Duda i Kaczyński – absurdalni politycy, szkodliwi dla Polski jak wrzody na d…

17 Mar

Ktoś mógłby pomyśleć, że prezydent szykuje jakiś ambitny program wyborczy, który porwie tłumy. Nie. To jest coś znacznie bardziej zaskakującego.

Andrzej Duda często podkreślał, że pokonał Bronisława Komorowskiego w walce o fotel prezydencki głównie dlatego, że był silny. Aby w nadchodzących wyborach powtórzyć ów wynik postanowił wdrożyć w życie operację „Kampania” opartą na ciężkiej pracy i wyrzeczeniach.

„Kampania” bowiem to dieta i ćwiczenia opracowane specjalnie dla prezydenta przez lekarzy z wojskowego szpitala przy ul. Szaserów w Warszawie.

Zaledwie 1000 kcal dziennie i dodatkowa aktywność fizyczna przy wyczerpującej pracy głowy państwa wydaje się prawdziwą dietą drakońską, której wyzwaniom mogą sprostać jedynie najsilniejsi.

Andrzej Duda musi zrezygnować ze słodyczy, tłuszczu, mleka, pieczywa pszennego. W diecie pozostają warzywa, płatki owsiane, pełnoziarniste pieczywo, owoce, ale tylko niskoglikemiczne, drób.

Według wskazań lekarzy prezydentowi wolno zjeść ser żółty, ale najwyżej dwa plasterki dziennie. Andrzej Duda musi również zrezygnować z alkoholu, choć kieliszek czerwonego wytrawnego wina od czasu do czasu nie będzie stanowił zagrożenia.

Przedwyborcza operacja „Kampania” wyznacza też aktywność fizyczną prezydenta, który każdy dzień powinien rozpocząć ćwiczeniami na bieżni, a późniejszej części dnia znaleźć jeszcze czas na pływanie. Obowiązkowo prezydent musi wypijać małymi łykami trzy litry wody dziennie.

Dietetyczne poświęcenie dla pięknej formy ma, według zaleceń lekarzy, trwać trzy miesiące, po których ilość kalorii zostanie zwiększona, aby prezydent Duda miał wymarzoną siłę.

Jarosław Kaczyński pokazał na konwencji Prawa i Sprawiedliwości w Katowicach jak zamierza wygrać wybory. Wydarzenie może zasługiwać na miano definiującego cały wyborczy wyścig jednak nie z powodu tego, że PiS zaprezentował dziś nową wizję, ale właśnie dlatego, że zaskakująco szybko osiągnięto punkt, w którym dobrej zmianie ewidentnie zaczyna brakować wyborczego paliwa. Prezes PiS zamiast kreować nowy przekaz postanowił bowiem powtarzać stare pieśni i zaoferować dobrze znane produkty w nowych opakowaniach. Nadzwyczaj mocno dało się odczuć to, że rządzącym paradoksalnie brakuje własnych osiągnięć, aby obronić sukces dobrej zmiany.

Jarosław Kaczyński ponownie bowiem uderzył w społeczność LGBT, mówiąc, że oponentom “nie chodzi o równość, ale o afirmację”, grzmiąc “wara od naszych dzieci” w reakcji na słowa Pawła Rabieja o adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Konwencja pokazała, że rząd idzie na skróty i cała nadchodząca kampania ma zostać sprowadzona do ideologicznego plebiscytu. Po jednej stronie w myśl słów prezesa jest opozycja, która jest niezdolna do prezentowania “konkretów” – rozsądnych propozycji programowych dla Polaków, ale zamiast tego forsująca rewolucje obyczajowe. Po drugiej zaś, na jej drodze staje dobra zmiana, która stawia na poprawę losu nie dla wybranych, ale wszystkich Polaków, aby “w sercu Europy panował europejski standard życia”. Prezes wprost zarzucił, że działania opozycji mają dążyć do zniszczenia polskości, polskiej kultury, tak jak dziś te same wartości na zachodzie niszczą fundamenty cywilizacji europejskiej.

Prezes postanowił zdusić w zarodku groźne dla PiS oskarżenia o dążenie do Polexitu. Jarosław Kaczyński mówił o tym, że dla członkostwa w Unii nie ma alternatywy. Podkreślił także dobitnie, że we wspólnocie jesteśmy nie dlatego, że musimy, ale chcemy, aby walczyć właśnie o tytułowy dla konwencji “europejski standard życia”. Lider Prawa i Sprawiedliwości wskazał także, że Polska potrzebuje Unii, a Unia Polski.

Kaczyński rzucił także Polakom jasną i kuszącą perspektywę. Według niego, po 30 latach niesprawiedliwych rządów, które tworzyły rosnące podziały, dobrej zmiany nie da się dokonać w 3-4 lata, stąd dzieło musi być kontynuowane, aby przyniosło trwałe skutki.Lider PiS oczywiście tutaj tradycyjnie straszył, że zwycięstwo opozycji to cofnięcie wszystkich osiągnięć dobrej zmiany i wskazał warunki niezbędne do dosięgnięcia europejskiego standardu. Za takie uznano wzrost gospodarczy, sprawność państwa we wszystkich dziedzinach, a przede wszystkim w obszarze finansów publicznych. Zdaniem Kaczyńskiego dobra zmiana te warunki spełnia. Widoczne z resztą było to w całej konwencji, że rządzący po licznych aferach niemal nie odnoszą się poza 500+ do innych realnych osiągnięć. Zero o sukcesie reformy sądów, zero o mieszkaniu plus, ani słowa o realnym usprawnieniu systemowym państwa. Poza hasłem uszczelniania i 500+ cała wielka machina państwa PiS była nieobecna, co pokazywało czujnym obserwatorom, że władza nie ma tak naprawdę tak dużo atutów, którymi może się pochwalić. Nie dziwi to jednak w kontekście licznych afer, które mocno osłabiły wiarogodność znacznej części aktywności obozu władzy. Politycy promowali się zatem głównie na rzeczach, których nie mieli czasu realnie popsuć – zatem było o szybkim wzroście gospodarczym, niskim bezrobociu, wzroście produktywności pracy (o 14% w 4 lata) i wzroście płac. Prezes PiS z premierem zachwalali, jak to Polaka jest numerem 1 wzrostu gospodarczego i uszczelniania porównując to pogardliwe do imposybilizmu poprzedników. W tej całej narracji nie przeszkadzał nawet fakt, że za rządów PO-PSL także były podobne okresy, kiedy Polska była najszybciej rozwijającym się krajem Europy.

Na konwencji obok powtarzania jak mantrę dobrze znanych politycznych haseł doszło także do niebywałego pokazu politycznego lizusostwa, który przekroczył dawno nie widziane poziomy żenady. Niegdyś Ślązacy mogli usłyszeć, że są zakamuflowaną opcją niemiecką, podczas gdy dziś władza nie mogła nachwalić się Śląska, aż do poziomu absurdu. Prezes mówił, że Śląsk to ziemia słynące z pracowitości, etosu pracy. Czwarty region w kraju, jeśli chodzi o PKB na mieszkańca, został określony “sercem polskiej gospodarki”, ponieważ tego miana należało wbrew faktom odmówić wrogiej PiS Warszawie (województwo Mazowieckie ma PKB per capita o ponad połowę wyższe niż Śląskie). Prezes snuł oderwaną od rzeczywistości wizję o utracie gospodarczej dominacji Śląska, która właśnie w ostatnich latach została odzyskana dzięki uczelniom i nowym technologiom. Do jakich danych, jeśli jakichkolwiek, odnosił się prezes, ciężko dojść. Prezes odwołał się także do etosu pracy fizycznej, mówił, że wielu zapomniało, ale PiS pamięta i tę pracę szanuje. Lider mówił także o pochyleniu czoła robotnikom zakładów mówiąc o niebezpiecznej, ciężkiej pracy, często z nie najwyższymi wynagrodzeniami.

Na tle Jarosława Kaczyńskiego wystąpienie Mateusza Morawieckiego było już całkowicie wtórne, ponieważ polityk dostał rolę powtarzania znanej już wcześniej propagandy sukcesu gospodarczego.

Była jednak rzecz, której opozycja mogłaby uczyć się z kunsztu politycznego Jarosława Kaczyńskiego. Prezes PiS na zakończenie wystąpienia zapowiedział, że przed całą koalicją Zjednoczonej Prawicy stoi ważne zadanie, aby dotrzeć z “naszym wielkim projektem” do Polaków. Prezes ocenił, że wielu wciąż go nie widzi, nie zna, ale to nie jest “ich wina”. Wielu Polaków ma widzieć kłótnie, ale nie dostrzegać istoty tego sporu i brak zdolności dotarcia z przekazem jest czymś, za co “my musimy uderzyć się w pierś”. Choć w świetle pełnej mowy nienawiści narracji obozu władzy te słowa są ewidentną hipokryzją, to jednak pokazują, że lider PiS nie zamierza zamykać się na nowy elektorat i umie sprytnie ukrywać fałsz własnej narracji.

Konwencja PiS tym samym pokazała, że Jarosław Kaczyński już rozstawia pionki na swojej wyborczej szachownicy. Choć narzucona przez prezesa gra może wydawać się prymitywna, a argumenty wtórne, to jednak zdaje się, że liderowi PiS udało się wydać opozycji bitwę na korzystnym dla siebie gruncie politycznym, co będzie stanowiło dla Koalicji Europejskiej poważne wyzwanie.

Dzisiejsza Polska coraz bardziej tonie w mroku wstecznictwa i zaściankowości.

Współczesna Polska przypomina kocioł, w którym aż wrze od tej „dobrej zmiany”, jaką od ponad trzech lat funduje nam PiS. Gdzie nie spojrzeć tam demolka, tam kłamstwo goni za kłamstwem, manipulacja za manipulacją, a zwykły człowiek coraz bardziej czuje, że w tej Polsce nie da się żyć. Mało tego, z coraz większym zdziwieniem odkrywam, że drastycznie spadła nam empatia społeczna, otwartość na drugiego człowieka i jego poglądy czy sposób życia. Tak z dnia na dzień, „człowiek renesansu, człowiek nauki, człowiek Europy i świata” odszedł do lamusa, a pierwsze skrzypce zaczęli grać ludzie, wyprowadzający nas coraz bardziej na mroczną stronę mocy. Jak to ogarnąć? Jak to zrozumieć? Jak ich przekrzyczeć?

Pierwszy z brzegu przykład to kościół i jego problem z pedofilią. Wydawałoby się to takie proste. Skrzywdzono dzieci, które do końca życia będą dźwigały to straszne brzemię. Zrobili to ludzie, którzy z racji swej misji, byli obdarzeni wielkim zaufaniem. Jest zbrodnia, powinno być pokajanie się, powinna być kara… a co się dzieje? Kościół udaje, że nic złego się nie stało. To wina dzieci, bo chciały być przytulane i swoim zachowaniem wręcz wymuszały na księżach taką, a nie inną postawę. To wina internetu, edukacji seksualnej, całego zła tego świata, z którym kościół tak bohatersko walczy. Hierarchowie kościoła traktują każde kolejne doniesienie o pedofilii w swoim łonie jak atak na swoją instytucję i wręcz porównują go z polityką nazistów wobec Żydów. Są oburzeni na ofiary pedofilów, które śmią mówić o swej wielkiej krzywdzie, podważają ich wiarygodność, próbują bagatelizować problem.

Popatrzmy dalej. Nasz sąsiad, koleżanka z pracy, kuzyn, babcia. Rzesza tych, tak mocno związanych ze swoim katolicyzmem, tak bardzo oddanych nie tylko wierze, ale przede wszystkim kościołowi jako instytucji. Mają głęboko w nosie zbrodnie swoich księży. Będą o nich walczyć ze wszystkich sił. Nikt i nic ich nie przekona, że ci panowie w szatach duchownych to ludzie, którzy wykorzystali swoje stanowisko, by zgotować dzieciom piekło na ziemi. Będą zrywać buciki, zawieszone na płotach parafii w ramach protestu przeciwko księżom pedofilom. Będą wyzywać tych, którzy widzą miejsce tych panów w więzieniu. Będą piętnować te dzieci, które coś sobie wymyśliły. Ludzie! Czy oni zwariowali? Rozumiem, że pedofilia w wykonaniu ich kapłanów absolutnie im nie przeszkadza. Czyli co? Społeczna akceptacja dla takiej zbrodni?

Idziemy dalej. Przykład drugi to stosunek PiS do LGBT i edukacji seksualnej. Wprawdzie odnoszę wrażenie, że politycy PiS znaleźli swój sposób, by przykryć swoje kolejne wpadki, jednak to co wygadują, woła o pomstę do nieba. Dyszą wręcz z oburzenia i wymyślają, że niewinnym dzieciaczkom chce się na siłę zmieniać płeć, uczyć masturbacji, wciskać im prawdę o reprodukcji zamiast pozostać przy bocianach i kapuście. Dorzucają do tego cały pakiet nienawiści do ludzi o odmiennej orientacji seksualnej. Homoseksualizm oznacza to samo, co pedofilia. To zepsucie moralne. To wrzód na zdrowym chrześcijańskim organizmie. Nie ma co, PiS rozpoczęło swoją krucjatę przeciwko gejom i lesbijkom, przeciwko wychowaniu zgodnie z duchem XXI wieku. Pojawił się więc kolejny wróg i nie bądźmy zdziwieni, gdy wrócimy do czasów, kiedy osoba o innej orientacji seksualnej była szykanowana, zaczepiana na ulicy, bita. Miała problemy w pracy, była piętnowana i skazana na ostracyzm.

Atakując za „odmienność” i edukację seksualną, politycy PiS jednocześnie nie mają nic przeciwko temu, jak kościół traktuje te strefy. No bo kościół to kościół i duchowni mogą nękać 9 – latków pytając ich o pornografię, masturbację, zainteresowanie swoim ciałem, fundując maluchom jakże żałosną lekcję. Na to PiS daje swoje przyzwolenie, nie przyjmując do wiadomości, że ksiądz to dyletant i jego dociekliwość niesie za sobą o wiele więcej szkody niż praca ze specjalistą w tej dziedzinie. Człowiekiem, który świetnie wie, w jaki sposób pracować z dzieckiem, jaką wiedzę mu przekazać na danym poziomie rozwoju, by pomóc zrozumieć, ale nie zohydzić, nie zaszkodzić.  Kiedy słucham wypowiedzi prezesa i polityków partii rządzącej, odnoszę wrażenie, że nakręcając się tak, upajając rozmiarem zbrodni, wręcz z lubością w głosie głosząc swoje teorie, nie mające odbicia w nauce, dochodzę do wniosku, że kto jak kto, ale to oni właśnie potrzebują pomocy dobrego psychologa seksuologa, bo nikt myślący normalnie, nie wpadłby na pojmowanie seksualności i edukacji seksualnej w aż tak krzywym zwierciadle.

Nie zapominajmy o pladze antyszczepionkowców, przeciwników aborcji, zwolenników klauzuli sumienia. To, co się dzieje, cofa Polskę do czasów, gdy wiedza była na niskim poziomie, nauka w powijakach, a życie wyznaczał tylko przekaz kościelny, czarny kot na rozdrożu, strach przed karą bożą, ksiądz, straszący z ambony. Czy ktoś jest mi w stanie wytłumaczyć, jak można negować właśnie naukę i jej przekaz, stawiając na pierwszym miejscu swoją wiarę i zabobony?

Dodajmy też stosunek do nauczycieli, którym odbiera się prawo do nauczania, żądając całkowitego podporządkowania się oczekiwaniom rodziców. Inteligencję, która przez PiS została uznana za wykształciuchów, napiętnowana tylko za to, że kończyła szkoły nie w tej epoce, co trzeba, a do tego opiera się na wiedzy i umiejętnościach, które obecnej władzy nie na rękę. Nie czarujmy się, wycięcie niewygodnych nauczycieli i inteligencji oraz ciężka praca zastąpienia ich nowymi, reprezentującymi tylko poglądy i wizje partii rządzącej to jedna z głównych cech totalitaryzmu. Tych, którzy zawsze byli motorem napędowym rozwoju społeczeństwa i państwa, dzisiaj władza nazywa niedouczonymi głupkami, rozstawia po kątach i wbija do głowy narodowi, że to nieudacznicy, co to nic nie wiedzą i niczego nie potrafią. Za to ci nowi, to dopiero coś. No rzeczywiście „coś”, bo nic nie jest tak potrzebne dla dobrego rozwoju Polski jak taka arogancja, dyletanctwo i nieuctwo, które oni sobą reprezentują.

Dzisiejsza Polska coraz bardziej tonie w mroku wstecznictwa i zaściankowości. Przechodzimy ostry kryzys wartości i nauki, zapominając, że to jedyne drzwi do przyszłości, że są światłem. Niestety, PiS wpędza nas w stan amnezji. Wyciągnął z szafy pseudointelektualistów, przekonał znaczną część narodu, że inteligencja nie jest do niczego potrzebna, bo lud zna się na wszystkim lepiej, zamknął nas w klatce schematów i dogmatów, zapewnił całą paletę wrogów, skłócił na potęgę. Z dnia na dzień coraz mniej jest tego Polaka, obywatela Europy i świata. Czy to jest powód do dumy?

Reklamy

Jedna odpowiedź to “Duda i Kaczyński – absurdalni politycy, szkodliwi dla Polski jak wrzody na d…”

  1. Hairwald 17 marca 2019 @ 08:17 #

    Reblogged this on Holtei i skomentował(a):

    Kaczyński, wara od nas!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: