w kolejnych latach” – objaśnia DGP.

Problem Teresy Czerwińskiej nie polega na tym, że relacje z Nowogrodzką zaczynają być napięte, ale na tym, że jak pod wpływem nacisków przyłoży rękę do złamania kręgosłupa regule wydatkowej, to będzie się za nią ciągnęło do końca kariery. Już zawsze będzie postrzegana jako osoba nieodpowiedzialna, która wbrew posiadanej wiedzy ekonomicznej położyła na szali swój życiowy dorobek w imię partyjnego interesu. Prezesa Prawa i Sprawiedliwości przekonanego o swoim geniuszu ekonomicznym oraz wspartego nagrodą “Człowieka roku” Forum Ekonomicznego w Krynicy nie interesuje, co dzieje się w budżecie, bo on wie lepiej albo nie przykłada do tego zbytniej uwagi. Za to Teresa Czerwińska powinna pamiętać o tym, że ministrem się tylko bywa.

Niedawno na jednym z pisowskich „spędów” w Katowicach bezdzietny „Ojciec Narodu Polskiego” – nieoficjalny i nielegalny przywódca, którego na tych wyreżyserowanych uroczystościach wita się równie uroczyście, jak północnokoreańskich Kimów, przekazał Polakom „dar serca” – obietnice w postaci tzw. „piątki Kaczyńskiego”! Obietnice puste, co ludzie światli wiedzą, a zaprogramowani i bezkrytyczni fani „wodza” (ciemna masa i ludzie interesowni, no bo jak to inaczej nazwać) „kupują” z zachwytem! Wspomniany „wódz” obieca nam zresztą jeszcze więcej, a liczba tych obietnic może być w efekcie odwrotnie proporcjonalna do czasu, jaki nam pozostał do wyborów – tzn., im krócej do nich, tym więcej obietnic! No cóż; tak jest zawsze wtedy, kiedy traci się grunt pod nogami i wyczuwa nadchodzący czas rozliczeń przed wymiarem sprawiedliwości!

W „Gazecie Prawnej” ukazał się ciekawy i fachowy artykuł, który opisuje to w sposób w pełni profesjonalny, stąd tutaj pozwolę sobie jedynie na podanie myśli przewodniej, a ta brzmi, jak następuje:

„Obietnice PiS oznaczają przekroczenie reguły wydatkowej. Sytuacja jest trudna i będzie wymagała wielu ryzykownych zabiegów księgowych”! Wiem, na czym to może polegać!

Co najciekawsze; z informacji autorów artykułu (M. Chądzyńskiego, G. Osieckiego, B. Godusławskiego) wynika, że minister finansów nie godzi się na złamanie, zawieszenie i/lub likwidację zawartej w prawie zasady powstrzymującej państwo przed nadmierną „hojnością”.

Mój komentarz do treści artykułu jest następujący: Co to może i będzie oznaczać dla naszego państwa? Otóż ni mniej, ni więcej jak tylko to, że zrealizowanie w oparciu o przyszłoroczny budżet „piątki Kaczyńskiego”, w tym 500 + na pierwsze dziecko, ale i trzynastej emerytury dla seniorów prawdopodobnie „spali na panewce”!

Planowany budżet zostanie przekroczony aż o 58 mld zł! Na to nie chce się zgodzić pani minister finansów w rządzie premiera Morawieckiego, która zdawać sobie musi sprawę z odpowiedzialności, jaką na siebie bierze i z tego, że prawdopodobnie stanie się przysłowiowym „kozłem ofiarnym” działań Kaczyńskiego, który skrupułów nie posiada; to dla niego pojęcie abstrakcyjne, co łatwo i przystępnie wyjaśnia nauka psychologii!

Mówiąc jeszcze inaczej „szanowny i dobroduszny prezes” po pierwsze: „dał” nam z naszych pieniędzy przedwyborczy „prezent – łapówkę” (bo budżet na dłuższą metę tego nie wytrzyma), po drugie nie zapomni tego odebrać (to już się dzieje w formie ukrytych podwyżek, opłat za media, podatków, które rosną w zastraszającym tempie)! Po trzecie, „łże jak pies” udając patriotę i męża stanu, którym nie był nigdy, nie jest, i nigdy nie będzie! Człowiek to bowiem totalnie odrealniony pozbawiony według mnie jakichkolwiek uczuć wyższych, stąd niezdolny do postępowania ukierunkowanego na coś innego, niż własna, chora wizja wielkości i mania władzy, która stała się już obsesją.

Nie ma sensu rozpisywać się obszerniej, gdyż czytelnicy nie lubią (co wynika z moich dokładnych obserwacji) czytać zbyt długo, nawet jeśli tekst jest ważny; większość woli wytłuszczone i kolorowe hasła, co ja potępiam i nie dbam o popularność, choć bardzo przykre jest dla mnie to, że wielu tak lekceważy sobie sprawy państwa, choć tłumaczę sobie też, iż każdy z nas ma inną percepcję, ale też i potrzeby zmysłowe. Stąd jedynym moim przekazem niech będzie poniższe, wytłuszczone zdanie, które nie po raz pierwszy wygłaszam:

PiS działa na szkodę państwa polskiego i Polaków. Ta partia (choć może nie zwyczajni członkowie i fani, którzy z różnych względów się z nią utożsamiają), chce za wszelką cenę utrzymać permanentną władzę, co gdyby miało się spełnić, będzie jednoznaczne z unicestwieniem Polski, jak państwa cywilizowanego – członka elitarnego Klubu Państw Demokratycznych w tym UE i NATO! Apeluję więc o to, aby nikt nie uległ jej demagogom rodzaju Jarosława Kaczyńskiego (emanacji zła), Zbigniewa Ziobry, osoby współodpowiedzialnej (podobnie jak Andrzej Duda, którego wymieniam na trzecim miejscu, bo jego realna rola w rządzeniu sprowadza się tylko do sygnowania tego, co Kaczyński i Ziobro wymyślą) i pozostałej hierarchii układu rządzącego! Musimy zdać sobie też sprawę z tego, że rządy premiera obecnego rządu są czysto ceremonialne. Oddawanie więc głosu na taką władzę jest przykładaniem ręki do zdrady i niszczenia własnej ojczyzny!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: